The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Lipiec 18 2019 11:25:02   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Saga o poświęceniu 6
Rozdział Szósty: Podejrzliwe oczy

- Lekcje latania! - zadeklarował Connor, kiedy wyszli na zewnątrz. Słońce świeci jasno, jakby cieszyło się z jego uśmiechu, pomyślał Harry, patrząc, jak Connor kręci się z rozłożonymi ramionami, jakby chciał objąć wiatr. - Nie cieszysz się?
- Bardzo - powiedział cicho Harry i usłyszał, jak idąca niedaleko nich Hermiona Granger parska. Obrócił się w jej stronę i uśmiechnął. Hermiona przez chwilę wyglądała na zaskoczoną, po czym pochyliła się nad książką i z uporem nie odrywała od niej wzroku. Harry westchnął. Próbował zainicjować przyjaźń między nią a Connorem, ale z obu stron spotkał się z odmową; Hermiona była za bardzo zainteresowana nauką, a Connor za bardzo zainteresowany wszystkim innym.
- Tu jesteś, Harry.
Draco podbiegł do nich i momentalnie został obrzucony oburzonym spojrzeniem Rona i podejrzliwym zerknięciem Connora. Bez żadnych problemów zignorował obu i uśmiechnął się do Harry'ego.
- Cieszysz się, że będziemy mieli lekcje latania z Gryfonami?
- Ktoś tu pewnie tęskni za miotłą, którą dostał od taty - powiedział Ron na tyle głośno, żeby wszyscy go usłyszeli.
- Ja przynajmniej mam miotłę, a nie jakąś zmiotkę - oparł Draco.
Connor pokręcił głową i odsunął się od nich.
- Zignoruj go, Ron - poinstruował swojego zaczerwienionego przyjaciela. - Mamy... - Zamarł na dłuższą chwilę, po czym krzyknął: - Lekcje latania! - i pobiegł w stronę pola, na którym równym rzędem leżały czekające na nich miotły. Ron zawahał się, rzucił Draconowi spojrzenie, które mówiło, że jeszcze wrócą do tej dyskusji, po czym ruszył za Connorem.
- Naprawdę musisz to robić? - zapytał Harry, zostając w tyle z Draconem i zrównując się z innymi Ślizgonami, którzy szli na lekcję.
- Tak. - Draco wydawał się teraz niewinny jak anioł, ale Harry nie dał się zwieść; wiedział, że w przypadku przegranej wymiany zdań to zachowanie byłoby diametralnie inne. Położył rękę na ramieniu Harry'ego, co też było popisem, grą przed jakąś niewidzialną widownią. - Wiem, że to twój brat, ale postanowił się zadawać ze zdrajcami krwi. Najwidoczniej nie jest w stanie oprzeć się ich wpływom.
Harry zastanawiał się, co go bardziej drażniło: nagromadzenie radości w głosie Draco czy fakt, że gdyby spróbował mu na to zwrócić uwagę, to w odpowiedzi dostałby znowu to puste spojrzenie. Ostatecznie postanowił po prostu siedzieć cicho. W ciągu ostatnich kilku dni spędzonych na próbach pertraktacji między Gryfonami i Ślizgonami, odkrył, że cały sekret negocjacji tkwi w wiedzy, kiedy należy nic nie mówić.
Wreszcie dotarli do linii mioteł i ruszyli na swoje miejsca. Harry stanął naprzeciw szczerzącego się Connora. Obaj latali w domu wystarczająco często, żeby teraz móc to robić nawet we śnie. To nie będzie trudne.
Może nie dla nas, pomyślał Harry, słysząc z boku, jak ktoś głośno przełyka śliną. Zerknął w tę stronę i zobaczył Neville'a Longbottoma, który patrzył na swoją miotłę z mieszaniną przerażenia i zgrozy. Harry kiwnął głową. Będzie uważał, na wypadek gdyby tamten potrzebował pomocy.
Teoretycznie to Connor powinien uważać. Ale ja mogę uważać za niego.
- Na miejsca! - poinstruowała ich pani Hooch, idąc pomiędzy rzędami mioteł i nie zwracając uwagi na fakt, że już to zrobili. Była tęższa, niż Harry się spodziewał, a jej włosy wyglądały jakby przeróżne wiatry już zbyt długo próbowały układać jej fryzurę, by ta wyglądała normalnie. Okrążała ich powoli, przyglądając im się uważnie spod zmrużonych powiek. Pod jej spojrzeniem Harry wysoko uniósł głowę i z pewnym rozbawieniem zauważył, że Draco zrobił to samo, jakby chcieli coś udowodnić. Oczywiście Draco zepsuł efekt, zerkając w jego stronę i uśmiechając się.
- Witam na waszej pierwszej lekcji latania - ciągnęła wiedźma. - Ponieważ będziemy kontrolować miotły własną magią, a nie różdżkami, muszę was poprosić, żebyście je odłożyli. - Harry usłyszał powszechny szelest ubrań, gdy uczniowie wyjmowali swoje różdżki; Hermiona z wahaniem schowała książkę, którą czytała, po czym kopnęła torbę za siebie. - Jeśli chodzi o proces przejęcia kontroli nad miotłą, to jest on bardzo prosty. - Pani Hooch stanęła przy większej miotle leżącej niemal na końcu linii. - Musicie przytrzymać nad nią rękę i powiedzieć...
Do mnie, powiedział bezgłośnie Harry do Connora, a ten powtórzył.
- Do mnie!
Nierówny chór głosów wydał komendę i przez chwilę Harry zobaczył, jak powietrze jaśnieje i błyszczy, gdy wola czarodziejów sięgała do mioteł. Jednym wychodziło to lepiej, innym gorzej. Jego miotła poderwała się, tak samo jak Connora, Dracona, Rona czy Hermiony. Miotły innych podlatywały połowę drogi, po czym opadały. Miotła Neville'a trzasnęła go w dłoń z taką siłą, że pchnęła pulchnego Gryfona na trawę. Harry wzdrygnął, wyobrażając sobie jego ból.
- Dobrze i nie tak dobrze - powiedziała pani Hooch, która, oczywiście, trzymała swoją miotłę. - Musicie uwierzyć w to, co mówcie, bo inaczej nie zadziała. Weźmy na przykład pana, panie Longbottom. - Ruszyła w stronę Neville'a, który był przerażony tym wyszczególnieniem, ale pozwolił usadzić się na miotle. - Ma pan siłę, ale brak panu finezji. Jak się lata na miotle... nie, nie tak...
Ale miotła Neville'a już się wznosiła, unosząc go ze sobą. Uczepił się jej i zaskrzeczał. Inni uczniowie zaczęli go nawoływać albo śmiać się czy krzyczeć ze strachu. Harry zmrużył oczy. Widział, jak dłonie Neville'a powoli ześlizgują się z miotły, i wiedział, że nie utrzyma się zbyt długo w powietrzu.
Zerknął w stronę Connora. Jego brat gapił się tak jak wszyscy, ale miał już jedną nogę podniesioną i gotową, by opaść po drugiej stronie miotły.
Harry złapał swoją różdżkę i rzucił w stronę Neville'a niezbyt silne zaklęcie klejące. Nie utrzyma to go zbyt długo, nie z tej odległości i z tak narowistą miotłą, ale powinno wystarczyć do czasu, gdy Connor nie postanowi czegoś zdziałać.
Jego brat opamiętał się w chwilę później. Wzniósł się niczym profesjonalista, wystrzelił w kierunku Neville'a i złapał jego rękę akurat w momencie, w którym zaklęcie klejące przestało działać. Przez chwilę ciężar Neville'a ciągnął go w dół, czemu Harry przyglądał się z rosnącym niepokojem, niepewny, czy Connor zdoła bezpiecznie wylądować. Udało mu się, ku wielkiej radości Gryfonów. Coś niewielkiego i okrągłego wypadło z szaty Neville'a i potoczyło się po trawie, ale Harry wątpił, żeby ktokolwiek poza nim to zauważył. Connor rumienił się z tryumfem, a Neville patrzył się na niego jak na słońce.
- No - powiedziała pani Hooch, pojawiając się obok chłopców tak szybko, że Harry zamrugał, zaskoczony. - Pierwszorzędny pokaz latania, panie Potter. - Rumieniec Connora zmienił się w dumę, a Harry uśmiechnął się. Zasłużył na to. Hooch obróciła się, żeby zbadać Neville'a, pochylając się tak nisko, że jej nos zawisł ledwie kilka centymetrów od jego twarzy. - A co z panem, panie Longbottom? Gotów, żeby znowu spróbować?
- J-Ja chyba... - zaczął Neville, po czym zemdlał.
Pani Hooch prychnęła, odłożyła delikatnie swoją miotłę na ziemi, po czym podniosła Neville'a, kiwając głową w stronę Connora, żeby ten podniósł jego nogi.
- Zabieramy go do pani Pomfrey - powiedziała, kiedy ruszyli. - Proszę się nie martwić o lekcję, panie Potter, wrócimy za dwa machnięcia sowiego ogona, a pan i tak już pokazał, że ma opanowane podstawy. - Obróciła się i rzuciła pozostałym uczniom ostre spojrzenie swoich żółtych, jastrzębich oczu. - A reszta ma pozostać na ziemi. Jeśli odkryję, że ktoś z was latał, to wiedzcie, że mogę i mam zamiar dać tej osobie szlaban.
Harry był szczęśliwy, że mógł zostać na ziemi. Patrzył, jak Neville i Connor znikają z pola widzenia, po czym odetchnął. Nieźle poszło. Neville'owi nic poważnego się nie stało, a Connor wyszedł na bohatera. Wszystko było tak, jak być powinno.
- Patrzcie, co znalazłem!
Harry syknął i obrócił się. Kiedy Draco mówił takim tonem, to znaczyło, że nic nie jest takie, jak powinno, a przynajmniej bardzo szybko przestanie.
Draco znalazł małą, okrągłą rzecz, która wypadła Neville'owi na trawę, i teraz podrzucał ją w górę, śmiejąc się. Wylądowała z dziwnym plaśnięciem. To i czerwony kolor powiedziały Harry'emu, że była to przypominajka. Nie był zaskoczony, że Neville ją miał; biedny chłopak zapominał instrukcji, jak tylko Snape kończył je pisać na tablicy. Draco też ewidentnie o czymś zapomniał.
Na przykład jak nie być takim strasznym palantem, pomyślał Harry, robiąc krok do przodu.
- Oddaj ją, Draco - rozkazał, wyciągając rękę.
Draco uśmiechnął się do niego. Harry zamrugał. Na jego twarzy nie było ani śladu złośliwości, jedynie zwykła, dziecięca radość, która wprawiała w zaskoczenie. Gdyby Draco zabrał przypominajkę, by upokorzyć Neville'a, to uśmiechnąłby się wyzywająco albo złośliwie lub też lamentowałby głośno nad niskim - w porównaniu do Ślizgonów - ilorazem inteligencji Gryfonów. Sposób, w jaki wycofał się przed Harrym, trzymając przypominajkę wysoko nad głową, sugerował, że tu chodzi o coś innego.
- Niby czemu? - zapytał Draco. - Nie jest twoja. Przechowam mu ją, póki sobie nie przypomni, żeby mnie o nią zapytać. Co pewnie nigdy nie nastąpi. - Zachichotał i tym razem Harry usłyszał w jego głosie złośliwe nuty.
- Oddaj ją - powiedział Harry, żałując, że nie wie, jak brzmieć bardziej stanowczo. To była sztuka, której ich matka próbowała nauczyć Connora. Harry szkolił się z pozostawiania w ukryciu i ciszy.
- Nie no, coś nie sądzę - powiedział Draco, po czym skoczył do tyłu, złapał miotłę Neville'a, wsiadł na nią i wypruł w górę, wirując jak skowronek. - Jeśli ją chcesz - zawołał przez ramię - to chodź i weź ją sobie.
Harry na chwilę zacisnął zęby, po czym rozejrzał się szybko. Pozostali Ślizgoni obserwowali go lekkim zaciekawieniem. Ale to Gryfoni bardziej go interesowali. Mieli zmrużone oczy i byli gotowi sami naskoczyć na Malfoya, ale teraz przyglądali się jemu.
Pokaż nam, że różnisz się od tych obślizgłych węży, widział wyraźne wyzwanie w ich oczach. Pokaż, że naprawdę obroniłbyś Neville'a jak swojego.
Harry skrzywił się, zerknął szybko w stronę szkoły, po czym pobiegł po swoją miotłę. Kiedy spojrzał w górę, zobaczył, że Draco unosi się niedaleko, czekając na niego. Przełknął ślinę i odbił się od ziemi.
Przeszedł tę samą zmianę, co zawsze, kiedy jego stopy odrywały się od ziemi. Był podekscytowany, radosny i spokojny jak ptak szybujący na wietrze. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, kiedy wirował w stronę Draco, mimo sytuacji, która to zainicjowała, mimo że właśnie łamał zasady. Za bardzo uwielbiał latać.
Draco wyszczerzył się znowu do niego i choć miał przymrużone oczy, to Harry zobaczył w nich inny rodzaj wyzwania, które rzucili mu Gryfoni.
- Pokaż mi, co potrafisz, Harry - sapnął, po czym obrócił się i cisnął przypominajkę wysoko w górę.
Harry rzucił się do przodu, nie odrywając oczu od błyszczącej kulki. Connora tu nie było, więc nikt nie mógł porównać jego możliwości do jego brata. Mógł pędzić tak szybko, jak chciał, nie narzucając sobie żadnych ograniczeń. Wiatr świszczał mu w uszach i wokół wyciągniętej w odpowiedniej chwili ręki. Zawrócił i usłyszał, jak przypominajka ląduje bezpiecznie w jego dłoni. Harry zacisnął na niej palce, żeby jej nie upuścić. W porównaniu do łapania i utrzymania znicza ta zabawa nie sprawiła mu problemu. Obrócił się i zobaczył, jak Draco pośpiesznie ląduje na ziemi. Harry opadł w dół jak sokół. Pani Hooch wracała albo wysłała kogoś do nadzorowania klasy. Harry przeklął cicho, lądując, i odskoczył od swojej miotły, jakby ta stanęła nagle w płomieniach.
Draco znalazł się obok niego na chwilę przed powrotem pani Hooch i Connora, śmiejąc się jak idiota, którym był.
- To było imponujące - szepnął.
Harry zmierzył go wzrokiem. Draco wydawał się przepełniony radością, jakby wszystko poszło zgodnie z planem, a Harry nie miał pojęcia jakim. Wzruszył ramionami, odwrócił się od Ślizgona i podał pani Hooch przypominajkę, jak tylko ta wróciła na boisko.
- Neville'owi to wypadło, proszę pani - wymamrotał.
Pani Hooch kiwnęła głową i schowała przypominajkę do kieszeni, a lekcja - ze szczęśliwym Connorem i niedorzecznie radosnym Draconem - została wznowiona.




Draco złapał Harry'ego za ramię, kiedy ten próbował opuścić pole z Gryfonami. Harry obrócił się w jego stronę i jęknął z wyrzutem. Draco wiedział, że Harry wciąż miał mu za złe tamten numer z przypominajką, mimo iż nie miało to żadnego wpływu na jego gryfońskiego bliźniaka.
Jeszcze się przekona, obiecał sobie Draco, po czym uśmiechnął się do Harry'ego.
- Chodź, musimy się zobaczyć z profesorem Snape'em.
Harry zamrugał.
- Co? Czemu?
- Bo tak - odpowiedział Draco i pociągnął go za sobą. Harry ruszył za nim, ociągając się, ale niespecjalnie opierając. Gdyby znał zamiary Dracona, to pewnie wyrywałby się jak złapany jednorożec.
To nie miało znaczenia. To był jeden z tych momentów, w których Harry po prostu będzie musiał posłuchać głosu rozsądku. A Draco był pewien, co powie głowa ich domu, jak opisze, co widział.
Zbiegli do podziemi i skierowali się do biura profesora Snape'a, gdzie zniecierpliwiony Draco załomotał w drzwi. Harry podskoczył nerwowo, nie przestając oglądać się w kierunku, w którym zniknął Connor. Draco parsknął, spojrzał mu w oczy i zmusił, by się uspokoił.
- Nie masz kłopotów - powiedział. - Wręcz przeciwnie.
Harry otworzył usta, żeby zapytać czemu, ale nie miał okazji, bo właśnie dobiegł ich głos Snape'a ("Wejść!"), a Draco skorzystał z okazji, otwierając drzwi i wpychając przed sobą Harry'ego do środka. Snape spojrzał na nich ponad sprawdzanymi właśnie esejami i przymrużył oczy. Draco popatrzył na niego niewinnie. Snape nie da się temu zwieść, ale przynajmniej uspokoi się, że Draco tu przyszedł, bo coś knuje - przy okazji poprawiając stan ślizgońskiej drużyny quiddicha - a nie dlatego, że coś zbroił.
- Potter, Malfoy - powiedział Snape, wstając. - Czemu postanowiliście mi przeszkodzić?
Harry tylko stał i patrzył. Draco skorzystał z okazji i zaczął mówić. Harry sam się prosił, skoro nie miał zamiaru nawet spróbować się bronić.
- Właśnie wróciliśmy z lekcji latania, profesorze. Pani Hooch zostawiła nas na chwilę i pozwoliłem sobie skorzystać z okazji i przetestować Harry'ego. - Uśmiechnął się do Harry'ego, który stał oniemiały, ale jeszcze nie nieszczęśliwy. - Do tej pory tylko się domyślałem, że jest, ale on naprawdę jest. Niesamowity na miotle. Złapał przypominajkę podrzuconą na pięćdziesiąt stóp w górę i dziesięć w tył. Myślę, że mamy swojego szukającego.
Oto i ona, ta nieszczęśliwa mina. Draco wyjrzał na moment zza swojej tarczy. Moc Harry'ego cała się zjeżyła. Wycofał się i zerknął na Snape'a, po którym widać było, że też to zauważył.
I nie zastanawia się, czemu mniej potężny z bliźniaków ma aż tyle mocy? pomyślał Draco. Wiem, że ja tak.
- Bardzo mi przykro, proszę pana - powiedział Harry, spinając ramiona, jakby mierzył się z silnym wiatrem. - Nie miałem pojęcia, że Draco ściągnął mnie tu w takiej sprawie. Wiem, że nie powinienem był wsiadać na miotłę w czasie nieobecności pani Hooch i z wdzięcznością przyjmę mój szlaban.
Ostatnie słowa wyrecytował monotonnie, patrząc w dół. Draco prychnął. Dobrze wiedział, że ta pokora to była maska. Ileż to razy już widział, jak oczy Harry'ego błyszczały w ten sposób, zawsze gdy myślał, że coś zagraża jego bratu. Kogo Harry próbował tutaj nabrać? Nie Snape'a, to było jasne, gdy tylko ten się odezwał w chwilę później.
- Jak bez wątpienia wiesz, Potter, pierwszorocznym nie wolno posiadać własnych mioteł ani tym bardziej startować w szkolnych igrzyskach quiddicha.
Harry spojrzał w górę z delikatnym uśmiechem pełnym ulgi czającym się w kącikach ust.
- Tak, proszę pana. Zdaję sobie z tego sprawę. Przepraszam, że ośmieliłem się przeszkodzić.
- Jednakże - ciągnął Snape, a Draco zauważył, jak uśmiech Harry'ego zamiera. - Slytherin już od jakiegoś czasu był w posiadaniu pucharu domów. Wolałbym, żeby to nie uległo zmianie, zwłaszcza że nasza... nowa znakomitość... została przydzielona do innego domu i pewnie zostanie specjalnie potraktowana. - Sarkazm w ostatnich słowach był nie do przeoczenia. - Jeśli faktycznie jesteś tak dobry, jak mówi Draco, to okazałbym się głupcem, nie umieszczając cię w drużynie. Jak powód jest solidny, to nawet zasady mogą zostać nagięte.
Harry nie omieszkał skorzystać ze wskazówki.
- Najprawdopodobniej to pomyłka, proszę pana. Owszem, zanurkowałem za przypominajką, ale nie tak daleko i wysoko, jak mówi Draco.
- Racja - powiedział Draco.
Snape rzucił mu mordercze spojrzenie, które utrzymywało się, póki nie dodał:
- To było sześćdziesiąt stóp w górę i piętnaście w tył. Zapomniałem.
Snape podniósł brwi i tylko lekko złagodził ostrość spojrzenia. Draco to zniósł. Wiedział, że Snape umie czytać w myślach i celowo podsunął na wierzch wspomnienie Harry'ego nurkującego za małą kuleczką. Snape urwał spojrzenie chwilę później i kiwnął głową.
- Będziesz szukającym w tegorocznej drużynie Slytherinu, Potter - powiedział, obracając się i szeleszcząc szatą. - Porozmawiam o tym z dyrektorem Dumbledore'em. Musisz tylko pokazać się na ćwiczeniach i zawodach, a i na nich będziesz musiał jedynie złapać znicz.
- Nie, proszę pana.
Draco zagapił się na Harry'ego. Ten miał ręce założone na piersi i całkowicie pozbył się swojej pokornej maski. Jego zielone oczy płonęły. Nie zawahał się nawet, gdy Snape obrócił się powoli i zapytał:
- Coś ty powiedział?
- Nie, proszę pana - powtórzył Harry obojętnym, ale bynajmniej nie ze strachu głosem. - Nie zostanę szukającym drużyny Slytherinu. Jestem zaledwie pierwszorocznym, nie miałem jeszcze za wiele czasu na zaprzyjaźnienie się z ludźmi, nie licząc Draco. - Jego wzrok wyraźnie mówił, co teraz myśli o tej przyjaźni. - Wywołam zamęt i zaszkodzę nie tylko domowi Slytherinu, ale i innym. Najlepiej będzie, jeśli nie będę grał.
Draco wiedział, że to oczywista nieprawda, ale było to prawdopodobnie najlepsze kłamstwo, jakie Harry mógł wymyślić na poczekaniu. Znał prawdziwy powód. Nie chce grać, bo jego bliźniak nie należy do drużyny Gryffindoru. Palant! Nie był pewien, czy ta ostatnia myśl była skierowana do Harry'ego czy Connora.
- Może pan grać, panie Potter, i będzie pan - powiedział Snape jeszcze ciszej niż poprzednio. Draco przeszedł dreszcz. Snape nigdy nie podnosił głosu, gdy był naprawdę zły, tak jak teraz. - Porozmawiam o tym z dyrektorem Dumbledore'em. Nie musisz się o to martwić.
- Mam wrażenie, że nie ma zasady, która mówi, że można kogoś zmusić do gry, jeśli tego nie chce - powiedział Harry, zadzierając głowę do góry. Jego blizna w kształcie błyskawicy wyłoniła się w całości zza grzywki. Draco zauważył, że profesor mimo gniewu zerka na bliznę i krzywi się lekko. - Zdecydowałem i nie mam zamiaru ustąpić.
- Ustąpisz - powiedział Snape. - Albo uczynię twoje życie wyjątkowo nieprzyjemnym, nie miej co do tego wątpliwości.
- Nie mam, proszę pana - odparł Harry. Snape wzdrygnął się lekko, a Draco zastanowił się, jak nisko miał opuszczone tarcze, które były jego jedynym ratunkiem przez bólem głowy. - Ale jestem gotów to znieść. Jestem gotów zginąć w wojnie z Voldemortem, jak przyjdzie co do czego. Mam wrażenie, że pan nie okaże się aż tak niemiły. - Opuścił przy tym ręce, jakby gotów do wyjęcia różdżki w każdej chwili.
Snape patrzył Harry'emu w oczy przez mniej więcej minutę, ale ponieważ towarzyszyła temu mroźna cisza, Draconowi wydawało się, że trwa ona całą wieczność. Przeniósł ciężar ciała na drugą nogę. Żałował, że nie wiedział, co Snape zobaczył w tych oczach.
- Ma pan rację - powiedział niespodziewanie Snape. - Proszę o wybaczenie, panie Potter. - Jego głos przybrał na sile, ale wciąż był cichy i kpiący. - Zapominam, że jedni z moich Ślizgonów działają dla dobra swojego domu, a inni nie.
Draco podejrzewał, że ta obraza spłynęła po Harrym jak woda po kaczce. Pewnie nawet nie uważa tego za obrazę, skoro tak bardzo chce być Gryfonem, pomyślał zjadliwie Draco.
- Dziękuję, proszę pana. Czy mogę już iść? Muszę jeszcze dokończyć esej o eliksirach.
- Możesz - powiedział Snape, jakby stracił zainteresowanie sprawą. Draco patrzył, jak Harry wychodzi, trzymając się prosto, jakby uważał, że wygrał.
Snape obrócił się, jak tylko usłyszał trzask zamykanych drzwi, i z jego twarzy można było wyraźnie wyczytać, że wcale się nie poddał, jedynie wycofał na bezpieczniejszy teren. Draco uśmiechnął się do niego.
- Miałem rację, że go tutaj przyprowadziłem, prawda? - Nie chciał, żeby w jego tonie znalazło się aż tyle niepokoju, ale Snape tylko przytaknął.
- Miałeś. Chłopak nie uważa się za Ślizgona. - W jego głosie słychać było niedowierzanie, ale również gniew. - No i nie ma wątpliwości, że arogancję ma po Jamesie Potterze. - Nienawiść, która przebiła się w tym miejscu, sprawiła, że Dracona przeszedł zimny dreszcz. - No cóż, mniejsza z tym. Jeszcze mu pokażemy. - Znowu się uśmiechnął tym rodzajem uśmiechu, jaki Draco widział, kiedy mijał pokój, w którym Snape z ojcem wspominali pierwsze powstanie Voldemorta. - I Jamesowi Potterowi również. Z przyjemnością użyję jego syna, by wygrać tegoroczny puchar domów.
Kiwnął w stronę Dracona.
- Też już możesz iść.
Draco wyszedł, czując ulgę. No dobra, więc to nie zadziałało. Ale przecież Harry nie może się wiecznie kryć. Talent sam wyjdzie na jaw i jeśli on nie będzie grał w naszej drużynie przed końcem roku, to zjem pięć galeonów. Nie, dziesięć. Na oczach Weasleya.










Komentarze
naru dnia padziernik 20 2012 11:31:41
jak zwykle bardzo mi sie podoba smiley masz na prawde przyjemny styl pisania ;D.....choc ostatnio odczuwam hmmm "niedosyt" brata harry'ego, gdyz obecnie nie zapowiada sie na interesujaca postac
Chochlik dnia padziernik 20 2012 12:32:53
Przypominam, że nie jest to moje dzieło, tylko Lightning on the Wave. Ja to tylko tłumaczę smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [2 Gosw]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum