The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 19 2019 08:33:52   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Rock penetroway pędzlem 13


Im dalej w las... tym więcej lodów

SENJU

Po "rozmowie" z Kotem odetchnąłem z ulgą. Na szczęście przyjął to na klatę i o nic nie pytał, wręcz próbował nie wnikać. Ren natomiast w ogóle miał to w dupie, bo chyba był trochę spięty. To nic, Kot na pewno pomoże mu się odstresować. Poza tym Renowi chyba nie zależało na utrzymywaniu stosunków z nami.
No ale kamień spadł mi z serca. Nareszcie nie czułem się winny. A tak się przejmowałem, zamartwiałem i układałem sobie przemówienie. Poszło jak z płatka, sam byłem zdziwiony. Kot to jednak potrafił zaskakiwać.

W końcu spotkałem się też z Sayą, bo wróciła z tych zajęć grupowych. Była wniebowzięta, gadała o równowadze duchowej i miłości do siebie.
Czy ja kochałem siebie? Pewnie tak. Bardziej tak niż nie.
Dobre i to.

Wpadła do nas z Mattem, przyniosła ciasto cynamonowe i wino, a ja upiłem się i pomyślałem, że Matt nie jest taki zły. Był trochę skryty, małomówny, ale dość inteligentny i chyba interesujący. Miał ciekawy styl, nosił fajne ciuchy, piercing, tatuaże i ogólnie dbał o wygląd. Nie wiedziałem, czy się dopełniali, czy nadawali na tych samych falach, ale jeśli Saya czuła się przy nim szczęśliwa, to musiałem to zaakceptować. Tak jak ona zaakceptowała ciebie.
Bez przerwy nawijała o tej terapii, zachwycała się Mattem i opowiadała o postępach. Była pełna energii, uśmiechnięta, radosna i taka naturalna, aż zacząłem wierzyć, że naprawdę wyszła z bulimii. Może potrzebowała akceptacji i bliskości?
Tańczyła na balkonie, potem skakała na łóżku, piła wino i jadła ciasto. Była pijana, roześmiana i szczęśliwa. Kurczę, aż się wzruszyłem. Miała taki mięciutki brzuszek, cycki jej urosły i ogólnie promieniała.
- Powinniście wpadać częściej - powiedziałem, gdy postanowili wracać.
Chciałem, żeby zostali na noc, ale Matt nie mógł.
Nie to nie.
A siostra chciała wracać z nim.
To chyba był taki nowy etap w życiu. Nareszcie miała kogoś, przy kim mogła czuć się sobą. Nic dziwnego, że nie musiała się obżerać i rzygać. Jednak człowiek to istota stadna.
Chyba.
Może.
Poza tym nareszcie nie była chuda, nie miała sińców pod oczami, przebarwień i tak dalej. Na bank wyszła z tego bagna. Mądra dziewczynka.
- Jak mnie zaprosisz, to wpadnę. - Objęła mnie, a ja poczochrałem jej włosy.
- Możesz wpadać, kiedy chcesz. Prawda, Kaien?
- Prawda.
Może jednak ludzie się zmieniają?
- Miłego pobytu na Malcie, gołąbeczki. - Zachichotała i uszczypnęła mnie w bok.
- Też powinniście się zabezpieczać - wtrąciłeś, a Mattowi drgnęła brew.
- Ha ha, zabawny jesteś. - Saya zachwiała się, a potem oparła o ścianę. - Wiesz co, Kaien... Nie jesteś moją mamusią, więc się nie wtrącaj.
- No, jestem tatusiem twojego brata.
- Zbok!
- Oj tam, od razu zbok.
- Boże, Senju, z kim ty się ruchasz.
- Saya, chodź już, wystarczy. - Matt wziął ją za rękę, a ona dostała czkawki.
- Spoko, dam radę. Kocham cię, dewiancie.
- Miałaś na myśli "bracie"?
- Tak.
- Też cię kocham, pijaczko.
- Zadzwonię jutro.
- Jutro będzie kac.
- Nie będzie.
- Będzie.
- Oj, spadajcie, co?
- Saya, nie powinnaś tyle pić - wtrącił spokojnie Matt, a ja musiałem przyznać mu rację.
Oj, musiałem.

* * * * *

- Jestem chujowym bratem. - Westchnąłem i zamknąłem drzwi.
- Dlaczego tak uważasz? - Od razu zacząłeś mnie macać.
- Ona przyjmuje leki, a ja pozwalam jej pić.
- To ja jestem chujowym partnerem.
- Dlaczego?
- Też bierzesz leki.
- No, Chris mnie zawsze kontrolował.
- Chris? - zamruczałeś i osunąłeś się na kolana.
- Tak, jesteś zazdrosny?
- Nie. Absolutnie. - Pocałowałeś mnie w pępek, a ja poczułem przyjemne dreszcze.
- Jasne.
- Serio.
- Może jednak zrobimy to w łóżku? - szepnąłem, gdy zdjąłeś mi bokserki.
- Nie, chcę tutaj.
- A jak wrócą?
- Nie wrócą.
- Kaien, może lepiej... Cholera.
- Cicho.
- Kurczę, Kaien.

Ciekawe, czy siostra miała kaca.
Ja nie miałem. Miałem orgazm.

* * * * *

Myśl o zbliżającej się wystawie już mnie nie stresowała. No może trochę, ale bywało przecież gorzej. Grzecznie łykałem tabletki, choć - prawdę mówiąc - nie czułem różnicy. Może byłem już zdrowy? Zrównoważony i normalny? Poza tym zbliżały się moje urodziny, które zamierzaliśmy spędzić na Malcie. Powiedziałeś, że po powrocie koniecznie zorganizujemy imprezkę. Cóż, nawet mi się podobał ten pomysł. Ten rok był dużo lepszy od poprzedniego.
Wystawę również traktowałem jak prezent urodzinowy. Nie byłem może tak pewny siebie jak Chloe, ale wyrobię się, nie?
Miałem dziś wyjątkowo dobry dzień: dokończyłem robotę, pomogłem Dance, potem Furi pomógł mnie, a w końcu Toru powiedział, że mogę wyjść wcześniej. No szef idealny. Wiedziałem, że z nim niczego nie zawalę. Zrobiłem sobie jeszcze kawę, usiadłem na parapecie i gapiłem się w niebo. Było ciepło i słonecznie, powietrze pachniało kurzem. Wczoraj spędziliśmy więcej czasu na dworze, bo chciałem się trochę opalić. I faktycznie, ramiona i barki miałem lekko brzoskwiniowe. Nie były wcale czerwone, co mnie zdziwiło, ale skoro miałem się wylegiwać na plaży, to musiałem przyzwyczajać skórę do słońca. Furi na przykład był już opalony, do tego miał kilka brązowych piegów na nosie. W ogóle ostatnio chyba bardziej go polubiłem. Wszystkich bardziej polubiłem. Czułem się taki mądry, fajny i zdrowy. Ciekawe, jak długo będę musiał brać te leki?

Dopiłem kawę i przeciągnąłem się z zadowoleniem. Chyba zaczynałem być szczęśliwy. Znowu.
Nareszcie.
Chciałem jeszcze wpaść do Toru, żeby się ładnie pożegnać, ale drzwi miał zamknięte na klucz. Aż oblał mnie zimny pot, bo od razu pomyślałem, że robią TO. Sekszą się, no na bank. Szef-fetyszysta znów demoralizuje młodzież. Ciekawe, czy mnie kiedyś też zacznie?
Miałem po prostu ich olać i wracać, ale nie mogłem ruszyć się z miejsca.
Głupi jestem, cholera.
Podsłuchiwałem.
Urywane jęki, ciche, dziwne odgłosy i westchnienia.
Jakieś uderzenia (packa?), śmieszne charczenie i stłumione piski.
Cholera. Czułem się bardzo dziwnie. Nie żebym się podniecił, ale jakoś tak... trochę się nakręciłem? Puściłem wodze fantazji, oparłem się plecami o drzwi i słuchałem. Na pewno musieli się dobrze bawić.
Kurwa, jakie dobrze bawić?! No wstydu nie mieli. Na bank Danka też się domyślała.
A może nie?
Czemu mieli wszystkich w dupie?
Kurczę, czyżbym był zazdrosny, bo dobrze się bawią?
Też chciałem?
Znowu usłyszałem stękanie i dostałem ciarek. Tak, Furi stękał uroczo. Aż to sobie wyobraziłem.
CHOLERA, NO.
Na pewno byłem już cały czerwony, na domiar złego miałem erekcję. Kurczę, też chciałem się rżnąć! Ciekawe, czy...
Nie, Senju. Nie.
Do jasnej cholery.
Rozpiąłem tylko lekko spodnie i zacząłem się masturbować.
Pojebało mnie, wiem.
Ale... no, nie mogłem przestać. To była chcica tygodnia.
Słyszałem, jak Toru nakręcał Furiego zboczonymi tekstami, i fapałem coraz namiętniej.
Ale żenada.
Wstyd i hańba.
Oczywiście miałem oczy i uszy szeroko otwarte. Nie chciałem przecież, żeby Danka mnie przyłapała.
Furi chyba doszedł, a ja miałem zawroty głowy. Serce biło jak szalone, krew tętniła w skroniach i przeschło mi w gardle. Zacisnąłem zęby, poprawiłem spodnie i poleciałem do kibla. Musiałem dojść, bo rozsadziłoby mi jaja.
Cholera.
Cholera jasna.
Trysnąłem i poczułem zajebiście wspaniałe rozładowanie. Boże, ależ mi ulżyło. Dalej kręciło mi się w głowie, ale czułem się taki lekki i opróżniony.
Po wszystkim zatarłem ślady zbrodni, przepłukałem twarz zimną wodą, poprawiłem włosy i z kamienną twarzą wyszedłem z łazienki. Nie spotkałem nikogo, więc uśmiechnąłem się pod nosem i skierowałem do wyjścia. Przez chwilę myślałem o tym, żeby jednak wpaść do Toru (musieli już skończyć), ale zrezygnowałem.

Mans czekał na zewnątrz, była też Agata. Trochę mi się nogi trzęsły z tego zadowolenia, ale wyluzowałem i po prostu wsiadłem do samochodu. Agata miała dla mnie lody, co odebrałem jako aluzję, ale tylko chichotała i podniecała się tym, że będzie u nas sprzątać. Ja ją w sumie lubiłem i miałem nadzieję, że ze wszystkim sobie poradzi. Zresztą jak już wspominałem, ostatnio lubiłem wszystkich.

* * * * *

Nie wiem, dlaczego znowu to zrobiłem. Miałem nie robić. Kiedyś myślałem, że Furi na mnie leci, i pewnie miałem rację. Teraz jednak pieprzył się z szefem, a ja znowu podsłuchiwałem. Trzepałem i macałem się po jajkach, a oni nawet nie zamknęli drzwi na klucz. Widziałem wszystko: całkiem niezłą dupę Toru, szczupłe łydki Furiego i te dziwne przedmioty. Wszystkie korki, pejcze, ogonki i obroże. Furi klęczał, opierając łokcie na fotelu, a Toru wkładał mu w tyłek różne rzeczy. Chyba najbardziej rozwalały mnie te uszka. Pasowały Furiemu, bo naprawdę wyglądał jak kotek. Poruszał bezczelnie dupą, a zboczony szef chyba ledwo się kontrolował.
Ja też ledwo się kontrolowałem.
Znowu będę musiał zamykać się w kiblu i tryskać na ściany.
Nie przejmowałem się nawet Danką, bo wiedziałem, że ma sporo roboty na górze. Zaciskałem zęby i fapałem, a Toru drażnił Furiego.
Naprawdę nie wiem, jak to się stało. Pewnie za bardzo odpłynąłem.
Głupi Senju!
Po prostu w pewnym momencie za bardzo oparłem się o drzwi.
Głupia Kaczka.
Otworzyły się ze skrzypnięciem, a ja prawie wpadłem do środka.
Głupi.
Chciałem zapaść się pod ziemię. Byłem tak zszokowany, zażenowany i przerażony, że zamarłem i nawet nie zapiąłem spodni. Toru na początku też był zszokowany, gapił się na mnie jak cielę na malowane wrota, a ja umierałem. Furi kucnął i zagryzł wargę, a potem wybuchnął śmiechem. Toru też wybuchnął.
Ja nie.
Gdy dotarło do mnie, w jakiej sytuacji się właśnie znajduję, szybko zapiąłem spodnie i zacząłem przepraszać. Nigdy nie czułem się tak zażenowany. Upokorzyłem się, ośmieszyłem i wpadłem.
Kurwa mać, ale przerąbane.
- Poczekaj, Senjuś. - Toru przestał rechotać i kiwnął głową, nakazując, żebym został.
- Serio, wybacz. Po prostu...
- Nie ma sprawy, już raz nas przyłapałeś - wtrącił Furi, a ja zamrugałem i przełknąłem ślinę.
Znów zaschło mi w gardle.
- Właśnie, może to jakiś znak - powiedział szef-fetyszysta i puścił mi oczko.
Spiąłem się i znów oblałem rumieńcem. Nabijali się ze mnie, na bank.
- I tak miałem już spadać, to idę.
- Nie, poczekaj.
- Ale...
- Senjuś. - Toru spojrzał mi twardo w oczy, aż zamarłem.
- Tak?
- Zostań. Wiem, że chciałbyś popatrzeć, no i nie pozwolę ci przecież wyjść w tym stanie. - Zerknął na moje krocze, a ja znów miałem ochotę zniknąć z powierzchni ziemi.
- Oj tam, Kaien mi pomoże. - Zaśmiałem się nerwowo, ale Furi fuknął i pokręcił głową.
- Ja też mogę ci pomóc - powiedział.
Toru pogładził go po włosach, a ja poczułem pulsowanie w skroniach.
Cholera, ale gorąco.
- Podejdź bliżej, nie bój się, nie gryzę. - Toru uśmiechnął się łagodnie, a ja poczułem się jak kretyn.
- Przecież się nie boję.
- Nie wstydź się - wtrącił Furi, gdy szefuńcio pomasował jego sutki.
Kotek miał założone jakieś dziwne klamerki albo coś w tym rodzaju. Kurczę, sami masochiści dokoła. Świat jest porąbany.
- Nie wstydzę się! - zaprzeczyłem i podszedłem bliżej.
- A ja myślę, że jesteś zmieszany. - Toru dotknął delikatnie mojego ramienia, potem obojczyków.
- No bo... przyłapałem was w takiej sytuacji i...
- Spoko, nic się nie stało. Wiem, że mogę ci ufać. Nikomu nie powiedziałeś, prawda? - Przeprowadził mi dłonią wzdłuż kręgosłupa, a ja dostałem dreszczy.
- Oczywiście, że nie powiedziałem.
- Grzeczny Senjuś.
Stop.
Co?
- Chcesz się z nami pobawić? - spytał, wsuwając mi dłoń pod koszulkę.
Zwykle nie byłem aż tak wstydliwy, ale teraz czułem się jak prawiczek. Macał mnie mój szef. Masował sutki, drażnił opuszkami palców skórę za uchem, a potem znów bawił się sutkami. Furi natomiast siedział na podłodze i delikatnie się masturbował. Gapił się na mnie tymi wielkimi ślepiami, zagryzał wargi, robił śmieszne, urocze miny i bez przerwy trzepał. Miał fajnego penisa.
Macałbym.
Stop.
Co?
- Chcesz possać? - spytał z tym zalotnym uśmieszkiem, a Toru rozpiął mi spodnie.
- Chcesz mu possać? - szepnął mi do ucha.
Zamknąłem oczy i poczułem, że odpływam. Cholera jasna, ale zboczeńcy. Nawet Yuki nigdy tak na mnie nie działał! Dlaczego Toru? Przecież nie brakowało mi seksu.
- Weź jego fiucika do ust - powiedział, gryząc mnie lekko w szyję.
- Ale...
- Weź - powtórzył, kładąc mi dłoń na kroczu.
Westchnąłem i przechyliłem głowę, a Furi oblizał palce, a potem zaczął je ssać.
Dewianci.
Zboczeni fetyszyści.
Boże, co ja tu robię?
- A może chcesz, żeby to on ci possał? - zamruczał szef-zboczeniec, macając mnie po kroczu.
Miał takie drażniące, zachęcające ruchy, że sam zacząłem kołysać biodrami. Ocierałem się o niego plecami, a Furi siedział na podłodze i tylko się przyglądał. Owszem, byłem zmieszany, ale nie mogłem się ruszyć. Toru dotykał mnie łagodnie, ale stanowczo.
Podobało mi się. Wiedział, jak dotykać facetów.
Westchnąłem i ledwo powstrzymałem jęk, gdy zsunął mi bokserki i zaczął trzepać. Najpierw tylko delikatnie połaskotał kciukiem żołądź, zsunął napletek, a następnie kolistymi ruchami zszedł niżej. Pomasował jajka i znów wrócił do fiuta. Furi siedział i gapił się na mnie napalonym, przymulonym wzrokiem, a Toru wkładał mi palce do ust i kazał je ssać. Jednocześnie pieścił mnie tak, że odlatywałem w kosmos. Ani razu nie przyśpieszył, wszystko robił drażniąco powoli, wręcz delikatnie. Nie dotykał tyłka, nie wkładał palców, zajmował się tylko członkiem. Gdy poczułem, że nogi się pode mną uginają, osunąłem się na podłogę, a on wybuchnął śmiechem.
- Podoba ci się? - spytał i kucnął, a ja odgarnąłem włosy i znów poczułem falę gorąca.
- To jest...
Nienormalne?
- Jakie jest?
- Dziwne - wydusiłem i poczułem, jak obejmuje mnie od tyłu.
- Kotku, chodź tu - zwrócił się do Furiego, a ten od razu spełnił polecenie (choć brzmiało raczej jak prośba).
- Tak, Panie - odezwał się mruczącym głosem, a ja poczułem pulsowanie w kroczu.
Było nie do zniesienia. Wnerwiające, rozpraszające, ciepłe i takie podniecające.
- Chcesz, żeby Senju ci zrobił lodzika? - spytał, a Furi kiwnął z zapałem głową.
- Tak, Panie - wyszczerzył się i poprawił uszka, a potem zagryzł zalotnie wargę.
Spojrzenie miał jednak rozwiązłe jak kurwa. Zacząłem nawet myśleć, że mnie kręci.
Serio kręcił.
- Senjuś, obciągniesz mu? - szepnął i liznął mnie w ucho.
Przechyliłem głowę i przymknąłem oczy. Naprawdę ich pojebało. Chyba nie myślą, że...

Smakował dobrze. Młody, jędrny i twardy. Furi wkładał mi go do ust, a ja posłusznie obciągałem. Powoli, łagodnie, ale głęboko i bardzo dokładnie. Toru gładził mnie po włosach, masował sutki i boczki, a Furi stękał i poruszał biodrami. Nie mogłem skupić się porządnie na lodzie, ponieważ bałem się, że lada chwila trysnę. Wszystko mi płynęło, drgało i tętniło. Nabrzmiały kutas drażnił gardło, a zwinne dłonie trzepały, macały i pieściły.
Pieściły bez końca.
Bez końca.
Do wytrysku.
Tryskałem i stękałem, a Furi tryskał mi na twarz. Śmiał się, czochrał mi włosy i uderzał fiutem o policzki, a ja zlizywałem wszystko i wiłem się jak szmata.
Chciałem, żeby Toru mi wsadził. Jezu, jak ja chciałem być teraz wyruchany. Potrzebowałem kutasa w dupie. Spojrzałem mu w oczy, ale roześmiał się i wstał, a Furi przyciągnął mnie za kark i pocałował w usta. Potem zlizał spermę z twarzy i zaczął rechotać.
- Senjuś, mam też coś dla ciebie - powiedział Toru, a ja spojrzałem w jego stronę i zamrugałem.
- Uszka?
- Tak. Potrzebuję drugiego kotka do zabawy. - Uśmiechnął się, a Furi miauknął i objął mnie od tyłu.
- Ale ja... ja nie nadaję się na kotka - powiedziałem, czując, że serce bije szybciej.
- Dlaczego tak uważasz? - spytał szefuńcio, posyłając mi jedno z tych zboczonych spojrzeń.
- No bo...
Jestem mało uroczy.
Wysoki.
Duży.
Męski.
Szeroki.
Mam boczki.
Jestem...

- Masz fajne włosy, śliczną cerę i piękne oczy - wtrącił Furi, masując moje boczki. - Jesteś fajny, uroczy i mięciutki, masz mocne ciałko i ładne uda. I sutki. W sam raz do klamerek - zamruczał i pocałował mnie w kark.
- Zgadzam się - dodał szef-fetyszysta.
Naprawdę tak o mnie myśleli? Fajny i uroczy? Chyba ich...
- To jak? - Znowu poczułem ciepły oddech Furiego. - Tatuś zna dużo fajnych zajęć. Lubisz bitą śmietanę? Wszystkie kotki lubią bitą śmietanę.
- I mleczko - dodał Toru, a Furi parsknął śmiechem.
- Ja... - Przełknąłem ślinę i zamknąłem oczy, bo kotek dotknął mojego członka.
Był teraz nadwrażliwy, więc drgnąłem i trochę się spiąłem.
- To lubisz czy nie?
- Ja... nie wiem.
- Jak można nie wiedzieć, czy się coś lubi, czy nie?
- Co? - jęknąłem i dostałem zawrotów głowy.
- Myślałem, że lubisz. Jeśli wiesz, co mam na myśli.
- Kaien? - sapnąłem z przerażeniem i chyba spanikowałem.
Cholera, Kaien. Boże, jak mogłem to zrobić bez ciebie! Jak przez mgłę słyszałem jakieś głosy, śmiechy i czułem czyjś dotyk.
Jak mogłem to...
- Senju, to mam robić te naleśniki czy nie?
Co? Naleśniki? Jakie naleśniki?
- Senjuś?
Cholera, a jak ktoś mnie...
- No, z odżywką białkową. Spalimy to potem w łóżku. Albo pod prysznicem. Albo gdziekolwiek, gdzie będziesz chciał.
Kaien?
Co do...
Drgnąłem i otworzyłem oczy. Szybko zamrugałem i rozejrzałem się dokoła. Znajome ściany, meble. Byłem w domu.
- Zdrzemnąłeś się, skarbie? - Poczułem, jak całujesz mnie w policzek, i chyba dopiero wtedy się ocknąłem.
- Co? - wychrypiałem, podnosząc się z krzesła.
- Ciężki dzień w pracy?
- Trochę.
Ziewnąłem i przeciągnąłem się. Za oknem było jeszcze jasno. Faktycznie zdrzemnąłem się i miałem jakieś fajne wizje.
Coś o kotach?

* * * * *

W piątek wybraliśmy się na dłuższą przejażdżkę i to był taki moment przełomowy, bo to ja siedziałem za kierownicą. Wcześniej nie miałem takich ciągot, ot, samochód był dla mnie narzędziem do przemieszczania się, ale teraz poczułem się jak bóg. No i w końcu to też spore zaufanie, bo wiedziałem, jak kochałeś swój wóz. Nic dziwnego, ponieważ był boski.
Ciekawe, czy gdybym był kobietą, też byś mi pozwolił?
Ciekawe, czy byłeś takim typowym samcem, zakochanym we własnym wozie?
Aż bałem się spytać.
- Kaczu, bo myślałem, że nie chcesz. Nigdy cię to nie jarało. Chyba.
- Nie Kaczu. Przecież cię prosiłem.
- Dobra, wybacz. Myślałeś, że co?
- Że nic. Nigdy mnie o to nie pytałeś.
- A ty nigdy mnie o to nie prosiłeś.
- Bo nie lubię prosić.
- Serio? - spytałeś nieco zadziornie, a ja zacisnąłem szczękę.
- Nie zaczynaj.
- Ale co?
- Tych zboczonych dialogów.
- Dlaczego?
- Bo mnie rozpraszasz. - Mimowolnie zacząłem się uśmiechać.
- Fajnie wyglądasz za kółkiem. - Wyszczerzyłeś się, a ja wywróciłem oczami.
- Spadaj.
- Serio. Seksowny jak anioł.
- Kaien, odwal się. - Zaśmiałem się, a ty wpakowałeś mi lody w usta.
- Lodzika?
- Co wy macie z tymi lodami? - mruknąłem, przypominając sobie jazdy Agaty.
- Ale co? Dobry lodzik nie jest zły.
- Słabo ssiesz.
- Co? Nieprawda.
- Mam na myśli lody. - Zerknąłem na ciebie kącikiem oka i mimowolnie zacząłem się szczerzyć.
- Mogę lepiej.
- Możesz ćwiczyć w ten sposób głębokie gardło.
- Ćwiczyłem z dildem.
- Domyśliłem się.
- Następnym razem spróbuję z bananem.
- Nie mogę się doczekać.
Pogoda była świetna, wiał lekki wiaterek, świeciło słońce, aż znowu poczułem się jak na haju.

- Z czego rżysz, słońce? - spytałeś, bo nie mogłem się uspokoić.
Pojebało mnie do reszty. Boże, my nawet nie będziemy pić. Będziemy robić inne fajne rzeczy. I w ogóle, może miałeś rację z tym samochodem? Co mi szkodzi? Mam bogatego faceta, pożyczy mi kasę, najwyżej potem oddam w naturze. Trzeba być twardym, nie miętkim.
No, Senju, dajesz.
- Z niczego.
- Jak cię wyrucham pod drzewem, to zobaczysz.
- Nie zgadzałem się na żadne wyrucham.
- Cnotka.
- Spieprzaj.
- Oj tam, nie udawaj, że nie chcesz. - Poruszyłeś zabawnie brwiami, a ja prychnąłem i zacząłem lizać lody.
- Jestem porządnym mężczyzną.
...a seks tylko po ślubie.
O właśnie. Kurde, niektóre tematy chyba nas przerosły.
- Wciąż twierdzę, że powinieneś mieć własny samochód.
- A po co? Mam ciebie i Mansa. Poza tym...
- Nie chcesz to nie.
- Nie powiedziałem, że nie chcę, tylko że raczej nie potrzebuję.
Nie, Senju, nie tak.
- Ale ja nie pytam, czy potrzebujesz, tylko tak twierdzę.
- Kaien, drażnisz mnie. - Westchnąłem, a ty przysunąłeś się do mnie i cmoknąłeś w skroń. - No moooże bym chciał jakiś fajny sportowy.
- Czerwony? - Uśmiechnąłeś się jak cwaniaczek, a ja wydąłem wargi.
- Czarny.
- Trochę gotycko.
- Znowu się nabijasz?
- Nie, tylko stwierdzam fakt. Pasowałby ci żółty.
- Dlaczego żółty?
- Bo... nieważne. Tak mi się skojarzyło. Jaki sportowy?
- Nie wiem. Mógłbyś przestać mnie tam dotykać?
- Nie mógłbym.
- Rozpraszasz mnie.
- Już prawie jesteśmy.
- Żadnego ruchania, nie będę ci wygrzebywał kleszczy z dupy.
- A już myślałem, że będę cię gwałcić w krzakach. - Polizałeś bardzo dwuznacznie lody, a ja wybuchnąłem śmiechem.
- Nie mogę z tobą.
- Przecież wiem, że jesteś tak samo zboczony jak ja. Nie musisz udawać, że nie jesteś. No chyba że to jakaś gra, wtedy udawaj cnotkę.
- Nie udaję cnotki.
- Udajesz.
- A spierdalaj - zaśmiałem się i zgasiłem samochód.
- Im dalej w las...
- Spier-da-laj.
- Też cię kocham, Kaczuś. - Pocałowałeś mnie w policzek, ale szybko rąbnąłem cię w ramię.
- Bo zmienię zdanie.
- Dobra, dobra, już jestem grzeczny. Ale nudy. - Przewróciłeś oczami i wysiadłeś z samochodu.
- Na pewno nikt nas tu nie przyłapie? - spytałem i też wysiadłem.
Byliśmy w jakimś dziwnym, ustronnym miejscu w lesie. Było fajnie, cicho i przyjemnie. Ptaszki śpiewały, powietrze pachniało mchem, słońce świeciło, ale tu akurat panował półmrok.
- A co, chcesz robić coś zakazanego? - Wyszczerzyłeś się, więc też mimowolnie zacząłem rechotać.
- A ty?
- No. Pamiętasz nasz ostatni wypad?
- Rżnięcie na masce samochodu i niebo pełne gwiazd?
- Tak, płakałeś wtedy ze wzruszenia.
- Nie płakałem.
- Płakałeś.
- Bzdury - prychnąłem i wyjąłem z bagażnika torby z jedzeniem i piciem.
- Opaliłeś się trochę. Tak minimalnie - powiedziałeś, obejmując mnie od tyłu. - Tam niżej też?
- Mógłbyś mi pomóc? Masz duże bicki.
- Dawaj.

Nie było alkoholu, tylko jedzenie i dużo macania.
Nie było kleszczy w dupie.

* * * * *

Kot serio wyluzował, nie gniewał się, nie fochał ani nic, a Ren dalej miał nas w czterech literach. Jak zwykle zgodzili się zaopiekować Pierdzioszkiem, no i Lucyfer też go lubił. Wszystko mieliśmy dopięte na ostatni guzik. Na początku miał z nami jechać Mans, ale powiedział, że nie może zostawić Agaty samej. Upierała się, że da radę, ale był dobrym bratem. Dlatego padło na Naokiego. To był jego pierwszy większy wyjazd, więc był bardzo podjarany. Słabo go znałem, wolałem Mansa. Agata obiecała, że będzie grzeczna, choć to Saki miała klucze od naszego mieszkania. Nie mogliśmy przecież powierzyć ich nastolatce. Poza tym chodziło też o jej bezpieczeństwo.
Faktycznie tydzień częstszego przebywania na słońcu pomógł mi się trochę opalić, nie mogłem się jednak równać z tobą. Po prostu nie chciałem spalić się potem na plaży. Dalej narzekałem na sadło na bokach, ale pogodziłem się z tym i chyba nawet je zaakceptowałem.
Może kiedyś je zrzucę, jak przestanę brać leki.
- Mówiłem ci, zacznij chodzić ze mną na siłkę.
- Mówiłem ci, że to nie dla mnie.
- Żeby coś ruszyło, trzeba się trochę natrudzić. Tobie wystarczy troszeczkę. No i wzmocnisz się i poprawisz kondycję.
- Nie lubię siłowni.
- Dlaczego? Jake ma fajne sprzęty, nie tylko maszyny i ciężary. Nigdy nie jest nudno, a we dwójkę na pewno będzie nam wesoło. Bardzo - dodałeś dwuznacznym tonem, a ja westchnąłem i chyba powoli zacząłem się łamać.
- Pomyślę o tym.
- Pomyśl.

* * * * *

Spałem niespokojnie, pewnie przez to, że byłem podniecony wyjazdem. Wierciłem się, sapałem, wkurzałem i gapiłem się w sufit. Myślałem o wszystkim i nakręcałem się jeszcze bardziej. No i pewna rozmowa też mnie niepokoiła.
TA rozmowa. Rozmowa o TYM.
To musiało się kiedyś stać.
Starałem się za bardzo nie podniecać, ale przecież to było ważne, do cholery. Twoja postawa, agresja i poglądy też. Wszystko było ważne.
No ale przynajmniej teraz wiedziałem, na czym stoję. Nie warto się samobiczować. Będzie dobrze.
Będzie fajnie. Seks w basenie, na plaży, nowi ludzie, zabawa.
Niedługo moje urodziny.
Na pewno spotkam się jeszcze z siostrą. Z Kyu.
Wystawa!
Potem wasz powrót do studia, nowy kawałek i kręcenie teledysku. Nigdy nie widziałem, jak to się robi. Musi być ciekawie.
Miałem w głowie tyle myśli, więc to oczywiste, że nie zasnąłem.
Nad ranem trochę się zdrzemnąłem, ale obudził mnie twój twardy fiut.
No i fajnie. Lepszy fiut niż kleszcze.












Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum