The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 23 2019 21:48:40   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Rally 22


Sasza był przygotowany na koszmarną diagnozę, która zwiastowałaby pozostanie w Polsce przez najbliższy tydzień. Prawie krzyknął z radości, kiedy dowiedział się od mechanika, że to tylko przekładnia i, że szczęśliwie identyczna jest w aucie szefa, więc mają to na stanie. W ciągu godziny samochód był naprawiony i gotowy do drogi. Aleks nie mógł uwierzyć też, że dealer nie chce od niego pieniędzy, za nietanią przekładnię i robociznę. Poprosił o wspólne zdjęcie, które mógłby powiesić w swoim biurze i z radosnym uśmiechem, znowu potrząsając jego ręką przez dziesięć minut, wyprawił go do Oslo. Aleksander szybko postanowił, że najszybciej będzie pojechać do Świnoujścia, a potem promem do Kopenhagi a stamtąd do Oslo. Krótka droga ze Szczecina, dłużyła mu się jak najdłuższa podróż i chociaż jechał jak wariat, ciągle wydawało mu się, że za wolno. Właśnie umykał przed kolejną czołówką z samochodem sunącym zza zakrętu, kiedy leżąca na skórzanym siedzeniu komórka, zabrzęczała. Sasza spojrzał na nią i natychmiast odebrał, kiedy dostrzegł, że dzwoni Tomas.
- Dowiedziałeś się czegoś? – Zaczął znowu pomijając formę grzecznościową.
- Powoli. Najpierw powiedz mi, czemu nie jechaliście razem.
Cholera, kierowcy mrugali światłami, dając znać, że dalej stoi policja. Pieprzyć to, najwyżej dostanie mandat.
- Tomas nie denerwuj mnie. Powiedz mi, czego się dowiedziałeś! – Warknął zirytowany na przyjaciela. Miał ochotę mi walnąć.
- No dobrze... Oczywiście na lotnisku nic nie chcieli mi powiedzieć. Ustawa o ochronie danych
- Bla, bla, konkrety!
- W Warszawie wykupił dwa bilety, jeden do Kopenhagi, a drugi z Kopenhagi do Oslo.
- I? – Kolejni kierowcy mrugali i mrugali, aż w końcu ich zobaczył. Patrol oczywiście nie odpuścił sobie zatrzymania go. Luksusowe auto na zagranicznych blachach. Ugh... Zjechał na pobocze i spuścił szybę.
- Dzień dobry sierżant Misz, komenda Szczecin, wydział ruchu drogowego, proszę dowód rejestracyjny i prawo jazdy – Mundurowy zasalutował Saszy, który nawet na niego patrzył.
- I co, z nim? – Ciągnął rozmowę z Tomasem, oczywiście po norwesku.
- Nie wsiadł do samolotu w Kopenhadze.
- Czyli może tam ciągle być?
- Panie kierowco? – Policjant zapukał w szybę, a Sasza ciągle go ignorował.
- Teoretycznie. A co?
- Właśnie jadę na prom, który płynie do Danii. Może się zdarzyć, że nie dojedziemy na rajd Szwecji. Zrobimy wszystko, żeby dojechać. Zapisz nas, załatw wszystko razem z Adamem i zawieźcie wszystko do Szwecji. Jeśli nie przyjedziemy do Oslo, to spotkamy się na miejscu.
- Nie rozumiem, ale ok.
- Panie kierowco, proszę przerwać rozmowę i wyjść z wozu.
- Musze kończyć, policja mnie zatrzymała.
- Sasza, co? Jak to policja? Sasza!
Mężczyzna zamknął telefon i spojrzał na policjanta z przepraszającym uśmiechem. Wyszedł z samochodu i korzystając z tego, że mundurowy słyszał tylko jak mówi po norwesku, postanowił zabawić się.
- Ja nie.... – Udał zamyślenie – rosumieć?
- Czy pan wie, co pan zrobił? – Policjant jakby nie zauważył jego żałosnej polszczyzny i spojrzał w norweskie papiery – Panie Ratowicz – Dodał jakby z satysfakcją, że to jednak Polak
- Norweg – Popukał się w pierś
- Co mi tu pan, że Norweg? Aleksander Ratowicz? – Oburzył się policjant, jeszcze raz wgapiając się w dowód
- Ratowicz – Kiwnął głową – Nie rosumiem.
- Panie Aleksandrze, czy wie pan co pan zrobił? – Nie dawał za wygraną mundurowy, do którego właśnie dołączył drugi.
- Co jest? – Spytał zabierając koledze z ręki dowód.
- Nazywa się Ratowicz, a udaje, że nie rozumie! – Obaj spojrzeli na Saszę, który robił na nich zdziwioną minę i po raz kolejny powtórzył, coraz bardziej zniechęcony „nie rozumie”
- Rozmawiał pan przez telefon! – Powiedział głośniej drugi, wskazując na komórkę Aleksa.
- Norweg! – Kierowca przytaknął, pukając w aparat, a potem znowu poklepał się po piersi – Norweg.
- A pierdol go, puść go, chyba naprawdę nie rozumie – Machnęli na niego ręką i oddali mu dokumenty. Sasza uśmiechnął się, z ciągle zdziwioną miną i wrócił do samochodu. Zapiął pasy i odpalił wóz. Wyciągnął rękę przez otwarte okno i machnął im na do widzenia.
- Kretyni – Chwycił telefon i znowu połączył się z Tomasem, tym razem po to, żeby wyjaśnić mu całą tę pokręconą sytuację. Musiał się czymś zająć w drodze do Świnoujścia.
Zanim tam dojechał zdążył porozmawiać z Tomasem, Natalią, Polą, z którą udało mu się ułagodzić i chyba milion razy próbował połączyć się z Krystianem, który najwidoczniej miał wyłączony telefon.

***
Krystianowi zaczynało się już trochę nudzić to siedzenie w milczeniu, więc trochę rozglądał się po samolocie. Od godziny ciągle miał włączonego iPoda, a na kolanach mapy z rajdów, które znalazł w plecaku i z nudów studiował. Nagle zauważył, że jego sąsiad trzymał w rękach bilet na jakiś koncert... Jego wzrok ściągnął spojrzenie mężczyzny. Uśmiechnęli się do siebie, a mężczyzna wyciągnął mu z ucha białą słuchawkę.
- Mogę? – Spytał, wskazując na nią. Krystian skinął głową na zgodę. Mężczyzna kilka chwil wsłuchiwał się w muzykę, a potem uśmiechnął się jeszcze szerzej i usiadł bokiem – Chyba mam dla ciebie propozycję.
- Słucham? – Zdziwił się nastolatek.
- Mam na imię Victor – Wyciągnął do niego rękę, którą pilot przyjął.
- Miło mi, ale jaką propozycję?
- Jadę na koncert – Machnął biletem, który trzymał w dłoni – Jak można się domyślić lecę do Kopenhagi na koncert, a wystawił mnie kumpel.
- Co to ma wspólnego ze mną? – Wzruszył ramionami.
- Foo Fighters, RHCP, System of a Down – Dokończył powoli, wskazując nazwę zespołu na bilecie, obserwując z uśmiechem, jak oczy nastolatka rozświetlają się i powiększają.
- Nie... – Krystian patrzył w wejściówkę zauroczony. Mógłby przejechać gołym tyłkiem po śniegu, jeśli mógłby iść na ten koncert.
- No raczej tak – Victor zaczął chichotać, widząc jaką reakcję wywołał w chłopaku – Nie chciałbyś się przejechać? Odsprzedm ci bilet za połowę ceny

***

Prom był w połowie drogi, na środku morza, kiedy Sasza siedząc w barze i wypalając już trzydziestego siódmego (tak, liczy ile dziennie pali) papierosa, ciągle rozmawiał przez telefon. Musiał ustalić gdzie jest w tej chwili Krystian. Ciągle czuł ból, za tę cholerną wycieczkę, ale w tej chwili to nie było ważne. Nie wiedział gdzie jest jego chłopiec. Nie odbierał telefonu, nie odpisywał na smsy, nie było go w domu w Oslo ani w Poznaniu! Zaraz szlag go trafi! Miał wrażenie, że jeśli zaraz z nim nie porozmawia to zwariuje. Najgorsze było to, że im bardziej zagłębiał się w jego poszukiwania, tym bardziej Krystian był zagubiony, tym był dalej i bardziej bez niego. Jedyne co zdołał ustalić, to że pilot faktycznie wsiadł do samolotu w Warszawie i wysiadł z niego w Kopenhadze, czyli nic więcej niż dowiedział się Tomas. Po przyjeździe do Danii, musiał dostać się na lotnisko i wydusić z obsługi coś więcej. Na razie mógł tylko siedzieć i myśleć. No i próbować się dodzwonić. Wiedział, że niedługo będzie musiał prowadzić i to jak przypuszczał dosyć szybko, więc nie pił. Męczył się więc z dzbankiem soku grejpfrutowego i trzydziestym ósmym papierosem. Ciągle zastanawiał się, jak do tego doszło. Co się stało, że z kogoś, kto pół roku temu, nie chciał nawet słyszeć o zaangażowaniu, teraz jechał do miasta w którym był wcześniej z cztery razy, po to, żeby szukać chłopca, który wbił mu nóż w plecy. I to wszystko dla tego, że się kochają. Zamknął oczy i przywołał jego obraz. Uśmiechnął się do niego, przypominając sobie kiedy zobaczył go pierwszy raz. Jak on go nie znosił... Bardziej irytującego dziecka nie spotkał wcześniej. Jak to się stało, że z tej zimnej ignorancji wyewoluowali do takiego przywiązania?

Już schodzili na ląd, kiedy telefon znowu zadzwonił. Będzie musiał zmienić melodyjkę, bo po dzisiejszym dniu ma jej dosyć.
- Co Tomas?
- Zadzwoniłem do starego znajomego, nie zameldował się w żadnym hotelu w mieście.
- Co nie znaczy, że go tu nie ma – Odparł z całą stanowczością Aleks.
- Nie, to po prostu szukanie igły w stogu siana.
- Być może, ale jestem zdeterminowany.
- Powodzenia.
- Przyda mi się. Jadę na lotnisko, cześć.
Trochę błądząc, trafił na lotnisko godzinę później. Wielka hala pełna ludzi, odstraszała go hałasem i niezorganizowanie. Ludzie, walizki, torby, wózki, przemieszczali się w każdym kierunku. Sasza przeszedł przez hol i dotarł do informacji. Za ladą stała młoda dziewczyna, w oficjalnym granatowym mundurku, z małym samolocikiem przypiętym do klapy, pod którym było wypisane jej imię.
- Dzień dobry Mildo, chciałem cię o coś spytać...


- Nie. Dziewczyna na lotnisku nic nie wiedziała – Sasza biegł truchtem do samochodu, bo nie wziął z niego kurtki i było mu trochę zimno.
- Może cię oszukiwała?
- Raczej nie... Chyba bym poznał.
- Nic ci nie powiedziała? - Natalia brzmiała na zniechęconą tymi nic nieprzynoszącymi poszukiwaniami
- Stwierdziła, że chyba nawet go kojarzy, ale na pewno nie był sam, tylko z jakimś mężczyzną w moim wieku. Więc to chyba nie on.
- Skąd ta pewność? Może spotkał jakiegoś starego znajomego i razem nawiali.
- A może zachowaj takie teorie dla siebie, co? – Przedrzeźnił tembr jej głosu i się rozłączył. Był pewien, że przyjaciółka się nie obrazi za to. Nie raz przerywali tak swoje rozmowy, a dzisiaj to już w ogóle nie przejmowali się konwenansami. Był już tuż obok wozu, który zaparkował po drugiej stronie ulicy, vis a vis lotniska. Zmarznięty wsiadł do samochodu – Jesteś geniuszem... – Wymamrotał do siebie, wpatrując się w punkt przed przednią szybą. Nad wejściem na lotnisko, na całym froncie, wisiał gigantycznych rozmiarów bilboard informujący o wielkim koncercie, który miał się odbyć w Kopenhadze następnego wieczoru. Foo Fighters, Red Hot Chili Peppers, System of a Down – Mam cię – Prawie roześmiał się, odpalając samochód.

Postanowił zameldować się w jakimś hotelu. Czuł, że musi chwilę odpocząć, coś zjeść i pozbierać myśli. Odjechał z lotniska w stronę centrum, od którego było oddalone o około dziesięć kilometrów. Był pewien, że jeśli znajdzie się w mieście, to o hotel nie będzie tam trudno, w końcu nawet w Polsce dobre hotele namnożyły się jak grzyby po deszczu. Naprzeciwko Ogrodów Tivoli zauważył wysoki budynek Radisson SAS Royal Hotel. Kiedy zaparkował i wszedł do lobby już poczuł się dopieszczony, delikatne, ciepłe światło, kroki wygłuszane przez miękki dywan i żadnych tłumów. Chwilę później był już zakwaterowany w Pokoju Włoskim. Dopiero wtedy poczuł, jak naprawdę jest zmęczony. Chciał jeszcze wykonać parę telefonów, zejść na kolację, ale nie miał siły. Nawet wanna, która skusiłaby każdego, nie zrobiła na nim wrażenia. Wziął tylko szybki prysznic i owinięty w olbrzymi, puchaty, ciepły szlafrok położył się pod kołdrę i zasnął niemal natychmiast.
Kilka godzin później zerwał się, oddychając nerwowo. Po skroni spływały mu stróżki potu, a serce waliło jak młotem. Do ciemnego pokoju dochodził jedynie blady blask Księżyca. Wpadał przez okno i lekko oświetlał, siedzącą na łóżku sylwetkę Saszy. Mężczyzna schował twarz w dłoniach, próbując się uspokoić. Po chwili postanowił wstać. Za dobrze znał siebie, żeby od razu kłaść się znowu spać. Otworzył sobie duży taras, wychodzący na jezioro. Zabrał telefon. Paranoiczna myśl, że Krystian może zadzwonić, nie opuszczała go nawet w nocy. Nie zważając na zimno, oparł ramiona o metalową barierkę i podparł na nich głowę. Pierwszy raz w życiu miał koszmar, który nie dotyczył jego ojca. Kierowca sięgnął przez próg, do pokoju i wyciągnął z szafy bluzę, a z sofy pod oknem – koc. Wrócił na taras i usiadł na ratanowym fotelu, ustawionym przy niskim stoliczku. Czy papieros o trzeciej w nocy liczyć na konto dnia poprzedniego, czy już tego nowego? Odchylił głowę i wpatrywał się w krajobraz. Kopenhaga wyglądała zupełnie inaczej niż Oslo. Miała więcej świateł, więcej wieżowców, nawet teraz widział ludzi na ulicy. Starał się myśleć o takich głupotach, żeby nie myśleć o tym co mu się śniło. Był jeszcze bardziej przerażony niż przy swoich zwykłych koszmarach, do których zdążył się przyzwyczaić. Spojrzał na niebieskawy ekranik telefonu, na którym wyświetlała się godzina. Dochodziła czwarta, a dzień nie zapowiadał się na lżejszy niż poprzednie. W końcu musiał dostać się do Velby i w morzu ludzi odnaleźć Krystiana. A nie miał ani biletu, ani pewności, ze chłopak tam będzie. Spać... Zgasił papierosa i na zmarzniętych na lód stopach przebiegł do łóżka.

Zbudziło go głośne pukanie do drzwi. Chociaż miał wrażenie, że dotarło to do niego dopiero po kilku minutach. Z olbrzymim wysiłkiem zwlekł się z łóżka.
- Już idę. Moment cholera... – Wymamrotał, ze zmęczenia nie kontrolując już w jakim języku mówi. Łapiąc po drodze papierosy, otworzył drzwi, za którymi stała dziewczyna z recepcji.
- Och, jak dobrze, że nic panu nie jest – Chwyciła się z wyraźną ulgą za serce, przysłonięte bujną piersią.
- A co miałoby mi być? – Ustami wyciągnął papierosa z paczki i zapalił go.
- Zamówił pan budzenie na ósmą. Dzwoniłam piętnaście minut i od co najmniej dziesięciu dobijam się do pana drzwi! Już miałam wzywać ochronę i wtargnąć do środka – Zaskoczony tymi słowami Aleks, spojrzał na zegarek, który faktycznie wskazywał prawię w pół do dziewiątej.
- Przepraszam panią i dziękuję – Uśmiechnął się do niej słabo.
- Na pewno wszystko w porządku? – Dziewczyna uważniej przyjrzała się jego podkrążonym oczom.
- Tak. Po prostu kiepsko spałem. Dziękuję.
Sasza zamknął za kobietą dębowe drzwi i poszedł się ubierać. Wedle wszelkich planów już od co najmniej doby powinien być w Oslo, więc ilość czystych rzeczy skurczyła mu się dramatycznie. Po przeszukaniu torby okazało się, że do koszenia nadają się tylko jego dżinsy i koszulka Krystiana, która musiała zaplątać się do jego bagażu w Monaco. Włożył na siebie bluzkę w kolorze... Jak nazwał go nastolatek? Burgunda? Chyba tak... I z dezaprobatą spojrzał w lustro. Krystian był od niego mniejszy, więc materiał trochę się na nim opinał i wyglądał dość... gejowsko. Westchnął, kręcąc głową. Musiał zejść na śniadanie, bo nie jadł już całe wieki. Spakował się, założył buty i zbiegł do restauracji.


Do Valby jechał czterdzieści minut. W Kopenhadze próbował kupić bilet, ale już żadnych nie było. Tak samo jak w Internecie i wszędzie gdzie próbował. Ostatnią szansą było to, że dostanie bilet przed samym koncertem. Musiał, po prostu musiał wejść do środka. Dochodziła dziewiętnasta i przed wejściem na hale koncertową były szalone ilości, głośnych, niezorganizowanych ludzi. Zaparkował kilkaset metrów dalej, na specjalnie wydzielonym parkingu i zbliżył się do bramek. Ze środka dobiegały odgłosy gitar i perkusji, fani tłoczący się przed wejściem wyśpiewywali co jakiś czas kawałki piosenek zespołów, które miały zagrać tego wieczoru. Sasza, który wcześniej był pełen nadziei, teraz zaczynał ją tracić. Właściwie stracił orientację i nie wiedział gdzie zaparkował auto. Jak miał odnaleźć Krystiana, kiedy nawet nie wiedział czy tu jest. Nagle zorientował się, że zrobił się większy harmider. Rozejrzał się dookoła, a rozkrzyczany tłum popchnął go do przodu. Szybko zorientował się, że otworzyli bramki i wszyscy ci ludzie zaraz wleją się do środka. Nie wiedział co sobie myślał. Wydawało mu się, że kiedy tylko tu podejdzie trafi się ktoś, kto będzie chciał sprzedać mu wejściówkę. Wkurzało go, że sam nic nie potrafi, że jeśli nie ma obok siebie Tomasa, Natalii, Jussiego, czy nawet tego cholernego dupka Johana, którzy mają różne przydatne znajomości, o wiele większe niż jego, nie umie nic załatwić. Z resztą, tutaj to nawet Tomas by nie poradził. Tu by się przydał jakiś producent muzyczny albo ktoś w tym stylu. Zaczął przepychać się do głównej ścieżki, prowadzącej do dużej bramy. Tamtędy wjeżdżały gwiazdy, a przy odgradzających słupkach tłoczyli się ludzie, tacy jak on, którzy mają nadzieję, że uda im się dostać do środka. Przepchnął się do pierwszego rzędu, czując, że wygląda idiotycznie, wśród rozentuzjazmowanych ludzi, czekających na swoich idoli. On tkwił tak jak kołek, wpatrzony w jakiś punkt przed sobą. Nagle dookoła wszyscy zaczęli piszczeć i go popychać. Ocknął się w końcu, kiedy dostał łokciem w żebra. Tłum rytmicznie skandował nazwy zespołu, tak, że zaczynała wibrować z uszach. Sasza miał ochotę wrócić do auta, ale nagle przyszło mu do głowy że Krystian też na pewno miał problem ze dostaniem biletów, więc na pewno będzie stał tutaj. Sasza nie mógł znieść tych cholernych ludzi, którzy nie dawali mu nawet zebrać myśli i rażąco naruszali jego przestrzeń. Wydostał się z największego ścisku i w końcu mógł zacząć głębiej oddychać. Nagle obok niego wyrósł jakiś facet.
- Chcesz kupić bilet? – Spytał najpierw po duńsku, a potem po angielsku. Aleks prawie otworzył ze zdziwienia usta, kiedy zobaczył jak mężczyzna wyciąga z kieszeni wejściówkę.
- Ile?
- Pięć stów
- Ile?! – Prawie wykrzyknął. Wyraźnie widział, że na bilecie jest cena sto euro.
- Pięć stów albo idę do kogoś innego – Konik już obracał się na pięcie, startując do innego fana.
- Dobra – Sasza złapał go za rękaw kurtki – Nie tak szybko. Na pewno jest prawdziwa?
- Sprzedałem już dzisiaj dziesięć. Gdyby nie były prawdziwe, już by mnie tu nie było.
- Ok. – Kierowca, chociaż wciąż się wahał, wyciągnął portfel i odliczył pięćset euro. Mężczyzna wcisnął mu wejściówkę w dłoń, niemal wyrywając pieniądze. Zniknął w pola widzenia tak szybko jak się pojawił. Sasza ściskał kartonik w ręce, biegnąc do bramek. Facet w koszulce z napisem „Valby 702” wziął od niego wejściówkę i zamiast tego zalakował mu na nadgarstku czarną bransoletkę z plastiku. Ludzie, którzy stali za nim, natychmiast pchnęli go do przodu, wpychając do hali, na której nadal trwały przygotowania do wielkiego show. Jak go znaleźć wśród tych wszystkich ludzi...

***

- Jesteś pewien? – Victor stał przy otwartych drzwiach taksówki, w której siedział Krystian.
- Tak. Bardzo ci dziękuję za tę szalona propozycję, ale muszę wracać do Oslo
- Ucieszyłeś się na ten koncert.
- Tak, ale... Nie mogę – Krystian odwrócił oczy od Francuza. Chciał iść na ten koncert, ale chyba jednak nie dzisiaj. Nie mógł sobie pozwolić na zabawę w takim czasie. Nie wiedział gdzie jest Sasza, nie wiedział czy ma po co wracać do Norwegii. Koncert byłby głupią ucieczką, przez która miałby wyrzuty sumienia. Już z resztą zadzwonił na lotnisko, żeby przebukować bilet. Miał wylot za dwie godziny.

***

Sasza nie dawał za wygraną chociaż koncert trwał już drugą godzinę. Szukał chłopaka bez wytchnienia, ale do tej pory nie wydarzyło się nic, co przybliżyłoby go do celu. Występowali właśnie Red Hot Chili Peppers, dając z siebie wszystko i prawie wszyscy zebrani, kłębili się teraz pod sceną, która robiła ogromne wrażenie nawet ja Aleksie, który nie był nią zainteresowany. Nagle zorientował się, że zamiast kolejnej piosenki, którą gwiazdy rocka powinny zaśpiewać, zrobiło się cicho. Obrócił głowę w ich stronę i zorientował się, że coś się dzieje. Na scenę wszedł ktoś z obsługi technicznej i mówił coś na ucho wokaliście. Aleksa nagle coś w środku ukuło. Nieprzyjemny ucisk w żołądku zwiększył się, kiedy Kiedyś z poważną miną uciszył fanów, którzy zaczynali się niepokoić.
- Cicho! – Machnął na zebranych – Zamknijcie się na chwilę – Poczekał, aż ludzie ucichną – Dostaliśmy właśnie złą wiadomość i poproszono mnie, żebym wam ją przekazał. Samolot lecący z Kopenhagi do Oslo rozbił się nad morzem – Przez salę przetoczył się jęk zaskoczenia, ale po chwili ucichł – Wyślijcie jakąś dobrą energię do tych, którym udało się przeżyć.

Saszy przeszedł po plecach zimny dreszcz. Jego potrzeba odnalezienia Krystiana wśród tych wszystkich ludzi wzrosła wielokrotnie. Był pewien... Chciał być pewien, że chłopak tu jest. Wszystko zaczęło w nim latać, chociaż cały czas wmawiał sobie, że się nie denerwuje. Musiał go po prostu przytulić, czy to tak wiele? Odszedł już tak daleko od sceny, że jeszcze trochę i wyszedłby z hali. Niespodziewanie poczuł jak w kieszeni wibruje jego telefon. Ktoś miał szczęście, że w tym harmidrze, Sasza go wyczuł.
- Tomas? Znalazłeś go? – Wykrzyczał do słuchawki
- Aleksander... Muszę ci coś powiedzieć.







Aparatura pikała równomiernie. Z jednej strony doprowadzała Aleksa do szału, a z drugiej przynosiła świadomość, że Krystian żyje. Ręce trzęsły mu się gdy pomyślał jak niewiele brakowało do tego, żeby go nie było. Tak po prostu nagle przestałby istnieć. Odwrócił głowę od nieprzytomnej sylwetki chłopca. Krystian był w śpiączce od dwóch dni. Aleks był przy nim 45 godzin bez przerwy. Trzy godziny zajęło mu dotarcie do Oslo.
Do sali na której leżał chłopak, wszedł Tomas. Stanął za krzesłem Saszy i położył mu dłonie, na opuszczonych ramionach.
- Czemu ja? – Spytał szeptem kierowca, ciągle ściskając dłoń Krystiana.
- Nie wiem. Czasem tak już jest.
- Przecież człowiek nie jest w stanie tyle unieść. Dlaczego to wszystko spotyka mnie? – Tomas poczuł jak ramiona młodszego zaczynają drżeć. Schylił się i objął jego klatkę, przyciskając do siebie w ojcowskim geście pocieszenia.
- Nie tylko ciebie. To spotkało jego – Wskazał palcem na Krystiana – Ty jesteś tu po to, żeby mu pomóc. Po to, żeby kiedy się obudzi, nie był przerażony i sam. Po to, żeby kiedy jest nieprzytomny, siedzieć przy nim, nawet kiedy starsi mówią ci, że powinieneś iść do domu – Tomas tego nie widział, ale na twarzy kierowcy pojawił się na moment cień uśmiechu.
- Tylko kto pomoże mi?
- Kiedy powiem, że przyjaciele, to zabrzmi banalnie. Obaj wiemy, że musisz się z tym uporać sam. Ale go kochasz, więc sobie poradzisz – Aleks płakał już tak bardzo, że mógł tylko pokiwać głową, bo słowa więzły mu w gardle.
Tomas puścił podopiecznego i zaczął się wycofywać. Stojąc przy drzwiach, obrócił się jeszcze na moment, zerkając na Krystiana i Saszę. Cholernie niesprawiedliwe.
- Sasza?
- Hm?
- Jesteś pewien swojej decyzji?
- O rajdach?
- Tak. Nie wystartuję w żadnym, dopóki on nie usiądzie obok mnie.
- Dobrze.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum