The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 24 2019 15:59:51   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Wierszokleta 19


W końcu nadszedł październik i nowy rok akademicki. Na początku Bolkowi było trochę ciężko przestawić się na studencki system, jednak już po kilku dniach funkcjonował właściwie.
- Cześć Bolek! – usłyszał nagle pewnego dnia, gdy siedział pod salą czekając na następne zajęcia i zastanawiał się co by tu zrobić na obiad. Omal nie spadł z parapetu. Spojrzał w stronę z której pochodził wrzask i zobaczył Kapuśniaka. Aż się zszokował widząc go na zajęciach. Kapuśniak więcej balował niż uczęszczał na zajęcia i Bolek był pewien, że w końcu go skreślili z listy studentów.
- Co tu robisz?
- To samo co i ty – odparł Kapuśniak próbując usiąść obok Bolka, lecz dziwnym trafem tylko się ześlizgiwał. Bolek wyraźnie czuł od niego odór alkoholu.
- Już żeś się najeżał?
- Ja? No co ty – odparł oburzony chłopak w końcu dając se spokój z parapetem i siadając na podłodze. Beknął solidnie.
- Jedzie od ciebie jak z gorzelni.
- No dobra, trochę se wypiłem. Ale tylko tyci tyci.
- Taa – mruknął Bolek, jednak nie ciągnął tematu. Zresztą Kapuśniak i tak przestał nadawać się do rozmowy, oparł głowę o ścianę i zachrapał. Bolek przymknął oczy i wrócił do rozmyślań na temat obiadu.
- No proszę, elita rynsztoku już się pojawiła – usłyszał nagle kpiący kobiecy głos. Otworzył jedno oko i zobaczył Monikę Suszek, jedyną dziewczynę na roku, której nie cierpiał. Zresztą nie on jeden. Ona nie dawał się lubić. Swoim zachowaniem, manierami i odzywkami prowokowała do takich a nie innych reakcji.
- Spierdalaj – warknął Bolek i znowu zamknął oko. Postanowił ją kompletnie ignorować. Zresztą zaczęli się schodzić pozostali i nie miał ochoty wdawać się w pyskówkę. Dziesięć minut później przyszedł wykładowca i Bolek zupełnie zapomniał o incydencie skupiając się na materiale.
Czekając na kolejne zajęcia odebrał telefon. Dzwoniła Karolina.
- Cześć – Jej głos jak zwykle był seksowny.
- Witaj – uśmiechnął się odruchowo.
- Czy w tą sobotę będziesz wolny?
- Chyba tak. To zależy co kombinujesz.
- No wiesz… - naburmuszyła się. – Zabrzmiało tak jak byś myślał, że dybam na twoje życie.
Bolek roześmiał się rozbawiony.
- Kto wie, może tak uważam. Więc? Co planujesz?
- Tak sobie pomyślałam, że może potowarzyszyłbyś mi w drodze do Mediolanu? Mam tam pilne spotkanie biznesowe i niespecjalnie mi się chce jechać. Może jak pojedziesz ze mną to czas szybciej zleci…
- A więc mam być takim czasoumilaczem? Teraz to ja powinienem się fochnąć – stwierdził ze śmiechem. Karolina zawtórowała mu.
- To jak, pojedziesz?
- A zdążymy obejrzeć tam coś ciekawego? No wiesz, muzea czy coś w tym stylu?
- Możesz iść sam jak ja będę miała spotkanie, i po wszystkim już możemy razem.
- W takim razie chętnie pojadę.
- Świetnie. A teraz co robisz? Może wyskoczymy na jakiś obiad?
Westchnął ciężko.
- Niestety dzisiaj mam zajęcia do osiemnastej.
- No to jak skończysz.
- Oj, nie wiem czy jeszcze się będę nadawał do czegokolwiek.
- To może najpierw jakiś wypad do ośrodka odnowy biologicznej? W kilka dni postawią cię na nogi.
- Karolina… - powiedział z wyrzutem. – Przecież mówiłem ci, że mam studia, których nie chcę opuścić.
- No dobra, to zrobimy tak: dzisiaj pójdziemy na kolację, a wcześniej na jakieś zakupy, w przyszłym tygodniu Mediolan, a za dwa tygodnie ośrodek odnowy biologicznej. Wszystko w weekendy. Może być?
- Może być.
- W takim razie czekam na ciebie o osiemnastej – I zanim Bolek zdążył zareagować rozłączyła się.
- Co za kobieta… - westchnął.
- O kim mówisz? – Obok Bolka pojawił się nagle kumpel z roku, Adam, który mieszkał w tym samym akademiku, dwa pokoje dalej. Był jedynym znajomym Bolka, który zaliczał dziewczyny dla sportu. I o dziwo, mimo iż się z tym nie krył, dziewczyny lgnęły do niego niczym muchy do lepu.
- O mojej nowej znajomej.
- Znam ją? – Zainteresował się Adam
- Wątpię.
- Więc mnie z nią poznaj.
- Taaa i co jeszcze? – burknął zirytowany Bolek. Chociaż krótko znał Karolinę, to jednak podobał mu się i nie wykluczał zawarcia z nią bliższej znajomości, jednak nie teraz, może kiedyś później. – Żebyś próbował ją przelecieć?
- O? To ona jest taka niezła? – Adamowi aż się oczy zaświeciły.
- Spierdalaj – warknął Bolek. – Znajdź se kozę do wyruchania.
Adam roześmiał się tylko. Rozbawiony i odszedł w kierunku innych znajomych z roku.
W końcu nadeszła osiemnasta i Bolek z westchnieniem ulgi wyszedł z budynku uczelni.
- Ale fura… - usłyszał gdzieś z tyłu. Zainteresowany spojrzał w tył, a potem pobiegł wzrokiem w stronę w która patrzył kumpel. Nie znał się na samochodach, lecz ten robił naprawdę niezłe wrażenie. W pewnym momencie drzwi od strony kierowcy otworzyły się i wysiadła z nich…
- O, kurwa, tej bym dał się sam wyruchać we wszystkich możliwych pozycjach – wyszeptał nabożnie Adam.
Karolina podeszła do Bolka.
- Cześć – uśmiechnęła się.
- Stary, wy się znacie? – zapytał Adam.
- To moja znajoma.
- Cześć, jestem Adam – Wyszczerzył się i wyciągnął rękę w stronę Karoliny. Ta jednak kompletnie go zignorowała wciąż wpatrując się w Bolka. Jakby nikt inny nie istniał.
- Gotowy na zakupy?
- Jakie zakupy? – zapytał nieco histerycznie.
- Nie mówiłam ci? – zdziwiła się. – No przecież musimy ci kupić garnitur.
- Jaki garnitur? – zdumiał się.
- No przecież nie pójdziesz w takich ciuchach do najelegantszej w mieście restauracji. Musisz wyglądać.
- Ej, bez przesady – próbował protestować, ale na nic się to nie zdało. Karolina złapała go za rękę i pociągnęła do swojego samochodu.
Przez następne kilka godzin jeździli od sklepu do sklepu i przymierzali mnóstwo garniturów. Właściwie to przymierzał Bolek, a Karolina tylko kręciła głową z niezadowoleniem. W końcu w którymś z kolei sklepie, którego nazwa kompletnie nic mu nie mówiła, Karolina wybrała garnitur, który zdaniem Bolka był podobny do wielu wcześniejszych.
- To teraz do domu i spać? – zapytał z nadzieją w głosie.
- No co ty, teraz na kolację.
- Ale jest już prawie północ. Ja się dziwię, ze w ogóle cię do tych sklepów wpuszczali o tej porze.
- Złota karta kredytowa otwiera wiele drzwi – odparła spokojnie.
- I pewnie te do restauracji też? – zapytał kpiąco.
- Żebyś wiedział.
- No bez przesady, nie możemy jak normalni ludzie w normalnych godzinach? – burknął.
- Nie mam czasu na to. Poza tym w normalnych godzinach jest tłok i hałas. Oprócz tego ja nie mam czasu.
- Nie uwierzę, że nie możesz znaleźć czasu chociaż raz w tygodniu. Co ty takiego robisz?
- Niestety to prawda. Prowadzę rodzinny interes. Nasza firma eksportuje towary na cały świat. Najróżniejsze towary. Ojciec nie może już prowadzić firmy, więc ja ją przejęłam. Codziennie muszę podejmować tysiące decyzji, które mogą zaważyć na przyszłości firmy. Ta praca to ciągły stres. Mam więc prawo odstresować się po całym dniu pracy, a nie użerać się z jakimiś kretynami w godzinach szczytu.
- Ale nie musisz się tak unosić… - stwierdził Bolek przepraszająco. - Nie chciałem cię urazić. Po prostu nie jestem przyzwyczajony do czegoś takiego.
- Więc się przyzwyczaj lepiej, bo ja nie mam zamiaru zmienić swoich przyzwyczajeń.
- W sumie to nie mam nic przeciwko – odparł Bolek. – Tylko wolałbym żebyś nie robiła tego wszystkiego na raz. Wiesz, tak po malutku.
- To się da zrobić. Więc jak, kolacja?
Bolek westchnął ciężko.
- No dobra.
Karolina uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Niezły widok – stwierdził Bolek kiedy już dotarli do restauracji, która znajdowała się na najwyższym piętrze Pałacu Kultury.
- Właśnie dlatego lubię tu przychodzić. Zwłaszcza nocą.
W tym momencie podszedł do nich kelner z kartami dań.
- Wszystko tutaj wygląda dla mnie strasznie egzotycznie. Pomijając fakt, że nie znam francuskiego, nazwy nic mi kompletnie nie mówią – stwierdził Bolek.
- Nie przejmuj się, ja coś wybiorę.
- Ale w miarę zjadliwego, dobrze? Jakoś nie kręci mnie wsuwanie ślimaków czy jakiś ostryg. Jestem prostym facetem z prostym smakiem.
- Nie przejmuj się, na pewno ci posmakuje. – Karolina złożyła zamówienie i kelner odszedł.
Tak jak Karolina powiedziała, Bolkowi smakowało danie, chociaż kompletnie nie wiedział jak się ono nazywa. Ale to mu nie przeszkadzało. Bardziej interesowała go Karolina, która zaczynała mu się podobać coraz bardziej.
Kiedy w końcu wrócił do domu było koło drugiej nad ranem. Starał się być cicho by nie obudzić Marcina, lecz nie bardzo mu się to udało, gdy potknął się o coś w drodze do łazienki.
- Tak to jest jak się łazi po ciemku – stwierdził kiedy już przestał przeklinać z bólu. – Bolek, jesteś idiota. Czemu nie zapalisz światła? Przecież nie obudzisz tym Marcina.
Zapalił światło i obejrzał się w co walnął. Była to dość spora butelka w której jeszcze niedawno był sok malinowy. Teraz była kompletnie pusta.
- Ki chuj? – zdziwił się widząc ciągnącą się od kuchni czerwoną plamę. Ruszył jej tropem. Kiedy wszedł do środka napotkał niecodzienny widok: na samiuteńkim środku stało kartonowe pudełko w którym ktoś nieporadnie wyciął coś na kształt wejścia. W środku pudełka leżał jakiś koc, a na tym kocu trzy czarne kuleczki. Widoku dopełniał śpiący Marcin przytulający się do kartonu.
Bolek potrząsnął nim bezceremonialnie.
- Marcin, co to jest?
- Co takiego? – pisarz ziewnął i zaczął przecierać oczy kłykciami obu rąk. – A, to. To jest Jedynka, to Dwójka a to Trójka – po kolei wskazywał kociaki, które obudziły się i zaczęły pomiaukiwać.- A gdzie jest Czwórka? – Spojrzał z niepokojem na Bolka.
- Mnie nie pytaj, ja dopiero wróciłem do domu.
- Czwórka! Kiiiici, kici, kici! – zaczął wołać Marcin chodząc na czworakach i zaglądając do wszystkich możliwych zakamarków.
Bolek też się rozglądał. Przeczucie mu mówiło, że to ten zaginiony kociak jest odpowiedzialny za malinową wstęgę i czerwone pieczątki biegnące do kolejnego pokoju. Poszedł za nimi i zajrzał pod kanapę. Od razu wypatrzył dwa świecące punkciki.
- Tu jesteś, zarazo – mruknął i spróbował wyciągnąć kociaka. Niestety okazało się, ze ma zbyt krótkie ręce by go dosięgnąć. Odsunął więc kanapę i podszedł z drugiej strony. Na szczęście kocia nie zdążył uciec. – Fuj, ale ty się lepisz – mruknął z odrazą, na co kociak tylko miauknął. – Trzeba cię umyć. – I mimo protestów zwierzaka zaniósł go do łazienki i wypłukał w umywalce pod bieżącą wodą. Potem jeszcze trochę go przetarł i zaniósł do coraz bardziej panikującego Marcina.
- Czwórka! – pisarz wyraźnie ucieszył się i przytulił kociaka do piersi.
- To teraz gadaj mi co to za koty i czemu w domu jest taki syf.
- A bo kociaki chciały pić, to im dałem soku malinowego.
- Koty nie piją soku malinowego tylko wodę.
- Te piją, zwłaszcza czwórka. To jego ulubiony napój.
- No dobra, niech ci będzie. – Bolek nie chciał się teraz kłócić. – Więc skąd one się tu wzięły?
- Marta je przyniosła.
- Co? –zdumiał się Bolek.
- No przyniosła. Powiedziała, że jakiś drań wyrzucił te maleństwa na śmietnik i czy bym nie mógł się nimi zaopiekować, bo inaczej trafią do schroniska, a tam zdziczeją. Bo pracownicy schroniska nie mają czasu żeby kochać wszystkie te zwierzęta. No to jej powiedziałem, że ja je mogę kochać. I nazwałem je Jedynka, Dwójka , Trójka i Czwórka.
- Ale czwórka to chłopiec – zaprotestował słabo Bolek. – nie widzisz, że ma siusiaczka?
- No to będzie Czwórek. Prawda, że śliczny? – Przytulił kociaka.
- A ty wiesz, że zwierzęta to ogromna odpowiedzialność? Trzeba codziennie im dawać jeść…
- Będę dawał
- … zmieniać wodę, żeby codziennie miały świeżą do picia…
- Będę zmieniał.
- …zanosić do weterynarza gdy będzie chory…
- Będę nosił
- Sprzątać kuwetę i wyrzucać ich kupy.
- Będę sprzątał –odparł Marcin uśmiechając się do Czwórka
Bolek westchnął i poszedł sprzątnąć powstały bajzel. Trzeba zrobić Marcinowi wykład z karmienia tych zwierząt. Ale to później, teraz głównym, a właściwie jedynym problemem było zmycie malinowego soku z podłogi i ścian.












Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum