The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 18 2019 16:50:07   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Rally 8


Następnego dnia obudził ich jakiś hałas. Na szczęście pili tylko wino, więc byli bardziej przymuleni niż skacowani. Krystian wybudził się dość szybko i równie szybko zorientował się, w jakiej pozycji leży. Obudził się dokładnie tak jak zasnął, wtulony całym sobą w starszego mężczyznę. W pierwszej chwili nie wiedział ani gdzie jest, ani przy kim śpi. Szybko jednak dotarło do niego, w jakiej sytuacji się znajduje.
- Nie denerwuj się – Usłyszał tuż nad swoim uchem – Zmarzluchu – Alek dodał, uśmiechając się pod nosem.
- Sorry, nie chciałem – Krystian więcej tego nie komentując, odsunął się i rozprostował kości. Ubrał na siebie wszystko, co tylko mógł i wyszedł przed auto, żeby zapalić. Po chwili dołączył do niego Aleks. Rozejrzał się dookoła.
- O kurde... niezła musiała być impreza... – Mamrotał, szukając w kieszeni zapalniczki. Dookoła nich leżały porozwalane papierki po batonikach, butelki po winie, pudełka po papierosach... Istny śmietnik. Brakowało tylko prezerwatyw, naprawdę... Krystian zamiast odpowiedzieć, uśmiechnął się tylko.
- Dziękowałem ci wczoraj? To było niesamowite.
- ...Tak. Dziękowałeś – Sasza wbił wzrok w swoje buty. Miał racje. Chłopak nawet by tego nie pamiętał, a on pomimo tego miał takie opory żeby... Uch, było minęło. Szansa przepadła.


Norwegia, po powrocie z tego piekielnego zimna, zdawała się cudownie ciepła i przyjazna. Krystian przekroczył próg swojego mieszkania o siódmej rano, kiedy wszyscy i wszystko było pogrążone we śnie. Norwedzy nie chorowali na pracoholizm. Chłopak szedł w stronę sypialni i znaczył swoją drogę ściąganymi w międzyczasie ubraniami. Był tak zmęczony, że nie miał siły składać rzeczy i miał nadzieję, że kiedy będzie spał, porządkowa wróżka przyjdzie i poukłada wszystko. Nienawidził bałaganu, niemal chorobowo. Niestety miał wrażenie, że oprócz niego nikt inny nie czuje potrzeby sprzątania. Jego siostra nadrabiała normę za ich dwójkę, rozrzucając absolutnie wszystko i wszędzie, mama może nie bałaganiła, ale też nie sprzątała. Karol, kiedy widział go z odkurzaczem, to wyłączał mu w domu prąd, a Aleks ma paskudny zwyczaj... Chłopak uniósł głowę znad umywalki, nad którą mył zęby. Dlaczego pomyślał o Saszy? To pewnie skutek tego odosobnienia na kole podbiegunowym. Tyle czasu spędzonego z tym mężczyzną sprawiło, że skrzywił mu się umysł i już nigdy nie będzie taki sam. Szurając nogami, przeczłapał do kuchni, gdzie zrobił sobie gorącej czekolady, a potem przeniósł się do salonu. Położył się na kanapie, zwinięty w kłębek i włączył telewizor.
„...Są to zwierzęta bardzo silne - potrafią zabić człowieka jednym uderzeniem łapy. Nie atakują jednak bez powodu, chyba, że są prowokowane, bardzo głodne lub czują się zagrożone. Niedźwiedź polarny sygnalizuje atak kłapaniem zębami i wydmuchiwaniem powietrza przez nos, opuszcza łeb i z dużą prędkością, długimi susami, rusza do ataku. Istnieje wiele przypadków atakowania i zabijania ludzi przez niedźwiedzie...”
Boże... wyłączył gadające pudło i obrócił się na drugi bok. Ściągnął z oparcia sofy koc i opatulił się. Za oknem zaczął padać deszcz ze śniegiem. Wyjący wiatr szybko uśpił chłopaka. Należał mu się porządny sen. Po nocy spędzonej w samochodzie z Saszą, zaczął kasłać i bolała go głowa, chociaż nie pokazywał nikomu, że źle się czuje. Mężczyzna tak się postarał, że nic nie powinno zachwiać jego poczucia spełnionej misji. Krystian w głębi duszy cieszył się z zakopanego topora wojennego i unormowania stosunków. I nawet, kiedy w śmigłowcu odkrył, że kierowca się na niego gapi, w ogóle mu to nie przeszkadzało. Miał podskórne wrażenie, że nie powinno...

Sasza otworzył oczy. Znowu mu się to śniło. Dźwięk pękającej szyby, krótkie sekundy lotu i wreszcie upadek. Głuche uderzenie i trzask pękających kości. A potem krzyk. Miał te sny od kilku lat i jego podświadomość tak się do nich przyzwyczaiła, że nie krzyczał. Oczywiście, na początku to było potworne, budził go jego własny wrzask, był zalany łzami. Nauczył się nad tym panować, kiedy był z Johanem. Kiedy nie mógł już wytrzymać koszmaru, otwierał oczy, zupełnie tak jak dzisiaj. Wstał z łóżka, narzucając na siebie bluzę. Zgarnął ze stolika w pokoju papierosy i wszedł na taras. Przenikliwe zimno przypomniało mu o tym, co zaszło tamtej nocy... a może raczej co nie zaszło. Pluł sobie w brodę, że wydarzenia sprzed lat nie pozwalają mu normalnie funkcjonować i psują takie momenty jak tamten, w urodziny chłopaka. Nie mógł sobie wybaczyć, że tak zaangażował się emocjonalnie, że chłopak nie był mu obojętny, że w każdej chwili mógł zostać zraniony. Próbował poukładać swoje myśli. Czy jeśli przespałby się z nim, to znaczyłoby coś więcej, czy tylko seks? Czy on chciał... Czy potrzebował kogoś na stałe? Zresztą, skąd mógł wiedzieć, że chłopak w ogóle będzie zainteresowany? To, że chciał go przelecieć po pijaku, nic nie znaczyło. Może tylko to, że był zdrowym młodym facetem. Sasza bez zastanowienia wyciągnął drugiego papierosa. Zerknął na opakowanie. „Palenie w ciąży jest szkodliwe dla dziecka”, głosiła ostrzegawcza etykietka. Uśmiechnął się tylko i zaciągnął mocno.

- Słuchaj, to w końcu o co chodzi? – Pola zrozpaczona zawyła do słuchawki. Jako kobieta wielofunkcyjna, starała się nie popsuć świeżo pomalowanych paznokci, jedząc chińszczyznę pałeczkami. – Weź mi wytłumacz, z kim ty w końcu chcesz być?
- Pola, oślico, właśnie o to chodzi, że właściwie to nie wiem czy w ogóle chcę... – Krystian rozmawiał z siostrą przez zestaw słuchawkowy, jednocześnie wycinając ciastka foremką.
- No, ale zmieniłeś w końcu zdanie co do Aleksandra?
- No właściwie...tak. Żałuję, że się tak spiłem na tym biegunie, bo może byłoby po wszystkim.
- Ej! Stop! Bez intymnych szczegółów, ja tu jem!
- A co?
- Chop Suey z krewetek – Dziewczyna popatrzyła na morskie żyjątko, zanim wsadziła je do ust.
- A ja robię żurawinowe ciastka z białą czekoladą. – Rozentuzjazmował się chłopak, odchodząc od tematu. Jego siostra skrzywiła się na samą myśl o żurawinie z czekoladą.
- Oblecha. A z ciebie to prawdziwa ciota jest. Dobrze, że nie haftujesz, albo nie robisz na drutach. – Nagle, koncentrując się na ostatnich słowach, wybuchła śmiechem. – Jestem taka zabawna
- Raczej żałosna. Odeszliśmy od mojego problemu wiedźmo!
- No dobra, to podsumujmy. Karol chce do ciebie wrócić, na horyzoncie pojawił się Johan, a ty zaczynasz interesować się Saszą. Wiem, że Karol cię już nie interesuje, ale kluczową kwestią pozostaje to, czy ty chcesz kontynuować znajomość z Johanem, a Sasza z tobą. Jeśli to ustalisz, to wszystko będzie jasne.
- Jak ty do tego doszłaś... – Chłopak wywrócił oczami, wkładając blachę do piekarnika. – Dobra, zostawmy to.
- Mhm, Kiedy macie następny rajd?
- 22 września, na Cyprze – Krystian dla pewności zerknął na rozpiskę, wiszącą na lodówce.
- Szczęściarz! Kup mi coś!
- Jasne, szczęściarz, ja tam jadę do pracy.
- Co to za praca... Wsiadasz do samochodu, pędzisz na złamanie karku, wygrywasz, dostajesz za to pieniądze, a potem tylko zdjęcia, wywiady i cypryjska plaża...
- No to, co ci przywieść? Niebieskie koraliki? – Usłyszał w słuchawce szalony śmiech swojej młodszej siostry.
- Kochanie, buty! Zapamiętaj, W Timinis, botki od Fendi, rozmiar 5. Skoro wygrywasz, to chociaż się szarpnij.
- Znasz centra handlowe na całym świecie?
- Nie. Tylko w miejscach, do których jeździ mój ukochany starszy brat. Paaaa – Nadal się śmiejąc, odłożyła słuchawkę.


„Proszę państwa, ten rajd obfituje w niespodzianki, nie dość, że od rana leje deszcz, to nasz mistrz klasyfikacji jest na trzecim miejscu! Ale proszę państwa, właśnie do linii mety zbliża się Francuz Loeb, z drużyny Citroena”
Krystian wyskoczył z samochodu, wściekły jak osa. Trzasnął drzwiami przytrzaskując swoje notatki. Z drugiej strony wyskoczył Sasza, który ruszył w kierunku chłopaka. Szarpnął go za ramię, próbując zatrzymać, ale tylko pogorszył sytuację. Chłopak odwrócił się i zamierzył. Przed uderzeniem, powstrzymał go tylko Andrzej, który odciągnął mężczyzn od siebie. Całe zajście oczywiście nie uszło uwadze mediów, które w kilka sekund zrezygnowały z fotografowania szczęśliwego Loeba z Eleną i gremialnie przeniosły zainteresowanie na kłócącą się ekipę. Sasza był pewien, że taki występ nie ujdzie uwadze zamkniętego światka rajdowców. Przepychając się przez dziennikarzy i kibiców, którzy zebrali się w okolicy ich samochodu, doszedł do budynku, do którego wpadł Krystian. Spotkał chłopaka przy automacie z napojami, który chwilowo stał się celem ataku pilota.
- Możesz mi powiedzieć, co cię podkusiło, żeby mnie bić przy ludziach? – Sasza podszedł do maszyny i jednym szturchnięciem uwolnił puszkę z jej wnętrza.
- Spieprzaj. Nie pokazuj mi się na oczy. – Chłopak zagroził mu palcem, przynajmniej nie zamierzając się z pięściami.
- Musisz się jeszcze nauczyć, że nie zawsze się wygrywa. Rozumiesz? To jest sport, dzisiaj lepszy był Sebastien.
- Przestań pieprzyć – Krystian już odchodził, ale zatrzymał się w pół kroku. – Obaj wiemy, że gdybyś mnie posłuchał, to byśmy wygrali! Pieprze taką współpracę, jeśli ty mi nie ufasz i nie słuchasz tego, co do ciebie mówię.
- Nie jesteś wyrocznią dziecko! Gdybym wziął trzeci zakręt tak jak kazałeś, to pewnie bylibyśmy zawinięci na drzewie! – Sasza cały czas starał się zachować spokój, bo po części rozumiał emocje chłopaka. Też nie lubił przegrywać, ale jak sam powiedział, takie są reguły gry, nie można ciągle wygrywać, a Loeb bywa dobry. Niestety postawa pilota wyprowadzała go z równowagi coraz bardziej.
- Wiesz co? Wal się – Krystian warknął i odszedł.
- Jesteś ostatnio Niagarą cierpliwości w kwestii tego chłopaka – Tomas stał oparty o ścianę, zerkając z uśmieszkiem na młodego przyjaciela. Sasza nawet nie odwrócił się w jego kierunku.
- Za to on jest chyba drugim wcieleniem Dr Jekyl’a i Mr Hyde’a.
- Podziwiam cię. To do ciebie niepodobne. Zwykle wybuchasz po pięciu minutach – Tomas zbliżył się do niego i położył mu rękę na ramieniu.
- To co innego. On... Krystian...
- No, no i do tego tracisz język w gębie. Zaczynam przychylać się do opinii Poli.
- A co ma z tym wspólnego Pola, do jasnej cholery?
- Oprócz tego, że twierdzi, że... Czekaj, jak to ujęła... „Lecisz” na jej brata – to absolutnie nic.

Pola 14:30:33
Oglądałam Cypr. Dałeś dupy kochany.

Ja 14:31:40
Spieprzaj.
Pola 14:32:02
Też się cieszę, że z Tobą rozmawiam.
Pola 14:32:15
O co poszło? Kłótnia kochanków?
Ja 14:33:07
ZARAZ CIĘ ZABLOKUJE
Pola 14:33:45
No dobra, bez agresji. Dowiem się, za co byś mu przywalił?
Ja 14:35:00
Bo gdyby ten baran mnie słuchał, to byśmy wygrali.
Ja 14:35:27
On nie rozumie, że jak mówi się do niego prawy 5 pół ciąć
Ja 14:35:40
To ta dupa wołowa absolutnie olała to, co mówiłem.
Ja 14:36:22
To nic, że WSZYSTKIE drużyny tak brały ten zakręt
Ja 14:36:38
Nie, mój kierowca musiał uznać, że jest najmądrzejszy
Ja 14:37:02
„Zawiniemy się na drzewie”
Ja 14:37:35
Sam się zawiniesz kretynie. Jak nie umiesz jeździć, to nie moja wina.
Pola 14:38:12
Skończyłeś?
Ja 14:39:42
Tak.
Pola 14:40:24
Lepiej ci?
Ja 14:40:56
Tak
Pola 14:41:00
To teraz wracaj do pokoju i dokończ z nim ten obiad do cholery
Pola 14:41:03
I daj zjeść mi.
Ja 14:41:14
Ej, przecież to ty zaczęłaś!

Chłopak zamknął laptopa i podniósł się z łóżka, na którym przycupnął, kiedy z jadalni usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości. Za radą siostry wrócił do stołu, przy którym siedział Sasza. Na jego talerzu lądowała właśnie kolejna porcja żeberek w miodzie.
- Przepraszam, to była Pola – Nastolatek rzucił uprzejmie, zwracając się do kierowcy.
- Mhm, spoko – Wymamrotał Aleks, pakując sobie do ust ziemniaki – Genialne te żeberka.
- Dzięki – Pilot jadł w milczeniu, tylko od czasu do czasu zerkając na towarzysza.
- Słuchaj, skoro sam zaprosiłeś mnie na obiad, to mógłbyś ze mną porozmawiać.
- Może i bym mógł...
- ...Ale?
- Nie ma „ale”. Może i bym mógł porozmawiać. Tylko, że nie rozmawia się przy posiłku.
- Aha. ...Myślałem, że już ci przeszło primadonno.
- Słucham? – Krystian upuścił widelec na talerz i poderwał głowę.
- Ja jestem primadonną? To ja wchodzę w kompetencje innych lu hik! dzi? – Nagle zaczęty monolog przerwała mu...czkawka. – To hik ni hik nie ja się hik! – Sasza przestał jeść i wybuchnął śmiechem.
- Chyba miałeś rację z tym, żeby nie mówić przy jedzeniu. Przyniosę ci wody.
- Sam hik sob hik ie przyniosę hik! – Chłopak podniósł się z krzesła, ale mężczyzna go zatrzymał. Chwycił za ramiona i spróbował z powrotem posadzić. Przez chwilę stali naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy. Sasza czuł jak jego głowa, niemal odruchowo zniża się, w poszukiwaniu pocałunku, ale powstrzymał się.
- Siadaj. Przyniosę ci.
W tym samym czasie, w salonie, zadzwonił telefon i Krystian poszedł do odebrać.
- Hal hik halo?
- Cześć, tu Johan – Usłyszał męski głos po drugiej stronie.
- Johan?! – Krystian tak zdziwił się niespodziewanym telefonem, że czkawka mu przeszła – Znaczy... cześć.
- Zapomniałeś o mnie, co?
- N..nie – Chłopak zerknął w stronę kuchni, z której dochodziło stukanie szklanek. Sasza też obrócił się w tym momencie i ich spojrzenia spotkały się, a mężczyzna uśmiechnął się – Chciałeś coś, czy tak sobie dzwonisz?
- Chciałem się z tobą spotkać – Głos Johana przybrał lekko chropowate brzmienie, które wywołało w Krystianie dreszcze.
- Tak?
- Dziwi cię to? Ostatnia kolacja była szalenie miła, nie sądzisz?
- Chętnie. Kiedy?
- W piątek? Jutro?
- O dziewiętnastej?
- Przyjadę po ciebie, dobrze?
- Do jutra.
- Do jutra.


Kiedy chłopak ponownie spojrzał w kierunku kuchni, Sasza stał już w drzwiach salonu, trzymając w dłoniach szklanki z wodą. Oparł się o framugę, ze skrzyżowanymi nogami, wpatrując się w niego.
- Umówiłeś się? – Podszedł i podał chłopakowi napój.
- Tak, spotkanie...w sprawie szkoły – Skłamał na szybko, korzystając z tego, że Tomas ostatnio namawiał go do podjęcia studiów w Norwegii - Wracajmy jeść.
Wrócili do stołu i znowu zaczęli jeść, coraz chłodniejszy już, obiad. Tym razem, chociaż nie rozmawiali, co jakiś czas zerkali na siebie i nie uciekali wzrokiem. Krystian nie spodziewał się telefonu od Johana i nie miał ochoty, żeby Sasza dowiedział się, z kim się umówił. Teraz, spoglądając na niego, myślał czemu tego nie chce. Przecież nie boi się, że kierowca będzie zazdrosny, prawda? Boże, tak właściwie to nie obchodzą go jego uczucia... Lubi go, musi przyznać, że nawet czasem lubi się z nim kłócić i specjalnie go drażni, ale nic poza tym. I chociaż ostatnio Poli mówił co innego, to zrewidował poglądy. Sasza wcale mu się nie podoba. Wcale...no oprócz tych ślicznych oczu w kształcie migdałów i tych zgrabnych uszu, z których jedno ozdobione było kolczykiem na samej górze. ...No i tych ust. Już jakiś czas temu zauważył, że Aleks musiał mieć złamany nos, bo jest trochę krzywy, ale to też było fajne... takie łobuzerskie. Ale najbardziej lubił słuchać jego głosu na treningach, kiedy był skupiony, pewny siebie i taki przejęty. Uwielbiał ludzi, którzy wykonują swoją pracę z pasją. ....Ej! Przecież on mu się wcale nie podoba!
- O czym tak myślisz? – Zapytał Sasza, wyrywając chłopaka ze swojego świata.
- Co?
-No o czym myślisz. Najpierw robiłeś taki miny, jakbyś myślał o naszym nowym samochodzie, a potem taką jakbyś myślał o mnie – Uśmiechnął się zawadiacko, podnosząc szklankę do ust.
-To znaczy, jaką? – Zapytał rozbawiony Krystian.
- Mniej więcej taką – Sasza wygiął usta w podkówkę, a zaraz później skrzywił się jakby ktoś podstawił mu pod nos talerz z parującym szpinakiem.
„Chyba nie chciałbyś wiedzieć, jakie robię miny, kiedy myślę o tobie tak naprawdę” – Pomyślał Krystian, ukrywając zmieszanie pod ironicznym uśmieszkiem.
Piątkowy wieczór zapowiadał się bardzo miło. Z resztą, każde spotkanie z Johanem było takie. Mężczyzna był zabawny i sympatyczny. Miał gest, ale nie sprawiał wrażenia, że chciałby sobie kupić zainteresowanie Krystiana. Chłopak bardzo dobrze czuł się w jego towarzystwie. Teraz stał przed lustrem i szykował się na... hmm... randkę? Johan dzwoniąc dzisiaj rano, uprzedził go, że ma ubrać się elegancko. Chłopak chcąc nie chcąc, posłuchał prośby. Stał teraz w łazience, ubrany w czarne spodnie i czarną koszulę. Krzywił się widząc własne odbicie w lustrze. Nie był do końca zadowolony z efektu. Chociaż udało mu się w końcu zdecydować, którą marynarkę ubierze, co wcale nie było proste, to nadal nie wiedział do jakiego stopnia „zgejenia”, jak to mówiła jego siostra, może się posunąć. Nagle do drzwi ktoś zadzwonił. Krystian przerażony spojrzał na zegarek. Do umówionej godziny zostało jeszcze trzydzieści minut.
- Kto tam?
- To ja – Po drugiej stronie drzwi, Krystian usłyszał Aleksandra. Odhaczył łańcuszek i wpuścił go do środka.
- Co ty tu robisz? Ja wychodzę! – Chłopak nie ukrywał irytacji, żywiołowo gestykulując.
- No właśnie widzę – Sasza odwiesił kurtkę do szafy i zmierzył wzrokiem pilota.
- Niby co.
- Wyglądasz... – Uśmiechnął się, przygryzając ust
- Tak, wiem, jak szczur na otwarcie kanału, jak stróż w boże ciało... jakie głupie teksty jeszcze znasz?
- Chciałem powiedzieć, że wyglądasz fajnie, ale skoro tak wolisz, to ok – Krystian jeszcze przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu tylko prychnął zniechęcony i bez słowa wszedł do garderoby.
- To powiedz mi chociaż czy dobrze wybrałem – Wyszedł trzymając w rękach wieszak z czarną, marynarką. – Może być? – Zapytał, zarzucając ją na siebie. Sasza popatrzył na niego krytycznym okiem.
- Wyglądasz, jak na pogrzeb – Powiedział skrzywiony – Czekaj – Szybkim krokiem wyminął chłopaka i wszedł do jego garderoby. Mężczyzna zabronił mu wchodzić, do momentu kiedy skończy. Chłopak co jakiś czas jęczał załamany, kiedy widział przez uchylone drzwi, jak na podłogę upadają kolejne ciuchy – Dobra – Wychylił się Sasza – Wejdź i przymierz to, co wybrałem.
- A czemu nie mogłem patrzeć? – Zapytał chłopak, właściwie zamykając już za sobą drzwi.
- Bo byś marudził. Właź i nie gadaj.
Po kilku minutach chłopak wyszedł z pomieszczenia z niepewną miną. Niemrawym krokiem przeszedł do sypialni, gdzie miał lustra na całą ścianę. To, co zobaczył było niezłe... ale....
- Czegoś brakuje – Sasza wyjął mu z ust myśl. Nagle na twarzy kierowcy odmalowało się olśnienie. Jedną ręką odpiął swój pasek i zamaszystym ruchem przepasał nim chłopaka. Stojąc za nim, położył mu brodę na ramieniu i uśmiechnął się.
– Teraz jest idealnie. Możesz iść na spotkanie. Na pewno wszystko się uda.
Krystian patrząc w lustro, spojrzał mu w oczy. Och, cholera! Czuł na plecach jak podnosi się i opada jego klatka piersiowa, jego ciężki wzrok na sobie. Nagle przestał mieć ochotę na jakiekolwiek wyjście. Miał za to przemożną ochotę na to, żeby obrócić się i pocałować go, a potem dać się rozebrać z tych wszystkich rzeczy, które przed chwilą Sasza dla niego wybrał. Do łóżka z resztą nie mieliby zbyt daleko, byli przecież w sypialni. W pewnej chwili w obrębie pola jego widzenia znalazł się budzik, stojący na szafce nocnej.
- Boże! Za dziesięć siódma! Musisz iść! Ja zaraz wychodzę! – Krystian zaczął panikować.
- Spokojnie, może cię podwiozę? Gdzie się umówiłeś?
- Nie, zamówiłem taksówkę, ale matko! Buty! Płaszcz! – Chłopak nie wiedział, co zrobić. Zaraz miał się tu pojawić Johan i jeśli tak dalej pójdzie, to oni się tu zaraz spotkają i chociaż Krystian nadal nie wiedział, czemu się tak nie lubią, to wolał się właśnie dzisiaj nie dowiadywać. Szczególnie, że to oznaczałoby przyznanie się do kłamstwa, z którego i tak później będzie musiał jakoś wybrnąć. |
- Jeśli masz czarny płaszcz to czarne buty, jeśli jaśniejszy, to brązowe. Weź rękawiczki, bo jest zimno. Idę – Poklepał go po ramieniu, po raz kolejny zwalczając w sobie pokusę pocałowania go. ...Kiedyś chyba nie wytrzyma. Chłopak jeszcze nie mógł odetchnąć z ulgą. Kiedy tylko za kierowcą zamknęły się drzwi, podbiegł do okna i wyglądał samochodu Johana. Na szczęście Sasza zdążył wyjść z kamienicy, zanim auto mężczyzny podjechało pod wejście. Krystian szybko założył buty (pomimo rady Aleksandra i tak się chwilę wahał) i płaszcz. Jeszcze jedno spojrzenie w lustro. „Idealnie” – pomyślał, przesuwając opuszkami palców po klamrze paska, który założył mu kierowca. Jakiś czas później usłyszał głośne stukanie do drzwi.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum