The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Sierpie 23 2019 22:05:16   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
(Nie) tylko przyjaciele 11
Część 11.

Wroński skrzyżował ręce na piersi, po swojemu zmrużył oczy i zmierzył syna uważnym spojrzeniem. Radek siedział po drugiej stronie stołu w jadalni, milcząc. Odkąd pojawił się w progu z samego rana, ku wielkiemu zdziwieniu całej rodziny, nie powiedział nic konkretnego. Był zamyślony, jakby coś go gryzło, a na pytania odpowiadał półsłówkami lub w ogóle nic nie mówił. Wroński miał ochotę trzepnąć go za to po głowie.
- Nie powinieneś być w pracy? - zapytał.
- Zadzwoniłem, że jestem chory- odparł Radek.
- Co powiedziałeś Mikołajowi?
- Nic.
- To znaczy, że on nie wie, że tu jesteś? - Wroński wymienił porozumiewawcze spojrzenia z siedzącą obok żoną.
- Nie wie. - Przyznał blondyn.
- Pokłóciliście się?
- Nie.
- Synu, bo przełożę cię przez kolano, chociaż już za stary jesteś na takie kary - pogroził Wroński. - Powiedz wreszcie o co chodzi.
- O nic, tato. Po prostu miałem ochotę dzisiaj przyjechać do domu.
- Byliście tu dwa dni temu - przypomniał Wroński, z miną jak gradowa chmura.
- Miałem taki kaprys, żeby przyjechać sam.
- Matka, pogadaj ze swoim synem, bo zaraz mnie szlag jasny trafi! - Wroński zwrócił się do żony, bo wykręty Radka doprowadzały go do szału. Gołym okiem widać było, że syn ma jakiś problem, tylko, że z jakiegoś powodu nie chce nic powiedzieć.
- Skarbie - zaczęła spokojnie kobieta. - Co się stało? Coś w pracy?
- Nie, mamo. W pracy wszystko w porządku.
- Więc jednak chodzi o Mikołaja, tak? - Wrócił do tematu Wroński.
- Nie. Tak. Tak, ale tylko pośrednio. A może i nie.
- Kręcisz coś, synek, a wiesz, że ja prosty człowiek i nie lubię owijania w bawełnę, a i cierpliwości za wiele nie mam. Powiedz o co chodzi, bo jak babcię w kapcie, zdejmę pasek i ci przyłożę!- zagroził Wroński.
- Sam przed chwilą powiedziałeś, że jestem za stary na takie kary - złapał go za słówko Radek. Wroński wbił w niego groźne spojrzenie.
- Powiedzmy, że doprowadziłem do pewnej sytuacji, która mnie trochę przerosła i teraz nie wiem co z tym zrobić - powiedział w końcu niechętnie blondyn.
- I co to za sytuacja? - Dopytywał się Wroński.
- Przyczepił się do mnie... a właściwie do nas, przyczepił się pewien gość. Zadarłem z nim, choć Mikołaj mnie uprzedzał, żebym tego nie robił, ale wiecie jaki jestem. Teraz sprawy zaszły nieco za daleko i nie wiem jak z tego wybrnąć, więc uciekłem z miasta, żeby pomyśleć - wyjaśnił Radek.
- W takim razie mów od początku, co się dzieje. - Wroński na poważnie podszedł do sprawy. W końcu chodziło o jednego z jego ukochanych dzieci. Radek opowiedział im o Karolu, choć nie wiedział czy dobrze robi, mówiąc o tym ojcu. Matka wydawała się zaniepokojona i kręciła tylko głową nie wierząc w to co słyszy. Wroński przewrócił oczami.
- Że też taka z ciebie pierdoła, synu - powiedział, kiedy Radek skończył opowieść.
- Spodziewałem się tego po tobie, tato. - Blondyn pokiwał głową ze zrozumieniem. Wroński oparł się łokciami o stół, palce splótł jak polityk na wiecu wyborczym i uśmiechnął się złośliwie.
- Synu, powiem ci to raz i lepiej żebyś sobie to zapamiętał, bo więcej tego nie powtórzę.
- Mów.
- To, że straszna z ciebie pierdoła już wiesz. Na twoim miejscu do tej pory zrobiłbym już dwie rzeczy. Po pierwsze - sprałbym tego gościa po mordzie, ale ty tego nie rób bo jesteś dobrze wychowany, w końcu to ja cię wychowywałem, to wiem; po drugie - powinieneś powiedzieć Mikołajowi. Ja bym powiedział, bo to dotyczy też i jego, a nie mówiąc mu o tym pokażesz tylko, że nie masz do niego zaufania, a zaufanie jest w związku ważne.
- No proszę, proszę, kto by pomyślał, że jesteś takim ekspertem - mruknęła pod nosem matka Radka.
- Chcesz mi coś powiedzieć, kobieto, to mów głośno! - Wroński rzucił jej wyzywające spojrzenie. Kobieta wzruszyła tylko ramionami ze śmiechem.
- Ojciec ma rację. - Przyznała zwracając się do syna. - Sam sobie z tym i tak nie poradzisz. I pomyśl jak się będzie czuł Mikołaj kiedy przypadkiem się o tym dowie.
- Racja - zgodził się Radek. Wcześniej jakoś nie przyszło mu to do głowy. Tak bardzo chciał chronić przyjaciela, że zapomniał o jego uczuciach. - Chyba rzeczywiście tak zrobię.
- Świetny pomysł! - wykrzyknął Wroński. - To może od razu po niego zadzwonimy? - Wstał, złapał słuchawkę telefonu i zawisł nad cyferblatem.
- Może chcesz jego numer? - spytał Radek. Ojciec zgromił go spojrzeniem. Wrońska odebrała mu słuchawkę.
- Ja się tym zajmę.
Wroński przysiadł się do syna i otoczył go ramieniem, pochylił się do jego ucha i konspiracyjnym szeptem powiedział:
- W razie gdyby ten plan nie wypalił, to pamiętaj, że tatuś nie z takimi bandytami sobie radził. Wystarczy powiedzieć, a ja zajmę się sprawą.
- Zabraniam ci kogokolwiek bić - odparł Radek. - Jeszcze sobie narobisz kłopotów na stare lata i będę miał wyrzuty sumienia.
- Nie przesadzaj! - Wroński klepnął syna po plecach, że aż zadudniło. - Nie jestem jeszcze taki stary.
- Mam ci przypomnieć ile lat minęło od twoich pięćdziesiątych urodzin?
Wroński rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie. W jego wieku ludzie z niechęcią wypełniają rubrykę z datą urodzenia w dokumentach.
- Mam ci przypomnieć gdzie trzymam skórzany pasek? - spytał, łypiąc na syna spod oka. Radek roześmiał się w głos. Można się było spodziewać, że ojciec nie pozostanie mu dłużny.

Mikołaj przyjechał późnym wieczorem, uśmiechnięty od ucha do ucha. Ledwo wszedł wszyscy domownicy rzucili się na niego jakby nie widzieli go miesiąc. Mężczyzna musiał przywitać się ze wszystkimi i z każdym z osobna, przechodził z rąk do rąk, gdyż każdy miał mu coś do powiedzenia, a kiedy już się z nimi uporał i wreszcie mógł ucałować partnera, była już noc.
Radek przyglądał się temu z rozbawieniem. Jego matka od razu zakrzątnęła się w kuchni, zaparzyła herbatkę i co chwila pytała Mikołaja czy ni jest czasem głodny, Paweł i Agnieszka od progu zasypali go pytaniami w stylu "co słychać" i "jak leci", jakby nagle zapomnieli, że widzieli go raptem dwa dni wcześniej, a rozpromieniony Mateusz trajkotał jak najęty o wszystkim i o niczym. Wreszcie starszy Wroński zdecydował się wtrącić i od razu rozgonił towarzystwo na cztery wiatry, zagarniając Mikołaja pod swoje opiekuńcze skrzydła. A że jego głos był w tym domu prawem, i to nie tylko ze względu na niebezpieczny dla słuchu poziom głośności, wszyscy potulnie uciekli w popłochu.
Radek grzecznie czekał na swoją kolej, wiedział bowiem, że Mikołaj o nim nie zapomni. I miał rację. Partner w końcu uwolnił się ze szpon członków rodu Wrońskich i odnalazł go w przejściu prowadzącym do kuchni. Przytulił mocno i pocałował w czoło, o nic nie pytając. Wiedział, że i tak się tego zaraz dowie. Nie na darmo został przecież wezwany przez matkę Radka do rodzinnego gniazda. Trochę się nawet przestraszył, kiedy Wrońska zadzwoniła i poprosiła by przyjechał najszybciej jak tylko będzie mógł.
Odetchnął z ulgą, kiedy okazało się, że Radek jest cały i zdrowy.

- Więc... - zaczął Mikołaj, przenosząc wzrok z Wrońskiego, siedzącego po jednej stronie stołu z założonymi na piersi rękami, na Radka okupującego drugi kraniec tegoż samego mebla. Obaj mężczyźni rzucali sobie złowrogie spojrzenia i nie zapowiadało się na to, że któryś zacznie mówić. Mikołaj oparł się łokciami na blacie i spoglądał to na jednego, to na drugiego, z uśmiechem. Siedział pośrodku i nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić.
- Czy któryś z was powie mi wreszcie, w czym rzecz? - spytał z nadzieją. Mężczyźni nadal milczeli jak zaklęci, tocząc pojedynek na spojrzenia. Jak na razie obaj remisowali.
Powoli zbliżała się północ. Pozostali domownicy już smacznie spali, zakopani po uszy pod ciepłymi kołderkami. Mikołaj też chętnie poszedł by już spać, miał jednak dziwne wrażenie, że zmowa milczenia w jaką bawili się po kryjomu w kuchni, dotyczy również jego.
- Wiecie, ja naprawdę nie mam nic przeciwko przyglądaniu się na tę waszą małą walkę, ale znając was obu, podejrzewam, że będzie ona trwać w nieskończoność. - Zagadnął, choć nie był pewien czy któryś z nich go w ogóle słucha. Wreszcie Wroński postanowił skapitulować, uznał, że nie ma sensu dłużej przeciągać sprawy. Miał nadzieję, że syn pierwszy nadgryzie temat, wyglądało jednak na to, że sam będzie musiał to zrobić.
- Mikołaj, synu, powiedz mi kim właściwie jest Karol? - zapytał.
- Moim byłym partnerem. - Mikołaj pokiwał głową z uśmiechem. Nie wiedział skąd, ale spodziewał się, że ten zielonooki potwór jest w to jakoś zamieszany. - Co zrobił?
- Do tego jeszcze dojdziemy. Powiedz lepiej co to za jeden? A najlepiej powiedz, czy ten człowiek jest w pełni władz umysłowych.
- Nie jestem pewien, a dlaczego? - spytał podejrzliwie brunet.
- Jest niebezpieczny? - Pytał dalej Wroński.
- Raczej nie. Można powiedzieć, że o wiele więcej szczeka niż gryzie. Jest raczej tchórzliwy. Kiedy na jego drodze stanie coś, z czym nie potrafi sobie poradzić, zwykle podkula ogon i ucieka.
- Rozumiem.
- Dużo mówi, ale większość z tego, to bzdury, którym nie można dawać wiary.
- Więc taki z niego człowiek, tak? - Wroński zamyślił się.
- Co zrobił? - Mikołaj zwrócił się do Radka.
- W zasadzie to nic. Jeszcze - odparł blondyn.
- Groził ci. - Bardziej stwierdził niż zapytał Mikołaj.
- Skąd wiesz? - Radek był więcej niż tylko zdziwiony.
- Hanka mówiła, że Karol jej groził. Podobno powiedział, że jeśli wejdzie mu w drogę, stanie jej się krzywda.
- Mi mówił to samo.
- Pozwól, że zapytam, dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? - Mikołaj zadał zasadnicze pytanie, które cisnęło mu się na usta już od dłuższego czasu. Radek umknął gdzieś wzrokiem.
- Pomyślałem, że sam sobie z tym poradzę. - Wzruszył ramionami. - Poza ty, to ja jestem obiektem jego zainteresowania w tej chwili.
- Być może mówię to za późno, zapewne mogłem zrobić to dużo wcześniej, ale pozwól sobie przypomnieć, że nie ma już „ciebie“, jesteśmy „my“, chyba, że planujesz to zmienić w najbliższym czasie. MY, którzy powinniśmy rozmawiać o takich właśnie rzeczach, jeśli mamy być razem. Poza tym, nie pomyślałeś, że mnie też to dotyczy? Bardziej nawet niż ciebie.
- Racja. - Radek nagle poczuł się winny. Mikołaj miał rację od początku do końca. Jako partnerzy powinni sobie ufać nawzajem i wspólnie rozwiązywać problemy. Mikołaj wyciągnął rękę nad stołem, położył dłoń na policzku blondyna, zmuszając go by spojrzał na niego.
- Nie baw się mną, Radek, bo nie chcę być kolejną zabawką, którą wyrzucisz jak tylko ci się znudzi - mówił dalej patrząc mu prosto w oczy. - Chociaż to, że starłeś się z Karolem odczytuję jako jakiś rodzaj uczucia, co mnie właściwie cieszy. Niemniej jednak wolałbym żebyś przychodził do mnie z podobnymi problemami. Nie chcę dowiadywać się o nich przypadkiem, od mojej albo twojej rodziny, bo to łamie mi serce. Bałeś się, że cię rzucę i odejdę z Karolem?
- Przemknęło mi to przez myśl - przyznał Radek.
- Już raz się na nim sparzyłem, a nie jestem kimś kto umyślnie wkłada rękę do ognia po raz drugi. O to możesz się nie martwić. A skoro już jesteśmy przy tym temacie, muszę cię w końcu o coś zapytać.
- Tak?
Mikołaj przysunął się bliżej, położył swoją dłoń na dłoni kochanka i spytał wprost:
- Zamierzasz ze mną zostać?
- Tak - odparł Radek po chwili namysłu, trochę zdziwiony, że partner pyta o coś tak oczywistego.
- Pomimo tego co się do tej pory zdarzyło? Zwłaszcza złego?
- Tak.
- Mogę więc uznać, że jesteśmy parą na pełen etat? - Upewnił się Mikołaj. Radek uśmiechnął się.
- Tak, myślę, że możesz - odpowiedział.
- I nie jestem tylko twoją zabawką? - spytał na wszelki wypadek.
- Nie jesteś. - Radek pokręcił głową. W pewnym momencie uznał, że to właściwa chwila, żeby powiedzieć Mikołajowi coś, do czego zbierał się od dłuższego czasu. Odetchnął głęboko, zebrał w sobie całą dostępną odwagę i zaczął: - Właściwie to nigdy nie byłeś. Bo widzisz, od pewnego czasu chciałem ci powiedzieć... - Przerwał nieco zdziwiony, kiedy Mikołaj położył mu palec na ustach. Milczał przez chwilę, po czym uśmiechnął się lekko.
- Zawsze chciałem to od ciebie usłyszeć - wyznał brunet, przesuwając opuszkiem palca po wargach kochanka.
- Więc? - Głos blondyna zadrżał lekko.
- Chciałem, ale... chyba tego nie potrzebuję.
- Nie? - spytał machinalnie Radek, wpatrując się w twarz partnera jak zahipnotyzowany.
- Nie musisz mówić mi o tym, o czym już wiem - stwierdził Mikołaj, gładząc kciukiem policzek blondyna. Radek westchnął, trochę z ulgą, trochę z rozczarowaniem. W końcu był gotów wyznać Mikołajowi swoje uczucia, a tu, zaskoczenie.
- Że też ty zawsze musisz powiedzieć coś takiego - zaśmiał się krótko.
- Hmm, nie wiem za bardzo jak do tego doszło, ale zdaje się, że skończyło się dobrze! - Wtrącił się Wroński, który już od pewnego czasu, z mieszanymi uczuciami przyglądał się rozgrywającej się przed nim scenie. Z jednej strony cieszył się, że ktoś wreszcie ujarzmił jego nieco krnąbrnego syna, z drugiej, nie wiedział jak sobie to wszystko wytłumaczyć. Sam myślał, że cały ten ich związek potrwa najwyżej kilka miesięcy, dopóki Radek nie znajdzie sobie nowego zajęcia, a tu nagle okazało się, że tych dwóch łączy coś poważnego. Wroński nie był im przeciwny, ale też do końca nie był za. Nie wiedział co ma z tym zrobić, ani jak się do tego odnieść. To była całkowicie nowa sytuacja dla całej ich rodziny. Jak na razie, postanowił zostawić wszystko tak jak jest i obserwować rozwój sytuacji. W końcu, gołym okiem widać było, że Radek jest szczęśliwy, a co był by z niego za ojciec, gdyby mu to szczęście chciał zepsuć lub odebrać?
- Ale zdaje się, że nie zdecydowaliśmy nic w kwestii tego całego Karola.
- Proszę mi to zostawić - zwrócił się do niego Mikołaj. Z jego twarzy biła pewność siebie i coś, czego Wroński nie potrafił opisać. Nagle jednak przestał się martwić o cokolwiek. Tych dwóch otaczała jakaś magia. Wyczuwało się ją w powietrzu, choć nie było jej widać.
Wroński uśmiechnął się i kiwnął głową na znak, że zgadza się na wszystko.

Było już grubo po północy, kiedy położyli się spać. O dziwo, żaden z nich nie martwił się o spóźnienie do pracy, choć żeby dotrzeć do centrum, musieli przejechać kawał drogi w porannych korkach.
- Nie chciałbyś się wynieść z miasta? - spytał Mikołaj.
- Nie wiem. Dlaczego pytasz?
- Zawsze chciałem mieszkać w domku za miastem.
- Biały płotek, czerwony daszek i zielony trawnik?
- Coś w tym stylu.
Radek parsknął śmiechem.
- Co w tym zabawnego? - oburzył się Mikołaj.
- I pewnie marzy ci się jeszcze pies biegający po ogródku.
- Owszem, marzy mi się.
- Co ci nie pasuje w twoim obecnym życiu?
- Nie chodzi o to, że mi coś nie pasuje. Po prostu chciałbym coś zmienić.
- Czy to nie znaczy, że coś ci nie pasuje? - Zauważył Radek.
- Nie, to znaczy, że się rozwijam. Dorastam, można powiedzieć.
- Do domku za miastem?
- Trzeba w końcu wyrosnąć z dziecięcych fantazji o wielkim mieście - stwierdził Mikołaj.
- Więc, domek z czerwonym dachem i pies, tak?
- Coś w tym stylu.
- To chyba nic złego - zastanowił się blondyn.
- Gdybym miał już ten domek za miastem - zaczął Mikołaj po chwili milczenia. - Zamieszkałbyś w nim ze mną?
Zapadła chwila milczenia. Przez moment Mikołajowi zdawało się, że może Radek nie usłyszał pytania, zaraz jednak kochanek podniósł się do pozycji siedzącej, włączył lampkę nocną stojącą na stoliku obok łóżka i odwrócił do partnera.
- Że co proszę? - spytał. Nie wyglądał na zadowolonego i Mikołaj pomyślał, że może nie powinien był pytać o to tak nagle. Teraz już jednak nie miał odwrotu.
- Pytałem, czy zamieszkasz ze mną w domku z czerwonym daszkiem. I białym płotkiem. I psem, ewentualnie kotem. Chociaż chomik też może być. - Umilkł pod uważnym spojrzeniem kochanka. Nie miał pojęcia czego się spodziewać, choć liczył na nieco więcej entuzjazmu.
Radek zastanawiał się czy Mikołaj sobie z niego żartuje, czy mówi poważnie i co to w ogóle znaczy. Usiadł po turecku zwrócony twarzą do Mikołaja.
- Chcesz żebym się do ciebie wprowadził? - spytał, choć przecież już od jakiegoś czasu praktycznie nie ruszał się z mieszkania kochanka.
- Chcę żebyśmy przemyśleli naszą przyszłość. Mam nadzieję, że wspólną - odparł brunet.
- Wspólną przyszłość?
- Tak. Domek z ogródkiem.
- Nie wiem dlaczego, ale to zabrzmiało jak... Właściwie, to nie wiem jak to zabrzmiało. - Radek pokręcił głową ze zmarszczonymi brwiami. Nie miał pojęcia co ma odpowiedzieć w tej sytuacji.
- Jak co?
- Nie wiem! Wyskakujesz mi w środku nocy z domkiem za miastem, wspólną przyszłością, psem i chomikiem! Nie wiem już nic!
- Jak oświadczyny? - Zgadywał Mikołaj. Radek wzruszył ramionami.
- Trochę - odparł.
- Chyba za wcześnie na to, ale kto wie, może kiedyś.
- Mówisz serio? - Dociekał Radek, niepewny czy partner nie wpuszcza go w maliny.
- Niby o czym? O domku z ogródkiem czy ewentualnych oświadczynach?
- O jednym i drugim! Przestań ze mnie żartować! - Zirytował się blondyn. Mikołaj podniósł się do pozycji siedzącej i przysunął do kochanka. Objął go a pasie i pocałował.
- Nie żartuję - odparł poważnie. Blondyn ujął jego twarz w dłonie.
- Domek z ogródkiem, co?
- I zielonym trawnikiem - dodał Mikołaj.
- Hmm...Mogę się zastanowić. - Uznał Radek. Złożył delikatny pocałunek na ustach kochanka. Jego życie zmieniało się w szybkim tempie, którego nie potrafił zatrzymać ani opanować. Chociaż, właściwie chyba nawet nie chciał.










Komentarze
naru dnia padziernik 20 2012 11:56:58
musze na to zwrocic uwage smiley dialog ojciec-syn smiley pierwsza klasa smiley ..prawie jak moje dyskusje z tata smiley
Greed dnia padziernik 20 2012 21:50:27
taa, też bym tak chciała rozmawiać z moim, niestety on nie jest taki fajny jak Wroński... no cóż, nie zawsze można mieć to, czego się chce, ale czasami można to stworzyć na papierze smiley. dzięki za miły koment, naru smiley
Justine dnia padziernik 27 2012 12:45:51
smiley napisałam komcia, ale net mi się rozłączył i przepadł :/ ale widz, że czytam i jest super *.*
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [1 Gos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum