The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 18 2019 11:06:38   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Umowa 1



Gdyby nie mój pęcherz, to nie wiem kiedy bym wstał, bo lubię pospać i nawet świadomość, że następnego dnia muszę wstać do roboty nie potrafi tego zmienić. Kiedy mnie w końcu obudził, było już jasno. Przez chwilę jeszcze się napawałem tymi nędznymi resztkami snu, które zagubiły się gdzieś pod powiekami, aż w końcu otworzyłem oczy. I poderwałem się jak oparzony.
- Kurwa! - wrzasnąłem wściekły. Ten cholerny budzik znowu nie zadzwonił, ale tak to jest jak się przynosi sprzęt z odzysku, dzwoni kiedy chce. Jak mam dobry humor, to się śmieję, że mam budzik płci żeńskiej, bo stroi fochy niczym rasowa kobieta. W każdym razie, kiedy na niego spojrzałem, szczerzył się na mnie tymi swoimi cyferkami informując mnie bezczelnie, że jest już za kwadrans ósma. Zerwałem się z wyrka, a sekundę potem leżałem z nosem w jajach mojego współlokatora. No nie dosłownie, ale prawie. Nie popatrzyłem pod nogi i zaplątałem się w jakieś jego rzeczy, jak zwykle rozwalone na środku naszego i tak już mikroskopijnego pokoju, i zanim się zorientowałem poleciałem na jego wyrko. A że właśnie spał na nim narąbany, pewnie po całonocnej imprezie, to nawet nic nie poczuł. A ja się wkurwiłem jeszcze bardziej. Nie dość, że dostanę opierdol od kierownika, to jeszcze miałem wątpliwą przyjemność wąchania tego moczymordy. Parę centymetrów w prawo i faktycznie bym zarył nosem w jego jajach. Owszem, lubię tę część męskiego ciała, nawet bardziej niż powinienem, ale raz, że wolę jak są umyte, a dwa ? mogą być każde inne, byle nie jego. John myje się tylko wtedy gdy ma do niego przyjść laska, w pozostałe dni wylewa na siebie tonę wody kolońskiej, twierdząc, że czas spędzony w łazience to czas zmarnowany. Poza tym to pijak. Kiedy się poznawaliśmy wydawał mi się całkiem sympatyczny. Nawet oko na nim zawiesić można było, ale szybko je przewiesiłem gdzie indziej.
Z racji niskich zarobków wynajmuję mieszkanie z pięcioma studentami. Na moje nieszczęście trafili mi się sami imprezowi, a John to chyba najbardziej z nic wszystkich lubił te klimaty. Nie pamiętam żebym go widział kiedykolwiek nad książkami, za to narąbanego wiecznie.
Podniosłem się i uważając żeby już nie wyrżnąć w nic po drodze, wpadłem do łazienki. I zakurwiłem znowu. Pod prysznicem spał Mark ze swoją lasencją. Wątpię żeby byli trzeźwi, skoro zasnęli w takim miejscu. Z pełną premedytacją odkręciłem zimną wodę i czekałem. Na szczęście nie minęła nawet minuta, jak? Jane? A może to Katrin? Już nawet nie próbowałem pamiętać imion kolejnych lasek Mark?a, bo to mijało się z celem. W każdym razie blondyna podskoczyła jakby ją mrówki w cipę gryzły i zaczęła wyć, jak na rasową histeryczkę przystało. Sekundę potem dołączył do niej Mark, tylko, że on był bardziej dosadny w inwektywach. Próbował nawet startować do mnie z łapami, ale zanim całkiem oprzytomniał wypchnąłem ich oboje z łazienki i zamknąłem się. Jeszcze przez jakąś chwilę słuchać było ich wrzaski i walenie do drzwi, ale olałem to zupełnie. W rekordowym tempie umyłem się, golenie olałem. Kiedy wyszedłem w końcu z łazienki okazało się, że mokre gołąbki zmyły się w którymś z pokoi. Chcąc się upewnić, że to nie moje łóżko ich przyciągnęło, zajrzałem do pokoju. Na szczęście był w nim tylko John. Potem szybko zajrzałem do kuchni i wyszczerzyłem się zadowolony. Na środku stołu stało gigantyczne pudło z prawie nie tkniętą pizzą. Popakowałem wszystkie kawałki w foliowe woreczki zostawiając tylko jeden, który zwinąłem i wsadziłem do gęby. Woreczki schowałem do plecaka. I wyprysnąłem z mieszkania. Na szczęście mieszkam pięć minut od stacji metra, a londyńskie metro jeździ dość często, więc nie musiałem długo stać na peronie. Niestety, jak to w tych godzinach, metro jest wiecznie zatłoczone, więc jedyne co mogłem zrobić, to złapać się poręczy. I w końcu normalnie odetchnąć. Ale tak to jest jak się je w biegu. Ech, starość nie radość? Przymknąłem oczy próbując jeszcze trochę podrzemać. Że to nie możliwe na stojaka? Ależ owszem, możliwe. W takim ścisku na dobrą sprawę mógłbym się nawet poręczy nie trzymać, taki z rana wiecznie panował ścisk. Dwadzieścia minut później wysiadałem na końcowym przystanku. Jeszcze tylko trzy przystanki autobusem i byłem w mojej śmieciarni, jak lubiłem nazywać firmę recyklingową w której pracowałem. Jak poznawałem kogoś nowego i w końcu padało to nieśmiertelne pytanie ?Gdzie pracujesz??, to odpowiadałem, że przy śmieciach i obserwowałem reakcję rozmówcy. Nie wiem dlaczego, ale śmieciarz to jakoś tak nielubiany przez większość ludzi zawód. A przecież gdyby nie śmieciarze, to byśmy w śmieciach utonęli. Jak ktoś reaguje z obrzydzeniem i próbuje szybko zakończyć rozmowę, to już wiem, że nie warto kontynuować tej znajomości. Znajomi z uprzedzeniami, to cholernie niewygodni znajomi, lepiej więc sobie takich nie robić.
Do roboty dotarłem pół godziny później niż powinienem. Szybko się przebrałem i wpadłem na halę, gdzie zajmowałem się sortowaniem przywiezionego towaru. Zastałem tam już Jacoba przenoszącego właśnie jakąś mikrofalę na stertę innych mikrofal.
- Cześć, Jake ? rzuciłem. ? Stary bardzo wściekły?
- Się ma, Domi! ? Jakub wyszczerzył się, na chwilę przerywając pracę i zapalając papierosa. ? Jeszcze nie dotarł. - Odetchnąłem z ulgą. ? A ty co, kolejna impreza?
- Nie, ten cholerny złom znowu mi nie zadzwonił. ? Skrzywiłem się.
- Mówiłem ci, żebyś se kupił normalny, a nie brał z tego złomu.
- Dobra, dobra, może jakiś se kupię po wypłacie ? odparłem zabierając się za robotę. Nie miałem ochoty mu tłumaczyć czemu wynoszę z firmy sprzęty, które mogą jeszcze jakoś działać, zamiast kupować nowe. Tak właściwie to wszystkie garnki i sztućce, a nawet czajnik i żelazko też przemyciłem stąd. Może garnki często się przypalają, sztućce trzeba było prostować, a żelazko nie ma teflonu na stopce i zepsuty regulator temperatury, ale jeszcze się nadają do użytku, a ja potrzebuję oszczędzać możliwie jak najwięcej. Nie chcę się do końca życia gnieździć ze studentami, których nawet nie zdążam zapamiętywać, bo znikają po pierwszym roku, a na ich miejsce przychodzą nowi. Oszczędzam też na jedzeniu. Z jednej strony to nie zdrowo, bo posiłki nieregularne i żarcie niezdrowe, ale z drugiej, w końcu schudnę bez większego wysiłku, no i kasy zaoszczędzę. Jakim więc cudem jeszcze żyję? Raz ? korzystam z okazji takich jak ta pizza, kiedy współlokatorzy robią imprezę i zamawiają żarcie. Zawsze coś zostanie, w najgorszym przypadku chipsy, którymi od biedy też się można zapchać. Dwa ? w najbliższym hipermarkecie dość często są różne degustacje. A że hipermarket duży, to i stoisk z degustacjami jest kilka, więc se chodzę po sklepie i obżeram je albo opijam ile mogę. Trzy - czasami w robocie trafi się ktoś, kto się podzieli drugim śniadaniem. Jak choćby Jacob. Facet z lekką nadwagą i nadopiekuńczą żoną w domu, która uważa, że jej mąż ma tak ciężką robotę, że powinien brać porządny posiłek do roboty. Skutkiem tego gościu przynosi ze sobą niemal obiad. Na szczęście szybko żeśmy się dogadali. On oddaje mi dwie trzecie swojego ?obiadu?, czasami nawet wszystko, w zamian ja odkładam dla niego wszystko co się tylko nadaje do czytania. Jacob tonami wręcz pożera słowo pisane. Swego czasu się w robocie śmialiśmy, że z kibla powinniśmy zrobić bibliotekę, bo inaczej Jacob ma problemy z wypróżnianiem się, jak nie ma pod ręką jakiejś książki albo choćby gazety. Na szczęście Jacob nic sobie z tych przycinków nie robi, czasami nawet sam coś wymyśla. To naprawdę spoko gościu. I, co najważniejsze, nie przeszkadza mu moja orientacja seksualna. Był jedynym facetem w firmie, który nie bał się stawać do mnie tyłem. Wszyscy, nawet ci, którzy deklarowali swoją tolerancję dla homoseksualistów, zawsze jakoś tak się ustawiali aby tylko nie stać do mnie tyłem, w najgorszym wypadku bokiem. A Jacob nic sobie z tego nie robił i czasami nawet wypinał się dupą w moją stronę. Jak choćby teraz, próbując podnieść jakieś nieznane mi urządzenie z podłogi.
- Mówiłem ci żebyś zawołał jak nie możesz czegoś dźwignąć ? powiedziałem z wyrzutem widząc, że robi już trzecie podejście do tego cholerstwa.
- Myślałem, że dam radę ? odparł cały czerwony na twarzy.
- To na następny raz nie myśl. Nie chce żeby ci coś w kręgosłupie strzyknęło jak się podźwigniesz. Gdzie ja znajdę drugiego takiego, który się do mnie dupą wypina z własnej woli?
Jacob nic nie powiedział tylko wyszczerzył się. Złapaliśmy razem to nieszczęsne urządzenie. Ciężkie było jak skurwysyn, a gabarytowa małe, skutkiem czego nasze twarze niemal stykały się. Jacob oczywiście nie widział w tym żadnego podtekstu seksualnego, w przeciwieństwie do innych.
- Cholerne pedały ? usłyszeliśmy w pewnej chwili. Nie musiałem nawet głowy odwracać by wiedzieć kto właśnie przechodził obok naszego stanowiska pracy. Tego jadu nigdzie bym nie pomylił. To naczelny homofob w naszej firmie, Walter. Podobno kiedyś wystosował nawet pismo do zarządu o usunięcie wszystkich pedałów z firmy. Na szczęście władza zlała ciepłym moczem jego pismo. Nie wiem czym się kierowali, czy są tolerancyjni, czy może bali się pozwów o dyskryminację, faktem jednak jest, że kilkudziesięciu ludzi zachowało swoje stanowiska. Tak, było ?nas? w tej firmie trochę. Tak przynajmniej wynikało z pisma Waltera, który paluszkiem nawet wskazał kogo trzeba zwolnić za pedalstwo. Nas nie zwolnili, a jemu pogrozili paluszkiem żeby był cicho, bo wprowadzanie fermentu w firmie jest niemile widziane. Nie pisał więc już żadnych pism, ale za to odgrywał się na każdym homoseksualiście w firmie jak tylko miał okazję. Teraz akurat trafiło na nas. Olaliśmy go mordując się z tym złomem w naszych rękach. Coś czuję, że będą potem problemy z rozkręceniem go żeby właściwie odzyskać wszystkie metale jakie się w tym cholerstwie znajdowały.
- A co, szukasz kogoś by ci obciągnął, skoro nas tak podrywasz? ? zapytał zaczepnie Jacob, kiedy już w końcu mieliśmy puste ręce.
Walter tylko splunął, w jego mniemaniu pogardliwie, i odszedł. Na szczęście Jacob szybko go rozgryzł, więc te jego docinki jakoś nie specjalnie mi dopiekały. Się okazało, że Walter jest mocny w gębie jak ten drugi jest cicho, albo przed nim ucieka. Jak mu się odszczeknąć złośliwie, albo zrobić jakąś aluzję seksualną, to zaraz głupieje i traci język w gębie.
Na przerwie obiadowej Jacob jak zwykle wyciągnął te swoje garnki z jedzeniem. Dziabnął parę widelców i resztę oddał mi, zabierając gazety, które przez przypadek znalazłem w jednej z kuchenek mikrofalowych. Czego to ludzi nie grzeją w mikrofalach?
Kiedy już posegregowaliśmy przydzieloną nam kupkę śmieci, zabraliśmy się za odzysk metali. Siadaliśmy wtedy na podłodze rozkładając w koło wszelkie młotki, śrubokręty i inne potrzebne narzędzia i rozwalaliśmy wszystko po kolei. Właśnie dlatego tak lubiłem tę robotę, mimo iż nie była zbyt dobrze płatna. Bo po tym jak pozapierdalałem prze kilka godzin, mogłem sobie usiąść i wyładowywać się na tych wszystkich złomach. No i mogliśmy bezkarnie gadać.
- Po robocie idziemy z paroma kumplami na piwo. Pójdziesz z nami? ? zapytał w pewnym momencie Jacob.
- A konkretnie w ilu?
- Czterech. Ja, Henry z plastiku, Kate z księgowości i Graham z transportu.
- Kate? ? zdziwiłem się. ? Ta malutka blondyneczka, co to do wszystkich się szczerzy?
- Ta sama. ? Jacob skinął głową na potwierdzenie. ? Się okazało, że potrafi zakasować niejednego faceta w piciu piwa.
- No proszę, od tej strony to ja jej nie znałem. A dokąd idziecie?
- Do Irish Pub.
- Dobry wybór, świetny lokal.
- To jak, pójdziesz? Ja stawiam.
To drugie zdanie zdecydowało za mnie. Po robocie szybko się przebraliśmy i przez chwilę czekaliśmy przed bramą zakładu aż reszta do nas dołączy.
- Słuchajcie, a co powiecie na zwiększenie towarzystwa? ? odezwał się Henry.
- A co, jeszcze ktoś się chce dołączyć? ? zainteresował się Jacob.
- A nie, ale jakoś tak się zgadałem ze znajomymi, że też idą do Irish Pub, więc moglibyśmy usiąść razem.
- A czy tam czasem nie dają zniżki na piwo przy zakupie większej ilości? ? wtrąciła się Kate.
- No, coś słyszałem ? bąknął niepewnie Henry.
- No to dawaj tych twoich znajomych! ? Kate wyszczerzyła się i walnęła Henrego tak mocno w plecy, że ten aż jęknął. ? Będzie więcej piwa!
Jacob spojrzał na mnie z przerażeniem, a ja z zainteresowaniem na Kate. Naprawdę, od tej strony to ja jej nie znałem.
W Irish Pub jeszcze nigdy nie byłem, z wiadomych przyczyn, więc interesowało mnie co to za lokal. Wszystko, co o nim wiedziałem, to tylko i wyłącznie z tego, co mówili inni, a wiadomo, że punkt widzenia i lubienia zmienia się wraz z ilością opróżnionych szklaneczek.
Kiedy weszliśmy, okazało się, że jest prawie pełen, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie swoim gwarem i kręcącymi się cały czas między stolikami kelnerkami.
- Cholera ? mruknął Jacob uważnie się rozglądając. ? Ciężko będzie znaleźć stolik dla takiej ilości towarzystwa.
- Spoko, coś się wymyśli później ? stwierdził bardzo optymistycznie Henry. ? Na razie znajdźmy w ogóle coś dla siebie.
O dziwo, Kate, mimo swojego mikrego wzrostu, wypatrzyła, że na samym końcu jednej z bocznych sal właśnie zwalnia się jakiś stolik. Oczywiście to by było zbyt piękne, jakby nam się udało go dorwać. Jakby na potwierdzenie tych moich pesymistycznych myśli zauważyliśmy jakąś parkę najwyraźniej ostrzącą sobie zęby na NASZ stolik. I tutaj znowu mnie, a właściwie nas wszystkich, zaskoczyła Kate. Wystartowała do tego stolika niczym torpeda, a takiego dryblingu jaki nam pokazała nie powstydziłby się nawet Messi, który został wybrany najlepszym piłkarzem 2015 roku. No mówię wam, czysta poezja. Stałem tak i gapiłem się jak jaki przygłup, dopóki czyjś łokieć wsadzony w jedną z moich nerek nie przywrócił mnie do rzeczywistości. Chciałem zbluzgać właściciela tego łokcia, ale jak się odwróciłem, to nie widziałem nikogo podejrzanego. Syknąłem więc zirytowany i poszedłem do stolika.
- Kto ostatni, ten targa browar! ? wyszczerzyła się Kate, wyraźnie z siebie zadowolona.
- Ej, a z jakiej to niby racji? ? próbowałem protestować.
- Taka zasada. ? Och ty zdrajco, czekaj, już ja ci dam gazety?
- Trzeba było się nie ślimaczyć ? prychnęła Kate.
- Nie moja wina, że masz chcicę na browara jak seksoholik na cipę ? burknąłem, na szczęście się nie obraziła, tylko wyszczerzyła zadowolona.
Wziąłem pieniądze i ruszyłem w stronę baru. W tą stronę poszło w miarę łatwo, z powrotem już gorzej, musiałem jednocześnie patrzeć na ludzi wokół mnie i na kufle, niemal pełne. Na szczęście doszedłem do stolika zanim zez mi się utrwalił na dobre.
Jak można było się spodziewać, Kate swoje piwo wypiła jednym haustem i zamówiła następną kolejkę dla wszystkich. Tym razem cierpliwie czekaliśmy aż kelnerka je przyniesie. Nie zdążyliśmy nawet opróżnić kufli do połowy, gdy Henry nagle wstał i szczerząc się zaczął wymachiwać łapami i coś wykrzykiwać. Już myślałem, że musi mieć cholernie słaby łeb, że ścięło go po takiej ilości, ale szybko się okazało, ze to jego znajomi właśnie przyszli. No i znowu mieliśmy farta. Kolesie siedzący przy stoliku obok zaczęli gwałtownie dyskutować między sobą, a chwilę potem zaczęli się szarpać. Na chwilę wszyscy w pubie skupili się na nich, lecz tamci szybko wynieśli się z lokalu, zapewne by skończyć tę swoją ?rozmowę?, a my mieliśmy wolny stolik. Jak się okazało, było to dwie babki i trzech facetów. Od razu rzucało się w oczy, że to dwie pary. Tylko co z nimi robi ten piąty? Przyzwoitka czy co? A zresztą, co mnie to. Ich problem, nie mój. Usiedli, dokonaliśmy wzajemnej prezentacji, oni zamówili drinki i potoczyły się rozmowy.

***

Cyferki na ekranie nagle zaczęły mi się rozmywać. Zamknąłem oczy i odchyliwszy się na oparcie fotela zacząłem je rozmasowywać. Za długo ostatnio siedzę. A może to już czas zainwestować w okulary?
- Wszystko w porządku?
Z niechęcią otworzyłem oczy i zobaczyłem Samanthę stojącą przy moim biurku.
- W porządku ? odparłem sucho. ? To tylko zmęczenie. - Ta kobieta ostatnio działała mi na nerwy. Od miesiąca próbowała mnie poderwać i nie chciała zrozumieć tych subtelnych aluzji, które się kryły w słowach ?wybacz, ale nie mam ochoty nigdzie wychodzić?, ?mam jeszcze dużo do zrobienia?. Teraz chyba też coś kombinuje, bo nie ma ze sobą żadnych dokumentów.
- Coś potrzebujesz? ? zapytałem dla pewności.
- Za dużo pracujesz. ? Nagle w jej głosie wyczułem troskę. Zdziwiło mnie to. ? Powinieneś więcej odpoczywać. Co powiesz na wspólną kolację dzisiaj po pracy?
A jednak miałem rację. Na moje nieszczęście byłem zbyt zmęczony żeby się od niej opędzać, więc dla świętego spokoju się zgodziłem. Wyraźnie ją tym zaskoczyłem, chociaż szybko zamaskowała zaskoczenie.
- To gdzie pójdziemy? Mas ochotę na jakaś konkretną kuchnię?
- Ty wybierz, mnie jest obojętne. ? Naprawdę mi było obojętne. Chciałem tylko jak najszybciej odbębnić robotę, a potem tą kolację i położyć się spać.
- Więc załatwione! ? Klasnęła w ręce niczym małe dziecko. ? Punkt osiemnasta wyłączasz komputer i idziemy!
I w końcu dała mi spokój. Jeszcze przez chwilę posiedziałem z zamkniętymi oczami, a potem wróciłem do roboty. Miałem jeszcze do rozliczenia kilka dość sporych faktur. Oczywiście wszystko na jutro.
Te dwie godziny jakie mi zostały minęły dość szybko. Łudziłem się, że może zajęta robotą Samantha zapomni, niestety byłem w błędzie. Punkt osiemnasta stanęła przy moim biurku i zaczęła sugestywnie tupać czubkiem swojej cholernie wysokiej szpilki.
- Jeszcze chwila ? mruknąłem chcąc dokończyć fakturę.
- Ale tylko pięć minut ? łaskawie wyraziła zgodę.
Skończyłem dziesięć minut później. Pozamykałem wszystkie programy, wyłączyłem komputer, wziąłem marynarkę i wyszliśmy.
- To gdzie idziemy? ? zainteresowałem się kiedy już wyszliśmy przed budynek.
- Dwie przecznice dalej jest podobno całkiem fajny pub. Irish Pub.
- Nie znam.
- Ja też nie, ale brat mi mówił, że mają tam świetny klimat i przyzwoite jedzenie.
- No to chodźmy. ? Ruszyłem chcąc mieć to wszystko jak najszybciej z głowy.
Kiedy weszliśmy do środka buchnął we mnie gwar muzyki, rozmów i szczęku sztućców. Skrzywiłem się. Miałem nadzieję, na coś spokojnego, a tu trafiło mi się coś takiego. No ale cóż, pozwoliłem jej wybierać, więc teraz muszę cierpieć. Przez chwilę miałem nadzieję, że nie znajdzie wolnego miejsca, niestety Samantha była uparta i wkrótce siedzieliśmy z paczką trochę już wesołego towarzystwa. W czasie prezentacji okazało się, że jeden z nich, o imieniu Jacob, to jej brat. Pewnie tylko dlatego się do nich przysiedliśmy. Ledwo usiadłem, a już ktoś mi wcisnął do ręki kufel z piwem, ktoś inny zamówił następną kolejkę, głośno się przy tym wydzierając. Samantha szybko znalazła wspólny temat z jedną z kobiet o imieniu Alice. Przyznam szczerze, że odetchnąłem z ulgą. Złapałem kelnerkę i zamówiłem coś do jedzenia. Czekając na danie obserwowałem towarzystwo popijając małymi łykami piwo. Najgłośniejsza z nich wszystkich była ta mała blondyneczka o imieniu Kate. Widać było, że już się nieźle wstawiła, na tyle, by głośno się śmiać i gadać głośno o wszystkim i o niczym. Ale reszcie to nie przeszkadzało kompletnie. Mnie w sumie też nie, bo nie miałem zamiaru kontynuować tej znajomości, tylko tyle ile konieczne. Pozostałe babki, Alice i Carol wyglądały całkiem interesująco. Może gdybyśmy się spotkali w innych okolicznościach pokusiłbym się o poderwanie którejś, teraz jednak chciałem tylko coś zjeść i urwać się niepostrzeżenie.
Jeśli zaś chodzi o męską część towarzystwa, to zainteresował mnie ten na którego wołali Domi. Był chyba z nich wszystkich najtrzeźwiejszy. Wyglądał na jakieś dwadzieścia kilka lat, czarne, lekko kręcące się włosy i niebieskie oczy. Ciuchy miał całkiem przeciętne: jakiś podkoszulek, niebieskie jeansy, czarna koszula z podwiniętymi rękawami. Osobiście nie lubiłem tego typu ubrań, wolałem garnitury, ale jakoś tak uważałem, ze jemu to pasuje. Chyba wyczuł ósmym zmysłem, że się na niego gapię, bo się odwrócił w moją stronę. Siedział tylko dwa miejsca ode mnie, więc jakby chciał, to moglibyśmy pogadać w miarę swobodnie, bez konieczności przekrzykiwania się czy też przeszkadzania innym, jednak on tylko uśmiechnął się do mnie i odwrócił się do siedzącego po jego drugiej stronie gościa. Odetchnąłem z ulgą. Szczerze mówiąc nie miałem ochoty wdawać się w rozmowy. Jednak z drugiej strony byłem trochę zawiedziony, sam nie wiem czemu.
W końcu kelnerka przyniosła zamówione przeze mnie danie. Skupiłem się na nim, co jakiś czas rzucając krótkie ?aha?, albo kiwając potakująco głową jak któryś z siedzących obok mnie facetów coś do mnie mówił, chociaż kompletnie ich nie słuchałem. W pewnym momencie Domi wstał od stolika. Przechodząc obok mnie położył przy moim talerzu niewielką złożoną karteczkę. Zdziwiłem się. Popatrzyłem najpierw na karteczkę, potem na niego, ale zobaczyłem już tylko jego koszulę niknącą w sąsiedniej sali. Dyskretnie rozłożyłem karteczkę. Było na niej jedno krótkie zdanie.
?Numerek w kiblu??
Nie wiedzieć czemu po plecach przeleciały mi ciarki i skumulowały się w dole brzucha. Ostatnimi czasy tak bardzo skupiłem się na robocie, że zignorowałem potrzeby organizmu i teraz zamanifestował mi je w najmniej oczekiwanym momencie. Jedno głupie zdanie, które normalnie bym zignorował, teraz sprawiło, że zrobiło mi się gorąco i trochę zbyt ciasno w tym cholernym garniturze. Poluźniłem krawat i nic nikomu nie tłumacząc poszedłem do toalety. Wchodząc do środka zobaczyłem jak Domi znika w jednej z kabin. Udając, że przyszedłem tylko umyć ręce odczekałem aż koleś przy pisuarze skończy i gdy nikogo już nie było, szybko wskoczyłem do kabiny.
- Skąd wiedziałeś? ? zapytałem zamykając drzwi na zasuwkę.
Wyszczerzył się bezczelnie i odparł:
- To się nazywa gejradar.

***

- Jestem biseksualny ? odparł spokojnie mrużąc zabawnie oczy. Pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, że tak robi co chwila. Ale to dobrze, dzięki temu wygląda cholernie pociągająco. Na tyle, by zaryzykować rzucenie konkretnej propozycji. Wiedziałem, że nie dostanę po gębie, ale nie byłem pewny czy się zgodzi. Przekonałem się, gdy zobaczyłem go w wejściu do ubikacji.
- Mnie to obojętne. ? Wzruszyłem ramionami i przysunąłem się do niego. ? Podoba mi się twój zapach ? wymruczałem mu prosto do ucha jednocześnie rozpinając pasek od jego spodni. Nie zaprotestował, wręcz złapał mnie za tyłek i przyciągnął jeszcze bardziej do siebie, jakby już chciał się we mnie wbić. Roześmiałem się rozbawiony i ugryzłem go lekko w ucho. Zacisnął ręce na moich pośladkach i wpił się w moje usta. Zaskoczył mnie tym nieźle. Po jego wzroku poznałem, że musi być nieźle wyposzczony, więc normalne by było jakby się na mnie rzucił i potraktował ostro, żeby tylko się zaspokoić. On jednak był delikatny, jakby zabawiał się z kochankiem, a nie z przypadkowo poznanym gościem z kiblu. Spuściłem spodnie i gatki, dając mu dostęp do tyłka. Miał ciepłe i miłe ręce. Ten jego dotyk sprawił, że mój kumpel wyprężył się błyskawicznie. Nie wiedziałem jak długo wytrzyma w takim stanie, więc zacząłem pieścić mojego kochanka dość intensywnie przez bieliznę. Poczułem jak szybko robi się gotowy do kolejnego etapu zabawy. Jakby na potwierdzenie, on oderwał się od moich ust i zapytał:
- Masz gumkę?
- W spodniach.
Nie czekając na jego reakcję kucnąłem, by ją wyjąć. Nie wstałem od razu, tylko przyssałem się do jego wypukłości. Wyglądała naprawdę imponująco. Polizałem ją przez materiał i przygryzłem, nie za mocno, ale na tyle silnie, by z jego ust wyrwał się jęk rozkoszy. Już chciałem ją uwolnić z tego materiałowego więzienia, gdy on odciągnął mnie i szarpnąwszy za ramię podciągnął do pionu. Rozerwałem opakowanie i podałem mu lateks. Sprawnie nałożył go na członka i lekko mnie popychając zmusił do wypięcia się. Oparłem się więc o rezerwuar i rozstawiając nogi, jak tylko mogłem najszerzej, wypiąłem się w jego stronę, czekając niecierpliwie na ciąg dalszy.

***

Chciał mi obciągnąć. Sam nie wiem czemu, ale odepchnąłem go, chciałem w niego wejść. Nie byłem pewny czy nie zaprotestuje, że to on chce być na górze, ale o dziwo wypiął się bez protestu. Rozstawił nogi, a mnie zrobiło się jeszcze bardziej gorąco. Miał idealnie gładki tyłek, żadnego włosa, żadnego pieprzyka, nic kompletnie, a to strategiczne miejsce idealnie różowe niczym kiecka rasowej blondynki. Stałem tam i wgapiałem się w ten idealny tyłek. Nie wiem czemu, ale to był mój fetysz. Nikomu nigdy o tym nie mówiłem, ale marzył mi się idealnie gładki niczym pupcia niemowlaka, męski tyłek. Niestety wszystkie jakie mi się trafiały były owłosione, albo w najlepszym wypadku nakrapiane piegami czy innymi pieprzykami. Ten tutaj był idealny, wyśniony. Dotknąłem go delikatnie i pogłaskałem. Na dodatek był przyjemny w dotyku. Pod wpływem impulsu pochyliłem się i go pocałowałem. Raz, potem drugi. Pewnie całowałbym go tak nie wiadomo jak długo, gdyby Domi nie warknął:
- Wsadzasz go w końcu czy nie?
Mruknąłem coś w odpowiedzi i odchyliwszy jeszcze bardziej jego pośladki polizałem wejście. Słyszałem jak sapnął z zadowolenia. Nie ociągając się wszedłem w niego. Był tak przyjemnie ciasny, że aż musiałem chwilę postać nieruchomo, by nacieszyć się tym uczuciem.

***

Już myślałem, że natrafiłem na jakiegoś pieprzonego fetyszystę. Stał głupek i tylko mnie całował po tyłku. Warknąłem na niego, żeby się streszczał. Posłuchał, a ja aż jęknąłem, gdy w końcu we mnie wszedł. Poczułem się jak bym właśnie znalazł idealnie dopasowaną zatyczkę do mojej dupy. Przez chwilę stał bez ruchu. Tym razem mi to nie przeszkadzało, chciałem się nacieszyć tą pulsującą przyjemnością rozsadzającą mój tyłek. W końcu zaczął się poruszać, najpierw powoli, potem coraz szybciej. Chcąc zwiększyć intensywność doznań złapałem się za członka i zacząłem go obciągać. Ja nie wiem czy on czasem nie jest jakimś telepatą albo co, bo nagle poczułem jego rękę na moim członku. Chciałem zabrać swoją, lecz splótł swoje palce z moimi tworząc tunel. W następnej chwili poczułem tak mocne pchnięcie że aż moje biodra poleciały do przodu, a członek zagłębił się w tym ?tunelu?. I jęknąłem z rozkoszy czując zwiększoną przyjemność. O, kurwa. Nie byłem już w stanie kontrolować własnego ciała, moje biodra ruszały się wręcz automatycznie. Ale jemu to chyba nie przeszkadzało, bo dalej poruszał się we mnie. Już myślałem, że zaraz dojdę, gdy on w pewnej chwili po prostu przestał, a w moim tyłku zrobiło się nagle zimno.

***

Wiedziałem, że będzie protestował kiedy nagle przerwę. Jego jęki i ruchy jego ciała mówiły mi, że jest mu coraz lepiej i jeszcze chwila, a skończy. Nie mogłem na to pozwolić.
- Ej! ? wykrzyknął z pretensją kiedy przerwałem. Wzrok miał zamglony, jego pierś unosiła się gwałtownie. Widać było, ze niewiele mu brakuje. Mnie zresztą też. Wszystko we mnie krzyczało ?no dalej, kończ!?. Ja jednak wyszedłem z niego i podciągnąłem go do pozycji pionowej. Zrobiłem to trochę zbyt brutalnie, ale nie zaprotestował. Chcąc przedłużyć przyjemność zająłem się jego ustami, ignorując zupełnie resztę ciała. Na efekt nie musiałem długo czekać, napierał na mnie napalony jak kotka w rui. Jak mogłem mu odmówić? Zarzuciłem jego nogi na swoje biodra i wbiłem się w niego ponownie. Tym razem mam zamiar dojść. W nim.

***

Już myślałem, że ma zamiar znęcać się nade mną gdy tak nagle przerwał i zaczął mnie całować zamiast przejść do konkretów. Wtedy on wbił się we mnie, a ja poczułem jak bym dostał obuchem w łeb.
- O kurwa ? jęknąłem.
- Co się stało? ? zaniepokoił się.
- Chyba trafiłeś w mój punkt G ? wyszczerzyłem się, na co on wrócił do poruszania się we mnie. A mnie z każdym jego pchnięciem brakowało oddechu. I w końcu eksplodowałem. Nawet nie wiem kiedy on doszedł, byłem zbyt zamroczony, by moje zmysły zarejestrowały cokolwiek innego niż ogarniająca mnie przyjemność.
Jeszcze przez chwilę staliśmy obejmując się, aż nasze oddechy uspokoiły się.
- Ślad ci zostanie ? mruknąłem, kiedy w końcu doprowadziliśmy się jako tako do porządku. Popatrzył na mnie nie rozumiejąc, więc pokazałem jego śnieżnobiała koszulę ze śladami mojej spermy.
- I tak była już do prania ? mruknął.
Wyszliśmy z kabiny. On został jeszcze by chociaż trochę sprać moje soki z koszuli, a ja wróciłem do stolika. Wszyscy tak byli zajęci zabawą, że nawet nie zauważyli, że nas nie było trochę zbyt długo jak na zwykłą nasiadówkę w kiblu. No i dobrze, przynajmniej nie będę musiał wymyślać żadnych bzdurnych tłumaczeń.









 


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum