The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 26 2019 11:41:15   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
(Nie) tylko przyjaciele 10
część 10.

Radek słowem nie wspomniał Mikołajowi o rozmowie z Karolem. Uznał, że tak będzie lepiej dla nich obu. Podjął decyzję, że nigdy i nikomu nie odda Mikołaja, a już w szczególności nie Karolowi. Martwił się jednak o to, co były kochanek jego partnera wymyśli, żeby go odzyskać. Nie bał się, wiedział, że Karol nie miał z nim szans, o ile nie zdecyduje się rozjechać go samochodem. Ale nawet wtedy Radek by mu nie odpuścił, straszyłby go po nocach jako duch. Chociaż nie znał szczegółów rozstania Mikołaja z Karolem, czuł, że nie może dopuścić by ta zielonooka płaczka znów skrzywdziła jego przyjaciela.
Nie był to jednak jedyny powód i Radek był w pełni świadomy tego, jak bardzo płytka i egoistyczna jest ta druga przyczyna, niestety tym razem odzywała się jego ciemna strona. Radek po prostu nie chciał dopuścić do tego, by odebrano mu cokolwiek, co należy do niego. Blondyn znany był z tego, że z uporem maniaka broni swoich zabawek. Zdawał sobie oczywiście sprawę z tego, że w tej konkretnej chwili traktuje Mikołaja jak przedmiot, zabawkę, o którą kłóci się z młodszym kolegą w piaskownicy, ale nie potrafił inaczej. Taki po prostu już był. Tym razem jednak, martwił się o swoją zabawkę tak bardzo, że chciał ją uchronić od ewentualnego uszczerbku na zdrowiu fizycznym i psychicznym, dlatego też chwilowo przemilczał kwestię Karola i jego gróźb. Postanowił być miły, przyjemny i uroczy, by Mikołaj przypadkiem nie nabrał jakichś podejrzeń. Pomyślał, że najlepszym sposobem na to, będzie powrót do dawnych przyzwyczajeń. Powróciły więc szalone, dzikie noce, wieczory z piwem w dłoni i luźne rozmowy do późna.
Mikołaj odetchnął z ulgą, kiedy Radek w końcu doszedł do siebie. Wrócił mu dobry humor, a wraz z nim dźwięczny śmiech Radka roznoszący się po mieszkaniu i zawadiacki uśmiech, których to Mikołajowi tak brakowało. Czuł, że w końcu wszystko zacznie się układać. I tak, kilka pierwszych dni spędzili w spokoju i dobrych nastrojach. Radek dziwił się trochę, że Karol przez ten czas nie wywinął im jakiegoś numeru. Widać przyczaił się, żeby obmyślić jakiś plan. Tym lepiej, pomyślał Radek, przynajmniej będzie miał więcej czasu na obmyślenie kontrataku.
Mikołaj odebrał auto z naprawy dopiero pod koniec tygodnia. Wraz z Radkiem zaplanowali sobie wypad za miasto, by odwdzięczyć się ojcu Radka za wszystkie jego niezapowiedziane wizyty. Wyjechali wczesnym rankiem w sobotę, z zamiarem powrotu wczesnym niedzielnym popołudniem. Mikołaj cieszył się, że będzie mógł oderwać się od miasta, pracy i marudnego szefa. Cieszył się nawet, że będzie mógł spędzić trochę czasu z Wrońskim. Może nawet nauczy się co nieco o naprawie aut?

Wrońscy byli zaskoczeni ich widokiem. Ojciec Radka był nawet trochę zły, że z taką łatwością podchwycili jego pomysł z niezapowiedzianą wizytą, ale ucieszył się na ich widok. Mateusz, z sobie tylko znanego powodu, skakał z radości, nawet dotąd sceptyczna matka Radka i z pozoru obojętny Paweł, powitali ich ciepło. Mikołaj w pewnym momencie poczuł się jak w domu. Było to naprawdę miłe uczucie. Wszyscy witali go jak członka rodziny, choć był przecież zupełnie obcym człowiekiem. Agnieszka uściskała go jak dawno nie widzianego krewnego, a Wroński uścisnął mu dłoń z uśmiechem. To było zbyt piękne, by mogło trwać wiecznie. Nagle Mikołaj zdał sobie sprawę z tego, co czuł Faust wypowiadając swoje słynne: "chwilo trwaj, jesteś piękna". Tyle, że Faust umarł zaraz potem, Mikołaj raczej nie chciał tak skończyć.
Wroński niemal od razu zagarnął cała uwagę Mikołaja dla siebie, warcząc i kłapiąc zębami na każdego, kto ośmielił się wciąć do ich rozmowy. Radek skwitował to śmiechem. Mikołaj rozłożył ojca na łopatki swoim urokiem osobistym. To było do niego podobne. Radek coś o tym wiedział, gdyż sam wpadł w tę pułapkę.
- Tylko mi go nie porywaj bez uprzedzenia, tato - upomniał. Wroński zerknął na syna bez słowa.
O tak, pułapka się zamknęła.
W ten właśnie sposób Mikołaj spędził całą sobotę w towarzystwie ojca i Pawła, pomagając im w warsztacie. Wieczorem wrócili wszyscy trzej uśmiechnięci i brudni, w jak najlepszej komitywie. Radek z przyjemnością wdychał zapach kochanka zmieszany z wonią benzyny i smaru z warsztatu ojca. Ten zapach przypominał mu dzieciństwo i najwspanialsze chwile jakie spędził z ojcem i dziadkiem nad starymi autami. Pamiętał jakby to było wczoraj woń benzyny unoszącej się w powietrzu, fakturę samochodowej tapicerki, kształt wgniecionej blachy, śmiech dziadka, który pomimo próśb i ostrzeżeń ojca, pozwolił małemu Radkowi odpalić silnik.
Blondyn nie odmówił sobie przyjemności zażycia kąpieli wraz z Mikołajem, a kiedy już zwolnili łazienkę, czekała na nich niespodzianka. Wrońska ścieliła im właśnie łóżko w pokoju gościnnym. Tę noc mieli spędzić razem, za zgodą i z błogosławieństwem głowy rodziny Wrońskich. Sam zainteresowany nie do końca był przekonany o słuszności własnej decyzji, ale nie cofnął pozwolenia, a Radek i Mikołaj postanowili nie nadużywać jego cierpliwości i grzecznie, bez ekscesów szybko położyli się spać. Niedzielę spędzili w podobnie miłej atmosferze. Wrońscy nie chcieli ich wypuścić i skończyło się na tym, że do siebie wrócili dopiero około północy.
- Dobrze się bawiłeś z moim ojcem? - spytał Radek następnego dnia rano, próbując zawiązać partnerowi krawat. Szło mu to raczej słabo, ale starał się tak bardzo, że Mikołaj nawet mu o tym nie wspomniał.
- Całkiem nieźle - odparł. Ciężko mu było utrzymać ręce przy sobie, mając tak blisko zgrabne ciałko partnera. Co i rusz dotykał go, ciągnął za koszulkę lub wkładał pod nią dłonie łaskocząc skórę na brzuchu kochanka. Radek z trudem powstrzymywał chichot i strzelał Mikołaja po rękach, gdy ten stawał się zbyt natrętny.
- Zostaw, to na deser - mówił. Mikołaj wzdychał ciężko, bo najchętniej zjadłby ten deser już teraz.
- Ojciec potrafi być męczący - powiedział Radek wygładzając koszulę na piersi kochanka. Węzeł krawatu nie był zbyt imponujący, ale żaden z nich się raczej tym nie przejął.
- Ty też potrafisz.
- Po kimś musiałem to w końcu odziedziczyć. Ale skoro mnie owinąłeś sobie wokół palca, to z ojcem nie mogło być inaczej.
- Kto tu kogo i wokół czego sobie owija?
- Wpadł w tę samą pułapkę co i ja. Żałosne. - Radek pokręcił głową.
- Nie zastawiałem na ciebie pułapek, po prostu zastosowałem odpowiednią taktykę - poprawił Mikołaj.
- Na jedno wychodzi. - Blondyn wzruszył ramionami.
- Co robimy w walentynki? - spytał Mikołaj zmieniając temat.
- Litości! To dopiero za miesiąc!
- Wolę planować z wyprzedzeniem.
- Nie miałeś czasem jechać do Londynu pod koniec stycznia?
- Plany się zmieniły. Przesunęli termin wyjazdu na marzec.
- Więc będę cię miał jeszcze przez miesiąc? - Radek uśmiechnął się wymownie.
- Jeśli będziesz grzeczny - Mikołaj odwzajemnił uśmiech, zamykając ramiona wokół szczupłego ciałka kochanka.
- A jeśli będę niegrzeczny? - Uśmiech blondyna nabrał złośliwego wyrazu. Brunet zaśmiał się krótko.
- Dostaniesz klapsa - odparł. Radek chwycił go za koszulę, nie martwiąc się już dłużej o to czy ją pomnie. Zbliżył twarz do twarzy partnera.
- Nie mogę się już doczekać - szepnął. Był tak blisko, że ich wargi lekko się stykały.
- Nie rób tego. - Mikołajowi nagle zaschło w gardle. Zalała go fala gorąca. Miał ochotę rzucić blondyna na łóżko i zbałamucić w i tak już zmiętej pościeli. Kochanek drażnił się z nim. Muskał językiem jego usta, a kiedy Mikołaj próbował go pocałować, blondyn robił unik.
- Muszę iść do pracy - jęknął Mikołaj.
- Ok! - Radek puścił go nagle, odwrócił się na pięcie i wyszedł z sypialni. Mikołaj ledwo złapał oddech.
- Nie no, to było podłe! - Zawołał za nim. W odpowiedzi usłyszał dźwięczny śmiech partnera. Z trudem zapanował nad podnieceniem, które zalało go gorącą falą. Gdy w końcu pojawił się w kuchni, Radek jakby nigdy nic siedział przy stole. Przy ustach trzymał żółty kubek z namalowaną na nim uśmiechniętą buźką, która zdawała się naśmiewać z Mikołaja.
- Drań - mruknął brunet przysiadając się do stołu.
- Nudziłbyś się ze mną, gdybym był potulny jak baranek - stwierdził Radek.
- Nudził? Z tobą? Chyba żartujesz? Z tobą nie da się nudzić. To po prostu niemożliwe.
- Nic nie poradzę, że jestem taki idealny. - Radek westchnął teatralnie, trzepocząc przy tym rzęsami jak rasowa flirciara. Mikołaj parsknął śmiechem. O tak, życie bez Radka byłoby nudne.

Mikołaj uparł się, żeby podwieźć Radka do pracy, co groziło ponad godzinnym spóźnieniem na spotkanie z szefem i udziałowcami.
- Jesteś pewien? Szef nie będzie zadowolony. - Blondyn kręcił głową.
- Szef nigdy nie jest zadowolony, w końcu jest szefem, ma to wpisane w charakter. Poza tym, wymyślę jakąś wymówkę. - Mikołaj machnął ręką.
- Sprowadzam cię na złą drogę - uśmiechnął się diabolicznie Radek.
- Jakoś mi to nie przeszkadza - mruknął Mikołaj bębniąc palcami o kierownicę. Stali w korku już od dłuższego czasu. Przed nimi i za nimi ciągnął się sznur samochodów, tu i ówdzie słychać było dźwięk klaksonu jakiegoś niecierpliwca, który za punkt honoru obrał sobie denerwowanie innych kierowców. Mikołaja to nie ruszało. Wydawał się być zadowolony z siebie, widać cieszył go ten mały bunt przeciw systemowi.
- Kto jedzie z tobą do Londynu? - zapytał Radek. Nie należał do milczków, a zbyt długa cisza budziła w nim instynkty mordercy.
- Dwie dziewczyny z administracji, dwoje PR-owców i mój bezpośredni przełożony.
- Dwóch PR-owców? Czy jednym z nich jest Adam? - spytał niby od niechcenia Radek.
- Znowu zaczynasz? - Mikołaj przewrócił oczami. Tylko mu tego brakowało. Powrotu zazdrosnego blond złośnika.
- Tylko pytam.
- To jego praca.
- Rozumiem.
- Nie będziemy się nawet widywać - dodał Mikołaj dla jasności.
- W porządku. Naprawdę. - Uśmiechnął się Radek. Teraz miał na głowie ważniejszy problem niż Adam.
- Już nie jesteś zazdrosny?
- Jestem, ale przecież nie mogę cię trzymać cały czas przy sobie.
- O? Czyżbyś zaczynał dorastać, Radosławie? - Mikołaj zerknął na przyjaciela. Blondyn tylko się skrzywił. Nie lubił kiedy ktoś używał jego pełnego imienia, nawet jeśli robili to rodzice.
- Zmieńmy temat - poprosił blondyn.
- W porządku - zgodził się Mikołaj z szerokim uśmiechem na ustach. - Zaproponuj coś.
- Dobrze. To może porozmawiamy o pogodzie? - Zaproponował Radek.
- Zimno jak cholera, ślisko jak cholera, jest minus dwadzieścia stopni na zewnątrz, śnieg zasypał większość dróg a pługi nie jeżdżą, pewnie też zasypane - wyrzucił z siebie Mikołaj w tempie karabinu maszynowego.
- Miałem nadzieję na dyskusję, a nie monolog - burknął Radek.
- W porządku, w takim razie podyskutujmy na temat pogody - rzucił wesoło Mikołaj.
- A może po prostu pomilczymy chwilę?
- Ty i milczenie?! A to dobre! - Mikołaj parsknął śmiechem.
- Może powinienem był pójść piechotą - zastanowił się Radek głośno. Nigdy nie należał do milczków.
- A nie mówiłem? Ty nawet przez sen nawijasz jak najęty.
- Że niby gadam przez sen? Chyba ci się zdaje.
- Nagram cię następnym razem i sam zobaczysz - obiecał brunet.
- Bzdura!
- A do tego chrapiesz - dodał Mikołaj.
- Totalna bzdura! - oburzył się Radek.
- Nie chcesz, to nie wierz.
- Nigdy w życiu nie chrapałem i z całą pewnością nie gadam przez sen! - Obstawał przy swoim blondyn.
- Mamroczesz jak najęty - przekonywał Mikołaj z trudem powstrzymując śmiech. Radek stanowczo zbyt łatwo dawał się wkręcać w jego żarty. Siedział teraz z zaciętą miną, wpatrując się w tylną szybę auta stojącego przed nimi.
- Jesteś zły? - spytał Mikołaj.
- Niby o co? - Burknął blondyn.
- O to, że powiedziałem ci, że chrapiesz?
- Może chrapię dlatego, że mnie nudzisz w łóżku?
- Auć! Bolesna riposta - skrzywił się Mikołaj, szczerze rozbawiony. - A jednak nie pamiętam, żebyś kiedykolwiek narzekał.
- Bo jestem dobrze wychowany - odciął się blondyn. Mikołaj wybuchnął śmiechem.
- Ty draniu! - Wysapał pomiędzy kolejnymi napadami wesołości. Radek uśmiechnął się tryumfalnie i dumnie uniósł głowę, za co został nagrodzony kolejnym wybuchem spontanicznego śmiechu. Blondyn nagle zdał sobie sprawę z tego, że Mikołaj jest chyba jedynym człowiekiem prócz ojca, z którym Radek może tak swobodnie rozmawiać. Nie przeszkadzały mu uszczypliwe uwagi, ani złośliwości, nie obrażał się tak jak inni, kiedy Radek mówił mu prawdę prosto w oczy. Większość jego znajomych wymiękała słysząc o sobie więcej niż by chcieli, nawet ci, którzy twierdzili, że ich to nie obchodzi i często śmiali się z samych siebie, tylko udawali, tak naprawdę oburzali się święcie. Radek miał problem ze swoim niewyparzonym językiem i dobrze o tym wiedział. To była jedna z tych cech, których nie chciał nigdy odziedziczyć po ojcu. Niestety, nadzieja na to umarła kiedy był jeszcze dzieckiem. Już w podstawówce mały Radzio, zraził do siebie nie tylko koleżanki i kolegów z klasy, ale i nauczycieli, a nawet szkolną higienistkę. Rodzice zawsze powtarzali mu, żeby mówił prawdę, bez względu na to jak bardzo bolesna będzie i podążając za tą złotą zasadą, Radek często mówił to co myślał. Nikt mu jednak nie powiedział o tym, że pewne rzeczy czasami lepiej przemilczeć i zostawić je dla siebie. Oczywiście im starszy był, tym więcej rozumiał i z czasem zdołał opanować umiejętność, jakiej masowo uczyli się ludzie - kłamstwa. Teraz nie tylko w pracy, ale też i w domu rodzinnym, często grał kogoś kim wcale nie był, a przynajmniej nie czuł się nim. Dorosłym! I choć gdzieś w środku nadal był dzieckiem, małym łobuziakiem rzucającym kamykami w kota sąsiadów, ciekawym wszystkiego i wszystkich, zazdrosnym o zabawki kolegów z piaskownicy, to często chował tę ciemną stronę swojej natury za maską uprzejmości i uśmiechu, która była tylko plastikową tarczą utkaną z kłamstwa.
Jednak przy Mikołaju nie musiał się hamować ani ukrywać swojej natury. Wręcz przeciwnie, partner często sam robił wszystko, żeby wyciągnąć ją na światło dzienne. Radek chwilowo nie wiedział dlaczego kochankowi tak na tym zależy, ale był wdzięczny, że Mikołaj pozwala mu być sobą. Nawet kiedy Radek zdrowo przegnie, nigdy nie słyszy krytyki ani wyrzutów, a raczej coś co przypomina upominanie małego niesfornego dziecka.
- Naprawdę chrapię w nocy? - zapytał z uśmiechem.
- Nie, zmyśliłem to - przyznał Mikołaj. - Ale mamroczesz przez sen.
- I co mówię?
- Nie mam pojęcia. Nawet nie wiem czy to po polsku.
- To dobrze - stwierdził blondyn.
- Co, boisz się, że zdradzisz jakieś kompromitujące informacje?
- Tylko tajemnice państwowe - zażartował Radek. - Poza tym, mam kilka sekretów, które nie powinny nigdy ujrzeć słońca.
- Oo? Może powinienem bardziej się wsłuchiwać w to, co tam do siebie bredzisz pod kołdrą?
- Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, to powinieneś złapać mnie za mały palec u lewej ręki, podobno wtedy śpiący mówi prawdę.
- Serio? Chyba nie powinieneś mi o tym mówić.
- Bo wykorzystasz to przeciw mnie?
- Bez skrupułów.
- Uważaj, żebyś nie dowiedział się za dużo - ostrzegł Radek.
- Bo będziesz musiał mnie zabić? - Roześmiał się Mikołaj.
Radek uwielbiał jego śmiech. Dawał mu poczucie bezpieczeństwa i ciepła, którego Radkowi często brakowało. Nie, żeby nie otrzymywał tego od rodziny, bo w jego domu zawsze mógł na to liczyć. Jednak im był starszy, tym więcej ciepła potrzebował i wkrótce rodzice mu nie wystarczali, choć starali się bardzo. Radek potrzebował jednak czegoś więcej, potrzebował zrozumienia i akceptacji innych ludzi, tych którzy go otaczali, często zupełnie obcych. Liczył na coś, dzięki czemu poczuje się wyjątkowy, nawet jeśli wokół niego będą setki tak samo wspaniałych ludzi. Mikołaj dawał mu to wszystko, nie oczekując wiele w zamian. Takim był właśnie człowiekiem. Za to właśnie Radek go kochał.

X X X

Mikołaj zaliczył ponad dwu godzinne spóźnienie do pracy. Na szczęście okazało się, że jego szef również spędził ranek w korku, więc obyło się bez kary.
Radek miał znacznie lepszy czas. Jego spóźnienie liczyło się jeszcze w minutach. Na szczęście nikt z szefostwa tego nie zauważył i mógł odetchnąć z ulgą.
Po pracy dał się namówić znajomym na wypad do centrum handlowego. Wraz z dwiema koleżankami i kolegą, wyskoczyli na kawę, a potem dziewczyny wyciągnęły ich na zakupy, podczas których Radek klął na czym świat nie stoi stereotyp mówiący o tym, że gej zna się na modzie. Nie narzekał jednak, bo kto przy zdrowych zmysłach mógłby sobie odmówić wycieczki po butikach z bielizną w towarzystwie dwóch pięknych kobiet? Status geja miał tę jedną zaletę, że pozwalał Radkowi do woli cieszyć się widokiem, prawie nagich, zgrabnych kobiecych ciał w wyjątkowo frywolnych strojach. Miał o wiele więcej szczęścia niż jego towarzysz, którego panie wyprosiły z przymierzalni i musiał teraz biedny stać na mrozie. Radek nie zdradził nikomu, że gejem jest dopiero od niedawna i nie zdążył jeszcze stracić zainteresowania płcią piękną, choć musiał przyznać, że kobiety nie pociągały go tak mocno jak kiedyś.
Bawił się świetnie, dopóki na jego drodze nie stanął zielonooki gargulec, który wyrósł przed nim nagle jak spod ziemi. Radek wracał akurat do domu w towarzystwie obu kobiet, które jak się okazało mieszkały niedaleko niego. Ze znajomym pożegnali się jakiś czas temu i teraz szli tylko we trójkę, śmiejąc się i żartując. Karol wyskoczył im nagle na drogę, jakby specjalnie zaczaił się w krzakach czekając na Radka.
- O ciężka cholera! - Zaklął blondyn na jego widok.
- Radek, miło cię widzieć. - Uśmiechnął się Karol. Nie był to ten sam słodziutki lizusowski uśmiech, który pokazywał przy spotkaniu z Mikołajem. Ten, pomimo, że wciąż uprzejmy, był zimny i nieszczery. Radek szybko podjął grę, nie pozwalając sobie pozostać w tyle. Wyszczerzył zęby, niemal idealnie kopiując wyraz twarzy mężczyzny. Towarzyszące mu kobiety aż pisnęły z zachwytu na widok Karola.
- Witam piękne panie - przywitał się zielonooki potwór i ucałował dłonie obu kobiet.
- Radek, nie wiedziałam, że masz takiego uroczego kolegę. - Stojąca bliżej niego szatynka, szturchnęła go łokciem. Znaczyło to tyle, co: masz przystojnego kolegę i się nim nie chwalisz, a ja chętnie bym go sobie wzięła.
- Jest gejem - uświadomił je blondyn, bez skrupułów wylewając kubeł lodowatej wody na ich głowy.
- Jaka szkoda. - Jęknęła jedna z nich.
- Ci najładniejsi zawsze są gejami. - Poskarżyła się druga.
Radek przewrócił oczami.
- Cóż, mogę tylko powiedzieć, że jest mi przykro. - Karol posłał im spojrzenie, od którego nawet Radkowi nogi na sekundkę odmówiły posłuszeństwa. Bądź co bądź, Karol był przystojnym mężczyzną, o czym doskonale wiedział i potrafił to wykorzystać. Dopiero teraz Radek zdał sobie sprawę z tego, z kim przyszło mu się zmierzyć i na chwilę opanował go strach. Powróciło irytujące pytanie: a co jeśli? Co jeśli jednak Karolowi uda się omotać Mikołaja? Przecież mogło się tak zdarzyć. W tej chwil Radek gotów był się poddać, na szczęście w porę przypomniał sobie o co, a raczej o kogo walczy. O nie! Nie mógł pozwolić odebrać sobie Mikołaja.
- Czy będzie paniom przeszkadzało, jeśli zabiorę Radka ze sobą? - spytał Karol. - Mam do niego ważną sprawę.
- Nie, oczywiście, że nie! - Odpowiedziały chórem.
Zdrajczynie, pomyślał Radek. Pożegnał się z kobietami i ruszył za Karolem.
Milczeli długo krocząc ramię w ramię, nie zaszczycając się nawet spojrzeniem. W końcu doszli do parku. Stamtąd Radka dzieliło już tylko kilka kroków do domu.
- Co jest, Karol? Podobno miałeś do mnie sprawę - zaczął Radek. Nie uśmiechało mu się wpuszczanie zielonookiego trolla do mieszkania Mikołaja.
- Pomyślałem, że porozmawiam z tobą, zanim cokolwiek zrobię - odparł mężczyzna.
Zanim co zrobi?, zastanowił się Radek. Może jednak ma zamiar przejechać go samochodem?
- Mów.
- Chciałem cię poprosić, żebyś zostawił Mikołaja.
Radek zatrzymał się. Karol wyprzedził go o dwa kroki, ale gdy zauważył, że blondyn został w tyle, stanął w miejscu i odwrócił się do niego.
- Powtórz to, bo nie wierzę własnym uszom - polecił Radek. Jego mina nie wyrażała żadnego uczucia, była jak maska, którą zwykł zakładać na specjalne okazje. Zwykle wtedy kiedy zamierzał zgnieść pluskwę pod obcasem buta.
- Zostaw Mikołaja - powtórzył Karol tym samym tonem. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, oceniając przeciwnika. Jest takie powiedzenie: trafiła kosa na kamień, Radek czuł, że kamień, który wszedł mu w drogę będzie trudny do usunięcia.
- Mam co go oddać? - zapytał.
- Nie to powiedziałem.
- Ale to pomyślałeś.
- Nie koniecznie - Karol pokręcił głową.
- Powiedz wprost o co ci chodzi. Chcesz Mikołaja, tak? - Radkowi znudziła się zabawa w zgaduj zgadula. Chciał konkretów.
- Mikołaj mnie już nie chce, jestem tego świadomy.
- No to o co ci chodzi?
- Nie chodzi o niego, tylko o ciebie. - Karol rzucił mu złowrogie spojrzenie, takie, od którego serca zatrzymuje się ze strachu.
- Co ci się we mnie nie podoba? - Radkowi nie straszne były groźby i bazyliszkowe spojrzenie, sam często ich używał, więc ich konstrukcje znał od podszewki.
- Nie podoba mi się, że z nim jesteś. Zostaw go.
- Masz coś nie tak z głową, co? Jakieś kuku na muniu?
- Nie zasługujesz na kogoś takiego jak on - mówił dalej Karol.
- Wiesz, że to można leczyć, prawda?
- Mówię ci to, żebyś potem nie żałował.
- Nie żałował czego? - dopytywał się Radek. - Co ty kombinujesz? Nie rozumiesz, że Mikołaj jest ze mną szczęśliwy?
- Nie jest i ja to wiem.
- Niby skąd?
- Znam go dłużej niż ty, wiem o nim więcej i możesz mi wierzyć, że wiem co mówię.
- Jesteś po prostu zazdrosny! Nie możesz znieść tego, że on może być szczęśliwy z kimś innym niż ty i to ci nie pasuje! Ale to tylko i wyłącznie twoja wina.
- Odpuść sobie. Ze mną nie wygrasz - powiedział nagle Karol. Radek miał już dosyć tej rozmowy. Teraz był przynajmniej pewien, że ten człowiek zwariował, albo niewiele mu już brakuje. Nie chciał kontynuować tej rozmowy.
- Daj spokój, Karol. Nie ma sensu się kłócić. Po prostu musisz się z tym pogodzić.
- Nie zamierzam - upierał się mężczyzna. - Nie pozwolę ci go mieć.
- W takim razie przygotuj się na wojnę, bo ja nie zamierzam ci go oddać - odparł hardo Radek. Karol uśmiechnął się.
- Żebyś nie żałował swoich słów. Jeśli ja nie będę go miał, tobie tym bardziej na to nie pozwolę. Nawet jeśli będę musiał zrobić ci krzywdę - oznajmił lodowatym głosem. Uśmiechnął się wrednie i dodał: - Albo jemu.
Radka przeszedł zimny dreszcz. Czy on właśnie powiedział, że chce skrzywdzić Mikołaja? Z niesamowitą szybkością pokonał dzielącą ich odległość, złapał Karola za kołnierz kurtki, a że był ciut wyższy od chłopaka, spojrzał na niego z góry z morderczym błyskiem w oku.
- Ty skurwysynu! Spróbuj go tylko tknąć, a połamię ci wszystkie kości! - Mówił cicho, choć głos mu drżał ze zdenerwowania. Miał ochotę już teraz trzasnąć mężczyznę po twarzy, a najlepiej rzucić na ziemię i bić aż zobaczy jego krew spływającą pomiędzy płytami chodnika.
- Puść. Ludzie patrzą. - Karol nadal się uśmiechał, co tylko bardziej wkurzało Radka. Rozejrzał się ukradkiem. Rzeczywiście, kilka osób obejrzało się za nimi. Blondyn puścił go nie chcąc niepotrzebnie ściągać na siebie uwagi, choć w środku kipiał ze złości.
- Zejdź mi z oczu, zanim się rozmyślę! - warknął groźnie.
- Wedle życzenia. - Karol skinął mu głową, wyminął i odszedł zostawiając trzęsącego się ze złości Radka na środku ulicy.
Blondyn jeszcze długo nie mógł się uspokoić. Miał ochotę coś rozwalić, wrzasnąć na cały głos, zabić Karola, albo kopnąć cokolwiek co miał akurat pod nogą. Szczęściem pod jego stopami skrzył się tylko śnieg. Nie pozwoli! Nie pozwoli, by ten człowiek zbliżył się do Mikołaja! A jeśli to kiedykolwiek zrobi, gorzko tego pożałuje!
Radek ruszył w stronę swojego bloku, nie zwracając uwagi na umykających mu z drogi przestraszonych przechodniów. Gdyby wiedział, jak w tej chwili wygląda pewnie sam by się przeraził. Wszedł do mieszkania trzaskając drzwiami i od razu skierował się do kuchni. Musiał, po prostu musiał się czegoś napić. W lodówce było tylko piwo, ale musiało mu to wystarczyć. Opróżnił puszkę kilkoma haustami, po czym postawił ją na blat stołu i z całej siły uderzył w nią pięścią. Puszka spłaszczyła się. Radek jeszcze przez chwilę stał tak nad nią, czekając aż się podniesie, bo nagle wyobraził sobie, że to Karol, ale niczemu niewinny aluminiowy pojemnik pozostał taki jak był.
- I zostań tak! - warknął mężczyzna. Wtem usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
- Radek? Jesteś już? - Mikołaj wszedł do mieszkania. Wszędzie panowała cisza i mężczyzna pomyślał, że partner jeszcze nie wrócił z pracy. Zamknął za sobą drzwi, rozebrał się, zdjął buty i odwrócił się, żeby wejść do salonu. Podskoczył z okrzykiem zaskoczenia na widok stojącego tuż za nim Radka.
- Rany boskie, człowieku! Nie strasz mnie tak! - Roześmiał się, choć musiał przyznać, że widok był przerażający. Jak w horrorze, pomyślał. Radek bez słowa objął go za szyję, mocno i władczo przyciskając go do siebie. Mikołaj przytulił go z uśmiechem.
- Czemu mogę zawdzięczać ten nagły przypływ czułości? - zapytał. Odpowiedziała mu cisza.
Radek wpatrywał się w drzwi niewidzącym wzrokiem. Nie słyszał słów partnera. W tej chwili miał tylko jedną myśl w głowie: on jest mój! Mój i TYLKO mój! A jak wiadomo, Radek należał do tych dzieci, które nie lubią dzielić się zabawkami.










Komentarze
Justine dnia padziernik 13 2012 14:00:56
... Ło ho... *o* no nie wierzę... brak mi słów..ale mimo wszytsko Radek nie powinien mówić o Mikołaju jako o swojej zabawce i własności.
WENY! smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [1 Gos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum