The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Maj 27 2018 21:41:56   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
In the shell 5



Rozdział 5: Autodestrukcja

- Dzień dobry pani Wilson - przywitał się Thomas grzecznie z mamą Charliego wychodząc do niej na schody.
- Och - zdziwiła się. - A ty jesteś?
- Thomas Green, przyjaźniłem się kiedyś z Charliem, chodziliśmy do jednej podstawówki a teraz do gimnazjum.
- Faktycznie, kojarzę twoją twarz. - Rozpromieniła się i podeszła bliżej schodów. - Co tu robisz? Zwykle koledzy nie przychodzą do Charliego.
- Przyszedłem z notatkami. Nikt inny akurat nie miał czasu. - Gładko przychodziło mu kłamanie.
- A gdzie jest teraz Charlie?
- Ymm, rozwiązuje zadanie z matmy i nie chciałem żeby sobie przeszkadzał. - Miał nadzieję, że to przejdzie.
- No dobrze. - Matka próbowała dojrzeć cokolwiek na korytarzu, ale nie widziała niczego podejrzanego. Jej syn nie był zbyt dobrym uczniem, więc ucieszyła się, że teraz w końcu z kimś nadrobi zaległości. - Dobrze, ja... Zrobię jakiś obiad. - Zaczęła przeszukiwać siatki z zakupami, ale znajdowały się w nich tylko rzeczy do odgrzania w mikrofali i alkohol. Zrobiło jej się głupio, że musiałaby ugościć jakiegoś kolegę jej syna a nie bardzo miała co zaoferować.
- Nie, nie trzeba, zaraz będę leciał. Jeszcze tylko obgadamy kilka spraw i wracam do domu. - Uśmiechnął się, po czym jeszcze wymienili kila uprzejmości i wrócił do łazienki, po Charliego. Ale jego tam już nie było, pozostał jedynie zakrwawiony ręcznik. Zabrał go szybko z podłogi, żeby matka go nie zobaczyła i pobiegł do pokoju, gdzie zamknął za sobą drzwi.
Charlie leżał na łóżku i prawdopodobnie spał, odwrócony do niego tyłem. Thomas zobaczył na jego szarych spodniach dresowych plamki krwi w okolicach pośladków. Zagryzł zęby i zaklął.
- Jebany Oscar. Ale ty też nie lepszy.
Podszedł do łóżka i usiadł obok jego nóg. Zobaczył brunatną plamę na jasnym kocu i zastanawiał się, czy jego matka to zauważy. Ciekawe czy w ogóle przychodzi do jego pokoju?
Brudny ręcznik zwinął i spakował do swojego plecaka żeby go potem wyrzucić. Chciał przykryć czymś Charliego, ale ten leżał na kocu, a nic innego nie było w pokoju, więc sobie darował. Rozejrzał się po pomieszczeniu, ale przecież buty i kurtkę wciąż miał na sobie, nawet ich nie zdjął w tym całym ferworze. Odwrócił się i złapał za klamkę, lecz nie zdążył otworzyć drzwi, bo usłyszał cichy, zachrypnięty głos Charliego:
- Przyjdziesz jutro?
Zawahał się. Odchylił lekko głowę i spojrzał w jego stronę, ale on się nie poruszył. Nie śmiał spojrzeć Greenowi prosto w oczy.
- Tak - odpowiedział Thomas. - Przyjdę jutro.
Po czym, nie czekając dłużej, wyszedł z jego pokoju, pożegnał przelotem jego matkę mówiąc, że Charlie śpi i wybiegł z domu w zbliżającą się noc. Wyrzucił brudny ręcznik do pobliskiego kosza na śmieci i ruszył w kierunku swojego domu z lekkim uśmiechem na ustach. Niestety nie uszedł daleko, gdy nagle przed nim wyrósł Oscar. Thomas stanął jak wryty. Nie spodziewał się, że chłopak będzie na niego czekał. Przecież ma jego zdjęcie, przecież już dawno sobie poszedł. Czy Sykes zamierzał zaryzykować i mu coś zrobić?
Green bał się poruszyć, więc czekał. Widział, że z Oscarem nie ma jego przydupasów, czyli na pewno nie chce, aby wieść o tym, że dymał jakiegoś chłopaka się rozeszła. Chce to załatwić sam.
Oscar zrobił kilka kroków w jego kierunku, na jego twarzy malowała się złość i pogarda. Minął zapaloną latarnię i teraz jego sylwetka tonęła w ciemności, co czyniło go jeszcze straszniejszym. Thomas nie chciał czekać na to, co Oscar ma mu do zafundowania, więc odezwał się pierwszy:
- I po co tu czekasz? Chcesz mnie pobić? Jeśli to zrobisz, to na pewno roześlę to zdjęcie. - Miał nad nim przewagę. Był nietykalny.
- Co ci do tego, co? - burknął Oscar. - Po co go tak bronisz? To jakaś zmowa pedziów?
- Pewnie nie pamiętasz, ale kiedyś Charlie był moim przyjacielem - zaczął Tom, ale Oscar zaraz się zaśmiał.
- On już chyba cię nie lubi, skoro bez mrugnięcia okiem pobił cię na mój rozkaz.
Thomas skrzywił się na to wspomnienie.
- A co ciebie to obchodzi? Chciałem mu pomóc i tyle. Za to ty jesteś żałosnym skurwysynem, który chyba sam lubi facetów skoro go zacząłeś dymać.
Oscar zjeżył się i złapał Thomasa za kurtkę. Miał ochotę go zdzielić, ale wtedy ten gnojek na pewno wysłałby to zdjęcie na forum publiczne. Niech go szlag! Puścił go popychając na ziemię aż ten klapnął tyłkiem o chodnik.
- Teraz już nic nie możesz mi zrobić! - krzyknął Thoms triumfalnie. - Ani Charliemu. Więc się od nas odczep i daj święty spokój!
Oscar splunął prosto na brzuch Toma.
- Pilnuj się szmato, bo w końcu cię dorwę - warknął Sykes i wolnym krokiem oddalił się od niego.
Dopiero, gdy zniknął za rogiem, Thomas rozluźnił mięśnie i padł, tak jak leżał.
- O matko - jęknął cicho do siebie czując, że serce nadal bije mu jak oszalałe.

* * *

Wychylił się zza barierki i krzyknął do matki, że zaraz zejdzie na obiad. Ona wyszła z kuchni i uśmiechnęła się pogodnie mówiąc, że ojciec wróci dzisiaj późno, więc zjedzą tylko we dwoje. Czując ulgę na tą informację, poszedł do łazienki, aby się umyć i przebrać. Uklęknął w niewielkiej wannie i skulił się na jej dnie, a woda ze słuchawki prysznicowej oblewała jego plecy i głowę. Drżał odkąd Thomas wyszedł od niego.
Zaczął płakać i łzy mieszały się z wodą tonąc w odpływie. Nos go bolał okrutnie, ale nadal miał nadzieję, że nie jest złamany. Krew, która poleciała pewnie była tylko z naczynek, które zostały naruszone, ale gdy dotykał kości, to nie bolało go dużo mocniej i nie czuł pod palcami, aby kość była w rozsypce. Niestety pewnie będzie miał niezłego siniaka.
Wykąpał się i ubrał w czyste ciuchy a spodnie dresowe i majtki zaprał i rozłożył w swoim pokoju, do którego już od dawna rodzice nie zaglądali. Miał jeszcze ochotę zapalić, ale matka zawołała go z dołu na obiad. Niechętnie zszedł, ale był bardzo głodny.
- Jezu! - krzyknęła od razu na jego widok.
- Ależ ty religijna się zrobiłaś - prychnął w odpowiedzi, a ona palnęła go w głowę.
- Nie pyskuj mi tak! Kto to zrobił? Gdzie się szlajałeś? Był u ciebie ten Green, czy jak mu tam, to on ci to zrobił?!
- Nie mamo, on mi tylko pomagał. Przyniósł lekcje.
- I nie widział, że jesteś poobijany?
- Widział. Nie pytaj więcej, okej?
Usiadł potulnie przy stole i zaczął nakładać sobie ziemniaki na talerz, a matka kręciła tylko głową.
- Nos nie jest złamany? - zapytała szorstko siadając naprzeciwko syna.
- Chyba nie - odpowiedział nie podnosząc na nią wzroku.
- Nie mam czasu jeździć z tobą po szpitalach żeby się o tym przekonać.
- Tak, wiem. Nie jest złamany.
- I tak w poniedziałek wracasz do szkoły. Nie możesz opuścić więcej lekcji. Zadzwonię do nich jutro i coś wymyślę z twoim wyglądem. Że przewróciłeś się na rowerze czy coś.
Charlie nie odpowiedział, ale był wdzięczny matce. Dokończyli obiad w ciszy, a potem Charlie uciekł do swojego pokoju, aby nie musieć oglądać ojca, gdy ten wróci do domu. Wyciągnął papierosy oraz puszkę piwa schowaną za łóżkiem i usiadł na biurku, blisko otwartego okna. Pociągnął solidny łyk alkoholu i od razu zrobiło mu się przyjemniej. Całe to zajście gryzło go gdzieś w środku. Nie potrafił już płakać z tego powodu, bo też powiedział sobie, że nie będzie się zachowywać jak baba. Tylko, że... No właśnie. Tylko, że nie wiedział, co ma teraz zrobić ze swoim życiem. Przez te lata, ślepo zakochany w Oscarze, podążał za nim jak wierny pies, jak to ujął Thomas. I miał rację. Zapatrzony w jego plecy, w jego uśmiech i piwne oczy, był kompletnie ślepy na otaczający go świat. Przecież kiedyś będzie musiał do niego wrócić, z podkulonym ogonem, i ta chwila właśnie nastała. Oscar go wyrzucił jak kundla, jak toksyczny odpad, którym mógłby się zarazić. Nie przyjmie cioty do swojego świata i będzie się nim brzydził, jak gównem. Pobił go już dwa razy i zgwałcił.
Charlie przejechał dłonią po twarzy. Przecież nawet nigdy z nikim nie był. Nie uprawiał wcześniej seksu, a to był jego pierwszy raz. Cudowny - pomyślał sarkastycznie.
Nerwowo zaciągnął się papierosem i zauważył, że jego dłoń drży. Druga też, więc postawił trzymane w niej piwo na biurku bojąc się, że je w końcu upuści. Ścisnął mocno pięść i przyjrzał się jej. Miał zadrapane kostki i wystające żyły. Zjechał wzrokiem niżej, na nadgarstek. Właśnie, może po prostu podetnie sobie żyły? Nie będzie musiał już stawić czoła Oscarowi, nie będzie musiał martwić matki i zniknie z oczu ojcu. Zaciskał i rozluźniał pięść kilka razy wpatrując się jak ścięgna pracują pod żyłami. Pociągnął kilka szybkich buchów z papierosa i nie zastanawiając się nad tym dłużej, zgasił peta na swoim nadgarstku. Zacisnął zęby i oczy. Bolało. Cholernie bolało! Syknął, zaklął i odpuścił odskakując z biurka i upadając na kolana. Zaciskał mocno rękę dłonią wpatrując się w ranę, oddychając szybko, a pot spływał mu z czoła i kapał z nosa.
Kurwa, kurwa, kurwa, klął w myślach.
- Zrobię to, kurwa. Zrobię. Nikt mi nie będzie mówił, kim jestem i co mam robić. Ani Sykes, ani Green. W dupie mam ich wszystkich. I tak nie będę miał już życia w szkole, cały czas prześladowany przez Oscara i nawet zdjęcia Toma tutaj nie pomogą. - Cedził na głos przez zęby.
Nawet nie wiem, dlaczego ja go obchodzę, przecież dawno mnie skreślił - myślał dalej Charlie. - Jest mu mnie żal i chce odkupić jakieś winy, czy co? Niech sam sobie będzie pierdolonym pedałem, ja nie mam zamiaru iść tą ścieżką. Co z tego, że Oscar mi się podobał? To jeszcze nic nie znaczy, prawda?
Na rękę skapnęły mu łzy, których nawet nie poczuł, że zbierają się w oczach. Gdy tylko je zobaczył, ogarnęła go wściekłość na własną słabość. Wstał pospiesznie i złapał za puszkę z piwem. Wypił zawartość duszkiem na koniec bekając głośno. Rzucił się do szafy w poszukiwaniu jakiegoś alkoholu. Pamiętał, że skitrał co nieco, chociaż nie pamiętał, czy zanosił to na stary plac zabaw, czy nie. Wreszcie dopadł pudła z jakimiś starymi trampkami a tam spojrzała na niego zachęcająco pełna, jeszcze nieotwarta butelka wódki, którą chyba ukradł ze sklepu jakiś miesiąc temu i zapomniał. Uśmiechnął się krzywo i złapał za nią z ochotą. Wstał z podłogi, odpalił muzykę na swoim starym radiu, jakiś mocny rock i podpiął słuchawki, żeby rodzice go nie słyszeli. Założył słuchawki i podkręcił mocno głośność tak, żeby basy zagłuszały trzeźwe myślenie. Odkręcił butelkę i wziął mocny łyk, od którego aż się zakrztusił. Wódka była ciepła i okropnie paliła w gardło. Ale przemógł się i pił dalej machając głową w takt muzyki. Jasne włosy opadały mu na czoło, a powieki zamknął chcąc zatracić się w muzyce i piciu. Na polikach wykwitły mu rumieńce, a kroki plątały się coraz bardziej. Pił i nie myślał, odcinając się od świata aż w końcu padł na podłogę prawie przewracając się na biurko. Nie był w stanie ustać na nogach, a przed oczami miał mroczki. Zdążył zobaczyć tylko, że wypił pół butelki wódki, po czym osunął się po szafce biurka na podłogę a słuchawki spadły mu z uszu. Mokry od potu policzek przykleił się do wykładziny. Palce dłoni próbowały dotrzeć do leżącej butelki, z której wypływał alkohol, ale nie miały siły. W końcu zamknął oczy zasypiając, a do pokoju wpadał chłodny wiatr przez uchylone okno. Księżyc świecił wysoko na niebie czekając na deszczowe chmury, które nieuchronnie zbliżały się do miasta.

* * *

Thomas wyszedł jak zwykle do szkoły, ale swoje kroki skierował od razu do domu Charliego. Obiecał Wilsonowi, że przyjdzie następnego dnia, chociaż trochę zdziwiła go ta prośba. Początkowo miał przyjść do niego po szkole, ale gdy tylko wyszedł z domu, coś go tknęło i stwierdził, że nie ma ochoty widzieć dzisiaj Sykesa i dodatkowo martwił się o Charliego, chociaż przecież nie powinien.
Jednak zapiął szczelniej kurtkę i ruszył przed siebie aż w końcu znalazł się pod jego domem. Rodzice chyba wyszli już do pracy, chociaż nie był pewien, co do ojca Charliego. Podszedł do drzwi wejściowych, ale się zawahał. Spróbował zajrzeć przez najbliższe okno do środka, ale nic nie mógł dostrzec przez wiszące tam firanki. W końcu zamiast zapukać czy dzwonić, obszedł dom i, jak poprzednio, przedarł się przez ogrodzenie i stawił przed drzwiami kuchennymi. Te znowu okazały się otwarte, co go trochę zmartwiło. Czy oni nie bali się, że ktoś ich obrabuje? Albo po prostu nie mieli nic, co można ukraść. Skrzywił się na tą myśl, ale odpędził ją zaraz i pchnął drzwi.
W środku faktycznie nikogo nie było, więc od razu udał się na górę do pokoju Charliego, który pewnie jeszcze spał. Zapukał delikatnie, ale nikt mu nie odpowiedział, więc nacisnął klamkę i gdy tylko drzwi się otworzyły, zamarł.
- Charlie! - wrzasnął, a serce omal nie wyrwało mu się z piersi.
Wilson leżał nieprzytomny na podłodze a obok niego znajdowała się prawie pusta butelka wódki. Wskoczył do pokoju i uklęknął przed chłopakiem wprost w kałuży wódki, która wylała się z butelki. Z początku pomyślał, że to wymiociny Charliego i się odruchowo zbrzydził, ale zaraz zauważył, że to tylko ciecz a gdy powąchał dywan, okazało się, że to alkohol. Odetchnął trochę z ulgą, że Wilson nie wypił aż tyle, jak mu się z początku wydawało, ale to, że leżał prawie nieprzytomny, nie napawało go szczęściem. Do tego w pokoju było zimno z powodu otwartego całą noc okna. Zamknął je więc szybko i powrócił do leżącego na podłodze chłopaka.
Zaczął krzyczeć do niego i nim potrząsać aż w końcu Charlie ocknął się i spróbował podnieść, ale pierwsze, co go poruszyło, to skurcze w żołądku. Złapał się za usta a Tom, widząc co się dzieje, złapał za kosz na śmieci stojący zaraz przy biurku i podstawił Charliemu pod nos. Ten od razu do niego zwymiotował wstrząsany drgawkami.
Dobrze, że przyszedłem tak wcześnie - pomyślał Thomas. To mogłoby się źle skończyć, gdyby zachłysnął się swoimi wymiocinami.
Charliego męczyły skurcze i siedział nad koszem, więc Tom usiadł na łóżku, które wyglądało identycznie, co wczoraj. Patrzył na przygarbioną sylwetkę dawnego przyjaciela. Sam nie wiedział, co powinien teraz zrobić. Po co w ogóle tutaj przyszedł? Po co Charlie chciał, żeby on tu przyszedł? Po co w ogóle mu pomagał?
Wilson w końcu skończył wymiotować i usiadł wycieńczony opierając się o biurko. Zerknął w stronę Greena spod przyklejonych do twarzy włosów.
- Co tu robisz? - wystękał.
- Nie pamiętasz? Poprosiłeś mnie żebym dzisiaj przyszedł - odparł z wyrzutem.
- Ach. Możliwe. - Uśmiechnął się pod nosem. - Mój rycerzu. Znowu ratujesz mi tyłek. To już który? Trzeci raz?
- Pobicie na placu, gwałt wczoraj, zatrucie wódą dzisiaj - zaczął wyliczać Thomas.
- Tak, tak. - Machnął ręką Charlie. - Złaź z łóżka. Muszę się położyć. - Podniósł się, ale tylko na czworaka i doczłapał do łóżka bojąc się, że jeśli wstanie, to znowu zwymiotuje.
- A ja mam sprzątać twoje rzygi? - Skrzywił się Tom.
- Jeśli chcesz - stwierdził sarkastycznie Charlie, który pochylił się nad łóżkiem.
- Kurwa, Charlie - warknął Tom i pchnął go na posłanie.
- Co jest, Green, kurwa?! - Charliemu zakręciło się w głowie i chciał wstać do niego, ale zamiast tego klapnął z impetem z powrotem na podłogę.
- To kurwa, że jesteś cholernym niewdzięcznikiem! Kompletnie nie obchodzi cię to, że ci pomagam! Nie wiem w ogóle, po co tu przyszedłem, skoro nie jestem ci potrzebny! Ty chyba nie potrzebujesz nikogo. Więc proszę bardzo, uchlaj się do nieprzytomności, czy zrób sobie jeszcze coś gorszego! Nikomu nie będzie ciebie żal. Wszyscy pewnie odetchną z ulgą. Oscar i tak już cię skreślił i będziesz miał u niego tylko przejebane. Ty skreśliłeś mnie już dawno temu, więc ja mam cię w dupie, mógłbyś nie istnieć. A twój ojciec od zawsze miał cię za nic!
Thomas krzyczał, a Charlie słuchał. Obydwojgu serce waliło jak młot. Tom wrzał od środka. Chciał, aby Wilson zrozumiał, że nie jest sam, że on może mu pomóc, ale jak widać, jego to nie obchodziło. Wolał użalać się w samotności i pogrążać się w autodestrukcji tylko z powodu nieodwzajemnionej miłości. Też mu coś! Na świecie codziennie ktoś odtrąca czyjąś miłość, a ten dupek tutaj, nawet nie chce przyjąć pomocnej dłoni, gdy ktoś ją do niego wyciąga.
Zaciskał zęby i drżał cały patrząc z góry na skuloną postać przy łóżku. Wykrzyczał, co chciał i czekał. Na co? Przecież powinien po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść, więc co jeszcze tu robił?
Charlie chciał wstać i przywalić Tomowi, ale jego słowa były prawdziwe. Nikt go przecież nie potrzebował, dla nikogo nie był ważny. Może jedynie matka zapłakałaby nad jego grobem.
Zawsze chciał być panem sytuacji i przez kilka lat to mu się udawało. Wszyscy bali się go i szanowali, Oscar uważał go za swojego przyjaciela. Ale może to Tom cały czas nim był? Nawet teraz, w nienawiści wyrzuconej na wierzch, gdzieś w środku był dla niego. W końcu z jakiegoś powodu przyszedł dzisiaj.
Nie potrafił trzeźwo myśleć. Alkohol zatruwał mu umysł okropnym kacem i skrętem żołądka. Drżał z zimna i jednocześnie pocił się ze zdenerwowania. Nie potrafił spojrzeć mu w oczy, tak, jak nie potrafił tego zrobić wczoraj, po tym, co się wydarzyło. A przecież powinien mu podziękować, bo uratował mu tyłek, dosłownie. A on był tylko niewdzięcznym dupkiem, który zwyczajnie nie chciał stać się taki jak Tom. Nie chciał być wyśmiewanym przez wszystkich i wytykanym palcami pedziem. Tylko, co mu da jakaś głupia chęć, jakieś nic nie warte pragnienie, skoro właśnie taki jest?
Nie potrafił dłużej tego w sobie tłumić. Zapłakał głośno, chociaż nie chciał pokazywać swojej słabości przed Tomem. Ile to już cholernych razy płakał od tej nieszczęsnej nocy na placu zabaw? Za dużo.
- Tak, kurwa! Tak! - wrzasnął przez łzy. - Wszyscy mają mnie w dupie! Nawet ty, więc, po co to wszystko?! Po co?
Zerwał się na nogi chwiejnie a Tom otworzył szeroko oczy z przerażenia. Charlie wyglądał jak duch, jak mroczna zjawa z trupio bladą twarzą. Całą we łzach. Szamotał się chwilę z szufladą biurka, ale otworzył ją prawie wyrywając i szperał w swoich rzeczach.
Thomas podszedł i drżącą rękę położył na jego ramieniu. Kompletnie nie wiedział, co ma zrobić, nie poznawał go.
- Charlie - szepnął, ale napotkał tylko czerwone oczy pełne łez, ale nie gniewne, tylko pragnące odkupienia.
Nagle Wilson złapał coś w dłoń i zacisnął ją na przedmiocie a drugą rękę uniósł wysoko. Thomas szarpnął go za ramię.
- Charlie! - krzyknął bojąc się, co chłopak ma w dłoni.
- Zostaw mnie! - ryknął tamten i spojrzał jak oszalały a wtedy Green mocniej nim szarpnął żeby wyrwać przedmiot z jego ręki. Przewrócił go na podłogę i przytrzymał barkiem. Charlie nie miał na tyle siły, aby go odepchnąć, tylko krzyczał i charczał głośno. Wreszcie Tom ścisnął jego nadgarstek, ten przypalony papierosem, co dodatkowo wywołało atak paniki i bólu, ale jego ręka opadła a z lekko zakrwawionej dłoni wypadła żyletka.
- Żyletka?! Co chciałeś zrobić?! - krzyknął Tom. - Chciałeś się zabić idioto?!
- Sam powiedziałeś, żebym to zrobił - załkał Charlie.
- Jesteś debilem, wiesz?! - Gardło Toma się ścisnęło i ledwo to wykrzyczał, ostatkiem sił.
Złapał głowę Charliego próbując nią jakoś potrząsnąć, żeby ten spojrzał na niego, ale chłopak tylko zaciskał oczy i zalewał się łzami. Green przywarł swoim czołem do jego i jęknął.
- Nie rób tego - sapnął. - Nie próbuj się zabić. Zostań ze mną.
Tom mamrotał aż Charlie przestał się miotać i wyć i otworzył oczy. Spojrzał w szare oczy Toma i zobaczył tańczące promienie światła w jego krótkich jasnych włosach. Wpatrywali się w siebie przez chwilę z bardzo bliska. Tom siedział okrakiem na Charliem trzymając jego mokrą twarz w dłoniach. Przesunął delikatnie kciukiem po jego policzku rozmazując łzy. Zerknął na jego lekko rozchylone usta, ale zaraz wrócił do niebieskich tęczówek, tym bardziej odcinających się na tle zaczerwienionych od płaczu białek. Poczuł dłoń Charliego na swoim nadgarstku. Sądził, że chłopak go złapie mocno i oderwie jego rękę chcąc zepchnąć go z siebie, ale zamiast tego, Charlie go jedynie trzymał. Łagodnie. Jakby chcąc go zatrzymać przy sobie na dłużej.
Było mu gorąco i zastanawiał się, co do cholery robi. Ale to było silniejsze od niego. Przymknął oczy i nachylił się dotykając wargami ust Charliego, składając na nich delikatny pocałunek. A gdy złożył jeden, za nim pojawił się drugi i poczuł, że wargi Charliego również się poruszają i odwzajemniają pocałunek. Wszystkie delikatnie, jak muśnięcia skrzydeł motyla. Jednak, kiedy otworzył szerzej usta i chciał mocniej go pocałować, ten poruszył rękami chcąc go od siebie odsunąć. Thomas otworzył oczy i znowu zobaczył łzy w oczach Charliego.
Pozwolił się odtrącić i Wilson miał miejsce żeby usiąść. Oparł się na ręku, ale nie patrzył Tomowi w oczy, nie potrafił. Chłopak klęczał przed nim i czekał, ale Charlie nie wiedział, co ma powiedzieć. Miał mętlik w głowie. Dlaczego pozwolił Thomasowi się pocałować? Przecież nie chciał być taki. Przecież Tom go nienawidzi. Ale zajął się nim i teraz jest tutaj. Zawsze gdzieś tam był.
Chciał być kochany, tak bardzo pragnął, aby komuś zależało na nim. Łudził się, że Oscar może być kimś takim, ale przecież wiedział, że to niemożliwe. Karmił swoje serce nadzieją, która nigdy nie mogła nadejść. A teraz, nagle w jego życiu ponownie pojawił się Tom. Tom, który od zawsze był gejem i nie wstydził się tego. Chłopak, który był niegdyś jego przyjacielem, ponownie był częścią jego życia. A on chciał go odtrącić, dlatego, że nie chciał przyznać przed samym sobą, że jest taki, jak on. Ale był. Czy mógł od tego uciec i całe życie być nieszczęśliwym?
Thomas właśnie uratował go przed samobójstwem. Żyletką, którą nie raz ciął się płytko, dla uśmierzenia psychicznego bólu, miał zamiar rozciąć sobie żyły. Nie wiedział, czy mu się to uda, ale w chwili rozpaczy chciał to zrobić.
Pomimo negatywnych słów, jakie Thomas powiedział w kierunku Charliego, zależało mu na nim. W jakiś pokrętny sposób, ich ścieżki znowu się splotły i powstała między nimi więź, którą właśnie czuli.
Greenowi waliło serce. Tak, czuł to. Sam nie wiedział, czy mu się to podoba, czy nie. Chciał nienawidzić Charliego, ale nie potrafił mu pozwolić na zniszczenie. Coś go do niego ciągnęło i za każdym razem, kiedy spoglądał w jego błękitne oczy, coś ściskało go w żołądku i sercu. Nagle pomyślał o Harrym. Do niego kiedyś czuł coś podobnego. Chyba. Ale teraz, w tym momencie, nie potrafiłby mu powiedzieć, że go kocha. Teraz też chciał chyba uciec od tego dziwnego uczucia, które ogarniało go w obecności Charliego.
- Muszę iść - powiedział w końcu Thomas.
Charlie spojrzał na niego, drżąc.
- Przepraszam za to - dodał Tom mając na myśli pocałunek. - Nie powinienem był. Mam chłopaka. - Klatka piersiowa go paliła. Uszy go piekły. To była kiepska wymówka.
Wstał i zabrał swoje rzeczy. Już chciał wyjść, ale zatrzymał się w drzwiach.
- Proszę, nie zrób niczego głupiego.
Charlie zadarł głowę żeby spojrzeć w jego twarz, poważną i posępną. Chciał mu coś odpowiedzieć, chociażby ?dzięki?, albo ?ok?, ale nie potrafił. Tylko wpatrywał się w jego oczy.
Tom patrzył na Charliego jak na zbitego psiaka, który pragnie miłości. Miał ochotę go przytulić, ponownie pocałować w usta. Żar, jaki tlił się w jego wnętrzu, rozpływał się na resztę ciała. Ale potrafił się kontrolować. Nie mógł teraz tego zrobić. Nie wiedział, co kryje się w umyśle Charliego, ale wątpił, aby ten był gotowy na cokolwiek.
Spuścił wzrok na podłogę i jeszcze się zawahał, ale w końcu wyszedł z pokoju a potem wybiegł z mieszkania.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum