The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 13:58:05   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Poor twisted me 6

4.1. LUKA


Od: metallica.master000@gmail.com
Do: dust_to_dust@gmail.com

Wiem, że ostatnio mało piszę. Niestety nie potrafię ci dokładnie wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, nie potrafię ubrać wszystkiego w słowa, dokładnie opisać. Mam za dużo myśli na temat… wszystkiego. Ludzie wokół mnie trochę mnie zawodzą. Chciałbym móc ci wszystko opowiedzieć, ale niestety nie byłbym wtedy w 100% z tobą szczery. Jest mi źle i zaczynam budować wokół siebie wysoki mur, chciałbym się odgrodzić od wszelkiego zła, które mogłoby mnie dosięgnąć. Do tego jestem nieszczery wobec swoich przyjaciół. Niby to powinno być normalne dla mnie, w końcu od dawna ich okłamuję i nie mówię o sobie całej prawdy, ale w tym przypadku to coś więcej. I oni też mnie okłamują. Nie mówią mi całej prawdy o sobie, a ja niestety tą prawdę znam i to mnie gryzie. Zżera w środku jak jakiś robak. A ja im nie mówię, że wiem. Czy powinienem im powiedzieć? Przyznać się, że znam ich sekrety, że widziałem ich bez maski. Może to by oczyściło całą atmosferę? Ale chyba jestem takim samym tchórzem jak ty, tchórzem wobec swoich przyjaciół.


Od: dust_to_dust@gmail.com
Do: metallica.master000@gmail.com

Przykro mi, że jest ci źle. Chciałbym cię teraz przytulić, pocieszyć jakoś. Znaleźć się w twoim pokoju, zobaczyć jak siedzisz przy komputerze i piszesz te słowa i podejść od tyłu i znienacka objąć cię a ty byś wiedział, że wszystko będzie dobrze.
Obydwaj jesteśmy tchórzami w takim razie. Na ostatniej imprezie zawiodłem przyjaciela, zdradziłem go, tak jak wcześniej moją przyjaciółkę. Nie umiałem go przeprosić, mimo że powinienem był. Nie stanąłem po jego stronie. Tak naprawdę to nie wiem, co chciałem osiągnąć, ale chyba byłem zbyt pijany żeby wtedy zrozumieć, co się dzieje, a potem już nie potrafiłem po prostu powiedzieć „przepraszam”. Na razie nie jest między nami kolorowo, ale może jakoś się ułoży. To mój najlepszy przyjaciel, więc musi się ułożyć. Tak samo chcę, aby między nami było dobrze. Pisz więcej, odzywaj się, nie chcę cię stracić Adam, nie chcę codziennie sprawdzać poczty i nie widzieć w niej maila od ciebie. Jesteś moim światem, tylko przed tobą mogę być prawdziwym sobą.
Twój Łukasz


Pisząc tego maila autentycznie się popłakałem. Kłamałem. Nie mówiłem prawdy. Ale przecież nie mogłem powiedzieć mu wprost, że go zdradziłem. Tak, tak to odbierałem. Najpierw powiedziałem mu, że chcę z nim być, nawet jeśli to miałoby być tylko wirtualnie, a potem z chęcią całowałem się z Kacprem. Wprawdzie nie do końca wiedziałem jak doszło do tego pocałunku, to przecież mogłem go przerwać, ale nie zapaliła mi się żadna ostrzegawcza lampka w głowie „nie całuj go, masz przecież MM”. Nie. MM dla mnie wtedy nie istniał. Wtedy świat wirował a ja upajałem się wargami innego faceta. Z drugiej strony nikt nie mówił, że mając faceta w internecie nie można spotykać się z facetami w realu. Tylko, że ja w takim przypadku mam kaca moralnego, a po imprezie miałem jeszcze prawdziwego kaca.
Rano obudzili nas rodzice Marka wesoło rozmawiając i pichcąc coś w kuchni. Cała nasza czwórka była połamana i niewyspana, ale państwo Wiśniewscy nie komentowali tego, że wyglądamy strasznie i mamy kaca. Pytali jak się bawiliśmy i gratulowali ładnego posprzątania mieszkania oraz tego, że nikt nic nie zepsuł. Mimo iż mieszkałem obok Marka, to z Dawidem poszliśmy odprowadzić Zuzę do domu, gdzie okazało się, że, mimo iż była już jedenasta, to Piotrek spał w najlepsze. Śmiać mi się chciało na myśl, że najpierw przebalował u Marka a potem jeszcze gdzieś indziej popili. On to dopiero będzie miał kaca. A potem przypomniało mi się jak stanął w obronie Marka i wróciła cała wczorajsza akcja. Resztę drogi powrotnej przeszedłem w deszczu, który nie nastroił mnie zbyt optymistycznie. Siedząc samotnie w pokoju chciałem napisać do MM i powiedzieć mu wszystko. Opisać cała sytuację, wyjawić, że całowałem się z Kacprem, ale jak tylko zaczynałem coś pisać, tak za chwilę kasowałem wszystko bijąc się z myślami. W końcu nie napisałem nic, a od niego też nie otrzymałem żadnej wiadomości, co również mnie dobijało.
Z Markiem niby rozstaliśmy się w dobrej komitywie, ale w szkole był jakiś odległy, jakby na mnie obrażony. Niby rozmawialiśmy normalnie, ale odpowiadał oschle i nie był zbyt wylewny, nie był również zbyt wesoły. Popadał w jakiś melancholijny nastrój. Nawet po szkole nigdzie nie chodziliśmy a piątek przesiedziałem w domu, bo Marek twierdził, że musi się uczyć, a mi też nie chciało się bawić w żaden sposób z Dawidem i Zuzką. W końcu po tygodniu dostałem tego maila od MM i bardzo mnie on rozbolał. Nie tylko dlatego, że źle się u niego działo, ale też dlatego, że podobnie źle było u mnie i nie mogliśmy w żaden sposób sobie pomóc nawzajem. Przecież ja nawet nie przyznałem się Markowi, że zgłosiłem się do tego cholernego przedstawienia świątecznego!

* * *

— Cześć Filip. Musimy pogadać.
— Cześć. Coś się stało? — Przeczesał blond włosy i spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.
— Przede wszystkim chciałem cię przeprosić za tą akcję na imprezie.
— Daj spokój, już dawno zapomniałem. To ja powinienem przeprosić Marka za to, że się wprosiliśmy i za Kacpra, on jest trochę porywczy. Ale jakoś głupio mi było do niego podejść, bo widziałem, że chodzi jakiś zły.
— Ach, to świetnie. To znaczy świetnie, że się nie gniewasz i w ogóle. A o Marka się nie martw, on też już chyba nie pamięta.
— To znaczy, że to nie o to chodzi zły?
— Nie, to zupełnie inna sprawa. — To była chyba ta sprawa, chociaż nawet nie wiedziałem, nic mi nie mówił. Ale nie chciałem zepsuć moich stosunków z Filipem, bo przecież on nic nie zawinił. — To mam jeszcze drugą sprawę. Nie wiem czy będę mógł wystąpić w twoim przedstawieniu.
— No weź! Tak mało osób się zgłosiło, jesteś nam potrzebny. — Patrzył na mnie wzrokiem zbitego psa. Nie mogłem mu odmówić. Błagał całym sobą żebym na pewno wziął udział w tej sztuce.
— No dobra, spróbuję znaleźć na to czas.
— Dzięki, dzięki, dzięki! — I tak po prostu uścisnął mnie, objął na korytarzu przy innych ludziach a oni się gapili. Poczułem się zażenowany a jednocześnie trochę uszczęśliwiony. Bo czy to trochę nie znaczyło, że Filip jednak może być gejem? Skoro Kacper mnie pocałował, to chyba jest gejem, a są sąsiadami i może dlatego się kumplują, bo obydwaj lubią facetów? To było bardzo prawdopodobne. Ale nie mogłem dać po sobie niczego poznać, na pewno jeszcze nie teraz i nie przy całej szkole. Lekko odepchnąłem Filipa i udałem niesmak, ale on się tym nie zraził i nic nie powiedział, tyko dalej się uśmiechał i dziękował mi.
— Kółko teatralne spotyka się w środy po szkole. Mam nadzieję, że w te dni dasz radę przychodzić?
— Tak, środa może być.
— To super. Na razie! — I poszedł w swoją stronę a ja stałem i zastanawiałem się czy dobrze robię.

Od: dust_to_dust@gmail.com
Do: metallica.master000@gmail.com

Pamiętasz jak ci pisałem o kółku teatralnym? Zgodziłem się. Zgodziłem się, aby zagrać w tle WielkiegoPrzedstawieniaŚwiątecznego. Nie powiedziałem jeszcze przyjaciołom, czuję, że by mnie wyśmiali. Ty pewnie zapytasz „po co?” a ja sam nie wiem. Chyba chciałem zrobić COŚ. Nigdy nic takiego nie robiłem, chociaż robiłem różne szalone rzeczy. Ta też chyba będzie szalona, nie sądzisz? Także ja tak właśnie spędzę swoje dni w szkole przed Gwiazdką. Robiąc za tło w przedstawieniu. A ty co będziesz porabiał w święta?
PG

Sądziłem, że między nami już będzie wszystko w porządku, że MM jakoś się ogarnął i napisze do mnie beztrosko jak zwykle, ale życie okazywało się bardziej skomplikowane. Już dłuższy czas się do mnie nie odzywał, a i Marek wydawał się nadal obrażony. Wpieniało mnie to niemiłosiernie, bo nie miałem się komu wygadać. W końcu na jednej z przerw zgadałem się z Zuzą.
— Hej. Czy mi się wydaje, czy Marek nadal jest na mnie obrażony?
— Ja tam nie wiem, mi nic w tej sprawie nie mówi. Ale cokolwiek między wami jest, moglibyście to skończyć, bo nasza paczka lekko się rozwala, szczerze mówiąc. — Wydęła wargi i założyła ręce na piersi. Była zirytowana. — Nigdzie nie chodzimy, wy prawie ze sobą nie gadacie. Nawet Dawid stwierdził ostatnio, że się nudzi i w końcu byłam u niego pograć nawet was nie pytając, bo i tak stwierdziliśmy, że nas olejecie.
Tak bardzo skupiłem się na sobie, MM i Marku, że zupełnie zapomniałem o Zuzce i Dawidzie. No to faktycznie parszywy był ze mnie przyjaciel. Ale jak widać Marek też dawał ciała. Obiecałem Zuzce pogadać z Markiem.
— No, ogarnijcie się trochę — prychnęła i poszła do dziewczyn.
Ostatnio po szkole któryś z nas uciekał wcześniej, lub ociągał się z ubieraniem żebyśmy nie wracali razem do domu. Jakie to głupie i szczeniackie. Tym razem ubrałem się szybko, bo widziałem, że Marek też się spieszy. Dogoniłem go kilka metrów od szkoły.
— Hej — zagaiłem, a on przystanął i spojrzał na mnie zdziwiony.
— Hej — odpowiedział i ruszył dalej, ale zwolnił kroku widząc, że chcę z nim pogadać.
— Zacznę od tego, że Zuzka z Dawidem są na nas wkurzeni, bo rozwalamy paczkę.
— Fakt, marni z nas kumple.
— Może coś z tym zrobimy? Pogadamy? Ustalimy, czemu ze sobą nie gadamy. Może wpadniesz teraz do mnie?
— Ok, niech będzie. — Ta odpowiedź wydawała się wymuszona, ale już był chociaż postęp. Resztę drogi milczeliśmy, a gdy weszliśmy do mnie, od razu zamknęliśmy się w moim pokoju.
Zastanawiałem się, od czego zacząć tą rozmowę, ale Marek mnie uprzedził:
— To teraz będziesz występował w teatrze? — zapytał z nutą irytacji.
— Skąd o tym wiesz?
— Filip mi powiedział na imprezie.
— To o to tak się wściekłeś?
— Nie. Chociaż mogłeś mi powiedzieć.
— I co, tylko byś mnie wyśmiał.
— A miałbym nie wyśmiewać? Po co to robisz?
Wiedziałem, że tak będzie, dlatego nic mu nie chciałem mówić.
— Bo może mnie to kręci? Może zawsze skrycie chciałem grać w teatrze? Wiesz, tańczyć i śpiewać. — Wstałem i zacząłem skakać po pokoju aż Marek w końcu wyluzował i parsknął śmiechem. Tego chciałem, aby nasze relacje znowu były jak dawniej.
— I czy to nie będzie zabawne oglądać mnie takiego wygłupiającego się na scenie? Będziecie komentować moje wygłupy z Zuzą i Dawidem a ja będę paradować w jakimś stroju elfa czy renifera.
— I dadzą ci świecący nos albo buty z dzwoneczkami? — zaśmiał się.
— Kto wie, kto wie. — W końcu usiadłem zmęczony. — Przepraszam, że tak się wtedy zachowałem — powiedziałem w końcu to pierwszy, musiałem, bo sam też się głupio zachowałem. — Nie powinienem był pozwalać Kacprowi palić w twoim pokoju, a ty miałeś prawo go wyrzucić, w końcu to twoja impreza i mieszkanie. A ja beznadziejnie się zachowałem stawiając ci się i go broniąc. Mam też na usprawiedliwienie to, że byłem kompletnie pijany. — Wyszczerzyłem się w głupkowatym uśmiechu.
— Ja… — zaczął a ja czekałem co powie. Bo przecież musiał przeprosić i wyjaśnić, czemu się tak bardzo zdenerwował, bo inaczej ta nasza rozmowa nie miałaby sensu. — Jak tylko przyszli to od razu do niego poleciałeś. Nie wiem w ogóle o co chodziło, przykleiłeś się do niego od pierwszej sekundy. A nawet go nie znaliśmy i się wprosił na chama. Potem usłyszałem od Filipa o przedstawieniu, a wy gdzieś mi zniknęliście. Jak znalazłem was w pokoju to on bezczelnie palił tam fajka i był do tego taki arogancki. A potem ty zacząłeś go bronić to już w ogóle się wpieniłem. — Nie patrzył na mnie, gdy to wszystko wyjaśniał, ale widziałem jak rośnie w nim wściekłość. Gdyby tylko wiedział, co jeszcze robiliśmy w jego pokoju…
— Ej, zazdrosny o mnie byłeś, czy co? — chciałem go rozluźnić, więc zażartowałem jednocześnie głaszcząc go po głowie jak małego pieska, burząc jego fryzurę.
— Co?! — oburzył się. — Weź! Dlaczego miałbym być o ciebie zazdrosny?
— Nie martw się, tylko ty jesteś moim najlepszym przyjacielem. — W przypływie dobrego humoru objąłem go tuląc się do jego piersi. On oczywiście oparł się o ścianę i próbował mnie odepchnąć.
— Odczep się, noooo!
— Tylko, jeśli powiesz, że mnie kochasz! — powiedziałem dramatycznie jakby to było wielkie wyznanie miłości. On nie lubił takich scen, a mnie się wydawały zabawne. Gdyby tylko wiedział, że jestem gejem to jeszcze bardziej by mnie teraz nie lubił.
Trzymałem go mocno mimo jego oporu i namawiałem do wyznania miłości.
— Dobra, już dobra, kocham cię — wydusił w końcu, a gdy tylko go puściłem wstał i skierował się do drzwi.
— Matko, ale ty durny jesteś. Cały się zgrzałem, idę po coś do picia — poinformował z wyrzutem i poszedł do kuchni nawet na mnie nie patrząc.
A ja byłem zwyczajnie zadowolony, że w końcu wszystko sobie wyjaśniliśmy.
Słyszałem, że poszedł jeszcze do łazienki, i kiedy tak czekałem na niego, włączyłem komputer z nadzieją w sercu, ale nie było żadnej nowej wiadomości od MM i znowu posmutniałem.
— Metallica Master? Kto…?
O kurwa! Krzyknąłem głośno coś nieskładnie, wyskoczyłem z krzesła odpychając Marka od komputera i przewalając go na podłogę.
— Kurwa, Łukasz! — zaklął dobitnie łapiąc się za brodę.
— O matko, przepraszam, coś ci się stało? — Schyliłem się do niego pomagając mu wstać.
— Złamałeś mi szczękę czy coś. — Usiadł nadal trzymając się za brodę. — Chyba ramieniem mnie walnąłeś. Zwariowałeś?! Mogłem sobie język odgryźć.
— To dlaczego skradasz się za moimi plecami?! — Byłem wściekły. Co on sobie myślał tak zaglądać mi przez ramię do komputera?
— Sorry, myślałem, że mnie słyszysz.
— Ale nie czyta się cudzych maili.
— Przecież nic nie przeczytałem. Tylko nadawcę… — Spojrzał w końcu na mnie z obolała miną. — Metallica Master, kto to taki?
Spaliłem buraka i usiadłem na łóżku nie patrząc na niego. Nie potrafiłem kłamać mu prosto w oczy.
— Pamiętasz, przyznałem cię się, że się w kimś… zakochałem.
— No.
— To właśnie… ta dziewczyna.
Milczał przez chwilę.
— Fajny ma adres mailowy. — Uśmiechał się. Wstał powoli i usiadł obok mnie. — To zakochałeś się w niej czy nie?
— Chyba tak. Ale wiem, że to głupie! Bo przecież znam ją tylko przez internet. — Niby nie chciałem nic mówić, ale Marco był moim przyjacielem, dobrze było się tak mu wygadać. Nawet jeśli trochę naginałem fakty, szczególnie te dotyczące płci.
— No trochę głupie. A wiesz chociaż jak wygląda?
— Nie. Woleliśmy pozostać anonimowi.
— A wiesz, że to może być gruby obleśny pedofil? — Szturchnął mnie łokciem.
— To nieprawda. Jest normalną dziewczyną.
— Niech będzie. Na pewno jest fajna, skoro lubi Metallicę.
— Jest bardzo fajna. — Na myśl o rozmowach z MM zrobiło mi się ciepło w sercu i uśmiechnąłem się. Tak dobrze mi się z nim rozmawiało, na tysiąc procent musiał być sobą, tym za kogo się podawał. I teraz trochę smutno mi było, że ostatnio tak mało się odzywał.
— Więc trzeba ją poznać — powiedział Marek.
— Ale że jak? — Nie wiedziałem o co mu chodzi.
— Musisz w końcu poprosić ją o spotkanie. Gdzie mieszka?
— Tu w Warszawie.
— No to tym bardziej! Na co czekasz? Prosiłeś ją już o spotkanie? — Wyraźnie się ożywił próbując pomóc mi w moim życiu miłosnym.
— Nie, oczywiście, że nie. Ona woli pozostać anonimowa.
— Głupoty. Każda laska w końcu chce się spotkać na żywo. Ona też się pewnie zakochała w tobie.
— No, można powiedzieć, że zostaliśmy tak jakby parą, w internecie. — Zarumieniłem się aż po uszy na tą wzmiankę, która teraz wydawała się surrealistyczna.
— Gratulacje, czyli jakiś seks na odległość już był?
Sądzę, że zaczerwieniłem się jeszcze bardziej niż zwykle, bo uszy mnie piekły jakby były palone żywcem. Marek zaczął się ze mnie śmiać.
— Musisz ją namówić na jakieś sprośne igraszki słowne. — Mrugnął do mnie, a ja nie potrafiłem mu się odgryźć. — Chcesz się z nią spotkać, czy nie? — zapytał w końcu poważniejszym tonem.
— Pewnie, że bym w końcu kiedyś chciał, ale teraz chyba nie jest dobry moment, ona ma jakieś problemy.
— Ze sobą?
— Sam nie wiem, ale ostatnio mało piszemy.
— Może zbliżające się święta tak na nią działają?
— Teraz nie jest raczej dobry czas na takie spotkania. Szaleństwa zakupowe i tak dalej.
— To może po nowym roku? Wytrzymasz tyle? — spytał sarkastycznie.
— Bardzo śmieszne.
— Założę się, że będzie jechała na koncert w lutym — stwierdził i spojrzałem na niego jakby odkrył Amerykę.
— No tak! Koncert w Spodku! Zupełnie o nim zapomniałem.
— Jak mogłeś zapomnieć o najbardziej zajebistym koncercie ever?! — zapytał z wyrzutem.
— Jakoś tak, przez to wszystko. Myślisz, że to dobry pomysł żeby się tam spotkać? Przecież będą tłumy ludzi, jak się odnajdziemy?
— Coś wymyślicie. Zapytaj ją, co o tym myśli i zobaczysz czy w ogóle się zgodzi.
— Dobra, dzięki. Chyba. Bo nie wiem czy to dobry pomysł. Ale tak, raczej zapytam.
Marek posiedział u mnie jeszcze z godzinę i odrobiliśmy zadane dzisiaj lekcje. I wszystko było jak dawniej.












Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum