The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 19 2019 11:38:53   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Stranger in your soul 2


Rozdzia艂 2 – Opuszczone kopalnie

Droga by艂a dziwnie spokojna, jak na t膮 por臋 dnia. Zazwyczaj podr贸偶owali ni膮 kupcy i szlachcice, 艣piesz膮cy na obch贸d swoich d贸br. Kels rozgl膮da艂 si臋 nerwowo, czuj膮c lekkie wibracje magii na swoich d艂oniach. Nevis wyczu艂, co dzieje si臋 z przyjacielem. Pogoni艂 konia i podjecha艂 do niego.
- Kels. - zagadn膮艂 go, dostaj膮c w zamian spojrzenie pe艂ne pyta艅.
- Czy co艣 si臋 sta艂o?
- Ze mn膮 nic. W porz膮dku, Kels? Wydajesz si臋 by膰 nieco... zdenerwowany. Mo偶e si臋 myl臋?
- Mo偶e to tylko ja i moja paranoja, ale strasznie tu cicho.
- To lasek. Musi by膰 cicho. - Dorrell wzruszy艂 tylko ramionami.
Kels za艣mia艂 si臋.
- Jak zwykle bezpo艣redni.
- Ca艂y m贸j urok si臋 w tym zawiera! - odpar艂 rozbawiony Nevis. - My艣lisz, 偶e znajdziemy ch艂opaka? - zapyta艂 najemnik, zmieniaj膮c temat.
- Nie wiem. Nie s膮dz臋, 偶e co艣 z niego zostanie. Gregor zapali艂 si臋 do tego pomys艂u. Ma艂a Kyla uj臋艂a go ca艂kowicie.
- Widz臋 w艂a艣nie. - odpar艂 Nevis, ogl膮daj膮c si臋 ukradkiem na dziewczyn臋, kt贸ra by艂a pogr膮偶ona w rozmowie z Laven膮. U艣miecha艂a si臋, s艂uchaj膮c wywod贸w czarnow艂osej kobiety. - Wygl膮da mi na to, 偶e oboje nie maj膮 偶adnej rodziny.
- Prawdopodobnie. - przyzna艂 Kels, cho膰 sam dok艂adnie nie wiedzia艂.
- C贸偶, nie tra膰my czasu! Czuj臋, 偶e b臋dzie ciekawie! - stwierdzi艂 Nevis Dorrell, u艣miechaj膮c si臋 paskudnie. Pogoni艂 konia przed siebie, wyprzedzaj膮c Gregora, jad膮cego dumnie na czele.
- Nie uderz si臋 przypadkiem w najbli偶sz膮 ga艂膮藕! - zawo艂a艂 najstarszy z najemnik贸w, kr臋c膮c g艂ow膮.
- Ca艂y Nevis. - us艂ysza艂 za sob膮 g艂os Kelsa.
- Miejmy nadziej臋, 偶e... - zacz膮艂 Gregor, ale czyj艣 krzyk przerwa艂 jego my艣l. Najemnicy zatrzymali si臋 na chwil臋. Kels przekl膮艂 pod nosem i natychmiast pogoni艂 konia.
Chwil臋 p贸藕niej znalaz艂 Nevisa, mierz膮cego z 艂uku do pary zb贸jnik贸w, kt贸rzy jak gdyby nigdy nic, zostali przy艂apani na grabieniu d贸br jakiego艣 szlachcica. Mo偶ny siedzia艂 na powozie i rozgl膮da艂 si臋 nerwowo, nie wiedz膮c, co ma pocz膮膰. Trzeci ze zb贸jc贸w wypad艂 zaraz z krzak贸w i zacz膮艂 艂adowa膰 kusz臋.
- Mo偶e nie strzelam z 艂uku jak sadalscy my艣liwi, ale odstrzel臋 ci ten 艂eb, zanim zd膮偶ysz j膮 unie艣膰! - warkn膮艂 Nevis Dorrell.
- Nie wtr膮cajcie si臋, najemnicy! - krzykn膮艂 ten z kusz膮.
- Nie chcemy k艂opot贸w, cz艂owieku. - zawo艂a艂 Kels. - Jednak nie 艂adnie jest okrada膰 bezbronnych.
- Co ty nie powiesz, magu? - zapyta艂 z艂o艣liwie jeden z rozb贸jnik贸w, szczerz膮c si臋 przy tym nienaturalnie. Kels skrzywi艂 si臋, s艂ysz膮c, jak nazwa艂 go nieznajomy. Zastanawia艂 si臋, sk膮d ten cz艂owiek posiada艂 takie wiadomo艣ci. Sam nie przypomina艂 sobie, 偶e kiedykolwiek go spotka艂.
- Zostawcie tego kupca w spokoju. - rzek艂 spokojnie Gregor, kt贸ry w艂a艣nie do艂膮czy艂 do reszty.
- No, no, no! Zamierzasz mi rozkazywa膰, dziadku? - za艣mia艂 si臋 zbir z kusz膮, wymachuj膮c ni膮 na r贸偶ne strony. Na ca艂e szcz臋艣cie, nie by艂a za艂adowana.
- Uwa偶aj kogo nazywasz dziadkiem, psi synu! - sykn膮艂 Nevis, nie przestaj膮c mierzy膰 do nich z 艂uku. Wszyscy trzej rozb贸jnicy porzucili swoje zaj臋cie i zbli偶yli si臋 nieco do najemnik贸w.
- C贸偶, wygl膮da mi na to, 偶e musimy nauczy膰 tych niewydarzonych wojak贸w jak si臋 za艂atwia takie sprawy, bo wida膰, nie wiedz膮, biedacy! Mo偶e Stw贸rca w niebiosach b臋dzie 艂askawy i oszcz臋dzi im cierpienia... - rzek艂 nabo偶nie jeden z nich, wyci膮gaj膮c miecz.
- W takim razie zaczynajmy. - Kels zeskoczy艂 z konia i si臋gn膮艂 po miecz, kt贸ry nosi艂 zwykle przerzucony przez plecy.
- Pan magik walczy ostrzem! Imponuj膮ce, zaiste! - za艣mia艂 si臋 jeden ze zbir贸w.
Za Kelsem pod膮偶y艂 Gregor i Lavena. Nevis Dorrell uwa偶nie rozejrza艂 si臋 wok贸艂, chc膮c upewni膰 si臋, czy rzeczywi艣cie zbir贸w by艂a tylko tr贸jka.
- Ubezpieczaj mnie! - krzykn膮艂 do Kyli, zsiadaj膮c z wierzchowca. Dziewczyna przytakn臋艂a.
Jeden ze zbir贸w porwa艂 si臋 na Kelsa. Zamachn膮艂 si臋 pot臋偶nie i straci艂 r贸wnowag臋, przez nag艂y unik maga. Przekl膮艂 co艣 pod nosem i odwr贸ci艂 si臋 gwa艂townie, napotykaj膮c blokad臋 ze strony Kelsa. Oba ostrza star艂y si臋 ze szcz臋kiem. Zbir, chocia偶 ma艂o zwinny i sprytny, by艂 silny jak tur. Wyszczerzy艂 z臋by, orientuj膮c si臋, 偶e Kels ledwie blokowa艂 jego uderzenie. Mag jednak nie pozosta艂 mu d艂u偶ny. Cho膰 z wielk膮 trudno艣ci膮, jednak zdoby艂 si臋 na to, 偶eby kopniakiem pos艂a膰 zb贸jc臋 w ty艂. Ten zachwia艂 si臋, lecz zdo艂a艂 utrzyma膰 r贸wnowag臋. Kels wykorzysta艂 t膮 szans臋 i zamachn膮艂 si臋. Ci膮艂 przeciwnika prosto w rami臋. Krew trysn臋艂a silnym strumieniem. Zb贸j zakl膮艂, lecz zdo艂a艂 utrzyma膰 miecz w d艂oni. Czarownik nie czekaj膮c na odpowied藕, zrobi艂 zgrabny piruet i poprawi艂, tym razem uderzaj膮c go r臋koje艣ci膮 w g艂ow臋. Zb贸j zatoczy艂 si臋 niczym pijany i run膮艂 z chrz臋stem na traw臋.
- Dobra robota! - krzykn膮艂 Nevis Dorrell. Wymierzy艂 z 艂uku i wypu艣ci艂 strza艂臋. Wbi艂a si臋 w plecy wielkoluda, mierz膮cego si臋 z Laven膮. Zb贸j zaskrzecza艂 co艣 niezrozumiale i pad艂 przed kobiet膮 jak d艂ugi. Ostatni z rozb贸jnik贸w le偶a艂 bez ruchu nieopodal Gregora, kt贸ry wyciera艂 ostrze, zabrudzone posok膮 w zielon膮 traw臋.
- Panowie! - zawo艂a艂 szlachcic, blady jak kreda. - Jak偶e mam wam dzi臋kowa膰? Uratowali艣cie mnie przed tymi... - doda艂, marszcz膮c nos na widok pokonanych zb贸jc贸w.
- Sk膮d wiesz, czy my tak偶e nie pragniemy twoich d贸br? - zapyta艂 z艂o艣liwie Dorrell, mierz膮c wzrokiem jego pow贸z z towarem. Szlachcic poblad艂 jeszcze bardziej, nie wiedz膮c, co ma na to odpowiedzie膰.
- Nie wa偶ne. Sprawa za艂atwiona. - rzek艂 Gregor.
- Dok膮d pa艅stwo zmierzacie w tak licznej kompanii, je偶eli mo偶na zapyta膰? - zaciekawi艂 si臋 szlachcic.
- C贸偶, to 偶adna tajemnica. Jedziemy do kopalni. - odrzek艂 Gregor Tearlach.
- Na Stw贸rc臋 mi艂osiernego! Po c贸偶 tam? To przekl臋te miejsce!
- S艂ysza艂e艣 co艣 mo偶e, panie, o niedawnej wyprawie braci Kristoff?
- A 偶em s艂ysza艂, i to bardzo dobrze! - przyzna艂 zaraz kupiec, podchodz膮c bli偶ej Gregora. - Bracia zaopatrywali si臋 u mnie w sprz臋t i suchy prowiant. Powiadali, 偶e si臋 wybieraj膮 do kopalni. Widzia艂em jednego z nich, Gracjana, nie dalej jak dwa dni temu. Chodzi艂 dumny po karczmie i stawia艂 wszystkim piwo! Zapyta艂em go z czystej ciekawo艣ci, czy uda艂a si臋 wyprawa, na co on zacz膮艂 si臋 艣mia膰 i przeklina膰 we wszystkich mo偶liwych dialektach imperialnych! - doda艂 zgorszony tym zachowaniem szlachcic.
- Obecna tutaj panienka – zacz膮艂 Gregor, wskazuj膮c na Kyl臋 – poszukuje swojego brata, kt贸ry wybra艂 si臋 na t膮 wypraw臋 z bra膰mi.
- Jak matk臋 kocham, chcia艂bym panienk臋 pocieszy膰, ale powiadaj膮, 偶e te kopalnie to miejsce przekl臋te i z艂e. Bracia bardzo nierozs膮dnie post膮pili id膮c tam, a co dopiero zabieraj膮c ze sob膮 innych ludzi. Ch艂opak pewnie ju偶 nie 偶yje! - odpar艂 przekonany swymi wywodami kupiec – szlachcic.
Gregor skrzywi艂 si臋 na te s艂owa, rzucaj膮c ukradkowe spojrzenia Kyli. Dziewczyna zacisn臋艂a z臋by, przymykaj膮c r贸wnocze艣nie oczy.
- On 偶yje! - rzek艂a, pe艂na determinacji! - Czuj臋 to!
Szlachcic spojrza艂 na ni膮 ze wsp贸艂czuciem.
- Mam przy sobie troch臋 grosza. Zap艂ac臋 tym za uratowanie mego dobytku. - zaproponowa艂, si臋gaj膮c do sakiewki. Obejrza艂 j膮 dok艂adnie, po czym odda艂 Gregorowi. - Powodzenia na szlaku. - doda艂 i odszed艂 do swojego wozu, zaczynaj膮c porz膮dkowa膰 rozrzucone przez zbir贸w towary.
- On 偶yje – powt贸rzy艂a cicho Kyla, wbijaj膮c wzrok w ziemi臋.
- Oczywi艣cie, 偶e tak! - odrzek艂 Gregor – Ruszajmy dalej! Jeszcze kawa艂 drogi przed nami! 艢pieszmy si臋!

***


- No no, za艂o偶臋 si臋, 偶e nawet nekromanci omijaj膮 to miejsce szerokim 艂ukiem! - rzuci艂 Nevis Dorrell, rozgl膮daj膮c si臋 wok贸艂.
Istotnie, opuszczone i zrujnowane kopalnie nie przedstawia艂y mi艂ego dla oczu widoku. Pod艂o偶e by艂o wy艂o偶one gruzem i odpadkami – zapewne wydobytymi z kopalni. Stercz膮ce gdzieniegdzie samotne, powyginane drzewa wygl膮da艂y jak dusze pot臋pie艅c贸w, wyj膮ce o przebaczenie do samego Stw贸rcy. Kopalniane otwory zabite by艂y niedbale deskami i innym surowcem. Go艂ym okiem mo偶na by艂o dostrzec wy艂omy, zrobione przez okolicznych rabusi贸w, czy poszukiwaczy przyg贸d. Co gorsza, napotykali dosy膰 cz臋sto na wyg艂odnia艂e kundle, penetruj膮ce zakamarki w poszukiwaniu jedzenia. Wszystko to malowa艂o si臋 w odcieniach szaro艣ci i czerni, o偶ywionej przez nie艣mia艂o pojawiaj膮c膮 si臋 ziele艅.
Najemnik sta艂 naprzeciwko wej艣cia do jednej z nich, czuj膮c delikatne dreszcze, przebiegaj膮ce po ca艂ym ciele. R贸偶nej ma艣ci ro艣liny – od bezlistnych krzew贸w po dzikie pn膮cza maskowa艂y wej艣cie, czyni膮c je nierozpoznawalnym na pierwszy rzut oka. Dorrell zastanawia艂 si臋, jak g艂臋boko musz膮 si臋ga膰 te tunele. Nie u艣miecha艂a si臋 mu zabawa w groto艂aza. Otrz膮sn膮艂 si臋 ze wszystkich nieprzyjemnych emocji i ruszy艂 przed siebie, zagl膮daj膮c ostro偶nie do 艣rodka. Promienie s艂oneczne ledwie wpada艂y przez g臋ste, szare ro艣liny, czyni膮c dalsz膮 cz臋艣膰 korytarza niemo偶liw膮 do przeszukania. Kompletna ciemno艣膰. Nevis Dorrell wzdrygn膮艂 si臋 i wycofa艂, do艂膮czaj膮c do swoich kompan贸w.
Gregor wyczyta艂 z mapy, kt贸r膮 przynios艂a Kyla, kt贸re wej艣cia mia艂y by膰 z za艂o偶enia eksplorowane. Postanowili zgodnie nie czeka膰 d艂u偶ej i po kr贸tkim wypoczynku uda膰 si臋 na poszukiwanie Riddocka Taranisa. Kyla od kiedy ujrza艂a to miejsce, by艂a dziwnie niespokojna.
- Nie, nie chc臋 z tob膮 rozmawia膰, Lavena! W szczeg贸lno艣ci o moim 偶yciu prywatnym, bo co艣 takiego nie istnieje! - us艂ysza艂a 艣ciszony g艂os Kelsa. By艂 wyra藕nie poirytowany czym艣, co powiedzia艂a czarnow艂osa kobieta.
- Nie mo偶esz wiecznie 偶y膰, jak gdyby nic si臋 nie sta艂o! Sk膮d mia艂am wiedzie膰, ze ty i ten przystojniak w og贸le si臋 znacie?
- Mo偶e zacz臋艂aby艣 od tego, 偶e jest magiem?
- Tego sama nie wiedzia艂am! - zakl臋艂a si臋 kobieta.
- Nie chc臋 o tym rozmawia膰, Lavena. - odpar艂 Kels, staraj膮c si臋 zachowa膰 oboj臋tno艣膰.
- Nie mog臋 na to spokojnie patrze膰! - oznajmi艂a Lavena, kr臋c膮c g艂ow膮. - Jeszcze wr贸cimy do tej rozmowy, Daearen – doda艂a, u偶ywaj膮c jego prawdziwego imienia. Kels zmierzy艂 j膮 wzrokiem.
- Dosy膰 tego! Wyruszamy! - zarz膮dzi艂 Gregor.
- Te kopalnie nawet we mnie wywo艂uj膮 dziwne uczucia. - wtr膮ci艂 Nevis.
- Co, na wszystkich pot臋pionych, sk艂oni艂o braci Kristoff do takiego posuni臋cia? - zastanowi艂 si臋 na g艂os najstarszy z najemnik贸w. Nevis tylko wzruszy艂 ramionami. Nigdy nie traktowa艂 owych braci powa偶nie. Dla niego byli 艣miesznymi b艂aznami, pr贸buj膮cymi udowodni膰 ca艂emu 艣wiatu, 偶e s膮 co艣 warci. Jednak potrafili by膰 gro藕ni – zw艂aszcza z ca艂膮 swoj膮 band膮, przez co nie nale偶a艂o ich zbytnio lekcewa偶y膰.
- Z tego, co zaznaczone jest na mapie, wej艣cie musi by膰 tam! - rzek艂 Gregor i wskaza艂 na oddalony, ciemny punkt. Nevis wzdrygn膮艂 si臋 na sam膮 my艣l, 偶e b臋dzie musia艂 tam schodzi膰.
- Wygl膮da jak pozosta艂o艣膰 po jakim艣 budynku. - zainteresowa艂 si臋 Kels i ruszy艂 w tamt膮 stron臋. Pozostali pod膮偶yli za nim.
- Kto zajmie si臋 ko艅mi? - zapyta艂 Nevis, ogl膮daj膮c si臋 na wygaszone ju偶 ognisko.
- Same si臋 sob膮 zajm膮. - Kels machn膮艂 tylko r臋k膮. Na艂o偶y艂 jakie艣 zakl臋cie ostrzegawcze, wi臋c chocia偶 tym nie musieli si臋 martwi膰.
Nevis Dorrell westchn膮艂 ci臋偶ko, licz膮c w skryto艣ci ducha na to, 偶e nie b臋dzie musia艂 zapuszcza膰 si臋 w g艂膮b tych ciemnych korytarzy. Na sam膮 my艣l o tym robi艂o mu si臋 zimno. Mimowolnie zacisn膮艂 d艂o艅 na r臋koje艣ci sztylecika, kt贸ry nosi艂 przy pasie. Nigdy dobrze nie w艂ada艂 mieczem, mimo usilnych ch臋ci Gregora, kt贸ry za cel najwy偶szy obra艂 sobie wyuczenia go odpowiedniego pos艂ugiwania si臋 t膮 broni膮. Najemnik poprawi艂 艂uk i pewnie ruszy艂 za Kelsem.
Mag stan膮艂 przed wej艣ciem i spojrza艂 znacz膮co na Gregora, kt贸ry obserwowa艂 otoczenie, jakby ocenia艂 co艣 w my艣lach.
- Dziwna magia – wyszepta艂 Kels, zauwa偶aj膮c wreszcie, ze dzie艅 ma si臋 ku ko艅cowi. - Niepokoi mnie ta moc. Blokuje mnie. - doda艂. - Czuj臋 to... Tam w 艣rodku.
- Ciekawe co to mo偶e by膰? Nekromancka magia? Starodawne rytua艂y? - zacz膮艂 wymienia膰 Nevis, staraj膮c si臋 skupi膰 na czym艣 innym, ni偶 na przepastnych czelu艣ciach kopalni.
- Nie czuj臋 偶adnego nekromanty. Z reszt膮 s艂ysza艂e艣 o jakim艣? Przez ostatnie lata nie by艂o 偶adnych doniesie艅 o takich praktykach. – odrzek艂 Kels, patrz膮c na przyjaciela, jakby wyros艂a mu dodatkowa g艂owa. - Chocia偶... nie... nie... To co艣 innego.
- Nie ma nad czym rozprawia膰. - wtr膮ci艂 Gregor, podaj膮c pochodni臋 Kelsowi. Ten uczyni艂 jaki艣 gest i nagle ogie艅 rozb艂ysn膮艂 ciep艂em i 艣wiat艂em. Kyla spojrza艂a na niego z fascynacj膮. Nigdy nie mia艂a okazji z bliska przyjrze膰 si臋 magii. Musia艂a przyzna膰, 偶e by艂o w tym co艣 tajemniczego, a nawet poci膮gaj膮cego.
Gregor wszed艂 pierwszy, za nim pod膮偶y艂 Kels. Lavena postanowi艂a pilnowa膰 Kyli, wi臋c to Nevis zamyka艂 poch贸d. Zacisn膮艂 mocniej palce na pochodni, kt贸r膮 tak偶e zapali艂 mu Kels, uwa偶nie obserwuj膮c 艣ciany kopalni. By艂y pe艂ne jakich艣 znak贸w, zapewne zrozumia艂ych tylko dla g贸rnik贸w. Gdzieniegdzie widnia艂y niedba艂e rysunki przypominaj膮ce kobiece kszta艂ty. Widzia艂 te偶 wyra藕nie wypisane przekle艅stwa.
Korytarz wyra藕nie pod膮偶a艂 coraz bardziej w d贸艂. Kels czu艂 to wyra藕nie. Z ka偶dym krokiem co艣 coraz bardziej niepokoi艂o jego magi臋, kt贸ra dra偶ni艂a jego sk贸r臋. By艂o tu jakie艣 obce 藕r贸d艂o mocy, by艂 pewien.
- Wszystko dobrze, sir? - zapyta艂a z trosk膮 w g艂osie Kyla, dotykaj膮c lekko jego ramienia.
- Tak, tak. - odpar艂 czarownik, odwracaj膮c si臋 w stron臋 dziewczyny. - M贸wi艂em, 偶eby艣 m贸wi艂a mi Kels.
- Tu jest co艣 z艂ego? - zapyta艂a, a strach brzmia艂 w jej g艂osie.
Kels skin膮艂 g艂ow膮. Nie by艂o sensu k艂ama膰.
- Nie wiem, co zrobi臋, je偶eli go nie znajdziemy. - westchn臋艂a cicho, rzucaj膮c spojrzenie Lavenie. Ta u艣miechn臋艂a si臋 lekko.
- Nie mo偶esz si臋 poddawa膰, kiedy jeste艣 ju偶 tak blisko! - powiedzia艂a czarnow艂osa kobieta.
- Boj臋 si臋, 偶e go nie znajdziemy. 呕e nie b臋dzie... - m贸wi艂a dalej dziewczyna, ale s艂owa uwi臋z艂y jej w gardle. Nie mia艂a nikogo pr贸cz Archera.
- Rozwidlenie! - og艂osi艂 nagle Gregor, zatrzymuj膮c si臋.
Droga ko艅czy艂a si臋 kilkoma korytarzami. 呕aden z nich nie by艂 specjalnie oznakowany, co mog艂o by u艂atwi膰 wybranie odpowiedniej drogi. Najemnicy spojrzeli po sobie. Cztery korytarze. Gregor nie by艂 przekonany, co do rozdzielenia si臋, przewiduj膮c, 偶e w ciemnych zakamarkach mog膮 czai膰 si臋 dzikie zwierz臋ta czy te偶 zbiry napadaj膮ce na karawany. Najgorsze by艂o jednak to, 偶e w mrocznych czelu艣ciach kopalni mog艂o czai膰 si臋 co艣 znacznie gorszego.
- Przeszukujemy ka偶dy korytarz po kolei, czy po prostu rozdzielimy si臋? - zapyta艂, licz膮c na m膮dr膮 rad臋 ze strony swych kompan贸w.
- Stw贸rco naj艣wi臋tszy! Wiedzia艂em, 偶e tak b臋dzie! - lamentowa艂 Nevis Dorrell, opieraj膮c si臋 o 艣cian臋. By艂a wilgotna i 艣liska. Zaraz odskoczy艂 jak oparzony, otrzepuj膮c si臋.
- Nie zachowuj si臋 jak smarkacz, Dorrell! - rzek艂 Gregor, rzucaj膮c ostro偶ne spojrzenia w stron臋 korytarzy.
- P贸jd臋 z Kyl膮. - powiedzia艂a Lavena. - Reszta wybierze sobie po jednym z korytarzy! - stwierdzi艂a kobieta.
- Oby prowadzi艂y do jednego miejsca. - odpar艂 niespokojny Nevis.
- Te korytarze nie mog膮 ci膮gn膮膰 si臋 w niesko艅czono艣膰. Daj臋 wam dwie godziny. Je偶eli nic nie znajdziemy, wracamy. - powiedzia艂 Gregor. - S膮dz膮c jednak po mapie, nie powinno to nam zaj膮膰 nawet tego czasu. Nie chc臋 偶adnych popis贸w. Macie by膰 ostro偶ni.
- Chocia偶 raz musz臋 si臋 zgodzi膰 co do tej ostro偶no艣ci! - rzuci艂 Nevis.

***


- Jak to sz艂o... - Nevis zastanawia艂 si臋 na g艂os, ostro偶nie posuwaj膮c si臋 naprz贸d. Je偶eli si臋 nie myli艂, korytarzyk zaczyna艂 si臋 powoli zw臋偶a膰. Albo to 艣ciany chcia艂y go zgnie艣膰... Nie, to zupe艂nie niedorzeczne! Szed艂 dalej, pr贸buj膮c przypomnie膰 sobie piosenk臋, kt贸r膮 艣piewa艂a mu jego chora psychicznie matka. Ta melodia zawsze poprawia艂a mu nastr贸j, mimo wszystkich wspomnie艅 zwi膮zanych z domem rodzinnym. Jednak jego umys艂 nie potrafi艂 skupi膰 si臋 na niczym innym, jak na ciemno艣ci korytarza, kt贸r膮 roz艣wietla艂 pochodni膮. Cisza niepokoi艂a go w r贸wnym stopniu co wszechogarniaj膮ca czer艅.
- Hej, Czerwony Demonie... co si臋 z tob膮 sta艂o... Czy偶 nie przyrzek艂e艣... hmh... co on przyrzek艂? - Nevis usilnie stara艂 si臋 odgoni膰 natr臋tne my艣li z g艂owy, jednak nie chcia艂y go opu艣ci膰, niczym zazdrosna kochanka, przypominaj膮c o swym istnieniu. - Przyrzek艂e艣 mnie obudzi膰! – przypomnia艂 sobie nagle, s艂ysz膮c jak echo odbija jego w艂asny g艂os. - Jak on w og贸le si臋 nazywa艂? - zapyta艂 siebie. - Ri...Re? Riddock? Chyba Riddock! Mocne, imperialne imi臋... Cholerna kopalnia! - przekl膮艂. Nagle us艂ysza艂 co艣, jakby ruch. Dziwny ha艂as niedaleko przed nim. Zamar艂 w bezruchu, wiedz膮c, 偶e cokolwiek tam jest, na pewno go dostrzeg艂o. Pochodnia. Nie m贸g艂 jej zgasi膰... S艂ysza艂 sw贸j przyspieszony oddech, czu艂 jak serce przyspieszy艂o ze strachu. Nie odezwa艂 si臋.
D藕wi臋k stawa艂 si臋 coraz bardziej wyra藕ny. Nevis ju偶 wiedzia艂, co to jest. W艣ciek艂e warczenie dobieg艂o jego uszu. Si臋gn膮艂 po sztylet. Tak... bestia by艂a tylko jedna. Najpewniej by艂 to pies. Zacisn膮艂 d艂o艅 na ostrzu. Wyczekiwa艂... Czworono偶na pokraka wylaz艂a powoli z ciemno艣ci, warcz膮c i pluj膮c. 艢lepia zab艂ys艂y w 艣wietle pochodni.
„Na ow艂osione jaja ostatniego imperatora-pot臋pie艅ca! Co to jest?” zapyta艂 siebie w my艣lach, obserwuj膮c besti臋, kt贸ra wyra藕nie robi艂a do niego podchody. Wyszczerzy艂a si臋 paskudnie, ukazuj膮c powykrzywiane z臋biska. Rykn臋艂a przeci膮gle, ostrzegaj膮c Nevisa... a mo偶e wzywaj膮c pobratymc贸w... Dorrell wola艂 si臋 nie przekonywa膰.
- No dalej, pi臋kna moja! - zach臋ci艂 j膮 – Atakuj. Ods艂o艅 si臋, 艣licznotko.
Stw贸r zaw臋szy艂. Widocznie zapach Nevisa spodoba艂 mu si臋 na tyle, by spr贸bowa膰 na atak. Bestyjka spi臋艂a si臋 i da艂a susa wprost na 艂ucznika i jego kordzik. W korytarzu rozleg艂o si臋 przeci膮g艂e, pot臋pie艅cze wycie. Dorrell zosta艂 przyci艣ni臋ty do 艣ciany, a bestia pr贸bowa艂a uwolni膰 si臋 od ostrza, jednocze艣nie szukaj膮c sposobu, by odgry藕膰 艂eb swemu oprawcy. Nevis kopn膮艂 stwora, posy艂aj膮c j膮 na przeciwleg艂膮 艣cian臋. Czworon贸g zatrz膮s艂 pyskiem i zawarcza艂. Wci膮偶 by艂 got贸w do walki.
- Suczy syn! - krzykn膮艂 Nevis, obserwuj膮c uwa偶nie ruchy bestii. - Dlaczego w艂a艣nie mnie musz膮 trafia膰 si臋 takie rzeczy! Dlaczego! - lamentowa艂, przybieraj膮c zaraz postaw臋 obronn膮. Bestia zn贸w zaatakowa艂a. Nevis uchyli艂 si臋 przed jej pazurami. Ci膮艂 wzd艂u偶 tu艂owia. Stw贸r rykn膮艂 z b贸lu. Si臋gn膮艂 w ty艂. Natrafi艂 na kamienn膮 艣cian臋. Nevis Dorrell niczym tancerz, z gracj膮 skoczy艂 i ci膮艂 raz jeszcze. Bestia rzuci艂a si臋 konwulsyjnie, wydaj膮c z siebie dziwne d藕wi臋ki i pad艂a na ziemi臋. Dorrell sta艂 przez chwil臋, dysz膮c g艂o艣no i patrz膮c na martwe 艣cierwo.
- Cholera! - przekl膮艂, wycieraj膮c zakrwawione d艂onie.

***


Gregor zapl膮ta艂 si臋 w paj臋czyny, kt贸re by艂y owocem wielogodzinnej pracy niema艂ej ilo艣ci jaskiniowych paj膮k贸w. Najemnik s艂ysza艂 r贸偶ne opowie艣ci o tych stworach. Pono膰 niekt贸re by艂y wielkie jak bochen chleba. Nigdy nie czu艂 wstr臋tu do paj膮k贸w, jednak nie mia艂 ochoty na spotykanie ich. Odwa偶y艂 si臋 na spojrzenie w g贸r臋... Chwil臋 potem stwierdzi艂, 偶e to by艂 wielki b艂膮d. Na suficie korytarza wypoczywa艂o spore stadko paj臋czak贸w, nie niepokojone przez nikogo. Wygl膮da艂y na spokojne, lecz Gregor wola艂 nie kusi膰 losu i przyspieszy艂 kroku.
- Paj膮ki... - wymamrota艂, wzdrygaj膮c si臋.
Korytarz coraz bardziej spada艂 w d贸艂, u艂atwiaj膮c Gregorowi jego truchcik. Zastanawia艂o go, dok膮d mo偶e prowadzi膰 ta droga. Czego szukali tu bracia Kristoff? Odk膮d zako艅czy艂y si臋 tu prace wykopaliskowe, a by艂o to blisko pi臋膰dziesi膮t lat temu, wszystko zd膮偶y艂o by膰 do szcz臋tu ograbione. Nawet 偶wirek wy艣cie艂aj膮cy pod艂o偶e kopalni. To musia艂o by膰 co艣 wi臋cej... Ta my艣l go zaniepokoi艂a. Je偶eli co艣 ugi臋艂o si臋 presji czasu i ciekawskim poszukiwaczom przyg贸d, musia艂a to by膰 magia. Gregor skrzywi艂 si臋 nieznacznie, uprzytomniaj膮c sobie, 偶e dzi臋ki swym filozoficznym wywodom zdo艂a艂 zapomnie膰 nieco o paj膮kach, czyhaj膮cych na suficie g贸rniczego korytarza.
Cisza... Pi臋kna cisza... Niczym nie zm膮cona cisza, przerywana miarowymi krokami najemnika i d藕wi臋czeniem jego miecza. Szed艂 ju偶 dosy膰 d艂ugo, stwierdzaj膮c nagle, 偶e oto dotar艂 do miejsca, w kt贸rym korytarz zn贸w si臋 rozwidla艂.
- „Stw贸rca ma poczucie humoru!” u艣miechn膮艂 si臋 krzywo.
Wybra艂 lewe skrzyd艂o, sam nie wiedz膮c dlaczego. Nie zd膮偶y艂 uj艣膰 kilku krok贸w, gdy zatrzyma艂 si臋, nie wierz膮c w艂asnym oczom.
- „艢wiat艂o?„ pomy艣la艂 podejrzliwie. Albo to jeden z jego kompan贸w, albo... C贸偶, jest tylko jeden spos贸b, 偶eby si臋 dowiedzie膰...

***


Kels szed艂 pewnym krokiem, roz艣wietlaj膮c sobie korytarz dzi臋ki swojej magii. By艂a przydatna w takich momentach. C贸偶, by艂a przydatna prawie zawsze, nie licz膮c 艣wiec膮cych oczu podczas orgazmu... Droga by艂a spokojna i cicha. W powietrzu unosi艂 si臋 dziwny zapach, kt贸rego Kels mimo usilnych ch臋ci nazwa膰 nie potrafi艂.
Korytarz zakr臋ca艂 w lewo. By膰 mo偶e 艂膮czy si臋 z kt贸rym艣 z korytarzy, w kt贸re skr臋cili jego kompani. Zach臋cony t膮 perspektyw膮 Kels przyspieszy艂 kroku i ruszy艂 przed siebie. Korytarz wci膮偶 schodzi艂 g艂臋boko w d贸艂. Podejrzany zapach nasila艂 si臋, wywo艂uj膮c w czarowniku dziwne zawroty g艂owy. Zrobi艂o mu si臋 niedobrze.
- „Przyda艂oby si臋 troch臋 艣wie偶ego powietrza.” pomy艣la艂, id膮c dalej. Miecz na plecach zacz膮艂 mu niemo偶liwie ci膮偶y膰. Poprawi艂 go, nie zatrzymuj膮c si臋. Droga prowadzi艂a w d贸艂. Nagle us艂ysza艂 dziwny ryk, jakby wydawany przez w艣ciek艂e zwierz臋. Zaraz potem us艂ysza艂 g艂os Nevisa. Niewiele my艣l膮c ruszy艂 przed siebie. Sam nie wiedzia艂, ile czasu bieg艂, gdy ujrza艂 s艂abe 艣wiat艂o, migaj膮ce w oddali.
- Nevis! - krzykn膮艂 zaniepokojony, pr贸buj膮c przyspieszy膰, ale miecz na plecach uniemo偶liwia艂 mu odpowiednio szybkie poruszanie si臋.
- Kels? - Nevis Dorrell odwr贸ci艂 si臋 w jego stron臋. Niewiele my艣l膮c, podszed艂 do niego i przycisn膮艂 maga do siebie. Trwa艂o to kr贸tki moment, podczas kt贸rego 偶aden z nich nie powiedzia艂 nic, jednak Kels czu艂, 偶e przyjaciel po prostu tego potrzebowa艂.
- Powali艂e艣 to... co艣? - zapyta艂 艣ciszonym g艂osem czarownik. Nevis rzuci艂 upad艂ej bestii nienawistne spojrzenie.
- Przylaz艂o stamt膮d, sk膮d przybieg艂e艣, Kels. - wyja艣ni艂 Nevis, odgarniaj膮c z czo艂a swoje jasnobr膮zowe w艂osy. - My艣la艂em, 偶e to psiak.
- Nigdy nie widzia艂em takiego stwora! To nawet nie jest ghul! - stwierdzi艂 Kels, kucaj膮c obok kreatury. - My艣lisz, 偶e powinni艣my poszuka膰 pozosta艂ych?
- Ewidentnie w tym korytarzu ju偶 nic nie ma.
- To wszystko jest bez sensu, Nevis. Po co komu dwa korytarze, kt贸re si臋 ze sob膮 艂膮cz膮 w taki spos贸b? 呕adnego pomieszczenia, cho膰by na narz臋dzia g贸rnicze!
- Wracajmy... - zarz膮dzi艂 w ko艅cu Nevis, nie maj膮c ochoty na pozostawanie w tym miejscu d艂u偶ej ni偶 by艂o to konieczne. - Przeszukajmy reszt臋 korytarzy... chcia艂bym to zrobi膰 w twoim towarzystwie, je艣li nie masz nic przeciwko. - doda艂 Dorrell, staraj膮c si臋 nie brzmie膰 na przestraszonego tch贸rza.
- Chod藕my wi臋c. - zgodzi艂 si臋 mag.
Obaj ruszyli w kierunku, w kt贸rym pod膮偶a艂 Nevis, a z kt贸rego przybieg艂 Kels. Korytarz ci膮gn膮艂 si臋 w d贸艂, osi膮gaj膮c apogeum w pewnym momencie, by zn贸w zacz膮膰 biec pod g贸r臋.
- To nie ma sensu. - mrukn膮艂 pod nosem Kels, rozgl膮daj膮c si臋 po pod艂odze i 艣cianach.
- Zaraz mi powiesz, 偶e tu s膮 jakie艣 ukryte pomieszczenia! - za艣mia艂 si臋 Dorrell, szturchaj膮c w rami臋 przyjaciela. Kels skrzywi艂 si臋.
- Nie s膮dz臋. Po co komu ukryte pomieszczenia w kopalni. Mo偶e Lavena i Gregor mieli wi臋cej szcz臋艣cia?
- Mam tak膮 nadz... - Nevis Dorrell nie zd膮偶y艂 doko艅czy膰, gdy偶 pod艂oga pod nimi rozsun臋艂a si臋 nagle. Obaj zacz臋li spada膰, t艂uk膮c si臋 o kamienne 艣cianki tunelu, prowadz膮cego nie wiadomo gdzie. Wok贸艂 unosi艂 si臋 ich przera藕liwy krzyk...











Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum