The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 16 2019 02:14:55   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Rock penetrowany pędzlem 14



Silikonowa księżniczka, tętniący fiu*** fiu fiu < HE HE > i inne ważne sprawy

KAIEN

Wszystko było gotowe. Niby mieliśmy teraz wolne, ale tak naprawdę zawsze miałem coś do roboty.
Najpierw Agata. Musieliśmy jej wyjaśnić, kiedy, jak i co sprzątać. W sumie roboty nie było dużo, ale musiała to trochę ogarnąć. Kurze, pranie, żarcie i tak dalej.
- Mogłabym tu zamieszkać, póki was nie ma, nie musielibyście wywalać tyle dobrego jedzenia.
Cwaniara.
- I tak by się zepsuło - mruknąłem i zerknąłem na swoje odbicie w lustrze.
Ale ze mnie ciacho.
- Bo kupujecie za dużo, to jest marnowanie kasy. - Westchnęła, rozglądając się po kuchni.
- Tym też się zajmiesz? - spytałem nieco zadziornie, a ona fuknęła i skrzyżowała ręce na piersiach.
- Pewnie. Wciągam jak odkurzacz, nie widać?
- Nie. Idzie ci w cycki?
- Kaien! - wtrąciłeś, mordując mnie wzrokiem, ale byłem w zbyt dobrym nastroju, żeby się hamować.
- W szafie mamy trochę ciekawych rzeczy. Nie przeraź się za bardzo - prowokowałem dalej.
- Ciuchów? - spytała, ale pokręciłem głową.
- Nie.
- Aaa, takich rzeczy. Spoko. Wiem, do czego służą.
- Tak? - wtrąciłeś ze śmiechem, a ona nareszcie się zmieszała.
- Pewnie.
- Twój brat wie, czym się interesujesz?
- Nie interesuję się tym!
- No pewnie.
- Kaien, mógłbyś przestać?
- Nie, Kaczu, nie mógłbym.
- Nie Kaczu!
- No co wy, Kaczu jest słodkie. Prawda, Agato?
- Tak. Nawet fani to podchwycili.
- Co?! - Zgrzytnąłeś zębami, a ja ryknąłem śmiechem.
- Widzę w twoich oczach chęć mordu. Wyluzuj, przecież to tylko ksywka.
- Tylko ksywka? Debilna ksywka! Kto to podchwycił? Gdzie to widziałaś?
- No było na jakimś forum. I chyba na Fejsie też. I...
- Ja pierdolę. - Syknąłeś, a ja dusiłem się ze śmiechu.
No słodkie, no. Urocza, pierzasta Kaczuszka. Boże, ja chcę to przeczytać.
- Dobra, to jakie rzeczy macie w szufladzie?
- W szafie - fuknąłeś, biorąc komórkę.
- Będziesz szukać Kaczuszki?
- Spierdalaj.
- TO JAKIE RZECZY MACIE W SZAFIE?
- Różne. Tam nie musisz sprzątać.
- Muszę.
- Mogę ci pokazać, jak chcesz.
- Kaien, ona ma 15 lat.
- Prawie 16! Wiem, do czego służą gadżety erotyczne. To wie każda osoba w moim wieku.
- No tak.
- Bo ty jesteś już stary, kurczę, przecież ja nie mam jedenastu lat. - Westchnęła i zerknęła na paczkę fajek.
- Palisz?
- Nie!
- Właśnie, Kaien, jesteś już stary - wtrąciłeś, gapiąc się w komórkę.
- Saki ma klucze, na pewno się dogadacie. Ona jest fajna, tylko czasem twarda - wyjaśniłem, ignorując was oboje.
- To dobrze, gdy kobieta jest twarda.
- Tak?
- Tak.
- To jakaś aluzja? - spytałeś, ale pokręciłem głową.
- Nie.
- Nie wierzę. Tu nie ma żadnej Kaczuszki. - Spojrzałeś pytająco na Agatę, a ona zrobiła minę zbitego psa.
- To chyba dobrze? Będziecie wrzucać fotki, prawda?
- Będziemy.
- Ależ ja wam zazdroszczę. - Westchnęła, próbując zwabić Pierdzioszka.
- My sobie też - powiedziałeś i odetchnąłeś z ulgą. - Z tą Kaczuszką to był żart?
- Pewnie coś mi się pokićkało - rzuciła niedbale, ale ja swoje wiedziałem.
Kaczuszka w sieci istniała. Na pewno. Musiała istnieć.
- Ma ktoś ochotę na pizzę? - spytałeś, a ja zerknąłem na swoje bicki.
- Czyli mogę zostać? - Agata nagle się ożywiła, a Pierdzioszek dziabnął ją w nadgarstek.
- Senjuś, musi być pizza?
- A ty co, jesteś na diecie? - wtrąciła i spojrzała mi w oczy.
- No, piwnej.
- A macie piwo?
- Agata, ty chyba nie powinnaś...
- Kaien, nie jestem dzieckiem.
Faktycznie. Boże, ale zdziadziałem.

Nie pojechałem na siłownię.

* * * * *

Następnie ojciec. Zszokował mnie, zadziwił i nieco zmieszał. Zadzwonił z rana z wiadomością, po której musiałem zbierać szczękę z podłogi.
- Jak to wyjeżdżasz do Anglii? Kiedy? Na stałe?
- Tak, na stałe. Otrzymałem propozycję pracy i przeprowadzam się razem z Seleną.
- To ta twoja babka? - spytałem i wyszedłem na balkon.
Zapaliłem fajkę i wciągnąłem dym w płuca.
Ale jaja. No nie do wiary. Tata?
- Tak.
- A co ona będzie tam robić?
- Pracować. Po prostu chciałem ci powiedzieć, bo to już niedługo.
- Mam ci jakoś pomóc czy co? - Zmrużyłem oczy i spojrzałem w niebo.
Znowu było ciepło i słonecznie.
- Mogę wam załatwić darmowe bilety - powiedziałem, a ojciec chrząknął.
- To świetnie. Pojechałbyś z nami? Obejrzałbyś mieszkanie, pomógł nam rozpakować, moglibyśmy urządzić rodzinną parapetówkę. Senju pewnie też chciałby pojechać?
- Widzę, że to już postanowione?
- Tak.
- Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej? Kiedy wyjeżdżasz?
- W lipcu. Bo to wypadło tak nagle, wiesz, nie chciałem cię niepokoić, też masz dużo na głowie. To druga tak ważna zmiana w moim życiu. A raczej trzecia.
- Czyli jesteś już pewien na sto procent? - spytałem i znowu zaciągnąłem się dymem.
- Tak.
- No to gratuluję, to dość duże zmiany.
Oj, tata.
- Dzięki. Mam nadzieję, że będziesz wpadać nie tylko podczas trasy?
- A ja mam nadzieję, że będziesz wpadać na nasze koncerty?
- Masz to jak w banku.
- Z Seleną.
- Tak - zaśmiał się, a ja westchnąłem.
Wiedziałem, że kłamał.
Jasne, wpadać. Nigdy nie spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, nie odwiedzał mnie, a ostatnio w ogóle.
- Wpadnijcie, jak wrócimy z Malty, to pogadamy - powiedziałem i zgasiłem papierosa.
- W porządku, Kaien. Dziękuję.
- Nie masz za co dziękować.
- I tak dziękuję.
Jakoś mimowolnie pomyślałem o Nicku. Anglia mi się z nim kojarzyła.

* * * * *
Kolejna była Risa. W ogóle mało z nią obcowałem, wiedziałem tylko, że gdzieś tam jest i ma się dobrze. Dlatego jej telefon mocno mnie zaskoczył. A jeszcze bardziej zaskoczyło to, co powiedziała. Dostałem bowiem zaproszenie na ślub!
No ja pierdzielę, zupełnie ich wszystkich pojebało. Najpierw Futrzak, potem Reira, teraz Risa? Oczywiście cieszyłem się i w ogóle, życzyłem jej szczęścia i tak dalej, ale przez chwilę poczułem się jakoś dziwnie. Czyżby presja? Ślub Risy miał się odbyć w sierpniu, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu. Chciałem wierzyć, że wybrała odpowiedniego faceta.
- Myślisz czasem o niej? - spytałeś, gdy ja zastanawiałem się, jak ugryźć temat.
- O Risie? Nie. Ty myślisz o swoich byłych?
- Nie miałem ich tak dużo. To chyba fajnie, że bierze ślub?
- Nigdy nie sądziłem, że ją to kręci.
- Bo z tobą nie chciała? - spytałeś zaczepnie, a ja prychnąłem.
- Nie o to chodzi. Wszyscy ostatnio się żenią albo wychodzą za mąż.
- Zawsze tak było, denerwuje cię to? - Spojrzałeś mi łagodnie w oczy, a ja poczułem się jak skurwiel.
- Nie wiem, może.
- Chyba każdy kiedyś o tym myślał.
- Nie ja.
Kurwa mać, Kaien, zanim coś powiesz, ugryź się w język.
- Znaczy, myślałem, ale... Ty myślałeś? - wysapałem, robiąc sobie kawę.
Ja pierdolę, ale rozmowa.
- No, czasami.
Spokojnie.
- I co wymyśliłeś?
- Chyba nigdy nie poruszaliśmy tego tematu.
- No, myślisz, że warto? - Usiadłem przy stole i spojrzałem ci prosto w oczy.
Przecież też czasem o tym myślałem, po prostu... nie wiem.
Nie, to nie dla mnie.
Ja jestem wolny, niezależny i... I nic.
Gówno.
- Może. Chciałbyś się kiedyś hajtnąć? - spytałeś, patrząc mi w oczy.
- Nie wiem. Ty chciałbyś?
- Może.
- Ja w sumie... nie wiem. Ślub zawsze kojarzył mi się z czymś niefajnym, czymś, co ogranicza, uziemia. Chyba że marzy ci się biała kiecka? - Uśmiechnąłem się trochę złośliwie, ale z czułością.
- Śmieszne w chuj, chyba tobie.
- Mnie nie, ślub to tylko formalność. Może kręci cię ta cała otoczka? Pytam serio.
- Nie chodzi o otoczkę, tylko... o jakieś przywiązanie, zaufanie, coś wspólnego, jakiś papier, który potwierdzałby, że jesteśmy razem. Że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu - powiedziałeś, bawiąc się nerwowo włosami. - Zwłaszcza że to związek jednopłciowy.
- No i?
- Oj, wiesz, o co chodzi. - Westchnąłeś, a ja trochę się spiąłem.
No wiedziałem, tylko po co ta rozmowa? Mogliśmy przecież poczekać. A jak zjebiemy sobie Maltę?
- Raczej chodzi o sprawy praktyczne. To też jest ważne - odezwałem się, przerywając ciążącą ciszę.
- Mmh.
Kiepsko. Ta rozmowa była kiepska. Najpierw z Futrzakiem, teraz to.
Niedobrze.
- Czyli generalnie nie chcesz? Nigdy? - spytałeś, ciągle patrząc mi w oczy.
- Nie mówię, że nie. Ale nie chcę, żebyś czekał, bo coś tam. Zresztą musiałbym pomyśleć.
- Przecież ci się nie oświadczam.
Drgnąłem i zmieszałem się. Czułem się jak wstrętny chuj.
- No i nie czekam, tylko spytałem. Nie spinaj się - powiedziałeś, bawiąc się paczką fajek.
- Nie spinam się.
Kłamiesz, Kaienciu.
- Przecież cię nie zmuszam, kurczę, Kamień.
- Nie obrażaj się, mówię tylko, co czuję.
JEST ŹLE.
- Nie obrażam się. Nie mam parcia na ślub, spokojnie - powiedziałeś, a ja zacisnąłem zęby.
- Rozumiem.
- Ślub fajna rzecz, gdy obie strony tego chcą. Widocznie Risa i jej facet chcą.
- Widocznie tak.
- Wybrałeś już kieckę?
- Co? - Znowu drgnąłem, a ty uśmiechnąłeś się samymi kącikami ust.
- No dla siebie. Przyćmisz pannę młodą.
- Kretyn.
- Idiota.
- Chodź tu.
- O nie!
- Kaczka!
- Spierdalaj. Mam dziś biegunkę.
- Co?
- Żartowałem. - Wywróciłeś oczami, a ja już nie nadążałem za tokiem twoich myśli.
Obraziłeś się? Ale przecież nie powiedziałem nic takiego.
Cholera, może ślub to nic strasznego? Ale po co mi to? Jest dobrze tak, jak jest.

* * * * *

Zbliżały się twoje urodziny, a ja wpadłem na świetny pomysł.
Zajebisty pomysł.
Najlepszy na świecie. Ale o tym później.
Oprócz zajebistego pomysłu wpadłem na drugi zajebisty pomysł, który był dość ryzykowny. Wiedziałem przecież, że twoja matka była niezłym ziółkiem i raczej słabo mnie tolerowała.
- Też bym chciał, ale nie wiem. Tata mógłby się zgodzić, znalazłby wspólny język z twoim tatą. Ale matka... wątpię.
- Możemy spróbować. Wiesz, takie rodzinne spotkanie.
- Porozmawiam z nimi, jeśli chcesz.
- Chcę.
- Saya też mogłaby dołączyć?
- Pewnie.
Wyrobiła się dziewczyna, była teraz fajna i zdrowa. Zuch. Chciałem zorganizować taki rodzinny obiadek, żeby lepiej poznać twoich rodziców. Może nie byli tacy źli? Może matkę da się jakoś udobruchać? Nie znała mnie, więc pewnie wierzyła w to, co pisali w prasie. Przecież ja jestem taki cudowny i fajny, jak można mnie nie lubić?

* * * * *

Potem była Rita. Tak, ta muza i kochanka Xaviera. Nie Xavier, tylko właśnie ona. Zaprosiła nas na przyjęcie urodzinowe, a ja od razu się zgodziłem. Wiedziałem, że Xavier znalazł już nowego gitarzystę, więc na pewno nie chodziło o to, żeby mnie nawracać. Rita wiedziała też, że nie zawracałem sobie głowy kasą, ale i tak dostaliśmy darmowe bilety.
Jak widać, dużo się działo. Poza tym w środku lata mieliśmy nagrać nowy kawałek i nakręcić teledysk, więc też nie mogłem się doczekać.
Na razie jednak postanowiłem skupić się na Malcie. Po powrocie zajmę się Futrzakiem, bo zupełnie mnie olał, choć on uważał, że to ja olałem jego. Po prostu nie mieliśmy już dla siebie czasu.
Trochę szkoda. Nie musiałem go przecież bzykać ani uprawiać z nim orgii. Chodziło o zwykłą przyjaźń. Wypad na piwo. Schlanie się, gadanie do późna i tak dalej. Bez seksu.
Nigdy więcej seksu, chyba że rzuci Rena, wtedy przygarniemy Kota do trójkąta.
O właśnie, co do trójkątów.
Co do trójkątów...
Nic.
Chyba zadzwonię do Saena.

* * * * *

Lubiłem te wszystkie leniwe, poranne czułości, ocieranie się, masowanie i ugniatanie bułeczek. Zwykle mój penis budził się wcześniej ode mnie. Stał na baczność i domagał się pieszczot. Wtedy tuliłem się do ciebie i przystępowałem do działania. Kiedyś ustaliliśmy, że nie masz nic przeciwko, więc korzystałem.
Po co nam ślub? Żebym mógł do ciebie mówić "mężu"? No rzygam tęczą.
Nie byłem jak Kot.
Poruszałem się powoli, łagodnie, wykonując płynne, delikatne ruchy. Budzenie fiucikiem było niesamowite. Takie ciepłe i przyjemne, że nie chciałem kończyć.
Ale doszedłem.
W środku. W miękkiej, ciepłej, rozluźnionej dupie. Potem poczułem w dłoni twoją spermę i uśmiechnąłem się do siebie.
Potrzebowałem fiuta do szczęścia, to fakt. Żadna laska nigdy...
... boże, o czym ja myślę?

Pocałowałem cię w ramię i poszedłem pod prysznic, a ty chyba znowu zasnąłeś.
Potem poranna kawa, lekkie śniadanie i papieros.
Później już wspólny prysznic i trochę wygłupów. W takich chwilach zupełnie nie myślałem o tym, że masz dwubiegunówkę. Byłeś zupełnie normalny. W życiu bym nie powiedział, że rok temu tonąłeś w rozpaczy. Oczywiście też się starałem, chciałem być dobrym, kochającym, wspierającym partnerem. Nie zawsze mi się udawało, ale byłem dobrej myśli. Czasami po prostu ukradkiem cię obserwowałem i myślałem o tym, że ja to mam szczęście. Naprawdę. Wszystko nam się wreszcie układało, mieliśmy mieszkanie, pasje i znajomych. Czasem rozumieliśmy się bez słów, ale czasami pojawiały się drobne spięcia.
Ale spięcia pojawiają się w każdym związku.
Nieważne, byłem szczęśliwy i chciałem, żeby to trwało jak najdłużej. Wiecznie? Nie byłem aż takim optymistą.

* * * * *

Starałem się nie myśleć o tym, czym naszpikowali mnie znajomi i rodzinka. W samolocie próbowałem się trochę do ciebie dobierać, ale chyba miałeś mdłości. Moje małe, pierzaste biedactwo. Kot czasem też miewał. Kurwa, szkoda, że był z Renem.
Stop, ale ze mnie cudowny kumpel.
No dobra, tak naprawdę nie byłem aż takim egoistą, cieszyłem się, że Futrzak też był szczęśliwy. Od początku przecież uwielbiał Rena.
Miałem też nadzieję, że cię nie zawiodłem. Może ty chciałeś ślubu? Czemu ja nie chciałem? Podobno jak się spotka odpowiednią osobę, to...
Co za pierdoły.

"Relaks" wiązał się oczywiście z piwem i opierdzielaniem się. Zwiedzanie mieliśmy zacząć jutro, dziś rozpusta i ruchanie. Nawet mdłości ci przeszły. Po wszystkim poszliśmy do baru, bo chciałem ogarnąć to miejsce. Dowiedziałem się, że mieli też siłownię. Oczywiście pokój pierwsza klasa, cudowne widoki, basen i tak dalej, bo całe piętro należało tylko do nas. Naoki też dostał wspaniały pokój i był zachwycony. Ogólnie koleś był całkiem w porządku, chyba musiałem go po prostu lepiej poznać. Na to jednak nie mieliśmy teraz czasu. Zawsze mnie wkurzali ochroniarze, ale jak mus to mus. Chociaż przyznaję, że tutaj mieliśmy więcej swobody. Nikt się na nas nie gapił (przynajmniej otwarcie i bezczelnie), nikt nie zaczepiał i nawet nie prosił o autograf.
Do czasu.
W sieci pojawiły się już nasze zdjęcia. Cóż, widocznie Naoki będzie miał trochę roboty.

* * * * *

My na pewno mieliśmy. Po obfitej kolacji i hektolitrach szampana postanowiliśmy wybrać się na plażę, a raczej kontynuować tam chlanie. Hotel znajdował się tuż przy morzu, więc było zupełnie blisko. Naoki próbował zachować kamienną twarz, ale słabo mu szło. Widziałem, że cieszył się jak dziecko. Ty też. Ja też. W ogóle wszystko było takie zajebiste: pogoda, powietrze, zapachy, ludzie, miejsca. Zamówiliśmy jakieś dziwaczne drinki i na początku po prostu ogarnialiśmy atmosferę. Jakaś młoda para poprosiła mnie o autograf, potem śliczna barmanka ciągle puszczała mi oczko, a ja szczerzyłem się jak kretyn. Czułem się pijany i szczęśliwy i chyba taki byłem.
- Pójdziemy jutro popływać? - spytałem, obejmując cię ramieniem.
- Pewnie. I nie tylko.
- I nie tylko.
- Ale tu głośno. Ta muzyka mnie trochę drażni. - Skrzywiłeś się, a ja cmoknąłem cię w nos.
- Spoko, znajdziemy jakiś bar, gdzie grają rock'n'rolla. Chyba się upijam.
- Właśnie widzę.
- I kto to mówi.
- Ja jestem trzeźwy.
- O tak.
- No dobra, kłamię. Kocham cię. - Uśmiechnąłeś się, a ja cmoknąłem cię w usta.
- To odwzajemnione uczucie.
- Wiem.
- Masz ochotę na dobre żarełko? - spytałem, bo poczułem, że znów jestem głodny.
- A twoja dieta?
- Jebać dietę.
Jebać dietę.

Gdy mieliśmy już wracać do hotelu, zaczęła mnie podrywać jakaś laska. Była młoda, napalona, pijana i całkiem ładna. Trochę sztuczna, ale może być. Chyba nie widziała, jak lizałem się z tobą przy barze. A może była fetyszystką? Co tu ukrywać, miałem nadzieję, że będzie się działo. Szpanowałem bickami i udawałem macho, bo miałem niezłą radochę. No i pijane babki zawsze były pocieszne. Ta akurat była bardzo pewna siebie. Wypinała idealnie zrobiony biust i macała się po udach, bawiła się włosami i kusiła spojrzeniem. Nawet sobie pomyślałem, że dawno nie bzykałem żadnej kobiety.
Ale nie chciałem bzykać tej. Powtarzałem sobie, że przecież mogę mieć każdą. Nie dlatego, że jestem znany.
Rozdałem jeszcze kilka autografów i postawiłem drinka Naokiemu. Nie pamiętałem, jak ta silikonowa księżniczka miała na imię, bo to było bez znaczenia.
- Naprawdę grasz w zespole?
- Naprawdę.
- A co gracie? - Znowu zaczęła bawić się włosami, a we mnie obudził się wewnętrzny demon.
- Brutal death metal z elementami folka.
- To istnieje taki gatunek?!
- No.
- To jakaś odmiana metalu? Mój brat lubił metal, jak był nastolatkiem.
- Tak, to odmiana metalu. Czasem w wplatamy też elementy disco.
- To tak się da? - Wytrzeszczyła oczy, a ja prawie płakałem.
- Wszystko się da.
- Wszystko? - spytała i znowu zaczęła flirtować, a ja gapiłem się na jej piersi.
Nigdy nie miałem kobiety z silikonem. Ciekawe, jakie są w dotyku?
- Nie wyglądasz jak metalowiec. Masz gitarę?
Parsknąłem śmiechem, a potem postawiłem jej drinka, bo nie chciałem, żeby uznała mnie za buca. Matko, skąd się biorą takie kobiety?
- Mam.
- Pokazałbyś mi? - Zagryzła wargę, a mnie zrobiło się gorąco.
- Co chcesz, żebym ci pokazał?
- No gitarę.
- No nie wiem, chyba próbujesz mnie uwieść.
- Tak uważasz? - Spojrzała mi namiętnie w oczy, a ja poczułem się cholernie dziwnie.
Boże, jaki kosmos.
- Wybacz, słońce, ale jestem zajęty.
- Z kobietami też mogę.
Znowu parsknąłem śmiechem, a potem poczułem jej dłoń na swoim udzie. A chwilę później czyjeś usta na karku.
- Widzę, że dobrze się bawisz - powiedziałeś, obejmując mnie ramieniem.
- Trochę. Gdzie byłeś?
- Gadałem z barmanką. Jest niezła. Kto to? - spytałeś, patrząc na silikonową księżniczkę.
- Nie wiem, czy to ważne?
- W sumie nie. - Zaśmiałeś się i pocałowałeś mnie w usta.
Tak nagle i mocno, że aż zabrakło mi tchu. Poczułem szybkie pulsowanie w skroniach i prawie straciłem równowagę.
- Kaien, wracajmy już, chcę się ruchać.
Mina bezimiennej ślicznotki - bezcenna. Boże, jestem okropny.
- To twój chłopak? - spytała i trochę się skrzywiła.
- No. Musimy już wracać. Miło było cię poznać.
- Ciebie też. Może jednak... - Zerknęła na ciebie z niechęcią, a ja poczułem chęć buntu.
Żadna baba nie będzie zerkać z niechęcią na moją Kaczkę! Na pijaną, napaloną Kaczkę, która właśnie szeptała mi do ucha, że chce mnie rżnąć do rana.
- Jutro też tu wpadniemy. Masz piękne oczy - powiedziałem, a ona uniosła brwi, a potem wybuchnęła śmiechem.
- Nie wiedziałam, że jesteś gejem. Sorry.
- Nie jes... No tak, zdarza się.
- To my spadamy. Kaien, chodź.
- Miło było cię poznać.
- Ciebie też. Udanej nocy.
- Tobie też - wyszczerzyłem się i pomyślałem, że była całkiem w porządku.

Ty za to byłeś pijany w chuj. Ja trochę też. Nie miałem pojęcia, jak chciałeś mnie ruchać w tym stanie.
- Musiałeś ją tak wulgarnie podrywać? - spytałeś, gdy wracaliśmy do hotelu.
- To ona mnie podrywała.
- A ty byłeś wniebowzięty.
- Jesteś zazdrosny? - wyszczerzyłem się, a Naoki w tym momencie kichnął.
- Nie jestem. Nie przespałbyś się z nią.
- Skąd ta pewność?
- Bo wolisz fiuty. Ale się schlałem.
- Naoki, nie słuchaj go.
- Spoko, też dobrze się bawiłem.
- Też cię podrywała?
- Nie ona! Mówię tak ogólnie. Kilka osób was rozpoznało, nie?
- No - mruknąłem i zapaliłem papierosa. - Widziałem, jak podrywałeś jakąś laskę.
- Oj tam, podrywałem. Po prostu rozmawialiśmy.
- Możesz do niej wracać, masz dziś wolne.
- Nie mogę.
- Dlaczego? Dała ci kosza? - Zaśmiałeś się, a ja klepnąłem cię w pośladek.
- Nie o to chodzi.
- Naoki, chłopie, idź do niej. Damy sobie radę bez ciebie. Obiecuję, że nie będziemy wychodzić z pokoju.
- Tak, będziemy się ruchać całą noc.
- Senjuś, bądź cicho. To jak?
- Naprawdę mogę?
- Spoko.
- Wpadnę jeszcze po... no wiesz. - Chrząknął, a ja zacząłem rechotać.
- Po gumki.
- Tak.
- Mądry chłopiec.
Naoki też był w porządku. Wszyscy byli w porządku. Było tak ciepło, ciemno i wykurwiście. Dochodziła północ, ale miasto tętniło życiem. We mnie też coś tętniło.
Radość. Podjaranie. Alkohol.
I fiut. Tętnił sobie radośnie w bokserkach, aż w końcu się nim zająłeś.
Nie tylko nim.
Mój biedny anus.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum