The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 16 2019 02:40:13   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Zaparz mi herbatę 22
Rozdziwlał dwunasty - Poznań wciąż po raz drugi, czyli o tym, że sny nie zawsze rodzą rzeczywistość.





Łukasz otworzył oczy, a promienie słoneczne momentalnie skorzystały z okazji by go oślepić. Chłopak zakrył się kołdrą po sam czubek głowy.
– Ej, oddawaj! – warknął zaspany Sebastian i pociągnął róg pierzyny w swoją stronę.
– Kurwa, niech ktoś wyłączy Słońce – jęknął Łukasz, przytulając się plecami do swojego chłopaka, żeby ponownie móc skryć się pod kołdrą.
Sebastian odwrócił się, gdyż wcześniej również leżał plecami do Łukasza, po czym objął go mocno i zasłonił im obu twarze poduszką.
– No tak, teraz nie razi. Za to jest mi duszno – mruknął po chwili Łukasz.
– Marudzisz – uznał Sebastian, całując go w nagie ramię.
– Dobra, trochę marudzę – przyznał Łukasz, ziewając cicho. Sebastian powoli schodził ustami na plecy, więc krótkowłosy leniwie przewrócił się na brzuch, żeby dać swojemu chłopakowi większe pole do popisu.
– Nie masz dosyć po tym wszystkim, co wyprawialiśmy dzisiaj w nocy? – upewnił się Łukasz.
– Pf, jasne że nie – parsknął Sebastian, całując okolice lędźwi bruneta. Po tych ułamkach sekund, podczas których skóra Łukasza delikatnie napinała się pod jego dotykiem, długowłosy mógł poznać, że chłopakowi podobają się jego poczynania. – I wiesz co? Ty też nie – dodał zadziornym uśmiechem.
Łukasz właśnie miał zamiar odwrócić się na plecy i rzucić na Sebastiana niczym wygłodniałe zwierzę, jednak powstrzymał go głośny i bardzo charakterystyczny odgłos dobiegający z podwórka.
Szczekanie.
Sebastian z Łukaszem zastygli w bezruchu.
– Czy to jest to, o czym myślę? – zapytał po chwili krótkowłosy.
– Nicole! – Sebastian momentalnie usiadł na łóżku, kiedy to do niego dotarło i zaczął się rozglądać wokoło w poszukiwaniu jakiegoś ubrania.
– No już leż sobie, pójdę po nią – zaoferował Łukasz, wygrzebując się niechętnie z pościeli.
– Naprawdę? – upewnił się Sebastian. – Mhm… uwielbiam cię – dodał z rozpromienioną miną.
– Tak, wiem, czasami sam nie mogę uwierzyć w to jaki jestem zajebisty – odparł Łukasz skromnie, dając Sebastianowi całusa w usta, po czym wstając z łóżka. – Pamiętasz może gdzie porozrzucaliśmy wczoraj nasze ubrania? Bo normalnie były zawsze gdzieś nieopodal łóżka, ale teraz coś ich nie widzę… – mruknął chłopak, rozglądając się po pokoju.
– A kogo obchodzą ubrania? Dla mnie możesz równie dobrze chodzić tutaj nago – zaproponował entuzjastycznie Sebastian. Za ten pomysł Łukasz odpłacił rzucając w niego poduszką.
– Rozumiem, że to oznacza odmowę – uznał Sebastian z niezadowoleniem.
– No raczej. Ale jeśli ty nie masz ochoty się ubierać, to nie będę cię zmuszał – obiecał Łukasz tonem na wskroś przesiąkniętym niewinnością. Ta sama poduszka tym razem wylądowała na jego twarzy.
Nicole zaczęła szczekać jeszcze głośniej, o ile to w ogóle było możliwe.
– Dobra, idę po nią – mruknął pod nosem Łukasz, podchodząc do szafy i przetrząsając dolne szuflady w poszukiwaniu bielizny. – Seba, nie gap mi się na tyłek – fuknął, ubierając bokserki, wciąż stojąc plecami do swojego chłopaka.
– Ej, skąd wiesz, że się gapię?! – parsknął Sebastian z oburzeniem. – Nie widziałeś tego!
– Seba – westchnął Łukasz, zwracając się jak do małego dziecka. – Ty przecież się zawsze gapisz – wyjaśnił, starając się ukryć maleńki uśmieszek w kąciku ust.
– Nie zawsze – zaprzeczył długowłosy szybko. – Tylko wtedy, kiedy przede mną idziesz i masz dopasowane spodnie, albo kiedy masz po prostu takie, że kiedy się poruszasz, widać kształt twoich pośladków, albo kiedy się po coś schylasz, albo kiedy kucasz, by coś podnieść z ziemi, albo kiedy się przebierasz, jak teraz, albo kiedy w ogóle nie masz nic na sobie, bo chyba po to nie masz, żebym się nie powstrzymywał, prawda? Ale nie zawszę gapię ci się na tyłek! – zakończył stanowczo.
Łukasz zaczął się śmiać.
– To właśnie miałem na myśli, kiedy mówiłem „zawsze” – odparł z szerokim uśmiechem.
– Och – skwitował Sebastian. – W takim razie przyznaję się do winy. Gapię się na twój tyłek absolutnie zawsze. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko fakt, że twój tyłek jest po prostu zajebisty. Wysoki Sądzie, jaka mnie czeka za to kara? – zapytał przekornie.
Łukasz namyślił się kilka sekund, po czym odparł:
– Jeszcze się nad tym zastanowię, ale na pewno znajdę coś wyjątkowo wyrafinowanego. A teraz pozwól, iż pójdę i przyprowadzę tego psa, bo on tam przed drzwiami zaraz zniesie jajo.
Skomlenie z zewnątrz świadczyło o tym, że Łukasz ma prawdopodobnie rację.


Sebastian opadł na poduszki i nasłuchiwał. Kroki Łukasza rozchodziły się po korytarzu, przeszły obok kuchni i dużego pokoju z telewizorem połączonego z jadalnią. Zbliżały się już do frontowych drzwi, kiedy Sebastian z przerażeniem przypomniał sobie, że Nicole to miłe zwierzę, ale tylko dla ludzi, których zna. Wobec obcych potrafiła wykazać się niemałą agresją, a biorąc po uwagę jej rasę, mogło to stanowić poważne zagrożenie. Długowłosy przeklął się za taką nieuwagę i niczym torpeda wyskoczył spod pierzyny i pognał w stronę drzwi wejściowych.


– Łukasz, uważaj, ona może być niebezpie…! – krzyknął, stając w przedpokoju, ale urwał w połowie słowa. Odetchnął z ulgą. Nicole łasiła się do Łukasza niczym niedopieszczona kotka.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś, że to owczarek niemiecki? – zapytał Łukasz z szerokim uśmiechem, głaszcząc psa za uchem. – Jest śliczna!
– I może być cholernie niebezpieczna dla obcych – dodał Sebastian, nadal czując krew pulsującą mu w żyłach. To trwało tylko kilka sekund, ale naprawdę porządnie się przestraszył.
– Naprawdę? Nie warczała na mnie ani trochę – powiedział Łukasz, samemu się nieco dziwiąc, usłyszawszy rewelacje Sebastiana. – Tylko mnie obwąchała, a potem zaczęła się dopraszać głaskania. Nie wyglądała groźnie – dodał.
– Obwąchała cię, tak? – upewnił się Sebastian, uśmiechając się kącikiem ust.
– Coś ci chodzi po głowie? – spostrzegł Łukasz, wpuszczając psa do domu i zamykając frontowe drzwi.
– Tak. Mamy dwie opcje. Albo jesteś tak zajebisty, że wszystkie zwierzęta cię kochają, albo… – długowłosy zawiesił głos – nie poczuła, że jesteś obcy, bo pachnąłeś mną – zakończył z figlarnym uśmiechem.
– Cóż, kochaliśmy się przez ponad pół nocy, więc można uznać to za zadowalające wyjaśnienie – uznał Łukasz, czując się dziwnie miło z powodu tego, że pachnął Sebastianem. A Sebastian pewnie pachnął też trochę nim. To było takie przyjemne – zupełnie jakby go ciągle na sobie czuł.
– Pewnie tak, choć to krępujące, że pies możne nas tak łatwo przejrzeć – mruknął Sebastian, zbliżając się do Łukasza z zamiarem pocałowania go.
– Dobra, panie-łażę-nago-po-domu-i-dobrze-mi-z-tym – mruknął krótkowłosy stanowczo: – Ty idziesz się ubrać, a ja robię śniadanie – oznajmił tonem nie znoszącym sprzeciwu.
– Kochany jesteś – wymruczał Sebastian z rozmarzonym uśmiechem.
– Potem zmywasz gary.
Tylko Łukasz jednym zdaniem potrafił skutecznie sprowadzić Sebastiana na ziemię i tak, był z tego cholernie dumny.
*

Nicole okazała się być bardzo sympatycznym psem i nawet nie tak niegrzecznym jak mogłoby się z początku wydawać. Bawienie się z nią, rzucanie jej oraz wyprowadzanie na spacery sprawiały chłopakom dość sporą frajdę. O ile, oczywiście, nie chodziło o spacery poranne.
– Łukasz, twoja kolej – oznajmił głos Sebastiana stłumiony pod warstwą kołdry, w którą się brunet owinął niczym gąsienica w kokon.
– Jaka moja kolej?! – oburzył się momentalnie chłopak, nawet nie mogąc jeszcze porządnie otworzyć oczu z zaspania. – Wychodziłem przecież wczoraj! – przypomniał.
– Wczoraj, kochanie, to był czwartek i wyszedłem ja, kiedy ty jeszcze smacznie spałeś – sprostował Sebastian i Łukasz mógł wręcz usłyszeć jego zwycięski uśmiech, bo zobaczyć go przecież nie było jak spod tej kołdry.
– To kiedy ja wyszedłem? – zapytał Łukasz ze zdumieniem.
– W środę.
– Kurwa, to już jest piątek? – jęknął z rozżaleniem chłopak po drobnej analizie słów długowłosego.
– Też mi się to nie podoba.
Łukasz jednak miał też inne sprawy na głowie niż własne upodobania, a mianowicie: urodziny Sebastiana wypadały w sobotę, a on jeszcze nie miał prezentu. Całe szczęście, że chociaż pomysł posiadał. Będzie musiał jakoś wykombinować sposób, by wybrać się bez Sebastiana do miasta… albo wybrać się z Sebastianem, wypatrzyć prezent i zgubić go na tych kilka chwil, gdy będzie go przymierzał i kupował.
Cóż, jeśli chodziło o ubrania to mieli podobny rozmiar, aczkolwiek preferowali nieco inne rzeczy. Niemniej jednak Łukasz mógł spokojnie mierzyć na sobie. W takich chwilach zauważał te malusieńkie zalety wynikające z bycia gejem. Mając dziewczynę, z pewnością nie mógłby kupować ubrań w tak łatwy i przyjemny sposób.
– Pobiegam z nią trochę, okej? – rzucił do Sebastiana, wychodząc z ich pokoju-sypialni.
– Tylko się nie zmachaj za bardzo, będziesz jeszcze potrzebował dzisiaj zapasu energii, wiesz? – krzyknął za nim długowłosy.
– Dla ciebie zawsze coś z siebie wydobędę – odparł Łukasz.
Ubranie się i przemycie twarzy zajęło mu mniej niż pięć minut, więc chwilę później już przypinał Nicole porządną smycz w czerwoną kratkę i zakładał jej materiałowy kaganiec, gdyby nagle pod wpływem nieprzewidzianych czynników stała się agresywna. Zawiązując adidasy, krzyknął w głąb domu:
– Jak za pół godziny wrócę, będzie śniadanie? – Mieli niepisaną zasadę, że kiedy jeden spaceruje z psem to drugi przygotowuje coś na ząb. Nigdy się w ten sposób nie umówili, jednak zawsze jakoś samo tak wychodziło.
– Będzie! – okrzyknął smętnie Sebastian. Smętnie, bo to znaczyło, że musi się powoli zwlekać z łóżka i iść pod prysznic, żeby się ze wszystkim wyrobić. Nie mógł zrobić tego w innej kolejności, bo Łukasz po tym całym bieganiu na pewno też od razu wpadnie do łazienki, żeby zmyć pot, którego się dorobił. A śniadanie jedli codziennie razem i to w żadnym wypadku nie mogło ulec zmianie. I kropka.
Sebastian zarówno nie mógł zrozumieć jak i trochę podziwiał Łukasza za to, że chciało mu się biegać rano razem z Nicole. Pomysł z jednej strony świetny, bo pies jak się wyszalał z rana to był spokojniejszy w ciągu dnia, a i Łukasz przychodził na śniadanie z apetytem godnym trzech takich jak on. Niemniej jednak Sebastian nie do końca pojmował do czego jest to Łukaszowi potrzebne, bo na pewno nie po to, by zrzucić na wadze. Był przecież niemalże perfekcyjnie szczupły.
Z biegiem czasu Sebastian jednak zaczął rozumieć. Łukasz biegał raz po raz od początku wakacji i gdyby to porównać ze stanem z roku szkolnego, widać było pewną różnicę. Nie chodziło bynajmniej o ilość sadełka, bo tego i tak chłopak nie posiadał w nadmiarze, raczej o ilość mięśni. Łukasz podczas tych biegów wyrzeźbił sobie cudownie ciało i Sebastian poważnie zaczął rozmyślać o tym, by samemu też rozpocząć takie ćwiczonka w wakacje. Nie, żeby Łukasz dostał nie wiadomo jakich mięśni – Sebastian nie przepadał nawet za zbyt napakowanymi facetami i gdyby Łukaszowi odbiło w niewłaściwą stronę to długowłosy byłby pierwszym, żeby go nawrócić – po prostu jego uda i brzuch i łydki wyglądały tak, jakby były bardziej zwarte w sobie. Bardziej wyćwiczone.
Niby żadnej oszałamiającej transformacji nie było, jednak Łukasz wyrzucając z siebie trochę potu każdego dnia wyglądał po prostu zdrowiej i nawet czuł się o niebo lepiej.


– Wróciliśmy!
Sebastian stojąc w kuchni usłyszał odgłos otwieranych drzwi oraz obwieszczenie Łukasza. Właśnie kończył szykować kanapki – nic innego zrobić nie umiał, a i Łukasz wcale nie oczekiwał, by się nauczył. Po prostu kiedy Sebastian szykował śniadanie, zawsze wiadomo było, co na nie będzie. I w gruncie rzeczy nikomu to nie przeszkadzało.
– Wracaj tu, ty cholerny psie! – krzyknął Łukasz i Sebastian już dokładnie wiedział, co dzieje się w przedpokoju. – Masz łapy upieprzone aż po kolana! – tłumaczył krótkowłosy, jakby Nicole mogła cokolwiek z tego zrozumieć. Chociaż czasami ta psina robiła takie miny, że Sebastian miał wrażenie, że naprawdę to wszystko do niej dociera.
Chwilę później było słychać jakieś łup oraz jakieś nieszczęśliwe skomlenie i brunet zrozumiał, że Łukasz dopadł Nicole i mokrą ścierką wycierał jej łapy z błota.
– Po drodze wpadłem do sklepu i kupiłem sok pomarańczowy, bo chyba wczoraj się skończył, nie? – Łukasz wszedł do kuchni i postawił na blacie kartonik. Chłopak zmarszczył nos i powąchał powietrze wokół siebie, a potem swoją koszulkę. Nie był zbyt zadowolony z wyników swoich badań. – Chyba pójdę najpierw pod prysznic – zdecydował.
– Nie, czemu? – zdumiał się Sebastian. – Zjedz. Jestem pewien, że zdychasz z głodu. Ja nie biegałem, a też mnie już skręca – dodał.
– Cuchnę – odparł krótko Łukasz. – Nie przeszkadza ci to?
– Daj spokój – zaśmiał się Sebastian. – Siadaj, jedz i nie wymyślaj. Masz pojęcie, jak seksownie teraz wyglądasz? – dodał zadziornie.
– Taki zgrzany, spocony i ledwo powłóczący nogami? – upewnił się Łukasz. – No tak, łatwo by mnie było zdominować, bo nie mam siły się bronić – mruknął ze zrozumieniem.
– Och, już nie knuj żadnych teorii spiskowych – westchnął Sebastian. – Po prostu siadaj i wciągaj.


Śniadanie minęło spokojnie. Sebastian cieszył się tylko, że przygotował dwa talerze kanapek, bo Łukasz pałaszował jedna za drugą, zupełnie jakby w żołądku wykwitła mu czarna dziura. Kiedy jednak obydwa świeciły już pustkami, chłopak uznał, że jest najedzony.
– Trochę szybko to poleciało, co? – mruknął Sebastian, popiwszy ostatni kęs sokiem. – Ledwie tu przyjechaliśmy, a już mamy piątek. Prawie połowa czasu nam minęła.
– Ale chyba nieźle sobie radzimy – zauważył Łukasz. – No nie liczą pralki – dodał po namyśle. Sebastian parsknął śmiechem pod nosem. Mieli dwie duże sterty brudnych ubrań, więc uznali, że należy coś z nimi zrobić, najlepiej tak, by stały się czyste. Wiedzieli, iż do czynienia takiej magii służy pralka, jednak też na tym ich wiedza w tej materii się kończyła.
Najpierw wsypali proszek nie tam, gdzie trzeba i coś nie chciało zadziałać. Potem kliknęli w błędny przycisk i powarczało, pocharczało i zgasło. Wreszcie Łukasz zadzwonił do domu i przymilnym głosem spytał „Mamo, a jak się ustawia pralkę?” udając, jakby te dwie nieudane próby nigdy nie miały miejsca. Jeśli razem z Sebastianem byli niesamodzielnymi idiotami gubiącymi się w świecie domowych technologii, woleli się do tego nie przyznawać.
– Ale wyszliśmy na swoje – uznał Sebastian, podsumowując tych kilka dni. – Chociaż powiem ci szczerze, że mój szacunek do mamy wzrósł co najmniej dziesięciokrotnie, odkąd sami musimy tu robić te wszystkie domowe rzeczy – dodał po namyśle.
– Seba, wydaje mi się, czy zaczyna padać? – zapytał nagle Łukasz, wyglądając przez okno.
– Faktycznie – spostrzegł długowłosy. – A koło ósmej było jeszcze tak ładnie.
– Jak biegałem z Nicole już się zaczynało chmurzyć – odparł Łukasz.
Na dworze rozległ się taki huk, jakby ogromny samochód ciężarowy przetaczał się przez ogromną muldę na ogromnej drodze. Łukasz jednak doskonale wiedział, że to wcale nie o to chodziło.
– Zagrzmiało, prawda? – jęknął, wypuszczając głośno powietrze z płuc.
– I to cholernie mocno – przyznał Sebastian.
– Nie cierpię burzy – westchnął Łukasz markotnie, jakby przyznawał się do czegoś bardzo wstydliwego.
– Ja też – odparł Sebastian, wzruszając ramionami jak gdyby nigdy nic. – Kiedy trzaska w okolicy mojego domu, mam ochotę schować się pod łóżkiem – dodał. – Tylko jestem już na to za stary i się nie mieszczę – mruknął z udawanym żalem.
– To dobrze. – Łukasz odetchnął z ulgą. – Znaczy nie dobrze – sprostował. – Ale przynajmniej będziemy się bać razem.
– A uprawiałeś kiedyś seks podczas burzy? – zagadnął go po chwili Sebastian, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który wpłynął mu na usta na samą myśl. – Bo wiesz, mogłoby być to bardzo odstresowujące doświadczenie.
– Czy ty naprawdę myślisz tylko o jednym? – zapytał Łukasz, odwracając gwałtownie głowę.
– Widziałem to! – zaśmiał się Sebastian, zachodząc swojego chłopaka od tyłu, by spojrzeć mu na twarz. – Nie ukryjesz przede mną tej miny – oznajmił zwycięsko.
– Nie wiem o co ci chodzi – burknął Łukasz, starając się utrzymać powagę.
– Ależ wiesz! Pomyślałeś dokładnie o tym samym, prawda? – odgadł.
– Nieprawda – zaprzeczył Łukasz szybko. Zdecydowanie za szybko.
– Prawda! Rumienisz się! – obwieścił Sebastian radośnie. Uwielbiał, kiedy policzki Łukasza różowiały, a najlepiej było, kiedy sam się do tego przyczyniał.
– Okej, dobra! – przyznał Łukasz i pacnął Sebastiana w ramię znacząco. – Seks podczas burzy, to brzmi nieźle – uznał.
– To może warto zacząć jeszcze zanim się rozszaleje na dobre – zasugerował przymilnie Sebastian, całując swojego chłopaka w szyję.
Pierwsze krople deszczu zaczęły bębnić w szyby, a gałęzie drzew za oknem wyginały się coraz mocniej.
– Daj mi najpierw wziąć prysznic, wariacie – zaśmiał się Łukasz, odpychając lekko Sebastiana i zerkając przelotnie na nadchodzącą burzę na zewnątrz. Wtedy też w jego umyśle zapaliło się ogromne, czerwone ostrzegawcze światło. – O cholera! Sebastian, ruszaj dupę! Biegiem! – krzyknął, podrywając się z krzesła gwałtownie.
– Co? – zdumiał się chłopak, ale ruszył bez słowa za Łukaszem.
– Pranie!


Łukasz naprawdę nie lubił, kiedy efekty jego ciężkiej pracy są brutalnie niweczone, dlatego wybiegł na dwór osiągając niemalże prędkość światła.
– Nie po to je wystawiłem, żeby jeszcze bardziej zmokło – fuknął, wnosząc białą, rozkładaną suszarkę do środka. Zaraz za nim wszedł Sebastian, targając drugą. Bo mieli dwie, gdyby ktoś pytał, ponieważ znaleźli je w domu Danuty i postanowili skorzystać z obu. W końcu prania też mieli za dwóch.
*

– Mhm… Sebastian… tak… dobrze…
Przymrużone oczy, uchylone usta, głowa odchylona lekko do tyłu, uwydatniająca jabłko Adama na szyi. Palce Łukasza na początku zaciskały się kurczowo na prześcieradle, jednak chłopak chwilę później przeniósł je na nagie plecy Sebastiana.
– Szybciej – wychrypiał, poruszając miednicą w tempie dostosowanym do pchnięć Sebastiana. A te były okrutnie powolne.
– Nie ma mowy – odparł Sebastian pomiędzy jednym ruchem a drugim.
Za oknem burza rozhulała się już na dobre. Drzewa wyginały się, jakby były lekkimi źdźbłami trawy, a w okna bębniły nieustannie ogromne krople deszczu, przypominając ogromny wodospad lecący spod ciemnoszarych chmur. Co kilka minut w pobliżu rozlegał się głośny huk, podobny do odpalanych synchronicznie kilkunastu armat. Błyskawice raz po raz przecinały niebo w różnorodnych miejscach i Łukasz za każdym razem wzdrygał się lekko, gdy którąś z nich dostrzegł.
Sebastian jednak prędko odwracał jego uwagę i po pewnym czasie Łukasz nie mógł się już skupić absolutnie na niczym, prócz przyjmowania pieszczot, którymi obdarzał go jego chłopak. Lub, ewentualnie, na odwdzięczaniu się tym samym.
– Proszę, szybciej – powtórzył, dryfując na granicy świadomości. Liczył się tylko dotyk, ciało Sebastiana i jego ruchy tak powolne, że doprowadziłyby do szału nawet świętego. – Ja zaraz oszaleję – jęknął Łukasz błagalnie.
– Dobrze, szalej – odparł Sebastian spokojnie, ale tylko na pozór. Wewnątrz siebie toczył prawdziwą bitwę o to, by nie skusić się na spełnienie próśb Łukasza. Jego ciało również było na skraju i Sebastian nie mógł uwierzyć, jakim cudem jeszcze nie stracił silnej woli i nie zaczął pieprzyć Łukasza ze wszystkich sił. Ale nie, tym razem jakoś się trzymał i zamierzał to doprowadzić do końca, jak sobie zamierzył. Powoli, spokojnie i precyzyjnie. Nie dając się ponieść, nie tracąc nad sobą kontroli aż do końca.
Łukaszowi też sprawiało to przyjemność, widział to doskonale. Sebastian uważnie obserwował swojego chłopaka przez cały czas i nie mogły mu umknąć wargi – na przemian boleśnie przygryzione oraz łapczywie chwytające powietrze, ani palce – nawet gdy Łukasz przeniósł dłonie na jego plecy i zaczął je mocno na nich zaciskać, ani też nogi, które już na samym początku owinęły się wokół jego bioder, nie wspominając już o torsie Łukasza, który wyginał się z każdym mocniejszym pchnięciem.
Powolny seks był istną torturą, ale jakże słodką.
Sebastian kochał to uczucie, kiedy był przyciśnięty do swojego chłopaka na wszelkie możliwe sposoby i z każdym pchnięciem wciskał go mocniej w pościel, a Łukasz każde z tych pchnięć komentował mimowolnym, gardłowym i coraz głośniejszym jękiem.
– Obróćmy się – powiedział nagle Sebastian i Łukasz aż otworzył oczy ze zdumienia, nie spodziewając się takiego obrotu spraw. Nim jednak zdążył jakkolwiek zareagować, długowłosy chwycił go mocno, trzymając blisko przy sobie i odwrócił ich o sto osiemdziesiąt stopni, lądując tym samym pod Łukaszem. – Teraz wszystko zależy od ciebie – dodał, rozkoszując się zaskoczoną miną Łukasza.
Chłopak przez kilka sekund próbował zrozumieć sytuację, jednak jego rozpalone ciało nie pozwoliło mu na długie przemyślenia. Nim Łukasz się zorientował, jego biodra już zaczynały się powoli i niepewnie kołysać, zmieniając tym samym położenie Sebastiana w jego wnętrzu. Brunet aż jęknął z zaskoczenia i zatrzymał się na moment, ale nie wytrzymał długo w bezruchu i chwilę później już poruszał się dalej.
Sebastian również nie potrafił zachować pokerowej twarzy, nie żeby nawet chciał. To była dla niego nowa sytuacja i nietypowe położenie, ale niech to wszystko cholera trafi, jeśli mu się nie podobało. Czuł się wręcz niesamowicie, będąc jednocześnie na dole, ale i wewnątrz Łukasza. To jakby połączył bycie aktywem i pasywem w jedno, oddając przy okazji Łukaszowi kontrolę nad tempem.
Ta nowa władza przypadła zresztą krótkowłosemu do gustu, kiedy tylko nauczył się z niej korzystać. Tylko chwili potrzebował, by odnaleźć najbardziej sprzyjający sposób do poruszania się na Sebastianie, by wchodził on w niego jak najgłębiej.
– Cholera, ja zaraz… – westchnął chrapliwie Łukasz, posuwając się coraz prędzej.
– Ja… ah! – Niski, gardłowy jęk dochodzący od Sebastiana wyjaśnił Łukaszowi, że nie tylko on już kończy. Sebastian doszedł nawet nieco prędzej, wyginając plecy w łuk i oplatając Łukasza rękami i nogami, przyciskając go mocno do siebie.
Krótkowłosy nie miał pojęcia, jak długo leżeli obok siebie, oddychając ciężko. Natłok wrażeń sprawił, iż przez kilka minut uspokajali swe ciała, nie mogąc się skupić na niczym innym.
Łukasz wreszcie rozejrzał się ospale w koło, spoglądając za okno na leniwie spadające krople deszczu oraz obrzucił spojrzeniem pokój z ich ciuchami na drewnianej podłodze. Wreszcie rzucił wzrokiem na skórzaną kanapę, na której leżeli, zwracając szczególną uwagę na pościel.
– Będziemy musieli przeprać to prześcieradło – stwierdził z rozbawieniem.
Sebastian podniósł nieco głowę znad poduszki i zweryfikował ocenę Łukasza.
– Tak. Nie chcemy przyprawić mojej babci o zawał, prawda? – odparł po chwili.
– Ona wie, że jesteś gejem, prawda? – upewnił się Łukasz po krótkim namyśle.
Sebastian ziewnął głęboko i przysunął się do swojego chłopaka, kładąc mu głowę na ramieniu. Uwielbiał być blisko Łukasza i dotykać jego skórę. Nie chodziło tylko o seks. Po prostu czuł się przy nim dobrze. Łukasz był facetem z krwi i kości, a Sebastian miał nawet wrażenie, że z dnia na dzień robi się coraz bardziej męski. Podobało mu się to. Gdyby nie zakochał się w Łukaszu już wcześniej, teraz z pewnością by to nadrobił.
– Wie – odparł. – Ale woli nie mówić o tym na głos, jak sam zresztą słyszałeś. Nazwała cię moim „specjalnym przyjacielem” – dodał ironicznie. – Uważa, że skoro już mam jakieś odchyły to chociaż nie powinienem mówić o tym na głos – wyjaśnił z przekornym uśmiechem. – Mimo to nie robi z tego jakiegoś wielkiego problemu. Po prostu nie jest zbyt wielką fanką mojego homoseksualizmu, że tak to ujmę.
*

Łukasz przyjął to do wiadomości i już więcej nie poruszał tego tematu, aczkolwiek miło było wiedzieć, że ktoś z rodziny Sebastiana ma jednak jakieś obiekcje odnośnie jego orientacji. Nie, żeby Łukasz się z tego cieszył – to by było wredne. Zwyczajnie dziwił go Sebastian noszący tęczową bransoletkę, jakby zapominając o całej reszcie świata raczej nieprzychylnie patrzącej na związki męsko-męskie. Dorota akurat mogła go utrzymywać w przekonaniu, że ludzkość aż kipi tolerancją, tak jak i ona sama, jednak Łukaszowi reakcja babci Sebastiana przyniosła nieoczekiwaną ulgę. Dobrze wiedzieć, że coś w tym wszystkim jednak działało normalnie i że ludzie naprawdę nie przepadają za odmiennościami. Nie było to miłe odkrycie, ale jednak bardzo pokrzepiające – żyjąc w otoczeniu Sebastiana i Doroty można by pomyśleć, iż świat jest miły i przyjazny, a Danuta trochę równoważyła tą wszechobecną tęczowatość. Gdyby nie to, Łukasz byłby skłonny pomyśleć, iż tylko jego rodzina jest nietolerancyjna.


– O czym myślisz? – Z odmętów własnej głowy wyrwał Łukasza nie kto inny jak jego własny chłopak, trącając go przy okazji zieloną konewką, którą po kolei podlewał wszystkie kwiat stojące w domu.
– O tym, że żyjemy w świecie oderwanym od rzeczywistości – odparł po chwili Łukasz, rozglądając się po pomieszczeniu. Ot, dom jak każdy inny, może tylko nieco bardziej zadbany. Z obrazami na ścianach, małymi figurkami na szaflach, ozdobnymi wazonami w każdym kącie oraz starannie dobranymi doniczkami z zadbaną roślinnością.
Nicole zsunęła się z kanapy – na której z pewnością nie wolno jej nawet było siedzieć – podeszła do Łukasza i bezprecedensowo położyła się przy jego nogach, z pewnością wyczuwając melancholijny nastrój wiszący w powietrzu.
– To ma być jakieś podniosłe filozoficzne stwierdzenie, czy po prostu w ten dziwaczny sposób zaczynasz marudzić, że nie masz ochoty wracać do Szczecina? – zapytał Sebastian po chwili.
– Coś w tym stylu – odparł Łukasz.
– Wyjaśnij – zażądał Sebastian prędko, nie lubiąc żadnych niedomówień między nimi.
Łukasz westchnął, rozsiadając się wygodniej na krześle przy stole w jadalni. Pomiędzy jednym a drugim łykiem herbaty, odparł:
– Nie chcę, żebyśmy się źle zrozumieli – zaczął powoli. – To nie tak, że nie podoba mi się spędzanie z tobą tutaj czasu. To są nasze dwa tygodnie i, cholera, szczerze ci przyznam, że jest świetnie. Uwielbiam poranne kłótnie o to, kto wyjdzie z Nicole, uwielbiam to, że jemy razem śniadania, nawet jeśli ty je przygotowujesz – dodał, za co momentalnie dostał kuksańca w bok. Zaśmiał się krótko, ale chwilę później spoważniał i kontynuował: – Podoba mi się wieczorne kombinowanie, co zjemy na obiad następnego dnia, lubię być odpowiedzialny za skoszoną trawę w ogrodzie i za podlanie kwiatów w środku. Piekielnie się cieszę, że możemy uprawiać seks gdziekolwiek w tym domu chcemy i kiedykolwiek chcemy, bo mieszkamy tu teraz tylko we dwoje i żyjemy niczym cholerne małżeństwo. I to też lubię. – W tym momencie Łukasz zawiesił na moment głos i wyglądał tak, jakby wcale nie chciał dodawać tego, o czym myślał. Ale nie potrafił już powstrzymać słów uciekających mu z ust na zewnątrz: – To jest piękne, Sebastian. Ale nic z tego nie jest prawdą. To tylko złudzenie. Iluzja. Utopia – wymieniał gorzko. – Zaraz wrócimy do Szczecina i będzie tak, jakby nic z tego nie zdarzyło się naprawdę.
– Bzdura – warknął Sebastian, odstawiając gwałtownie konewkę na podłogę i zbliżając się w kilku krokach do Łukasza. – Idiotyzm! – powtórzył. – Największy, jaki kiedykolwiek przyszedł ci do głowy!
Łukasz podniósł niepewne spojrzenie na swojego chłopaka.
– Dlaczego? – westchnął smutno. – Przecież wrócimy do Szczecina i…
– I będziemy mieć głowę pełną zajebiście szczęśliwych wspomnień – wszedł mu w słowo Sebastian. – Nikt nam tego nigdy nie zabierze. Poza tym kto wie, co się jeszcze wydarzy? Wrócimy do Szczecina i fakt, nie będzie seksu codziennie, nie będziemy się budzić obok siebie ani jeść razem śniadań. Szkoda. Cholernie mi szkoda, ale mówi się trudno. Nie można mieć wszystkiego, a przynajmniej nie można mieć wszystkiego na raz. Zresztą świat się wcale nie skończy, kiedy wrócimy do domu. Będziemy mieć dla siebie jeszcze całą resztę wakacji.
– Ale potem wrócimy do szkoły…
– No tak, tego nikt nie lubi – odparł Sebastian. – I wiem, znowu się będzie trzeba kryć i znowu będziemy mieć mniej czasu dla siebie. Zwłaszcza, że teraz już wszyscy w koło będą pieprzyć o maturach. Ale wciąż to nie jest koniec świata. Byliśmy razem wcześniej, będziemy razem też później. Więc powiedz mi, dlaczego masz taką minę, jakby powrót do Szczecina miał całkowicie rozwalić naszą rzeczywistość? – zapytał długowłosy z niepokojem.
– Nie wiem – odparł Łukasz niespokojnie, wstając z krzesła i przytulając się do Sebastiana ciasno.


Miał wrażenie, że skłamał. Nie był o tym przekonany do końca, bo też nie zastanawiał się dokładniej nad odpowiedzią, jednak gdzieś w głębi serca czuł, że gdyby był szczery, jego wnioski nie spodobałyby się Sebastianowi. Sam Łukasz zresztą też nie potrafił przestać odczuwać niepokoju. To tkwiło głęboko w jego duszy. Tutaj, w Poznaniu, z daleka od własnej szczecińskiej rzeczywistości, Łukasz poczuł się szczęśliwy. Tym bardziej bolał go każdy dzień, który mijał bezpowrotnie, zbliżając termin powrotu.
Nie do końca pojmował, co takiego się zmieniło. Przecież Sebastian miał rację – byli razem już dużo przedtem, czemu więc ten wyjazd miałby cokolwiek zmienić? Zwłaszcza, że wyszedł im tak wspaniale. Ale to był chyba właśnie ten haczyk.
Po raz pierwszy Łukasz zrozumiał, co to znaczy żyć z Sebastianem. Nie randkować, nie spotykać się, tylko po prostu żyć. I to poznańskie życie było dobre. Cholernie. Tak piekielnie dobre, że po prostu nie mogło być prawdziwe.
Bo prawdziwe życie Łukasza odgrywało się w Szczecinie.


Sebastian oddychał ciężko, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Nie, żeby mu się nie podobało. Wręcz przeciwnie. Po prostu się nie spodziewał takiego obrotu wydarzeń. Nie sądził, by Łukasz mógł… ale mógł i wyszło mu to niebiańsko.
Uspokojenie oddechu jeszcze nigdy wcześniej nie było takie trudne.
– Widzę, że prezent się podobał – odgadnął Łukasz, nie mogąc ukryć zadowolenia. Aż do samego końca się wahał, ale jednak ostatecznie zdecydował wprowadzić w życie swój pomysł. Ku jego zdumieniu, Sebastian wykazał entuzjazm, o jaki Łukasz by go nie podejrzewał.
– Tak, ta bluza jest naprawdę fajna – odparł Sebastian, przeciągając się na łóżku, opierając policzek na klatce piersiowej Łukasza.
– Wiesz, że nie o ten prezent mi chodziło – syknął krótkowłosy. Oczywiście bardzo się cieszył, że szara bluza z myszką Miki (myszka Miki była w ramach prezentowej zemsty za kubek z Maleństwem z Kubusia Puchatka) podobała się Sebastianowi, jednak druga niespodzianka budziła znacznie większe emocje. U nich obu.
– Więc o jaki? – zdumiał się niewinnie Sebastian, po czym uderzył się teatralnie w czoło. – Ach! O ten!
Łukasz mściwie wbił długowłosemu palce pomiędzy żebra, co poskutkowało gwałtownym krzyknięciem tego drugiego. Sebastian w ogóle miał ciało bardzo wrażliwe na wszelaki dotyk – chyba, że chodziło tylko o dotyk Łukasza.
– No dobra, dobra – westchnął Sebastian. – Było bardzo, ale to bardzo… całkiem przyjemnie – odparł po chwili namysłu.
– Całkiem przyjemnie? – oburzył się Łukasz, napinając gwałtownie mięśnie, ale zaraz później jego ciało znów się rozluźniło. Chłopak zachichotał krótko i pogładził Sebastiana po włosach.
– Z czego się śmiejesz? – zdumiał się Sebastian, ponieważ coś w głosie Łukasza wskazywało, jakby krótkowłosy skrywał przed brunetem jakąś wielką tajemnicę wagi co najmniej państwowej.
– Ja? Z niczego! – parsknął Łukasz, tym samym przecząc swoim słowom. – Po prostu się przyznaj – rzucił po chwili lekko.
– Niby do czego? – fuknął Sebastian i tym razem to on się momentalnie spiął, patrząc zawzięcie na swojego chłopaka.
– Że było ci bardzo, ale to bardzo dobrze… – zaczął niewinnie Łukasz.
– Przecież to już powiedziałem! – przerwał mu Sebastian, ale nie udało mu się zbić krótkowłosego z tropu.
– … I że było ci nawet lepiej, niż wtedy, kiedy to ja jestem na dole – dokończył Łukasz z zadziornym uśmiechem.
– O nie, bez takich! – prychnął Sebastian z oburzeniem.
Łukasz zaśmiał się, dostrzegając rumieniec wpływający na jego policzki.
– Och no, nie ma się czego wstydzić –uznał prędko krótkowłosy.
– Nie wstydzę się – burknął Sebastian obronnie. – Ale ty po prostu nadinterpretujesz!
– Naprawdę? – zdumiał się niewinnie Łukasz. – Bo widzisz, słońce, nie był to nasz pierwszy raz, ani nawet drugi, ani trzeci. I tak się składa, że trochę cię już znam, łącznie z tym, jak na co reagujesz w łóżku. – Łukasz ciągnął swój wywód stanowczo i wyraźnie. – Ale takich reakcji, jak te dzisiejsze, jeszcze nigdy wcześniej nie udało mi się z ciebie wyciągnąć. Zawsze było zajebiście, ale tym razem to już przeszedłeś samego siebie.
– Jak mogłem przejść samego siebie, skoro pierwszy raz byłem na dole? – mruknął Sebastian, wciąż uparcie nie patrząc Łukaszowi w czy.
– Człowieku, czy ty siebie nie słyszałeś? – zdumiał się brunet, choć po rumieńcu Sebastiana wnioskował, że jednak słyszał i to właśnie dlatego był tak speszony. – To było boskie! Normalnie uwielbiam twój głos, bo jest zajebiście niski, ale tym razem… aż nie wiem, co powiedzieć. Kiedy krzyczałeś, jęczałeś i ogólnie rzecz biorąc wydawałeś z siebie te wszystkie niesamowite dźwięki… Seba, chyba nigdy wcześniej nie byłem tak cholernie podniecony jak dzisiaj – wyznał Łukasz, obejmując Sebastiana ramieniem, lecz uważając jednocześnie, by nie dotknąć go samą dłonią. Na palcach wciąż miał lubrykant.
Chwila ciszy przeciągała się, jednak wreszcie do Łukasza dotarł niepewny głos Sebastiana:
– Naprawdę?
– Naprawdę-naprawdę – przyznał Łukasz. – Nie masz się czego wstydzić.
– Ja się nie wstydzę, ja tylko… – mruknął Sebastian, ale krótkowłosy mu przerwał:
– Nie chcesz przyznać, że wolisz być na dole niż na górze.
Sebastian burknął coś pod nosem i objął mocniej Łukasza. Już i tak praktycznie cały na nim leżał, wtulając nos w jego klatkę piersiową. Nie, żeby nie zdarzało im się leżeć w takiej pozycji już wcześniej. Tym razem jednak Sebastian poczuł się nieco inaczej. Przytulał się do swojego chłopaka i zaczynał rozumieć, że nie tylko on jest dla Łukasza, ale Łukasz też jest dla niego. Że kiedy będzie trzeba, Łukasz stanie za nim murem i wesprze w potrzebie. Że nie zawsze musi mieć wszystko pod kontrolą, bo jeśli mu się coś posypie, to może przyjść do Łukasza po pomoc. I że Łukasz mu nigdy tej pomocy nie odmówi.
– Co jest, Sebastian? – spytał krótkowłosy, kiedy po dłuższej chwili nie otrzymał odpowiedzi. – Hej, jeśli się pomyliłem, to powiedz. Po prostu miałem wrażenie, że już od jakiegoś czasu chciałeś, żebym… no wiesz…
– Może i masz rację – odparł po chwili Sebastian. – Może faktycznie chciałem, tylko nie do końca wiedziałem, że tego chcę. I masz rację, podobało mi się. Już dawno się tak nie czułem… Właściwie nigdy wcześniej się tak nie czułem – przyznał.
Łukaszowi spadł kamień z serca. Było nie było, pierwszy raz odgrywał aktywną rolę – cichy głos w jego głowie szeptał, że w gruncie rzeczy po raz pierwszy zrobił to choć w przybliżeniu tak, jak każdy heteroseksualny mężczyzna. Nic dziwnego, iż miał przedtem ogromną tremę.
– Więc chyba mi się udało – zauważył po chwili.
– Hm… – mruknął Sebastian i po chwili wahania, dodał: – Będzie trzeba to powtórzyć.
Łukasz uśmiechnął się szeroko, słysząc te słowa.
– Szkoda, że już za dwa dni wyjeżdżamy – westchnął. – Mógłbym tu z tobą siedzieć przez całe wakacje – dodał rozmarzonym głosem.
– Mógłbym tu z tobą siedzieć i przez całe życie – szepnął Sebastian w odpowiedzi.


Łukasz przez moment zastanawiał się, jak ma się odnieść do tego oświadczenia. Nie miał pojęcia, jaka odpowiedź byłaby jednocześnie dobra i prawdziwa. Wreszcie, po namyśle, nie powiedział nic.










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum