The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 12:59:25   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Spontaniczna decyzja 7


Jessie oddał uścisk i obejrzał się za siebie, odsuwając trochę od drzwi.
- Znasz tę panią?
- Pierwszy raz ją na oczy widzę. Co ty tu robisz?! - Zgromił przyjaciółkę. - Jak mnie tu znalazłaś?
- Internet, kochany. Internet. Mogę wejść czy tak mnie tu zostawicie?
- Nie wpuszczaj jej, bo nie da nam żyć. - Kiedy Jessie na niego nie patrzył, przesunął dłonią po szyi w geście, że ona może już pożegnać się z życiem.
- Oj tam, oj tam, nie dam żyć. Po prostu przyjechałam z życzeniami. - Weszła do wnętrza mieszkania. - Witaj, gadzino. - Ucałowała policzek Colina.
- Cześć, smoczyco.
- To co? Ja może zrobię po kawie? - zaproponował Carson.
- O, chętnie się napiję. W samolocie podawali lurę.
Colin odprowadził męża wzrokiem do kuchni. Gdy zostali sami, nachylił się do kobiety.
- Co tu robisz? I jak już jesteś, to nie waż się mówić mu, kim jestem ani o Ianie.
- Dlaczego wciąż z tym walczysz? Przecież możesz mu powiedzieć.
- Po co? - szeptał. - Będzie pytał. A ja nie chcę pytań. Chcę zapomnieć.
- I sądzisz, że to jest wyjście? Rozmawialiśmy o tym. Bólu nie ukoisz milczeniem. - Podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Widok na mały rynek otoczony z jednej strony parkiem, a z drugiej starymi kamienicami był piękny.
- Staram się żyć. I nie przeszkadzaj mi w tym. - Potarł palcami oczy. Fajny dzień kończy mu się w gorszym nastroju.
- Spokojnie. Tylko chciałam zobaczyć, czy to prawda i widzę, że tak. - Rozejrzała się po mieszkaniu. Nie chciała, żeby jej jedyny przyjaciel uciekał przed czymś, co go nadal boli. W ten sposób nigdy się nie pogodzi z tym, co się stało. Wiele razy mu mówiła, że ucieczka nie jest dobrym wyj-ściem, lecz jej słowa odbijały się od niego jak od niewidzialnej tarczy. - Miałam przyjść jutro, żeby wam nie przeszkodzić w nocy poślubnej, ale wyjdę w porę. Nie martw się - wypaliła.
Naprawdę miał ochotę zrobić jej coś złego. Była nie do wytrzymania, ale kochał ją jak siostrę. To dzięki niej przetrwał.
- Sama wiesz, że takiej nocy nie będzie.
Popatrzyła na niego, jak na idiotę, który powiedział, że czarny to biały.
- Kochany, nie mam nastu lat, by nie wiedzieć, że dwaj cholernie seksowni geje wytrzymają bez seksu ze sobą, trzepiąc se po kątach tyle miesięcy.
- Twoja wulgarność...
- Nigdy cię to nie raziło. Chodzi o to, że powiedziałam prawdę. - Dała mu prztyczka w nos.
- Co mnie podkusiło, żeby odezwać się do dziewczyny siedzącej na wykładzie obok mnie?
- Nie wiem, ale gdyby tak nie było, nie poznałbyś mnie.
- I byłoby piękne. - Kątem oka zobaczył, że Jessie wchodzi do salonu z kawą. - O, teraz przygotuj się na prawdziwą rewelację - zwrócił się do przyjaciółki.
- Ona czy ja? - zapytał Jessie, stawiając filiżanki na stole.
- Ona. Jessie robi najwspanialszą kawkę na świecie.
- Mówisz tak, jakbyś już się zakochał. - Andrea usiadła przy stole.
- W tym napoju na pewno.
- Świetnie. To od żołądka do serca niedaleko. - Powąchała czarny napój. - Co za zapach. Co tak patrzycie? Powiedziałam coś? A może rogi mi urosły? - Sięgnęła do swoich włosów.
- Nie ma kto ci rogów przyprawić, więc tego się nie obawiaj - wycedził White. Po jakie licho wypaliła z tym żołądkiem i sercem? Najpierw nie pasował jej ten plan. Potem chce rzucić ich do łóżka razem, a teraz to.
- Całe szczęście, że nie mam. Jessie, słyszałam, że masz wydawnictwo?
- Moja babcia miała, a ja mam je przejąć - odpowiedział. Podobała mu się tak kobieta i jej bezpośredniość.
- Świetnie się składa.
Colin omal nie wypluł na stół kawy. Co ona znów plecie? Po cholerę to mówi?
- Tak? Dlaczego? - Carson nie bardzo rozumiał, o co chodzi.
Andrea dopiero wtedy zorientowała się, że coś palnęła.
- Bo mam znajomego, który kocha pisać, ale ostatnio trafił na barierę i nie potrafi jej przebić. Jak pisarz się zablokuje, to niewiele rzeczy może to zmienić. Ty pewnie współpracujesz z autorami. Wiesz może, jak pomóc takiej osobie? - Rzuciła okiem na Colina uśmiechającego się tak, jakby zjadł cytrynę, a potem ponownie spojrzała w oczy drugiego mężczyzny.
- Trudno powiedzieć. Dla każdego autora takie zawieszenie jest trudne, ale nie ma recepty na pozbycie się tego i ponowne pisanie. Czasami to może być moment - pstryknął palcami - i pisze się dalej. Wielu autorów już nie wraca do pisania, co jest smutne. Sam mam kilka książek takich osób.
- A masz ulubionego autora? - Zamieszała kawę łyżeczką.
- Mam. Jedyny w swoim rodzaju. Pisze kryminały z wątkami romansowymi, ale nie tylko, bo romanse też. I co najlepsze, to głównymi postaciami są pary męsko męskie.
- Tak? A jak się nazywa autor?
Colin przeczuwał tylko jedną odpowiedź. Widział swoje książki w jednym z regałów. Nie pytał o nie ich właściciela.
- CJ MacGregor. Fantastyczny autor.
- Prawda? Jest genialny. Jego ostatnia powieść przebiła wszystko. - Rozkręcała się. - On ma wspaniałe pomysły...
- Lepiej będzie, jak sobie pójdziesz - wypalił znienacka White.
- Wyganiasz ją? Jeszcze wcześnie.
- Nie, tylko uznałem, że trzeba się przebrać i wyjść do jakiegoś lokalu. Pokazać się ludziom. - Tak naprawdę wolałby zamknąć się w swojej sypialni. - Obowiązki wzywają, kotku.
Jessie otworzył i zamknął usta. Po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co powiedzieć. I tak naprawdę to nie miał ochoty wychodzić. Z drugiej strony powinni pokazać się jako para małżeńska.
- Masz rację. Wezmę tylko prysznic i możemy się zbierać. - Poprawił okulary. - Miło było cię poznać, Andreo. Wpadnij jeszcze do nas.
- Chętnie. Colin na pewno się ucieszy.
- Tak, bardzo - rzekł. - Przesadzasz - warknął, kiedy został sam z kobietą.
- Z czym?
- Z gadaniem o autorach i tak dalej.
- Bo nie podoba mi się to, że ukrywasz, kim jesteś. Po cholerę to robisz? I tak ci to nic nie da. Nie oddzielisz się od tamtego życia. Ale podobno jesteś dorosły, więc się nie wtrącam. Na razie. - Zastrzegła. - Wiesz, że twój pomysł z tym ślubem...
- Nie był mój.
- Nieważne, czyj. - Machnęła ręką. - Ważne, że mi się cholernie nie podobał. Potem sprawdzam w internecie, kim jest ten facet i eureka. Los chce, byś nadal robił to, co kochasz. Kto wie, może ten związek wyjdzie ci na dobre. - Wstała i wzięła swoją torebkę.
- To nie jest związek. To umowa.
- Bla, bla, bla. - Zatkała sobie uszy. - Mówiłeś mi to z tysiąc razy. Tysiąc pierwszego nie zamierzam słuchać. Umowa, plan, gra i wszystko to nie zawiera w sobie seksu z gorącym facetem. Pójdę już. - Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głowy. - Jak wychodzisz, to zmień te przechodzone spodnie na coś lepszego. - Stanęła na palcach i pocałowała go w policzek.
- Trzymaj się, mała - powiedział, odprowadzając ją do drzwi i zamykając je na klucz, kiedy kobieta opuściła mieszkanie. Odwrócił się i zamarł. Na schodach stał Carson w czerwonej, połyskującej i opinającej ciało koszuli. Biodra i nogi okrywały mu czarne, wąskie spodnie. W ręku trzymał rozwiązany krawat. Krocze Colina nie pozostało obojętne na ten widok. Odetchnął. Musiał się uspokoić.
- Pomożesz mi z tym? To jedyny który pasuje do koszuli, a jest rozwiązany. - Jessie wyciągnął przed siebie rękę z materiałem.
- Z innymi nie masz problemu? - Wspiął się na schody.
- Ethan mi je powiązał. Wiem, facet powinien to umieć, lecz w tym względzie jestem łamagą. A ty sam wiązałeś swój na nasz ślub, to wiem, że umiesz.
Colin wziął od niego krawat i zarzucił materiał na szyję męża, przez co musieli stać bardzo blisko siebie. Czuł jego zapach. Mocny, męski z nutą orzeźwienia. To za bardzo na niego działało. Do tego ciepło drugiego ciała budziło w nim ochotę na coś więcej niż to, co do tej pory między nimi było. A co było? Nic. Zwykły pocałunek i dotykanie się dla publiki.
Jessie zacisnął dłoń na poręczy tak mocno, że kostki mu zbielały. Colin co jakiś czas parzył go swoimi palcami przez materiał koszuli. Serce mu przyspieszyło. Stał tak blisko. Za blisko, żeby on mógł nie odczuwać tego, co w tej chwili. W ustach poczuł suchość. Chętnie by je nawilżył językiem Colina. Pamiętał tamten namiętny pocałunek. Po cholerę o tym myślę? Wpatrzył się w twarz Colina. Jej rysy były napięte, w ogóle ruchy dłoni męża jakby zwolniły i... drżały? Przesunął pal-cami po barierce, co zwróciło uwagę White'a. Dłoń Jessie'go sunęła w górę i w dół, by z powrotem pokonać tę drogę.
- To, co robisz tej barierce rozprasza mnie. - Ton głosu Colina był na tyle słaby i cichy, że Jessie ledwie go usłyszał.
- Cóż, moje dłonie nie zawsze mnie słuchają. - Jego oddech przyspieszył, gdy czarne oczy Colina zajrzały w głąb jego. - Potrafią wiele różnych rzeczy.
- Na przykład? - Cholera, nigdy nie zawiąże mu tego krawata. Miał ochotę go przyciągnąć do siebie i wbić swój język w te gorące usta, a może i gdzieś indziej też. Na tą myśl jego penis drgnął napędzany biegnącą do niego krwią.
- One wolałyby pokazać. - Rozchylił usta i oparł się o ścianę. Nie związany krawat wysunął się z ręki White'a i wisiał swobodnie na piesi Carsona, sprawiając, że mężczyzna wyglądał, jak bardzo niegrzeczny chłopiec. Zwłaszcza z tymi swoimi oczami, które wypełniły się rządzą i wypukłością w spodniach, jaka ukazała się po wysunięciu bioder do przodu wręcz zachęcająco, co zauważył Colin, zatapiając wzrok w tamtym miejscu.
- Wyjście... gdziekolwiek chciałeś iść, może poczekać. - Oblizał się. W jednej chwili złapał Jessie'go władczo za kark i torturował mu usta swoimi. Pożerał je, będąc wygłodniały i spragniony smaku warg i języka męża.
Jessie westchnął w jego usta, bo tylko na tyle mógł sobie pozwolić, gdy biodra partnera otarły się o jego pobudzone krocze, wywołując moc iskier tak dużą, że roznieciły pożar. Zacisnął palce na jego biodrach i docisnął je do siebie. Z ulgą stwierdził, że reakcja Colina jest prawidłowa. Nie tylko on był tu twardy i z każdą chwilą twardniał bardziej.
Colin zapoznał się ponownie z wnętrzem ust męża, wprawiając ich języki w szaleńczy taniec. Taniec, który nawet trwał poza ich ustami. Kolejny raz smakowali się wzajemnie, podniecając z każdym najmniejszym ruchem. Temperatura rosła i mimo gorąca włoski na jego rękach stanęły, jakby przyciągał je magnes od Carsona. Skóra pokryła się gęsią skórką, a po plecach krążyły przyjemne ciarki. Napięcie rosło, kumulując się w najbardziej strategicznym miejscu. Pomimo tego miał siłę, żeby oderwać się od spragnionych ust męża.
- Tego nie było w umowie - wydyszał Colin w jego szyję, obdarzając ją drobnymi pocałunkami.
- Nie podpisywaliśmy żadnej umowy, a ja nie mówiłem, że my nie możemy... o cholera - jęknął, kiedy gorący i mokry język polizał go po uchu. - Mówiłem, że z innnmmm innymi nie... ale myyy... zrób jeszcze raz to samo.
- Masz bardzo wrażliwe ucho. - Ponowne liźnięcie i przygryzienie płatka małżowiny.
- Mam. - To silne, napierające na niego ciało doprowadzało go do pasji. Nie potrafił dłużej czekać. Wsunął niecierpliwe dłonie pod koszulkę mężczyzny i zbadał skórę. Każde przesunięcie palców pozostawiało po sobie ogień.
- Chodź na górę - powiedział Colin i spojrzał w oczy męża. Wyczytał w nich to, co sam czuł. Nie ma co się oszukiwać, bardzo go pragnął i to nie tylko od tych paru minut. Wpił się w jego usta i zaczął rozpinać mu spodnie. Musiał się do niego dobrać teraz, natychmiast, nawet tutaj.
- Na górę - szepnął Jessie w przerwie na krótki oddech, zanim ponownie został mu odebrany, a ciekawski język postanowił zapoznać się po raz kolejny z jego migdałkami.
Obijali się o ściany, sunąc powoli na piętro, nie mogąc oderwać od siebie ust, rąk. Rósł w nich żar tak wielki, że sądzili, iż ich spali, zanim dotrą do sypialni. Colin rozerwał koszulę Jessie'go, a guziki rozprysły się na wszystkie strony. Jego koszulka już dawno znalazła spokojne miejsce na którymś ze stopni.
- Lubiłem ją.
- Kupisz sobie drugą. - Pchnął go na ścianę i docisnął do niej. Nie potrafił się odsunąć nawet na milimetr. Kierowało nim pożądanie. A jak jeszcze widział go z rozpiętymi spodniami i porozrywanej koszuli, miał ochotę go odwrócić do siebie tyłem i wbić się w niego głęboko.
- Chcę cię pieprzyć, długo i mocno - wysapał Colin.
- To nie gadaj, tylko to rób. Rób wszystko, na co masz ochotę. - Potrzebował go w sobie, jak wody na pustyni. Kochał seks. Kochał się oddawać takim doświadczonym facetom. Wiedzieli, co robić, by go sobie podporządkować. Sięgnął ręką do pierwszej klamki, na jaką natrafił i otworzył drzwi. Pociągnął za sobą mężczyznę, który zsuwał mu spodnie w dół. Zauważył tylko, że są w jego gabinecie, zanim ponownie świat przed jego oczami zawirował. Colin wsunął mu rękę w bieliznę i chwycił w pewnym siebie chwycie jego spragnionego członka. Miał ochotę wyć z rozkoszy. Sam po chwili zacisnął dłoń na kroczu męża i zaczął nią pocierać o wypukłość w spodniach.
Colin zacisnął zęby i ponownie spojrzał na pogrążoną w przyjemności twarz Carsona. To się naprawdę dzieje. Jeszcze trochę i będzie go miał. Wolną ręką zdjął mu przekrzywione na nosie okulary i odłożył na którąś z półek regału. Drugą pracował na jego uwolnionym ze slipów penisie, masując kciukiem mokrą główkę.
- Jeszcze trochę, a się spuszczę. - Zadrżał Jessie. Odsunął jego rękę od siebie i upadł na kolana. Wtulił twarz w krocze męża.
- Cholera, wyglądasz seksownie taki rozchełstany z kutasem na wierzchu i klęczący przede mną. - Nogi się pod nim ugięły. Ten facet był powalający i zmysłowy. I on chciał wytrzymać bez tego pół roku? To by była strata. Na szczęście do jego głowy nie wpadały myśli o przeszłości. Skutecznie zminimalizowałyby podniecenie, a tego nie chciał. Nie, kiedy miał go takiego przed sobą.
Jessie rozpiął mu spodnie i zsunął do kolan. Polizał członek przez bieliznę, która była już wilgotna od wydzielającego się preejakulatu. Obciągnął materiał w dół. Penis mężczyzny uderzył go w twarz. Był duży, większy i grubszy od jego. Wspaniały. Ten facet był dla niego idealny.
- Widzę, że lubisz duże.
- Nie to, żebym mniejszymi pogardził, - połasił się do tego członka policzkiem - ale uwielbiam olbrzymy.
- To jak tak bardzo je uwielbiasz, to weź go w te swoje usta. Widzę, jak bardzo tego chcesz, a on chce ciebie. - Wypchnął biodra do przodu i trącił penisem nos męża. Cały czas patrzył na niego spod przymrużonych powiek podczas, gdy ręce głaskały Jessie'go po ramionach i karku.
Carson zawarczał i lekko dotknął dziurkę na czubku członka językiem. Zakreślił kółeczko wokół niej. Penis stał na baczność uniesiony ku górze i nie musiał nawet go trzymać dłonią. Sam sięgnął do swojego i przesunął po nim ręką. To spodobało się Colinowi, który zasyczał.
- Wyglądasz rozpustnie.
- Zobaczysz, jak będę wyglądał później. - Tym razem złapał ten wspaniały członek i przycisnął go do brzucha mężczyzny. Pochylił się i wciągnął zapach mężczyzny i podniecenia swego męża. Przesunął języczkiem w okolicy jąder, by zaraz je pocałować i wziąć do ust. Były pokryte drobnymi włoskami. Lubił to. Poczuł, jak palce Colina wczepiają się w jego włosy, drapiąc go po głowie. Wydał jakiś nieartykułowany dźwięk aprobaty, mając zajęte usta dwoma kuleczkami. Nudząc się nimi wypuścił je, zajmując się teraz penisem. Pieścił go, całował lizał i ssał na wiele różnych sposobów, a mężczyzna stał na chwiejnych nogach, zaciskał palce w jego włosach i poruszał biodrami, oczekując tak wiele od tych wprawnych ust i ręki, jaka dołączyła do słodkiej tortury. Nagle została przerwana, a pocałunki obsypały brzuch Colina. Ręce Jessie'go pomogły mu pozbyć się reszty ubrań i skarpet. Wtedy Carson, całując go i podążając w górę sam wstał i rozebrał się do końca, omal nie wywalając się na podłogę.
Colin przytrzymał męża i gdy tylko Jessie był całkiem nagi, porwał go w swoje ramiona i ponownie sięgnął po jego usta. Spodobało mu się całowanie tego mężczyzny. Ich wargi pasowały do siebie idealnie. Przesunął dłonią po jego plecach i zatrzymał się na jednym z pośladków. Zaczął go masować, co jakiś czas kierując któryś z palców pomiędzy półkule. Jessie, stojąc na palcach, przywarł całym ciałem do niego tak bardzo, że nawet woda nie miałaby prawa wcisnąć się pomiędzy nich. Ich twarde członki ocierały się o siebie poruszane minimalnymi ruchami bioder. Coraz większy pożar rozniecał każdy najdrobniejszy gest, a ugasić go mógł tylko jeden sposób. Sposób, do którego zamierzał podążyć. Ale Colin nie spieszył się. Odczuwał wielką przyjemność z trawiącego ciała pożądania.
Carson pogłębił pocałunek, a trawiąca go gorączka tylko sprawiła, że sięgnął pomiędzy nich i złapał w dłoń oba penisy. Zacisnął rękę i pomasował. Nie tak, żeby przyszło spełnienie, ale żeby poczuć ekstazę i pomęczyć ich obu. Doprowadzić na skraj przepaści, gdzie znajdował się orgazm i nie pozwolić w nią wskoczyć. Chciał tam się znaleźć, ale tylko mając w sobie penisa męża.
Colin popchnął go na biurko i gdy Jessie oparł się o nie, zrzucił wszystko, co na nim było. Jutro będą się głowić, jak to poukładać. Posadził męża na blacie i zabrał się za całowanie mu szyi oraz ramion. Pobawił się sutkami, zamieniając je w bardziej twarde, różowe kamyczki. Wsunął ręce pod kolana partnera i uniósł mu nogi. Siłą rzeczy Jessie musiał położyć się plecami wzdłuż blatu, a jego biodra trzymały się tuż przy krawędzi biurka. Colin pochylił się nad jego spragnionym penisem i polizał od trzonu ku żołędzi. Zatrzymał język na wędzidełku i lizał je płaską powierzchnią.
- Wiedziałem, że twój język jest genialny - krzyknął Jessie, łapiąc szybko powietrze. Czuł, jak w jego ciało wbijają się miliony igiełek dających mu rozkosz.
Colin uklęknął, przesuwając biodra męża bliżej siebie. Rozwarł jego uniesione nogi wysoko. Złapał zębami jeden z pośladków i ugryzł go na tyle, by pozostawić ślad. Jessie wierzgnął, ale nie oponował na to. Zwłaszcza, kiedy miejsce zostało polizane. Słodki język błądził drażniąco po wewnętrznej stronie ud, kroczu i półkulach męża. Gorącym oddechem owiał skórę od jąder w dół. Colin robił wszystko nieznośnie powoli pomimo że jego penis przypominał o sobie coraz boleśniej, a Jessie niecierpliwił się, unosząc głowę, by spojrzeć na niego i biodra, aby dostać to, na co czekał. Nawet ręce zacisnął na brzegach blatu. Colin dał mu jedno muśnięcie ust wzdłuż rowka, co spotkało się z protestem kochanka, który czekał na więcej.
- Zrób to. Błagam. - Zadygotał, gdyż ten subtelny dotyk rozbudził w nim żar.
Colin przyjrzał się jego dziurce. Przyciągała go. Nie mógł się doczekać, aż się w nią wsunie. Ale najpierw czuł potrzebę obejrzenia i skosztowania swego męża. Pochylił się i zaczął pieścić okolice odbytu czubkiem języka. Jęk męża rozszedł się po całym pokoju i tylko upewniło to Colina w tym, że dobrze robi.
To było za mało dla Jessie'go. Chciał być spenetrowany, wylizany tym narządem i mokry po jego zabiegach. Pragnął zatopić się w uniesieniu i rozpadać na kawałki jęcząc z przyjemności.
- Więcej... potrzebuję. Jestem czysty, proszę. - Ale nie potrafił dokładniej wypowiedzieć czego potrzebuje.
Mimo tego Colin zdawał się doskonale znać jego reakcje. Jakby czytał w myślach swego kochanka. W końcu, ku wielkiej uldze Carsona, język męża zatopił się w jego dziurce, nawilżając ją od środka śliną. Dawał wszystko to, czego oczekiwało spragnione ciało.
Zaraz zwariuje. Najchętniej to by obrócił się na brzuch, sam zaczął się pieprzyć tym językiem i ocierać o jego usta, które dotykały skórki odbytu i parzyły ją boleśnie. Colin doprowadzał go do szału i trwało to całą wieczność. Jego otworek zaciskał się i otwierał, będąc w pełni rozluźnionym i spragnionym czegoś większego. Chciał to przekazać mężowi, ale sapiąc i jęcząc nie miał jak tego zrobić. Mógł tylko kwilić cały rozdygotany i czekać, aż kochanek sam zadecyduje o wszystkim.
Colin wysunął język z niego, popieścił go jeszcze tuż za jądrami i spojrzał drapieżnymi oczami na męża. Uniósł się i ponownie pochylił nad jego penisem. Zlizał nektar, jaki się wydzielił i zassał na narządzie.
- O cholera, Colin. - złapał oddech, ale nie na długo, gdyż zaraz Colin wspiął się na niego, pochylił i ponownie zawładnął ustami męża.
- Żel. Natychmiast - wysapał Colin po przerwaniu pocałunku. Widział, jak Jessie sięga do szuflady biurka, cały czas patrząc na kochanka i wkrótce podał mu do połowy wykorzystany nawilżacz. - Nie pytam, co on tu robi. - Oczy płonęły mu z pożądania.
- Trzeba sobie radzić. O tak! - Do jego penisa w trybie natychmiastowym powróciły te wspaniałe wargi, a do jego wnętrza torowały sobie drogę dwa śliskie palce i pieściły go wprawnie, bawiąc się jego jedwabistą skórą. - Chcę cię w sobie - poprosił Carson po jakimś czasie.
Wsunął w niego trzeci palec i musnął najwrażliwsze miejsce we wnętrzu partnera. Ten krzyknął i spróbował naprzeć na niego.
- Colin, weź mnie. - Popatrzył na niego z głodem i prośbą.
- Wyglądasz pikantnie, tak mnie prosząc. Mam ochotę cię zjeść.
- Najpierw mnie wypieprz - warknął Jessie.
Colin skorygował pozycję, zabierając palce z niego i zostawiając go pustym i chętnym. Nalał na dłoń lubrykant i nawilżył swój członek. Przystawił główkę do wnętrza i pomasował je, patrząc na to, jak czubek ociera się o miejsce, w które się wsunie. Wkrótce naparł na niego. Nogi Jessie'go wisiały na jego ramionach z rozsuniętymi udami, dzięki temu unosiły jego tyłek i Colin swobodnie mógł się w niego wsunąć. Gorące, jedwabiste wnętrze przyjęło go chętnie. Jessie wiedział, jak się rozluźnić, by go pochłonąć w siebie za jednym razem do końca. Kiedy jądra White'a i pośladki męża uderzyły o siebie, zatrzymał się. Pocałował go w kolano, jedną rękę owijając wokół uda.
- Rusz się.
Colin zaśmiał się tylko, ale nie poruszył. Czekał, aż mąż zacznie go błagać.
- Nie śmiej się, bo ja tu szału dostanę. - Sam się poruszył. Tak cudownie był wypełniony, a mięśnie przylegały do tego członka ciasno. - Chcę czuć, jak twój kutas porusza się we mnie. Jak mnie rozpiera, rozciąga. - Wyciągnął rękę, złapał za udo Colina i bardziej przyciągnął do siebie. Pragnął, aby mężczyzna przeniknął go całego.
- Trudno nie ulec takiej prośbie. - Pchnął raz, drugi, trzeci, samemu nie potrafiąc być cicho. Po pewnym czasie już nie hamował się i zaczął mocno pieprzyć. Tak, jak tego chciał kochanek. Doskonała samokontrola nie pozwoliła mu dojść za szybko i mógł obdarowywać kochanka głęboką penetracją przed długi czas, ale byli za bardzo napaleni, by wytrzymać zbyt długo. Robił kółka biodrami, uderzał pod różnymi kątami, trafiając w prostatę kochanka i posyłając go w świat doznań. Pochylił się nad nim na tyle, na ile mógł, nie wychodząc z niego i prawie go zginając w pół.
- Strzep sobie. Chcę widzieć, jak sobie robisz dobrze.
- To ty robisz mi dobrze. - Odrzucił głowę do tyłu. To, co robił z nim penis Colina i sam mężczyzna, nawet jak patrzył na niego, było wspaniałe, niewiarygodne. Sięgnął do swej męskości i owinął wokół niej place. Zaczął szybko, w rytm pchnięć męża, poruszać dłonią. - Dochodzę. - Zadrżał. Nogi mu zadygotały, a mięśnie wokół penisa Colina zacisnęły mocno. Ze szczeliny na główce zaczęła wytryskać sperma, znacząc pierś Jessie'go, a ich właściciel rozpadł się w silnym orgazmie, pozwalając sobie krzyczeć, zdzierając gardło. Nie było to ważne. Teraz liczyło się spełnienie, jakiego doznawał.
Colin teraz mógł sobie pozwolić na pójście za mężem. Nie musiał nawet długo wbijać się w niego, gdy ciałem wstrząsnął dreszcz tak silny, że miał wrażenie, jakby jego jądra wybuchły.
- O tak - sapnął i zamknął oczy, poddając się uczuciu. Szczytował mocno i długo, przypominając sobie, jakie jest to uczucie, gdy jest się w kimś. Silne skurcze z każdą chwilą słabły, ale ciało nie przestawało drgać. Wciąż poruszał biodrami, obdarowując kochanka ostatnią kropelką nasienia. Otworzył oczy i napotkał wpatrzonego w siebie męża. Zmęczonego i rozkosznie lepiącego się od spermy męża. Próbował unormować oddech. - Zapomnieliśmy o gumce. - Pocałował go czule.
- Żaden z nas by nie zapomniał, jakby nie był pewny, że jest zdrowy - sapnął, kiedy Colin wysunął się z niego, a za penisem wypłynęła stróżka nasienia. Zapomniał, jakie to uczucie. Z pomocą męża podniósł się na chwiejnych nogach. Obdarowali się soczystym pocałunkiem.
- Dobrze się czujesz? - White przytrzymał go w pasie.
- Nogi mi ścierpły. A czuję się tak, jakby ktoś właśnie doskonale wypieprzył mój tyłek.
- Pokażę ci, jak doskonale mogę to robić, ale najpierw prysznic.
- Chętnie.
Poszli razem do łazienki, gdzie Colin odkręcił kurki pod prysznicem i wciągnął pod strumień wody męża.
- Oszczędność wody w tych czasach jest bardzo ważna. - Zaśmiał się Jessie. Już doszedł do siebie.
- Pewnie. - Pocałował go krótko i zaczął myć. A jakiś czas temu upierał się przy Andrei, że nie będzie miał seksu z Carsonem i co? Teraz planował kolejny.
- Nie całuj tak, bo zaraz będzie kolejna rundka.
- Twój tyłek to wytrzyma?
- Wytrzyma wszystko. A twój? - Sięgnął za niego i złapał oba pośladki dłońmi.
- Mój też, ale żeby to dostać, musisz powalczyć. Nie oddaję się dobrowolnie. Robię to bardzo, bardzo rzadko.
- Dziś jestem uległy, ale następnym razem... - Carson zawiesił znacząco głos.
- To będzie następny? - Wsunął ostrożnie palce do jego odbytu, na co Jessie nie zaprotestował. Ian nie lubił tego, zawsze go bolało i wstydził się. Wymył męża dokładnie ze swego nasienia, podczas gdy Jessie obsypywał jego ramię całusami.
Kilka godzin później leżeli w łóżku Carsona ponownie spoceni i oklejeni własnymi sokami.
- Och - westchnął Colin, leżąc na plecach. - Maraton, jak się patrzy. Kilka godzin po ślubie, a my się pieprzymy jak króliki.
- Prawidłowo. Tak powinno być. Ślub i noc poślubna - powiedział już senny Jessie. W życiu żaden facet go tak nie wymęczył i nie zaspokoił w pełni, jak ten leżący obok. Ułożył się na boku twarzą do męża.
- Masz rację. Czyli nasz związek jest już ważny - zaśmiał się Colin.
- Mhm... - zamruczał Carson, przytulił się do jego ramienia i prawie natychmiast zasnął.
Jakiś czas później przez sen dochodziły do niego stłumione dźwięki. Coś pomruczał do siebie, chcąc dalej spać, ale nagły krzyk wyrwał Carsona ze świata Morfeusza. Zerwał się i nacisnął pstryczek w lampce stojącej obok. Blask rozświetlił pokój. Jego oczom ukazał się rzucający się po łóżku Colin. Był cały spocony, zaciskał zęby i oczy, jakby dręczyły go koszmary. Przypomniał sobie, że kilka dni temu, idąc w nocy do łazienki usłyszał jakieś krzyki z drugiej sypialni. Nie był to jedyny raz. Nawet przez myśl mu przeszło, że Colin ogląda jakiś film lub robi sobie dobrze, ale to musiało być to. Koszmar. Jak często White je miewał? Poruszył go za ramię.
- Colin. - Nie było żadnej reakcji. - Colin. - Mocniejsze szarpnięcie. - White, do cholery, obudź się!
Przerażony Colin otworzył oczy. Sapał głośno, jakby przebiegł kawał dystansu, nie mając kondycji.
- Jessie? Co ja tu... - Przypomniał sobie, że wylądowali w tym łóżku, bo znów byli nienasyceni.
- Co ci się śniło? - Zaniepokojony wzrok wwiercał się w męża.
- Nieważne. - Przetarł dłońmi twarz i włosy.
- Nieważne? Męczą cię jakieś mary senne i to nie pierwszy raz. O co chodzi?
- Pójdę już. - Podniósł się, ale z powrotem opadł na pościel. Silna ręka trzymała go za ramię.
- Nie wypuszczę cię stąd, dopóki nie dowiem się, co cię męczy.
- Po cholerę ci ta wiedza?
- Lizałeś mój tyłek, rznąłeś mnie i robiłeś mi najwspanialszego loda na świecie i martwię się. Chcę wiedzieć, co ci się śni. Nie jestem facetem, który przechodzi obojętnie wobec czegoś takiego. Tak trudno ci to powiedzieć?
Nie myślał, że tak go było słychać. Podciągnął się i oparł o wezgłowie łóżka. Zamyślił się na chwilę. Wbił w męża uważne spojrzenie.
- Śni mi się Ian.
- Ian?
- Mój były partner. Byłem z nim trzy lata.
- To gdzie teraz jest Ian? Zostawił cię? - Poprawił się na łóżku, siadając po turecku pod kołdrą.
- Nie żyje.
- Twój partner umarł? - Zimny, nieprzyjemny dreszcz przebiegł przez całe ciało Carsona.











Komentarze
ichigo15 dnia wrzesie 14 2013 13:29:34
no w końcu ... zarąbiście to opisałaś no i nareszcie się wygadał smiley
Leukonoe dnia wrzesie 17 2013 13:13:29
ha! i wielka tajemnica w końcu wyjdzie na jaw.

Swoją droga genialny opis seksu, zawsze podziwiam, jak ktoś potrafi zabrać się do tego tak bezpruderyjnie. so hot ^^
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [2 Gosw]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum