The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 26 2020 19:39:40   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Dzieci boga granic 17
17.

Gdyby Temur nie by艂 winny, i tak by艂by zgubiony – Dalle wyda艂o ju偶 wyrok. Zbrodnia pope艂niona na patrycjuszowskiej c贸rce domaga艂a si臋 op艂aty krwi. Za morderstwo – 艣mier膰. Oko za oko, z膮b za z膮b, najstarsze prawo wszystkich rozumnych istot. Wszystkie ludy 艣wiata umia艂y przelewa膰 krew i przelewanie krwi le偶a艂o u podstaw ich kultury, najpierw jako 艂owy, potem jako wojna. Wszystkie sk艂onne by艂y do okrucie艅stwa.
Po zamkni臋tym w celi Temurze wida膰 by艂o, 偶e je艣li chodzi o metody przes艂ucha艅, Dalle nie r贸偶ni si臋 od Urhan. M臋偶czyzna pr贸bowa艂 ukry膰 d艂onie, lecz trudno by艂o nie dostrzec po艂amanych palc贸w. Trudno by艂o nie dostrzec 艣lad贸w po rozpalonym 偶elazie i z艂amanej nogi.
Na stepie nigdy nie stosowano tortur jako metody zdobycia zezna艅 – to przywilej osiad艂ych lud贸w, desperacji i okrucie艅stwa, jakie rodz膮 wynaturzenia wielkich miast. Step ma swoj膮 bezwzgl臋dno艣膰, miasto – swoj膮.
Teoretycznie nie powinni byli dosta膰 mo偶liwo艣ci zobaczenia si臋 z wi臋藕niem, ale Kekhart poruszy艂 niebo i ziemi臋. Posun膮艂 si臋 do p艂aszczenia si臋 przed Sahakiem i nienawidzi艂 si臋 za to, ale nienawidzi艂by si臋 bardziej, gdyby nie pr贸bowa艂 pom贸c przyjacielowi. Kiedy genera艂 zby艂 go 艣miechem i stwierdzeniem, 偶e przecie偶 obaj wiedzieli, jak ko艅cz膮 ci, kt贸rzy ju偶 kiedy艣 pope艂nili zbrodni臋, Kekhart uda艂 si臋 do wy偶szej instancji. Do Rijesha.
Nie s膮dzi艂 nawet, 偶e kr贸l Shnai’ar, kagan na stepie, ksi膮偶臋 Urhan i protektor Dalle go przyjmie. C贸偶 bowiem tak wielkiego w艂adc臋 obchodzi艂 jeden 偶o艂nierz? Owszem, kiedy艣 Rijesh udzieli艂 Kekahrtowi przywileju i przyj膮艂 go do swojej s艂u偶by, ale ile os贸b, ilu 偶o艂nierzy, ile s艂ug i ile pa艅stw podlega艂o temu, kt贸rego Dalle nazwa艂o ju偶 W艂adc膮 Ciemno艣ci?
A jednak w kilka godzin po tym, jak Kekhart oznajmi艂 gadzim stra偶nikom w艂adcy sw膮 spraw臋, jeden ze smokowc贸w w kap艂a艅skich szatach odnalaz艂 go i kaza艂 za sob膮 i艣膰. Z pocz膮tku ork s膮dzi艂, 偶e spotka si臋 co najwy偶ej z Rachanem Te Kahem – nie by艂 nim przewodnik, za jasn膮 mia艂 艂usk臋, albo Kekhartowi przynajmniej si臋 tak wydawa艂o – ale rzeczywisto艣膰 zn贸w okaza艂a si臋 zaskakuj膮ca.
Jaszczur wprowadzi艂 go do pa艂acu, niewiele mniej o艣lepiaj膮cego, ni偶 siedziba cesarzy. 艢ciany pokryte tu by艂y p艂askorze藕bami i malowid艂ami wyobra偶aj膮cymi sceny mitologiczne, bog贸w i ich pos艂a艅c贸w, bohater贸w walcz膮cych z si艂ami ciemno艣ci. Pa艂ac nazywano „Domem 艢wiat艂a” i Kekhart przez moment zastanawia艂 si臋, ile ironii by艂o teraz w tej nazwie – i czy nowy w艂a艣ciciel rezydencji j膮 dostrzega艂?
Min臋li atrium, zamkni臋ty dziedziniec wewn膮trz pa艂acu, z basenem wy艂o偶onym b艂臋kitnymi kafelkami po艣rodku, z mozaik膮 wyobra偶aj膮c膮 morskie stwory na 艣cianach i muszlami zatopionymi w kolumnach. Kiedy艣 w tym miejscu musia艂y przesiadywa膰 偶ony, c贸rki i na艂o偶nice w艂a艣ciciela pa艂acu, odziane w zwiewne szaty i bogate klejnoty, pachn膮ce kwiatami i nosz膮ce imiona kwiat贸w, kt贸re Dallejczycy ch臋tnie nadawali swoim kobietom. Bogaci dallejscy arystokraci mieli ca艂e haremy, orczy chanowie na stepach te偶 cz臋sto utrzymywali wi臋cej ni偶 jedn膮 偶on臋: ciekawe, ile konkubin mia艂 Rijesh?
Ale w pa艂acu nie by艂o kobiet, chyba, 偶e cz臋艣膰 smokowc贸w, tego jednak nie da艂o si臋 oceni膰 na pierwszy rzut oka. Ludzki lub orczy w艂adca otoczy艂by si臋 kochankami lub przynajmniej s艂u偶kami ciesz膮cymi oko go艣ci. A tutaj… Czy Rijesh by艂 taki jak Kekhart i Takhir? Ta my艣l jednak wydawa艂a si臋 w najwy偶szym stopniu niestosowna.
Gdy wyszli z Atrium, Kekhart us艂ysza艂 d藕wi臋k drobnych dzwoneczk贸w. Ostrzega艂y o nadej艣ciu K’Nai. Czarna elfka stan臋艂a przed nim i przed smokowcem-przewodnikiem – gdyby nie d藕wi臋cz膮ce 艣piewnie bransolety, mo偶na by powiedzie膰, 偶e wyros艂a spod ziemi. Ciemnofioletowa, niemal czarna suknia z aksamitu okrywa艂a j膮 od szyi a偶 po stopy: 偶adnych rozci臋膰 i dekolt贸w, jedynie d艂onie i twarz pozostawa艂y ods艂oni臋te, cho膰 w odpowiednim 艣wietle aksamit zlewa艂 si臋 w jedno z czarn膮 jak bazalt sk贸r膮, zmieniaj膮c skrytob贸jczyni臋 w istot臋 utkan膮 z pasm cienia. Tylko bia艂ka oczu i z臋by odcina艂y si臋 od czarnej sk贸ry, czarnego aksamitu, czarnej mg艂y.
Przewodnik pok艂oni艂 si臋 przed kobiet膮, wsuwaj膮c d艂onie w r臋kawy szaty. K’Nai odpowiedzia艂a tym samym.
– Dzi臋kuj臋 – rzek艂a w j臋zyku, kt贸rym porozumiewano si臋 na wi臋kszo艣ci kontynentu. Mia艂a 艣piewny akcent, mi艂y, cichy g艂os. – Poprowadz臋 go dalej. Chod藕 – zwr贸ci艂a si臋 do orka.
Ruszy艂 za ni膮. Cieszy艂 si臋, 偶e ma j膮 przed, a nie za sob膮: s艂ysza艂 ju偶 wiele legend o tajemniczym bractwie skrytob贸jc贸w, do kt贸rego pono膰 nale偶a艂a.
Jej pan siedzia艂 samotnie w wielkiej sali, kt贸rej okna wype艂niono barwionym szk艂em. S艂oneczne 艣wiat艂o wpadaj膮ce do wn臋trza, malowa艂o wz贸r kolorowych plam na posadzce, kolumnach i d艂ugim, zawalonym papierami stole. Rijesh, pochylony nad kartami, czyta艂.
Ciekawe, czy w艣r贸d zapisk贸w by艂 te偶 pergamin, kt贸ry kiedy艣 ukrad艂 Temur…?
Temur…
W艂adca podni贸s艂 wzrok i Kekhart zadr偶a艂. Obce oczy koloru krwi.
Demon. Syn Wielkiego W臋偶a. W艂adca ciemno艣ci.
– Usi膮d藕 – d艂uga, pokryta 艂uskami d艂o艅 wskaza艂a no偶ycowe krzes艂o. – Kekhart, tak ci na imi臋, prawda? Kekhart od spadaj膮cej gwiazdy, Kekhart od Akriasa. Dobrze zapami臋ta艂em?
– Tak, kaganie – zwr贸ci艂 si臋 do niego tytu艂em, kt贸rym nazywa艂 go przy pierwszym – pierwszym oficjalnym – spotkaniu.
Krzes艂o mia艂o kszta艂t 艂uku, na dnie zag艂臋bienia le偶a艂a haftowana poduszka.
– Kekharcie, jeden z twoich poddanych jest winien gwa艂tu i morderstwa na lady Kalii ca Nedre.
– Tak, kaganie. Temur.
„Temur, kt贸ry pisma ci ukrad艂 i zosta艂 ukarany. Temur, kt贸ry demony na swoj膮 wiosk臋 艣ci膮gn膮艂.”
„Temur m贸j przyjaciel, Temur kochanek Larhy.”
– Czeka go kara. Napi臋tnowanie i powieszenie, cho膰 lord Naldir domaga si臋 bardziej spektakularnej ka藕ni. Pragnie da膰 pokaz… I zem艣ci膰 si臋 za c贸rk臋. Kiedy艣 ju偶 ocali艂em twojego podkomendnego… Serika, je艣li pami臋tam… od kary za pope艂niony gwa艂t. Chcesz 偶ebym zrobi艂 to samo?
W艂adca spojrza艂 na Kekharta znad papier贸w, czerwone oczy przeszy艂y orka na wylot.
– Nie, kaganie. Temur zostanie ukarany, tak, jak ka偶dego z nas by ukarali, jakby kt贸ry co takiego zrobi艂.
Ile razy Murad unikn膮艂 kary za swoje zbrodnie? I kto ukarze Kekharta za jego w艂asny wyst臋pek?
– Wi臋c czego chcesz, orku?
– Widzie膰 go. To przyjaciel, m贸j i innych. A miasta w艂adze nie pozwalaj膮. Genera艂 Sahak nie pozwala. Ja si臋 nawet nie spodziewa艂em, 偶e ty mnie zechcesz widzie膰, kaganie.
Rijesh u艣miechn膮艂 si臋, a od tego u艣miechu Kekhartowi przebieg艂 po karku lodowaty dreszcz.
– Ile jeste艣 got贸w da膰 za to jedno widzenie, Kekharcie?
Demon. Syn Wielkiego W臋偶a. W艂adca Ciemno艣ci.
– Nie wiem, kaganie, czego ty by艣 ode mnie chcia艂.
– Wiedzy.
– Jakiej wiedzy, kaganie?
– Twoi podw艂adni… ci, kt贸rzy nie nale偶膮 nigdzie i nale偶膮 do Akriasa… tam, gdzie i ja, jak sam mi powiedzia艂e艣… na granicy. Chc臋 wiedzie膰 o nich – wszystko. Zna膰 ka偶dego z nich.
Kekhart pokr臋ci艂 g艂ow膮.
– Ja nie rozumiem…
– I nie musisz. Wiedz, 偶e twoi podkomendni interesuj膮 mnie… – Zn贸w u艣miech. W膮skie usta wykrzywione, poruszone mi臋艣niami twarzy innymi, ni偶 u orka, cz艂owieka czy elfa… czym on by艂? Rangulf mia racj臋: nic nie mog艂o si臋 zrodzi膰 ze zwi膮zku smokowca z inn膮 rozumn膮 istot膮, wi臋c sk膮d, wi臋c jak… – Przepowiednie i los, przepowiednia elfiej czarodziejki, o kt贸rej mi opowiedzia艂e艣… Wszystko, co opowiedzia艂 mi tw贸j kochanek – To ostatnie s艂owo Rijesh wypowiedzia艂 tak naturalnie, jakby zwi膮zek dw贸ch m臋偶czyzn by艂 czym艣 najzupe艂niej normalnym. – wszystko co wiem z moich 藕r贸de艂. Kawa艂ki uk艂adanki. Kt贸ry艣 z twoich podw艂adnych mo偶e by膰 takim kawa艂kiem, je艣li dobrze si臋 nim pokieruje… nie martw si臋, nie zamierzam zrobi膰 krzywdy nikomu z was. Ten, kt贸ry nada si臋 najlepiej, zostanie wielkim bohaterem.
„Oto na wschodzie pojawi si臋 w艂adca, kt贸ry zmieni p贸艂 艣wiata w morze krwi. Widzia艂am te偶 bohatera, kt贸ry nadejdzie. Obaj id膮 kraw臋dzi膮, nie przynale偶膮. Obu wybior膮 i naznacz膮 bogowie, b贸g granic, kt贸ry nie nale偶y nigdzie.”
– Kekharcie, czy to nie jest twoje przeznaczenie? – spyta艂 Rijesh, widz膮c w orku wahanie. – Bogowie z艂o偶yli gwiazd臋 w twoje r臋ce i twoimi r臋koma przekazali j膮 mnie. Spytaj bog贸w, spytaj Akriasa od Granic, patrona Urhan i twojego, patrona twoich podw艂adnych, patrona wszystkich wykluczonych, czego chce. Czy nie chcia艂by, by艣 kontynuowa艂 t臋 misj臋?
– Kaganie…
– Tak?
– Nazywaj膮 ci臋 demonem. W艂adc膮 Ciemno艣ci.
– Wiem – odpar艂 Rijesh. G艂os mia艂 spokojny, mi臋kki, przyjemny dla ucha. – Mia艂em nadziej臋, 偶e to si臋 nie stanie, ale widz臋, 偶e tego nie unikn臋. Je艣li chc膮 widzie膰 we mnie W艂adc臋 Ciemno艣ci, b臋d膮 go widzieli i tak. Nie wa偶ne, jak bardzo b臋d臋 si臋 stara艂. Jestem czym jestem i tego nie unikn臋. Ale wy, Kekharcie, wy ci膮gle macie szans臋. Nie tw贸j nieszcz臋sny podw艂adny-zbrodniarz, ale pozostali… Jedno z was ma szans臋 wielko艣ci. Nie odbieraj mu jej.
I Kekhart poj膮艂, 偶e nie wa偶ne, jak si臋 boi, nie ma wyj艣cia.
Siedz膮c na no偶ycowym krze艣le naprzecie bacznie obserwuj膮cego go Rijesha opowiedzia艂 wszystko. To co wiedzia艂 i to, czego nie wiedzia艂. O sobie, o swoich przyjacio艂ach, o ich sekretach, o podejrzeniach, o mi艂o艣ci bez szans, o b贸lu i starych bliznach, o nienawi艣ci, wyst臋pkcah, pragnieniach, marzeniach, nadziejach i stratach. Rijesh za艣 s艂ucha艂 z uwag膮 i wynagrodzi艂 t臋 dziwaczn膮 spowied藕.
Teraz sta艂 przed kratami i widzia艂 Temura, jego pe艂en b贸lu wzrok, po艂amane palce, 艣lady po przypalaniu, brakuj膮ce z臋by i rozci臋cie od r臋kawicy na twarzy. Szczery, sympatyczny Temur, kt贸ry opiera艂 si臋 o p艂ot domostwa szamana, bez obaw gaw臋dz膮c z wygna艅cem, znikn膮艂 gdzie艣. M臋偶czyzna, kt贸ry go zast膮pi艂 cierpia艂 – by膰 mo偶e o wiele bardziej, ni偶 wymaga艂a tego pope艂niona zbrodnia.
Serik przysun膮艂 si臋 do krat, m膮drymi, zm臋czonymi oczyma spojrza艂 na towarzysza broni.
– Temur, Temur, nic偶e艣 si臋 nie nauczy艂? Zaw贸d czuj臋. Zaw贸d czujemy wszyscy.
Wi臋zie艅 nie odpowiedzia艂, prychn膮艂 tylko. Tyle mu pozosta艂o, poczucie niesprawiedliwo艣ci.
– Nic偶e艣 si臋 nie nauczy艂 – powt贸rzy艂 Serik, odsuwaj膮c si臋 z niech臋ci膮.
On te偶 kiedy艣 prze偶y艂 to samo. By艂 taki sam jak Temur – i jak Kekhart, cho膰 o tym ostatnim nikt nie wiedzia艂. On wiedzia艂, czym jest wina, 偶al, l臋k przed nieuchronn膮, okrutn膮 kar膮. I bola艂o go, 偶e jeden z jego przyjaci贸艂 powt贸rzy艂 czyn, kt贸ry on niemal przyp艂aci艂 偶yciem. Powt贸rzy艂 w gorszej znacznie formie, zabijaj膮c swoj膮 ofiar臋.
Larha mia艂a tylko jedno pytanie. Zadaj膮c je patrzy艂a pustym, beznami臋tnym wzrokiem.
– Dlaczego?
– Larha… ty wiesz, 偶e ja nie chcia艂em, prawda? Ty wiesz… – b艂aganie w jego g艂osie, przera偶one b艂aganie o wybaczenie. – Larha… kocham ci臋…
Sta艂a niewzruszona jak mur, z r臋kami splecionymi na piersiach.
– Co innego powiedzia艂e艣 mi tamtej nocy. Co innego m贸wi艂e艣 mi nie raz.
– By艂em g艂upcem. Zawsze by艂em. Nie widzia艂em, co mam…
– …wi臋c ty postanowi艂e艣 sobie wzi膮膰 co艣, do czego ty nie mia艂e艣 prawa.
– Ona sama… nie rozumiesz? Tutejsze kobiety to kurwy… zobaczy艂a mnie, podesz艂a, prowokowa艂a…
Larha za艣mia艂a si臋 sucho, nieprzyjemnie.
– 呕eby艣 ty j膮 zabi艂? Ona chcia艂a, 偶eby艣 ty j膮 zabi艂?
– To nie tak! – wybuchn膮艂. – Larha, ty nie rozumiesz, gdyby艣 j膮 widzia艂a! My艣la艂em, 偶e tego chce! Ty nie chcia艂a艣, a ja musia艂em… A potem zacz臋艂a… potem powiedzia艂a, 偶e nie, ale ja musia艂em…
Przysun臋艂a si臋 do krat i splun臋艂a mu w twarz.
– Ty nic nie musia艂e艣, psie – warkn臋艂a. – Ona powiedzia艂a nie, ty powiniene艣 j膮 zostawi膰. A ty j膮 jeszcze zabi艂e艣.
– Krzycza艂a.
– Oczywi艣cie, 偶e krzycza艂a – mrukn臋艂a, odwracaj膮c si臋 i id膮c w stron臋 wyj艣cia z lochu. – Ja te偶 krzycza艂am.
Na zewn膮trz nieoczekiwanie przywar艂a do Kekharta i rozp艂aka艂a si臋 – otwarcie, przy wszystkich, ona, kt贸ra dot膮d publicznie pr臋dzej okazywa艂a gniew, ni偶 inne uczucia. Pozostali patrzyli, jak ich dow贸dca i przyjaciel obejmuje kobiet臋, nagle drobn膮 i kruch膮.
– Mog艂am przewidzie膰, 偶e to si臋 tak sko艅czy – j臋kn臋艂a w pier艣 Kekharta. – wszyscy tacy sami, a on nie inny. Pokaza艂 nie raz, jaki jest. Nie raz. A ja, g艂upia, chcia艂am oczy zamyka膰, nie widzie膰 nic.
„Nie widzisz” – pomy艣la艂 Kekhart. „Nie widzisz, 偶e jestem taki sam.”
Trudno by艂o rozmawia膰 o tym, co zasz艂o. Nawet Gaspar, zazwyczaj sk艂onny do 偶art贸w, Arthan, szczery i otwarty: nawet oni milczeli, przyt艂oczeni, przera偶eni. 呕yli w 艣wiecie ogarni臋tym wojn膮, gdzie przemoc dzia艂a si臋 na ich oczach. Mieli w oddziale 艂ajdak贸w pokroju Murada i jego kompan贸w. Wiedzieli, jak wygl膮da zdobywanie miasta, podzia艂 艂up贸w, jak wy艂adowuje si臋 agresje na cywilach i 偶ycie zmusza艂o ich do przymykania oczu. To taki 艣wiat, trwa wojna, nie ma wyj艣cia, nie ocali si臋 wszystkich ofiar. Mo偶na nie bra膰 w tym udzia艂u, trzyma膰 na wodzy gotuj膮c膮 si臋 krew. Tyle mo偶na uczyni膰. Ale 偶aden z nich nie spodziewa艂 si臋 czego艣 takiego po Temurze. Mo偶e Larha, kt贸ra chlusn臋艂a mu kiedy艣 winem w twarz i wyrzuci艂a ze swojego 艂贸偶ka: ale nawet ona…
Tak, w jej oczach wszyscy byli teraz tacy sami, i Serik, kt贸ry te偶 mia艂 na sumieniu gwa艂t, i Gaspar, kt贸ry nie stroni艂 od spro艣nych 偶art贸w, i Arthan, cho膰 sama go uczy艂a szacunku dla kobiet. Je艣li tak post膮pi艂 Temur, kt贸rego kocha艂a, po kim mog艂a spodziewa膰 si臋 czego艣 lepszego? Ka偶dy m臋偶czyzna jest taki sam i skrzywdzi kobiet臋, je艣li tylko znajdzie si臋 w odpowiednich okoliczno艣ciach.
Jak o tym rozmawia膰, jak prze艂ama膰 milczenie, wyrzuci膰 z siebie wszystko, co k艂臋bi si臋 w g艂owie. Zn贸w brakuje s艂贸w, brakuje zaufania.
Tamta kobieta prowokowa艂a. Tak powiedzia艂 Temur. Murad te偶 prowokowa艂. Murad sam si臋 prosi艂 rzuci艂 wyzwanie, Kekhart nie mia艂 wyj艣cia, jak tylko na nie odpowiedzie膰. By艂 zdesperowany, a po偶膮danie rozdziera艂o go.
Temur t艂umaczy艂 si臋 tak samo i jego t艂umaczenie nie mia艂o warto艣ci. Zgwa艂ci艂 kobiet臋, zabi艂 j膮, gdy wo艂a艂a o pomoc. Twierdzi艂, 偶e lady Kalia by艂a kurw膮 – Murad by艂 ostatnim 艂ajdakiem. W tamtej chwili w oczach Kekharta zas艂ugiwa艂 na poni偶enie, kt贸re go spotka艂o.
To o poni偶enie chodzi艂o, o ustalenie hierarchii. Kekhart pokaza艂 Muradowi jego miejsce, pokaza艂, jak bardzo nim gardzi, 偶e ma nad nim w艂adz臋. Temur pokaza艂 swoj膮 pogard臋 Kalii i wszystkim kobietom: Larsze, kt贸ra go odrzuci艂a, o paradoksie, za t臋 pogard臋 w艂a艣nie, 偶onie, kt贸ra 艣mia艂a umrze膰, zostawiwszy go samego, wszystkim kobietom, kt贸re 艣mia艂y by膰 silniejsze, mie膰 w艂asne zdanie, w艂asne pragnienia, zagra偶a艂y jego pozycji. C贸rka dallejskiego patrycjusza sta艂a si臋 przypadkow膮 ofiar膮, na kt贸rej Temur m贸g艂 wy艂adowa膰 swoj膮 frustracj臋.
Na ile Kekhart zrobi艂 to samo z Muradem? Na ile przela艂 na niego ca艂y sw贸j gniew, stracone nadzieje, niech臋膰 do w艂asnej natury, kt贸ra tli艂a si臋 gdzie艣 na samym dnie? Pami臋膰 o poni偶eniu, jakim by艂o wygnanie, o ch艂o艣cie na dziedzi艅cu Urha艅skiej cytadeli, o obelgach, niech臋tnych spojrzeniach. Wszystko to skumulowa艂o si臋 w Muradzie, w tamtej chwili, kiedy w jego oczach Kekhart ujrza艂 偶膮dz臋 dominacji.
Czu艂 si臋 nieczysty jak nigdy – nawet w chwili, kiedy pierwszy raz le偶a艂 nago na pos艂aniu Takhira, 艂api膮c oddech i pr贸buj膮c przesta膰 my艣le膰, 偶e pope艂ni艂 co艣 obrzydliwego – nawet wtedy widzia艂 te偶 w swoim czynie rado艣膰 i pi臋kno. Satysfakcja z dominacji nad Muradem smakowa艂a gorzko.
Czy to samo czu艂 Temur? Gorycz, niech臋膰 do samego siebie? Na pewno niech臋膰 do ofiary i strach przed nieuchronn膮 kar膮.
Zas艂u偶on膮 kar膮. To by艂o najgorsze. Kekhart te偶 zas艂ugiwa艂 na kar臋, ale czy tak膮? Nawet gdyby – nikt by mu jej nie wymierzy艂. W oczach 艣wiata to co zasz艂o mi臋dzy nim a Muradem nie istnia艂o, w przeciwie艅stwie do zabitej szlachcianki, kt贸rej ojciec g艂o艣no domaga艂 si臋, by winowajc臋 publicznie po膰wiartowano. To samo, co w wypadku Serika. Ale Serika ledwo co wtedy znali, a Temur by艂 z nimi od samego pocz膮tku.
Dzi臋kowa膰 bogom, protektor Dalle sam zwr贸ci艂 si臋 do s臋dzi贸w z pytaniem, czemu ten jeden przest臋pca ma by膰 potraktowany tak okrutnie, podczas gdy pozosta艂ym wystarczy tylko stryczek. I s臋dziowie zgodzili si臋, 偶e nie b臋dzie wyj膮tk贸w, skoro nowa w艂adza ma sko艅czy膰 z korupcj膮 i samowol膮 patrycjatu. Morderca lady Kalii ca Nedre zostanie powieszony, a jego cia艂o – pochowane na rozstajach.
Sprawiedliwa kara i nikt w to nie w膮tpi艂.
Nawet najbardziej sprawiedliwe kary bol膮 przyjaci贸艂 winowajc贸w.
***

Tego dnia zebra艂 si臋 t艂um na placu, gdzie wykonywano egzekucje. Stary, kamienny szafot mia艂 pono膰 pami臋ta膰 czasy cesarstwa, ale kolejni w艂adcy rozbudowywali go nieustannie. Sam jego widok przera偶a艂, sama nazwa Placu Dw贸ch Rzek budzi艂a groz臋. P贸j艣膰 nad Dwie Rzeki – to zosta膰 straconym lub, w najlepszym wypadku, sko艅czy膰 w klatce, co cz臋sto oznacza艂o 艣mier膰, tak, jak na stepach wrzucenie do studni.
Rusztowanie wzniesiono z drewna, starannie, ze wszelk膮 znajomo艣ci膮 in偶ynierii, kt贸ra pozwoli艂a zaopatrzy膰 je w zapadni臋. 艁atwiej i szybciej powiesi膰 kogo艣 w ten spos贸b, ni偶 usuwaj膮c mu pieniek spod n贸g, a i Dallejczycy lubili popisywa膰 si臋 talentem in偶ynierskim, tak偶e w zakresie wykonywania kary 艣mierci.
Temur utyka艂 na uszkodzon膮 nog臋, kiedy zaprowadzono go na szafot. Zebrani gwizdali, rzucali w skaza艅ca zgni艂ymi warzywami i ko艅skim 艂ajnem, a ten nie reagowa艂 nawet na obelgi. Wzrok mia艂 pusty, zbola艂y. Od Przesilenia utraci艂 wszystko, zapewne w艂膮cznie z tym, co tworzy艂o jego to偶samo艣膰.
Za艂o偶ono mu p臋tl臋 na szyj臋, a miejski kat odczyta艂 tre艣膰 wyroku. Gwizdy i obelgi rozleg艂y si臋 znowu, towarzyszy艂y im okrzyki nienawi艣ci skierowane w kierunku naje藕d藕c贸w i ca艂ego ich ludu. Z oddali, z jednego z otaczaj膮cych Plac Dw贸ch Rzek budynku obserwowa艂 egzekucje Naldir ca Nedre. Oczy tego 偶a艂osnego cz艂owieczka, kt贸ry w pa艂acu cesarskim p艂aszczy艂 si臋 przed Rijeshem, musia艂y by膰 w tym momencie zimne jak l贸d.
Kto艣 krzycza艂, 偶e tak powinno si臋 powiesi膰 wszystkich ork贸w, jaki艣 aurienicki kap艂an zacz膮艂 wo艂a膰, 偶e to pocz膮tek, 偶e lady Kalia to pierwsza z zamordowanych szlachetnych c贸r Dalle i 偶e miasto pojmie to dopiero, gdy ka偶膮 jego mieszka艅com samym oddawa膰 dzieci na ha艅b臋 i jako ludzkie ofiary dla Wielkiego W臋偶a.
Larha trzyma艂a Kekharta za rami臋. Nie odwa偶y艂a si臋 dotkn膮膰 nikogo innego, warcza艂a na ka偶dego, kto cho膰by si臋 o ni膮 otar艂. Poza tym sprawia艂a wra偶enie spokojnej, ale jej palce wciska艂y si臋 w rami臋 przyjaciela tak, 偶e musia艂y zostawi膰 si艅ce.
Ca艂y czas go kocha艂a. Jedynego m臋偶czyzn臋 w jej 偶yciu.
Na dobrze skonstruowanej szubienicy umiera si臋 szybko. To 艂aska w por贸wnaniu z innymi rodzajami ka藕ni, kt贸re przecie偶 widzia艂o ka偶de z nich. Nigdy jednak nie widzieli 艣mierci towarzysza, mo偶e tylko Murad i jego kompani, ale oni nie m贸wili nic. I pewnie ka偶de z nich zadr偶a艂o, gdy zwolniono zapadni臋. Kekhart zadr偶a艂 i zadr偶a艂a wczepiona w jego rami臋 Larha. Nie odwr贸ci艂a jednak g艂owy, do ko艅ca szukaj膮c wzrokiem oczu kochanka.
Potem zrobi艂a wszystko, by jak najpr臋dzej zabra膰 jego cia艂o i pochowa膰: cho膰 zwyczajem znanym i w Dalle by艂o wystawianie trup贸w skaza艅c贸w na widok publiczny. Kekhart chodzi艂 za ni膮 i pokazywa艂 wszystkim dokument podpisany przez Rijesha, papier, kt贸rego nie umia艂 odczyta膰, a kt贸ry otwiera艂 wszelkie drzwi i w ko艅cu zapewni艂 wyci膮gni臋cie zw艂ok z jednej z klatek. Trudno by艂o w nich rozpozna膰 m臋偶czyzn臋, kt贸rego kochali. Co艣 w wykrzywionej w ostatnim skurczu twarzy przypomina艂o Kekhartowi upiora, kt贸rego Temur przez swoj膮 g艂upot臋 sprowadzi艂 na w艂asn膮 wiosk臋. Jakby demon wr贸ci艂.
– A je艣li on wr贸ci艂? – spyta艂 Arthan, kiedy Kekhart podzieli艂 si臋 z towarzyszami tym skojarzeniem. – Upiory kr膮偶膮, bo to po pr贸偶nicy skaza艅c贸w si臋 na rozstajach chowa?
Sami stali na rozstajach, w miejscu przeznaczonym do grzebania straconych i samob贸jc贸w – Dallejczycy nie szanowali tych, kt贸rzy wybrali samodzielne zako艅czenie 偶ycia. Ponure miejsce za murami miasta, kilka jam w ziemi i kopce kamieni 艣wiadczy艂y o tym, 偶e nierzadko u偶ywane.
– Na rozstajach rz膮dzi Czarna Kahara – zauwa偶y艂 Temur, przypominaj膮c sobie wiosk臋, drzewo i szczerz膮c膮 z臋by figurk臋. Kahara na pocz膮tku i na ko艅cu znajomo艣ci z Temurem.
Zimny, wilgotny, pachn膮cy sol膮 wiatr d膮艂 im w twarze, przenika艂 na wylot przez kaftany, 艂opota艂 w kawa艂ku p艂贸tna: temurowym ca艂unie. Otaczali kr臋giem d贸艂 w ziemi, wszyscy, tak偶e i Murad, Lavijczyk i ich towarzyszka, wszyscy troje kilka krok贸w za pozosta艂ymi. Znali swoje miejsce. Trzeba by艂o dw贸ch zbrodni, by poznali.
– Jej Czerwona siostra czasem chodzi po rozstajach i umar艂ych zbiera. Do orszaku swego – powiedzia艂 Gaspar ponuro. – Je艣li on przez demona naznaczony, to Czerwona Pani go ch臋tnie we藕mie.
Gaspar Regesz, pie艣niarz, najbli偶sze szamana, czym dysponowali.
– Co zrobi膰, 偶eby nie wzi臋艂a? – spyta艂a Larha. – Nie oddam jej go – doda艂a ciszej.
– Gw贸藕d藕 w czaszk臋. Ko艂ek w pier艣. Do ziemi przybi膰. Coby nie wsta艂.
– A dusza jego?
Gaspar wzruszy艂 ramionami.
– Tego nie wiem. Szamana pyta膰.
Kobieta zamkn臋艂a oczy, splot艂a d艂onie na piersi i unios艂a g艂ow臋 ku niebu. Wydawa艂a si臋 teraz pi臋kna: najpi臋kniejsza na 艣wiecie.
– Akriasie! – krzykn臋艂a. – Ty mnie s艂yszysz, bo偶e granic?! Ten m臋偶czyzna do ciebie nale偶a艂! Zabierz go! To kanalia i g艂upi fiut, ale nie 偶ycz臋 mu 藕le! Kocha艂am go! S艂yszysz, Akriasie, skurwysynu?! Nie oddawaj go Wielkiemu W臋偶owi ani Czerwonej Pani!
艁zy ciekn膮ce jej po policzkach wysycha艂y szybko w szalej膮cym wietrze. Wiatr dmuchn膮艂 jej w twarz py艂em i zesch艂ymi li艣膰mi, a wraz z nimi przywia艂 ptasie pi贸ro: d艂ugie, czarne, l艣ni膮ce jak olej na wodzie pi贸ro kruka.
– Akrias odpowiedzia艂 – stwierdzi艂 Serik. – Zabierze go.
Larha nachyli艂a si臋 i wsun臋艂a pi贸ro w temurowe palce, wyko艣lawione torturami i 艣miertelnym skurczem.
Gaspar znalaz艂 gdzie艣 odpowiedni kawa艂 drewna i wbi艂 go zmar艂emu w pier艣. Rozleg艂 si臋 j臋k, jakby w ciele wci膮偶 tli艂a si臋 ostatnia iskra 偶ycia.
– I niech ma lepsze przysz艂e 偶ycie – rzek艂 Serik, kieruj膮c si臋 ku kamieniom.
– I my wszyscy – doda艂 nieoczekiwanie Murad. – To ka偶dy z nas m贸g艂 by膰.
„To ja by膰 mog艂em” – pomy艣la艂 Kekhart. „A ty powiniene艣.”
Po Temurze pozosta艂 kolejny kopiec kamieni na rozstajach, cia艂o obracaj膮ce si臋 w proch w bezimiennym grobie daleko od wioski, gdzie m臋偶czyzna urodzi艂 si臋 i pope艂ni艂 pierwszy z b艂臋d贸w, kt贸re poprowadzi艂y go do 艣mierci.
Na bezlistnym powykr臋canym drzewie rosn膮cym obok cmentarzyska skaza艅c贸w, drzewie, na kt贸rym na stepach wieszano by amulety i w kt贸re wbijano by no偶e z kl膮twami, siedzia艂 kruk. Czeka艂 mo偶e na chwile, w kt贸rej b臋dzie m贸g艂 po偶ywi膰 si臋 trupem, ale kamienie oddzieli艂y go od posi艂ku. Kruk patrzy艂 – na Kekharta, kt贸ry zastanawia艂 si臋, czy ptasimi oczyma nie patrzy na niego kto艣 jeszcze. I czy w pi贸rach wys艂annik Akriasa nie ma ukrytej tulei z pergaminem.
Widzia艂 tak膮 kilka dni temu, kiedy przyszed艂 b艂aga膰 Rijesha o mo偶liwo艣膰 spotkania ze skazanym na 艣mier膰 towarzyszem broni.
Wizyta u Rijesha nie sko艅czy艂a si臋 w momencie wyzna艅. Kiedy Kekhart sko艅czy艂 m贸wi膰, zauwa偶y艂, 偶e za oknem siedzi ptak.
Ptak zastuka艂 dziobem w szyb臋. Du偶y i czarny: kruk. Rijesh wsta艂 i nie艣piesznie podszed艂, by otworzy膰 okno i wpu艣ci膰 go do 艣rodka. Ptaszysko zakraka艂o dono艣nie, wskoczy艂o na st贸艂, mi臋dzy papiery, obr贸ci艂o g艂ow臋, by spojrze膰 na Kekharta oczyma l艣ni膮cymi jak paciorki z wulkanicznego szk艂a.
Kagan pog艂adzi艂 pi贸ra i wydoby艂 co艣 spomi臋dzy nich – przytroczon膮 do szyi ptaka drewnian膮 tulej臋 z kawa艂kiem pergaminu w 艣rodku. Czyta艂 przez chwil臋, nie zwracaj膮c uwagi na swojego go艣cia, kr臋c膮cego si臋 tymczasem na krze艣le, nie wiedz膮c, czy powinien wyj艣膰, czy czeka膰 na pozwolenie.
– Kekharcie – odezwa艂 si臋 w ko艅cu Rijesh, podnosz膮c oczy znad pergaminu. – To wie艣ci dla mnie, ale mniemam, 偶e zainteresuj膮 i ciebie, dotycz膮 bowiem twojego kochanka.
Kekhart zamar艂, zesztywnia艂y, wpatruj膮c si臋 w swojego w艂adc臋, kt贸ry u艣miechn膮艂 si臋 zn贸w: o dziwo, mniej zimno, z sympati膮.
„Czy on jest taki, jak Takhir i ja?” – pomy艣la艂 Kekhart po raz kolejny.
– Zmierza w te stron臋, co ci臋 zapewne ucieszy – kontynuowa艂 Rijesh. – Nie dotrze pr臋dko, by艂 bowiem daleko. Ale przyb臋dzie. Do mnie i, jak s膮dz臋, do ciebie. Czy chcia艂by艣 przekaza膰 mu wiadomo艣膰.
– Wiadomo艣膰?
– Wiadomo艣膰. A偶 tak si臋 mnie boisz, 偶e nie rozumiesz s艂贸w, kt贸rych u偶ywam?
D艂ugie, pokryte 艂uskami palce przebiega艂y po ptasich pi贸rach – pi贸rach, kt贸re same przypomina艂y 艂uski. Kekhart przypomnia艂 sobie czarnego ptaka w swojej wizji.
– Ja rozumiem, kaganie. Tak. Ja bym chcia艂. Je艣li ja bym m贸g艂.
– Mo偶esz. Przeka偶臋 wiadomo艣膰 od ciebie. Umiesz pisa膰?
– Nie.
– Wi臋c podyktujesz mi, co chcesz przekaza膰. Nie poprosz臋 ci臋 o nic w zamian, je艣li ci臋 to martwi. Wi臋c?
Uj膮艂 w d艂o艅 pi贸ro. Kruk tymczasem wskoczy艂 na jego rami臋 – olbrzymie ptaszysko wydawa艂o si臋 by膰 za wielkim ci臋偶arem dla smuk艂ego w艂adcy, on jednak nawet nie drgn膮艂.
W wizji przed laty, wizji, kt贸r膮 Kekhart pami臋ta艂 doskonale, ptak siedzia艂 na ramieniu wysokiej postaci trzymaj膮cej w ramionach obci臋t膮 g艂ow臋.
Kruk i wrona, pos艂a艅cy Ouvarosa, ptaki Akriasa. Kruk przekracza granice, 艂膮czy niebo z ziemi膮, 艣wiat 偶ywych ze 艣wiatem duch贸w. Kruk prowadzi艂 go we 艣nie do prawdy o tym, co sta艂o si臋 w wiosce Temura i kruk przyni贸s艂 teraz wie艣ci od Takhira.
– Kaganie, napisz, 偶e ja czekam. Na niego. 呕e… potrzebuj臋 go. 呕e ja zrobi艂em co艣 okropnego. 呕e ja go kocham. Tyle.
„Nic wi臋cej?” – pyta艂y czerwone jak krew oczy, ale Rijesh zapisa艂 spokojnie, zapewne wraz z reszt膮 odpowiedzi. Potem zwin膮艂 pergamin w rulon, schowa艂 do tulejki.
– Dostanie twoj膮 wiadomo艣膰. Dzi臋kuj臋 ci za informacje… A to – doda艂, zapisuj膮c co艣 na innym kawa艂ku pergaminu, zaopatrzonym w piecz臋膰 z czerwonego laku – to poka偶esz w wi臋zieniu. Wpuszcz膮 ci臋.
Kekhart dr偶a艂, odbieraj膮c pismo od swego w艂adcy. Nigdy dot膮d nie widzia艂 Rijesha z tak bliska. Jego 藕renice by艂y pionowe a od poro艣ni臋tej 艂usk膮 – bardzo drobn膮, po艂yskuj膮c膮 lekko – d艂oni wia艂 ch艂贸d.
Chcia艂 wyj艣膰, ale w ostatniej chwili zatrzyma艂 si臋 i zdoby艂 na akt odwagi.
– Kaganie. Czy ja mog臋 o co艣 spyta膰?
– Pytaj o co tylko chcesz.
– Powiedz… czy ty jeste艣… taki jak ja?
Rijesh roze艣mia艂 si臋 melodyjnie.
– Nie, Kekharcie, nie jestem. Dziwi ci臋 to?
– Ty jeste艣… bardzo… – szuka艂 s艂owa, kt贸rego nie zna艂..
– Tolerancyjny. Tak. C贸偶, fizyczna blisko艣膰 mi臋dzy rozumnymi istotami zawsze b臋dzie mnie fascynowa膰. S膮dz臋, 偶e to skutek uboczny tego, czym jestem: jaki艣 b艂膮d. Pewne potrzeby s膮 mi obce i nieco zazdroszcz臋 innym, 偶e mog膮 do艣wiadczy膰 uniesienia, kt贸re mnie nie jest dane. Si艂a, kt贸ra rz膮dzi tym 艣wiatem pozwoli艂a wam odczuwa膰 je na wiele r贸偶nych sposob贸w i nie postrzegam 偶adnego z nich jako niew艂a艣ciwego. Niestety, to jedna z wielu rzeczy, kt贸rych wi臋kszo艣膰 nie rozumie. To m贸j b贸l i przekle艅stwo.
Tym razem w oczach koloru krwi Kekhart dostrzeg艂 smutek i niewiarygodny ci臋偶ar – bardziej chyba przera偶aj膮ce, ni偶 gdyby ujrza艂 w nich nienawi艣膰 wszystkich demon贸w.
Wychodzi艂 z m臋tlikiem w g艂owie i gdy kilka dni p贸藕niej gonitwa my艣li zwi膮zanych z czynem Temura, egzekucj膮 i Muradem usta艂a, m贸g艂 wr贸ci膰 do kilku aspekt贸w tej rozmowy.
Tyle 偶e ich nie rozumia艂. I do tego te偶 potrzebowa艂 Takhira – Takhira, kt贸ry, je艣li wierzy膰 Rijeshowi, jecha艂 do miasta: i do niego.
***

Takhir dotar艂 do Dalle wraz z wiosn膮, mokr膮, ciep艂膮, gwa艂townie wybuchaj膮c膮 bogatym kwieciem. Przyby艂 razem z zapachem 艣wie偶o zaoranej ziemi, z nar臋czami zi贸艂 nazbieranymi po drodze, kt贸re otacza艂y go nieziemskim zapachem. Trucizny i lekarstwa, kt贸re wyda艂a ziemia P贸艂wyspu Szans.
Za tym zapachem Kekhart czu艂 w艂asny zapach kochanka, zapach, kt贸rego tak bardzo mu brakowa艂o. Publicznie wita艂 si臋 jednak ostro偶nie, cho膰 r臋ce i ca艂e cia艂o dr偶a艂y mu z t臋sknoty i po偶膮dania. D艂ugi dzie艅 sp臋dzili ca艂膮 grup膮, jedz膮c, rozmawiaj膮c, 艣miej膮c si臋, jak kiedy艣 w stepie dooko艂a ogniska. Pij膮c za nieszcz臋sn膮 dusz臋 Temura, opowiadaj膮c o wszystkim, co spotka艂o ich na p贸艂wyspie.
I Takhir opowiada艂: o Shnai’ar i o Smoczych G贸rach, w sercu kt贸rych smokowcy maj膮 sw贸j klasztor, centrum wiedzy, nauki, o艣wiecenia. O niezwyk艂ych historiach, kt贸re us艂ysza艂: o pi臋ciu gadzich m臋drcach, kt贸rzy przynie艣li swemu ludowi o艣wiecenie i pok贸j. O smokach, kt贸rych nikt nie widzia艂 od stuleci, a kt贸rych czaszki zdobi膮 g贸rski klasztor. O krasnoludach, zaginionym ludzie, zw膮cym siebie Dzie膰mi Tellei, Dzie膰mi Ziemi. O tym, jak ludzie na p贸艂nocy wyniszczyli ich, przera偶eni ich magi膮 i podst臋pn膮 natur膮. O nie艣miertelnym elfim w艂adcy, Keledronarze Astrafinialu, kt贸ry przed tysi膮cem lat przywi贸z艂 na kontynent Lud Wiecznej W臋dr贸wki, uciekaj膮c przed tajemniczym z艂em, kt贸re zniszczy艂o jego ojczyzn臋. O tym, jak odwiedzi艂 Shnai’ar, szukaj膮c lekarstwa na niszcz膮c膮 go kl膮tw臋. Zbyt wiele opowie艣ci nawet na g艂ow臋 szamana i na g艂ow臋 Gaspara Regesza.
A potem wszyscy rozeszli si臋 i tylko Kekhart zosta艂 z Takhirem w gospodzie, gdzie Czarny Szaman wynajmowa艂 pok贸j. I w ko艅cu m贸g艂 do niego przywrze膰, ople艣膰 ramionami tak, 偶e jakby nigdy nie mia艂 go wypu艣ci膰. Co艣 w nim krzycza艂o, 偶e pope艂nia b艂膮d, 偶e nie powinien dotyka膰 Takhira skalanymi r臋koma, ale ciep艂o cia艂a kochanka uspokaja艂o je, uspokaja艂 znajomy kszta艂t, zapach, faktura. Ka偶da blizna i tatua偶, ka偶dy w艂os na ciele, ka偶dy mi臋sie艅. Wszystko znane, bliskie, zapami臋tane w palcach i wargach.
Takhir za艣mia艂 si臋.
– M贸j Kekharcie, co tobie, nigdy si臋 a偶 tak wylewnie nie wita艂e艣.
– Ty moj膮 wiadomo艣膰 dosta艂e艣? – mrukn膮艂 Kekhart.
Szaman wysun膮艂 si臋 z jego ramion, po艂o偶y艂 d艂onie na barkach i spojrza艂 powa偶nie w oczy.
– Tak. Dosta艂em. Co si臋 sta艂o.
Wola艂by kocha膰 si臋, ale Takhir nie pozwoli艂 na to. Mo偶e dobrze. Mo偶e powinien wiedzie膰, nawet, je艣li to ju偶 mia艂by by膰 koniec… Posadzi艂 go i zmusi艂 do opowiedzenia wszystkiego, tak, jak wcze艣niej Rijesh. A Kekhart, z trudem patrz膮c szamanowi w oczy, opowiedzia艂 wszystko, w najmniejszych detalach, nawet tych, kt贸re tak bardzo go przera偶a艂y. A Takhir s艂ucha艂, krzywi膮c si臋 z niezadowoleniem.
– Nienawidzisz si臋 za to – rzek艂 w ko艅cu.
– Nienawidz臋. A ty?
– Nie czuj臋 si臋 dobrze… – powiedzia艂 szaman, wa偶膮c ka偶de s艂owo. – Tak偶e z tym… 偶e mia艂e艣 kogo innego. I z tym, jak to przebieg艂o. Powiedzia艂e艣 mi o tym, wi臋c ci wybacz臋, m贸j Kekharcie, ale chyba ci臋偶ej b臋dzie przyjdzie ci wybaczy膰 samemu sobie. I jest jeszcze Murad.
– Murad mnie s艂ucha. Nie skar偶y si臋. Jest spokojny. Nie pr贸buje… odegra膰 si臋. Ja tego nie pojmuj臋, Takhir, ja tego nie pojmuj臋 ani troch臋.
– Dla niego to ustalenie hierarchii, tak my艣l臋. Pokaza艂e艣, 偶e nim rz膮dzisz, masz nad nim w艂adz臋, a on to zaakceptowa艂.
– Tak, ja to wiem, ale…
– Ale? – Szaman pokr臋ci艂 g艂ow膮. – Tak, to nie jest usprawiedliwienie. Tak, zrobi艂e艣 straszna rzecz, kt贸rej nie powiniene艣 by艂 robi膰. I dobrze, 偶e to widzisz.
– Co ja zrobi膰 mam?
– Nic. A c贸偶by艣 m贸g艂? Dla Murada to normalne. Mo偶e kiedy艣 sam by艂 dla kogo艣 zabawk膮? Mo偶e cieszy si臋, 偶e nie jest ni膮 dla ciebie, 偶e go nie chcesz wi臋cej, nie upokarzasz bardziej. Mo偶e go zrani艂e艣 – ale tego ci nie powie. Przetrwa. To okrutne, wiem. Tak, lepiej by艣 zrobi艂, gdyby艣 go pokona艂 w walce. Ale poniek膮d go pokona艂e艣. W paskudny spos贸b. Tak. Masz prawo brzydzi膰 si臋 swoim czynem, ale nie sob膮, wiesz czemu?
Kekhart pokr臋ci艂 g艂ow膮. Szaman westchn膮艂 z rezygnacj膮 i obj膮艂 go, zn贸w si臋 przysuwaj膮c: swoje ciep艂o, sw贸j zapach, swoj膮 faktur臋.
– W艂a艣nie dlatego, 偶e si臋 nie usprawiedliwiasz. Dlatego, 偶e wiesz, co zrobi艂e艣. 呕e skrzywdzi艂e艣 jego i… – zawaha艂 si臋 znowu, wida膰 przyznawanie si臋 do pewnych rzeczy i jemu sprawia艂o trudno艣膰. – …i 偶e skrzywdzi艂e艣 mnie. Dlatego, 偶e nie zrobisz tego ju偶 nigdy wi臋cej.
– Nie – zgodzi艂 si臋 Kekhart – nie zrobi臋. I… Takhir, ja jednego jeszcze nie rozumiem…
I zacz膮艂 zn贸w opowiada膰: tym razem o spotkaniu z Rijeshem, o li艣cie przes艂anym na kruczych skrzyd艂ach, o pro艣bie kagana, jego s艂owach, smutku w jego oczach.
– Kim on jest, Takhir? Nie wiem, czy ja si臋 go ba膰 mam, 偶a艂owa膰 czy uwielbia膰? Czy on jest bogiem? Kiedy艣 ty go tak nazwa艂e艣.
Czarny Szaman pokr臋ci艂 g艂ow膮.
– Nie wiem. Nie wiem, czy ktokolwiek wie. Mo偶e nawet on sam. S膮dz臋, 偶e zrodzi艂a go jaka艣 forma magii, s膮dz臋, 偶e on sam szuka odpowiedzi i nie mo偶e znale藕膰, i 偶e sam si臋 boi, 偶e mo偶e by膰 tym, za kogo go bior膮: demonem.
– A jest nim?
– Nie s膮dz臋.
– Czego on chce od nas, Takhir? Znasz go lepiej, wiesz wi臋cej, widzia艂e艣 miejsce, sk膮d przyby艂…
– Smokowcy m贸wi膮, 偶e 艣wiatem rz膮dzi si艂a, kt贸r膮 zw膮 At’Ka. Ta si艂a przejawia si臋 w r贸偶nych formach i magia jest jedn膮 z nich. Smokowcy m贸wi膮, 偶e ta si艂a stworzy艂a Rijesha, by odmieni艂 posta膰 艣wiata. To mo偶e oznacza膰 i zniszczenie 艣wiata, i ocalenie go, lecz Rijeshowi nie nale偶y si臋 sprzeciwia膰. I tak je艣li to bra膰 pod uwag臋, m贸j Kekharcie, Rijesh jest bogiem. Albo wys艂annikiem boga. Cho膰 smokowcy bog贸w uwa偶aj膮 za iluzj臋, tak, jak i ca艂y 艣wiat: wszystko jest tylko form膮 tej si艂y. Ty, ja, Rijesh, deszcz za oknem… Czego on chce? Ta si艂a 偶膮da… – zawaha艂 si臋. – U艂o偶enia 艣wiata w konkretny spos贸b. Ukszta艂towania wydarze艅. Doprowadzenia do… czego艣. Nie wiem czego. My艣l臋, 偶e Rijesh szuka konkretnej osoby, kt贸ra mu w tym pomo偶e.
„Oto na wschodzie pojawi si臋 w艂adca, kt贸ry zmieni p贸艂 艣wiata w morze krwi. Widzia艂am te偶 bohatera, kt贸ry nadejdzie.”
„Kawa艂ki uk艂adanki. Kt贸ry艣 z twoich podw艂adnych mo偶e by膰 takim kawa艂kiem, je艣li dobrze si臋 nim pokieruje… nie martw si臋, nie zamierzam zrobi膰 krzywdy nikomu z was. Ten, kt贸ry nada si臋 najlepiej, zostanie wielkim bohaterem.”

C.D.N.











Komentarze
Demon Lionka dnia marzec 10 2012 23:32:40
Jak zwykle tekst bardzo, bardzo mi si臋 podoba i zachwyca w zasadzie ka偶dym detalem. Podoba艂 mi si臋 spos贸b, w jaki wprowadza艂a艣 tutaj akcj臋 i wydarzenia retrospektywne zwi膮zane z rozmow膮 z Rijeshem smiley Przypuszczam, 偶e gdyby ktokolwiek inny chcia艂 w ten spos贸b opisa膰 te fragmenty, ani chybi pogubi艂abym si臋 we wszystkim, a u Ciebie tekst jest bardzo jasny i przejrzysty smiley
A co do samego rozdzia艂u:
Ogromnie 偶al mi Larhy. Strasznie i chyba najbardziej ze wszystkich smiley Temura mi nie szkoda, bo cho膰 by艂 dla nich wszystkich przyjacielem, to to, co zrobi艂, by艂o okrutne i musia艂 zosta膰 ukarany. 呕al mi tylko Larhy, kt贸ra kocha艂a go tak bardzo, 偶e do ko艅ca, wiedz膮c ju偶, jaki jest i co zrobi艂 - dalej nie przesta艂a go kocha膰 smiley Odpowied藕 w postaci kruczego pi贸ra by艂a bardzo na miejscu i cho膰by nawet zerwanie wiatru i przywianie pi贸ra by艂o przypadkiem, to chce si臋 wierzy膰 w takie znaki od bog贸w.
Rijesha zaczynam lubi膰 na r贸wni z Takhirem ;3 Cho膰 bywa odleg艂ym, niedost臋pnym kaganem, wielkim w艂adc膮 z niesamowitymi aspiracjami, to bardzo, bardzo dobrze wypada w roli kr贸la bliskiego ludowi smiley A przynajmniej tej cz臋艣ci ludu, kt贸ry nale偶y do Akriasa smiley On jest tu taki niezwyk艂y, ale jednocze艣nie taki idealny i idealnie na swoim miejscu - w towarzystwie czarnosk贸rej elfki, rzucaj膮cy lekko s艂owo "kochanek", pisz膮cy list do Takhira w imieniu Kekharta, pochylony nad sto艂em z krukiem na ramieniu. Nie wiem, czy dobrze to opisuj臋, ale on wydaje si臋 taki doskona艂y, ale jako doskona艂a 偶ywa istota, a nie marmurowy zimny pos膮g smiley
I na koniec - podobnie jak Kekhart ciesz臋 si臋 z powrotu Takhira smiley Mam nadziej臋, 偶e teraz zostanie ju偶 na d艂u偶ej i nie wyjdzie gdzie艣 znowu ;3 Podoba艂 mi si臋 spos贸b, w jaki przeprowadzi艂 rozmow臋 z Kekhartem, pokazuj膮c w ten spos贸b jak bardzo jest m膮dry i wyrozumia艂y smiley I jak du偶膮 ma s艂abo艣膰 do Kekharta smiley
Czekam niecierpliwie na ci膮g dalszy i oby duuu偶o Takhira tam by艂o :3
An-Nah dnia marzec 11 2012 22:41:55
Oj, sceny z Rijeshem to by艂o dla mnie uspokojenie. Naprawd臋, facet dzia艂a na mnie uspokajaj膮co...
Idea艂? Jest w tej interpretacji wiele prawdy. Ale z idea艂ami jest zawsze jeden problem: nie pasuj膮 do rzeczywisto艣ci.

A Takhir zostanie teraz na d艂u偶ej, na du偶o d艂u偶ej smiley
Demon Lionka dnia marzec 13 2012 21:52:24
Bo Rijesh jest idealny smiley I nie pasuje do swojej rzeczywisto艣ci smiley Ale na pewno jest idealny - jak 偶ywe stworzenie, jako w艂adca, jako strateg smiley Ani jednej pomy艂ki w zasadzie i wszystko zgodnie z planem smiley
A Takhir super, 偶e teraz zostaje na d艂u偶ej smiley Kekhart na pewno te偶 si臋 cieszy smiley
Ome dnia marzec 14 2012 16:22:25
Podoba艂 mi si臋 opis sceny egzekucji - jak kilka wcze艣niej pojawiaj膮cych si臋 poruszaj膮cych moment贸w, i ten by艂 pokazany w do艣膰 oszcz臋dny spos贸b, bez epatowania okrucie艅stwem, ale ze 艣wietnym poruszeniem emocji. 呕al mi by艂o Larhy - co nie zmienia faktu, 偶e jej modlitwa podczas chowania Temura mnie ubawi艂a, by艂a taka Larhowa w艂a艣nie. Poza tym spojrzenie na emocje Larhy oczami Kekharta wysz艂o 艣wietnie.

Rijesh ci膮gle fascynuje. Jego spotkanie z Kekhartem utwierdzi艂o mnie we wcze艣niejszym wra偶eniu: Rijesh, cho膰 jest "z", nie "obok", samym sob膮 narzuca dystans i szacunek, a jego 艂aska nie dopuszcza do spoufalenia - fenomenalny w艂adca i przyw贸dca. Naprawd臋 nie dziwi臋 si臋, 偶e w oczach wielu jest demonem lub co najmniej wys艂annikiem demonicznej si艂y. Na podstawie tego, co sama widz臋 oraz tego, co m贸wi Takhir, nie umiem my艣le膰 o Rijeshu inaczej ni偶 jako o bogu - mo偶e obecnym, mo偶e dopiero przysz艂ym, ale jednak bogu. Bogu Granic.
Dodatkowo zachwyci艂 mnie swoj膮 postaw膮 wobec ludzkiej seksualno艣ci. Mo偶e w艂a艣nie trzeba by艂o si臋 znale藕膰 na granicy, poza seksualno艣ci膮 w og贸le, by umie膰 wyzwoli膰 si臋 z/unikn膮膰 patrzenia na seksualno艣膰 przez pryzmat "seksualno艣ci jedynej w艂a艣ciwej, czyli mojej"? Pi臋kne s膮 te dwa momenty, gdy Rijesh m贸wi "kochanek", zupe艂nie jakby wypowiada艂 imi臋. Wida膰 te偶, 偶e umie doceni膰 to, co kto艣 mu mo偶e da膰 i umie okaza膰 艂ask臋 zupe艂nie bezinteresown膮 - mam na my艣li napisanie wiadomo艣ci do szamana.

Zupe艂nie osobno uj臋艂o mnie wyznanie mi艂o艣ci Kekharta - mam wra偶enie, jakby te s艂owa, kt贸rych jeszcze niedawno wym贸wi膰 nie umia艂/nie potrzebowa艂, teraz w艂a艣nie by艂y mu niezb臋dne, by przywr贸ci膰 jaki艣 porz膮dek 艣wiata. Po tym, co zrobi艂 z Muradem, tylko jasne okre艣lenie r贸偶nicy mi臋dzy owym czynem a relacj膮 z Takhirem mo偶e w pewien spos贸b zapanowa膰 nad chaosem w Kekhartowym 艣wiecie.
Zreszt膮 ca艂a rozmowa Kekharta i Takhira by艂a wspania艂a; Takhir, kt贸ry rozumie i wybacza, a zarazem sam czuje b贸l i 偶al, i sam ma problemy z powiedzeniem pewnych rzeczy, z przyznaniem si臋 do niekt贸rych odczu膰 - ten Takhir jest niesamowicie prawdziwy i przykuwaj膮cy uwag臋. Zawsze odbiera艂am go jako prawdziwego, ale tym momencie ta prawdziwo艣膰 zosta艂a wyj膮tkowo mocno podkre艣lona.

A je艣li chodzi o ten "kawa艂ek", o kt贸rym m贸wi艂 Rijesh - nie mog臋 oprze膰 si臋 wra偶eniu, 偶e chodzi o Arthana...

Na marginesie: An, by艂o par臋 liter贸wek i zgubionych przecink贸w. Tak melduj臋, bo cho膰 zauwa偶one, nie by艂y w stanie oderwa膰 mnie od czytania.
No tak, nadgoni艂am zaleg艂o艣ci w "Dzieciach" i niesamowicie si臋 ciesz臋, 偶e b臋d臋 ponownie na bie偶膮co, ale, cholera, teraz zn贸w musz臋 czeka膰 do soboty...
jett dnia marzec 15 2012 20:18:04
Jestem pod ogromnym wra偶eniem "Dzieci Boga Granic". Ka偶dego rozdzia艂u z osobna i ca艂o艣ci, kt贸ra komponuje si臋 w sp贸jn膮, wci膮gaj膮c膮 i intryguj膮c膮 histori臋. Arthan nadal pozostaje moim faworytem - razem ze swoj膮 przesz艂o艣ci膮, awanturniczym charakterem, umiej臋tno艣ci膮 postrzegania, co dobre, co z艂e i odwag膮 wyra偶ania w艂asnego zdania, i s艂abo艣ci膮 do p艂ci pi臋knej. Jego wyznanie w rozmowie z Kekhartem kilka rozdzia艂贸w do ty艂u jest idealne i idealnie pokazuje to co jest w jego wn臋trzu bez popadania w przesadny dramatyzm - a w r臋kach mniej do艣wiadczonego i 艣wiadomego autora z postaci pokroju Arthana 艂atwo mog艂aby wyj艣膰 przedramatyzowana karykatura cierpi膮cego herosa. Arthan jest prawdziwy, jest naturalny. Niew膮tpliwie nosi pi臋tno bohatera, ale obdarzy艂a艣 go nim z dyskrecj膮 - a przynajmniej ja tak to postrzegam.
Nadganianie rozdzia艂贸w rozpocz臋艂am od tego, gdzie Serikowi zosta艂a podarowana druga szansa, wi臋c przewijaj膮cy si臋 motyw gwa艂tu i konsekwencji tej zbrodni od tamtego momentu a偶 do czynu Temura i czynu Kekharta tym bardziej we mnie uderza. Pokazujesz r贸偶ne sytuacje i mimo tych r贸偶nic - i w charakterze postaci i w okoliczno艣ciach zaj艣cia - nadajesz im wsp贸lny mianownik - "z艂o". Dyskusja jednak pozostaje otwarta. Jest miejsce na interpretacje. Nic nie odbywa si臋 bez konsekwencji - dla bezpo艣rednio zaanga偶owanych i dla ich otoczenia i ich przyjaci贸艂. Jest co艣 znamiennego w tym, 偶e mimo d艂ugiego okresu psucia si臋 relacji Temura i Larhy w tym ostatnim momencie Larha - kt贸ra lepiej ni偶 ktokolwiek inny zdaje sobie spraw臋 z ogromu z艂a wyrz膮dzonego przez Temura - nie wymawia si臋 ze swojej mi艂o艣ci; nie broni go, ale na sw贸j spos贸b pr贸buje towarzyszy膰 mu w ostatniej drodze i nie waha si臋 wznie艣膰 mod艂贸w o los jego duszy. Na marginesie, potwornie 偶al mi Larhy, a przy tym nie mog臋 nie ceni膰 jej za si艂臋 charakteru.
Co za艣 do czynu Kekharta nie spos贸b nie pomy艣le膰 "nale偶a艂o si臋 tamtemu", a zaraz potem "czy aby na pewno"? Wychodzisz poza utarte schematy, jakich pe艂no w literaturze, tak tej internetowej, jak wydanej drukiem.
Rijesh jest fascynuj膮c膮 postaci膮. Jego charyzma i umiej臋tno艣膰 pozyskiwania sojusznik贸w, umiej臋tno艣膰 pertraktowania z podbitymi ludami przykuwaj膮 wzrok. O ile odpowiada mi bardzo to, 偶e bohaterami tej historii s膮 postaci "z t艂umu" - oczywi艣cie wyr贸偶niaj膮ce si臋 na tle innych i przeznaczone przez los do niezwyk艂ych dzia艂a艅, ale nie wywodz膮ce si臋 z elitarnych grup spo艂ecznych, to tutaj mam na my艣li - o tyle niesamowit膮 histori臋 Rijesha chcia艂abym pozna膰 od pocz膮tku do ko艅ca i to najlepiej jego w艂asnym spojrzeniem na siebie i 艣wiat. Jest w nim co艣 takiego, co艣, dla czego nie mam jeszcze s艂贸w, ale co ma na mnie bardzo pozytywny wp艂yw. Do tego wizje Kekharta i kruki nosz膮ce jego wiadomo艣ci...
Rewelacyjnie wychodz膮 Ci opisy star膰, potyczek, bitew, obl臋偶enia. Wida膰 w tym doskona艂膮 znajomo艣膰 tematu do najdrobniejszych szczeg贸艂贸w. Uzbrojenie, opancerzenie, machiny wojenne - i to bez popadania w fachowe, za to suche opisy. Do tego intrygi, pertraktacje w 艣wietle dnia i pod os艂on膮 nocy... I bezwzgl臋dno艣膰 wojennej rzeczywisto艣ci, bezwzgl臋dno艣膰 bohater贸w, kt贸rzy przecie偶 w gruncie rzeczy s膮 pozytywni. Bardzo mi si臋 te wojenne rozdzia艂y podobaj膮.
Na koniec zostawi艂am sobie relacj臋 Kekharta i Takhira. Wiele by艂o trzeba, 偶eby Kekhart doszed艂 do pewnych spraw, jeszcze wi臋cej, 偶eby zdo艂a艂 ubra膰 to w s艂owa. Takhir jest w tym wszystkim cudowny. Mimo emocji, kt贸re targaj膮 Kekhartem, d艂ugo nie pogodzonym z tym, 偶e jego uczucie do Takhira naprawd臋 nie jest czym艣 z艂ym - bo jak inaczej przyj膮膰 jego uleg艂膮 postaw臋 wobec poczyna艅 genera艂a? 偶o艂niersk膮 hierarchi膮?, to uczucie mi臋dzy nimi jest takie pe艂ne spokoju i ciep艂a, i t臋sknoty, i potrzeby wzajemnej obecno艣ci w 偶yciu. Przyjemnie si臋 czyta o ich mi艂o艣ci.
Zabawne by艂 ten moment, kiedy Kekhart u艣wiadomi艂 sobie sw贸j udzia艂 i wp艂yw na 偶ycie szamana. A naprawd臋 wspania艂a by艂a chwila, gdy zdecydowa艂 si臋 za po艣rednictwem Rijesha przekaza膰 mu par臋 s艂贸w.
Zapewni艂a艣 mi kilka godzin wspania艂ej lektury, za co dzi臋kuj臋. Oczywi艣cie b臋d臋 艣ledzi膰 histori臋 do ko艅ca, mam nadziej臋, 偶e ju偶 bez op贸藕nie艅 z mojej strony. Pozdrawiam!
An-Nah dnia marzec 16 2012 09:52:16
To ja grzecznie odpisz臋 i podzi臋kuj臋, ok? Bo mi humor poprawiacie, dziewczyny, a wczoraj wieczorem zaliczy艂o mi samopoczucie delikatny zjazd i zw膮tpienie.
Mo偶e to jest "s艂odzenie" i "k贸艂eczka wzajemnej adoracji" ale jednak jest dla mnie cenne, 偶e osoby, co do inteligencji kt贸rych mam zaufanie widz膮 w tek艣cie dok艂adnie to, co chcia艂am w nim umie艣ci膰. I wiem, 偶e by艂o warto i mam si艂y i ch臋膰 na pisanie ko艅c贸wki.
Ome dnia marzec 16 2012 13:30:21
Pisz ko艅c贸wk臋, bo Ci臋 zjem! Nie po to cz艂owiek si臋 cieszy, 偶e jest na bie偶膮co, 偶eby ostatniego rozdzia艂u za trzy soboty nie dosta膰.
Szehina dnia marzec 16 2012 21:14:10
Dobra. Kole偶anki wycisn臋艂y ju偶 z rozdzia艂u wszystko, co mo偶na by艂o wycisn膮膰 i podpisuj臋 si臋 pod wszystkimi opiniami r臋kami i uszami. Jednak taki przekorny ze mnie cz艂owiek, wi臋c napisz臋, co ,,gryzie" w opowie艣ci - moim zdaniem smiley . Ju偶 to pisa艂am na samym pocz膮tku, bo to mnie uderzy艂o jako pierwsze, teraz to wra偶enie si臋 nasili艂o pod wp艂ywem 17 rozdzia艂u... Orkowie zachowuj膮 si臋 ludzko. S膮 tak ludzcy, 偶e ju偶 bardziej ludzcy by膰 nie mog膮 0_0. Orkami s膮 jedynie z nazwy :/ Gdyby艣 dla hecy pomin臋艂a wskaz贸wki, 偶e w danej scenie wyst臋puj膮 orki, zupe艂nie nie pomy艣la艂abym, 偶e to oni. Ten rozdzia艂 jest cudowny pod wzgl臋dem psychologicznym. Przemy艣lenia bohater贸w, gesty, ich uczucia, dialogi poruszaj膮, s膮 swojsko ludzkie/znajome. Skoro postanowi艂a艣 pisa膰 o rasach, dlaczego ich nie rozr贸偶ni艂a艣? Zadba艂a艣 o wygl膮d zewn臋trzny, jednak co ze specyficznymi cechami dla danej rasy? I jeszcze takie ma艂e cosik... Kethart u偶y艂 s艂owa ,,tolerancyjny". W moim odczuciu zabrzmia艂o to troch臋 sztucznie, zbyt nowocze艣nie xD Sama nie wiem... Nie chc臋 si臋 czepia膰. Og贸lnie rozdzia艂 pi臋kny i z niecierpliwo艣ci膮 czekam na ci膮g dalszy. Mam nadziej臋, 偶e powie艣膰 zako艅czy si臋 dobrze, taka odmiana dla obecnej sytuacji.
An-Nah dnia marzec 16 2012 21:53:46
Rijesh u偶y艂 s艂owa "tolerancyjny", nie Kekhart, Kekhart nie ma prawa tego s艂owa zna膰. Rijesh - przeciwnie (bo skoro magowie u Sapkowskiego wiedz膮, co to genetyka...)
Szehina dnia marzec 16 2012 22:01:28
Zmyli艂y mnie czasy, w kt贸rych dzieje si臋 historia. W ka偶dym razie napisa艂am, 偶e tego akurat pewna nie jestem. Tak mnie to s艂owo po prostu zdziwi艂o smiley Rijesh jest miodzio!
An-Nah dnia marzec 16 2012 22:05:20
Szehina, co rozumiesz przez "czasy w jakich dzieje si臋 historia"? Zauwa偶, 偶e 艣wiat fantasy ma w艂asn膮 chronologi臋 i rozw贸j, wi臋c nie musi odpowiada膰 naszemu smiley Nawet, je艣li autor si臋 mocno inspiruje histori膮.
Ome dnia marzec 16 2012 22:18:25
A wiesz, Szehino, dla mnie nie tyle orkowie zachowuj膮 si臋 ludzko, ile po prostu pewne elementy psychiki, relacji etc. okazuj膮 si臋 tu wsp贸lne/to偶same dla wszystkich ras - ludzi, ork贸w, elf贸w. Bo w gruncie rzeczy w tej chwili Kekhart m贸g艂by, popatrzywszy na kilku poznanych ludzi, pomy艣le膰: "Na Boga Granic, ci ludzie to si臋 nawet bardzo orczo zachowuj膮..." smiley
Szehina dnia marzec 16 2012 22:25:48
Ome, tu nie ma pewnych element贸w psychiki smiley Chcia艂abym znale藕膰 ,,pewne elementy psychiki" szczeg贸lne dla ork贸w, ale ich nie znajduj臋. An, tak 艣wiat fantasy ma w艂asn膮 chronologi臋 i rozw贸j.
Ome dnia marzec 16 2012 22:32:02
A mo偶e rzecz w tym, 偶e ci orkowie (i nie tylko orkowie), kt贸rych widzimy, s膮 og贸lnie "poza" - w tym poza tymi elementami psychiki, kt贸re stanowi膮 co艣 charakterystycznego wy艂膮cznie dla ork贸w? Bo ja si臋 nie mog臋 uwolni膰 od patrzenia na wszystkich bohater贸w przez pryzmat ich nieprzystawalno艣ci - w tym mo偶e i nie przystawalno艣ci do "psychiki w艂asnej rasy". A t臋 psychik臋 te偶 pod pewnymi wzgl臋dami kszta艂tuje kultura, wychowania, przynale偶no艣膰 - oraz to wszystko "utrzymuje" j膮 w pewnej "w艂a艣ciwej" formie.
Szehina dnia marzec 16 2012 22:37:14
Rezygnuj臋 z tej dyskusji, gomenasai xD To moje spostrze偶enia, macie inne, w porz膮dku. To oznacza, 偶e dzie艂o An ma r贸偶nych odbiorc贸w, nie jedn膮 grup臋 lubuj膮c膮 si臋 w pewnym temacie. To chyba dobrze? Opowiadanie mi si臋 podoba. Ale patrz臋 na nie moimi oczami smiley.
Ome dnia marzec 16 2012 22:42:35
No nie, Szehina, ja Ci臋 nie chcia艂am zach臋ci膰/sprowokowa膰/zmusi膰 do rezygnacji z dyskusji smiley W 偶aden spos贸b nie m贸wi臋, 偶e Twoje spostrze偶enie jest b艂臋dne - ja mam po prostu inne, a dzi臋ki Twojej uwadze musia艂am je wyra藕nie wyartyku艂owa膰, bo dot膮d pozostawa艂o gdzie艣 w g艂owie jako takie odczucie og贸lne. I jasne, 偶e odbiorc贸w ma r贸偶nych - na przyk艂ad tak膮 nieobeznan膮 og贸lnie z fantasy i orkami czytelniczk臋 jak ja smiley - a 偶e wywo艂uje rozmaite odczucia i interpretacje, to jeszcze lepiej.
A teraz si臋 przez Ciebie czuj臋 jak po偶eracz mi艂ych wsp贸艂komentuj膮cych smiley
Ome dnia marzec 16 2012 22:44:18
(Na marginesie: niech mi kto艣 wyja艣ni, czemu postawi艂am spacj臋 w s艂owie "nieprzystawalno艣膰" dwa komentarze wy偶ej, bo jak tak czyta艂am teraz ten komentarz, to w pierwszej chwili w og贸le nie mog艂am zrozumie膰 sensu ko艅c贸wki tego zdania...)
An-Nah dnia marzec 17 2012 11:41:14
Ja jeszcze chcia艂am zauwa偶y膰, 偶e, Szehino, p贸藕no zauwa偶y艂a艣, 偶e te inne rasy s膮 w gruncie rzeczy ludzkie. Bo s膮 ludzkie. Nie mia艂am zamiaru kreowa膰 ich na szczeg贸lnie obce, na jakim艣 poziomie to s艂abo艣膰 tekstu na pewno... Ale nie wyobra偶am sobie Tellei z innymi rasami ni偶 te. I nie wiem, czy podo艂a艂abym wyzwaniu stworzenia czego艣 mniej ludzkiego i jeszcze oddania temu punktu widzenia. To znaczy, wyobra偶am sobie, par臋 razy nad tym my艣la艂am, ale to by stworzy艂o tak kompletnie inny i 艣wiat i histori臋...
(Cho膰 i tak teraz mnie czeka Krucjata ze wszystkimi starymi wampirami i magami o przekodowanych na lew膮 stron臋 m贸zgach...)
Szehina dnia marzec 17 2012 15:10:28
Nie, nie p贸藕no zauwa偶y艂am. Napisa艂am, 偶e nie dawa艂o mi to spokoju na samym pocz膮tku. An, to twoja opowie艣膰. Zdecydowa艂a艣, 偶e twoi bohaterowie s膮 tacy, a nie inni i okey. To, co napisa艂am powy偶ej, to jedynie moje spostrze偶enie, nie dawa艂o mi spokoju. Mo偶na by by艂o co艣 wykombinowa膰, ale w porz膮dku, dajmy ju偶 temu spok贸j. W fantastyce lubi臋 r贸偶norodno艣膰, dlatego si臋 uczepi艂am sprawy z orkami. Ale nie zamierzam pcha膰 si臋 z moimi wizjami do twojej powie艣ci. Nast臋pnym razem b臋d臋 milcze膰, je艣li sobie tego 偶yczysz.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

ietne! ietne! 75% [3 G硂s體]
Bardzo dobre Bardzo dobre 25% [1 G硂s]
Dobre Dobre 0% [痑dnych g硂s體]
Przeci阾ne Przeci阾ne 0% [痑dnych g硂s體]
S砤be S砤be 0% [痑dnych g硂s體]
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum