The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 21 2019 06:45:54   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Zaparz mi herbatę 21
Rozdział jedensty - Poznań po raz drugi, czyli mały myśliciel i wychłodzony panikarz.





To już chyba stawało się regułą, że pod koniec roku szkolnego Łukasz wpadał w nastrój małego myśliciela. Moment, w którym musiał zajrzeć do szafy i sprawdzić stan marynarki oraz spodni zawsze wyzwalał w nim długie życiowe rozważania. Z rozrzewnieniem wspominał czas, kiedy ubierał je po raz ostatni – w tym wypadku chodziło oczywiście o początek roku szkolnego. A teraz, niby oka mgnienie, już szykował się na jego koniec. Jak ten czas szybko mija.
Ostatnich dziesięć miesięcy dłużyło mu się niemiłosiernie, przynajmniej dopóki nie stanął przed wspomnianą szafą w poszukiwaniu galowego stroju. Dopiero wtedy uderzyło w niego, że to już koniec drugiej liceum. Że choć ledwie chwilę temu przyszedł do tej szkoły, już właściwie dawno stał za półmetkiem. Dwa miesiące wakacji pewnie przelecą jak z bicza strzelił i znowu będzie trzeba przywdziać ten piekielny czarny uniform, ale wtedy będzie o wiele gorzej. Wszyscy już będą chrzanić o maturach i rozdawać wykłady moralno-mobilizacyjne jak ulotki przed hipermarketem. Głupota. Robią to pewnie rok w rok, a i tak wszyscy się obudzą dopiero po Wielkanocy.
Łukasz gwałtownie zamknął drzwi szafy, trzaskając nimi teatralnie. Łupnięcie przywróciło go nieco do rzeczywistości.
Wiele się zmieniło w ciągu ostatnich miesięcy. Jego związek z Sebastianem zaraz będzie obchodził pierwszą rocznicę, bo przecież zeszli się jakoś pod koniec pierwszej klasy. Łukasz nie pamiętał dokładnie kiedy, ale nie winił się za to – doskonale pamiętał jednak, że pierwszy pocałunek zaliczyli pod wpływem upojenia alkoholowego.
Chłopak nie potrafił się nie uśmiechnąć na to wspomnienie. Amory próbowały najpierw podejść do nich po ludzku, ale najwyraźniej byli zbyt oporni, więc miłosne bożki w desperacji sięgnęły po procenty. Metody stare, ale jare. Łukasz czuł, że to zdarzenie będzie wywoływało uśmiech na jego ustach już do końca życia. W pierwszy związek wpadł z kopa i z butelką wódki w ręce. To się nazywa dobry początek!
Ale udało im się. Łukasz nie mógł wręcz w to uwierzyć, kiedy sobie uświadomił, że to już rok. Nie dwa, trzy miesiące. Wraz z Sebastianem trzymają się już rok, nie licząc oczywiście tej sześciomiesięcznej gry wstępnej.
Jak to się w życiu dziwacznie plecie. Do Łukasza dopiero później tak naprawdę dotarło, że w rzeczywistości podobał się Sebastianowi od samego początku.
Mniejsza o jego ślepotę. Grunt, że wreszcie skończyli będąc razem.


Chłopak zaczynał rozumieć, co to znaczy być z kimś w związku. Pamiętał te wszystkie chwile, kiedy wiodło się im raz lepiej raz gorzej. Kiedy pojechali na wystawę do Poznania, jeszcze tak bardzo niepewni siebie nawzajem. Zdążyli się lepiej poznać przez ostatni rok. Nie zawsze było łatwo. Łukasz doskonale pamiętał moment, w którym uderzył Sebastiana, zaraz po wielkiej kłótni o Łucję. Krótkowłosy nawet już nie potrafił przywołać jej twarzy. Ot, jakaś tam laska. Nie miała najmniejszego znaczenia. Liczyło się tylko to, że ich skłóciła, ale też to, że po wszystkim zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej. Gorzej było tylko z tym feralnym Sylwestrem. Ta sprawa właściwie nie została do końca rozstrzygnięta. Po prostu ucichła.
Łukasz kompletnie nie wiedział, co z nią zrobić, więc też nie poruszał tego tematu. Z drugiej strony wyczuł również, że Sebastian ma jakieś „ale” do jego przyszłości. Tylko jak to możliwe, skoro Łukasz swojej przyszłości jeszcze nawet nie znał? Nie miał planów? Chłopak miał wrażenie, że Sebastian poczuł się w jakiś sposób wykluczony, tylko dlaczego?
Łukasz po prostu chciał uniknąć sytuacji, w której musiałby wybierać między rodziną a Sebastianem. To są zbyt wielkie rzeczy i zbyt wielkie decyzje jak na umysł osiemnastolatka. Już wolał się zamartwiać tą cholerną maturą.
*

Mieszkanie babci Sebastiana okazało się być naprawdę sporym domem z ogrodem. Łukasz bynajmniej się tego nie spodziewał. Stanąwszy przed czarną furtką, przez moment zbierał szczękę z podłoża, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Teren otoczony ogrodzeniem z zielonej siatki, zwieńczony wspominaną czarną furtką oraz zdalnie sterowaną bramą. Rośliny posadzone wzdłuż siatki skutecznie ograniczały widok tego, co znajdowało się na działce. Ogromnie wyrośnięte tuje stanowiły ogrodzenie samo w sobie i z pewnością doskonale tłumiły hałas. Nie, żeby Łukasz zamierzał być jakoś specjalnie głośny – chociaż jeśli chodzi o Sebastiana, można by już polemizować.
Chłopak przekroczył furtkę mając wrażenie, jakby wkraczał do jakiegoś baśniowego królestwa, zupełnie oderwanego od rzeczywistości. Stawiając pierwsze kroki na ścieżce wyłożonej drewnianymi, wbitymi w ziemię kołkami, Łukasz nie potrafił zrozumieć, jak kobieta w wieku emerytalnym była zdolna o to wszystko zadbać. I to jeszcze niezamężna kobieta!
I wtedy w oczy rzuciło mu się coś tak przerażającego, że aż stanął w miejscu niczym wmurowany.
Elewacja.
– Ten kolor mnie boli – szepnął do Sebastiana, nie mogąc ukryć dezaprobaty. – Jak to możliwe, że ten sam człowiek, który urządzał ten ogród, wybrał na elewację brudny pomarańcz? – zapytał z niesmakiem.
Długowłosy uśmiechnął się pod nosem.
– Dziadek maczał w tym palce. Kiedy jeszcze żył, oczywiście – dodał chłopak prędko, widząc zdumioną minę Łukasza. – Chciał pomarańcz, więc dali pomarańcz, a po jego śmierci babcia nie chciała zmieniać. Tylko co kilka lat odświeża ten kolor, choć wiem, że nikomu się to nie podoba – ani mojej mamie, ani mnie, ani sąsiadom i powiem więcej – babci też się nie podoba. To tylko sentyment.
Łukasz pokiwał głową. Takie wyjaśnienie mógł zrozumieć.
– Ale ogród ma naprawdę przepiękny – dodał, rozglądając się wokół siebie.
– Za domem jest małe oczko wodne z rybkami – raczył wspomnieć Sebastian, ciesząc się radosną miną Łukasza. Chłopak zerkał na dom i ogród tak, jakby nie mógł uwierzyć, że spędzą tu następne dwa tygodnie sam na sam.
– Nie gadaj, naprawdę? – Krótkowłosy odwrócił się gwałtownie w stronę Sebastiana. – Niesamowite! Tu jest pięknie! – zachwycał się z coraz większym entuzjazmem. – No nie licząc tej elewacji – dodał szeptem pod nosem, żeby nie było widać, jak bardzo się ucieszył, kiedy to wszystko zobaczył. Sebastian, oczywiście, nie dał się zwieść ani na sekundę.
– Spokojnie, spokojnie – zaśmiał się długowłosy. – Wnieśmy chociaż te walizki do domu, potem się będziemy mogli przejść w koło i porozglądać, dobra? – Ktoś musiał stąpać twardo po ziemi, a oni przecież ledwie przekroczyli furtkę, ciągnąc za sobą wszystkie swoje szpargały. Łukasz najwyraźniej zupełnie przestał to zauważać.
– No dobra – westchnął z rezygnacją brunet. Jego oczy wciąż jednak taksowały dokładnie każdy detal tego domu. Łukasz już wiedział, że na pewno zostanie on uwieczniony w jego szkicowniku.
Czysta, czerwona dachówka o wiele bardziej pasowałaby do piaskowego koloru, który Łukasz najchętniej widziałby na tej elewacji, ale gdyby nie zauważyć tego pomarańczowego, sama prezentowała się całkiem nieźle. Okna dachowe zostały przesłonięte do połowy roletami, a mniejsze daszki na froncie i z lewego boku domu osłaniały dwa wejścia. Łukasz stanął przed jednym z nich. Do prostych, drewnianych drzwi prowadziły marmurowe schody – wedle podejrzeń Łukasza cholernie śliskie po opadach śniegu i deszczu. Tym razem na szczęście pogoda im dopisywała i tak miało pozostać przynajmniej w pierwszym tygodniu.
Po prawej stronie ogrodu, ciągle patrząc od frontu, widniał kamienny grill, a przed nim drewniany stół z krzesłami – to ostatnie w niewielkiej altance, zbudowanej również z drewna, rzecz jasna. Łukasz się na grillowaniu za bardzo nie znał, chociaż podejrzewał, że w ostateczności dałby sobie jakoś z tym radę. Mimo to altankę można było wykorzystać i bez przyrządzania mięsa – to przecież idealne miejsce na kawę, herbatę, piwo, a nawet i na zjedzenie śniadania przy ładnej pogodzie.
Dla Łukasza nie było nic przyjemniejszego niż posiłek na świeżym powietrzu.


– Nareszcie jesteście! – Z głębi domu odezwał się wysoki, nieco pretensjonalny głos. W ślad za nim w drzwiach pojawiła się szczupła kobieta w białej bluzce, czerwonej sukience i czerwonej kamizelce. Według Łukasza brakowało jej tylko kapelusza do stereotypowego wyglądu damulki z dwudziestego wieku. I jeszcze może maluśkiego, wrednego pudelka na smyczy. – Już miałam wychodzić i czekam na was i czekam! – westchnęła ciemnowłosa. Farba na jej włosach z pewnością była niedawno nakładana, gdyż nie było ni śladu odrostów. Łukaszowi wyglądała na zadbaną kobietę, choć pochodzącą z zupełnie innej rzeczywistości niż on.
– Autobus się trochę spóźnił – wyjaśnił Sebastian, podchodząc do kobiety i ściskając ją. Łukasz spostrzegł, że było to raczej dość sztywne powitanie. Kobieta ucałowała wnuka w policzek, zostawiając mu na nim odcisk czerwonej szminki.
– Cóż – skomentowała sceptycznie. – Dobrze, że już jesteście – uznała wreszcie, po czym zwróciła się do Łukasza. – Dzień dobry, młodzieńcze, miło mi cię poznać. Nazywam się Danuta, a ty, jak rozumiem, jesteś owym specjalnym – chrząknęła znacząco – przyjacielem Sebastiana, tak? – spytała łagodnie, choć krótkowłosy wyczuł, że nie jest tak przychylnie nastawiona jak Dorota. Miała do niego wyraźny dystans, co nie jest zresztą dziwne, kiedy się weźmie pod uwagę fakt, że do Sebastiana również go miała. Była dość chłodną osobą – ocenił Łukasz.
– Tak – przyznał spokojnie chłopak. – Mnie również miło panią poznać – dodał, czując się niczym na przyjęciu dyplomatycznym.
Kobieta odchrząknęła i od razu przeszła do rzeczy:
– Chętnie bym z wami jeszcze porozmawiała przy kawie, naprawdę miałam na to nadzieję, jednak z powodu tego opóźnienia muszę się już zbierać – wyjaśniła pospiesznie. – Sebastian – zwróciła się do wnuka – tutaj macie klucze do mieszkania. – Podała mu pęk z małym breloczkiem. – Zamykajcie za każdym razem zarówno mieszkanie jak i furtkę od ogrodu, dobrze? – poinstruowała ich uważnie. – Macie tu także pilota od bramy, chociaż nie macie samochodu, prawda? Nie będziecie jej raczej potrzebować. No nic, w razie gdyby coś się działo to zawsze lepiej, jak wam zostawię. Na lodówce zostawiłam wam instrukcję odnośnie podlewania kwiatów stojących w domu. Tymi z zewnątrz zajmie się ogrodnik, nie musicie się nimi przejmować. Prosiłabym was za to o dbanie o Nicole. Pamiętajcie o wyprowadzaniu jej trzy razy dziennie, a jeśli chodzi o posiłki to przedzwoniłam do Doroty i jej wszystko wytłumaczyłam. Zadzwońcie do niej to wam przekaże, bo ja naprawdę muszę już lecieć. Chyba moja taksówka właśnie stanęła przed ogrodzeniem – stwierdziła, zerkając poprzez żywopłot. Zaraz potem pożegnała się z nimi, chwyciła sprawnie swoje walizki i wsiadłszy do samochodu zniknęła za zakrętem.
Łukasz za to pozostał w stanie lekkiego oszołomienia prędkim spotkaniem z nią oraz jej słowotokiem, który wciąż próbował sobie poukładać w głowie.
Wreszcie westchnął i zwrócił się do Sebastiana:
– Tego się nie spodziewałem.
Długowłosy pokręcił głową z uśmiechem.
– Nie jesteś do takiego czegoś przyzwyczajony, prawda? – odgadł.
– Absolutnie – przyznał Łukasz. – Jestem zaskoczony tyloma rzeczami, że aż nie wiem, którą z nich najbardziej.
– Załadujmy się wreszcie do domu, usiądźmy, napijmy się czegoś – zaproponował Sebastian. – Potem możemy pogadać. W końcu mamy dwa tygodnie tylko dla siebie! – oznajmił entuzjastycznie, po czym pociągnął za sobą walizkę na kółkach, kierując się w stronę marmurowych schodków.
Łukasz poczłapał za nim, wciąż nie mogąc się opędzić od wszechobecnego uczucia surrealizmu. Zaczynał rozumieć, że jego babcia a babcia Sebastiana to kompletnie dwa różne światy.
*

Za drzwiami Łukaszowi ukazało się miejsce o wiele bardziej przytulne niż był skłonny przypuszczać. Ściany pomalowane na przyjemne, pastelowe kolory, podłogi wyłożone puchatymi, miękkimi dywanami, a do tego wszędzie pełno roślin w starannie dobranych donicach. Chłopak minął przedpokój, zaglądając w pierwsze drzwi po prawej – łazienka. Meble z ciemnego drewna, wanna i prysznic w jednym, na kafelkach brązowy dywan. Kobieta miała gust.
Dalej idąc trafiało się do głównej części mieszkania. Ściana kończyła się i wchodziło się w jakby otwarty pokój dzienny połączony z jadalnią. Do bocznej łazienkowej ściany przylegał płaski telewizor, naprzeciw niego stała kanapa i fotel obite w czarną skórę, a za tym stał owalny, drewniany stół.
Jadąc spojrzeniem na lewo dochodziło się do otwartej kuchni, odgrodzonej od reszty pokoju jedynie szafkami i blatami. Też z ciemnego drewna, gdyby ktoś pytał. Gdyby nie żywe kolory dywanów, dom mógłby sprawiać wrażenie ponurego. Starannie dobrane detale oddalały jednak takie skojarzenie.
Idąc dalej na lewo od kuchni trafiało się na wejście do pokoju, który jednocześnie zawierał w sobie coś z domowego biura jak i pokoju dla gości. Stało tam biurko, witryna z segregatorami, komputer, drukarka oraz mnóstwo poukładanych w kupki papierów, a jednocześnie znajdowała się tam również wielka szafa oraz skórzana sofa. Łukasz podejrzewał, że tam właśnie przyjdzie im spać.
– Tu będziemy spać – oznajmił Sebastian i Łukasz wiedział już, iż się pomylił, ponieważ jego chłopak otwierał właśnie drzwi do pomieszczenia naprzeciwko. Czarno-niebieski dywan przykuwał uwagę, podobnie jak delikatnie błękitne ściany.
– Mamy do wyboru ten lub tamten – wyjaśnił Sebastian wskazując na poprzedni pokój. – Ale tamten jest chyba za ciemny. Jak sądzisz?
W każdym stała kanapa zdolna pomieścić w nocy dwie osoby i Łukasz rozejrzawszy się po obu pomieszczeniach zgodził się ze swoim chłopakiem. Wolał łagodny, błękitny wystrój od ciemnych brązów, aczkolwiek meble wszędzie były takie same. Nawet ów niebieski pokoik nie zdołał uciec od ciemnej szafy narożnej i nocnych szafeczek. Niemniej jednak w tak małej ilości to niemalże czarne drewno wyglądało całkiem znośnie.
– Jasne, że ten – odparł Łukasz z uśmiechem, dociągając za sobą walizkę i stawiając ją w kącie pod ścianą. Po podróży był zbyt zmęczony, by od razu wziąć się za rozpakowywanie.
Sebastian także odrzucił swoje bagaże dość niedbale.
– Idziemy splądrować lodówkę? – zaproponował wesoło.
– Czytasz mi w myślach – odparł Łukasz, ziewając i przeciągając się tak mocno, aż mu coś strzyknęło w rękach i plecach. Od razu poczuł się lepiej.


– Patrz ile żarcia! – krzyknął ze zdumieniem Sebastian, docierając do serca każdego domu – lodówki. – Zobacz, jest zupa pomidorowa, sałatka grecka, jakieś upieczone mięso… – wyliczał długowłosy. – Jest tu tego tyle, jakbyśmy przyjechali na dwa miesiące, nie tygodnie! – oznajmił, choć nie wydawał się być zasmucony z tego powodu, a nawet wręcz przeciwnie.
– „Jak zjecie to, co wam zostawiłam w lodówce, sięgnijcie do zamrażalnika” – przeczytał Łukasz z kartki doczepionej magnesem do metalowej tarczy na jednej z szafek. – „Macie tam pierogi ruskie, z jagodami i z truskawkami, a także kluski śląskie i kopytka. Do tych ostatnich zróbcie sobie sos z saszetki, a jeśli będziecie mieli trudność z pierogami, dzwońcie do Doroty. Ona wam powie co i jak. Nie sięgajcie po to psie jedzenie z amerykańskich sieciowych sklepów. Jeśli macie ochotę na hamburgera czy hot-doga, lepiej już zróbcie go sobie sami w domu. W razie potrzeby zostawiłam wam zeszyt z prostszymi przepisami na stole w jadalni. Chciałabym zastać mieszkanie w stanie choć zbliżonym do tego, w jakim je zostawiłam. Całuję, babcia.” – Łukasz nie mógł powstrzymać uśmiechu, który nadchodził z każdym kolejnym czytanym przez niego wyrazem. – Seba, czy twoja babcia ma nas za niedorozwojów? – parsknął po chwili.
Sebastian podrapał się po potylicy ze skrępowaną miną.
– Może ciebie nie, ale mnie na pewno – przyznał wreszcie. – Chyba nie muszę ci tego tłumaczyć, prawda? – westchnął.
– No tak – mruknął Łukasz ze zrozumieniem. Powiedzieć, że Sebastian był nienajlepszy w kuchni to jak nazwać czterdzieści stopni w cieniu przyjemnym chłodem. Sebastiana po prostu nie powinno się stawiać w promieniu trzech metrów od kuchenki lub piekarnika.. Ile razy Łukasz znajdował go ścierającego resztki jedzenia z wnętrza mikrofalówki z miną winowajcy, mamroczącego pod nosem „no co ja poradzę, że wybuchło?”.
– Miałeś zaprzeczyć, idioto – burknął Sebastian z oburzeniem.
– A niby jak miałem to zrobić? – Łukasz parsknął śmiechem. – „Seba, to nieprawda, jesteś świetnym kucharzem, ale przestań już gryźć ten makaron. To się najpierw gotuje, wiesz?” – Chłopak nie potrafił ukryć złośliwego uśmieszku.
– Świnia – prychnął Sebastian, splatając ramiona na klatce piersiowej. – Obrażam się! – uznał buńczucznie i z miną cierpiętnika pomaszerował do wspomnianego pokoju z niebieskimi ścianami. Zapewne w ramach buntu postanowił wypakować swoje ubrania zajmując najlepsze szuflady i półki.
Łukasz jednak usłyszał dość znaczący odgłos dochodzący z żołądka jego chłopaka na sekundę zanim ten zamknął za sobą drzwi.
– To ja w ramach przeprosin zagrzeję tą pieczeń z lodówki! – krzyknął Łukasz, żeby przez korytarz dotarło do Sebastiana.
– Wybaczę ci w momencie, kiedy trafi to do mojego brzucha i ani sekundy wcześniej! – odkrzyknął długowłosy.
– Łatwo cię przekupić!
– Jedzeniem każdego faceta łatwo przekupić!
– Myślałem, że ty nie jesteś każdy!
– Bo nie jestem! Dlatego daję się przekupić jedzeniem tylko tobie!
– Co chcesz do picia?!
– A co jest?!
– Sok pomarańczowy, sok jabłkowy i jakiś kompot!
– Co?!
– PO-MA-RAŃ-CZO-WY! JA-BŁKO-WY! I KOM-POT!!!
– Jaki kompot?!
– Nie wiem! Do kurwy nędzy! Sebastian chodź tu wreszcie, nie będę sobie zdzierał gardła!!!
Drzwi trzasnęły, na korytarzu rozległy się kroki. Po chwili Sebastian pojawił się w kuchni.
– Nadal jestem obrażony – oświadczył na wstępie.
– To straszne. – Łukasz kompletnie nic sobie nie robił z jego „obrażenia”. – Zobacz sobie ten kompot jak chcesz. Chyba wiśniowy. I jeśli możesz, nalej mi też – dodał po chwili namysłu.
Sebastian mechanicznie otworzył lodówkę, wziął kompot i zmierzył swojego chłopaka zaciętym spojrzeniem.
– Nie mogę – burknął.
– Seba – warknął Łukasz, rzucając drewnianą łopatkę do garnka z mięsem i sosem. Chłopak odwrócił się gwałtownie w stronę Sebastiana. – Naprawdę nie chcesz, żebym się zirytował. A jesteś na dobrej drodze, by do tego doprowadzić – ostrzegł.
– Może właśnie chcę – odgryzł się brunet.
– Nie, nie chcesz – oznajmił Łukasz, podchodząc szybko do długowłosego, patrząc mu prosto w oczy. – Bo jak będę zły to nie będzie tego – chłopak pocałował Sebastiana namiętnie w usta – ani tego – zjechał niżej, gryząc go lekko w szyję – ani nawet tego – przyciągnął do siebie mocno i gwałtownie bruneta, kładąc mu dłonie na pośladkach i ściskając je znacząco. – Więc Seba, naprawdę nie chcesz mnie zirytować – podsumował z zadziornym uśmiechem, odsuwając się od swojego chłopaka z niewinną miną, zupełnie jakby jego dłonie wcale przed sekundą nie znajdowały się w miejscu, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę.
– Jesteś skurwielem – skwitował Sebastian.
– Ale twoim skurwielem. – Łukasz nawet nie zamierzał zaprzeczać. Odwrócił się za to do Sebastiana z talerzem napełnionym mięsem, sosem i ryżem. – I patrz co ten twój skurwiel ci zrobił – dodał z uśmiechem, stawiając obiad na stole w jadalni. – Siadać i wciągać – rozkazał stanowczo.
Sebastian nie potrafił już dłużej powstrzymać szerokiego uśmiechu. Klapnął na krześle i zabrał się do jedzenia jak gdyby głodował przez ostatni tydzień.
– Rozumiem, że cokolwiek zrobiłem źle, zostało mi to wybaczone – odgadł Łukasz, siadając ze swoim talerzem przy stole obok swojego chłopaka.
– Tym razem wygrałeś – odparł Sebastian, choć najpierw przełknął wszystko to, co miał w ustach.


– Hej, a o co chodzi z tą całą Nicole? Kto to jest? – zapytał Łukasz, skończywszy posiłek. Babcia Sebastiana gotowała naprawdę nieźle. Nie tak jak babcia Łukasza, ale mimo wszystko palce lizać.
Sebastian, ku zdumieniu krótkowłosego, opluł się sokiem.
– O kurwa, zupełnie zapomniałem o tym cholernym psie! – krzyknął panicznie, wstając gwałtownie od stołu.
– Ale gdzie ona w ogóle jest? Nie widziałem tutaj żadnego psa od kiedy przyszliśmy. – Łukasz szybko wstał i pobiegł za Sebastianem w głąb domu.
– Całkowicie mi wyleciała z głowy – mamrotał pod nosem Sebastian, otwierając każde drzwi po kolei. – Trzeba ją nakarmić i wyprowadzić na spacer czy coś. Cholera, nie znam się na psach! Mam kota i mi z tym dobrze! Ale dla babci Nicole jest oczkiem w głowie – wyjaśniał Łukaszowi podczas panicznej wędrówki po domu w poszukiwaniu psa.
– Sebastian, naprawdę myślisz że jest zamknięta w którymś z pokoi? – Łukasz chwycił swojego chłopaka mocno za ramię i tym samym zatrzymał go w miejscu. – Uspokój się. To jeszcze nie koniec świata. Nicole musi gdzieś tutaj być.
– Babcia nas zaszlachtuje, jeśli coś jej się stanie – westchnął chłopak głęboko.
– Czemu miałoby się jej coś stać? Cały teren jest ogrodzony, tak? Jeśli ma jej w domu to jest gdzieś w ogrodzie. I jeżeli, o mój borze, nie dostała obiadku na czas, to też się jej kurczę nic nie stanie! To tylko pies – westchnął Łukasz ironicznie.
– Rozejrzę się jeszcze w domu, a ty wyjdź na zewnątrz, dobra? – uznał wreszcie Sebastian, choć nie wyglądał na bardziej uspokojonego niż przed sekundą.
Łukasz pokręcił głową z politowaniem, ale ubrał buty z zamiarem przejścia się po ogrodzie. Sebastian w ogóle był jakiś poddenerwowany od kiedy tu przyjechali.


– W domu jej nie ma – odezwał się Sebastian, dołączając do Łukasza w ogrodzie.
– W ogóle jaka to jest rasa? – zapytał Łukasz po chwili.
– A po co ci to teraz wiedzieć? – jęknął Sebastian z irytacją. – Jeśli zobaczysz pałętającego się w krzakach psa, to pewnie będzie ona! – prychnął.
– Hej, nie warcz na mnie! – oburzył się Łukasz. – Zaraz ją znajdziemy, tak? Nie musisz się wyżywać! W ogóle co cię opętało od kiedy tu jesteśmy?
Sebastian spuścił tylko nos na kwintę i poszedł szukać Nicole po drugiej stronie ogrodu.
Łukasz pokręcił głową. Czuł, że wieczorem będzie musiał porządnie przycisnąć swojego chłopaka i wymusić na nim spowiedź. To mają być ich dwa tygodnie. Ich dwa zajebiste tygodnie z dala od rzeczywistości. Nie zamierzał pozwolić, by jakieś niedopowiedzenia między nimi je zniszczyły.
Kiedy przeszukiwał ogród, jego wzrok zatrzymał się na czymś wyjątkowo niepokojącym.
– Sebastian, mamy problem! – krzyknął najgłośniej jak się dało.
Jego chłopak pojawił się w trymiga.
– Co jest?
– Siatka – odparł enigmatycznie Łukasz, pokazując palcem przed siebie w róg działki.
– Ja pierdolę! – wykrzyknął Sebastian, momentalnie załamując ręce. – Musiała długo nad tym pracować!
Między ogromnymi tujami był prześwit, a w nim widać było powyginaną od dołu zieloną siatkę, a pod nią rozkopaną ziemię. Brak psa został momentalnie wyjaśniony.
– Cóż, jak to suka – zachichotał Łukasz.
– To nienajlepszy czas na żarty – fuknął Sebastian, krzywiąc się. – Jak ja to powiem babci?
– Chwila, moment! – pohamował go Łukasz. – Może nic nie będziesz musiał mówić! Przejdziemy się po okolicy i znajdziemy ją – oświadczył chłopak stanowczo.
– Ale ona może być teraz wszędzie… – jęknął Sebastian.
– Matko, Seba! – wykrzyknął Łukasz. – No naprawdę, co się z tobą dzieje?! Biadolisz jak stara baba! „Co ze mną będzie? Jak ja to wyjaśnię? Nicole na pewno się nie znajdzie! Jestem skończony!” – parodiował go krótkowłosy. – Może weź się od razu zapisz do jakiegoś emo-klubu, gdzie będziecie sobie synchronicznie podcinać żyły?
Na wizję tego ostatniego Sebastian cicho parsknął śmiechem, co od razu podchwycił Łukasz.
– Widzę, że już ci lepiej. Tak trzymać. To teraz maszeruj do domu po klucze i jakieś cieplejsze bluzy, bo cholera wie ile nam to zajmie – polecił tonem lepiej-mi-się-nie-sprzeciwiaj-bo-zdechniesz-marnie.
– Dobra. – Sebastian odwrócił się na pięcie, ale Łukasz go jeszcze zatrzymał na moment, chwytając za ramię, przyciągając do siebie i całując w czoło.
– To żebyś się nie rozkleił w trakcie tej trzydziestosekundowej drogi, ciapciaku – dorzucił mu Łukasz.
– Dlaczego „ciapciaku”? – parsknął Sebastian, oddalając się w stronę domu.
– Bo to najłagodniejsze określenie, jakim mogę potraktować twoje dzisiejsze rozmemłanie – uznał Łukasz.
– Nie jestem rozmemłany! – oburzył się Sebastian.
– Nie, wcale – ofuknął go Łukasz. – Tylko spójrz na siebie! Ciapciak z ciebie jak się patrzy. I nie stój przy tych drzwiach jak idiota! Maszeruj po te bluzy! – odkrzyknął jeszcze.
Sebastian pokręcił tylko głową i zniknął w czeluściach mieszkania.


– Właściwie dlaczego nie poszedłeś po te bluzy razem ze mną? – zapytał długowłosy, idąc obok Łukasza wolnym spacerem poprzez poznańskie Stare Miasto. Psa wołali, szukali, ale oczywiście nie znaleźli. Po Nicole nie został nawet najmniejszy ślad.
– Bo jestem leniwym, despotycznym skurwysynem? – odparł niewinnie Łukasz. Najpierw razem z Sebastianem panicznie przeszukiwał okolice domu babci Sebastiana, ale później zgodnie stwierdzili, że jeśli dotychczas pies się nie znalazł, marne nadzieje na sukces i potem. Uznali, że kiedy Danuta wróci, powiedzą jej prawdę, a co ona z tym zrobi to już inna sprawa. Wreszcie, kiedy już to sobie wszystko ustalili, zdecydowali się przejść po Starym Mieście, skoro i tak już wyszli z domu. Wieczór był naprawdę piękny, dlatego też ani przez moment nie żałowali swojej decyzji.
– Masz rację, czemu ja o tym nie pomyślałem? – zaśmiał się Sebastian.
Łukasz chwycił jego dłoń i splótł swoje palce z palcami bruneta.
– Bo w chwilach paniki zdarza ci się przestawać myśleć – odparł krótkowłosy z uśmiechem.
– Tobie również – odciął się Sebastian, zaciskając mocniej swoją dłoń na dłoni Łukasza. – Dobrze, że panikujemy pod wpływem zupełnie innych sytuacji – dodał po namyśle. – Dzięki temu zawsze jeden z nas może myśleć racjonalnie i kopnąć tego drugiego w tyłek, kiedy należy.
– Tobie się dzisiaj zdecydowanie należało – zaśmiał się Łukasz. Wreszcie spojrzał na ich splecione dłonie i dodał: – Mam nadzieję, że nam się za to nie oberwie.
– Liczę na to, że póki chodzimy w miejscach, gdzie jest dużo pojedynczych osób lub par to nam się upiecze. Ale jak będziemy wracać tymi bardziej opuszczonymi uliczkami, trzeba będzie się już mieć na baczności – uznał Sebastian.
– Czemu pojedynczych osób lub par? – zdumiał się Łukasz.
– No wiesz, bo jakby był jakiś jednolity tłum to też niezbyt ciekawie dla nas – wyjaśnił Sebastian. – Tłumem jedna osoba może łatwo pokierować, nawet jeśli miałoby być to coś w stylu „pobijmy tych dwóch pedałów, niech sobie nie myślą”.
– Cóż, póki co mam wrażenie, że jesteśmy bezpieczni – uznał Łukasz, rozglądając się w koło. Po ulicy kręciło się wystarczająco dużo ludzi, by nie dało się jej nazwać opuszczoną. Właściwie po namyśle można by ją nazwać nawet nieco tłoczną.
– To dobrze, bo mi bardzo miło się tak z tobą spaceruje, wiesz? – powiedział łagodnie Sebastian, potrząsając lekko ich splecionymi dłońmi.
– Tu możemy sobie na to pozwolić – odparł Łukasz z uśmiechem. – To nie Szczecin.
– Więc się mnie nie wstydzisz?
Łukasz spojrzał na Sebastiana z dezaprobatą.
– Ja się ciebie nigdy nie wstydzę, głupku ty! – prychnął, kręcąc z politowaniem głową. – Tylko nie wszędzie mogę sobie pozwolić na takie publiczne okazywanie uczuć – wyjaśnił. – Tu już naprawdę nie chodzi o to, że mam problem ze swoją orientacją, że się wstydzę i ciągle boję się tego, co sobie pomyślą ludzie. Bynajmniej. Czuję się dobrze taki, jaki jestem i z tobą też się dobrze czuję. Wiesz o tym. Po prostu czekam na odpowiedni moment, by powiedzieć o tym rodzinie.
– Mam ochotę cię wziąć tu i teraz – skwitował Sebastian, szepcząc to Łukaszowi wprost do ucha, po czym całując go w policzek.
Łukasz zaniósł się wesołym śmiechem na tę uwagę.
– Uwielbiam cię – odparł, odwdzięczając się pocałunkiem, choć tym razem prosto w usta. – I uwielbiam to, że mamy dla siebie całe dwa tygodnie.
– Po twojej minie widzę, że masz bardzo brudne myśli – odgadł Sebastian, nie mogąc ukryć zaciekawienia.
– Och, nawet nie wiesz jak bardzo! – Łukasz nawet nie próbował zaprzeczać.
– Czy jest taka możliwość, by część twoich nieczystych pomysłów wykorzystać dziś w nocy? – zaproponował kurtuazyjnie Sebastian, obejmując bruneta ramieniem w pasie.
– Zobaczymy – odparł zdawkowo Łukasz. – Mamy bilety na powrotny tramwaj? – zapytał z uśmiechem.
– Ależ oczywiście. Zatroszczyłem się o wszystko.
– Wszystko? – rzucił Łukasz sugestywnie.
– Absolutnie – potwierdził Sebastian z niezachwianą pewnością.
– Widzę, że bardzo ci się spieszy do domu… – spostrzegł Łukasz powoli.
– Na kanapę w naszym tymczasowym pokoju, gwoli ścisłości – dodał Sebastian.
Obaj uwielbiali te słowne gierki między sobą. Za tymi innymi również przepadali, ale ich seks zaczynał się przeważnie od rozmowy. Taka słowna gra wstępna.
Łukasz również objął Sebastiana, kiedy kierowali się w stronę przystanku tramwajowego.
– Dlaczego nie mówiłeś, że ci zimno? – oburzył się krótkowłosy, gdy tylko przytulił swojego chłopaka.
– Nie jest… – zaprzeczył Sebastian, ale bez specjalnej wiary we własne słowa.
– Cały się trzęsiesz i uwierz mi, wiem że to nie z podniecenia – prychnął Łukasz. – A mówiłem mu, weź sobie cieplejszą bluzę! Ale nie! Włożył sobie cienką szmatę z że-niby długim rękawem i zadowolony! – prychnął, kręcąc z politowaniem głową. – Tu jest Polska, nie Włochy! Tutaj jak powieje to nawet w lecie można się przeziębić raz dwa!
– Ojejku no, może ze dwa razy silniej zawiał wiatr – bąknął Sebastian obronnie, choć już wiedział, że stoi na z góry przegranej pozycji.
– Jasne – fuknął Łukasz. – Takie tam „ze dwa razy”, a jednak się trzęsiesz jakbyś siedział na biegunie polarnym – skwitował. – A jaki z tego wniosek? No jaki? Że jak ja mówię, to tak ma być, jasne? Nie po to mamy dla siebie dwa tygodnie, żebym przez pierwszy tydzień cię leczył!
– Skończyłeś? – prychnął Sebastian. – Możemy wreszcie iść do domu?
Łukasz pokręcił głową z politowaniem już po raz wtóry. Już sam nie wiedział czy się wściekać dalej czy dać kopa w tyłek – bo jak nic się należało, czy co jeszcze?
Wreszcie zdjął z ramion swoją bluzę i podał ją swemu chłopakowi.
– Zakładaj – powiedział, po raz drugi tego dnia używając tonu nieznoszącego sprzeciwu.
– Ale wtedy ty zmarzniesz – zaprotestował Sebastian.
– Mi jest ciepło. W przeciwieństwie do ciebie – fuknął grobowo. – Zakładaj w tej chwili, albo się wścieknę – zagroził.
Sebastian miał wrażenie, że gdyby nie wykonał polecenia to naprawdę oberwałby czymś piekielnie ciężkim i powodującym trwałe uszkodzenia ciała. No a poza tym w zielonej bluzie Łukasza naprawdę zrobiło mu się o wiele, wiele cieplej. Było mu tylko cholernie głupio, że przez to sam Łukasz spacerował w krótkim rękawku.
– No już nie patrz tak na mnie – westchnął Łukasz łagodnie. – Zaraz wsiądziemy do tramwaju i będzie mi cieplej, za to ty się powinieneś ogrzać. Twoje ręce przypominają kostki lodu!
Sebastian poczuł się jak skarcony pięciolatek i spuścił nos na kwintę, bo miał wrażenie, że zachował się również jak pięciolatek i ta nagana była bardzo adekwatna.
– Zrobię nam herbatę jak będziemy w domu – obiecał.
– Cholerna racja. – Łukasz od razu przyklasnął temu pomysłowi. – Nie sądzisz chyba, że wytrzymałbym pod jedną kołdrą z kimś tak zziębniętym jak ty? A co dopiero jeśli mówimy o czymś więcej… – zawiesił znacząco głos.
– Więc mam jeszcze szansę na coś więcej? – W Sebastiana nagle wstąpiło nowe życie.
– Ani przez moment nie istniała opcja, żebym odpuścił sobie coś więcej z tobą – zaśmiał się łagodnie Łukasz, całując Sebastiana w usta.
Ich tramwaj właśnie wytaczał się zza zakrętu.










Komentarze
naru dnia wrzesie 29 2012 14:33:05
i pomyśleć, iz niedlugo skonczy sie tom 2 a z nim ..ahhh , no ale za to tom 3 zaczyna sie interesujaco smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum