The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 16 2019 02:58:06   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Gówniarz 22



Rozdział 22: Daria


Łóżko było wygodne, duże i ciepłe, jakoś tak przyjemnie pachnące. Za plecami wciąż czuł czyjąś obecność, ale wcale go ona nie irytowała; nawet ciche pochrapywanie i przewracanie się z boku na bok nie wydawało się w żaden sposób uciążliwe. Wręcz przeciwnie - usypiało go i dawało poczcie bezpieczeństwa. Dopiero gdy tego zabrakło, a on odwrócił się przodem do uciekającego źródła ciepła i zapachu, przebudził się, nie zastając go tuż obok. Uchylił zaspane powieki, patrząc na nagą sylwetkę podnoszącą się z łóżka. Zamruczał z niezadowoleniem, jeszcze nie do końca rozbudzony.
- Wracaj - rozkazał z niezadowoleniem, ochrypłym oraz naznaczonym snem głosem.
Maciej obejrzał się i omiótł rozbawionym wzrokiem zakopaną w kołdrze postać. Jakby od niechcenia wyciągnął dłoń, żeby odgarnąć pokręcone włosy opadające na jej twarz.
- Muszę zapobiec kataklizmom - odparł, pochylając się i łapiąc za swoje spodnie leżące na podłodze. Filip przyglądał się temu ze zmarszczonymi brwiami.
- Co? - zapytał głupio.
- Pies. Może i jest mały, ale załatwia się za dwóch - rzucił, zapinając rozporek oraz udając, że wcale nie zauważył uważnego wzroku Filipa omiatającego jego całą, do połowy nagą sylwetkę.
- Jeszcze nie dałeś mu imienia? - zapytał Wilczyński, ziewając szeroko. Poranki u Macieja powoli stawały się czymś normalnym, chyba już nawet zaczynał przyzwyczajać się do tego drogiego apartamentu. Nie pogardziłby takim życiem w luksusie i przystojnym facetem tuż obok. Z ogromną chęcią zamieniłby swoją dotychczasową egzystencję z Błażejem na Macieja, jeśli tylko to zagwarantowałoby mu pieniądze i dobrobyt.
Myślenie o Macieju jako o potencjalnym sponsorze było zdecydowanie łatwiejsze. Nawet nie chciał się zastanawiać, co takiego sprawiało, że tak ciągnął do Wyszyńskiego. Zera na koncie były znacznie prostszym i niegroźnym rozwiązaniem. Wolał myśleć, że to właśnie przez nie tak pożądał Macieja, a nie, że jego pieniądze były jedną z wielu rzeczy, które się na to pożądanie składały.
- Raczej nie mam głowy do wymyślania imion - odparł, podchodząc do wysokiej szafy. Otworzył ją, a oczom Filipa ukazał się stos równo ułożonych ubrań. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Macieja-pedanta lubił chyba tak samo jak Macieja-biznesmena; nie cierpiał bałaganu i Maciej to niecierpienie podzielał razem z nim.
- Ciapek.
Wyszyński obejrzał się na Filipa z uniesionymi brwiami, a ten tylko wzruszył ramionami.
- No Ciapek. Nie trzeba wiele myśleć. Albo Reksio, Maks, Burek, cokolwiek. Ważne, żeby miał imię. Niefajnie jest nie mieć imienia - to mówiąc, ziewnął szeroko, a Maciej doznał wrażenia deja wu. Już kiedyś prowadzili rozmowę o imieniu dla kundla, ale pies wciąż pozostawał jedynie Psem.
- Dobra, niech będzie Ciapek - powiedział obojętnie, doskonale wiedząc, że "Ciapek" nijak nie pasowało do przybłędy. Wcześniej jednak wydawało się również, że ogólnie pies nie pasował do Macieja, a jednak jakoś egzystowali sobie razem i było im dość dobrze. Gdyby jednak spojrzeć na ostatnie wydarzenia z życia Macieja, miało tam miejsce całe skupisko wypadków niezgrywających się z założeniami Wyszyńskiego. Najpierw Łukasz, którego przez ostatnie lata unikał jak ognia i szczerze nienawidził, a teraz mu pomagał, i później Filip. Przyleciał z podkulonym ogonem, żeby następnie wylądować w jego łóżku...
Ćmę naprawdę ciągnęło do ognia. Jeszcze trochę, a osmoli sobie skrzydła.
- Za ile wrócisz? - zapytał Filip, starając się nie brzmieć jak niezadowolone dziecko. Choć faktycznie był niezadowolony z powodu braku Macieja w łóżku.
- Runda dookoła bloku, góra dziesięć minut - odpowiedział, przysiadając jeszcze na skraju posłania, żeby założyć skarpetki. Wszystkiemu przyglądał się pies (albo raczej już Ciapek), koczując w przedpokoju i czekając, aż wreszcie wyjdą na spacer.
- Okej to... - "będę czekać" naprawdę źle brzmiało - może zrobię śniadanie?
Maciej obejrzał się na Filipa, nieco zdziwiony, ale ostatecznie kiwnął głową.
- Jeżeli coś wykombinujesz z tego, co jest w lodówce, chyba zatrzymam cię na dłużej - rzucił niby żartem, a przynajmniej chciał, aby Filip odebrał to jak zwykły, niewinny dowcip, ale szybko się zorientował, że mógł się odrobinę zagalopować. Odchrząknął, chcąc ukryć swoje zdenerwowanie i już nie patrząc na Filipa, podniósł się z łóżka.
- Ciapek, idziemy.
Wilczyński patrzył na Macieja znikającego w przedpokoju. Serce niemal podeszło mu do gardła, a żołądek zdawał się wykręcić na drugą stronę i to wcale nie z głodu.
Zatrzymam cię na dłużej.
- Cholera - sapnął ciężko, kiedy usłyszał trzask drzwi. Przekręcił się na bok, zagarniając pod twarz poduszkę Macieja.
Pachniała nim. Mieszanka zapachu drogich perfum, szamponu i tego czegoś, należącego jedynie do Macieja. Docisnął do niej mocniej twarz, wcale nie chcąc się zastanawiać, dlaczego serce szaleńczo łomotało mu w piersi i dlaczego zrobiło mu się tak gorąco.
Zakochał się.
Jak szczeniak zadurzył się w Macieju po same uszy i była to prawda tak niewygodna, że najchętniej zepchnąłby ją na dno umysłu.

***

Poranek z pewnością nie należał do tych najprzyjemniejszych. Przypomniał mu o latach swojej młodości i o nieprzyjemnym fakcie, że może i miał mocną głowę do alkoholu, ale następnego dnia ponosił za to wysoką cenę. Przewrócił się na bok, szukając po omacku butelki z wodą przy łóżku. Gdy tylko na nią natrafił, zaraz usiadł, aby wziąć kilka dużych, gaszących pragnienie łyków.
Wczoraj było... fajnie. Po prostu fajnie. Nie fenomenalnie, ale też wcale nie tragicznie. Polubił znajomych Macieja, dzięki którym na moment oderwał się od swoich problemów.
Z lekkim uśmiechem na ustach położył się z powrotem do łóżka i sięgnął po telefon. Ze zdziwieniem zauważył, że czekała na niego wiadomość wysłana z nieznanego numeru jakąś godzinę temu.
"Hej, tu Kuba. Skoczyłbyś może dzisiaj ze mną gdzieś na obiad?-
Aż zamrugał, przypominając sobie, że faktycznie przed wyjściem podał Jakubowi namiary na siebie. Był już wtedy dość pijany, a więc rozmowa lepiła im się całkiem gładko. Do niczego rzecz jasna nie doszło, gospodarz przestał naciskać na Łukasza i po prostu prowadzili pijacką pogawędkę, w której zawierał się chyba każdy temat, z polityką na czele. A nadmienić trzeba, że Łukasz nie był jakimś politycznym zapaleńcem, jednak z Kubą dobrze rozmawiało się o wszystkim.
Zwilżył językiem spierzchnięte wargi, nie wiedząc, co na to odpisać. Chciał gdziekolwiek iść? Jeszcze w stanie przenikającego przez kości kaca?
"Ledwo żyję" - odpisał więc i odłożył komórkę. Chwilę pokręcił się z boku na bok, próbując zignorować skręcający się we wszystkie strony żołądek, aż wreszcie wstał z łóżka i zgięty w pół poczłapał do kuchni. Wyszedł z niej dopiero z kubkiem parującej herbaty, żeby po chwili znów zalec w pościeli. Sprawdził telefon, ale nie czekała tam na niego żadna odpowiedź, więc zalogował się na swoją pocztę.
Jedna nowa wiadomość.
Mimowolnie uśmiechnął się. Chociaż tyle dobrego o poranku.
Już chciał ją odczytać, gdy na pasku u góry wyświetlacza pojawiła mu się informacja o nowym SMS'ie.
"Daj znać za kilka godzin. Jak coś to po ciebie podjadę", odpisał Kuba, a on momentalnie poczuł się odrobinę nieswojo. Nie miał pojęcia, jakie były jego intencje; tylko przyjacielski obiad, czy może jednak coś więcej?
A nawet jeśli?, zganił się zaraz w myślach, wpatrując się nieruchomo w ekran telefonu. Chyba powinien przestać chować się za swoim murem obronnym i pozwolić życiu się toczyć. Czy nie tak pisał mu Pięćdziesięciolatek?
"Dobra? " odpowiedział szybko na wiadomość i nim poddał to głębszemu przemyśleniu, wysłał. Niech się dzieje, co chce.

***

Stan lodówki okazał się jeszcze gorszy, niż Filip mógłby przypuszczać. Gdy tylko otworzył drzwi, powitała go chłodna pustka. Jakieś jajka, kawałeczek pomidora, lekko przyschnięte dwa plasterki szynki i cebula, jedyna w tym towarzystwie świeża i bez jakichkolwiek zastrzeżeń nadająca się do spożycia.
- Pokaż mi zawartość swojej lodówki, a powiem ci o twoim stanie cywilnym - zamruczał pod nosem, wykładając na blat wątpliwej jakości jedzenie, które znalazł. Kiedy zaczął rozglądać się w poszukiwaniu jakiegoś pieczywa i tutaj nadeszło rozczarowanie. Chociaż właściwie powinien przygotować się na to, że - owszem - znajdzie chleb, ale cały spleśniały i już dawno po terminie ważności.
Aż sapnął ciężko, patrząc z poirytowaniem na jedyne jadalne produkty, które wyciągnął z lodówki. I co on miał niby z tego zrobić? Oczywiście nie musiał nic, mógłby wrócić do łóżka i poczekać, aż Maciej przyjdzie ze spaceru, a wtedy namówić go na śniadanie w jakiejś droższej restauracji. Mógłby i pewnie jeszcze niedawno dokładnie tak by się zachował, tyle że...
Zatrzymam cię na dłużej.
A kim on niby był? Potrąconym Ciapkiem, nad którym Maciej się zlitował? Zmarszczył z poirytowaniem brwi i wrócił do przeszukiwania szaf. Znalazł mąkę, a pomysł na śniadanie od razu wykrystalizował się w jego głowie. Już po chwili zabrał się za przygotowywanie omletów. Szynkę i cebulę najpierw podsmażył, żeby później wymieszać ją z masą na placki, które zaraz, cały zadowolony z siebie, usmażył.
Niech no tylko Wyszyński spróbuje narzekać.

***

- Jestem - powiedział od progu i postawił zakupy na podłodze, żeby jeszcze pochylić się do Ciapka. Dopiero gdy odpiął mu obrożę, wyprostował się i rozejrzał po pustym przedpokoju. W całym mieszkaniu panowała osobliwa, raczej niespotykana (albo i spotykana, ale na pewno nie wtedy, gdy u Macieja gościł Filip) cisza. - Poszedłem jeszcze do spożywczaka po chleb - dodał, ale i na to nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Szybko więc ściągnął buty, żeby po chwili zajrzeć do kuchni, skąd dobiegały do niego całkiem smaczne zapachy. I już po chwili poznał ich źródło; na stole leżał talerz z kilkoma omletami, a kawa w ekspresie wrzała, wypełniając pomieszczenie przyjemnym, choć dość ciężkim aromatem. Podszedł do urządzenia i sięgnął do wyłącznika. - Filip? - zapytał, naprawdę nieco zaniepokojony takim stanem mieszkania. Wyszedł z kuchni, nie mając pojęcia czego powinien się spodziewać. Chociaż znając Filipa, intuicja podpowiadała mu, że znów czeka go jakaś przeprawa.
Zajrzał do sypialni, ale i tutaj powitało go jedynie puste, rozkopane łóżko. Zmarszczył brwi, już mając przed oczami całą masę dziwnych wydarzeń, w których pojawił się nawet Błażej. Całe szczęście rozwiały się one zaraz po zajrzeniu do salonu, co jednak nie oznaczało, że wszystkie obawy również odeszły w zapomnienie. Aż zatrzymał się w progu i popatrzył na Filipa przeglądającego jakąś książkę, a przynajmniej tak na początku mu się wydawało. Już miał coś powiedzieć; zganić za siedzenie cicho i niewyłączenie ekspresu, gdy dojrzał rozbawiony wyraz twarzy Wilczyńskiego.
- Wyglądałeś jak kurczak - powiedział, odrywając spojrzenie od tego, co właśnie przeglądał. Maciej zmarszczył brwi, jednak już po chwili zrozumiał, do czego takiego dorwał się Filip. Aż sapnął ciężko, czerwieniejąc lekko na twarzy, co oczywiście wytłumaczył złością. Rzecz jasna wcale się nie zawstydził.
- Naprawdę przeglądałeś moje rzeczy? - zapytał, popatrując na otwartą za Filipem szafkę.
- Długo nie wracałeś. - Jakby nigdy nic wzruszył ramionami i przerzucił kartkę w albumie, żeby zaraz wybuchnąć śmiechem. - O Boże, nie wierzę - sapnął, aż pochylając się bardziej do zdjęcia. ? To już nie kurczak, to jakieś inne zwierzę po wylewie - powiedział wesoło, odwracając w stronę Macieja album i wskazując na zdjęcie zrobione tuż po otrzymaniu wyników maturalnych. Wyszyński popatrzył na uśmiechniętego siebie sprzed kilkunastu lat z czupryną utlenionych włosów. Aż skrzywił się lekko, przypominając sobie, że wtedy faktycznie przechodził przez tragiczny w skutkach okres eksperymentowania z fryzurą.
- To było jakieś czternaście lat temu - rzucił niby obojętnie, powstrzymując się przed podejściem do Filipa i wyrwaniem mu albumu z rąk. Sam nie wiedział, dlaczego kiedyś zabrał go z domu. Raczej nigdy nie sięgał po niego i nie wspominał starych czasów, w szczególności, że na co drugim zdjęciu znajdował się Łukasz.
- Strasznie chudy byłeś - stwierdził Filip niczym znawca, całkowicie zapominając o fakcie, że sam nie mógł narzekać na przybywające kilogramy. Nim jednak Maciej cokolwiek na to odpowiedział, Wilczyński wskazał na fotografię, a dokładniej na chłopaka stojącego tuż obok dziewiętnastoletniego Macieja. - A to? Łukasz? - zapytał domyślnie.
- Odłóż to i idziemy jeść - uciął Maciej, wcale nie mając ochoty na opisywanie każdego zdjęcia po kolei.
- Przystojny był - powiedział Filip, przyglądając się fotografii. - Znacznie bardziej niż ty tutaj. Chociaż ubierał się chyba jeszcze tragiczniej. O ile to w ogóle możliwe. Serio, Maciuś... Koszula ze smokiem? - paplał, nawet nie zauważając zmiany na twarzy Wyszyńskiego.
- Czego w "odłóż to" nie rozumiesz? - warknął, mierząc Filipa zirytowanym spojrzeniem. Wilczyński momentalnie podniósł wzrok, patrząc na Macieja początkowo zdziwiony. Zaraz jednak jego usta rozciągnęły się w złośliwym uśmiechu, a on bagatelizując złość Wyszyńskiego, spróbował dolać oliwy do ognia. W końcu nie byłby sobą, gdyby odpuścił taką świetną okazję. Ostatnio między nimi zrobiło się zdecydowanie zbyt słodko.
- Ale spokojnie, teraz jest brzydszy - powiedział beztroskim tonem. - Dziękuj Bogu za mnie, bo wiesz, starość czyha za rogiem - mówił wesoło, jakby nigdy nic przerzucając zdjęcie i przyglądając się innej fotografii z Maciejem, Łukaszem i jeszcze jakąś dziewczyną w roli głównej. Nastolatka miała trochę podobny do Macieja układ nosa i ust, podejrzewał więc, że była to jego siostra, o której też już wiele słyszał. - Jeszcze trochę a i tobie tyłek zwiędnie. Wtedy już nie pozostanie nic, tylko podpieranie ścian w Heaven i czekanie, aż ktoś się...
- Czasem mam wrażenie, że w dzieciństwie musiałeś uderzyć w coś głową - powiedział Maciej ze zrezygnowaniem, przysiadając na kanapie i patrząc z góry na rozłożonego na podłodze Filipa.
- Długo byliście ze sobą? - zapytał Filip, w żaden sposób nie przejmując się uwagą Macieja. Kontynuował przeglądanie zdjęć, zapominając też o stojącym na stole w kuchni śniadaniu.
- Kilka lat - odpowiedział Maciej, dając się wciągnąć we wspominanie pomimo swojej początkowej niechęci.
- Był twoim pierwszym? - pytał dalej. - Serio, tragiczne te włosy miałeś. Jakby coś ci zdechło na tej głowie - mruknął jeszcze pod nosem, jak zwykle musząc dodać swoje trzy grosze.
Maciej popatrzył na Filipa z politowaniem, ale nie potrafił opanować lekkiego rozbawionego wykrzywienia ust. Bo tu, niestety, musiał przyznać Wilczyńskiemu rację, jego włosy pod koniec liceum faktycznie wołały o pomstę do nieba.
- Mhm, był.
- Byłeś na dole - stwierdził w pewnym momencie tonem znawcy, wybijając tym samym Macieja z pantałyku. Ten zamrugał, nie spodziewając się aż takiej zmiany tematu i tego typu spostrzeżeń.
- Co?
- No mówię, że byłeś na dole. - Wydął wargi, przyglądając się to nastoletniemu Łukaszowi, to Maciejowi. - Jak na dłoni widać, że lądowałeś jako bottom.
Wyszyński aż uniósł wysoko brwi, udając, że wcale nie czuje gorąca uderzającego go w twarz.
- Idę jeść - powiedział, chcąc uciąć temat. Podniósł się szybko z kanapy i już miał wyjść z pomieszczenia, gdy za plecami znów usłyszał wścibski ton głosu Filipa.
- Co się zmieniło, Maciuś? - Wilczyński odłożył album na podłogę (no bo oczywiście czemu miałby odłożyć go na miejsce, do szafy?) i wstał, przypominając sobie o czekającym na nich śniadaniu. - Chyba że dalej masz zapędy, co? - zapytał, żeby po chwili wychylić się i klepnąć gospodarza w pośladki. Samo wyobrażenie Macieja jako strony pasywnej było dość zabawne, bo w końcu taka łatka raczej nie pasowała do kogoś, kto kreował się na "naczelnego ruchacza". Zaraz jednak, gdy bardziej sobie to wizualizował, poczuł całkiem przyjemny dreszcz przebiegający mu po plecach. Może i z Filipa aktyw był żaden, jednak obraz zdominowanego Macieja z pewnością mógł go odrobinę pobudzić.
Maciej prawie zgrzytnął zębami. Początkowo chciał to zwyczajnie zignorować, jednak klepnięcia w tyłek nie mógł tak po prostu popuścić płazem. No i doskonale wiedział, że jeśli teraz nie zamknie buzi Filipowi, dzieciak tylko się rozkręci. Momentalnie więc odwrócił się przodem do Wilczyńskiego i korzystając z jego nieuwagi, złapał za ramiona, żeby zaraz popchnąć na ścianę. Przycisnął go do niej, wciąż mocno zdezorientowanego, całym swoim ciałem, marszcząc w złości brwi.
- Mam ci przypomnieć, jak wczoraj pode mną jęczałeś? - syknął, łapiąc jego brodę pomiędzy palec wskazujący a kciuk i uniósł ją tak, aby Filip na niego spojrzał. - Zaraz możemy powtórzyć, jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości - obniżył odrobinę ton głosu, będąc tak stanowczym, że Filip momentalnie poczuł, jak miękną mu nogi. Zwilżył nerwowo wargi, patrząc Maciejowi hardo w oczy. Nawet jeśli dominujący Maciej sprawiał, że jakaś część jego miała ochotę od razu mu się podporządkować, nie zamierzał dawać mu tej satysfakcji. Serce łomotało w jego piersi, zupełnie jakby chciało się z niej wyrwać, a on spróbował jakoś zapanować nad szalejącymi emocjami.
Uśmiechnął się arogancko, tak jak to miał w swoim zwyczaju. Czuł, że tej bitwy nie może przegrać, chociaż przez groźny wzrok Macieja po plecach wciąż przebiegały mu elektryzujące dreszcze. Zignorował je jednak i zamiast podporządkować się napierającemu na niego ciału, wyciągnął dłoń, żeby po chwili zacisnąć ją zwycięsko na pośladku Wyszyńskiego.
- A może spróbujemy innego układu? - zapytał bezczelnie, odpowiadając na spojrzenie Macieja równie pewnym wzrokiem.
- A umiałbyś? - odparł Maciej, dając całkowicie wciągnąć się w Filipowe gierki. Zupełnie, jakby ich dalsza pozycja w seksie zależała jedynie od wyniku tego starcia. - Wiedziałbyś, co robić? - zapytał, zniżając się nieco do Filipa i biorąc z niego przykład, uśmiechnął się w ten sam impertynencki sposób.
W Filipie zawrzało. No bo jak to niby? Miałby nie potrafić operować penisem?! Zacisnął mocniej dłoń na pośladku Macieja, żeby zaraz podnieść się nieco na palcach i złączyć ich wargi w zapalczywym pocałunku. Od razu utorował sobie językiem drogę do wnętrza jego ust, a drugą dłonią stanowczo złapał go za kark, aby pokazać, że owszem - wiedziałby, co robić.
Poczuł, jak Maciej zaczyna oddychać odrobinę szybciej i jak powoli poddaje się narzuconemu tempu. Oddawał pocałunek, pozwalając jednak Filipowi go zdominować. Nie miał wątpliwości co do tego, że Wilczyński faktycznie odnalazłby się jako strona aktywna, jednak sam nie bardzo chciał tego doświadczać. Odkąd zerwał z Łukaszem (albo raczej odkąd to Łukasz nagle wyrzucił go ze swojego życia), nie chciał wylądować w bardziej uległej konfiguracji. Wiedział więc, że Filip w tym układzie miał raczej niewielkie szanse na wykazanie się jako top. Mimo to gorące pocałunki Wilczyńskiego, pełne młodzieńczej werwy i próby dominacji, były naprawdę bardzo przyjemne. Nawet ta ręka na pośladku także nie wydawała się Maciejowi jakoś bardzo zagrażająca, bo wystarczyło tylko, że objął Filipa mocno ramieniem w pasie, a już poczuł kontrolę nad sytuacją.
Nim jednak Filip zdążył się dobrze rozkręcić, bo już chciał wsunąć Maciejowi dłoń w spodnie i nieco bardziej pobawić się jego tyłami, rozbrzmiał dźwięk telefonu. Początkowo obaj go zignorowali, nie bardzo zdając sobie sprawę z faktu, że rzeczywiście ktoś próbował się dodzwonić, gdy w pewnym momencie Filip odepchnął od siebie Macieja.
- Muszę odebrać - powiedział szybko, cały zasapany, kiedy uświadomił sobie, że to przecież jego telefon i że mogło stać się coś ważnego. Wczoraj miał wyjść jedynie na kilka godzin, a dzisiaj obudził się w mieszkaniu Macieja i gdyby mógł, zostałby jeszcze dłużej.
Wyszyński sapnął z niezadowoleniem, w końcu rano do niczego nie doszło przez kundla, a teraz również obejdzie się ze smakiem przez dzwoniący telefon. Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić, Filip już wydostał się z jego ramion i pognał do sypialni. W międzyczasie melodia ustała, a Maciej skrzywił się z rozdrażnieniem. Zapowiadał się tak ciekawy seks z rana...
- Będę spadać - powiedział Filip, wracając do salonu z komórką w dłoni. Pisał coś szybko, ani na moment nie odrywając wzroku od wyświetlacza.
Maciej popatrzył na niego nieco zdziwiony i może nawet trochę rozczarowany. Oczywiście Filip mógłby to zinterpretować jako rozczarowanie z powodu uciekającego seksu, nie mógł wiedzieć, że Wyszyński pomyślał o czymś innym. Że tak właściwie to już przyzwyczaił się do obecności Filipa i że gdy dzieciak stąd wyjdzie, apartament wyda się o wiele za duży. Nic takiego rzecz jasna nie powiedział, zostawił to jedynie dla siebie i kiwnął głową.
- Jasne. - Nie powinien przyzwyczajać się do tego dzieciaka. Kundle przychodzą i odchodzą. O ile na razie jeszcze Filip był nim zainteresowany, kiedyś w końcu to się zmieni. Był dzieciakiem, szybko znajdzie sobie jakiś inny obiekt do uwielbiania. - A co z jutrem? - zapytał, wracając do tematu, który obaj omijali przez cały ranek. - Przyjechać po ciebie?
Filip przeszedł do przedpokoju, gdzie złapał za swoje buty. Maciej stanął w progu, obserwując ruchy Wilczyńskiego w milczeniu.
- Nie, Maciusiu - powiedział wesoło, zerkając jeszcze na Macieja z szerokim uśmiechem.
- Nie chcesz się zbadać? - Zmarszczył brwi, patrząc na Filipa z niezrozumieniem.
- Chcę, ale nie będziesz nigdzie jeździć. - Gdy już założył swoje trampki, wyprostował się i posłał Maciejowi rozbrajająco niewinne spojrzenie, które oczywiście nijak nie pasowało do jego zachowania sprzed chwili, kiedy to usiłował przekonać Macieja do swojego ewentualnego topowania. - Wrócę wieczorem, w domu mają jakieś kłopoty. A jutro pojedziemy razem - rzucił beztroskim tonem, jakby faktycznie chodziło o rodzinny wyjazd do parku rozrywki, a nie o badanie na obecność wirusa HIV.
Maciej westchnął ciężko i pokręcił głową z rezygnacją. Życie z Filipem nie należało do łatwych zadań.
- Jasne - powiedział, starając się nie myśleć, że te "kłopoty" mogły w głównej mierze dotyczyć Błażeja. - Uważaj na siebie - dodał jeszcze, nim zdążył ugryźć się w język.
Filip popatrzył na niego, szybko chłonąc obraz roztarganego, rozchełstanego i chwilę temu mocno podnieconego Macieja. Lekko zmartwiony wyraz twarzy w ogóle nie pasował do tego prawie łóżkowego image'u, ale sprawił, że po ciele Filipa rozlało się kojące ciepło.
- Spoko - rzucił tylko w odpowiedzi i już po chwili opuścił mieszkanie z szybko bijącym sercem.
Naprawdę działo się z nim coś niedobrego. Wystarczyło tylko, żeby wyszedł z apartamentowca, a już miał ochotę zawrócić. W końcu nie zjadł z Maciejem śniadania.

***

Odkąd wyszedł Filip, mieszkanie rzeczywiście stało się nieprzyjemnie puste i ciche. Aż dziwne, że Maciej tak szybko przyzwyczaił się do obecności dzieciaka, jego ciągłej paplaniny, narzekania i złośliwości. Wolał nie myśleć o tym, że jeszcze niedawno tak bardzo cenił sobie spokój oraz niezmąconą niczym przestrzeń osobistą.
Popołudnie minęło mu na bezsensownym przeglądaniu portali społecznościowych. Raczej dla zasady niż z chęci znalezienia szybkiej znajomości, zajrzał na Gindr i Fellow. Ostatnio naprawdę dawno się tam nie logował, nic więc dziwnego, że skrzynkę odbiorczą miał zawaloną masą wiadomości. Początkowo nawet chciał na co niektóre odpisać, szybko jednak się zniechęcił.
I co on niby miał robić przez resztę dnia? Czekać, aż gówniarz łaskawie zjawi się w jego mieszkaniu i rozświetli mu dzień swoją obecnością?
Poderwał się szybko na równe nogi, poirytowany swoją zależnością od jakiegoś dzieciaka. Wyciągnął z szafy dres, żeby szybko go ubrać.
- Idziemy pobiegać, Ciapek.

***

- No, w końcu! - Skrzywił się na ten nieco piszczący, niezadowolony głos, który aż zatrzeszczał w słuchawce telefonu. - Trzy razy do ciebie dzwoniłam! - Przysiadł na ławce, łapiąc szybko oddech i walcząc z chęcią zakończenia rozmowy.
- Możesz spokojniej? - wysapał, zmęczony po szybkim biegu. - Coś się stało?
- Chciałam zapytać, czy wystąpisz jako świadek - odpowiedziała już bardziej stonowanym tonem. - W rozprawie - wyjaśniła, na co Maciej wypuścił powietrze ze świstem. Czego innego mógł się spodziewać po telefonie od siostry? Nie utrzymywali ze sobą zbyt regularnych kontaktów, nie przyjaźnili się jak inne rodzeństwa, które Maciej znał; prowadzili całkiem odmienne życia. Już na samym początku, kiedy tylko dostrzegł napis "Daria" migający na wyświetlaczu, powinien był się domyślić.
- Nie mam zamiaru brać udziału w tych waszych gierkach - powiedział stanowczo. - Łukasz nie zrobił nic złego, chce rozwodu z orzekaniem o winie, czego więcej oczekujesz?
- Jestem pod twoim blokiem - odparła jakby nigdy nic. Maciej na moment aż zamarł w bezruchu, wpatrując się w Ciapka, tak samo zmęczonego biegiem co on.
- Po co?
- To nie jest rozmowa na telefon. Gdzie jesteś?
Daleko, chciał odpowiedzieć, bo naprawdę nie miał ochoty na zapraszanie Darii do swojego mieszkania. Nigdy w nim przecież nie była, dlaczego więc teraz mieliby grać przykładne rodzeństwo?
- Daj mi pięć minut - powiedział jednak, podnosząc się z ławki. I tak chciał przecież powiedzieć siostrze kilka słów. A że sama pofatygowała się do niego, tym lepiej, nie będzie musiał tracić zbyt wiele czasu.

***

Schudła, było pierwszą myślą, jaka pojawiła się w głowie Macieja na widok Darii. Faktycznie zgubiła kilka kilogramów, co jednak nie oznaczało, że wyglądała lepiej. Bez jakiegokolwiek makijażu (chociaż nigdy przesadnie się nie malowała), z nieułożonymi włosami i w dresach prezentowała się fatalnie. Rozstanie z Łukaszem tragicznie się na niej odbiło, miał nawet wrażenie, że przybyło jej przez ostatni miesiąc trochę lat. A przecież dopiero co przekroczyła magiczny próg trzydziestki, inne kobiety w tym wieku rozkwitały.
Mimo wszystko była jego siostrą. To nie tak, że ciągle się kłócili i nie potrafili normalnie porozumieć. Mieli lepsze oraz gorsze momenty w dzieciństwie, a ona, co by się nie działo, i tak pozostanie mu bliska.
- Proszę - otworzył przed nią drzwi do swojego mieszkania, przepuszczając ją przodem. Weszła, rozglądając się ciekawie dookoła.
- Nieźle - pochwaliła i na moment nawet uśmiechnęła się lekko.
- Dzięki.
- Nie myślałam, że masz psa - dodała jeszcze, patrząc jak Maciej odpina smycz. - To takie... dziwne. Nigdy nie lubiłeś zwierząt - zauważyła, na co on uśmiechnął się z rozbawieniem.
- Skąd niby takie wnioski? - Popatrzył na nią. Była wyraźnie nieco spięta, w końcu naprawdę rzadko kiedy tak rozmawiali. Dla nich obu ta sytuacja wydawała się karykaturalna.
- Mało co lubisz - wyjaśniła, wzruszając swoimi szerokimi ramionami, które opięta, biała bluzka tylko uwydatniała. - No i ciężko się z tobą żyje.
- Patrz, Ciapek jakoś potrafi - odparł całkiem rozbawionym tonem, na co Daria uśmiechnęła się pod nosem.
- Ciapek - powtórzyła i pokręciła głową. - Chomika nazwałeś Puszek, pamiętasz? Nie jesteś zbyt twórczy.
- Ciapek jest zasługą kogoś innego - powiedział, nim zdążył to poddać przemyśleniu. - Zresztą, "Puszek" był, jak miałem jakieś osiem lat - dodał szybko, nie chcąc, aby Daria zaczęła zadawać niewygodne pytania. Ona jednak w odpowiedzi tylko uśmiechnęła się lekko, żeby zaraz ściągnąć swoje adidasy i wejść głębiej do mieszkania, nie krępując się przy tym z rozglądaniem dookoła.
- Chcesz czegoś do picia? - zapytał Maciej, nieprzyzwyczajony do obecności siostry w swoich czterech ścianach.
- Nie, ja tylko na chwilę - odpowiedziała i bezceremonialnie zajrzała do salonu. - Zostawiłam dzieci u mamy, a jeszcze muszę jechać na zakupy.
- I tak pewnie jest zachwycona, że może ci pomóc. - Z lekkim, trochę może kpiącym uśmiechem przyglądał się poczynaniom Darii. Zawsze była dość wścibska, wcale więc się nie zdziwił, kiedy weszła głębiej do salonu bez żadnego zapytania o pozwolenie.
- Wiem. I wiem też, że za Boga nie przyzna się do zmęczenia. A uwierz, Hania i Kuba są w tym wieku, że potrafią zamęczyć. - Och, nawet w to nie wątpił. Każdy dzieciak potrafił zamęczyć, a Maciej czuł się wykończony już przez siedzenie w towarzystwie takich małych potworów. Podziwiał więc mamę za jej wytrwałość. I Łukasza za spłodzenie trójki dzieci, bądź co bądź wykazanie się tak ogromną głupotą musiało kosztować trochę wysiłku.
- Więc? O co dokładnie chodzi? - zapytał, a Daria odwróciła się do niego przodem.
- Chcę, żebyś zeznawał przeciwko Łukaszowi - powtórzyła to, co już powiedziała przez telefon.
- Mam kłamać?
- Powiedzieć prawdę - odparła, zakładając ramiona na piersi i śledząc Macieja uważnym spojrzeniem, pod którym poczuł się odrobinę nieswojo.
- Jaką niby?
- Maciej, mamie to ty sobie możesz mydlić oczy. Ja mam swój rozum i, naprawdę, co do ciebie, to ja już domyśliłam się dawno temu. Teraz tylko dostałam potwierdzenie. - Tętno Macieja podskoczyło. Wpatrzył się w Darię, nie zdradzając jednak swojego zdenerwowania. Uniósł brwi, postanawiając grać głupiego. To zawsze wychodziło.
- O czym ty do mnie mówisz? - prychnął i przewrócił oczami. - Wiesz co? Karmienie piersią ci nie służy.
- Jesteś gejem - powiedziała jakby nigdy nic, a Macieja na moment aż wmurowało. - Jesteś gejem, rany Boskie, i co z tego? - prychnęła, rozkładając ręce. - Nie masz żony, nie masz dzieciaków, a bądź sobie tym gejem, co za wielki problem? - Pokręciła głową. - Nie rozumiem, jak mogłeś matce za każdym razem wciskać, że masz jakieś tam kobiety. Ona w końcu by zrozumiała, o ile już się nie domyśla. Nie jest aż taka głupia. - Przewróciła oczami, żeby zaraz spojrzeć na brata z politowaniem.
Maciej już otwierał usta, żeby się tego wszystkiego wyprzeć, jednak zrozumiał, że to nie miałoby żadnego sensu. Daria wiedziała. Mógłby jej teraz nawet powiedzieć, że się z kimś zaręczył, ale ona przecież wiedziała, odwracanie kota ogonem w tym przypadku na niewiele by się zdało.
- I co miałbym niby zeznać?"Wysoki sądzie, bo ja jestem gejem"? - parsknął, uśmiechając się kpiąco, w odrobinę Filipowy sposób.
- Że byłeś z Łukaszem - oznajmiła, a Maciej po raz kolejny przy tej rozmowie zamarł. Na moment nie wiedział, co mógłby na to odpowiedzieć, bo głos aż uwiązł mu w gardle. Zamilkł więc, mając nieprzyjemne wrażenie, że tym milczeniem przyznał się do zarzutów. - Bo byłeś, wiem o tym. Jak Łukasz się przyznał, od razu połączyłam wszystkie fakty. Zawsze byliście blisko, dla każdego byłeś opryskliwy, złośliwy i praktycznie nikogo nie lubiłeś. Łukasza traktowałeś inaczej, widziałam to już wcześniej, ale byłam zbyt głupia, żeby zrozumieć - skrzywiła się, a Maciej miał wrażenie, że jej oczy trochę się zaszkliły. Coś ścisnęło go w piersi na ten widok, milczał jednak dalej, nie wiedząc nawet, co mógłby odpowiedzieć. Po raz pierwszy czuł się aż tak przyparty do muru. - Kochałeś go - dodała, a jej głos stał się odrobinę bardziej wodnisty. - Dlatego tak mnie znienawidziłeś po ślubie. Boże, czy to wszystko musi być takie popieprzone? - zapytała, ocierając szybko oczy.
Maciej patrzył na nią, nic jednak nie robiąc. Pozwolił się jej rozpłakać, samemu wciąż stojąc przy ścianie. To wszystko faktycznie było popieprzone.
- Dlaczego pozwoliłeś mi za niego wyjść? - wydusiła, próbując doprowadzić się do porządku. Odetchnęła ciężko, rozglądając się jeszcze po pomieszczeniu niewidzącym wzrokiem. Doskonale wiedział, że zrobiła to tylko dlatego, aby nie spojrzeć na niego. - Czemu nic nie zrobiłeś? - zapytała ciszej.
- Nie wiem - odpowiedział po dłuższej chwili, zdając sobie sprawę, że w pewnym sensie również zawinił. Wsunął ręce w kieszenie swoich dresowych spodni, walcząc z poczuciem winy, które momentalnie nim zawładnęło. Nie powinien mieszać się w ich sprawy, nie powinien teraz nawet z nią rozmawiać. Miał swoje życie, przecież nie odpowiadał za decyzje Łukasza.
A jednak czuł się winny, bo biernie przyglądał się poczynaniom Maleckiego.
- Nie wiem, dlaczego nic nie zrobiłem - powtórzył, podnosząc głowę. - Ten ślub był pomyłką, ale ty naprawdę chcesz odebrać mu prawa rodzicielskie?
- Chcę, on...
- Jest dobrym ojcem, doskonale o tym wiesz - powiedział, marszcząc groźnie brwi. - Rozstańcie się jak ludzie, trochę godności - dodał i już otwierał usta, żeby dopowiedzieć coś jeszcze, gdy nagle kątem oka dojrzał otwierające się drzwi wejściowe.

- Jestem wcześniej. Tęskniłeś, skarbie? - rzucił prześmiewczo Filip już od progu, uśmiechając się przy tym szeroko. Zaraz jednak zatrzymał się w półkroku, popatrując to na zszokowanego Macieja, to na zapłakaną kobietę. - Przeszkadzam?












Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum