The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Grudzie 11 2018 04:24:40   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Tyko ty 2



- Czytasz to? - Isamu wziął do ręki magazyn sportowy i pokazał go przyjacielowi.
- Czasami - Kei położył się na swoim łóżku i przeciągnął. Wszystkie mięśnie go bolały po dzisiejszej lekcji wychowania fizycznego. Roztarł obolałe ramię.
Isamu spojrzał na niego. Położył gazetę na półce i usiadł na łóżku.
- Boli cię?
- Trochę. Całe wakacje nie ćwiczyłem.
- Może ci pomasuję ramiona, to przestaną cię boleć. - powiedział Isamu cicho.
- Obejdzie się. To co chcesz obejrzeć? - Kei wyciągnął się po pilota, który leżał koło łóżka na stoliku.
- Sam wybierz - Isamu zamiast w fotelu jak zawsze, wdrapał się na łóżko i położył obok Kei;a. Tanaka zerknął na niego przez chwilę, po czym włączył telewizor i DVD, w którym był jakiś film sensacyjny. Zaczął go oglądać wczoraj, ale zasnął po kilku minutach, więc teraz puścił go od początku.
- To jest fajne. Rodzina jakiegoś przedsiębiorcy została uprowadzona przez mafię i główny bohater ma ich odnaleźć. Co robisz? - Isamu przysunął się do niego i położył głowę na jego klatce piersiowej.
- Tak mi będzie wygodniej. - i żeby zmienić temat, zapytał - Jak długo będziesz jeszcze łaził za tym Kazamą? Od tygodnia mu się tylko przyglądasz. Nawet z nim nie rozmawiasz.
- Jest inny niż faceci z którymi się spotykałem. Musze mieć trochę cierpliwości i w końcu będzie mój - położył dłoń na głowie przyjaciela i zaczął ją delikatnie drapać. Isamu zamruczał.
- Zauważyłem, że ostatnio wieczory spędzasz w domu.
- Napisy się skończyły, oglądaj film.
Dla niego to również było dziwne. Od czterech dni wolał zostać w domu zamiast włóczyć się po mieście. Nawet u Haru był ostatnio wtedy, kiedy odbierał motor. Od dawna tak nie było i zastanawiał się co się z nim dzieje. Czy wziął sobie do serca słowa Haru? Nie, na pewno nie.
- Dlaczego ty mnie nie chcesz? - przyjaciel wyrwał go z zamyślenia. Isu podniósł głowę i popatrzył na niego - W czym oni są lepsi ode mnie? Są ładniejsi, mądrzejsi, bardziej doświadczeni? Dlaczego wciąż mnie odpychasz?
- Miałeś oglądać film - powiedział Kei zimno.
- Mam gdzieś film. Przyszedłem tu do ciebie, dla ciebie. - Isamu przesunął się tak, że zawisł nad Kei?em Pochylił się i pocałował go. Pocałunek był chaotyczny, zaborczy, była w nim rozpacz i niewyobrażalne pragnienie, które nie zostało zaspokojone, usta przyjaciela nie odwzajemniły pieszczoty. Kei w momencie, kiedy poczuł jak język chłopaka wdziera się w jego usta, chwycił przyjaciela za ramiona i odepchnął go brutalnie na drugą stronę łóżka. Sam się podniósł do siadu.
- CO TY KURWA WYPRAWIASZ? POGIEŁO CIĘ?! - wrzasnął tak głośno, że chyba było go słychać w całym domu.
Isamu usiadł tyłem do niego.
- Odpowiedz, dlaczego nie ja.
- Isu?
- ODPOWIEDZ! - odwrócił się gwałtownie. Z jego szarych oczu płynęły łzy.
- Mówiłem ci już, że jesteś dla mnie wart więcej jako przyjaciel niż kochanek.
- Haru był twoim kochankiem, a teraz jesteście przyjaciółmi. Ja z przyjaciela mogę zamienić się w kochanka.
- To niemożliwe.
- Może ja nie chce być dla ciebie tylko przyjacielem. Kocham cię.
- Ale ja ciebie nie i nigdy nie pokocham. Ty też do mnie nic nie czujesz?
- CZUJĘ!
Kei wstał z łóżka, przeszedł kilka kroków i usiadł na jednym z białych foteli. Popatrzył na Matsumoto, który w dłoni ściskał narzutę na łóżko i nadal gapił się w miejsce w którym przed chwilą siedział Kei..
- Nigdy nie dam ci miłości. Dał bym ci tylko ból?
- Teraz mi go dajesz!
- Znajdź sobie dobrego chłopaka i z nim bądź. Za dużo czasu spędzasz ze mną i nie masz jak zbliżyć się do kogoś.
Isamu zerwał się z łóżka i upadł na kolana przed brunetem. Objął jego nogi w silnym uścisku. Głowę położył na jego kolanach.
- Chcę tylko ciebie. W czym jestem gorszy? Jestem aż tak b...brzydki? - głos chłopaka się łamał.
- Nie, jesteś piękny. Marzenie każdego faceta.
- To dlaczego mnie nie chcesz?
- Do jasnej ciasnej mówiłem ci już! - Kei zirytował się. Miał dość tego samego pytania - Znasz odpowiedź, nie będę się powtarzał. Słuchaj uważnie tego co mówię. - po raz kolejny odepchnął przyjaciela od siebie, tym razem delikatniej i wstał z fotela.
- POWIEDZ! - Isu nadal klęczał na podłodze.
- CO CHCESZ USŁYSZEĆ?! - spojrzał na niego takim wzrokiem, który gdyby mógł zabijać chłopak by już nie żył - CO MAM CI POWIEDZIEĆ POZA PRAWDĄ?! NIE CHCĘ CIĘ JAKO KOCHANKA. JESTEŚ IDIOTĄ, ŻE NIE MOŻESZ TEGO ZROZUMIEĆ?! NIE POŻĄDAM CIĘ. NIC NIE CZUJĘ, KIEDY MNIE OBEJMUJESZ. POCZUŁEM OBRZYDZENIE W MOMENCIE JAK CHCIAŁEŚ WŁOŻYĆ MI JĘZYK DO UST. NIE DAŁEM CI ZGODY NA TO! NIE CHCĘ CIĘ! TO PROSTE DO ZAPAMIĘTANIA! - nerwy trzymane do tej chwili na wodzy, puściły. Krzyczał na niego i miał gdzieś jak bardzo rani to chłopaka. Miał nadzieję, że Isu w końcu zrozumie, że on go nie chce i seksem nie zniszczy przyjaźni trwającej tyle lat. Zawsze mu to mówił, a do Isamu nadal to nie docierało. Był głuchy na jego słowa.
Isamu podniósł się powoli. Nie patrzył na Tanakę.
Drzwi do pokoju Kei?a otworzyły się i weszła przestraszona krzykami Miyo.
- Co tu robisz? - Kei zapytał ją zimnym głosem.
Isamu popatrzył na dziewczynkę zapłakanym wzrokiem i wybiegł z pokoju potrącając ją tak, że upadła. Brat widząc to podbiegł do niej i ją podniósł.
- Nic ci się nie stało? Po co tu weszłaś i to bez pukania.
Miyo popatrzyła na niego.
- Dlaczego Isu płakał? Skrzywdziłeś swego przyjaciela?
- Powiedziałem mu prawdę, której on dotąd nie widział.
- To dlatego tak krzyczałeś na niego?
- Nie powinienem był tego robić, ale bardzo się zdenerwowałem.
- Jego serce pękło.
- Sam jest sobie winien - spojrzał w oczy siostrzyczce. Mała była bardzo spostrzegawcza. Nie rozumiała jednak sytuacji w której się on i Isu znaleźli. Musiał odreagować i uspokoić nerwy - Wychodzę powiedz Eijemu, że wrócę późno.
Wziął z szafy czarną skórzaną kurtkę i wyszedł z pokoju. Nawet nie mógł teraz myśleć o Kazamie, nerwy go rozsadzały.
- Cholerny dupek. Idź do diabła Isu. - wyszeptał do siebie Kei.
Etsu stała na środku holu i rozglądała się wokół. Jej oczy napawały się widokiem pomieszczenia do którego weszła chwilę temu.
- Tu jest jak w pałacu. Chciałabym w czymś takim mieszkać.
- Pod warunkiem, że nie mieszkała byś w nim sama - powiedział Ryu.
- Ale ty mieszkasz tu z rodziną.
- I całe szczęście.
- Oprowadzisz mnie? - zapytała nieśmiało.
- Jeżeli tylko masz ochotę. Chodź, może zaczniemy od biblioteki. - chłopak poprowadził ją w stronę biblioteki na końcu korytarza. Jego dom był duży, przypominał jedną z budowli gwiazd filmowych, w którym, było 12 sypialni z przyłączonymi do nich łazienkami, dwoma jadalniami, trzema salonami, biblioteką i gabinetami ojca i matki, ale dla niego to był zwykły rodzinny dom. W nim się wychował, bawił, odrabiał lekcje, obchodził święta, odczuwał radości i smutki. Obok domu był duży ogród utrzymany w tradycyjnym stylu japońskim z wąską dróżką prowadzącą na prywatną plażę nad oceanem. Tam też zaprowadził dziewczynę, która była zachwycona wspaniałymi widokami. Wrócili do domu pogrążeni w rozmowie. Etsu patrzyła na chłopaka błyszczącymi oczami. Chłopak opowiadał jej o swojej rodzinie. O matce, która była nauczycielką w podstawówce i czasem dostawała bólów głowy widząc jakie głupie i często niebezpieczne pomysły mają jej podopieczni. Ojciec był właścicielem sieci markowych hoteli na całym świecie. Odziedziczył je po swoim ojcu, który zaczął budowę firmy od małego hoteliku i doprowadził ją do stanu świetności zarabiając miliony.
- Mój brat niedługo zacznie studnia na informatyce. Ma kręćka na punkcie komputerów i programowania. Czasem mam wrażenie, że on tam nauczy ich więcej niż oni jego. - zaprowadził dziewczynę do pustej kuchni.
- A ty? - oparła się o wyspę na której była płyta kuchenna obudowana czarnym blatem, zlewozmywak, miedzy którymi było miejsce na przygotowywanie posiłku.
- Co ja? - Ryu dłużej przytrzymał dłoń na klamce lodówki zanim ją otworzył. Wyjął z niej sok pomarańczowy i nalał do wysokich szklanek.
- Cały czas mówisz o swoich najbliższych, a o sobie nic. Jestem ciekawa twojej osoby, tego co lubisz, co cię denerwuje.
- Nie jestem ciekawym tematem - na chwilę skierował na nią wzrok, po czym wziął szklanki i oboje przeszli do salonu tuż obok schodów prowadzących na piętro - uczę się, żyję jak zwyczajny chłopak. Usiądź proszę. - postawił szklanki na stole.
- Od dawna nie spotkałam tak wyjątkowego chłopaka jak ty - brunetka się zarumieniła - jesteś bardzo miły i... - przerwała upijając łyk soku.
- Uwierz nie jestem aniołem.
- W przeciwieństwie do Tanaki jesteś.
- Nie lubisz go tak bardzo z powodu jego zachowania?
- To bogaty dupek, który myśli tylko o sobie. Skrzywdził mojego brata. Traktował go jak zabawkę, a potem zostawił. Ja wiem, że mój brat robił sobie wielkie nadzieje na związek mimo, że Kei nic mu nie obiecywał, ale i tak nie miał prawa go traktować jak ścierki.
- Przykro mi.
- Mnie też. Ryu chcę cię o coś zapytać, bo muszę się upewnić? nie chcę robić sobie nadziei i potem się sparzyć?
- Pytaj śmiało, obiecuję, że odpowiem.
- Jesteś homoseksualistą?
- Tak. Sama mówiłaś, żebym nie uległ zwodniczym słowom Tanaki. Myślałem, ze wiesz?
- Mówiłam też, że hetero również mu ulegają. - Jej oczy zasnuła nuta smutku.- Zawsze ci wspaniali chłopcy są zajęci, albo wolą facetów. Ja to mam szczęście. Dobrze, że wiem, bo o mały włos, a zakochałabym się w tobie. To co zostajemy przyjaciółmi? - uśmiechnęła się.
- Ja nie mam nic przeciw. - nieznacznie uniósł kąciki ust w słabym uśmiechu - Jesteś świetną i śliczną dziewczyną na pewno spotkasz jakiegoś wolnego hetero. Powiedz mi, a Kei ci się podobał chociaż trochę jak go poznałaś?
- Tak. Jest cholernie pociągający, ale od początku było wiadome kim jest. On nie tknął by dziewczyny. Jedynymi kobietami w jego otoczeniu są jego macocha i dziesięcioletnia siostra. Co ty się tak o niego dopytujesz?
- Ciekawy z niego typ. Nic więcej.
- Nie w moim stylu. Nie lubię zimnych drani.
Ryu niestety do takich ciągnęło, ale nie powiedział tego dziewczynie.
Kei podniósł ręce w górę i tańczył wokół własnej osi, ruszając biodrami w takt wpadającej do uszu muzyki. Zamknął oczy wczuwając się bardziej i czując się tak jakby był sam na parkiecie. Odgarnął mokre włosy z czoła. Był spocony, zmęczony i czuł się jak młody bóg, Faceci tańczący obok zerkali na niego. Byli podnieceni, wiedział, że gdy tylko kiwnie palcem z przyzwoleniem zbliżenia się do niego będzie mógł wybierać w smakowitych kąskach do woli. Otworzył oczy i jego wzrok powędrował do 22 letniego faceta. Stał oparty o bar i patrzył na niego pożądliwym wzrokiem. Już parę razy był z nim i facet był w tym dobry. Kei poruszał w miejscu taksując chłopaka wzrokiem. Podobał mu się, był długowłosym szatynem o umięśnionym ciele. Od tygodnia nie miał żadnej przygody i nic nie stało na przeszkodzie, aby mógł się zabawić. Ruszył prosto do wyjścia z sali, kątem oka widział jak długowłosy idzie za nim. Tanaka wziął z automatu kilka prezerwatyw i zszedł na dół po schodach do dark roomu. W ciemnym pomieszczeniu unosił się zapach seksu. Słychać było jęki rozkoszy i spełnienia. Znalazł wolne miejsce pod ścianą i oparł się o nią, poczuł dotyk chłopaka na swoim kroczu.
- Co my tu mamy? - zapytał długowłosy.
- Coś co potrzebuje twojego zainteresowania.
- Chcesz w ustach czy coś więcej?
- Wystarczą usta. - jakoś przeszła mu ochota na więcej - Masz - podał mu prezerwatywę. - używał ich nawet do obciągania. Nigdy niie był pewien czy chłopak nawet ustami mu czegoś nie podaruje.
- Ok. Nie ma sprawy Kei.
Chłopak padł na kolana przed Kei?em i od razu zabrał się za odpinanie jego rozporka. Kei poczuł dotyk na swym twardym członku, który został uwolniony z uwięzi i nakładanie kondoma. Po chwili usta długowłosego pochłonęły jego męskość. Pieszcząc go szybko i mocno. Na twarzy Kei?a pojawił się grymas przyjemności. Zamknął oczy. W jego wyobraźni przed nim klęczał Ryu Kazama i to jego usta i język go pieściły. Doszedł szybko z głuchym krzykiem na wspomnienie jasnowłosego. Otworzył oczy i był pewny, że jakoś musi zdobyć Ryu, dobrocią lub siłą, ale będzie go miał. Usłyszał krzyk chłopaka, który zrobił mu dobrze. Długowłosy właśnie skończył się masturbować, a jego nasienie wylądowało na podłodze między nogami Tanaki. Brunet pogłaskał go po głowie i zdjął prezerwatywę wyrzucając ją gdzieś obok.. Zapiął rozporek, chowając uprzednio penisa i wyszedł z dark roomu. Nie przejmował się chłopakiem, bo tamten wiedział, że idą tylko na mały numerek. Nie zapraszał go na noc do hotelu. Wrócił na parkiet i znów zaczął szaleńczo tańczyć. Noc przed nim była jeszcze długa.

Głowa opadła mu na stół w kuchni. Czuł jak w niej dudni i każdy nowy hałas przyprawiał go o coraz większy ból.
- Umieram.
- Trzeba było więcej chlać! - Eiji podniósł głos co doprowadziło brata do wykrzywienia twarzy z bólu - Masz Anty- kac i spadaj do szkoły.
- Czemu ty się nade mną znęcasz? - powiedział głosem pełnym cierpienia.
- Bo nie lubię jak pijesz!
- Cicho, bo mi łeb zaraz pęknie.
- Niech ci pęknie. Zasłużyłeś na to. Ja jadę do szpitala.
- Weź mnie ze sobą i każ wymienić im moją głowę. - złapał brata za rękę i popatrzył na niego błagalnym wzrokiem.
- Gdyby tak się dało już od dawna miałbyś inną. Wypij to - podał bratu napój.
Kei wziął niechętnie płyn i wypił jednym haustem.
- Dobry chłopiec.
Usłyszeli jak drzwi frontowe się otwierają i jak na podłogę upada coś ciężkiego.
- Czegoś tam napchała? - zapytał męski głos.
- Mówiłam, że kierowca to wniesie. - tym razem głos kobiecy dotarł do ich uszu.
- Wrócili. - chłopcy ruszyli długim korytarzem do holu. Obok nich przebiegła Miyo.
- Mamaaaa - jej struny głosowe osiągnęły wysoki stopień decybeli.
- Ja tu zaraz zwariuję - Kei pomasował swoje skronie.
Przy drzwiach zobaczyli stos walizek. Ojca rozmawiającego przez telefon i macochę ściskającą swoją córkę.
- Dobrze, bardzo się cieszę. Po południu dokumenty będą gotowe. Przyślę kogoś z nimi do pańskiego domu. Do widzenia. - ojciec zakończył rozmowę - o chłopcy dobrze, że jesteście pomożecie nam z walizkami.
- Po moim trupie, co pewnie niedługo nastąpi, Eiji ten twój lek nie działa. - popatrzył na brata z wyrzutem. Na co ten przewrócił oczami. - Tato zatrudnij sobie lokaja ja nim nie jestem. Idę do szkoły. Będę miał dziś ciekawy dzień - Kei wziął swój plecak, kluczyki od motoru miał przy sobie.
Pan Yoshida z zadowoloną miną wszedł do klasy. W ręku niósł jakieś kartki.
- Zrobimy sobie test.
- Jak to test? Dopiero zaczął się rok szkolny - powiedział jakiś uczeń.
- Będzie to sprawdzian z tego co zapamiętaliście z zeszłego roku - uśmiechnął się złośliwie.
- A ocena z tego będzie? - zapytał Ryu.
- Nie, chcę tylko sprawdzić wasze wiadomości.
Do klasy wpadł Kei.
- Przepraszam za spóźnienie - jego wzrok nie zatrzymał się na nauczycielu tylko powędrował w stronę Ryu. Uśmiechnął się do niego zalotnie. Ryu prychnął widząc to i odwrócił głowę. Kei westchnął.
- Siada pan na miejsce czy będzie pan tak tutaj stał jak słup soli? I dlaczego nadal nie ma pan mundurka?
- Bo nie będę czegoś takiego nosił. - Jednak kiedy popatrzył na Kazamę i to jak na nim leży to coś, chwilami był gotów zmienić zdanie. Chłopak miał dziś znów rozpiętą pod szyją koszulę, a na szyi zawieszony delikatny srebrny łańcuch z zawieszką w kształcie łzy. Zagapił się na chłopaka, a Ryu wyłapał ponownie jego wzrok. Przełknął ślinę, patrząc w oczy bruneta. Odruchowo zamknął swoje, a serce zabiło mocniej.
- Panie Kazama nie śpimy - usłyszał głos nauczyciela. Kiedy znów otworzył oczy nie zobaczył Tanaki. Odwrócił się i odkrył, że brunet siedzi w swojej ławce i patrzy na niego. Kei puścił mu oczko, a na ustach pojawił się słodki, łobuzerski uśmiech.
Test był łatwy i Ryu napisał go bez problemu. Trochę obawiał się go, ponieważ opuścił wiele tygodni w szkole i uczył się w domu. Lekcja dobiegła końca. Etsu przeprosiła go i wybiegła z klasy spiesząc się na spotkanie z koleżankami. Chłopak wyszedł na korytarz i od razu został pchnięty na ścianę. Jego napastnik uwięził mu dłonie w swoich nadgarstkach i trzymał wzdłuż ciała. Serce Ryu prawie podskoczyło mu do gardła, ale spojrzał na Kei?a morderczym wzrokiem.
- Spadaj.
- Nie kotku. Za bardzo mnie kręcisz, abym mógł spadać - Kei patrzył intensywnie w oczy jasnowłosego. - Twoje oczy są jak ocean.
Ryu się roześmiał i nadepnął na stopę bruneta. Przez chwilę miał ochotę uderzyć go kolanem w pewne newralgiczne miejsce, ale sam był chłopakiem i nie chciałby poczuć tego bólu oraz fundować go innym. Kei syknął i zwolnił uścisk na nadgarstkach, co Kazama szybko wykorzystał i tak wywinął swymi rękoma i ciałem, że teraz on trzymał w ten sposób Kei?a i skierował go na ścianę. Ręce Tanaki ułożył nad jego głową.
- Powiedziałem ci coś, pamiętasz? - syknął - Mnie możesz mieć tylko w swoich marzeniach.
Kei zaczął się z nim siłować i był zaskoczony siłą chłopaka. Jego ręce były trzymane w zdecydowanym uścisku.
- Będziesz mój Ryu.
- Pieprz się Tanaka!
- Będę pieprzył, ale ciebie.
- Czy w twojej głowie jest tylko jedno? Słońce, mnie tym nie zdobędziesz. - teraz z bardzo bliska przyjrzał się twarzy bruneta, była piękna, bez skazy. Czuł jego ciepły oddech na swojej twarzy i ten zniewalający męski zapach cedru, zielonego eukaliptusa i drzewa kamforowego. Ryu rozpoznał znaną markę. Sam używał tylko najlepszych kosmetyków. Kei również ocenił zapach chłopaka. Pachniał ciepłem i świeżością. Cytryną z nutą bergamoty i lawendy, które łączył ze sobą zapach drzewa sandałowego.
- Kotku ręce mi cierpną.
- Nie mów do mnie kotku, napaleńcu. - puścił jednak ręce chłopaka i cofnął się o krok. Dopiero wtedy obaj dostrzegli, że mają widownię.
- No, no, no - pan Yoshida zaklaskał kilka razy teatralnie - niezłe przedstawienie, ale jak chcecie takie sceny odstawiać to nie w szkole! Rozejść mi się! - krzyknął do pozostałych uczniów - A wy chodźcie za mną mam dla was zajęcie.
- Dlaczego? Nic nie zrobiliśmy - powiedział Kei.
- Dajecie zły przykład młodszym uczniom. Macie teraz godzinę wolną, bo pani Hayato się rozchorowała, więc abyście się nie nudzili uprzątniecie salę gimnastyczną i szatnię.
- Ale tam dopiero sprzątali! - Kei podniósł głos.
- Proszę ciszej Tanaka. 1C miała lekcję WF i trzeba poskładać rzeczy na miejsce i...
- Ale my się nie biliśmy - wtrącił się Ryu.
- Wiem - otworzył drzwi do sali gimnastycznej i przepuścił ich przodem. Po całej sali walały się piłki, materace, stało kilka kozłów i ławki były poprzewracane.
- Huragan tu przeszedł?
- Nie panie Tanaka, to była tylko jedna klasa. Chyba nie muszę panom mówić co trzeba tutaj zrobić.
- Jest pan pewien, że chce nas tu zostawić samych? - Kei patrzył na Ryu.
- Pan Kazama doskonale sobie z panem radzi. Poza tym nie zapominajcie dlaczego tu jesteście. Wrócę za 45 minut.
Nauczyciel wyszedł z sali.
- I widzisz co narobiłeś?! - zaatakował go Ryu. Nie czuł się dobrze w zamkniętym pomieszczeniu z tym chłopakiem. Wzbudzał w nim jednocześnie, pożądanie i strach.
- Trzeba było mnie puścić!
- Kto mnie pierwszy zaczepił?!
Kei zbliżył się chłopaka. Wyciągnął dłoń, chcąc dotknąć jego twarzy. Ryu drgnął, ale zareagował natychmiast i odtrącił rękę bruneta.
- Nie dotykaj.
- Powiedz mi dlaczego boisz się dotyku?
- Może nie chcę być dotykany przez takich kolesi jak ty!
- Na dotyk tej Saito też reagujesz? - zamyślił się chwilę - strachem. Nie wiem czy to dobre słowo.
- Nie twoja sprawa. Odwal się! Może zaczniemy sprzątać ten bajzel?
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
- Przymknij się. Nie chcę z tobą gadać.
Kei pomruczał coś do siebie pod nosem i zabrał się za zbieranie piłek. Ryu popatrzył na niego wilczym spojrzeniem i zajął się ustawianiem ławek przy ścianach.
Shin siedział w poczekalni przychodni szpitalnej od godziny. Zaczynał się wkurzać na doktora Tanakę. Umówił się z nim na 10 i była już 11, a jego jeszcze go nie było. Do tego kostka zaczęła go potwornie boleć, bo zapomniał o lekach przeciw bólowych. Obok niego siedziało kilka osób.
- Przepraszam, państwo też do dr Tanaki? - zapytał.
- Nie chłopcze. Ja unikam takich niedouczonych młodzików - odpowiedziała mu starsza kobieta.
Wstał i miał już wyjść, a co niech doktorek sobie na niego poczeka, on musi coś zjeść. Jednak zatrzymał się, gdy ujrzał zbliżającą się znajomą postać.
- No w końcu idzie. Wielki pan doktorek. Myśli, że mam tu zgnić czekając na niego? - pomyślał Shinya.
- Och już pan jest? - na twarzy Eiji?ego widać było zdziwienie.
- Jak to już? Czekam od godziny. Miałem być na 10.
- To pielęgniarka nie dzwoniła do pana? Wypadł mi dziś niespodziewany dyżur na pogotowiu i moi pacjenci zostali umówieni na późniejsze godziny.
- Nikt do mnie nie dzwonił - Chłopak był wyraźnie zły. Nie uszło to uwadze Eijemu.
- Pewnie jest pan głodny. Ja też chętnie bym coś zjadł. Zapraszam do stołówki w ramach przeprosin.
- Zawsze się pan tak brata z pacjentami?
- Tylko z tymi których lubię. - uśmiechnął się szeroko ukazując rząd białych zębów.
- Co z moja nogą? Boli mnie.
- Po drodze wstąpimy do dyżurki pielęgniarek i dostanie pan tabletki. Później coś zjemy i opowie mi pan jak się czuje pańska kostka.
Eiji ruszył przodem, a Shin poszedł za nim. Złość mu minęła, chociaż i tak dla niego ten lekarz był jakiś dziwny. Który doktor zaprasza pacjenta na posiłek? Eiji zatrzymał się przy jakiejś nastolatce.
- Shizuka jak się czujesz?
- Wspaniale doktorze. Za dwa dni wychodzę.
- Widzisz, mówiłem, że wszystko będzie dobrze.
- Panie doktorze.
- Słucham.
- Ta dziewczyna z tego wypadku Risa jeszcze nie odzyskała przytomności?
- Pewnie ma ochotę sobie trochę pospać. - Eiji posmutniał - Trzymaj się Shizuka.
- Lubią tu pana - stwierdził Shin, kiedy odeszli kawałek od dziewczyny.
- Interesuję się pacjentami w tym szpitalu. Rozmawiam z nimi, może dlatego.
Dalszą drogę przeszli w milczeniu.
- Nie pieprz mi głupot. Kończy mi się alkohol i masz go dostarczyć dzisiaj! Zamówiłem go trzy dni temu! - Haru rzucił telefon na biurko. Musiał zmienić dostawcę. Ten obecny ciągle nawalał. Wyszedł z gabinetu. Od razu wszedł do pokoju ochrony.
- Soichiro mają dziś przywieźć alkohol. Zajmij się tym. Ja idę odpocząć. Dokumenty są na moim biurku.
- Dobrze szefie.
Nakamura skierował się do schodów na zapleczu i wdrapał się zmęczony na górę. Otworzył drzwi i wszedł do swego przytulnego mieszkania. Rzucił klucze na stolik i od razu zaczął się rozbierać. Zasypiał na stojąco, więc bez prysznica położył się na łóżku. Pościel była przyjemna w dotyku i chłodna. Ostatnio tylko on grzał to łóżko i było mu z tym dobrze. Wybrał życie w samotności. W pewien sposób karał się za swoją głupotę sprzed lat. Gdy głowa dotknęła poduszki zasnął natychmiast.
Chłopcy kończyli sprzątanie sali. Od dwudziestu minut milczeli, obserwując się nawzajem.
W końcu Ryu nie wytrzymał tak długo w ciszy.
- A gdzie twój cień?
- Jaki cień?
- Isamu. Nie ma go dziś w szkole.
- Wyobrażał sobie za dużo rzeczy i wczoraj pokłóciliśmy się, a może to ja się wydzierałem na niego. - dodał jakby do siebie - Pewnie siedzi w domu i odreagowuje wczorajszy wieczór. Jutro pojawi się w szkole i będzie wszystko tak jak zawsze było. Pomożesz mi z tym kozłem, czy mam sobie radzić sam?
Ryu bez słowa podszedł do sprzętu i obaj przenieśli go na przeznaczone mu miejsce. Z dwoma pozostałymi zrobili to samo.
- Dlaczego cię przenieśli do innego liceum? - zapytał brunet opierając się o kozła tuż obok Ryu.
Kazama odsunął się od niego.
- Znudziło mi się ono. Chodzili do niego sami idioci. Dlaczego pokłóciłeś się z Isamu? - postanowił również zadawać pytania. Mając nadzieję, że Kei zejdzie z niego.
- Zakochał się we mnie. Nie rozumie, że nie chcę jego miłości. Wolę się z nim przyjaźnić.
- Troszczysz się o niego.
- Ja?
- Chcesz mu wybić z głowy tą miłość, bo wolisz, aby znalazł sobie kogoś mądrzejszego od ciebie.
- Sugerujesz, że jestem głupi? - Tanaka powoli szedł w stronę jasnowłosego.
- Nie, ale idiotą na pewno jesteś. - Ryu zaczął się cofać.
- Nie prowokuj mnie koteczku. - Zrobił kolejny krok w stronę chłopaka.
- Ja nie prowokuję. Ja mówię prawdę - Krok w tył i niestety natrafił na ścianę.
- O trafiłeś na przeszkodę? - Kei położył ręce po obu stronach jego głowy. Nie dotykał go jednak.
- Dla mnie nie ma przeszkód - Ryu schylił się i szybko przeszedł pod rękami chłopaka. Ten jednak złapał go w pasie i obaj stracili równowagę upadając na twardą podłogę. Oczywiście Kei wylądował na Ryu. Przycisnął go mocno do ziemi i nie zamierzał wypuścić. Usiadł na jego udach i przytrzymał mocno ręce, ale tak, aby nie zostały siniaki. Chciał go trochę podrażnić.
- Cholera złaź ze mnie! - Kazama zaczął się denerwować i wyrywać.
- Jestem w doskonałej pozycji i zamierzam to jakoś wykorzystać. Co prawda wolę jak mi sami ulegają, ale powalczyć też lubię. - przesunął po chłopaku wzrokiem.
- Złaź, puść mnie!
- Oj nie, nie koteczku. Jesteś mój.
- Po moim trupie! Złaź! Nie będę twoją kolejną dupą!
- Będziesz moją cenną dupą. Pobawimy się troszeczkę.
- Puść mnie - chłopak przestał się wyrywać, a żołądek ścisnął obezwładniający strach.
- Teraz nie jesteś już taki silny? - Kei wyglądał tak jakby naprawdę chciał chłopakowi zrobić coś złego.
- Złaź - powiedział słabym głosem Ryu i odwrócił twarz w stronę okna.
- Co tak cichutko mówisz? Poddałeś się? - i już nachylał się nad chłopakiem chcąc go pocałować gdy trzaśnięcie drzwiami sprawiło, że obaj odwrócili głowy w miejsce skąd pochodził dźwięk.
- Tanaka zejdź z niego!
- Cholera zapomniałem o nim. Kotku nie myśl, że będziesz się mi długo opierał. - Kei posłusznie wstał z chłopaka. Ryu szybko się podniósł.
- Jeszcze mi za to zapłacisz!
- Kazama nie odgrażaj się! Widzę, że wysprzątaliście. Jesteście wolni, ale jak jeszcze raz zastanę was takich sytuacjach to wysprzątacie nie jedną klasę. Marsz do klasy!
Obaj młodzieńcy wyszli z sali gimnastycznej. W Ryu wrzało. Przez chwilę naprawdę się wystraszył, ale później znów wróciła do niego złość. Szedł szybko. Kei patrzył na to jak chłopak się poruszał.
- Prawdziwy drapieżnik? - pomyślał.
- Czemu się tak opierasz Koteczku? - zapytał tuż przed drzwiami ich klasy Tanaka - Boisz się o swoją niewinność?
- Jestem taki niewinny jak ty święty.
- Masz pazury koteczku. Podoba mi się to.
- Pazury drapią jak się bierze co nie swoje.
- Jestem uparty i nie zrezygnuję.
- Phi. Napalony zboczeniec.
- Ulegniesz mi.
- Idiota - Ryu wyszeptał cicho i otworzył drzwi do klasy. Od razu usiadł w swojej ławce nie zaszczycając ani jednym spojrzeniem uparciucha z czarnymi włosami. Nie wiedział już co miał o nim myśleć.
- W porządku? - zapytała go Etsu.
- W jak najlepszym.
Dwaj przystojni mężczyźni pili kawę w szpitalnej stołówce. Rozmawiali. Sala była duża, swobodnie zmieściła by grupę 40 osób. Jedzenie również było dobre, tylko pani zza lady patrzyła na obu mężczyzn trochę krzywo.
- Nie lubi mnie - powiedział Eiji.
- Dlaczego?
- Nie każdemu podoba się to jaki jestem.
- To znaczy? - dopytywał się Shin.
- Jakby to powiedzieć, ona myśli, że jesteś moją... randką.
Shin wpatrzył się w niego zaskoczony.
- Wszystko ok? - zapytał Eiji.
- Nie spodziewałem się, ale nie mam nic przeciw. Mój brat jest gejem.
- Mój też. Dwaj bracia i obaj homo, dziwne prawda?
- Dla rodziny to pewnie szok?
- Z początku, teraz jest dobrze. Mój brat jest bardzo otwarty i wszyscy się przyzwyczaili do naszej orientacji.
- U nas moja mama - mówił Shin - jest bardzo otwarta na gejów. Z ojcem też nie jest źle, ale pewnie było by gorzej gdybym ja bym gejem. Nie miałby kto przekazać nazwiska kolejnym pokoleniom.
- Ha, ha znam ten problem. A teraz proszę mi powiedzieć jak tam kostka.
- Może przejdźmy na ty, bo na pan ja się czuję staro.
- Z przyjemnością. Jestem Eiji - wyciągnął do towarzysza dłoń.
- Shinya, ale wolę jak mówią do mnie Shin - uścisnął dłoń mężczyzny z czarnymi oczami.
- Pedały - usłyszeli szyderczy głos sprzedawczyni.
- Bardzo pani miła, pani Konishi. - uśmiechnął się do niej Eiji.
Popołudnie w mieście było dość leniwe. Słońce świeciło mocno. Lekki wietrzyk kołysał drzewami w ogrodzie państwa Tanaka. Eiji po pracy wjechał na plac rodzinnej posiadłości. Wysiadając z auta wziął ze sobą stos papierów do wypełnienia. Był najmłodszym lekarzem w szpitalu i do tego dopiero się uczył, więc brudna robota spadała zawsze na niego. Mógł brać ją do domu, więc nie narzekał. Wszedł do holu i zdjął buty. Ze swojego gabinetu wyszedł jego ojciec.
- Mam do ciebie prośbę.
- Tato jestem zmęczony, chcę odpocząć, a potem zająć się tym - pokazał mu plik dokumentów.
- To ważne. Chcę, abyś tylko dostarczył kopertę z umową. Nie mogę jej powierzyć kurierowi, bo to bardzo ważne papiery. Proszę zawieź ją pod ten adres. - Osamu wyciągnął rękę z kartką na której był adres i kopertę o formacie A4.
Eiji westchnął. Był za dobry, czy chociaż raz nie mógł zachować się jak jego brat?
Pani Watanabe skończyła kroić groszek szparagowy i wrzuciła na patelnię do reszty warzyw. Starannie wymieszała smażące się składniki.
- No, proszę pani, jedno ciacho - Shinya chodził koło niej o kulach i błagał o coś słodkiego.
- Chłopcze twoja mama wyraźnie przekazała, zanim wyszła, że mam przed tobą schować słodycze, bo później nie jesz kolacji.
- Tylko jedno. Nie jestem już dzieckiem. Poza tym do kolacji zostało jeszcze parę godzin. Proszę, proszę, proszę.
Kucharka westchnęła i sięgnęła do górnej szafki po puszkę z herbatnikami.
- Lubię chłopcze ten twój proszący wzrok, tym razem ci ulegnę. Weź sobie trochę. - uśmiechnęła się podając mu puszkę. Kobieta miała 45 lat, krótkie czarne włosy, sylwetkę lekko przy kości, uwielbiała gotować. Shin wziął od niej puszkę z uszczęśliwioną miną jakby znalazł skarb i już miał ją otworzyć, kiedy jego wzrok padł na brata. Opierał się biodrami o szafkę. W ręku trzymał kubek parującej kawy. Uśmiechał się.
Shin odłożył ciastka i stanął przed bratem.
- Ty się śmiejesz.
- I co z tego?
- Nie śmiałeś się od tak dawna. Wracasz do nas Ryu. Śmiejesz się, rysujesz...
Ryu popatrzył na niego i uśmiechnął się tajemniczo.
- No nie, zakochałeś się? - szepnął tak, aby pani Watanabe nie słyszała.
- Nie, coś ty, o tym na razie nie myślę, ale w mojej klasie jest pewien uparty idiota, który... ach nie ważne - machnął ręką i odstawił kubek na blat szafki.
- Ważne, bo chyba dzięki niemu masz w oczach dawną iskrę. Chodź do biblioteki, pogadamy.
W kuchni odezwał się dzwonek domofonu. Pani Watanabe pośpieszyła do aparatu.
- Słucham.
Chłopcy tuż przy wejściu z kuchni usłyszeli marudzenie kucharki.
- Gdzie ta dziewczyna znów poszła?
- Kumiko ma dziś wolne. Stało się coś? - zapytał Ryu.
- Przyjechał ktoś do waszego ojca. Otworzyłam mu bramę, ale trzeba mu jeszcze otworzyć drzwi, a nie mogę zostawić gorącego tłuszczu samego.
- Ja otworzę drzwi - pośpieszył z pomocą Shin.
- No, chłopcze nie podlizuj się.
- To sama przyjemność pomóc pani.
Obaj bracia wyszli do holu, kiedy usłyszeli dzwonek przy drzwiach. Shin szybko o kulach poszedł otworzyć.
- Ej nie biegaj tak, bo sobie coś zrobisz...
- Mam wprawę - obejrzał się na brata, jednocześnie otwierając drzwi - w bieganiu o kulach.
- Byle to nie trwało długo.
Shin odwrócił gwałtownie głowę, słysząc znajomy głos. W drzwiach stał Eiji..
- To ty? Dorabiasz sobie jako kurier? - zapytał widząc kopertę w rękach Tanaki.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum