The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Czerwiec 20 2019 10:55:00   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Jedwabny szal epilog


Ucałował malutką twarzyczkę swej córki. Steffi spała spokojnie. Przesypiała każdą noc w prze­ciwieństwie do Adama i Felicji. Ci to dopiero przez ostatnie dwa tygodnie dawali popalić. Ale tej nocy zasnęli jak małe aniołki. Jakby wiedziały, że tatusiowi nie wolno dziś przeszkadzać. W razie, czego miała się nimi zająć jedna z samic. On tę noc miał dla siebie oraz Daniela i Martina. Czekał na nią od wielu dni. Zaplanował tak wiele, nie wiedział czy jego partnerzy zgodzą się na pewien, po­mysł, lecz raczej go nie wyśmieją. Wkrótce wykąpał się, myjąc dokładnie każdy skrawek swego ciała, wypachnił i założył na siebie tylko jedną, jedyną rzecz. Gdy wszedł do sypialni, zastając swych partnerów obdarzających się czułościami przekręcił kluczyk w drzwiach. Nic i nikt nie może im przeszkodzić. Ten czas był tylko ich. Tak jak on dla nich. Od pojawienia się młodych mieli dla siebie zaledwie cząstkę wolnych chwil. Dziś to się zmieni. Zadowolony widział wzrok parterów, którzy z aprobatą przyjęli jego obecność i wygląd. Jego penis drgnął na ten pożerający go wzrok. Och tak. Tego chciał. Chciał czuć się piękny i pożądany.
Daniel powstrzymał się przed wstaniem i pobiegnięciem do Christiana. Widok roznegliżowane­go partnera, którego cudne ciało jest przysłonięte tylko przez jedwabny szal, materiał, jaki go do niego sprowadził, był fascynujący, oszałamiający, wprost orgazmiczny. Z zazdrością patrzył jak każdy skrawek materiału pieści wszelki cal tego kochanego ciała. Wyobraził sobie, że to jego ręce suną po każdym zagłębieniu od ud, przez biodra, talię ku górze, by dotrzeć do różowych sutków, z których jeden był odsłonięty, żeby pobawić się nimi. Trącać je palcami, dotykać, a po nich jego mo­kry język zacząłby wędrówkę wzdłuż wyznaczonej ścieżki, ku barkom, zgięciu szyi, zatopiłby się w ustach smakując je, aby powrócić na dół. Do krzywizn bioder, brzucha i niżej ku penisowi i jądrom. Chciał smakować tego młodego mężczyznę i niech piorun strzeli każdego, kto mu w tym przeszko­dzi.
Martin miał podobne myśli i zdanie do tego, co widział i pierwszy wstał z łóżka, od razu pozby­wając się swojej koszuli. Wszak ubranie będzie zbędne w tym, co miał zamiar robić przez całą noc ze swymi ukochanymi mężczyznami. Wygłodniałym wzrokiem zdejmował szal owinięty ciasno, jakby był drugą skórą Chrisa. Oblizał nagle spierzchnięte usta. Zaczynała trawić go gorączka, ale ta miała głównie na celu pożądanie, nie chorobę.
Czuł się piękny, godny i pożądany. Serce mu biło szybko z podekscytowania, a ciało zaczynało płonąć z chęci poczucia dotyku na sobie rąk swych kochanków. Nie robił nic, stał pośrodku sypialni i czekał na ich ruch. Ruch, który otrzymał i powitał go z mruczeniem.
– Ubrany i nagi jednocześnie. Tylko ty potrafisz tego dokonać – szepnął Martin kładąc mu rękę na biodrze i wypalając dotykiem ślad pożądania.
– Podoba się to, co widzicie – stwierdził, pytanie nie było potrzebne. Doskonale widział i czuł ich reakcje. – Mmmmnnn – jęknął, kiedy ręka Martina przesunęła się w dół na jego nagie udo. Tak zaplótł na swym ciele ten długi szal, że jedno udo, podobnie jak ramię i sutek było odkryte, ale reszta dokładnie schowana przed nimi. Chociaż wiedział, że za chwilę będzie stał tu nagi, zdany na ich łaskę. Chciał tego, tak bardzo, że mógłby błagać, by go zbezcześcili do końca. Zdeprawowali i wzięli, jako swojego. Obaj, jednocześnie.
– Nie wiem, o czym myślisz, ale podobają mi się twoje jęki. – Daniel pochylił się do jego szyi i lekko musnął ją ustami. Najchętniej to już, by go wziął. Rozsunął mu nogi, ułożył się pomiędzy nimi i wbił w niego. Niemniej starał się trzymać pożądanie na wodzy. Dziś się będzie delektował, sycił i czcił ukochanego.
– Bójcie się moich myśli – powiedział patrząc to na jednego to na drugiego. Oddawał się w pełni. Pozwalał się dotykać, czerpiąc jak najwięcej z tego, co mu dawali.
– Danielu, nasz Christian ma jakieś niecne plany przeciwko nam. – Martin wsunął rękę pomię­dzy nogi zmiennego smoka. Na ten dotyk Christian czekał. Jego biodra zafalowały. – O, nie tak szybko, kochany. – Natychmiast zabrał rękę. – Zbyt szybko byś wszystko chciał.
Daniel powstrzymał śmiech, kiedy Christian obrzucił Martina karcącym spojrzeniem. Sięgnął do końcówki szala, spiętej ozdobną broszą na ramieniu i powoli zaczął rozwijać materiał, muskając gorącą skórę kochanka. Martin z ochotą przyłączył się do niego i po chwili mieli przed sobą pod­nieconego młodego mężczyznę w pełni nagiego.
– Wasz wzrok, podobnie jak dotyk, parzy. – Christian zadrżał, gdy Daniel stanął za nim i poczuł jak pewne siebie dłonie mężczyzny skierowały się ku jego biodrom i pośladkom. Daniel bardzo po­woli pieścił jego ciało, a Martin obsypywał go pocałunkami. Chris nastawiał się do każdego dotyku z każdą sekundą chcąc więcej. Martin złapał w zęby jego dolną wargę i lekko uszczypną, by zaraz ją polizać. Chris sięgnął jedną ręką do Daniela i na ślepo odnalazł zamek jego spodni. To samo zro­bił z Martinem oddając mu pocałunek. Martin całował go tak jakby widzieli się ostatni raz, a on, po­kazywał jaki jest stęskniony za ich bliskością. Do pocałunku dołączył Daniel. Chris wiele w życiu już zaznał, ale za każdym razem, gdy we trójkę całowali się i pieścili językami, stawało się to dla niego coraz to nowym odkryciem. Nigdy nie wiedział, który z nich zassie jego język, a który wpije w kącik wargi, a może to on w tym czasie będzie lizał ich wysunięte języki, kiedy będą stykały się tylko one, nie usta. To był dla niego wielki gest intymności przeznaczony wyłącznie dla nich. Uwielbiał, jak jego wprawni partnerzy zawłaszczają go sobie, ściskają pomiędzy swymi ciałami. Jego ręce też nie pozostały spokojne. Po tym jak pozbyły się spodni mężczyzn, zaczepiały ich ciała w drobnych pieszczotach. Pieszczotach, które sam dostawał i już zaczynało mu wirować w głowie.
– Chcemy kochać się z tobą i nie wypuszczać cię z łóżka, dopóki każdy kawałek twojej skóry, każda cząstka twego ciała nie przesiąknie naszym zapachem i nie zostaną na niej nasze ślady. Jesteś nasz Christianie. Nasz i nigdy cię nie wypuścimy – mówił Daniel.
– Tak jak my jesteśmy twoi i istniejemy też dla siebie wzajemnie – dokończył Martin przyciągając Daniela i całując go w głębokim, pełnym żaru pocałunku. Ich usta masowały się, zęby kąsały, a ję­zyki splatały w jedno posyłając w każdy nerw potężną siłę przyjemności. Ekstaza, jaką czuli całując się, sprawiała, że w głowach wybuchały im fajerwerki, a to był dopiero początek pokazu. Zanim Christian zdołał się nasycić patrząc na nich, został porwany na ręce i zaniesiony do łóżka. Jego roz­grzane, pokryte kropelkami potu ciało drgnęło na chłodny dotyk atłasowej pościeli. Ta była we wściekłych kolorach czerwieni i jeszcze bardziej podkręcała atmosferę. Nie wiedział czy tu w poko­ju jest tak gorąco, czy on płonął.
Nadzy partnerzy nie zostawili go samego nawet na minutę. Zamierzali cieszyć się nim, sycić i dać mu wszystko, co najlepsze i czego sobie zażyczy. Całując go, pieszcząc sprawiali, że jego od­dech przyśpieszał. Jego drżące z przejęcia dłonie pieściły plecy, boki, ręce kochanków. Nie był bier­ny, dawał im wszystko to, co oni jemu. Wilgotne pocałunki na sutkach, brzuchu były wszędzie tak samo jak ich dłonie. Mając dwóch kochanków dostajesz podwójną porcję pieszczot i równie po­dwójną dajesz. Ich trzy gorące ciała kotłowały się w pościeli. Twarde niczym stal penisy ocierały się o nią lub partnera, pragnąc uwagi. Christian wzdychał nie mogąc powstrzymać lekkiego ruchu bioder, kiedy ocierał się o udo Martina, a wścibskie palce Daniela, co rusz zakradały się pomiędzy pośladki. Usta pożerały się wzajemnie, a zamglone oczy obiecywały wiele rozkoszy.
Gładząc i liżąc śliskie od potu ciało Christiana, delektowali się jego obecnością, i zapachem. Tę­sknili za tymi upojnymi chwilami. Mały numerek, byle tylko szybko, bo dzieci ich wezwą lub obo­wiązki, nie wystarczał im. Dlatego czekali, czekali do tej nocy, by dawać, brać i kochać zarówno sercem jak i ciałem. Pieścili gorącą skórę Christiana, a on odrzucał głowę do tyłu usiłując złapać powietrze lub odwracał ją tak, by pocałować któregoś z nich. Oddawał im się okazując zaufanie i nigdy nie chcieli tego zaufania zniszczyć. Za bardzo go kochali, aby zrobić mu krzywdę, tym bar­dziej świadomą.
Daniel ułożył go na plecach i zanurkował pomiędzy jego nogi. Potrzeba posmakowania go zwy­ciężała ze wszystkim. Obmył językiem jego jądra i zatopił się w wąską ścieżkę pomiędzy nimi, a nogą. Chris wyprężył się zagryzł wargę, by powstrzymać się od krzyku.
– Przecież wiesz, że możesz krzyczeć. – Martin zawisł nad nim i przesunął językiem po jego po­liczku. Christian złapał go za włosy i przyssał się do jego ust patrząc mu w oczy. Dla Daniela rozło­żył nogi najszerzej jak się dało, by mężczyźnie dać pełny dostęp do siebie. A gdy oderwał się od ust Martina, powiedział:
– Chcę dziś mieć was obu.
– Będziesz miał. Mamy całą noc, skarbie – zamruczał Martin całując mu raz jedną, raz drugą powiekę.
– Razem, powiedziałem. W sobie obu, naraz. – Spojrzał na Martina, a potem na Daniela, który uniósł głowę spomiędzy jego rozchylonych ud.
– Ale nie jesteś do tego przyzwyczajony – powiedział najstarszy z partnerów.
– Dam radę. Nie bójcie się, że mnie rozciągniecie. Nie jestem człowiekiem. No, w jednej, dru­giej.
– Nie o to chodzi, kochanie. – Daniel pogłaskał go po wewnętrznej części uda. Jak mógł nawet pomyśleć o tym, że nie byłby dla nich potem ciasny? To tak jakby sprowadzali go tylko do jednego. On się dla nich liczył nie tylko w tych kategoriach. – Po prostu to może cię boleć.
– Rodziłem. To dopiero ból. Chcę was. Wasze kutasy we mnie, głęboko. Robiące mi dobrze – zawarczał, ale od razu powiedział spokojniej: – Choćby ten jeden raz, ale chcę was obu jednocze­śnie w sobie. Chcę was czuć i byście czuli się wzajemnie. Ufam wam i wy zaufajcie mi. Jak coś bę­dzie nie tak to wam powiem.
– Ufamy ci. – Cmoknął go w udo. Uwielbiał jego uda. Pieściłby je całymi dniami i nocami.
– To wracaj do tego, co robiłeś tam, na dole. – Uśmiechnął się złośliwie, ale zaraz ten mały uśmieszek przeszedł w błogość, gdy jego członek znalazł się w ustach Daniela.
Martin patrzył na niego urzeczony, ale nagle wycofał się do tyłu, złapał Daniela za włosy i po­rwał jego wargi w szybkim pocałunku.
– Zrób mu to, co lubi – powiedział, po czym spojrzał na Chrisa. – Uklęknij i podeprzyj się na rę­kach, i kolanach. Tyłem do Daniela. – Rozkazujący ton nie pozwolił Chrisowi sprzeciwić się. Gdy chłopak to zrobił Martin wsunął się pod niego z twarzą przy jego członku i chwycił go ręką. Przesu­nął po nim dłonią kilka razy, by unieść głowę i polizać główkę. Sam poczuł, jak Christian odczuł zainteresowanie jego penisem, cicho pojękując z nim w ustach, kiedy Daniel masował mu pośladki i zatopił język pomiędzy nimi. Skoro mieli spełnić jego prośbę, musiał być dobrze przygotowany i rozpalony do czerwoności.
Radość czerpanej przyjemności przyćmiewała wszystko, co było poza tymi czterema ścianami. Czuł jak obaj partnerzy go pieszczą dając mu tak wiele. Oparł czoło o biodro Martina nie potrafiąc robić nic więcej niż tylko mruczeć i jęczeć. Daniel robił mu tak dobrze, a Martin mu wtórował w tym. W końcu nadeszła chwila, gdy poczuł coś więcej niż tylko język doprowadzający go do sza­leństwa. Oddychał głęboko czując palec wspólnie z językiem w sobie. Uniósł się lekko, by obejrzeć się za siebie, ale mgła pożądania w oczach zasłaniała wszystko.
– Achhh.... – Było dobre to, co mu robiono. Tak cudowne i pyszne zarazem. Nogi mu dygotały, penis chciał wystrzelić wprost w te gorące, mokre usta, a jego szparka... Ta wołała: „więcej, więcej”. Był gotowy, rozluźniony, mokry, spragniony. Drżał.
Martin wysunął się spod niego i zerknął na Daniela, by się upewnić, że naprawdę tego chcą. Nig­dy nie myślał, że Chris zdecyduje się na ten krok i nie mógł powiedzieć, że nie był z tego zado­wolony. Byle tylko go nie skrzywdzić, chodziło mu po głowie. Daniel, który tym razem miał w Christianie cztery, długie, sprawne palce wysunął je i nalał jeszcze trochę żelu. Tego nigdy za, wiele, ale przesadzić nie chciał. Podniecenie kierowało jego myśli do tego, co będzie czuł mając ich obu jednocześnie. Penetrowanie tyłka Christiana i ocieranie się w tym samym czasie o penisa Martina burzyło krew w jego żyłach. Prowadzić będzie ich obu do kulminacyjnego momentu. Tak jak oni jego. Odpowiedział na nieme pytanie Martina, a ten położył się pod Christianem, tym razem twarzą do niego.
– Kochanie, dostaniesz, czego potrzebujesz, ale ostrożnie, dobrze? – Chris tylko kiwną głową wiedząc, co ten ma na myśli. Martin złapał go mocno za biodra i przysunął do swego krocza. – Na­bij się na mojego kutasa.
Daniel przytrzymał członek kochanka i nakierował go na wejście Christiana. Chłopak jak tylko poczuł główkę od razu nabił się na nią i opadając w dół, kolejne centymetry znikały pochłaniając ka­wałek po kawałku tę cudownie sztywną część ciała Martina. Nie wiedział jak oni to zrobią, ale zda­wał się na nich. On już chciał tylko poruszać biodrami w przód i w tył, robić kółka i unosić się, by czerpać przyjemność. Daniel odwrócił jego głowę i odnajdując jego wargi, zagłębił się śliskim języ­kiem do środka. Badał wnętrze jego ust, tak znajome i za każdym razem spragnione pocałunków i reszty doznań.
Martin siłą woli leżał nieruchomo z szeroko rozsuniętymi nogami, by Daniel mógł swobodnie się umościć i być blisko Chrisa. Czuł jak penis Daniela trąca jego jądra, kiedy mężczyzna się poru­szał. Sama myśl, że zostanie ściśnięty razem z nim w jedwabnym, mokrym tunelu omal nie posłała go ku orgazmowi.
– Wsuń się. Jestem gotów – wyszeptał Christian zlizując nitkę śliny, jaka nadal łączyła ich usta i owiewając je gorącym oddechem. Wolno poruszał biodrami i był gotów na więcej.
– Na pewno? – Daniel wolał się upewnić. Jęknął, gdy Chris skinął głową. – Otwórz się na mnie, kochanie. Rozluźnij. Umiesz to doskonale robić. – Głaskał go po bokach jedną ręką, a drugą chwy­cił swój nawilżony członek i próbował się wsunąć pomagając sobie palcem. – Nie zaciskaj się – szeptał całując go po uchu. – Tak, kochanie, wspaniale to robisz. – Czuł jak Christian otworzył się i już łatwiej mu poszło. – Powiedz jak boli.
– Dalej. – Trochę go bolało, tak rozciągany nigdy nie był, ale nie przeszkadzało mu to. Było do­brze. Martin wysunął się do połowy, by za chwilę wchodzić w niego i tym samym wciągać ze sobą drugiego partnera. Krzyknął, gdy po długiej chwili obaj byli w nim. Opadł przodem ciała na tyle, by nie unieść bioder zbyt wysoko i nie wypuścić zakleszczonego z nim Martina.
– Czuję was – sapnął Martin. Obaj z Danielem dali ich ukochanemu czas na przyzwyczajenie się, wszak każdy z osobna miał wielkiego penisa, a co dopiero razem. – Tak dobrze, nawet bez ru­szania się.
– To zaraz będzie jeszcze lepiej – powiedział Christian, który doszedł do siebie na tyle, by wyar­tykułować z powodzeniem dłuższe zdanie. Poruszył biodrami, a dla nich to był sygnał, że chce dal­szego ciągu. Dostał go. Obaj partnerzy zaczęli się powoli poruszać, a ciasnota ograniczała ich ru­chy. Daniel się wsuwał, Martin wysuwał i na odwrót. Z początku sprawiło im to trudność, ale z każ­dą chwilą dochodzili do wprawy i mogli oddawać się sobie oraz temu, co czują.
– Tak ciasno, umieram – mamrotał Daniel kładąc ręce po bokach ciał swych kochanków. Każdy ruch sprawiał, że spalał się w tych odczuciach. Pewność, że Martinowi i Christianowi też jest tak samo dobrze, dawały mu odgłosy szybkich oddechów i pojękiwania młodszego partnera. Cała trój­ka była razem, złączona ze sobą w bardzo intymny sposób, nieprzeznaczony dla nikogo prócz nich. Z Martinem wbijali się w to wspaniałe, kochane, uległe ciało. Zatrzymał się na moment i dodał jeszcze żelu, a później mógł przyśpieszyć, by sięgnąć to, co się zbliżało.
Christian jęczał i wzdychał czując ich w sobie. Każdy milimetr ich trących o niego i siebie kuta­sów, które drgały w nim. Potrzeba spełnienia od dłuższego czasu gromadziła się w jego trzewiach. Dotyk Martina, gorący, sapiący oddech Daniela na swoich plecach sprawiały, że miał ochotę płakać, tak mu było dobrze.
– Jestem blisko – wystękał. Martin owinął swoje palce wokół jego członka i zaczął mu trzepać, by pomóc mu dojść pierwszemu. Wkrótce Christian rozpadł się rzucony w wir niesamowitego orga­zmu. Ledwie dostrzegł, że Martin nie przestawał go pieścić, sam dochodząc, a Daniel dołączył do nich. To było jak kostki domina. Jedną trącić i wszystkie biegły za nią. Tylko oni nie byli kostkami. Byli oddanymi sobie mężczyznami, których wspólne szczytowanie zakończyło ich miłosny akt.
Chris osunął się w ramiona Martina, nadal czując w sobie główki ich członków. Próbowali się uspokoić, by jakoś dojść do siebie i wrócić do rzeczywistości. Pierwszy zrobił to Daniel wiedząc, że przygniata partnerów. Wysunął się do końca, był jeszcze na wpół twardy. Położył się obok i zaraz pomiędzy nim, a Martinem znalazł się Christian, który leniwie zsunął się z kochanka. Nogi go bola­ły, tyłek też, ale czuł się usatysfakcjonowany i spełniony. Patrzył na nich oczami pełnymi szczęścia.
– Kocham was.
– My ciebie też – Martin położył się na boku przytulając się do nich. – Odpocznij. Na pewno wszystko w porządku?
– Tak. Nie wyłbym w rozkoszy, gdyby było inaczej. Mam nadzieję, że czasami to powtórzymy. – Uniósł głowę z ramienia partnera.
– Jeżeli tego chcesz – Powiedział Daniel. Był wykończony.
– A wy? – zapytał z ostrożnością i obawą w głosie.
– Chcemy. Nigdy nie czułem się tak bardzo blisko z wami, tak intymnie, jak kiedy dziś kochali­śmy się – rzekł poważnie Martin.
– Coś wam pokażę. – Chris uniósł się i wstał. Co było błędem, gdyż sperma jego mężczyzn wy­płynęła z niego i spłynęła wzdłuż ud.
– Czy on może wyglądać bardziej rozpustnie niż teraz? Taki oznaczony nami? – Daniel zagryzł zęby na pięści.
– Nie wiem. Przekonamy się jeszcze. Mamy wiele lat na to.
Zmienny smok słysząc ich wymianę zdań, zrobił im na złość i zniknął w łazience. Tam w mgnieniu oka doprowadził się do porządku. Zamierzał im pokazać siebie. Wyszedł, wciąż będąc nagi. W pokoju pachniało seksem i zapachem partnerstwa. Wpatrzone w niego dwie pary oczu śle­dziły każdy jego krok.
– Kocham was. Chcę wam pokazać siebie, a raczej drugą moją cząstkę. Tę bardziej niezwykłą. – Zamknął oczy. Dawno się nie przemieniał, ale tego się nie zapomina. Przywołał swego smoka i już po chwili w pokoju stał przepiękny biały dwumetrowy smok, którego ciało mieniło się tak, jakby było pokryte tysiącami diamentów. Czerwone oczy skierowały się na oniemiałych i zachwy­conych partnerów, którzy wstali i podeszli do niego.
– To najcudowniejsze zjawisko, jakie do tej pory widziałem. A widziałem wiele. Jesteś piękny. – Zachwycał się Daniel. Sięgnął do niego. Skóra smoka była szorstka i ciepła.
– Nie wiem, co mam powiedzieć – rzekł Martin. Nie musiał nic mówić. Smocze oczy Christiana widziały wszystko to, co mężczyzna chciał przekazać. – Wróć do nas, bo mam ochotę zabrać cię do łóżka i przytulić.
Po paru sekundach Chris zmienił się i już, jako człowiek został objęty przez dwie pary rąk.
– Zachwyceni?
– Bardzo – odpowiedzieli jednocześnie porywając go do łóżka.
– Cieszę się. Jestem cały wasz. Zawsze i wszędzie. – Pocałował Daniela, a później Martina.
– A my twoi na wieki – odparł Daniel tonąc w oczach jasnowłosego chłopaka. Chłopaka, na któ­rego bardzo długo czekał i gdy się pojawił nie było możliwości, by on i Martin go zostawili.
– Dziękuję za to, że jesteście – szepnął Christian zasypiając w ich ramionach. W końcu był szczęśliwy i bezpieczny.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum