The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Czerwiec 17 2019 01:57:08   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Bliskość poza planem 24


Rozdział 24 – Noc w twoich ramionach


Nacisnął dzwonek przy drzwiach mieszkania Artura, pewnie, krótko, po czym stanął wyprostowany, uśmiechając się lekko w stronę judasza. Nie musiał dzwonić do niego z dołu, znał przecież kod, więc niespodzianka miała szansę powodzenia. Przynajmniej on miał nadzieję, że będzie to miła niespodzianka. Kiedy zamek zgrzytnął i drzwi otworzyły się przed nim, poczuł jak na ułamek sekundy serce przestaje mu bić. Sam nie spodziewał się tego, jak bardzo tęsknił za swoim partnerem. Wiedziony prostym instynktem postąpił do przodu, biorąc mężczyznę w ramiona i przyciskając do siebie. Nogi miał jak z waty, ale uśmiech nie schodził z jego ust.
- Artur – szepnął, miłym dla ucha głosem, teraz odrobinę rozedrganym. Wtulił twarz w bark mężczyzny, wzdychając drżąco. Emocje eksplodowały w jego głowie, czas zatrzymał się na chwilę, wszystko zwolniło. W uszach szumiało mu od szybkiego skoku ciśnienia. Chciałby już nigdy nie opuszczać tych ramion.
Ciało Artura wyraźnie się napięło, reagując na zaskoczenie, jakie wywołało nagłe pojawienie się Krzyśka. Cały przesiąknięty był aromatem dymu papierosowego, jakby nie jedna, a dwie paczki zostały przez niego wypalone.
- Wróciłeś... - mruknął w końcu Artur, nie do końca odpowiadając na dotyk. Odsunął od siebie chłopaka, patrząc na niego nieodgadniętym spojrzeniem. Twarz nic nie zdradzała, ale mężczyzna wewnątrz aż drżał ze zdenerwowania. Na lewym policzku widniały niewielkie przebarwienia zanikających śladów pobicia. Rana na łuku brwiowym, bez szwów i opatrunku, była lekko zaczerwieniona, pozostawiając niewielki ubytek w samej brwi.
- Wątpiłeś, że wrócę? – spytał Krzysiek, zerkając na niego roziskrzonym wzrokiem. – Tak się cieszę! – powiedział gorącym, pełnym emocji szeptem, rozradowany jak pies po długiej nieobecności pana. Nawet jeśli planował inaczej, teraz nie potrafił nad tym zapanować. Radość rozsadzała mu głowę. – Co ci się stało? – dopytał spokojniej, widząc ślady na jego twarzy. Wielkie, szczere oczy patrzyły na Artura z troską.
- Napadnięto mnie – odparł Artur, zamykając za nim drzwi mieszkania, próbując nie zdradzać jaki jest zdenerwowany. Samo zachowanie chłopaka w ogóle mu nie pomagało. W głębi był przygotowany na coś zupełnie innego, nie przypuszczał, że jednak Krzysiek przejdzie swoją drogę na korzyść swojej orientacji. Widać nie dostrzegał siły w tym kruchym ciele, które także się zmieniło. - Nie wątpiłem w twój powrót – rzucił, sam czując się wymęczony wszystkim, co ostatnio go spotykało, zaczynając od pobicia, zahaczając o ostatnie załamanie z ojcem, a kończąc na osobie Krzyśka. Mógł dodać jeszcze do tej listy Piotra, który coraz częściej zajmował jego myśli, czego w ogóle nie mógł ogarnąć. A wśród tego próbował przygotować się do konkursu dla młodych zespołów, i w tym celu dzień w dzień siedział nad tekstem nowej piosenki, która dopiero dziś zaczęła z trudem pojawiać się na kartce. Nie chciał się przyznać, że inspiracją do niej był tatuaż sowy Piotra i jego symbolika, oraz wszystko to, co powiedział mu on o swoim życiu starszy mężczyzna.
- Jak to napadnięto? – spytał Krzysiek, czując narastającą złość. Jak ktoś śmiał napaść Artura? Nie mieściło mu się to w głowie. Skrzywił się, patrząc na niego poważnie. Odruchowo wręcz złapał jego dłoń, ściskając ją w opiekuńczym geście. Czuł się zobowiązany chronić mężczyznę, nawet jeśli nie do końca zdawał sobie z tego sprawę, działał bowiem bardzo instynktownie. Kilkudniowy zarost dodawał powagi jego twarzy. – Zrobili ci coś poważnego?
- Jak widzisz żyję, nic wielkiego. - Artur wzruszył ramionami, mając nagłą ochotę na kawę. Mało sypiał, więc pił ją codziennie, po cztery-pięć kubków, chcąc jakoś wykrzesać z siebie nieco energii. Wysunął więc dłoń z ręki Krzyśka, od razu ruszając do kuchni. - Chcesz coś do picia? - zapytał, samemu otwierając jedną z szafek gdzie trzymał wszelkie herbaty, w tym kawę i również saszetki z czekoladą.
- Jasne, możesz coś zrobić. Lubię twoją kawę – wymruczał, opierając się o blat koło Artura i uśmiechając do niego zachęcająco. Nic się nie zmienił, pomyślał, patrząc na mężczyznę miękkim, ciepłym spojrzeniem zielonych oczu. Gdyby mógł, wziąłby go w ramiona, do łóżka, i tam opowiedział mu szeptem, jak trudno było mu przez ostatnie pół roku. Nie mogło niestety pójść tak łatwo. Spojrzał na jego włosy, uśmiechając się szerzej i powstrzymując się, żeby ich nie dotknąć. – Ufarbowałeś jednak. Świetnie wyglądają. W ogóle, wspaniale wyglądasz.
Artur miał ochotę zaśmiać się, słysząc to, zwłaszcza, że czuł się źle, więc nie uwierzył w swoją atrakcyjność w tym stanie. Zachowanie jego faceta także było dla niego zaskoczeniem i zagadką, bo był jak nie tamten Krzysiek. W tej chwili pomyślał, że chyba kompletnie go nie zna.
- Farba już schodzi – powiedział, nasypując kawę, doskonale wiedząc jaką pije Krzysiek. Przynajmniej to nie uległo zmianie, pomyślał w cynicznym rozbawieniu, nie potrafiąc zmusić się na bardziej wylewny komentarz. Włączył elektryczny czajnik i spojrzał ponownie na chłopaka. - To mów, przecież po to przyszedłeś. - Nie chciał bawić się w gierki słów, omijając to co i tak musiało zostać powiedziane.
Krzysiek westchnął cicho, odbijając się od blatu i siadając na krzesełku. Wąskie dżinsy fantastycznie opinały się na jego pośladkach, i zdecydował się na nie, mimo że nigdy w życiu takich nie nosił. Chciał, żeby Artur docenił i jego fizyczność.
- To było najgorsze pół roku w moim życiu. Kiedy odchodziłem, miałem ze sobą trzy pary majtek i trzy paczki tabletek nasennych. Byłem martwy – westchnął ponownie, drżąco, dotykając dłońmi ust i wpatrując się w nieruchome plecy Artura. Postanowił nie ukrywać już żadnej prawdy. – Byłem w wielu miejscach, dużo pracowałem fizycznie. Wszystko się zmieniło, oprócz jednej rzeczy… Artur, nie było takich dwudziestu czterech godzin, żebym o tobie nie myślał, nie marzył, nie wspominał. Cały czas miałem tu – popukał się w skroń – twój głos, jak mówisz, cokolwiek, moje imię, i to prowadziło mnie przez to całe cholerne piekło. Nie przetrwałbym bez tego, że mogłem cię kochać, a ty nie miałeś na to wpływu, nie mogłeś mi tego zabrać… Powiedziałem rodzicom, że jestem gejem, wyprowadziłem się z domu, znalazłem pracę tu, w Warszawie. Nie chcę się już niczego w życiu bać, rozumiesz? Przed niczym uciekać. Dojrzałem do bycia w związku, teraz dopiero jestem ciebie godny – dodał poważnie, prostując się bardziej na krzesełku i patrząc na Artura ze ściągniętą twarzą. Wspomnienia wywoływały ból, ale wierzył, że nauczy się w końcu z tym żyć.
Artur odetchnął ciężko, odwracając się do niego i opierając o blat kuchenny. W kuchni panowała względna cisza, zakłócana cichą pracą czajnika i gotującą się w nim wodą. Prócz tego z zewnątrz docierały do nich pokrzykiwania dzieci i ich matek z placu zabaw, jak również szurania i odgłosy kroków z piętra wyżej. Mimo to atmosfera jaka pojawiła się po słowach Krzyśka sprawiła, że wniknęli w inny świat, tak ciężki od emocji, tak inny od tego, który rozpościerał się za oknem. Potarł czoło, przyjmując całe wyznanie ze stoickim spokojem. Gdzieś w głębi czuł, że wolałby rozmawiać kiedy nie byłby w takim stanie umęczenia i otępienia. Ale przecież nie wyprosi Krzyśka tłumacząc się, że to zły czas na roztrząsanie tej sprawy. Musieli załatwić to tutaj i teraz.
- Skoro rozmawiamy szczerze, to ja też powinienem opisać ci moje życie sprzed pół roku – zaczął, wsuwając ręce w kieszenie spodni, aby tam je zacisnąć ze zdenerwowania jakie kwasem podchodziło mu do gardła. Przymknął oczy, patrząc na Krzyśka i wyraźnie dostrzegając wszelkie zmiany jakie w nim zaszły. Żałował, że on nie dostrzegał ich w nim. - Kiedy odszedłeś czułem się rozbity, niepewny siebie, odbierając twoją decyzję jak moją życiową porażkę, bo przecież musiałem coś z chrzanić, skoro nie ufałeś mi na tyle, aby wcześniej powiedzieć mi jak się męczysz. Jak męczysz się ze sobą i ze mną – umilkł na chwilę, nie spuszczając wzroku z chłopaka. - Do tego wyznałeś mi miłość w najgorszym momencie, używając jej jako kartę przetargową, której nie mogłem odrzucić, bo nigdy nie chciałem cię zranić, a ty to wiedziałeś. Szantaż emocjonalny, który do dziś mnie dusi i mąci w głowie – przygryzł wargę, czując jak serce szybciej mu bije, a żołądek nieprzyjemnie skręca – O nic cię nie oskarżam, bo rozumiem, że nie miałeś wpływu na to co cię ukształtowało, na otoczenie i rodzinę. Cieszę się, że udało ci się z tego wyjść, bo o to chodziło, ale ja też się zmieniłem Krzysiek, i nie jestem w stanie szczerze ci powiedzieć, czy chcę to budować na nowo.
- Masz rację, że to ja jestem winny temu, jaką formę przybrało nasze rozstanie. Jest mi tak ogromnie przykro, że tak mocno to przeżyłeś, ale powinieneś wiedzieć, że nie miałeś wpływu na moją decyzję, ty nic nie spieprzyłeś. To ja powinienem rozegrać to delikatniej, albo wytrzymać jeszcze, otworzyć się bardziej na ciebie. W tamtym momencie wydawało mi się to niemożliwe, tak się bałem! – wydusił, patrząc na niego szeroko rozwartymi oczyma. Ładne, szerokie wargi miał całe poczerwieniałe z emocji. – Byłem za smarkaty, żeby zmierzyć się z tym jak dorosły facet, ale wszystko się zmieniło, teraz byłbym oparciem, mógłbyś na mnie polegać, już niczego bym nie zepsuł. Dopiero jak cię zobaczyłem, uświadomiłem sobie, jak bardzo za tobą tęsknię – dodał ciszej, patrząc gdzieś w bok i zagryzając usta. Pionowa zmarszczka między jego brwiami dosadnie mówiła o tym, jak chłopak stara się pohamować wstrząsające nim emocje. – Oddałbym wszystko, żeby znowu mieć cię przy sobie, żebyś znowu mnie chciał.
- Skąd wiesz, czy jakbyś mi wcześniej nie powiedział, to czy teraz nie wyglądałoby to zupełnie inaczej? - Głos Artura uniósł się nieco, ale uspokoił się, nie chcąc żeby zdenerwowanie wzięło górą. Przeniósł wzrok na okno i szare niebo, które w oddali wyraźnie ciemniało, przybierając granatowy odcień, zwiastując kolejny dzień z deszczem. - Nie chcę, abyś myślał, że to co było nic dla mnie nie znaczy, ale za bardzo wyraźne są te wspomnienia we mnie, żeby ot tak się od nich odciąć – powiedział spokojnie. - Ty zdołałeś wyjść z tego, ja się czuję jakbym wciąż w tym grzązł i nie mógł się uwolnić od obietnicy, którą na mnie wymusiłeś.
- Wiem, że bardzo cię zraniłem – przyznał Krzysiek, wstając z krzesła i podchodząc do niego. Przygarnął go do siebie ramionami, mimo braku współpracy ze strony Artura przytulając go i oddychając ciężko przez nos. – Serce mnie boli jak myślę, że zrobiłem ci krzywdę. Nigdy nie chciałem… Nie chciałem być takim egoistą. Gdyby nie rozpacz, ten wielki żal, jaki czułem, nie powiedziałbym tego wtedy, ale emocje wzięły górę, wszystko działo się tak szybko, chciałem cię przekonać, że warto na mnie zaczekać, że z mojej strony to nie jest byle co. Rany Artur, przepraszam – mruknął cicho, nie wypuszczając go z objęć. Przymknął oczy, rozkoszując się upragnionym ciepłem drugiego ciała. Ukochanego, gwoli szczerości. – Tak strasznie mi przykro – wykrztusił, starając się by nie załamał mu się głos.
Artur przełknął ślinę, opuszczając głowę i patrząc na jego jasne kosmyki. Walczył wewnątrz siebie między tym, co już postanowił wcześniej, a tym co teraz zaczynało się w nim rodzić, kiedy słuchał zupełnie innych słów, innego Krzyśka. Dojrzałego i z cieniem szansy aby ponownie mu zaufać. Ale bał się, tak strasznie się bał, że ten cień, który już padł między nimi, wciąż będzie mu przypominał o tej jednej chwili zwątpienia ze strony partnera. Jego dotyk parzył go, miał ochotę go odsunąć, ale z drugiej strony chciał zamknąć go w ramionach i dać upust wszelkim emocjom. Zagryzł wargi, nie czyniąc żadnego kroku, który mógłby odzwierciedlić to, co się z nim działo.
Odsunął od siebie Krzyśka, zaciskając palce na jego przedramionach.
- Widzę, że chcesz budować nas od początku, od nowa – szepnął, wpatrując mu się uparcie w oczy. - Ale ja nadal żyję w tym, co jeszcze nie upadło, co stare. Nie mam sił tego wznosić, nie dziś, nie teraz.
- Chcę kontynuacji… Ciągłości – odparł Krzysiek, pochylając się do jego twarzy i przymykając oczy. Przysunął się bardzo wolno, niemal wstrzymując oddech i już po chwili dotykając piersią jego torsu. Dotknął ustami jego warg, całując go subtelnie, nienachalnie, mimo że cały wewnętrznie dygotał z nadmiaru emocji. Jego ręce jednak pozostały ciepłe i suche. Przesunął je na ramiona Artura, gładząc je delikatnymi, męskimi dłońmi. – Marzyłem o tym każdej nocy – dodał, patrząc mu z bliska w oczy, by po chwili pocałować go w kącik ust. Kręciło mu się w głowie z pragnienia dotykania mężczyzny.
Artur odetchnął przez nos, nie robiąc nic, aby go powstrzymać, porażony tą czułością, która przecież w bardzo małych ilościach była prezentowana przez starego Krzyśka, a raczej Krzysia. Teraz ten nowy odpowiadał na każdy gest, słowo, wręcz pchając mu się w ramiona, każdym ruchem komunikując, że go potrzebuje i chce. Czemu dopiero dziś, pomyślał, kiedy jego wargi odruchowo otarły się o wargi młodszego partnera, skuszone posmakowaniem czegoś, co już znały, a co było gorące od zmian. Dłonie również zacisnęły się w tali partnera, jak kiedyś, kiedy go łapał, aby przyciągnąć do siebie. Wszystko wyuczone, znane ciało, które nadal pamiętało, a co serce z bólem przyjmowało.
Klatka piersiowa Krzyśka unosiła się szybko, kiedy kontynuował gorączkowo penetrację ust mężczyzny, pozwalając mu ściskać się w pasie i ocierał się o niego piersią, porażony nagłym podnieceniem, jakie nim wstrząsnęło.
- Zaraz chyba zemdleję – szepnął, dotykając nienatarczywie jego pleców, ramion, szyi. Nie wiedział, gdzie podziać dłonie, cały rozkojarzony pożądaniem. Rozchylił wilgotne usta, wydychając na niego pachnący miętą oddech i patrząc na niego czule. Odetchnął ciężko, oddając mu się do dyspozycji. Dałby mu wszystko, o co mężczyzna by poprosił. Zbyt długo czekał na tą chwilę.
Ciało Artura szybko reagowało, nie mogąc być odpornym na to, co działo się z tym drugim, ocierającym się o niego, ciepłym i tak znajomo pachnącym.
- Krzysiek... to nic nie zmieni – westchnął starszy mężczyzna zrezygnowany, niepewny. Chciał dać mu znak, że seks nie sprawi, iż wrócą do siebie. Patrzył na niego spod przymkniętych powiek, oddychając płycej, czując jak zalewa go od środka żar podniecenia.
Chłopak popatrzył na niego nieprzytomnym wzrokiem, unosząc jego ramię do góry i przywierając wargami do jego nadgarstka i wewnętrznej części przedramienia. Uwielbiał to miejsce na jego ciele, zapach, fakturę skóry. Mokre, rozpulchnione usta raz po raz cmokały gorąco ramię Artura. Jak pies dopraszający się pieszczot, przemknęło mu przez myśl. Nie widział jednak w tym nic złego. Mógł zostać jego psem, jeśli byłoby to warunkiem pozostania z mężczyzną na dłużej.
- Zrób ze mną co zechcesz…- wydyszał, zerkając na niego błyszczącymi oczyma. – Cholernie cię pragnę.
Prośba nie została skomentowana, ale również nie została zignorowana. Artur jeszcze chwilę wpatrywał się w twarz Krzyśka, desperacko szukając w nim protestu, lecz oprócz szczerego oddania nie dostrzegł nic więcej. Nie zastanawiał się, czy tak powinno się to skończyć, czy potem obaj nie będą żałować, że znowu pozwolili dać się ponieść emocjom. Złapał jego wargi w głębokim pocałunku, wciągając powietrze przez nos i zaciskając palce na pośladkach Krzyśka, przyciskając go zdecydowanie do siebie. Biodra do bioder. Przestrzeń wypełniła się ich urwanymi oddechami i szelestem ubrań. Gdzieś obok kliknął czajnik, oznajmiając, że woda na kawę jest gotowa, lecz żaden z nich nie zareagował, tak samo na wesołe pokrzykiwania zza okna, wszystko poza przestało mieć znaczenie. Artur zassał się na szyi Krzyśka, wdychając silny aromat świeżych, sportowych perfum. Dłońmi wciąż wodził po jego tali, zsuwając je na pośladki, drażniąco dotykając miejsca pomiędzy nimi. W końcu chwycił go pod nie i uniósł.
- O rany… Tak – wykrztusił Krzysiek, obejmując ramionami jego szyję i oddając zachłannie pocałunek. Cieszył się, że ma na sobie spodnie z cienkiego dżinsu. Doskonale czuł jego dłonie dotykające go w tak intymny sposób, tak jak tego pragnął. Usta zwiedzające jego szyję nie pomagały w skupieniu. – Czekałem na ciebie – rzucił, dotykając na oślep jego ciała i prężąc się pod upragnionym dotykiem.
Artur trzymając go mocno i nie przestając całować, wyszedł z kuchni i udał się bezpośrednio do sypialni. Opuścił Krzyśka na zasłane łóżko i nie odrywając się nadal od jego warg, pochylił nad nim i podciągnął koszulkę. Zachłannie dotykał jego skóry, czując jaka jest rozpalona.
Krzysiek potarł swojego penisa przez spodnie, rozpinając zamek i ściągając je z bioder. Był tak niesamowicie napalony na Artura, że mogliby to zrobić gdziekolwiek. Dopiero kiedy pogodził się ze samym sobą, zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo go pragnął na sobie. Przerażało go to momentami, ale teraz, kiedy już się działo, w życiu by nie zrezygnował. Przygryzł wargę partnera, patrząc na niego wyzywająco i łasząc się do niego kroczem.
- Nie miałem nikogo – wyznał gorącym szeptem, pozwalając mężczyźnie całować swoją szyję, kiedy leżał na nim całym ciężarem swojego ciała, ulokowany między nogami chłopaka. Zacisnął uda na jego biodrach, dając do zrozumienia jak bardzo go pragnie. Nie mógł się wręcz doczekać, aż Artur ściągnie z niego bokserki.
Jakie to wszystko było inne, przemknęło Arturowi przez myśl. Był skołowany tą dostępnością chłopaka. Z jednej strony chciał go dotykać, smakować, a z drugiej posiąść najszybciej jak było to możliwe. Nie powiedział nic na wyznanie Krzyśka, czując jedynie większy ucisk w piersi, że nie może dać mu pewności, iż jeszcze cokolwiek między nimi będzie. Widząc, jak drży pod tym dotykiem, pocałował go mocniej, pragnąc aby jego wargi były jeszcze bardziej zaczerwienione.
Krzysiek przyciągnął go do siebie ramieniem, trzymając w ścisłym kręgu ramion, blisko siebie, najbliżej jak potrafił, otaczając udami jego biodra i falując ciałem, pobudzony i spragniony. Westchnął głucho w jego wargi, otwierając wilgotne, wielkie oczy i patrząc na niego z tak bliska. Stęknął, kiedy mężczyzna otarł się o jego krocze.
- Dalej, Artur… Mów do mnie – jęknął, dotykając pośladów mężczyzny i mocniej rozsuwając pod nim uda. Kiedyś nazwałby to niegodnym zachowaniem, teraz po prostu pragnął spełnienia z ukochanym. I nikt nie miał prawa oceniać jego wyborów.
Artur sapnął, dotykając go zachłannie, czując jak drży, jak dopomina się jego uwagi, konkretnych działań. Ile by dał, aby móc cieszyć się tym jakieś pół roku temu, tym samym dostając idealny znak, że jego partner jest z nim szczęśliwy. Ale wciąż wydawało mu się, że robi za mało, bo Krzysiek coraz bardziej od niego uciekał, zamykał się, a on nie wiedział dlaczego. A teraz było za późno.
- Co mam ci mówić? - szepnął, patrząc na niego wyzywająco, ocierając się drażniąco o krocze, mimo że sam był w pełni pobudzony i czuł jak penis uwiera go w spodniach.
Chłopak na końcu języka miał stwierdzenie „mów, że mnie kochasz”, ale przełknął to ciężko, doskonale wiedząc, że byłaby to przesada. Nie można było przecież dostać wszystkiego od razu, a i tak nadspodziewanie dobrze mu szło, przynajmniej biorąc pod uwagę stan, jaki przedstawił mu Filip. Uśmiechnął się do niego, cały zaczerwieniony na twarzy. Wyciągnął dłoń, by dotknąć jego policzka, mając ochotę poczuć pod palcami gładkość ogolonej skóry.
- Mów do mnie po imieniu – zaśmiał się szczęśliwy, dotykając dłonią miękkiej szyi, gładkiego barku, sunąc w dół pleców i przyciskając go do siebie. Jego oczy wyrażały bezbrzeżną radość. – Rozbierz się – szepnął, mając nieziemską ochotę poczuć go nagiego na sobie. Natychmiast.
Artur wyswobodził się z jego ramion i nie spuszczając z niego spojrzenia, ściągnął koszulkę oraz spodnie. Sięgnął również po ubranie Krzyśka, pozbywając go bokserek i górnej części odzieży. Patrząc teraz na niego nagiego, zaczerwienionego, musiał przyznać, że jest piękny, pociągający. Nachylił się nad nim jak drapieżnik, ogrzewając swoim oddechem lekko zarośnięty policzek.
- Seksowny jesteś – mruknął zgodnie z prawdą, ustawiając się między jego udami.
- Cały twój – westchnął Krzysiek, nadstawiając się do jego dłoni, ust, penisa, podniecony myślą o penetracji jak dawno. Gdyby kiedyś był tak otwarty na niego, na pewno byłoby inaczej. Nie dało się jednak odwrócić przeszłości. – Masz jakieś nawilżenie? – spytał cicho, z ochotą przyjmując go między swoimi nogami. Wiedział, był przekonany, że z tym mężczyzną chciałby spędzić resztę swojego życia. – O Jezu, chodź już na mnie – jęknął, czując jak Artur ociera się o niego. Dałby się pożreć, gdyby Artur tego chciał.
Starszy mężczyzna, próbując hamować się przed dobraniem się do niego od razu, wyciągnął się do szafki i wyjął z niej żel, który trzymał tu odkąd zaczął sypiać z Piotrem. Na myśl o nim westchnął ciężko. Wolał jednak skupić się na Krzyśku. Uniósł nogę chłopaka i ułożył ją sobie na ramieniu. Odruchowo, jak zdarzało mu się robić wcześniej, złożył pocałunek na jego kostce. Niestety, nie mógł zapomnieć tego, co między nimi było, i nie chciał. Przysunął sobie Krzyśka za uda bliżej siebie, prawie stykając się swoim penisem z jego pośladkami. Już chciał go posiąść, zanurzyć się w jego cieple i ciasnocie. Przełknął ślinę, wylewając sobie na dłoń chłodny płyn o gęstej konsystencji i od razu rozsmarowując go po Krzyśku.
- Znęcasz się – westchnął chłopak, podrzucając biodrami i chwytając w dłoń swojego penisa. Przesunął dłonią po nabiegłej krwią główce, czując że niewiele brakuje mu, żeby dojść, a przecież nawet nie zaczęli się kochać. Artur naparł na niego mocno, serce Krzyśka na moment podskoczyło, uniósł głowę patrząc na niego zaskoczony, by opaść zaraz w pościel, próbując się jak najszybciej rozluźnić. Tak dawno tego nie robił! Ale nie chciał przecież, żeby Artur czekał, albo pomyślał, że raptem nie ma ochoty. Penis wnikał w niego sukcesywnie, zanurzając się głęboko w gorące, uległe ciało. I mimo tego, że tak bardzo pragnął, nie potrafił zaprzeczyć, że bolało. - Mmm, czekaj – szepnął w końcu, wyższym tonem niż by chciał, kładąc dłoń wysoko na jego udzie i stopując mężczyznę. – Przepraszam… Boli – jęknął, czując jak Artur mocniej zagłębia się w nim, pochylając się do pocałunku. Wpił się łapczywie w jego wargi, momentalnie dostarczając sobie potężny zastrzyk podniecenia.
Artur w pierwszej chwili nie potrafił się pohamować, urzeczony jego ciepłem i pulsowaniem. Słysząc jednak słowa partnera przystopował, mimo że kosztowało go to masę trudu. Całował go chętnie i głęboko, z językiem, dotykając jego gorącego podniebienia. Objął go mocno, niwelując między nimi jakąkolwiek odległość, przyciskając zdecydowanie do siebie.
- Lepiej? - spytał na wydechu, ponownie się w nim poruszając, ale ostrożniej i wolniej.
Krzysiek objął go w pasie nogami, podrywając tyłek w górę i dając pieprzyć się w niewygodnej pozycji. Nawet jeśli od tyłu byłoby bardziej komfortowo, nie zamierzał odpuścić sobie całowania się z Arturem. Nie po tak długim czasie abstynencji.
- Ok... – szepnął głosem, w którym wyraźnie słychać było przyjemność, jakiej doznawał. Nawet jeśli było w tym dużo bólu. Miał w sobie zresztą coś z masochisty, czego nie zdążył odkryć jeszcze, ale co było w nim stale obecne. Gdyby Artur postanowił go nagle zlać rózgą, nie zastanawiałby się ani chwili. Wpił się mocno palcami w jego plecy, drżąc wyraźnie, wstrząsamy falami gorącego pożądania, jakie go zalewało. Penis ocierający się o brzuch Artura podrygiwał gwałtownie, domagając się dotyku. Nie miał siły nawet sięgnąć do niego dłonią, porażony głębokością i intensywnością penetracji. Na czoło wystąpiły mu grube krople potu. Zaciskał mocno oczy, skupiając się zupełnie na pieprzącym go mężczyźnie, chłonąc jego dotyk, westchnienia, intensywny zapach. - Kocham cię – wydusił płaczliwie, czując, że jeszcze chwila i dojdzie, nawet się nie dotykając. Sama obecność Artura działała na niego niesamowicie podniecająco, a co dopiero tak intymna sytuacja, w jakiej się znaleźli.
Artur nawet nie podejrzewał, że jego wyznanie, tak go poruszy i zaboli. Czuł się jak skurwiel, który wykorzystuje uczucia drugiej osoby i jeszcze to, jak chętnie oraz ufnie powierza mu swoje ciało. Odsunął od siebie jednak te rozmyślenia, uciszając Krzyśka pocałunkiem, pozwalając biodrom wejść w mechaniczny, płynny ruch.
Krzysiek położył dłoń na jego karku, przyciskając do siebie jego usta i całując niemal panicznie. Oplótł go mocno nogami, stękając głośno, nie mogąc powstrzymać się, kiedy dostawał tak wiele od Artura. Nawet nie przypuściłby, że tak skończy się ich pierwsze spotkanie po półrocznej przerwie. Czuł się tak otwarty na niego, cały w jego posiadaniu, oddany rozkoszy. Jeśli pragnął czegoś w tej chwili, to żeby nigdy się ona nie kończyła. Wrażenia zmysłowego ocierania, gorącej i spoconej skóry, zapach seksu i feromonów uderzał mu do głowy. Otworzył powieki, patrząc na niego zamglonymi oczyma. Rozchylone usta łapczywie czerpały powietrze, kiedy falował pod nim, stęskniony, zakochany, rozpalony. Artur nie hamował gwałtownych, namiętnych pchnięć, wyduszając powietrze z jego płuc. Czuł jak strasznie musi być otarty jego tyłek, już teraz palący niecierpliwym bólem, ignorował to jednak, trwając pod nim kilka słodkich chwil, nim doszedł gwałtownie, niespodziewanie dla siebie samego, bez użycia rąk, ocierając się jedynie o brzuch swojego mężczyzny. Wstrząsnęło nim mocno, wydał z siebie łkający dźwięk, zaciskając się cały na kochanku i kuląc pod nim. Jego klatka piersiowa unosiła się nerwowo, zroszona obficie potem. Dawno nie czuł się tak spełniony jak w tej chwili.
Artur czując jaki jest rozluźniony, przyspieszył ruch bioder, sapiąc w szyję partnera. Doszedł parę sekund po nim, w jego wnętrzu, czując na penisie rozkosznie zaciskające się mięśnie. Opadł bezwładnie na partnera pod sobą, z poczuciem winy, które nagle pojawiło mu się w głowie.
Krzysiek wymamrotał coś pod nosem, wtulając się w niego mocno i dysząc, wyczerpany. Dałby wszystko, żeby tak już zostało na zawsze, żeby mógł liczyć na jego miłość i oddanie. Sapnął przez nos, rozluźniając nieco ucisk ud na jego biodrach.
- Zostań tak – szepnął cichutko, prawie niedosłyszalnie do jego ucha, mając cholerną nadzieję, że mężczyzna nie wyrzuci go teraz za drzwi. To że się ze sobą przespali przecież nic zupełnie nie oznaczało.
Artur odetchnął, próbując uspokoić łomoczące serce oraz pozwolić ochłonąć ciału. Bliskość Krzyśka był przyjemna, a zarazem jawiła mu się jak wina za to, co chce mu zrobić.
- Czemu to przedłużasz? - spytał cicho, unosząc lekko głowę, aby na niego spojrzeć.
Chłopak wypuścił powietrze, patrząc na niego rozkochanym wzrokiem. Kiedy Artur zadał tak niewygodnie pytanie, poczuł się tak dotkliwie zraniony… co najmniej jakby kochał się z nim dla jakiegoś interesu! Zakrył twarz dłonią, czując jak opuszcza go cała pewność siebie. Momentalnie zebrało mu się na płacz, mimo że dobrze nie ochłonął jeszcze po orgazmie.
- Mam jakieś szanse na noc w twoich ramionach? – spytał zmieniony głosem, za wszelką cenę starając się nie załamywać. Weź się w garść, pomyślał, przesuwając dłońmi po jego plecach. Spojrzał na Artura wzrokiem, w którym mieszała się czułość i żałość, po równo.
Usta Artura zadrżały. Opuścił głowę, opierając ją o ciepłe ramię kochanka. Czemu mnie męczysz? Czemu znowu każesz mi składać obietnice? Zapytał w głębi siebie, mimo że chciał wypowiedzieć to na głos. Nie zrobił tego, chociaż wiedział, że każdym kolejnym gestem czy spojrzeniem go zrani, bo nie sposób było ukryć tego, co czuł.
- Krzyś... nie jestem w stanie nic ci obiecać – powiedział, zwracając wzrok na jego zaczerwienioną twarz, usta, dotykając potarganych włosów z czułością. - Przepraszam... po prostu nie potrafię.
- O rany... Artur - szepnął Krzysiek, cały rozmiękczony. Gdyby mógł, wtopiłby się w niego całym ciałem. Miał taką gorącą nadzieję, że mężczyzna przyzna, że jednak coś do niego czuje, że da mu drugą szansę. Chociaż obietnica rozpatrzenia przyszłości ich związku nadal pozostawiała mu cień złudzenia. Może jakoś się ułoży, pomyślał, łapiąc go za ramię i niemal kurcząc się pod nim. - Przytul mnie... Przecież dopiero skończyliśmy, daj mi chwilę zanim sobie pójdę.
Mężczyzna spełnił jego życzenie, mocno obejmując go i przygarniając do siebie. Chciał złagodzić ból, który wywoływał w Krzyśku, ale wiedział, że samą swoją obecnością może go podsycać. Wysunął się ostrożnie z jego wnętrza, nadal jednak nie wypuszczając z objęć. Przekręcił się na plecy, pozwalając chłopakowi ułożyć mu się na jego piersi i przykrył ich kołdrą.
Krzysiek obudził się głęboko w nocy, po chwili orientując się gdzie jest i dlaczego. Spojrzał na twarz śpiącego Artura, na którą padało rzadkie światło nocnej ulicy. Coś ścisnęło go mocno w brzuchu, kiedy pomyślał, że być może budzi się przy nim ostatni raz. Łzy napłynęły mu szybko do oczu, starł je palcami, niemal wyciskając je spod powiek. Nie czas na mazgajstwo, pokrzepił się w duchu, całując delikatnie jego ciepłe, piegowate ramię i wysuwając się powoli z objęć mężczyzny. Tym, czego najbardziej chciał uniknąć, była poranna, niezręczna cisza. Poszedł do łazienki, starając się nie hałasować i ogarnął się szybko, wiedząc, że i tak musi się wykąpać w domu. A właściwie w mieszkaniu, które teraz stanie się jego domem. Jedynym problemem było to, że był tam sam wśród obcych ludzi. Oczywiście, współlokatorzy byli sympatyczni, chcieli mu we wszystkim pomagać, garnęli się do niego, ale mimo tego czuł się wśród nich wyalienowany. Zresztą, często tak się czuł. Teraz, kiedy zamieszkał bez nikogo bliskiego przy boku uczucie samotności stało się wręcz duszące. Nie miałby nic przeciwko, gdyby Artur zechciał przygarnąć go pod swój dach, do swojego łóżka, w swoje ramiona... Zdawał sobie jednak sprawę, o jak bardzo nierealnych rzeczach marzy. Lustro ukazało mu przystojnego, młodego mężczyznę o smutnej twarzy i oczach patrzących z taką rozpaczą, że niemal ponownie się popłakał. Ubrał się sprawnie, po czym stanął jeszcze na chwilę przy łóżku, nie mogą oderwać wzroku od śpiącego Artura. Mógłby go błagać, by przyjął go z powrotem, ale w głębi serca wiedział, że nie wpłynęłoby to na opinię mężczyzny, a na pewno nie wpłynęłoby pozytywnie. Chciał, żeby Artur uwierzył w jego nowo zdobytą dorosłość i stabilność, a padanie mu do nóg ze łzami na pewno by się ku temu nie przyczyniło zbyt dobrze. Westchnął cichutko, schylając się jeszcze do jego stopy i głaszcząc ją opuszkami palców w czułym, miłosnym geście. Gardło miał ściśnięte w małą śliwkę. Odwrócił się z zamiarem wyjścia, kiedy zauważył na szafce bloczek samoprzylepnych karteczek i długopis. Sięgnął po niego, notując szybko, i odklejając karteczkę. Obszedł łóżko dookoła i przycisnął ją do poduszki, na której leżał wcześniej, jeszcze ciepłej ciepłem jego ciała.
" Zadzwoń. Dziękuję za wszystko. "










Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum