The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 21:15:05   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Gemini 2


- Co? – wykrzyknął kapitan podrywając się. – Bejbi, podaj szczegóły – rzucił w powietrze.
Żeński metaliczny głos odpowiedział:
- Z moich danych wynika iż jest to krążownik klasy M po drobnych przeróbkach.
- Jak drobnych? Sprecyzuj! – rozkazał biegnąc w stronę mostka.
- Dodatkowe cztery działa protonowe podrasowane o 100%, napęd eonowy kategorii 6, osłony kadmowe wyjebane w kosmos.
- Cholera – warknął kapitan siadając w swoim fotelu. – Mimi, ile razy ci mówiłem, że masz nie uczyć Bejbi swojego słownictwa?
- Oj, przesadzasz, szefie – dobiegło z głośnika. – Była strasznie sztywna, trochę ją uczłowieczyłam.
- Pogadamy o tym później, teraz powiedz jakie mamy z nimi szanse.
- Spytaj Bejbi, ona tu robi za liczydło – odparła wyraźnie urażona dziewczyna.
- Bejbi, przekalkuluj nasze szanse w bezpośrednim starciu.
- Mam podać dokładnie czy w zaokrągleniu do jednostek?
- W zaokrągleniu.
- Zero – padła bezbarwna odpowiedź.
- Szefie, wywołują nas – odezwał się Kasjan siedzący tuż za Małym ze słuchawkami na uszach i wpatrujący się w różne monitory.
- Daj na głośnik.
- Barkas typu X, tu Galaxan. Jeśli nie odpowiecie, następny strzał zdezintegruje wasz napęd – zaskrzeczał głośnik stanowczym męskim głosem.
- Bejbi, jakie są szanse, że zrealizują tą groźbę? – rzucił kapitan.
- A jakie są szanse, że słoń rozdepcze mrówkę? – odparł zupełnie nieprofesjonalnie pokładowy komputer.
Kapitan tylko syknął zirytowany.
- Co proponujesz, Mały? – kapitan spojrzał w stronę drugiego pilota.
- Spierdalać – odparł krótko zapytany.
- Bejbi, jakie mamy szanse na ucieczkę? – zainteresował się kapitan.
- Przy obecnym stanie mojego wyposażenia zerowe – padło z głośnika.
Kapitan bez słowa włączył komunikator.
- Tu Vartan Karden, kapitan Gemini. Kim jesteście, czego chcecie i jakim prawem nas ostrzeliwujecie?
- Mówi Jervez Volton, kapitan Galaxana – padła szybka odpowiedź z głośnika. – Jak byście od razu odpowiedzieli, obyłoby się bez strzału. Macie coś, co nie należy do was. Lepiej to oddajcie, inaczej odbierzemy to siłą.
Kapitan przełączył komunikator tak by rozmówca go nie słyszał i groźnie spojrzał na Kasjana.
- To nie ja, szefie, jak mamcie kocham – odparł wyraźnie zdenerwowany przemytnik. – Nic nie ukradłem, wszystko kupiłem. A czy dostawca tego nie ukradł, nie daję gwarancji.
Kapitan włączył ponownie głośnik.
- Nie wiem o czym mówisz. Sprecyzuj
- Macie na swoim pokładzie dwoje pasażerów – odparł Volton. – Oddajcie ich, a puścimy was wolno.
- Oni nie są naszymi zakładnikami, weszli tu z własnej woli i tak samo wyjdą.
- Jak byście nie zauważyli, nasz krążownik jest tysiąckrotnie lepszy od tego waszego złomu. Lepiej więc nie dyskutujcie i się podporządkujcie, w przeciwnym razie wedrzemy się i sami ich zabierzemy. Jednak wtedy pozostawimy po sobie tylko trupy. Daję wam dziesięć minut do namysłu.
- Niestety mają rację – odezwała się Bejbi.
- Z czym? Z tym, że zostawią po sobie trupy? – sarkną kapitan.
- Że ich krążownik jest lepszy ode mnie.
- Cóż więc sugerujesz, że mamy zrobić? Jak psy się poddać?
- Ja nic nie sugeruję, ja tylko analizuję dane – odparła Bejbi.
- I co wynika z tej twojej analizy?
- Pięć kolejnych wiązek protonowych i wysiądą całkiem osłony. Kolejna załatwi napęd całkowicie.
- Mimi?
- Przeszkadzasz mi – dobiegło z głośnika warknięcie. – Próbuję przekierować moc…
- Daruj sobie – Vartan przerwał wywody dziewczyny. – Słyszałaś wszystko?
- Słyszałam.
- Co o tym sądzisz?
- Niestety Bejbi zna się najlepiej na własnych bebechach. Ja mogę to łatać nawet na ślinę, ale tylko ona jest w stanie ocenić swoje możliwości.
- Cóż więc sugerujesz?
- Z opcji, które chciałbyś wziąć pod uwagę, mam tylko jedną: mieszanka.
- Ale podobno jej jeszcze nie przetestowałaś. – Kapitan zmarszczył brwi.
- Bo nie było potrzeby – warknęła Mimi. – Teraz masz świetną okazję. Chyba, że wolisz zdechnąć jak pies.
- Ile czasu ci potrzeba?
- Tylko dojdę do panelu.
- To dawaj, na ful.
- Się robi, szefie! – wykrzyknęła Mimi, a w jej głosie wyraźnie było słychać podniecenie.
- Wszyscy przypiąć się do czegoś! – rzucił kapitan w powietrze.
- O czym oni mówią? – zainteresował się Marco, stojący w progu.
- Nie wnikaj! – warknęła Laila siadając w fotelu i przypinając się pasem.
Pozostali także się przypięli.
- Mały, stery twoje. Jak dam znać, moc na ful i w nogi. – Mały tylko skinął głową.
Kapitan ponownie włączył głośnik.
- Przedyskutowałem z załogą waszą „propozycję nie do odrzucenia” i z przykrością stwierdzam, że nie mogę się na nią zgodzić.
- Wiecie jakie będą tego konsekwencje.
- Będą albo i nie będą – odparł kapitan, wyłączył głośnik. – Teraz! – krzyknął.
W tym momencie wszyscy poczuli jak ogromna siła wciska ich w fotele.
- O, kurwa, takiego przeciążenia w życiu nie trenowałem – jęknął Marco.
- Ale jazda! – z głośnika dobiegł radosny głos Mimi. – Mały, dawaj, szybciej! – krzyczała radośnie.
-Bejbi, odległość od przeciwnika i szanse na przeżycie – rzucił kapitan
- Dwa tetrony, pięć procent. Trzy tetrony, dwadzieścia procent – wyliczał komputer, aż w końcu doszedł do stu procent.
- Mały, normalna moc – rzucił kapitan.
Mały powciskał kilka przycisków i wszyscy odczuli jak statek wyraźnie zwolnił.
W tym momencie żołądek Marco nie wytrzymał i mężczyzna zwrócił całą jego zawartość obok swojego fotela. Laila spojrzała na niego i prychnęła lekceważąco.
- Czas najwyższy pogadać z naszymi gośćmi – mruknął kapitan wstając z fotela. – Mały, w twoje ręce. – Chłopak nic nie odpowiedział tylko skinął głową. – Mop jest w kiblu – rzucił gdy przechodził obok Marco.
- A gdzie ten kibel? – zainteresował się mężczyzna. – I co to jest ten mop?

***

Tymczasem kapitan poszedł do kabiny zajmowanej przez gości. Zapukał krótko i nie czekając na reakcję wszedł do środka. Kobieta siedziała na łóżku, a mężczyzna klęczał przed nią i coś do niej mówił. Gdy tylko intruz wszedł szybko naciągnęła kaptur na głowę. Mężczyzna podniósł się i gniewnym głosem zawołał:
- Jak śmiesz wchodzić bez zaproszenia?!
- Jestem u siebie – burknął Vartan. – A wy macie mi coś do wyjaśnienia.
- Nie musimy ci nic wyjaśniać. Zapłaciliśmy żebyś nas przewiózł na Kasiopeję.
- Nic mi nie przyjdzie z waszych pieniędzy jak będę martwy. Wasi tatusiowie wysłali za nami krążownik klasy M.
Mężczyzna wyraźnie zbladł.
- Niemożliwe… - zaczął nerwowo chodzić tam i z powrotem. – Nie mogli tak szybko odkryć…
- Więc teraz proszę całą prawdę, albo wysadzimy was na pierwszej napotkanej planecie, gdzie będą warunki nadające się do życia i nie będzie mnie obchodziło czy przeżyjecie czy nie.
- Nie możesz! – Mężczyzna uniósł się.
– Mogę, bo to mój statek i moi ludzie za których jestem odpowiedzialny. I nie mam zamiaru poświęcać ani ich ani mojego życia za te marne pieniądze.
- Zapłacimy wam więcej! – głos mężczyzny momentalnie się załamał, a w jego oczach widać było panikę.
- Areus, uspokój się – odezwała się kobieta spokojnym głosem i ściągnęła kaptur z głowy. Oczom Vartana ukazała się drobna twarz okolona wianuszkiem blond loków. – Musimy mu powiedzieć prawdę. Inaczej zrealizuje groźbę
- Czyli to wcześniej było kłamstwem?
- Nie całkiem – odparła kobieta. – Areus powiedział tylko część prawdy. Chodzi o nasze bezpieczeństwo. Im mniej inni wiedzą, tym lepiej. Prawdą jest, że się kochamy – w tym momencie Areus usiadł obok ukochanej i zamknął jej dłoń w swoich – i nasi rodzice chcieli nas rozdzielić. Skłamaliśmy jedynie co do przyczyny. Widzisz… jestem mykenką.
Vartan rozszerzył oczy ze zdumienia. Mykeni – starożytna rasa słynąca ze zdolności widzenia przyszłości i przeszłości. Ponieważ nie posiadali umiejętności wojennych, dość szybko zostali wyniszczeni przez inne rasy, które chciały wykorzystać ich umiejętność do nieczystych celów. Jak wcześniej żyli w odosobnieniu, tak potem ich rasa zaczęła się mieszać z innymi, przekazując swoje zdolności potomkom. Kiedy ostatni z Mykanów umarł, zaczęto mykenami nazywać tych, którzy posiadali tę samą co oni zdolność.
- Moje umiejętności objawiły się dość późno i nagle. Ale to nic nadzwyczajnego. Rzadko kiedy rodzi się myken z wykształconą mocą już od samych narodzin. Pochodzę z bardzo majętnej i rozgałęzionej rodziny. Areus był u nas zaledwie szefem ochrony. Nie będę ci mówić jak się w sobie zakochaliśmy, bo to nieistotne – uśmiechnęła się delikatnie, jakby przez głowę przebiegło jej jakieś miłe wspomnienie. – W każdym razie, gdy osiągnęłam odpowiedni wiek, ojciec zdecydował, że poślubię pewnego mężczyznę. Na początku chodziło tylko o korzyści majątkowe i polityczne, ale kiedy mój dar się ujawnił, ojciec zerwał tamten układ i zaoferował mnie mężczyźnie nazwiskiem Hark. – W oczach kobiety zalśniły łzy. Areus delikatnie otarł je zanim jeszcze zdążyły pociec po policzkach, po czym pocałował ją w skroń.
- Hark? – zainteresował się Vartan. – Ten stary obleśny typ, który podobno miał już pięć żon? Do tego jest znany ze swoich zboczeń seksualnych?
- Ten sam – potwierdził Areus, ze złości zaciskając szczęki. – Uważa, że posiadanie na własność mykenki i robienie z nią… - właściwe słowa nie chciały mu przejść przez gardło - … co mu się żywnie podoba, to normalne.
- Potraktowali mnie niczym bydło – wyszeptała kobieta. Tym razem nie udało się powstrzymać łez. – Jak rzecz, którą można przehandlować. Błagałam ojca żeby tego nie robił, ale on był niewzruszony, zaślepiała go chciwość. Postanowiliśmy więc uciec. Na Kasjopei Areus ma znajomego, który by nam pomógł się ukryć. Mieliśmy nadzieję, żeuda nam się tam dotrzeć beż żadnych kłopotów.
- To nie mogłaś tego przewidzieć? Co z ciebie za mykenka? – zakpił Vartan.
- Nie pomyślałam o tym – wyszeptała. – Odkąd mój dar się ujawnił, musiałam go bezustannie używać. Byłam już tym zmęczona i po prostu go wyłączyłam. Ja się o niego nie prosiłam! – wykrzyczała ze łzami w oczach. – Chętnie go oddam, jeśli znasz sposób. Ja tylko chcę spokojnie żyć z ukochanym.
- Zamieszczenie ogłoszenia w miejscu, gdzie każdy może je zobaczyć to faktycznie dobry pomysł na ucieczkę – mruknął kapitan. – Przez to teraz mamy kłopoty.
- Czy to znaczy, że nam nie pomożecie? – Areus spojrzał na kapitana zaniepokojony.
Vartan milczał.
- Pomogą – powiedziała kobieta uśmiechając się lekko.
- Skąd wiesz? Jeszcze nie zdecydowałem – burknął Vartan.
Uśmiech nie schodził z twarzy kobiety.
- Teraz to używasz swojego daru, co? Nie mogłaś wcześniej? – kapitan skrzywił się.
- Przepraszam.
- Ech – westchnął Vartan. – Nie mam wyjścia, muszę wam pomóc, bo by mnie wszyscy chyba żywcem zjedli, chociaż z zupełnie różnych pobudek. – Kobieta zachichotała rozbawiona. – Ale będę musiał wszystko opowiedzieć załodze, a wiesz co to oznacza.
- Wiem. – Kiwnęła głową. – I nie mam nic przeciwko. To niewielka cena za naszą wolność.
Vartan nic nie powiedział, tylko wstał z siedzenia i ruszył do drzwi.
- A ty nie chcesz? – zapytała kobieta i nie czekając na odpowiedź dodała: - Dostaniesz to, czego szukasz, chociaż nie tam gdzie patrzysz.
Vartan zatrzymał się.
- A on? – zapytał cicho nie odwracając się.
- Ma już jedno i drugie, chociaż z pierwszego nie zdaje sobie sprawy, a o drugim jeszcze nie wie.
- Ale będzie u niego dobrze? – drążył temat.
- Będzie.
- Tyle mi wystarczy – powiedział po czym wyszedł.

***

- Zaprowadzę cię – mruknęła Laila. Omijając zanieczyszczenie na podłodze ruszyła przed siebie. Marco szybko pobiegł za nią.
- Tutaj jest twoja kabina – klepnęła jedne z wielu metalowych drzwi, które mijali. – A łazienka jest tam – wskazała ręką kolejne drzwi. - Drogę do ładowni znasz. Do maszynowni idziesz podobnie, tylko skręcasz w lewo, zamiast w prawo. Twoje stanowisko jest za kapitanem. Będziesz odpowiedzialny za łączność i zwiad. Mam nadzieję, że znasz się na sprzęcie z jakim przyjdzie ci pracować, bo ja nie mam ochoty cię niańczyć. I to w sumie wszystko, co powinieneś wiedzieć. Przynajmniej na razie.
- Mogę o coś zapytać?
- Co?
- Kapitan i Mały. Są kochankami?
- Nie twój interes – warknęła Laila i odeszła.
Marco westchnął i wszedł do przydzielonej mu kabiny. Warunki tu panujące były iście spartańskie, nawet jak na przeszkolenie które on przeszedł, do tego ilość miejsca ograniczona do niezbędnego minimum, że trzy osoby to już był tłok. Westchnął znowu. Wyszedł i skierował się najpierw do łazienki po coś czym myłby sprzątnąć dowód swojej słabości. W niewielkim schowku obok ubikacji znalazł niewielki przenośny dezintegrator na którym jakiś dowcipniś wymalował czerwoną farbą koślawe literki, które układały się w słowo „MOPP” : „Międzygalaktyczny Odświeżacz Powierzchni Płaskich”
- Zabawne – mruknął, po czym zabrał go i wrócił na mostek. W pomieszczeniu zastał tylko Małego, który siedział na swoim miejscu ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywał się w czerń kosmosu widoczną na ekranie tuż przed nim.
- Ciebie to nie nudzi? – zainteresował się Marco, kiedy już zrobił co miał zrobić.
- Kapitan zwołał zebranie w jadalni – odezwał się Mały zupełnie ignorując pytanie.
- A ty nie idziesz? – zainteresował się Marco widząc, że chłopak nie rusza się z fotela.
- Nie. Kapitan później mi wszystko powie. Idź już, irytujesz mnie.
Marco sapnął gniewnie i już chciał coś powiedzieć, ale zauważył, że chłopak zupełnie go ignoruje, więc tylko syknął i wyszedł.
Kiedy doszedł do jadalni kapitan akurat wprowadzał pozostałych w sytuację. Kiedy skończył, przez chwilę panowała cisza, potem wybuchła kakofonia głosów.
- Nie wszyscy naraz! – wykrzyknął kapitan, ile miał sił w płucach. – Najpierw dzieci – dodał już normalnym głosem, kiedy wszyscy umilkli i spojrzał na Mimi. O dziwo, dziewczyna zupełnie nie zareagowała na tę wyraźną obrazę. Była zbyt zaaferowana.
- Mogę iść się zapytać o moją przyszłość? – zapytała z wypiekami na twarzy.
- Możesz, zgodziła się. Wszyscy możecie.
Wszyscy poderwali się od stołu, chcąc biec do kabiny pasażerów, lecz kapitan ich powstrzymał.
- Stop! – Stanęli jakby ktoś pociągnął za niewidzialne sznurki. – Nie wszyscy naraz. Zanim ich wysadzimy minie trochę czasu, więc spokojnie zdążycie się zapytać. Więc bądźcie cierpliwi i weźcie pod uwagę, że ona też może być tym zmęczona. A teraz macie wolne, ja wracam do sterów.
Nie czekając na reakcję załogi Vartan wrócił na mostek.
- Coś ciekawego mnie ominęło? – zapytał Mały nie przestając wpatrywać się w monitor przed sobą. Vartan pokrótce streścił mu wszystko.
- Ty nie jesteś zainteresowany? – zapytał widząc, że chłopak nie biegnie jak inni dowiedzieć się o swoją przyszłość.
- Nie – odparł chłopak nie zmieniając pozycji.
- A ty się pytałeś? – zapytał Mały po dość długiej chwili ciszy.
- Nie, ale i tak mi powiedziała.
- Będzie u ciebie dobrze? – Mały w końcu spojrzał na przyjaciela.
- Będzie. Chociaż nie tak jak chciałem – dodał po chwili cicho, a z prawego kącika oka poleciała pojedyncza łza.
Mały bez słowa wstał i podszedł do kapitana, po czym przyciągnął jego głowę do swojej piersi. Vartan objął go, zaciskając pięści na ubraniu.
- Ludzie nie powinni mieć marzeń – wyszeptał bardziej do siebie niż do Małego. – Obdzierają człowieka ze złudzeń.
- Czasami dają nadzieję i siłę by żyć dalej – odparł Mały też szeptem i pogłaskał Vartana po głowie. – To dzięki nim nie oszalałem. Dzięki nim i tobie - dodał po czym podniósł głowę Vartana i spojrzał mu w oczy. – Będzie dobrze – dodał i uśmiechnął się ciepło.
- Wiem, Mały, wiem – odwzajemnił uśmiech.
Na koniec chłopak pochylił się i delikatnie pocałował przyjaciela w czoło, po czym usiadł z powrotem na swoim miejscu. Vartan parę razy pociągnął nosem i przetarł oczy.
- Stary dziad ze mnie, a rozkleiłem się jak baba – mruknął zawstydzony, na co Mały tylko zachichotał rozbawiony. – Nie mów innym, bo już kompletnie stracę autorytet.
- Założę się, że jeszcze niejednego młodzika zakasujesz.
- Taaa, chyba tylko w marudzeniu – burknął kapitan, lecz widać było iż słowa chłopaka wyraźnie poprawiły mu humor.
Żaden z nich nie wiedział, że są podglądani. To Marco, nie bardzo wiedząc co ma robić wrócił na mostek w momencie gdy Mały właśnie przytulał kapitana. Z miejsca w którym się schował nie było słychać o czym szepczą, ale wyrazy ich twarzy sugerowały, że to musiało być coś intymnego. Więc jednak oni byli kochankami. Dziwnie się poczuł z tą wiedzą. Nie było to dla niego szokiem, wszak sam nie stronił od kochanków obojga płci, jednak ta sytuacja… miał wrażenie jakby obdzierał ich z prywatności. Po cichu wycofał się, modląc się w duchu by żaden z metalowych stopni nie zaskrzypiał w tym czasie i gdy był już dostatecznie daleko, ruszył w stronę mostka, tym razem odpowiednio głośno, by go usłyszeli. Kiedy tam w końcu wszedł, obaj siedzieli na swoich miejscach, jakby nic między nimi nie zaszło.
- Co jest? – zainteresował się kapitan odwracając w stronę przybysza. Na jego twarzy nie było śladu wcześniejszej słabości.
- Nic. Chciałem się zapoznać ze sprzętem na którym będę pracował.
- Świetny pomysł – stwierdził kapitan, po czym wrócił do swoich obowiązków.
- Nie powinniśmy już chyba mieć więcej kłopotów, co, Mały? – zaczął rozmowę kapitan.
- Zależy gdzie chcesz lecieć. Jeśli dalej na Kasjopeję, to prędzej czy później nas znajdą.
- Wiem. – westchnął. – Dlatego chyba jednak zrobimy jak mówiłeś. Strefa Zulus wydaje się najsensowniejsza. Ale najpierw dostarczymy zamówienie na księżyc CX26. Za resztę zapłaty obskoczymy parę planet i na koniec strefa Zulus. Chociaż nie podoba mi się twoje podejście.
- Marudzisz – mruknął Mały, na szczęście kapitan nie ciągnął dyskusji.
- Ale przestarzały szrot. Nawet na szkoleniach mieliśmy bardziej nowoczesny – stwierdził Marco. Wprawdzie nie kierował tego do nikogo konkretnego, prędzej do siebie, lecz mimo to kapitan i tak odpowiedział:
- Tylko na to nas stać, poza tym ten statek jeszcze sporo potrafi.
- No właśnie słyszałem – stwierdził kpiąco – Łatacie wszystko na ślinę… Ciekawe kiedy to się rozleci.
- Jak ci się nie podoba, trzeba było się tu nie pchać. – Na mostku pokazał się Kasjan. – Jak lecimy, szefie?
- Najpierw odstawimy zamówienie, a potem strefa Zulus.
- Okej. Mimi chciała żeby zahaczyć o Gharvad.
- A po co? – zdziwił się Vartan.
¬- Musi uzupełnić składniki do mieszanki. Jeśli mamy zamiar odstawić tych dwoje w jednym kawałku, to będziemy jej sporo potrzebować. Będę tu potrzebny?
- Mały? – Vartan spojrzał w stronę chłopaka.
- Jak wygląda sytuacja w eterze, Igor? – rzucił Mały w powietrze.
- Nie jestem Igor, tylko Marco – warknął zapytany, lecz Mały nie zareagował.
- Czysto – odpowiedział zamiast niego Kasjan spoglądając w monitory. – Chyba żeby rozszerzyć zakres radaru.
- Rozszerz na 50 tetronów.
- Suń się – mruknął Kasja, niezbyt delikatnie odsuwając Marco na bok, po czym poklikał kilkoma przyciskami. Obraz na monitorach zmienił się. – Czysto. 10 tetronów od nas widać jakieś jednostki, ale nie jest to nic co by przypominało krążownik klasy M, raczej jednostki handlowe.
- Mimi, ile mieszanki ci jeszcze zostało? – rzucił Mały w powietrze.
- Jeszcze jeden taki skok jak poprzednio damy radę – padło z głośnika – ale wolałabym uzupełnić zapasy wcześniej żeby się później nie obudzić z ręką w nocniku.
- Do księżyca CX26 powinniśmy dolecieć bez problemu – stwierdził Mały.
- To najważniejsze – skomentował kapitan. – Byśmy się do końca życia nie wypłacili jak byśmy stracili ten ładunek. Powiedz innym – zwrócił się do Kasjana – że chwilowo są wolni. Po przylocie na księżyc zobaczymy co dalej.
Kasjan tylko skinął głową i wyszedł.
- Ja też idę – stwierdził Vartan. – Jeść mi się zachciało. Ty coś chcesz, Mały?
- Nie, dzięki.
Kapitan wyszedł. Przez chwilę trwała cisza aż w końcu Marco zapytał:
- Jak to się stało, że tu jesteś? Nie jesteś na to za młody czasem?
- Nie – odparł Mały bezbarwnym głosem nawet nie odwracając się w stronę pytającego.
- To ile masz lat? – indagował dalej Marco.
- Wystarczająco.
- Nie jesteś zbyt rozmowny.
- Nie.
Marco prychnął wyraźnie zirytowany, jednak nie próbował już więcej nawiązywać rozmowy. Jeszcze jakiś czas badał swoje stanowisko pracy aż w końcu stwierdził, że wszystko wie i nie ma tu już więcej nic do roboty. Postanowił wrócić do swojej kabiny. Miał mało rzeczy więc ich rozłożenie nie zajęło mu dużo czasu. Postanowił obejrzeć dokładnie statek. Poszedł do maszynowni. Już od progu dobiegł go odgłos pracy silnika, który poznał z łatwością, mimo iż kompletnie nie znał się na silnikach, do tego inne urządzenia, których nawet nie próbował rozróżniać i jeden, wyraźnie go intrygujący. Jakby ktoś miarowo w coś walił z wielką siłą. Szedł przed siebie starając się zlokalizować źródło hałasu. W końcu mu się udało i się zdumiał. Na podłodze, opierając się o jakieś urządzenie, siedziała Mimi i z zaciętą miną waliła wielkim młotkiem w jakąś pogiętą blachę leżącą między jej nogami.
- Cześć! – krzyknął Marco, starając się przekrzyczeć szum maszyn.
W tym momencie Mimi przestała walić młotkiem i spojrzała w jego stronę.
- O! Cześć! – uśmiechnęła się wyraźnie ucieszona. – Przyszedłeś obejrzeć maszynownię?
- Tak jakby. Po prostu nie mam co robić, więc stwierdziłem, że obejrzę se statek, jeśli mam tu spędzić jakiś czas.
- Słuszna decyzja. – Pokiwała głową i odłożyła młotek.
- Co robisz? – zainteresował się.
- Osłonę na katalizator cząsteczkowy. To cholerstwo się przegrzewa za bardzo, więc pomyślałam, że…
- Wybacz, ale aż tak szczegółowo nie potrzebuję – szybko przerwał dziewczynie widząc, że ta zaczyna się coraz bardziej rozkręcać. – Zapytałem tylko z grzeczności, żeby jakoś rozmowę zacząć.
- Aha.
- Mam nadzieję, że cię nie uraziłem?
- Ależ skąd. – Uśmiechnęła się. – To normalne, że nie każdy ma takiego hopla na punkcie maszyn jak ja i może być kompletnym ignorantem. Chociaż czasami miło by było spotkać kogoś z kim by można było spokojnie pogadać. – Westchnęła ciężko i zrobiła smutną minę.
- Nie martw się – poklepał ją pocieszająco po plecach. – Na pewno kiedyś w końcu spotkasz kogoś.
- Tak myślisz? – spojrzała na niego z nadzieją w oczach, po czym uśmiechnęła się. – Miły facet z ciebie.
- Ty też jesteś miła. Nie to, co inni tutaj.
- A co, czyżby Laila już cię objechała? – zainteresowała się Mimi.
- Nie, ale traktuje mnie jak zło konieczne, kapitan toleruje, Kasjan i Bzyk ignorują, a Mały wręcz okazuje swą niechęć.
- A czego ty żeś oczekiwał? Że wszyscy będą cię ściskać i obcałowywać niczym w jednej wielkiej rodzinie? Na zaufanie trzeba zapracować, mój drogi. Pokaż im, że mogą ci ufać, wtedy zobaczysz, że zmienią swoje nastawienie. A tak przy okazji, jakby Mały ci okazywał swoją niechęć to już byś miał nerwy zszargane. On tylko traktuje cię jak coś, co musi używać, ale bez czego też mógłby się obyć.
- No pięknie – mruknął Marco siadając obok Mimi – zostałem zdegradowany do niechcianego mebla.
Dziewczyna roześmiała się rozbawiona, po czym poklepała mężczyznę pocieszająco po ramieniu.
- Nie przejmuj się, jak przekonasz Małego do siebie, to zobaczysz jak zmieni się jego nastawienie. Pamiętaj: jak zacznie ci mówić po imieniu będzie znaczyło, że zaakceptował cię jako członka załogi.
- Jesteście bardziej pokręceni niż myślałem.
- Czyżbyś żałował?
- Jeszcze nie wiem. – Wzruszył ramionami
- To czemuś zgłosił się akurat do nas?
- Kapitan nie wnikał w szczegóły.
- Aha, ciemna strona przeszłości, którą chcesz zachować w sekrecie? – domyśliła się Mimi.
- Dokładnie. A przy okazji, mogę o coś spytać? – Marco szybko zmienił temat.
- O co?
- Co to za mieszanka po której mieliśmy to zakurwiste przyspieszenie? Aż się porzygałem od przeciążenia.
Mimi zachichotała rozbawiona.
- Mój własny pomysł – odparła wyraźnie z siebie zadowolona. – Ściśle tajna receptura. Jej jedyny egzemplarz jest tutaj. - Postukała się w głowę.
- Nie mów, że ci się kiedyś nagle przyśniła – zakpił mężczyzna.
- No co ty, aż tak genialna nie jestem. Po prostu kiedyś dostarczaliśmy towar na pewien księżyc. Była tam kopalnia, a że statki zawijały do nich bardzo rzadko, no i oczywiście mieli embargo na wszelkiego rodzaju używki, to jeden z górników postanowił upędzić bimber z tego co było dostępne. Po latach prób i błędów, jak już był niemal jedną nogą w grobie, w końcu mu się udało. A ponieważ nie miał potomka, postanowił przekazać tę procedurę mnie. Polubił mnie za to, że tak uwielbiam maszyny, chociaż czasami myślę, że trochę mu przypominałam jego własne dziecko, które zmarło jak miało 15 lat. Wygadał się kiedyś jak się upił tym swoim bimbrem – dodała celem wyjaśnienia. – Więc zdradził mi tę recepturę. Muszę przyznać, że cholerstwo dawało niezłego kopa. Już po dwóch szklaneczkach mogłeś chodzić po ścianach – zachichotała. – Przez przypadek odkryłam, że daje kopa nie tylko ludziom, ale i maszynom. Wiesz jakie to było zajebiste uczucie? Ty nawalony, kierujesz nawalona maszyną. Odlot na maksa. – Dziewczyna najwyraźniej rozkręcała się, a ponieważ Marco był wyraźnie zainteresowany, więc jej nie przeszkadzał. – Musisz kiedyś spróbować. Znaczy tego bimbru, bo kierować maszyną to kapitan ci raczej nie da. Ale Mały kiedyś kierował. Znaczy on nie był nawalony, bo on nie pije, ale ja tak. Więc, wiesz, ja nawalona, maszyna nawalona i Mały próbujący okiełznać dwie pijane baby. – Znowu zachichotała rozbawiona. – Ale wracając do sedna sprawy: wprawdzie ten bimber dawał całkiem niezłego kopa, ale niestety niszczył części. Po pewnym czasie silnik nadawał się tylko do dezintegracji. Szkoda by było zmarnować taki potencjał, więc zaczęłam pracować nad ulepszeniem bimbru, i po paru latach prób i błędów, dwóch rozwalonych statkach, wrogach na czterech planetach i całej galaktyce trupów, w końcu mi się udało opracować własną mieszankę. Niestety nie wiem jakie są jej właściwości, bo jak zwiewaliśmy to Mały dał tylko 50% mocy silnika. Będę musiała dorwać jakiś obcy statek i go spróbować. Tylko gdzie? – zasępiła się.
- Ej – zaprotestował Marco – z tą galaktyką trupów to chyba przesadzasz.
Mimi wyszczerzyła się.
- Przesadzam, ale nie uważasz, że to fajne uczucie jak wszyscy wytrzeszczają gały jak opowiadasz?
Marco prychnął rozbawiony
- A mogę jeszcze o coś spytać? – zapytał po chwili milczenia.
- Możesz. – Kiwnęła przyzwalająco głową.
- Co jest między kapitanem i Małym? Wygląda jakby to Mały tu rządził a nie kapitan.
- Wydaje ci się. Po prostu ich relacja jest… dość specyficzna.
- To znaczy?
- Nie wnikaj – mruknęła Mimi biorąc ponownie do ręki młotek. – To ich sprawa, jeśli któryś z nich będzie chciał ci powiedzieć, to powie, nie to nie. Bejbi! – wrzasnęła nagle, że aż Marco wzdrygnął się. – Powiedz temu głupkowi, żeby się w końcu podrapał po jajcach bo mnie cipa swędzi że aż oszaleć można!
- Mam przekazać dosłownie? – odezwał się pokładowy komputer
- Dokładnie.
Sekundę później z głośnika, którego Marco nie potrafił zlokalizować w panującym tu hałasie, doleciał wyraźnie rozbawiony głos Małego:
- Byłem ciekaw jak długo wytrzymasz. Skoro tak cię swędzi czemu się nie podrapiesz?
- A weź spadaj na bambus, zjebie jeden – warknęła Mimi, po czym zaczęła się intensywnie drapać miedzy nogami, na co wyraźnie zakłopotany Marco odwrócił głowę w bok.
- Ooooch, jaka ulga – teatralnie westchnął Mały. – Nie ma to jak podrapać się używając cudzych rąk.
- A żeby cię parchy oblazły – warknęła Mimi i zakończyła rozmowę. – Jesteśmy bliźniakami – powiedziała widząc zszokowaną minę mężczyzny. – To znaczy, że co jedno czuje to i drugie – dodała, kiedy wyraz twarzy Marco dalej się nie zmieniał. – Widzisz… - zawahała się - … jesteśmy dość specyficznymi bliźniakami. U normalnych bliźniaków ta tak zwana więź bliźniacza jest silniejsza lub słabsza, czasami są to tylko przebłyski na zasadzie niepokoju, przeczuć, itd. U nas, z pewnych przyczyn, jest ona dość silna. Miałeś tego świetny przykład przed chwilą: ten drań przez kilka godzin łaził ze swędzącymi jajcami i czekał jak długo ja wytrzymam. Drań lubi się tak ze mną drażnić. Zresztą to działa też w drugą stronę, tylko, że wiecznie to ja przegrywam. To ja muszę się podrapać i wtedy jego też przestaje swędzieć. Ale kiedyś w końcu przetrzymam tę cholerę – warknęła i walnęła młotkiem we wcześniej przerabianą część.
- A co to za przyczyny? – zainteresował się Marco.
- Nie tylko ty masz tajemnice nie przeznaczone dla cudzych uszu – mruknęła dziewczyna i wróciła do przerwanej pracy. – Lepiej już idź, mam w ciul roboty – dodała.
Marco, widząc, że nie ma co więcej liczyć na rozmowę, wstał i wyszedł z maszynowni. Postanowił pójść coś zjeść.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum