The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 26 2019 11:32:02   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Jedwabny szal 8


Poczuł jak mu serce staje, a nogi uginają się pod nim, gdy mózg odebrał Danielowi władzę nad ciałem. Gdyby nadal nie trzymał Martina zdecydowanie upadłby pewnie i wyzionął ducha. Reakcja Martina nie była lepsza, na nieoczekiwaną wiadomość. W dodatku Coleman otworzył usta i ruszał nimi tak jak robi to ryba wyciągnięta z wody. Szok, jaki obaj przeżyli nie równał się z niczym, czego do tej pory doświadczyli.
Trojaczki. O cholera. Pomyślał Daniel, a jego partner wypowiedział te słowa z wielkim trudem.
– Tr... troj... ttttrojaczki?
– Nie ttttrojaczki tylko trojaczki. – Lekarz uśmiechnął się jeszcze szerzej. Szkoda, że nie ma pod ręką kamery, aparatu czy nawet telefonu. Zarejestrowałby ich reakcję, a potem oglądając film pękałby ze śmiechu. Mężczyźni zbledli jak prześcieradło, co szczególnie w ciemniejszej karnacji Martina było wysokim osiągnięciem. Przygryzł od środka wargę, by się nie roześmiać na cały głos i popatrzył na Christiana. Zmienny smok miał oczy jak dwa spodki i gapił się na swoich partnerów. Widać przeżył mniejszy szok od nich.
– Doktorze czy oni mogą gdzieś usiąść? Wolałbym ich nie podnosić z podłogi.
– Masz rację, Chris, nie wolno ci dźwigać. Panowie, za wami są krzesła, więc zajmijcie wygodne miejsca – poinformował ich Craig.
– Najpierw trzeba tam dojść – wypalił Daniel, a Christian się roześmiał. Wtedy do obu ogłupiałych zmiennych dotarło, że nie zajęli się swym młodym partnerem. Od razu przypadli do kozetki, jakoś w mgnieniu oka odzyskując siły, i zaczęli jeden przez drugiego pytać:
– Jak się czujesz?
– Czego ci potrzeba?
– Możemy ci jakoś pomóc?
– Kochani, to ja wam mogę pomóc uspokoić się. – Christian wyciągnął rękę i po kolei obu pogłaskał po policzku. Jego spokój wpływał na nich kojąco.
– Dlaczego?
– Nic nam nie jest – dodał Martin.
– Taa. Przez chwilę sądziłem, że potrzebna będzie reanimacja – wtrącił lekarz.
– Jesteś pewny, że to trójka? Ale jak? – Daniel widząc miny całej trójki dodał: – Wiem jak zaszedł, ale aż trójka? Sądziłem, że jedno będzie. Jedno i tyle. Nie więcej.
Chris spojrzał na Daniela z jakimś smutkiem w oczach opatrznie rozumiejąc jego reakcję.
– Chciałeś jedno? Nie jesteś zadowolony, że będziesz ojcem trojaczków? Przepraszam za to. – W jego oczach zakręciły się łzy. Nie chciał, by Daniel był niezadowolony. – Nie powiedziałem wam, że zdarzało się, iż mając dwóch partnerów diamentowe smoki, męskiego rodzaju zachodziły w ciążę bliźniaczą. Tak mówiła mama. Trójka potomstwa zdarzała się bardzo rzadko. Po prostu natura musiała jakoś przeciwdziałać wyginięciu gatunku. Widocznie zamiast dwóch jajeczek moje ciało wyprodukowało ich więcej. I dlatego jest trójka dzieci. Za co cię przepraszam. – Pod koniec jego głos się załamał i odwrócił twarz z powrotem w stronę monitora.
Daniel zmarszczył brwi nie wiedząc, o co jego ukochanemu chodzi.
– Za co ty mnie przepraszasz?
– Za to, że wydam trojaczki, a nie jedno. – Po skroni spłynęła mu łza i wsiąknęła w materiał okrywający kozetkę. Czuł, że jego brzuch jest wycierany z żelu i kątem oka widział jak zajmuje się tym Martin, a po chwili mężczyzna podciągnął wyżej okrywający go materiał, by zasłonić go przed oczami lekarza.
– Kochanie, ty nie sądzisz chyba, że jestem rozczarowany tym, że dasz nam trójkę zmiennych? - Daniel odwrócił jego twarz w swoją stronę. – Nie płacz. Ja się cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Tylko byłem ciekaw jak to się stało, że troje.
– Po prostu jajeczka dojrzały jednocześnie i najpierw Martin, potem ty... tak szybko... i... stało się.
Daniel otarł mu łzy, a Martin pocałował w rękę. Obaj patrzyli na niego z wielką miłością, teraz przepełnioną uwielbieniem. W końcu Chris się do nich uśmiechnął karcąc siebie w duchu za to, że pomyślał, iż ich rozczarował. Kobiety w ciąży mają swoje humory i on pewnie też będzie wrażliwszy na cokolwiek nie ważne, że jest mężczyzną.
Craig obserwował ich i czuł pałającą od nich więź. Ta trójka idealnie do siebie pasowała. Patrząc na nich odnosiło się wrażenie, że nie ma nic piękniejszego niż ich połączone serca. Chciałby w przyszłości mieć coś takiego. Spotkać osobę, z którą zostanie związany na wieki. Miał już trzysta lat, a coraz mniejsza nadzieja nadal w nim tkwiła. Nie wiązał się z nikim. Czasem tylko jechał do miasta zażyć przelotnego seksu i tyle. Nadal czekał i chyba będzie wiecznie czekał na partnera. Tak, był gejem i czuł się w tej skórze idealnie. Tym bardziej patrząc na tę trójkę mężczyzn nie związałby się z kobietą. Wierzył, że natura nie zrobi mu psikusa i nie da kobiety za partnerkę. Wtedy przyjąłby ją, kochał i pragnął, ale chciał mężczyzny. Niemniej czasami już obojętne mu to było. Życie w samotności nie należało do pięknych.
– Panowie jak jesteście w stanie racjonalnie myśleć – odezwał się – muszę wam przekazać kilka informacji dotyczących Christiana i jego ciąży.
– Powiedz jedną rzecz – przerwał mu Christian. – Czy mogą się ze mną kochać? Nie patrzcie tak na mnie. Mam swoje potrzeby, a oni mi odmówili ich spełnienia. – Oburzył się, gdy jego partnerzy wraz z lekarzem roześmiali się, ale po chwili i on do nich dołączył, a jego policzki pokryły się szkarłatem.

* * *


Nadal zawstydzony swoim pytaniem, którego nie powstrzymał wszedł do domu. Wygłupił się z tym, a Daniel z Martinem całą drogę mu z tego powodu dokuczali. Nie było to nic złośliwego. Raczej to, co mówili było dla niego podniecające. Samo to, jak Martin powiedział, że mu pozwoli siebie ujeździć powodowało ruch w kroczu. Miał na nich chęć dwadzieścia cztery godziny na dobę, a gdyby już nie był tak uspokojony, to nie dałby im spokoju.
W kuchni od razu napił się zimnej wody i odetchnął. Tak wiele się zdarzyło i dzieje. Jak pomyślał o przyszłości to zadrżał. Bał się tego, co będzie. Nie chodziło o ciążę. Na jej temat wiele się dowiedział. Po prostu chodziło o coś więcej. O sforę, o Stonea i całą resztę. Do tego partnerzy powiedzieli mu, że mają dla niego niespodziankę i zaraz mu o niej powiedzą. Ich tajemniczość trochę go denerwowała.
Pierwszy w kuchni pojawił się Daniel od razu podszedł do niego i wziął go w ramiona. Przesunął nosem po szyi Christiana wciągając jego zapach.
– Tak cudownie pachniesz, słońce. Nie mogę się tobą nasycić. Dlatego tak bardzo się cieszę na cały dzień z tobą.
– I będziemy się przez ten dzień kochać do upadłego – dodał Chris.
– Ty tylko o jednym, skarbie. Martin zaraz przyjdzie, musi przygotować się do wyjazdu, i coś ci powiemy. Usiądź. – Podprowadził go do krzesła stojącego przy stole. Wysunął je i wskazał ręką, by Christian usiadł.
Ten zaintrygowany, ale z lekką obawą zajął miejsce. Odrzucił włosy na plecy i oblizał usta.
– Nie wiem czy mam się bać, czy cieszyć z tego, co chcecie mi przekazać.
– Mam nadzieję, że będziesz się cieszył. – Daniel usiadł na drugim meblu i wziął dłonie zmiennego smoka w swoje. Były mniejsze od jego i doskonale mógł je w swoich schować. – Martin i ja nie możemy się tego doczekać. To miało być później, ale wszystko przyśpieszymy. Mam nadzieję, że da się to zrobić.
– Dziś wszystko załatwię. – Coleman wkroczył do pomieszczenia. Położył neseser i komórkę na stole. Christian zlustrował go wzrokiem. Uwielbiał jak skórzane spodnie opinały się na nogach Martina. Pożerał go wzrokiem akceptując to, co widzi. Każdy mięsień na udzie pracował, a brzuch w obcisłej koszulce... Uch. Miał ochotę go lizać po tym napiętym brzuchu. Dobrze dobrane ubrania na mężczyznach często go kręciły. Wyobraźnia wtedy pracowała na pełnych obrotach. Nie ważne, że wiedział, co partner skrywa pod tymi materiałami. Chciałby mieć przy sobie swoje seksowne ciuchy. Krótkie szorty, kuse bluzki te takie bardziej kobiece i wąskie rurki. Z tymże prawdopodobnie nie nacieszyłby się nimi zbyt długo. Z tego, co mówił lekarz dość szybko będzie mu rósł brzuch. Będzie wyglądał jak wielki napompowany balon. Gdy powiedział to w gabinecie, partnerzy przytulili go i dodali, że nawet jakby wyglądał jak dwa takie balony to będą go kochać i będzie im się podobał.
– To, który mi powie, o co chodzi. – Zabrał dłonie z rąk Daniela i założył ręce na piersi. – Całą drogę coś tam mruczycie pod nosem, na przemian śmiejąc się z moich potrzeb.
– Nigdy nie śmiejemy się z twoich potrzeb, napaleńcu. – Zaśmiał się Martin.
– Napaleńcu? A kto powiedział w samochodzie, że chciałby wyssać mnie i Daniela do ostatniej kropelki? – Uwielbiał to, jaki Martin był do tego chętny. Wielki alfa przed nim na kolanach. Och, to była bardzo realistyczna wizja, ale zapanował nad sobą. – To, o co chodzi?
– Chcemy poprosić kogoś ze Starszych, aby przyjechał jutro i zatwierdził naszą więź.
– Jutro? Już jutro? – Zapytał Chris, a dwaj mężczyźni skinęli głowami. – Sądziłem, że to co najmniej za tydzień.
– Przeszkadza ci to? – Martin pogłaskał go po udzie, a dotyk zostawił po sobie ścieżkę ognia.
– Nie, bardzo się cieszę, tylko zaskoczyliście mnie. W co ja się ubiorę i mam nadzieję, że jesteście gotowi na to, co się później wydarzy.
– To znaczy? – Alston zmarszczył brwi.
– Wypalanie znaku. Martin, uwierz mi to nie jest jak robienie tatuażu. To jest jak przypiekanie ciała na ogniu. Ból jest olbrzymi.
– Damy radę, kochany. Dla ciebie wszystko. – Martin wstał i pocałował go w policzek. Otarł się twarzą o jego, czując na skórze drobne igiełki zarostu młodego mężczyzny. Chciał zostawić na nim swój zapach i zabrać jego. To samo uczynił z Danielem. Musi mu to wystarczyć na cały dzień. Po ceremonii sprowadzając tu część sfory nie będzie musiał znikać na tak długo, by się wszystkim zająć. Tomas doskonale sobie radzi, ale on musiał pokazać, że partnerstwo nie wyklucza go z przywództwa. Jako alfa musiał się troszczyć o wszystkich. – Wrócę do was wieczorem – powiedział i zabrał swoje rzeczy.
– Jesteś głodny? – Zapytał Daniel Christiana.
– Jak wilk. – Puścił mu oczko. – Mam ochotę na jajecznicę i na ciebie. Nie wiem, co lepsze.
– Te małe istoty w tobie – położył rękę na brzuchu partnera – raczej seksem się nie najedzą. Nakarmimy ich, a potem pomyślę czy ciebie też. – Daniel wstał i poszedł do lodówki. Czuł na sobie wzrok Christiana i dobrze mu z tym było. Z tym, że nareszcie jest tak jak marzył. Miał nadzieję, że w ciągu następnych dni będą tu już wszyscy, włącznie z kimś, kogo Chris się nie spodziewa. Dario miał się wszystkim zająć i chociaż było to ryzykowne nie chciał zmieniać planów. Wtajemniczył we wszystko Martina i ten podzielał jego zdanie.
– W co ja się ubiorę na uroczystość? – Zapytał szeptem Russo stając obok niego i zabierając się za krojenie bekonu. Potrzebował mięsa tak samo jak jego partner.
– Zobaczysz. – Dziś po południu mają dostarczyć stroje, ale Christian swój zobaczy dopiero jutro.
– Mam nadzieję, że nie będziecie zawsze decydować za mnie. Jestem mężczyzną i mam swoje zdanie. – Chris postanowił walczyć o swoje jak... smok.
– Masz, ale tę decyzję podjąłem sam. Spodoba ci się. – Cmoknął go w skroń i rozbił jajka. Sam był bardzo głodny.
– Mam nadzieję – mruknął poszukując patelni.

* * *


Dzień minął im na wzajemnych przekomarzaniach, kochaniu się i telefonach od Martina. Mężczyźnie udało się załatwić zgodę Starszyzny na zmianę terminu ich połączenia i jutro w południe zostaną ze sobą związani. To wprawdzie formalność, ale bardzo potrzebna. Przywiózł dobrą wiadomość późnym popołudniem. Ciut wcześniej przywieziono ich stroje do ceremonii. Christian bardzo chciał je zobaczyć i obraził się, że mu na to nie pozwolono. Na szczęście zarówno Daniel jak i Martin umieli zająć się swym partnerem dość skutecznie, by przestał się gniewać i zapomniał o jakichkolwiek ubraniach. Przecież do łóżka nie potrzebował niczego. Dopiero następnego dnia pozwolono mu zajrzeć do szafy.
– Są piękne – powiedział Christian oglądając stroje. Wszystkie trzy były kremowe ze złotymi nićmi na szyciach. Cienkie spodnie i długie do kolan koszule z rozcięciami po bokach aż do bioder, szerokimi rękawami o delikatnym materiale wywołały zachwyt u młodego zmiennego. Do tego hafty dwóch wilków i smoka na przedzie tunik bardzo go wzruszyły. – Sądziłem, że to będą garnitury.
– Nie bierzemy zaślubin w garniturach. To są oficjalne stroje i cieszymy się, że ci się podobają – rzekł Daniel obejmując jedną ręką w pasie Martina. – Starsi tu niedługo będą, więc musimy się przygotować.
– To będziemy tylko my? – Dopytał Russo.
– Nie. Przyjedzie też kilkanaście osób z naszych sfor i będą Langstonowie. Stało się coś, śliczny? – Martin podszedł do Christiana. Wsunął kciuk po jego brodę i podniósł głowę chłopaka do góry. – Posmutniałeś.
– Po prostu nie wiem jak wasi ludzie mnie przyjmą. Nie jestem wilkiem. – Tęsknił też za Sonią i Luisem. W taki dzień powinni tutaj z nim być.
– Jesteś naszym partnerem, ukochanym ich alf. Przyjmą cię, jako swojego. Nie bój się, wszystko będzie dobrze. Teraz pora się przygotować. – Sięgnął do szafy wyjmując jeden ze strojów i podał Christianowi.
– Martin ma rację, będzie dobrze. Poza tym... – Dzwonek do drzwi przerwał Danielowi wypowiedź. – Pójdę otworzyć.
– Dlaczego tak zwlekacie ze sprowadzeniem twojej i jego sfory tutaj?
– To są długie procedury. Wielka Rada musi wszystko potwierdzić. Nie możemy od tak opuścić terenu, jaki mieliśmy w mieście. Ktoś go musi przejąć. Dlatego Tomas, mój beta zostanie w mieście i będzie nad wszystkim czuwał. Dario, betę Daniela sprowadzimy tutaj. Nie martw się, dziś już sporo wilczków będziesz miał na karku. – Pogłaskał go kciukiem po policzku.
– Dzień dobry. – Do ich sypialni weszła Sheoni. – Daniel powiedział, że mogę tu wejść. Mam to, o co prosiłeś, Chris.
– Doskonale. – Wczoraj wieczorem zadzwonił do niej i chciał, aby przyniosła mu jakieś kosmetyki. Nie weźmie ślubu nieumalowany. Możliwe, że popełni błąd i przez to inni zmienni będą mieć problem z zaakceptowaniem go. Nie dość, że smok to jeszcze maluje się jak baba, lecz on chciał czuć się dobrze, być piękny dla swych partnerów. Nie wątpił, że dla nich taki jest nawet brudny i spocony, ale w dniu swojego ślubu potrzebował czuć się wyjątkowo. Kobieta podała mu kosmetyczkę, a gdy jej podziękował wyszła. Wygonił też partnerów dając im ich stroje. Wolał sam się przygotować.

* * *


Daniel drgnął, gdy Christian zatrzasną za nimi drzwi. Poszli ubrać się do pokoju gościnnego cali podekscytowani. Daniel rozczesał włosy Martina nie szczędząc mu przy tym czułości wszelkiego rodzaju. Wiedział, jak Martin lubi drobne pieszczoty po szyi, pocałunki. Znał go od dawna i każdą reakcję na dany dotyk. Dlatego teraz złapał zębami jego ucho skubiąc je lekko.
– Kochanie, samochody pełne gości już się zjeżdżają. Nie chcemy, by czekali. – Rozsądek Martina pozwolił mu się odsunąć i zapiąć koszulę. Doskonale wiedział, że takie pieszczoty od strony Daniela często kończą się w łóżku, więc wolał to przerwać. – Dziś w nocy zobaczymy, na co cię stać.
– Jakbyś nie wiedział.
– Doskonale wiem. – Puścił mu oczko i pierwszy wyszedł z pokoju. Też musiał odetchnąć, bo jeszcze chwilę, a podnieciłby się. Co nie znaczy, że nie jest przy nim prawie cały czas twardy. Sama myśl o rękach Daniela na sobie... Potrząsnął głową i zszedł na dół. Zobaczył Jacoba rozmawiającego z jednym z gamm od Daniela. Podszedł do nich z uśmiechem.
– Alfo – Posłuszny gamma skłonił głowę.
– Witaj, Mike. – Powitał chłopaka i poczuł rękę Daniela na swych plecach.
– A gdzie macie Christiana? – Zapytał Jacob.
– Stroi się – odpowiedział Alston. – Widzę, że dobrze czujesz się wśród obcych wilków. Cieszy mnie to, że twoja wataha i ty jesteście przyjaźni. W mieście na teren niektórych sfor się nie wejdzie bez pozwolenia. Co nie znaczy, że pozwolę swoim ludziom bezkarnie biegać po twoich terenach, więc w tym względzie nie miej obaw.
– Mam już za sobą walki o terytoria. Jedna omal nie skończyła się tragedią. Dlatego bardzo się starałem, aby naszymi sąsiadami został ktoś rozsądny – odparł Jacob.
– Starsi przyjechali – wtrącił Martin, który ujrzał przez okno trzech eleganckich mężczyzn. Ich białe włosy powiewały na wietrze. Sylwetki całej trójki odziane były w czarne sięgające za biodra tuniki, szare spodnie z dobrego materiału wyhaftowane były srebrnymi nićmi, które tworzyły wzory jakby opisujące historię zmiennych wilków. Patrząc na nich czuło się od nich siłę, mądrość i doświadczenie. Gdy byli blisko ufałeś im jak najbliższemu przyjacielowi. Dar bycia kimś ze starszyzny, dostawali tylko wysoko urodzeni osobnicy, którzy nie mieli mniej niż czterysta lat. Wszyscy musieli wykazać się mądrością życiową, zdolnością przywódczą, cechą dobrego wodza i empatią. Podobnie jak każdy alfa. Wielu chciało się dostać na najwyższe stanowisko, skąd tylko jeden krok do bycia członkiem Wielkiej Rady Zmiennych, lecz niewielu dostawało tę szansę. Zostali wybierani po szczegółowej selekcji i przez głosowanie całej starszyzny, która liczyła obecnie dwudziestu zmiennych.
Martin złapał Daniela za rękę ciągnąc go na zewnątrz, by ich powitać.

* * *


Christian spojrzał ostatni raz w lustro. Postać w nim miała podkreślone oczy czarną kredką i delikatnie nałożony na rzęsy tusz. Jasne włosy opadały na plecy, a usta uśmiechały się promiennie. Dziś stanie się pełnoprawnym członkiem sfory. Partnerem dwóch alf zaakceptowanym przez Starszyznę. Kochankowie wytłumaczyli mu jak ma się to odbyć, dlatego mniej więcej wiedział co miał mówić i robić. Wziął głęboki oddech i skierował się do wyjścia z sypialni. Gdy tylko otworzył drzwi usłyszał rozmowy dochodzące z dworu. Doskonały słuch pozwolił mu rozróżnić głosy swoich partnerów, więc sam też skierował się na zewnątrz. Przekroczywszy próg poczuł na sobie wzrok przybyłych na tę uroczystość gości. Nie pokazał obaw, jakie miał w związku z wilczymi istotami. Szedł prosto wśród nich, wzrokiem szukając swych kochanków. W oczach pojawiły mu się iskrzące diamenty, kiedy ujrzał ich stojących przy trzech mężczyznach, z których biła siła, mądrość i rozwaga. Wyczuwał, że zmienni są starymi istotami. Nie mieli mniej niż czterysta lat. Ich wzrok spoczął na nim, jakby przewiercał go na wylot, co sprawiało, że odczuwał ciarki przebiegające po plecach. Zwolnił kroku, a jego białe buty wtapiały się w trawę, którą przyszedł czas, by skosić.
Daniel obejrzał się i wyciągnął do niego rękę.
– Chodź, kochanie. Czekaliśmy na ciebie. Już czas. – Nie potrafił oderwać od niego oczu. Miał ochotę wyrzucić wszystkich i zostać tylko z nim i Martinem, a potem pokazać im obu jak ich kocha i pragnie.
Christian splótł z nim palce i już odważniej stanął przed trzema obcymi mężczyznami. Ukłonił się lekko okazując im szacunek.
– Witamy młodzieńcze. Nazywam się Jack Riley, poznaj Milosza Sadwica i Briana Ororca. – Przedstawił mężczyzn ze starszyzny, którzy z nim przybyli. – Bardzo się wszyscy cieszymy, że Daniel z Martinem odnaleźli ciebie, jako ich partnera – powiedział stojący pośrodku mężczyzna. Wokół oczu miał liczne zmarszczki, które jasno określały jego wiek. Zmienni wyglądali jak ludzie około lat sześćdziesięciu, gdy mieli blisko siedemset lat. Tylko rzadko kto tyle przeżył. – Spotkanie diamentowego smoka jest naprawdę maleńką szansą. Dlatego tym bardziej witamy cię w szeregach wilczej sfory. Proszę podajcie sobie ręce.
Martin chwycił ich dłonie stojąc bardzo blisko. Czekała ich przysięga oraz błogosławieństwo. Był bardzo zadowolony, że nikt z wilków nie sprzeciwia się ich byciu razem. Do tej pory, zanim podali sobie ręce ktoś miał szansę, by temu zapobiec. Z drugiej strony nikt nie chce sprzeciwić się prawdziwej więzi.
– Więź, którą tu czujemy między wami jest tak silna, że przetrwa całe wieki. Dlatego tym bardziej połączenie was na zawsze drogą oficjalną będzie dla mnie przyjemnością. Wymówicie przysięgę powtarzając za mną. Zacznie Christian, jako partner najbardziej uległy i jako smok dochodzący do wilczej sfory. Każdy przybyły ma usłyszeć jego przysięgę.
– Moje ciało, dusza, serce na zawsze wiąże się z wami. Moje życie staje się czę… częścią waszego jak i wasze mojego. Niech więź chroni nas i po wieki połączy. – Po wieki. Na zawsze on wiąże się z tymi mężczyznami. Nie będzie nigdy nikogo innego w jego życiu, jakie teraz, w tej chwili zmienia się na zawsze. Nie wiedział, co przyniesie przyszłość. Życie nie jest usłane różami, są w nim kolce, nie raz długie i boleśnie kłują, lecz był pewny, że gdy we trzech postarają się, to będzie dobrze. Świadomość, tego jak bardzo ich kocha pomogła mu wypowiedzieć ostatnie zdania: – Chcę być waszym na dobre i na złe. Trwać przy was w każdej chwili naszego życia. Teraz i na zawsze staję się częścią rodziny. – Pod koniec wzruszył się. Od teraz miał drugą rodzinę. Coś, co stracił ze śmiercią mamy.
Daniel i Martin słuchali go z przejęciem, a gdy przyszedł czas na ich przysięgę, każdy z nich wypowiedział te słowa z powagą, wzruszeniem i obietnicą, że zrobią wszystko, żeby chronić to, co cenne, czyli swego partnera. Od tego momentu nie mieli odwrotu i będą razem nawet po śmierci. Siła, która ich złączyła, była teraz w nich i stali się jednym ciałem i duszą.
– Od tej chwili każde przebywanie oddzielnie przez dłuższy okres niż jeden tydzień, stanie się dla was męką, ale dzięki temu zyskaliście coś więcej. Będziecie dokładniej niż do tej pory odczuwać potrzeby partnera. Poczujecie jego radość i strach. Każdą zmianę, jaka w nim zajdzie, gdyż zamknęło się koło, a wraz z nim moc, która was połączyła wnikając w was. Ona jest czymś więcej niż esencją partnerstwa. Jest waszą wspólną duszą.
Christian był wzruszony. Jego partnerzy związali się z nim na wieki nawet po śmierci. Zatwierdzenie ma też taką siłę, ale to jest coś o wiele silniejszego. Zamrugał szybko powiekami, by ogonić łzy i skupił się na błogosławieństwie. Polegało ono na tym, że każdy ze starszych kładł rękę na głowach zaślubionych i odmawiał cichą modlitwę. Po niej do księgi partnerstwa zmiennych zostały wpisane ich nazwiska. Uroczystość zakończyła się, a oni mogli w końcu się objąć. Jak zawsze Chris został wzięty w środek i był z tego strasznie zadowolony. Jego smok wręcz mruczał ze szczęścia. W końcu oderwali się od siebie, by przyjąć życzenia, a potem udać się na skromny posiłek urządzony pod gołym niebem. Zmienny smok nie wiedział, kiedy jego partnerzy to wszystko przygotowali. Czasem tylko patrzył na zegarek, który nosił na lewej ręce. Nie chciał, by inni widzieli jak Daniel i Martin cierpią, gdy będzie się wypalał znak. To jest tak samo intymne, jak seks. Liczył, że do popołudnia zamknie się z nimi w sypialni i skryje ich przed niepowołanymi oczami. Przed samym sobą nie chciał się przyznać, że trochę boi się tej sytuacji. Oznaczenia zmiennych wilków w czasie seksu prowadzą do niesamowitych przeżyć cielesnych i emocjonalnych. Oznaczenie smoka sprawia silny ból. To tak jakby przyłożyć do skóry kilka rozgrzanych do czerwoności prętów i trzymać je tak przez kilka minut. Z tym, że ten ból będzie rodził się wewnątrz ramienia i nie raz prowadził do omdleń. Co z tego, że jego partnerzy byli silni, lecz każdy by padł pod naporem boleści.
– Stało się coś? – Martin odgarnął mu włosy z czoła, które nawiał wiatr.
– Znaki. Za dwie godziny...
– Spokojnie za dwie godziny, to ja się myślę z tobą kochać. – Pochylił się i pocałował go zaborczo w usta. Christian zamruczał z ochotą zarzucając mu ręce na szyję. Nagle cały świat przestał istnieć, gdy był całowany.
– Ekhem. Proszę mi wybaczyć, ale muszę omówić z Martinem kilka spraw.
Oderwali się od siebie. Jack Riley stał przed nimi czekając aż skończą swoje czułości. Daniel powstrzymywał śmiech. Ten mężczyzna za nic nie miał wstydu. Riley byłoby gotów tak czekać patrząc na nich dopóki nie skończą się kochać.
– Słucham?
– Musimy omówić połączenie dwóch sfor. I wybór bety – rzekł Daniel.
– Nie będzie to łatwe. Zarówno Tomas jak i Dario są doskonali.
– Tak, Martinie, ale nie może być dwóch bet.
– Dlaczego? Sami powiedzieliście, że nie przenosicie się wszyscy do Arkadii tak od razu – wtrącił Christian. – Pewnie nie mam prawa tego mówić, ale dopóki wszyscy się tu nie przeniosą może być dwóch zastępców. Jeden tutaj, drugi tam. I nie rozumiem jak grupa o tak licznej ilości członków nie może mieć dwóch zastępców.
– Kochanie, masz prawo tak mówić. Jesteś naszym partnerem. – Daniel objął go. – Uważam, że to dobry pomysł. Degradowanie jednego z nich mogłoby być dość ciężko odebrane przez Tomasa i Daria. Są bardzo silnymi wilkami. Mają geny przywódców.
– Zdecydujcie w ciągu dwóch tygodni o tej sprawie. Teraz się pożegnam. Moi współpracownicy i ja mamy jeszcze jedną uroczystość.
– Bardzo nam miło, że pan dał radę dziś przyjechać.
– Danielu, twój partner wczoraj jasno dał mi do zrozumienia, że mam to zrobić. Powiedział, że mnie porwie jak tu nie przybędę.
Daniel uniósł brwi mierząc wzrokiem partnera. W sumie, czego mógł się po nim spodziewać, jak nie tego?
– No, co? – Martin rozłożył ręce na boki. Przecież musiał postraszyć Rileya. Cóż, jego mógł. Nieraz miał z nim do czynienia i wiedział, iż mężczyzna weźmie wszystko za żart.
– Nic kochanie. Nic. – Alston objął Martina w pasie i przyciągnął do swojego boku. – Panie Riley jeszcze raz dziękujemy za przybycie.

* * *


Dwie godziny później trójka mężczyzn szła w stronę swej sypialni. Ledwie wyrwali się od gości. Każdy chciał im pogratulować i porozmawiać. Najwięcej czasu spędzili z Jacobem i jego partnerką. Christianowi było szkoda, że Justin nie przyszedł. Lecz Jacob powiedział mu, że dla jego brata przebywanie wśród obcych, byłoby zbyt dużym przeżyciem. Tym bardziej zmienny smok chciał wiedzieć, co się kryje za tym strachem przyjaciela. Dlaczego tak się zachowuje, czemu taki jest? Bardzo chciał mu pomóc, ale wpierw musiał wiedzieć jak. Przyrzekł sobie, że z czasem otworzy Justina na to, co traci. Mężczyzna ufał mu, w każdym razie zaczynał ufać. Widocznie uznał go za niegroźnego. Tak sądził. Każdy inny, obcy mógł okazać się dla niego zagrożeniem. Tylko, czemu? Rozumiał jedno, że musi dać czas Justinowi Langstonowi. Naciskanie, przypuszczalnie mogłoby zerwać tę, na razie, nikłą więź przyjaźni.
– Nad czym tak rozmyślasz? – Zapytał Daniel naciskając klamkę i wpuszczając mężczyzn do środka.
– O niczym konkretnie. – Wszedł pierwszy do pokoju i odwrócił się do swych partnerów.
Ledwie Daniel zamknął za nimi drzwi, Martin złapał się za ramię z krzykiem i upadł na podłogę zwijając się z bólu.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum