The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Stycze 20 2019 00:25:24   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Mój chłopak Śmierć 15


Punktualnie o szesnastej rozległ się dzwonek do drzwi. Bazyli, który siedział w salonie i rozwiązywał jakaś krzyżówkę, która zmuszała go do skupienia się i nie myślenia o rodzinie, podskoczył przestraszony i spojrzał niepewnie w stronę drzwi. Azmeth odruchowo uczynił to samo, a Kostek podniósł się z kanapy i podszedł do niego, by go objąć i dodać otuchy. Daniel skrzywił się wkurzony i bez słowa poszedł otworzyć, by powiedzieć temu dupkowi z rodziny Bazylego, który właśnie się dobijał do drzwi, co o nim myśli. Otworzył drzwi z rozmachem i już otwierał usta by wypuścić wiązankę, gdy zobaczył jakiegoś starszego mężczyznę.
- Myster Nawerski? I am… nazywam się James Kowalski. Bylyszmy umowieni na dżyszaj – mężczyzna wyciągnął rękę na powitanie.
- To nie ja – odparł. – Zapraszam do środka, Bazyli już czeka.
Zaprowadził gościa do pokoju i przedstawił wszystkim. Widać było, jak odetchnęli z ulgą.
Przez następną godzinę prawnik zapoznawał Bazylego z dokumentacją spadkową, a gdy wychodził, Bazyli był kompletnie skołowany i jedyne, co zdołał zapamiętać, był fakt, że musi jeszcze minąć miesiąc zanim wszystko się uprawomocni i będzie mógł korzystać z pieniędzy.
- Rajciu – westchnął Azmeth wyciągając nogi na stojącą przed kanapą pufę – będziemy mogli sobie pojeździć po świecie i pooglądać wszystkie te fajne rzeczy. Zabawimy się na całego!
- Nie będziemy mogli i nie zabawimy się – warknął Daniel, a Azmeth spojrzał nie niego zdumiony. – To nie twoje pieniądze, nie rządź się nimi.
Były demon już otwierał usta, by się odgryźć, ale Bazyli był szybszy.
- Ale ja nie mam nic przeciwko – powiedział. – Sam chętnie sobie pozwiedzam.
- No widzisz? – mruknął demon i pokazał ukochanemu język.
- A moglibyście tak nie dzielić skóry na niedźwiedziu? – zapytał Kostek.
- Ale tu nie ma żadnego niedźwiedzia – odezwał się głosem translatora Mikołaj, na co Bazyli parsknął śmiechem, a Kostek udał, że właśnie złapał go kaszel.
Cherubinek już miał się obrazić, ale Bazyli szybko mu wyjaśnił znaczenie powiedzenia użytego przez Kostka.
- Ludzki język jest strasznie skomplikowany – mruknął Mikołaj, chociaż translator przetłumaczył to jak zwykle beznamiętnym głosem. – To co teraz zrobimy?
- Czekamy – odparł Śmierć i popatrzył sugestywnie na każdego po kolei, pilnując, by Bazyli nie zauważył jego znaczących spojrzeń.
Następnego dnia, kiedy Bazyli wychodził z uczelni, przystanął przerażony. Kilkanaście metrów od budynku stał jego brat. Cofnął się, modląc się w duchu, by tamten go nie zauważył. W dalszym ciągu nie miał ochoty widzieć nikogo z rodziny. Wszyscy już wyszli, a on czekał, wyglądając przez okno. Niestety Jarek wciąż tam stał, a właściwie chodził tam i z powrotem i co chwila z niecierpliwością patrzył na zegarek. W końcu zrezygnował z czekania i odszedł. Bazyli odetchnął z ulgą. Dopiero teraz zauważył, że tak mocno zaciskał palce na szelkach plecaka, że aż ma problemu z rozprostowaniem ich. Był tak zdenerwowany, że postanowił zrezygnować z reszty zajęć i wrócić do domu.

***
Była trzecia nad ranem, kiedy do Kostka doleciał znajomy zapach. Ostrożnie uwolnił się z objęć ukochanego. Zanim po cichu wyszedł z pokoju, troskliwie przykrył go kołdrą i pocałował w czoło. Przebrał się w służbowy strój i wyszedł z domu. Szybko namierzył swojego klienta, jednak nie dotarł do niego. Kiedy był zaledwie jedną ulicę od celu, wpadł na jakiegoś mężczyznę. Chociaż „wpadł” to zbyt mocno powiedziane, jako śmierć przenikał przez ludzi. Dopiero gdy ściągał habit mógł zderzać się z innymi ludźmi. Normalnie takie przejście przez człowieka nie zrobiłoby na nim wrażenia, jakby przechodził przez obłok dymu, jednak tym razem poczuł się dziwnie, jakby przepychał się przez watę najeżoną milionem igieł. Wzdrygnął się.
- Co się stało? – zainteresował się Adam.
- To nienormalne – mruknął Kostek patrząc za oddalającym się człowiekiem.
- Co takiego?
Kostek opisał dokładnie swoje odczucia. Kiedy skończył Adam popatrzył uważnie na Mikołaja. Tej tylko skinął główką i szybko otworzywszy przejście w zaświaty poleciał zameldować o tym niecodziennym incydencie przełożonym.
Tymczasem Kostek otrząsnął się jakby wychodził z wody.
- Coś mi się musiało przewidzieć – mruknął, po czym ruszył po swojego klienta. A kiedy pojawili się następni, zupełnie zapomniał o całym zdarzeniu.

***
Mikołaj poleciał do swojego przełożonego.
- Mam cię kultury uczyć? – warknął kierownik, kiedy cherubinek wpadł do jego gabinetu bez pukania.
- Szefie, coś mam! – Na szczęście kierownik należał do tych, którzy rozumieli świergotanie kurierów, więc cherubinek nie musiał tracić czasu na uruchamianie translatora.
- Ja też mam, hemoroidy. I jakoś nie drę się o tym na glos – warknął.
- Ale to coś dziwnego na ziemi. Może to to coś, o czym mówił archanioł Gabriel.
- Pokaż raport.
- Nie mam, nie było czasu go spisać.
- więc siadaj i pisz teraz – warknął, kładąc na biurku kartkę papieru i długopis. Mikołaj spojrzał na niego z dezaprobatą i wyciągnął z torby kurierskiej laptopa. Usiadł z nim na biurku, z pełną premedytacją zrzucając przy okazji na podłogę sporą stertę papierów i zaczął stukać palcami w klawiaturę. Kiedy skończył, obok laptopa pojawiła się drukarka, która wypluła zapisane kartki. Kierownik uważnie przeczytał, po czym bez słowa wyszedł z gabinetu. Mikołaj zrozumiał, że to oznacza iż nie jest już więcej potrzebny i wrócił do Konstantego. Na szczęście ten był tak zajęty pracą, że nawet nie zauważył jego zniknięcia. Do końca „zmiany” nie wydarzyło się już nic dziwnego i kiedy w końcu odprowadzili wszystkie dusze do zaświatów, na ziemi właśnie wstawało słońce. Kostek szybko ściągnął habit i wsunął się pod kołdrę,, tak, że kiedy Bazyli w końcu się obudził, wyglądało tak jakby Kostek nigdzie się nie ruszał.
- Witaj, kochanie – odezwał się Śmierć całując ukochanego w usta.
- Mmmm, nawet nie wiesz jak uwielbiam gdy mnie tak budzisz – mruknął Bazyli z uśmiechem, nie otwierając jeszcze oczu.
- Domyślam się – zaśmiał się Kostek obejmując ukochanego i całując go bardziej namiętnie.
- Czyżbyś miał ochotę na coś więcej? – W końcu otworzył oczy i popatrzył na ukochanego z figlarnym błyskiem.
- Z tobą zawsze – mruknął całując go ponownie i kładąc rękę na jego biodrze.
Już miał przejść do konkretów, gdy nagle drzwi się otworzyły i do sypialni wpadł Azmeth.
- Ej, nie ma migdalenia się! – wykrzyknął rzucając się na łóżko. Na szczęście Kostek i Bazyli wciąż byli przykryci kołdrą, więc nie musieli wykonywać żadnych gwałtownych ruchów by ukryć ich budzące się pożądania. – Jeść mi się chce! Zróbcie śniadanie.
- Nie zachowuj się jak rozpuszczony gówniarz – mruknął Kostek.
- Ale mnie się naprawdę chce jeść, a Daniel już uciekł do roboty. Nawet mnie nie obudził – burknął krzywiąc w niezadowoleniu usta.
- A co tak wcześnie? – zdziwił się Bazyli.
- A nie wiem – były demon wzruszył ramionami – ale wczoraj coś tam jęczał, że ostatnio kierownik się nad nimi znęca dokładając roboty.
- No to wszystko jasne – stwierdził Bazyli. – Po prostu musiał iść wcześniej do pracy, bo nie chce podpaść. Nie przejmuj się, porazi sobie – dodał widząc zasępioną minę Azmetha. – A ja zaraz zrobię śniadanie. Tylko najpierw chciałbym się ubrać. – Popatrzył znacząco na Azmetha, który dopiero po chwili zrozumiał aluzję.
- Aaaa, już uciekam – powiedział i wybył z pokoju tak szybko, jak szybko się w nim pojawił.
- Rozpuszczasz go, wiesz? – mruknął Kostek pożerając ukochanego wzrokiem podczas gdy ten się ubierał. – Powinien w końcu sam sobie robić śniadanie. Rozpuszczasz go.
- Ciebie też rozpuszczam i jakoś mi tego nie wypominasz – odparł ze śmiechem, całując go w usta.
- Ja to co innego. Ja jestem twoim facetem i z definicji powinieneś o mnie dbać i mnie rozpuszczać…
- Coś ci się czasem nie pomyliło? Jeszcze niedawno mówiłeś, że to TY będziesz MNIE rozpuszczać.
- I rozpuszczam cię, ale ty też mógłbyś mnie rozpuszczać – odparł z lekką pretensją w głosie.
- Pomyślę o tym później. – Pocałował Kostka w usta. – A teraz muszę zrobić śniadanie, bo inaczej Azmeth będzie jęczał, że chcemy go zagłodzić.
- Weź go w końcu naucz gotować.
- Próbowałem, ale on ma do tego dwie lewe ręce.
Kostek tylko westchnął.
Bazyli szybko zrobił śniadanie i wyszedł na zajęcia. Był dzisiaj w wyjątkowo dobrym nastroju, że nawet dał się namówić kumplom na wspólne wyjście na piwo, chociaż zawsze odmawiał.

***

Kiedy tylko Bazyli udał się na zajęcia, Kostek ubrał habit i wyszedł z domu. Korzystając z pomocy chochlików namierzył rodzinę ukochanego. Na szczęście wszyscy siedzieli w jednym pokoju w hotelu. Ponieważ nie mogli go zobaczyć, więc było bez różnicy gdzie Kostek stanie, ale ponieważ zakładał, że zajmie mu to trochę czasu, postanowił wygodnie ułożyć się na łóżku. Adam i Mikołaj, z dziwnie zaciętymi minami, siedli po obu jego stronach, założyli rączki na piersiach i popatrzyli złowrogo na rodzinę zgromadzoną przy niewielkim stole.
- Zapowiada się interesująco. Szkoda, że nie wziąłem popcornu – mruknął Kostek. – No co? – zapytał widząc pełne oburzenia spojrzenia obu chochlików. – Należy mi się jakaś przyjemność za ten stres, który musze znosić nie wiadomo jak długo, za to, że będę niedosypiał pilnując ich, za to, że… - wylizałby jeszcze nei wiadomo jak długo, gdyby nagle ojciec chodzący nerwowo tam i z powrotem miedzy oknem a drzwiami nie odezwał się.
- I co teraz robimy?
- To był twój pomysł, więc ty kombinuj – warknął Jarek.
Ojciec przystanął.
- No pewnie, bo ty nie chcesz tych pieniędzy – syknął. Syn nic nie odpowiedział, tylko zacisnął usta w wąską kreskę i odwrócił twarz w stronę okna.
- Jest jeszcze jedno wyjście – odezwała się matka.
- Jakie? – obaj mężczyźni popatrzyli na nią wyczekująco.
- Domyśl się – prychnęła w stronę męża.
Mężczyzna przez chwilę patrzył na nią aż w końcu powiedział:
- Chyba nie mówisz poważnie?
- A czy ja wyglądam jak bym się śmiała? – warknęła i zapaliła papierosa. Zaciągnęła się mocno, po czym strzepnęła popiół do popielniczki. – Jeśli nie zechce gadać, to będzie jedyne wyjście, by zdobyć te cholerne pieniądze.
- Ale jak? – odezwał się Jarek.
- Najlepiej tak, by wyglądało to na wypadek.
W tym momencie Kostek poderwał się do pozycji siedzącej i zacisnął pięści.
- A to skurwysyny – syknął.
- Co się stało? – zaniepokoił się Mikołaj.
- Chcą zabić własnego syna. Co za bezduszne potwory z nich.
- Ale oni nie powiedzieli nic takiego – odezwał się translator Adama.
- Powiedzieli, ale nie dosłownie.
- Może się mylisz… - wybąkał Mikołaj. – Przecież to ich syn, nie mogli by…
- Mogli by , mogli. Nieraz widziałem ludzi, którzy mordowali swoich bliskich z bardziej błahych powodów. A pieniądze, złoto i klejnoty zawsze były głównym powodem najróżniejszych zbrodni. Ludzie to pazerne zwierzęta.
- Ale nie wszyscy – powiedział Michał. – Przecież Bazyli jest dobry. On by muchy nie skrzywdził.
- Bazyli jest kochany – odparł Kostek – ale on jest jeden. Takich jak on jest jeszcze pewnie sporo na całym świecie, ale to i tak niewiele w porównaniu do tych złych.
- To niesprawiedliwe – mruknął Mikołaj.
- Masz rację, ale nic na to nie poradzimy. A teraz bądźcie cicho, bo przegapimy najważniejsze. A musimy wiedzieć co kombinują.
- Do tego sięgniemy w ostateczności – mruknął ojciec. – Na razie musimy z nim pogadać.
- Ale jak – odezwał się Jarek – skoro on w ogóle nie chce gadać i najwyraźniej nas unika.
- Może spróbujemy pogadać z tym… - Jarek umilkł na chwilę – jego facetem?
Rodzice spojrzeli na niego z wyraźnym obrzydzeniem na twarzach.
- No i co się tak gapicie? – warknął. – Mnie też się to nie podoba i rzygać mi się chce na samą myśl, ze będę musiał się do niego odezwać, ale jeśli możemy to załatwić bez posuwania się do ostateczności, to chyb a możemy to jakoś przecierpieć, nie uważacie? Zresztą to tylko jedna rozmowa.
- No dobra, ale jakich argumentów użyjesz, by przekonać tamtego? – mruknęła matka zapalając kolejnego papierosa.
- Zaproponuje mu się sto tysięcy. Każdy by się na tyle połasił.
- Ty jak coś palniesz… - mruknął ojciec i wrócił do wydeptywania ścieżki między drzwiami a oknem. – przecież jak Bazyli dostanie te pieniądze, to ten jego… będzie miał ich od cholery. To normalne, że nie połasi się na marne sto tysięcy, kiedy ma możliwość dorwania dziesięciu milionów.
- Więc co robimy? – zapytała matka.
- Myślę – warknął ojciec nie przestając chodzić. W końcu przystanął. – jedyne wyjście, poza ostatecznym – dodał widząc jak żona otwiera usta – to przekonać go, że się zmieniliśmy i go akceptujemy.
- I może jeszcze mamy go przyjąć z powrotem do domu?! – warknęła matka.
- Do cholery! – Ojciec wybuchnął. – Chcesz te pieniacze czy nie?! Więc zamknij się i rób, co mówię!
- Nie mam zamiaru! – Kobieta poderwała się tak gwałtownie, że aż przewróciła krzesło na którym siedziała. – Nie mam zamiaru znosić w moim domu cholernego pedała! Może jeszcze mam się płaszczyć przed tym jego ohydnym fagasem?! Nie licz na to! Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, ale nie wpuszczę tego pedała do mojego domu! – wykrzyknęła po czym wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
- Mikołaj – mruknął Kostek kiwając głową w kierunku drzwi. Cherubinek zrozumiał bez słowa i szybko wyleciał za kobietą.
- Więc jednak… - mruknął Jarek.
- Na to wychodzi – odparł ojciec.
Kostek zauważył, że żadnemu z mężczyzn glos nie załamał się ani na sekundę. Obaj mówili wypranymi z emocji głosami.

***

Gnom Garden biegł szybko korytarze departamentu pocztowego, zmierzając do przełożonego. W prawej ręce nerwowo ściskał raport Mikołaja. To, co przeczytał, pierwszej chwili wydawało się błahe i normalnie nie zwróciłby na to uwagi, wręcz by objechał pracownika, że zawraca mu dupę idiotyzmami, ale biorąc pod uwagę sytuację na ziemi, o której został poinformowany przez przełożonego, uznał iż jest to na tyle istotna informacja, że może bezkarnie przerwa poobiednią drzemkę dyrektora.
W pierwszej chwili mumia, która była sekretarką jego przełożonego próbowała zagrodzi mu drogę do prywatnego apartamentu dyrektora, jednak wystarczyło, że wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i podsunął jej pod twarz płomień. Uciekła z piskiem na drugi koniec korytarza. Garden uśmiechnął się tryumfalnie. Nigdy nie lubił tej wrednej baby i jej strach sprawiał mu niemałą przyjemność. Poprawił kamizelkę, która trochę mu się przekrzywiła podczas biegu, zapukał i nie czekając na zaproszenie, wszedł. Cierpliwie przeczekał dość niewybredną wiązankę, gdy w końcu dobudził szefa, przy okazji zapamiętując te przekleństwa, których jeszcze nie znał, a gdy dyrektor w pewnym momencie umilkł by nabrać tchu przed następną porcją wiązanek, gnom szybko podał mu raport.
- Jeden z kurierów złożył raport, którym warto się zainteresować.
Dyrektor zamknął usta i złapał kartkę. Przez chwilę błądził po niej oczami, a gdy skończył, wybiegł bez słowa z pokoju. Garden odetchnął z ulgą. Bał się, że przełożony przejdzie do rękoczynów, na szczęście obyło się tylko na bluzgach. Wyciągnął z kieszeni notatnik i zapisał te inwektywy, które zdążył zapamiętać i wyszedł z pokoju. Mumia sekretarka patrzyła na niego złowrogo, profilaktycznie trzymając się na bezpieczną odległość. Garden wzruszył ramionami. Teraz, gdy już zrobił, co musiał, ten babsztyl zwisał mu kompletnie. Szybko wrócił do swojego gabinetu dokończy zalegle raporty.
Archanioł Gabriel i Arcydemon Azmel siedzieli przy ogromnym stole analizując raporty, które dostali w ciągu ostatniego dnia, a które zawierały niepokojące informacje, gdy nagle drzwi się otworzyły i wszedł zgięty prawie w pół kościotrup ściskając w ręce jakaś kartkę.
- Proszę o wybaczenie – odezwał się uniżenie. – Przyniosłem raport jednego z kurierów.
- Nie znasz ścieżki, którą powinny przechodzić te raporty? Czy może mam cię zdegradować żebyś się tego nauczył? – warknął Gabriel, który od rana próbował znaleźć wspólny punkt tych wszystkich niepokojących raportów.
- Proszę o wybaczenie – powtórzył kościotrup zginając się w ukłonie jeszcze bardziej – Sądziłem, że to dość ważne.
- Na następny raz nie sądź, tylko postępuj zgodnie z wytycznymi – warknął Gabriel – A teraz dawaj i wynoś się.
Kościotrup podał kartkę grzechocząc z zdenerwowania kośćmi i szybko uciekł z pokoju. Odetchnął w ulgą dopiero, gdy znalazł się w swoim gabinecie.
Tymczasem Gabriel wczytał się w otrzymany raport.
- To jest to, czego mi brakowało! – wykrzyknął gdy skończył czytać.
- Co takiego? – zainteresował się arcydemon. Gabriel bez słowa podał mu kartkę. – Mnie to nic nie mówi – mruknął gdy skończył czytać.
Gabriel prychnął z wyższością i wrócił do przeglądania raportów. Azmel zgrzytnął z wściekłością zębami i przysunął się bliżej do archanioła, by rzucić okiem na jego notatki.
- Nie sądzisz, że to trochę naciągana teoria?
- To moja teoria, jak ci się nie podoba, to wymyśl własną – warknął Gabriel.

***

Mikołaj śledził matkę Bazylego bojąc się, że będzie coś kombinować na własną rękę, a on nie będzie w stanie jej powstrzymać. NA szczęście okazało się iż kobieta poszła tylko do hotelowego baru kupić sobie drinka i została tam aż do zamknięcia, a gdy w końcu wtoczyła się na swoje piętro i z trudem dotarła do właściwego pokoju, a potem do łóżka, Mikołaj wrócił do domu, gdzie zdał relację z obserwacji Konstantemu.

***

- W mordę diablicy – mruknął Daniel, gdy usłyszał opowieść Kostka. – Tego się nie spodziewałem. Muszę przyznać, że są pomysłowi.
Był środek nocy i Bazyli spokojnie spał, więc mogli bez przeszkód obgadać całą sytuację. Siedzieli w sypialni Daniela i Azmetha popijając piwo (Daniel i Azmeth), capucino (Kostek) i herbatę malinową (chochliki) oraz pogryzając ciasteczka upieczone w dość sporej ilości przez Bazylego zaraz po tym jak wrócił ze spotkania ze znajomymi z roku.
- Ja też nie – mruknął Kostek.
- Jak oni tak mogą? Przecież to ich syn… - wyszeptał Azmeth ze łzami w oczach.
- Nie płacz kochanie – Daniel objął ukochanego i pocałował go z czułością w czubek głowy. Doskonale pamiętał jak Azmeth przeżył wykluczenie z rodziny. – Nie pozwolimy by coś mu się stało. Poza tym pamiętaj, że teraz my jesteśmy jego rodziną.
Azmeth pokiwał potwierdzająco głową.
- Więc co robimy? – zapytał daniel, wciąż obejmując ukochanego.
- Możesz wziąć wolne? – zainteresował się Kostek.
- Sądzę, że tak. Udało nam się podgonić z robotą, więc kierownik nie powinien robić problemów. Poza tym mam jeszcze jakiś zaległy urlop z zeszłego roku.
- W takim razie wybierz wszystko co możesz i nie odstępuj Bazylego na krok. Będzie szedł na zakupy, ty idź z nim, będzie szedł na zajęcia, waruj pod salą. I miej oczy dookoła głowy.
- A ja co mam robić? – zapytał Azmeth. – Też chcę pomóc.
- Ty pomagaj mu w domu, pomóż mu się odprężyć, zajmuj go czymś żeby tylko nie myślał o tym wszystkim.
- Dobrze – pokiwał twierdząco głową.
- Ja, Mikołaj i Adam będziemy śledzić jego rodzinę.
- A co jak będziesz musiał iść do pracy? – zaniepokoił się Azmeth.
- Trzeba będzie wcisnąć do spisku Anitę. Nie mogę sobie pozwolić na leserkę, a wątpię żeby góra zgodziła się dać mi urlop. Więc jeśli nie da rady inaczej, Anita mnie zastąpi.
- Czyli wszystko jasne – stwierdził Daniel. – chronimy Bazylego, a w międzyczasie zastanawiamy się, co zrobić, by zrezygnowali całkiem.











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum