The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 16 2019 03:03:23   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Kocia miłość 3
Przerażony pobiegłem w stronę najbliższych krzaków i schowałem się w nich, tak żeby mnie nikt nie znalazł. Siedziałem tam nie wiem jak długo, głodny i zmarznięty. Nagle usłyszałem głos mojego pana jak mnie wołał:
- Kamil, kici, kici!
Ucieszyłem się i już chciałem do niego pobiec, ale przypomniałem sobie jak wyglądam i nie ruszyłem się z miejsca. Nagle usłyszałem jak ktoś staje obok mojej kryjówki. Przerażony wstrzymałem oddech . I nagle zobaczyłem mojego pana! Tak się przeraziłem, że aż cofnąłem się i chciałem uciekać, ale te cholerne ludzkie łapki odmówiły mi posłuszeństwa.
- Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy – powiedział do mnie mój pan. Miał taki miły i spokojny głos. – Szukam mojego kota. Może go widziałeś? Mały, czarny, z białym koniuszkiem ogonka i białymi skarpetkami. Ma na imię Kamil.
Mój pan mnie szukał. Co miałem robić? Przecież nie mogłem mu powiedzieć, że to ja. Nie uwierzyłby mi. Siedziałem więc i przerażony wpatrywałem się w niego.
- A tak w ogóle kim ty jesteś? – zapytał mój pan. – I dlaczego jesteś goły?
No tak, przecież ludzie nie mają futerka, muszą zakładać ubrania. Otworzyłem pyszczek, żeby coś powiedzieć.
- Miau.
Ups. Zupełnie o tym zapomniałem. Tak byłem zajęty poznawaniem mojego nowego ciała, że zupełnie zapomniałem o mówieniu. Popatrzyłem zrozpaczony na mojego pana, a moje oczy zrobiły się nagle dziwnie mokre. Po chwili nic nie widziałem, przez tą wodę płynącą z oczu, która nie chciała przestać i leciała i leciała. Teraz już wiem jak się czuł mój pan kiedy był smutny i ta woda nazywana łzami wypływała z jego oczu.
- Nie płacz. Nie chciałem cię przestraszyć. Jeżeli nie wiesz kim jesteś, to w porządku – powiedział mój pan i uśmiechnął się tak ciepło. – Na pewno sobie w końcu przypomnisz. A na razie może pójdziesz do mnie? Nie możesz tu tak siedzieć. Jeszcze się przeziębisz, albo policja cię zgarnie.
Szczerze mówiąc niewiele z tego zrozumiałem. Z wyjątkiem jednego: mój pan wcale nie był na mnie zły i chciał mnie zabrać z powrotem do domu. Ucieszyłem się. Rzuciłem się w stronę mojego pana i przytuliłem się do niego, a on pogłaskał mnie po głowie i powiedział:
- Już wszystko w porządku. – A głos miał spokojny i miły jak zawsze. – Ale zanim stąd wyjdziemy, musimy cię ubrać, żeby ktoś nie posądził cię o sianie zgorszenia.
Znowu nie zrozumiałem, co mówi mój pan, ale za to zrozumiałem jak zdjął swoją koszulkę i założył na mnie. Wiedziałem, że mnie kocha! Nawet teraz dbał o to żeby było mi ciepło. Potem ostrożnie, trzymając mnie za łapkę pomógł wyjść z krzaków. Kiedy wyszedłem, chciałem stanąć na dwóch łapkach tak jak mój pan, ale nie udało mi się. Znowu się przewróciłem, co było całkiem zrozumiałe biorąc pod uwagę, że jeszcze nie zdążyłem się tego do końca nauczyć. Widząc to mój pan wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Byłem taki szczęśliwy, ze zaraz pobiegłem do swojego kocyka. Mój pan popatrzył na mnie zdziwiony i powiedział:
- Nie możesz tam leżeć, to legowisko mojego kota.
Dlaczego nie mogę? Przecież ten mięciutki kocyk jest mój! Próbowałem to powiedzieć mojemu panu, ale tylko otworzyłem pyszczek i nic nie mogłem powiedzieć. Przeraziłem się tak bardzo, że odruchowo przytuliłem się do mojego pana. Ten tylko westchnął i znowu pogłaskał mnie po głowie.
- Biedactwo, nawet mówić nie możesz. I co ja mam z tobą zrobić? Chyba najpierw cię umyjemy, jesteś strasznie brudny.
Brudny? Nie może być! Muszę się umyć! Zacząłem się wylizywać, ale mój pan mi to uniemożliwił.
- Ej, co ty robisz? Zachowujesz się zupełnie jak kot. Ludzie się tak nie myją.
To normalne, że zachowuję się jak kot. Przecież jestem kotem.
- Chodź, umyjemy cię.
I zabrał mnie do łazienki. Bardzo lubię tam spać, zwłaszcza zaraz po tym jak mój pan stamtąd wychodzi. Jest tam wtedy tak ciepło. No i zawsze mogę pospać na rzeczach mojego pana. Bo ja strasznie lubię spać na rzeczach mojego pana, bo one tak pachną moim panem, a ja strasznie kocham mojego pana. Więc pan zabrał mnie do łazienki i odkręcił wodę. Przestraszyłem się i chciałem uciec. Bo ja nie lubię wody. Ale niestety nie udało mi się uciec. Mój pan mnie złapał i przytrzymał mocno.
- Nie uciekaj. To tylko woda. Nie zrobi ci krzywdy.
A właśnie, że zrobi! Przecież koty nie cierpią wody! JA nie cierpię wody! Szarpałem się i wyrywałem ale mój pan był i tak silniejszy i w końcu wsadził mnie do tej wanny. A to wszystko przez to, że to moje ludzkie ciało nie chce mnie słuchać tak jakbym chciał. To znaczy słucha się mnie, ale dopiero wtedy jak się bardzo skupię. No, ale wtedy nie mogłem się skupić, no i przez to nie mogłem uciec i w końcu wylądowałem w wannie. Nie lubię wanny. Jest strasznie śliska, łapki mi się w niej rozjeżdżają i przez to nie mogę z niej wyjść. No i jeszcze ta woda. Leciała do wanny i leciała. Chciałem uciec, ale nie mogłem, tylko się ślizgałem, a woda coraz bardziej mnie moczyła. Patrzyłem przerażony na mojego pana, a on cały czas powtarzał:
- Nie bój się, to tylko woda. Widzisz? Nic się nie dzieje.
Ale ja i tak wiedziałem lepiej! Wyrywałem się i szarpałem bijąc tą ohydną wodę, ale mój pan trzymał mnie tak, że nie mogłem nic zrobić. W końcu się zmęczyłem. Mój pan chyba też, bo wyglądał bardzo dziwnie. I chyba był na mnie zły, bo miał taką groźną minę.
- Nie rozumiem czemu tak się wyrywasz – powiedział mój pan patrząc na mnie. Zawsze kiedy tak na mnie patrzył to zaraz potem, albo krzyczał „ nie wolno”, albo bił mnie ścierką. Nie chciałem żeby znowu bił mnie ścierką, więc skuliłem się i popatrzyłem smutno na mojego pana. No i chyba przestał się na mnie już gniewać, bo już nie miał takiej groźnej miny.
- I co ja mam z tobą zrobić? Przecież musisz się umyć. Chyba nie ma wyjścia. I tak już jestem cały mokry – i wtedy mój pan zdjął to wszystko co nazywa ubraniem, zostawiając tylko bieliznę i wszedł do wanny. Byłem strasznie szczęśliwy. Tylko dlaczego wszedł za moimi plecami? Przecież tak nie mogę go widzieć! Chciałem się odwrócić, ale pan chyba znowu był niezadowolony bo powiedział gniewnie:
- Nie wierć się, bo inaczej nie dam rady cię umyć.
I złapał mnie tak, że nie mogłem się w ogóle ruszać. To strasznie bolało, ale w sumie nie było takie złe, bo jak pan mnie złapał to mogłem się do niego przytulić i czuć jego zapach. Byłem strasznie szczęśliwy i nawet już nie miało znaczenia, że ta wstrętna woda jest wszędzie wokół mnie. Przytulałem się więc i cichutko mruczałem ze szczęścia. A mój pan obejmował mnie i głaskał po głowie. Czego więcej mogłem chcieć? Jednak w pewnym momencie mój pan powiedział:
- No dobra, wystarczy już tego. Mam nadzieję, że już się uspokoiłeś wystarczająco, ale niestety musimy cię w końcu umyć.
I zanim się zorientowałem, mój pan wylał mi na głowę jakąś dziwną, śmierdzącą wodę i zaczął wcierać mi ją w futerko. A potem wziął wodę z takiego dziwnego urządzenia i polał nią moją głowę, tak, że ta śmierdząca dziwna woda zaczęła zlatywać ze mnie. Spróbowałem jej, ale była niedobra, bardzo niedobra. No i wlała mi się do oczek. A to strasznie bolało. Próbowałem wytrzeć tą wodę łapkami, ale jak tylko wytarłem, to zaraz pojawiała się nowa. Zacząłem płakać i wyrywać się, ale mój pan nie zwracał na to uwagi, tylko lał tą wodę i lał. W końcu przestał. Myślałem, że to już koniec i zaraz zabierze mnie z tej wody, ale nie. Zaczął wcierać coś dziwnego w moje łapki, brzuszek i plecki. I to też brzydko pachniało. Pierwszy raz widziałem coś takiego. Zaciekawiony polizałem to i przeraziłem się, to było straszne!! Prychałem i czyściłem języczek łapkami, ale nie mogłem pozbyć się tego ohydnego smaku. Na koniec mój pan znowu wziął to dziwne urządzenie i znowu wylał na mnie wodę. Ale ta woda nie była śmierdząca i smakowała tak samo jak ta z miseczki. Więc chciałem się jej napić. Otwierałem pyszczek łapiąc ta wodę, a mój pan śmiał się ze mnie. A niech się śmieje, przynajmniej już nie czułem na języczku tego ohydnego smaku. W końcu mój pan zabrał tą dobrą wodę i powiedział:
- Już wystarczy, jesteś wystarczająco czysty. Teraz cię wytrzemy.
Mój pan wyszedł z wanny i pomógł mi też wyjść. Potem wziął taki duży mięciutki kocyk i zaczął mnie wycierać. Kiedy już skończył założył na mnie mięciutki i milutki kocyk nazywany przez niego szlafrokiem i zaniósł mnie do sypialni. Bo oczywiście moje łapki odmawiały mi posłuszeństwa. Będę jeszcze musiał poćwiczyć żeby chodzić na nich tak samo jak mój pan.
- A teraz leż grzecznie i czekaj na mnie. Muszę się wytrzeć i posprzątać łazienkę. Strasznie nachlapałeś – powiedział mój pan i wyszedł. Przestraszyłem się. Nie wiedziałem co robić. Leżałem cichutko, a mój pan nie przychodził i nie przychodził. A mnie zaczęło burczeć w brzuszku. Postanowiłem pójść coś zjeść. Próbowałem trochę na dwóch łapkach i nawet mi się udało nie przewrócić. Jakoś dotarłem do mojej miseczki. Było w niej dużo mięska. Zacząłem jeść. Nagle przestraszyłem się, bo usłyszałem tuż nad sobą głos mojego pana. Zły głos.
- Co ty robisz?! To jedzenie dla kota, nie dla ludzi! Chodź. Jeżeli jesteś głodny to ci coś zrobię.
I odciągnął mnie od miseczki. Szarpałem się, ale mój pan nie chciał mnie puścić. Zaciągnął mnie do kuchni i posadził przy stole.
- Siedź i nie ruszaj się, zaraz zrobię ci parę kanapek.
Nie wiem co to jest „kanapek”, ale pozostałe zrozumiałem i chociaż bardzo chciało mi się jeść siedziałem i czekałem. W końcu mój pan postawił przede mną jakąś dziwną miseczkę.
- Jedz.
A więc to jest jedzenie? Ostrożnie powąchałem, pachniało nawet całkiem nieźle. Polizałem ostrożnie, smakowało całkiem nieźle. Wiec zacząłem jeść to dziwne ludzkie jedzenie, ale znowu nie mogłem skończyć, bo mój pan zabrał mi je i powiedział:
- Co ty wyprawiasz? Człowiek tak nie je. Zachowujesz się zupełnie jakbyś myślał, że jesteś kotem. Nie możesz tak. Musisz jeść jak człowiek. Daj rękę.
Popatrzyłem zdumiony na n mojego pana. Nie wiedziałem o co mu chodzi. Wtedy on złapał mnie za łapkę i pokazując mi ją powiedział:
- To jest ręka.
A więc tak ludzie mówią na swoje łapki? Ręka? Może być, mnie to nie przeszkadza. Następnie mój pan włożył mi do tej ręki trochę jedzonka z tej dziwnej miseczki i powiedział:
- A teraz to wszystko do buzi i gryźć - podniósł moją rękę do mojego pyszczka. Posłusznie ugryzłem kawałek. Było nawet dobre. Kiedy już wszystko zjadłem, mój pan mi włożył do ręki kolejny kawałek jedzenia i tak aż do momentu aż mój brzuszek był pełny. I niestety pęcherz też. Szybko podbiegłem do kuwetki, ale okazało się, że mam problem, bo się w niej nie mieściłem. Była strasznie mała i jak bym do niej nie wchodził to mi nie wychodziło. No i na dodatek mój pan się na mnie znowu zezłościł. Nie rozumiałem dlaczego. Przecież grzecznie poszedłem do kuwetki. A on tylko dziwnie na mnie popatrzył i krzyknął:
- Człowieku, co ty robisz! To kocia kuweta! Rety, ty naprawdę myślisz, że jesteś kotem. W co ja się wpakowałem. Ty chyba uciekłeś z jakiegoś psychiatryka. Trzeba będzie się zorientować z którego. Ale najpierw trzeba cię nauczyć jak sikać. Nie chcę żebyś mi wszystko obsikał. Chodź.
No i pociągnął mnie do tego dziwnego małego pokoju do którego czasem chodził. Chwilę tam siedział, czasami dłużej, a czasami krócej i szybko wychodził. Strasznie byłem ciekawy co to za pokój, ale nigdy nie chciał mnie tam wpuścić. Teraz mogłem tam wejść. Byłbym strasznie podniecony tym gdyby nie fakt, że myślałem tylko o tym jak bardzo chciało mi się siusiu, a mój pan nie chciał mnie puścić do kuwetki. Więc weszliśmy do tego małego pokoju. Był w nim tylko jakiś dziwny mebel. Mój pan stanął za moimi plecami i wziął do ręki mój mały ogonek. To znaczy ten malutki, który wyglądał zupełnie jak ten, który miał mój pan. Zdziwiłem się bardzo, bo ten mój ogonek był całkiem duży jakby chciał się ze mną pobawić. Ale mój pan mi na to nie pozwolił. Wziął moją rękę i kazał trzymać ten ogonek. A żeby mieć pewność, że dobrze go trzymam, to sam też go trzymał. Znaczy, że jednak chce się z nim pobawić. Tylko jak? Nie wiedziałem o co chodzi mojemu panu, więc stałem i patrzyłem na ten mój dziwny ogonek. Ale nie mogłem się skupić ani na tym moim małym ogonku, ani na niczym innym bo pęcherz coraz mocniej dawał o sobie znać. No i w końcu nie wytrzymałem. Nie wiem jak to się stało, ale nagle z tego mojego małego śmiesznego ogonka poleciała dziwna woda i spadała na ten dziwny mebel stojący w tym małym ciasnym pokoju. Czułem ulgę, mój pęcherz siedział już cicho. Wtedy zrozumiałem, że ta dziwna woda uciekająca z mojego małego ogonka to mocz. Chociaż trochę mnie to zmyliło, bo nie pachniał zupełnie tak samo jak wtedy, gdy załatwiałem się do kuwetki. Doszedłem też do wniosku, że skoro to jest mocz, to znaczy, że ten mały dziwny ogonek to jednak nie ogonek, a siusiaczek, tylko taki trochę inny od tego, którego miałem wcześniej. Kiedy już skończyliśmy siusiać mój pan zaprowadził mnie do łazienki i znowu odkręcił wodę. Przestraszyłem się i chciałem uciec, ale mój pan mi nie pozwolił. Na szczęście okazało się, że nie chce mnie znowu wsadzać do wanny, a tylko umyć moje łapki. Znaczy ręce. A myjąc je tłumaczył mi cierpliwie:
- Jak wychodzisz z ubikacji, to musisz umyć ręce. Rozumiesz?
To akurat zrozumiałem. Za każdym razem jak będę chciał siusiu to mam iść do tego małego i ciasnego pokoju nazywanego przez pana ubikacją, wysiusiać się a potem przyjść do łazienki i umyć łapki. Chociaż nie rozumiałem tego. Przecież wcześniej jak chciałem się umyć to wystarczyło, że parę razy przejechałem języczkiem po futerku i wszystko było w porządku. Teraz tego nie mogłem. Dlaczego? Jednak nie chcąc znowu rozgniewać pana pokiwałem głową. To go ucieszyło. Nawet się uśmiechnął. Znowu poszliśmy do sypialni. Tym razem posadził mnie na łóżku i zaczął bawić się w szafie. Ja też chcę! Podbiegłem do szafy i próbowałem wejść do niej, ale mój pan znowu na mnie nakrzyczał i powiedział:
- Siedź spokojnie, bo inaczej nie znajdę dla ciebie żadnych ubrań.
Więc usiadłem naburmuszony i czekałem, aż pan przestanie się bawić. No i w końcu przestał. Trzymał w ręce to coś zwane ubraniem. Wyciągnął ją w moją stronę i powiedział:
- Przymierz to. Powinno na ciebie pasować.
Popatrzyłem na mojego pana zdziwiony. Co ja niby mam z tym zrobić? Mój pan tylko ciężko westchnął.
- Ty nawet ubrać się nie potrafisz. Ale się wkopałem…
No i zaczął mnie ubierać. Oczywiście opierałem się jak tylko mogłem. Doskonale pamiętam jak to było kiedy ludzkie szczenię ubierało mnie w różne dziwaczne rzeczy. To była katorga! No i teraz mój pan robił dokładnie to samo. Więc się broniłem. I nawet całkiem całkiem mi to szło. Okazuje się, że jednak te ludzkie łapki wcale ni są takie złe. Okazało się, że teraz jestem o wiele silniejszy niż przedtem, a te ludzkie łapki są wystarczająco długie żeby uniemożliwić mojemu panu ubranie mnie. Chociaż nie spodobało się to wcale mojemu panu. Widać było że jest na mnie zły. Kiedy już zrezygnował z ubierania mnie powiedział:
- Aleś ty uparty. – Widać było, że mój pan nie jest zbytnio zadowolony. – Nie rozumiem, czemu tak się rzucasz, przecież to tylko ubranie. Przecież nie możesz cały czas chodzić w szlafroku.
Popatrzyłem na niego zdumiony. Dlaczego tak bardzo chce żebym ubrał te dziwne rzeczy? Widocznie mój pan doszedł nagle do wniosku, że jednak nie są mi potrzebne, bo powiedział:
- No dobra, jak nie chcesz to nie zakładaj. Przynajmniej na razie. I nie ściągaj szlafroka, dobrze?
Na to mogłem się zgodzić, więc pokiwałem twierdząco głową. Widać było jak mój pan odetchnął z ulgą.
- No, to chociaż tyle – mruknął mój pan. – Może mi jeszcze powiesz co ja mam teraz z tobą zrobić?
Popatrzyłem zdziwiony na mojego pana. On tylko westchnął i powiedział:
- To co chcesz teraz robić?
Szczerze mówiąc, jedyne o czym teraz myślałem to był sen. Tak byłem tym wszystkim zmęczony i strasznie skołowany, że marzyłem tylko o tym, żeby zamknąć oczka i zapaść w sen. Na potwierdzenie tego mój ludzki pyszczek sam się otworzył i ziewnąłem. Na szczęście mój pan zrozumiał to bardzo dobrze, bo powiedział:
- Jeżeli jesteś zmęczony to możesz się położyć na moim łóżku, a ja przez ten czas pomyślę, co z tobą zrobić.
Hura! Mój pan pozwolił mi spać na swoim łóżku! Byłem strasznie wniebowzięty. Położyłem się, a mój pan przykrył mnie tym swoim kocykiem i wyszedł z sypialni. Zamknął za sobą drzwi, ale mi to nie przeszkadzało. Byłem tak szczęśliwy, że mogłem wdychać zapach mojego pana, że nic więcej mnie nie interesowało.


CDN














Komentarze
Lajla dnia padziernik 29 2011 14:51:41
Już wyobrażam sobie ile problemów przysporzy Kamili swojemu panu. Pan musi uzbroić się w cierpliwość, i to z nadmiarem. Ciekawi mnie kiedy się domyśli, że ma Kamila w postaci człowieka a nie kota.
Wyczekuje z utęsknieniem kolejnego rozdziału.
Floo dnia padziernik 29 2011 21:28:13
O jeeej! Najpierw kąpiel, portem ubranie... biedny Kamil! i zabrali mu jego kocyk, i miseczki, i kuwetkę, biedactwoooo! Nic dziwnego że po tylu traumach padł zmęczony.
Ja się zastanawiam, czy Pan, jakoś podświadomie, czuje że to jest jego Kamil, bo jak już się nim zajął, to zaprzestał poszukiwań kotka XD.
Musze złożyć reklamacje do "pierwszej gwiazdki", moich zwierzaków nigdy nie zamieniła w ludzi, mimo że ją o to prosiłam!
Justine123450 dnia padziernik 30 2011 09:04:08
...Brak mi słów! xD Humor mi się poprawił, bo było kilka momentów gdzie myślałam, że zginę! Brak mi słów, choć rozdział, bardzo mi się podobał, a niech ten jego pan, zauważy, że to on jest tym kotkiem! smiley Oj, biedny kiciek, wykąpał go! xD
CZEKAM NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ I ŻYCZĘ WENY! smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [3 Gosw]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum