The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Grudzie 11 2019 12:45:47   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Running away 35


Rozdział 35

Flashback
ch, Saeneil, miałem nadzieję, że cię tu znajdę. – rzekł młody mężczyzna o ciemnobrązowych włosach i oczach czarnych jak nieprzenikniona noc. Myśliwy rzucił mu nieprzychylne spojrzenie, ale nie ruszył się z miejsca. Ciemnowłosy postanowił więc do niego dołączyć.
- Aileen cię szuka. – mówił dalej, nie zważając wcale na milczenie, jakim uraczył go Saeneil.
- Nic jej nie będzie. – mruknął pod nosem myśliwy. – Nie wiem, jak mnie znalazłeś. Chciałem pobyć sam. – dodał, spoglądając znacząco w oczy rozmówcy.
- Zapominasz, że jestem mentalistą. – zaśmiał się czarnooki.
- Słuchasz moich myśli, Dare?
- Nie myśli. Ich aury. – poprawił go czarownik. – Neil, wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. Coś się z tobą dzieje, wszyscy to widzą i martwią się o ciebie. Najbardziej twoja żona.
- Powinna się zająć sobą. Nie mówiła ci, że jest w ciąży?
Mag wytrzeszczył na niego swoje czarne jak węgle oczy.
- Skądże! Wiesz, że badał ja jeden z uczonych medyków, nie ja. – powiedział. – Nie cieszysz się? Będziecie mieli dziecko. To szczęśliwa nowina.
- Tak szczęśliwa, jak ciąża twojej siostry z twoim niedoszłym ukochanym? – zapytał zgryźliwie Saeneil.
- Nie musisz być złośliwy. Poza tym ja jestem już gdzieś indziej.
- Dlaczego wszyscy mi mówią, co mam robić i co czuć? Ożeniłem się z Aileen bo myślałem
że ją kocham. Powtarzałem to sobie, rozumiesz, Dare? Tak bardzo chciałem, żeby to była prawda! – zawołał myśliwy. – Nie jestem jak mój ojciec, dobrze wiesz. Nie potrafię całe życie udawać, że wszystko jest wspaniale, kiedy to nie jest prawda! Powiem ci coś, do sam dobrze wiesz. Wszyscy się śmiali za moimi plecami. Mówili, że Casius wcale mojej drogiej matki nie kochał! Airiadne pewnie też nie czuła do niego miłości. To był dziwny związek. Miałem wrażenie, że zawarli go bo było im wygodnie. Poza tym ojciec często mówił mi, że najlepszym co spotkało go w małżeństwie byli jego synowie. Ja i Keene. Wierzę mu.
- Powiem ci to, co sam dobrze wiesz, Neil. Życie rzadko bywa takie, jakie sobie wymarzyliśmy.
- Nie chcę tak żyć. Nie chcę robić czegoś, dlatego, że muszę, że ktoś oczekuje tego ode mnie. – rzekł gorzko Saeneil.
- Neil…
- Widziałeś, jak oni wszyscy na mnie patrzą? Cień swojego ojca. Nigdy nie będę taki jak Casius. Oni widzą we mnie tylko rozczarowanie.
- Twój ojciec tak nie myśli. – zaprotestował czarownik.
- Wiem. Bywa naiwny. Ja wiem, że to nie jest życie dla mnie. Chcę stąd uciec. – powiedział cicho myśliwy. Dare ledwie go słyszał. W końcu myśliwy wstał i otrzepał spodnie z leśnej roślinności. – Czas wracać do żony. – dodał z gorzkim uśmiechem i ruszył przed siebie, zostawiając Dare z własnymi myślami.
- Chcę stąd uciec… - powtórzył mechanicznie Dare, spoglądając za oddalającym się myśliwym.


End of a flashback..

***


Leith jechał wraz z Lilią na przedzie, podśpiewując sobie nieco. Okrutnie fałszował, przez co Rainamar krzywił się, jak gdyby zjadł coś, co się z nim nie zgadzało. Nolan Raighne był dziwnie milczący i co chwila spoglądał w stronę Lilijki. Czyżby moja droga przyjaciółka mu się spodobała? Nie zauważyłem jedna, żeby ona poświęciła mu choć chwilę swojego czasu. Rozmawiała z Leithem, albo z Rainamarem i ze mną. Wyglądała też, jak gdyby bała się nawet spojrzeć na Cahana. Mentalista jechał za Nolanem. Wydawało mi się, że nad czymś intensywnie myśli. Jego czarne oczy błyszczały jak dwa ogniki w letnim słońcu.
Ujechaliśmy już spory kawałek drogi. Letnie słońce grzało jeszcze mocniej i zaczynałem być już powoli zmęczony. Odzwyczaiłem się od dłuższych podróży. Rainamar tym razem dla odmiany rozmawiał ze najemnikiem Nolanem, a Lilijka była pogrążona w głębokiej konwersacji z Leithem. Oboje zupełnie nie zwracali uwagi na to, co się dzieje wokół nich.
- Zakochani – rzuciłem z przekąsem. Cahan uśmiechnął się do mnie znacząco i podjechał bliżej Leitha.
- Zawsze mnie zastanawiało, kiedy miłość trafi swą strzałą tego podstarzałego kobieciarza. - powiedział, jakby od niechcenia. Starszy czarownik odwrócił się, patrząc na niego złowrogo.
- Uważaj, żebym przypadkiem ci czegoś nie zamroził, Cahan. - wycedził przez zęby.
- Przecież on się tylko z tobą drażni. - uspokajała go Lilia, próbując zachować poważną minę. Leith przewrócił oczami.
- Coś mi się nie podoba jego dobry nastrój. Wolałem, kiedy siedział cicho i przypalał ludziom tyłki. - westchnął, dla podkreślenia swej bezradności.
- A tu takie rozczarowanie. – odparł spokojnie Cahan, głaszcząc swojego konia po szyi.
- Żebyś wiedział, czarnulku. - zaśmiał się Leith.
- Ubliżanie sobie to tylko męska ekspresja tych uczuć. – wtrąciła z przekąsem Lilia. Daire spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy, z którego nie dało się wyczytać emocji.
- Cóż, po prawdzie znam tego oto czarownika dwadzieścia lat. Pamiętam, jak zobaczyłem po raz pierwszy przestraszonego siedmiolatka. - mówił czarownik, patrząc przed siebie, jak gdyby w tym momencie naprawdę objawiła mu się ta scena sprzed lat. Na jego ustach zatańczył lekki uśmiech.
Cahan nie odzywał się. Wyglądał na nieco zawstydzonego słowami Leitha. Wbił wzrok w trawę, która znikała pod kopytami jego konia. Zdawałem sobie sprawę, że wspominanie przeszłości nie należy do tematów, które lubił poruszać. Mówił o sobie niewiele, a ja nie pytałem.
- Nie może być przypadkiem, kiedy człowiek spotyka na swojej drodze takich ludzi. - rzekł wreszcie Leith.
- Wzięło cię na wspominki. – mruknął pod nosem Cahan, wyraźnie niezadowolony z obecnego tematu.
- Taki starzec jak ja potrzebuje od czasu do czasu powspominać własną młodość. Tyle się wtedy działo… - zamyślił się Daire z niezwykle nabożną miną. Zastanawiałem się, co tak naprawdę dzieje się teraz w jego głowie. Gdzie był, kogo widział? Co chce zrobić…
- Może przyspieszymy, bo nigdy nie dojedziemy do jakiegokolwiek w miarę bezpiecznego miejsca przed zapadnięciem zmroku. – mruknął pod nosem Cahan.
Leith rzucił mu dziwne spojrzenie, jak gdyby pełne obaw i czułości zarazem. Zastanawiało mnie jak dobrze znał młodszego czarownika. Co o nim wiedział? Kim w ogóle jest Leith Daire? Dotychczas wystarczało mi to, co mówił. A mówił prawie nic. Nie pytałem, lecz chyba najwyższy czas, żebym zaczął. Moja własna ignorancja zaprowadzi mnie kiedyś prostą drogą na krawędź piekła. Hmm… Skąd takie gorzkie przemyślenia?
Spojrzałem na Cahana. Mimowolnie. Jego czarne oczy wpatrywały się prosto we mnie. Uśmiechnął się smutno.

***


Wkrótce humor Rainamara się popsuł. Znając go, mogłem tego oczekiwać. Leith Daire wydawał się być takim obrotem sprawy nieco zaskoczony. Zdziwiło mnie to, gdyż powinien wiedzieć już, że nastrój Rainamara niekiedy zmienia się nawet w ciągu jednej godziny. Półork zarządził, że potrzebuje odpoczynku. Nie spierałem się z nim i poradziłem Daire, żeby również nie zabierał w tej sprawie słowa.
Wybór nie był zbyt duży, toteż wybór Leitha padł na karczmę o dosyć intrygującej nazwie „Mądra Wdówka”. Nie wnikałem oczywiście, dlaczego wybrał ten, a nie inny przybytek. Weszliśmy do środka. Od razu poraził mnie smród dymu i gorzały domowej roboty. Lilia usiadła ciężko przy szerokim stole przy oknie, wzdychając przy tym. Nolan Raighne pozostał na zewnątrz, by zająć się końmi. Miał do nas dołączyć, gdy tylko skończy. Leith uśmiechnął się szeroko i dosiadł się do Lilijki. W ślad za nim poszedł Cahan, który uparcie milczał. Rainamar spojrzał na mnie z wyrazem wybitnego niezadowolenia i także nie odezwał się ani słowem. Położyłem rękę na jego ramieniu i nieco uścisnąłem, chcąc sprawdzić stan jego nastroju.
- Wszystko dobrze? – zapytałem cicho, pochyliwszy się nad nim.
- Tak. – odparł, kręcąc głową. Wcale nie wyglądało mi to na przekonującą odpowiedź.
- Coś cię dręczy, Rhain?
- Tak. – przyznał. – Porozmawiamy później. – obiecał i spojrzał mi w oczy. Uśmiechnąłem się.
Zaraz podszedł do nas niewysoki mężczyzna, wąsaty i brodaty, zapewne pracownik tego przybytku.
- Witam, witam w naszych skromnych progach! – zawołał śpiewnie.
- Miło nam. – odrzekł Daire, posyłając mu swój niezwykły uśmiech. – Dobrodzieju, nurtuje mnie jedna rzecz. – dodał. Człowiek spojrzał na niego nieco zdziwiony. – Mianowicie… - ciągnął dalej Leith, jak gdyby wcale nie zwrócił uwagi na zdziwioną minę człowieka. – Dlaczego ta gospoda nosi nazwę „Mądra Wdówka”?
Mogłem się domyślić, że chodzi mu o takie… coś!
- Odpowiedź jest bardzo prosta! – zaśmiał się ten niewysoki mężczyzna. – Droga moja żoneczka, kiedy jeszcze nie była moją ślubną, wyszła za mąż za człeka okrutnego i nie potrafiącego jej docenić. Porywczy był jak Ork jakiś, czy ziomek z Aataru! Przy tym głupi był niepojęcie! Wyzwał na pojedynek jednego z rycerzy królewskich i przegrał sromotnie! Dwa tygodnie umierał i medycy nic uczynić nie mogli! Gdy wreszcie ducha wyzionął, żoneczka moja wdówką została. Szybko sprzedała jego majątek i zbudowała ten oto przybytek, który do dziś nam służy i utrzymanie daje!
- Czyli mimo wszystko dobrze wyszła na swoim nieudanym małżeństwie. – skonkludował Daire.
- I tak i nie! – odparł poważnie gospodarz. – Nie życzę nikomu takich wspomnień tragicznych, jakie żoneczka moja wciąż w sobie nosi! Majątek tego okrutnika był gorzkim pocieszeniem! – zawołał człowiek.
- Więc proszę przekazać żoneczce moje pozdrowienia i przynieść nam wina! Ma być dobre! – odpowiedział jasnowłosy czarownik.
Gospodarz wyszczerzył się z nieudawaną sympatią i skoczył zaraz po zamówienie Leitha.
- Doprawdy, nie mógłbym dziś w nocy zasnąć, gdybym nie dowiedział się, jaką to mroczną historię skrywa ta karczma. – mruknął pod nosem Cahan.
- Jak dla mnie ta opowieść była całkiem interesująca! – uśmiechnął się Leith. – Uwielbiam poznawać ludzi! A ludzie to ich historie, Cahan!
- Naprawdę fascynujące.
- Jesteś zmęczony i marudzisz. – zbył go Leith. – Tak samo jak kapitan. – dodał, spoglądając ostrożnie na Rainamara. Półork zawarczał ostrzegawczo. Leith nagle uświadomił sobie, że widok za oknem jest szalenie interesujący. Lilia zachichotała, patrząc na mnie z rozbawieniem.
W tej chwili do środka wpadł Nolan Raighne i przysiadł się do stołu.
- Czy coś mnie ominęło?
- Ciekawa historia o mądrej wdówce. – odparłem. Raighne spojrzał na mnie z wielkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Wzruszyłem tylko ramionami, bo szczerze powiedziawszy, nie chciałem opowiadać mu o owej mądrej wdówce. Ten moment wybrał gospodarz, który to przyniósł wino. Lilijka stwierdziła w końcu, że jest głodna, więc poleciła mu przynieść jeszcze coś do jedzenia. Dołączyłem się do tej prośby, gdyż sam chętnie bym coś zjadł. Leith na razie zadowolił się winem, którego sobie nie szczędził.
Przez długi czas siedzieliśmy w milczeniu, każdy oddając się własnym rozmyślaniom. Rozejrzałem się po izbie i natychmiast dostrzegłem, że jakiś facet uśmiechnął się do mnie w dosyć dziwny sposób a nawet mrugnął. Byłem niemal pewien, że zrobił to rozmyślnie. Zaskoczony takim obrotem sprawy spojrzałem na moich towarzyszy. Nikt zadawał się nie dostrzegać tego dziwnego zdarzenia. Gdy znów spojrzałem na nieznajomego, ten wciąż się uśmiechał. Zastanawiało mnie o co może chodzić.

***


Nawet cieszyłem się, że zostaliśmy z Leithem sami. Lilijka stwierdziła, że zachciało jej się spać. Rzeczywiście wyglądała na znużoną podróżą. Rainamar postanowił zrobić sobie mały spacer. Oczywiście Nolan zgłosił się by mu towarzyszyć. Nie zaprotestowałem, bo wolałem zostać w środku i napić się dobrego wina. Leith akurat miał ochotę na to samo. Kazał Cahanowi udać się na spoczynek. Niestety, wydawało mi się, że wypiłem zbyt wiele i zacząłem gadać to, co mi ślina na język przyniesie…
- Tu jest problem, Leith – powiedziałem, pociągając z butelki – I to cholerny problem. Kocham Rainamara, bardzo go kocham, ale Cahan. Nie jest mi obojętny. Nie jest. – powtórzyłem, jak gdyby dla podkreślenia moich wcześniejszych słów.
Leith wytrzeszczył na mnie niebieskie oczy i milczał chwilę, jakby rozważając sens mojej pijackiej gadaniny. Byłem bezradny wobec swoich własnych uczuć. Zależało mi na Cahanie, ale Rainamara kochałem. Naprawdę. Stwórco, zaczynałem się bać, że powtarzam to sobie, by móc uwierzyć we własne słowa. Dlaczego to się tak pokomplikowało?
- Najprościej byłoby mieć ich obu. - zaśmiał się Daire i zapatrzył się w swój kielich, jak gdyby tam leżały odpowiedzi na najtrudniejsze pytania świata.
- Hedonista. - rzuciłem, uśmiechając się złośliwie.
- Matula na święto równonocy przygotowywała słodkości. Było nas w domu trochę, więc każdemu zawsze przypadał jeden smakołyk. Nigdy nie byłem zdecydowany, co będzie mi najlepiej smakować. Matula zniecierpliwiona moimi wątpliwościami zabrała mi oba kawałki i zostałem z niczym. - powiedział nagle czarownik i wychylił z kielicha, porzucając światowe sekrety.
- Ta historyjka ma ukryty morał, tak?
- Nie wiem. Po prostu mam do niej żal, że nie dała mi ciasteczek. - wytłumaczył Leith. Obaj spojrzeliśmy na siebie i chwilę potem śmialiśmy się jak dzieciaki. - Ale w sumie masz rację. Jak będziesz siedział okrakiem na płocie, to ci sztacheta wejdzie w dupę. Ot co! – dodał, nie siląc się nawet na ubranie tego w piękniejsze słowa.
- Obrazowe porównanie, Leith.
- A jakże! - zawołał – Polej mi jeszcze! Niechże się upiję porządnie! Cahan rzadko pije, bo traci panowanie nad sobą. Jest wtedy słodki jak ulepek. Stwórco, jakie to dziwne, że dorosły mężczyzna potrzebuje tyle uczucia. Dasz wiarę, mój młody przyjacielu, że ja czułem się za niego odpowiedzialny. Zająłem się tym dzieciakiem, bo cholera, nie potrafiłem patrzeć na to, w jaki sposób go traktują. Bali się go, chociaż potrzebował pomocy!
- Bardzo niejasno mówisz o waszej przeszłości. Cahan też niewiele mi powiedział.
- Bo i niewiele jest do opowiadania. Urodził się z talentem i jego rodzice zatrwożeni chcieli dziecko oddać, albo w najgorszym razie zostawić gdzieś w lesie. Bali się go. - opowiadał czarownik. - Ja chyba miałem szczęście. Mam wiele rodzeństwa, sam nie wiem, dokładnie ile, bo oddano mnie magom na wychowanie i rodzinę widywałem rzadko. Jednak kiedy wyjeżdżałem z domu, a miałem wtedy dziesięć lat, było nas dziewięcioro.
- Widujesz jeszcze swoją rodzinę?
- Bardzo rzadko i nie żałuję. Nikt nie chce mieć maga w rodzinie. Boją się. Wolałem być w klasztorze, niż widzieć strach w oczach moich rodziców.
- Mimo wszystko, to jest twoja rodzina. – upierałem się przy swoim.
- Czasem rodziną jest zupełnie ktoś inny niż krewni. Z twoją nie łączą cię więzy krwi a mimo to jest dla ciebie ważna. – odrzekł Leith. Zgodziłem się bez zastanowienia. Nie pamiętałem wcale imperialnej kobiety Liama, o której przez całe życie myślałem, że jest moją zmarłą matką. Elena traktowała mnie jak własne dziecko, nigdy nie robiła różnicy między chłopakami, Amirą a mną. Deris był bardziej powściągliwy w uczuciach, ale dawał mi do zrozumienia, że dba o mnie.
- Mówiłeś, że znałeś moją matkę. Jaka ona jest?
- Tego się dowiesz w swoim czasie, Casius. Wtedy, przeszło dwadzieścia pięć lat wstecz, znałem wielu ludzi, nawet samego króla Sadal! - stwierdził z entuzjazmem czarownik.
- Tego, którego powiesili? – dopytywałem się.
- Właśnie jego. To nie był uprzejmy facet. Wręcz przeciwnie, wydawało mi się, że jedynym jego wyrazem twarzy jest grymas złości. Co tu dużo mówić, miałem wtedy dwadzieścia lat i bałem się tego człowieka jak ognia.
- A mój ojciec? – zapytałem z czystej ciekawości.
- Był wtedy szczeniakiem, niewiele starszym ode mnie. Prawdziwą władzę sprawował jego ojciec. – powiedział i nagle zamilkł. Chwilę mi zajęło przemyślenie tego, co powiedział.
- Mój dziadek, rozumiem? Liam mówił, że otrzymałem po nim imię. Nie wyrażał się o nim pochlebnie. – przypomniałem sobie.
- Jesteś podobny do ojca, ale charakterku nie odziedziczyłeś po żadnym z rodziców. Przypominasz swojego dziadka. Był dobrym człowiekiem, zbyt dobrym jak na tamte czasy. Buntownicy byli wpatrzeni w niego jak w obrazek, z resztą jak sam król. Casius Fhearghail chłopcze, był człowiekiem wielkiego ducha.
- Naprawdę nie wiedziałeś, ze Liam nie żyje?
- To akurat jest prawda. Wiedziałem, że mieszka gdzieś niedaleko Aeral. Nikt jednak nie chciał mi udzielić informacji gdzie dokładnie. Wiedzieli, że w przeszłości miałem kontakt z buntownikami i pewnie myśleli, że oto przybywam po zemstę!
- Zemstę? – przerwałem mu zupełnie zaskoczony.
- O tym później. – odparł niewzruszenie Leith Daire. – Musiałem szukać go na własną rękę. To nie było łatwe zadanie, uwierz mi. Nawet po tylu latach. Kiedy już dowiedziałem się, gdzie tak naprawdę się ukr… mieszka, okazało się, że nie żyje. – ciągnął dalej mag. Westchnął głośno i pokręcił głową. – Ale powiedziano mi, że jest jeszcze jego syn, Casius. Nie zastanawiałem się dłużej.
- Wydaje mi się, że wiesz dużo, a mówisz bardzo mało. – powiedziałem w końcu. Leith uśmiechnął się tylko nieznacznie.
- To nie są słowa, które powinieneś usłyszeć z moich ust. Wciąż nie rozumiem, dlaczego Liam to zrobił. Nawet jeśli on spalił za sobą wszystkie mosty, nie powinien cię okłamywać. Nie chcę cię urazić swoimi słowami, Casius, ale nie wiem, jak taki skurwiel wychował tak wspaniałego faceta jak ty. Domyślam się, że powinienem gratulować bardziej Elenie i Derisowi. Już sam fakt, że potrafili w jakiś sposób utrzymać temperament Rainamara w ryzach świadczy o nich bardzo dobrze. – rzekł czarownik i zaśmiał się cicho.
- Tu masz rację. – przyznałem mu. – Swoją drogą, przeszłość mojego ojca wydaje się bardziej skomplikowana niż myślałem. – dodałem, powracając do tematu mojej rodziny.
- Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. Nie czuję się odpowiednią osobą, żeby o tym mówić. – powtórzył po raz kolejny Leith. - Może to lepiej, że nie spotkałem Liama powtórnie na swojej drodze. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę z tego, że nie chciałbym.
- Nie rozumiem tylko, jak to możliwe, żeby tak po prostu wyjechał bez słów. Nikt go nie szukał?
- Ha, zapewne wszyscy go poszukiwali. Liam jednak zawsze postawił na swoim. Nie czuł się związany z Sadal. Nigdy. Weź też pod uwagę jeden fakt, mój młody przyjacielu. Liam był już wtedy obywatelem Imperium, a kraj ten był agresorem Sadal. Żadna informacja nie mogła się przedostać do buntowników. To był ich system. Oferowali nowe życie Sadalczykom. Wierz mi, perspektywa pokoju, nawet jeśli jest okupiony zdradą, wydaje się lepsza niż wieczna wojna. Nie należy mierzyć ludzi jedną miarką. Już od dawna zacząłem dostrzegać wiele stron tej samej sytuacji. Gdy teraz o tym myślę, zapewne stwierdzę, że wybrałbym swój kraj i rodaków, ale gdybym sam stanął przed takim wyborem podczas wojny… ech… Człowiek tak naprawdę siebie nie zna. Nie zastanawiałem się jednak nad tym głębiej. Urodziłem się na zachodzie Imperium.
- Nad morzem?
- Tak. – Leith uśmiechnął się, jak gdyby na wspomnienie dawnych lat. Ciekawe, jak wyglądał jako dziecko, albo gdy był w moim wieku. Miał delikatne rysy, ale przy tym bardzo męskie. Miał duże oczy, jak na mężczyznę, w jasnoniebieskim kolorze. Momentami wydawało się, że są szare. Nos miał nie duży i lekko zadarty. Przy tym odznaczał się niesamowitym uśmiechem, który rozjaśniał mu całą twarz i sprawiał, że wyglądał na młodszego niż był w rzeczywistości. Całość dopełniały jasne włosy, które spinał z tyłu czymś, co wyglądało mi na klamrę krasnoludzkiego wyrobu.
- Stare czasy – dodał z nutką melancholii w głosie. – Czas się położyć! – ogłosił i wstał.
- Dobrej nocy, Leith.
- Nawzajem, Casius. – uśmiechnął się raz jeszcze i udał się do wynajętego pokoju.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum