The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 26 2019 10:54:26   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Gemini 7


Rozdział trzeci: Przeszłość bliźniaków

Dwa tygodnie później rany Marco były całkowicie zagojone. Wprawdzie mógł już po dwóch dniach wstawać z łóżka i funkcjonować normalnie, chociaż w zwolnionym tempie, jednak nie chciał robić przykrości Mimi, która wzięła na siebie rolę pielęgniarki i nie tylko zmieniała Marco opatrunki, ale też przynosiła posiłki i organizowała czas, żeby się nie nudził. Robiła to z takim zaangażowaniem, zupełnie ignorując ukochane maszyny, że Marco nie miał serca jej tego zabierać.
Kiedy wszedł do kuchni po raz pierwszy od swojej rekonwalescencji, pierwszym co mu się rzuciło w oczy był stojący na samym środku stołu kubek z koślawymi czerwonymi literami układającymi się w słowo „Marco”. Nie wiedzieć czemu ten kubek wywołał w nim dziwne rozczulenie.
- Widzę, że Mały cię w końcu zaakceptował – usłyszał nagle za plecami i omal nie wypuścił z rąk tego kubka.
- Słucham? – odwrócił się i zobaczył stojącą na progu Lailę.
- To on zrobił ten kubek – odparła podchodząc. – Zresztą dla każdego z nas. – Otworzyła szafkę ukazując stojące obok siebie takie same kubki z imionami każdego z załogi. Wzięła swój i zalała sobie kawę.
- Nic takiego nie zrobiłem – odparł niepewnie.
- Ja tam nie wiem. – Wzruszyła ramionami. – Mały kieruje się swoją własną logiką.
- Mimi też – westchnął żałośnie, na co Laila parsknęła śmiechem.
- A cóż ona ci zrobiła?
- Niańczyła mnie z takim zapałem, że nawet odlać się nie mogłem iść sam.
- Biedactwo – współczuła niezbyt szczerze Laila, uśmiechając się rozbawiona. – Nic na to nie poradzisz, Mimi już taka jest. Ale przynajmniej wiesz, że cię lubi.
- A co mnie ominęło przez ten czas?
- Nic specjalnego. Wzięliśmy kilka zleceń, trochę się odkuliśmy z kasą.
- A mogę o coś spytać? Nie ukatrupisz mnie?
- Co takiego?
- Kto to jest ten Śliski?
Laila przez chwilę milczała siorbiąc swoją kawę, aż w końcu odpowiedziała nad wyraz spokojnie:
- Menda, którą mieliśmy za przyjaciela. – Umilkła znowu, ale Marco nie poganiał siedząc cicho. Czuł, że tym razem dowie się czegoś więcej. I nie pomylił się, Laila mówiła dalej.
- Na początku myślałam, że to jakiś kumpel Vartana. Był już jak ja przyszłam. Później się okazało, że Vartan po prostu wszystkich w załodze traktował jak rodzinę. Ale to nie znaczy, że nie wyciąga konsekwencji jeśli coś spierdolisz. Może właśnie dzięki temu byliśmy taką zgraną załogą. Nie było wtedy jeszcze z nami bliźniaków. Śliski najpierw był zastępcą kapitana, a jak przyszłam został pilotem. Tak teraz myślę, że chyba miał żal do Vartana o tą degradację. Ale nic nigdy nie powiedział. Może właśnie przez ten żal nas zdradził? – zamyśliła się. – Był nawet dobrym pilotem. Chociaż do Małego i tak się nie umywał. Było nas wtedy siedmioro. Vartan, Ja, Kasjan, Bzyk, Mungo, Jerry i Śliski. Myślałam, że jesteśmy naprawdę zgrani. Aż do tego pamiętnego zlecenia. Było dobrze płatne i chociaż droga była niepewna, bo mieliśmy wywieźć pewnego bogacza z rejonu gdzie był największy odsetek pirackich rozbojów, to jednak wzięliśmy je. Potrzebowaliśmy kasy na nowy statek. Mieliśmy wtedy jeszcze gorszy złom niż ten, a Mungo nie był tak dobry jak Mimi. Mieliśmy już całkiem niezłą sumkę i zapłata za to zlecenie mogłaby już nam załatwić statek. Jakieś dziesięć tetronów od miejsca docelowego wysiadł nam napęd. Na szczęście udało nam się dolecieć na najbliższą planetę. Im bardziej się nad tym wszystkim zastanawiam, tym częściej mam wrażenie, że ta awaria była robotą Śliskiego, żebyśmy tylko gdzieś wylądowali, zanim kupimy statek. W każdym razie naprawa zajęła nam cały dzień. I kiedy mieliśmy już odlatywać okazało się, że nasz pasażer został zamordowany, a Śliski, Mungo i Jerry zniknęli. Zniknęła też cała nasza forsa i pieniądze które miał ze sobą ten bogacz. A że miał cały swój majątek… - Nie dokończyła, ale Marco i tak wiedział co chciała powiedzieć. – Zdrada trzech kumpli zabolała nas jak cholera. Mnie najbardziej. Widzisz… Śliski miał niezłą gadkę, a ja jak ta głupia się na nią złapałam i najzwyczajniej w świecie się w nim zakochałam. Nie jestem z tego dumna i przez cały czas sobie wyrzucam, że może gdybym nie była tak zaślepiona to może bym coś zauważyła. Ale jestem tylko człowiekiem i mimo całej tej mojej… samowystarczalności jednak też potrzebuję kogoś, kto by był przy mnie. – Uśmiechnęła się smutno, a po policzku popłynęła łza, której nawet nie otarła. – Nawet nie wiesz jaka byłam wtedy wkurwiona, nawet Vartan schodził mi z drogi, a jak wiesz, on do strachliwych nie należy. Boli gdy zdradzi cię jeden przyjaciel, a co dopiero trzech. Jednak zanim odlecieliśmy, przez przypadek odkryliśmy, że Jerry był z nami do końca. Odkrył co planuje Śliski i próbował go powstrzymać. Niestety Śliski nie miał skrupułów by go też zabić. Jakimś cudem nie sprawdził czy Jerry faktycznie nie żyje, dzięki temu Jerry ostatkiem sił wrócił na statek i zanim umarł opowiedział nam wszystko. Śliski był tak pewny siebie, że mu wszystko powiedział. Jeszcze się przy tym uśmiechał zadowolony. – Zacisnęła dłonie w pięści że aż kłykcie jej zbielały. – On od samego początku myślał tylko o okradzeniu nas. Było mu obojętne kogo okradnie, trafiło akurat na nas. Jeszcze przekonał do siebie Mungo. Biedny głupiec dał się omamić człowiekowi bez żadnych skrupułów i skończył na jakimś śmietniku. – Widząc pytające spojrzenie Marco dodała: - Jakiś czas potem dostaliśmy informację, że Mungo został znaleziony na jakimś wysypisku śmieci z poderżniętym gardłem. Mimo całej złości było mi go trochę żal. Też zaufał niewłaściwej osobie i wyszedł na tym najgorzej. My jakoś się otrząsnęliśmy, chociaż niewiele brakowało byśmy już nigdy nie byli razem. Vartan załamał się, dosłownie. Nie dość, że stracił przyjaciela, to jeszcze jego marzenie legło w gruzach. Już myślałam, że stracimy wspaniałego człowieka, gdy nagle podniósł się. Nie wiem jak to się stało, ale znalazł wtedy bliźniaki. To one go ocaliły. Dzięki nim znowu chciał żyć. Zdobył statek, przyjął nas z powrotem. Niestety od tamtego czasu prześladuje nas jakiś pech, wszystko idzie jak po grudzie, piętrzą się problemy. Vartan twierdzi, że to po prostu przypadek, ja osobiście uważam, że to wszystko to wina Śliskiego. Gdyby nas nie zdradził dziesięć lat temu, wszystko potoczyłoby się inaczej.
- Dziesięć lat? – zdziwił się Marco. – Nawet jeśli to faktycznie pech wywołany przez Śliskiego, to nie uważasz, że dziesięć lat to za dużo by zrzucać wszystko na niego?
- Na kogoś trzeba – warknęła Laila i jednym haustem wypiła resztkę kawy. – Jedno jest pewne: to bliźniaki sprawiły, że Vartan znowu zapragnął żyć i za to będę im wdzięczna aż do śmierci. A co najważniejsze, wiem, że w tej ekipie nikt nie zdradzi. Nie będzie drugiego Śliskiego – dodała po czym wstała zostawiając brudny kubek na stole.
Marco siedział jeszcze przy stole, gdy do jadalni wszedł Kasjan.
- O, w końcu Mimi pozwoliła ci zrobić coś samemu? – zakpił z uśmiechem na twarzy.
- A chcesz zając moje miejsce? – warknął Marco, na co szabrownik tylko roześmiał się.
- Ledwo doszedłeś do zdrowia a już wkurzyłeś Lailę.
- Nie wkurzyłem.
- Nie? – zdziwił się. – Widziałem jak wychodziła stąd z zaciętą miną.
- Opowiedziała mi o Śliskim.
- Aaa – mruknął Kasja ze zrozumieniem. – To wszystko wyjaśnia. Ale dziwię się, że opowiedziała ci bez oporów. Ją najbardziej to zabolało.
- Obwinia go za wasze późniejsze niepowodzenia.
Kasjan uśmiechnął się rozbawiony.
- Ona po prostu podtrzymuje swoją nienawiść do niego, bo inaczej nie mogłaby dotrzymać obietnicy złożonej kapitanowi.
- Jakiej?
- Że dopadnie Śliskiego i zabije go własnymi rękami. Boi się, że czas mógłby zatrzeć jej gniew. Bo widzisz… - pochylił się w stronę Marco jakby bał się, że ktoś ich podsłucha – ona nie jest taką wredną suką na jaką pozuje. Ona jest naprawdę uczuciowa, ale musi grać twardą żeby móc sobie radzić z tymi wszystkimi facetami. Tylko ciii – położył palec na ustach – nie mów nikomu, że ci powiedziałem, bo inaczej urwie mi jajca. A ja jestem do nich jednak przywiązany.
Marco parsknął śmiechem rozbawiony.
- Nikomu nie powiem – odparł z powagą.
Kasjan zadowolony skinął głową i zabrał się za przygotowywanie czegoś do przegryzienia.
- A przy okazji… - zagaił Marco.
- No?
- Gdzie teraz lecimy?
- Wieziemy ładunek do miasta Shiva na planecie Karanti. Powinniśmy tam dotrzeć jutro koło południa.
- Aha
Do miejsca docelowego dolecieli zgodnie ze słowami Kasjana. Przekazanie towaru przebiegło sprawnie, zwłaszcza że w końcu mieli swój własny transporter.
- No, chłopaki – rzucił kapitan gdy po rozładowaniu ładunku siedzieli w jadalni statku. – I ty, Laila – dodał szybko, widząc pełne dezaprobaty spojrzenie Bzyka. O dziwo, Laila nie odezwała się wcale, jakby udała że nie słyszy. – Co wy na to żebyśmy dzisiaj gdzieś wyszli i dopiero jutro wzięli następne zlecenie?
Wszyscy zgodnie potwierdzili, więc już po chwili wychodzili, każdy z niewielką sumką w kieszeni. Nie mogli się zdecydować dokąd iść, więc w drodze losowania wybrali kto ma decydować o lokalu. Padło na Bzyka, co Kasjan przyjął z wyrazem boleści na twarzy.
- No i czego się krzywisz jak byś miał zatwardzenie? – zapytał Bzyk. – Losowanie było uczciwe.
- No i co z tego? Pewnie zaprowadzisz nas do jakiegoś podrzędnego burdelu.
- Dla twojej informacji, to, że lubię odwiedzać tego rodzaju przybytki, nie znaczy, że tylko takie znam. – Bzyk udał obrażonego.
- Zachowują się jak dzieci – stwierdził z rozbawieniem Vartan do idącego obok Marco, na co ten prychnął rozbawiony.
Ku zdziwieniu Kasjana lokal do którego zaprowadził ich Bzyk był nawet przyjemny, chociaż jak większość lokali w całej galaktyce ofiarowywał wszystko, od drinków, poprzez miejsce do tańczenia, do hazardu i dziwek. Na szczęście akurat jak weszli do środka, jeden stolik zwolnił się, więc Mimi nie musiała używać swojego uroku osobistego.
- Dobra, to wy się tu bawcie, a my sobie pójdziemy tam – Vartan skinął głową w kierunku parkietu – Tylko grzecznie. Zrozumiano?
Wszyscy skwapliwie potwierdzili, wiec kapitan z Lailą odeszli potańczyć.
- Laska – Kasjan szepnął uwodzicielskim głosem do Mimi – pokręcimy się? Ty i ja, ciało w ciało, ta chemia, ten żar…
- Że co? – Dziewczyna popatrzyła na szabrownika jak na kosmiczne dziwadło.
Kasjan westchnął.
- No chodź potańczyć.
- Aaa – Uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona. – Trzeba było tak od razu. Idziemy. – Złapała go za rękę i wyciągnęła zza stołu.
- To ja może sobie skoczę… no wiecie… - Bzyk plątał się jakby nagle zapomniał języka w gębie. Uśmiechnął się przepraszająco i chwilę później znikał w tej części lokalu, gdzie urzędowały dziwki.
- To ja pójdę coś kupić – wybąkał Marco. Czuł się dziwnie siedząc sam na sam z Małym. Miał wrażenie jakby był na randce. – Co chcesz?
- Jeśli mają, to Musso, a jak nie, to coś innego, byle bezalkoholowego.
Marco skinął głową i z ulgą poszedł do baru. Trochę mu zajęło zanim dostał drinki. Z racji tłoku musiał swoje odstać, a potem trzy razy powtarzać zamówienie zanim barman go w ogóle usłyszał w panującym tam hałasie. W końcu się doczekał i z prawdziwą ulgą wrócił do stolika. Chociaż wciąż mu było głupio, jednak tam przynajmniej nie było tak głośno. Bez słowa postawił napój przed Małym i usiadłszy zaczął sączyć swego drinka gapiąc się na ludzi w lokalu. Nie interesowało go to specjalnie, ale robił to, by tylko nie patrzeć w stronę Małego. Może gdyby to zrobił zdążyłby zauważyć w porę, że z chłopakiem dzieje się coś nie tak.
Tymczasem Mały wypił swój napój niemal jednym haustem, oparł się wygodnie o oparcie i patrzył na tańczących w pobliżu coraz bardziej maślanym wzrokiem, nie zatrzymując się na nikim dłużej.
Tymczasem Kasjan i Mimi…
Właśnie leciał jakiś wolny kawałek i szabrownik objął dziewczynę przyciągając ją do własnej piersi. Jej oddech łagodnie owiewał jego pierś widoczną za niedopiętą do końca koszulą. Był ciepły i przyjemnie rozleniwiający. Szabrownik miał wrażenie jakby rozpływał się. Nie zdając sobie z tego sprawy uśmiechał się rozanielony, wywołując tym rozbawienie na twarzach tańczących obok. Nagle czar prysnął. Spojrzał rozkojarzonym wzrokiem na Mimi. Jej mina szybko go otrzeźwiła.
- Co jest? - zaniepokoił się widząc przerażenie na jej twarzy.
- Mały zaczyna się rozładowywać. Nie kontroluje tego – dodała. – Chodź. – Złapała przyjaciela za rękę i pociągnęła.
- Kurwa – zaklął szabrownik, a jego twarz zszarzała ze strachu.
Szybko odnaleźli Vartana i Lailę kołyszących się w takt muzyki. Kiedy Mimi przekazał im co czuje, obydwoje przerazili się. Wszyscy razem pobiegli w stronę stolika, gdzie zaczynało się już robić małe zbiegowisko, a panika powoli wkradała się między ludzi.
Mały stał jakieś pięć metrów od ich stolika na szczątkach innego stolika i kołysał się w takt wyimaginowanej melodii. Oczy miał na wpół przymknięte, na twarzy błąkał się uśmiech, a po całym ciele przebiegały iskry elektryczne. Na początku były niewielkie, lecz z każdą minutą rosła ich ilość i wielkość. Przerażeni ludzi poodsuwali się robiąc pustą przestrzeń wokół chłopaka. A promienie elektryczne cały czas rozmnażały się i zwiększały. W pewnym momencie jeden z nich wystrzelił trafiając w sufit. Chwilę potem drugi odłamał spory kawałek tynku z pobliskiego słupa. Wokół chłopaka zaczęła się tworzyć kula energii, a promienie strzelały coraz bardziej na boki.
- Kurwa! – wrzasnął Vartan – Kto mu dał alkohol?
Marco nic nie odpowiedział zbyt zszokowany tym co właśnie widział. Vartan podskoczył do chłopaka, który już prawie cały był otulony przez kulę energii. Jeden z promieni energii trafił go ramię.
- Uważaj! – krzyknęła przerażona Laila.
Vartan skulił się złapawszy za ramię, lecz nie zrezygnował, dalej szedł w stronę Małego. Kolejna wiązka trafiła go w nogę. Ból zmusił go do uklęknięcia, wykrzywił twarz. Po sekundzie jednak wstał i szedł dalej. Wiązki energii wypuszczane przez Małego stawały się coraz bardziej niebezpieczne.
- Co za idioci – warknął Kasjan widząc jak ludzie stojący w koło zamiast uciec tylko odsuwają się dalej, obserwując Małego. – Chłopak może ich zabić, a oni stoją jak barany.
- Ludzie zawsze byli debilami – mruknęła Mimi, po czym dodała cicho: - Dasz radę, tato, dasz radę.
Laila stała z przerażeniem na twarzy. Mimi widząc co się z nią dzieje złapała ją za rękę. Nie była dobra w pocieszaniu, lecz miała nadzieję, że przyjaciółka właściwie zinterpretuje ten prosty gest.
Tym czasem Vartan oberwał kolejnymi wiązkami energii, które zgięły go w pół niemal przygważdżając do ziemi. Ból coraz bardziej odciskał na nim swoje piętno, lecz mimo to uparcie podnosił się i stawiał kolejne kroki. W końcu dotarł do Małego. Wyprostował się i objąwszy chłopaka wpił się w jego usta. Wszystko nagle zamarło, jakby ktoś zatrzymał czas.
- Co on robi? – zapytał Marco, który w końcu odzyskał głos.
- Odwraca uwagę Małego, skupia ją na czymś innym – odparł Kasjan nie przestając wpatrywać się w złączonych w uścisku Małego i Vartana. – Miejmy nadzieję, że tym razem też to pomoże.
Energia wciąż trwała w stazie. Marco nie mógł od niej oderwać oczu. Przypomniała mu się wtedy jego „pijacka halucynacja”. Więc jednak to nie była halucynacja? Więc Mały wtedy naprawdę… Aż zrobiło mu się gorąco. Nagle energia powróciła do życia. Kula otaczająca Małego i Vartana znowu pulsowała wyrzucając z siebie wiązki energii. Jednak tym razem te wiązki były coraz mniejsze a czas między jedną a drugą wydłużał się. Aż w końcu nie było żadnego promienia energii. Wkrótce także kula otaczająca Małego zaczęła się zmniejszać, aż w końcu zniknęła całkiem. Jeszcze przez chwilę Vartan obejmował chłopaka nie odrywając się od jego ust, aż w końcu Mały zwiotczał w jego ramionach. Dopiero wtedy Vartan oderwał się od jego ust. Kasjan, Mimi i Laila podbiegli do nich i złapali ich obu chroniąc przed upadkiem.
- Wracajmy na statek – wyszeptał Vartan resztką sił, zanim tracił przytomność.
Kasjan i Laila wzięli pod ramiona Vartana, a Mimi zarzuciła sobie na plecy brata.
- A co z Bzykiem? – zapytał szabrownik kiedy szli w kierunku wyjścia, a ludzie rozstępowali się przed nimi.
- A na co on nam? – mruknęła Laila. Kasjan nic nie odpowiedział.
W tym momencie Marco poczuł się jak porzucone dziecko. Wprawdzie doskonale wiedział jak trafić do statku, lecz dziwnie się czuł ze świadomością, że zupełnie go olali. Jeszcze miesiąc temu pewnie by stwierdził, że skoro oni do niego tak, to on też ma ich w dupie i by siedział dalej, pijąc i jedząc, lecz teraz… Czuł, że musi się w końcu dowiedzieć co tu jest grane. Szybko wrócił na statek.
- Co jest? – zapytał widząc Kasjana nerwowo chodzącego tam i z powrotem po korytarzu gdzie znajdowały się ich kabiny.
- Mimi zajmuje się Małym, a Laila kapitanem.
- To chyba dobrze? – zapytał niepewnie.
- Nie wiem. – Kasjan wzruszył ramionami. – Tylko raz widziałem coś takiego. Wtedy Mały był nieprzytomny przez dwa dni, a kapitan dochodził do siebie przez miesiąc.
- A co to właściwie było?
- Mały stracił nad sobą kontrolę.
- A ta energia?
Kasjan przestał chodzić i popatrzył na niego uważnie
- Mały nie jest zwykłym facetem – powiedział w końcu. – Jest wyjątkowy.
- To znaczy? – indagował uparcie dalej Marco.
- Jak będzie chciał ci powiedzieć, to powie – odparł krótko i wrócił do wydeptywania ścieżki między kabiną Małego i kapitana.
Marco nie bardzo wiedział co robić, więc stał i czekał na rozwój sytuacji. W końcu po czasie, który wydawał się Marco strasznie długi, z kabiny kapitana wyszła Laila.
- Co z nim? – zapytał z niepokojem Kasjan podskakując do kobiety.
- Mimi naprawdę udało się ulepszyć tę miksturę. Vartan jest przytomny. – Szabrownik odetchnął z ulgą. – Chce z tobą rozmawiać. – Spojrzała na Marco.
- Ze mną? – zdziwił się, na co kobieta tylko skinęła twierdząco głową.
Mężczyzna bez słowa wszedł do kabiny. To, co zobaczył z lekka go rozczarowało. Myślał, że kapitan z racji pełnionej funkcji będzie miał większą kabinę, jednak ta zarówno pojemnością jak i wyglądem przypominała jego własną.
- Siadaj – wychrypiał z trudem Vartan.
Marco ledwo go poznał, był cały poowijany bandażami.
- Chyba należą ci się wyjaśnienia, skoro jesteś już pełnoprawnym członkiem załogi – stwierdził Vartan.
- Też tak uważam – odparł Marco sadowiąc się w fotelu.
- Najpierw mi powiedz, co Mały pił.
- Chciał Musso, więc mu je kupiłem.
- Jesteś pewien?
- No chyba wiem co zamawiałem – zirytował się Marco.
- Ale czy na pewno to dostałeś? – Kapitan zignorował zupełnie irytację rozmówcy.
- A nie wiem – Wzruszył ramionami. – Nie znam tego drinka.
- Jak wyglądał?
- Noo… – zawahał się – na dnie było coś zielonego, to przechodziło w żółty, a potem w niebieski. Na wierzchu pływały jakieś czerwone owoce.
- Cholera – syknął Vartan. – Wiedziałem.
- Co takiego?
- To nie Musso, tylko Kusho. Widocznie barman nie usłyszał cię wyraźnie i myślał, że zamawiasz Kusho. To jest z alkoholem, a Mały nie może pić alkoholu. Sam widziałeś co się później działo.
- Ale co to, do cholery, było?
- To taka specjalna umiejętność chłopaka. Jego ciało potrafi generować energię.
- Że co? – zdumiał się Marco.
Vartan westchnął.
- Możesz mi poprawić poduszkę? – Marco posłusznie poprawił kapitanowi poduszkę pod plecami. – Dzięki. Widzisz… Mały nie jest normalnym człowiekiem. Jest syntetyczny.
- Że co? – powtórzył niczym zepsuta płyta.
- Zresztą Mimi też.
Marco popatrzył na kapitana jakby ten stracił rozum.
- Przecież dotykałem go, jest normalnym człowiekiem. Nie jest żadną maszyną ze sztuczną skórą. Zresztą wątpię żeby gdziekolwiek mogli zbudować tak zaawansowane roboty. Mimi też, czułem nawet jej przyjemny zapach. Roboty tak nie pachną – mruczał bardziej do siebie niż do kapitana.
Vartan z trudem uśmiechnął się rozbawiony.
- Nie w tym sensie. Bliźniaki nie urodziły się w naturalny sposób. Nawet nie zostały poczęte normalnie. – Marco słuchał, nie wiedząc jak zareagować. – Wiem, że Laila opowiedziała ci o Śliskim. – Marco kiwną twierdząco głową. – Powiedziała ci też, że po jego zdradzie załamałem się. – Kolejne kiwnięcie. – Właściwie to nie cała prawda. Ja nie załamałem się. W tym momencie runął cały mój świat, chciałem nawet zabić się, o czym Laila nie wie. Ukradłem statek i próbowałem się rozbić na jakiejś niezamieszkanej planecie. Wprawdzie miała warunki do życia, lecz flora i fauna były tam zbyt nieprzyjazne żeby ludzie mogli się osiedlić. Była więc idealna dla moich celów. Myślałem, że się rozbiję, jednak los ze mnie zakpił, uratowałem się. Statek był kompletnie zniszczony, a ja wyszedłem zaledwie z kilkoma mniejszymi ranami, które można było opanować standardowym zestawem leczniczym. Ruszyłem w głąb planety licząc na to, że po drodze załatwi mnie jakaś mięsożerna roślina albo zwierzę. Jednak chociaż mijałem ich wiele, one jakby mnie nie zauważały. Wtedy po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać czy aby nie ma jakiejś wyższej siły, która się nami bawi. Po całym dniu marszu znalazłem wrak jakiegoś statku kosmicznego. Było już zbyt ciemno, więc tylko wczołgałem się do środka i znalazłem miejsce do spania. Rankiem postanowiłem go sobie obejrzeć. Musiał się tu rozbić jakiś czas temu, bo już zaczęły go porastać rośliny, a w kilku pomieszczeniach znalazłem ludzkie szkielety. Zrozumiawszy, że jednak nie umrę w tej chwili postanowiłem przeszukać statek i zabrać wszystko, co mogłoby mi się przydać. Przeglądając kolejne pomieszczenia trafiłem na jedno, które było zapieczętowane kilkunastoma zamkami. Nie będę wnikał w szczegóły, co i jak, ale po jakimś czasie udało mi się je otworzyć. Za drzwiami było niewielkie pomieszczenie w którym stała dość spora skrzynia podłączona rurami do zupełnie mi nieznanych maszyn, które wciąż pracowały zasilane ogromnym generatorem. Cały dzień mi zajęło zanim w jednym z pomieszczeń znalazłem dokumentację, która wszystko wyjaśniała. – Przerwał na chwilę próbując złapać oddech. Marco podał mu stojąca na stoliku butelkę wody. – Jeszcze słomka.
Kiedy Kapitan napił się trochę i uspokoił oddech, kontynuował swoją opowieść.
- Okazało się iż był to tajny statek-laboratorium Igorów.
- Niemożliwe - wyrwało się Marco. – Igory nigdy nie zajmowały się żadnymi badaniami.
- Jesteś pewny? Ilu rzeczy wam, szeregowym żołnierzom nigdy nie mówiono?
Marco w duchu przyznał rację Vartanowi. Nieraz brał udział w sytuacjach, gdy kazano im coś robić nie wnikając w szczegóły.
- Niestety dokumentacja nie odpowiadała na wszystkie pytania, jak choćby: kto jest za to odpowiedzialny? Dlaczego ktoś na to wpadł? Za to był drobiazgowo opisany jeden eksperyment. Igory już od samego początku pracowały nad stworzeniem idealnego wojownika, nad wyeliminowaniem ludzkich słabości. Lata badań pokazały, że nie można ich wyeliminować z ludzi, zawsze zostanie jakiś „śmieć”. Postanowili więc stworzyć człowieka od początku, manipulując genami.
- Teraz to przesadzasz – zaprotestował Marco. – Badania genetyczne nie są aż tak zaawansowane żeby stworzyć człowieka z niczego.
- A skąd wiesz, czy gdzieś w galaktyce nie ma ukrytych laboratoriów? Że jakiś koncern w tajemnicy nie klonuje ludzi? – Marco nic nie odpowiedział. – No właśnie. Tacy jak my wiedzą tylko tyle ile rządzący chcą żebyśmy wiedzieli. W każdym razie, Igory postanowiły skupić się na badaniach nad genami. Nie wiem kiedy zaczęli i ile im to zajęło, ale w końcu doszli do takiego etapu, gdy mogli wyhodować pierwszego człowieka. Tak, wyhodować – potwierdził widząc zszokowaną minę Marco. – Nie potrzebowali już kobiety, ani nawet naszej spermy by stworzyć człowieka. Oprócz papierów na tym statku były też filmy, setki filmów pokazujące kolejne etapy i niepowodzenia w tworzeniu ludzi. Obejrzałem zaledwie trzy z nich i miałem dosyć. Te wszystkie zdeformowane istoty, które uśmiercali by prowadzić na nich dalsze badania, te ich pełne bólu krzyki… Nieraz po nocach mi się to śni. Nie wiem w którym momencie to już były rozumne istoty, a w którym jeszcze bezrozumne zlepki komórek, ale za każdym razem coś ściskało mnie w środku, sam nie wiem czy ze współczucia czy ze złości. To było tak okropne, że w pewnym momencie nie wytrzymałem i zwróciłem wszystko co zjadłem. Skupiłem się na czytaniu papierów. Okazało się, że przestawianie genów im nie wystarczyło, postanowili ludzkie geny mieszać z genami zwierząt, żeby z każdego z gatunków wziąć to co by mogło zwiększyć siłę, zręczność, prędkość i wszystko inne u idealnego żołnierza. Po latach prób i błędów, po zabiciu setek „błędów laboratoryjnych”, jak nazywali te zdeformowane istoty, udało im się w końcu stworzyć idealnego żołnierza. To właśnie w tej skrzyni podłączonej do generatora rósł ten żołnierz. Udało mi się znaleźć instrukcję obsługi, więc bez trudu otworzyłem skrzynię. Tam, za szybą zobaczyłem pływającą w jakimś płynie dwójkę dzieci, chłopca i dziewczynkę.
- Mały i Mimi? – zdumiał się Marco.
Vartan ostrożnie skinął twierdząco głową.
- Byłem tak zszokowany tym co zobaczyłem, że dobrą chwilę trwało zanim się odblokowałem. Te dzieci były takie… drobne i bezbronne. Wyglądały jakby spały trzymając się za rączki, a od ich ciał biegły setki rurek, które coś w nie pompowały. Mogły mieć najwyżej pięć lat. W pierwszej chwili chciałem rozbić tą szybę i je stamtąd wyciągnąć, lecz w porę się powstrzymałem. A co jeśli moje działanie tylko je zabije? Kolejny miesiąc zajęło mi zrozumienie całego tego laboratoryjnego bełkotu. Na szczęście udało mi się znaleźć jakieś jadalne rośliny, a na statku znalazłem broń, która pozwoliła mi polować, więc nie przymierałem głodem. W ramach oddechu, by nie zwariować od natłoku informacji i całego tego okropieństwa, brałem co mogłem z tego statku i próbowałem reperować mój. To pozwalało mi chociaż trochę oczyścić myśli, nie oszaleć. Poza tym, po raz pierwszy zapragnąłem żyć i uwolnić się z tej planety. Nie dla siebie, a dla tych kruszynek. – Po policzku pociekła mu łza, którą starł niezdarnie zabandażowaną ręką. – Żeby dać im życie którego nie miały. W końcu przeczytałem wszystko i byłem w stanie odłączyć maszynę i uwolnić dzieciaki. Nie byłem pewien jak będą się zachowywać, chociaż z notatek wynikało, że powinny być normalnymi ludźmi. Okazało się, że wystarczyła godzina żeby doszły do siebie. Kolejne kilka godzin i obydwoje przyswoiły cały materiał jaki znajdował się na statku. Mnie by to chyba zajęło kilka lat żeby to przeczytać i zrozumieć. – Westchnął ciężko. – Dwa dni później rozebrały ten wrak i używając swoich zdolności naprawiły mój statek, że mogliśmy odlecieć z tej planety.
- Zdolności?
- Projekt o nazwie „Gemini” zakładał stworzenie par idealnych wojowników, z których jedno by było samo w sobie bronią, a drugie zwiadowcą dla tego pierwszego. Zwiadowca musiał mieć wyostrzony zmysł wzroku i słuchu by widzieć i słyszeć na setki eonów a broń… na początku próbowali tak modyfikować geny żeby mógł z własnych kończyn tworzyć broń, zmieniając na przykład własną rękę w nóż. To im nie wyszło, więc skupili się na łączeniu genów ludzkich z genami zwierząt. I tak Mały ma w sobie geny węgorza elektrycznego, dzięki czemu może wytwarzać energie elektryczną. Mimi połączono z nietoperzem i kaszangiem, który jak wiesz, ma bardzo dobry słuch. Dodatkowo obydwoje zostali wyposażeni w niespotykaną siłę i wiedzę na temat wszystkich starożytnych i obecnych metod walki, zarówno gołymi rękami, jak i z wykorzystaniem różnych broni. Bo przecież idealny żołnierz musi mieć nieprzeciętną siłę – sarknął. – Do tego jeszcze geny zwiększające szybkość i refleks. A ponieważ mieli stanowić idealną parę, stworzono ich z jednej komórki, jako bliźniaków, wzmacniając więź między nimi, że mogli się rozumieć i wyczuwać nawet w oddaleniu o tetrony. Czasami mam wrażenie, że oni między sobą nawet gadają telepatycznie, chociaż o tym nie było nic w papierach. Niestety naukowcy tak byli zajęci poprawianiem tych wszystkich cech idealnego żołnierza, że zupełnie zapomnieli o wzroście i dzieciaki chociaż rosły jak na drożdżach, to wciąż pozostawały małe. I w sumie im to nie przeszkadza, tylko czasami Mały reaguje zbyt impulsywnie jak się go źle nazwie. – zachichotał rozbawiony, jednak szybko spoważniał. – Niestety proces hodowli nie został zakończony w prawidłowy sposób i dzieciaki zostały lekko wybrakowane. Normalnie na koniec procesu by im aktywowano geny kontrolujące te ich „super moce”. Normalnie węgorz elektryczny i wszystkie te inne zwierzaki rozładowują się polując czy walcząc o terytorium. Idealny żołnierz miał to robić walcząc i właśnie ten gen kontrolny by to wszystko kontrolował i uwalniał nadmiar zgromadzonej energii. Niestety u bliźniaków nie został on aktywowany, więc co jakiś czas muszą się rozładować. U Mimi to nie stanowi problemu, wykorzystuje swoją energię cały czas coś konstruując i waląc tymi swoimi młotkami. Z Małym jest gorzej. Czasami pomaga Mimi robiąc za spawarkę. Miałeś tego przykład na księżycu CX26.
- Skąd wiesz, że ich widziałem? – zdumiał się Marco na co kapitan roześmiał się rozbawiony.
- Obydwoje cię widzieli.
- I nic nie powiedzieli, a ja myślałem, że to zwidy od tego górniczego bimbru – fochnął się.
- Uznali to za nieistotne. Przecież jesteś członkiem załogi, więc prędzej czy później byś się dowiedział. A wracając do tematu, kiedy już wspólnymi siłami naprawiliśmy mój statek, Mały zniszczył to laboratorium. Wtedy po raz pierwszy widziałem pełnię jego możliwości. I uwierz mi, jeszcze nigdy w życiu tak się nie bałem. To wyglądało jak apokalipsa. Mimi używając swoich mocy wskazywała Małemu miejsce, a on po prostu wysyłał w tamtą stronę wiązkę energii, oślepiający błysk i zostawała tylko wypalona ziemia. Metal, który znosi największe przeciążenia, oporny na zanieczyszczenia z kosmosu, wyparowywał jakby to była bańka wody. Kiedy już wszystko zniknęło, odlecieliśmy z tej planety. Minęło trochę lat zanim poznałem wszystkie możliwości dzieciaków i nauczyłem się im ufać bez zastrzeżeń. Ciebie to może dziwić i wydawać się niezrozumiałe, ale dla nas to norma. Po drodze jeszcze okazało się, że Mały nie może pic alkoholu, bo po nim traci wszelką kontrolę nad swoimi mocami. Wtedy jedynym wyjściem jest zaabsorbować go czymś na tyle by się wyłączył. Musiałem dwa razy niemal stracić życie zanim to odkryłem. To w sumie wszystko.
Marco nie wiedział co powiedzieć, to, co usłyszał był tak nieprawdopodobne, że przez moment zastanawiał się czy aby na pewno to wszystko się wydarzyło, czy może jednak właśnie śpi w tamtym lokalu urżnięty, a jego umysł podsuwa mu te niedorzeczne myśli próbując zracjonalizować zdobyte w ciągu ostatnich kilkunastu dni informacje.
Jednak Marco nie spał.










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum