The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 14:10:44   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Jedwabny szal 10


– Śpiochu wstawaj. – Ciepły, czuły głos i drobne pocałunki budziły Christiana, który wtulony w poduszkę starał się ponownie zasnąć. Miał taki piękny sen. – No, już. Muszę jeszcze Martina obudzić.
– To zajmij się nim pierwszym – zamruczał zmienny smok.
– Przez wasze gadanie już nie śpię. – Martin otworzył oczy i miał ochotę się roześmiać z widoku, jaki ujrzały jego tęczówki. Christian spał w poprzek łóżka z nogami na jego ciele, jedną ręką przerzuconą za siebie i skręconym tułowiem. Nie rozumiał jak można tak spać i zdążył już zauważyć, że Chris w tej pozycji czuje się jak ryba w wodzie.
– Wstawać panowie. Mamy specjalnych gości – powiedział Daniel. Siedział na brzegu łóżka w spodniach w kant i czarnej jedwabnej koszuli rozpiętej pod szyją. Zawsze elegancki. Zawsze uwodzicielski.
– Dario? – Martin pogłaskał nogi Chrisa.
– Przyjechali w nocy.
– O czym wy mówicie? – Młody zmienny przeciągnął się, nieopatrznie stawiając stopę na kroczu Martina.
Ten syknął i chwycił stopę odsuwając ją od siebie.
– Kochanie uważaj. Ta część ciała może ci się jeszcze przydać.
– Przepraszam. To, co to za niespodzianka?
– Śpi w pokoju po drugiej stronie korytarza, ale najpierw prysznic i poczekamy, aż się zbudzą – rzekł Daniel wstając z łózka i poprawiając koszulę.
Zaintrygowany Christian szybko odrzucił kawałek kołdry, jakim był okryty i nagi stanął przed Danielem. Przyjrzał się uważnie jego twarzy. Wyczuwał emocje partnera, a było ich tak wiele, że zaczął się obawiać tej niespodzianki.
– Mam się bać?
– Nie, Chris przy nas nie musisz się bać. – Pogłaskał go po twarzy.
Zmienny smok odwrócił się do wstającego Martina i zmarszczył brwi. Ich zachowanie było dziwne.
– Co to za niespodzianka? – zapytał, a w głosie było wyraźnie słychać coś w rodzaju warczenia. Jego smok się denerwował, a to nie było dobre dla trójki zmiennych w brzuchu Christiana.
Pięć minut później w szlafroku szedł wraz z nimi zobaczyć „niespodziankę”. Nie reagowałby takim napięciem, gdyby tego nie odczuwał od nich. Wyraźnie się obawiali jego reakcji, więc musiał wiedzieć, o co chodzi. Jak kupili mu psa, to, po co się bali? Lubił zwierzęta. Sam w jakimś stopniu należał do tego gatunku.
– Tylko się nie denerwuj.
– Daniel, ty mi tu tego nie mów, bo już jestem zdenerwowany. – Nacisnął klamkę, ale ta nie ustąpiła. Patrzył jak Daniel wyjmuje z kieszeni klucz, a potem wkłada do dziurki w zamku i ostrożnie przekręca go. – Kto tam jest, że musi być zamknięty?
– To dla bezpieczeństwa, bo mogli się wystraszyć i chcieć uciec. – Alston nacisnął klamkę i drzwi się uchyliły. Christian wszedł z impetem do pokoju tonącego w błękitach i stanął jak wryty.
Dwa znajdujące się tutaj łóżka, były zajęte, a w nich spokojnie spali jego przyjaciele. Luis zajmował łóżko tuż pod oknem otoczonym białymi kotarami i firanką, która błyszczała w słońcu, gdyż miała wplecione srebrne nici, jakie tworzyły wzór rombów. Natomiast łóżko Sonii stało obok dużej trzydrzwiowej dębowej szafy, której góra była pięknie wyrzeźbiona. Nie wierzył, że ich tu widzi. Bardzo za nimi tęsknił, powiedział o tym partnerom, ale… Kolejny warkot doleciał w wnętrza ciała. Smok przejmował nad nim kontrolę. Smok chciał chronić te dwie osoby, a teraz oni są tutaj. Ze wściekłością obrzucił swoich partnerów wzrokiem i zawrócił do ich sypialni. Szedł szybko, wyprostowany jak struna, a długie włosy powiewały za nim. Słyszał dobiegające z dołu rozmowy i krzątaninę. Musiał pamiętać, że już nie są sami, wilki miały pełny dostęp do głównego domu. Bose stopy stąpały po miękkim dywanie, dłonie zaciskały się w pięści i gdyby Chris nie panował nad sobą ze względu na swoje dzieci, zamiast niego byłby tu teraz biały smok, którego skrzydła mieniły się jak diamenty. Spojrzał w górę. Sufit był wysoko, więc nie wybiłby w nim dziury, aż tak potężny nie był.
Wszedł do sypialni wpuszczając swych jakże cichych partnerów. Trzasnął drzwiami i rzucił:
– Naraziliście ich na niebezpieczeństwo! To wasza sprawka, że tu są, prawda?!
– Nie denerwuj się. – Martin chciał podejść do niego.
– Nie zbliżaj się do mnie! Sądziliście, że się ucieszę?!
– Tęskniłeś za nimi. – Tym razem głos zabrał Daniel.
– Za mamą też tęsknię, czy to znaczy, że doprowadzicie do jej zmartwychwstania?! – Zaczął krążyć po pokoju. – Uciekłem od nich, bo chciałem ich chronić. Tęskniłem, ale byłem gotów uciec na koniec świata, by im się nic nie stało. Natomiast wy sprowadziliście ich tutaj. Myślicie, że co teraz będzie?! Stone domyśli się, że są ze mną. Nie będą już mogli wrócić do domu. Bo ten facet coś im zrobi, by wyciągnąć informację o mnie. Jak mogliście im to zrobić? Ich rodzicom? – Popatrzył na nich w bólem w oczach. – Pomyśleliście, co oni poczują? Ich wspaniałe dzieci, jedyne dzieci zniknęły. Ci ludzie byli dla mnie także rodzicami, od kiedy mama odeszła. Co powiem Luisowi i Sonii, gdy się obudzą? Jak im wyjaśnię, to kim jesteśmy? – Po policzku spłynęła mu łza, lecz szybko ją starł.
– Wszystko przemyśleliśmy. Uwierz, że nie zrobiliśmy tego pod wpływem chwili. – Christian pozwolił Danielowi do siebie podejść. – Dario wysłał im coś w rodzaju hipnozy i wmówił, że twoi przyjaciele wyjechali na kilka dni.
– A co po tych „kilku dniach”? Co? – Położył ręce na brzuchu.
– Boli cię coś? – Zaniepokojony Martin już był przy nim i obaj z Danielem pomogli mu usiąść.
– Nie. Pomyślałem o naszych dzieciach. Co bym czuł, gdyby ktoś zrobił mi to samo, co wy tym rodzicom. O, jejku. – Ukrył twarz w dłoniach.
– Naprawdę wszystko przemyśleliśmy i nie mamy nic przeciw, abyś im powiedział, kim jesteśmy. – Daniel uklęknął przed nim i położył mu ręce na kolanach, a Martin brodę na ramieniu. Wiedział, że patrzą teraz na niego jak odtrącone szczeniaki.
– Chyba już za późno na zmianę waszego planu. Jak ich tu…
– Dario ich uśpił i przywiózł. Za godzinę się zbudzą.
– Powinienem być wtedy z nimi. – Wziął kilka głębokich oddechów i uspokoił się. Na cokolwiek już za późno. Jego przyjaciele tutaj byli i zrobi wszystko, by się tu dobrze czuli. – Chcę wziąć prysznic, ubrać się i poznać tego Daria zanim do nich pójdę. I mam nadzieję, że nie oszaleją, jak dowiedzą się o mnie prawdy.
– Wybaczysz nam? – zapytał smutno Daniel.
– Chcieliście dobrze i kocham was, ale nie róbcie drugi raz czegoś takiego. Nie możecie narażać nikogo na niebezpieczeństwo. Mam nadzieję, że tamci nie śledzili waszego bety.
– Możesz być pewny, że wszystko jest dobrze. – Martin ucałował go w policzek. Obaj z Danielem odetchnęli z ulgą, kiedy Christian lekko się uśmiechnął, po czym wstał i poszedł do ich łazienki się wykąpać.

* * *


Dario pokłonił się głęboko przed partnerem jego alf. Już obu uznawał za swoich przywódców, a ich młody partner tym samym stawał się kimś, komu będzie wiernie służył, bronił i jak trzeba odda życie. Taki był beta. Był zastępcą, ale i wiernym kochającym żołnierzem swego pana.
Christian obserwował czarne długie do ramion włosy, gładko ogoloną twarz, grube brwi i piękne wprost niezwykłe oczy samca. Tak niezwykłe, że nie potrafił określić ich koloru. Miał wrażenie, że zależy, w którą stronę spojrzał te raz były zielone, raz niebieskie.
– Mam nadzieję, że rodzicom moich przyjaciół nic złego nie grozi.
– Nie. Taureni nic im nie zrobią. Co najwyżej zapytają gdzie ich dzieci – odpowiedział Dario.
– Na pewno?
– Tak, partnerze moich alf. Odczytają z samej rozmowy, że twoi przyjaciele wyjechali odpocząć.
– Jestem Christian i tak się do mnie zwracaj.
Dario spojrzał na Daniela, szukając w jego oczach zgody na to, by tak mógł mówić do zmiennego smoka. Sam się do swego alfy, kiedy byli na prywatnym gruncie, zwracał po imieniu, ale nawet na to musiał mieć za pierwszym razem zgodę. Na początku było mu trudno, potem przyjaźń połączyła ich obu i chociaż Dario nadal musiał być posłuszny, to bardzo szanował swojego alfę pod każdym względem.
– Dobrze, Christianie. Chciałbym powitać cię wśród nas. Wybacz, że nie zrobiłem tego wcześniej, miałem wiele obowiązków w naszej starej kwaterze.
– Sądzę, że nadrobimy czas i poznamy się lepiej. Teraz pójdę do swoich przyjaciół. Poproszę o klucz. – Wyciągnął rękę do Daniela. Dario skrył swój uśmieszek, bo już widział jak ten młodzieniec trzyma swych mężczyzn pod pantoflem. Wyglądał na delikatnego, ale biła od niego siła i zdecydowanie. Naprawdę więź partnerska połączyła tę trójkę idealnym połączeniem.

* * *


Rozglądała się po obcym pomieszczeniu z trwogą. Mając w pamięci wydarzenia, zanim straciła przytomność tym bardziej się bała. Luis usiadł obok niej na łóżku i wziął siostrę w ramiona. Chwilę wcześniej sprawdził czy mogą wyjść z pokoju, ale drzwi były zamknięte. Bali się, że zostali porwani i uwięzieni. Wiezienie jest wiezieniem nawet, kiedy wokół panują luksusy.
– Gdzie my jesteśmy? – zapytała słabo Sonia. Bała się i martwiła o swoją kotkę. Nie chciała, by ktoś zrobił jej krzywdę.
– Nie wiem. – Zostawił siostrę i podszedł do okna. – Na pewno nie jesteśmy w mieście. Wszędzie widać lasy i łąki.
– Ci ludzie w naszym domu… Oni… Może to Stone?
– Wątpię czy by nas trzymał w takim pokoju. Spróbuję otworzyć okno. – Odsunął firankę i wtedy szczęk zamka zwrócił jego uwagę. – Chyba zaraz dowiemy się, o co chodzi.
Sonia podeszła do brata i ścisnęła go za ramię. Ze zgrozą patrzyła na uchylające się drzwi i na postać, która się w nich ukazała. Zamrugała kilka razy nie wierząc swemu wzrokowi. Chciała coś powiedzieć, lecz z jej ściśniętego gardła nie wydobył się żaden dźwięk.
– Co tak stoicie i patrzycie jakbyście widzieli ducha? – zapytał Chris. Stanął pośrodku pokoju niepewny, co oni teraz zrobią.
– To naprawdę ty? – Pierwszy z tej dwójki odezwał się chłopak.
– A kto? Święty Mikołaj? Nawet w najmniejszym calu go nie przypominam. – Dobra, był zły na swoich kochanków za to co zrobili, ale tak wspaniale znów było widzieć tę dwójkę, że miał ochotę się popłakać z radości. Zamiast niego zrobiła to dziewczyna i w kilka sekund później wpadła w jego ramiona łkając i mocząc mu koszulkę, która z jednego ramienia opadała w dół. – A ty co, nie przytulisz mnie?
– Sądziłem, że już nigdy cię nie zobaczymy, kocie. – Luis także podszedł do nich i objął oboje.
Jaki ja tam kot. Mam nadzieję, że jakoś przyjmiecie nowe wiadomości o mnie. Wszystkie wiadomości. Pomyślał wzruszony Christian, zostawiając sobie tę trudną rozmowę na później. Najpierw chciał się nimi nacieszyć i przygotować odpowiedzi na całą masę ich pytań. Te nadeszły w trymiga.
– Co to za dom? Skąd się tu wziąłeś? Kim są ci ludzie, co nas porwali? Co z naszymi rodzicami? – Pytała Sonia łapiąc go za rękę i ciągnąc na łóżko, gdzie usiedli, a Luis przysunął sobie krzesło.
– Mam wam tyle do opowiedzenia. Nie wiem jak to wszystko przyjmiecie. Zacznę może od tego, że z waszymi rodzicami wszystko dobrze, a ci, co was zabrali z domu to… – Potarł dłonią czoło dając sobie moment na przemyślenie odpowiedzi. – To jakby podwładni właścicieli tego domu. Moi też – dodał w myślach. – Trafiłem tutaj przypadkiem. Ukryłem się w piwnicy tego domu i jakoś tak zostałem.
– Jakoś tak? – Luis nie wierzył, że obcy ludzie mogą tak dla kaprysu przyjąć uciekiniera pod swój dach. Jeszcze bogaci ludzie.
Co miał mu odpowiedzieć? Luis nie nabierze się na kłamstwo. Zresztą samo to, że tutaj są nie pozwoli utrzymać prawdy w tajemnicy.
– To dom kogoś, kogo kocham – odpowiedział.
– Eee, zaraz… Zaraz… – Dziewczyna podrapała się po nosie i spojrzała czujnie na niego. Pod obstrzałem zielonych oczu zaczynał się krępować jej pytań i swoich odpowiedzi. – Kogoś, kogo kochasz? To znaczy, że masz faceta?
Żeby tylko jednego miał.
– Mam jestem związany z kimś dla mnie ważnym.
– To znaczy, że już go znałeś? – Sonia dalej wierciła w nim dziurę. Jej ciekawość, teraz podsycana sytuacją tylko ją nakręcała.
– Poznałem go tutaj, a raczej… Kurde! – Wstał. Nie mógł siedzieć spokojnie. – Jak mam wam powiedzieć to, kim jestem, kim są właściciele tego domu? Nic o mnie nie wiecie. Znacie część mnie, ale nie resztę. Świat, w jakim żyjemy nie do końca jest taki, jakim go znacie.
– Tylko nie filozofuj. Mam dość tego w domu, jeżeli chodzi o ojca. Co cię brzuch boli? – Luis zwrócił uwagę, że Chris trzyma jedną rękę na brzuchu.
– Dlaczego? – Chłopak pokazał mu palcem, o co chodzi. – A nie. Nic mnie nie boli. To jedna z rzeczy, o jakich się dowiecie. Miałem nadzieję, że ta rozmowa będzie później, ale jak wam tego nie powiem, to nic nie będę wam w stanie wytłumaczyć. Jestem zmiennym smokiem, konkretnie diamentowym smokiem.
– A ja królewną Śnieżką. Bądź poważny – wycedził Luis. Nie podobała mu się ta zabawa.
– Mówię poważnie. Poza ludźmi na tym świecie żyją też inni. Poczekajcie tutaj. – Wiedział, że na korytarzu czekają na niego jego partnerzy, więc wyszedł do nich.
– Co on bredzi? – spytała Sonia, gdy zostali sami.
– Nie wiem, ale chyba potrzebuje psychiatry – odpowiedział, ale nie był tak do końca pewny czy przyjaciel ma urojenia. Te dziwne odczucia przy nim i tym mężczyźnie, który ich śledził nie mogły być racjonalnie wytłumaczone.

* * *


Tauren padł na podłogę ulegając potężnemu ciosowi, jakim obdarzył go jego pan i władca. Fioletowa krew zaczęła kapać na jasny dywan.
– Zasnąłeś w kiblu czy pieprzyłeś się z jakąś dziwką?! – wrzeszczał Stone. – Przez ciebie gówniarze zniknęli!
– Rodzice powiedzieli, że pojechali na wycieczkę.
– Na duperele pojechali! Gdzieś poleźli, ale ciebie nie było, bo miałeś ważniejsze sprawy – szepnął cicho nachylając się nad krwawiącym Winterem. – Ewidentnie ktoś im pomógł. Mam ochotę się ciebie pozbyć. Rozwalić ci łeb na miejscu! – Ostatnie zdanie wykrzyczał łapiąc Taurena, za włosy i ciągnąc w swoją stronę. – Ale mam lepszy pomysł. Skoro tak lubisz dupczyć, to może przydasz mi się do czegoś innego. Założę się, że będą chętni na twój tyłek! – Puścił mężczyznę, a ten popatrzył na niego błagalnie.
– Szefie, ja jestem hetero. Ja…
– Mam gdzieś, kim jesteś! Od dziś jesteś pluskwą, którą zniszczę. To twoja wina, że tych dwoje zniknęło! Zapłacisz mi za to.
Winter zacisnął pięść. Dla kogoś, kto był wysoko w hierarchii zostanie dziwką było czymś gorszym od śmierci. Stone gotów był zniszczyć swoich ludzi, żeby tylko zdobyć tego blondyna, co wyglądał jak panienka. Gdy przyszli po niego koledzy, z którymi pracował, obiecał sobie, że Stone srogo zapłaci za to, co mu zrobił.
Stone zaryczał głośno uwalniając częściowo istotę będącą w nim. Czuł, że dzieciaki zaprowadzą go do jego chłopaczka i teraz co? Nie ma ich, nie ma Chrisa. Została mu tylko Star. I trop, że ktoś się interesuje Chrisem. Jak ona czegoś nie zrobi, to on rozniesie to miasto w pył!

* * *


Christian przyprowadził do pokoju młodego gammę. Liczył, że mały pokaz więcej powie jego przyjaciołom niż jakaś tam opowieść, w którą i tak nie uwierzą. W ręku trzymał szlafrok, by okryć chłopaka, gdy ponownie przemieni się w człowieka. Nie zmusił młodzieńca do pokazu, tylko zapytał czy jest gotów to zrobić, a ten się zgodził. Jeżeli by on sam miał o wszystkim decydować, zostawiłby przyjaciół w słodkiej niewiedzy i najdalej pojutrze odesłał ich do domu. Niestety przeczuwał, że ich pobyt tutaj przedłuży się, więc nie było możliwości, żeby zmienni przebywający na swoim terenie udawali kogoś, kim nie są. Wystarczy, że w mieście, ciągle będący pod okiem ludzi, musieli to robić.
– Błagam was, nie przestraszcie się. Matt przemieni się w wilka, a potem w człowieka.
– Bzdury gadasz. Nie wiem, co ci się stało, Chris, ale nie podoba mi się to – powiedziała dziewczyna i zarumieniła się patrząc na chłopaka o brązowych włosach.
Luis milczał będąc coraz bardziej zaciekawiony tym, co ma się stać. Jeżeli faktycznie na miejscu tego chłopaka pojawi się wilk, to on już uwierzy we wszystko.
Matt spojrzał na partnera swego alfy Martina i dostał zgodę na przemianę. Zamknął oczy i wywołał swe wewnętrzne zwierzę. Wilka, który po kilku sekundach pojawił się na jego miejscu. Wywołało to krzyk paniki u dziewczyny, a Luis przez chwilę zapomniał, że ma oddychać.
– To… tto… to się nie stało? Mam przywidzenia? Śnię? – pytał chłopak. Przed nim stał potężny wilk. O wiele większy niż te normalne. Jego sierść lśniła w promieniach słońca padających przez okno i polizał sobie łapę.
– To zmienny wilk. Tak jak inni w tym domu – wyjaśnił Christian. – Ja jestem zmiennym smokiem, ale z powodu pewnych okoliczności nie mogę się zmienić. Natomiast… moi partnerzy…
– Partnerzy? Jacy partnerzy? – Ręce Sonii dygotały i musiała usiąść, nie mniej na usta cisnęło jej się mnóstwo pytań. – Czy on tak już zostanie? – Wskazała na wilka, który poruszył uszami.
– Nie. Matt. – Po chwili Matt znów był człowiekiem. Nagim człowiekiem, więc Christian zasłonił go szlafrokiem. Cały czas czuł za drzwiami obecność swych ukochanych.
– Dlaczego on jest nagi?
– Dlatego, że w czasie zmiany nasze ubrania zostają porzucone tam gdzie nastąpiła zmiana – odpowiedział Matt opatulając się miękkim szlafrokiem. Nagość wśród wilków w czasie zmiany była czymś normalnym niezależnie od tego czy wśród nich były kobiety czy nie. – To ja już pójdę.
– Dziękuję, Matt.
– Dla partnera moich alf, wszystko. – Skłonił głowę, po czym uśmiechnął się i wyszedł.
– Ale jaaak? – zapytała dziewczyna.
– Opowiem wam wszystko od początku. Otóż moja mama… – Chris podjął swoją opowieść przysiadając na krześle. Przyjaciele słuchali go pochłonięci historią. Z trudem mogli uwierzyć w to wszystko. Zwłaszcza to, że istnieją wampiry. Musiał ich uspokajać, że one nie są takie jak w horrorach. Wampiry piły krew. Ludzka im bardzo smakowała, ale woleli dzielić się swoją krwią z pobratymcami i pić od nich niż od ludzi. Tym samym nie narażali się na wydanie swej rasy. Chris opowiadał im o zmiennych, o sobie i swoich partnerach. O tym jak ich poznał i związał się z nimi.
Dwie godziny później zakończył opowieść i czekał na werdykt. Nie chciał ich stracić, ale jak nie będą chcieli znać istoty takiej jak on i reszta, nie będzie ich zmuszał do przyjaźni.
– Czułem to. – Po długim milczeniu głos zabrał Luis. Pochylił się opierając łokcie na kolanach. – Czułem, że ten ktoś, kto nas śledził nie jest normalny. Lecz nigdy nie przypuszczałbym, że to coś takiego. Gdyby ten młody nie zmienił się uznałbym, że zwariowałeś. – Roześmiał się. – Naprawdę jesteś smokiem?
– Naprawdę. W większości człowiekiem. Z tego, co wiem moim ojcem był człowiek.
– Powiedziałeś, że pan Russo nim nie jest, to, kto to jest? – spytała Sonia. Już doszła do siebie po zasłyszanych rewelacjach. Nawet zrobiła się głodna i zastanawiała się czy w tym domu jest coś co nadaje się do jedzenia.
– Nie wiem. Pewnie nigdy się nie dowiem. Mama wychowała mnie w przeświadczeniu, że moim ojcem jest ten drań. Chyba po to bym nie szukał mego rodzica. Sądziła, że wyszła za dobrego mężczyznę. – Ponownie położył ręce na brzuchu. Robił to nieświadomie, z czułością. Znów nie umknęło to uwadze przyjaciół. – Co tak patrzycie?
– Na pewno nic ci nie jest? Wiem, że masz ładny brzuch, sam bym się tak obmacywał gdybym taki miał, ale… Ałł – oberwał otwarta dłonią od siostry w tył głowy. – To boli.
– Phi.
– Ale co, Luis? – Chris był ciekaw, co dalej miał do powiedzenia siedzący naprzeciwko chłopak.
– Ale ty to cały czas robisz.
Russo wstał poprawiając koszulkę. Nie chciał im teraz mówić. Za dużo mieli rewelacji jak na jeden poranek, lecz nie potrafił zignorować ich pytającego wzroku, który nieprzerwanie wwiercał się w niego.
– Przedstawię wam moich partnerów. Cały czas stoją na korytarzu i może w końcu wejdą? – Obejrzał się za siebie na drzwi, w których pojawili się Daniel i Martin. Dwaj zmienni podeszli do niego i zaraz znalazł się w ich opiekuńczych ramionach.
Rodzeństwo musiało zbierać szczęki z podłogi na widok imponujących mężczyzn, którzy otoczyli ich przyjaciela patrząc na niego z oddaniem.
– To Daniel i Martin. Moi partnerzy i ojcowie moich dzieci. – Jakoś obecność kochanków dodała mu odwagi do wyznania tej prawdy. Jak nie oszaleją na wiadomość, że mężczyzna jest w ciąży i nie uciekną to będzie dobrze.
– Adoptujecie jakieś? – Luis podniósł się z krzesła. Pragnął, by przyjaciel odpowiedział twierdząco na pytanie.
– Jestem w ciąży.
Następnie wydarzenia potoczyły się same. Sonia wpadła w jego objęcia, ściskając go, gratulując i mówią, że nareszcie jakiś facet poczuje to, co czują kobiety. Wypytywała o termin porodu i wszystko inne, a Luis patrzył na nich zdumiony, aby po chwili zacząć się panicznie śmiać zginając w pół. Całe policzki mu poczerwieniały, a w oczach pojawiły się łzy.
– To ukryta kamera? Tak? Z tą ciążą to nieprawda?
– Sądzę, że powinniśmy zejść na śniadanie, a twój przyjaciel jak dojdzie do siebie to nas znajdzie. Przy śniadaniu omówimy też waszą sytuację – powiedział Daniel.
– Sytuację? – zapytał dziewczyna.
– Wasz pobyt tutaj i wasze milczenie o nas. Nie wolno wam pisnąć słówka o zmiennych. Ludzie…
– Wiem, jacy są. Wszelka inność im przeszkadza. Pacanie – zwróciła się do brata – oprzytomniej, bo nie dostaniesz śniadania. Ja jestem głodna jak wilk. Ups sorry.
– W porządku. – Daniel uśmiechnął się do niej promiennie, na co się zarumieniła. Bardzo szybko wyszła z szoku i przeszła do porządku dziennego z tym wszystkim. Lepiej to przyjęła niż jej brat, który nie potrafił uwierzyć w ciążę Chrisa.
W końcu Luis otarł łzy i spoważniał patrząc na zmiennego smoka. Chris trochę bał się jego reakcji. Teraz się okaże czy nadal może nazywać go przyjacielem.
– To wszystko prawda?
– Tak, Luisie. Spodziewam się dzieci. Za trzy miesiące przez cesarskie cięcie urodzę troje zmiennych.
– Wow. – Przeczesał dłonią swoje krótkie czarne włosy. – Najpierw człowiek, który zamienia się w wilka, potem ta historia, teraz męska ciąża. Od tej pory jestem gotów uwierzyć, że wróżki istnieją.
– Istnieją, ale trudno jest je spotkać – odpowiedział Martin.
– Aha. – Luis wziął kilka głębokich oddechów. – To, co jest na to śniadanie? – Uśmiechnął się promiennie do Christiana. Nie ważne, kim jest jego przyjaciel. Ważne, że jest bezpieczny i z tego, co zdążył zauważyć to szczęśliwy i kochany, a do reszty z czasem się przyzwyczai. Czuł, że będą tu dłużej niż kilka dni.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum