The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 15 2019 09:26:01   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Pot臋ga mi艂o艣ci 12


Zazwyczaj spacery sprawia艂y Justinowi wiele przyjemno艣ci. Uwielbia艂 chodzi膰 po lesie i 艂膮kach. Zanim pozna艂 Daria to w艂a艣nie spacery i s艂o艅ce, kt贸re pie艣ci艂o mu sk贸r臋 dawa艂o troch臋 wytchnienia od tego, co go m臋czy艂o. Teraz jednak, kiedy szed艂 wzd艂u偶 ogrodzenia, za jakim przebywa艂y konie na pastwisku, czu艂 si臋 jakby by艂 w pu艂apce. Co艣 p臋ta艂o jego cia艂o, ale nie by艂 to strach. Co rusz pociera艂 nadgarstki jakby go bola艂y. Czu艂 ogromny, granicz膮cy z panik膮 niepok贸j. W domu nie potrafi艂 znale藕膰 sobie miejsca, stara艂 si臋 pom贸c bratu lub innym w pracy, lecz nie potrafi艂 si臋 na niczym skupi膰. To, co czu艂, by艂o od niego silniejsze. Do tego chwilami by艂 autentycznie z艂y. Mia艂 ochot臋 na kim艣 si臋 wy偶y膰. Nigdy taki nie by艂. Co si臋 z nim do licha dzia艂o?!
– Dzie艅 dobry, Justin – przywita艂 go Ralf, jeden ze zmiennych pracuj膮cych przy ogrodzeniu.
– Dzie艅 dobry – odpowiedzia艂 i przystan膮艂 przy nich. Cz臋sto rozmawia艂 z Ralfem, nie ba艂 si臋 go, ten zmienny by艂 dla niego jak ojciec. By艂 to m膮dry, stateczny m臋偶czyzna, kt贸rego dzieci ju偶 dawno opu艣ci艂y sfor臋, by rozpocz膮膰 偶ycie ze swymi partnerami.
– Przeka偶 swemu bratu, 偶e tutaj ju偶 sko艅czyli艣my. Zwierz臋ta ju偶 nie uciekn膮. – Ralf od艂o偶y艂 na bok paczk臋 gwo藕dzi i m艂otek. Ogrodzenia zazwyczaj by艂y zrobione z drewna i cz臋sto trzeba by艂o je naprawia膰, rzadko, kiedy stosowali elektrycznego pastucha.
– Dobrze, powiem mu.
– Co艣 ci臋 trapi, gammo? – zapyta艂 starszy zmienny.
– Wszystko w porz膮dku. – U艣miechn膮艂 si臋 blado. – Wybacz, musz臋 i艣膰.
– Wiedz, 偶e bardzo cieszymy si臋, 偶e masz partnera wi臋zi. Wszystkiego dobrego.
– Tak, dzi臋kuj臋 – powiedzia艂 艣ciskaj膮c w jednej d艂oni nadgarstek drugiej. Co si臋 dzia艂o? Zmienne wilki nie mia艂y reumatyzmu, chyba, 偶e sko艅czy艂y czterysta lat. Tak mu przesz艂o przez my艣l czy z Dariem wszystko dobrze. Czy dar empatii, silniejszy ni偶 u ludzi, daj膮cy mo偶liwo艣膰 odczuwania fizycznego i psychicznego stanu partnera m贸g艂 mie膰 co艣 wsp贸lnego z jego obecnym samopoczuciem? Do艂膮czaj膮c do tego niepok贸j i to, 偶e Dario od czasu ich ostatniej rozmowy nie zadzwoni艂, a robi艂 to cz臋sto, by艂o do艣膰… dziwne. Nie chcia艂 mu si臋 narzuca膰 i przeszkadza膰 w 偶aden spos贸b, ale musia艂 si臋 z nim skontaktowa膰. Jako jego partner mia艂 do tego pe艂ne prawo, by mie膰 z nim kontakt. Do tego to, co us艂ysza艂: „S艂uchaj suko”, „Zabij臋 ci臋” zmusza艂o go do zadzwonienia do niego. Niestety m臋偶czyzna nie odbiera艂. Zanim przekroczy艂 pr贸g domu pr贸bowa艂 jeszcze dzwoni膰 dwa razy. Nic. Za ka偶dym razem odzywa艂a si臋 poczta g艂osowa. W ko艅cu nagra艂 si臋:
– Dario, prosz臋 odezwij si臋 do mnie. Martwi臋 si臋. Tw贸j Justin.
Odpowiedzia艂 na pozdrowienia kilku os贸b, kt贸rzy z szacunkiem traktowali brata swego alfy i wszed艂 do domu. Chcia艂 i艣膰 do swego pokoju, by si臋 po艂o偶y膰, ale z gabinetu wyszed艂 Jacob i go zawo艂a艂.
– Justin… – Jacob wyra藕nie zawaha艂 si臋. – Pozw贸l na chwil臋.
– Co si臋 sta艂o? – zapyta艂, poniewa偶 mina brata wygl膮da艂a tak jakby mia艂 i艣膰 na pogrzeb.
– Nie wiem jak ci to powiedzie膰 – zacz膮艂 Jacob siadaj膮c na brzegu biurka. W gabinecie by艂a te偶 obecna Sheoni, kt贸ra teraz stan臋艂a przy m臋偶u.
Po plecach Justina przebieg艂 zimny dreszcz. Tylko jedno przychodzi艂o mu na my艣l: Dario co艣 si臋 sta艂o. Dlatego nie odbiera telefon贸w.
– Co z Dariem? O niego chodzi tak? No m贸wicie! Co艣 mu si臋 sta艂o?! Ale 偶yje prawda?! 呕yje, na pewno 偶yje, bo bym czu艂 gdybym go straci艂. – Wczepi艂 d艂onie we w艂osy i poci膮gn膮艂 za nie. Po chwili zn贸w spojrza艂 na brata. – Powiedz do cholery!
– Poka偶 mu. – Sheoni pog艂aska艂a przedrami臋 m臋偶a. – Justin, ja nie wierz臋 w te s艂owa, ale…
– W co? Jakie s艂owa? – dopytywa艂. – Jacob, co masz mi pokaza膰?!
– Nie krzycz, bo zwo艂asz tu ciekawskich. Jak poszed艂e艣 na spacer, dostarczono do nas list. Jest adresowany do ciebie i do mnie. Przywi贸z艂 go pos艂aniec – wyja艣ni艂 Jacob i si臋gn膮艂 za siebie po le偶膮cy na blacie biurka list. Poda艂 go bratu.
Justin prze艂kn膮艂 艣lin臋 i dr偶膮c膮 r臋k膮 odebra艂 wiadomo艣膰.
– Nie m贸w, 偶e to co艣 z przesz艂o艣ci.
– Tamto dawno za nami. To od Daria.
– Hm? – Spojrza艂 w d贸艂 na wiadomo艣膰. To by艂o pismo Daria. Po co mia艂by do nich wysy艂a膰 list?

Drodzy Justinie i Jacobie.

Nie potrafi臋 powiedzie膰 wam, szczeg贸lnie tobie Justin, tego w oczy. Nie dam rady 偶y膰 w zwi膮zku z jednym m臋偶czyzn膮, cho膰by by艂 moim partnerem wi臋zi. Wybacz Justin, ale to koniec. Niech tw贸j brat mi wybaczy, 偶e ci臋 krzywdz臋. Znajd藕 sobie kogo艣 innego. Lepszego. Odchodz臋 i przepraszam.

Dario.


Nogi si臋 pod nim ugi臋艂y. Patrzy艂 na ten list i nie wierzy艂 w te s艂owa. Nie to niemo偶liwe, 偶eby Dario go zostawi艂. Jego partner mia艂by go opu艣ci膰? To by艂o niczym 艣mier膰, bo bez Daria dla niego nie ma 偶ycia. Mia艂by 偶y膰 bez swej mi艂o艣ci? Zacz膮艂 szybciej oddycha膰 i cofn膮艂 si臋 o kilka krok贸w.
– Justin…
– Nic nie m贸w, Jacob! – krzykn膮艂 do brata i wybieg艂 z gabinetu. Potrzebowa艂 by膰 teraz sam, nawet jak wiedzia艂, 偶e ma bliskich, kt贸rzy go kochaj膮 i mog膮 mu pom贸c. Przeskakiwa艂 po dwa stopnie, by jak najszybciej znale藕膰 si臋 w swoim pokoju. Czu艂 jak do jego serca dociera sedno wiadomo艣ci i zaczyna si臋 ono 艂ama膰. Mia艂 ochot臋 p艂aka膰, ale nie chcia艂 tego robi膰. Nie to, 偶e p艂acz odebra艂by mu m臋sko艣ci, bo tak nie by艂o, ka偶dy mo偶e p艂aka膰, ale to z艂ama艂oby go do ko艅ca. To pozwoli艂oby mu uwierzy膰, 偶e ten list to prawda. Dario nie m贸g艂 go zostawi膰. To niemo偶liwe!
Trzasn膮艂 drzwiami swego pokoju i rzuci艂 si臋 na 艂贸偶ko, na plecy. Zn贸w by艂 sam i czu艂 si臋 bardziej samotny ni偶 wcze艣niej. Dario pozwoli艂 mu posmakowa膰 uczucia, tego jak cudownie jest przytuli膰 si臋 do drugiej osoby, a teraz wszystko mu zabra艂. Jak m贸g艂 mu to zrobi膰?! Z oczu pop艂yn臋艂y mu 艂zy. Mimo to stara艂 si臋 st艂umi膰 szloch. Niestety ponowne spojrzenie na list, s艂owa zamieszczone w nim, sprawi艂o, 偶e wstrzymanie si臋 od p艂aczu by艂o niemo偶liwe. Wypu艣ci艂 list z d艂oni, kt贸ry sfrun膮艂 na pod艂og臋, a sam zwin膮艂 si臋 w k艂臋bek i rozp艂aka艂 jak dziecko.

***


Jacob nie potrafi艂 si臋 uspokoi膰. Dario oszuka艂 jego brata! Gdyby go dosta艂 w swoje r臋ce…
– Nie wierz臋 w te s艂owa. – Sheoni pr贸bowa艂a uspokoi膰 partnera. Podlewa艂a kwiaty na oknie.
– Jak to nie wierzysz? Widzia艂a艣 to, co by艂o napisane.
– Wierzysz we wszystko, co jest napisane? – zapyta艂a urywaj膮c wyschni臋ty li艣膰 od fio艂ka alpejskiego. Nie da艂a mu jednak doj艣膰 do g艂osu. – Przez chwil臋 my艣la艂am tak jak ty, ale jak zastanawiam si臋 nad tym g艂臋biej to nie wierz臋, by Dario, kt贸ry bardzo stara艂 si臋 o Justina m贸g艂 mu to zrobi膰.
– Wszystko si臋 kurde wali. Nie mamy kupc贸w na konie, nie mamy bety…
– Mamy – przerwa艂a mu.
– Nasz odchodzi.
– Mamy Daria. – Podesz艂a do m臋偶a i z艂apa艂a jego obie d艂onie. – Uwierz, 偶e tw贸j brat nie pokocha艂by kogo艣, kto nie jest tego wart. Kogo艣, kto go zostawi.
– A tamten…
– Za艣lepienie. Nie wierzysz w partnerstwo dusz? To w takim razie, co my razem robimy?
Jacob popatrzy艂 na Sheoni. W jej oczach ujrza艂 mi艂o艣膰 i szczere oddanie, po czym przytuli艂 j膮, ale nadal nie by艂 spokojny o brata, o sfor臋 i przysz艂o艣膰.

***


Szarpn膮艂 艂a艅cuchami staraj膮c si臋 poci膮gn膮膰 je w d贸艂. Stalowe obr臋cze trzyma艂y w uwi臋zi jego nadgarstki kalecz膮c je, kiedy m臋偶czyzna pr贸bowa艂 je wydosta膰. R臋ce uniesione do g贸ry cierp艂y, a ca艂a sylwetka napina艂a si臋 przy ka偶dym ruchu. Sta艂 p贸艂 nagi w rozkroku, poniewa偶 jego nogi tak偶e zosta艂y skute. Nie m贸g艂 si臋 przemieni膰, gdy偶 uniemo偶liwia艂y mu to specjalne kajdany dla zmiennych. Nawet jego si艂a nie by艂a wystarczaj膮ca, by wyrwa膰 te 艂a艅cuchy z zawias贸w. Jego telefon trzymany w d艂oni Star zacz膮艂 dzwoni膰.
– To chyba tw贸j kocha艣 do ciebie dzwoni. – Kobieta spojrza艂a na ekran telefonu. – Justin. Lubi tortury?
– Zostaw go ty suko! Niech mu tylko w艂os z g艂owy spadnie…
– To, co mi zrobisz?! – Rzuci艂a telefonem o pod艂og臋. – Ups. Upu艣ci艂am go. Drogi by艂?
Dario zawarcza艂 zwierz臋co i chcia艂 si臋 na ni膮 rzuci膰, co tylko bardziej j膮 rozbawi艂o.
– Nie szlej tak, bo to nie ma sensu. Nie uwolnisz si臋. – Popatrzy艂a z dum膮 na swoje dzie艂o.
– Pierdol si臋 ty wied藕mo! Jak tylko si臋 uwolni臋 zabij臋 ci臋 i obiecuj臋, 偶e 艣mier膰 nie b臋dzie szybka!
– Obiecanki cacanki. Co z ciebie za m臋偶czyzna, 偶e nie potrafisz przyj膮膰 swej sytuacji na spokojnie? Krew ci po r臋kach p艂ynie, bo kajdany zdzieraj膮 twoj膮 sk贸r臋. Wiesz, 偶e one zapobiegaj膮 przemianie? Przekona艂e艣 si臋 o tym jak s膮dz臋. Mam wobec ciebie wielkie plany, m贸j mi艂y. – Chodzi艂a wok贸艂 niego ogl膮daj膮c go jak eksponat w muzeum.
– Jeste艣 tch贸rzem! Boisz si臋 ze mn膮 walczy膰?
– Biedny, ma艂y wilczek – powiedzia艂a to takim tonem jakby s艂owa kierowa艂a do dziecka. Stan臋艂a przed nim i przejecha艂a czubkiem szponiastego pazura od jego szyi wzd艂u偶 klatki piersiowej zostawiaj膮c za sob膮 krwaw膮 艣cie偶k臋 i zatrzymuj膮c si臋 tu偶 nad lini膮 spodni.
Dario nie pokaza艂 po sobie, 偶e go boli, a pazur taurena w kontakcie z krwi膮 potrafi艂 pali膰 jak kwas. Znosi艂 wi臋ksze b贸le. Nie tylko te fizyczne. Patrzy艂 na ni膮 z nienawi艣ci膮. Z wielk膮 rozkosz膮 z艂apa艂by t臋, taurenk臋 i wgryz艂 si臋 w jej gard艂o, a potem je rozerwa艂 i patrzy艂 jak si臋 wykrwawia. Och, Erin ch臋tnie by jej posmakowa艂a. Wyssa艂aby j膮 do cna. Gdyby by艂 wampirem w my艣lach odnalaz艂by Erin i telepatycznie przekaza艂, co si臋 dzieje. Niestety takich mo偶liwo艣ci nie mia艂, dlatego liczy艂, 偶e Justin domy艣li si臋 prawdy, wierzy w niego i nie pomy艣li, 偶e naprawd臋 go zostawi艂. Chocia偶 rozumia艂, 偶e jego partner wpierw mo偶e si臋 za艂ama膰, ale Justin by艂 m膮dry i wszystko zrozumie. Nie m贸g艂 nic od siebie doda膰 w tym li艣cie, dlatego zrobi艂 ma艂膮 sztuczk臋 ze swym pismem. O ile Justin pami臋ta, o czym rozmawiali dojdzie do prawdy. A on postara si臋 wytrwa膰 dla niego.
– O czym ta twoja szanowna g艂贸wka my艣li? – zapyta艂a Star.
– O tym jak kruch膮 masz szyj臋.
– A co? Chcia艂by艣 j膮 wyca艂owa膰?
– Pr臋dzej bym poca艂owa艂 tarantul臋.
– Mi艂y paj膮czek. Nie jeste艣 w moim typie – kontynuowa艂a poprzedni膮 my艣l. – Jedynie podobaj膮 mi si臋 twoje oczy. Chyba wy艂upi臋 je sobie i zostawi臋 na pami膮tk臋. Tylko zastanowi臋 si臋 czy zrobi臋 to po twojej 艣mierci, czy jak jeszcze b臋dziesz oddycha艂.
– Zabij臋 ci臋! – krzykn膮艂.
– Pr臋dzej ja ciebie! – Unios艂a r臋k臋 i uderzy艂a w niego z ca艂膮 sw膮 moc膮, wbijaj膮c mu pazury w pier艣.
Nie krzykn膮艂, nie j臋kn膮艂. Zacisn膮艂 tylko z臋by nie pokazuj膮c jej jak to bardzo boli. Nie da tej suce satysfakcji! Do tego kr膮偶膮ca w 偶y艂ach adrenalina poniek膮d znieczula艂a go, a my艣l o Justinie dodawa艂a si艂. Tylko on si臋 dla niego liczy艂. Wr贸ci do swego partnera. Musia艂 wr贸ci膰. Nie zostawi go.

***


Obudzi艂 si臋 zlany potem. Ze strachu usiad艂 na 艂贸偶ku i rozejrza艂 si臋 wok贸艂. By艂 w swoim pokoju, to, dlaczego w g艂owie nadal s艂ysza艂 brzd臋k 艂a艅cuch贸w? I dlaczego 艣ni艂 mu si臋 koszmar inny od poprzednich? Mo偶e to wp艂yw tego, co zrobi艂 mu Dario. Zostawi艂 go jak kogo艣 niepotrzebnego, niechcianego. Potrzebowa艂 z kim艣 o tym porozmawia膰. Nie chcia艂 z bratem i jego partnerk膮, a sam sobie nie poradzi. Jedynie z Christianem m贸g艂 szczerze porozmawia膰. Zadzwoni艂 do niego i ch艂opak odebra艂 po kilku sygna艂ach.
– Hej. Gdzie wy jeste艣cie? Dzwonili ze Starszyzny – oznajmi艂 Christian. – Macie jutro, w po艂udnie ceremoni臋 po艂膮czenia.
– Chris…
– Ej, co si臋 dzieje? – zapyta艂 przyjaciel, a jego weso艂y ton g艂osu natychmiast zmieni艂 si臋 w powa偶ny i zatroskany.
– Dario mnie zostawi艂. – W telefonie zapanowa艂a cisza. – Jeste艣 tam?
– Popierdzieli艂o ci臋?
– Nie. Zostawi艂 list. Czekaj przeczytam ci go. – Zacz膮艂 rozgl膮da膰 si臋 wok贸艂 siebie, ale listu nie by艂o na 艂贸偶ku, wi臋c pochyli艂 si臋, by spojrze膰 na pod艂og臋. Kartka, kt贸ra przynios艂a mu smutek, le偶a艂a swobodnie na dywanie. Chwil臋 p贸藕niej przeczyta艂 wiadomo艣膰 przyjacielowi.
– Zachowujesz si臋 jak smarkacz! Kim on jest?
– Hm?
– Kim jest dla ciebie Dario? Oznaczy艂 ci臋? Ty jego?
– Noo, tak. Nie wiesz?
– Wiem. Czu艂em od ciebie jego zapach na kilometr. Tak偶e jak m贸g艂 ci臋 zostawi膰? Ju偶 jeste艣cie ze sob膮 zwi膮zani. M贸g艂 odej艣膰 zanim sparowali艣cie si臋 ze sob膮. Teraz nie ma odwrotu. Nawet nie chcia艂 tego robi膰. Walczy艂 o ciebie, chcia艂 z tob膮 by膰, a ty teraz w膮tpisz w niego?
Justin s艂ucha艂 s艂贸w Christiana i powoli dociera艂o do niego to jak post膮pi艂. Tak, zw膮tpi艂 w swego partnera, w jego szczer膮 mi艂o艣膰. Spojrza艂 jeszcze raz na list i przeczyta艂 go kilka razy. I za ka偶dym tym razem by艂 coraz bardziej roztrz臋siony. Nie, dlatego, 偶e Dario go porzuci艂. Roz艂膮czy艂 rozmow臋 z przyjacielem i zagryz艂 warg臋. Powr贸ci艂 niepok贸j i w tym li艣cie widzia艂 ju偶 wyra藕nie wszystko to, co wskazywa艂o na to, 偶e Dario by艂 w niebezpiecze艅stwie. Po pierwsze Dario nigdy nie zwr贸ci艂by si臋 do Jacoba po imieniu, pisz膮c do niego „drogi”, bez wyra藕nego szacunku. Po drugie, chocia偶 to by艂o pismo jego partnera to nie by艂o takie samo jak zwykle. Cho膰by litera, „J” napisana by艂a normalnie, bez ozdobnych zawijas贸w, jakimi zwyk艂 pisa膰 Dario. Czy cho膰by: „ Nie dam rady 偶y膰 w zwi膮zku z jednym m臋偶czyzn膮, cho膰by by艂 moim partnerem wi臋zi”.<[i> Przecie偶 Dario mu powtarza艂, 偶e szuka艂 takiego partnera. Partnera na dobre i na z艂e, kogo艣 na ca艂e 偶ycie. Nie by艂o mo偶liwo艣ci, by zrezygnowa艂 z tego, czego chcia艂, tylko po to by m贸g艂 pieprzy膰 wielu facet贸w. Te s艂owa z listu kto艣 mu kaza艂 napisa膰.
– Jaki偶 by艂em g艂upi! – Zacisn膮艂 pi臋艣膰, ale zaraz j膮 rozlu藕ni艂 nie chc膮c zniszczy膰 kartki. Wsta艂 z 艂贸偶ka i wybieg艂 z pokoju w ostatniej chwili omijaj膮c dziewczyn臋 nios膮c膮 pranie. Przeskakiwa艂 po dwa stopnie zwracaj膮c na siebie uwag臋 obecnych w domu zmiennych. Wpad艂 do gabinetu brata, prawie 艣lizgaj膮c si臋 na wypastowanej pod艂odze. – Dario ma k艂opoty! – wykrzykn膮艂. – I to jest na to dow贸d.

***



Krwawi艂. Ca艂e cia艂o oblepione czerwon膮 posok膮 cierp艂o i bola艂o. Gdyby nie kajdany, kt贸re go podwiesza艂y do g贸ry ju偶 dawno upad艂by twarz膮 na zimn膮 posadzk臋. Star bawi艂a si臋 nim przez kilka godzin zanim obowi膮zki przyw贸dczyni tauren贸w nie wezwa艂y jej do pracy. Obliza艂 spierzchni臋te usta. Chcia艂o mu si臋 pi膰 i by艂 g艂odny, zm臋czony. Ona 偶ywego go st膮d nie wypu艣ci, ale on nie zamierza艂 umiera膰. Wiele w 偶yciu przetrwa艂 i z tego te偶 uda mu si臋 wyj艣膰 ca艂o. Mia艂 pow贸d, by nie umiera膰. Justin. To imi臋 wyry艂o mu si臋 g艂臋boko w sercu i umy艣le. Wr贸ci do niego. Zn贸w we藕mie go w ramiona i powie, 偶e go kocha. Och, jak bardzo chcia艂 teraz to zrobi膰. Poczu膰 jego ciep艂o, spojrze膰 mu g艂臋boko w oczy i wszystko w nich odczyta膰. Mi艂o艣膰, jak膮 obdarza艂 go ukochany partner. Justin by艂 jego, a on do niego nale偶a艂. Nikt ich nie roz艂膮czy.
– Nawet ta suka – szepn膮艂 do siebie. Do tego wierzy艂 w swego partnera. W to, 偶e Justin b臋dzie mia艂 si艂臋, uwierzy w siebie i zawalczy o to, by nic ich nie rozdzieli艂o.

***


Justin na chwil臋 spojrza艂 w okno, w nieprzeniknion膮 ciemno艣膰, a p贸藕niej przeni贸s艂 wzrok na brata i alfy Daria. M臋偶czy藕ni przyjechali zaraz po telefonie Jacoba, kt贸ry w ko艅cu uwierzy艂 w jego s艂owa. Podenerwowani rozmawiali z Jacobem, a list przechodzi艂 z r膮k do r膮k.
– Jestem z艂ym partnerem – przerwa艂 ich konwersacj臋 – zawiod艂em go.
– Nie zawiod艂e艣. Ten list jest tak wiarygodny, 偶e ka偶dy by uwierzy艂 w te s艂owa – powiedzia艂 Daniel.
– List listem, s艂owa s艂owami, ale powinienem s艂ucha膰 swego serca i przeczu膰. Nie patrze膰 na to, co kto艣 napisa艂. Chocia偶 zrobi艂 to Dario, to powinienem by艂 wiedzie膰, 偶e te s艂owa nie s膮 jego. Mam to sobie za z艂e, bo przespa艂em trzy godziny, podczas, kt贸rych ju偶 bym go szuka艂. Ale odnajd臋 go. Jeszcze tej nocy b臋d臋 z nim.
– Jak? Jak to zrobisz?! – zapyta艂 ostrzej Jacob. Cieszy艂 si臋, 偶e brat nie jest ju偶 op臋tany strachem, ale ba艂 si臋, by ten nie zrobi艂 jakiego艣 g艂upstwa. – Jak go odnajdziesz? Ciebie szukali艣my d艂ugo i, mimo 偶e wiedzieli艣my, kto ci臋 porwa艂 nic nie mogli艣my zrobi膰.
– M贸wi艂em wam o tym, co us艂ysza艂em z jego rozmowy. Tak m贸g艂 nienawidzi膰 tylko jedn膮 kobiet臋. T臋, kt贸ra zabi艂a mu brata. W膮tpi臋 by chcia艂 zabi膰 swoj膮 przyjaci贸艂k臋 Erin.
– T臋 wampirzyc臋? – dopyta艂 Martin.
– Dok艂adnie j膮. Znajd臋 go i wiem nawet jak – doda艂, kiedy w jego pami臋ci, jak na zawo艂anie, otworzy艂o si臋 okienko i ujrza艂 obraz Daria i to jak zapisuje co艣 na kartce. Da艂 sobie mentalnego kopniaka i jak strza艂a wylecia艂 z gabinetu pozostawiaj膮c zdziwionych towarzyszy.
W mgnieniu oka znalaz艂 si臋 w swoim pokoju i zacz膮艂 przetrz膮sa膰 ubrania szukaj膮c spodni, kt贸re mia艂 na sobie rano. W nich musia艂a by膰 karteczka. Wsun膮艂 j膮 do tylnej kieszeni czy, zostawi艂 w Arkadii?
– Spodnie, spodnie, spodnie – powtarza艂 raz za razem. Przebiera艂 si臋… – Szlag – przekln膮艂 przypomniawszy sobie dziewczyn臋 z pralni. – Szlag! Wpad艂 do 艂azienki i prawie si臋 za艂ama艂. Jego kosz na brudy by艂 pusty. W oczach pojawi艂y mu si臋 艂zy. Jak te rzeczy zosta艂y uprane… Nie podda si臋. Jest jeszcze szansa na to, 偶e jego ubrania czekaj膮 w kolejce do prania. Opu艣ci艂 pok贸j i pobieg艂 korytarzem w stron臋 schod贸w. Chcia艂 jak najszybciej znale藕膰 si臋 na parterze.
– Co on tak biega w t臋 i z powrotem? – zapyta艂 omega swojej siostry, kt贸ra zamiata艂a pod艂og臋 w holu. Nie dotar艂y do niego s艂owa odpowiedzi, gdy偶 min膮艂 zakr臋t w korytarzu, by zaraz z rozmachem otworzy膰 drzwi pralni i krzykn膮膰:
– Sta膰!
Blond w艂osa praczka podskoczy艂a do g贸ry i pisn臋艂a przy okazji upuszczaj膮c butelk臋 p艂ynu do p艂ukania.
– Gammo, mog臋 co艣 dla ciebie zrobi膰? – spyta艂a dr偶膮cym g艂osem kucaj膮c i podnosz膮c butelk臋.
– Moje spodnie. Jeansy, wzi臋艂a艣 je dzi艣 ode mnie z kosza.
– Pior膮 si臋 w艂a艣nie.
– Co? – Podszed艂 do wielkiej pralki i po艂o偶y艂 na niej d艂o艅. Poczu艂 ogromny b贸l. Jedyna nadzieja w tym, 偶e nie wzi膮艂 tej kartki z Arkadii. Inaczej wszystko przepad艂o.
– A… A czy by艂o w nich co艣, czego szukasz? – zapyta艂a wystraszonym g艂osem. Nie odpowiedzia艂 jej pogr膮偶ony w my艣lach. – Czy taka niebieska kartka by艂a dla ciebie wa偶na? – Cofn臋艂a si臋, gdy m臋偶czyzna gwa艂townie odwr贸ci艂 si臋 w jej stron臋.
– Niebieska, kwadratowa karteczka. Widzia艂a艣 j膮?
– Tt… Tak. Po艂o偶y艂am j膮 na p贸艂eczce przy lustrze, w 艂azience. Najpierw chcia艂am j膮 wyrzuci膰, bo by艂a pusta, ale nigdy nic nie wyrzucam… jak znajd臋.
Szcz臋艣liwy Justin na te s艂owa porwa艂 dziewczyn臋 w ramiona i mocno poca艂owa艂 w oba policzki. Ta zszokowana, zanim wydoby艂a z siebie g艂os zorientowa艂a si臋, 偶e jest sama. Wzruszy艂a ramionami i powr贸ci艂a do pracy. Zawsze w艂膮cza艂a pranie na noc, by p贸藕niej z samego rana m贸c je rozwiesi膰 na dworze za domem. Wiatr i s艂o艅ce najlepiej suszy艂y ubrania.

Tymczasem Justin ponownie znalaz艂 si臋 w swojej 艂azience i zabra艂 karteczk臋 z p贸艂ki. Wr贸ci艂 do swego pokoju i w艣r贸d rzeczy, jakie mia艂 odnalaz艂 o艂贸wek. Zamalowywa艂 grafitem kartk臋, by m贸c przeczyta膰 to, co by艂o na niej napisane. Blade 艣lady pojawia艂y si臋 za ka偶dym poci膮gni臋ciem o艂贸wka, by wkr贸tce pojawi艂 si臋 na niej adres.
– Mam ci臋. – Na jego ustach pojawi艂 si臋 szeroki u艣miech.

***


Czu艂a na sobie nienawistny wzrok Monahana. Wiedzia艂a, 偶e wbi艂by jej n贸偶 w plecy lub k艂ami rozszarpa艂 gard艂o, gdyby tylko mia艂 tak膮 mo偶liwo艣膰. Nie pyta艂by o nic, nie zna艂by lito艣ci. Tak jak nie zlitowa艂 si臋 nad Gabrielem. W sumie mog艂a schwyta膰 te偶 jego kochanka i da膰 Dariowi ma艂e przedstawienie. Okaleczy艂aby go, a potem zabi艂a na jego oczach. Odebra艂aby mu wszystko. 艢mier膰 ukochanego z艂ama艂aby mu serce. 呕a艂owa艂a, 偶e o tym nie pomy艣la艂a. W sumie nic nie jest jeszcze stracone.
– Kim jest tw贸j kochanek? – zapyta艂a pokrytego krwi膮 m臋偶czyzn臋.
– Pierdol si臋.
– 艁adne imi臋. Kim jest ten „pierdol si臋”? Na telefonie pisa艂o „Justin”.
– Zabij臋. Zabij臋 ci臋!
– Jeszcze masz si艂y mi grozi膰? Dowiem si臋, kim jest tw贸j partner. Mam swoje sposoby – powiedzia艂a. Siedzia艂a w fotelu i przygl膮da艂a si臋 swemu dzie艂u. Mo偶e po艂amie mu r臋ce zanim wyd艂ubie oczy.
– Tak, masz 艂贸偶ko. Jeste艣 kurw膮!
Kobieta roze艣mia艂a si臋 szale艅czo i wsta艂a.
– Co za pieszczotliwa nazwa. U was w sforze tego ucz膮? Powinnam mo偶e bra膰 z nich przyk艂ad, kutasie?! – Z艂apa艂a go za szcz臋k臋 i prawie j膮 zgniot艂a. Jej dotyk nie mia艂 nic z delikatno艣ci i kobieco艣ci.
– Zrobisz mu krzywd臋, a…
– To, co mi, kurwa, zrobisz?! Co mi mo偶esz zrobi膰?! – Zrobi艂a krok w ty艂 i roz艂o偶y艂a szeroko r臋ce. – Nie jeste艣 w stanie palcem ruszy膰. Czujesz jeszcze swoje r臋ce? Straci艂e艣 sporo krwi i jeszcze si臋 rzucasz. Tw贸j dar uzdrawiania si臋 przydaje. B臋d臋 mog艂a ci臋 d艂u偶ej m臋czy膰. Odebra艂e艣 mi to, co kocha艂am i ja ci odbior臋 to samo, a potem ci臋 zabij臋. – Odwr贸ci艂a si臋 na pi臋cie i ruszy艂a w stron臋 wyj艣cia z piwnicy.
– Zostaw go. Zostaw go!
– Kochasz go. To dobrze. B臋dziesz bardziej cierpia艂 gdy go stracisz – powiedzia艂a nie odwracaj膮c si臋 do niego.
Krzykn膮艂 rozdzieraj膮co, gdy b贸l rozszed艂 si臋 po ca艂ym ciele, kiedy pr贸bowa艂 po raz kolejny wyrwa膰 艂a艅cuchy z zawias贸w, by za ni膮 pobiec i uniemo偶liwi膰 jej zabicie Justina. Wierzy艂 w ka偶de jej s艂owo. Mia艂a swoje sposoby by dowiedzie膰 si臋, kim jest jego partner. Ponowny krzyk, tym razem przepe艂niony psychicznym b贸lem i strachem o Justina wype艂ni艂 jego wi臋zienie.
– Justin!

***


M艂ody zmienny upad艂 na fotel trzymaj膮c si臋 za pier艣. Ten b贸l by艂 coraz silniejszy. Nie by艂 to atak serca, zmienni nie choruj膮 w ten spos贸b. To by艂 Dario i jego b贸l. Teraz rozumia艂 to, co czu艂 przez ten ca艂y czas. Nie straci go. Zrobi wszystko, by on do niego wr贸ci艂. Odetchn膮艂 g艂臋boko.
– Dobrze si臋 czujesz? – zapyta艂 z trosk膮 Jacob.
– Nie. Po co pytasz, skoro wiesz, co mi dolega?
– Pos艂uchaj, co chce ci powiedzie膰 Daniel.
Justin spojrza艂 na Daniela. Sam chcia艂 pojecha膰 do tego domu, jaki nale偶a艂 dawniej do taurena, kt贸ry porwa艂 Christiana, ale zosta艂 powstrzymany przed tym krokiem. Co mu si臋 bardzo nie spodoba艂o.
– Alfo, m贸w o ile masz dobry plan – powiedzia艂. – Ju偶 bym tam by艂.
– I co by艣 zrobi艂? – spyta艂 Daniel. – S膮dzisz, 偶e sam da艂by艣 rad臋 taurence. Pewnie nie jest sama w tym domu. Mamy zwi膮zane r臋ce, ale kto艣 mo偶e nam pom贸c. Dzi臋ki niej dostaniemy si臋 tam gdzie chcemy.
– Kto?
– Erin, jedna z wampirzyc – odpowiedzia艂 Martin.
– To ta…
– Ta przyjaci贸艂ka Daria i szefowa luksusowego burdelu, ale i bardzo wp艂ywowa kobieta – powiedzia艂 Alston. – Jest tylko jeden problem.
– Jaki? I jak mo偶e nam pom贸c?
– Ona mnie nienawidzi. Dawno temu podkupi艂em nieruchomo艣膰, na kt贸r膮 mia艂a oko. W艣ciek艂a si臋, to zbyt ma艂o powiedziane. Justin, to ty si臋 z ni膮 spotkasz. Ona ju偶 b臋dzie wiedzie膰 jak uratowa膰 Daria. Jej nie obowi膮zuj膮 nasze prawa. Mo偶e wej艣膰 gdzie chce. Jest kr贸low膮 nocy i jak j膮 poprosisz to nam pomo偶e.
– Jak mam si臋 z ni膮 skontaktowa膰? – Zrobi wszystko, nawet spotka si臋 z samym diab艂em, aby uratowa膰 mi艂o艣膰 swojego 偶ycia. Kogo艣, kto wyrwa艂 go z ciemno艣ci i da艂 szans臋 patrzenia na przysz艂o艣膰 w jasnych barwach. Kto da艂 mu mi艂o艣膰.










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum