The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 23:26:17   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Running away 36


Rozdział 36

Flashback
Leith
Bezradnie rozglądałem się wokół. Miałem za zadanie odnaleźć niejakiego Vin’D’Arena. Wiedziałem tylko, że facet miał ciemne włosy i jest magiem. Mentalistą, co gorsza. Nie uśmiechał mi się jakikolwiek kontakt z nimi. Większość z magów władających tą specyficzną mocą było nieobliczalnych jak letnia burza. Mimo, iż wydawali się doskonale kontrolować swoje emocje, wiedziałem, że to są tylko pozory. Pod płaszczem opanowania kryło się wiele lat treningu i wyrzeczeń, a nie naturalna cecha charakteru.
Sadal stało na skraju buntu, wszyscy, od chłopa po króla o tym wiedzieli. Magowie jednak zdecydowali się pozostać neutralni w sprawie konfliktu Sadal z Imperium. Umywają ręce od rozlewu krwi. Przeżywszy już na świecie dwadzieścia lat, dosyć zobaczyłem zła i przemocy, by uważać, że to posunięcie było nad wyraz korzystne, ale z pewnością nie moralne. Król Imperium na pewno liczyłby się ze zdaniem magów. Być może doprowadziłoby to do pokojowego rozwiązania konfliktu. Słyszałem nawet, że jeden ze słynnych oficerów, Gustav Nadar już cieszy się z perspektywy bitki. Przerażające...
- Mogę w czymś pomóc? – zapytał nagle wysoki mężczyzna o jasnozielonych oczach. Zapatrzyłem się w jego osobę przez dobrą chwilę. Nie odznaczał się szczególną urodą, a wyraźne zmarszczki wokół oczu wskazywały, że czasy młodości miał już za sobą. Na oko stwierdziłbym, że ma już dobre czterdzieści pięć lat. Może mniej. Włosy koloru jasnobrązowego nosił zaczesane do góry i zebrane w kucyk.
- Eee... poszukuję czarownika... mentalistę - jąkałem się, sam nie wiedząc dlaczego.
Nieznajomy uśmiechnął się nieznacznie.
- Vin’D’Arena? – zapytał.
- Dokładnie. Przysyłają mnie z klasztoru.
Nieznajomy zmarszczył brwi w grymasie niezadowolenia.
- Nie będzie zachwycony. – odparł bez namysłu. – Poza tym nie mamy czasu, żeby bawić się w doradztwo ze strony magów.
- Nie sądzę, żeby chcieli go wezwać do klasztoru. – uspokoiłem go zaraz. – Nazywam się Leith Daire! – przedstawiłem się, przypominając sobie o swoich manierach. Podałem mu swoją rękę, mając nadzieję, że nie obraziłem go moją niedbałością.
- Casius Fhearghail. – odrzekł nieznajomy, ściskając moją dłoń.
- Przedstawiasz się panie imperialnym imieniem? – zauważyłem. Wiedziałem, jak brzmiało to imię - Casius - w swojej naturalnej formie. Wiedziałem także, nie było zbyt popularne wśród Sadalczyków, ze względu na ich niepodległościową legendę.
- Już nie długo. – odparł, uśmiechając się tajemniczo. – Zaprowadzę cię do naszego uzdrowiciela, chłopcze. – zaproponował.
- Dziękuję. – odrzekłem. – Twoje nazwisko, panie... - dodałem zaraz, przypominając sobie, że gdzieś już je słyszałem. – Wydało mi się znajome.
- Nie przeczę, cieszę się złą sławą wśród dowódców Imperium. Między politykami także, jeżeli chciałbym być naprawdę szczery. – przyznał bez cienia strachu. Przez chwilę miałem wrażenie, że go to bawi. Coś ewidentnie miało się na rzeczy.
- Imperium nie podoba się wasz król. – zauważyłem. Mimo, że Sadal wciąż pozostawało pod okupacją Imperium, państwo dla uspokojenia politycznej sytuacji zezwoliło im na posiadanie własnej władzy. Teoretycznie. Nie przewidzieli tylko, że wybrany król okaże się zręcznym politykiem i nie mniej dobrym wojownikiem.
- Nie bardzo mnie obchodzi co się im podoba. – odparł Fhearghail, nie patrząc na mnie. – Zabrali nam kraj, muszą ponieść tego konsekwencje.
Cóż, tak mocne słowa w ustach jakiegokolwiek Sadalczyka równały się wypowiedzeniu wojny Imperium. Domyślałem się, że ów Casius Fhearghail zdawał sobie sprawę z tego, że Sadal nie ma najmniejszych szans w starciu z imperialną potęgą. Człowiek ten miał jednak w sobie, co nakazywało wierzyć jego słowom. Czułem to, mimo iż miałem z nim do czynienia przez ledwie kilkanaście minut.
- Dare! – zawołał Fhearghail, zwracając na siebie uwagę ciemnowłosego chłopaka. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Ten szczeniak, zapewne w moim wieku, był wielkim magiem Vin’D’Arenem? Wbiłem w niego zaskoczony wzrok.
Mentalista przeprosił swojego rozmówcę i podszedł do nas. Należał do ludzi, którym trzeba było się przyglądać przez bite dwa miesiące, żeby zaczęli się podobać. Miał ten dziwny, nieprzenikniony wyraz twarzy, którym cechowali się ci magowie. Żadnych emocji i spojrzenie zmieniające kości w galaretę.
- Casius? O co chodzi? – zapytał, patrząc raz na mnie, raz na Fhearghaila.
- Ten oto młodzieniec twierdzi, że został przysłany z klasztoru. – odrzekł starszy mężczyzna wskazując na mnie.
- Doprawdy? – czarne jak węgle oczy Vin’D’Arena błyszczały. – Możesz z łaski swojej przekazać klasztorowi, że nic nie obchodzą mnie ich problemy. Jestem zajęty. Całe życie zajęty. – stwierdził mentalista.
Och, jeśli jeszcze nie zdążyłem zauważyć, ‘’Dare’’, jak nazwał go Fhearghail , nie był wcale miły. Nawet się nie starał.
- Nie chodzi o to, byś się tam pojawiał. – próbowałem go nieco uspokoić.
- I dobrze. – odparł pewnie. – Moja noga nie postanie na imperialnej ziemi. Zapewne zaraz by mnie zamknęli za praktykowanie niedozwolonej magii, czy coś w tym rodzaju.
- W Imperium są mentaliści. – przerwałem mu.
- Doprawdy? Czyli ich już nie zabijacie? – zapytał z przekorą w głosie. Miał przesadnie bezczelny wyraz twarzy, który ocierał się o zwykłe chamstwo. No tak, facet, który nic nie czuje. Jak na takiego typa już zdołał zaprezentować całkiem sporą gamę barw irytacji.
- Chyba nie chcesz o tym dyskutować? – przerwał naszą wymianę zdań Casius Fhearghail. Dare spojrzał na niego przez krótką chwilę, po czym jego czarne oczy znów zaglądały w głąb mej duszy. Czy on potrafi czytać w moich myślach? Cholera jasna. Dobrze, że jestem tu służbowo, bo przez większość czasu myślałem o kobietach...
- Mów, co masz o powiedzenia. – ponaglił mnie Vin’D’Aren. – Nie mam całego dnia.
- Może przejdziemy w miejsce, w którym jest mniej ludzi. Nie czuję się komfortowo dyskutując sprawy dotyczące magii w obecności postronnego tłumu. – oznajmiłem, rozglądając się wokół.
Mentalista uśmiechnął się lekko.
- Masz rację. – przyznał. – Zapraszam więc do moich kwater. Od razu uprzedzam, że nie zamierzam przepraszać za nieporządek.
Pokiwałem tylko głową i podążyłem za nim, prosząc Stwórcę, aby obdarzył mnie cierpliwością...


End of a flashback...

***

Casius
Gdy rankiem zszedłem na parter, Leitha nigdzie nie było. Cahan opierał się o ladę i rozmawiał o czymś z tym brodatym jegomościem, który wczoraj wieczorem opowiadał nam tragiczną historię poprzedniego małżeństwa swojej żony. Jakimś cudem zdołał mnie zauważyć. Uniósł swój kielich w geście powitania. Zastanawiałem się, czy nie pije przypadkiem alkoholu z samego rana. Uśmiechnąłem się lekko. Chwilę później dostrzegłem, że ten sam facet, który gapił się na mnie poprzedniego wieczora. Cóż, wciąż się na mnie gapił. Uśmiechnął się szeroko, nie pozostawiając żadnych złudzeń. Zastanawiałem się, czy nie podejść do niego i zapytać o co chodzi. Facet przestał się uśmiechać i wyglądał, jakby chciał wstać ze swojego miejsca. W tej jednak chwili pojawił się Rainamar.
- Casius, gdzie jest ten czarownik? – zapytał, rozglądając się po izbie. Zapewne miał na myśli Leitha, gdyż zauważyłem, że dostrzegł Cahana. Odwróciłem się, by raz jeszcze spojrzeć na nieznajomego. Ciągle mi się przyglądał. Przyznam, że zaczynałem się już denerwować.
- Nie wiem. Miałem zapytać Cahana.
- Sam go zapytam. – odrzekł pewnie półork i podszedł do ciemnowłosego czarownika. Cahan zmierzył go morderczym spojrzeniem, lecz wyglądało, że grzecznie odpowiada na pytania mojego narzeczonego. Ruszyłem do wyjścia, mając nadzieję, że Leith jest gdzieś na zewnątrz, gdy nieznajomy, który szczerzył się do mnie w uśmiechu wstał i podszedł do Cahana i Rainamara. Obaj najpierw go nie zauważyli. Tak byli zajęci rozmową. Ciekawe o czym. Chwilę później facet przemówił. Zaciekawiło mnie to, więc postanowiłem posłuchać o co chodzi.
Rainamar skrzyżował ręce przed sobą, tworząc bezpieczny dystans między sobą a nieznajomym. Ten jednak uśmiechnął się dosyć bezczelnie.
- Rzadko się widuje tutaj ostrouchych. – rzucił facet.
- Nie dziwię się. Siedzisz na takim zadupiu, sir. – wtrącił Cahan i upił łyk ze swojego kielicha.
- Zabawny jesteś, chłopczyku. – odrzekł nieznajomy, wciąż się szczerząc jak wariat. – Mnie się widzi... – ciągnął dalej, zwracając się do Rainamara - ...że ciebie już gdzieś widziałem.
- Nic mnie to nie obchodzi. – mruknął pod nosem mój narzeczony.
- Nie bądź taki obrażalski, panie Orku. – zaśmiał się w głos nieznajomy. Więc potrafił wskazać jego rasę, choć wcześniej jakiś sprzedawca pomylił go z czarnym elfem. Zastanawiające.
- Czego w ogóle chcesz, człowieku? – zapytał półork, akcentując ostatnie słowo. Rzeczony człowiek skrzywił się nieco i pochylił się. Nie słyszałem co mówił, ale sądząc po minach Cahana i Rainamara nie było to nic miłego. W końcu zaskoczył mnie, gdy nagle pchnął nieznajomego mężczyznę. Ten zachwiał się, ale utrzymał równowagę. Przez moment przyglądał się półorkowi bardzo uważnie po czym uniósł jedną rękę, jak gdyby chciał kogoś przywołać. Kątem oka zdążyłem zauważyć, że dwóch mięśniaków powstało ze swoich miejsc i podążyło na ratunek swojemu towarzyszowi.
- Macie problem? – zacharczał jeden z umięśnionych chłopków, podchodząc do Rainamara i Cahana.
- Najwidoczniej twój przyjaciel go ma. – odparł Cahan, stając naprzeciwko mięśniaka. Był od niego niższy i znacznie szczuplejszy. Siłacz wydawał się także to zauważyć, gdyż zaśmiał się w głos, spoglądając na niego.
- Oho, spójrzcie, panienka staje w obronie swojego chłoptasia. – zawył przeciągle. Cahan wytrzeszczył na niego czarne jak węgle oczy. Obejrzał się na Rainamara, który także spoglądał na całą scenę z niedowierzaniem. W końcu wyprostował się jeszcze bardziej, zaciskając dłoń na rękojeści miecza. Cóż, dobrze, że go zabrał.
- Macie z tym jakiś problem. – rzucił mój narzeczony, jak gdyby zwracał się do swoich żołnierzy.
- A jeśli? – mięśniak postanowił spróbować szczęścia.
- Będziesz zbierał zęby z podłogi. Ot co! – wtrącił pewnie Cahan. Siłacz przyjrzał mu się z politowaniem.
- Delikatny jesteś jak panienka. Co ty mi możesz zrobić! – zawołał głośno, zwracając uwagę wszystkich gości. W karczmie zapadła cisza jak makiem zasiał. Brodaty właściciel zatrzymał się w bezruchu, lękliwie spoglądając w stronę łysych jak polano mięśniaków i ich uśmiechniętego towarzysza. Ten miał krótkie, jasnobrązowe włosy, które swobodnie opadały mu na oczy. Ciekawiło mnie, czy spod tej grzywki miał dobry widok na świat.
- Nie chcesz wiedzieć. – odparł cicho Cahan. Mięśniak zaśmiał się jeszcze głośniej.
- Sirke, co oni ci zrobili? – zapytał drugi siłacz swojego uśmiechniętego towarzysza. Rzeczony Sirke spojrzał na nich z ukosa i otrzepał nieistniejący kurz ze rękawa swojej zdobnej koszuli.
- Nie byli zbyt mili. – poskarżył się mężczyzna, nie przestając się uśmiechać. Zaczynałem zastanawiać się, czy nie ma przypadkiem uszkodzonej twarzy, gdyż ten wyraz wydawał się być jedynym, na jaki mógł się zdobyć ten cały Sirke. Nagle zauważył, że mu się przyglądam. Bez żadnego skrępowania spojrzał na mnie, oblizując przy tym usta. Skrzywiłem się mimowolnie. Nie wiem, o co może mu chodzić...
- Panienka chyba bardzo pragnie klapsa. – rzekł w końcu Sirke, zwracając się do Cahana. Wyraz twarzy maga nie dał się w żaden sposób odczytać.
- Nie radzę. – rzekł spokojnie, bez cienia emocji Cahan.
Jeden z siłaczy zaśmiał się i uniósł dłoń, hak gdyby chciał pochwycić Cahana, lecz jego ręka zatrzymała się w powietrzu. Zadziwiony takim obrotem sprawy mięśniak spojrzał na czarownika, jakby spodziewał się jakiegoś wyjaśnienia. Jego towarzysze gorączkowo spoglądali raz na Cahana a raz na półorka.
- Co do cholery... - zaczął siłacz z uniesioną dłonią. Nie dokończył jednak, gdyż nagle złapał się za głowę i zaczął krzyczeć. Jego wrzask był tak przenikliwy, że z trudnością mogłem to wytrzymać. Jeszcze dwaj mężczyźni zerwali się ze swoich miejsc i pobiegli na ratunek towarzyszowi. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, uśmiechnięty jegomość rozkazał coś swoim towarzyszom. Jeden z mięśniaków rzucił się na półorka. Rainamar uskoczył w bok i podniósł jedno z krzeseł, które następnie elegancko roztrzaskał na głowie siłacza. Ten runął na podłogę jak długi. Mój narzeczony nie zdążył nawet się odwrócić, gdy zaatakował go drugi z podejrzanych typków. Zdołał uderzyć do w szczękę. Półork nie pozostał mu dłużny. Gość otrzymał piękny cios prosto w twarz i zatoczył się, rozpaczliwie mrugając oczami. Zaczął kaszlać, a z nosa popłynęła mu krew.
Postanowiłem dłużej nie przyglądać się tej scenie i ruszyłem im na pomoc. Cahan męczył się z jakimś mięśniakiem, który był dwa razy większy od niego. Sprzedałem mu kopniaka w żebra i gdy ten zgiął się w pół poprawiłem ciosem w kark. Człeczyna padł na kolana, zanosząc się łkaniem. Kupa mięsa, która miała kontakt z magią Cahana wciąż krzyczała jak oszalała. Czarownik zdawał się wcale tym nie przejmować. Sirke skoczył i uderzył go w twarz. Cahan zachwiał się i uderzył się o ladę, za którą stał brodaty gospodarz. Czarownik szybko jednak otrząsnął się z tego ciosu. Jego oczy błyszczały jak dwa węgle. Nagle stały się jeszcze bardziej czarne. Sirke złapał się za szyję i zacharczał, łapiąc rozpaczliwie powietrze. Cahan uśmiechnął się, gdy mężczyzna osunął się na podłogę. Jego twarz przybrała kolor marmuru.
- Cahan! – zawołałem, obawiając się, że mag może zrobić coś, czego by żałował. Nagle Sirke odetchnął i rozkaszlał się, łapczywie wciągając powietrze.
- Czego chcesz? – zapytał Cahan, podchodząc do Sirke. Ten spojrzał na niego spod zbyt długiej grzywki i uśmiechnął się tylko. Czarownik kopnął go w twarz. Sirke uderzył głucho w podłogę, ukrywając głowę w ramionach.
- Cahan, co ty robisz! – krzyknąłem, poważnie obawiając się konsekwencji.
- Nic mu nie będzie. – odparł czarownik, przyglądając się na drżącą postać Sirke.
- Dlaczego zaczęła się ta bójka? Co się dzieje? – zapytałem, rozglądając się. Dostrzegłem Rainamara, który ocierał krew z twarzy. Podszedł do mnie z pytaniem, czy nic mi nie jest.
- Oczywiście, ze nie. – odparłem. – Pokaż to... - dodałem, dotykając jego policzka.
- To nic. Zaskoczył mnie. – wykręcił się półork.
- Ja to ocenię. Powiedz mi, kim oni byli. – dopytywałem się.
- Nie wiem. Ten facet... - rzekł półork, wskazując na Sirke – On podszedł do nas i zaczął mówić bardzo dziwne rzeczy. Nie wiem, o co mogło mu chodzić. Myślałem, że pomylił nas z kimś innym.
- Dlaczego go popchnąłeś?
- Zdenerwował mnie. – usprawiedliwił się półork.
- Ach tak.
- To prawda. – wtrącił Cahan, spoglądając na Rainamara dosyć dziwnie. Nie podobało mi się to wcale.
- Więc postanowiłeś go pobić?
- Nie. Chciałem dać mu do zrozumienia, że nie warto nas zaczepiać.
- I wtedy on wezwał swoich służebników, czy kogoś tam... - dodał Cahan.
- Coś podobnego... - zamyśliłem się, rozglądając się wokół. Karczma wyglądała jak pobojowisko. Brodaty gospodarz siedział w kącie i chlipał, co chwila krzycząc coś o niesprawiedliwości społecznej i ogólnie panującej fali przemocy i okrucieństwa. Westchnąłem głośno. W tym, jakże podniosłym momencie wpadł do środka Leith Daire. Przystanął jak rażony piorunem i spojrzał wprost na mnie.
- Co na wszystkich potępionych Imperium stało się w tym miejscu? – zapytał.
Ukryłem tylko twarz w dłoniach i znów westchnąłem...

***


Krajobraz po bitwie...
- Gdybym kurwa wiedział, że to się tak skończy, nigdy bym się na to nie zgodził... - jęczał Sirke, tuląc swój prawy policzek, na którym odbił się ślad ciężko podbitych butów maga. Jeden z mięśniaków, którzy mu towarzyszyli zaśmiał się, prezentując wielką lukę tam, gdzie jeszcze trzy godziny temu był ząb.
- I z czego się śmiejesz, jełopie durny! Nie skończyłeś lepiej ode mnie.
- Przynajmniej mamy pieniądze! – ucieszył się drugi z siłaczy.
- Co mi po mamonie, kiedy mam ryja zmasakrowanego! Na dodatek przez kogo! Facet a delikatny jak jakaś dziewojka!
- Przynajmniej dobrze kopie! – zakrzyknął siłacz.
- Gdybym wiedział, że tam będzie mag... - narzekał dalej Sirke, próbując przyłożyć teraz jakiś zimny okład na rozpalony policzek.
- Panowie moi drodzy! – rzekł nagle wysoki, krótko przystrzyżony mężczyzna, wchodząc ciężko do izby. Za nim wtoczył się leniwie młodszy od niego, jasnooki elegant.
- Oleig, ty szczurze! – Sirke porwał się na nogi i zawołał głośno, jakby wypluwając te słowa. Oleig zaśmiał się. Jego wielkie, umięśnione cielsko zatrzęsło się w rytm spazmatycznego śmiechu.
- Zapłacisz mi za to! Miało być tak jak zwykle! Bitka i po sprawie! Dlaczego nie powiedziałeś, że jeden z nich jest magiem, a drugi to szkolony żołnierz! Kurwa! – Sirke dodał przekleństwo, dla podkreślenia swojej nienajlepszej sytuacji. Oleig pokręcił głową, jak gdyby nie chciał w ogóle słuchać narzekań tego człowieka.
- Wykonaliście zadanie. Tu jest druga część zapłaty. – powiedział olbrzym, rzucając na podłogę wyszywaną ręcznie sakiewkę. Sirke spojrzał z nienawiścią na Oleiga, lecz podniósł pieniądze. Podał je jednemu z mięśniaków, który zajął się rozdzieleniem ich pomiędzy wszystkich swych towarzyszy.
- Cóż, musimy się trochę postarać, żeby ich wyeliminować. Dobrze, że sprawdziliśmy ich umiejętności, ale tam był tylko mag, kapitan i myśliwy. – powiedział nagle elegant, który towarzyszył Oleigowi.
- Bądź spokojny, mój drogi. – Oleig pozwolił sobie na wyrafinowany uśmieszek. – Miewałem do czynienia z gorszymi przypadkami.
- Nie wątpię. – mruknął pod nosem elegant. Oleig nie przejął się marudzeniem swojego towarzysza. Poklepał go tylko po ramieniu.
- Ech, młody. Zobaczysz co będzie, jeśli dożyjesz mojego wieku. – dodał z rodzicielską pobłażliwością.
- Jeśli? – elegant spojrzał na niego z zaskoczeniem wymieszanym z lękiem.
- W życiu pewna jest tylko śmierć, mój drogi. – odrzekł niewzruszony Oleig.
Sirke i jego banda mięśniaków tylko spojrzeli po sobie.











Komentarze
Lazguron dnia padziernik 09 2013 19:46:43
Witam i przepraszam za brak komentarza w poprzednim tygodniu, ale jak wiadomo początek października jest dla każdego studenta naprawdę gorący.
Wreszcie po tylu przygotowaniach i namowach Leith wreszcie jest na tej swojej wyprawie w poszukiwaniu tego na czym mu tak zależy. A ponieważ jest to jego wyprawa toteż oczywiście na pierwszym postoju jego wspaniała mała drużyna musi brać udział w burdzie. Swoją drogą chyba się za bardzo ze swoim pomysłem nie krył skoro zostali odnalezieni przez niemiłych panów próbujących solidnie nakopać Leithowi zaraz po opuszczeniu swojego małego grajdołka -Aeral. Najbardziej zastanawiające jest jednak to czemu Liijka tak bardzo boi się Cahana, podświadomość czy zapomniane wspomnienie? Aha, pijany Casius wykrzykujący na głos do Leitha właściwie, że wyznanie miłosne pod adresem Revelina był uroczy. Ciekawe jak szybko Rainamar by go udusił po usłyszeniu czegoś takiego? smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum