The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 19 2019 09:13:07   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Gówniarz 2 4
Cisza jaka nastąpiła po tym nietypowym powitaniu była namacalnym wręcz dowodem na to, że nawet banał może zatkać z wrażenia. Nawet dzieciaki przestały hałasować, zainteresowane co tak zaskoczyło dorosłych.
- Ja pierdolę… - Igor spojrzał w stronę z której doleciał ten oryginalny komentarz i zobaczył ubraną w czarne jeansy i dość obszerną czarną polarową bluzę dziewczynę z długimi, spadającymi na piersi rudymi włosami. Pomyślał, ze jest całkiem ładna, a liczne piegi, którymi miała obsypaną praktycznie całą twarz, dodawały jej tylko uroku.
- Wyrażaj się – mruknęła stojąca obok niej młoda kobieta, także ruda i strzeliła młodszą dłonią w tył głowy.
- No co? – mruknęła skarcona rozmasowując miejsce uderzenia i patrząc wilkiem na rozmówczynię.
- Jajco – mruknęła i uśmiechając się podeszła do Gabriela. – Gratuluję – powiedziała, po czym wyciskała go i wycałowała.
- Ale… jak? – odezwał się Jasiek, kiedy zdumienie już mu przeszło.
- To ty nie wiesz jak się robi dzieci? – zdziwił się Michał. – To ciekawe jakim cudem płacisz alimenty na dwójkę dzieciaków.
Jasiek popatrzył tylko na brata morderczym wzrokiem.
- Zwyczajnie – odparł spokojnie Gabriel wzruszywszy ramionami. – Chociaż sam się dowiedziałem o tym dopiero jakiś miesiąc temu.
- Nie ważne co, jak i dlaczego – odezwała się starsza siwowłosa kobieta. – Ważne, że jest członkiem naszej rodziny. - Podeszła do Igora i uśmiechając się powiedziała: - mów mi „babciu” – po czym uściskała Igora z całej siły, potem odwróciła się i powiedziała do rudej, tej starszej: - Monika, musimy pomyśleć nad tym, gdzie go położymy.
- A nad czym tu myśleć? – zdziwiła się zapytana. – Położy się razem z Karolem w jednym łóżku.
- Ze mną?! – Igor ze zdziwieniem zobaczył, że to odezwała się ta ładna ruda. – Zapomnij!
- Wiesz, jak chcesz, to możesz spać na gołej podłodze w kuchni, bo miejsc na dodatkowy materac nie ma już nigdzie – stwierdziła Monika.
- Ale dlaczego ja?! To on się tu wepchnął, niech on śpi na podłodze! – Zamiast odpowiedzi dostał tylko groźne i dość znaczące spojrzenie. Sapnął ze złości i mruknął: - No dobra.
Igor stał zdumiony. To jest facet? Nie mógł uwierzyć, miał wrażenie, że wszyscy w koło robią go w balona. Podszedł powoli do „Karola” i położył ręce na jego klatce piersiowej. Była zdecydowanie płaska. Chcąc się upewnić, położył rękę na jego kroczu. Zanim Karol zdążył odskoczyć zszokowany, wyraźnie wyczuł tam zgrubienie.
- Facet… - mruknął zdumiony.
- Ej, precz z łapami, do cholery! – wrzasnął wyraźnie zirytowany Karol odskakując na bezpieczną odległość.
W tym momencie Monika wybuchła śmiechem.
- A mówiłam ci, żebyś w końcu ściął te kudły.
- W życiu! – zaperzył się Karol. – Mojej dziewczynie się podobają.
- No to licz się z tym, że jeszcze niejeden facet cię wymaca – Monika wzruszyła ramionami, po czym zwróciła się do Igora: - Ile ty właściwie masz lat?
- Siedemnaście.
- O, to tak jak Karol! – wyraźnie ucieszyła się. – Będziecie mogli ze sobą porozmawiać. A Karol już zaczął jęczeć, że tu się na śmierć zanudzi.
- Z nim? Nigdy w życiu! – prychnął Karol. – Nie mam zamiaru zadawać się z kimś, kto mnie obmacywał.
Monika roześmiała się.
- Nie przejmuj się nim – objęła Igora ramieniem – zanim pójdziecie spać, on zdąży zmienić zdanie. A na razie pozwól, że ci przedstawię całą naszą rodzinę.
Po całej prezentacji Igor miał straszny mętlik w głowie. Monika, nie dość, ze przedstawiała każdego po kolei, to jeszcze przy każdym opowiadała coś zabawnego. Jedyne, co udało mu się zapamiętać, to to, że ten mężczyzna, który zadał to kretyńskie pytanie oraz Karol i Monika, to rodzeństwo Michała, ten wypłoszowaty, nieciekawy facet trzymający się z tyłu, to mąż Moniki, Darek, siwowłosa kobieta, to ich matka, a ten gruby starszy pan z biała brodą, który z powodzeniem mógłby grać Świętego Mikołaja w jakimś hipermarkecie, to ojciec Darka. Pozostałych imion ani koligacji nie mógł zapamiętać. I chyba nawet nie chciał. Przecież i tak nie pobędzie zbyt długo w tej rodzinie, wiec po co zaśmiecać sobie głowę czymś, co i tak prędzej czy później zapomni? Usiadł na pierwszym z brzegu wolnym fotelu i uważnie obserwował wszystkich. Dzieciaki znowu zaczęły latać i wrzeszczeć, ktoś z dorosłych próbował nad nimi zapanować, ale widać było, że nic nie może osiągnąć, Gabriel rozmawiał z bratem Michała… zaraz, jak on ma na imię? A tak! Jasiek! A więc Gabriel rozmawiał z Jaśkiem, wyraźnie czymś rozbawiony, Michał latał tam i powrotem przynosząc z kuchni różne półmiski. No tak, to już pora kolacji. Z zaciekawieniem rozejrzał się w koło szukając Karola. Siedział w rogu kanapy z podwiniętymi nogami i bawił się komórką. Pewnie gra w coś, albo pisze smsa do swojej dziewczyny. Sądząc po minach jakie przy tym robił, to chyba jednak to drugie wchodziło w grę. Uczucie zazdrości zagościło w jego sercu. Nie wiedział czy to dlatego, ze Karol ma dziewczynę, czy dlatego, ze ma komórkę, czy dlatego, ze potrafi się tak beztrosko uśmiechać. Zazdrość ścisnęła go za gardło, kierując się uparcie ku górze. Czuł, ze jeszcze trochę i się rozpłacze. Zapytał któregoś z domowników o łazienkę i prawie do niej pobiegł. Zamknął drzwi na klucz i oparł się o nie plecami. Dopiero mając pewność, że nikt go nie widzi, dał upust swojemu żalowi, pozwalając łzom płynąć po policzkach. Nie wiedział dlaczego płyną, za to wiedział, że strasznie go boli gdzieś tam w środku. Płakałby tak nie wiadomo jak długo, gdyby nagle ktoś nie szarpnął za klamkę. Spanikował, ale szybko sobie przypomniał, że zamknął drzwi na klucz. Odetchnął z ulgą. Wytarł łzy. Na szczęście w ubikacji była niewielka umywalka i lusterko. Przemył twarz wodą i upewniwszy się, że nie ma śladu po jego płaczu, wyszedł.
Kiedy wrócił do salonu, okazało się iż kolacja już jest na stole i wszyscy już prawie siedzą. Było jeszcze parę wolnych miejsc i Igor nie wiedział które z nich może zająć.
- Siadaj, na co czekasz? – usłyszał nagle za sobą głos Gabriela, który objął go ramieniem i pociągnął do jednego z wolnych miejsc. Sam usiadł obok.
Igor był mu za to wdzięczny. Wolał mieć obok siebie kogoś znajomego, czuł się strasznie niepewnie wśród tych wszystkich ludzi. Z drugiej strony siadł jeden z dzieciaków. Igor nawet nie próbował sobie przypomnieć jego imienia, ani czyj on jest. Popatrzył na stół. I chociaż nie była to jeszcze świąteczna kolacja, to jednak zdumiał się ile tego wszystkiego było. Przez chwilę się zastanawiał, aż w końcu coś sobie nałożył i całkowicie poświecił się jedzeniu, nie zwracając uwagi ani na rozmowy przy stole, ani na wrzeszczącego mu nad uchem bachora. Gabriel na szczęście zajęty był sąsiadem, więc dla Igora nie miał czasu, ale to młodzieńcowi w ogóle nie przeszkadzało.
Po kolacji dorośli próbowali zapędzić dzieci do spania. Trochę słabo im to wychodziło, dzieciaki przekrzykiwały się jeden przez drugiego, kłóciły z rodzicami i uciekały, słowem wprowadzały totalne zamieszanie. Po chyba półgodzinnej batalii, wszystkie dzieciaki szykowały się do spania w przeznaczonych dla nich pokojach, pod czujnym okiem matek. Salon opustoszał i stał się strasznie cichy. Ci nieliczni mężczyźni, którzy pozostali, postanowili powykładać prezenty pod choinkę. Igor został zgarnięty prze Gabriela do pomocy przy tych prezentach, które oni przywieźli. Jak się okazało, prawie wszyscy mieli prezenty jeszcze w samochodach i powstało małe zamieszanie, kiedy próbowali się mijać w przejściach tak by nie uszkodzić tego, co właśnie nieśli. Igor na początku próbował jakoś układać te ich prezenty pod choinką, żeby ładnie to wyglądało, ale kiedy został odsunięty przez któregoś z tatusiów, który twierdził, że źle to robi, machnął na to ręką i po prostu kładł je jak popadnie. I za każdym razem, jak tylko wchodził do salonu, widział, jak marudny tatuś poprawia i przestawia wszystkie bez wyjątku prezenty, ustawiając je w sobie tylko znanym porządku, co w pewnym momencie nawet doprowadziło do ostrzejszej wymiany zdań z innym tatusiem. Niestety, zanim Igor zdążył wrócić z kolejną paczką, obaj tatusiowie zgodnie układali prezenty, wymieniając się uwagami. W międzyczasie kobiety zdążyły wrócić i próbowały też dokładać swoje opinie do sposobu układania paczek, ale szybko zostały odpędzone przez mężczyzn. Kiedy w końcu wszystkie prezenty zostały wyłożone, Igor stwierdził, że naprawdę dobrym pomysłem było postawienie choinki nie bezpośrednio na podłodze, tylko na ogromnym nieokorowanym klocu drewna, chociaż na początku, jak tylko wszedł do salonu, strasznie go to dziwiło. Prezentów było tyle, że gdyby choinka stała normalnie, to pewnie zajęły by one połowę podłogi w salonie, a tak ustawiono je w piramidkę pod choinką i trochę wokół niej.
- Nie chce ci się przypadkiem już spać? – usłyszał nagle Igor, kiedy wpatrywał się w prezenty. Odwrócił się i zobaczył uśmiechającego się Michała
- Chyba tak – bąknął niepewnie.
- Karol, zaprowadź Igora do pokoju i daj mu jakiś ręcznik.
Igor poszedł do samochodu po swoją torbę. Kiedy wrócił, Karol już czekał na niego z jakimś ręcznikiem, który momentalnie wcisnął mu do rąk.
- Chodź – mruknął rudzielec do Igora, po czym ruszył przed siebie. – Łazienka jest na końcu korytarza. – Machnął ręką w odpowiednim kierunku, kiedy weszli na piętro.
Karol otworzył drzwi do jakiegoś pokoju i zapalił światło. Oczom Igora ukazały się dwa polowe łóżka, na których spały jakieś dzieciaki oraz jedno, normalne, które było niezajęte, ale już przyszykowane do spania.
- Tu śpimy – mruknął rudzielec. – Wolisz od ściany czy z brzegu?
- Obojętne. – Igor wzruszył ramionami.
- To śpisz z brzegu. Nie mam ochoty wylądować na podłodze jak zaczniesz się za bardzo rozwalać. Ja idę się pierwszy myć. – Po czym wyciągnął spod łóżka torbę, wyjął przybory toaletowe i zaczął się rozbierać.
- No i czego się tak gapisz? – burknął Karol, kiedy już się rozebrał do samych slipek, po czym zarzucił ręcznik na ramię i wyszedł z pokoju.
Igor usiadł na łóżku. Jak wcześniej miał jeszcze jakieś wątpliwości co do płci Karola, tak teraz pozbył się ich kompletnie, dość spore wybrzuszenie w jego majtkach mówiło samo za siebie. Wyciągnął z torby piżamę i przybory toaletowe i położywszy je obok siebie na łóżku, czekał na powrót Karola. Wrócił dość szybko z ręcznikiem owiniętym wokół bioder.
- Możesz już iść, tylko szybko, bo jeszcze ktoś ci zajmie łazienkę – powiedział grzebiąc w swojej torbie.
Igor bez słowa poszedł do łazienki. Kiedy wrócił, Karol wydawał się spać odwrócony przodem do ściany. Schował rzeczy do torby, zgasił światło i wszedł pod kołdrę.
- Jeden podejrzany ruch i wykopuję cię z wyra – usłyszał nagle złowrogo brzmiący głos. – Zrozumiałeś?
- Taaa – mruknął, po czym odwrócił się do Karola plecami, starając się jak najmniej z nim stykać. Chwilę potem już spał.
Kiedy się obudził, stwierdził, ze coś jest nie tak. To „nie tak”, to coś miękkiego i ciepłego, na czym najwyraźniej leżał. Nie otwierając oczu, pomacał ręką i stwierdził, że to chyba…
- Coś ci chyba wczoraj powiedziałem – głos wbijający mu się do mózgu był wyjątkowo wściekły. W tym momencie przypomniał sobie gdzie jest i szybko zabrał rękę oraz odsunął się na bezpieczną odległość.
- Sorki – wyrzucił z siebie, po czym szybko wstał.
Dzieciaki jeszcze spały. Spojrzał na komórkę. Dochodziła szósta. Nie wiedział czy ma już wstawać, czy może jeszcze pospać.
- O której jest śniadanie? – zapytał niepewnie.
- O dziewiątej – wymruczał Karol, głosem sugerującym, że próbuje jeszcze zasnąć – ale jeśli chcesz iść do kościoła, to msza jest o siódmej.
Igor nie chciał iść, ale też nie bardzo chciało mu się spać. Po cichu ubrał się i zszedł na dół. Trochę się zdziwił widząc krzątającą się po kuchni Monikę.
- O, już wstałeś? – zainteresowała się.
Nie zdążył odpowiedzieć, gdy za plecami usłyszał zdziwione:
- O, już wstałeś? – odwrócił się i zobaczył Michała tachającego bańkę na mleko i koszyk z jajkami. – Mam nadzieję, ze tyle jajek starczy – powiedział do Moniki.
- Też mam taką nadzieję – mruknęła kobieta, zaglądając do koszyka. – W lato będziemy musieli kupić kilka młodych kur, te są coraz starsze i coraz gorzej się niosą.
- Chcesz mleka prosto od krowy? – Michał zapytał Igora uśmiechając się. – Zimniutkie, że aż zęby dzwonią. - Po czym nie czekając na odpowiedź nalał mleka do dwóch kubków, po czym jeden podał Igorowi, a do drugiego sam się przyssał. – Mniam, mniam – mruknął, kiedy już wszystko wypił.
- Pochorujesz się jak będziesz tak pił to mleko – mruknęła Monika.
- Spoko – odparł Michał – złego diabli nie biorą.
Kobieta westchnęła.
- Na pewno nie chce ci się już spać? – Spytał Michał, a kiedy Igor pokręcił przecząco głową, dodał: - W takim razie, może chcesz się przejść? Nic tak nie wzmaga apetytu jak świeże powietrze.
Igor stwierdził, że i tak musi czekać aż do dziewiątej, więc bez różnicy czy pójdzie się przejść, czy będzie siedział bezczynnie.
- Zaczekaj chwilę – powiedział Michał, kiedy już należycie opatuleni wyszli przed dom, po czym zniknął w stodole.
Zdziwiony Igor zobaczył jak po chwili wychodzi z niej z jakimś dziurawym garnkiem w ręku.
- A na co ci to?
- Jak to na co? Na bałwana!
- Na bałwana? – zdumiał się. – Nie jesteś przypadkiem za stary na takie zabawy?
- NA to nie jest się nigdy za starym! – odkrzyknął Michał i złapawszy Igora za rękę pociągnął go za sobą. – Chodź!
Szli jakieś dziesięć minut, aż w końcu doszli do miejsca w którym stało już kilka bałwanopodobnych tworów. Jeden z nich nawet wzbudził zainteresowanie Igora. Miał marchewkę wsadzoną nie tam gdzie powinien, a zdecydowanie niżej, przez co kojarzył się z…
Usłyszał rozbawiony chichot Michała.
- To chyba musi być bałwan Franka, młodszego syna Moniki. Ostatnio odkrył jaką fajną rzeczą jest siusiak i manifestuje to na wszelkie możliwe sposoby.
Nagle Michał wyciągnął z przyniesionego garnka dwa węgielki i dołożył je do marchewki.
- No co? – dodał widząc zdumione spojrzenie Igora. – Jest siusiak, to muszą być tez jajeczka, nie? – po czym mrugnął figlarnie okiem. – Chodź, robimy tego bałwana.
Michał zaczął powoli robić kulę. Igor jeszcze przez chwilę postał patrząc na niego, po czym też się wziął ze lepienie kuli. Nigdy tego nie robił i trochę kiepsko mu to wychodziło, ale w końcu załapał o co chodzi i już wkrótce jego kula zaczęła rosnąć.
- Tyle wystarczy? - Zapytał w pewnym momencie.
Michał podturlał bliżej swoją kulę.
- Hehehehe, moja większa – powiedział z dumą, niczym małe dziecko. – Ale i tak za małe. Nasz bałwan musi być naaaaaaaaaaaaaaaaaaaaajwiększy! Dawaj, turlamy razem moją kulę, a potem twoją.
Jeszcze przez jakiś czas formowali kule, aż w końcu były największe, ze wszystkich stojacych w pobliżu bałwanów. Trochę im zajęło ustawienie kul jedna na drugiej i Igor nieźle się przy tym zasapał, ale w końcu ich bałwan stał. Michał wziął się za dolepianie śniegu na ręce, a Igor zajrzał do garnka i zobaczył tam parę węgielków i ogromniastą białą marchewkę.
- Biała marchewka? – zdumiał się oglądając ją ze wszystkich stron.
- To nie marchewka, tylko biała rzodkiewka – powiedział Michał. – Wyglądem faktycznie przypomina marchewkę, ale smakuje jak rzodkiewka.
- A bałwan nie powinien mieć nosa z marchewki?
- Nasz będzie wyjątkowy, będzie miał nos z rzodkiewki. Daj – wziął od Igora warzywo i wbił je w całych sił w kulę, a potem dołożył oczy. – Czyż nie wygląda zajebiście? – zapytał z dumą. - Dołóż mu guziki. – Po czym wrócił do robienia rąk.
- No i co? Fajny bałwan nam wyszedł, co nie? – spytał z dumą Michał, kiedy już skończyli i stali podziwiając swoje dzieło.
- Nie ma rózgi – bąknął Michał.
- Rózgi, mówisz? Czekaj! – I zanim Igor zdążył zareagować, Michał już biegł w stronę stojących najbliżej drzew.
Igor popatrzył na bałwana. Przerdzewiały, dziurawy garnek na głowie, jedno oko wyżej, nos z rzodkiewki, a nie z marchewki, krzywo ułożone guziki, ręce niczym uszy od garnka, ale i tak mu się podobał. Jego pierwszy w życiu bałwan… Łzy zakręciły się w oczach. Szybko je otarł zanim jeszcze poleciały po policzkach. Zresztą już Michał wracał coś tam radośnie wrzeszcząc.
Michał wsadził bałwanowi pod pachę jakiegoś badyla.
- No teraz jest kompletny! – powiedział z dumą.
Jeszcze chwilę postali patrząc się na niego, po czym Michał złapał Igora za rękę i pociągnął za sobą.
- Chodź!
- Dokąd?
- Na sanki!
- Na sanki? Ale przecież nie mamy sanek…
- To nic! Jakoś sobie poradzimy! – odkrzyknął entuzjastycznie Michał.
Po paru minutach przedzierania się w śniegu nagle stanęli.
- Zobacz, jaki piękny widok – powiedział Michał uśmiechając się.
Igor spojrzał i zobaczył, że stoją na sporej górce, a w dole rozciągają się pokryte śniegiem lasy. Gdzieś w oddali majaczyły zamarznięte jeziora i chaty.
Igor był pod wrażeniem tego zimowego krajobrazu.
- To jest jeden z powodów, dla którego tak lubię mazury – wyszeptał Michał. – Przepiękne widoki, bez względu na porę roku.
- To my jesteśmy na mazurach? – zdumiał się Igor.
- A ty myślałeś, że gdzie?
- No, że to jakaś wiocha... – wybąkał niepewnie, na co Michał roześmiał się rozbawiony.
- Nie, mój drogi, to są Mazury, zresztą tam widać jedno z jezior. – Wskazał ręką. - No dobra, to teraz te obiecane sanki!
Szybko ściągnął kurtkę i położył ja na śniegu, podszewką do góry, po czym usiadł na niej.
- Siadaj! – poklepał miejsce miedzy swoimi nogami.
- Co?
- No siadaj, chyba, ze się cykasz? – zapytał z podstępnym uśmiechem.
- Nie cykam się – mruknął Igor i usadowił się na kurtce, między nogami Michała. Ten wcisnął mu do rąk oba rękawy, po czym objął go mocno i odepchnął się.
Niestety nie udało im się zjechać idealnie. Po drodze wywrócili się i praktycznie jedną trzecią drogi przebyli turlając się. Kiedy wściekły Igor podniósł się, zobaczył Michała leżącego w śniegu i śmiejącego się jak szalony.
- Ale fajowo było! – wykrzyknął.
- Wcale nie – mruknął Igor otrzepując się ze śniegu. – Nie chciał przyznać, ale w sumie tez mu się to podobało.
- No dobra, trzeba by już do domu wracać – mruknął Michał, kiedy już się otrzepał i założył kurtkę. – Mamy do wyboru: albo wspinamy się na ta górkę, albo drałujemy na około na piechotę, spory kawałek drogi. Co wybierasz?
Igor spojrzał niepewnie na górkę z której zjechali i powiedział:
- Na piechotę.
- No to chodźmy.
Kiedy w końcu dotarli do domu, Igor był tak zmęczony, że jedyne o czym myślał, to ciepła kąpiel i łóżko.
- A gdzie wy żeście się tak włóczyli? – burczał Jasiek, kiedy zobaczył ich wchodzących do domu.
- Byliśmy lepić bałwana – odparł Michał.
- Tyle czasu? – Wszyscy już zjedli śniadanie.
- A bo nasz bałwan musiał być największy! No nie, Igor?
Igor coś tam burknął pod nosem.
- Dobra, dobra, idźcie jeść śniadanie. – Jasiek machnął ręką i odszedł.
Przeszli do kuchni, w której krzątała się Monika. Nawet tutaj można było usłyszeć dochodzące z salonu wrzaski dzieciaków. Były one słyszalne jeszcze wyraźniej, gdy raz po raz któreś z nich wpadało do kuchni, a to życząc sobie czegoś do picia, a to żeby się poskarżyć, a to by się pochwalić czymś….
- Ech, te dzieciaki – mruknęła Monika. – Spokoju z nimi nie ma, a kolację wigilijną trzeba zrobić.
Michał bez słowa wstał i przeszedł do salonu. Wrócił po chwili i towarzyszyła mu cisza.
- Coś ty im zrobił? – Spytała zdumiona Monika
- Obiecałem stówę temu z nich, które pierwsze wypatrzy pierwszą gwiazdkę na niebie.
- Michał, to niepedagogiczne – odezwało się od strony drzwi.
To weszła do kuchni matka Michała.
- Może i niepedagogiczne, ale przynajmniej Monika ma święty spokój aż do kolacji – wyszczerzył zęby w uśmiechu, po czym wziął się za śniadanie.
Po skończonym posiłku Igor przeszedł do pokoju w którym spał, z trudem rozebrał się i przeszedł do łazienki. Napuścił do wanny gorącej wody, wlał truskawkowy płyn do kąpieli i z westchnieniem ulgi zanurzył się w wodzie. Leżał myśląc i dzisiejszym poranku. Był on szalony, jednak mimo to, mimo iż był cały wytytłany w śniegu i nogi go bolały od tego marszu na piechotę do domu, to jednak był zadowolony. Gorąca woda i truskawkowy zapach tak rozleniwiały, ze nawet nie zauważył, kiedy zasnął. Obudził się, kiedy jego organizm doszedł do wniosku, że woda jest stanowczo za zimna i trzeba by kichnąć. Kichnął, po czym wypuścił zimną już kompletnie wodę i polał się ciepłą z prysznica. Czuł się jak nowonarodzony. Zszedł na dół. W kuchni krzątały się kobiety przygotowując kolację, dzieciaki w ciszy przylepiały się do okien wypatrując pierwszej gwiazdki, a mężczyźni siedzieli w salonie, rozmawiali i oglądali telewizję. Rozejrzał się w koło. Nie widział nigdzie Michała, a Gabriel rozmawiał z… zaraz, jak mu na imię? A tak! Darek, mąż Moniki. Nie wiedząc co robić, usiadł i zaczął oglądać telewizor. Właśnei leciał jakiś przyrodniczy program, nawet całkiem interesujący. Tak go wciągnął, że drgnął przestraszony, kiedy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Podniósł wzrok i zobaczył Gabriela.
- Dobrze się bawisz? – zapytał troską w głosie.
- Ujdzie – mruknął.
- Michał mówił, że lepiliście razem bałwana, a potem zjechaliście z górki na jego kurtce?
- Zgadza się.
- Ech ten Michał – westchnął Gabriel i usiadł obok. – Jak pierwszy raz przyjechaliśmy tu na święta, tez mnie w to wmanewrował, a widząc zdumiony wzrok Igora dodał: w lepienie bałwana i zjazd z tej górki. Tylko, że wtedy, to mój płaszcz robił za sanki.
Igor prychnął rozbawiony.
- On ma szalone pomysły. Wiesz co mi dał na trzydzieste urodziny? Skok ze spadochronem. Ty wiesz jak ja się wtedy pietrałem? To był mój pierwszy skok i chociaż skakałem z asekuracją doświadczonego skoczka, to i tak się bałem, że spadochron się nie otworzy i zginiemy. A ten szatan przez cały czas się rechotał z zadowolenia jak głupi. Jeszcze nawet porządnie nie wylądowaliśmy, a on stwierdził, że musi to powtórzyć. Tak mu się to spodobało, że wyrobił sobie licencję na skoki ze spadochronem. Potem jeszcze był skok na bungiee, żeśmy dla tego nawet specjalnie wyjechali na wakacje za granicę, lot lotnią, lot balonem, chodzenie po rozżarzonych węglach i wiele, wiele innych przy których zjazd z tej górki to pikuś. – westchnął. Igor popatrzył na niego zdumiony, ale nic nie powiedział. – Jak byś coś potrzebował, to daj znać.
- Nic nie potrzebuję.
- Ale jakby co, to pamiętaj. – Poklepał Igora po kolanie i odszedł. Chłopak wrócił do oglądania telewizora.
Ponieważ nie miał nic do roboty, a nikt go nie gonił do pomocy przy robieniu kolacji, więc po prostu siedział i oglądał telewizor.
W końcu nadszedł czas kolacji wigilijnej. Zaczęło się ustawianie potraw na stole. Igor zainteresował się zamieszaniem, które dotarło do jego uszu, a które miało swoje źródło najwyraźniej w korytarzu. Zaciekawiony wyszedł i zobaczył… Świętego Mikołaja! Tak był tym zdumiony, że dopiero po chwili zobaczył stojącego obok niego… łosia? Nie, to ktoś ubrany w futerko, z pluszowymi rogami na głowie i ucharakteryzowaną twarzą. Nagle ten ktoś zaczął się rozbierać i kiedy pozbył się charakteryzacji, Igor stwierdził, że to Michał.
- I jak było? – W korytarzu ukazała się Monika.
- Super! – Michał wyszczerzył się. – Feliks miał dobry pomysł z tym przebraniem renifera.
- Ja zawsze mam dobre pomysły – stwierdził Święty Mikołaj, który tez już zdążył się pozbyć ubrania i Igor zobaczył tego grubego staruszka, który już pierwszego dnia skojarzył mu się ze Świętym Mikołajem.
- Ty wiesz jaką dzieciaki miały radochę, widząc razem z Mikołajem jednego z jego reniferów? – entuzjazmował się Michał. – Momentami myślałem, że mi te moje rogi oderwą, tak mnie ściskały!
- To dobrze – Monika uśmiechnęła się, po czym powiedziała do Igora: - Za każdym razem jak tu przyjeżdżają na święta, to teściu wraz z Michałem robią za Mikołaja. Dzieciaki mają radochę, a oni… sam widzisz – wskazała na obu mężczyzn, którzy z entuzjazmem o czymś miedzy sobą rozmawiali. – Czasami się zastanawiam, kto tu jest większym dzieckiem, Feliks czy Michał – mruknęła Monika, po czym wróciła do kuchni.
Igor jeszcze przez chwilę obserwował Michała i Feliksa, po czym wrócił do gadania telewizora.
W końcu jedno z dzieciaków wypatrzyło pierwszą gwiazdkę. Wszyscy byli podnieceni tą chwilą. Ktoś puścił kolędę, by leciała cicho w tle. Zaczęli składać sobie życzenia i łamać się opłatkiem. Kiedy w końcu siedli do stołu, Igor ze zdumieniem stwierdził, że na stole jest dokładnie dwanaście potraw, tak jak nakazuje tradycja. Niektóre z nich dziwnie wyglądały i nie był pewien czy powinien ich próbować, ale widząc jak inni się zajadają stwierdził, że przynajmniej spróbuje wszystkiego po trochu, najwyżej następnym razem będzie wiedział czego unikać.
PO kolacji przyszedł czas na prezenty. Feliks, jako przedstawiciel Świętego Mikołaja brał po kolei każdą paczkę i wyczytywał imię. Igor obserwował jak wszyscy podnieceni otwierają swoje prezenty i cieszą się z ich zawartości. Nawet z czegoś takiego jak skarpety, które dostał Darek, a które okazały się ręcznie robione.
- Igor! Jest tu jakiś Igor? – dopytywał się grzmiącym głosem Feliks.
Igor w pierwszej chwili był jak nieprzytomny, potem pomyślał, ze to nie jego wołają, jednak gdy nikt się nie odzywał, stwierdził, że to chyba jednak chodzi o niego.
- To… chyba ja… - wybąkał, na co usłyszał drwiące prychnięcie Karola.
- To dla ciebie. – Feliks wyciągnął w jego stronę dość sporą paczkę, tę którą Igor widział, kiedy pakowali przed wyjazdem prezenty do samochodu.
- Na pewno? – spytał dziwnie ściśniętym gardłem. Wolał się upewnić.
- No, chyba, ze ja źle czytam – mruknął Feliks i ponownie spojrzał na karteczkę przyklejoną do paczki. – Nie, jak byk tu jest napisane „Igor”, więc jeśli jesteś Igor, to to jest dla ciebie.
Wziął paczkę i wrócił na swoje miejsce. Feliks dalej wyczytywał imiona. Drżącymi rękami, niecierpliwie rozerwał papier. Kiedy w końcu dostał się do zawartości, okazało się, że w pudle znajduje się pluszowy miś. Kiedy go oglądał, usłyszał kpiące prychnięcie Karola i śmiechy młodszych dzieciaków. Olał ich kompletnie, jemu ten misiek się podobał.
- Igor! – wykrzyknął Feliks.
- Słucham? – odpowiedział odruchowo, na co wszyscy się roześmieli.
- Prezent dla ciebie – odparł spokojnie mężczyzna.
- Jeszcze jeden? – zdumiał się.
- Na to wychodzi.
Odebrał paczkę, tym razem niewielką, mieszczącą się praktycznie w dłoni. Kiedy ją rozpakował, okazało się, ze trzyma w ręce telefon komórkowy.
- Łał! – wykrzyknął Karol i przysiadł się do Igora. – Człowieku, ale ty masz farta!
- Naprawdę? – zapytał niepewnie patrząc na rówieśnika.
- Ty wiesz co to jest?! – entuzjazmował się rudzielec. – Najnowsza motorowa SG260! Tyle bajerów co ona ma, nie ma żaden inny telefon! Ale ci zazdroszczę…
Igor był zszokowany. Nie dość, że dostał komórkę, to jeszcze najlepszą ze wszystkich! Najpierw obejrzał ją ze wszystkich stron, a potem włączył i zaczął się nią bawić, próbując poznać wszystkie jej funkcje.
Kiedy nadszedł wieczór, szybko poszedł spać i położył się przodem do ściany, żeby Karol nie zobaczył, że ściska w ramionach swojego gwiazdkowego misia.
Następnego dnia wstał dość wcześnie, zostawił misia na torbie i zszedł na dół. Jak można było się spodziewać ktoś już się krzątał po kuchni. Ze zdziwieniem stwierdził, ze to nie Monika, tylko druga siostra Michała, Kaśka.
- Cześć, dobrze się spało? – zapytała.
-Dziękuję, dobrze.
- Masz ochotę na kakao?
- Poproszę. – Usiadł przy stole.
- Jak ci się podoba nasza rodzina? – spytała Jolka, kiedy już popijali gorący napój.
- Jest spoko – mruknął niepewnie na co Kaśka roześmiała się.
- Jeszcze nas dobrze nie poznałeś. Zdążysz zmienić zdanie.
Popatrzył na nią zdziwiony.
- Wiesz, my nie jesteśmy normalni, a zwłaszcza Michał i Monika. Jak byli dzieciakami, to często Jasiek przez nich zgrzytał zębami, głównie przez Michała, chociaż Monika też nie była lepsza. Teraz, kiedy dorobiła się dwójki dzieciaków trochę spoważniała, chociaż czasami jeszcze odzywają się w niej dawny charakter. A Michał… Michał, to chyba wciąż jest tym samym zwariowanym dzieciakiem co kiedyś. Nadal ma szalone pomysły.
- Coś na ten temat słyszałem… - i opowiedział wszystko to, co usłyszał od Gabriela.
Kaśka roześmiała się.
- To cały on. No dobra, zdaje się, Monika już wstała i trzeba przyszykować śniadanie. Wybacz, ale porozmawiamy sobie kiedy indziej.
Igor przeszedł do salonu i włączył telewizor. Oglądał go aż do śniadania. Podczas posiłku z zainteresowaniem przysłuchiwał się rozmowom przy stole. Niestety większość z tematów jakie poruszali dotyczyło spraw rodzinnych, o których on nie wiedział. Ale mimo to i tak z ciekawością się im przysłuchiwał.
Po obiedzie dorośli zajęli się swoimi sprawami, a dzieciaki zaczęły się bawić otrzymanymi na gwiazdkę prezentami. Igor wyciągnął z kieszeni komórkę i zaczął się nią bawić. W pewnym momencie do salonu wpadł jakiś chłopiec a za nim, przeraźliwie wrzeszcząc jakaś dziewczynka. Igor odruchowo spojrzał w ich stronę i zdębiał ze zgrozy. Chłopiec trzymał w ręku jego pluszowego misia! Nie zastanawiając się podskoczył do niego i wyrwał zabawkę z rąk.
- Zostaw to! – wykrzyknął zbulwersowany.
Dzieciach chwilę patrzył na niego zszokowany, po czym rozbeczał się, a wraz z nim dziewczynka, która za nim wleciała do salonu. Jego matka momentalnie przybiegła.
- Co się stało? – zapytała z niepokojem próbując uspokoić oboje dzieci na raz.
- Bo on… bo on… zablał misia! – wychlapał chłopiec oskarżycielsko wskazując na Igora.
Kobieta popatrzyła oskarżycielsko na Igora.
- Wstydziłbyś się, taki duży, a zabierasz pięciolatkowi zabawkę.
- Kiedy to jest mój, misiek – odparł Igor niepewnie, odruchowo chowając zabawkę w ramionach.
- No i co się stanie, jak Stasiu się nim trochę pobawi? Ubędzie ci go?
Igor rozejrzał się w koło, powoli zaczęło się robić wokół nich dziwnie ciasno. Niektórzy patrzyli z zainteresowaniem, niektórzy mieli miny jakby trzymali stronę tej kobiety…
- To jest mój misiek… - odparł niepewnie i przeciskając się między innymi wybiegł z salonu. Pobiegł do pokoju i rzucił się na łóżko. Uważni obejrzał misia, na szczęście nie było widać, żeby ten dzieciak w jakiś sposób go uszkodził. Odetchnął z ulga i przytulił zabawkę do piersi. Przecież nie mógł im powiedzieć, że ten misiek jest jego najcenniejszą na świecie rzeczą, ze to pierwszy w życiu misiek jakiego dostał, bo matka nigdy nie miała dość pieniędzy , żeby mu kupić, a wszystkie zabawki jakie miał, to dostawał od znajomych matki i to tylko i wyłącznie dlatego, ze były one już za bardzo zużyte, albo zdekompletowane i ich dzieci nie chciały się już nimi bawić. A ten misiek był pierwszą zabawką jaką dostał on, a nie jakiś inny dzieciak i dlatego był dla niego taki ważny. W pewnym momencie usłyszał, że ktoś otwiera drzwi, a potem ostrożnie siada na brzegu łóżka.
- Nie przeproszę – burknął wojowniczo.
- Nie musisz – usłyszał spokojny głos Michała. – Stasiek już sobie znalazł nową zabawkę, a Grażyna za jakąś godzinę zapomni. Ona jest po prostu trochę nadopiekuńcza w stosunku do swojego syna. Może dlatego, że rodziła go aż dwanaście godzin i dostał tylko jeden punkt w skali Apgar.
Igor zdziwiony odwrócił się i spojrzał na Michała.
- Każde dziecko, zaraz po urodzeniu jest badane dokładnie i przyznawane mu są punkty w takiej specjalnej skali. Im więcej punktów, tym dziecko zdrowsze. Jeden punkt oznaczał, że dziecko ma marne szanse na przeżycie. Grażyna wtedy modliła się o zdrowie syna jak nigdy dotąd. Na szczęście Stasiek pod czujnym okiem lekarzy szybko dochodził do zdrowia. I chociaż już od dawna wszystko jest w porządku, a chłopak rozwija się prawidłowo, to Grażyna cały czas drży o niego, wiec i czasami zachowuje się trochę histerycznie. Zobaczysz, ze przy obiedzie będzie się do ciebie uśmiechać, jakby nic się nie stało – uśmiechnął się lekko. – Ale dla pewności, że to się już nie powtórzy, lepiej schowaj tego miśka do torby, dobrze?
Igor pokiwał twierdzono głową.
- A swoją droga nie wiedziałem, że ten misiek tak ci się spodoba. Jestem nawet o to zazdrosny – dodał z lekka pretensją w głosie.
- Zazdrosny? – zdumiał się.
- No bo to Gabriel kupił tego miśka, ode mnie jest komórka. Strasznie się denerwował, kiedy musiał wybierać prezent dla ciebie. Chyba zaczyna się wczuwać w rolę ojca, bo jak kupował tego pluszaka, to coś tam mamrotał o pierwszym misiu, którego ojciec kupuje swojemu synowi. Później oczywiście się wszystkiego wyparł, ale ja i tak wiem co on czuje – Michał zachichotał rozbawiony.
Igor popatrzył zdumiony na Michała. To Gabriel kupił mu tego misia? Pierwsza zabawka od ojca? Odwrócił się w stronę ściany. Nie chciał żeby Michał widział łzy zbierające się w jego oczach. Poczuł jak Michał wstaje z łóżka i idzie w stronę drzwi.
- Komórka też jest super. Dziękuję – wymruczał, po czym ze wstydu skulił się jeszcze bardziej, wtulając w misia.
Jeszcze tylko usłyszał rozbawiony śmiech i trzaśniecie drzwiami i został sam. Dopiero wtedy pozwolił sobie na płacz. Pluszowy miś kupiony dla niego specjalnie przez ojca!










Komentarze
Justine123450 dnia wrzesie 29 2012 12:18:20
Nic nie ma w rozdziale, nic?! Aqu chcesz dostać kopa w cztery litery?! Rozdział boski! słodki i aż mam łzy w oczach <chlip> WENY! Super *,,* (krwotok) Mam nadzieję, że jednak docenisz swoje opowiadania bo są zajebiste! ^^
Floo dnia wrzesie 30 2012 21:11:51
Ooooch normalnie, euforia jak zobaczyłam długość smiley
Rozdział był taki... hmmm... rodzinny i ciepły. Michał nic, a nic się nie zmienił smiley wciąż jest tym szalonym Gówniarzem, a Igor mnie rozczulił. Ale przyznam że marzy mi się, żeby Michał tak bez słowa po prostu go przytulił.
Jakoś nie wiem czemu, nie umiem wyobrazić sobie w takiej sytuacji Gabriela. Chyba przez to że jest taki ciągle poważny.
Sama chciałam Igora przytulić jak tak się ucieszył z tego misia ^^ Gabriel, pewnie nawet nie wiem jak wiele on dla niego znaczy smiley

Karol mi się straaaasznie podoba smiley, i może to się komuś nie spodoba, ale on mi pasuje na faceta Igora smiley, a jeśli nie na faceta, to ostatecznie na dobrego/najlepszego przyjaciela smiley
Aquarius dnia wrzesie 30 2012 21:38:24
Wiesz Floo, mnie też się Karol podoba. Może go nawet w jakąś sukienkę ubiorę? Hehehehe. tak zdecydowanie mu będzie pasować.
Karol I Igor? Nie, nie widzi mi się to
Przytulanki? będą jeszcze, będą.
No faktycznie, rozdział jakoś tak wyszedł dwa razy dłuższy. Chyba się za bardzo rozpisałem. no cóż, czasami tak mam...
Floo dnia wrzesie 30 2012 21:50:13
Powinieneś tak mieć częściej smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [1 Gos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum