The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 19 2019 22:21:56   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Rally 9


- To naprawdę uroczy wieczór – Kiedy siedzieli w samochodzie, już po kolacji, w jednej z najelegantszych restauracji w Oslo, Johan chwycił go za rękę, spoglądając mu głęboko w oczy.
- Faktycznie, było bardzo miło. Dziękuję.
- Już dziękujesz, a nasze spotkanie się przecież nie skończyło.
- Jak to? – Krystian odwrócił wzrok od okna i spojrzał na swojego towarzysza, który uśmiechał się przebiegle.
- Może skusisz się na drinka? – Musnął opuszkami palców jego dłoń - U mnie – Dodał z nutką zadowolenia w głosie.
- Ym... Znaczy... Ja chyba nie
- Ależ możesz... I powinieneś – Uniósł jego rękę do ust – A wyglądasz dzisiaj zniewalająco.
- Właśnie poczułem się jak Audrey Hepburn.
- No to chyba marzenie każdego geja prawda?
Obaj roześmiali się, a Krystian zgodził się na kontynuowanie spotkania. Kiedy zaczęli wyjeżdżać na nieznane mu tereny w Oslo, zaczął się trochę niepokoić. Wydawało mu się, że zna większość miasta.
- Gdzie ty mieszkasz?
- Zobaczysz – Odpowiedział tajemniczo Johan

Aleks, od kiedy wrócił od Krystiana, miał jakieś dziwne przeczucie. Starał się je ignorować, ale było na tyle natarczywe, że ciągle wracało, skręcając mu wnętrzności. Mężczyzna nie mógł znaleźć sobie miejsca, kręcił się i miotał po całym domu, próbując na czymś skupić. W końcu zdenerwowany bezradnością, względem własnych uczuć, założył dres, adidasy i poszedł pobiegać. Oslo było już spokojniejsze niż w ciągu dnia, paliły się już latarnie i tylko gdzieniegdzie spacerowali ludzie. Sasza nie oszczędzał siebie i biegł tak szybko jak mógł, ale nic mu nie mijało. W brzuchu wszystko mu się zaciskało. Dawno nic go tak nie męczyło. W przeszłości zdarzało się, że miał takie denerwujące przeczucia, ale nie zawsze miały odzwierciedlenie w rzeczywistości, więc starał się tym nie przejmować.
Kiedy kierowca dobiegał już do portu, w jego kieszeni zadzwonił telefon. Zatrzymał się i starając się złapać oddech, odebrał.
- No... co tam? – Wydyszał do słuchawki.
- Nie wiesz gdzie jest Krystian? Nie mogę się do niego dodzwonić – Po drugiej stronie, usłyszał trochę zmartwionego Tomasa.
- No jak to? Przecież sam go wysłałeś na spotkanie z tym swoim znajomym, dziekanem.
- Wiesz, może jestem i stary, ale jeszcze nie sklerotyczny. Jeszcze z Ernestem nie rozmawiałem, bo Krystian dopiero miał się zdecydować – Głos Tomasa przybrał moralizatorski ton.
- Przecież powiedział mi, że ma spotkanie w sprawie szkoły! – Alek nagle zrozumiał czego dotyczyło złe przeczucie. Przez głowę przeleciało mu milion myśli, ale żadna nie była rozwiązaniem.
- Nie wiem gdzie poszedł, ale na pewno nie jest z Ernestem. Sam z nim to wyjaśnij...
- Mhm... – Przytaknął rozkojarzony Sasza, próbując wymyślić, jak dowiedzieć się gdzie jest Krystian, skoro nie odbiera telefonu. Jedyne co mu przyszło do głowy, to wejść do jego mieszkania – Tomas, czy ktoś oprócz młodego, ma klucze do niego do domu?
- Tak, ja. Dał mi je, na wszelki wypadek.
- Świetnie, spotkamy się pod kamienicą za pół godziny. Dojedziesz?
- Ej, czekaj, nie możemy tak po prostu wejść do niego do domu!
- My nie, ale ja tak. Gdyby coś było nie tak, to powiem, że cię napadłem, torturami zmusiłem do wydania klucza.
- Ale o co ci chodzi? Jeśli cię okłamał, to najwyraźniej musiał mieć powód i to nie twoja sprawa – Próbował nie dopuścić do realizacji tego głupiego planu, który nie mógł się udać.
- Mam złe przeczucie. Muszę się przekonać, gdzie jest. Proszę cię – Jego głos brzmiał naprawdę poważnie. Tomas zawahał się przez chwilę, ale w końcu się zgodził.
- Dobra. Do zobaczenia.
Rozłączyli się. Sasza podbiegł na pobliski postój taksówek i ubłagał kierowcę, żeby jechał jak najszybciej. Niewiele brakowało, a obezwładniłby biedaka i sam zaczął prowadzić. Po dwudziestu minutach znaleźli się pod wejściem do kamienicy Krystiana. Mężczyzna z ulgą stwierdził, że Tomas już czeka.
- Masz? – Podszedł do niego i nawet się nie przywitał.
- Tak – Tomas wyciągnął dłoń, na której leżał pęk. – Jesteś pewien, że chcesz to zrobić?
- Tak – Sasza pośpiesznie wziął od niego klucze i zaczął grzebać w zamku. – Idź już. – Obrócił się w stronę mężczyzny.
- Jakby co, to powiem, że uwolniłem się z twojej niewoli i ruszyłem w pościg. – Mrugnął do niego, pospieszając w wędrówce po schodach.
Kiedy weszli do mieszkania, wyglądało dokładnie tak, jak Sasza pamiętał je sprzed kilku godzin. Nie było żadnych śladów włamania, porwania, szamotaniny. Czyżby popadał w paranoję? Przyjaciele stali w holu, właściwie nie wiedząc od czego zacząć. Czego mieli szukać? Sasza wszedł do sypialni chłopaka, gdzie niedawno razem przeglądali się w lustrze. Mężczyzna zadrżał na tamto wspomnienie. Byli tak blisko, a sytuacja wydała się taka intymna... Powoli obszedł łóżko dookoła. Pomieszczenie było sterylnie czyste. Na łóżku nie było ani jednej zmarszczki, na szafkach wszystko stało niemal pod linijkę... w takich warunkach poszukiwania były jeszcze trudniejsze, bo nie dość, że na wierzchu nie leżały żadne karteluszki to jeszcze musieli uważać, żeby nie zostawić po sobie śladów. Pełna konspiracja... W tym samym czasie Tomas przeszukiwał gabinet, w którym stała biblioteczka i komputer. W biurku, tak jak wszędzie panował porządek, więc łatwo trafił na podręczny kalendarz. Niestety oprócz dat rajdów, treningów i kilku nic nie znaczących dla dzisiejszej sprawy notatek, nie znalazł. Sasza dołączył do niego. Zaglądał mu przez ramię do kalendarza, ale też nie wypatrzył nic ciekawego. Nagle w oczy wpadł mu laptop. Otworzył go i włączył. Miał tylko nadzieję, że dzieciak nie założył hasła. Bez problemu udało im się dostać na jego profil. Sasza szybko przejrzał kalendarz, który chłopak tam prowadził, ale nic nie znalazł. Kiedy już miał zrezygnować, zwrócił uwagę na ikonkę komunikatora. Tu także nie było hasła, więc szybko odnalazł archiwum wczorajszych rozmów. Oprócz kilku zdań które Krystian z nim wymienił, rozmawiał tylko ze swoją siostrą. Nerwowo przeglądał zapis. W końcu znalazł fragment, który go zainteresował

Pola 16:30:33
Sasza poszedł?

Ja 16:31:40
Poszedł. Spokojnie było w miarę

Ja 16:32:02
Nie licząc incydentu z Johanem

Pola 16:32:15
A co z nim?

Ja 16:33:07
Umówiłem się z nim na jutro wieczór.

Pola 16:35:34
No to chyba fajnie

Ja 16:37:21
No. Idziemy na kolację.

Kiedy skończyli czytać, w gabinecie panowała trudna do wytrzymania cisza. Tomas wolał poczekać na reakcję kierowcy, zanim sam się odezwał. Sasza przez chwilę stał nad komputerem, a potem wściekły zaczął zbierać się do wyjścia.
- Jadę po niego – Warknął zirytowany, zamykając za nimi mieszkanie.
- Skąd wiesz gdzie jest?
- O dziewiętnastej byli umówieni, więc jeśli do tej pory nie ma go w domu, to znaczy, że są u Johana.
- I co? Masz zamiar tam wparować i co powiedzieć chłopakowi?
- Nie wiem do cholery! Po prostu nie mogę pozwolić, żeby on się z nim związał!
- Uważam, że powinieneś go zostawić. Krystian potrafi sam za siebie decydować.
- Kurwa, Tomas, Johan handluje narkotykami, nie jest miłym facetem i ty doskonale o tym wiesz!
- Co nie znaczy, że możesz się wtrącać!
- Kim jesteś, żeby o tym decydować?
- A kim ty jesteś dla tego chłopaka, co? Ciągle na niego pokrzykujesz, warczysz i go obrażasz! – Tomas wyrwał mu klucze z ręki i wrzucił je do kieszeni – A z resztą, obaj jesteście siebie warci – Bez pożegnania, obrócił się na pięcie i zbiegł na dół. Sasza był wściekły. Cała sytuacja go przerastała. Wiedział, że powinien po chłopaka pojechać, a przede wszystkim, że powinien mu powiedzieć prawdę o Johanie dużo wcześniej. Łudził się, że Krystian spełni jego prośbę i nie będzie się z nim spotykał, ale niestety się przeliczył...Idiota... Z drugiej strony czuł, że jeśli tam nic się nie dzieje, a on wpadnie do tamtego domu, to będzie się musiał gęsto tłumaczyć. Po tym jak kilka razy kopnął w ścianę, żeby się uspokoić, zszedł na dół. Ku jego zaskoczeniu, przed wejściem czekał samochód Tomasa, z kierowcą.
- Panie Ratowicz – Skinął na niego szofer – Szef kazał pana podwieźć.
- A czym pojechał Tomas?
- Pan Swenson zamówił taksówkę – Otworzył drzwi przed mężczyzną – Dokąd jedziemy?
- Na Torshov, ale gazem.


- Napijesz się czegoś? – Johan zaprowadził Krystiana do ogromnego salonu, a sam zniknął za załamaniem ściany.
- Drinka, ale słabego – Chłopak rozglądał się z zaciekawieniem po pokoju. Właściwie sam się sobie dziwił, czemu się zgodził, żeby tu przyjechać, ale Johan miał w sobie coś takiego... magnetycznego. W chwili kiedy pilot usiadł na skórzanej kanapie, do salonu wszedł Johan, niosąc drinki. Postawił na niskiej ławie szklanki, z grubego, ciętego kryształu. Zanim jednak usiadł, włączył muzykę i otworzył taras. Mężczyzna poruszał się z arystokratyczną gracją. Jego ruchy były pewne, męskie, ale jednocześnie absolutnie niewymuszone. Ściągnął marynarkę i rozpiął guzik przy kołnierzyku.
- Jak podobała ci się mój dom?
- Niesamowity. Ale – takiego się spodziewałem, szczerze mówiąc – Krystian wziął papierosa, z paczki leżącej obok alkoholu.
- Jestem taki przewidywalny? – Johan udawał oburzenie, sięgając po papierosa chłopaka. Zaciągnął się, po czym z powrotem wsadził mu go do ust. Mężczyzna mrugnął do niego porozumiewawczo i przysunął się trochę bliżej.
- Wiesz, że dla ciebie okłamałem swojego partnera? – Rzucił nagle Krystian, spoglądając w stronę towarzysza.
- Czułem, że on tam jest, kiedy się umawialiśmy. Dziwnie rozmawiałeś. Ale... – Objął chłopaka ramieniem – Może nie rozmawiajmy o nim, co?
- Kiedy mnie ciekawi, dlaczego się tak nie lubicie.
- Mamy swoje powody – Johan nachylił się nad jego uchem i omiótł je gorącym oddechem. Krystianowi przeszły ciarki po całym ciele, ale nie zareagował w żaden sposób – Spiąłeś się... Myślałem, że dobrze się bawiłeś – Tym razem usta zbliżyły się jeszcze bardziej.
- Bo tak było, ale nie jestem pewien czy tego chcę.
- Przecież mnie lubisz, tak? – Johan położył drugą rękę na brzuchu chłopaka i próbował wsadzić mu ją pod sweter.
- Nie! Znaczy... tak, ale... przestań – Stanowczo odciągnął jego dłoń.
- Dobrze, nic na siłę – Johan odsunął się, cały czas nie spuszczając chłopaka z oczu. Sięgnął po swoją szklankę i dopił alkohol jednym łykiem – Doleje nam i pogadamy.
Kiedy mężczyzna wyszedł, Krystian sięgnął po telefon, który cały czas miał w kieszeni. Przed wyjściem, specjalnie wyciszył dźwięk. Teraz zauważył, że ma kilka nieodebranych połączeń, wszystkie od Tomasa i Saszy. Ponieważ atmosfera stała się trochę niezręczna, miał ochotę się pożegnać i wyjść, ale z kolei nie wiedział jak ma dojechać do domu. Musiałby do któregoś z nich zadzwonić, a nie chciał się tłumaczyć. Po prostu tragedia antyczna. Nic tylko walić głową, w szklane drzwi tarasu. Właśnie kiedy chłopak poważnie zaczął się zastanawiać nad ucieczką przez ogrodowy żywopłot, do pokoju wrócił Johan, znowu niosąc alkohol. Krystian chętnie sięgnął po szklankę i jednym łykiem opróżnił połowę. Ten drink był trochę mocniejszy niż poprzedni i nastolatek poczuł jak od razu robi mu się cieplej. Po chwili zaczęło mu się kręcić w głowie. Zdziwił się; przecież nie ma siły, żeby upił się dwoma drinkami i lampką wina. Sytuacja robiła się jednak coraz dziwniejsza. Zaczęło robić mu się duszno i niedobrze.
- Źle się czujesz? – Johan znowu objął go ramieniem. Krystian pokiwał głową, starając się skupić myśli.
- Chce wyjść na powietrze – Chłopak próbował podnieść się na nogi, ale były jak z waty. Nie miał siły ruszyć nawet ręką.
- Może chcesz wody?
- N...Nie... Muszę... – Tak bardzo starał się być przytomny, ale oczy same zaczynały mu się zamykać. Coś było nie tak, bardzo nie tak.
- Musisz się uspokoić – Johan położył go na kanapie i nachylił się nad nim – Nic złego ci się nie stanie – Rozsunął mu uda kolanem i zaczął rozbierać ze swetra i koszuli. Chłopak nie miał siły protestować. Głowa kiwała mu się na boki, bo nie mógł utrzymać jej sztywno. Dotyk Johana palił go na nagiej skórze, która nagle stała się wrażliwa jak nigdy. Miał wrażenie, że muśnięcie opuszka, to tysiące igieł, wbijające się w jego ciało. Kiedy był już półnagi, mężczyzna zaczął szczodrze obdarzać go pocałunkami – Jutro i tak nie będziesz pamiętał jak to tego doszło. Będziesz myślał, że się upiliśmy. Ja po prostu nie lubię czekać...
- Zostaw – Krystian tylko tyle zdołał z siebie wydusić, kiedy zorientował się, że Johan ściąga z niego pasek Saszy.
- Nie martw się, spodoba... – Niestety nie dane było mu dokończyć, bo usłyszał jak ktoś z olbrzymim hałasem wpada do jego domu. Poderwał się zaskoczony na nogi, zostawiając odurzonego chłopaka na kanapie – Kto tam jest? – Zanim zdążył wyjść na korytarz, do pokoju z impetem wpadł Aleksander. Dzikim spojrzeniem omiótł pomieszczenie, zatrzymując wzrok na bezbronnym, prawie nagim nastolatku.
- Ja już ci kurwa powiem kto – Sasza nie zastanawiając się wiele przyłożył Johanowi z pięści.
- Pożałujesz tego – Wysyczał mężczyzna, przyciskając dłoń, do krwawiącego nosa.
- O nie. Ostrzegałem cię, że jeśli będziesz się z nim spotykał to ja tego nie zostawię. Mówiłem ci, prawda? – Podszedł do podpierającego się o gzyms kominka mężczyzny i uderzył go drugi raz, tyle że dwa razy mocniej, powodując, że ten upadł na ziemię – Powinieneś pamiętać, że ja dotrzymuję słowa – Rozmasowując obolałą od ciosów dłoń, podbiegł do kanapy i klęknął przy niej – Krystian, otwórz oczy – Podłożył ramię pod głowę chłopaka i spróbował go unieść – Proszę cię, spójrz na mnie – Kiedy chłopak już siedział, chwycił jego twarz w dłonie i niemal zmusił to otwarcia oczu.
- Sasza... – Cicho wymamrotał chłopak - ...znalazłeś mnie.
- Oczywiście, że cię znalazłem – Pogłaskał go po głowie. Nie wiedział czy chłopak cokolwiek kontroluje, czy nie, ale nie mógł patrzeć na niego w tym stanie – Cicho kochanie, nie bój się, znalazłem cię. Zabiorę cię do domu – Wstał i pewnym chwytem uniósł chłopaka do góry. Pozbierał jego rzeczy i wychodząc z domu, podszedł jeszcze do Johana, który nadal leżał na ziemi – Módl się, żeby on nic nie pamiętał, skurwysynie.
Wyszedł na zewnątrz i zaniósł chłopaka do samochodu. Szofer z zaskoczeniem patrzył na odgrywającą się scenę, która wyglądała co najmniej jak z filmu. Brawurowe odbicie nastolatka z rąk narkotykowego bossa, nie było chlebem powszednim.
- Jedź, ale tym razem spokojniej – Powiedział Sasza, układając głowę Krystiana, na swoich kolanach.
- Oczywiście proszę pana.
Czterdzieści pięć minut później auto zatrzymało się pod domem Aleksandra. Mężczyzna robił wszystko, żeby nie zrobić Krystianowi jeszcze większej krzywdy. Delikatnie wyciągnął go z wozu, starając się, żeby go nie poobijać i zaniósł go do swojej kamienicy. Nie wiedział, gdzie będzie mu najlepiej, więc postanowił położyć go w swoim łóżku. Chciał szybko skoczyć po wodę czy coś w tym stylu.
- Stój – Usłyszał słaby głos.
- Zaraz wrócę idę tylko po wodę, dobrze? – Chłopiec pokiwał głową, patrząc spod przymkniętych powiek na odchodzącego mężczyznę. Aleks mówił prawdę, wrócił za moment, niosąc na tacy miskę z lodowatą wodą, butelkę mineralnej i kilka puszek napojów energetyzujących. Tym razem nastolatek nie otworzył oczu, ale wyciągnął rękę w jego kierunku. Aleks chwycił ją i usiadł obok niego na łóżku.
- Rozbierz mnie... – Wyszeptał Krystian, oddychając ciężko. Gdyby nie okoliczności, to mogłoby brzmieć zmysłowo, ale Sasza wiedział, że chłopakowi jest po prostu gorąco, duszno i niedobrze naraz.
- Szkoda, że mówisz takie rzeczy tylko kiedy jesteś pijany, albo naćpany. – Pogłaskał go po policzku i starając się nie szarpać, ściągnął z niego wszystko, oprócz bielizny.
Siedział przy chłopaku całą noc. Dzieciak miotał się nawiedzany przez koszmary, więc Aleks kładł się obok i uspakajał, bliskością swojego ciała. Robił mu zimne okłady i dbał o to, żeby ta okropna noc była chociaż trochę lepsza. Sasza naprawdę modlił się, żeby chłopak nic nie pamiętał. Żeby obudził się z kacem i czarną dziura. Wolał to, niż jego smutną minę i wstyd w oczach. A Johan odpowie za to co chciał zrobić... Zapłaci im za to...

Sasza drzemał, opierając się o szafkę. Od kilku godzin Krystian spał już spokojnie i właściwie już powoli powinien się budzić. Na zegarku dochodziła dziewiąta, a za oknami było słychać ludzi i samochody. Nastolatek z trudem otworzył oczy i jęknął z bólu. Aleks natychmiast znalazł się przy nim.
- Boli cię? – Zapytał cicho, podając chłopakowi butelkę z wodą. Krystian tylko pokiwał głową, łapczywie pijąc. Dopiero po kilku minutach doszedł do siebie na tyle, żeby móc się odezwać.
- Coś mnie potrąciło – Wymamrotał, wciskając głowę w poduszkę. Jak do tej pory, nie zwrócił uwagi na to, gdzie i przy kim się obudził.
- Taa, butelka Johnnego Walkera
- Ha, ha kurwa – Jęknął kolejny już raz, próbując znaleźć dla siebie wygodną pozycję –Mogę spać?
- Śpij tak długo jak chcesz – Sasza pogłaskał go po włosach i szczelniej nakrył kołdrą. Po chwili zauważył, że już odpłynął, więc spokojny o jego stan, wyszedł z sypialni. Kiedy zobaczył swoje odbicie w lustrze na korytarzu, przeraził się. Miał przekrwione, podkrążone oczy, był poczochrany i nieogolony. Postanowił najpierw szybko przygotować śniadanie sobie i Krystianowi a potem doprowadzić się do względnego porządku. Szybko zszedł na dół, do kuchni. Zaparzył świeżej kawy i zrobił koktajl z bananów i miodu dla chłopaka. Przygotował wszystko do zrobienia jajecznicy, kiedy tylko chłopak się obudzi. Tak zabezpieczony, mógł zająć się w końcu sobą. Stał pod prysznicem dobrych kilka minut i wylewał na siebie hektolitry wody. Miał nadzieję, że może wypłucze mu to z głowy te cholerne myśli o cudownym chłopcu, który prawie nagi śpi w jego łóżku. Otrzeźwiało go tylko wspomnienie o tym, czemu się tam znalazł.
- Dlaczego jestem w twoim mieszkaniu? – Sasza usłyszał cichy głos, tuż za drzwiami kabiny. Zaskoczony prawie poślizgnął się i upadł, ale zdążył podeprzeć się rękami.
- Wyjdź! – Krzyknął zasłaniając się przed oczami Krystiana, błądzącymi po jego ciele
- Mogę coś zjeść?
- Tak! Wyjdź stąd!

Mężczyzna w pośpiechu dokończył toaletę i wyszedł z łazienki, owinięty wielkim, białym szlafrokiem. Kiedy tylko przekroczył próg kuchni, napotkał wzrok Krystiana.
- Gdyby mnie tak wszystko nie bolało, to bym się roześmiał.
- Gdyby cię tak nie bolało, to bym ci przyłożył za podglądanie, zboczeńcu...Czemu byś się roześmiał?
- Wyglądasz jak miś polarny.
- Sam jesteś miś polarny. Mam go ściągnąć? – Sasza już złapał za pasek
- Nie! Już wystarczająco źle się czuję – Zasłonił oczy Krystian. Sasza uśmiechnął się, zapalając papierosa. Nalał sobie kawy i podszedł bliżej chłopaka, który właśnie kończył przygotowywać jajecznicę
- Masz zadziwiająco dobry humor jak na kogoś w takim stanie.
- A propos mojego stanu... – Obrócił się i zabrał Aleksowi papierosa – Jak ja się tu znalazłem?
- Szybko ci się przypomniało, nie ma co – Roześmiał się Sasza
- Dopiero niedawno załączyłem funkcję „myślenie”. Więc?
- Zadzwoniłeś do mnie – Aleks stanął przy oknie tarasowym, tak, żeby nie patrzeć chłopakowi w oczy. Już w nocy przygotował sobie odpowiedź na to pytanie, ale i tak się bał. – Poprosiłeś, żebym po ciebie przyjechał, bo... – Zaciął się. To było bez sensu. Wszystko i tak się wyda, a Krystian będzie miał tylko pretensje, że nie usłyszał prawdy.
- Dziękuję – Nagle poczuł ciężar na swoim ramieniu. Obrócił się i zobaczył, ciemną głowę, opierającą się o niego.
- Za co?
- Za to, że mnie znalazłeś i za to, że chciałeś skłamać – Sasza nie zdążył się nawet zdziwić. Pilot uśmiechnął się do niego porozumiewawczo – Tak, pamiętam, co się stało. Może nie wszystko, ale mam obraz sytuacji.
- Więc czemu...?
- Bo byłem ciekaw co powiesz – Mężczyzna tylko pokiwał głową ze zrozumieniem. Ten chłopak czasem go zadziwiał. Był tak nieprzewidywalny, że przebywanie z nim, było wiecznym ryzykiem. Czasem się przegrywało, a czasem – jak tego ranka, wygrywało. Obrócił się całkiem i po chwili wahania objął chłopaka – Od kiedy jesteś taki czuły, co? – Zapytał Krystian, wyraźnie próbując zwalczyć rosnącą mu w gardle gulę.
- Zamknij się i korzystaj.

Aleks odwiózł Krystiana do domu, kiedy ten był już pewien, że czuje się nieźle. Po porannej rozmowie, więcej nie wracali do tematu Johana. Sasza żałował tylko, że chłopak zamiast go słuchać, musiał przekonać się na własnej skórze, że to nie jest dobry pomysł. Miał nadzieję, że do tego nie dojdzie. Po południu zadzwonił do niego Tomas, który od przyjazdu szofera, który opowiedział mu to, co wiedział, nie miał od nich wiadomości i poprosił go o spotkanie. Umówili się na obiad w Le Noir Orchidee, w centrum Oslo. Kiedy Sasza dotarł na miejsce, Tomas już na niego czekał.
- Witaj
- Cześć, zamówiłeś już? – Zapytał kierowca, siadając na swoim miejscu.
- Nie, czekałem na ciebie – W tej samej chwili do stolika podszedł kelner i podał im menu – Powiedz mi, co się tam wydarzyło. Franz wie tylko, że wyniosłeś z domu, na wpół nieprzytomnego Krystiana i kazałeś odwieźć was do siebie – Sasza pokiwał głową. Kiedy myślał o tamtym zdarzeniu, powracały emocje, które wtedy czuł. Był absolutnie przerażony. Całą drogę zastanawiał się co zrobi, kiedy wejdzie do domu Johana, a kiedy już tam był, zadziałał instynkt. Bał się myśleć jak by się czuł, gdyby nie zdążył.
- Spod domu pojechaliśmy prosto do Johana – Aleks niemal wypluł z siebie to imię – Dom nie ma ogrodzenia z przodu, więc bez problemu podszedłem bliżej. Johan nigdy nie zamyka drzwi od środka, więc od początku miałem pewność, że uda mi się wejść – Sięgnął po kieliszek i zrobił spory łyk – W środku był... Chciał... – Zasłonił sobie dłonią twarz, próbując zebrać myśli – Johan najprawdopodobniej wrzucił coś do drinka młodego i próbował się do niego dobierać.
- Czyli miałeś rację – Tomas z niedowierzaniem pokręcił głową – Wiedziałem, że Johan to facet nie dla ciebie, a tym bardziej nie dla Krystiana, ale nie myślałem, że posunie się do czegoś takiego.
- A ja byłem tego pewien. To sukinsyn, Tomas. Z jednej strony martwi się, wydzwania, prezenciki, ale jeśli nie dostaje tego, czego chce, zamienia się w... – Sasza jednym haustem dopił swojego drinka. Tomas patrzył na niego świdrującym spojrzeniem.
- Zrobił ci coś?
- Słucham? – Zapytał zdziwiony
- On. On zrobił ci coś? – Uściślił Tomas
- Nie – Uśmiechnął się pod nosem Aleksander – Ode mnie zawsze dostawał to, co chciał.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum