The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 24 2019 16:00:28   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Serca w ogniu 10


– Co my tu robimy? – zapytał Arion rozglądając się po lesie. – Tu się kręci zawsze dużo ludzi, nie chcesz się chyba zmienić.
– Mówiłem ci w nocy, że u nas w lesie rośnie pewna roślina i założę się, że tutaj też. Dzięki niej, będę mógł zrobić lekarstwo dla Sebastiana.
– W nocy to ja myślałem o czymś innym. – Oparł się o drzewo przyglądając się jak Craig przeszukuje polanę w poszukiwaniu jakiegoś krzaczka wielkości stopy dziecka. Zapomniał, że jego partner za cel wziął sobie pomoc Sebastianowi. Syna kobiety, którą przedwczoraj operował ratując jej życie. Wydawało mu się, że od tej chwili minęły już stulecia. Zło zostało pokonane i zamknięte przez Smoczą Radę w ich więzieniu, a dobro znów zwyciężyło rozsiewając wokół przyjaźń i miłość. – Sądzisz, że uzurpatorka kiedyś odzyska władzę nad umysłem?
– Wątpię. Myślę, że zamknęła się w swoim własnym świecie, takim, o którym marzyła.
– Przynajmniej tam nikogo nie skrzywdzi.
– Spędzi tam swój żywot. Szkoda mi tylko Sebastiana. – Craig uklęknął na trawie.
– Polubiłeś go.
– Fajny chłopak. Wierzyć się nie chce, że ma dopiero siedemnaście lat. Smoczych i ludzkich.
– To szczeniak. Dojrzeje za dwa lata. Wtedy będzie w stanie wyczuć swojego partnera lub partnerkę i przejdzie pierwszą ruję. – Arion uklęknął przy kochanku. – Powiedz czego mam szukać, to ci pomogę.
– Małego krzaczka z niebieskimi kwiatami. Teraz ich nie ma, ale w zamian ma małe owoce. Są nawet lepsze iż napar z kwiatów. Przypomina miniaturową porzeczkę i zawsze rośnie pod sosnami. Ludzie o nim nie wiedzą. Wracając do Sebastiana, nie wyobrażam go sobie z kobietą.
– Ja też. On potrzebuje mężczyzny, który się nim zaopiekuje.
– Myślę, że los będzie dla niego łaskawy i da mu kogoś kto go będzie kochał bez względu na więź. – Craig uśmiechnął się pod nosem, bo właśnie znalazł czego szukał. – Eureka. – Pozbierał owoce, których sok zmieszany z innymi ziołami będzie miał właściwości sto razy lepsze niż lek, który dotąd stosował Sebastian. – Wracajmy, chcę przygotować dla niego miksturę.
– Co zrobisz, kiedy ona mu się skończy? Przecież nie narobisz jej na zapas.
– Gdy będziesz przyjeżdżał do swojej rodziny zaopatrzę cię w leki i mu je dasz. Poradzimy sobie. Z czasem mam nadzieję, że to mu pomoże i będzie się czuł lepiej.
– Skąd o tym wiesz?
– Mam już swoje lata. Zdarzało mi się spotykać zmiennych z astmą i wiem jak im pomóc.
Wrócili do domu Sebastiana, bo tylko tam Craig mógł zostać. Niestety, już nie mógł wrócić do domu Ariona. Nie przeszkadzało mu to, bo tutaj poobserwował młodego gospodarza, porozmawiał z nim i już wiedział czego chłopak potrzebuje, by nie być tak słaby i jak ma walczyć z astmą. Już dzisiaj mu uwarzy kilka fiolek leku. Z tego powodu zakupił rano w sklepie medycznym trochę rzeczy i stworzył w jednym z pokoi coś w rodzaju laboratorium.
– Teraz się pobawię w Severusa Snape’a – oznajmił zakładając fartuch i rękawiczki.
– Snape, nie był przystojny i nie używał rękawiczek.
– To będę innym Snape’m, skarbie. Możesz podać mi nóż?
Arion podał mu leżący obok nóż i znów przyglądał się jak jego partner kraje, sieka różne zioła, mieszkając je odpowiednio ze sobą.
– U ludzi wywołałoby to biegunkę, ale zmiennym bardzo pomaga – poinformował lekarz.
– Rzadko zdarza się chory zmienny. – Usiadł na krześle nie potrafiąc spuścić z niego oka. Podobał mu się ten jego doktorek.
– Tak. Jednak mimo wszystko jeden na dwustu się zdarzy. Nie siedź, pomożesz mi. Muszę podgrzać do odpowiedniej temperatury ten płyn, a ty w tym czasie weź nasze cud owoce i je pokrój.
– Jak?
– Jakkolwiek. Nie ma to znaczenia jak u Snape’a. – Zaśmiał się.
Pracowali razem przez kolejne dwie godziny nie szczędząc sobie przy okazji czułych spojrzeń, niby przypadkowych dotknięć, które z czasem przedłużały się, prowadziły do pocałunków. Pocałunki do zmysłowych pieszczot, a pieszczoty do westchnięć i szalonego pożądania.
– Craig – sapnął Arion lądując tyłkiem na stole wśród menzurek i innych szklanych naczyń. Kochanek właśnie niecierpliwymi dłońmi rozpinał mu pasek od spodni, by dobrać się do niego. – Craig, ten twój płyn się zagotował.
– Gotuje się we mnie, ale co innego. – Polizał go po szyi.
– Mówię o leku.
– Ma się gotować przez kolejną godzinę, w tym czasie planuję sprawić mojemu partnerowi dużo przyjemności. – Uniósł go i zsunął mu spodnie wraz z bielizną. – Planowałem się kochać z tobą dzisiaj rano, kiedy braliśmy prysznic, ale mi uciekłeś. – Uklęknął przed nim i zajął się jego butami. Przed twarzą widział twardniejący członek i chętnie by go possał, ale musiał się pozbyć tych przeklętych ubrań. W końcu udało mu się to i zaczął całować łydkę Ariona sunąc ustami w górę, a włoski mężczyzny łaskotały go po nich. Dłużej został przy wrażliwym wnętrzu ud, które mu rozszerzył. Polizał skórę od kolana ku pachwinom.
– Już jestem twardy. – Arion zagryzł wargę i przesunął dłonią po swoim penisie, drugą ręką wciąż za plecami podpierając się o stół.
– Zostaw. – Odtrącił jego dłoń zastępując ją swoją. – On teraz należy do mnie. – Wcisnął głowę pomiędzy uda Ariona liżąc mosznę niemal z lubością. Mężczyzna doskonale pachniał, a jego feromony czuć było w powietrzu. Przez co Craig jeszcze mocniej na niego reagował gotów już go posiąść.
– Lubię jak mnie tak pieścisz.
– Lubisz też coś innego. – Puściwszy jego penisa, złapał biodra Ariona i odwrócił go tyłkiem do siebie. Ugryzł go w pośladek, a mężczyzna tylko zamruczał wypinając się do niego. W ustach Craiga już zbierała się ślina, gdy patrzył na te jędrne pośladki. Rozchylił je i tym razem wcisnął w nie twarz dostając się językiem do miejsca, które u Ariona było wyjątkowo czułe, a na każdą pieszczotę reagował jękiem nie potrafiąc go powstrzymać.
Splunął na dziurkę i polizał ją zakreślając różne wzory, drażniąc ciasne wejście i sprawiając, że czuł pod językiem jak po dłuższym czasie otwiera się. Kochał Ariona i pragnął poza miłością dać mu jak najwięcej rozkoszy. Dać to co kochanek lubi. Zapomniał o jego penisie, ale wiedział, że gdyby go zapytał, czy ma go ssać czy lizać, Arion odwrócił by się tyłem do niego i własnymi rękoma rozchylił pośladki. O tak, dziurka jego partnera była bardzo wrażliwa i pieszczenie jej zarówno na zewnątrz i wewnątrz dawało mężczyźnie niesamowitą przyjemność. Jego uległy partner posapywał, kręcił tyłkiem wpychając mu go w twarz i otwierał się dla niego.
Uwielbiał to… Nie, on to szalenie kochał. A jeszcze bardziej kochał mieć penisa swojego partnera w sobie i nie mógł się go już doczekać, ale nie potrafił zrezygnować z właśnie serwowanej mu rozkoszy. Nawet wiedząc, że będzie jeszcze lepiej. Rozpływał się pod dostarczanymi mu doznaniami, a w żyłach krew zaczęła płynąć rozżarzoną lawą. Przesuwał dłonią po własnej erekcji zbierając z czubka kropelki przeźroczystego płynu i rozsmarowując go kciukiem na główce, która i tak była już bardzo śliska sprawiając, że dłoń przesuwała się po niej nie sprawiając bólu. Mógłby już dojść, lecz pragnął więcej.
– Craig – wypowiedział prosząco imię partnera.
Ostatni raz przeciągnął językiem po nabrzmiałym wejściu i podniósł się od razu przylegając ciałem do kochanka. Już dawno wyjął swojego penisa oraz jądra ze spodni i zaczął się ocierać o kształtne pośladki. Objął Ariona jedną ręką w pasie, górując nad nim.
– Już mnie chcesz? – zapytał, ale nie doczekał się odpowiedzi, bo usłyszał tylko krzyk, kiedy wszedł w niego jednym pchnięciem dobijając się aż po jądra. Znieruchomiał połączony z nim i świadomość, że jest tak nie tylko fizycznie, otuliła jego serce ciepłem.
– Porusz się. – Arion próbował poruszyć tyłeczkiem, ale przytrzymywany mocno przez partnera miał utrudnione ruchy. Podobało mu się to, gdy czuł jego władzę w łóżku. Ale i chciał więcej, pragnął by Craig ugasił ogień, który w nim rozpalił.
Craig uniósł jego nogę i położył ją zgiętą na stole, przez co kochanek otworzył się jeszcze bardziej na niego i mógł z nim robić co tylko chciał. A dzisiaj chciał mocno i szybko, na co Arion od razu przystał, bo gdy tylko się poruszył usłyszał głośne „tak”, dające mu pozwolenie. Polizał go po odsłoniętej szyi, mrucząc z zadowoleniem.
Arion odrzucił głowę do tyłu kładąc ją na ramieniu kochanka, który z każdym pchnięciem bioder wydzierał z niego przeciągłe jęki, westchnienia i błagania o więcej. Jego ognisty temperament od czasu do czasu potrzebował ostrego seksu, a idealny kochanek dzięki więzi dawał mu wszystko czego potrzebował. Wyginał się ku niemu, by czuć jak się w nim porusza, dotyk jego rąk na sobie, bliskość ciała. Czuł go każdym fragmentem swojego ciała i czym więcej dostawał, tym więcej pragnął. Craig pchnął go na chłodny blat, a on rozpłaszczył się na nim wypinając ku niemu. Krzyczał, kiedy brutalne pchnięcia przyśpieszyły. Kochanek robił mu tak dobrze, że nie był w stanie myśleć. Tylko i wyłącznie czuł. Ściśnięty między nim a blatem penis zaczął pulsować, a w pachwiny uderzyło go niesamowite gorąco.
Craig posapywał wbijając się w ukochanego mężczyznę. Było mu bardzo dobrze w tym ciasnym wnętrzu, które, odnosił wrażenie, że pali go żywym ogniem wsysając w siebie. Jak całe życie uprawiając seks czuł się niespełniony, tak nawet teraz, kiedy dopiero zbliżał się do orgazmu tak usilnie powstrzymywanego, w końcu czuł, że jest tak jak powinno być, że żyje, bo całkowite spełnienie osiąga z kimś kogo kochał. Ta myśl posłała go ku krawędzi z której już nie mógł się wycofać. Pochylił się i zawinął ręce wokół brzucha partnera, który właśnie szczytował napinając każdy miesień i ściskając go w sobie. Doszedł wbijając zęby w szyję Ariona oznaczając go tak, by jego znak był widoczny dla innych tak jak smok, którego on nosił niczym obrączkę, znak ich związku. Był szczęśliwy.

* * *

Tegoż samego dnia, kilka godzin później, Craig podarował Sebastianowi lek i przykazał jak używać specyfiku.
– Zawsze miej go przy sobie. Działa jak inhalator, ale skuteczniej i ta dawka starczy ci na długo. Co więcej, powinna zminimalizować siłę ataków. Nie stanie się to od razu, ale z czasem jestem pewny, że poprawi się twój komfort życia.
– Dziękuję. Nie wiem co powiedzieć. – Zakłopotany odgarnął włosy za ucho. – Dostawałem już nawet złoto, ale nic nie cieszyło mnie jak to. W końcu ktoś pierwszy raz w życiu pomyślał o mnie. Nie liczę Jasona, bo on jakimś dziwnym trafem zawsze jest przy mnie. Po prostu mówię o innych.
– Twoja mama…
– Nie chcę o niej mówić. Nie chcę słyszeć, że kochała mnie na swój sposób, bo to czcze gadanie. Chciała mieć zdrowe, silne dziecko, do tego córkę, a co otrzymała? Chorego dziewczęcego chłopaka, który jej zdaniem powinien był urodzić dziecko i umrzeć z czasie porodu, gdyby złapał go atak. – Po policzkach chłopaka spłynęły łzy. Szybko je otarł wstydząc się ich, bo nie byli sami.
– Nie masz co się wstydzić – powiedział Christian. – Mówi to twój starszy kuzyn.
Sebastian uśmiechnął się i z lekkim wahaniem objął go.
– To się nazywa rodzinna miłość – wtrącił Arion posyłając czułe spojrzenie swojej siostrze, która w mgnieniu oka wracała do siebie i zdradziła im, że spodziewa się dziecka. Gdy to sobie uświadomił dostrzegł, że gdyby nie sprowadził Christiana zmarłyby trzy osoby. Tylko o dziecku nic by nie wiedzieli.
Wszyscy zebrali się na pożegnalnym obiedzie, który ugotowała babcia Ariona chętnie przejmując na dzisiejszy dzień kuchnię. Jego rodzice nie pojawili się, ale wczoraj wieczorem pożegnał się z nimi, kiedy wrócił do domu, żeby się spakować. Nadal potwierdzili, że on jest u nich mile widziany, poza jego partnerem. Cóż, nie wszystko da się pokonać. Najważniejsze, że jego siostra szczęśliwa i zdrowa siedziała obok, a on nie zdołał uciec przed przeznaczeniem.
– Chodź, przejdźmy się przed podróżą. – Usłyszał przy swoim uchu. Wstał od stołu i wymknął się razem z Craigiem na zewnątrz.
Spacerowali w milczeniu trzymając się za ręce. Nie potrzebowali słów, żeby doskonale się rozumieć. Same gesty, pocałunek w policzek, potarcie kciukiem dłoni, uśmiech, mówiły same za siebie. Obaj zdawali sobie sprawę z tego, że tej chwili mogłoby nie być. Arion mógł odrzucić partnera. Craig wtedy, kiedy się spotkali, pojechać inną drogą.
– Tak miało być – szepnął Arion. – To przeznaczenie nas poprowadziło.
– Tak jak zrobiło to z Christianem, Luisem, Dariem.
– Dariem?
– Poznasz go, fajny facet. Nie warcz mi tu, jest zajęty. Nad życie uwielbia Justina i nie widzi nikogo poza nim. – Craig przystanął i biorąc obie dłonie Ariona przycisnął je sobie do piersi. – Tak jak ja, od kiedy cię spotkałem nie widzę już innych mężczyzn.
– Oślepłeś? – Arion uniósł zaczepnie brew.
– Bardzo zabawne. Wiesz co mam na myśli. Dla mnie istniejesz tylko ty. Z tobą chcę mieszkać, żyć, kłócić się, godzić, kochać.
– Kochanie się ze zmiennym Ognistego Smoka daje różne wrażenia, prawda? – Przylgnął do niego.
– Paliłeś mnie dzisiaj ogniem i to było… Dobra, kierujmy myśli na inne tory.
– Masz rację, kochać się będziemy w domu tonąc w ogniu miłości naszych serc. – Wyszczerzył się.
– Gdyby twój ojciec mnie zabił nie mielibyśmy takiej możliwości. Nie dane by nam było spędzić życia razem. – Craig spoważniał.
– I tak zareagował inaczej niż się spodziewałem.
– I dobrze.
– Craig?
– Hm?
– Kocham cię.
– Ja ciebie też kocham. – Ucałował go tam, gdzie oznaczył go po raz drugi i odsunął się. –Wracajmy, bo Chris chce już wyjechać. Tęskni za swoimi dziećmi. Zakochasz się z nich.
– Wątpię – prychnął Arion.
– Będziesz dobrym wujkiem. – Pociągnął Ariona w stronę domu.
– Nie.
– Będziesz.
– Nie.
– Tak.
– Nie.
– Arion, nie kłóć się ze mną. Nie możemy się teraz godzić. – Puścił mu oczko za co dostał kuksańca prosto w żebra. Nareszcie skończyła się jego straszliwa tęsknota, samotność. Rozpoczął całkiem nowy rozdział życia. Wierzył w to, że cokolwiek robił, los prowadził go prosto w ramiona tego jasnowłosego mężczyzny.
Przybyli w samą porę, bo już ktoś miał się wybierać i ich szukać. Samolot mieli za dwie godziny, ale musieli pojawić się na lotnisku dużo wcześniej. Czwórka gości i już teraz były mieszkaniec tej części kraju, pożegnała się z państwem Grimaldi oraz Jasonem i Sebastianem, którzy przyrzekli być dobrymi zastępcami Christiana, a także z Ailis i Brianem. Kobieta płakała żegnając brata, ale przestała kiedy obiecał jej, że będzie często wpadał.
W końcu po pożegnaniach wsiedli do wypożyczonego samochodu i ruszyli w drogę.
– Do domu – szepnął Arion kładąc rękę na udzie Craiga, który prowadził samochód.
– Do naszego domu. – Posłał mu szeroki uśmiech, a potem skupił się na drodze do ich przyszłości i wierzył, że odkąd ma Ariona, ma już wszystko.










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum