The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 21 2019 06:03:43   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Zmieniłeśmoje życie 13


— Krzysiek! Długo jeszcze? — Z tym pytaniem na ustach Adam wszedł do łazienki i zastał Brzezickiego układającego sobie włosy przed lustrem. — Jeszcze nie skończyłeś? — dodał z wyrzutem.
— Musiałem się jeszcze ogolić. Już kończę.
— Jak zaraz nie wyjdziesz to spóźnisz się do swoich rodziców.
— Tak, wiem zrzędo. Jesteś gorszy niż moja matka — stwierdził wykrzywiając twarz w uśmiechu.
Telefon leżący na stoliku zaczął dzwonić, a gdy Adam odebrał połączenie, usłyszał w odpowiedzi automat.
— Twoja taksówka już czeka!
Już chciał iść znowu do łazienki po Krzyśka, ale wpadł na niego w drzwiach pokoju, a ten objął go w pasie.
— Nie chcę tam jechać, wolałbym zostać z tobą. — Pocałował go w policzek i wtulił się w jego szyję.
— Przecież ja też wychodzę. Jest Wigilia, jeśli zaraz nie pojedziesz, to potem z rodzicami nie przedrzecie się w korkach — oznajmił Adam próbując opanować swój drżący głos, bo rumieniec wypłynął już na jego twarz.
Nadal do końca nie mógł się przyzwyczaić do obecności Krzyśka w swoim życiu. Codziennie rano budził się koło niego, czasami szczypał się, czy to przypadkiem nie jest jakiś sen.
Otrzymał gorącego buziaka na pożegnanie i drzwi trzasnęły z impetem, gdy Krzysiek wybiegł na klatkę schodową. Adam podszedł do okna i obserwował jak jego ukochany biegnie po białym chodniku i znika w taksówce. Uśmiechnął się spoglądając w niebo. Od dwóch dni padał śnieg a dzięki ujemnej temperaturze, biały puch utrzymywał się nadając świętom magicznej aury. Teraz też z nieba leciały drobne białe płatki otulając wszystko wokoło. Zapatrzył się chwilę na okolicę, ale zaraz wrócił do ogarniania siebie. Krzysiek miał spędzić Wigilię razem z rodzicami u babci, która wolała zacząć kolację wcześniej, a on musiał się przedrzeć do pociągu żeby podjechać do swoich rodziców mieszkających w domu zaraz pod miastem. Miała się zjechać cała rodzina, już widział oczami wyobraźni ten spęd i pytania o żonę. Zmarszczył brwi. Tylko jego rodzice wiedzieli, że jest gejem, przecież to nie jest coś, co mógłby obwieścić wszystkim naokoło. A może? Może to jest właśnie dobry moment, żeby się przełamać i powiedzieć reszcie rodziny? To była jego najbliższa rodzina, fakt, było trochę osób, mama oraz tata mieli sporo rodzeństwa, więc i siostry i braci ciotecznych było kilkoro, mieli dzieci… Posmutniał na myśl, że jego rodzice mają tylko jego a do tego on nie da im żadnych wnuków. Miał lekkie wyrzuty sumienia. Ale nie mógł nic na to poradzić, przecież nie zmieni swojej natury.
Ogarnął trochę mieszkanie, odkąd zamieszkał w nim Krzysiek sporo się zmieniło. Według Brzezickiego nic takiego nie zaszło, jednak Adam na każdym kroku mu wytykał, że robi bałagan. Źle poustawiane naczynia, źle poskładane ręczniki, gazety porozrzucane na stole, gry lub filmy nieodłożone na półkę. Adam zastygł z ręką na pudełku od filmu, który oglądali ostatnio i uśmiechnął się pod nosem. Chyba musiał trochę spasować, Krzysiek i tak bardzo się starał żeby nie bałaganić jak u siebie, a on i tak narzekał. Chciałeś, to masz, pomyślał i z uśmiechem na ustach dokończył sprzątanie, a potem wszedł do łazienki na szybki prysznic i miał się szykować do wyjścia. Kiedy już chciał się ubrać, drzwi do mieszkania nagle się otworzyły i do środka wszedł Krzysiek.
— Co się stało? — spytał zaniepokojony Adam.
— Z babcią nie jest dobrze — odpowiedział ze zbolałą miną.
— Zawał? — Kobieta była już schorowana, Sokolik pomyślał o najgorszym.
— Na szczęście nie, ale zawieźli ją do szpitala. Zdążyliśmy zaledwie wejść, wujek i ciocia już tam byli i babcia nagle źle się poczuła. Mama mi kazała wracać do domu, a oni sami pojechali do szpitala. Stwierdziła, że nie ma sensu żebym i ja spędzał tam dzisiejszy wieczór. Umówiliśmy się na jutro, nie masz nic przeciwko?
— Pewnie, że nie. I tak mieliśmy siedzieć w domu.
Krzysiek zdjął kurtkę i przytulił się do Adama ubranego jedynie w ręcznik na biodrach.
— Ty się lepiej szykuj, bo sam zaraz się spóźnisz na imprezę — stwierdził Brzezicki lustrując go od góry do dołu. — Chociaż najchętniej to bym cię nigdzie nie wypuszczał.
Adam znowu spłonął rumieńcem dopiero teraz zdając sobie sprawę, że w ogóle nie jest ubrany. Krzysiek nie czekając na żadne pozwolenie, szybko wpił swoje usta w jego, rozgrzane po prysznicu i zaczął gładzić jego nagie udo wsuwając rękę pod ręcznik. Drugą dłonią odgarnął z jego twarzy mokre włosy i zszedł pocałunkami na szyję.
— Chyba jednak jest jeszcze wcześnie, nie masz się gdzie spieszyć — stwierdził mrucząc mu w ucho.
Krzysiek, lekko rozpalony, pociągnął kochanka za rękę do sypialni, na co Adam nie oponował. Wcześniej wymigiwał się z takich nagłych uniesień seksualnych, wolał na spokojnie zaplanować moment, kiedy będą się kochać. Z czasem jednak lubił coraz bardziej spontaniczność Krzyśka, również w kwestii seksu. Raz nawet, po tym jak bawili się klubie z Sebastianem i jego przyjaciółmi, Krzysiek napalił się na Adama tak bardzo, że jeszcze chwila a zrobiliby to w windzie bloku, w którym mieszkali. Adam nigdy by się na coś takiego nie zgodził, ale musiał przyznać, że było to czasami bardzo podniecające. Również teraz, kiedy on sam, nagi leżał przed Krzyśkiem ubranym w garnitur z krawatem pod szyją, podniecał się bardziej niż podczas zwykłego seksu.
— Dobrze, że nigdzie jednak nie jadę, ten garnitur pachnie seksem — stwierdził Krzysiek dysząc szybko po stosunku, przytulając się do Krzyśka na łóżku.
— To trwało z pięć minut, a ty zdążyłeś się spocić? — rzucił z przekąsem Adam.
— Nie chciałem cię zbyt długo zatrzymywać.
Obydwaj się zaśmiali i ucałowali długo, namiętnie.
Krzysiek poszedł do łazienki, aby się przebrać w koszulkę i dresy, a Adam siedział na łóżku, nadal nagi. Włoski mu się zjeżyły i pokazała gęsia skórka, ale bał się wstać i powiedzieć Krzyśkowi to, o czym rozmyślał. W końcu owinął się z powrotem ręcznikiem i zastał go nagiego w łazience.
— Lepiej się umyj i wkładaj drugi garnitur.
— Co? Po co? — zdumiał się Brzezicki.
— Bo jedziesz ze mną — stwierdził jakby nigdy nic Adam, przemył się przy umywalce i poszedł się ubrać, a Krzysiek nadal zdumiony stał jak kołek.

* * *


— Masz torbę z prezentami? — zapytał Adam gdy już usiedli w pociągu. — Teraz mnie o to pytasz? — Krzysiek spojrzał na niego zatroskanym wzrokiem.
— Nie mów, że… — w oczach Sokolika pojawiła się panika, ale zaraz przyjrzał się Krzyśkowi dokładniej i pokręcił nosem. — Ja tu prawie zemdlałem, nie sugeruj mi takich rzeczy, że nie wziąłeś prezentów.
— Przecież mam ją tutaj. — Wyszczerzył zęby i pokazał płócienną torbę ze świątecznymi pakunkami.
Pociąg ruszył ze stacji i w ciągu trzydziestu minut powinni być na miejscu.
Za oknem było ciemno mimo białego śniegu leżącego wokoło. Z chmur cały czas padały drobne płatki. Obawiali się, że z tego powodu mogą być jakieś opóźnienia, ale na szczęście nie trafiło im się to. Milczeli prawie cały czas odkąd Adam oznajmił, że jadą razem do jego rodziny. Obawiali się tego obaj, ale decyzja została podjęta i nie było już odwrotu. Adam sam nie wiedział, co chciał tym osiągnąć. Pokazać rodzicom, że mimo bycia gejem jest szczęśliwy? Dać do zrozumienia reszcie rodziny żeby przestała wypytywać o żonę? Pochwalić się fajnym i przystojnym facetem? A może sam przed sobą pokazać, że jest szczęśliwy i nie ma już powodu, aby się ukrywał? Prawdopodobnie wszystkie te rzeczy wpłynęły na jego dzisiejszą decyzję. Bał się reakcji rodziny, szczególnie mężów sióstr ciotecznych, którzy wydawali mu się typowo męscy, w taki negatywny sposób. Trudno, najwyżej ci, którym to się nie będzie podobać odetną się od niego, to znaczy, że nie są warci tego, aby nazywał ich rodziną.
Miał mocne postanowienia, ale obawiał się, że nie poradzi sobie, aby im sprostać.
Krzysiek widział, że coś go martwi. Ściągnięte brwi i ponury wzrok dało się dojrzeć nawet przez okulary i włosy spadające na twarz, które co chwila poprawiał zakładając za ucho. Brzezicki rozejrzał się po wagonie i upewniwszy się, że nikt nie siedzi na tyle blisko żeby im się przypatrywać i przysłuchiwać, sam odgarnął włosy Adama gładząc go jednocześnie po policzku a potem złapał za rękę spoczywającą na kolanie.
— Nie poprawiaj ciągle włosów, ładnie się układają — powiedział miękkim głosem uśmiechając się.
— Niepotrzebnie zostawiłem rozpuszczone.
— Niepotrzebnie to się denerwujesz, na pewno wszystko będzie w porządku. Chociaż przyznam, że zdziwiłeś mnie tą propozycją, to była odważna decyzja.
— Raczej szalona. — Adam niepewnie uśmiechnął się a jego oczy mówiły „błagam, wracajmy do domu”, ale Krzysiek tylko mocniej ścisnął jego dłoń.
— Postaram się być najwspanialszym chłopakiem, jakiego mogłaby sobie wymarzyć dla ciebie twoja rodzina, oczywiście jeśli najpierw nie padną na zawał.
Adam rozluźnił się nieco widząc spokój na twarzy Krzyśka. Jego obecność dodawała mu otuchy, a jednocześnie była powodem stresu. Ale wziął głęboki oddech i postanowił już o niczym nie myśleć, tylko wpatrywać się w mijany krajobraz. Nie wiedział, że serce Krzyśka wali równie mocno co jego, a spotkanie z rodziną ukochanego przyprawia o lekkie mdłości. Jednak postanowił być podporą dla Adama i niczego po sobie nie pokazywać. Dzisiaj musi być silny i nie popadać w panikę.

* * *


Dom był dużo większy niż Krzysiek się spodziewał, udekorowany na zewnątrz lampkami, jak w amerykańskich filmach. Na ulicy stały ze cztery samochody, a na posesji następne trzy, na szczęście nie wszystkie jakieś luksusowe, na co Krzysiek odetchnął z ulgą. Jednak zastanawiał się jak liczna jest rodzina Adama i coraz bardziej zaczynał się denerwować. Wiedział, że Adam nie kupił zbyt wielu prezentów, ale tłumaczył to tradycyjnymi wytycznymi, co do tego, kto komu kupuje prezenty w danym roku. Krzysiek wolał się w to nie zagłębiać.
Gdy stanęli przy drzwiach wejściowych, Adam zatrzymał się.
— Jeszcze możemy się wycofać — powiedział nie spoglądając na Krzyśka.
— Hej — odpowiedział Krzysiek, co zmusiło Adama do zerknięcia na niego. — Będzie dobrze. — Brzezicki uśmiechnął się do niego i nacisnął dzwonek. Jeszcze zdążył usłyszeć cichy jęk strachu u Adama a potem drzwi się otworzyły.
Kobieta, która w nich stanęła była po pięćdziesiątce, ale wyglądała naprawdę uroczo i nad wyraz młodzieńczo. Jasne proste włosy sięgały ramion, w uszach świeciły brylantowe kolczyki, a jej figura prezentowała się nienagannie w dopasowanej kobaltowej sukience za kolana. Usta najpierw szeroko uśmiechnięte, zmieniły się w literę „o” a jej twarz przybrała zdziwiony wyraz. Na pewno nie spodziewała się Adama w czyimś towarzystwie.
— Zmiana planów, przepraszam, że nie zadzwoniłem, ale było trochę zamieszania. To jest Krzysiek, mamo — Adam wyrzucił z siebie potok słów czerwieniąc się na twarzy jak burak.
— Krzysztof Brzezicki, miło mi. Bardzo przepraszam, że bez zapowiedzi. — Krzysiek uniósł podaną machinalnie dłoń i ucałował, a mama Adama się rozpromieniła.
— Izabela, również mi miło. Ale wejdźcie, bo zimno wlatuje do domu, a wy też pewnie zmarzliście. — Odsunęła się od drzwi i machnęła ręką. — Ryszard, kochanie!
Chłopcy zaczęli się rozbierać a w tym czasie podszedł do nich szczupły siwy mężczyzna, ubrany w śmieszny sweter ze Świętym Mikołajem. Krzysiek zobaczył, że mama Adama robi dziwne miny do niego, ale zaraz się odwróciła do nich i przedstawiła ich sobie. Tata Adama z uśmiechem na ustach uścisnął mu dłoń.
— Adaś, nie chwaliłeś się, że masz… chłopaka. — Mówiąc to puścił do niego oczko aż Adam się zarumienił.
— Wiesz, że nie rozmawiamy o takich sprawach — odpowiedział.
— Niech no tylko Julia to zobaczy, może w końcu szlag ją trafi — zaśmiał się na głos łapiąc za brodę Mikołaja, którą miał na brzuchu.
— Jak ty mówisz o mojej mamie?! — oburzyła się Izabela klepiąc męża w ramię. — Nie martw się kochanie, babcia jest bardzo tolerancyjna jak na swój wiek — zwróciła się do syna, po czym dodała biorą Krzyśka pod rękę — Chodź Krzysztofie, może zaproponuję ci małego drinka na początek? Wprawdzie to Wigilia, ale również imieniny naszego synka, które trzeba uczcić. Ryszard, prezent! — rzuciła na odchodne do męża ciągnąc gościa do salonu.
— Zjedzą go tam — skwitował Ryszard.
— Tato, nie mów tak — odparł Adam, ale również się o to martwił, a zostawił Krzyśka samego. Już miał tam iść, ale ojciec złapał do za ramię.
— Zdziwiłeś mnie — stwierdził bez pretensji w głosie.
— Krzysiek miał jechać do swojej rodziny, ale jego babcia zaniemogła i zabrali ją do szpitala. Rodzice pojechali razem z nią a jemu poradzili pojechać do domu. Nie mogłem go samego zostawić w Wigilię — wyjaśnił.
— Po prostu chciałeś się pochwalić chłopakiem.
— Tato…
— Żartuję. Święta świętami, ale co cię skłoniło żeby go tutaj przywieźć? Zmieniłeś się, wcześniej nie byłeś… taki. — Ojciec dopiero teraz przyjrzał mu się i stwierdził, że nie poznaje własnego syna. Dobrze ubrany, włosy trochę przycięte, niezwiązane w kucyk, no i tak jakoś promieniał. Zwykle matki zauważają takie rzeczy, ale w tej rodzinie to ojciec był bardziej związany z synem. Wiedział, że Izabela nadal skrycie marzyła o wnukach, a teraz będzie musiała się ostatecznie pogodzić z tym, że nie będzie ich miała. Jego syn wydoroślał, pogodził się ze sobą, był szczęśliwy, to było widać.
— Cieszę się Adaśku. — Objął go i poklepał po plecach a Adam zarumieniony uśmiechnął się, szczęśliwy. — Chodź, uratujemy tego twojego Krzysztofa od tej bandy Sokolików. No i muszę znaleźć ten twój prezent imieninowy.
Okazało się, że Krzysiek dobrze czuł się w towarzystwie rodziny Adama, swobodnie rozmawiał z jego kuzynostwem i ich rodzinami. Przestał się denerwować i choć dopiero ich poznał, to nie przeszkadzało mu, że mogli się dowiedzieć, że jest gejem i chłopakiem Adama. Oczywiście Izabela nie powiedziała im tego wprost, mówili, że Krzysiek po prosu mieszka z Adamem i zostałby sam w Wigilię i takie wyjaśnienie niektórym wystarczyło. Później dwie siostry cioteczne podbiegły do Adama i zaczęły go wypytywać o szczegóły, ponieważ same wcześniej domyślały się orientacji Adama, a ten, z drżącymi dłońmi, przytaknął im ale obiecały, że ta informacja nie poleci dalej, dziewczyny zachowają ją dla siebie. Adam później wprawdzie widział jak dwóch szwagrów ciotecznych rozmawia ewidentnie o nich, z lekko kwaśnymi minami, ale stwierdził, że nie będzie się nimi przejmował, nigdy nie był z nimi blisko. Rozkoszował się obecnością Krzyśka, tym że może dzielić z nim jakieś święto rodzinne i miło spędzać czas.
Następnego dnia pojechali również obaj, do rodziców Krzyśka, tylko tym razem nic im nie wyjawili i Adam to rozumiał i uszanował. W końcu on sam od wielu już lat wiedział, że jest gejem, pogodził się z tym, a Krzysiek dopiero od niecałego roku zrozumiał, że lubi mężczyzn, także sam jeszcze musiał oswoić się z tym zanim powie rodzicom, do tego ta sytuacja z babcią nie pomagała szczerej rozmowie i takim wyznaniom. Miło spędzili świąteczny czas przy obiedzie, a Adama Krzysiek przedstawił jako bliskiego przyjaciela, u którego mógł zamieszkać oszczędzając przy tym własne pieniądze na wynajem.
Potem już tylko cieszyli się ostatnim wolnym dniem świąt wylegując się w łóżku i dojadając na obiad przysmaki dostane od obydwu rodzin.
— Za rok bierzemy wolne między świętami a sylwestrem i wyjedziemy gdzieś w góry, może na narty. Co ty na to?
Leżeli na kanapie przykryci kocem, popijając kawę. Krzysiek skakał po programach szukając jakieś filmu, na którym mogliby zawiesić oko.
— Nie bardzo umiem jeździć na nartach — odpowiedział Adam.
— Naprawdę? Wydawało mi się, że tacy dziani rodzice ciągali cię również po narciarskich kurortach.
— Ciągali, owszem, ale nie byłem pojętnym uczniem. — Adam się zarumienił ze wstydu.
— Może narty nie są ci pisane? Ja nauczyłem się jeździć na snowboardzie, narty jakoś mi nigdy nie leżały.
— Mogłem się tego spodziewać.
— Co? Jestem aż taki przewidywalny? — zaśmiał się zostawiając w końcu kanał gdzie leciał setny już dzisiaj film o Świętym Mikołaju i spojrzał na Adama.
— Tak. Na przykład domyślam się, że chcesz mnie gdzieś zaciągnąć na sylwestra jeszcze w tym roku, bo nie przepuściłbyś takiej okazji do imprezy.
Krzysiek usłyszał wytyk w jego głosie co go trochę zirytowało. Adam nie patrzył na niego tylko nos zatopił w kubku. Brzezicki widział rumieńce na jego policzkach.
— Aż tak bardzo nie chcesz się gdzieś zabawić? Potańczyć? Nawet w sylwestra?
— Twierdzę tylko, że ty na pewno byś chciał się zabawić.
— Oczywiście, że bym chciał — powiedział z naciskiem trochę głośniej. — Od kilku miesięcy mieszkam u ciebie więc nie mogłem zrobić żadnej imprezy, do tego nie chciałem aby moi znajomi dowiedzieli się, że jestem gejem, bo boję się jak zareagują, więc spotykam się z nimi wyłącznie na mieście lub u kogoś na domówce, a i tak to jest bardzo rzadko, bo nie chcę cię zostawiać ciągle samego.
— No to sobie wychodź, czy ja ci w czymś przeszkadzam? — Adam spojrzał na niego rozeźlony. — To ty się wstydzisz powiedzieć znajomym o mnie. Może gdybyś to zrobił to zobaczyłbyś czy są warci twojej przyjaźni.
— Część z nich to też znajomi Anki, powiedzą jej i co ona sobie wtedy pomyśli o naszym zerwaniu?
— Rozumiem, że ważniejsze jest co powie twoja była.
— Od czego niby ważniejsze? — Krzysiek już nie wytrzymał, wyłączył telewizor bo nie mógł się skupić na rozmowie, a raczej kłótni.
— Od nas, od tego, że jesteś kim jesteś.
— I rozumiem, że to tak bardzo koliduje z tym żeby pójść czasem się zabawić?
— Wiesz, że nie lubię impre…
— No to cię nie zabiorę na żadną! — Krzysiek przerwał Adamowi w pół słowa i aż wstał żeby krzyknąć.
Miał dość tej głupiej kłótni. Była o niczym, o durnym chodzeniu na imprezy. Była o wszystkim, o tym, że Krzysiek boi się powiedzieć komukolwiek ze swojego otoczenia, że jest gejem. Czuł, że ustępuje Adamowi na każdym kroku. Mieszka w jego mieszkaniu, przestrzega jako tako reguł porządku w nim panujących. Nie robią żadnych imprez w tymże mieszkaniu, jak i również prawie nie chadzają razem na imprezy. Może ze dwa razy byli w klubie Mirage spotykając się tam z Sebastianem. Tak to wychodzą tylko we dwójkę. Owszem, jest mu z nim dobrze, kocha go nadal, to na pewno, ale ma już dość tego duszenia się w czterech ścianach, a jak wychodzi sam to ma wyrzuty sumienia, że zostawia Adama w domu.
Przestraszył się, że między nimi będzie tylko gorzej. Adam będzie go tłamsić gdy Krzysiek będzie chciał wolności. Nie chciał do tego dopuścić, nie chciał go stracić. Ale też nie chciał dłużej gnić przed telewizorem.
Adam odczuł podobnie. Zląkł się, że powiedział za dużo, że Krzysiek go teraz rzuci, bo się nim znudził. Widział irytację w jego oczach. Chciał odstawić kubek na stolik, podnieść się z kanapy, podejść i go objąć, przeprosić, zrobić cokolwiek, ale nie mógł się ruszyć. Mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa, czuł tylko własny oddech, jak powietrze z trudem wlatuje i wylatuje z płuc, a serce rozbija się z łomotem po klatce piersiowej.
Poruszył lekko ustami ale nie wydobył się z nich jakikolwiek dźwięk. Krzysiek ubiegł go i powiedział zachrypłym głosem:
— Przepraszam, muszę na chwilę wyjść.
W przedpokoju założył kurtkę, buty i wyszedł, a Adam nadal nie mógł się poruszyć.

* * *


Po raz setny spojrzał na komórkę. Nadal nie było żadnego sygnału życia od Krzyśka, a minęła ponad godzina odkąd wyszedł. Adam wpadał już w prawdziwą rozpacz i gotów był zgodzić się na wszystko, byleby tylko do niego wrócił. Wiedział, że to totalna głupota i atak paniki, ale nie umiał myśleć racjonalnie.
Było już ciemno, padał śnieg, a on siedział w ciszy, gdy nagle usłyszał dźwięk zamka w drzwiach i podniósł się szybko z kanapy. Krzysiek wszedł cały zasypany śniegiem, który przybrał na sile i tworzył już duże zaspy na chodnikach.
— Ale sypie — stwierdził z lekką nutą wesołości jakby nigdy nic, gdy zdjął kurtkę i przemoczone buty. Ale zaraz zauważył Adama stojącego w drzwiach pokoju i zamarł. Chłopak wyglądał ponuro jak śmierć, a w oczach tliły się łzy.
— Adaś! — krzyknął z wyrzutem do siebie samego i smutkiem, podbiegł szybko do niego ściskając najmocniej jak umiał. — Przepraszam, że tak długo mnie nie było, straciłem rachubę czasu! Nie zostawiam cię, to na pewno nie, to tylko głupia kłótnia, nic więcej. Kochanie moje!
Ujął jego twarz w zimne dłonie i od razu otarł spływające łzy po policzkach, a Adam drżącymi dłońmi objął o w pasie.
— Nie chciałem płakać, to głupie, przepraszam — zaczął mówić przez łzy co chwila łapiąc oddech. — Przepraszam za to co powiedziałem, przepraszam, że jestem nudny i nie chodzę na imprezy, przepraszam…
— Adam.
— …że zmuszam cię do powiedzenia o nas przyjaciołom, skoro dopiero co stwierdziłem, że to w porządku, żebyś nic nie mówił jeszcze rodzicom.
— Adam.
— Nie chcę żebyś odchodził…
— Adam, do cholery spójrz na mnie i przestań gadać.
Sokolik skierował na niego czerwone oczy, a Krzysiek zdjął mu okulary i podał chusteczkę. Usiedli na kanapie.
— To ja powinienem cię przeprosić, że w ogóle wyszedłem. Nie przerywaj mi. Masz rację, rodzice to jedno ale przyjaciele to co innego. Jeśli nie zrozumieją, to nie mogę ich nazywać przyjaciółmi. Już na jednym takim przyjacielu się przejechałem. Nie mówiłem ci tego, ale po tamtym incydencie rozpowiadał o mnie na prawo i lewo, a ja zaprzeczałem, bo się bałem. Ale po tym jak przeprowadziłem się do ciebie, przestałem robić imprezy, do ludzi chodziłem zawsze sam, bez żadnej dziewczyny, to niektórzy się domyślali, że jednak w gadaniu Daniela może być trochę prawdy, ale nic nie mówili. Teraz to wszystko wiem, bo rozmawiałem z Robertem. Pamiętasz, spotkaliśmy się z nim z miesiąc temu na piwie, taki łysy, z kolczykiem w nosie. — Krzysiek wziął głęboki oddech. Musiał zebrać myśli. Adam czekał nie odzywając się. — Wyszedłem, bo chciałem trochę pomyśleć, zawsze mi się lepiej myśli na osobności. No i tak szedłem i szedłem i w końcu zadzwoniłem do Roberta, dzisiaj siedzi w domu więc nie było problemu żebym do niego wpadł. I mu powiedziałem o sobie. Był zdziwiony, zszokowany, z drugiej strony coś tam się domyślał, że jest na rzeczy po gadaninach Daniela, ale ogólnie nie przejął się tym zbytnio. Także kamień spadł mi z serca i potem myślałem już tylko o tobie. Nie chcę się kłócić o imprezy. Wiem, że ich nie lubisz, ale ja potrzebuję spotykać się z ludźmi. Wiem, że nie masz nic przeciwko temu jak sam wychodzę, ale ja mam poczucie winy, że zostawiam cię samego w domu. Proszę, wychodź czasem ze mną. Moi przyjaciele będą już o nas wiedzieć, więc nie będziesz czuł się dziwnie, nie będziemy musieli kryć się z tym, że jesteśmy razem. A sylwestra olejemy. Posiedzimy w domu, albo pójdziemy do jakiegoś hotelu w mieście, żeby poczuć się królewsko i pooglądać fajerwerki z wysokości. Co ty na to?
Adam rzucił mu się na szyję nadal trochę szlochając.
— Kocham cię — powiedział tylko.
Krzysiek zdziwił się. Sam powiedział prawie godzinny monolog, a w odpowiedzi słyszy tylko kocham cię? Chociaż, gdyby się nad tym zastanowić, to po co więcej słów?
— Ja też cię kocham. — Uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk jednocześnie całując go w głowę.
— A ten Robert robi jakiegoś sylwestra? — zapytał cicho Sokolik.
— Pewnie tak, ale może być trochę ludzi.
— Możemy się na chwilę wprosić jak chcesz. — Nie oderwał twarzy od jego ramienia.
— Na trzy godzinki i puszczanie fajerwerków.
— Dobrze.
Krzysiek bez dodatkowego słowa tulił Adama w ramionach głaszcząc go po włosach.

* * *


— Bierzemy urlop teraz w maju albo dopiero w sierpniu, weź się zdecyduj.
— Na razie to się zastanawiam jaką karę ci wymierzyć za to, że znowu zostawiłeś brudne gacie w sypialni.
Krzysiek spojrzał znad ekranu laptopa na Adama stojącego w drzwiach i trzymającego jego granatowe bokserki w dwóch palcach jak coś radioaktywnego.
— Już miałem je wrzucić do kosza na brudy, ale zadzwonił telefon, słowo! — Uśmiechnął się i wstał ukazując nagie ciało przepasane jedynie ręcznikiem.
— Myłeś się ze trzydzieści minut temu, spokojnie miałeś czas żeby wrzucić te brudne rzeczy, jak i na to żeby się ubrać — stwierdził z dezaprobatą Adam.
Krzysiek podszedł do niego i pogłaskał po twarzy opierając drugą dłoń na jego biodrze.
— To może ja jakoś przeproszę? — szepnął mu do ucha. — Chociaż kara też brzmi pysznie.
Adama przeszedł dreszcz po całym ciele, gdy po tych słowach Krzysiek pocałował go namiętnie jednocześnie głaszcząc po przyrodzeniu przez spodnie.
— No co ty, ja… ach!
Adam nie mógł dokończyć przez pocałunki schodzące po szyi i palce rozpinające jego spodnie. Krzysiek wiedział jak go udobruchać, oraz sprawić przyjemność. W końcu wycieczka rocznicowa do Włoch mogła poczekać, mieli ważniejsze sprawy na głowie. — K, kara…
— Co? — Krzysiek spojrzał mu w oczy. — Czyli ja będę na dole? — zamruczał przymilając się do jego policzka.
— Heh, czyli to żadna kara dla ciebie? — Adam zaśmiał się rumieniąc aż po końcówki uszu.
— Ależ skąd, to paskudna kara — stwierdził przeciągając sylaby. — Ale spodziewaj się więcej brudnych ubrań na podłodze.
Spojrzał w zamglony wzrok Adama, którym go prawie pożerał. Obaj byli już bardzo podnieceni. Brzezicki rozwiązał ręcznik i ostentacyjnie rzucił go na podłogę. Sokolik bez słowa złapał ukochanego za rękę i poprowadził do sypialni zamykając za sobą drzwi.


KONIEC












Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum