The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 23:30:09   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Saga o poświęceniu 5
Rozdział Piąty: Lew i Żmija

Harry długo się wahał przed rozchyleniem kotar sąsiedniego łóżka, kiedy chciał się upewnić, że Draco jeszcze śpi. Nagle rozległo się długie chrapnięcie, które go uspokoiło. Harry z uśmiechem wyszedł na paluszkach z pokoju, mijając śpiących Grega i Vince'a oraz puste łóżko Blaise'a. Ten ostatni wstawał wcześnie każdego ranka i wyglądało na to, że sobota nie była wyjątkiem.
Zdecydowanie jednak była wyjątkiem dla Dracona i to właśnie z tego powodu Harry zdecydował się wymknąć właśnie teraz. Ruszył biegiem, jak tylko znalazł się w pokoju wspólnym. O tak wczesnej porze nie było tam jeszcze nikogo poza uczniem z siódmego roku, który zasnął w fotelu z książką na kolanach. Otworzył oko, kiedy Harry mijał go w pośpiechu, prychnął i ponownie je zamknął, uważając, że rozmowa z kimś, kto ledwie sięga mu do piersi, jest poniżej jego godności.
Harry prześlizgnął się przez drzwi. Po zamknięciu wtapiały się od zewnętrznej strony w otoczenie na tyle dobrze, że ciężko było je odróżnić od kamiennej ściany. Harry pokręcił głową. Ślizgoni byli niezwykle paranoiczni, skoro uważali, że żaden z pozostałych domów nie powinien znać dokładnego położenia ich pokoi.
Oczywiście to samo można było powiedzieć o Gryfonach. Prefekci z Gryffindoru zawsze upewniali się, że nikt - ze szczególnym naciskiem na Ślizgonów - nie szedł za młodszymi rocznikami aż do samej wieży. Gryfoni trzymali się w grupkach złożonych z ludzi z własnego domu, jak wszyscy inni ludzie w szkole; Harry był w Hogwarcie zaledwie tydzień, ale już wiedział, że nieczęsto zdarzały się przyjaźnie między domami. No i oczywiście nie znał hasła do przejścia Gryffindoru.
Nic z tego nie miało znaczenia.
Wyciągnął różdżkę, cyprys i serce smoka, i położył ją na dłoni.
- Wskaż mi Connora Pottera - rozkazał, wkładając w to całą swoją wolę. Ich ojciec utrzymywał, że to nie jest trudne zaklęcie, ale w przeszłości już kilkakrotnie wykańczało ono Harry'ego w czasie prób. Oczywiście, wtedy musiał ćwiczyć z różdżką treningową; być może z prawdziwą pójdzie lepiej.
Wyglądało na to, że owszem. Różdżka zakręciła się nad jego dłonią, po czym zatrzymała, wskazując przed siebie. Harry uśmiechnął się i ruszył przez podziemia.
Przemierzał jedne schody za drugimi, różdżka czasem drżała, ale zawsze wskazywała mu, gdzie i kiedy powinien skręcić. Harry uniknął Irytka, który zdawał się go nie zauważać, przemknął pod mamroczącymi, zaspanymi portretami i czekał cierpliwie, gdy ruchome schody wahały się, gdzie też powinny go wyrzucić. Niezmordowanie szedł przed siebie, ani przez chwilę nie spuszczając różdżki z oka. Wreszcie ta zaprowadziła go przed portret drzemiącej kobiety ubranej w róż, zadrżała raz i zamarła.
Harry kiwnął głową i usiadł przed portretem. Po dziesięciu minutach kobieta zachrapała raz i drugi i wreszcie raczyła się obudzić.
- Coś ty za jeden, skarbie? - zapytała, przyglądając mu się. Jeśli zauważyła ślizgoński herb na jego szacie, to tego nie skomentowała, za co Harry był wdzięczny.
- Nazywam się Harry Potter - powiedział cicho. - Jestem bratem Connora. Czy mógłbym wejść do środka, żeby się z nim zobaczyć?
- Oczywiście, skarbie, jeśli tylko znasz hasło.
Harry pokręcił głową.
- W takim razie poczekam na niego na zewnątrz - powiedział i oparł się o ścianę.
Connor nigdy nie wstawał wcześnie w soboty, nawet jak jeszcze nie mieli za sobą całego tygodnia ciężkich lekcji. Harry nie sądził, żeby teraz miało być inaczej. Prędzej czy później Connor będzie musiał iść na śniadanie do Wielkiej Sali i wtedy porozmawiają.
- Jak uważasz - odpowiedziała kobieta, wzruszając ramionami, po czym zaczęła nucić, przyglądając się swoim paznokciom. Od czasu do czasu zerkała w jego stronę. Harry skupił się na swoim oddechu. W domu, na wypadek gdyby Connor kiedyś ruszył na niebezpieczną misję w samo centrum terytorium wroga, godzinami ćwiczył stanie w bezruchu i szło mu to całkiem nieźle. Po dziesięciu minutach od wyciszenia się portret chyba o nim zapomniał, a ludzie, którzy przez niego wchodzili i wychodzili - żaden z nich nie był Connorem - nawet nie zawieszali oka na Harrym.
I wtedy, największa z niespodzianek, Connor z Ronem nadeszli korytarzem od strony Wielkiej Sali. Harry przełknął gulę, która nieoczekiwanie pojawiła się w jego gardle. Aż tak się już zdążył zmienić? Jak ja za nim nadążę?
Ron akurat opowiadał dowcip, kiedy Connor podniósł rękę do góry, żeby go uciszyć. Harry ocenił krytycznie jego postawę, po czym kiwnął głową. Może być. Ich matka całe lata upominała Connora, by trzymał się prosto i wyrażał się z gracją, jak przystało na przyszłego przywódcę świata czarodziejów. Najwyraźniej choć część tych lekcji odniosła sukces.
I wtedy spotkał wzrokiem ciche i intensywne spojrzenie swojego brata, i nie był w stanie już myśleć o niczym innym.
- Harry - powiedział Connor, mrużąc oczy i używając tonu niewiele różniącego się od formalnego. - Co ty tu robisz?
- Pomyślałem, że przydałaby nam się rozmowa - odpowiedział Harry, odsuwając się od ściany. Zauważył, jak twarz Rona czerwienieje, ale Connor nie mógł tego zobaczyć, jako że chłopiec stał tuż za nim. - Proszę cię, Connor. Wiem, że przez ostatni tydzień nie bardzo zachowywałem się jak przystało na twojego brata, ale naprawdę myślę, że powinniśmy sobie wyjaśnić parę rzeczy.
Connor przygryzł na chwilę wargę, obserwując go. Harry nie spuścił wzroku. Uderzyło go, jak strasznie młodo wyglądał jego brat, i użył tej obserwacji do uspokojenia siebie, że nic się nie zmieniło. Connor wciąż był niewinnym dzieckiem i Harry wciąż mógł chronić i wielbić tę niewinność.
- Dobrze - powiedział niespodziewanie Connor. - Chodź.
Podszedł do portretu kobiety w różu i coś powiedział - zbyt cicho, by Harry mógł to usłyszeć. Przytaknęła i portret odsunął się, ukazując ukryte za nim okrągłe przejście.
To wreszcie obudziło Rona z jego stuporu.
- Connor! - zaperzył się. - Chyba nie chcesz go zaprosić do środka?
Connor odwrócił się i spojrzał na niego spode łba. Harry pochylił głowę, by ukryć uśmiech, czując, że nie wyglądałby on teraz zbyt dyplomatycznie.
- Niby czemu nie?
- To Ślizgon!
- To mój brat - poprawił do Connor i kiwnął głową w stronę Harry'ego. - Założę się, że jeśli chodzi o pokoje wspólne, to mój będzie o niebo lepszy - dodał radośnie i zniknął w dziurze, nie czekając na Harry'ego i nie słuchając dalszych protestów Rona.
Zalegająca w żołądku Harry'ego kula nerwów rozpuściła się. Uśmiechnął się do Rona, który skrzywił się, ale wszedł za nim do pokoju wspólnego, gdzie Connor rzucił się na stojący przed kominkiem fotel i zadeklarował:
- Wygrałem!
Harry rozejrzał się. Pokój wspólny aż mienił się od ciepłych i jasnych odcieni złota i czerwieni. Wszędzie stały kanapy i fotele, szersze od tych w ślizgońskim pokoju, jakby zapraszające studentów do wspólnego przesiadywania. Serce Harry'ego ogrzało się i zatonęło jednocześnie w żalu. Był rad, że Connor znajdował się w miejscu, w którym mógł się poczuć jak w domu. Tym samym ożył żal, jaki Harry miał już od tygodnia do Tiary Przydziału. On też powinien być tutaj, gdzie mógłby śmiać się z żartów Connora, pilnować go czy grać w Eksplodującego Durnia z ludźmi pokroju Rona Weasleya. Harry wciąż nie wiedział, czemu Tiara przydzieliła go do Slytherinu. Nie był pewien, czy kiedykolwiek to odkryje.
Przynajmniej tyle mogę zrobić, pomyślał, rozglądając się i zauważając, że Connor i Ron czekają, aż usiądzie. Mogę upewnić się, że jeszcze mnie tu kiedyś zaproszą.
- Siadaj, Harry - powiedział Connor - i opowiedz nam o Slytherinie. Czy to prawda, że raz na miesiąc musicie zjeść węża na śniadanie? - W jego głosie można było usłyszeć jednocześnie obrzydzenie i niezdrową fascynację.
Harry uśmiechnął się i usiadł w fotelu, zapadając się w niego. Opierając się pokusie pokręcenia się chwilę w poszukiwaniu jak najwygodniejszej pozycji, odpowiedział:
- Nie. Ale to prawda, że wszyscy uśmiechają się złośliwie. Jeszcze nie odkryłem dlaczego.
Connor roześmiał się. Harry skąpał się w tym dźwięku. Tęsknię za tym. Chciałbym przez cały czas być u jego boku. Ale robienie zamieszania ściągnęłoby na mnie uwagę. Teraz czas na stworzenie więzów.
Ron dał mu idealny pretekst, wybuchając:
- Ale Tiara przydzieliła cię do Slytherinu. Przecież musiał być jakiś powód.
Connor przestał się śmiać i wbił wzrok w Harry'ego. Jego oczy buzowały wewnętrznym płomieniem, który kiedyś zrobi z niego wspaniałego przywódcę, jak tylko uda mu się przeżyć normalne dzieciństwo, po czym porzucić je na rzecz nadzwyczajnej dorosłości.
- Właśnie, Harry - powiedział. - Też chciałbym go poznać.
- Myślałem o tym - przyznał cicho Harry. - I wymyśliłem dwa powody, chociaż tylko jeden z nich jest dobry.
- Możesz mi powiedzieć o obu - powiedział Connor, sięgając w jego stronę i chwytając jego dłoń. - Obiecuję. Cokolwiek to jest, cokolwiek sobie wymyśliłeś... ja wiem, że mój brat nie może być zły.
Harry zamknął oczy.
- Cóż, jeden jest taki, że mogę teraz śledzić dzieci pochodzące z rodzin, których członkowie należeli kiedyś do grupy śmierciożerców. Mógłbym słuchać ich rozmów z rodzicami, odkryć, co myślą o Voldemorcie i dać ci informacje, które mogą ci pomóc w wojnie.Otworzył oczy i zobaczył, jak Connor dotyka swojej blizny, jak to zawsze robił, gdy ktoś wspominał przy nim imię Voldemorta. Harry zastanawiał się, czy go przy tym bolała. Chciał zapytać Connora, czy jego blizna krwawiła, odkąd tu przyjechał, ale Ron się wtrącił.
- A jaki jest drugi powód?
Harry oblizał usta. To była część, której nie chciał wymawiać na głos. Ale Connor był tutaj, czekał z szeroko otwartymi, świecącymi oczami. Harry przypomniał sobie słowa, które Connor dopiero co wypowiedział. Wiem, że mój brat nie może być zły.
- Może jestem Ślizgonem - szepnął. - Może jakimś cudem wszyscy to przeoczyli... Mama, tata, Syriusz, wszyscy...
Dalej nie mógł już mówić, ponieważ Connor przyciągnął go do siebie i przytulił pocieszająco. Harry oparł głowę o ramię brata i objął go. Większość czasu to on był tym, który miał pocieszać i pokrzepiać, ale nie było nic złego w tym, że czasem Connor przejmował inicjatywę. Harry znał swoje miejsce i jeśli jego brat potrzebował być dla kogoś wsparciem, nawet jeśli ten ktoś chronił go tak dobrze, że Connor nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, to Harry mógł jak najbardziej przez chwilę być słaby.
- Nie jesteś Ślizgonem - szepnął do niego Connor. - Myślę, że istnieje jeszcze trzecia możliwość: Tiara popełniła błąd, to wszystko. Jest stara. Może zaczyna już zapominać o różnych rzeczach tak jak Fryderyk Feralny.
Harry uśmiechnął się, przypominając sobie portret starego czarodzieja, który wisiał w pokoju ich rodziców. Najpierw zapomniał imion wszystkich w domu i Harry'ego wołał imieniem jego dziadka, a Syriusza - swojej matki. Potem zaczął wędrować między portretami, mając na sobie jedynie swoje niewymowne. Wreszcie wyszedł z założenia, że wciąż uczestniczy w wojnie przeciw Grindewaldowi i ich rodzice musieli się poddać i wyrzucić portret. Harry wyobraził sobie, jak Tiara gubi się, śpiewając piosenkę i momentalnie poprawił mu się humor.
Nie mogę być zły. Skoro Connor twierdzi, że nie jestem, to na pewno tak jest.
- Nigdy cię nie zostawię, jak to rodzice zrobili Fryderykowi - powiedział Connor, odsuwając się i patrząc Harry'emu prosto w oczy. - Dyrektor Dumbledore pewnie nie zgodzi się już, żeby cię przenieść do Gryffindoru, ale przecież wciąż możemy się przyjaźnić, bawić, no i oczywiście, spędzić razem święta. - Pokiwał głową i uśmiechnął się. To był bezczelny uśmiech, taki sam, jaki zawsze błąkał mu się po ustach, gdy Connor skradał się, by spłatać Syriuszowi kolejnego nieudanego figla. - A jeśli ktoś spróbuje cię przekonać, że jesteś Ślizgonem, to możesz mu po prostu powiedzieć, że trafiłeś tam przez pomyłkę. Niech się nad tym zastanowią.
Harry odetchnął z ulgą, czując się lepiej, niż myślał, przechodząc przez dziurę za portretem.
- Dziękuję, Connor - powiedział. - Wiedziałem, że mnie pocieszysz, ale naprawdę potrzebowałem to usłyszeć.
- Powiedzmy, że mogę to zaakceptować - powiedział Ron, chociaż nie wyglądał na w pełni przekonanego. - Naprawdę wolałbyś być w Gryffindorze, Harry?
Nazwanie go "Harrym" a nie "Ślizgonem" Harry uznał za duży postęp. Odwrócił się w stronę Rona i przytaknął.
- Całym sercem - odpowiedział. - To dom, w którym byli nasi rodzice i dziadkowie i w którym teraz jest mój brat. - Zerknął na Connora i wtedy oberwało mu się w ramię, jakby Connor wyrażał swój sprzeciw na umieszczenie go na końcu tej listy, mimo że i tak się uśmiechał. Harry znowu spojrzał na Rona. - To tutaj powinienem należeć - dokończył. - Nie pozwolę, żeby dom Slytherina zamienił mnie w coś, czym nie jestem. Obiecuję.
- No to czemu się przyjaźnisz z cholernym Malfoyem? - zaperzył się Ron. - Jeśli to, co mówisz, jest prawdą, to powinieneś zignorować tę zgraję, a już zwłaszcza tego palanta!
Harry westchnął lekko.
- To on zdecydował, że chce się ze mną przyjaźnić - przyznał. - Dużo łatwiej jest mu odpowiadać niż go ignorować przez cały czas. Poza tym jego ojciec był śmierciożercą. Mogę go wykorzystać i wyciągnąć informacje o Lucjuszu Malfoyu.
Ron pokręcił tylko głową, ale zdawał się być nieco spokojniejszy w towarzystwie Harry'ego niż wcześniej.
- No dobra, tylko nie ściągaj go tu ze sobą, jak przyjdziesz następnym razem - mruknął, po czym wbiegł po schodach.
Jak przyjdziesz następnym razem. Harry zdusił mały płomyk radości, po czym spojrzał w kierunku Connora i w jego oczach i uśmiechu zobaczył potwierdzenie. Dopiero wtedy Harry sam pozwolił sobie na uśmiech.
- Już ja się upewnię, żebyś dostał te same szanse co ja - obiecał Connor, kiedy zbliżali się do przejścia. - Ron w końcu ci zaufa, a wtedy będziemy wszędzie łazić razem. Jego bracia to najlepsi figlarze jakich w życiu widziałem. Obiecali pokazać mi wszystkie tajemne przejścia. Przyjdę po ciebie, jak będziemy je zwiedzać.
Harry pokiwał głową. Musiał znowu wrócić do lochów i nie mógł zapytać brata o hasło Gryffindoru - ryzyko przypadkowego wygadania go Ślizgonom było zbyt wielkie - ale pierwszy raz od rozpoczęcia roku czuł się tak spokojnie.
- Trzymaj się, Connor.
Connor uśmiechnął się, przepuszczając go przez dziurę za portretem.
- Trzymaj się, Harry.
Harry wciąż miał przed oczami ten uśmiech, kiedy dotarł do Wielkiej Sali.




Draco zmrużył oczy, kiedy zobaczył Harry'ego wchodzącego do Wielkiej Sali i kierującego się w stronę stołu Slytherinu. Jego humor był skwaszony już od momentu pobudki, kiedy odkrył, że Harry'ego nigdzie nie ma, a Vince i Greg nie mieli pojęcia, gdzie mógłby się udać. A potem jeszcze jakiś szóstoroczniak powiedział mu, że widział, jak Harry idzie gdzieś na górę.
Na górę, czyli do wieży Gryffindoru, uznał Draco. I do tego jego koszmarnego braciszka.
Draco wiedział, że miał rację, kiedy Harry usiadł koło niego i posłał mu uśmiech, którego Draco nie musiał wyciągać z niego na siłę. Niestety, to mu tylko pogorszyło humor.
- Gdzieś ty był? - szepnął, kiedy Harry zapełniał sobie talerz. - Chciałem iść do biblioteki.
Harry zatrzymał się, żeby spojrzeć na niego z powątpiewaniem.
- Przed śniadaniem?
No dobra, pomyślał Draco, to było nieco głupie.
- No to na śniadanie - powiedział. - Powiedz mi, gdzie byłeś.
- Odwiedziłem Connora - odparł Harry, palant, który miał czelność wyglądać, jakby wszystko było piękne, wspaniałe i różowe z małymi, niebieskimi ptaszkami latającymi wokół. Pochłanianie swojego śniadania zaczął od wielkiego gryza, najwyraźniej nie przejmując się, że Draco kompletnie stracił apetyt. Oczywiście, Draco już skończył jeść, ale przecież nie o to chodziło.
- Ale po co chcesz go odwiedzać? - zapytał, nie będąc w stanie powstrzymać jęku czającego się w jego głosie. - Jesteś Ślizgonem, a on Gryfonem.
Harry przerwał na dłuższą chwilę, obracając się w stronę Draco. Całkowicie spoważniał i kiedy Draco wyjrzał zza swojej tarczy, wyczuł moc Harry'ego - skupioną i błyszczącą strzałę skierowaną prosto w niego. Wzdrygnął się i postawił tarczę z powrotem.
- Draco - powiedział Harry łagodnie. – Jestem wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Starałeś się, żebym poczuł się dobrze w Slytherinie, a, cóż, przez pewną politykę związaną z Chłopcem, Który Przeżył, to nie mogło być łatwe.
Draco nie odzywał się. Nie miał zamiaru odrzucić darmowej pochwały. Poza tym Harry nie mógł wyczuć swojej własnej mocy, nie wiedział też, kim był albo kim powinien być - ratunkiem dla Draco przed nudą.
- Ale jest coś, co musisz wreszcie zrozumieć - ciągnął Harry, nachylając się bliżej. Jego rozczochrane, czarne włosy opadły mu na czoło, kompletnie przesłaniając bliznę i zaciemniając jego zielone oczy. - Nieważne, co się stanie z nami w tej szkole, nieważne, do jakich zostaliśmy przydzieleni domów, nieważne, jakie mamy lekcje, moja lojalność zawsze w pierwszej kolejności będzie należała do mojego brata. Udało mi się nawet pogodzić z Ronem Weasleyem...
- Nie sądziłem, że obchodzą cię Weasleyowie... - wypalił Draco, wściekły i pokrzywdzony.
- Przyjaciele mojego brata mnie obchodzą - odparł spokojnie Harry. - I wciąż uważam, że powinienem być w Gryffindorze. Zatem doceniam wszystko to, co próbowałeś dla mnie zrobić, ale nie chcę, żebyś dalej wychodził z jakichś fałszywych założeń. Nie mogę być twoim przyjacielem, nie całkowicie i kompletnie. Zawsze przede wszystkim będę bratem Connora... - przerwał, po czym wzruszył ramionami, a po wyrazie jego oczu widać było, że nie bardzo żałuje. - Przykro mi, jeśli cię tym skrzywdziłem.
Odwrócił się i wrócił do śniadania, nie zważając, że Draco dalej gapi się w jego profil. Ale uczucia Draco nie skupiały się tak bardzo na bólu czy frustracji, ale raczej na szoku.
Uważa, że powinien być w Gryffindorze? Nieświadomość własnej siły to jedno, ale... na wielkiego Merlina! Czy on jest ślepy?!
Musi być, uznał Draco, zwężając oczy w szparki, kiedy lekko zmieniał plany. Harry już nie był nagrodą do wygrania ani ratunkiem od nudy. Był Ślizgonem, który zostanie zmuszony do zaakceptowania swojego domu.
Jeśli uda mi się to wygrać, pomyślał Draco, to czyny albo słowa Bohatera Gryffindoru nie będą już miały znaczenia. Będzie po naszej stronie. Prawdziwa zabawa z Harrym zacznie się dopiero, kiedy wreszcie pozna prawdę o samym sobie.
Draco czekał cierpliwie, aż Harry skończy śniadanie, w pełni zadowolony z własnego rozumowania.










Komentarze
naru dnia padziernik 13 2012 22:05:53
na prawde bardzo, bardzo lubie tego ficka smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [1 Gos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum