The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 23 2019 21:04:10   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Americana 18


Rozdział 18: Madame Euliette


– Co u ciebie? – padły słowa Krzysztofa. Palce Aleksa zacisnęły się mocniej na zielonej butelce Heinekena, kiedy zastanawiał się, co powinien na nie odpowiedzieć.
– Dobrze – mruknął, a w jego głowie niemalże rozbrzmiał charakterystyczny dla teleturniejów dźwięk, który pojawiał się, kiedy uczestnik błędnie odpowiedział na zadane pytanie. Bo przecież nie było „dobrze”. Od kilku miesięcy po prostu nie wiedział, co robić ze swoim życiem prywatnym. Chyba tylko Dzieciom Ludwiczka się powodziło.
– Schudłeś – stwierdził Krzysztof tak troskliwym tonem głosu, że aż coś ścisnęło żołądek Aleksa. Nienawidził, kiedy mężczyzna tak do niego mówił i tak patrzył, jakby, cholera, był jego ojcem, a nie facetem, który go pieprzył, a później płacił.
– Nie, niezbyt dużo. – W końcu biorąc pod uwagę sposób, w jaki spędził święta, kilogramów powinno mu przybyć, a nie ubyć.
– Co z Piotrkiem? – ciągnął dalej Krzysztof i napił się czerwonego wina z kieliszka. Aleks mimowolnie uśmiechnął się pod nosem – widok Krzycha z tym trunkiem był mu doskonale znany. Mężczyzna zazwyczaj na noc wypijał lampkę jakiegoś dobrego wina. Czasem opowiadał Białeckiemu o tych alkoholach, mówił z jakiego rejonu pochodzą, jak długo dojrzewały i w jakich winiarniach powstały. Aleksander zawsze udawał, że nie słucha (a zazwyczaj naprawdę nie słuchał), nic go to w końcu nie obchodziło. Nie przepadał za tego typu napojami wyskokowymi, zdecydowanie bardziej wolał piwo, ale z drugiej strony zawsze podziwiał Krzysztofa za wiedzę i to, jak bardzo ten głupi kieliszek pasował do jego dłoni. Wyglądał naprawdę dystyngowanie, kiedy tak siedział na krześle, z nogą założoną na nogę, w palcach obracając lampkę wina.
– Był u mnie na Boże Narodzenie – odparł, przesuwając palcem po szyjce butelki, na której całkowicie skupił swoją uwagę. – Kupiłem mu LEGO i taką jedną grę – dodał, ani na chwilę nie przenosząc wzroku na mężczyznę.
– To dobrze. Pewnie się ucieszył, prawda? – próbował dalej jakoś go zagadać.
– Mhm, tak myślę.
Nastała cisza. Od samego początku ich spotkania Krzysztof wydawał się dziwnie spięty, cały czas był zdenerwowany, zupełnie jakby przebywał z Aleksem po raz pierwszy. Białecki wciąż pamiętał, jak bardzo mężczyzna się stresował na początku ich spotkań. I, oczywiście, jak bardzo go takie sytuacje bawiły, bo kto to widział, żeby dorosły facet, a trząsł się z nerwów jak taka rozlazła galareta.
– Pomóc ci w czymś? – zapytał w końcu, gdy już dopił alkohol, jaki miał w kieliszku. Białecki wreszcie oderwał spojrzenie od butelki i przeniósł je na Krzysztofa.
– Myślałem o opiece społecznej – powiedział.
– Wystarczy jeden telefon. Myślę, że nie będzie problemów z odebraniem Piotra twoim rodzicom. A nawet jeśli, to mam kontakty – zapewnił gorliwie, na co Aleks uśmiechnął się lekko. Jaki by Krzysztof nie był, zawsze przynajmniej mógł na niego liczyć. A nie znał przecież zbyt wielu osób, do których pasowałoby to samo stwierdzenie. Nawet Remek i Adam jakoś ostatnio się od niego odsunęli. Każdy prowadził swoje życie, a oni ograniczyli swoje kontakty tylko do spraw związanych z zespołem.
– Mhm, tak chyba będzie najlepiej – odparł i pociągnął sporego łyka piwa, zupełnie jakby miał nadzieję, że alkohol jakoś rozjaśni mu umysł. Gdy przełknął, odstawił butelkę na stół i spojrzał na Krzysztofa uważnie. – Ale najpierw porozmawiam z Piotrem. Musi być świadomy, co się z nim stanie – dodał, doskonale wiedząc, że jeżeli faktycznie będzie musiał przeprowadzić z dzieckiem taką rozmowę, nie będzie to najprzyjemniejsza konwersacja w jego życiu. Właściwie to bał się jej, bał się tego, jak chłopiec może zareagować. Gdyby ktoś kiedyś mu powiedział, że przyjdzie po niego opieka społeczna, zapierałby się rękami i nogami, byleby tylko do tego nie dopuścić. W końcu obojętnie jakich rodziców by nie miał, to zawsze rodzice. Kochał swoją mamę i jako dziecko wierzył, że jego rodzicielka odwzajemnia to uczucie. No i pewnie je odwzajemniała, tyle że na swój sposób. Zdarzało się przecież, nawet nie raz, że broniła go przed ojcem, który podchmielony, stawał się po prostu niebezpieczny. Denerwowało go wszystko – krzywo ustawione buty, kubek na stole czy w zlewie, a nawet problemy z wypowiadaniem się. Aleks pamiętał, że jako kilkulatek często się jąkał, nie raz było to właśnie powodem furii ojca. Zawsze więc, gdy rodzic był w domu, starał się nie wchodzić mu w drogę. Krył się w swoim pokoju, mając nadzieję, że mężczyzna do niego nie zajrzy. Uwielbiał dni, w których nie widywał taty, był sam z mamą w mieszkaniu, a ona zajmowała się domem, gotowała jakiś obiad, czy po prostu siedziała przy stole z kubkiem mocnej, czarnej kawy i nieodłącznym papierosem w dłoni. Jego rodzicielka naprawdę dużo paliła, do teraz ten mocny zapach tytoniu kojarzył mu się głównie z matką.
Wiedział, że rozmowa z Piotrkiem o zabraniu go wcale nie będzie należała do prostych. Musi się do niej przygotować, nie tylko merytorycznie, ale także mentalnie. Powinien przypomnieć sobie, co on sam by kiedyś zrobił na miejscu brata, w końcu przechodzili dokładnie przez to samo. Potrafił przewidzieć reakcje chłopca.
– Oczywiście – odparł Krzysztof, nie mając zamiaru podważać decyzji Aleksa, a Białecki był mu wdzięczny, że nie naciskał. Coraz bardziej przekonywał się do tego nieudacznika, który może i faktycznie nie potrafił poradzić sobie z własnym życiem, ale jeżeli chodziło o życie Aleksandra, to był bardzo przydatny. Gdyby jednak Aleks miał w sobie mniej dumy i tej chorej, egoistycznej arogancji, może by mu podziękował, bo przecież chociaż tyle należało się Krzysztofowi. Wiedział o tym, ale krótkie „dziękuję” po prostu nie mogło przejść mu przez gardło. Mężczyzna zdawał się już do tego przyzwyczaić. Jakim idiotą trzeba być, żeby tak tkwić przy jednej osobie i nic w zamian nie dostać? Ile osób zdążyło już wykorzystać naiwność Krzysztofa? I dlaczego, do cholery, teraz się nad tym zastanawiał? Aż pociągnął haust swojego piwa, dopijając je do końca. Przez ostatnie wydarzenia stawał się ciepłą, rozckliwiającą się nad wszystkim kluchą. Musi wziąć się w garść.
– Aleks? – Z zamyślenia wyrwał go ciepły głos Krzycha. Popatrzył na niego pytająco, stawiając pustą butelkę Heinekena na stole. – Wyszlibyśmy gdzieś razem? – zapytał cicho mężczyzna. Tak cicho, że jego słowa prawie że zlały się w jeden, niezrozumiały dźwięk razem z odgłosami ulicy dobiegającymi przez uchylone okno.
– Razem? – zapytał zdziwiony. Na co się, do cholery, teraz Krzychowi wzięło? Randeczek zapragnął?, pomyślał zirytowany, a jego melancholijny nastrój zniknął wraz z zadanym przez mężczyznę pytaniem. – Po co? – zapytał szorstko i podniósł się z dotąd okupowanego krzesła. Szybko podszedł do lodówki, z której wyciągnął kolejne piwo. Nie miał zamiaru sobie żałować, skoro to Krzysztof je sponsorował. Chwycił otwieracz, udając, że wcale nie zauważa uważnego spojrzenia mężczyzny.
– Po prostu... – odpowiedział tym swoim cichym, niesamowicie irytującym głosem, a gdy Aleks miał to już jakoś skomentować, Krzysztof nagle westchnął ciężko i zaraz dodał, już o wiele pewniej: – Mam zaproszenie na jedną z imprez w renomowanym klubie.
Aleksander uniósł brew, przenosząc na niego swój wzrok. Nie odpowiedział mu od razu, wziął najpierw dużego łyka piwa, czując już, że zaczyna mu się przyjemnie kręcić w głowie.
– I skąd pomysł, że będzie mi się chciało tam iść? – zapytał, odstawiając butelkę na blat.
– Myślałem, że może będziesz...
– To źle myślałeś – przerwał mu i przewrócił oczami. – Krzysztof, nie jesteśmy żadną parą, żeby pokazywać się razem poza twoim apartamentem – powiedział dobitnie, nie mając pojęcia, w jaki sposób mógłby dotrzeć do niego inaczej, skoro słowa i tak były niewystarczające. Krzychu zachowywał się jak zakochany piętnastolatek z klapkami na oczach.
– Zapłacę ci – palnął mężczyzna, patrząc na niego uparcie. W tamtym momencie w ogóle nie przypominał dorosłego, dojrzałego faceta, którym przecież powinien być. Miał w końcu pieprzone czterdzieści lat na karku!
– Zapłacisz? – Aleks zmarszczył brwi z niezrozumieniem. – Aż tak ci zależy? – zapytał, ale gdy zobaczył minę Krzysztofa, wszystko nagle okazało się jasne. Mężczyzna po prostu chciał spędzić z nim jak najwięcej czasu. Gdy Białecki sobie to uświadomił, aż prychnął i pokręcił głową. Żałosne, zmełł pod nosem, czego mężczyzna raczej nie dosłyszał. – Będę się zbierać – mruknął, ruszając w kierunku przedpokoju. Zignorował nowo otwarte piwo, nie miał już ochoty dłużej siedzieć w tym samym pomieszczeniu z Krzysztofem. Jak niby miał podchodzić do tego faceta normalnie, bez żadnych uprzedzeń i z szacunkiem, skoro Krzychu sam nie znał swojej wartości?
Starał się, naprawdę starał, ale to go przerastało. Nie był spokojną osobą, a mężczyzna szybko potrafił wyczerpać jego całe pokłady cierpliwości. Krzysztof, będąc żałosnym, samotnym czterdziestolatkiem, miał wszystko na co sobie zapracował, a Aleks postanowił już go więcej nie żałować.
Kiedy zakładał kurtkę i już prawie miał wychodzić, mężczyzna odezwał się jeszcze, nawiązując do przerwanego przez Aleksa tematu.
– Drugiego stycznia. Pójdziesz? – zapytał, na co Aleksander uśmiechnął się krzywo.
– Jak zapłacisz, to pójdę – odparł, wsuwając dłonie w kieszenie kurtki i jasno dając mężczyźnie do zrozumienia, na czym się ten ich układ opierał. Krzysztof kiwnął głową, a on odwrócił się na pięcie i wyszedł z mieszkania, nawet nie żegnając się z jego właścicielem.

***

Siedział w kuchni, z parującą kawą na stole, trzymając w dłoniach podręcznik, który dostał od Jasia. Przejrzał go, tak jak chłopak mu powiedział. Zrobił to, mimo że na początku nic takiego nie miał w planach. Zdecydował nawet, że nie nauczy się tych nut, by nie dawać dzieciakowi satysfakcji. Chciał olać sprawę, jakby nigdy jej nie było, i wciąż grać ze słuchu. Nie chciał nawet myśleć o tym, że tak szybko złamał swoje postanowienie.
Od ostatniej próby nie miał z chłopakiem żadnego kontaktu; wiedział, że najprędzej zobaczą się albo znów w garażu, albo (jeśli tylko Jaś się do niego odezwie) w jego domu. Sam nie chciał pisać do niego jako pierwszy, bo czuł, że znów się zbłaźni. Dość miał już robienia z siebie idioty przed tym dzieciakiem i dość miał już myślenia o nim. Specjalnie wynajdywał sobie zajęcia, byleby tylko mieć jak najmniej czasu dla siebie, w związku z czym jego zazwyczaj okropnie zabałaganione mieszkanie teraz aż błyszczało czystością.
Gdyby tylko głupi Janek był jedynym problemem, uznałby, że jego życie jest całkiem poukładane. No ale dochodziła sprawa z Piotrkiem, z którym powinien porozmawiać. Wiedział jednak, że wcale nie tak łatwo się do tego zabrać. Postanowił odezwać się do brata dopiero po Nowym Roku, do tego czasu powinien już sobie wszystko dokładnie ułożyć w głowie.
Cholera, pomyślał, odkładając podręcznik na stół, jakie to popieprzone. Złapał kubek z kawą, zapatrując się na bezchmurne niebo i zawieszone na nim wysoko słońce, którego ciepłe promienie wypełniały kuchnię. Gdyby nie białe od śniegu ulice, łatwo byłoby pomyśleć, że zbliżało się lato.
Za trzy godziny powinien wyjść. Jakaś znajoma Remigiusza organizowała u siebie sylwestra. Pewnie spije się dzisiaj do nieprzytomności i tyle będzie mieć z imprezy noworocznej. Jakoś wizja zbliżającej się domówki w ogóle go nie cieszyła, tak jak to było kiedyś. Może przez to, że miał kilka lat więcej na karku, a może dlatego, bo wiedział, że towarzystwo niczym go nie olśni. Gdyby nie obiecał przyjaciołom, pewnie zaszyłby się w domu i oglądał durne fajerwerki (których przecież nawet nie lubił) z okna swojego pokoju.
Nie miał pojęcia, jak to przetrwa, ale będzie musiał uzbroić się w cierpliwość. Najwyżej krótko po północy się stamtąd zwinie. Nie widział powodu, dla którego miałby siedzieć dłużej. Przecież nawet Janka nie będzie, bo pracuje. Kto normalny pracuje w sylwestra...? Nie chciał tak po prostu przed sobą przyznawać, ale zaczynało go irytować to, że tak mało wiedział o chłopaku. Z drugiej strony jednak wmawiał sobie, że wcale nie chce wiedzieć więcej.
Kurwa, głupi Janek. Ciągnął się za nim jak jakaś wyjątkowo uciążliwa sraczka, pomyślał zirytowany i podniósł się wreszcie z krzesła. Wyszedł z pomieszczenia, zostawiając na stole podręcznik. Podświadomie wiedział, że jeszcze po niego sięgnie.

***

Było dokładnie tak, jak przewidział. Połowy osób nie znał (i wcale jakoś szczególnie nie miał ochoty, żeby poznawać), a drugiej połowy nie lubił. Adam siedział z boku z Olą, wcale już nie przypominając tego samego, wiecznie zmęczonego człowieka, którym był na co dzień, a Remek gdzieś zniknął ze swoją nową dziewczyną. Aleks wolał się nie zastanawiać, gdzie i co takiego robili, znacznie bezpieczniej było siedzieć na kanapie, słuchać durnej dyskusji odbywającej się obok i popijać piwo.
Co chwilę też zerkał na telefon, zupełnie jakby oczekiwał od kogoś wiadomości. I chociaż naprawdę starał się zrzucić to na samo dno umysłu, miał nikłą nadzieję, że ktoś do niego napisze. Gdy wypił już szóstego pod rząd, mocnego drinka, wszedł na Facebooka i odszukał profil Janka. Nie był dostępny od siedmiu godzin, przeczytał, krzywiąc się po chwili. Głupi dzieciak, pomyślał, dopijając alkohol. Powinien do niego zadzwonić z przeprosinami i błagać o łaskę!
Nagle poczuł mocny ucisk na pęcherzu. Podniósł się chwiejnie, nawet nie zerkając na zegarek, który wskazywał za piętnaście dwunastą. Nie zwrócił też uwagi, że w mieszkaniu nagle zrobił się jakby większy ruch. Kilka osób wstało od stołu, by zacząć się ubierać, inni stwierdzili, że jest jeszcze czas i wrócili do picia, a Remigiusza z nową dziewczyną jak nie było, tak nie było. Musiał się dobrze bawić. Chociaż on, pomyślał Aleks, zamykając się w toalecie. Stanął przed lustrem i popatrzył na swoją zapitą twarz. Dzisiaj wyjątkowo dobrze mu ten alkohol wchodził, pomyślał, gdy dotoczył się do ubikacji. Starając się trzymać prosto (a także nie obsikać wszystkiego wokół), stanął nad sedesem, patrząc sobie prosto w oczy. Aż się zaśmiał, bo kto normalny wieszał lustro nad kiblem? Nie znał dobrze właściciela mieszkania, ale możliwe, że miał jakieś kompleksy. Gdy skończył, nie kłopocząc się myciem rąk, sięgnął po telefon. Znów wszedł na profil Janka, jednak w przebłysku ostatniej trzeźwej myśli, szybko przełączył okno rozmowy z nim na okno Macieja.
„Szczęśliwego Nowego Roku. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałeś?” – Dodał jeszcze uśmiechniętą buźkę, po czym wysłał. Nie miał już co zaprzeczać, że jego fascynacja Maciejem jakby osłabła. Jasne, facet wciąż jawił mu się przed oczami jako przystojny bóg seksu, który cały czas mu imponował, ale... ale nie czuł już tego, co jeszcze miesiąc temu. Teraz jego myśli zajmowała inna osoba, której w ogóle nie potrafił zrozumieć. Może czas znaleźć sobie kogoś innego?
Cholera. Był pijany, chyba pora wracać do domu, pomyślał i ruszył do wyjścia. Otworzył z rozmachem drzwi, uderzając nimi przypadkiem stojącego w przedpokoju chłopaka. Aż zmarszczył brwi, kiedy jego ofiara syknęła i złapała się za obolałe ramię.
– Ej! Uważaj! – Aleks zamarł na kilka chwil w bezruchu, lustrując uważnie twarz nieznajomego. Całkiem ładny, stwierdził ostatecznie i już miał coś powiedzieć, gdy jakaś dziewczyna obok odezwała się do poszkodowanego.
– Kochanie, szybciej, jeszcze trzeba wziąć szampana. – No, to tyle z szukania zastępstwa i nowego obiektu, którym mógłby się zainteresować. Sapnął ciężko i rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu swoich butów, które zginęły gdzieś w gąszczu porozrzucanego na podłodze obuwia imprezowiczów. Nie miał już w planach wracania do tego mieszkania, właśnie jego najgorszy sylwester w życiu się kończy. Najgorszy, bo nawet ten sprzed kilku lat, kiedy nie dotrwał nawet do północy i całkowicie pijany zasnął na kanapie, wydawał się lepszy. Nie przejmując się niczym, usiadł na samym środku pomieszczenia i zawadzając dosłownie każdemu, zaczął powoli zakładać glany.

***

Spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Skrzywił się, ale nic nie powiedział. Nie miał już zamiaru wybrzydzać, przemęczy się ten jeden wieczór i cały kolejny miesiąc nie będzie musiał (za bardzo) martwić się o pieniądze. Co zrobi później, to już inna sprawa. Wiedział, że wreszcie nadejdzie taki dzień, kiedy po prostu zostanie zmuszony do przejrzenia jakichś stron z ogłoszeniami o pracę. Na razie jednak odraczał tę chwilę tak długo, jak tylko się dało. Miał w końcu na głowie zespół i wyjazd do Krakowa, nie mógł się rozpraszać. A przynajmniej tak to wszystko sobie tłumaczył. Całe jego życie kręciło się wokół Dzieci Ludwiczka i na razie nic nie zapowiadało tego, by w najbliższej przyszłości miało się to zmienić. Nie zastanawiał się nad tym, ile miał lat, że warto byłoby zacząć samemu na siebie zarabiać i że wcale nie jest już nastoletnim dzieciakiem, który faktycznie mógłby mieć problem ze znalezieniem zatrudnienia. Teoretycznie nie potrzebował Krzysztofa, ale z drugiej strony, gdy myślał o tym, jakie byłoby jego życie bez tego mężczyzny (albo raczej jego pieniędzy), zaraz dochodził do wniosku, że wcale nie chce się Krzycha pozbywać.
– Dobrze wyglądasz – usłyszał głos za sobą.
– Ale tak jak ostatnio: kolczyków nie ściągnę – powiedział, nie odrywając wzroku od lustra. Miał na sobie granatową marynarkę, a pod nią kremową koszulę rozpiętą nieco pod szyją i czarne, świetnie dopasowane spodnie. Musiał przyznać, że wyglądał dobrze. Cholera, naprawdę dobrze, pomyślał, poprawiając zaczesane do tyłu włosy – efekt godzinnej pracy fryzjerki, bo nawet do niej Krzysztof go zaciągnął, byleby tylko Aleks wyglądał jak człowiek.
– Wiem – odpowiedział Krzychu, zapatrując się na niego z lekkim uśmiechem. W pewnym momencie nawet sięgnął do niego ręką i wygładził poły marynarki. – Pasuje ci taki strój – stwierdził, na co Aleks wzruszył ramionami, cofając się o krok.
– Kto tam będzie? – zapytał, nie mając ochoty być dotykanym. Najchętniej zerwałby wszelkie cielesne kontakty z tym mężczyzną, ostatnio traktował go bardziej jak dobrego wujka, niż swojego sponsora. – Jakieś twoje stare korpo-geje? – Uśmiechnął się krzywo, nie mogąc powstrzymać się przed złośliwościami. – Każdy zabiera tam swoje zwierzątko? – Nawet nie myślał o tym, co mówił, dopiero lekki grymas na twarzy Krzysztofa podpowiedział mu, że może nie powinien się zagalopowywać. Nie chciał znów powiedzieć tych kilka słów za dużo. – Na którą mieliśmy być? – mało zgrabnie zmienił temat i sięgnął po płaszcz, który (no oczywiście) sprezentował mu Krzychu. Mężczyzna chciał, żeby Aleks dobrze się dzisiaj prezentował, mieli iść na jakąś branżową imprezę, której głównym punktem wieczoru będzie występ Drag Queen. Sztywna muzyka, cała masa podstarzałych gejów z młodymi pupilkami i drogie alkohole, to z pewnością będzie świetna zabawa, pomyślał Białecki niechętnie.
– Na dwudziestą, powinniśmy już wychodzić – mruknął Krzysztof i zaczął zakładać buty. Aleksander nic już nie mówiąc, zapiął guziki płaszcza, owinął się jeszcze granatowym szalem i poczekał na mężczyznę przy drzwiach.

***

Aleks rozejrzał się po ciemnym korytarzu podświetlonym czerwonymi światłami LED-owymi. Już przy szatni słychać było muzykę, właśnie puszczano jeden z kawałków Freddiego Mercurego. Dostali się tutaj tylko dzięki specjalnemu zaproszeniu, jakie miał Krzysztof, jednak Aleksa wcale nie kręciły takie niedostępne dla wszystkich miejsca. Miał wrażenie, że jest otaczany przez starannie wyselekcjonowanych gejowskich snobów. Nie pasował tutaj, a kiedy podszedł do nich jakiś mężczyzna i przywitał się z Krzychem dość wylewnie, zapragnął odwrócić się, odebrać kurtkę i zwiać.
– Rudi! – Nieznajomy klepnął Krzysztofa w ramię, na co ten uśmiechnął się szeroko, a Aleks aż otworzył szerzej oczy. Rudi? Pierwszy raz słyszał, by ktokolwiek tak się do niego zwracał! – W końcu się widzimy! Już myślałem, że się pod ziemię zapadłeś – dodał z lekkim uśmiechem, nie poświęcając Aleksowi ani sekundy. Jego przenikliwe i dość wyłupiaste oczy skupiły się wyłącznie na Krzysztofie, który wyraźnie się zmieszał. No pięknie, pomyślał Aleks, wsuwając ręce do kieszeni. Teraz będzie tak stał i robił za niewidoczną ozdobę Krzysztofa „Rudiego” Rudwińskiego. Aż odkaszlnął, hamując śmiech.
– No, trochę minęło – odpowiedział zmieszany Krzysztof, zerkając na Aleksa jak na jakieś koło ratunkowe, które mogłoby ocalić go z tej sytuacji. Białecki nic nie powiedział, uśmiechnął się tylko słodko, obiecując sobie w myślach, że z tym „Rudim” to nie da mu już spokoju.
– Trochę? – prychnął nieznajomy, najwidoczniej nie zauważając, że Krzysztof miał ochotę uciec. – Rudi, to już kilka lat! – przypomniał mu, a Aleks miał chwilę, żeby dokładniej przyjrzeć się mężczyźnie. Był bardzo wysoki, górował nad Krzychem o pół głowy, o Aleksandrze już nie wspomniawszy. Dlaczego zawsze i wszędzie czuł się jak kurdupel? – Co cię tutaj ściągnęło?
– Dostałem zaproszenie od Adama – odpowiedział Krzysztof, błądząc już wzrokiem nad ramieniem swojego znajomego. – Wiesz co? Pójdziemy po drinka, a później gdzieś cię złapię i dokończymy rozmowę. – Aleks aż uśmiechnął się pod nosem, powstrzymując się, żeby nie poklepać Rudiego po ramieniu i nie pogratulować mu tak zgrabnego wybrnięcia z sytuacji. W końcu Krzychu był raczej mało asertywną osobą, a Białecki jeszcze nigdy nie widział, żeby miał odwagę kogoś spławić.
– Och, no jasne – odpowiedział wyraźnie zawiedziony mężczyzna. Aleks od razu zaczął się zastanawiać, dlaczego tak bardzo naciskał na rozmowę z Krzysztofem. No i skąd się znali? Bo przecież nieznajomy tak się do Bińkowskiego zwracał, że nie pozostawiało to złudzeń – musieli się kiedyś chociażby bardziej zażyle kolegować. – Dobra, to idźcie znaleźć sobie jakiś stolik. Spotkałem Madame Euliette godzinę temu, jest w naprawdę dobrej formie – powiedział i mrugnął do Krzysztofa, a Aleks miał ochotę jęknąć z rozpaczy. Nienawidził występów facetów w perukach, którzy starali się zachowywać jak prawdziwe primadonny, a tak naprawdę wychodziło im to pokracznie i ohydnie. W ogóle jakoś nie ciągnęło go do zachwycania się tańczącym na scenie kolesiem w wypchanym skarpetami staniku, ale skoro Krzychu tak to lubił, to jakoś się przemęczy. Na pewno wyjdzie mu to na dobre, gdy później zerknie na stan konta.
Był materialistą, zdawał sobie z tego sprawę, ale wcale go to nie przerażało. Taki już wypracował sobie sposób na życie.
Weszli do większej sali z drewnianą, podświetlaną sceną na samym środku. Gdzieś obok znajdowało się stanowisko didżeja, a pod ścianą ustawiono stoliki i krzesła. Minęło ich kilka osób, które kiwnęły Krzysztofowi na powitanie, a Aleks z każdą chwilą czuł się tu coraz gorzej. Nie rozumiał idei takich spotkań, co on tu niby miał robić? Ani potańczyć, ani porozmawiać z normalnymi ludźmi; miał wrażenie, jakby był z innej planety.
W drodze do stolika minął go chłopak bez koszulki, a jedynie w samej muszce. Białecki aż się za nim obejrzał, bo faktycznie było na co popatrzeć. Brunet niósł tacę, na której znajdowały się jakieś drinki i podał je dość młodo wyglądającemu mężczyźnie siedzącemu samotnie. Już po chwili w tłumie ludzi Aleks dojrzał jeszcze kilku roznegliżowanych chłopaków, którzy najwidoczniej pracowali tutaj jako kelnerzy. Aż się uśmiechnął pod nosem z rozbawieniem. Bogacze sobie używali tego życia, skomentował w myślach, siadając wreszcie w kącie pomieszczenia.
– Często chodzisz na takie imprezy? – zagadnął Krzysztofa, nie mogąc powstrzymać się od rozglądania się dookoła. Teraz, kiedy już dostrzegł tych chłopaczków, nie miał zamiaru pozbawiać się jedynej rozrywki, jakiej mógł tutaj doświadczyć.
– Czasem – odparł Krzysztof, przysuwając krzesło bliżej Białeckiego. Udał, że wcale nie zauważył uważnego spojrzenia Aleksa, jakie ten mu posłał. Chciał tylko spędzić ten wieczór z chłopakiem, całe to wyjście było jedną wielką wymówką. – Kiedyś chodziłem częściej.
– I tam poznałeś tego gościa z korytarza? – ciągnął dalej Aleks, sięgając po kartę z drinkami, jaka znajdowała się przed nim. Była dość uboga, jeżeli chodziło o liczbę pozycji, jednak jeśli spojrzało się na nią pod kątem jakości trunków i ich cen, wcale już tak biednie się nie prezentowała.
– Nie, Tadeusz to... Tadeusz to inna historia. Poznałem go na studiach – mruknął, zaczynając nerwowo podrygiwać nogą, co Aleks od razu zauważył. Nigdy nie lubił, gdy Krzysztof tak właśnie robił, zawsze go wtedy upominał, jednak z marnym skutkiem, bo przy najbliższej możliwej okazji znów wracał do swojego tiku nerwowego. W pewnym momencie więc Białecki dał sobie z tym spokój. Krzychu tak odreagowywał stres, obojętnie jak drażniący by ten odruch nie był, nie da się go ot tak zlikwidować.
– Jakaś stara miłość? – zapytał Aleksander, przekrzywiając głowę i patrząc na mężczyznę z nagłym, tak niespotykanym dotąd zainteresowaniem. Bińkowski jak na zawołanie się zmieszał, odwrócił wzrok na scenę, na której właśnie pojawił się ubrany w smoking mężczyzna. Panowie, oto występ, na który wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy. Mistrzyni performansu, diva wszystkich najważniejszych dla branży imprez, kobieta, która na scenie czuje się tak swobodnie, jakby się na niej urodziła... – słowa prowadzącego przedstawienie pobrzmiewały w tle, ale w ogóle się na nich nie skupił. W tamtym momencie znacznie ciekawszy był Krzysztof, którego wzrok błądził dosłownie wszędzie, byleby tylko nie spocząć na Aleksie.
– Można tak powiedzieć – zamruczał.
– To skoro przeżywałeś sobie miłostki na studiach, dlaczego się ożeniłeś? – wypytywał dalej, nie chcąc ani na moment zboczyć z tematu.
– Aleksander... – stęknął Krzysztof i przetarł twarz, czując się naprawdę bardzo niekomfortowo. Możliwe, że jeszcze bardziej niż przy rozmowie z tym całym Tadeuszem. – To dawne czasy, odpuść, proszę.
– Nie. – Pokręcił głową. Krzychu chyba śnił, jeżeli myślał, że odpuści. W międzyczasie po sali rozniosły się odgłosy oklasków. Kilka osób wstało, gdy na scenę weszła zapowiadana Madame Euliette i bardzo wylewnie przywitała się z widownią, a on siedział, całkowicie obrócony w stronę Krzysztofa, i drążył dół dalej, byleby tylko zdobyć odpowiedź. – Powiedz mi, dlaczego tak spieprzyłeś sobie życie, skoro wolałeś...? – nie dokończył. Kątem oka zauważył, że ktoś stanął obok, dostrzegł też nagi tors, więc momentalnie zwrócił swoje spojrzenie w stronę kelnera, z nadzieją, że sobie poogląda.
– Czy życzą sobie państwo... – urwał. Dla Aleksa automatycznie wszystko ustało, oklaski, głos divy, rozmowy – to wszystko przez kilka sekund słyszał jakby zza ściany. Patrzył w te szare, pospolite oczy, a one patrzyły na niego. – A-Aleks? – zająknął się, pesząc tak mocno, że Białecki już nie wiedział, czy naprawdę spotkał Jasia. Jaś w końcu zawsze zachowywał tę swoją chłodną powagę.
Jego spojrzenie zsunęło się niżej, na wcale nie tak chudą, jakby się wydawało kiedy Janek miał na sobie ubrania, klatkę piersiową, szczupły brzuch i ścieżkę ciemnych włosków ciągnących się od pępka, a znikających pod materiałem czarnych, garniturowych spodni. Nawet nie wiedział, kiedy uśmiechnął się szeroko i bardzo bezczelnie.
– A więc to jest ta twoja praca.












Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum