The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 21:51:56   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Ibara 21


Aidan Green lubił włóczyć się nocą po mieście. Powracać do starych miejsc w których nie jeden raz przesiedział do rana. Czasem prowadząc śledztwo, a czasem po to, żeby uciec od swoich problemów. Jednak było miejsce do którego nie lubił wracać. To - Podziemie? w którym zbierały się najgorsze szumowiny z miasta. Nikt przy zdrowych zmysłach tu nie przychodził, bojąc się, że zostanie okradziony, pobity lub co gorsze zamordowany. Do tego ostatniego dochodziło gdyby trafiło się na wojnę gangów. Policja ze strachu, jak sądził, nie zaglądała do tego miejsca. On musiał przekroczyć próg Podziemia, chcąc spotkać się ze starym znajomym. Ubrany w czarne, powycierane w wielu miejscach jeansy, których nogawki chowały się w wysokich cholewkach czarnych glanów. Czarna koszulka z napisem - wstęp surowo wzbroniony? opinała jego pierś, a całości dopełniała rozpięta skórzana kurtka. W lokalu, które śmiało można było nazwać pubem panował półmrok, a gwar obecnych zarówno mężczyzn jak i roznegliżowanych kobiet odbijał mu się o uszy. Ściany z czerwonej cegły, stoły bilardowe, kilka fliperów, stoliki z nagimi blatami oraz czarny bar pośrodku, tworzyło wystrój tego przytłaczającego miejsca.
Zauważył, że swoim pojawieniem się wzbudził uwagę kilku osób, ale jak zawsze pewnie poszedł do baru. Barman polerował blat, który w przeszłości nie grzeszył czystością teraz lśnił.
- Co podać?
- Zawołaj Czarną mambę. Albo powiedz mi gdzie on jest.
- Kto pyta?
- Stary znajomy. Jestem mu winien kasę. Jak mu nie oddam to będzie wkurzony. Powiedz, że czeka na niego Aidan.
Barman przyjrzał mu się przez chwilę.
- Ma przerwę. Czekaj tu - odszedł na zaplecze.
- Nigdzie się nie wybieram.
Rozejrzał się wokół. Jego wzrok zatrzymał się na dwóch gościach, którzy gapili się na niego z minami wyraźnie mówiącymi, że nie chcą tu obcych. W końcu jeden z nich spocony o potężnej posturze Japończyk i wrednej gębie podszedł do niego. Wyglądał jakby miał nie więcej niż dwadzieścia lat.
- Spadaj stąd. Nie chcemy tu glin.
- Nie jestem gliną - poparzył na niego mrożącym krew wzrokiem - Czekam na kogoś.
- Nigdy cię tu nie widziałem. Każdy obcy to glina, a takich jemy na śniadanie. Spadówa, bo przerobimy ci tą śliczną buźkę.
- Zdecyduj się, czy chciałbyś się bić, czy może mnie przerżnąć. Podobam ci się? - ostatnie słowa wymruczał wibrującym głosem. W myślach dodał, że prędzej wolał by zejść z tego świata niż pozwolić się tknąć takiemu oblechowi.
- Nie podobasz mi się. Nie ta płeć. Wolę zmazać ci uśmiech jednym celnym ciosem - podniósł pięść do góry.
- Ej, ej, ej co tu się dzieje? - usłyszeli z boku zbliżający się do nich głos - Shoko zostaw go. Wracaj do kumpla - warknął wysoki, trzydziestokilkuletni Koreańczyk z włosami kolorowymi jak tęcza i ostrzyżonymi na krótkiego jeża. Na prawej ręce miał wytatuowanego węża, czarną mambę, która owijała mu się ogonem wokół dłoni, a później pięła spiralnie do ramienia, gdzie spoczywał łeb gada z otwartą paszczą i wysuniętym językiem.
- Ooo to przepraszam, że naraziłem twojego kumpla. I tak bym cię chętnie walną - zwrócił się do Aidana Shoko.
- Możemy się zmierzyć.
- Nikt tu nie będzie się mierzył. Shoko zjeżdżaj!
Postawny mężczyzna odszedł z kwaśną miną.
- Widzę, że masz tu poważanie.
- Minęło trochę czasu odkąd się widzieliśmy. Co ciebie tu sprowadza. Miałeś wrócić do swego kraju.
- Możemy pogadać? Mam sprawę.
- Chodź.
Mężczyzna zaprowadził go w odległy kąt sali. Usiedli przy małym stoliku.
- Gadaj zanim szef się do mnie nie przyczepi, że tu siedzę zamiast pilnować baru. Przerwa mi się skończyła.
- Szukam zabójcy z parkingu przy klubie Nemezis.
- Mów.
Aidan opowiedział mu ze szczegółami o zabójstwie Tadashiego i o facetach z filmu. Starał się nic nie pominąć.
- I myślisz, że ja wiem kto to zrobił? - zapalił papierosa.
- Słyszysz co nie co - sam by chętnie zapalił, ale rzucił rok temu i nie zamierzał wracać do nałogu - Wielu tu przychodzi, gadają, chwalą się swoimi wyczynami.
- I co mam ich podpieprzyć? Adi jesteś wariatem.
- Dawniej ci to nie przeszkadzało. To osobista sprawa. Poza tym nie raz uratowałem ci tyłek.
Czarna mamba założył ręce na piersi. Papieros wisiał w kąciku ust.
- Dawniej było się młodszym, ryzykowało się, a teraz wolę spokojną pracę za barem.
- Tutaj? Sang Hyeon nie pomożesz mi stary dłużniku?
- A ty ciągle o długu. Zgadza się uratowałeś mi tyłek. Kim była ofiara?
- Mąż brata mojego przyjaciela.
- I rozumiem, że ten przyjaciel prosił cię oto? - pytał Koreańczyk.
- Policja działa opieszale. Wiem, że w ciągu paru dni nic nie da się rozwiązać, ale oni nic nie robią. Zapłacę ci.
- Sam mówiłeś, że mam dług u ciebie. Porozglądam się, podsłucham, popytam, ale nic nie obiecuję. Bądź tu pojutrze o tej samej porze. Teraz żegnam - wstał i ruszył w stronę baru.
Aidan z chęcią opuścił lokal. Na zewnątrz tak jak się spodziewał czekał na niego Shoko ze swoim niskim kumplem.
- Czyżbym spóźnił się na randkę panowie?
- Zamknij jadaczkę. Może i jesteś znajomym mamby, ale nigdy cię tu nie widzieliśmy i nie podobasz nam się amerykańcu.
- Przykro mi się robi na wieści, że nie jestem w waszym typie.
- Wracaj do ameryki panienko - warknął niższy.
- Mamusia nie nauczyła cię tolerancji dla innych narodów? - obserwował ich uważnie.
- Zostaw mamusię w spokoju - rzucił się na niego z pięścią, ale Green z łatwością zrobił unik, a później wyparował cios ręką i uderzył go w chudą pierś. Shoko zdenerwowany, że mu zaatakowano kumpla włączył się do walki. Nie zdążył jednak nic zrobić, bo Aidan posłał mu z pół obrotu kopniaka prosto w brzuch. Wysłał przeciwnika na ścianę sąsiedniego budynku. Niższy chłopak pobiegł sprawdzić co z jego kolegą.
Green poprawił kurtkę.
- Miło było panów poznać, a teraz dobrej nocy życzę - patrzył jak zbierają się z ziemi i pomagając sobie odeszli w swoją stronę.
- Wiedziałem, że dasz im radę - z cienia wyszedł Sang Hyeon.
- Dzięki za pomoc. Też byłeś pewny, że będą czekać na mnie?
- To głupki. Czepiają się każdej nowej twarzy. Kiedyś trafią na takich, że wylądują dwa metry pod ziemią - podniósł dłoń w geście pożegnania i wszedł do budynku.
Aidan przeszedł przez ciemny zaułek i wsiadł do wypożyczonego, zdezelowanego samochodu. Uznał, że w takie miejsca inny się nie nadaje. Marzył o śnie. Miał nadzieję, że jutro się czegoś dowie.

***
Jak miał się z nim pożegnać. No jak? Tadashi był miłością jego życia. Pierwszym i jedynym mężczyzną. Nie wyobrażał sobie dalszego życia bez niego. Brat mówił mu, że ceremonia pomoże zamknąć mu pewien rozdział i będzie mógł rozpocząć kolejny z mniejszym bólem. Nie wierzył w to.
Stanął przed lustrem ubrany od stóp do głowy na czarno. Garnitur, który przywiózł ze sobą leżał na nim idealnie. Związał włosy nad karkiem czarną wstążką. Wziął z łóżka różę i wyszedł z pokoju.

We trzech weszli do dużej kaplicy domu żałobnego. Przyjechali jako pierwsi. Zamarł widząc na środku pomieszczenia trumnę obłożoną kwiatami. Wieko było uniesione. Raidon podprowadził brata bliżej. Isei zamrugał szybko powiekami odganiając łzy na widok męża, który wyglądał jakby spał, ale wiedział, że tak nie jest. Wszystko do niego wróciło. Parking, krew, to jak na chwilę pozwolono mu wejść w kostnicy? Odgonił te myśli.
- Wiesz jak bardzo bym chciał być z tobą? Ty mnie jednak nie zabierzesz, będąc przekonany, że ułożę sobie szczęśliwe życie bez ciebie. Wierzysz w to, bo ja nie. Kochanie bez ciebie nie mam ochoty się śmiać, a co dopiero mówić o czymś więcej. Dlaczego zostawiłeś mnie samego? Tak bardzo tęsknię, że się duszę. Nie ma ochoty wstawać z łóżka? Tadashi? jak ja? Nie jestem gotów cię pożegnać, ale nie mogę twej duszy trzymać przy sobie. Byłeś mi najdroższą osobą na świecie i chociaż teraz żal rozdziera mi serce muszę to powiedzieć. Żegnaj misiu. Cieszę się, że byłeś i pozwoliłeś mi się kochać - położył róże na piersi męża - Zawsze je od ciebie dostawałem. Dziś to ja daję ją tobie na ostatnią drogę - niesforna łza wymknęła mu się z oka. Szybko ją otarł i poszedł usiąść obok brata.
- W porządku? - zapytał brunet.
- Nie najgorzej - odpowiedział.

Kilka minut później zaczęli zbierać się ludzie. Wśród dużej grupy byli pracownicy Ibary jak i firmy Tadashiego. Model wstrzymał oddech zobaczywszy Hiro, który prowadził starszą kobietę. Poznał ją była to mama Tadashiego, a obok szedł jej mąż. Kobieta płakała. Nagle jej wzrok padł na Iseia. Puściła ramię Hiro i podeszła do niechcianego zięcia. Widziała go raz, ale pamiętała.
- To twoja wina - syknęła - Gdybyś go tu nie zatrzymał kusząc swoim ciałem i wmawiając mu jak go kochasz, wrócił by do domu i żył by?
- Ciociu ludzie patrzą. Nie rób scen. Chodź usiądziemy - rzucił jeszcze przepraszające spojrzenie Iseiowi i zabrał ją od niego.
O tak, gdyby nie był egoistą nie pozwolił by mu być ze sobą i Tadashi faktycznie by żył. Daleko stad i nigdy nie mieli by mieć szansy na to co przeżyli.

Uroczystość pożegnalna trwała krótko, po czym wieko trumny zostało zamknięte na zawsze. Ciało zabrano do kremacji.
Nakadai poczuł jak nogi się pod nim ugięły, kiedy wstał. Shi widząc to złapał go pod ramię.
- Dobrze się czujesz?
- Nie, słabo mi. Muszę stąd wyjść. Rai dowiedz się co z prochami. Miało nie być kremacji. On miał zostać pochowany na tym cmentarzu.
- Zaczekajcie na mnie przed wejściem - rzucił brunet zanim zniknął im z oczu.
Sakata chwycił szwagra mocniej i wyprowadził go z budynku. Usiedli na ławce obok wejścia.
- Shi powiedz mi co ja mam dalej robić - wpatrzył mu się głęboko w oczy, jakby próbując w nich znaleźć odpowiedź.
- Chcesz, żeby było dalej? - zadowolony, że to słyszy. Miał tylko nadzieję, że na pewno Isei nie zechce się zabić.
- Chciałbym być z nim, ale on by mi nie wybaczył gdybym? Sam mówiłeś, że on chciał żebym żył. Dał mi ten dar poświęcając siebie. Będę się starał, ale i tak to zmarnuję. Nie mam sił. Jestem pustym wrakiem. Nikim.
- Nie jesteś nikim. Jesteś silny dasz radę.
- Nie mam już nikogo - nie chciał się żalić, ale słowa same wypływały z jego ust.
- Masz nas - powiedzieli jednocześnie Shirai i Raidon, który usiadł obok brata. Mężczyźni uśmiechnęli się do siebie.
- Co z prochami?
- Pani Sekozawa zadecydowała o kremacji. Prochy syna zabierze ze sobą i pochowa w rodzinnym grobowcu.
- Do którego ja nie będę miał dostępu. Udało jej się oddzielić go ode mnie - do oczu napłynęły mu łzy. Czuł się jak płaczliwa baba - Nie będę mógł go nawet odwiedzić. Muszę zobaczyć się z Hiro.
- To od niego się wszystkiego dowiedziałem. Przyjedzie do nas po południu. Wracajmy do domu.
Isei z ociąganiem podniósł się na powrót zapadając się w swoim bólu. Odebrana mu została szansa pójścia na grób męża? Dlaczego? Nie umiał tego zrozumieć.

***
Naoki przyjrzał się swemu chłopakowi. W myślach pochwalił go za zwyczajny wygląd. Akira miał na sobie szare spodnie od garnituru i białą koszulę z krótkim rękawem. Nie zrobił też makijażu i zdjął kolczyki. Wyglądał o wiele poważniej niż zazwyczaj. Na co dzień stawał się ślicznym chłopaczkiem, ale teraz był przystojnym młodym mężczyzną. Chyba lubił go w obu tych wersjach.
- Nie denerwuj się tak - powiedział do niego.
Niebieskie oczy rozejrzały się po holu domu rodzinnego Torisei?a. Nie wiedział, że ma aż tak bogatego faceta.
- Łatwo ci mówić. Ty tu naprawdę mieszkałeś?
- Tak. Czułem się jakbym mieszkał w muzeum. Przejdźmy do salonu.
Położył mu delikatnie dłoń na plecach i zaprowadził do dużego, pełnego luksusów pokoju. Obecne w nim osoby spojrzały w ich stronę. Akira denerwował się coraz bardziej.
- Mamo, tato to jest mój chłopak. Akira Yoshi.
Szarowłosy ukłonił się kobiecie i mężczyźnie stojącym obok syna. Pani Torisei była ubrana w elegancką niebieską garsonkę, a pół długie włosy miała starannie upięte nad karkiem i ozdobione srebrną szpilką. Jej mąż do którego Naoki był podobny, uśmiechnął się do Akiry i poprawił spadające z nosa okulary. Miał na sobie podobny strój jak niebieskooki z tymże w ciemnych kolorach i do tego szyję ozdabiał czarny krawat w szare prążki.
- Akira poznaj również przyjaciół moich rodziców państwa Hashi oraz - tu model spojrzał na młodego mężczyznę ubranego w sportowy, ale również elegancki strój co pozostali - ich syna Akihito.
- Miło mi państwa poznać - Zastanawiał się co robi tu ten młody człowiek. Przecież mieli być tylko rodzice Nao i ich przyjaciele.
- Yoshi - odezwała się matka Naokiego - Znajome nazwisko. Należysz może do rodziny Yoshich, która jest właścicielem firmy motoryzacyjnej?
- Nie proszę pani.
- Akira pracuje ze mną w agencji.
- Tak? Co robi? - dopytywała.
- Jestem fryzjerem, stylistą i pomocnikiem fotografa.
- Ach tak. Przejdźmy do jadalni. Służba już podała kolację.
Akira słysząc słowo służba już miał ochotę stąd uciec.
Jadalnia okazała się być nie mniej reprezentacyjna od salonu. Kryształowe żyrandole zwisały z sufitu niczym olbrzymie pająki. Podłoga z białego marmuru, lustrzana ściana, ogromny stół na dwadzieścia kilka osób do tego zastawiony stosem jedzenia stał pośrodku jadalni. W połączeniu z chłodem pomieszczenia i osób zajmujących miejsca przy stole to wszystko sprawiało, że czuł się przytłoczony tym coraz bardziej. Co on tu robił? Popatrzył na Naokiego, który pokazał mu krzesło. Model wyglądał na dość spiętego.

Naoki zastanawiał się co robi tutaj Akihito. Czyżby rodzice mieli jakieś plany z nim związane? Znał go od dzieciństwa, ale nigdy się specjalnie nie lubili i oni wiedzieli o tym, mimo to zaprosili go. Chociaż mogli to również zrobić ze względu na swych przyjaciół. Usiadł obok szarowłosego.
- Mamo dlaczego jemy tutaj? Druga jadalnia jest o wiele przytulniejsza.
- Mamy mały remont synku.
- Wczoraj go nie mieliście.
- Dziś zdecydowałam, że muszę odnowić tamten pokój.
Nastała chwila ciszy podczas, której pokojówki nałożyły jedzenie na talerze.
- Panie Yoshi - głos ponownie zabrała mama modela - Studiuje pan?
Akira odłożył łyżkę, która zamierzał nabrać sobie zupy.
- Nie. Skończyłem tylko liceum i dwuletnią szkołę fryzjerską.
- Czyli nie ma pan określonego zawodu i lepszych perspektyw na przyszłość.
- Mam zawód proszę pani. Jak mówiłem jestem fryzjerem.
- Tak, mówił pan to. Akihito - kontynuowała kobieta - jest młody i ma stanowisko dyrektora w firmie swego ojca, a także studiuje na uniwersytecie Tohoku.
- Mamo nie każdy ma ochotę całe życie spędzić w szkolnych murach. Ja też wolałem modeling, zamiast zarządzania firmą ojca - popatrzył na nią z gromem w oczach.
- Chciałem się uczyć, ale nie każdy ma możliwości kształcenia się. Zresztą robię to o czym zawsze marzyłem - szarowłosy wsunął sobie łyżę zupy do ust.
- Spełnianie marzeń - odezwał się w końcu Akihito - Nie każdy może sobie na nie pozwolić.
- Mówisz tak jakbyś nie mógł spełnić swoich - spojrzał mu w oczy Naoki.
- Nie zawsze wypada je spełniać.
- A jakie one są?
Akihito parsknął tylko i zabrał za jedzenie.
Akira nie zabrał głosu do końca kolacji. Przysłuchiwał się tylko o czym rozmawiają starsi, ale nic nie rozumiał. Akcje, obligacje, jakieś punkty stóp procentowych były dla niego czarną magią. Zaczynał rozumieć, że jest głupi. Jak Nao może związać się z kimś kto nic nie wie o takich sprawach. Zawsze był pewny siebie, a teraz w tym domu, przy tych ludziach tracił to.
Po kolacji Naoki wziął go za rękę i zaprowadził do salonu w którym podano kawę i ciastka. Model przeprosił wszystkich i zniknął na kilka minut. Akira zostając bez swego kochanka u boku poczuł się jeszcze bardziej skrępowany.
- Panie Yoshi zapraszam pana na kilka minut do mojego gabinetu - w pewnym momencie powiedziała mama modela i wskazała ręką na drzwi w głębi pokoju.

Nawet nie rozglądał się po gabinecie. Miał dość tego przepychu i chwalenia się nim. Stanął na środku i pytającym wzrokiem spojrzał na kobietę. Miał wrażenie, że w tym domu rządzi ona, a ojciec Naokiego ma niewiele do powiedzenia. Zresztą wyglądał na osobę milczącą w przeciwieństwie do żony.
Kobieta podeszła do biurka i odsunęła szufladę. Wyjęła z niej książeczkę czekową co już się szarowłosemu nie spodobało.
- Ta suma - podpisała czek - powinna cię zadowolić.
Podeszłą do niego i podała czek.
- Co to jest? To znaczy dlaczego mi go pani daje?
- Ta suma urządzi cię na kilka lat w beztroskim życiu. Płace ci, żebyś zostawił mojego syna. Przecież po to z nim jesteś. Tacy jak ty zawsze tak robią. Łapią bogatego chłopaka i wyciągają pieniądze. Nie zasługujesz na niego. Mój syn ożeni się z kimś z jego świata, nie z marnym zerem. Proszę weź to.
Akirze zakręciło się w głowie. Nie mógł uwierzyć w to co proponuje mu kobieta.
- Jeszcze nikt mnie tak nie obraził. Co pani sobie myśli?! - nieznacznie podniósł głos - Wezmę czek i go zostawię? Kocham Naokiego bardziej niż sam to sobie wyobraża. Do dziś nie wiedziałem z jakiej rodziny pochodzi. Nigdy nie wyciągnąłem od niego nawet jena. I nie jestem biedakiem. Pracuję i zarabiam. Stać mnie na wiele. Pani pieniądze - pokazał nic niewarty zwitek papieru - Śmierdzą. Nie chcę ich nawet dotykać - wysyczał - Nic pani za nie nie kupi. Na pewno nie mnie! - wybiegł z pomieszczenia.
Szybko pokonał salon i hol. Opuścił dom z ulgą i dopiero wtedy pozwalając sobie na uronienie łez. Kimże on jest, że ta kobieta go tak poniżyła? Biegł pustą ulicą przed siebie, a ciemność okalała go ze wszystkich stron. Nikłe światło dawały uliczne lampy rozstawione co kilkanaście metrów. Czuł jak jego dusza się rozrywa na dwie części. Teraz pewnie straci Nao. Ta kobieta nie pozwoli mu na bycie z nim.

Naoki wrócił z toalety do salonu i nie zastał swego kochanka. Zaniepokoiło go to.
- Gdzie on jest?
- Twój były kochanek synku okazał się łasym na pieniądze sępem - rzekła matka.
- O czym ty mówisz?! - krzyknął nie zwracając uwagi na gości.
Matka pokazała mu książeczkę czekową na której widniała kopia wypisanego czeku na bardzo wysoką sumę. Aż coś ścisnęło go za serce.
- Chcesz powiedzieć, że dałaś mu?
- Przyjął go w wielką ochotą.
- Nie wierzę. Akira taki nie jest. Nie zależy mu na pieniądzach - był tego pewny - Założę się, że go nie przyjął.
- Przyjął.
- Kłamiesz mamo! Od początku chciałaś upokorzyć Akirę. Wiedziałaś kim jest. Te twoje pytania i wychwalanie Akihito jaki to on nie jest, było podłe - syknął - Po to go tu zaprosiłaś? Wiesz jak go nie lubię.
- Z wzajemnością - odezwał się młody Hashi.
- Nie wiem co mam z tobą zrobić mamo. Nic dziwnego, że mój brat ułożył sobie życie z dala od ciebie. Chcę być z Akirą i będę wbrew tobie! Dzięki, że mi to uświadomiłaś.
Wybiegł z domu wsiadając do swego auta i ruszył pędem. Miał nadzieję, że szybko znajdzie szarowłosego.
Rozglądał się wokół. Nie mógł odbiec daleko. To była jedyna droga w tym rejonie. Jechał dalej aż w końcu zobaczył biegnącą postać poboczem drogi. Nacisnął klakson. Chłopak nie reagował, więc go wyprzedził i zajechał mu drogę. Dopiero wtedy wystraszony Akira zatrzymał się. Nao wysiadł z samochodu i podbiegł do swego partnera.
- Akira?
- Zostaw mnie - był taki załamany i nie chciał usłyszeć czegoś co go zaboli jeszcze bardziej.
- Jak mogę cię zostawić, kiedy jesteś w takim stanie. Słuchaj wiem co zrobiła moja matka.
- Sądziła, że mnie przekupi. Czy wyglądam na kogoś kto pragnie kasy? Po co ja tam szedłem - opadł na kolana.
Naoki uklęknął przy nim.
- To moja wina, nie powinienem był tam cię zabierać. Myślałem, że oni naprawdę chcą cię poznać. Nie wiedziałem, że moja mama jest taka - pogłaskał go ostrożnie po głowie.
Akira czując ten dotyk w mgnieniu oka wtulił się w modela.
- Kocham cię. Nie jestem z tobą dla pieniędzy. Ja wiem, że jestem głupi, ale cię kocham - wypłakał.
- Nie jesteś głupi. Jesteś kimś z kim chcę być. Akira ja? zrozumiałem, że zależy mi na tobie. Nie zniósł bym sytuacji w której nie ma cię przy mnie. Chyba cię kocham - Tak, teraz jak to powiedział, zrozumiał, że tak czuje od jakiegoś czasu - Nie, nie chyba ja? kocham cię.
Yoshi popatrzył na niego zszokowany słowami na które tak długo musiał czekać.
- Nie mówisz tego, żeby mnie pocieszyć?
- Nie - otarł mu łzy kciukami - Mówię to co czuję. Przecież wiesz.
- A co z twoją rodziną?
- Chrzanię ich. Jak nie rozumieją pewnych rzeczy to trudno. Kocham cię - pochylił się i delikatnie pocałował.
Ten pocałunek na środku ulicy, kiedy klęczeli blisko siebie był najcenniejszy z tych, które już przeżyli. Był pełen uczucia na które obaj czekali aż go odnajdą i zostanie ono odwzajemnione. Tej nocy dali duży krok do przodu w swym związku i życiu.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum