The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Padziernik 16 2019 06:15:36   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Raven - czyli opowieść o kruku 2
Richard patrzył z niedowierzaniem na drzwi, za którymi zniknął Raven. Usta i oczy młodzieńca były szeroko otwarte. Jego mina nie zmieniała się, od kiedy zobaczył, jakie śniadanie ma kruk. Przez cały czas, gdy chłopiec jadł ten wlepiał swoje oczy w to, co on miał na talerzu. Jego mina musiała naprawdę być głupia, gdyż jego stryj roześmiał się, jak tylko Raven wyszedł z komnaty.
-Richardzie, on to naprawdę lubi, nie musisz się tak dziwić.- Powiedział pan patrząc rozbawionym wzrokiem na bratanka.- A teraz chodźmy. Oprowadzę cię po zamku i jego okolicach.

Trawa rosnąca w zamkowym sadzie wyglądała pięknie jak zawsze. Jako, że była już wiosna przybrała barwę soczystej zieleni. Częste, lecz małe deszcze zaopatrywały ją dostatecznie w wodę, a słońce dawało jej ciepło. Klimat był, bowiem łagodny i zima nigdy nie przynosiła mrozów, a jedynie ulewy. Natomiast latem z nieba lał się żar gorąca.
Raven wyszedł z zamku najedzony i przeciągnął się schodząc po schodach na dziedziniec. Przeszedł go i skierował się do swojego ulubionego miejsca. Po drodze mijał wiele drzew owocowych i krzewów agrestowych. Po kilku minutach dotarł do celu i ułożył się na świeżo pachnącej trawie. Zamknął oczy i zaczął rozkoszować się wspaniałą pogodą i spokojem tego zakątka. Z trzech stron otaczały go potężne wiśnie, dając cień i schronienie przed niechcianymi gośćmi. Chłopak nawet nie zauważył, kiedy zasnął ukołysany przez naturę.

Hrabia de Corso pokazywał swojemu bratankowi po kolei wszystkie sekrety zamczyska. Otwierał tajemne przejścia i zdradzał miejsca, gdzie na złodziei czyhały pułapki. Gilbert otwierał swoimi kluczami każde drzwi prowadzące do najprzeróżniejszych komnat. Za każdym razem, gdy Richard zamierał w podziwie bądź zdziwieniu przybierał zadowoloną minę. Uwielbiam sprawiać ludziom niespodzianki, co często mu się zdarzało, bo tak naprawdę znała go tylko jedna osoba.
-Może zrobimy sobie krótką przerwę Richardzie? Pokaże ci teraz mój wspaniały sad i ogród. Potem zwiedzimy pozostałe komnaty do piątego piętra. Wyżej nie mogę chłopcze.- Odpowiedział widząc pytający wzrok bratanka.- Tam są komnaty Ravena. Nawet mnie nie wolno do nich wchodzić. Byłem tam tylko raz w życiu.- Hrabia odwrócił się i skierował do wyjścia. Za nim podążył nieco rozczarowany Richard. Jego nadzieja na poznanie sekretu młodego chłopca coraz bardziej malała.

Richard patrzył na drzewa rosnące w sadzie. Były bardzo dużych rozmiarów i musiały dawać wspaniałe owoce. Na wielu gałęziach widać było pączki kwiatów, które już niedługo miały się rozwinąć i zakwitnąć. Wśród konarów gdzieniegdzie leżały położone deski tworząc prowizoryczne domki.
Zamyślony chłopak rozglądał się po sadzie z podziwem myśląc o stryju. Bardzo dużo pracy musiało kosztować utrzymanie takiego ogrodu w dobrym stanie. A wszystko było zadbane. Każdy nowy rodzaj drzewa był odgrodzony drewnianym płotkiem od innych gatunków. Dookoła widać było porządek i dobrą rękę gospodarza.
Nagle Richard runął na ziemię. Przeklął cicho pod nosem i podniósł głowę, aby zobaczyć, co spowodowało jego upadek. Głośniejsze słowa uwięzły mu w gardle. Patrzył właśnie na śpiącego Ravena. Wyglądał tak niewinnie, że chłopak nie mógł oderwać od niego swoich oczu. Po chwili pan położył mu rękę na ramieniu i pokazał na migi, by wstał nie budząc kruka. Bratanek hrabiego natychmiast go posłuchał. Oboje zaraz ruszyli z powrotem do zamku. Pan był odwrócony do niego tyłem i nie mógł widzieć miny swojego krewniaka. Gdyby teraz na spojrzał na niego na pewno zastanowiłby się nad ponownym wprowadzeniem do zamku. Jego oczy ucieleśniały całą moc nienawiści i wściekłości. Dopiero po chwili chłopak je przymknął i zaczął powoli uspokajać. Nie mógł za wcześnie zdradzić swoich zamierzeń, a zamek bardzo mu się spodobał.

Richard mieszkał u Gilberta już drugi tydzień. Przez ten czas zdążył się już przyzwyczaić, że Ravena może zobaczyć dopiero, gdy zegar wybije dwunastą w południe. Stało się dla niego normalne, że nic nie robi i całymi dniami chodzi po zamku zwiedzając po raz kolejny już raz odwiedzone komnaty. Jedyne, co mu się nie spodobało to, to, że prawie nic nie wiedział o tym młodym chłopcu, który służył hrabiemu de Corso. Już drugi tydzień próbował od niego coś wyciągnąć, ale Raven unikał go jak ognia. Rzadko, kiedy widzieli się bez obecności starszego mężczyzny. Nastawała wtedy między nimi taka niezręczna cisza, że każdy z nich próbował znaleźć jakiś pretekst, by odejść i zająć się czymś innym. Raz tylko, w dniu wczorajszym udało im się nawiązać rozmowę, z czego Richard był bardzo zadowolony, bo już prawie stracił nadzieję na bliższą znajomość z młodzieńcem.
Chłopiec myślał także teraz coraz częściej o swoim stryju i jego testamencie. Według zapewnień staruszka wszystko było już ustalone, że to właśnie on odziedziczy cały majątek po Gilbercie de Corso. Richard westchnął ciężko i spojrzał na kalendarz. To właśnie na jutrzejszy dzień umówił się z panem tych włości, że miał mu pokazać ostatnią z komnat. Nie wiedział, czemu hrabia zrobił z niej taką tajemnicę. Podejrzewał, że chciał ją specjalnie przygotować na jego przyjście i pewnie, dlatego nie pokazał mu jej z resztą domu. W zamku nie znał teraz jedynie tego właśnie pokoju i komnat należących do Ravena. Nawet nie wiedział, ile chłopak ich w ogóle ma.

Hrabia wraz z Richardem zaczęli wspinać się po stromych schodach. Minęli cztery piętra i zatrzymali się na kolejnym. Stanęli na chwilę przed dużymi, ciężkimi drzwiami, aby staruszek mógł złapać trochę powietrza. Bardzo rzadko wchodził aż tak wysoko i się zmęczył. Mężczyzna po chwili otworzył wejście największym ze swoich kluczy i wpuścił do środka komnaty swojego bratanka.
Młodzieniec uśmiechnął się pod nosem i przekroczył próg pokoju. W pierwszej sekundzie miał wrażenie, że stoi na zielonej, wiosennej łące pokrytej soczystą, młodą trawą. Nigdy w życiu nie wiedział jeszcze tak zielonej komnaty. Nawet firany w oknach i zasłony miały podobną barwę. W następnym momencie jednak wyrwał się z tego zachwytu i rozpoczął rozmowę z Gilbertem.
-Stryju, jesteś pewien, że to ja mam dziedziczyć ten zamek? Nie masz kogoś, kto bardziej by ci odpowiadał?- Zapytał nie patrząc, bo jego oczy mogły zdradzić jego prawdziwe intencje.
-Ależ oczywiście Richardzie. To wszystko, co ci pokazałem będzie należało do ciebie. Cała moja służba przejdzie pod twoją opiekę także. A ta komnata... To jest moja ulubiona. Wiesz, chłopcze, to właśnie tutaj spotkałem Ravena po raz pierwszy. I mój drogi bratanku... Ja nie mogę ci zdradzić sekretu tego chłopaka. Tylko on sam może ci wszystko opowiedzieć, ale nie licz na to, dopóki ja żyję. Obowiązuje go prawo, że nikomu oprócz swojego pana nie może powiedzieć niczego o sobie i swojej przeszłości.- Gilbert podszedł do okna, które miało wysokość ściany i otworzył je. Po chwili już zniknął na małym balkonie wychodzącym na dziedziniec zamkowy. Oparł się o barierkę i patrzył na swoje włości, a potem podniósł głowę do góry i przypatrywał się z uśmiechem na ustach krążącym nad budowlą ptakom. Było niedługo po czwartej, więc Ravena na pewno nie było wśród nich.
Hrabia i Richard znajdowali się aktualnie na piątym piętrze. Była to jedyna komnata, która mogli odwiedzać na tej wysokości. Tuż pod nimi znajdował się plac zamkowy razem ze wszystkimi rzeźbami i ozdobami.
Gilbert zamyślił się i nawet nie zwrócił uwagi, że jego bratanek zbliżył się do niego. Dopiero, gdy poczuł duży kuchenny nóż wbijający się w jego plecy zorientował się, że nie jest sam na balkonie. Odwrócił głowę tak, że widział fragment twarzy Richarda. Stary człowiek z przerażeniem zauważył zmianę w obliczu młodzieńca. Jego oczy pałały czystą nienawiścią, a twarz była wykrzywiona w paskudnym grymasie.
-Żegnaj, stryju.- Powiedział Richard patrząc prosto w zachodzące mgłą oczy staruszka. W następnej sekundzie popchnął prawie martwego mężczyznę tak, że spadł dokładnie na jedną rzeźb, a włócznia, którą trzymał ten kamienny wojownik przebiła hrabiego Gilberta de Corso.
Richard stał na balkonie patrząc z uśmiechem na swoje dzieło. Od teraz mógł nazywać się panem zamku i mieć prawo do posiadania wszystkiego, co nieżywy stryj mu obiecał.

Raven przebudził się słysząc niespodziewany hałas na dziedzińcu. Pchnięty bardzo złym przeczuciem zerwał się i pobiegł w kierunku zamkowego placu. Gdy tylko tam się znalazł musiał natychmiast skręcić w pobliskie krzaki. Nie mógł patrzeć na ciało swojego dotychczasowego pana. Musiał zwymiotować...
-Raven- powiedział Richard pojawiając się nagle na dziedzińcu. Podszedł do klęczącego chłopaka i położył mu ręce na ramiona.- Boże, co za wypadek. Gdyby tylko nie wychylił się tak za barierkę. Nie płacz, pochowamy hrabiego Gilberta de Corso jak mu się to należy. A teraz idź do łazienki. Umyj się, cały jesteś brudny.

Kruk wstał zgodnie z poleceniem młodzieńca. Nie wiedział, co się z nim dzieje. To wszystko była dla niego zbyt nierzeczywiste, nierealne. Gilbert nie mógł przecież tak zwyczajnie umrzeć. To jakiś absurd, on jeszcze żyje- myślał chłopak nie mogąc się uspokoić. Chłopak przemył swoją twarz i dopiero wtedy doszło do niego, że nie wie nawet jak się znalazł w tej łazience. Zdjął swoje ubranie i nastawił wodę do wanny. Na dno dodał odrobinę płynu do kąpieli, by powstała tak bardzo przez niego uwielbiana piana.
Gdy tylko została napełniona aż po brzegi wszedł do niej spokojnie i bez pośpiechu. Chciał się odprężyć, odpocząć i co najważniejsze pomyśleć o tym, co się zdarzyło. Zaczął się bać, że tak naprawdę pan nie spadł sam z balkonu. W tym ostatnim tygodniu z przerażeniem zauważył, że chłopak jest bardziej podobny do dziadka niż obawiał się do tej pory. Nie dość, że wyglądają niemal tak samo to jeszcze dzielą identyczny charakter. Raven ze zgrozą uświadomił sobie, że teraz to właśnie Richard jest jego panem i jemu musi być posłuszny.
Kruk zażywał kąpieli jeszcze przez kilkanaście minut, po czym wyszedł, wytarł się i założył na siebie jeden z wiszących w tej łazience szlafroków. Gdy tylko skończył się ubierać drzwi łazienki otworzyły się i stanął w nich Richard. Chłopak jednak nie zauważył jego wejścia będąc pogrążonym w myślach.
-Raven- Powiedział Richard potrząsając delikatnie młodzieńcem, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Jednakże dopiero po chwili w oczach Ravena dostrzegł błysk rozpoznania. Natychmiastowo chłopak uklęknął na jedno kolano przed swoim nowym panem, a prawą rękę położył na swoim sercu.
-Panie, tobie oddaję serce me i duszę. Do lat tysiąca doczekam w zamku tym służąc tym, co w posiadaniu go mają. Tyś mym panem. Twe słowo rozkazem jest dla mnie.- Wypowiedział rytualną formułkę i pochylił nisko głowę.
Richard spojrzał na Ravena z uśmiechem. Tego właśnie oczekiwał od niego. Całkowitego posłuszeństwa. Nie dał jednak znać po sobie, jakie są jego tymczasowe zamierzenia i podniósł chłopaka z ziemi.
-Dobrze, a teraz chodźmy stąd. Musisz mi wszystko o sobie opowiedzieć. Chciałbym także obejrzeć twoje komnaty. Mój stryj.. Przepraszam...- Powiedział widząc zasmucony wzrok młodzieńca.- Już posłałem po księdza i grabarzy. Wyprawię mu godny pochówek. Nie martw się o to.
-Rozumiem panie. Ale co do komnat... Jesteś pewien panie, że chcesz obejrzeć je właśnie dziś? Pytam się, gdyż tylko raz będziesz miał okazję do nich zajść. Później odwiedzanie mych komnat jest zabronione nawet dla właściciela tego zamku. I nie denerwuj się na mnie o to panie. To nie jest zasada, która ja wymyśliłem.- Chłopak pochylił się przed Richardem jeszcze niżej. Nie chciał mu się sprzeciwiać, ale złamać reguł dotyczących jego klątwy złamać nie mógłby nawet, gdyby chciał. Kruk po chwili oczekiwania podniósł wzrok i spojrzał pytającym wzrokiem na nowego pana na zamku.
-Chodźmy- Krótko odpowiedział Richard i wyszedł z łazienki.

Młodzieńcy długo wchodzili po stromych stopniach. Po drodze mijali wiele korytarzy, okien i drzwi, a zatrzymali się dopiero na ostatnim piętrze zamku. Schody kończyły się tu wejściem do jakiejś komnaty. Raven nacisnął klamkę i przepuścił przodem swojego nowego pana.
Richard wszedł do środka i zaczął się rozglądać po pokoju. Tymczasem kruk podszedł do okna i oparł się o jego parapet. Spod przymrużonych oczu patrzył, co robi młodzieniec. Richard zaś nie zwracając uwagi na właściciela komnaty przeszukiwał każdy jej zakamarek. Na dłużej zatrzymał wzrok na złotej klatce dla ptaka stojącej niedaleko okna. Spojrzał zdziwiony na przedmiot, a później zwrócił się do Ravena.
-Więc to do ciebie należy ten wspaniały ptak?- Zapytał chłopaka. Ten jednak tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i dalej obserwował działania Richarda.
Młodzieniec nadal chodził po komnacie zaglądając do każdej szuflady, półki i szafki.
Wkrótce jednak słońce zaczęło zachodzić i coraz trudniej było cokolwiek zobaczyć. Kiedy w pokoju zapanował prawie całkowity mrok Raven odszedł od okna i skierował się do lampki naftowej stojącej na komodzie. Wziął zapałki do ręki jednak powstrzymała go dłoń Richarda na jego nadgarstku. Wyższy z chłopców odwrócił kruka w swoją stronę i przyciągnął do siebie.
-Nie ma takiej potrzeby, abyś ją zapalał...- Powiedział Ravenowi prosto do ucha.

Kruk leciał po niebie i wypatrywał jakiś małych zwierzątek, które mógłby upolować. Równo od północy przebywał poza zamkiem. A w swojej komnacie zostawił Richarda. Nie chciał mu patrzeć w twarz. Teraz chciał jedynie zniknąć, rozpłynąć się i nigdy nie wrócić. A tak mało lat klątwy mu zostało. To zamczysko znów zaczęło mu się kojarzyć ze wszystkim, co spotkało go w życiu najgorszego. Gdyby tylko mógł zginąć przed końcem klątwy...













Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum