The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 23 2019 20:04:48   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Bliskość poza planem 1
Rozdział 1 - Bliski nieznajomy




Otworzył drzwi do mieszkania, zmęczony po całym dniu pracy. Postawił plecak na wyłożonej terakotą posadzce w korytarzu i z mozołem rozwiązywał, pochylony, swoje adidasy. Czuł się wyczerpany, jedyne o czym marzył to gorący prysznic i łóżko. Nie chciał nawet myśleć o robieniu sobie jedzenia. Z głębi dobiegł go odgłos włączonego telewizora, więc od razu stało się jasne, że Mateusz jest już w domu. Stanął w drzwiach do dużego pokoju, opierając się o framugę i obserwując leżącego na łóżku chłopaka. Oglądał jakiś gówniany, zdaniem Piotra, program paradokumentalny udając, że uczy się na zajęcia. Mateusz spojrzał na stojącego w drzwiach mężczyznę odwracając głowę, zaraz też podniósł się, uśmiechając szeroko.
- Głodny jesteś, staruszku?

- Ta, możesz mi odgrzać swój obiad jak go już nie chcesz, ja pójdę się wykąpać - powiedział Piotr, kierując się w stronę łazienki. Mateusz wstał szybko i poszedł za nim.

- A może umyć ci plecy? - spytał kusząco, z ledwie wyczuwalną nadzieją w głosie. Mężczyzna westchnął ciężko, przetarł dłonią twarz. Miał wrażenie, że zaraz zaśnie na stojąco.

- Nie teraz Mati, padam na mordę. Zrób mi coś do żarcia, proszę - ścisnął jego przedramię, stymulująco przesuwając po nim swoją wielką dłonią. Mateusz odetchnął ciężko. To nie była jego wina, że jako typowy dwudziestojednolatek był ciągle napalony. Posłusznie poszedł do kuchni, odgrzać kupiony przez siebie obiad. Wsadził talerz do mikrofalówki, jak zawsze zniecierpliwiony. Jeśli nie seks, to chociaż serial chciał zaliczyć do końca.

Piotr w tym czasie wgramolił się ciężko do brodzika, zasuwając zasłonkę, która momentalnie przykleiła mu się do ciała. Nie czuł się nawet na siłach by na to pomstować, puścił wodę, ustawiając temperaturę na jakieś czterdzieści pięć stopni, co Mateusz zawsze nazywał wrzątkiem. Może pod innym ciśnieniem byłby i wrzątek, myślał Piotr, szorując się z przyjemnością szorstką gąbką. Wielkie wybrzuszenia mięśni poruszały się leniwie, kiedy mył kark i plecy, na tyle, na ile mógł sięgnąć ze względu na obszerny biceps. Uwielbiał czuć na sobie tak gorącą wodę.

Wyciągnął talerz z kuchenki, od razu nabijając na widelec różyczkę brokułu z mieszanki warzywnej. Dopiero teraz poczuł jaki jest głodny. Usiadł na taborecie przy malutkim kuchennym blacie, połykając szybko kawałki wołowiny. Drewno nieprzyjemnie kleiło mu się do gołego tyłka, ale zaspokojenie głodu było na chwilę obecną ważniejsze. Pracował w magazynie Tesco cztery dni w tygodniu, po bite dziesięć godzin dziennie, wszystko po to by zdobyć kasę na utrzymanie siebie i matki. Czasami nawet żałował, że nie skończył żadnych studiów, może wtedy miałby szansę dostać pracę jako ktoś więcej niż fizyczny, ale sam dobrze wiedział, że jest już za późno. Popił swój późny obiad wodą mineralną prosto z butelki. Pragnienie snu było coraz silniejsze. Musiał przespać się chociaż godzinkę, wiedząc, że Mateusz nie odpuści mu wyjścia do klubu, na koncert, bo przecież obiecał. Piotr bardzo nie lubił niespełnionych obietnic.

Uwalił się mało zgrabnie na tapczanie obok Mateusza, zabierając mu spod głowy dwa jaśki mimo protestów chłopaka. Przewrócił się na brzuch, czując się nierealnie kołysany ze zmęczenia.
- Przycisz trochę - wyburczał w poduszkę, naciągając na tyłek koc. Jeszcze nim zasnął, poczuł gorące palce chłopaka na swojej czaszce, gładzące go bezmyślnie. Błogi sen nadszedł natychmiast.

Kiedy obudził się następnego dnia, było już grubo po trzynastej. Wspomnienie nocnej imprezy majaczyło mu się mało składnie w głowie, dużo pijanej dzieciarni, dużo dyskotekowej muzyki. Zespół grał nawet fajnie, musiał to przyznać, dzięki czemu nie czuł, że zmarnotrawił ten wieczór. Ubrał się w sportowy podkoszulek i dresowe spodnie, i udał do kuchni na śniadanie. Nic nie cieszyło go tak bardzo w tym wynajmowanym mieszkaniu, jak działający prysznic i ekspres do kawy. Zrobił sobie od razu dużą i mocną, jednocześnie wkładając kajzerki do mikrofali, akurat ostatnie dwie. Perspektywa zakupów po południu stała się koniecznością. Trudy w przygotowywaniu kanapek zostały wynagrodzone, w końcu mógł usiąść spokojne w pokoju, ze swoją bajeczną kawą, bułkami, okularami na nosie i gazetą. Żadnego telewizora, molestujących go małolatów, błogi spokój.

***


Ciężkie westchnienie wydobyło się z ust Artura po raz kolejny tego dnia. Wstawanie późnym popołudniem, mając za sobą pełny skupienia koncert oraz tuż po nim szaloną imprezę, sprawiało, że powrót do rzeczywistości dnia kolejnego był dla niego rzeczą trudną do wykonania. I gdyby nie konieczność, w postaci pustej lodówki, a tym samym braku żarcia dla siebie i Maxa, zapewne nadal okupywałby swoje łóżko, mając wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu. Ale nie, psu zachciało się jeść, a i jemu brzuch dawał do zrozumienia, że współdzieli ten stan wraz z czworonogiem. Tak więc, nadal w stanie umęczenia poimprezowego Artur wybrał się do supermarketu, do którego, na szczęście, z domu miał zaledwie parę kroków.

Pchnął ruchomą bramkę i zanurzył się między rzędami wysokich półek, które jako pierwsze witały klienta swoimi produktami, kusząc kolorami i rozmiarami. Młody mężczyzna jednak nie zaszczycił ich nawet spojrzeniem, mając dość chipsów, chrupek, przekąsek i masy innych temu podobnych rzeczy, które zajadał garściami wczorajszego wieczoru w klubie. W obecnej chwili wołały do niego bułki, jajka i cokolwiek nadającego się na późny obiad, plus kurczak w sosie czy wątróbka zamknięte w puszce, w dziale dla zwierząt.
- Och głupi kundlu... – przygryzł wargi, zatrzymując się nieco dłużej w tym miejscu i jak zwykle zastanawiając się, co ostatnio kupował Maxowi. Nie wypadało żeby zwierzak jadł to samo co przez ostatnie parę dni wcześniej. Musiał mieć jakieś urozmaicenie, coś mu się w końcu też należało od życia. Artur z uporem wpatrywał się w idealnie ustawione puszki, nieczuły na wesołe, zadowolone psie pyski na nich. Zsunął czapkę z daszkiem z głowy i przeczesał palcami burzę pofarbowanych na biało włosów. Pod tym kolorem, skrzętnie próbował ukryć swój naturalny, który jednak w postaci piegów i rdzawych rzęs wyraźnie ujawniał co maskuje farba. Mimo to, kiedy wstawał rano, zawsze wyglądały jakby przeszła po jego włosach wichura, wraz z trąbą powietrzną, która często w rzeczywistości okazywała się łapą Maxa.
- Dobra, dobra, koniec wybierania – prychnął Artur sięgając po duże opakowanie z tuńczykiem. Wrzucił je do plastikowego, niebieskiego koszyka i ruszył w stronę nabiału, mając już w głowie obraz tego co dzisiaj zje. Nie było to nic wyszukanego, ale wypróbowanego i dobrego. Artur nie lubił nowych smaków, dań. Wierny był temu co już znał i co nie mogło go zaskoczyć niestrawnością czy mdłościami, jak grzyby na które miał uczulenie.

Sunąc leniwie między kolejnymi działami, z rękoma w kieszeniach ciemnych spodni, wspominał wczorajszy wieczór. Występ w klubie gejowskim mógł zaliczyć do udanych. Swoją drogą, jego kumpel z zespołu, Jacek, jakoś przeżył spotkanie z tak dużą masą homoseksualistów, bo jak na razie nie otrzymał żadnego oburzonego telefonu z jego strony. Chociaż kto wie jak skończył, gdyż Arturowi po pół godziny imprezowania urwał się film i dalszej części wieczoru nie pamiętał, a tym samym nie wiedział jaki los spotkał kolegę z grupy. Na szczęście on, jakimś cudem obudził się w swoim mieszkaniu, z pyskiem swojego psa na twarzy. W tamtej chwili naprawdę się cieszył, że to jęzor Maxa go liże, a nie innego kundla.

Oprócz paru znanych hitów, które wykonali, wśród piosenek znalazła się jego autorska, która o dziwo została przyjęta dość dobrze. Nie martwiłby się gdyby chodziło o którąś inną, bardziej skoczną, pasującą rytmicznie do tych puszczanych w klubie. Ta była znacznie spokojniejsza, jedynie pod koniec nabierała bardziej żywszego, mocnego tempa. Do tego, sama jej tematyka podchodziła pod życiową. Nie mówiła o zabawie, podstawowych potrzebach, a o walce z samym sobą, jak i z otaczającym światem.
- Gdzie to cholerne mleko? - warknął do siebie, nie mogąc przypomnieć sobie, gdzie dział z tym produktem się znajduje. Tam gdzie zwykle powinien być, znalazł produkty papiernicze, które niestety ni w ząb nie nadawały się do spożycia. Potarł kąciki oczu i ciężkim westchnieniem, marszcząc brwi ruszył dalej, jakoś tak odruchowo zaczynając nucić pod nosem tekst Walczących o nic. Śpiewając go na scenie, wyłapał wśród tłumu pewnego mężczyznę. Jedna chwila zaskoczenia mogła doprowadzić do przerwania koncertu, ale Artur powstrzymał się na tyle szybko, aby do tego nie doszło. Do teraz nie był pewny, czy ten kogo zobaczył, mógł być w rzeczywistości tym, o kim pomyślał. Na wspomnienie twarzy faceta, przypominającej mu jego ulubioną gwiazdę porno, poczuł falę dreszczy na ciele. Kąciki ust uniosły się znacząco, a w jasnoniebieskich oczach pojawiło się poruszenie. W głowie od razu ujrzał obraz wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny, z tatuażami i ogolonego na łyso. Harley, bo taką miał ksywkę był jedynym polskim aktorem, którego Artur był fanem. Tak cała reszta jakoś nie poruszała go zbytnio, więc cieszył się, że może oglądać mężczyznę, który mieszka w tym samym kraju.
- Szkoda, że to nie był on... - mruknął smętnie, przeciskając się między starszą kobietą, a postawnym mężczyzną, którzy dość niefortunnie zastawili i tak wąskie przejście między stoiskiem z warzywami a produktami pszennymi. Artur przeklął, kiedy udało mu się przejść, tylko dzięki swojej szczupłej sylwetce i luźnej białej koszulce. Powinien dać sobie medal za takie akrobacje w stanie po imprezowym, czyli z częściowym kacem. Zatrzymał się jednak w pół kroku, zamierając na parę sekund zszokowany tym, co ujrzał jeszcze chwilę temu, a raczej kogo.

Harley? Obrócił się szybko, ale wysoki mężczyzna, którego podejrzewał o bliskie pokrewieństwo z aktorem, a nawet o coś więcej, zniknął za półkami z napojami. Artur zacisnął palce na rączce od koszyka i próbując nie zdradzać podekscytowania, ruszył w tamtą stronę. Jeśli jego obiekt okaże się kiepską kopią aktora, to chłopak zafunduje sobie terapię zielskiem, aby omamy, które najwidoczniej się go uczepiły od wczoraj, dały mu spokój. Nie chcąc zdradzić się ze swoim żywym zainteresowaniem przed ofiarą, od razu spojrzał na rzędy napojów gazowanych, udając, że wśród nich poszukuje konkretnej marki. Zerknął jednak ukradkiem znad czapki w stronę mężczyzny, który stał parę metrów dalej.
- O ja pierdolę... - wymsknęło mu się, zaskoczony ogromnym podobieństwem do aktora, które dostrzegł.

Piotr sprawnie rozerwał zgrzewkę wody mineralnej i wyjął sobie trzy butelki. W koszyku miał już kilka mrożonek z warzywami, spore opakowanie ryżu, kuskusu i pokaźną tackę z mięsem. Widać było, że gotuje sobie sam i stara się zdrowo odżywiać. W sumie nie było się czemu dziwić, proteinowa dieta robiła swoje i zarówno koszulka, jak i dżinsy Piotra były opięte na wyrobionych ćwiczeniami mięśniach. Już chciał zmierzać dalej, kiedy odniósł wrażenie, że ktoś go obserwuje. Obracając się w stronę wejścia do alejki z wodami zauważył szczupłego, młodego mężczyznę w białym t- shircie. Wydał mu się jakoś znajomy, chociaż na pierwszy rzut oka nie mógł go z niczym skojarzyć. Dopiero po chwili zaskoczył, że był to ten dzieciak z klubu. Czapka z daszkiem wydała mu się śmiesznym kamuflażem, na co uśmiechnął się bezwiednie zerkając na obserwującego go delikwenta

Artur wpatrywał się w niego głupio, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że robi z siebie idiotę. Mężczyzna był tak podobny do Harley'a, że myśl, iż może być to jednak on, sprawiała że zapominał o tym jak się zachowuje. I ten uśmiech... Serce zabiło mu dwa razy szybciej, kiedy przesunął wzrokiem po sylwetce faceta i tatuażach rozpoznając je od razu. Były to czarne obręcze, które znajdowały się na przedramionach. Artur poczuł silne dreszcze, które przeszły mu po kręgosłupie.
- Eee...przepraszam... - wymamrotał, nadal gdzieś z tyłu głowy dopuszczając myśl, że może się pomylić i kto wie, czy nie spotka go za to okrutna kara, chociażby w postaci złamanego nosa za posądzenie faceta o pokrewieństwo z gwiazdą porno.

Piotr spojrzał na niego uważniej, zdając sobie sprawę, że obcy coś do niego mówi. Jak zwykle zatopił się we własnych myślach ignorując otoczenie. Spojrzał jeszcze w swój koszyk, jakby tam szukając odpowiedzi, dlaczego go śledzą i zaczepiają, by ponownie unieść wzrok na mężczyznę.
- Hmm? - powiedział elokwentnie, nie rozumiejąc o co może chodzić.

Artur zbliżył się do niego znacząco, ale na taką odległość, aby obaj czuli się komfortowo, nie naruszając przestrzeni osobistej żadnego z nich.
- Bo mi pan kogoś przypomina... - zaczął z przejęciem w głosie, ale odkaszlnął, chcąc pozbyć się podekscytowania i brzmieć normalnie a nie jakiś psychopata. - No...bo może ...pan jest Harley'em? - dodał pewniej z bijącym z nerwów sercem, wpatrując się w przybysza z wyczekiwaniem na jego reakcję. Złą, dobrą, albo obojętną.

Piotr uśmiechnął się pod nosem, odruchowo pocierając czoło dłonią. Najchętniej roześmiałby się w głos, ale uważał że to niezbyt przystoi w miejscu publicznym. No proszę, pomyślał, moja sława sięga aż po supermarkety, spoglądając na pytającego wyzywająco. Poczuł się naraz bardzo pewny siebie, czego brakowało mu ostatnimi dniami, wypełnionymi harówą i myśleniem o forsie.
- Kim jest Harley? - spytał marszcząc brwi w geście zastanowienia. Bardzo bawiła go ta sytuacja.

Twarz młodego mężczyzny nagle straciła wyraz podekscytowania, a zastąpił go widoczny zawód po otrzymanej odpowiedzi.
- Hee... taki polski aktor... - odparł, przygryzając dolną wargę, czując żal, że jego przypuszczenia okazały się błędne. Musi chyba naprawdę poddać się jakiejś terapii oczyszczającej umysł z resztek oparów alkoholowych.

- Zaczepiasz aktorów podczas zakupów? I pewnie chciałbyś autograf od tego całego Harleya? - spytał Piotr nabijając się z niego. Uśmiechał się całym sobą, zadowolony z sytuacji. Przy oczach pojawiły mu się nawet przyjemne wizualnie zmarszczki.
Artur zamrugał oczami, na chwilę tracąc rezon. Ten facet z niego kpił, czy mówił poważnie?

- A co w tym takiego dziwnego? - rzucił buntowniczo, ale na tyle spokojnie aby nie dawać powodu do jakiejś kłótni. - Jest pan bardzo podobny do niego... wręcz identyczny - dodał jakby na usprawiedliwienie swoich działań. W tej chwili też zarejestrował, że sam głos mężczyzny, znacząco pokrywał się z głosem aktora.

- Nie, nic dziwnego, oczywiście... To gdzie mam ci się podpisać? - spytał, patrząc mu prosto w oczy. Co za odważny dzieciak, pomyślał, nie boi się dostać w papę. A za odwagę powinna być nagroda, dodał w duchu. Humor miał dobry jak dawno.

Twarz Artura z normalnego koloru skóry, przybrała bardziej czerwony, a niebieskie oczy zabłyszczały.
- To naprawdę ty? - spytał uśmiechając się i mocniej zaciskając rękę na rączce od koszyka.

- Będziesz piszczeć i podskakiwać? - zakpił przyjaźnie, przynajmniej w swoim mniemaniu, starszy mężczyzna. Czasem nie umiał powstrzymać kpiny i cynizmu, nawet jeśli miał dobre zamiary. - Mięso mi się rozmraża. To chcesz ten autograf, czy nie, młody?

- Jezu pewnie! - Artur z wrażenia aż się zaśmiał krótko. Mimo fatalnego poranku, szczęście mu dopisało, a to wszystko dzięki Maxowi. Jak wróci do domu, to pies zostanie porządnie przez niego wypieszczony. Zaczął obszukiwać kieszenie, ale jedyne co miał przy sobie to portfel, a w nim nie nosił ani długopisu, a tym bardziej kartek na autografy. Mina mu zrzedła, bo też głupio było mu tak przytrzymywać mężczyzny.

- To chodź. - Piotr ruszył pewnym siebie krokiem do kasy. Był przekonany, że pójdzie za nim, zainteresowany. Postawił swój koszyk na taśmie oglądając się za siebie. - Fajnie wczoraj śpiewałeś - dodał, kiedy Artur podszedł już do niego. - Tylko pech, że w gejowskim klubie. Pedały chyba niezbyt się łapią na ambitnych tekstach. Przynajmniej większość.

- Czyli to byłeś ty? Wiedziałem! - zaśmiał się Artur, ale szybko umilkł dostrzegając jak dziwnie musiało to wyglądać, bo parę osób obejrzało się za nimi. Odkaszlnął i zaczesał włosy na bok, unosząc czapkę. Ułożył swoje produkty za zakupami mężczyzny. Była to tylko puszka, ale cóż, wolał trochę pogłodować niż stracić szansę na rozmowę i autograf Harley'a. - Och...no ryzykowne, ale jak widać nie wygwizdali mnie. - Musiał przyznać, że na żywo aktor prezentował się tak jak sobie wyobrażał, a nawet wyglądał lepiej. Już nie mógł się doczekać jak opowie znajomym kogo spotkał.

- Jak ten twój zespół się nazywał? Wybacz, ale nie byłem wczoraj pierwszej świeżości, wątpię czy doceniłem należycie wasz artystyczny kunszt - puścił do niego oko, zgarniając spojrzenia kolejnych osób. Samą swoją osobą i tak zbierał wiele spojrzeń. Taśma przesuwała powoli kolejne produkty jakiejś starszej damy, robiącej chyba zapasy na wypadek wojny. Milcząco akceptował jednak swoją kolejkę.

Arturowi nie przeszkadzało, że mężczyzna nie pamięta nazwy, ważne było to, iż w głowie został mu ślad jego samego. Musiał przyznać, że jego uwaga i zainteresowanie bardzo go cieszyły.
- Szwy, dopiero zaczynamy, więc łapiemy się różnych występów. Na szczęście jest nas tylko dwóch, więc jedynie kumpel cierpiał ze względu na wczorajsze miejsce - zaśmiał się, odkładając koszyk i wsuwając ręce w tylne kieszenie spodni. Cały czas patrzył na aktora, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Miał nadzieje, że jego ciało nie zacznie szaleć i przysporzy mu niechcianych problemów. To byłoby żenujące.

Piotr udawał, że nie widzi jego namolnego wzroku, zresztą myśli zajmowała mu obecnie wlokąca się w ślimaczym tempie kolejka. Aż miał ochotę parsknąć z rosnącej irytacji. Nie powiedział jednak nic, dalej kontynuując niezobowiązujący small talk.
- Macie w planach jeszcze jakieś koncerty? Może bym się przeszedł posłuchać wyspany i na trzeźwo. - Kolejna babcia popatrzyła na niego z trwogą, co zostało oczywiście absolutnie zignorowane. Spojrzał na swojego rozmówcę wyczekująco, ogarniając wzrokiem jego sylwetkę. Nie jest zły, pomyślał, zachowując jednak kamienny wyraz twarzy.

- Serio? - Artur był lekko zaskoczony jego słowami. Aż takie wrażenie zrobili? - Mamy jeszcze jeden za tydzień. W klubie ''Lotnik'', na Bitwy Warszawskiej - powiedział wesoło. - Też zabalowałeś wczoraj?

- Mhm, powiedzmy. Może mój kumpel będzie chciał się przejść, on lubi takie imprezy - odparł mężczyzna, skupiając na chwilę całą swoją uwagę na płaceniu za zakupy. Zaczął ładować je sprawnie do papierowej torby jednorazowej, od razu też segregując. Nie wyobrażał sobie układania ciężkich produktów na tych miękkich i delikatnych, kłóciło się to jakoś z jego wewnętrzną potrzebą porządku.

- Zapraszam oczywiście i kumpla... - odpowiedział Artur gdy opłacił już puszkę i trzymał ją w reklamówce. - To może skoczymy na chwilę do mnie? Ja tu mieszkam niedaleko, parę kroków. Dasz mi autograf i … nie będę już zatrzymywał.

Piotr spojrzał na niego już bez uśmiechu, zupełnie poważniejąc. Skoro miał dziś wolne od przerzucania paczek w magazynie mógł chyba sobie pozwolić na trochę rozrywki? Błyskawicznie rozważył wszystkie za i przeciw, podejmując decyzję.
- Masz odpowiednie zabezpieczenie do dawania takich autografów, młody? - spytał, nachylając się nieco nad nim, kiedy szli do wyjścia ze sklepu. Na zewnątrz jak na złość zaczęło padać. Cholerny lipiec, pomyślał Piotr, jednocześnie sondując wzrokiem kark mężczyzny. Siedem na dziesięć, ocenił w swojej profesjonalnej, osobistej skali, zerkając na niego z zaciekawieniem.

Artur poczuł jak po kręgosłupie wspina mu się przyjemny prąd, chłodzony deszczem. Czy mężczyzna właśnie proponował mu seks? Czuł jego zapach i to spojrzenie... Przełknął ślinę z trudem.
- To znaczy? - spytał głupio, zauważając, że jeszcze nigdy nie czuł się tak rozbrojony jak przy tym facecie. Jego koszulka już była cała przemoczona, mimo że szli dość szybko.

Aktor uśmiechnął się w duchu. Mateusz już dawno wsadziłby mu rękę w spodnie.
- To znaczy tyle, ile masz ochotę, żeby znaczyło - odparł pokrętnie, ścierając krople deszczu z gołej głowy. Nie lubił zbytnio moknąć. Położył mu dłoń na plecach, wystarczająco nisko by dać do zrozumienia co miał na myśli. Przejście między samochodami było wyjątkowo wąskie, przepuścił go więc przed sobą, obserwując jego tyłek.

Więc jednak chodziło o seks! Artur upewnił się w myślach i od razu w jego podbrzuszu pojawiło się miłe uczucie. Uśmiechnął się, czując narastające podekscytowanie, mimo że już dawno nie był z nikim w roli uległego, gdyż w jego związku tą pozycję upodobał sobie Krzysiek, jego chłopak, i innej konfiguracji nigdy nie próbowali. Nie miał jednak zamiaru w tej chwili o tym myśleć, zwłaszcza że na wspomnienie partnera czuł ucisk w żołądku.
- A dysponujesz czasem na tak długi autograf? - Szli alejką, gdzie po jednej stronie rosły drzewa, a po drugiej stał duży blok. Chłopak skręcił bardziej w jego stronę, prowadząc pod zadaszenie, jak i pod drzwi z numerami mieszkań. Gdzieś dalej piętrzyła się stara katedra na tle zachmurzonego nieba.

Ręka Piotra zaatakowała jego tyłek, kiedy Artur wybierał numer na domofonie. Skoro już się zdecydował, nie zamierzał tracić czasu na głupoty.

- Skąd wiesz, że będzie długi? - zakpił, napierając na niego, kiedy drzwi w końcu ustąpiły, wpuszczając ich na klatkę schodową. - Mam dziś wolne, nie przejmuj się młody, zdążę cię doruchać przed ostatnim dziennym tramwajem - powiedział mu cicho, wprost do ucha, nachylając się nad nim.

Artur zadrżał, z trudem powstrzymując się aby nie rzucić się na niego tu i teraz. Złapał jednak jego dłoń i odsunął znacząco, kiedy okazało się, że w środku była budka ze strażnikiem i ten posłał im zaciekawione spojrzenie. Młody mężczyzna przywitał się z nim i wpuścił swojego gościa przez kolejne drzwi, by od razu znaleźć się w windzie. Ta w środku była urządzona elegancko i nowocześnie, jak cały budynek. Lustra na wszystkich ścianach idealnie ukazywały sylwetkę aktora. Po naciśnięciu piątego numerka, Artur odwrócił się w jego stronę i pocałował, łapiąc za boki twarzy.

Piotr przyciągnął go do siebie mocno, ściskając za pośladek, w drugiej ręce cały czas dzierżąc torbę z zakupami. Młodzieniec był od niego znacznie mniejszy, musiał więc pochylić się nad nim by oddać pocałunek. Szybko włożył mu język do ust, by zaraz zassać się na jego dolnej wardze. Nie miał zamiaru bawić się w ceregiele i podchody. Mokre ubrania nieprzyjemnie lepiły się do ciała i nie mógł doczekać się już kiedy je zdejmie.

Artur zamruczał w jego usta, z chęcią wsuwając w nie swój język. Mężczyzna tak grzał, i to uczucie jak góruje nad nim jeszcze bardziej go podniecało. Uwielbiał postawnych facetów. Objął go w pasie, zaciskając palce wolnej ręki na jego plecach. Musieli się odsunąć od siebie kiedy drzwi windy rozsunęły się na ich piętrze. Artur szybko sięgnął po łańcuch, który miał przypięty do paska spodni, a na którego końcu wisiały klucze. O dziwo, bez problemu udało mu się otworzyć drzwi do mieszkania i wraz z gościem wkroczyli do przestronnego korytarzyka. Z głębi dało się słyszeć wesołe poszczekiwanie i po chwili do środka wpadł dość sporej wielkości pies. Miał miodową sierść, oklapnięte uszy i wesołą mordę. Na widok nieznajomego przybrał niepewną postawę i szczeknął groźnie.
- Max, spokojnie. - Artur podszedł do psa i klęknął przed nim, aby zmierzwić mu sierść na łbie.

Mężczyzna postawił ostrożnie torbę z prowiantem na szafce przy lustrze, od razu zrzucając buty i koszulkę. Mokry materiał bardzo go drażnił. Na piersi miał wytatuowaną sporej wielkości sowę, w stylu indiańskiej ikonografii. Cały tatuaż wykonany czarnym tuszem rozciągał się od obojczyków aż po brzuch. Była to jedna z pierwszych rzeczy jaką sobie zafundował zaczynając więcej zarabiać.
Bez słowa podszedł do psa, dając mu obwąchać swoją rękę. Kiedy zwierzę polizało ją, zachęcone, wyprostował się, zaczynając rozpinać swoje spodnie. Jego krocze było w sam raz na wysokości głowy pochylonego gospodarza. Czuł niesamowite parcie by jak najszybciej zrzucić z siebie wilgotne dżinsy.

Artur z chęcią pochłaniał wzrokiem jego ciało, czując wyraźne poruszenie w kroczu kiedy tak obserwował jak nieznajomy pozbywa się odzienia. Nadal nie mógł uwierzyć, że właśnie będzie się kochał z gwiazdą porno. Pies jednak otrzeźwił go i zaczął skamleć, wciskając mu pysk pod rękę i trącając go, dając mu znać, że chce jeść. Westchnął w duchu, ale wolał aby zwierzę nie przeszkadzało im w baraszkowaniu. W sumie, to często przez to partnerzy Artura irytowali się i woleli spotykać się w innym miejscu. Max czasami robił się upierdliwy i nieznośny, w takich chwilach gdy jego właściciel miał ochotę na seks. Dlatego chciał temu zapobiec, aby Harley nie wyszedł w połowie, wściekły bo Max złapał go za kostkę.
- Zaraz wracam - rzucił i chwyciwszy za swoje zakupy, ruszył do kuchni, wołając za sobą czworonoga. Da mu jeść, a z mężczyzną zamknie się w sypialni. Najedzony Max pewnie odpocznie. Widząc po drodze do kuchni, że coś rozpływa się w torbie aktora, zatrzymał się. - Jak chcesz możesz wrzucić na chwilę do zamrażarki.

Kurwa, cholerne mięso, pomyślał i ruszył żywo do torby, nie dopinając nawet spodni. Na papierowej torbie było widać pokaźną, mokrą plamę podbarwioną na czerwono. Spojrzał za młodzieńcem, nagle nie wiedząc co ma zrobić. Poczuł napływającą frustrację, jednocześnie chcąc zrzucić z siebie krępujący materiał, uporządkować swoje zakupy i zabrać się już do ruchania młodej, chętnej dziury, jak w myślach nazwał sobie Artura. Przez chwilę pożałował, że nie jest u siebie, tam przynajmniej dwa z zaistniałych problemów łatwo by się rozwiązały. Podniósł pechową torbę, zaciskając szczękę żeby nie zakląć. Nie chciał mimo wszystko wydać mu się niekulturalnym.
- Co mogę z tym zrobić? - spytał, unosząc nad zlewem torebkę z mięsem. Boże, za co, pomyślał, czując się nagle absurdalnie nieporadny i nie na miejscu. Nigdy jeszcze nie przydarzyło mu się mrozić zakupów u "przygodnego ruchania", jak nazywał sobie mężczyzn na jeden raz, i czuł się z tym wybitnie głupio.

- Poczekaj. - Artur odłożył swoje zakupy na blat i wyjął z jednej z szuflad foliową torebkę. Przysunął się do mężczyzny i podsunął ją pod mięso. - Wrzuć tu, a ja to schowam do zamrażalnika.

Max kręcił się nerwowo, żeby po chwili zacząć z uwagą obwąchiwać kostkę gościa. Mężczyzna sapnął poirytowany, robiąc porządek z roztapiającym się kurczakiem. Co za jebany pech, myślał, obmywając dłonie z krwi, która wypłynęła z woreczka. W końcu nie wytrzymując frustracji oparł się tyłkiem o zlew, ściągając opornie spodnie. Cholera go brała kiedy musiał się w tym męczyć.
- Sorry, ale muszę - burknął tylko do gospodarza, mając nadzieję, że nie robi z siebie jeszcze większego idioty.

Artur posłał mu zaskoczone spojrzenie, do końca nie wiedząc jak ma odebrać jego zachowanie. Kiwnął głową i umieścił mięso w zamrażalniku.
- Chcesz ręcznik?

Piotr posłał sobie mentalnego kopniaka. Więc jednak idiota, pomyślał, robiąc zblazowaną minę.
- Ronaldo też byś dał ręcznik, jakby stał tu w samych gatkach? Myślałem, że jesteś zdecydowany, młody.

Artur nieco się zmieszał.
- Myślałem, że... przed chcesz się wysuszyć - odparł ściągając czapkę i zabierając się za puszkę dla psa. - A Ronaldo mi się nie podoba - dodał ironicznie, pakując jedzenie do miski. Max cały uradowany stał obok, szorując ogonem po ziemi i czekając, aż pan skończy, a on będzie mógł z ochotą zabrać się za pałaszowanie.

- Panience się nie podoba? - Piotr prawie warknął, podchodząc i łapiąc go dłonią za kark. Całe ręce pokryte miał napuchniętymi żyłami. - Zostaw już kurwa to psie żarcie, bo mam ochotę osobiście cię wysuszyć.

***

Serdecznie dziękujemy naszej becie, Kylie, za poświęcony nam czas ! :)








 


Komentarze
Justine dnia padziernik 13 2012 14:48:49
BOSKO ^^ Tutaj Yaoistka^^ ...miałam wcześniej inne konto tutaj Justine123450 czy jakoś tak ale zapomniałam hasła i wgl xD

BOSKI ROZDZIAŁ ^^ weny! ;P
naru dnia padziernik 14 2012 18:08:55
jakie to dziwne uczucie komentowac co dwa razy ;P no, ale ktos musi dawac komcie nie? smiley totez CHCE BY ARTUR MIAL ZIELONE OCZY! nie niebieskie smiley dobra spamowanie zakonczone smiley
Irmina Iwanowna dnia padziernik 14 2012 18:56:24
dzięki za komenty smiley niesamowicie się cieszymy, że opowiadanie się podoba, mało tego, mogę obiecać, że z każdym rozdziałem będzie podobać się jeszcze bardziej smiley

Naru, będzie taki jeden, zielonooki, sama go uwielbiam za te oczyska smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum