The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 24 2019 01:46:28   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Rex demonica 2



- Że co? - Artur wytrzeszczył zdumiony wzrok na hrabiego, ale nie otrzymał odpowiedzi. - Ciebie chyba powaliło.
W dalszym ciągu nie było odpowiedzi, więc kontynuował:
- jak ty se to niby wyobrażasz? Ja się na tym w ogóle nie znam. Wybij to sobie z głowy. - Puknął się w czoło i wstał chcąc wyjść z komnaty, lecz nagle z przerażeniem stwierdził, że nie może się ruszyć. Co gorsze, nie mógł ruszyć żadną z kończyn. - Co jest, kurwa, grane? - Zdenerwował się, a w jego głosie można było wyczuć oznaki zbliżającej się paniki.
- Nigdzie nie idziesz - stwierdził stanowczo hrabia. Artur słyszał jak jego kroki przybliżają się coraz bardziej, aż w końcu mężczyzna stanął na wprost niego.
- To jest magia, powszechna w naszym świecie. A raczej jedna z jej rodzajów - odparł spokojnie hrabia. - Skoro nie chcesz słuchać po dobroci...
- Bo pierdolisz jak potłuczony! - warknął Artur. - Masz klapki na oczach i nie obchodzi cię co ja o tym wszystkim myślę, czego chcę!
- A ty jesteś cholernym samolubem! - wykrzyknął wściekle mężczyzna, że aż Artur popatrzył na niego zdumiony. - Ciągle tylko ?ja? i ?ja?, a nie pomyślałeś o innych? O tych wszystkich demonach, które liczą na ciebie?
- Bo akurat wiedzą o moim istnieniu - burknął chłopak.
- Dowiedzą się kiedy zostaniesz władcą.
Artur westchnął ciężko i powiedział:
- A ty nie rozumiesz, że ja się do tego nie nadaję? To duża odpowiedzialność, jedna zła decyzja może przynieść konsekwencje nie tylko dla tysiąca ludzi?
- Demonów - wtrącił się hrabia.
- Co? - wytrącony z toku myśleniowego Artur w pierwszej chwili nie zaskoczył o co chodzi rozmówcy.
- Nie jesteśmy ludźmi tylko demonami - odparł hrabia.
- Nie łap mnie za słówka - chłopak zirytował się. - dobrze wiesz o co mi chodzi.
- Wiem. I możesz być spokojny, nie zostawimy cię samego. Zawsze ktoś z nas będzie obok ciebie żeby ci doradzić i pomoc podjąć właściwa decyzję.
- Więc dlaczego sam nie wystartujesz do tego cholernego wyścigu o tron? Albo któryś z twoich kumpli? Od razu widać, że nie możesz się doczekać aż położysz na tym wszystkim łapy. - stwierdził złośliwie Artur.
W tym momencie usłyszał hurgot. To jeden z towarzyszy hrabiego wstał wzburzony od stołu. Chciał podejść do chłopaka i powiedzieć mu dosadnie co o tym myśli, jednak został powstrzymany uspokajającym ruchem ręki hrabiego. Sapnął więc gniewnie i podniósłszy krzesło usiadł z powrotem.
- Jak bym chciał, jak to mówisz, położyć łapę na tym wszystkim, to zrobiłbym to dawno temu i nie potrzebowałbym do tego człowieka. Wokół jest pełno demonów, którymi można manipulować - stwierdził nad wyraz spokojnie hrabia. - Niech to do ciebie w końcu dotrze, potrzebny jest nam król, ktoś nieprzeciętny, wyróżniający się ponad innymi. W tej krainie nie ma nikogo takiego. Poza tobą. Rozumiesz więc, że dla dobra nas wszystkich musisz zostać królem. Poza tym twoja inność sprawia, że nie możesz żyć tutaj jak normalny demon. Póki nie przesiąkniesz tą krainą, póki nie staniesz się jednym z nas, twoje Zycie będzie w niebezpieczeństwie. A chyba nie jesteś takim masochista by świadomie skazywać się na to, co oferuje Lucyfer? Bo właśnie u niego skończysz jak tylko stąd wyjdziesz. Jedynie jako król będziesz nietykalny.
Artur westchnął ciężko.
- A jak coś spierdolę? - zapytał zrezygnowanym głosem.
Hrabia po raz pierwszy odkąd się spotkali, uśmiechnął się lekko.
- Jak to się u was mówi? ?Spoko?? - Adam odruchowo kiwnął głową na potwierdzenie, więc hrabia kontynuował - Więc: spoko, póki nie nabierzesz ogłady, zawsze ktoś z nas będzie przy tobie.
- No dobra - Adam westchnął zrezygnowany.
W tym momencie poczuł jak dziwna przytrzymująca go siła nagle zniknęła. Chcąc się upewnić zrobił krok do przodu i podniósł rękę zginając i rozprostowując palce, jakby chciał ją rozruszać tuz po wyjęciu z gipsu.
- Co to właściwie było? - zainteresował się. - Całkiem fajna sztuczka. Też bym tak chciał.
- W naszej krainie obecna jest magia. Zna ją każdy demon, w mniejszym lub większym stopniu. - W tym momencie odezwał się jeden z towarzyszy hrabiego. Adam zainteresowany odwrócił się w jego stronę. Mężczyzna wstał od stołu i podszedł bliżej. - Są cztery rodzaje magii, w zależności od tego, który z żywiołów jest jej źródłem. Moim jest powietrze. Ponieważ jest bezbarwne, bezwonne i może być ciche, więc nawet nie zauważyłeś jak cię nim zatrzymałem. A tak w ogóle to jestem Harlem Wartas. Także hrabia. Sarlas wyznaczył mnie na twojego opiekuna do czasu aż będziesz w stanie sam rządzić.
- Ale to może trochę potrwać - mruknął Adam. - Zanim ja wszystko załapię...
- Tym się nie przejmuj - hrabia Wartas uśmiechnął się uspokajająco. - Mnie się nie spieszy.
W tym momencie Artur przyjrzał się uważnie rozmówcy i stwierdził iż jest on całkiem przystojny. Lekko falujące włosy opadające na ramiona, błękitne oczy, całkiem przystojna i dość młoda twarz, i, co najważniejsze, proporcjonalnie zbudowane ciało. Ciekawe czy ma kogoś, przemknęło Arturowi przez głowę.
- A czy ja, jako władca też nie powinienem znać tej waszej magii?
- Teraz gadasz z sensem - stwierdził z zadowoleniem hrabia Ustash. - Magię już znasz, tylko musimy ją wydobyć z ciebie.
- Niby jak? - zainteresował się Artur.
- Zaraz się dowiesz - odparł hrabia, po czym odwrócił się do siedzących przy stole: - Chyba nie ma sensu żebyście tu dłużej siedzieli, skoro wszystko idzie zgodnie z planem. - Mężczyźni zgodnie kiwnęli głowami. - Wracajcie do domów, Harlem zostanie ze mną. W razie konieczności dam wam znać.
- Wszyscy bez słowa wstali i wyszli z komnaty, zostawiając Artura z hrabią Ustaszem i Wartasem.
- Okej, teraz możemy iść - stwierdził Ustash i ruszył do wyjścia.
- Dokąd? - zainteresował się Artur ruszając za nim. Pochód zamykał hrabia Wartas.
Tak samo jak wcześniej, tak i teraz Artur nawet nie próbował zapamiętywać drogi która szli. Stwierdził, że mija się to z celem, po tym jak się zaplątał po którymś z kolei zakręcie. Jedno, czego był pewny, to fakt, że cały czas powoli schodzili na dół. W końcu doszli do jakiejś ciemnej piwnicy. Obaj hrabiowie zapalili tkwiące w ścianach tuż przy drzwiach pochodnie. Potem kolejne, które pojawiały się w zasięgu światła i następne, aż w końcu całe pomieszczenie było dobrze oświetlone. Dopiero wtedy Artur uważnie rozejrzał się w koło. Ściany nie były niczym pomalowane, widać było kamienie z których była zbudowana. Również sklepienie było z kamienia. Na wysokości oczu, na wszystkich ścianach, w równych odstępach umocowane były uchwyty w których osadzone były pochodnie. Arturowi przyszło na myśl, że to by było idealne pomieszczenie na piwniczkę z winem, nawet temperaturę miało odpowiednią. Jedynym, co nie pasowało do tej wizji była podłoga, wyłożona czymś o kremowej warstwie, co przypominało Arturowi łazienkową terakotę. Tylko, ku jego zdziwieniu, nigdzie nie było widać łączeń, jakby to był jeden gigantyczny kafelek.
Niestety Artur nie miał czasu roztrząsać tego fenomenu, gdyż hrabia Ustasz podszedł do wymalowanego na ziemi pentagramu z dziwnymi znakami.
- Co to? - zainteresował się Artur.
- Zaraz zobaczysz - odparł Harlem.
Tymczasem hrabia Ustash kucnął i położył prawą dłoń na tych dziwnych symbolach, po czym zaczął wymawiać niezrozumiale dla Artura zaklęcie. Jeszcze zanim skończył, symbole, jak i cały pentagram zaczęły świecić czerwonym, coraz mocniej pulsującym światłem. Kiedy hrabia skończył wypowiadać zaklęcie, podniósł się i cofnął o kilka kroków uważnie obserwując pentagram. Artur poszedł za jego przykładem i ze zdziwieniem stwierdził, że podłoga wewnątrz pentagramu zaczyna się topić. Próbował to sobie jakoś wyjaśnić, ale jedyne co mu przychodziło do głowy to widok roztapiającej się od ciepła tabliczki czekolady. Tymczasem tam, gdzie podłoga ?stopiła? się najbardziej, nagle pojawiła się dziura, która zaczęła się dość szybko powiększać. Artur, przerażony, że ta dziura zaraz ich połknie chciał się cofnąć do tyłu, lecz został powstrzymany przez ściskającą mocno jego ramię dłoń hrabiego Wartasa, który stał niewzruszony, także wpatrując się w powiększającą dziurę. Nagle dziura przestała się poszerzać, zatrzymując się na wciąż pulsujących symbolach, które układały się w okrąg wokół pentagramu.
- Co to? - zainteresował się Artur, a widząc, że dziura już się nie powiększa, powoli podszedł i pochylił się by zajrzeć do środka.
Niestety nie otrzymał odpowiedzi, zamiast tego poczuł uderzenie w plecy i wpadł do dziury. Zaczął spadać. W jego serce wkradła się panika i wycisnęła niekontrolowany krzyk z jego płuc. Odruchowo zamkną ł oczy, nie był w stanie myśleć o czymkolwiek jak tylko o tym, że zaraz zginie. Po raz drugi w krótkim czasie. Wydawało mu się jakby spadał do piekła, wciąż spadał i spadał. Nie potrafił stwierdzić jak długo trwał ten jego ?lot?, gdy nagle poczuł bolesne uderzenie w plecy. I krzyk ucichł jakby ucięto go nożem.
- Kurwa! - jęknął kuląc się z bólu.
Kiedy w końcu przestało boleć, podniósł się i rozejrzał się w koło. Okazało się, że stoi na niewielkiej wysepce wokół której znajduje się nieskończone morze lawy. Zaintrygowało go to. Jak to jest możliwe, że wokół niego szaleje roztopiona magma, a on nie czuje gorąca? A może to nie magma, tylko coś innego, co podobnie wygląda? Zaintrygowany wyciągnął rękę, chcąc to sprawdzić.
- Na twoim miejscu bym tego nie robił - usłyszał nagle za plecami.
Odruchowo cofnął rękę i spojrzał w tamtym kierunku. I zobaczył młodego, całkiem przystojnego mężczyznę z prostymi białymi włosami sięgającymi do łopatek, ubranego w sandały, proste spodnie i koszulę z długimi luźnymi rękawami i wiązaniem pod szyją. A wszystko to w kolorze białym. I chociaż nie wyglądał on jakby miał wrogie zamiary, to Artur odruchowo cofnął się i wsadził rękę do kieszeni bojówek, gdzie miał schowany nóż. O dziwo, wciąż tam był. Zacisnął palce na rękojeści, gotów błyskawicznie go wyciągnąć, gdyby zaistniała taka konieczność.
- Nie będzie ci potrzebny - mężczyzna uśmiechnął się, a Arturowi ciarki przebiegły po plecach. Skąd on wiedział, do cholery?
- Nie rozumiem - mruknął.
- Rozumiesz, rozumiesz, ale niech ci będzie, skoro tak się czujesz pewniej...
- Kim jesteś? - Artur postanowił zmienić temat na inny, mając nadzieję, że tamten zapomni o nożu. - I gdzie ja jestem?
- Ja? Jestem duszą tej planety.
Cholera, świr, pomyślał Artur.
- Ziemia też ma duszę - kontynuował mężczyzna - Nazywacie ją Gaja albo Matka Natura. Tylko, że staliście się głusi na jej słowa już dawno temu, tutaj jeszcze o mnie pamiętają.
- Skąd wiesz o Ziemi? - zdumiał się Artur.
- Obserwowałem was, to i wiem - mężczyzna wzruszył ramionami, jakby to było coś oczywistego.
- A po cholerę nas obserwowałeś?
- A jak myślisz? Z zazdrości.
- Że co?
Mężczyzna westchnął.
- A jak byś ty się czuł gdybyś przez całe lata był pupilkiem swoich rodziców i nagle by się okazało, że zrobili sobie drugiego syna i całą swoją miłość przelali na niego, o tobie zupełnie zapominając? Bóg stwarzając Ziemię, nie tylko o mnie zapomniał, ale skazał na wieczne potępienie. Postanowiłem więc was obserwować, by znaleźć coś, co by was zdyskredytowało w jego oczach, bym znowu mógł być jego ulubieńcem. Okazało się jednak, że dość szybko stracił zainteresowanie także i Ziemią. I biedna Gaja znalazła się w takiej samej sytuacji jak ja. Było mi jej żal, ale nie mogłem niż zrobić, jak tylko odpuścić. Bo wtedy dotarło do mnie, że Bóg jest zadufanym w sobie samolubem, a Gaja i ja byliśmy dla niego tylko zabawkami, które porzucił jak już mu się znudziły. Żyję więc sobie tutaj, gdzie bóg już od dawna nie zagląda i opiekuję się moimi dziećmi.
To tłumaczenie wydało się Arturowi w miarę sensowne, jednak mimo to nie pozbył się nieufności w stosunku do mężczyzny.
- Jak masz na imię?
- Nie mam żadnego.
- Jak to? - zdziwił się Artur.
- Zwyczajnie. Bóg nie zajmował się czymś tak trywialnym jak nadawanie imion, a żyjące na tej planecie demony mówią o mnie różnie, w zależności od tego co chcą mi przypisać.
- To jak mam do ciebie mówić? No chyba nie ...ej, ty...?
- Jak uważasz - mężczyzna wzruszył ramionami - mineto jest całkowicie obojętne.
Chociaż to powiedział, to jednak Artur miał wrażenie, że na jego twarzy zagościł smutek.
- To trochę niemiło mówić tak do kogoś - bąknął Artur. - Skoro inni nadają ci imiona to ja chyba też mogę?
- Możesz.
- Więc będę do ciebie mówił ?Adam?.
- A co to oznacza? - zainteresował się mężczyzna.
- Jedna z wielu religii istniejących na Ziemi twierdzi, że gdy Bóg stworzył pierwszego człowieka nadał mu imię Adam. Dlatego to imię zawsze kojarzone jest z pierwszym, pierworodnym synem. Niektórzy ludzie swojemu pierwszemu synowi dają imię Adam. Ty jesteś pierwszy i tutaj i w ogóle, więc uważam, że Adam idealnie do ciebie pasuje.
- Podoba mi się. - Mężczyzna uśmiechnął się.
- To skoro już kwestię twojego imienia i w ogóle przedstawiania się mamy z głowy, to może mi powiesz po co ja tu właściwie jestem? Ten cholerny hrabia nic mi nie chciał powiedzieć.
Nie wiedzieć czemu słowa Artura rozbawiły Adam, że aż zachichotał.
- Jesteś tu żebyśmy uwolnili twoja magię.
- Jaką niby magię? - Artur wybałuszył oczy.
- Tą która masz w sobie. Każdy demon ją ma w mniejszym lub większym stopniu.
- Jak byś zapomniał, to ja nie jestem demonem.
- Od momentu w którym się pojawiłeś w naszej krainie, stałeś się demonem, tylko za bardzo jeszcze śmierdzi człowieczeństwem. Jakby to powiedzieć... - Adam zamyślił się. - Jesteś jak orzeszek, który trzeba obrać z niejadalnej i do niczego nieprzydatnej skorupy.
- Jak chcesz to zrobić? Chyba nie będziesz mnie dosłownie obierać? - Wizja bycia obdzieranym ze skóry była tak sugestywna, że aż Artur wzdrygnął się.
Adam roześmiał się rozbawiony.
- Ni, no co ty. To było tylko porównanie żebyś szybciej zrozumiał.
- Więc jak chcesz to zrobić? - Niestety słowa Adama nie uspokoiły Artura.
- A tak - odparł Adam i zanim Artur zdążył zareagować podszedł do niego i mocno pchnął go w pierś.
Uderzenie było na tyle mocne, że Artur zachwiał się i poleciał do tyłu, a ponieważ wysepka na której stali była mała, więc wleciał wprost do tej dziwnej lawy. I przeraził się, że zaraz spłonie w ogromnych męczarniach, na dodatek opadając coraz niżej i niżej zastraszającym tempie.
Jednak jego koniec nie nadszedł. Kiedy minęła pierwsza fala panik, ze zdziwieniem stwierdził, że nic go nie parzy. Miał wrażenie jakby był w zwykłej wodzie. Odruchowo przestał oddychać i zaczął poruszać kończynami, żeby jak najszybciej wypłynąć na powierzchnię. I chociaż powoli posuwał się do góry, to jednak ogarnęła go przerażająca myśl, że nie zdąży, że utonie. Jakby na potwierdzenie tego płuca zaczęły boleć z braku powietrza. Odruchowo otworzył usta i ta dziwna ?woda? wdarła mu się do środka. I poczuł jakby połknął płynny ogień, który palił wszystko po drodze przesuwając się przez przełyk, potem żołądek i jelita, by wypłynąć tak intensywnie jakby był tłoczony pod jakimś ciśnieniem. Ciało Artura zaczęło zwijać się z bólu, a po głowie kołatała tylko jedna myśl: ?Chcę żyć!?.
W końcu jakoś udało mu się wydostać na wysepkę i krztusząc się próbował wypluć to palące coś, które rozrywało go od środka. I kiedy już wydawało się, ze się udało, Artur z przerażeniem stwierdził, że coś dziwnego dzieje się z jego dłońmi. Obie na raz zaczęły się deformować przez pojawiające się i znikające górki, jakby jakieś robaki chodziły mu pod skórą.
- Co się ze mną dzieje?! - Zapytał z rozpaczą i spojrzał w stronę Adama, który stal spokojnie i patrzył na Artura z zainteresowaniem. Chciał ruszyć w jego stronę, lecz z przerażeniem stwierdził, że nie może ruszyć żadnej z nóg. Spojrzał w dół i zobaczył, ze prawa nogę ma z kamienia, a druga wyglądała jakby był z ziemi. Podniósł wzrok wyżej i z przerażeniem stwierdził, ze nie ma brzucha. Zamiast niego widział tylko dziwnie falujące powietrze. Spojrzał jeszcze raz na dłonie i zobaczył, że jedna jest cała w ogniu, a druga to bezkształtna masa przelewającej się we wszystkie strony wody. - coś ty mi zrobił?! - krzyknął zrozpaczony.
- Ja nic - odparł Adam podchodząc bliżej. - To właśnie twoja magia. Chociaż muszę powiedzieć, że zaskoczyła mnie. Pierwszy raz widzę coś takiego. Jesteś hane, do tego polygonal.
- Ty mi lepiej powiedz jak mam to cofnąć i odzyskać swoje ciało!
- Tego nie da się cofnąć. Musisz się nauczyć kontrolować magię.
- Ale jak?!
- Przede wszystkim uspokój się. Magia czuje twój strach i próbuje przejąć władzę nad tobą.
- łatwo ci mówić ?Uspokój się? Ty bys się uspokoił jakby cię trzepnęło cos takiego?!
Adam westchnął. Podszedł do Artura i położył rękę na jego sercu.
- Oddychaj powoli. Jeśli chcesz, możesz zamknąć oczy i wyobrazić sobie coś spokojnego, na przykład leniwie płynącą rzekę.
Artur posłusznie zrobił co mu kazano i już po chwili poczuł jak jego serce powoli uspokaja się.
- Dobrze ci idzie - pochwalił g Adam. - A teraz wyobraź sobie, że nie jesteś człowiekiem, tylko ognistym demonem. Twoje ciało nie składa się z Komorek, tylko z ognia, gorącego i groźnego, który może zniszczyć wszystko w koło. Jednak ty go potrafisz kontrolować, potrafisz sprawić, że tylko dzięki twojej jednej myśli z tego ognia formuje się ogromna ściana, albo powóz.
- To już jest bardziej skomplikowane niż oddychanie - odparł Artur otwierając oczy.
- A czy ja mówiłem, ze to będzie łatwe? - zdziwił się Adam. - Próbuj aż ci się uda.
Artur ponownie zamknął oczy i po chwili można było zobaczyć jak zagryza wargi i marszczy brwi, jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał.
- Nieźle ci idzie - powiedział w pewnym momencie Adam, widząc, że ogień na prawej ręce Artur uspokoił się i przybrał kształt ręki. - A teraz to samo spróbuj z wodą.
- Nie zadumo ty ode mnie wymagasz? - zapytał z pretensją w głosie Artur otwierając oczy. - Ty wiesz jakie to męczące?
- Ale przynosi skutki. Sam zobacz.
Artur uważnie popatrzył na swoją rękę i jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia.
- Ale bajer - powiedział, kiedy udało mu się parę razy zgiąć ta ognista rękę, zgiąć palce i wykonać kilka bliżej nieokreślonych ruchów.
- Teraz to samo zrób w drugą ręką - powiedział Adam. Tym razem Artur bez słowa protestu zamknął oczy i zaczął ?stroić miny? aż w końcu z wody uformowała się dłoń.
- Ziemia! - zakomenderował Adam nie czekając na reakcję Artura.
Chwila grymasów i Artur przesunął do przodu najpierw jedna nogę, potem drugą. Jednak zachowywały się one jakby były zesztywniałe po zbyt długim nieużywaniu, więc zrobił jeszcze kilka kroków Az uznał, że ma nad nimi wystarczająca kontrolę.
- Powietrze!
Tym razem zabrało to Arturowi trochę więcej czasu jednak w końcu Adam mógł zobaczyć jak na brzuchu zaczyna się pojawiać materiał. Chcąc się upewnić czy wszystko idzie we właściwym kierunku, wyciągnął rękę i wsadził ją między materiał.
- Ładnie to tak grzebać komuś w brzuchu? - zażartował Artur i Adam szybko cofnął rękę.
- Widzisz? - Uśmiechnął się tryumfalnie - Jednak nie trwało to tak długo.
- Ale to jest cholernie wyczerpujące - jęknął Artur i z westchnieniem ulgi usiadł na ziemi.
- To jeszcze nie koniec.
- No weź - jęknął Artur - Nie dosyć się namordowałem nad opanowaniem tego? Czego ty jeszcze chcesz?
- Musisz wrócić do swojej właściwej formy.
- A z tą co jest nie tak? Mnie się nawet podoba - Artur spojrzał na swoja ognista rękę i siła woli wypuścił z niej kilka fajerwerków, które rozbłysły tuż nad ich głowami.
- Bądź poważny, dobra? - Adam skrzywił się. - Musisz zrozumieć, że jesteś wyjątkowy, nie ma w tej krainie nikogo takiego jak ty. A jak coś jest rzadkie, to pożądane przez wszystkich, a to oznacza, że twoje życie jest w niebezpieczeństwie.
- I dopiero teraz mi to mówisz? - Zbulwersowany Artur poderwał się na nogi. - Więc przez ta cholerną moc mam uciekać całe życie przed wszystkimi?!
- Zamknij się w końcu i słuchaj mnie! - wykrzyknął wyraźnie zirytowany Adam. - Jak już ci wcześniej mówiłem, w każdym jest magia w mniejszym lub większym stopniu. Są cztery żywioły, które decydują o tym jakim rodzajem magii będziesz władał. Zwykle na jednego osobnika przypada jeden żywioł i w tym żywiole podnosi on swoje umiejętności magiczne. Czasami zdarzają się osobnicy którzy potrafią kontrolować dwa żywioły, chociaż niestety zwykle potrzebują na to więcej siły, więc zdarza się, że bardzo często taki habeli rezygnuje z używania drugiego żywiołu, skupiając się na tym silniejszym.
- Habeli? A co to takiego?
- Demon w którym magia ujawniła się tylko w szczątkowym stopniu nazywany jest ?lefela?. Potrafi on na przykład zapalić ognisko, podnieść niezbyt ciężkie pudło na kilkanaście centymetrów, i tym podobne. Ten, który bardzo dobrze włada jednym żywiołem to ?nako?. Ci, którzy używają dwóch żywiołów to ?habeli?. Mistrz trzech żywiołów to ?hararo?, ty zaś jesteś ?hane? czyli władający wszystkimi czterema żywiołami. Do tego polygonal.
- Jezu - Artur złapał się za głowę. - Tyle rzeczy do spamiętania.
- Tego akurat nie musisz pamiętać, wystarczy, że będziesz wiedział, że coś takiego jest.
- A co to jest to poly.. coś?
- Polygonal. To znaczy, że możesz zmieniać swoje własne ciało ogień, wodę, ziemie i powietrze.
- A to nie jest normalne? - zdziwił się Artur.
- Kiedyś było, ale z czasem magia zmieniła się, niektóre zaklęcia zostały zapomniane. Pierwsze demony, nawet te władające tylko jednym żywiołem, potrafiły zmieniać swoje ciało, ale po pewnym czasie ta umiejętność zanikła stając się jedynie częścią opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Coś jak smoki na ziemi. No i dawno już nie było osobnika na tyle silnego, by mógł okiełznać wszystkie cztery żywioły. Nawet ostatni władca był hararo, jednak używał tylko wody i ziemi. Wprawdzie ty jesteś dość silny, by używać wszystkie cztery bez żadnego wysiłku, jednak lepiej będzie jak przyznasz się tylko do jednego, dopóki nie staniesz się silniejszy. Na chwilę obecną jesteś bezbronny niczym niemowlę.
- Potrafię się bić! - wykrzyknął impulsywnie Artur, zdenerwowany faktem, że ktoś nazwał go mięczakiem.
- Potrafiłeś na Ziemi - odparł spokojnie Adam. - Tutaj są inne realia. Sam się szybko o tym przekonasz. I dopóki nie nabędziesz odpowiedniej siły lepiej żebyś przyznał się tylko do jednego żywiołu i nie wspominał ani słowem, nawet przyjacielowi, o tym, że jesteś polygonal. To taka moja mała sugestia. No chyba, że chcesz szybko zginąć.
- No chyba cię pojebało. Po to tyle zniosłem żeby teraz dać się zabić?
Adam uśmiechnął się pod nosem.
- Więc pamiętaj o tym co ci powiedziałem. A teraz zdecyduj którego żywiołu na razie będziesz używał i przywróć w końcu swoje ciało.
- Jeden żywioł, mówisz? Artur uważnie popatrzył na swoje ciało. Przez chwile poruszał po kolei wszystkimi kończynami, w końcu odezwał się: - Chyba wybiorę ogień.
- Okej, to teraz ciało.
Artur zamknął oczy i zmarszczył brwi, jak zwykle robił gdy się nad czymś mocno zastanawiał. Po chwili Adam zobaczył, jak wszystko zaczyna powoli znikać ustępując miejsca normalnym kończynom. Kiedy już wszystko zniknęło Artur ze świstem wypuścił powietrze z płuc.
- Uf, a myślałem, że mi się nie uda.
- Ja też - stwierdził Adam.
- No dzięki ci bardzo - sarknął Artur. - Najpierw mnie w to wpakowałeś, a potem stawiałeś na to, że mi się nie uda? Powinieneś mi pomagać, a nie dołować.
- Wybacz, ale ja tu nie jestem od pomagania. Miałem tylko uwolnić twoja magię i sprawdzić czy będziesz w stanie ja kontrolować.
- A gdybym nie był w stanie to co wtedy?
- Musiałbym cię zabić. - Słysząc to Artur aż wzdrygnął się. - Nie mogę pozwolić by na powierzchnie wydostał się niekontrolowana magia.
- Czyli znowu mam farta - mruknął Artur na tyle cicho, że Adam go nie usłyszał, a na głos powiedział; - To co teraz?
- Daj rękę.
- Którą?
- A która jest twoją wiodącą?
- Jestem praworęczny.
- Więc daj prawą.
Artur posłusznie wyciągnął przed siebie rękę. Adam delikatnie złapał ją w swoją i odwrócił tak by widzieć jej wnętrze. Mamrocząc sobie tylko znane słowa zaczął na niej kreślić paznokciem dziwne symbole. Na szczęście nie było to dla Artura w żaden sposób bolesne, więc chłopak z zainteresowanie patrzył na to, niecierpliwie wyczekując efektu końcowego.
W końcu Adam skończył i kiedy zabrał palec, na dłoni Artura ukazał się miniaturowy pentagram, który po chwili zniknął zostawiając skórę nienaruszoną.
- To znamię przyda ci się by otworzyć przejście do tego świata.
- A jak to się robi?
- To już wytłumaczą ci twoi opiekunowie.
- No dobra, to co teraz?
- Ja już skończyłem. Chociaż nie, muszę zrobić jeszcze jedno. - I zanim Artur zdążył zareagować stuknął go niezbyt mocno palcem wskazującym w czoło, wypowiadając przy tym trudne do powtórzenia zaklęcie. - Od teraz będziesz powoli zapominał, że byłeś kiedyś człowiekiem, Athru.
- Jestem Artur - odparł chłopak odruchowo.
- Byłeś - poprawił go Adam - Byłeś na Ziemi. Tutaj jesteś kimś innym i by zostać pełnoprawnym demonem musisz zapomnieć o swoim wcześniejszym życiu.
- No trudno, jakoś to przeboleję - stwierdził Artur po chwili zastanowienia. Tak na dobrą sprawę, to nie zostawił tam nic, czego mógłby żałować. Rodzina się od niego odwróciła kiedy wyjawił im swoją orientację seksualną. Tak samo większość znajomych. Została tylko niewielka garstka tych, których utratę Artur mógłby odżałować, nie czuł się do nich jakoś szczególnie przywiązany. Ostatni chłopak rzucił go kilka dni temu, nie miał żadnego majątku, żadnych rzeczy, do których by się mógł przywiązać, więc równie dobrze mógł zapomnieć o tamtym życiu i zacząć wszystko od nowa. - To co teraz?
- Teraz musisz wrócić na górę i nauczyć się w pełni kontrolować swoją moc. Do tego służą różnorakie zaklęcia, których mogą cię nauczyć twoi opiekunowie.
- Jak niby mam wrócić na górę jeśli nawet nie wiem gdzie ta góra jest? - zirytował się Athru.
Adam bez słowa podniósł głowę do góry, Adam odruchowo zrobił to samo i na czerwonym niebie zobaczył malutki czarny punkcik.
- Tam jest dziura przez która tu wpadłeś. Musisz się tam dostać.
- Niby jak, do cholery? - zirytował się Athru.
- To już twój problem - Adam roześmiał się i zniknął.
- Ej, ty? Kurwa, wredny dupek - mruknął zadzierając jeszcze Ra głowę. - Jak ja, do kurwy nędzy mam się tam dostać?
Nagle przyszła mu do głowy myśl, która w pierwszej chwili odruchowo uznał za absurdalną. Przecież może użyć magii!
- Mam nadzieję, że nie będzie z tym problemu.
Rozłożył dłoń nad ziemią i wyobraził sobie, że pod jego stopami formuje się z powietrza platforma, która powoli zaczyna się unosić.
- Tylko jeden żywioł! - usłyszał nagle i tak się przestraszył, że aż zdekoncentrował się i powietrzna platforma zniknęła a on wyładował tyłkiem na ziemi.
- A idź w cholerę, dupku! - warknął rozcierając bolące siedzenie. Odpowiedzią był śmiech. - Jak nie masz zamiaru pomagać, to przynajmniej nie przeszkadzaj! - Tym razem odpowiedziała mu cisza.

Tymczasem na górze?
- Coś długo nie wychodzi - mruknął wyraźnie niespokojny hrabia Wartas. - A jeśli mu się nie udało i zginął tam?
- Bądź spokojny, na pewno mu się uda. Lucyfer nie mógł się pomylić, zbyt długo w tym robi. Ten chłopak ma w sobie moc dzięki której zostanie naszym nowym królem.
Nagle z głębi otworu buchnął potężny strumień ognia, że aż hrabia Wartas cofnął się, jednocześnie próbując zgasić ogień, który pojawił się na jego włosach.
Hrabia Ustash odruchowo uformował w dłoni wodną kule i w napięciu czekał na to, co będzie dalej.
Tymczasem ogień jak nagle się pojawił, tak nagle tez zniknął. Już mieli obaj pochylić się znowu i zajrzeć do otworu, gdy ogień pojawił się znowu. Jednak tym razem nie był taki gwałtowny jak wcześniej. Obaj mężczyźni ze zdziwieniem spostrzegli, że płomienie formują się w kręcone schody.
- Czyżby jednak mu się udało? - hrabia Wartas spojrzał z nadzieja w oczach na przyjaciela.
- Przecież ci mówiłem - odparł Ustash, jednak mimo tego na wszelki wypadek wciąż trzymał w pogotowiu wodna kulę.
Chwilę to trwało zanim ich oczom ukazał się najpierw głowa, a potem cala postać tego, na którego w takim napięciu czekali.
- Nie mogliście mnie uprzedzić, co mnie tam czeka? - zapytał Athru z wyrzutem. - Dupę se potłukłem jak spadałem.
W tym momencie hrabia Wartas nie wytrzymał i parsknął śmiechem, a Ustash rozluźnił się pozbywając się wodnej kuli. Tymczasem Athru wyszedł z dziury. Wyciągnął rękę i płomień, który tworzył schody popłynął w jej stronę. Chwilę potem dziura zasklepiła się.
- Macie coś do picia? Cholernie mnie suszy od tego ognia. Na dodatek się zmachałem drałując taki kawał na piechotę.
- A więc twoim żywiołem jest ogień - stwierdził Ustash podchodząc bliżej.
- Jak widać - burknął Athru mając w pamięci słowa Adama. - To jak, dostanę w końcu coś do picia?













Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum