The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 22 2019 10:00:48   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Potęga miłości 12


Zazwyczaj spacery sprawiały Justinowi wiele przyjemności. Uwielbiał chodzić po lesie i łąkach. Zanim poznał Daria to właśnie spacery i słońce, które pieściło mu skórę dawało trochę wytchnienia od tego, co go męczyło. Teraz jednak, kiedy szedł wzdłuż ogrodzenia, za jakim przebywały konie na pastwisku, czuł się jakby był w pułapce. Coś pętało jego ciało, ale nie był to strach. Co rusz pocierał nadgarstki jakby go bolały. Czuł ogromny, graniczący z paniką niepokój. W domu nie potrafił znaleźć sobie miejsca, starał się pomóc bratu lub innym w pracy, lecz nie potrafił się na niczym skupić. To, co czuł, było od niego silniejsze. Do tego chwilami był autentycznie zły. Miał ochotę na kimś się wyżyć. Nigdy taki nie był. Co się z nim do licha działo?!
– Dzień dobry, Justin – przywitał go Ralf, jeden ze zmiennych pracujących przy ogrodzeniu.
– Dzień dobry – odpowiedział i przystanął przy nich. Często rozmawiał z Ralfem, nie bał się go, ten zmienny był dla niego jak ojciec. Był to mądry, stateczny mężczyzna, którego dzieci już dawno opuściły sforę, by rozpocząć życie ze swymi partnerami.
– Przekaż swemu bratu, że tutaj już skończyliśmy. Zwierzęta już nie uciekną. – Ralf odłożył na bok paczkę gwoździ i młotek. Ogrodzenia zazwyczaj były zrobione z drewna i często trzeba było je naprawiać, rzadko, kiedy stosowali elektrycznego pastucha.
– Dobrze, powiem mu.
– Coś cię trapi, gammo? – zapytał starszy zmienny.
– Wszystko w porządku. – Uśmiechnął się blado. – Wybacz, muszę iść.
– Wiedz, że bardzo cieszymy się, że masz partnera więzi. Wszystkiego dobrego.
– Tak, dziękuję – powiedział ściskając w jednej dłoni nadgarstek drugiej. Co się działo? Zmienne wilki nie miały reumatyzmu, chyba, że skończyły czterysta lat. Tak mu przeszło przez myśl czy z Dariem wszystko dobrze. Czy dar empatii, silniejszy niż u ludzi, dający możliwość odczuwania fizycznego i psychicznego stanu partnera mógł mieć coś wspólnego z jego obecnym samopoczuciem? Dołączając do tego niepokój i to, że Dario od czasu ich ostatniej rozmowy nie zadzwonił, a robił to często, było dość… dziwne. Nie chciał mu się narzucać i przeszkadzać w żaden sposób, ale musiał się z nim skontaktować. Jako jego partner miał do tego pełne prawo, by mieć z nim kontakt. Do tego to, co usłyszał: „Słuchaj suko”, „Zabiję cię” zmuszało go do zadzwonienia do niego. Niestety mężczyzna nie odbierał. Zanim przekroczył próg domu próbował jeszcze dzwonić dwa razy. Nic. Za każdym razem odzywała się poczta głosowa. W końcu nagrał się:
– Dario, proszę odezwij się do mnie. Martwię się. Twój Justin.
Odpowiedział na pozdrowienia kilku osób, którzy z szacunkiem traktowali brata swego alfy i wszedł do domu. Chciał iść do swego pokoju, by się położyć, ale z gabinetu wyszedł Jacob i go zawołał.
– Justin… – Jacob wyraźnie zawahał się. – Pozwól na chwilę.
– Co się stało? – zapytał, ponieważ mina brata wyglądała tak jakby miał iść na pogrzeb.
– Nie wiem jak ci to powiedzieć – zaczął Jacob siadając na brzegu biurka. W gabinecie była też obecna Sheoni, która teraz stanęła przy mężu.
Po plecach Justina przebiegł zimny dreszcz. Tylko jedno przychodziło mu na myśl: Dario coś się stało. Dlatego nie odbiera telefonów.
– Co z Dariem? O niego chodzi tak? No mówicie! Coś mu się stało?! Ale żyje prawda?! Żyje, na pewno żyje, bo bym czuł gdybym go stracił. – Wczepił dłonie we włosy i pociągnął za nie. Po chwili znów spojrzał na brata. – Powiedz do cholery!
– Pokaż mu. – Sheoni pogłaskała przedramię męża. – Justin, ja nie wierzę w te słowa, ale…
– W co? Jakie słowa? – dopytywał. – Jacob, co masz mi pokazać?!
– Nie krzycz, bo zwołasz tu ciekawskich. Jak poszedłeś na spacer, dostarczono do nas list. Jest adresowany do ciebie i do mnie. Przywiózł go posłaniec – wyjaśnił Jacob i sięgnął za siebie po leżący na blacie biurka list. Podał go bratu.
Justin przełknął ślinę i drżącą ręką odebrał wiadomość.
– Nie mów, że to coś z przeszłości.
– Tamto dawno za nami. To od Daria.
– Hm? – Spojrzał w dół na wiadomość. To było pismo Daria. Po co miałby do nich wysyłać list?

Drodzy Justinie i Jacobie.

Nie potrafię powiedzieć wam, szczególnie tobie Justin, tego w oczy. Nie dam rady żyć w związku z jednym mężczyzną, choćby był moim partnerem więzi. Wybacz Justin, ale to koniec. Niech twój brat mi wybaczy, że cię krzywdzę. Znajdź sobie kogoś innego. Lepszego. Odchodzę i przepraszam.

Dario.


Nogi się pod nim ugięły. Patrzył na ten list i nie wierzył w te słowa. Nie to niemożliwe, żeby Dario go zostawił. Jego partner miałby go opuścić? To było niczym śmierć, bo bez Daria dla niego nie ma życia. Miałby żyć bez swej miłości? Zaczął szybciej oddychać i cofnął się o kilka kroków.
– Justin…
– Nic nie mów, Jacob! – krzyknął do brata i wybiegł z gabinetu. Potrzebował być teraz sam, nawet jak wiedział, że ma bliskich, którzy go kochają i mogą mu pomóc. Przeskakiwał po dwa stopnie, by jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Czuł jak do jego serca dociera sedno wiadomości i zaczyna się ono łamać. Miał ochotę płakać, ale nie chciał tego robić. Nie to, że płacz odebrałby mu męskości, bo tak nie było, każdy może płakać, ale to złamałoby go do końca. To pozwoliłoby mu uwierzyć, że ten list to prawda. Dario nie mógł go zostawić. To niemożliwe!
Trzasnął drzwiami swego pokoju i rzucił się na łóżko, na plecy. Znów był sam i czuł się bardziej samotny niż wcześniej. Dario pozwolił mu posmakować uczucia, tego jak cudownie jest przytulić się do drugiej osoby, a teraz wszystko mu zabrał. Jak mógł mu to zrobić?! Z oczu popłynęły mu łzy. Mimo to starał się stłumić szloch. Niestety ponowne spojrzenie na list, słowa zamieszczone w nim, sprawiło, że wstrzymanie się od płaczu było niemożliwe. Wypuścił list z dłoni, który sfrunął na podłogę, a sam zwinął się w kłębek i rozpłakał jak dziecko.

***


Jacob nie potrafił się uspokoić. Dario oszukał jego brata! Gdyby go dostał w swoje ręce…
– Nie wierzę w te słowa. – Sheoni próbowała uspokoić partnera. Podlewała kwiaty na oknie.
– Jak to nie wierzysz? Widziałaś to, co było napisane.
– Wierzysz we wszystko, co jest napisane? – zapytała urywając wyschnięty liść od fiołka alpejskiego. Nie dała mu jednak dojść do głosu. – Przez chwilę myślałam tak jak ty, ale jak zastanawiam się nad tym głębiej to nie wierzę, by Dario, który bardzo starał się o Justina mógł mu to zrobić.
– Wszystko się kurde wali. Nie mamy kupców na konie, nie mamy bety…
– Mamy – przerwała mu.
– Nasz odchodzi.
– Mamy Daria. – Podeszła do męża i złapała jego obie dłonie. – Uwierz, że twój brat nie pokochałby kogoś, kto nie jest tego wart. Kogoś, kto go zostawi.
– A tamten…
– Zaślepienie. Nie wierzysz w partnerstwo dusz? To w takim razie, co my razem robimy?
Jacob popatrzył na Sheoni. W jej oczach ujrzał miłość i szczere oddanie, po czym przytulił ją, ale nadal nie był spokojny o brata, o sforę i przyszłość.

***


Szarpnął łańcuchami starając się pociągnąć je w dół. Stalowe obręcze trzymały w uwięzi jego nadgarstki kalecząc je, kiedy mężczyzna próbował je wydostać. Ręce uniesione do góry cierpły, a cała sylwetka napinała się przy każdym ruchu. Stał pół nagi w rozkroku, ponieważ jego nogi także zostały skute. Nie mógł się przemienić, gdyż uniemożliwiały mu to specjalne kajdany dla zmiennych. Nawet jego siła nie była wystarczająca, by wyrwać te łańcuchy z zawiasów. Jego telefon trzymany w dłoni Star zaczął dzwonić.
– To chyba twój kochaś do ciebie dzwoni. – Kobieta spojrzała na ekran telefonu. – Justin. Lubi tortury?
– Zostaw go ty suko! Niech mu tylko włos z głowy spadnie…
– To, co mi zrobisz?! – Rzuciła telefonem o podłogę. – Ups. Upuściłam go. Drogi był?
Dario zawarczał zwierzęco i chciał się na nią rzucić, co tylko bardziej ją rozbawiło.
– Nie szlej tak, bo to nie ma sensu. Nie uwolnisz się. – Popatrzyła z dumą na swoje dzieło.
– Pierdol się ty wiedźmo! Jak tylko się uwolnię zabiję cię i obiecuję, że śmierć nie będzie szybka!
– Obiecanki cacanki. Co z ciebie za mężczyzna, że nie potrafisz przyjąć swej sytuacji na spokojnie? Krew ci po rękach płynie, bo kajdany zdzierają twoją skórę. Wiesz, że one zapobiegają przemianie? Przekonałeś się o tym jak sądzę. Mam wobec ciebie wielkie plany, mój miły. – Chodziła wokół niego oglądając go jak eksponat w muzeum.
– Jesteś tchórzem! Boisz się ze mną walczyć?
– Biedny, mały wilczek – powiedziała to takim tonem jakby słowa kierowała do dziecka. Stanęła przed nim i przejechała czubkiem szponiastego pazura od jego szyi wzdłuż klatki piersiowej zostawiając za sobą krwawą ścieżkę i zatrzymując się tuż nad linią spodni.
Dario nie pokazał po sobie, że go boli, a pazur taurena w kontakcie z krwią potrafił palić jak kwas. Znosił większe bóle. Nie tylko te fizyczne. Patrzył na nią z nienawiścią. Z wielką rozkoszą złapałby tę, taurenkę i wgryzł się w jej gardło, a potem je rozerwał i patrzył jak się wykrwawia. Och, Erin chętnie by jej posmakowała. Wyssałaby ją do cna. Gdyby był wampirem w myślach odnalazłby Erin i telepatycznie przekazał, co się dzieje. Niestety takich możliwości nie miał, dlatego liczył, że Justin domyśli się prawdy, wierzy w niego i nie pomyśli, że naprawdę go zostawił. Chociaż rozumiał, że jego partner wpierw może się załamać, ale Justin był mądry i wszystko zrozumie. Nie mógł nic od siebie dodać w tym liście, dlatego zrobił małą sztuczkę ze swym pismem. O ile Justin pamięta, o czym rozmawiali dojdzie do prawdy. A on postara się wytrwać dla niego.
– O czym ta twoja szanowna główka myśli? – zapytała Star.
– O tym jak kruchą masz szyję.
– A co? Chciałbyś ją wycałować?
– Prędzej bym pocałował tarantulę.
– Miły pajączek. Nie jesteś w moim typie – kontynuowała poprzednią myśl. – Jedynie podobają mi się twoje oczy. Chyba wyłupię je sobie i zostawię na pamiątkę. Tylko zastanowię się czy zrobię to po twojej śmierci, czy jak jeszcze będziesz oddychał.
– Zabiję cię! – krzyknął.
– Prędzej ja ciebie! – Uniosła rękę i uderzyła w niego z całą swą mocą, wbijając mu pazury w pierś.
Nie krzyknął, nie jęknął. Zacisnął tylko zęby nie pokazując jej jak to bardzo boli. Nie da tej suce satysfakcji! Do tego krążąca w żyłach adrenalina poniekąd znieczulała go, a myśl o Justinie dodawała sił. Tylko on się dla niego liczył. Wróci do swego partnera. Musiał wrócić. Nie zostawi go.

***


Obudził się zlany potem. Ze strachu usiadł na łóżku i rozejrzał się wokół. Był w swoim pokoju, to, dlaczego w głowie nadal słyszał brzdęk łańcuchów? I dlaczego śnił mu się koszmar inny od poprzednich? Może to wpływ tego, co zrobił mu Dario. Zostawił go jak kogoś niepotrzebnego, niechcianego. Potrzebował z kimś o tym porozmawiać. Nie chciał z bratem i jego partnerką, a sam sobie nie poradzi. Jedynie z Christianem mógł szczerze porozmawiać. Zadzwonił do niego i chłopak odebrał po kilku sygnałach.
– Hej. Gdzie wy jesteście? Dzwonili ze Starszyzny – oznajmił Christian. – Macie jutro, w południe ceremonię połączenia.
– Chris…
– Ej, co się dzieje? – zapytał przyjaciel, a jego wesoły ton głosu natychmiast zmienił się w poważny i zatroskany.
– Dario mnie zostawił. – W telefonie zapanowała cisza. – Jesteś tam?
– Popierdzieliło cię?
– Nie. Zostawił list. Czekaj przeczytam ci go. – Zaczął rozglądać się wokół siebie, ale listu nie było na łóżku, więc pochylił się, by spojrzeć na podłogę. Kartka, która przyniosła mu smutek, leżała swobodnie na dywanie. Chwilę później przeczytał wiadomość przyjacielowi.
– Zachowujesz się jak smarkacz! Kim on jest?
– Hm?
– Kim jest dla ciebie Dario? Oznaczył cię? Ty jego?
– Noo, tak. Nie wiesz?
– Wiem. Czułem od ciebie jego zapach na kilometr. Także jak mógł cię zostawić? Już jesteście ze sobą związani. Mógł odejść zanim sparowaliście się ze sobą. Teraz nie ma odwrotu. Nawet nie chciał tego robić. Walczył o ciebie, chciał z tobą być, a ty teraz wątpisz w niego?
Justin słuchał słów Christiana i powoli docierało do niego to jak postąpił. Tak, zwątpił w swego partnera, w jego szczerą miłość. Spojrzał jeszcze raz na list i przeczytał go kilka razy. I za każdym tym razem był coraz bardziej roztrzęsiony. Nie, dlatego, że Dario go porzucił. Rozłączył rozmowę z przyjacielem i zagryzł wargę. Powrócił niepokój i w tym liście widział już wyraźnie wszystko to, co wskazywało na to, że Dario był w niebezpieczeństwie. Po pierwsze Dario nigdy nie zwróciłby się do Jacoba po imieniu, pisząc do niego „drogi”, bez wyraźnego szacunku. Po drugie, chociaż to było pismo jego partnera to nie było takie samo jak zwykle. Choćby litera, „J” napisana była normalnie, bez ozdobnych zawijasów, jakimi zwykł pisać Dario. Czy choćby: „ Nie dam rady żyć w związku z jednym mężczyzną, choćby był moim partnerem więzi”.<[i> Przecież Dario mu powtarzał, że szukał takiego partnera. Partnera na dobre i na złe, kogoś na całe życie. Nie było możliwości, by zrezygnował z tego, czego chciał, tylko po to by mógł pieprzyć wielu facetów. Te słowa z listu ktoś mu kazał napisać.
– Jakiż byłem głupi! – Zacisnął pięść, ale zaraz ją rozluźnił nie chcąc zniszczyć kartki. Wstał z łóżka i wybiegł z pokoju w ostatniej chwili omijając dziewczynę niosącą pranie. Przeskakiwał po dwa stopnie zwracając na siebie uwagę obecnych w domu zmiennych. Wpadł do gabinetu brata, prawie ślizgając się na wypastowanej podłodze. – Dario ma kłopoty! – wykrzyknął. – I to jest na to dowód.

***



Krwawił. Całe ciało oblepione czerwoną posoką cierpło i bolało. Gdyby nie kajdany, które go podwieszały do góry już dawno upadłby twarzą na zimną posadzkę. Star bawiła się nim przez kilka godzin zanim obowiązki przywódczyni taurenów nie wezwały jej do pracy. Oblizał spierzchnięte usta. Chciało mu się pić i był głodny, zmęczony. Ona żywego go stąd nie wypuści, ale on nie zamierzał umierać. Wiele w życiu przetrwał i z tego też uda mu się wyjść cało. Miał powód, by nie umierać. Justin. To imię wyryło mu się głęboko w sercu i umyśle. Wróci do niego. Znów weźmie go w ramiona i powie, że go kocha. Och, jak bardzo chciał teraz to zrobić. Poczuć jego ciepło, spojrzeć mu głęboko w oczy i wszystko w nich odczytać. Miłość, jaką obdarzał go ukochany partner. Justin był jego, a on do niego należał. Nikt ich nie rozłączy.
– Nawet ta suka – szepnął do siebie. Do tego wierzył w swego partnera. W to, że Justin będzie miał siłę, uwierzy w siebie i zawalczy o to, by nic ich nie rozdzieliło.

***


Justin na chwilę spojrzał w okno, w nieprzeniknioną ciemność, a później przeniósł wzrok na brata i alfy Daria. Mężczyźni przyjechali zaraz po telefonie Jacoba, który w końcu uwierzył w jego słowa. Podenerwowani rozmawiali z Jacobem, a list przechodził z rąk do rąk.
– Jestem złym partnerem – przerwał ich konwersację – zawiodłem go.
– Nie zawiodłeś. Ten list jest tak wiarygodny, że każdy by uwierzył w te słowa – powiedział Daniel.
– List listem, słowa słowami, ale powinienem słuchać swego serca i przeczuć. Nie patrzeć na to, co ktoś napisał. Chociaż zrobił to Dario, to powinienem był wiedzieć, że te słowa nie są jego. Mam to sobie za złe, bo przespałem trzy godziny, podczas, których już bym go szukał. Ale odnajdę go. Jeszcze tej nocy będę z nim.
– Jak? Jak to zrobisz?! – zapytał ostrzej Jacob. Cieszył się, że brat nie jest już opętany strachem, ale bał się, by ten nie zrobił jakiegoś głupstwa. – Jak go odnajdziesz? Ciebie szukaliśmy długo i, mimo że wiedzieliśmy, kto cię porwał nic nie mogliśmy zrobić.
– Mówiłem wam o tym, co usłyszałem z jego rozmowy. Tak mógł nienawidzić tylko jedną kobietę. Tę, która zabiła mu brata. Wątpię by chciał zabić swoją przyjaciółkę Erin.
– Tę wampirzycę? – dopytał Martin.
– Dokładnie ją. Znajdę go i wiem nawet jak – dodał, kiedy w jego pamięci, jak na zawołanie, otworzyło się okienko i ujrzał obraz Daria i to jak zapisuje coś na kartce. Dał sobie mentalnego kopniaka i jak strzała wyleciał z gabinetu pozostawiając zdziwionych towarzyszy.
W mgnieniu oka znalazł się w swoim pokoju i zaczął przetrząsać ubrania szukając spodni, które miał na sobie rano. W nich musiała być karteczka. Wsunął ją do tylnej kieszeni czy, zostawił w Arkadii?
– Spodnie, spodnie, spodnie – powtarzał raz za razem. Przebierał się… – Szlag – przeklnął przypomniawszy sobie dziewczynę z pralni. – Szlag! Wpadł do łazienki i prawie się załamał. Jego kosz na brudy był pusty. W oczach pojawiły mu się łzy. Jak te rzeczy zostały uprane… Nie podda się. Jest jeszcze szansa na to, że jego ubrania czekają w kolejce do prania. Opuścił pokój i pobiegł korytarzem w stronę schodów. Chciał jak najszybciej znaleźć się na parterze.
– Co on tak biega w tę i z powrotem? – zapytał omega swojej siostry, która zamiatała podłogę w holu. Nie dotarły do niego słowa odpowiedzi, gdyż minął zakręt w korytarzu, by zaraz z rozmachem otworzyć drzwi pralni i krzyknąć:
– Stać!
Blond włosa praczka podskoczyła do góry i pisnęła przy okazji upuszczając butelkę płynu do płukania.
– Gammo, mogę coś dla ciebie zrobić? – spytała drżącym głosem kucając i podnosząc butelkę.
– Moje spodnie. Jeansy, wzięłaś je dziś ode mnie z kosza.
– Piorą się właśnie.
– Co? – Podszedł do wielkiej pralki i położył na niej dłoń. Poczuł ogromny ból. Jedyna nadzieja w tym, że nie wziął tej kartki z Arkadii. Inaczej wszystko przepadło.
– A… A czy było w nich coś, czego szukasz? – zapytała wystraszonym głosem. Nie odpowiedział jej pogrążony w myślach. – Czy taka niebieska kartka była dla ciebie ważna? – Cofnęła się, gdy mężczyzna gwałtownie odwrócił się w jej stronę.
– Niebieska, kwadratowa karteczka. Widziałaś ją?
– Tt… Tak. Położyłam ją na półeczce przy lustrze, w łazience. Najpierw chciałam ją wyrzucić, bo była pusta, ale nigdy nic nie wyrzucam… jak znajdę.
Szczęśliwy Justin na te słowa porwał dziewczynę w ramiona i mocno pocałował w oba policzki. Ta zszokowana, zanim wydobyła z siebie głos zorientowała się, że jest sama. Wzruszyła ramionami i powróciła do pracy. Zawsze włączała pranie na noc, by później z samego rana móc je rozwiesić na dworze za domem. Wiatr i słońce najlepiej suszyły ubrania.

Tymczasem Justin ponownie znalazł się w swojej łazience i zabrał karteczkę z półki. Wrócił do swego pokoju i wśród rzeczy, jakie miał odnalazł ołówek. Zamalowywał grafitem kartkę, by móc przeczytać to, co było na niej napisane. Blade ślady pojawiały się za każdym pociągnięciem ołówka, by wkrótce pojawił się na niej adres.
– Mam cię. – Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech.

***


Czuła na sobie nienawistny wzrok Monahana. Wiedziała, że wbiłby jej nóż w plecy lub kłami rozszarpał gardło, gdyby tylko miał taką możliwość. Nie pytałby o nic, nie znałby litości. Tak jak nie zlitował się nad Gabrielem. W sumie mogła schwytać też jego kochanka i dać Dariowi małe przedstawienie. Okaleczyłaby go, a potem zabiła na jego oczach. Odebrałaby mu wszystko. Śmierć ukochanego złamałaby mu serce. Żałowała, że o tym nie pomyślała. W sumie nic nie jest jeszcze stracone.
– Kim jest twój kochanek? – zapytała pokrytego krwią mężczyznę.
– Pierdol się.
– Ładne imię. Kim jest ten „pierdol się”? Na telefonie pisało „Justin”.
– Zabiję. Zabiję cię!
– Jeszcze masz siły mi grozić? Dowiem się, kim jest twój partner. Mam swoje sposoby – powiedziała. Siedziała w fotelu i przyglądała się swemu dziełu. Może połamie mu ręce zanim wydłubie oczy.
– Tak, masz łóżko. Jesteś kurwą!
Kobieta roześmiała się szaleńczo i wstała.
– Co za pieszczotliwa nazwa. U was w sforze tego uczą? Powinnam może brać z nich przykład, kutasie?! – Złapała go za szczękę i prawie ją zgniotła. Jej dotyk nie miał nic z delikatności i kobiecości.
– Zrobisz mu krzywdę, a…
– To, co mi, kurwa, zrobisz?! Co mi możesz zrobić?! – Zrobiła krok w tył i rozłożyła szeroko ręce. – Nie jesteś w stanie palcem ruszyć. Czujesz jeszcze swoje ręce? Straciłeś sporo krwi i jeszcze się rzucasz. Twój dar uzdrawiania się przydaje. Będę mogła cię dłużej męczyć. Odebrałeś mi to, co kochałam i ja ci odbiorę to samo, a potem cię zabiję. – Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia z piwnicy.
– Zostaw go. Zostaw go!
– Kochasz go. To dobrze. Będziesz bardziej cierpiał gdy go stracisz – powiedziała nie odwracając się do niego.
Krzyknął rozdzierająco, gdy ból rozszedł się po całym ciele, kiedy próbował po raz kolejny wyrwać łańcuchy z zawiasów, by za nią pobiec i uniemożliwić jej zabicie Justina. Wierzył w każde jej słowo. Miała swoje sposoby by dowiedzieć się, kim jest jego partner. Ponowny krzyk, tym razem przepełniony psychicznym bólem i strachem o Justina wypełnił jego więzienie.
– Justin!

***


Młody zmienny upadł na fotel trzymając się za pierś. Ten ból był coraz silniejszy. Nie był to atak serca, zmienni nie chorują w ten sposób. To był Dario i jego ból. Teraz rozumiał to, co czuł przez ten cały czas. Nie straci go. Zrobi wszystko, by on do niego wrócił. Odetchnął głęboko.
– Dobrze się czujesz? – zapytał z troską Jacob.
– Nie. Po co pytasz, skoro wiesz, co mi dolega?
– Posłuchaj, co chce ci powiedzieć Daniel.
Justin spojrzał na Daniela. Sam chciał pojechać do tego domu, jaki należał dawniej do taurena, który porwał Christiana, ale został powstrzymany przed tym krokiem. Co mu się bardzo nie spodobało.
– Alfo, mów o ile masz dobry plan – powiedział. – Już bym tam był.
– I co byś zrobił? – spytał Daniel. – Sądzisz, że sam dałbyś radę taurence. Pewnie nie jest sama w tym domu. Mamy związane ręce, ale ktoś może nam pomóc. Dzięki niej dostaniemy się tam gdzie chcemy.
– Kto?
– Erin, jedna z wampirzyc – odpowiedział Martin.
– To ta…
– Ta przyjaciółka Daria i szefowa luksusowego burdelu, ale i bardzo wpływowa kobieta – powiedział Alston. – Jest tylko jeden problem.
– Jaki? I jak może nam pomóc?
– Ona mnie nienawidzi. Dawno temu podkupiłem nieruchomość, na którą miała oko. Wściekła się, to zbyt mało powiedziane. Justin, to ty się z nią spotkasz. Ona już będzie wiedzieć jak uratować Daria. Jej nie obowiązują nasze prawa. Może wejść gdzie chce. Jest królową nocy i jak ją poprosisz to nam pomoże.
– Jak mam się z nią skontaktować? – Zrobi wszystko, nawet spotka się z samym diabłem, aby uratować miłość swojego życia. Kogoś, kto wyrwał go z ciemności i dał szansę patrzenia na przyszłość w jasnych barwach. Kto dał mu miłość.










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum