The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 23 2019 05:09:38   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Bliskość poza planem 43


Rozdział 43 - Specjalne względy




Poprawił po raz kolejny słuchawki, które wypadały mu ciągle z uszu, kiedy leżał bokiem, na swoim łóżku, oglądając na tablecie powtórkę meczu. Meczu, dla ścisłości, niesamowicie nudnego. Mateusz ziewał co chwilę rozdzierająco, śledząc akcję zupełnie od niechcenia. Od ładnych kilku dni nie miał zupełnie na nic ochoty, nic mu się nie chciało, nie smakowało, i najchętniej cały czas by spał, szczególnie w dzień. W nocy natomiast przewracał się z boku na bok, rozmyślając o tym, co się wydarzyło między nim a Wojtkiem, rozdrapując to wydarzenie wielokrotnie. Nie potrafił sobie wybaczyć tego, jak łatwo dał się nabrać, drugi raz w swoim życiu, zaufać komuś, jak łatwo wślizgnął się w ten miły stan zauroczenia. Przecież wcale tego nie chciał, nie szukał, było mu dobrze tak jak było... ale kiedy pojawił się Wojtek, i sprawy nabrały większego tempa, to wyszło tak naturalnie, w tak oczywisty sposób, a on nie zrobił nic, pozwolił sobie osunąć się w ten stan, zaakceptować go, i teraz cierpiał.
Był nawet u Sary, rozmawiali długo na ten temat, dziewczyna udzieliła mu miliona dobrych rad, z któych żadna nie nadawała się do zastosowania. W końcu zdenerwował się, zabrał swoje manatki od Witka, u którego pomieszkiwał kątem z pół tygodnia i wrócił na stare śmiecie, do pustego, martwego mieszkania. Piotra ciągle nie było, spał niemal co noc poza domem, a kiedy się już pojawiał, padał wykończony na kanapę przed telewizorem i tak przesypiał noc, w ubraniach, często głodny, nie mając siły i chęci z nim rozmawiać. Wojtka również często nie było, biegał między uczelnią a pracą, a kiedy pojawiał się w końcu, Mateusz ignorował go zupełnie, zamykał się w swoim pokoju i praktycznie z niego nie wychodził, nie chcąc go ani oglądać, ani z nim gadać. Atmosfera w mieszkaniu nie była zbyt miła, panująca godzinami cisza wprawiała Mateusza w naprawdę podły nastrój, i ani jedzenie czekolady, ani oglądanie meczów, ani picie piwa nic tu nie dawały. Był sam, miał poczucie ogromnego osamotnienia, wykluczenia, godzinami potrafił po prostu słuchać muzyki próbując zasnąć. Nic się nie układało po jego myśli.
O ile bardziej wolałby iść na imprezę ze znajomymi, poznać kogoś, wyjść na miasto, do kina, zająć się głupią rozmową, ale wszystko wydawało mu się tak szare i beznadziejne, ludzie tak nudni i nijacy, nikt nie wydawał się być interesującym towarzystwem, i sam unikał kontaktu z nimi, sam stawał się wyobcowany, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, nie odnajdując w sobie chęci do dalszego życia. Dni wlokły się niemiłosiernie długo, szaro i nudno. Wstawał rano, błagając, żeby już był wieczór, żeby mógł iść spać i nie myśleć. Sam nie miał pojęcia, że tak bardzo zraniło go zachowanie Wojtka. Przecież nic sobie nie obiecywali, nie byli parą, żadne głupie wyznanie nie zostało poczynione, a jednak czuł się tak źle, że chyba tylko złamane serce mogło to tłumaczyć.
Skrzywił się, słysząc, że mężczyzna wrócił do domu. Mecz zdążył się już skończyć, leżał więc tylko, wpatrując się w ścianę naprzeciwko łóżka, pokój zatopiony w półmroku zimowego wieczora, słuchając jak Wojtek rozbiera się, zdejmuje buty i złorzeczy pod nosem, jak upuszcza i podnosi klucze, zapala kolejne światło... Dla Mateusza była to najgorsza męczarnia, mieć go tak blisko siebie... i jednocześnie tak daleko.
Ku jego zdziwieniu, ciche pukanie rozległo się we framugę jego otwartych drzwi, a w nich pojawił się właśnie jego współlokator, rzucając mu niepewne spojrzenie.
- Pogadamy w końcu? - Wojtek oparł dłonie na biodrach, wsuwając się głębiej do pokoju.
- Gdzie, kurwa, włazisz? Prosił cię ktoś? – warknął Mateusz, podrywając się do siadu. Jeszcze tego mu brakowało, inwigilacji z zaskoczenia. Poprawił biały t–shirt, który podjechał mu do góry, czując się jak skończony idiota. Gdyby nie duma, dawno by się wyprowadził.
Wojtek posłał mu zaskoczone spojrzenie, najwidoczniej nie spodziewając się agresji z jego strony.
- Chcę porozmawiać, wyjaśnić to co się stało – wytłumaczył, próbując nie tracić nadziei, że między nimi się poprawi.
- Nic się nie stało – sarknął, patrząc uparcie w swoje stopy na dywanie. Nie czuł się na siłach, żeby patrzeć wprost na niego. – Odwal się ode mnie – dodał oschle. Serce biło mu ogłuszająco z nerwów. Na chwilę obecną oddał by wszystko, żeby nie dać poznać po sobie jak bardzo się zdenerwował.
- Stało się i chcę to naprawić Mateusz. - Wojtek przyglądał mu się uważnie, szybko upewniając się, że powód całej tej wcześniejszej kłótni pokrywa się z jego domysłami. - Nie chcę po prostu żyć z myślą, że sobie tego nie wyjaśniliśmy. W końcu to było nieporozumienie.
- Nie rozumiesz, kurwa, po polsku? Odjeb się! – wrzasnął Mateusz, nawet nie chcąc słuchać tego bełkotu. – Gówno mnie obchodzi, co ty chcesz! Trzeba było myśleć przed faktem!
- Przecież tego nie planowałem, to był totalny przypadek, chwila słabości, wynikająca też z alkoholu – powiedział, próbując się nie poddawać, zmęczony całą tą atmosferą między nimi, tęskniąc do tego co było wcześniej, tak intymnego i fascynującego. - Przepraszam, że do tego doszło, naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić, w ogóle... nie miałem takiego zamiaru.
- Wiesz co, zostaw swoją motywację dla siebie, bo ani mnie to ziębi, ani grzeje. Rób se, co chcesz – Mateusz wstał z ociąganiem, czując jak sztywne ma nogi. Nie chciał być z nim, rozmawiać, ani chwili dłużej. To tylko niepotrzebnie rozdrapywało jego rany. Spojrzał krótko w okno, rejestrując ciemną, zaśnieżoną ulicę, rozświetloną słabym światłem latarni, w którego kręgu wirowały grube, wełniste płatki śniegu. Zacisnął usta, wtykając ręce do kieszeni materiałowych spodni. Nie mógł znieść spokojnie jego widoku. – Powiedziałeś, co chciałeś, możesz spierdalać.

***


Kiedy drzwi zamknęły się za Wojtkiem wcale nie czuł się lepiej. Zacisnął usta, wgapiając się w ponury widok za oknem. Pustka, jaka zagościła w jego sercu zdawała się być nie do zapełnienia, i gdyby mógł, wolałby pozbyć się wszelkich uczuć niż cierpieć tak, jak cierpiał teraz. Coraz silniej docierało do niego, że to, co czuje do Wojtka nie jest zwykłą sympatią. Tym bardziej czuł się zdruzgotany tym, co zaszło między mężczyzną a jego kumplem. Jak Wojtek mógł nie widzieć, że darzy go... specjalnymi względami? Że dostaje więcej niż inni? Może gdyby chociaż odrobinę odwzajemniał słabość, jaką Mateusz miał do niego, może wtedy widziałby jak mu zależy. Słabość, to było słowo-klucz, to była kwintesencja całego tego zamieszania, tego uczucia, tak niepotrzebnego i mącącego w głowie, a jedocześnie słodko obezwładniającego. Bywały momenty, kiedy Mateusz zapominał na chwilę o tym, co zaszło i uśmiechał się sam do siebie na wspomnienie jakiejś głupoty powiedzianej przez Wojtka, na wspomnienie jego uśmiechu, jego jasnej głowy pchającej mu się do szyi. Potem jednak przypominał sobie, i nagle zalewała go gorycz, całe rozczarowanie spływało na niego, zmywało radość z twarzy, wprowadzając z powrotem w ponury nastrój.
Czuł się nędznie, i teraz stojąc samemu w swoim i Piotra pokoju, w pokoju, w którym Piotr nie spał już od kilku dni, miał wrażenie, że jest tylko pustą skorupą, że wszystko już zostało wydarte z niego i wystawione na pośmiewisko.
Naprawdę pragnął wrócić do tego, co było między nimi, poczuć na sobie gorące, męskie ciało Wojtka, poczuć go całym sobą, doświadczyć go jak najgłębiej, i spać z nim ściśnięty na wąskim tapczanie, i jeść śniadanie, i iść miastem, i kochać go, i śmiać się z nim, i słuchać zabawnych głupot, które mówi i niczym się nie przejmować. W ciszy mieszkania dało się słyszeć jak Wojtek przyrządza jedzenie w kuchni, jak słucha radia i rozmawia z kimś przez telefon śmiejąc się głośno. Mateusz poczuł głęboki żal, słuchając jego beztroskiego śmiechu pomimo wszystko, mimo tego, że chwilę wcześniej rozmawiali i było jak zwykle ostatnio, zwyczajnie niemiło. Widać gówno go to obchodzi, robi minę zbitego psa ale wcale mu nie zależy, pomyślał, zgarniając kołdrę z podłogi na łóżko i otwierając okno, by chwilę się przewietrzyło. Do środka wpadł gwałtownie zimny podmuch wiatru, wrzucając kilka płatków śniegu i strącając z parapetu kilka kartek zapisanych uczelnianymi notatkami.
Wszystko się sypie, pomyślał, zbierając zapisane papiery.

***


- Czy ty jesteś normalny? - spytał Piotr, wchodząc do pokoju i w pierwszych krokach otwierając okno. Mateusz leżał przykryty niedbale pościelą, paląc papierosa i słuchając muzyki. Nie słyszał mężczyzny, ani nie przeczuwał jego obecności, zamknięty za opuszczonymi powiekami, cały w swoim świeci. - No kurwa, mówię do ciebie! - warknął Piotr, zdejmując mu słuchawki z głowy gwałtownym ruchem.
- Jezu, pojebało cię? Nie strasz mnie tak! - wydarł się Mateusz, gapiąc się na niego szeroko otwartymi oczyma. Popiół z papierosa pofrunął niedbale na pościel.
- Co ty sobie tu kurwa palarnię zrobiłeś? Wypierdalaj do kuchni na fajkę.
- Oj Piotrek, daj se siana – mruknął Mateusz, gasząc nieszczęsnego papierosa, by zaraz potem zagrzebać się w pościeli, twarzą do ściany. - W ogóle co ty tu robisz? Nie przeprowadziłeś się jeszcze do Artura? - burknął spod kołdry, wywołując u Piotra głębokie, cierpiętnicze westchnienie.
- A ty kurwa co, dziś wyjątkowo bez Wojtka? Grypę masz, że siedzisz tu sam? - szturchnął go palcem w gołe ramię, siadając ciężko na materacu i uginając go znacznie. Czarna pościel z nadrukiem dzikich kotów była niemiłosiernie zmięta i Piotr nie mógł sobie przypomnieć od jak dawna niezmieniana. Od bardzo dawna.
- Weź kurwa – burknął Mateusz, nie reagując bardziej na jego zaczepki.
- No co jest Mati? Co się wydarzyło, że taka rozpacz? - Mężczyzna zakpił, ale było to serdeczne, podobnie jak chwycenie w dłoń jego chudej kostki, zmarzniętej, bo nieschowanej pod kołdrą. - Wojtek okazał się hetero i nie chce twojego ślicznego tyłeczka?
Chłopak pociągnął nosem i wyłonił się pod pościeli, pokazując rozczochraną burzę loków i niedbały zarost na twarzy, doprawione bardzo niewyraźną i bardzo nieszczęśliwą miną.
- Czemu tak mówisz? - spytał ostrożnie, przypatrując się mężczyźnie badawczo.
- Mati no, trzeba być ślepym, żeby nie widzieć co się kroi.
- A co się niby kroi? - zmarszczył brwi, nie będąc do końca pewnym co mężczyzna ma na myśli.
- No z tobą i z tamtym, że romansujecie. Mati weź mi tu kurwa nie ściemniaj. Widać, że wpadłeś po uszy. Jak suczka za nim latasz – podrażnił się mężczyzna.
- Jezu, serio to tak wygląda? - Chłopak stropił się, marszcząc brwi i zakrywając usta dłonią na chwilę. - Ja pierdolę. Robię z siebie idiotę.
- No, trochę. – Piotr zaśmiał się otwarcie, zupełnie naturalnie chwytając go za szczupłą, smukłą jak na mężczyznę łydkę i masując w swojej dłoni. - Myślałem, że wiesz, że wy tak serio-serio jesteście ze sobą...eee blisko. To było oczywiste jak was zobaczyłem. To znaczy ciebie... suniu – zarechotał, obrywając po głowie od Mateusza wyglądającego jakby zobaczył ducha.
-To nie jest zabawne! Ten frajer wolał swojego kumpla ze wsi ode mnie! Pieprzył się z nim w swoim pokoju, czaisz? - Mateusz aż się uniósł, wysilając się na nerwowy, przenikliwy szept.
- No i co Mati? Przecież ty też ruchasz co się nawinie. W czym problem?
Mateusz stropił się jeszcze bardziej, zaczynając obgryzać paznokcie. Myśli w jego głowie eksplodowały i nakładały się na siebie jednocześnie.
- W tym problem... że nie. Rozumiesz?
Piotr otworzył usta w zdziwieniu, przez moment przyswajając nietypową informację. Mateusz i celibat. Kto by pomyślał.
- Serio z nikim innym nie... eee sypiasz? Kurwa, Mati... To brzmi jak jakaś patologia w twoim przypadku.
- No dzięki staruszku. To żeś mi powiedział... - Mateusz westchnął, starając się za wszelką cenę opanować emocje. Miał wrażenie, że są jasno i czytelnie wypisane na jego twarzy.
- Myślę Mati... że musisz mu wszystko powiedzieć. Wiesz, kurwa, wóz albo przewóz. Powiedz mu jasno jak jest, i albo bierze to na twoich zasadach, albo niech spierdala. Najwyżej się wyprowadzisz, kurwa trudno – poklepał go po ramieniu, samemu nie wierząc, że daje takie rady Mateuszowi. Nie chciał jednak, by chłopak się męczył. Lubił go przecież mimo wszystko.
- Dzięki... Może coś w tym jest.

***



Mateusz myślał intensywnie nad słowami Piotra, ale im więcej czasu mijało, tym dalszy był od wyznania Wojtkowi prawdy o swoich uczuciach. W niedzielę był już tak zdesperowany, że zaczął się pakować. Chciał wynieść się z tego mieszkania, z tego nieporozumienia, jakim była jego relacja z Wojtkiem, uporać się w końcu z uczuciem tęsknoty, zazdrości i żalu, jakie rozpychały mu serce. Chciał zacząć od nowa.
Wojtek wszedł do pokoju jak gdyby nigdy nic, i powiódł wzrokiem po spakowanym plecaku i walizce, która szybko się wypełniała. Mateusz zauważył jego nadejście szybko, odwrócił się z twarzą płonącą z gniewu, nie mogąc uwierzyć, że mężczyzna nawet nie zapukał.
- Wynoszę się stąd. Będziesz mógł w końcu zapraszać kogo chcesz. Ale teraz wypierdalaj z mojego pokoju – warknął, gapiąc się na niego o wiele zbyt miękko niżby chciał. Nie potrafił poradzić sobie z tym, jak bardzo tęsknił.
Wojtek westchnął, kompletnie nie rozumiejąc jego podejścia, jak zapiera się w sobie i trzyma przy własnym zdaniu, które jest błędne.
- Czemu jesteś taki uparty? - spytał, krzyżując ręce na piersi, podziwiając się, że ma siły na tą rozmowę, może była to zasługa dobrze zdanego kolokwium. - Mateusz lubię cię i nie chcę, aby między nami się spieprzyło. No błagam cię, powiedz mi czemu tak strasznie mnie nienawidzisz.
Mateusz odwrócił się w jego stronę, z twarzą tak zimną i ściągniętą, że aż straszną. Wszystko to, co czuł, co go bolało, prosiło by wykrzyczał to Wojtkowi w twarz. Sam nie wiedział czemu raptem ogarnął go tak lodowaty spokój, w jego głowie zapanowała absolutna cisza, jak chwilę przed gwałtowną burzą.
- Nie nazwałbym tego nienawiścią – wycedził wolno, nie spuszczając z niego gadzio nieruchomego wzroku. Zmienność, jaką prezentował bywała bardzo niepokojąca.
- A czym? - Wojtek zacisnął dłonie w pięści, nie spuszczając z niego wzroku, zastanawiając się czy w ogóle istnieje szansa, aby między nimi ułożyło się na nowo.
- Spytaj swojego wiejskiego kolegi. On pewnie lepiej się zna na uczuciach – warknął nisko, czując jak fala obłędnej zazdrości przepływa przez niego silnym prądem. Gdyby dorwał tego faceta nie obyłoby się bez rękoczynów. Zacisnął szczęki, upozowany na tle ciemnego okna, za którym padał śnieg, zesztywniały z nerwów i wściekły. Nie miał pojęcia, jak mógł tak łatwo dać się nabrać.
- Mateusz, Mirek był facetem z którym sypiałem, stąd u niego takie zachowanie, wręcz przyzwyczajenie. To tylko kumpel, z którym łączył mnie tylko seks – próbował tłumaczyć się dalej Wojtek, nie mogąc uwierzyć, że Mateusz gada takie bzdury, że w ogóle ta sprawa przybrała tak poważny odcień. Przetarł twarz dłonią, już nie wiedząc jak ma dojść do niego, bo najwidoczniej wszelkie tłumaczenia nie dążyły do celu. - Mateusz... nie jesteśmy przecież razem – powiedział niepewnie, wzdychając ciężko. Chyba musiał postawić na szczerość, ryzykując, że zostanie ona zdeptana. - Dobra, rozumiem twoje wkurwienie, ale z drugiej strony nie jest to też taki powód, aby niszczyć to co, no między nami zaczęło być. Chcę powiedzieć... - przygryzł dolną wargę, bijąc się w myślach czy powinien skończyć to zdanie, ale skoro już zaczął, wycofać się było by porażką. - … nie masz powodu do zazdrości no, ty a on to dwie różne historie.
- Nie miałeś jebanego prawa pchać mu łap w gacie! – wydarł się Mateusz, nie mogąc już znieść tego miałkiego gadania, o tym jak on nie chciał i przypadkiem mu się wydarzyło. Mateusz aż za dobrze widział, jaki chętny był to przypadek. Zacisnął dłonie w pięści, ciskając z oczy iskry. Atmosfera zgęstniała tak bardzo, że w pokoju zdawało się pociemnieć.
- Nic mu nie wkładałem, uspokój się.
- Ty pierdolony chuju… - syknął wściekle, rozjuszony do żywego jego hipokryzją. Postąpił kilka kroków przed siebie, jakby zamierzał mu przyłożyć, zatrzymał się jednak, patrząc z dosyć bliska na niego, twarzą złą i zaciętą, zarumienioną z gniewu. – Wszystko dostałeś, moje… moje uczucia… i tak wolałeś coś takiego – powiedział, zgrabnie nazywając sobie Mirka per „coś”. To oczywiste, że czuł się od niego lepszy, nie było nad czym się nawet zastanawiać, i Wojtek dokonując wyboru popełnił, zdaniem Mateusza, ogromny błąd w ocenie jakości. Słowa Piotra nadpłynęły z podświadomości, torując jasno dalszą drogę postępowania. Najwyżej tak obiję mu ryj, że się nie pozbiera, pomyślał, podejmując decyzję.
Serce Wojtka zadrżało, nieco zaskoczony tym jak głęboko uraza Mateusza sięgała, wcześniej przekonany, że chodzi po prostu o samo lubienie, nic więcej.
- Nie interpretuj tamtej sytuacji w taki sposób – powiedział, chcąc jakoś złapać sens tego wszystkiego o czym mówili. - Nie wybrałem jego, zawsze byłeś ty. Tamto było czystym nieporozumieniem Mateusz, nie oceniaj mnie pod tym kątem.
- Nie chcę więcej takich sytuacji. Albo akceptujesz to, że… się w tobie zakochałem… Albo wypierdalaj. Teraz – powiedział, nie uciekając już wzrokiem, zdecydowany, zimny, w przedziwny sposób odległy. Tylko broda dygotała mu niekontrolowanie, nie zdawał sobie jednak z tego sprawy, zbyt przyjęty tym, co działo się w nie do końca materialnym świecie. Wszystko zdawało się ucichnąć.
- Zakochałeś? - powtórzył głupio Wojtek, czując jak coś ciepłego rozlewa mu się w piersi. Nie wiedział co powiedzieć, nawet nie potrafiąc odczytać własnej reakcji na tą informację. W swoim młodym, krótkim życiu, ani razu nie zdarzyło mu się być odbiorcą takiego wyznania. Nie wiedzieć czemu kąciki jego ust uniosły się, a twarz pokryła rumieńcem. Patrzył na Mateusza będąc pewnym, że ten sobie z niego kpi, albo bawi w jakąś gierkę. Jakoś nigdy nie uważał, że należy do typu ludzi, w których można się zakochać, przynajmniej nie z urody, chociaż też nią nie straszył. - Super... - wypalił, z przejęcia nie wiedząc jak się zachować. - Znaczy tak, chcę to... zaakceptować.
Mateusz niespodziewanie parsknął śmiechem, widząc zachowanie Wojtka. Jakoś nie umiał utrzymać nerwowej powagi, patrząc na te szczere oczy i czerwoną buzię.
- Jezu… Jaki ty jesteś dziwny – powiedział, patrząc mu w oczy z nutą kpiny. – Super – zaśmiał się ponownie, odnosząc się do reakcji mężczyzny. – No to super. Tylko zapamiętaj, że nie masz prawa do czegoś takiego jak z tamtym śmieciem, rozumiesz mnie? Następnym razem będziesz miał nos w twarzy, a nie na twarzy – zagroził, całkowicie poważnie, pokonując ostatnie, dzielące ich kroki. Brakowało może z pięciu centymetrów, by dotknął ustami jego policzka. Ręce, ciągle upchnięte w kieszenie, stwarzały jednak pewien dystans.
Widząc ta diametralną zmianę, Wojtek przysunął się do niego i dotknął przedramion Mateusza, nie umiejąc poradzić sobie z radością, która cała go wypełniła.
- Wiem, jeszcze raz przepraszam – mruknął, nadal się uśmiechając.
Wszystko zagotowało się w nim, wybuchło naraz, tęsknota, żal i gniew, pożądanie, tygodnie seksualnej frustracji, ostry ból głowy i nagła lekkość dłoni, wszystko zmieszało się z zapachem męskiego ciała będącego na wyciągnięcie ręki, i w tej jednej chwili sam nie wiedział, czy bardziej kocha go, czy nie może znieść. Tak chciałby uwolnić się od tego, odnaleźć zagubiony spokój, równowagę. Zapatrzył się na niego, z tak bliska, doskonale czując jego zapach, mogąc obserwować jak cienie kładą się na jego policzkach, kiedy się uśmiecha, jak jasne włosy niemal fosforyzują w ciemności, odbijając odrobinę światła wpadającego nieśmiało z korytarza. Oswobodził powoli ręce, by przesunąć nimi po jego ramionach, po gorącym, twardym ciele upchniętym w wąską koszulkę, by poczuć, jak cholernie brakowało mu tego przez ostatnie dni. Uczucie tęsknoty zdławiło go silnie, pokonał ostatni dystans dopadając łapczywie jego ust, jakby nie wiedzieli się całe wieki, i gryząc go i ssąc jednocześnie, przyduszając sobą do ściany i ściskając tak mocno, że aż boleśnie. Chciał go skrzywdzić, chciał go ukarać, chciał, żeby go bolało, żeby miał ślady na ciele i żeby spocił się z bólu, poczerwieniał, żeby zaciskał zęby starając się znieść go w sobie, i żeby wiedział jednocześnie, że nie ma żadnego wyboru.
Usta Wojtka były rozchylone i uległe, i nie oponowały ani na gryzienie, ani na ssanie, ani na twardego penisa i spermę, nie poskarżyły się ani razu tego wieczora, kiedy Mateusz karał i nagradzał jednocześnie, ustalając nowe granice i zasady mające między nimi panować.

***


Skrył go w pościeli, otulił ciasno miękkim materiałem, po przewlekanym zapachem porażającej bliskości, jakiej się oddali dobre parę godzin temu. Zapewne było bardzo późno, może za kilka minut Wojtek będzie świadkiem powolnej pobudki wschodzącego słońca i odkryje ono zmęczony uśmiech na jego twarzy. Noc jednak trwała nadal, a swój uśmiech mężczyzna skrył w pachnącym i ciepłym karku Mateusza, zadowolony, że puste miejsce obok na nowo wypełniło znane ciało. W piersi, w samym jej środku wciąż pobrzmiewały słowa partnera, ich siła nadal drżała, wzbudzała dreszcze ekscytacji i rozbawienia. Och ty, dzieciaku, pomyślał Wojtek, nie mogąc nadziwić się jak cała sytuacja przebiegła i jaki przyniosła finał. Nie umiał do końca uspokoić chaosu uczuć, jaki wznosił go i rozpalał mimo wyczerpującego seksu. Ciało usypiało, zaspokojone do granic możliwości rozkoszą, przemieszaną z bólem. Umysł jednak pracował nadal, wchłaniając każdą kolejną minutę, kolejne porcje narkotycznego doznania ukrytego w zakamarkach ciała Mateusza, za uchem, we włosach, w jego cichym i miarowym oddechu. Lekki wstyd ogarnął Wojtka, kiedy do końca nie był w stanie uwierzyć w wyznanie Mateusza, będąc przekonanym, że jest to chwilowe, mała pomyłka słów przez przypadek wypowiedziana na głos. Przezwyciężyło jednak zdumienie, emocjonalny wstrząs jaki pchał chłopaka w jego ramiona, a on się temu nie przeciwstawiał, uradowany jego powrotem, stęskniony jego twarzy i obecności. Zastanawiał się czy gdyby nie Mirek, to czy w ogóle dowiedziałby się co czuje Mateusz. Chociaż on sam wydawał się nieporadny w obcowaniu z tą prawdą, z uczuciem, które skierował w stronę Wojtka. To czyniło go jednak w jego oczach kimś innym, a na pewno znanym, jakby w końcu mógł stanąć twarzą w twarz z innym Mateuszem, który tylko jemu się pokazał. Na samym początku ich znajomości, wydawało się Wojtkowi, że ma do czynienia z aktorem, nieprzewidywalnym w swych rolach, zmieniającym kwestie co parę minut. Poznawanie go i zbieranie do kupy osobowości, stało się mozolną robotą, niekiedy wyprowadzającą go w sieć labiryntu, do miejsca, gdzie nie było wyjścia. Mateusz barwny ptak, którym chciał się opiekować i kochać, mimo zmienności jego humoru, czyniąc go niebezpiecznym, a zarazem intrygującym.
Obyś mnie kiedyś nie utopił w tym sztormie, pomyślał, przymykając oczy i poddając się senności.










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum