The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 15 2019 09:11:26   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Dzieci boga granic 15
15.

Za oknem lazaretu ko艂ysa艂y si臋 strz臋piaste li艣cie po艂udniowej ro艣liny, zwanej palm膮. Tu w Dalle drzewa i krzewy kipia艂y od zieleni, cho膰 step dawno ju偶 sku艂 mr贸z. Lazaret pachnia艂 偶ywic膮, zio艂ami i nagrzanym drewnem, pachnia艂 te偶 krwi膮, rop膮 i zaka偶eniem. Kekhart szed艂 mi臋dzy pos艂aniami, zajmowanymi przez rannych, przygl膮daj膮c si臋 ich twarzom i opatrunkom na ciele. Niekt贸rzy nigdy ju偶 nie mieli doj艣膰 do zdrowia, pozbawieni ko艅czyn czy gorzej, z obra偶eniami czaszki na wieczno艣膰 odbieraj膮cymi przytomno艣膰. Ci pierwsi dadz膮 jeszcze rad臋 znale藕膰 dla siebie godn膮 艣mier膰, lecz drudzy na zawsze mieli pozosta膰 wi臋藕niami w艂asnych cia艂. Okropny los. Mo偶e kto艣 zlituje si臋 nad nimi…
Mi臋dzy pos艂aniami kr膮偶yli uzdrowiciele. Kekhart zaczepi艂 jednego z nich: orczyc臋 w d艂ugiej szacie z p艂贸tna i mi臋kkiej sk贸ry, z licznymi amuletami wplecionymi w si臋gaj膮cy po艣ladk贸w warkocz.
Bia艂a Szamanka spojrza艂a na niego pytaj膮co. Mia艂a du偶e, 艂adne oczy kszta艂tu migda艂贸w i mi艂膮 okr膮g艂膮 twarz.
– Podkomendnego szukam – powiedzia艂 – p贸艂-cz艂owieka. Arthan mu na imi臋.
Dziewczyna u艣miechn臋艂a si臋, a na jej policzkach pojawi艂 si臋 艣lad rumie艅ca. Czy偶by mieszaniec do艣膰 by艂 sprawny, by pr贸bowa膰 j膮 uwie艣膰? Dobry by艂by to znak.
– Zaprowadz臋 – powiedzia艂a i ruszy艂a przez sal臋.
Rzeczywi艣cie, Arthan mia艂 si臋 dobrze, jak na kogo艣, komu po艂amano kilka 偶eber i przebito na wylot poka藕n膮 w艂贸czni膮. A pocz膮tkowo wydawa艂o si臋, 偶e nie prze偶yje - jednak prawd膮 okaza艂o si臋 powiedzenie, 偶e miesza艅ce, je艣li nie zniszczy ich choroba, s膮 silniejsze i wytrzymalsze ni偶 orkowie pe艂nej krwi. Organizm regenerowa艂 si臋 wolno, ale stabilnie, nie gro偶膮c trwa艂ym kalectwem. Mo偶e Arthan straci艂 w膮tpliwe uroki pl膮drowania miasta, ale m艂oda, opiekuj膮ca si臋 nim szamanka jako艣 to wynagradza艂a.
U艣miechn膮艂 si臋, widz膮c swojego dow贸dc臋.
– Kekhart. A ja 偶em w艂a艣nie z jednym z twoich rozmawia艂. Twoje plemi臋. Ty chod藕 tu.
Przed chwil膮 Kekhart czu艂 spok贸j, rado艣膰 z faktu, 偶e jego przyjaciel dochodzi do zdrowia. Teraz serce mimo woli za艂omota艂o mu pr臋dko. Zbli偶y艂 si臋, czuj膮c jak cia艂o instynktownie przygotowuje si臋 na walk臋 – walk臋, kt贸ra nie mia艂a nast膮pi膰.
Na pos艂aniu blisko arthanowego le偶a艂 ork mniej-wi臋cej w wieku Kekharta, do艣膰 niski, szczup艂ej budowy, o poci膮g艂ej twarzy.
Twarzy bole艣nie znajomej.
Zamarli obaj, patrz膮c na siebie, pierwszy raz tak blisko od wielu, wielu lat. Nawet na zgromadzeniu widzieli si臋 z daleka, a teraz... teraz dzieli艂o ich zaledwie kilka krok贸w.
I ca艂e niezmierzone morze, kt贸re obaj chcieliby pokona膰, a nie potrafili.
Vardan odwr贸ci艂 wzrok i u艂o偶y艂 si臋 na pos艂aniu, plecami do dawnego przyjaciela i jego podw艂adnego. Zapewne nie tyle pr贸bowa艂 zachowa膰 cho膰 pozory „przyzwoito艣ci”, ile po prostu nie wiedzia艂, jak prze艂ama膰 trwaj膮ce wiele lat milczenie.
Kekhart opad艂 na pod艂og臋 mi臋dzy oboma pos艂aniami, wydaj膮c z siebie mimowolny, zm臋czony j臋k. Arthan pokr臋ci艂 g艂ow膮.
– Albo ty z nas dw贸ch ci臋偶ej 偶e艣 oberwa艂, albo ciebie gryzie co艣... – zacz膮艂, a potem przerwa艂 my艣l, sam nie wiedz膮c, co m贸g艂by powiedzie膰. – Ty mi, Kekhart, powiedz, co na zewn膮trz.... Sheker cudowna istota, ale ona milczy jak zakl臋ta... m贸wi, 偶e my si臋 nie podnieca膰 mamy, a przy niej to ja si臋 nie podnieca膰 nie mog臋, ty rozumiesz? Ja tylko wiem, 偶e si臋 kagan jako艣 z tutejszymi dogada艂, 偶e nas w mie艣cie lecz膮, 偶e nas oni nie zabili jeszcze, a pewno oni chcieliby, jak s膮dz臋... du偶o 偶e艣my szk贸d narobili im, h臋?
Sam pad艂 pr臋dko, najpierw powalony dwur臋cznym mieczem – trafi艂 na r贸wnego sobie przeciwnika, jednego z p贸艂nocnych najemnik贸w, rudego olbrzyma z zaplecion膮 w warkoczyki brod膮. Gdyby cz艂owiek trafi艂 lepiej, gdyby Arthana nie wybroni艂 pancerz – nie by艂oby co z miesza艅ca zbiera膰. Tak tylko si艂a uderzenia zmia偶d偶y艂a 偶ebra, inny ludzki 偶o艂nierz poprawi艂 w艂贸czni膮. Szturm na miasto okaza艂 si臋 dla p贸艂-cz艂owieka kr贸tki, marzenia o bohaterskich czynach rozwia艂y si臋 same.
D艂ugo my艣leli, 偶e Arthan przepad艂, potem dopiero us艂yszeli, 偶e miesza艅ca znaleziono i zaniesiono do lazaretu. I odetchn臋li z ulg膮.
– Szk贸d narobili艣my. Jake艣my wpadli do miasta, nikt i nic d艂ugo nam na drodze nie posta艂o. A ci co miastem rz膮dz膮, rada jego, patrycjat, pos艂贸w do kagana pos艂a艂a, z b艂aganiem, by nam przesta膰 kaza艂. To on kaza艂, nie by艂o to 艂atwe – Skrzywi艂 si臋, przypominaj膮c sobie, 偶e musia艂 grozi膰 kar膮 艣mierci w艂asnym podkomendnym. Jako艣 zadzia艂a艂o. Jako艣. – No i przestali艣my miasto niszczy膰, dali nam gdzie mieszka膰, kapitulacj臋 podpisali. A potem przyszli do Rijesha znowu, znowu padli do st贸p i b艂agali, by protektorat nad miastem obj膮艂. Bo oni tutaj bardziej 偶r膮 si臋 mi臋dzy sob膮, ni偶 w Urhan, spiskuj膮, no偶e wbijaj膮 w plecy, i wiesz, co ja s艂ysza艂em? 呕e trucizna dla nich – rzecz normalna. – Wzdrygn膮艂 si臋 z odraz膮. – Trucizna, na duchy przodk贸w!
– Ludzie niekt贸rzy i elfy – zgodzi艂 si臋 Arthan powa偶nie – oni robi膮 rzeczy takie…
– Tak czy inaczej, nasz w艂adca teraz i tu w艂ada. Dosta艂, czego pragn膮艂. Wygrali艣my i Dalle jest nasze… Cho膰 nie do ko艅ca. Tutejsi patrz膮 na nas z niech臋ci膮, a i cz臋艣膰 mo偶nych si臋 zbuntowa艂a.
Nie wszyscy chcieli protektoratu – zw艂aszcza, je艣li urz膮d obj膮膰 mia艂 przybysz z obcego kraju, istota, kt贸rej rasy nie spos贸b by艂o zidentyfikowa膰, najpewniej czarnoksi臋偶nik, bo m贸wiono ju偶, 偶e nie machiny wojenne skruszy艂y bramy miasta, a magia, 偶e magia, a nie sabota偶 by艂a przyczyn膮 po偶ar贸w. Orcza horda, kt贸ra wdar艂a si臋 do miasta budzi艂a zgroz臋, lecz przede wszystkim zgroz臋 budzi艂 ten, kt贸ry sta艂 na jej czele. Tak wi臋c patrycjat Dalle, zawsze podzielony, podzieli艂 si臋 i teraz: na tych, kt贸rzy w u艂o偶eniu si臋 z naje藕d藕c膮 widzieli szans臋 na przetrwanie i na tych, kt贸rzy woleliby zgin膮膰, ni偶 ugi膮膰 przed Rijeshem kolana. Ci ostatni mieli po swojej stronie prawdziwy autorytet: ksi臋cia Amiera ca Kallais, wywodz膮cego sw贸j r贸d od ostatnich cesarzy. Ksi膮偶臋 wprost oznajmi艂, 偶e nie pozwoli demoniemu pomiotowi rz膮dzi膰 miastem swoich przodk贸w. Pr臋dzej zginie, ni偶 przyjmie w艂adz臋 Protektora.
Za Amierem ca Kallais posz艂o paru innych, w tym mistrz zakonu Mieczy 艢wiat艂o艣ci, nielicznie reprezentowanego, acz obecnego w Dalle. Ten m臋偶czyzna, Salvejczyk, kt贸ry do Dalle przyjecha艂 z misj膮 nawracania na sw膮 wiar臋, wprost nazwa艂 Rijesha demonem. Powiedzia艂 mu to w twarz, a kr贸l Shnai’ar nawet pono膰 nie mrugn膮艂, tylko na jego ustach pojawi艂 si臋 delikatny u艣miech, kt贸ry zmrozi艂 zebranych. M贸wiono, wok贸艂 domu mistrza zakonu widziano najbli偶szej nocy mgliste, czarne sylwetki o 艣wiec膮cych czerwieni膮 oczach: demony kr膮偶y艂y, pr贸buj膮c przedrze膰 si臋 przez mury chronione moc膮 znak贸w Auriena. M贸wiono te偶, 偶e kt贸ry艣 musia艂 si臋 przedrze膰, bo aurienita zachorowa艂, plu艂 w艂asn膮 krwi膮 i s艂ab艂 coraz bardziej: jedno by艂o pewne, nie widziano go od tamtego wydarzenia.
– Pewno si臋 w pa艂acu cesarskim zamkn膮艂 – stwierdzi艂 Kekhart, cho膰 bez wi臋kszego przekonania. Czarne demony o oczach pa艂aj膮cych czerwieni膮 nie wydawa艂y mu si臋 by膰 poza mo偶liwo艣ciami Rijesha. Pami臋ta艂 zbyt dobrze, co sta艂o si臋 w wiosce Temura, pami臋ta艂 te偶 manuskrypt w elfim j臋zyku, 藕r贸d艂o problem贸w, a w艂asno艣膰 kr贸la Shnai’ar. – Razem z ksi臋ciem Amierem i jego rodzin膮. Inni odej艣cie z miasta wybrali: elfi hrabia tu by艂, z siostr膮 czy 偶on膮, ze s艂u偶b膮, wszystkich na statek zabra艂, odp艂yn膮艂.
– Elf to tch贸rze – mrukn膮艂 Arthan z niech臋ci膮.
– Troch臋 ich w mie艣cie 偶yje, troch臋 zosta艂o, ale niewiele. Ty racj臋 mia艂e艣: nie lubi膮 nas. Dalle ca艂e nas nie lubi, zreszt膮. Przyzwyczai膰 si臋 musz膮... a pa艂ac zamkni臋ty na cztery spusty, zabarykadowany.
Twierdza w twierdzy: oto cesarski pa艂ac wznosz膮cy si臋 dumnie po艣rodku miasta. 呕adna ze 艣wi膮ty艅 nie mog艂a si臋 z nim r贸wna膰, 偶adnemu z bog贸w nie wzniesiono r贸wnie wspania艂ej siedziby. Kiedy艣 cesarze w swojej pysze nazwali si臋 potomkami bog贸w. Sam Ouvaros, znany tutaj te偶 pod imieniem Ta’Dhei, jakim nazywano go na po艂udniowym kontynencie, mia艂 zej艣膰 na ziemi臋 i sp艂odzi膰 pierwszego z w艂adc贸w imperium. Potem powtarza艂 ten wyczyn, b臋d膮c faktycznym ojcem kolejnych cesarzy – a偶 w ko艅cu kt贸ry艣 z boskich potomk贸w uzna艂, 偶e godne jest samemu nazwa膰 si臋 bogiem.
I dla boga pocz臋to wznosi膰 pa艂ac, dla boga chodz膮cego w艣r贸d 艣miertelnych stawiano mury z najpi臋kniejszych marmur贸w, zdobi膮c je mozaikami z ceramiki i p贸艂szlachetnych kamieni. Dla 偶ywego boga posadzono Labiryntowy Ogr贸d i wzniesiono Lustrzany Pa艂ac, gdzie zamkni臋te za murami, strze偶one przez eunuch贸w mieszka艂y liczne 偶ony i konkubiny cesarskie, Kap艂anki Rozkoszy, jak je nazywano, bo czy偶 oddawanie si臋 bogu nie by艂o pos艂ug膮 kap艂a艅sk膮? Kolejny w艂adcy rozbudowywali pa艂ac upi臋kszali go i ro艣li w pych臋. Coraz bardziej szaleni, coraz bardziej op臋tani w艂asn膮 bosko艣ci膮, wszechw艂adz膮, pot臋g膮 imperium. Nie dostrzegli, gdy uciskany lud w skryto艣ci ducha pocz膮艂 modli膰 si臋 o upadek 偶yj膮cych bog贸w.
I upadek nadszed艂, los postanowi艂 zagra膰 w gr臋 star膮 jak 艣wiat. W mi艂o艣膰, porwanie i zemst臋.
Elfie pa艅stewko w Drugiej Przystani nigdy nie nale偶a艂o do najsilniejszych i by przetrwa膰, musia艂o podporz膮dkowa膰 si臋 imperium. Dumny ksi膮偶臋 Ludu Wiecznej W臋dr贸wki w imi臋 dobra swego ludu z艂o偶y艂 ho艂d cesarstwu i got贸w by艂 nawet uzna膰 bosko艣膰 w艂adcy. B艂臋dem jednak by艂o przybycie do Dalle wraz z c贸rk膮: a m贸wiono, 偶e elfia ksi臋偶niczka by艂a najpi臋kniejsz膮 z kobiet, jakie chodzi艂y po ziemi. I cesarz tak uwa偶a艂, jaka偶 bowiem bardziej godna by艂a zosta膰 jego kochank膮? Pi臋kna elfka nie chcia艂a. Brzydzi艂a si臋 cesarzem, szale艅cem i degeneratem, praktykami, kt贸re uprawia艂 i kt贸re w s艂uchaczach wywo艂ywa艂y dreszcz obrzydzenia. Je艣li cesarz jest bogiem – tak powiedzia艂a – to nikim innym, jak samym Wielkim W臋偶em.
A cesarz za艣mia艂 si臋 tylko, gdy dumna elfia kobieta powiedzia艂a mu to w twarz.
Dla jej pi臋kna, dla s艂贸w kt贸rymi go obrazi艂a rzuci艂 na szal臋 ca艂e swe imperium. Ksi膮偶臋 nie mia艂 nic do gadania, cesarz by艂 艂askawy, 偶e pozwoli艂 mu 偶y膰, m贸g艂 przecie偶 u艣mierci膰 w艂adc臋 Drugiej Przystani, skaza膰 go na m臋czarnie. Niech si臋 cieszy, jego c贸rka jest teraz konkubin膮 boga.
Gniew elf贸w jest jak p艂omie艅, kt贸ry ogarnia wszystko. Elfowie nie zapominaj膮 zniewag i krzywd. Elfowie w艂adaj膮 niebezpieczn膮 magi膮, kt贸rej nie u偶ywaj膮 na co dzie艅, ale w chwili desperacji mog膮 si臋gn膮膰 po ni膮 i pustoszy膰 ca艂e krainy, pozostawiaj膮c po sobie mniej, ni偶 orcza horda. Orkowie bowiem pal膮 ziemie wrog贸w zwyk艂ym ogniem, elfowie za艣 magicznym, po kt贸rym ginie nie tylko 偶ycie, lecz i duch.
Porywaj膮c pi臋kn膮 ksi臋偶niczk臋 cesarz narazi艂 si臋 nie tylko jej ojcu, lecz i ukochanemu, a c贸偶 jest wi臋kszym powodem do gniewu, je艣li nie stracona mi艂o艣膰? Elfi rycerz stan膮艂 na czele armii by oswobodzi膰 sw膮 wybrank臋, zawar艂 uk艂ady z czarownikami w dalekich Raze i Tar Rian. By艂 narz臋dziem w r臋kach bog贸w, pragn膮cych obali膰 uzurpatora, narz臋dziem gniewu swojego i uciskanych mieszka艅c贸w cesarstwa Anorii.
Wtedy, przed pi臋ciuset laty, za艂ama艂a si臋 pot臋ga cesarstwa. Przez mi艂o艣膰, porwan膮 kobiet臋 i gniew jej ukochanego. Opowie艣膰 r贸wnie stara jak 艣wiat, od zawsze wpisana we wz贸r tworz膮cy rzeczywisto艣膰. Opowie艣膰, kt贸ra b臋dzie si臋 powtarza膰 tak d艂ugo, jak d艂ugo 艣wiat b臋dzie istnia艂.
Zburzono Lustrzany Pa艂ac, by wyrwa膰 z niego elfi膮 ksi臋偶niczk臋, okaleczon膮, lecz nie z艂aman膮. Wypalono Labiryntowy Ogr贸d: magi膮, tak, 偶e nic ju偶 nigdy nie mia艂o wyrosn膮膰 na tej ziemi, tak, 偶e domy, kt贸re w jego miejscu p贸藕niej wzniesiono nie mog艂y by膰 niczym innym, jak tylko slumsami, paskudn膮 ran膮 na ciele miasta. Pa艂ac cesarski ocala艂: ocala艂y jego mozaiki, kolumnady, pos膮gi w niszach i sala tronowa. Na tronie zasiad艂 kuzyn obalonego cesarza, cz艂owiek 艂agodny, nazbyt 艂agodny, podatny na wp艂ywy doradc贸w. Imperium Anorii rozpad艂o si臋 w ci膮gu kilku pokole艅, a偶 w ko艅cu mo偶ni dallejscy, zw膮cy siebie Patrycjatem, ostatecznie przej臋li w艂adz臋. Teraz pa艂ac cesarski by艂 ich siedzib膮, miejscem spotka艅 i, w 艂askawym ge艣cie szacunku, domem ostatnich potomk贸w cesarskiej dynastii, kt贸rzy jednak nigdy ju偶 nie pr贸bowali si臋gn膮膰 po w艂adz臋…
…a偶 do dnia dzisiejszego, dnia buntu przeciw okupantowi.
– A w艂adca nasz co zrobi膰 z tym zamierza?
– A c贸偶by innego: dosta膰 si臋 tam. Wyci膮gn膮膰 ksi臋cia z pa艂acu, jak si臋 wyci膮ga lisa z nory. C贸偶 innego by robi膰 mia艂, skoro ksi膮偶臋 dla niego gro藕ny? Teraz pa艂ac oblegamy.
Mieszaniec skrzywi艂 si臋.
– A mnie tam nie ma – mrukn膮艂 niezadowolony. – Co艣 ja pecha mam, 偶e ja 偶em pad艂 pod bram膮 zaraz i 偶e ja tutaj teraz le偶臋… ty wiesz, jak to niewygodnie jest, ani przewr贸ci膰 si臋 na bok, ani nic? Mnie wszystko boli…
Kekhart przypomnia艂 sobie kr贸tki okres w Urhan, gdy sam nie m贸g艂 le偶e膰 na plecach… a potem pomy艣la艂, 偶e Arthan i tak wie, jak to jest, 偶e b贸l nie jest dla niego nowy, 偶e mimo narzeka艅 znosi go cierpliwie. 呕e tak naprawd臋 b贸l jest niczym w por贸wnaniu z niemo偶liwo艣ci膮 dzia艂ania. A to ostatnie rozumieli wszyscy kekhartowi towarzysze doskonale.
– Co si臋 tobie pod bram膮 uda艂o, to si臋 uda艂o, Arthan. Pokaza艂e艣 odwag臋.
P贸艂-cz艂owiek wyszczerzy艂 z臋by z zadowoleniem. By艂o nie by艂o, nim dopad艂 go cz艂owiek z dwur臋cznym mieczem, uda艂o mu si臋 powali膰 niejednego obro艅c臋 bram i wyci膮膰 przej艣cie dla towarzyszy. Pokaza艂, 偶e ze swoj膮 postur膮 i olbrzymim kawa艂em 偶elaza w d艂oniach potrafi by膰 偶yw膮 machin膮 bojow膮.
– Ano, ja 偶em pokaza艂. Ale ja bym wi臋cej pokaza膰 chcia艂.
– Ty jeszcze okazj臋 mie膰 b臋dziesz. Niech no ci si臋 tylko 偶ebra zrosn膮.
– Jak one mnie si臋 zrosn膮, to ju偶 tam po wszystkim b臋dzie. Pa艂ac zdobyty, ksi膮偶臋 martwy… A ja 偶em tu my艣la艂, jakby to by艂o, z jednym z tych Mieczy 艢wiat艂o艣ci si臋 zmierzy膰… historie kr膮偶膮, 偶e oni waleczni jak nikt…
– A bo on pierwszy, jakiego spotkasz? Wielu ich jeszcze b臋dzie.
– Pewno b臋dzie… ale i tak – roz艂o偶y艂 ramiona bezradnie – Mnie tu le偶e膰 si臋 przykrzy… nudno… cho膰 towarzystwo ciekawe…
Ruchem g艂owy wskaza艂 ci膮gle odwr贸conego do nich plecami Vardana, a Kekhart pod膮偶y艂 za nim wzrokiem.
艁opatki dawnego przyjaciela rysowa艂y si臋 wyra藕nie ponad okrywaj膮c膮 go derk膮. Plecy i ca艂e cia艂o zdawa艂y si臋 sk艂ada膰 tylko z ko艣ci i mi臋艣ni, obci膮gni臋tych ciasno sk贸r膮. Ko艣cista sylwetka. Banda偶 dooko艂a torsu, 艂upki na nodze. W艂osy obci臋te kr贸tko, tatua偶 na karku, przez chrz膮stk臋 ucha przeci膮gni臋ty pi臋knie wykonany kolczyk ze srebra i wilczego k艂a.
– Ej, Kekhart, Kekhart, a tobie co? – dobieg艂 go g艂os Arthana.
Za d艂ugo. Za d艂ugo patrzy艂. Otrz膮sn膮艂 si臋 i wsta艂.
– Nic. P贸jd臋 ju偶. Gaspar pozdrawia, sam przyj艣膰 nie mo偶e, noga w dw贸ch miejscach z艂amana.
– Ty jego pozdr贸w, co?
Kekhart kiwn膮艂 g艂ow膮 i ruszy艂 mi臋dzy 艂贸偶kami i pos艂aniami. I nagle zatrzyma艂 si臋, s艂ysz膮c za sob膮 znajomy g艂os.
– Wiesz, Arthanie… przyjaciela mia艂em kiedy艣… 偶ycie mi ocali艂, a ja ocali艂em jego… My艣lisz ty, 偶e i w艣r贸d twoich przyjaci贸艂 s膮 tacy, o kt贸rych wiesz, 偶e dla ciebie wszystko zrobi膮? Umia艂by艣... prosi膰 o wybaczenie? Samemu wybaczy膰? Powiedzie膰, kiedy nie mo偶esz, 偶e brak czujesz?
To nie Arthan odpowiedzia艂, lecz Kekhart, p贸艂g艂osem, nie odwracaj膮c si臋.
– Umia艂bym.
***

Drzwi pa艂acu trzasn臋艂y w zawiasach i p臋k艂y. Wewn膮trz panowa艂a cisza – 偶adnego nieoczekiwanego ataku, 偶adnych okrzyk贸w, stra偶nicy, kt贸rzy pozostali ostatnim broni膮cym si臋 patrycjuszom musieli kry膰 si臋 w g艂臋bi wraz ze swoimi panami. Kroki 偶o艂nierzy zadzwoni艂y na posadzce, g艂adkiej i l艣ni膮cej mozaice z wypolerowanego marmuru.
Pierwszy wkroczy艂 do wn臋trza Rijesh, z mieczem w d艂oni, z p艂aszczem powiewaj膮cym majestatycznie za plecami. Odwr贸ci艂 si臋 na progu, spojrza艂 na swych poddanych.
– Za mn膮! – rozkaza艂. – Tych, kt贸rzy s膮 w 艣rodku, chc臋 偶ywych.
Mimo tego rozkazu Dallejczycy po stronie kr贸la Shnai’ar zawahali si臋 – mimo wszystko nie pomy艣leli, 偶e przyjdzie im zdobywa膰 dawny pa艂ac cesarski, serce miasta, i to u boku barbarzy艅skich ork贸w i gadzich 偶o艂nierzy – na rozkaz ich w艂adcy.
Orkowie, pierwsi do walki i do grabie偶y, ci膮gle jeszcze pami臋taj膮cy eufori臋 towarzysz膮c膮 zdobywaniu miasta, zapach krwi mordowanych mieszka艅c贸w, skorzystali z okazji. Kekhart ruszy艂 na czele swojego oddzia艂u, nie zastanawiaj膮c si臋 zbytnio. Szed艂 tam, gdzie mia艂 i艣膰, tam, gdzie mu kazano, a je艣li sta艂 tu偶 przy bramie w chwili jej wywa偶ania – trudno by艂o si臋 wycofa膰. Ruszy艂 wi臋c za Rijeshem, kt贸rego szkar艂atne w艂osy i z艂ota karacena nikn臋艂y ju偶 w wn臋trzu pa艂acu. Za nim za艣 ruszy艂 oddzia艂, spragniony krwi i zaszczyt贸w, jakie spadn膮 na zdobywc贸w pa艂acu.
Wkroczyli w cisz臋. Na Niebiosa, jak偶e przyt艂aczaj膮c膮 cisz臋... A mo偶e Kekhartowi zdawa艂o si臋 tylko? Przez u艂amek sekundy mia艂 wra偶enie, 偶e 艣wiat dooko艂a niego zamiera, zastyga, milknie i 偶e znalaz艂 si臋 w pa艂acu sam – sam na g艂adkiej pod艂odze, mi臋dzy mozaikowymi 艣cianami.
Serce za艂omota艂o mu mocniej. By艂 w tym miejscu, widzia艂 je ju偶 wcze艣niej!
Przez moment widzia艂, jak Rijesh odwraca g艂ow臋 i spogl膮da prosto na niego, u艣miechaj膮c si臋. A mo偶e to tylko z艂udzenie? Przecie偶 wszystko to trwa艂o zaledwie mgnienie oka.
Przy艣pieszy艂 kroku, 艣ciskaj膮c miecz w d艂oni, rozgl膮daj膮c si臋 bacznie, czy mi臋dzy niezliczonymi kolumnadami pa艂acu nie czyha wr贸g. Cisza. Cisza ogarn臋艂a pa艂ac, id膮cy s艂yszeli tylko w艂asne kroki, dzwonienie mieczy i pancerzy.
Nie d艂ugo szli w ciszy, trafili bowiem pr臋dko do centrum pa艂acu.
Sala by艂a najwi臋kszym pomieszczeniem, jakie Kekhart widzia艂 w 偶yciu. Wznosi艂a si臋 na wysoko艣膰 kilku kondygnacji, zamkni臋ta l艣ni膮c膮 od malowide艂 kopu艂膮. Nawet 艣wi膮tynia Sury w Urhan nie dor贸wnywa艂a wspania艂o艣ci膮 tej budowli, wykonanej przecie偶 na chwa艂臋 nie bog贸w, a 艣miertelnego cesarza.
Spiralne kolumny zwie艅czone kapitelami uformowanymi na kszta艂t p臋k贸w li艣ci i owoc贸w podpiera艂y kolumny kru偶gank贸w, obiegaj膮cych olbrzymi膮 sal臋 na wszystkich poziomach. Na pod艂odze u艂o偶ono mozaik臋, kt贸ra widziana z g贸ry tworzy艂a zapewne jaki艣 szczeg贸lny wz贸r. We wn臋trzu kopu艂y wyobra偶ono scen臋 walki si艂 艣wiat艂a z si艂ami ciemno艣ci: z bia艂oskrzyd艂膮, ni to kobiec膮, ni to m臋sk膮 postaci膮 stoj膮c膮 na czele 艣wiat艂o艣ci i rogatym, czerwonookim demonem dowodz膮cym mrokiem. Poni偶ej rozci膮ga艂a si臋 panorama miasta, na tle kt贸rej widnia艂 zdobiony z艂otem tron z zasiadaj膮cym na nim cesarzem. W艂adca rozk艂ada艂 ramiona, opieku艅czym gestem ogarniaj膮c swoich poddanych.
I to nie dziwi艂o, nie dziwi艂a wspania艂o艣膰 sali, przepych dekoracji cho膰 osza艂amia艂, nie by艂 niczym, czego nie mo偶na by si臋 spodziewa膰 : w przeciwie艅stwie do klatki zawieszonej poni偶ej, na metalowym rusztowaniu. Kawa艂ek wi臋zienia i miejsca ka藕ni w samym sercu cesarskiego pa艂acu, nad pustym kawa艂kiem pod艂ogi, gdzie kiedy艣 zapewne stawiano tron. Teraz nie by艂o cesarza, kt贸ry m贸g艂by na nim zasi膮艣膰, a patrycjusze upodlili pami臋膰 po obalonym przed laty w艂adcy, umieszczaj膮c w centrum sali tronowej wi臋藕nia.
Wi臋zie艅 spogl膮da艂 spomi臋dzy krat oczyma, kt贸re zdawa艂y si臋 艣wieci膰 biel膮 z czarnej twarzy. Wielu Dallejczyk贸w mia艂o ciemn膮 sk贸r臋, mniej lub bardziej brunatn膮, ciemna szaro艣膰 zdarza艂a si臋 i w艣r贸d ork贸w, ale nigdy dot膮d Kekhart nie widzia艂 istoty, kt贸rej sk贸ra by艂aby a偶 tak ciemna.
Istota by艂a naga i by艂a kobiet膮, bardzo wysok膮 i bardzo wychudzon膮. Pod czarn膮 sk贸r膮 rysowa艂y si臋 偶ebra, ko艣ci bark贸w i miednicy. Dodatkowo jej cia艂o przecina艂y liczne blizny, 艣lady po przebytych torturach. Miotaj膮c si臋 wewn膮trz klatki przypomina艂a bardziej uwi臋zione zwierz臋, ni偶 rozumn膮 istot臋, zauwa偶ywszy przybysz贸w, warkn臋艂a, obna偶aj膮c z臋by. Jak zwierz臋, nawet nie jak orkowie, kt贸rzy przecie偶 ch臋tnie pokazuj膮 d艂ugie k艂y.
Odezwa艂a si臋. Z pocz膮tku Kekhart my艣la艂, 偶e to kolejny zwierz臋cy krzyk, ale po chwili poj膮艂, 偶e uwi臋ziona kobieta wo艂a do nich w j臋zyku, kt贸rego 偶aden z nich dot膮d nie s艂ysza艂.
– A to ciekawostka... – stwierdzi艂 jeden z Lavijczyk贸w, staj膮c przy swoim dow贸dcy. – Nie zabija膰, co...?
– Ona nam nawet nie zagrozi. Wszyscy w tym pa艂acu nale偶膮 do naszego pana.
– Nale偶膮 – us艂yszeli nieoczekiwanie g艂os za swoimi plecami. Rijesh zjawi艂 si臋 przy nich, jakby wychyn膮艂 z posadzki... lub jakby przywo艂a艂 go wyobra偶ony na suficie demon. – To niezwyk艂e... – rzek艂 ju偶 do siebie, zapominaj膮c chyba o poddanych przypatruj膮cych si臋 znalezisku z niemniejsz膮 ni偶 on fascynacj膮. – Niezwyk艂e... – doda艂, zbli偶aj膮c si臋 i spogl膮daj膮c w g贸r臋.
Kobieta czepi艂a si臋 palcami krat i popatrzy艂a w d贸艂. Wielkie oczy kszta艂tu migda艂贸w wpatrywa艂y si臋 bacznie w osobnika kr膮偶膮cego po posadzce, kieruj膮cego wzrok to na wi臋藕niark臋, to na rusztowanie, na kt贸rym zawieszono wi臋zienie.
W ko艅cu Rijesh u艣miechn膮艂 si臋 szeroko.
– Tu jest korba – wskaza艂 na urz膮dzenie. – Ty, orku – zwr贸ci艂 si臋 do Murada – zajmuj si臋 tym.
Rozb贸jnik zakr臋ci艂 korb膮, zadzwoni艂y rozwijane 艂a艅cuchy i klatka opad艂a na posadzk臋. Uwi臋zionej kobiety nie uspokoi艂o to ani troch臋. Wcisn臋艂a si臋 w k膮t, jak najdalej od drzwiczek, warkn臋艂a zn贸w jak dzikie zwierz臋.
Teraz, bardziej z bliska, mo偶na by艂o przyjrze膰 si臋 rysom jej twarzy. Nie przypomina艂y 偶adnego z lud贸w, z jakimi Kekhart mia艂 dot膮d do czynienia: twarde, jak wyrze藕bione z kamienia, b艂yszcz膮ce jak wypolerowany bazalt. Tylko oczy, du偶e i bardziej pod艂u偶ne ni偶 u jakiegokolwiek cz艂owieka lub orka, kszta艂t 艂uku brwiowego i niewielkie, spiczasto zako艅czone uszy dowodzi艂y, 偶e wi臋藕niarka jest elfem. Elfem z zupe艂nie innego szczepu, ni偶 艢nie偶ne Koty czy Lud Wiecznej W臋dr贸wki.
Rijesh rozpromieni艂 si臋. Podszed艂 bli偶ej, po艂o偶y艂 d艂o艅 na pr臋tach klatki. Czarna elfka przypatrywa艂a mu si臋 z nieufno艣ci膮 i zainteresowaniem.
U艣miechn膮艂 si臋 szeroko.
Laqua – powiedzia艂 wolno, starannie wymawiaj膮c ka偶d膮 g艂osk臋. – abate nara...
Vai... – szepn臋艂a elfka, nerwowo potrz膮saj膮c g艂ow膮
Na posadzce rozleg艂 si臋 nerwowy tupot kilku par st贸p. To jeden z patrycjuszy i jego gwardia zdecydowali si臋 w ko艅cu wkroczy膰 do pa艂acu, mo偶e przera偶eni losem, jaka mo偶e spotka膰 dawn膮 siedzib臋 cesarstwa.
Ciemnosk贸ry m臋偶czyzna w przera偶eniu patrzy艂 na opuszczon膮 klatk臋 i swego protektora przy jej pr臋tach.
– Panie, na wielkiego Ouvarosa, zaklinam, odsu艅 si臋!
Rijesh wolno odwr贸ci艂 g艂ow臋, z ciekawo艣ci膮 spojrza艂 na cz艂owieka.
– Czemu偶 to, lordzie Naldirze?
– Panie, to stworzenie jest 艣miertelnie niebezpieczne! To zab贸jcza bestia kt贸ra...
– Czy偶by? Ja widz臋 tylko przera偶on膮 kobiet臋, kt贸r膮 w dodatku g艂odzono i torturowano...
– Mieli艣my wiele szcz臋艣cia, 偶e uda艂o nam si臋 j膮 z艂apa膰... To czarny elf, wied藕ma, wiesz panie, sk膮d oni...
– Wiem – uci膮艂 w艂adca. – Wiem, lordzie Naldirze. Abate nara, jiquii – zwr贸ci艂 si臋 do elfki 艂agodnym tonem. – Chce j膮, lordzie Naldirze. Mam chyba do tego prawo?
Patrycjusz sk艂oni艂 si臋.
– Masz, m贸j panie, ale nie radz臋. Ta wied藕ma poder偶nie ci gard艂o. I nikt nie wie, czy nie ma z臋b贸w w...
Rijesh za艣mia艂 si臋 g艂o艣no, wype艂niaj膮c echem sal臋 tronow膮.
– Lordzie Naldirze – rzek艂, sko艅czywszy si臋 艣mia膰. – zapewniam ci臋, ta ostatnia ewentualno艣膰 jest dla mnie najmniejszym problemem. A z pozosta艂ymi sobie poradz臋. Wy艣lij ludzi, kt贸rzy zanios膮 klatk臋 do mojego pa艂acu. Niech powiedz膮 lai Rachanowi Te Kahowi, 偶eby doprowadzi艂 j膮 do porz膮dku.
– Tak, m贸j panie – cz艂owiek sk艂oni艂 si臋 w p贸艂. – Wedle twojego rozkazu.
Zaklaska艂 w d艂onie, a kilku gwardzist贸w pr臋dko chwyci艂o klatk臋. Elfka zn贸w warkn臋艂a w panice, uczepi艂a si臋 pr臋t贸w. Gdy jednak wynoszono j膮 z pa艂acu, spogl膮da艂a na Rijehsa wzrokiem, kt贸ry r贸wnie dobrze jak l臋k m贸g艂by wyra偶a膰 nadziej臋.
– Rusza膰! – krzykn膮艂 w艂adca, gdy gwardzi艣ci si臋 oddalili. – ci膮gle mamy tu w 艣rodku ludzi do odnalezienia!
– M贸j panie – Lord Naldir gi膮艂 si臋 w pok艂onach, a wyraz przera偶enia nie znika艂 z jego twarzy. – M贸j panie, pozw贸l chocia偶… Naszym ludziom… to ksi膮偶臋 Amier i jego rodzina… Na 艢wietlist膮 Pani膮, miej lito艣膰, ci barbarzy艅cy…
– Twoi ludzie, lordzie Naldirze nie chcieli atakowa膰, uczynili to wi臋c moi podw艂adni. S膮 wobec mnie lojalni. Orku! – zawo艂a艂 do Kekharta, jakby zapomnia艂 jak brzmia艂o jego imi臋. – Za ka偶dego z rodziny ksi膮偶臋cej nagroda dla twoich ludzi! Przyprowad藕cie mi ich!
– S艂yszeli! – krzykn膮艂 Kekhart do oddzia艂u. – Nagroda b臋dzie!
Nie musia艂 powtarza膰 dwa razy: Lavijczycy, Murad i ich kompanka pierwsi rzucili si臋 do dalszych poszukiwa艅, pozostali te偶 nie kazali na siebie czeka膰. Kekhart musia艂 si臋 natrudzi膰, by nie pozwoli膰 si臋 im wyprzedzi膰 w szale艅czym rajdzie po pa艂acowych komnatach, jaki nast膮pi艂.
Pierwszego cz艂onka ksi膮偶臋cej rodziny odnale藕li pr臋dko, wraz z jego s艂u偶b膮. W przyt艂aczaj膮cej przepychem komnacie sypialnej odnale藕li m艂oda kobiet臋 w nieskazitelnie bia艂ej sukni, podkre艣laj膮cej tak kszta艂ty, jak i miodow膮 barw臋 cia艂a. Le偶膮ca na 艂贸偶ku wygl膮da艂a niczym bogini – martwa bogini. W zimnych palcach ksi膮偶臋ca c贸rka 艣ciska艂a kryszta艂ow膮 buteleczk臋, podobne trzyma艂y dw贸rki, le偶膮ce u st贸p 艂o偶a.
– Tyle nagrody – zakl膮艂 Murad z niezadowoleniem.
Starszy Lavijczyk nachyli艂 si臋 nad jedn膮 z martwych dw贸rek, by rozedrze膰 jej g贸r臋 sukni i zobaczy膰, co straci艂. Westchn膮艂 zawiedziony.
– Zimna, ale przynajmniej si臋 nie poskar偶y – zakpi艂a rozb贸jniczka.
Serik skarci艂 j膮 zimnym wzrokiem.
– Czasu na bezczeszczenie zw艂ok nie ma. Innych my ci膮gle mamy do znalezienia. – przypomnia艂.
– Racja – rzuci艂 Kekhart – ruszamy.
Starszy z braci wzruszy艂 tylko ramionami i zanim ruszyli, zerwa艂 z szyi martwej kobiety z艂oty naszyjnik ozdobiony szmaragdami i wepchn膮艂 go sobie do kieszeni. Drugi u艣miechn膮艂 si臋 tylko z zadowoleniem, ale nie zd膮偶y艂 zabra膰 nic, pop臋dzany spojrzeniami towarzyszy.
Kolejna z os贸b zamkni臋tych w pa艂acu zagrodzi艂a im drog臋. M臋偶czyzna odziany w zbroj臋: p艂ytowy napier艣nik, naramienniki i nagolenniki z kolczug膮 pod nimi. Ci臋偶ki, zakrywaj膮cy ca艂e cia艂o pancerz, rzadki na stepach, powszechny za艣 w艣r贸d ludzi na zachodzie, w Karanesse, Lavii i dalszych kr贸lestwach, u偶ywany te偶 w Dalle.
Na pancerz m臋偶czyzna narzucony mia艂 tabbard z wyszytym god艂em: dwa smoki, czarny i bia艂y, splata艂y si臋 w 艣miertelnej walce. Symbol Teokracji Salvei i zakonu Mieczy 艢wiat艂o艣ci.
Mistrz zakonny, o kt贸rym m贸wiono, 偶e zgin膮艂 u艣miercony czarn膮 magi膮 Rijesha, sta艂 teraz przed grup膮 urha艅skich wojownik贸w, a jego mina, spojrzenie zielonych oczu, gest, w wspiera艂 d艂onie na r臋koje艣ci p贸艂torar臋cznego miecza – wszystko to m贸wi艂o, 偶e je艣li maj膮 przej艣膰 dalej, to tylko po jego trupie.
Obok niego pr臋dko pojawi艂o si臋 kilku pa艂acowych gwardzist贸w i dwaj inni aurienici, jeden, s膮dz膮c po kolorze sk贸ry, miejscowego pochodzenia. Za nimi Kekhart dostrzeg艂 wysokiego, ko艣cistego m臋偶czyzn臋 o oliwkowej karnacji i poszarza艂ych w艂osach. Ksi膮偶臋 Amier ca Kallais we w艂asnej osobie. W jednej d艂oni 艣ciska艂 bardzo w膮ski miecz o ozdobnej r臋koje艣ci, przeznaczony raczej do k艂ucia ni偶 ci臋cia, rapier, popularn膮 w Dalle bro艅; w drugiej trzyma艂 szeroki pugina艂.
– Mamy to, czego艣my szukali – rzek艂 Murad, mru偶膮c jedyne oko. – Ej, ksi膮偶膮tko, twoja c贸runia nie 偶yje, wiesz o tym?
Ksi膮偶臋 zacisn膮艂 w膮skie wargi. Nie musia艂 wiedzie膰, 偶e jego dziecko po艂kn臋艂o trucizn臋. Zapewne nie wiedzia艂.
Kekhart nie mia艂 ochoty na rozmow臋.
– Kagan 偶ywego go chce – przypomnia艂 tylko swoim podkomendnym i ruszy艂 ku najbli偶szemu przeciwnikowi – aurienicie.
Za sob膮 i przed sob膮 us艂ysza艂 szcz臋k broni. Wielka, krzywa szabla Murada, top贸r jego towarzyszki, dwa kind偶a艂y Serika, prosty miecz Temura, szabla Larhy, no偶e lavijskich braci. Przeciw mieczom stra偶y, mieczowi aurienity, rapierowi ksi臋cia. Przeciw ci臋偶kim pancerzom i tarczom, karno艣ci i wyszkoleniu – do艣wiadczenie i wrodzona agresja orczych wojownik贸w i bandyt贸w.
Miecz aurienity uni贸s艂 si臋 do ciosu, spad艂 na Kekharta, kt贸ry zas艂oni艂 si臋 w艂asn膮 broni膮. Zgrzytn臋艂a stal, moc uderzenia przesz艂a po ostrzu na ramiona orka, kt贸ry a偶 cofn膮艂 si臋. Nie oczekiwa艂 po przeciwniku takiej si艂y, wida膰 nie doceni艂 ludzkich mo偶liwo艣ci.
Wycofa艂 si臋 spod nacieraj膮cego ostrza, k膮tem oka widz膮c, jak Murad wi膮偶e walk膮 ksi臋cia. Jednooki rozb贸jnik wida膰 postanowi艂 wykaza膰 si臋 i wzi膮膰 na siebie chwa艂臋 z pokonania przyw贸dcy buntownik贸w… Pozostali zaj臋li si臋 gwardzistami, z lepszym lub gorszym skutkiem.
Unik. Ostrze 艣mign臋艂o tu偶 przy ramieniu. Zamach w艂asn膮 broni膮 – z ostro偶no艣ci膮, w w膮skim korytarzu i zgie艂ku walki 艂atwo trafi膰 kt贸rego艣 ze swoich. Klinga kind偶a艂u z brzd臋kiem odbi艂a si臋 od p艂ytowego napier艣nika. Nie uderza膰 w pancerz, skupi膰 si臋 na mniej os艂oni臋tych cz臋艣ciach cia艂a i znale藕膰 w艂a艣ciwy k膮t uderzenia w kolczug臋, by m贸c rozbi膰 jej pier艣cienie…
Obok Larha pokona艂a jednego z gwardzist贸w, wytr膮ciwszy mu miecz i powaliwszy na ziemi臋. Bryzn臋艂a krew, gdy ostrze orczycy wbi艂o mu si臋 w t臋tnic臋.
Obr贸t, zas艂oni膰 si臋 przed ciosem, wymierzy膰 w艂asny, w nogi, mniej chronione. Rycerz z Salvei porusza艂 si臋 do艣膰 wolno – zawsze jaka艣 przewaga do wykorzystania.
Chrapliwy krzyk b贸lu gdzie艣 z boku, kto艣 odni贸s艂 rany. K膮tem oka Kekhart dostrzeg艂 jednego z Lavijczyk贸w zwijaj膮cego si臋 na pod艂odze po ciosie wymierzonym w brzuch. Szerokie sztylety skutecznie przebija艂y kolczug臋, ale ich zasi臋g pozostawia艂 wiele do 偶yczenia, a brygantyn臋 艂atwiej przebi膰, ni偶 inny pancerz.
Przebi膰 pancerz… Trafi膰 w z艂膮cze, miejsce kt贸rego nic nie chroni… O, Akriasie, ile takich miejsc jest w pancerzu tego aurienity? Mi臋dzy szyj膮 i kolczym czepcem wyp艂ywaj膮cym spod otwartego szyszaka, mi臋dzy naramiennikiem i kolczug膮, mi臋dzy r臋kawic膮 i r臋kawem kolczugi…
Mie膰 w r臋ku sztylet: tak, jak ksi膮偶臋, broni膮cy si臋 przed ciosami Murada nie tylko rapierem, lecz i pugina艂em…
Nie my艣l膮c wiele Kekhart skoczy艂 w bok, w miejsce, gdzie jeden z braci ko艅czy艂 w艂a艣nie sw贸j 偶ywot. Chwyci艂 n贸偶 upuszczony przez 艣miertelnie ranionego Lavijczyka.
Auritnita dopad艂 orka, zamierzy艂 si臋 mieczem. Kekahrt ledwo si臋 zas艂oni艂, zmuszony odchyli膰 si臋 do ty艂u. Lecz w drugiej d艂oni trzyma艂 ju偶 n贸偶. Ca艂膮 si艂膮 odpychaj膮c cios rycerza, r贸wnocze艣nie wymierzy艂 no偶em w prawy nadgarstek, mi臋dzy r臋kawic臋 i kolczug臋. Bryzn臋艂a krew, ludzki m臋偶czyzna pu艣ci艂 miecz. B贸l i zaskoczenie nie pozwoli艂y mu utrzyma膰 r臋koje艣ci w drugiej d艂oni.
To da艂o Kekhartowi szans臋. Wymierzy艂 kolejny szybki cios, trafiaj膮c w gard艂o. Spod ostrza trysn臋艂a krew, aurienita zacharcza艂 i osun膮艂 si臋 na kolana, w ostatnim odruchu 艣wiadomo艣ci si臋gaj膮c do szyi.
Obok pad艂 kolejny ze stra偶nik贸w. Poma艂u zyskiwali przewag臋 i ksi膮偶臋 Amier ca Kallais zacz膮艂 pojmowa膰, 偶e go otaczaj膮.
– 呕ywcem go – przypomnia艂 Kekhart, zbli偶aj膮c si臋. Kind偶a艂 w jego r臋ce ocieka艂 krwi膮, krew zbryzga艂a twarz i brygantyn臋.
Dallejski arystokrata nie zamierza艂 chyba da膰 si臋 pojma膰. Zaciekle os艂ania艂 si臋 przed ciosami i wymierza艂 w艂asne, nie bez pewnej skuteczno艣ci, kt贸ra wydawa艂a si臋 niezwyk艂a, zwarzywszy na jego uzbrojenie. Lecz szeroki pugina艂 z os艂on膮 na d艂o艅 okaza艂 si臋 ca艂kiem skuteczny do blokowania cios贸w, a w膮skie ostrze rapiera zdo艂a艂o kilka razy zrani膰 Murada.
– Trudno b臋dzie… – mrukn臋艂a Larha, dysz膮c ci臋偶ko i pr贸buj膮c znale藕膰 najlepszy spos贸b zaj艣cia ksi臋cia od ty艂u.
Ubieg艂a ja druga z kobiet. Gdy jej towarzysz broni wi膮za艂 Dallejczyka walk膮, podkrad艂a si臋 i sprawnie wymierzy艂a cios toporem.
Powinna by艂a u偶y膰 t臋pej strony. Nie zrobi艂a tego. Ostrze spad艂o na kark ksi臋cia, przecinaj膮c sk贸r臋 zgrzytaj膮c na kr臋gos艂upie.
M臋偶czyzna zwali艂 si臋 na ziemi臋. 呕y艂. Si艂a ciosu nie wystarczy艂a, by odr膮ba膰 mu g艂ow臋, lecz wyp艂ywaj膮ca z rany krew i wykrzywiona nienaturalnie szyja nie dawa艂y wielkich nadziei. Nim ktokolwiek zd膮偶y艂 zareagowa膰, rozb贸jniczka powt贸rzy艂a cios. Tym razem skutecznie.
Stali i patrzyli na zw艂oki m臋偶czyzny, kt贸rego mieli schwyta膰 偶ywcem. Rozb贸jniczka wzruszy艂a ramionami.
– No i co?
Pierwszy zareagowa艂 Temur. Podszed艂 i z ca艂ej si艂y uderzy艂 kobiet臋 w twarz. Noc chrupn膮艂 pod si艂膮 ciosu.
– G艂upia suka! – krzykn膮艂. – Nagrod臋 mieli艣my dosta膰!
– W艂a艣nie – mrukn膮艂 m艂odszy Lavijczyk. Bez szczeg贸lnego entuzjazmu, bo wrodzon膮 chciwo艣膰 przys艂oni艂a w nim 艣mier膰 starszego brata, przy kt贸rego zw艂okach ludzki m臋偶czyzna teraz kl臋cza艂.
Zraniona kobieta wstawa艂a z pod艂ogi, ocieraj膮c krew ze z艂amanego nosa.
– A co za r贸偶nica, powiesiliby go – warkn臋艂a, w艣ciek艂a.
– Rozkaz kagana – przypomnia艂 Kekhart.
Rozb贸jniczka wzruszy艂a ramionami.
– Sram na kagana. Chcia艂 go 偶ywcem, powinien by艂 z nami i艣膰. A co nasze to nasze – doda艂a, 艣ci膮gaj膮c z palca zabitego arystokraty pier艣cie艅 z olbrzymim szmaragdem.
Temur warkn膮艂 gro藕nie. Larha po艂o偶y艂a mu d艂o艅 na ramieniu.
– Do艣膰 – sykn臋艂a z gniewem. – Do艣膰, bo my si臋 pozabijamy jeszcze. Chod藕my. Gdzie艣 tu jeszcze jest jego 偶ona i syn.
Ale 偶ona ksi臋cia, podobnie jak c贸rka po艂kn臋艂a trucizn臋, udusiwszy wcze艣niej pi臋cioletniego synka. Nie by艂o nagrody za pojmanych, a szmaragdowy naszyjnik i pier艣cie艅 nie da艂y wiele – zw艂aszcza cz艂owiekowi z Lavii, kt贸ry straci艂 brata.
***
艢piewaka spotkali jakie艣 dwa tygodnie p贸藕niej, gdy wie艣膰 o 艣mierci ksi臋cia i jego rodziny dawno ju偶 roznios艂a si臋 po mie艣cie.
Protektor Dalle ubolewa艂 nad 艣mierci膮 Amiera ca Kallais, wystosowa艂 list do jego najstarszego syna, przebywaj膮cego w Drugiej Przystani: pisa艂 w nim o nieszcz臋艣liwym zbiegu okoliczno艣ci i dziedzictwie ojca oczekuj膮cym na spadkobierc臋, o pragnieniu wsp贸艂pracy – dla dobra miasta i podleg艂ych mu krain. Szeptano, 偶e m艂ody ksi膮偶臋 na to nie p贸jdzie, 偶e raczej zbierze armi臋 by pokona膰 Rijesha… albo kt贸ry艣 z patrycjuszy wyda艂 w艂a艣nie swoim szpiegom rozkaz otrucia ostatniego z dawnego rodu cesarskiego.
Amierowi ca Kallais, jego 偶onie i dzieciom urz膮dzono godziwy pogrzeb. Cia艂o mistrza zakonnego odes艂ano do Salvei. Starszy z lavijskich braci zosta艂 pochowany w dallejskiej nekropolii a na jego grobie postawiono p艂aski kamie艅 z wyrytymi na nim topornymi symbolami odnosz膮cymi si臋 do ojczyzny pochowanego m臋偶czyzny. Jego brat pogr膮偶y艂 si臋 w 偶a艂obie, sta艂 si臋 mrukliwy i teraz dopiero wida膰 by艂o, 偶e co艣 kocha艂 bardziej, ni偶 z艂oto i zabijanie.
Ale p贸艂 miesi膮ca p贸藕niej, w艂a艣nie wtedy, gdy spotkali 艣piewaka, siedzia艂 ju偶 z nimi w gospodzie. Wszyscy si臋 zebrali, w艂膮cznie z Arthanem i Gasparem, kt贸rzy zd膮偶yli ju偶 doj艣膰 do zdrowia. I kiedy pili miejscowe trunki, rozmawiali i planowali dalsze swoje dni w mie艣cie, zorientowali si臋, 偶e kto艣 na nich patrzy.
Musia艂 by膰 jednym z najemnik贸w z p贸艂nocy, bo mia艂 w艂osy barwy s艂o艅ca i niebieskie oczy, a przy tym cer臋 nie tak rumian膮, jak Lavijczycy, wzrost wy偶szy i bardziej kanciast膮 sylwetk臋, z kwadratowymi niemal barkami, wielkimi d艂o艅mi, topornym podbr贸dkiem. Przy tym nie sprawia艂 wra偶enia oci臋偶a艂ego – rusza艂 si臋 jak wilk, i to pomimo zauwa偶alnego kalectwa. Mia艂 jedn膮 nog臋 – drug膮 zast臋powa艂a mu uwi膮zana pasami do kikuta drewniana proteza, ca艂kiem zmy艣lna, bo zaopatrzona w zawias i sztuczn膮 stop臋, starannie wykonana. M臋偶czyzna chodzi艂 na niej sprawnie, wyra藕nie przyzwyczajony do swego kalectwa. I mimo niego zdo艂a艂 utrzyma膰 muskulatur臋 i jako-tak膮 sprawno艣膰. Marynarz? By膰 mo偶e. Na statku brak nogi nie jest a偶 tak dokuczliwy, gdy wspinasz si臋 po linach i masztach.
Siedzia艂 przy stole, popijaj膮c piwo, przypatruj膮c si臋 bacznie grupie Urha艅czyk贸w. A potem, nieoczekiwanie, zacz膮艂 艣piewa膰, silnym, czystym g艂osem.
Pi臋膰 lud贸w z 艂ona bogini wyda艂a:
Krasnoludy, dzieci ziemi w niedost臋pnych ska艂ach
Smokowcy, dzieci ognia, w艣r贸d ostrych turni
Orkowie, dzieci wiatru, dzieci r贸wnin
Elfy ukryte w le艣nych g艂臋binach
Ludzie, najliczniejsi, w le艣nych dolinach
Dzieci ziemi, ognia, wiatru, lasu, wody
O koron臋 matki stan臋li w zawody
Nie bacz膮c na prawa ziemi, bogini
Pragn臋li zabi膰 innych, zosta膰 jedynymi
Lecz nikt si臋 nie ostanie samotnie w艣r贸d zgliszczy
Bo przyjdzie W艂adca Mroku – on ich wszystkich zniszczy.



C.D.N.


Uwaga: Ostrzegam, dwa nast臋pne rozdzia艂y s膮... paskudne. Najbardziej parszywe rzeczy, jakie w 偶yciu napisa艂am. Ostrzegam. Na w艂asn膮 odpowiedzialno艣膰. Nie spodziewajcie si臋 kwiatk贸w i motylk贸w. Cho膰 motylki w mojej tw贸rczo艣ci zazwyczaj te偶 zwiastuj膮 co艣 paskudnego.











Komentarze
kkohaku dnia luty 27 2012 18:28:47
Och, och przeczyta艂am i jak zwykle jestem zachwycona! Ale od pocz膮tku xP
Uwielbiam jak robisz por贸wnania, jak nadajesz jakiemu艣 miejscu nowe znaczenie. Chocia偶by we wcze艣niejszym rozdziale ten pi臋kny opis miasta, przywo艂anie legendy i por贸wnanie do ladacznicy. Strasznie mi si臋 to podoba艂o, bo widzia艂am wszystko oczami wyobra藕ni! Cudwonie to wzbogaci艂o ca艂o艣膰! I jeszcze jak odniesienie by艂o, 偶e to w艂a艣nie Rijesh jest tym demonem, kt贸ry uwodzi ladacznice. Za艣lubiny. Brak mi s艂贸w. To samo z opisem legendy odno艣nie miasta Dalle! Wykreowa艂y si臋 dwa r贸偶ne oblicza dw贸ch obcych sobie miast. Wszystkie okrutne, ale przesycone czym艣 niezwyk艂ym, magicznym. Dzi臋ki temu ca艂e to miejsce nabiera smaku, w jakim s膮 postacie. I tym samym jakby pokazuje jak nie pasuj膮 do tego otoczenia.

Kolejny zachwyt nad wcze艣niejsz膮 scen膮, kr贸tk膮, ale mi a偶 dreszcz przeszed艂 po plecach. M贸wi臋 o tym jak Kekhart i Takhir siedzieli razem na wzniesieniu i patrzyli na miasto. Par臋 wymienionych zda艅, ale tyle emocji si臋 czu艂o. Taki dziwny ten zwi膮zek, tak inny, ale mocny w zaufaniu, w tym co razem prze偶yli, bo razem tworz膮 histori臋. Troch臋 mi to przypomina B臋karta i B艂azna z ''Skrytob贸jca''. Jeden bez drugiego nie mog膮 istnie膰, bo razem maj膮 tak膮 si艂臋 aby zmienia膰 dzieje 艣wiata. Samo wyznanie musze przyzna膰, 偶e by艂o dla mnie udane, zwa偶ywszy na fakt, 偶e ma艂o jest o ich uczuciu. Ale dla mnie to by艂o wr臋cz oczywiste. Szkoda, 偶e jak na razie musieli si臋 rozsta膰, ale to pewnie jeszcze bardziej ich umocni.

Kolejny zachwyt nad ciemn膮 elfk膮! Oczy mi 艣wiec膮 jak widz臋 w opowiadaniach pr贸by nadania nowych cech ju偶 czemu艣 co istnieje. I tu wysz艂o moim zdaniem pi臋knie. Jak dla mnie elfka jest tak egzotyczna, niezwyk艂a, 偶e a偶 czuje ni膮 fascynacj臋. Wiem, dziwnie to brzmi, ale uwielbiam takie niespodzianki. Bo w ko艅cu nikt si臋 nie spodziewa艂, 偶e nagle oni co艣 znajd膮 w tej cytadeli.

Co tu jeszcze mamy...ach Rijesh smiley Ja go MUSZ臉 narysowa膰. Jest dla mnie taki majestatyczny <3 An on m贸g艂by by膰 ojcem Luaia xD Hahaha bo ja wyczuwam zgodno艣膰 charakteru xP D膮偶enie do czego艣 z ogromn膮 si艂膮, wed艂ug konkretnych zasad, zgodnie ze swoim duchem. Nie odwracanie sie od niczego.

I! Na pewno narysuje wcze艣niej wymienion膮 scen臋 z Kekhartem i Takhirem. Czytaj膮c to mia艂am ju偶 w g艂owie wizj臋, a taki impuls jest u mnie bardzo silny i nie odst臋puje na krok.

Tyle moja droga <3 Jak sko艅czysz to opowiadanie, to ja b臋d臋 Ci臋 m臋czy膰 aby艣 to wyda艂a, bo chce mie膰 to na p贸艂ce!

Ach zapomnia艂am napisa膰 o moich jako takich domys艂ach. Nieco mnie zmrozi艂o, jak sobie przypomnia艂am wizj臋 Kekharta jak trzyma cia艂o ukochanej osoby i ja si臋 boj臋, 偶e b臋dzie to szaman smiley Mo偶e nie jest to a偶 tak pewne, ,mo偶e w艂a艣nie uczyni艂a艣 sprytny zabieg, aby w艂a艣nie tak czytelnik my艣la艂, ale ja innej osoby nie widz臋.
Co do Murada to czuj臋, 偶e to on b臋dzie pocz膮tkiem czego艣 z艂ego, a co nam zwiastujesz smiley Nie lubi臋 go. I jeszcze co do tego wspomn臋, 偶e bardzo mi si臋 podoba艂o jak jasno odgrodzi艂a艣 czym kieruj膮 si臋 zwerbowani zb贸jcy, a 偶o艂nierze. Jaki to absurd, jak wojna wszystkich wyr贸wnuje. Jednak wida膰 czym kto si臋 kieruje.

Tyle kochana smiley Wybacz, 偶e tak nieregularnie komentuje smiley Postaram si臋 poprawi膰!
An-Nah dnia luty 27 2012 20:53:58
Rijesh jako ojciec Luaia? O wow, ciekawe XD ale charakterystyka jego twoja jest bardzo, bardzo trafna smiley I tak, jest majestatyczny. I tak chc臋 jego rysunek twojego autorstwa (w og贸le b臋d臋 zbiera膰 jego rysunki a potem wykorzystywa膰 je jako materia艂 reklamowy jak ju偶 "Je艅cy" do wydawnictwa p贸jd膮 smiley
A nad opublikowaniem "Dzieci boga granic" w formie drukowanej te偶 my艣l臋, kiedy艣 do tego pewnie dojdzie, z paroma opowiadaniami do towarzystwa smiley

Ciesz臋 si臋, 偶e si臋 czarna elfka podoba smiley Ciekawa by艂am twojej reakcji na ni膮, bo wiem, 偶e lubisz drowy, a moje czarne elfy s膮 drowami inspirowane, ale mocno od drow贸w odesz艂am. Tej elfki tu malutko b臋dzie, ale w "Je艅cach" ma swoj膮 rol臋 i trzeba by艂o opisa膰 scen臋, do kt贸rej tam by艂o tylko odwo艂anie smiley

No i oczywi艣cie ciesz臋 si臋 z tego, 偶e widzisz niuanse i w zwi膮zku, i kulturowe... a co do domys艂贸w... cicho b臋d臋 - poza jednym. Tak, Murad jest po to, 偶eby narobi膰 problem贸w.

Motyw przej臋cia w艂adzy jako ma艂偶e艅stwa bardzo powszechny w tym 艣wiecie. Taki uroczy elfi zwyczaj, kt贸ry inne ludy interpretuj膮 po swojemu smiley
kkohaku dnia luty 27 2012 22:48:59
Ha! I dlatego Luai tak mi przypomina Rijesh'a w swych dzia艂aniach. Tylko pozycj膮 si臋 r贸偶ni膮 i nieco wygl膮dem. Chocia偶 obaj czerwone w艂osy. Tw贸j nie ma nosa, a m贸j brwi xP

Ca艂y, gruby tom wszystkich opowiada艅 smiley Taka cegie艂ka by艂a by mile widziana w moim pokoju smiley

A wiesz, 偶e jako艣 ta elfka nie skojarzy艂a mi si臋 z drowami? Zobaczy艂am j膮 zupe艂nie inaczej w swojej g艂owie. Ale je艣li jest tak jak m贸wisz, to me serce si臋 raduje smiley M贸j sentyment do nich jest wielki <3 dzi臋kuje smiley Malutko elfki b臋dzie? Uuu a ja my艣la艂am, 偶e skoro sie pojawi艂a, to i jakie艣 znaczenie ma dla fabu艂y. Powiem szczerze, 偶e nawet pomy艣la艂am o romansie mi臋dzy ni膮, a Rijesh xD Nie, ja nic nie mam przeciwko parom hetero w opowiadaniach z gatunku m/m. Ka偶da mi艂o艣c jest mile widziana, a zw艂aszcza ta psychiczna, nie koniecznie fizyczna.

Murad, przystojniak, ale g艂upi xD W sumie idealny materia艂 na konflikt, zw艂aszcza jak bije od niego taka pewno艣膰 siebie. Hmm... ja tu znowu mam dziwne my艣li, bo czuj臋, 偶e on zrobi krzywd臋 miesza艅cowi...Za to jak go pobi艂. I jedno s艂ow, kt贸re okre艣la jeden, okrutny czyn przychodzi mi do g艂owy. Wspomnia艂a艣 o nim w naszej rozmowie na gg xD Jestem ciekawa czy to b臋dzie to.
An-Nah dnia luty 27 2012 22:58:15
Ona ma znaczenie, ale w "Je艅cach", tu si臋 przewinie w tle... no jest mi臋dzy nimi co艣 na kszta艂t psychicznej mi艂o艣ci...

Co do Murada milcz臋 smiley
Demon Lionka dnia luty 28 2012 22:44:55
Przeczyta艂aaaam :3 Z lekkim op贸藕nieniem, ale jestem na stanowisku i zostawiam komentarz smiley
Podoba艂o mi si臋 jak zwykle bardzo, bardzo smiley Takiego eposu jak Kohaku raczej nie napisz臋, to napisz臋 po prostu, co podoba艂o mi si臋 bardziej, ni偶 reszta, i co zas艂uguje tym samym na wyszczeg贸lnienie smiley
Podoba艂a mi si臋 scena spotkania Kekharta i Vardana smiley To, jak 偶aden z nich nie wiedzia艂, jak si臋 zachowa膰 w relacji sam na sam smiley Ko艅cowa scena tego spotkania - prze艣liczna smiley
Wszystkie legendy i opowie艣ci cudowne, to pokazuje, 偶e ten 艣wiat ma swoje historie, ma swoje mity, ma co艣, w co wierzy smiley I to, jak przenikaj膮 si臋 systemy wierze艅 smiley Podoba艂 mi si臋 opis popadaj膮cych w coraz wi臋kszy samozachwyt cesarzy - tak bardzo rzymskich w swoim zachowaniu i szale艅stwie smiley Podoba艂a mi si臋 legenda o elfiej ksi臋偶niczce i o zem艣cie elf贸w smiley Zdecydowanie lubi臋 Twoje elfy (bo ja w og贸le lubi臋 elfy! smiley) i ciesz臋 si臋, 偶e z jednym (w艂a艣ciwie jedn膮 ;3) z nich b臋dziemy mie膰 wi臋cej do czynienia :3 Jestem ciekawa, sk膮d pochodzi ta ciemnosk贸ra elfia czarodziejka i czemu Rijesh tak bardzo si臋 ni膮 zachwyci艂, bo pewnie chodzi mu o co艣 wi臋cej, ni偶 tylko oryginaln膮 egzotyk臋 tej pani smiley
Podobaj膮 mi si臋 te偶 dobrze pokazane mechanizmy przejmowania w艂adzy w mie艣cie, kapitulacje, obl臋偶enia... Wszystko jest takie realne, sensowne i logiczne smiley
Podobaj膮 mi si臋 te偶 opisy zachowa艅 nieboskiej Kekhartowej dru偶yny marze艅 X3 Ich post臋pk贸w w wi臋kszo艣ci zdecydowanie nie popieram (dziewczyna, kt贸ra zabi艂a ksi臋cia, emanuje t臋p膮 bezmy艣lno艣ci膮 i but膮, cho膰 zastanawiam si臋, czy by艂aby taka odwa偶na z wyszczekiwaniem, co my艣li o Rijeshu, gdyby on sta艂 tu偶 przed ni膮 X3), ani bezsensownego zabijania, ani pomys艂贸w nekrofilopodobnych, ale podoba mi si臋 spos贸b, w jaki pokazujesz ich degeneracj臋 i w艂a艣nie taki, kompletnie zdegenerowany spos贸b my艣lenia smiley Czasami wsp贸艂czuj臋 Kekhartowi i reszcie, 偶e s膮 skazani na towarzystwo takich kreatur X3
I podoba mi si臋 艣piewak smiley Postacie bard贸w, skald贸w i 艣piewak贸w bardzo cz臋sto s膮 bardzo niezwyk艂e i czekam, co zaprezentuje Tw贸j smiley Bo 偶e talent do poezji ma, to wida膰 - piosenk臋 za艣piewa艂 prze艣liczn膮 smiley
An-Nah dnia luty 29 2012 11:05:20
Hehe, te偶 lubi臋 moje elfy. Wredne, aroganckie paskudy smiley Kiedy艣 prawie uleg艂am "modzie" na nielubienie elf贸w, ale mi na szcz臋艣cie przesz艂o.
Czarna elfka czarodziejk膮 nie jest, Dallejczycy nazywaj膮 j膮 wied藕m膮 z prostego powodu: jej lud jest tak owiany legendami, 偶e przypisuje mu si臋 czarn膮 magi臋. Co zreszt膮 do艣膰 typowe jest: pakty z si艂ami ciemno艣ci przypisywane temu, kto jest obcy i kogo si臋 nie rozumie. W tym 艣wietle Rijesh i ta kobieta s膮 dobranym duetem smiley

I jak by艂am ciekawa reakcji Kkohaku na czarn膮 elfk臋, tak by艂am te偶 ciekawa twojej na skalda, bo wprowadza nam drobne motywy nordyckie smiley

Murad i jego grupa to kanalie bez sumienia. I nawet si臋 nie zastanawiaj膮 nad tym, jacy s膮 odra偶aj膮cy - to co ich obchodzi to w艂asna korzy艣膰. I tak, przed Rijeshem nie byliby a偶 tak pewni siebie. To typy, kt贸re s膮 pewne siebie, kiedy nic im nie grozi bezpo艣rednio.
An-Nah dnia luty 29 2012 11:07:46
A poza tym historia o porwanej kobiecie jest dla tego 艣wiata paradygmatyczna i ma wiele wersji tak w mitach, jak i w rzeczywisto艣ci.
mielka dnia marzec 02 2012 00:53:45
nie mog臋 si臋 doczeka膰 tego... braku kwiatk贸w. mimo to mam nadziej臋, 偶e te sympatyczniejsze w膮tki jeszcze powr贸c膮.
zaskoczy艂 mnie jeszcze umiarkowany talent przyw贸dczy Kekharta. jako艣 spodziewa艂am si臋, 偶e lepiej sobie poradzi, ale z drugiej strony takie rzeczy dodaj膮 mu realno艣ci smiley
powodzenia i czekam na ci膮g dalszy
An-Nah dnia marzec 02 2012 07:14:46
Dzi臋kuj臋 za komentarz smiley Mi艂o, jak si臋 czytelnicy aktywuj膮 smiley
Ome dnia marzec 13 2012 21:49:25
Spotkanie Kekharta z Vardanem mocno mnie poruszy艂o - szczeg贸lnie postawa i zachowanike samego Vardana. Kekhart to Kekhart, on ju偶 jest przyzwyczajony do wychodzenia poza zasady plemienne i wy艂amywanie si臋 - w ko艅cu od pewnego momentu ca艂a jego egzystencja sta艂a si臋 wy艂amywaniem si臋 - ale dla Vardana to musia艂o by膰 co艣 ca艂kowicie nowego - co艣 pomi臋dzy niesamowitym aktem wolno艣ci i niezale偶no艣ci umys艂owej a odsuni臋ciem na bok wszystkiego, co nauczono go uwa偶a膰 za w艂a艣ciwe. I ile realistycznego, wzruszaj膮cego b贸lu w tych jego pytaniach - i ile prawdziwo艣ci, i ile nowego 艣wiat艂a, nowego spojrzenia, z punktu widzenia Vardana w艂a艣nie, na t臋 dawn膮 przyja藕艅.
Poruszy艂y mnie szczerze te s艂owa o braku - przecie偶 obustronnym.

Ta Czarna Elfka, od razu j膮 rozpozna艂am! Ten kr贸tki epizod w pa艂acu rozja艣ni艂 mi pewne elementy z pierwszego momentu, gdy pojawia si臋 ona w "Je艅cach". Fascynuj膮ce, dlaczego Rijesh tak si臋 ni膮 zainteresowa艂 - i sk膮d zna jej j臋zyk.
Na marginesie, pi臋knie pokazujesz - i tu, i we wcze艣niejszych rozdzia艂ach, ale tu wyj膮tkowo mocno - t臋 ludzk膮 (orcz膮, elfi膮, ka偶d膮) g艂upot臋 - albo raczej to ograniczenie, kt贸re sprawia, 偶e temu, czego nie znamy, przypisujemy wszystko, co najgorsze, czego si臋 boimy, czym si臋 brzydzimy i czym 艂atwo nam gardzi膰; przypisujemy to wszystko tym, o kt贸rych niczego nie wiemy - i to pozwala nam z ca艂ych si艂, z czystym sumieniem i w poczuciu pe艂ni swego prawa tych obcych nienawidzi膰.
Niesamowicie si臋 ogl膮da efekty tego ograniczenia w dziejach Twojego 艣wiata.

Morderczyni ksi臋cia to rzeczywi艣cie t臋pa maszynka do zabijania. Podoba mi si臋 natomiast to, jak pokazujesz przeciwnik贸w Rijesha r11; maj膮 sw贸j honor, poczucie godno艣ci, wol膮 zgin膮膰 w walce lub pope艂ni膰 honorowe samob贸jstwo, ni偶 dosta膰 si臋 w r臋ce wrog贸w.
Sam opis walki oddzia艂u Kekharta w pa艂acu - bardzo plastyczny. Ty mnie potrafisz przekona膰 nie tylko do fantasy, ale i do scen walk smiley

Intryguje mnie pie艣艅 kalekiego m臋偶czyzny. Obracam j膮 sobie czytelniczo na r贸偶ne strony i staram si臋 interpretowa膰. Nie mog臋 odp臋dzi膰 my艣li, 偶e W艂adca Morku to Rijesh we w艂asnej osobie r11; kt贸ry najpierw wykorzysta smoki, ludzi, orki i elfy (i krasnoludy?), by podbi膰 jak najwi臋ksz膮 przestrze艅 - a potem zaprowadzi zupe艂nie nowe rz膮dy. Jednoosobowe. W艂asne. Rijesh niczym Wielki W膮偶, kt贸rego ma by膰 wys艂annikiem - po偶re, poch艂onie, unicestwi wszystko.
Nie wiem, czy bardziej si臋 ba膰, czy niecierpliwie wyczekiwa膰 tego wszystkiego - oraz tych zapowiadanych dw贸ch paskudnych rozdzia艂贸w.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

ietne! ietne! 100% [3 G硂s體]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [痑dnych g硂s體]
Dobre Dobre 0% [痑dnych g硂s體]
Przeci阾ne Przeci阾ne 0% [痑dnych g硂s體]
S砤be S砤be 0% [痑dnych g硂s體]
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum