The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Marzec 25 2019 03:01:13   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Czekolada o smaku deszczu 1
Ciemna i głucha noc. Opustoszałe ulice, słychać tylko deszcz. Chociaż nie, w ciszę nocy wdziera się jakiś zgrzyt. To huśtawka na placu zabaw, poruszana przez siedzącego na niej młodego mężczyznę, wydaje ten upiorny zgrzyt. Ale on w ogóle nie zwraca na to uwagi. Nie zwraca nawet uwagi na fakt iż jest cały przemoczony. Siedzi ze spuszczoną głową, bujając się na piętach i od czasu do czasu podnosząc do ust trzymaną w ręce butelkę wódki. Nagle w jego polu widzenia pojawiła się para białoróżowych małych adidasów. Znieruchomiał wpatrując się w te adidasy, jakby ich obraz potrzebował czasu, żeby zamienić się w informację przyswajalną dla zamroczonego alkoholem mózgu. Dziewczyna, pomyślał chłopak z niechęcią. Jednak mimo to z zaciekawieniem zaczął powoli podnosić wzrok. Do adidasków przytwierdzone były dżinsy z wywiniętymi sporymi mankietami. Zdziwił się z lekka. Jeszcze nigdy nie widział żadnej dziewczyny, która chodziłaby w takich spodniach. A może to jakaś maszkara, która w ogóle nie dba o swój wygląd? Mimo takich dziwnych myśli dalej sunął do góry wzrokiem. Para niezbyt grubych nóg. Spodnie luźno się na nich układały, więc trudno było określić jakie są w rzeczywistości. Jedno było pewne, były przyjemnie długie. A więc długie nogi, potem całkiem spore, i miłe dla oka, wybrzuszenie między nimi, skórzany pasek… Chwila, wróć, jakie wybrzuszenie? Spuścił wzrok niżej. Tak, to zdecydowanie jest wybrzuszenie, a nie złe ułożenie materiału, czy odblask światła. Dziewczyna z fujarą? Nie, niemożliwe. Potrząsnął głową, walnął się nawet pięścią w skroń, żeby odpędzić od siebie tą absurdalną myśl i spojrzał znowu. Niestety wybrzuszenie nie zniknęło. Podniósł więc wzrok wyżej i zobaczył parę niebieskich oczu okolonych czarnymi lokami, chowających się pod czarnym parasolem. Zmrużył oczy próbując nie ogniskować ich na tym hipnotyzującym błękicie i uważnie przyjrzeć się całej postaci. Zdecydowanie płaska klatka piersiowa w granatowym podkoszulku i krótkiej jeansowej kurteczce oraz wypukłość na szyi wskazywały, że jednak stoi przed nim chłopak. Mały, ale jednak mimo to chłopak. Tylko dlaczego ma on na nogach kretyńskie, babskie, różowe adidasy?
- Hej, wszystko w porządku? – odezwał się chłopak.
Mężczyzna nie odpowiedział.
- Jeśli dalej tak będziesz siedzieć, to możesz się przeziębić.
W dalszym ciągu zero odpowiedzi. Chłopak westchnął.
- Mógłbyś coś odpowiedzieć. Nie będę mógł ci pomóc, jeśli nie będę wiedział jaki masz problem.
- To nie twój interes – mruknął mężczyzna i pociągnął z butelki.
- A więc jednak masz jakiś problem.
- Nie mam.
- Więc dlaczego siedzisz tu i pijesz? – Uparcie indagował chłopak.
- Bo takim mam kaprys – warknął mężczyzna. – A ty lepiej stąd zjeżdżaj dzieciaku, jeśli nie chcesz oberwać.
- No co ty, dziecko będziesz bił? – zapytał chłopak z figlarnym błyskiem w oczach. – Poza tym przecież nic ci nie zrobiłem.
- Wkurwiasz mnie – warknął mężczyzna. – Nie mam ochoty z tobą gadać.
- To nie gadaj – odparł dzieciak i złożywszy parasol usiadł na sąsiedniej huśtawce.
- Co ty robisz? – zdumiał się mężczyzna.
- Moknę dla towarzystwa . Żeby ci nie było smutno samemu.
Mężczyzna roześmiał się.
- Nie jestem sam – wskazał butelkę. – Poza tym, co ty tu w ogóle robisz? O tej porze dzieci już chyba dawno powinny spać.
- Nie jestem już dzieckiem. Właśnie skończyłem osiemnaście lat.
- Poważnie? No to wszystkiego najlepszego. Masz napij się. – Wyciągnął w stronę chłopaka rękę z butelką.
- Nie piję alkoholu.
- To jak ty chcesz oblewać swoje urodziny?
- Można na różne sposoby. Poza tym wystarczy, że kumple się schlali, ja nie muszę. – Widząc zdziwiony wzrok mężczyzny dodał: - Kumple urządzili mi imprezę. Okazało się, ze zabrakło im alkoholu, wiec wysłali najmniej pijanego, czyli mnie, po uzupełnienie zapasów. Ale szczerze mówiąc, uważam, że mają już dosyć. Poczekam więc aż w końcu padną i wrócę. A ty dlaczego tu mokniesz?
- Nie twój interes – mruknął mężczyzna i pociągnął łyka z butelki.
Nagle chłopak wstał i stanął tuż przed mężczyzną.
- Wiesz, mam dobry sposób na chandrę.
- Taa? Co ty nie powiesz? – spytał drwiąco pijak.
- Naprawdę. Chcesz go wypróbować? Zamknij oczy. – Mężczyzna posłusznie wykonał polecenie. – A teraz otwórz usta i wystaw język.
- Po co? – otworzył oczy i uważnie spojrzał na chłopaka.
- Nie pytaj, tylko zrób co mówię. – A gdy mężczyzna nie reagował, dodał: - nie bój się, nic ci nie zrobię.
- A kto by się tam bał takiego kurdupla jak ty – mruknął mężczyzna i posłusznie zamknął oczy i wyciągnął język.
- Teraz coś ci dam. Tylko nie zabieraj od razu języka, dobrze? – Po chwili mężczyzna usłyszał jakiś szelest, a następnie poczuł coś słodkiego na języku. – Nie chowaj jeszcze. Wytrzymaj chwilę, aż ci nie powiem. – Po chwili milczenia powiedział: - A teraz zacznij to ssać, ale nie otwieraj oczu. Czujesz?
- To zwykła czekolada – mruknął mężczyzna otworzywszy oczy.
- To nie jest jakaś tam zwykłą czekolada. To magiczna czekolada, o smaku deszczu. Poprawia nastrój.
Mężczyzna roześmiał się.
- Dziwny z ciebie dzieciak.
- Widzisz? – chłopak wyraźnie ucieszył się. – Już poprawiła ci nastrój. Śmiejesz się, to dobrze.
Mężczyzna błyskawicznie spoważniał.
- To tylko iluzja.
- Wcale nie! Jeżeli będziesz w to głęboko wierzył, to na pewno ci pomoże! – odparł żarliwie.
- Mnie nic już nie pomoże – mruknął mężczyzna i spuścił zrezygnowany głowę.
- Dlaczego tak mówisz? – chłopak wyraźnie zatroskał się. – Co ci się stało? I dlaczego siedzisz tutaj zamiast iść do domu?
- Ja już nie mam domu. Ja już nie mam nic – wyszeptał mężczyzna, schował twarz w dłoniach i zapłakał.
Chłopak przysunął się jeszcze bardziej i objął płaczącego ramionami.
- Biedactwo – pogłaskał mężczyznę po głowie. – Porzucono cię? W takim razie chodź ze mną. Dam ci miseczkę mleczka, brzuszek też napełnisz i ciepły kącik do spania też ci znajdziemy.
Mężczyzna roześmiał się drwiąco i odepchnął od siebie chłopaka.
- Gadasz do mnie jakbym był jakimś pieprzonym kotem.
Chłopak uśmiechnął się przepraszająco.
- Wybacz, to z przyzwyczajenia. Często znajduję bezpańskie psy i koty.
- I pewnie znosisz je wszystkie do domu? – spytał drwiąco. – Ciekawe co na to twoi starzy.
- Marudzą, ale i tak je zatrzymują. To jak, pójdziesz ze mną? Wysuszysz się, a i miejsce do spania też się jakieś znajdzie.
- Nie, dzięki.
- To co masz zamiar robić? – zapytał chłopak z troską w głosie.
-A co cię to obchodzi? W ogóle mnie nie znasz.
- Tych bezpańskich kotów i psów też nie znam, ale czy to znaczy, że mam je tak zostawić bez żadnej pomocy? Więc jak, pójdziesz ze mną? Przecież nie masz nic do stracenia…
- To prawda, nie mam już nic do stracenia – wyszeptał zrezygnowany.
- W takim razie chodź ze mną – powiedział chłopak uśmiechając się i wyciągnął do mężczyzny rękę. Ten przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, aż w końcu podniósł się i złapał chłopca za rękę.
- Grzeczny kotek – chłopak uśmiechnął się ciepło i ruszył przed siebie.
Szli jakiś czas, aż stanęli przed okazałym jednopiętrowym domem. Mężczyzna zdziwił się iż mimo tak późnej pory jeszcze palą się w nim światła.
- Wróciłem! – krzyknął chłopak, kiedy weszli już do środka.
- Co tak wcześnie? – usłyszeli nagle kobiecy głos. – Czyżby impreza się nie udała?
W tym momencie oczom mężczyzny ukazała się niemłoda już, na oko pięćdziesięcioletnia, kobieta ubrana w bordowy dres.
- A to kto? – zdziwiła się kobieta widząc gościa. – I dlaczego jesteście tacy przemoczeni? No co tak stoisz? Właź i rozbieraj się szybko, jeszcze się jakiegoś choróbska nabawisz.
- To bezdomny kotek, mamo. Znalazłem go jak siedział nieszczęśliwy, no to pomyślałem, że wezmę go do domu.
- Ech, Ciuciek, ty zawsze musisz coś ze sobą przywlec – westchnęła kobieta.
- Przepraszam za kłopot – mruknął mężczyzna i odwrócił się, żeby wyjść, ale chłopak złapał go za rękaw i pociągnął głębiej do domu.
- A ty gdzie? Przecież mówiłem ci, że możesz do mnie przyjść. Mama tylko tak marudzi, ale przecież nie wyrzuci nikogo w potrzebie, prawda mamo?
- Gdybyś to nie był ty, Ciuciek, to bym się musiała poważnie zastanowić.
- No widzisz? – Chłopak uśmiechnął się tryumfalnie do gościa.
- Dobra, koniec pogaduszek, idźcie do łazienki, tej na parterze, żeby jak najmniej śladów zostawić, a ja przyniosę wam jakieś suche ciuchy.
Przeszli do łazienki.
- Jesteś pewien, że nie będziesz miał przeze mnie problemów? – zapytał niepewnie chłopak, kiedy już się rozebrał i wycierał ręcznikiem.
- No przecież mama chyba wyraźnie powiedziała, nie? Masz – podał gościowi szlafrok zdjęty z wieszaka – załóż na razie to. A tak w ogóle to jestem Kamil.
- A ja Adam.
W tym momencie do łazienki weszła mama Kamila. Podała synowi jakieś ubranie, które ten szybko zaczął zakładać i zwróciła się do Adama:
- To są ubrania mojego męża, mam nadzieję, że będą na ciebie pasować. Jak już się ubierzecie, to szybciutko do kuchni, zaparzę wam herbaty malinowej.
- Dziękuję.
Kobieta wyszła.
Chwilę potem cała trójka siedziała w kuchni nad kubkami gorącej herbaty.
- Może jesteś głodny? – kobieta spytała gościa.
- Nie, dziękuję.
- Oczywiście, że jest głodny, ja też! – odparł szybko Kamil.
- A ty co, na tej twojej urodzinowej imprezie nie było nic do jedzenia? A tak w ogóle, to co ty robisz tak wcześnie w domu? Mówiłeś, że będziesz nocował u Jacka.
- No bo miałem nocować, ale okazało się, że normalnego żarcia nie było prawie wcale, tylko chipsy, kola i inne badziewia. No i alkohol. I o północy wszyscy już byli ululani w trupa, a ja głodny jak diabli. Więc udałem, że idę dokupić wódy i wymknąłem się do domu. I po drodze znalazłem jego – wskazał głową na Adama. – Więc przyprowadziłem go do domu. I nadal jestem głodny – dodał z pretensją w głosie.
- Dobra – matka westchnęła i wstała od stołu. – Zrobię wam jakieś kanapki, tylko nie przychodź do mnie jak nie będziesz mógł zasnąć, albo będzie cię zgaga paliła.
- Spoko, nie przyjdę. A tak w ogóle, czemu jeszcze nie śpisz? Znowu papiery?
- Niestety – kobieta westchnęła. – Dostaliśmy ostatnio sporo karmy i muszę teraz to wszystko rozliczyć.
- To może ja ci pomogę?
- Kochane z ciebie dziecko, ale lepiej idź spać, bardziej przydasz się jutro, przy zwierzakach, mnie ostatnio coś plecy bolą.
- Powinnaś iść w końcu do lekarza – mruknął Kamil wgryzając się w kanapkę.
- A kto wszystko za mnie porobi, co? Samo się nie zrobi.
- Tata może.
- Tata ma swoja działkę. Zresztą nie ważne. Jedzcie i szybko spać. Dobranoc – pocałowała syna w czubek głowy i wyszła.
- Co twoja mama robi? – zainteresował się Adam.
- Prowadzimy schronisko dla zwierząt. Nie słyszałeś tych wszystkich psów, jak tu szliśmy?
- Słyszałem, ale myślałem, że to gdzieś indziej.
- Nie – Kamil roześmiał się – to u nas. Moi starzy kochają zwierzaki i kiedyś, jak jeszcze mnie na świecie nie było, wpadli na pomysł żeby założyć schronisko. A że mama odziedziczyła po rodzicach spory kawał ziemi, więc nie było z tym problemów. Złożyli do Unii wniosek o dofinansowanie i tak to sobie pomalutku ciągną.
- A co na to sąsiedzi?
- Na początku trochę się krzywili, wiesz, twierdzili, że będzie smród i takie różne sprawy, ale jak zobaczyli jak to się kręci, to po jakimś czasie sami nawet zaczęli nam znosić zwierzaki. A jeśli chodzi o szczekanie psów, to aż tak głośne nie są. Nasz dom stoi praktycznie na obrzeżu Warszawy, a niektórzy sąsiedzi maja psy nawet głośniejsze od tych naszych. Więc w sumie tak źle nie jest. A z tobą to jak to właściwie jest? Naprawdę nie masz domu?
Adam milczał wpatrując się tępo w pustą już szklankę, w końcu odparł cicho:
- Nie mam. Domu ani nic.
- To może zostaniesz u nas? – zapytał troskliwie Kamil.
- Nie rozśmieszaj mnie, dobra? Nic o mnie nie wiesz i tak po prostu proponujesz mi żebym u was został? A co, jeśli jestem mordercą? Jeśli zabiję was wszystkich jak tylko uśniecie?
- A masz zamiar?
Adam westchnął zrezygnowany.
- Czy ty naprawdę jesteś taki naiwny czy głupi?
- Może jedno i drugie? – Kamil uśmiechnął się rozbrajająco. – Rozumiem, że nie chcesz powiedzieć co cię gryzie, ale co ci zależy zaufać chociaż troszeczkę? Chcę ci tylko pomóc, nic w zamian nie oczekuję.
- Dlaczego?
- Co?
- Dlaczego chcesz mi pomóc? Nic o mnie nie wiesz. Może jestem ostatnim człowiekiem jakiego widzisz na tym świecie.
- Może. – Wzruszył ramionami.
- I mimo to dalej chcesz mi pomóc?
Kamil skinął potwierdzająco głową.
- Wiesz, nie ważne jak długo będziesz żył, ważne jak przez to życie przejdziesz. Nawet jeżeli będziesz ostatnią osobą której pomogę, to i tak będziesz kolejną osobą jakiej pomogę, a to jest dla mnie najważniejsze. Kto wie, może dzięki mnie twoje życie zmieni się diametralnie? Czasami nawet drobne gesty mogą mieć wpływ na czyjąś przyszłość. Wiesz co, zawrzyjmy umowę.
- Jaką?
- Dzisiaj po prostu się prześpisz, a jeżeli jutro jeszcze będziesz chciał mnie zabić, wtedy nie będę ci przeszkadzał. Co ty na to?
Adam uśmiechnął się półgębkiem.
- Jednak jesteś porąbany. Ale niech ci będzie.
- Więc chodź, zaprowadzę cię do pokoju.
Kiedy weszli do pokoju Kamil rozłożył łóżko i z jego skrzyni wyciągnął pościel. Szybko i sprawnie pościelił łóżko i zapalił nocną lampkę stojącą na niewielkim słupku obok łóżka.
- Mam nadzieję, że dobrze ci się tu będzie spało. Gdybyś w nocy potrzebował się napić albo coś zjeść, to nie krępuj się. Ubikacja jest obok łazienki – powiedział Kamil i ruszył do wyjścia z pokoju, gasząc przy okazji górne światło.
- Kamil… - odezwał się Adam, kiedy chłopak był już prawie na zewnątrz.
- Tak? – odwrócił się i popatrzył pytająco.
- Dziękuję.
- Nie ma za co – Kamil uśmiechnął się i wyszedł zamykając cicho drzwi.
Kiedy następnego dnia Adam w końcu otworzył oczy, zobaczył wpatrujące się w niego błękitne oczy i łagodny uśmiech.
- Cześć – odezwał się Kamil. – Wyspałeś się?
- Cześć. Chyba tak.
- A jak samopoczucie? Dalej chcesz mnie zabić?
- Nie.
- Wiedziałem. – Kamil uśmiechnął się zadowolony. - Jak człowiek się prześpi, to i myśli ma weselsze. Co ty na to żeby wstać na obiad?
- Obiad? To już tak późno?
- No, spałeś aż do południa.
- W takim razie chyba wypadałoby już wstać.
- No, wypadałoby – Kamil skinął twierdząco głową. – Tu masz ręcznik, maszynkę jednorazową i krem do golenia. Umyj się szybko, a ja odgrzeję ci obiad.
Adam wziął przybory toaletowe i bez słowa poszedł do łazienki. Stojąc pod prysznicem zastanawiał się, co on właściwie takiego robi. Bez zastanowienia poszedł za tym nieznanym mu gówniarzem, bez zastanowienia robił to, co tamten mu kazał. Dlaczego? Co ten gówniarz ma w sobie takiego, że tak bez problemu zgodził się na wszystko co on mówił? Chociaż z drugiej strony nie ma już nic do stracenia, więc to wszystko jest właściwie bez znaczenia. Westchnął i szybko umył się. Owinięty w ręcznik stanął przed lustrem i zapatrzył się w swoje odbicie. Stał tak nie wiadomo jak długo, aż nagle usłyszał pukanie do drzwi i głos Kamila:
- Mogę wejść?
- Tak.
Drzwi otworzyły się i wszedł Kamil.
- Tu masz świeżą bieliznę i skarpetki – podał Adamowi jakieś opakowania. – Są Karola, ale jeszcze nie zdążył ich użyć. Myślę, że powinny być na ciebie dobre. Na razie powinno ci starczyć, a później po prostu kupisz sobie nowe.
- Karola?
- To mój starszy brat. – Kamil uśmiechnął się. – Jest weterynarzem. Jak już się umyłeś, to chodź do kuchni, bo obiad ci stygnie – I wyszedł z łazienki.
Adam ubrał się chowając brudną bieliznę do kieszeni spodni. Później je sobie wypierze. Przeszedł do kuchni, w której siedział w nocy z Kamilem i jego mamą. Na stole stał talerz z nałożonym na nie daniem.
- A gdzie reszta twojej rodziny? – zainteresował się Adam jedząc.
- My już dawno zjedliśmy obiad. Wszyscy rozeszli się do swoich obowiązków. Ale nie martw się, poznasz ich wszystkich jeszcze dzisiaj. Mama zwołała na szóstą zebranie całej rodziny.
- A po co?
- W twojej sprawie.
- W mojej?
- No, musimy zadecydować co zrobić z tobą dalej.
- Nie jestem… - zaczął gniewnie Adam, lecz nie skończył gdyż nagle do kuchni weszła młoda dwudziestoletnia dziewczyna o długich i prostych blond włosach związanych w koński ogon, mówiąc jednocześnie:
- Ciuciek, może byś tak w końcu wrócił do roboty? Nikt tego za ciebie nie zrobi. A ty kto? – zainteresowała się zauważywszy Adama.
- To bezdomny kotek, którego przygarnąłem wczoraj w nocy.
- Kotek? – dziewczyna spojrzała powątpiewająco na Adama.
- Miau – Adam miauknął niczym kot i zrobił nieszczęśliwe oczka.
Dziewczyna parsknęła śmiechem.
- Jestem Monika, starsza siostra Kamila – wyciągnęła rękę w stronę gościa.
- Adam – mruknął ściskając dłoń.
- Więc Ciuciek cię przygarnął? – zainteresowała się siadając przy stole.
- Na to wychodzi – mruknął Adam wracając do jedzenia.
- No cóż, Ciuciek zawsze musi przytachać do domu jakieś skrzywdzone zwierzę.
W tym momencie zegar w kuchni wybił szóstą.
- O, to już ta godzina? – zdziwiła się Monika. – Chodźcie – dodała wstając.
- Chodź – powtórzył za siostrą Kamil. – I nie martw się, wszystko będzie dobrze – dodał ciepło i z uśmiechem, widząc niepewną minę Adama.
Adam posłusznie ruszył za chłopakiem. Przeszli do salonu, gdzie już siedziała mama Kamila, jakiś czterdziestokilkuletni mężczyzna, ojciec, pomyślał Adam, Monika oraz młody mężczyzna o kruczoczarnych włosach i posępnym spojrzeniu.
- Witaj – mama Kamila uśmiechnęła się do Adama. – To jest mój mąż Jarek, to córka Monika, a to syn Karol – wskazywała po kolei członków rodziny.
- Dzień dobry – odparł odruchowo Adam i przyjrzał się powoli każdemu z domowników. Matkę i Monikę zdążył już zobaczyć, ojciec to raczej niezbyt ciekawy typ siwiejącego blondwłosego okularnika, za to Karol… Mimo tej ponurej miny był dość przystojny i całkiem interesujący. Adam zmusił się żeby nie patrzeć na niego, tylko skupić się na tym, co mówi mama Michała.
- Zebraliśmy się wszyscy na wniosek Kamila, żebyż zdecydować co z tobą zrobić. – Adam już otwierał usta żeby zaprotestować, ale kobieta nie dała mu dojść do słowa. – Ciuciek, skoro ty go znalazłeś i przyprowadziłeś do domu, więc może ty zaczniesz?
Kamil nabrał powietrza do płuc i wypalił:
- Zgłaszam wniosek o adopcję.
- Co? Ciebie, Ciuciek, chyba pojarało – odezwała się wybitnie niezadowolona Monika.
- Wcale nie – zaprzeczył Kamil. – Cicho bądź, teraz ja mówię – mruknął do Adama, który próbował coś powiedzieć. – Adam nie ma domu, nie ma nic, więc dlaczego nie możemy go przygarnąć?
- Bo to jest człowiek a nie jakiś bezdomny zwierzak – odezwał się ojciec.
- Bez domu! Chcecie go tak po prostu wyrzucić?! – wykrzyknął Kamil.
- Ja jestem za – odezwał się spokojnie Karol. – Skoro to Ciuciek go przyprowadził, to znaczy, że jest w porządku. A teraz wybaczcie, ale muszę wracać do kliniki – mruknął i wyszedł bez słowa.
- Właściwie to Karol ma rację – bąknął niepewnie ojciec. – Ciuciek zna się na ludziach. Skoro on mówi, że Adam jest w porządku, to tak jest.
- Czyli mamy dwa głosy za – odezwała się matka. – A ty Monika? – zwróciła się do córki.
- Zgadzam się – mruknęła niechętnie dziewczyna. – I tak nie wygram z Ciućkiem.
- A więc postanowione – kobieta uśmiechnęła się i zwróciła do Adama: – od dzisiaj jesteś członkiem naszej rodziny. Monika, Kamil, oprowadźcie go po schronisku i znajdźcie mu coś do roboty. My niestety musimy już uciekać – dodała i oboje rodzice wyszli z pokoju.
Zdumiony Adam usiadł przy stole. Miał wrażenie, że właśnie brał udział w jakiejś operze mydlanej.










Komentarze
naru dnia marzec 03 2012 12:04:56
aqus dal opo, opo smiley ..tak poza tymopo jest ..bhaha ciekawe Ciuciek wymiata smiley
Aquarius dnia marzec 03 2012 12:45:09
taa, Aqu znalazł jakiegoś starocia wieki temu napisanego. Nic specjalnego
Lajla dnia marzec 03 2012 17:28:20
Dziwne mam wrażenie że, te opowiadanie przypomina mi " Gówniarz". Wyczekuje na kolejny rozdziały pozdrawiam i życzę weny.
Aquarius dnia marzec 03 2012 18:46:16
Lajla, to tylko złudzenie smiley
Floo dnia marzec 03 2012 19:28:44
Ahahahaha Gówniarz ma bliźniaka o którym nie wie? XD
Tam nawet w jednym miejscu się pomyliłeś napisałeś "mama Michała"! Słodkie to było smiley
Ciuciek oczywiście wymiata, ale też mnie ciekawi czemu nosi różowe adidasy... w końcu nie jest "przegięty"...
Wiem że teraz pewnie mówię jak stereotyp, ale nic nie poradzę na to, że niestety według mnie mało jakiemu mężczyźnie pasuje róż.
Adam, mnie zaciekawił. Nawet jeśli został rzucony... nie chciał odzyskać swoich rzeczy? Ja bym chciała chociaż ciuchy z powrotem!

No ale ciekawie się zaczyna, czekam na ciąg dalszy... i nie ma ze nie!
Aquarius dnia marzec 03 2012 20:26:14
Ups, no tak to jest jak się ma fetysz imienia smiley
Aquarius dnia marzec 03 2012 21:26:30
Wiesz Floo, Adam już osiagnął stan kompletnej rezygnacji, jest mu wszystko jedno. Dlatego właśnie poszedł z Kamilem
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 100% [2 Gosw]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [adnych gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum