The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Czerwiec 16 2019 21:15:14   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Wierszokleta 18


Następne dni mijały tak samo: Marcin wciąż siedział w swoim pokoju, jednak już nie leżał cały czas w łóżku. Czasami, jak Bolek przynosił mu jedzenie, zastawał go siedzącego przy oknie. Bo Marcin w końcu zaczął jeść, jednak mimo próźb Bolka wciąż jadł zbyt mało i często zostawiał niedojedzone kanapki na talerzu. Martwiło to Bolka tak bardzo, że po którejś z wizyt psychologa poradził się go co ma z tym robić. Czy może podstępnie podać mu środek dla niejadków tak ostatnio często reklamowany w telewizji.
- W żadnym wypadku – kategorycznie zabronił lekarz. – Sam powinien chcieć jeść. To prawda, że to co je, to zbyt mało, ale nie możemy nic na siłę, bo inaczej zamknie się w sobie jeszcze bardziej. A te wszystkie środki to bzdury mające na celu wyciągnięcie kasy z naiwnych ludzi. Najwyżej może pan dawać mu to, co lubi najbardziej, nawet jeśli jest to zbyt kaloryczne i niezdrowe.
- Dobrze. – Bolek potwierdził.
Kilka dni później musiał pójść do sklepu. Niestety nie mógł się dodzwonić do Janowskiej by wpadła na ten czas. Westchnął ciężko, zastanawiając się co ma robić. Musiał iść do tego sklepu, bo skończyły się najważniejsze produkty. Pewnych rzeczy nie kupował na zapas, bo zbyt szybko się psuły. Zajrzał do Marcina. Pisarz spał, więc Bolek podjął szybką decyzję. Poszedł do sklepu modląc się w duchu by w tym czasie Marcin nie obudził się.
Chodził między półkami supermarketu szybko, wrzucając produkty do wózka szybko i byle jak. W końcu zebrał wszystko, czego potrzebował i ruszył do kasy.
- To pan! – usłyszał nagle od kobiety, która wpadła na niego.
- Słucham? – spytał zdumiony. Dopiero po chwili poznał kobietę, która rozorała mu policzek kluczykami od samochodu.
- Chciałam pana należycie przeprosić, ale pan uciekł. Bałam się, ze już pana nie spotkam.
- Chciałbym tego – mruknął zirytowany. Podskórnie czuł, że znajomość z tą kobietą będzie oznaczać kłopoty.
- Słucham? – Kobieta zdziwiła się.
- Przepraszam, ale nie mam czasu – mruknął i chciał ją wyminąć, lecz ona tak łatwo nie poddawała się.
- To może chociaż da mi pan swój numer żebym mogła kiedyś indziej odpowiednio przeprosić?
- Nie ma takiej potrzeby – odparł i chciał ją wyminąć, lecz ona uparcie nie odpuszczała.
- Proszę – jęknęła. – Chce pan żebym miała wyrzuty sumienia do końca życia?
Skapitulował. Podał jej numer, który szybko wbiła w swoją komórkę. Uśmiechnęła się.
- Jestem Karolina.
- A ja Bolek – uścisnął wyciągniętą do niego rękę i ruszył do kasy.
Szybko wrócił do domu. Odetchnął z ulgą gdy przekonał się, ze Marcin wciąż śpi. Wypakował zakupy. Właśnie kończył chować ostatni produkt, gdy rozdzwoniła się jego komórka.
- Słucham? – odebrał nie patrząc na to, kto dzwoni.
- Więc kiedy będziesz miał czas? – usłyszał nieznany damski głos.
- Słucham? – zdumiał się.
- Pytam kiedy będziesz miał czas żebym mogła cię należycie przeprosić z moje karygodne zachowanie. Karolina mówi – dodała po chwili.
Dopiero w tym momencie skojarzył. Westchnął ciężko. Ta baba była naprawdę upierdliwa.
- W przyszłym tygodniu – odparł na odczepnego.
- A tak bardziej precyzyjnie?
- Jeszcze nie wiem.
- W takim razie odezwę się w przyszłym tygodniu.
- Dobra.
- No to pa.
Zanim Bole zdążył się zorientować, Karolina zakończyła połączenie. Westchnął.
Tydzień minął szybko. W poniedziałek jego komórka znowu się odezwała.
- Słucham?
- Cześć, mówi Karolina.
- Cześć – odparł. Dziwnym trafem jej głos nie wzbudził w nim irytacji. Pomyślał, że kobieta może być miłym urozmaiceniem nudy. Nie to żeby miał coś przeciwko swojej pracy, jednak ciągłe siedzenie w domu każdego może doprowadzić do szału, nawet świętego. A on nie był świętym.
- To kiedy mogę cię zaprosić?
- Dokąd? – zdziwił się.
- Gdziekolwiek. No przecież jakoś muszę cię w końcu przeprosić.
- Hmmm, pomyślmy… może w przyszłym stuleciu? – zaczął się droczyć.
- No weeeeź – jęknęła.
- No dobra – roześmiał się – żartowałem.
- To kiedy? Może jutro?
- Nie wiem. Musiałbym się najpierw dowiedzieć czy opiekunka może jutro przyjść.
- O? masz dziecko? – W jej głosie usłyszał niepewność.
- Tak jakby. Chyba cię to nie odstrasza?
- Nie, pod warunkiem, że laska nagle na mnie nie naskoczy chcąc mi wydrapać oczy.
Bolek roześmiał się.
- To akurat ci nie grozi.
- To dobrze. Więc jak będzie? Jutro?
- Musiałbym się zorientować. Oddzwonię do ciebie za jakaś chwilę.
- Trzymam za słowo – powiedziała i rozłączyła się.
Bolek zadzwonił do Janowskiej. Z początku nieufnie podeszła do jego prośby, jednak kiedy przypomniał jej, że do tej pory o nic ją nie prosił i poza tym w każdej pracy dają urlopy, skapitulowała. Bolek oddzwonił do Karoliny, która wyraźnie ucieszyła się.
Nadszedł wtorek. Po południu, zgodnie z umową Janowska przyszła posiedzieć przy Marcinie.
- No co? – powiedział kiedy zobaczył kwaśna minę agentki.
- Musisz akurat dzisiaj umawiać się z jakąś lalunią?
- Baśka, weź mnie nie drażnij, dobra? Nie jestem mnichem, tylko zdrowym facetem. Jak każdy potrzebuję od czasu do czasu się zabawić.
- Wy faceci wiecznie tylko myślicie o jednym: jak przelecieć jakąś dupę
- To chyba tylko ty o tym myślisz, skoro ci tylko to przyszło do głowy – warknął Bolek. – Ja tylko chciałem wyjść z nowo poznaną dziewczyną na kawę.
- Teraz to się nazywa kawa? Dobra, dobra – machnęła z niecierpliwością ręką widząc, ze Bolek już otwiera usta by coś powiedzieć. – Lepiej już idź, bo ci jeszcze ta twoja znajoma zwieje i nici z bzykania.
Bolek już nic nie powiedział, tylko po prostu wyszedł.
Umówił się z Karoliną pod hipermarketem. Oboje stwierdzili, że tak będzie najprościej. Zobaczył ją już z daleka, jak spacerowała tam i z powrotem. Na szczęście nie zauważyła go, więc miał okazję by jej się przyjrzeć dokładniej. Zauważył, że miała długie nogi i niezła figurę.
- Może ta znajomość nie będzie taka zła, mimo niefortunnego początku – mruknął do siebie, po czym podszedł bliżej. Przecież kobieta nie powinna czekać, jakby to wyglądało?
Przywitał się i zanim zdążył cokolwiek zaproponować, Karolina zawołała taksówkę.
- Nie powinnaś – próbował protestować, lecz został uciszony.
- Ale mogę, więc to robię.
- Wprawiasz mnie w zakłopotanie – wybąkał, na co Karolina roześmiała się. Dojechali na miejsce po dziesięciu minutach.
Restauracja „La Paloma” przyciągała wzrok bogatymi zdobieniami zarówno na zewnątrz jak i w środku. Kelner zaprowadził ich do stolika i podał kartę dań. Niestety dla Bolka cała była po francusku.
- Niestety nie znam francuskiego – powiedział z zakłopotaniem.
- Żaden problem – odparła Karolina i zaczęła tłumaczyć menu.
- Nazwy dań też mi nic nie mówią – uśmiechnął się przepraszająco. – Może zamówisz coś także dla mnie?
- Żaden problem – uśmiechnęła się. – Mam nadzieję, że nie jesteś na nic uczulony?
- Nic mi na ten temat nie wiadomo.
- Świetnie – uśmiechnęła się, po czym przywołała kelnera i złożyła zamówienie. – Pomyślałam, ze na początek wezmę coś czego smak powinieneś znać – powiedziała gdy w końcu zamówienie pojawiło się na stole. – Kurczak w sosie mule z pure z selera i sałatką ziemniaczaną. Powinien ci posmakować.
- Na początek? – zainteresował się próbując dania.
- No chyba nie odmówisz mi kolejnego spotkania? Wydajesz się być interesującym mężczyzną. Nie darowałbym sobie gdybym nie kontynuowała takiej znajomości.
- Wcale mnie nie znasz. Skąd wiesz, że jestem interesujący? Może jestem psychopatą czyhającym na twoje życie…
Roześmiała się perliście, po czym podparła brodę ręką.
- No co ty, taki przystojniak psychopatą? Jakoś nie mogę w to uwierzyć.
- No dobra – skapitulował. Tak właściwie to przekomarzał się tylko tak dla zasady. Musiał przyznać sam przed sobą, ze ta kobieta podobała mu się coraz bardziej, chociaż jeszcze jej wcale nie znał.
Przez cały posiłek prowadzili rozmowę w swobodnym, wręcz żartobliwym tonie. Z każdą minutą Bolek był coraz bardziej oczarowany rozmówczynią. Kiedy w końcu postanowili opuścić restaurację Bolek zupełnie już nie pamiętał jak rozpoczęła się ich znajomość i bez oporów postanowił umówić się ponownie.
- O, czyżby randka się nie udała? – zapytała ironicznie Janowska, kiedy Bolek końcu wrócił do domu.
- Nie bądź zazdrosna, dobra?
- Niby o kogo jestem zazdrosna?
- O to, że kogoś mam, a ty nie.
- No wiesz, to był cios poniżej pasa – oczy agentki zaszkliły się, jednak łzy nie zmiękczyły Bolka.
- Sama jesteś sobie winna. Wzruszył ramionami. – Trzeba było nie być tak złośliwą. Ja tylko chciałem się umówić na kawę, a ty zaraz zaczęłaś wyjeżdżać z takimi tekstami. Jak Marcin?
- Siedzi w pokoju i gapi się w okno.
Bolek westchnął.
- Czyli bez zmian.
- A jeśli tak mu zostanie już na zawsze?
- Nie zostanie. Dobrze wiesz, ze doktor Janerski nie pozwoli na to.
Janowska westchnęła.
- W ogóle coś zjadł?
- Zaniosłam mu kanapki, ale nie wiem czy je ruszył. Nie sprawdzałam. Próbowałam wciągnąć go w jakąś rozmowę, nawet o bezsensownych głupotach, ale ignorował mnie kompletnie. Martwię się o niego.
- Ja też, ale wiesz, że nie możemy niczego przyspieszać. On sam musi dojść do siebie.
Janowska westchnęła.
- Wiem, ale to takie trudne, patrzeć jak on cierpi i nie móc nic zrobić.
- Kiedyś w końcu będziesz mogła coś zrobić, a na razie po prostu bądź. Dzięki, że z nim posiedziałaś. Ja naprawdę potrzebowałem tego spotkania. Już tak długo…
- Nie tłumacz się. – Położyła mu rękę na ustach. – To ja przesadziłam. Może faktycznie byłam zazdrosna. Nie powinnam była tak reagować.
Bolek nic nie powiedział, tylko uśmiechnął się i pocałował agentkę w policzek.
- Tez kiedyś w końcu sobie kogoś znajdziesz i będziesz szczęśliwa.
Niepewnie odwzajemniła uśmiech i wyszła.
Następnego dnia, kiedy Bolek się obudził ze zdziwieniem zobaczył Marcina siedzącego w salonie i oglądającego telewizję.
- Jak się czujesz? – zapytał niepewnie siadając obok.
- Chyba jestem głodny – odparł niepewnie.
- Zaraz zrobię ci śniadanie. Może być jajecznica? A może wolisz omlet?
- Z czekoladą i rodzynkami? – Na chwilę w oczach Marcina pojawił się dawny błysk.
- Dużo rodzynek i dużo czekolady – uśmiechnął się ciepło i poszedł do kuchni, zupełnie ignorując fakt, że jest w samych tylko bokserkach.
Przez chwilę patrzył jak Marcin pałaszuje śniadanie, aż w końcu poszedł się umyć. Kiedy wyszedł z łazienki Marcin wciąż oglądał telewizor, ale talerz był pusty. Nie było na nim najmniejszego okruszka przez co Bolek miał nieodparte wrażenie, że pisarz nawet wylizał talerz.
Kilka dni później znowu umówił się z Karoliną, tym razem jednak nie poszli do restauracji, tylko na jakaś nowoczesną wystawę do muzeum. Wprawdzie wystawa wybitnie go znudziła, jednak późniejszy poczęstunek, za który także zapłaciła Karolina, zrekompensował mu wszystko. Chociaż na początku miał opory. Dziwnie się czuł z faktem, że to kobieta za niego płaciła. Jednak wyrzuty sumienia szybko mu minęły gdy po którymś z kolei spotkaniu zaproponowała wspólny wyjazd na weekend do Paryża, a ściślej do Luwru. Bolek był wniebowzięty. W piątek wieczorem narobił zapasów jedzenia, a na lodówce przypiął instrukcje obsługi dla Marcina. Nie powiedział nic Janowskiej, bo doskonale wiedział jak kobieta zareaguje na wieść, ze chce na całe dwa dni zostawić Marcina samego. Wiedział, że wypominałaby mu to do końca życia, mimo iż Marcin powoli wracał do świata żywych. Wprawdzie komputer wciąż jeszcze się kurzył wyłączony, ale pisarz wychodził z pokoju i sam dbał o swoja toaletę, jak tez o jedzenie. Znaczy dania wciąż musiał przygotowywać Bolek, ale już nie musiał się martwić, że jego podopieczny głodzi się. Marcin, niczym małe dziecko robił to, co Bolek mu kazał i gdy Bolek mówił, ze ma zjeść cały obiad, albo kolację, ten posłusznie wszystko zjadał. Teraz też przeprowadził z Marcinem poważną rozmowę, w co drugim zdaniu przypominając mu, że ma jeść trzy posiłki dziennie. Chcąc mieć pewność, że Marcin dotrzyma obietnicy, przygotował tylko jego ulubione dania.
- Jesteś pewny, że mogę jechać? – upewnił się jeszcze raz, kiedy już przekazał wszystko Marcinowi. – Dasz sobie radę?
- Oczywiście.
- I będziesz grzecznie jadł trzy razy dziennie?
- Będę – pokiwał twierdząco głową.
- I będziesz…
- Będę wszystko – przerwał mu Marcin. – Naprawdę, możesz być spokojny, nie mam już doła.
Bolek nie był przekonany co do tego, jednak nic nie powiedział, tylko złapał torbę z rzeczami i wyszedł z mieszkania.
Niestety przez całą drogę do Paryża, jak i podczas zwiedzania muzeów przez cały czas myślał o Marcinie, czy na pewno je to, co mu przygotował, czy nie boi się spać sam.
- Wybacz – powiedział do Karoliny w niedzielę przy śniadaniu – to był jednak kiepski pomysł.
- Co? Ten hotel? Możemy zmienić na inny – stwierdziła niedbale smarując masłem francuską bagietkę.
- Nie, hotel jest w porządku. Chodzi mi o cały ten wyjazd. To był kiepski pomysł.
- Ale dlaczego? Nie podoba ci się? Przecież cieszyłeś się na odwiedzenie Luwru.
- I dalej się cieszę, ale nie mogę czerpać z tego przyjemności, jeśli cały czas martwię się o Marcina..
- No weź, bez przesady – jęknęła. – Przecież to dorosły facet, na pewno sobie poradzi.
Przez ten kilka tygodni znajomości zdążył Karolinie opowiedzieć o Marcinie, oczywiście nie wyjawiając jej jego zajęcia i robiąc z niego bogatego paniczyka. Miał nadzieję, że Marcin mu to wybaczy.
- Nie jestem pewien – westchnął ciężko. – On ostatnio był taki bezradny. Wolałbym jednak wrócić.
- No dobrze – powiedziała Karolina – ale musisz mi to wynagrodzić za dwa tygodnie.
- Niby jak? – popatrzył na nią uważnie.
- Pojedziesz ze mną na cały tydzień do Wenecji.
- Nie mogę.
- Tylko mi nie mów, że nie możesz zostawić Marcina – Karolina zirytowała się. – Nie rób z tego faceta kaleki, dobra?
- Nie robię z niego kaleki. Po prostu zaczyna mi się rok akademicki i wolałbym nie opuszczać zajęć.
- Aaa – wybąkała Karolina i zrobiło jej się głupio, ze tak napadła na Bolka. – Wybacz. To może jakiś weekendowy wypad?
- Ni mogę nic obiecać, nie wiem co się będzie działo za dwa tygodnie. Jednak mogę zapewnić, że chciałbym pojechać, gdziekolwiek mnie zabierzesz. Jednak teraz wracajmy już, dobrze?
Po śniadaniu spakowali się i ruszyli w drogę powrotną.
- Bolek? - zdziwił się Marcin kiedy zobaczył go wchodzącego do domu. Siedział w samych tylko spodniach dresowych w salonie. – Co ty tu robisz? Miałeś być w Paryżu i oglądać Luwr.
- Byłem, ale okazało się, że Luwr jest zdecydowanie przereklamowany. Nic ciekawego – dodał w duchu oddychając z ulgą. Marcinowi nic nie było i to było najważniejsze.
Zaniósł torbę do pokoju i przeszedł do kuchni by zrobić sobie coś do picia. I przeraził się panującym tam bałaganem.
- Marcin… - odezwał się niepewnie wchodząc do salonu. Pisarz siedział na kanapie i oglądał jakiś film przyrodniczy.
- Tak? – Na chwilę oderwał wzrok od ekranu lecz szybko do niego wrócił.
- Możesz mi powiedzieć co to za tornado przeszło przez kuchnię?
- Jakie tornado? – popatrzył zdumiony na Bolka. – Nic takiego się nie działo.
- W takim razie chodź zobaczyć.
Marcin posłusznie ruszył za Bolkiem.
- Więc? Kto tu tak nasyfił?
- A, to. Robiłem sobie obiad.
- Musiałeś zasyci pół kuchni? – zirytował się.
- No jakoś tak wyszło… - stwierdził bezradnie. – wziąłem jeden garnek, ale okazał się za mały, łyżka mi wypadła z ręki, musiałem wziąć nową, zagapiłem się i rozlałem wodę, potem…
- Dobra, dobra, już nie kończ. To i tak bez znaczenia.
- Znaczy, że mogę wracać do oglądania? – zapytał z nadzieją w głosie. – Bo wiesz, tam mi ucieka fajny film przyrodniczy.
- Możesz, ja to wszystko posprzątam.
Marcin szybko zmył się z kuchni. Bolek westchnął i zabrał się za sprzątanie.
Kiedy wszystko już lśniło czystością uśmiechnął się zadowolony. Jednak mimo wszystko lubił dbać o Marcina.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum