The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Padziernik 26 2020 19:15:57   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Kiedy wszystko się zmienia 7
Mężczyźni nie mieli wyboru i musieli zaakceptować obecność wilka w domu. Zwierze najwyraźniej polubiło mieszkanie pod dachem, gorące posiłki i miękkie posłanie, zachowało jednak dziką niezależność. Nie pozwalał dotykać się nikomu oprócz chłopaka i trzymał innych na dystans, wyglądało to nawet zabawnie, kiedy Kieł na widok kogoś, kto obejmował Lucasa, wpychał się między nich. Wyglądało to tak, jakby był zazdrosny o wszystkich, którzy byli za blisko Lucasa. Za to Cam, James i Will działali na niego jak płachta na byka, rzucał się na nich z zębami i chociaż nigdy nie ugryzł, straszył bardzo realnie zagryzieniem.. Lucasowi to nawet odpowiadało. Will znowu zaczął robić się z lekka nachalny i znowu nie rozumiał słowa "Nie", Cam nadal się przezywał, zaś James traktował Lucasa z wyraźną niechęcią i wyższością. Rudzielec zastanawiał się, co ciekawego Cameron mu naopowiadał na jego temat. Na pewno nie było to nic dobrego. Zdążył już przywyknąć do tego, że mężczyzna, którego uważał za ucieleśnienie wszystkich marzeń, traktuje go jak najgorszego śmiecia. Na szczęście reszta kolegów wynagradzała mu tą fatalną trójkę w dwójnasób, a Wilk potrójnie. Lucas przyłapywał się nawet na tym, że czasem żałuje tego, iż Kieł nie jest człowiekiem. Chłopak czuł przyjemne ciepło, kiedy wilk patrzył na niego bursztynowymi ślepiami z taką wiernością i czułością. Czuł się bezpiecznie, przytulając się do wielkiego, gorącego ciała bestii i już nie czuł się taki samotny, jak dotychczas.
- Szkoda, ze nie jesteś człowiekiem Kieł - szeptał do niego, patrząc w złote oczy, przyglądające mu się uważnie i tak głęboko, jakby wilk chciał dotrzeć do jego myśli i duszy. - Byłbyś świetnym facetem. Miałbyś cudowne poczucie humoru, byłbyś dowcipny i zwariowany, byłbyś czuły, troskliwy, może czasem obroniłbyś mnie przed złym światem i nawiedzonym Willem - na dźwięk imienia Will Kieł zawarczał głucho. Lucas położył się na pomoście, podłożył ręce pod głowę i przymknął oczy. - Byłbyś wysokim, wspaniale zbudowanym facetem z długimi blond włosami i cudnymi oczami. - Uśmiechnął się do wyobrażonego mężczyzny. Kieł nachylił się nad nim i soczyście wylizał jego twarz.
- Zgadzasz się ze mną Kieł? - objął wilka za szyję i schował twarz w miękkiej sierści na jego szyi.
- Ze zwierzętami też się puszczasz? - odezwał się James, pojawiając się na pomoście nie wiadomo, kiedy. - Ale chyba ci nie dogadza, bo nie słyszę was w nocy.
Kieł uniósł łeb i zawarczał głucho. Chłopakowi ledwo się udało go utrzymać.
- Cam też ci nie daje, inaczej byś się po krzakach sam ze sobą nie zabawiał - odgryzł się Lucas. - Obaj jesteście żałośni. Nie macie, co udawać, jakimi to gorącymi kochankami jesteście, wszyscy wiedzą, ze śpisz na podłodze. - podniósł się z pomostu - chodź Kieł, idziemy sobie. Nie, nie gryź tego, nie wiadomo gdzie się szlajało, jeszcze się zatrujesz i dopiero będzie. Chyba nie chcesz być chory, prawda? - pogłaskał wilka po łbie, zeskoczył z pomostu na piasek.
- Wracaj skurwielu! - krzyknął James i ruszył za chłopakiem. - Zabiję! Cam powinien cię zatłuc na do widzenia, pieprzona dziwko!
Wszystko trwało ułamek sekundy. Kieł z rykiem godnym smoka skoczył na mężczyznę i wbił kły w rękę, którą mężczyzna się zasłonił.
- Kieł! Kieł, zostaw!! Przestań natychmiast! - Lucas złapał wilka za skórę na karku i próbował odciągnąć, ale nie miał dość siły. Wilk wyglądał jakby dostał amoku i zamierzał Jamesa rozszarpać na strzępy. - Kieł.. Proszę... Zostaw go... Zostaw... Puść natychmiast - ale zwierze zupełnie nie słuchało. W końcu chłopak zrobił jedyną rzecz, jaką mógł... Wepchnął dłoń do pyska tak, że wilk musiałby także jego pokaleczyć, gdyby zacisnął mocniej szczękę. - Puść go Kieł... Kochany... Puść. - w końcu wilk zaprzestał ataku i odsunął się od mężczyzny. James stanął na nogi i chwiejnie odszedł do domu. Lucas drżał na calutkim ciele, zdenerwowany nie potrafił opanować łez.
- Coś ty narobił? Dlaczego go pogryzłeś? Teraz zaczną się pytania i jeszcze mi ciebie zabiorą, a ja nie chcę, byś odchodził. - opadł na kolana, całkowicie zrezygnowany. - Będziesz musiał odejść i ukryć się, żeby cię nikt nie znalazł.
Wilk podszedł do chłopaka i położył łeb na jego karku, jakby go obejmował i mówił, ze nigdy nie odejdzie.
- Nie odejdziesz? Nawet, jeśli będą chcieli cię ukarać za to, co zrobiłeś? - w odpowiedzi, wilk przytulił się jeszcze mocniej, mrucząc cicho coś, co zabrzmiało chłopakowi jak "nigdy". To moja wyobraźnia, myślał. Przecież wilki nie mówią i nie obiecują takich rzeczy. Owszem, Kieł był wyjątkowym wilkiem, ale jednak wilkiem. Chłopak zszedł z pomostu i poszedł wzdłuż brzegu jeziora, a wilk podreptał za nim z lekko zwieszonymi uszami, jakby wstydził się tego, co zrobił, albo smucił, że Lucas go nie pochwalił i nie podziękował. Rudzielec milczał, nie wiedząc za bardzo, co ma zrobić. Iść do Jamesa i go przeprosić za to, co się stało? Olać i się dupkiem nie przejmować? Jeśli to zrobi, co sobie pomyśli o nim Cameron? Przecież i tak myśli o tobie jak najgorzej - pomyślał smętnie, to, co zrobił, nie zmieni niczego, wątpił czy zmieniłoby się cokolwiek gdyby poszedł do domu i na kolanach błagał o wybaczenie. Zresztą nie zniżyłby się do czegoś tak okropnego, jak błaganie o przebaczenie. W końcu wilk zrobił tylko to, co robią przyjaciele. Rzucił się na napastnika. Chłopak żałował, że Kieł nie pojawił się wcześniej. Gdyby tak się stało, nie doszłoby do tego, do czego doszło i teraz byłoby zupełnie inaczej. Nie bałby się dotyku mężczyzny i być może zrobiłby coś, by zasłużyć na złe zdanie, jakie ma Cam i jego przydupas. Szedł brzegiem jeziora, oddalając się od domu. Nie miał ochoty tam wracać i słuchać awantury, wyrzutów z powodu zwykłego pogryzienia głupiego palanta. Bał się reakcji chłopaków, bał się, że zabiorą mu Kła, a tego za żadne skarby nie chciał. Przecież wilk rzucił się na Jamesa przez niego... Bo nie potrafił trzymać języka za zębami i powstrzymać się od komentarzy, które sprowokowały faceta do ataku. Powinien był się trzy razy ugryźć w język, niestety Jamesa po prostu nie trawił, szczególnie wtedy, kiedy patrzył na niego z taką miną jakby wiedział coś, czego nie wiedział Lucas i na pewno nie było to nic miłego. Ogólnie stwierdził, że James jest śliskim, obrzydliwym wężem i obaj z Camem są siebie warci... Nagle dotarło do niego, że chociaż nadal czuje coś do Camerona, chyba już nie chce z nim być... A przynajmniej miałby poważne wątpliwości, czy się z nim ponownie związać. Zdradzone zaufanie trudno odzyskać.
Kieł warknął cicho i złapał chłopaka za rękaw bluzy i pociągnął w drugą stronę. Lucas wyrwał się z zamyślenia i spojrzał na wilka, a potem rozejrzał po otoczeniu. Nie byli już nad jeziorem. Stali w lesie na jakiejś polanie, oświetlonej promieniami słońca przesączającymi się przez gałęzie. Nogi zapadały się w mięciutkim mchu, leśne kwiaty pachniały upojnie, słyszał śpiew ptaków ukrytych w koronach drzew i brzęczenie pszczół uwijających się wśród kwiatów. Lucas nigdy nie był w tym miejscu, nie przypominał go sobie, ale po prawdzie nie oddalał się samotnie za bardzo od domu, nie chciał kusić licha.
- Co jest Kieł? Chcesz wracać do domu? Ale tu jest lepiej, zobacz. Nie ma nikogo. Nikt nie będzie na nas gadał.
Kieł znowu pociągnął go za rękaw.
- No dobrze, dobrze, poddaję się, wracamy do domu, skoro tego chcesz, ale obiecaj mi, że jeszcze tu wrócimy. Chciałbym sobie odpocząć w takim cudownym miejscu. - odwrócił się i ruszyli z powrotem. Musiał całkowicie polegać na nosie wilka, bo zupełnie nie wiedział, gdzie są. Miał tylko nadzieję, ze uda mu się odnaleźć drogę do tego miejsca. Po drodze starał się zapamiętać wszystkie znaki szczególne otoczenia. W końcu znaleźli się przed domem. Po cichu weszli na ganek, mając nadzieje, że nikt ich nie zauważy i nie będzie atakował. Już, już mieli wejść po schodach na górę, gdy usłyszeli za sobą groźny głos:
- Lucas! Natychmiast do salonu! Ruszaj zwłoki! - krzyknął Zeke. Kieł zjeżył ostrzegawczo sierść i odsłonił kły. - A ty nawet nie próbuj na mnie warczeć! Narozrabiałeś mój panie, więc ponieś tego konsekwencje.
Chłopak i jego wilk poszli posłusznie do salonu, gdzie siedzieli wszyscy mężczyźni. Cam i James patrzyli na chłopaka nienawistnie.
- Dlaczego Kieł ugryzł Jamesa? - spytał Zeke, siadając w fotelu.
- Bo powiedział, że nawet zwierzętom się oddaje... No to ja, że Cam mu widać nie daje... I Kieł chciał skubnąć go, więc powiedziałem, żeby nie gryzł, bo nie wiadomo czym by się jeszcze zaraził... James nazwał mnie skurwielem i dziwką i Kieł się zdenerwował i dlatego się na niego rzucił. I powiedział, że Cameron powinien mnie zabić na do widzenia. To tyle mam do powiedzenia, na obronę swoją i Kła. - zwiesił głowę.
- Więc tak to wyglądało. James powiedział, że poszczułeś Kła na niego. - w tym momencie, wilk zawarczał tak, że wszyscy się wzdrygnęli.
- Uwierzyłeś mu? Wszyscy mu uwierzyliście?
- Nie... Nie byłbyś do tego zdolny, to raz. Dwa... Gdybyś Kła poszczuł, to na pewno odgryzłby Jamesowi rękę, albo go zmasakrował, a skaleczenia na jego ręku były takie, jakby pokaleczył go wyjątkowo wyrośnięty szczeniak. Tak więc uważam, że Kieł po prostu chciał postraszyć Jamesa, żeby zostawił cę w spokoju. Gdyby Cameron miał trochę więcej oleju w głowie, zrobiłby to samo. - mężczyzna spojrzał wymownie na Camerona.
- To możemy sobie iść? I nie musimy przepraszać prawda? - spytał Lucas idąc do schodów. - - Tak, możecie sobie iść - westchnął Zeke zrezygnowany.
- Dzięki.To my sobie idziemy. Chodź, Kieł. - pobiegli schodami na górę i ze śmiechem i warkotem wpadli do pokoju. - Widziałeś jego minę? To było cudowne. Obaj myśleli, że Zeke ukarze mnie i Ciebie. - A Ty zupełnie się nie popisałeś. Ale to dobrze, teraz mogliśmy mieć kłopoty. - W odpowiedzi wilk zawarczał przyjaźnie i wywalił język w uśmiechu.
- Jesteś niemożliwy i rozbrajający. - poczochrał wilka po łbie. Chłopak sięgnął po ręcznik i poszedł do łazienki. Oczywiście Kieł poszedł za nim. Tym razem chłopak wpuścił wilka do łazienki. Nie chciał, by Zeke złościł się z powodu podrapanych klepek i drzwi. Wilk usiadł na dywaniku przy prysznicu i patrzył na chłopaka zmrużonymi ślepiami, mrucząc cicho. Odkręcił wodę, wypełniając staromodną wannę na lwich nóżkach i zaczął się powoli rozbierać. Wilk śledził każdy jego ruch, nieruchomy jak rzeźba. Gdy zrzucił z siebie ostatni skrawek materiału, zaczął śnić na jawie. Jego oczy stały się nieobecne, na wargach gościł delikatny uśmiech. Jego ciało było smukłe i gładkie prawie jak u nastolatka. Drobne kości, karmelowa skóra, wspaniale współgrająca z truskawkowo-blond włosami. Kiedy się pochylił, by zakręcić kran, trzeba było ogromnego aktu woli by się powstrzymać i nie uszczypnąć jędrnego, gołego tyłeczka.
Wszedł do wanny i syknął cicho, gdy gorąca woda sparzyła jego skórę. Zaśmiał się, kiedy Kieł podszedł bliżej i zaczął go obwąchiwać. Leżąc w wodzie rozmawiał z nim paplając to i owo. Potem zaczął się niespiesznie myć, przeciągając gąbką po skórze. Wilk zmrużył oczy i zamruczał gardłowo, niemal wkładając łeb do wanny. Odsunął jego głowę, wyszorował się do końca, wyciągnął korek i wyszedł z wanny, ociekając wodą w bardzo kuszący sposób. Sięgnął po ręcznik i niespiesznie zaczął się wycierać, nucąc cicho jakiś rockowy kawałek. Kieł skorzystał z okazji i przesunął językiem po jego łydce, spodniej części kolana i udzie. Lucas odpędził go ze śmiechem. Wytarł się do sucha, założył szlafrok. Wyłączył muzykę i poszedł z wilkiem do pokoju. Naszykował swoje posłanie i wyciągnął spodenki i koszulkę do spania. Zdjął szlafrok, ale zamiast się ubrać, przez blisko kwadrans przeciągał się z Kłem własnymi spodenkami. Najwyraźniej zwierz uznał, że Lucas będzie lepiej wyglądał bez ubranka. W końcu udało mu się odebrać spodenki i mógł się w końcu ubrać. Położył się na posłanku, przez jakiś czas czytał książkę, a potem ułożył się do snu.
Śnił mu się las... Wędrował przez niego, otoczony zapachem, zielenią, ptasim śpiewem i brzęczeniem owadów. Doszedł na polanę. Jego bose stopy przyjemnie zapadały się w mchu ścielącym się grubym kobiercem na ziemi. Wtedy go zobaczył. Pół siedział, pół leżał na wspaniałym złotym futrze, odziany tylko w coś w rodzaju skórzanej zapaski i uśmiechał się do chłopaka. Jego szyję ozdabiały wisiorki z kości i paciorków. W długie, jasne włosy miał wplecione rzemyki i pióra. Wstał, podszedł do niego, pogładził po policzku i wziął w ramiona. Ich usta złączyły się w namiętnym tańcu warg i języków. Ręce mężczyzny powędrowały po plecach chłopaka, wywołując rozkoszny dreszcz. Mężczyzna poprowadził Lucasa na futro i położył na nim. Obsypywał ciało chłopaka delikatnymi jak motyle skrzydła pocałunkami. Jego palce badały gładką skórę brzucha, bioder i ud. Blondwłosy całował wewnętrzną stronę ud, a potem wziął go do ust i zaczął zachłannie ssać i lizać. Lucas wił się, mrucząc i pokrzykując z rozkoszy, wczepiając palce w jego włosy.. Zatracając się w tej pieszczocie. Krzyknął głośno osiągając spełnienie. Mężczyzna spił wszystko i zaczął wędrować językiem po jego ciele zlizując słone kropelki ze spoconej skóry. Rozchylił jego nogi, pochylił się między nie i przez kilka chwil masował językiem różowy otworek. Przesunął się do twarzy chłopaka, oparł sobie jego nogi na ramionach i powolutku w niego wszedł. Chłopak wierzgnął lekko i krzyknął, by po chwili zamruczeć z rozkoszy. Naparł mocniej, wyrywając z jego gardła pokrzykiwania słodkiej rozkoszy. Poruszali się we wspólnym rytmie, złączeni całkowicie w jedno. Wspólnie osiągnęli spełnienie i opadli na futro. Lucas spojrzał w twarz kochanka, z której spoglądały na niego złociste, wilcze oczy...













Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum