The Cold Desire
   Strona G艂贸wna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsy艂ania prac WYDAWNICTWO
Pa糳ziernik 26 2020 20:11:26   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Sk贸rki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
艢CIANA S艁AWY
Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner





Witamy
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
Dzieci boga granic 6
6.


Bogowie nie zwykli dawa膰 Kekhartowi ani chwili wytchnienia – u艣wiadamia艂 sobie to coraz dobitniej. Min膮艂 rok, potem min臋艂a jesie艅 i zima, spokojne czasy pracy dla miasta i szkolenia p贸艂-ludzkiego ch艂opca. Gw贸藕d藕 ze sklepienia Niebios, zawini臋ty w resztki starych juk贸w, le偶a艂 zapomniany na dnie skrzy艅 w kolejnych kwaterach, jakie wygnany wojownik zajmowa艂. Nie zjawi艂 si臋 nikt, kto by si臋 o niego upomnia艂 i nigdzie nie by艂o s艂ycha膰 plotek o 偶adnym wielkim w艂adcy, panuj膮cym na wschodzie. Ludy stepu walczy艂y mi臋dzy sob膮, w zachodnich kr贸lestwach intrygowano z uporem. Urhan rozbudowywa艂o si臋 niezmorzenie, nie przeszkadza艂 mu w tym brud, kt贸ry Kekhart musia艂 co dnia wygania膰 z ulic. Ska偶enie w艂a艣ciwe metropoliom ka偶dego dnia na powr贸t wype艂za艂o z mroku, nic sobie nie robi膮c z boskich praw.
Nic dziwnego, skoro nie byle jacy bogowie wzi臋li Urhan pod opiek臋: Akrias i Sura, para tak pe艂na sprzeczno艣ci, jak to tylko mo偶liwe. On opiekuj膮cy si臋 wszystkim, co poza, wszystkim, co nigdzie nie nale偶a艂o: jaki偶 b贸g by艂by lepszym patronem dla miasta po艂o偶onego mi臋dzy dzikim stepem, a cywilizowanymi kr贸lestwami zachodu? Urhan za艂o偶yli niewolnicy, do Urhan ci膮gn臋li wyrzutkowie tacy, jak Kekhart, w nim szukali swojego miejsca, nowego 偶ycia, nowych zasad. Akrias dawa艂 im nadziej臋, obiecywa艂 poprowadzi膰 pod opiek臋 Sury.
Bogini 偶ycia i 艣wiat艂o艣ci, w Dalle czczona jako najwa偶niejszy, najbardziej tw贸rczy pierwiastek jedynego, najwy偶szego boga, obiecywa艂a wybawienie i ukojenie, obiecywa艂a rado艣膰, mi艂o艣膰 i pomy艣lno艣膰. Pi臋kna, 艂agodna Sura, do kt贸rej modlono si臋 tu kiedy艣 o wolno艣膰, bo przecie偶 sama cierpia艂a niegdy艣 w niewoli, uprowadzona przez w艂adc臋 demon贸w, Wielkiego W臋偶a. Niekt贸rzy twierdzili, 偶e oswobodzi艂 j膮 jej brat, s艂oneczny b贸g Aurien, lecz urha艅czycy woleli mit o oswobodzeniu Sury przez Akriasa: ta para bog贸w symbolizowa艂a dla nich odrzucenie kajdan i przekroczenie granic niewoli.
Kekhart zapozna艂 si臋 z tym mitem s艂uchaj膮c kap艂ana bogini, opiekuna Arthana. Starzec 艣mia艂 si臋, 偶e stra偶nik poj臋tniejszym jest s艂uchaczem, ni偶 ch艂opiec – Kekhart za艣 wiele razy s艂ucha艂 legend w swoim plemieniu i z ust Takhira, tote偶 wiele mia艂 do nich cierpliwo艣ci. Czasem zmusza艂 do niej i p贸艂-cz艂owieka i w ko艅cu ch艂opak przywykn膮艂. Nie by艂 zreszt膮 g艂upi, cho膰 porywczy i niepowstrzymany w walce: uczy艂 si臋 pilnie i wiele zauwa偶a艂, ale najbardziej lubi艂 nauk臋 w艂adania mieczem. Natura uczyni艂a go wysokim i da艂a du偶o si艂y, wybiera艂 wi臋c ci臋偶k膮 bro艅, najlepiej trzyman膮 w dw贸ch d艂oniach: takiej trudno u偶ywa膰 na koniu, ale Urhan nie opiera艂o swej si艂y na konnicy tak bardzo, jak koczownicy, dwur臋czne miecze za艣 okazywa艂y si臋 mordercze w r臋kach pieszych wojownik贸w. Dziwnie si臋 go uczy艂o, lecz i sam Kekhart zmieni艂 sw贸j tryb 偶ycia, spos贸b walki: wiele rzeczy, kt贸re w艣r贸d plemienia wydawa艂y mu si臋 oczywiste.
Gdyby zacz膮艂 zastanawia膰 si臋 nad sob膮, poj膮艂by, 偶e nie jest ju偶 tym samym m艂odzie艅cem, kt贸ry 艣wi臋tuj膮c swoj膮 inicjacj臋 pierwszy raz uciek艂 ze spo艂ecze艅stwa. Nauczy艂 si臋 偶y膰 w Urhan, w jego spo艂ecze艅stwie, chod藕 nieustannie balansuj膮c na granicy: czu艂 bowiem, 偶e nie przynale偶y tutaj, 偶e to jeszcze nie koniec czekaj膮cej go drogi.
Nie rozwa偶a艂 jednak swojego przeznaczenia i emocji spychanych w g艂膮b umys艂u i mo偶liwe, 偶e 偶y艂by tak jeszcze d艂ugo, gdyby nie spotkanie, kt贸rego si臋 nie spodziewa艂, a do kt贸rego dosz艂o w jednej z karczm.
Stra偶nicy zwykli spotyka膰 si臋 czasem w wolnych chwilach i Kekhart nie stroni艂 od tych spotka艅, cho膰 unika艂 niekt贸rych ich aspekt贸w. Tego dnia Urhan przygotowywa艂o si臋 do 艣wi臋ta wiosennej r贸wnonocy, szczeg贸lne celebrowanego przez wyznawc贸w Sury. W karczmie nie by艂o wielu klient贸w, je艣li nie liczy膰 grupy stra偶nik贸w, w tym Kekharta i Larhy, pij膮cych i przekomarzaj膮cych si臋.
Kobieta, kt贸rej stabilne 偶ycie s艂u偶y艂o, ostro偶nie flirtowa艂a z jednym z kompan贸w. Jej niech臋膰 i opinia zawzi臋tej i krwio偶erczej niewiele w tych umizgach pomaga艂y, ale p贸ki co 偶adna ze stron nie uciek艂a. Druga z kobiet w przewa偶aj膮co m臋skiej grupie nam贸wi艂a pozosta艂ych na rzucanie no偶ami do tarczy i im wi臋cej up艂ywa艂o czasu i alkoholu, tym wi臋cej ostrzy omija艂o centrum i tym wi臋cej miotano przekle艅stw i 偶artobliwych obelg. Bawiono si臋 dobrze, stra偶nicy postanowili wykorzysta膰 czas przed 艣wi臋tem: nast臋pnego wieczora rozpr臋偶enie obyczaj贸w zmusi ich do wzmo偶onej aktywno艣ci.
Kekhart zn贸w spud艂owa艂, co skwitowa艂 siarczystym bluzgiem. Nie by艂 pijany, cho膰 w g艂owie szumia艂o mu przyjemnie. S艂u偶膮ca zebra艂a pusty dzban, postawi艂a na stole nowy i oddali艂a si臋 w kierunku baru. Si臋gaj膮c po nowy kubek wina Kekhart dostrzeg艂 otwieraj膮ce si臋 drzwi i wchodz膮cego do karczmy w臋drowca.
M臋偶czyzna opiera艂 si臋 na kosturze ozdobionym ko艣膰mi grzechoc膮cymi przy ka偶dym kroku, podobnie jak amulety, kt贸rymi naszyta wr臋cz by艂a jego d艂uga szata, 艣ci膮gni臋ta w pasie tak, 偶e podkre艣la艂a tylko smuk艂膮, wysok膮 jak na orka posta膰. Rude w艂osy posplatane by艂y w warkoczyki, ruda broda okala艂a ciemnoszary, wyj膮tkowo spiczasty podbr贸dek.
Przybysz usiad艂 na jednym ze sto艂k贸w tu偶 przy barze, mi臋kkim ruchem d艂oni wskaza艂 po偶膮dany trunek i z sakwy przewieszonej przez rami臋 wyci膮gn膮艂 fajk臋 o d艂ugim cybuchu. Zapali艂 j膮 od 艣wiecy i zaci膮gn膮艂 si臋 g艂臋boko. I dopiero w tym momencie obr贸ci艂 twarz w stron臋 Kekharta nie spuszczaj膮cego ze艅 wzroku.
U艣miechn膮艂 si臋. Rozpozna艂 go.
Kekhart chcia艂 uciec. Jak najdalej z tej karczmy, z tego miasta, z samej ziemi, po kt贸rej st膮pa艂y stopy szamana. Nie uczyni艂 tego tylko dlatego, 偶e mia艂 艣wiadomo艣膰, jak wielka ha艅ba si臋 z tym wi膮za艂a: wi臋ksza ni偶 niewype艂niony 艣lub poniesienia honorowej 艣mierci, wi臋ksza ni偶 splamienie krwi. Ale jedyna osoba, kt贸ra by艂a 艣wiadkiem wszystkich pope艂nionych przez Kekharta zbrodni siedzia艂a teraz spokojnie naprzeciw niego, wydmuchuj膮c z ust k贸艂ka dymu.
Koczownicy ze stepu na l臋k reaguj膮 tak, jak wi臋kszo艣膰 偶ywych istot: walk膮 lub ucieczk膮, sk艂aniaj膮 si臋 jednak ku temu pierwszemu. I Kekhartowi nie pozosta艂o nic innego, jak tylko konfrontacja. Wsta艂 i z pe艂n膮 艣wiadomo艣ci膮 wzroku kompan贸w skoncentrowanego na plecach ruszy艂 w stron臋 przybysza.
Szaman zmierzy艂 go wzrokiem, od st贸p do g艂贸w. U艣miechn膮艂 si臋 po raz drugi – jak m臋偶czyzna na widok pi臋knej kobiety.
Kekharta tylko to rozjuszy艂o. Przypad艂 do niego i chwyci艂 go za ubranie, 艣ci膮gaj膮c z krzes艂a.
– Nie radz臋 – powiedzia艂 Takhir. – Wiesz jaka jest kara za naruszenie mojej nietykalno艣ci.
Stra偶nik nie pu艣ci艂.
– Jak 艣miesz…
– 艢miem co? Kekharcie z Urhan, radz臋 ci mnie pu艣ci膰, patrz膮 na nas, doprawdy… Widz臋, 偶e zaszed艂e艣 do艣膰 wysoko, nie chcesz tego chyba traci膰? No?
Kekhart poluzowa艂 uchwyt. Takhir kiwn膮艂 g艂ow膮, wy艣lizgn膮艂 si臋 z u艣cisku.
– No i tak jest lepiej, nie uwa偶asz? Ale je艣li chcesz co艣 ze mn膮 przedyskutowa膰, czy nie lepiej uczyni膰 tego w spokoju, przy stoliku i winie? Twoi kompani chyba wybacz膮 ci, 偶e chcesz zamieni膰 kilka s艂贸w z dawno niewidzianym znajomym? Wybacz膮? – skierowa艂 te s艂owa do stra偶nik贸w obserwuj膮cych scen臋 z wyra藕nym zainteresowaniem.
– Ano wybacz膮 – przytomnie odezwa艂a si臋 za wszystkich Larha. – Nie wlepiajcie 艣lepi贸w, sprawy z dawnych lat, nie nasza sprawa!
– Trzeba by艂o od tego zacz膮膰 – powiedzia艂 Takhir, gdy siedzieli ju偶 przy odr臋bnym stoliku, a przed nimi znalaz艂o si臋 najlepsze wino dost臋pne w karczmie, o wiele za drogie jak na kekhartowe mo偶liwo艣ci. – Kekharcie z Urhan, nie masz za grosz rozs膮dku, tak rzuca膰 si臋 na w臋drowc贸w.
– Po co艣 ty tu przyjecha艂? – spyta艂 stra偶nik, nie patrz膮c w twarz szamana.
– Nie dla ciebie. Niestety. Gdybym wiedzia艂, 偶e tu jeste艣… Ale c贸偶, nie przysz艂o mi do g艂owy spyta膰 duch贸w o miejsce twego pobytu… Cho膰 pyta艂em ich o to, czy 偶yjesz. I nie zdziwi艂a mnie odpowied藕.
– Czemu?
– Bo za du偶o 偶ycia w tobie i za kr臋ta przed tob膮 droga, Kekharcie. Przeznaczenie si臋 o ciebie upomina, 艣wiat przygotowa艂 dla ciebie inny los, ni偶 艣mier膰 na lodowych pustkowiach i ni偶 praca stra偶nika miejskiego w Urhan, cho膰 przyznaj臋, chwalebne zaj臋cie i wielki awans dla wygna艅ca.
– Teraz znowu to wszystko strac臋 – mrukn膮艂 Kekhart niech臋tnie.
– Czemu偶 to?
– Bo ty tu jeste艣.
Takhir uni贸s艂 wysoko w膮skie brwi, dotkn膮艂 piersi czubkami palc贸w.
– Ja, Kekharcie? Ja? Czy偶by艣 mnie oskar偶a艂? O co?
– O m贸j dyshonor, o moje wygnanie!
– Czy偶 ci臋 nie ostrzega艂em? Czy偶 nie uprzedza艂em ci臋 o konsekwencjach, jakie poniesiesz? Czy to ja donios艂em o wszystkim Nagim Czaszkom? Na Niebiosa! Przez te lata sta艂em si臋 powodem twoich nieszcz臋艣膰! Trudna rzecz. Wola bog贸w. Wybacz. Odejd臋.
Kekhart opu艣ci艂 g艂ow臋, w d艂oniach obraca艂 kubek.
– Nie id藕.
– Teraz przeczysz sam sobie. Ciele艣nie dojrza艂e艣, ale wielu rzeczy si臋 ci膮gle nie nauczy艂e艣, jak widz臋. Zdecyduj, czego chcesz ode mnie, bo doprawdy, mog臋 si臋 zaj膮膰 wieloma rzeczami, niekoniecznie tob膮.
– Ale zechcia艂e艣 ze mn膮 porozmawia膰.
– A czemu偶 by nie? – Wzruszy艂 ramionami i zn贸w poci膮gn膮艂 z fajki. – Ucieszy艂em si臋, 偶e ci臋 widz臋. Ale nie b臋d臋 ci si臋 narzuca艂, nie b臋d臋 ci臋 do niczego nak艂ania艂, 艣ci膮ga艂 na z艂膮 drog臋. Jestem czym jestem i nie wolno mi o tym zapomina膰. Je艣li kto艣 chce towarzyszy膰 mi w tej drodze, lepiej, by robi艂 to z w艂asnej woli. A ma艂o kto chce.
Przez jego twarz przeszed艂 cie艅 – smutek? Wydoby艂 z rys贸w twarzy Czarnego Szamana zmiany zasz艂e przez ostatnie lata: cienie, kt贸re zarysowa艂y si臋 od oczyma, zmarszczki na czole i wok贸艂 ust. Takhir postarza艂 si臋, pi臋膰 lat temu m贸g艂 mie膰 nie wi臋cej lat, ni偶 Kekhart obecnie: teraz wkroczy艂 w okres, gdy wiek coraz wyra藕niej odcina si臋 na twarzy.
Zmarszczki i broda, kt贸rej nie nosi艂 wcze艣niej uczyni艂y jego rysy bardziej m臋skimi, ale kobieca mi臋kko艣膰 pozosta艂a w jego sposobie bycia i g艂osie. Nadal wydawa艂 si臋 istot膮 z innego 艣wiata, istot膮 spoza – niegdy艣 spoza obozowiska, teraz spoza Urhan.
– Gdzie si臋 zatrzyma艂e艣?
– Oferujesz mi go艣cin臋?
– Pok贸j mam, niedaleko 艣wi膮tyni Sury. Jeden z kap艂an贸w wychowuje ch艂opca, kt贸rego ucz臋. On por臋czy艂 za mnie, nie p艂ac臋 wiele. Niewiele miejsca, niewiele wyg贸d. Ale nie jest to z艂e.
– A kap艂anowi co powiesz?
– Prawd臋. 呕e co艣 jestem winien szamanowi, kt贸rego zniewa偶ono z mojej winy.
Takhir u艣miechn膮艂 si臋 po raz kolejny i tym razem Kekhart nie mia艂 ju偶 ochoty zabi膰 go za ten u艣miech, cho膰 dwuznaczno艣膰 w nim zawarta ci膮偶y艂a jak g艂az.
– Wi臋c nie odrzuc臋 twego zaproszenia, Kekharcie z Urhan. W ko艅cu nie raz by艂e艣 go艣ciem w mojej jurcie, mog臋 i ja go艣ci膰 w twoim domu.
***
Tej nocy rozmawiali d艂ugo, opowiadaj膮c, co spotka艂o ich przez ostatnie lata i Kekhart przypomnia艂 sobie, jak brakowa艂o mu tego, zw艂aszcza w d艂ugie noce sp臋dzone w艣r贸d 艢nie偶nych Kot贸w.
– Dotar艂em daleko, daleko na wsch贸d – m贸wi艂 Takhir. – Po tym, jak odszed艂e艣 na p贸艂noc, nie mia艂em ochoty wraca膰 na moje zimowisko, prawie rok podr贸偶owa艂em po miejscach, kt贸rych nie widzia艂em wcze艣niej. Widzia艂em Shnai’ar, niezwyk艂e miejsce, zaiste, a smokowcy to niezwyk艂y lud, odmienny od wszystkich, kt贸re dot膮d pozna艂em. Maj膮 wielk膮 moc i ceni膮 tych, kt贸rzy moc膮 si臋 pos艂uguj膮, ceni膮 wiedz臋, bo postrzegaj膮 j膮 jako jedn膮 z dr贸g do… – zawaha艂 si臋, szukaj膮c zrozumia艂ych dla Kekharta s艂贸w. – Do krainy przodk贸w, do pomy艣lno艣ci po 艣mierci. Cho膰 nie wierz膮 w bog贸w i przodk贸w, a w wielk膮 si艂臋, kieruj膮c膮 艣wiatem. At’Ka, tak j膮 zw膮. M贸wi膮, 偶e ta si艂a kszta艂tuje losy lud贸w i jednostek i 偶e wkr贸tce nadejdzie kto艣, kto jest wyrazicielem jej woli, a wtedy 艣wiat zmieni si臋…
Kekhart kiwn膮艂 g艂ow膮. Widzia艂 raz smokowca, zreszt膮 pono膰 kap艂ana. Wiedzia艂, 偶e gadzi lud podr贸偶uje po ca艂ym 艣wiecie szukaj膮c m膮dro艣ci, tak, jak czyni膮 to Czarni Szamani, w tym Takhir. S艂ysza艂 pog艂oski, 偶e w stepie nie brak ludzi i ork贸w, kt贸rym bli偶sza dziwna religia jaszczur贸w ni偶 wierzenia przodk贸w. Ale o osobie, kt贸ra mia艂aby wyra偶a膰 wol臋 rz膮dz膮cej 艣wiatem si艂y nie s艂ysza艂 dot膮d.
– Kto mia艂by to by膰?
– Nie wiem – przyzna艂 Takhir, przeci膮gaj膮c si臋 tak, 偶e wszystkie mi臋艣nie na jego ciele napi臋艂y si臋 efektownie. – W艂adca lub m臋drzec, wielki chan i wielki szaman, m贸wi膮c naszymi s艂owami.
– W艂adca na wschodzie…
Szaman zamruga艂 powiekami i usiad艂, zainteresowany.
– O czym m贸wisz, m贸j Kekharcie z Urhan?
Maghiya, szamanka elf贸w m贸wi艂a o tym… 呕e w艂adca na wschodzie nadejdzie i 偶e nadejdzie bohater, 偶e boginie ich, Tr贸jca, tak na nie m贸wi膮, ustali艂y to. W nocy gwiazda spad艂a z nieba, gw贸藕d藕 sklepienia. Maghiya m贸wi艂a, 偶e ma z tego by膰 wykonany miecz, albo dla jednego albo dla drugiego. To znaczy, albo dla bohatera, albo dla w艂adcy, ale dla kt贸rego to ona nie wiedzia艂a.
Takhir siedzia艂 ze skrzy偶owanymi nogami, zamkn膮艂 oczy i zacz膮艂 nie艣wiadomie ko艂ysa膰 si臋 w ty艂 i w prz贸d. Podczas kr贸tkiego wsp贸lnego 偶ycia Kekhart nauczy艂 si臋, 偶e przyjmuje t臋 poz臋 wpadaj膮c w trans, ale i zamy艣laj膮c si臋. I 偶e w 偶adnym wypadku nie nale偶y mu w贸wczas przeszkadza膰. Nie przeszkadza艂 wi臋c, patrz膮c tylko na twarz i cia艂o nie widziane od lat i odkrywaj膮c w nich kolejne szczeg贸艂y: zmarszczki w k膮cikach oczu, kt贸re umkn臋艂y jego uwadze w karczmie, nowe blizny, 艣wiadcz膮ce o tym, 偶e szaman odby艂 kilka walk, by膰 mo偶e z innymi szamanami, by膰 mo偶e z duchami, a mo偶e o w艂asne 偶ycie.
– M贸j Kekharcie z Urhan, tylko mnie nie rozpraszaj – rzek艂 alvablodet z wyrzutem. – Pr贸buj臋 posk艂ada膰 to wszystko w ca艂o艣膰, czy偶by艣 by艂 tak p艂ytki, 偶e interesuje ci臋 w tym wszystkim tylko moja cielesno艣膰?
Kekhart prychn膮艂.
– Ot贸偶 to w艂a艣nie – kiwn膮艂 g艂ow膮 Czarny Szaman. – Jeste艣 ciekaw, przyznaj. Smokowcy m贸wi膮 o nadej艣ciu wybranej osoby, elfia maghiya o w艂adcy i bohaterze, a duchy – 偶e odegrasz wa偶n膮 rol臋 w tym, co nadejdzie. Wy偶sze si艂y maj膮 sporo do powiedzenia na ten temat, niezale偶nie od tego, jakiego imienia u偶ywaj膮, gdy m贸wi膮.
– A ja zosta艂em tutaj... m贸wili mi o bogu granic, to jego miasto, to s膮dzi艂em...
– Granice, m贸j Kekharcie – powiedzia艂 Takhir wyci膮gaj膮c d艂o艅 i dotykaj膮c ni膮 policzka stra偶nika – to co艣, co si臋 przekracza. Ty robisz to bezwiednie. My艣l臋, 偶e b贸g tego miasta zd膮偶y艂 to zauwa偶y膰. Je艣li chcesz szuka膰 tego, o czym m贸wi膮 bogowie i duchy, my艣l臋, 偶e powiniene艣 zwr贸ci膰 uwag臋 na to, co samo znajduje si臋 na granicy. Ale – doda艂, przesuwaj膮c palec na usta i uniemo偶liwiaj膮c Kekhartowi powiedzenie czegokolwiek – to gdzie b臋dziesz tego szuka艂, to ju偶 twoje zadanie. Doprawy, nie jestem twoim przewodnikiem ani niczym takim.
– No to kim ty jeste艣?
– Nie wiem. Ty mi powiedz.
Kekhart potrz膮sn膮艂 g艂ow膮. Chcia艂by powiedzie膰, ale nie umia艂. 呕adne s艂owa, historie, zwyczaje kt贸re zna艂, nie opisywa艂y tego, co dzia艂o si臋 mi臋dzy nimi. Pozosta艂o mu milcze膰 i zaj膮膰 si臋 rzeczami, do kt贸rych s艂owa nie s膮 potrzebne.
***
Kekhart pami臋ta艂 r贸wnonoc jako prawdziwy karnawa艂. Czas w mitach powi膮zany z oswobodzeniem Sury, dla miasta by艂 okazj膮 do 艣wi臋towania w艂asnej wolno艣ci. Wino i inne napitki la艂y si臋 strumieniami, na ulicach ta艅czono, w wydzielonych miejscach dochodzi艂o do rytualnych walk, zwyczaju odziedziczonego po koczowniczych przodkach. Niekt贸re grupy wybiera艂y te dni na inicjacje dla swoich cz艂onk贸w, krew wi臋c la艂a si臋 nie tylko podczas walk i nie tylko podczas walk gin臋艂y rozumne istoty: niekt贸rzy nie obeznani z technikami przodk贸w przeprowadzali ich rytua艂y w niebezpieczny spos贸b.
Par臋 razy Kekhart musia艂 porzuci膰 艣wi臋towanie dla obowi膮zk贸w, rozdzielaj膮c przypadkowe b贸jki lub uspokajaj膮c zanadto pijanych. Takhir ruszy艂 w艂asn膮 droga, asystuj膮c w inicjacji jakiego艣 ch艂opaka i unikaj膮c miejskich kap艂an贸w, odcinaj膮cych si臋 od stepowych zwyczaj贸w, nieufnych wobec Czarnych Szaman贸w. Larha prze艂ama艂a ostatecznie sw贸j l臋k i wi臋kszo艣膰 艣wi臋ta sp臋dzi艂a z owym stra偶nikiem, do kt贸rego umizga艂a si臋 w karczmie. Arthan te偶 znalaz艂 okazj臋 do nawi膮zania z bli偶szych kontakt贸w z kobiet膮: nie do艣膰 bliskich, jak zawstydzony wyzna艂 Kekhartowi nazajutrz.
– Ja 偶em za du偶o wypi艂.
Stra偶nik przypomnia艂 sobie, jak za du偶o wypi艂 w inne 艣wi臋to, ale wtedy 艣wiadomy by艂, 偶e nie podo艂a dziewczynie, kt贸r膮 mu swatano. Nie chcia艂 – Arthan przeciwnie.
Poklepa艂 ch艂opaka po ramieniu.
– No to nast臋pnym razem ci si臋 uda. Ty jej kup co艣 艂adnego i postaraj si臋 bardziej.
– Ona 艣liczna jest – rozmarzy艂 si臋 mieszaniec – Taka malutka, nie jak one wszystkie...
Dziwaczne upodobanie do drobnych i szczup艂ych dziewcz膮t, kt贸re rozwin臋艂o si臋 w Arthanie w ci膮gu ostatniego roku musia艂o wynika膰 z ludzkich gen贸w. Kekhart sam kompletnie nie zainteresowany kobietami, wiedzia艂, jakie uwa偶ane s膮 za pi臋kno艣ci: podobne do Hurik czy Diyar, mocno zbudowane, o szerokich biodrach dobrych do rodzenia, o pe艂nych piersiach, masywne kobiety ork贸w i stepowych ludzi. Filigranowa dziewczyna, w kt贸rej zadurzy艂o si臋 m艂ody p贸艂-cz艂owiek musia艂a bardziej przypomina膰 kobiet臋 z zachodu lub elfk臋. Wi臋kszo艣膰 m臋偶czyzn na stepach ba艂oby si臋, 偶e tak膮 zmia偶d偶y albo rozerwie.
– No to powodzenia, jak ci si臋 tak podoba dziewka. Larhy spytaj, jakby艣 ty czego nie wiedzia艂.
– Ja 偶em pyta艂 – westchn膮艂 ch艂opak ci臋偶ko. – Ona m贸wi, coby tego nie robi膰, czego kobieta nie chce. I ja 偶em zrobi艂 nie to, co ona chcia艂a. Ja 偶em nic nie zrobi艂.
– Larha m贸wi – pocieszy艂 go Kekhart – 偶eby dziewczyny nie porywa膰, kiedy ona nie chce. Ty spytaj, czy ci臋 zechce znowu. Co ci szkodzi.
– A ty by艣 ze mn膮 do niej nie poszed艂, spyta膰 j膮? – spyta艂 p贸艂-cz艂owiek z nadziej膮.
– Na kobietach ty si臋 sam musisz wyzna膰. A ja wyje偶d偶am.
Ch艂opak otworzy艂 szeroko oczy, zmarszczy艂 twarz, mi臋snie zadrga艂y mu od nadchodz膮cej w艣ciek艂o艣ci.
– Ty co?!
– Wyje偶d偶am. Z szamanem, o kt贸rym tobie m贸wi艂em.
Arthan wyra偶a艂 swoje niezadowolenie w spos贸b, jakiego nale偶a艂oby si臋 po nim spodziewa膰: gniewem. Trudno wini膰 ch艂opaka, kt贸remu w艂a艣nie powiedziano, 偶e nauczyciel – przyjaciel w艂a艣ciwie – opuszcza go by uda膰 si臋 w podr贸偶 w towarzystwie dzikiego szamana.
– Ty 偶e艣 m贸wi艂, 偶e ty dla miasta dobrze chcesz. I co? Gdzie ty idziesz?
– Przecie偶 wr贸c臋. I tak d艂ugo tu siedzia艂em.
Ch艂opak kopn膮艂 najbli偶szy kamie艅. Nie obraca艂 agresji przeciw Kekhartowi, ale stra偶nik wiedzia艂 jedno: kiedy tylko sko艅cz膮 rozmow臋, zn贸w p贸jdzie szuka膰 b贸jki i zn贸w wr贸ci poharatany. Przynajmniej na jedno zda艂a si臋 p贸艂toraroczna nauka: Arthan jak dot膮d nie zabi艂 ju偶 nikogo i stara艂 si臋 unika膰 walk, w kt贸rych kto艣 m贸g艂by zabi膰 jego. Jasne, to nie mog艂o trwa膰 wiecznie, ale odrobina ostro偶no艣ci przyda si臋 p贸艂-cz艂owiekowi w prze偶yciu tam, gdzie nie widz膮 go oczy Oyguana.
– D艂ugo – mrukn膮艂 ch艂opak. – Ale po co?
– Bo nie tu jest moje miejsce, cho膰 ja bym bardzo chcia艂, 偶eby tu by艂o. Ale nie da rady.
Jak mu wyt艂umaczy膰 wo艂aj膮ce g艂osy. Odezwa艂y si臋 w jego g艂owie po przybyciu Takhira. Obudzi艂y t臋sknot臋 za bezkresnym niebem i morzem traw. Owszem, my艣l o g艂osach duch贸w i przeznaczeniu zrobi艂a swoje, ale po prawdzie Kekhart nie by艂 sk艂onny po艣wi臋ca膰 temu problemowi wiele uwagi. Wola bog贸w mia艂a to do siebie, 偶e wype艂nia艂a si臋 sama, jego za艣 ci膮gn臋艂o do 艣wiata, w kt贸rym si臋 wychowa艂, cho膰 wiedzia艂, 偶e ten 艣wiat odrzuci go znowu. Got贸w by艂 zaryzykowa膰. Tak czy inaczej, mia艂 po co wraca膰 – cho膰by opiekowa膰 si臋 ch艂opcem. W ko艅cu nigdy nie sp艂odzi w艂asnego dziecka, ale syn przybrany nie by艂by warty mniej, ni偶 ten zrodzony z w艂asnej krwi.
Na razie poleci艂 Larsze mie膰 miesza艅ca na oku. Krzywi艂a si臋, prycha艂a. Nie na sam膮 konieczno艣膰 opieki nad m艂odzikiem, kt贸ry w tym wieku dawno ju偶 powinien by膰 samodzielny, a sprawia艂 wi臋cej problem贸w, ni偶 dziecko na stepie. Na fakt, 偶e Kekhart w og贸le postanowi艂 wyjecha膰. Sama jednak odnajdowa艂a si臋 w stra偶y a偶 nazbyt dobrze i odm贸wi艂a towarzyszenia mu. Mo偶e kiedy indziej – obieca艂a. Obieca艂a te偶 przypilnowa膰 gwo藕dzia ze sklepienia niebios. Gdyby Kekhart odnalaz艂 kt贸r膮艣 z przepowiedzianych os贸b, m贸g艂by wr贸ci膰 po gwiazd臋. Z drugiej strony Larha przytomnie zauwa偶y艂a, 偶e przecie偶 i w samym Urhan, mie艣cie Akriasa by艂o-nie by艂o, mo偶e pojawi膰 si臋 贸w w艂adca lub 贸w bohater. A wtedy ona ju偶 go zauwa偶y. Spokojna g艂owa.
Kekhart nie za dobrze si臋 czu艂, zostawiaj膮c j膮 w mie艣cie. Za wiele czasu sp臋dzili we dwoje, za bardzo si臋 z ni膮 z偶y艂.
– Nie mia艂em siostry, kt贸ra by dla mnie r贸wnie wa偶na by艂a – t艂umaczy艂 Takhirowi, kiedy wyje偶d偶ali z Urhan.
Wiosna zazieleni艂a step, eksplodowa艂a tysi膮cem kwiat贸w, li艣膰mi na krzewach i nielicznych drzewach. Pola uprawne po艂o偶one w okolicach miasta zazieleni艂y si臋 r贸wnie偶. Na drzewach, zw艂aszcza tych po艣wi臋conych kultowi jakiego艣 b贸stwa czy ducha, ci膮gle jeszcze wisia艂y resztki dekoracji z niedawnego 艣wi臋ta.
– Wi臋c ciesz臋 si臋, 偶e znalaz艂e艣. I siostr臋, i brata, budujesz sobie r贸d, m贸j Kekharcie z pogranicza..
– Ano masz racj臋 – zgodzi艂 si臋. – R贸d buduj臋.
– R贸d zaczeka na ciebie, a kto wie, mo偶e i po drodze kogo艣 jeszcze do swego rodu znajdziesz?
– Czemu niby?
– Bo wielu wygna艅c贸w kr膮偶y i wielu chcia艂oby takiego rodu, kt贸ry ich przyjmie. Przysi臋g臋 krwi z艂o偶ycie i jedn膮 wsp贸ln膮 krew b臋dziecie mieli, tak si臋 przecie偶 robi cz臋sto.
Kekhart kiwn膮艂 g艂ow膮. Owszem, przyjmowa艂o si臋 do rodu i plemienia obcych: dzieci znalezione na stepie, pojmanych niewolnik贸w, kt贸rych uzna艂o si臋 godnymi, tych, kt贸rzy sw贸j r贸d stracili w wojnie. Nikt nie przyjmowa艂 wygna艅c贸w i poha艅bionych... chyba 偶e oni sami.
Takhir mia艂 racj臋. Kiedy tylko Kekhart wr贸ci do Urhan, zawrze z Larh膮 i Arthanem przymierze krwi. Dawno powinien by艂 to zrobi膰.
Jechali drog膮, coraz mniej wyra藕n膮, coraz bardziej poros艂膮 traw膮, nikn膮ca w stepie, gdy us艂yszeli t臋tent ko艅skich kopyt za sob膮. Niezbyt szybki, ten, kto za nimi pod膮偶a艂 nie 艣ciga艂 ich raczej, po c贸偶 by. Zatrzymali si臋 jednak pozwalaj膮c si臋 wyprzedzi膰.
Posta膰, wysoka i smuk艂a, proporcjami przypominaj膮ca bardziej ludzi z zachodnich kr贸lestw, jecha艂a na koniu pod膮偶aj膮cym energicznym k艂usem. Koniu czarnym jak noc, je艣li nie liczy膰 bia艂ej, pod艂u偶nej plamy biegn膮cej przez g贸rn膮 cz臋艣膰 pyska i czo艂o i bia艂ych skarpetek na przednich p臋cinach. Posta膰 r贸wnie偶 odziana by艂a w czer艅: jednolicie czarne spodnie, na nich d艂uga, porozcinana na bokach tunika, koszula z d艂ugimi r臋kawami i czarne r臋kawiczki z tkaniny: kompletnie niepraktyczne, chyba, 偶e mia艂y ukry膰 zmiany chorobowe, podobnie, jak pas czarnej tkaniny zas艂aniaj膮cy p贸艂 twarzy oraz kaptur.
Je藕dziec zwolni艂, zbli偶aj膮c si臋 ork贸w, zmierzy艂 ich bacznym wzrokiem. Oczy mia艂 w膮skie, w kolorze krwi: Kekahrt nigdy nie widzia艂 nikogo o takiej barwie t臋cz贸wek, zw艂aszcza w po艂膮czeniu ze sk贸r膮 r贸wnie jasn膮, jak u elfa.
Je藕dziec 艣ci膮gn膮艂 wodze, zatrzymuj膮c konia. Wolno sk艂oni艂 g艂ow臋.
– Pozdrowienia – rzek艂 w urha艅skim dialekcie, cho膰 z dziwnym akcentem, kt贸rego Takhir nie m贸g艂 zidentyfikowa膰. – Pozdrowienia dla Tego, Kt贸rego S艂uchaj膮 Duchy i jego towarzysza.
– Pozdrowienia i dla ciebie – odpar艂 Takhir. Nie wygl膮da艂, jakby dziwne oczy i str贸j w臋drowca zrobi艂y na nim najmniejsza nawet wra偶enie. – Niech ziemia b臋dzie mi臋kka dla twego wierzchowca.
– Dzi臋kuj臋 – odpar艂 je藕dziec w czerni i pop臋dziwszy konia, pogalopowa艂 przed siebie.
Kekhart i Takhir d艂ugo stali patrz膮c za nim.
– Na Niebiosa, co to by艂o?! – spyta艂 w ko艅cu wojownik.
– Nie wiem – odpar艂 szaman. – Nie mam poj臋cia, ale wiem, 偶e nigdy nie widzia艂em takiej istoty i wiem, 偶e nie by艂 to ani ork, ani cz艂owiek... I wiem, 偶e ma w sobie moc, jakiej nie widzia艂em dot膮d. Drugi raz go widz臋: by艂 w Urhan w czasie 艣wi臋ta, chodzi艂, s艂ucha艂 i patrzy艂, raz wymieni艂 ze mn膮 spojrzenia, cho膰 nie s艂owa i nigdy, ani razu nie ods艂oni艂 twarzy... M贸j Kekharcie, powiedzia艂bym, 偶e widzieli艣my omen, ducha, kt贸ry przybra艂 posta膰 rozumnej istoty.
– Demona? Nie, jakby on demonem by艂, konie by go nie znios艂y.
– Ani i duchem zmar艂ego by膰 nie m贸g艂. Jak my艣lisz, m贸j Kekharcie, czy w艂a艣nie spotkali艣my boga?
– Jaki by b贸g m贸g艂 tak po pograniczu je藕dzi膰?
Takhir roze艣mia艂 si臋.
– Och, to proste: taki sam, jak po ca艂ym 艣wiecie. Jeden albo 偶aden.
Je藕dziec w czerni oddala艂 si臋 coraz bardziej, a偶 sta艂 si臋 tylko ma艂膮 plamk膮 na stepie. Ruszyli dalej, nie niepokoj膮c go, kimkolwiek m贸g艂by by膰, 艣miertelnikiem, demonem czy kt贸rym艣 z licznych bog贸w.

C.D.N.











Komentarze
Demon Lionka dnia grudzie 25 2011 13:10:52
Przeczyta艂am i napisz臋 swoje chyba jako pierwsza smiley Podoba mi si臋 powr贸t Takhira z czysto subiektywnych pobudek - bardzo go lubi艂am i lubi臋 nadal smiley Podoba艂o mi si臋 te偶 spotkanie z dziwn膮 postaci膮. Mam nadziej臋, 偶e nie pozostanie ona bez imienia i to偶samo艣ci i oka偶e si臋, kim lub czym by艂a smiley
W stosunku do Arthana pozostaj臋 wci膮偶 neutralna. Dalej mam niewielkie o nim poj臋cie i p贸艂-cz艂owiek dalej nie przyci膮ga mnie niczym. No, ale mo偶e to by膰 kwestia mojego gustu po prostu smiley
Ciesz臋 si臋 za to, 偶e Larha zaczyna si臋 przekonywa膰 do p艂ci przeciwnej i w zgodzie sama ze sob膮 dopuszcza kogo艣 do siebie smiley To dobrze, 偶e w Urhan znalaz艂a swoje miejsce i czuje si臋 dobrze jako stra偶niczka smiley
Podoba艂 mi si臋 opis 艣wi臋ta - to, jakie zwyczaje z nim wi膮zano, co si臋 dzia艂o, jak 艣wi臋towano, i jak na p艂aszczy藕nie mitologicznej je t艂umaczono smiley Oby wi臋cej takich ciekawostek z 偶ycia miasta, bo w膮tpi臋, by mieli w ca艂ym roku tylko jeden dzie艅 艣wi膮teczny smiley
An-Nah dnia grudzie 25 2011 13:54:51
Lionko, Arthana dawkuj臋 poma艂u, bo nie mog臋 mu w tym tek艣cie wszystkich psychicznych bebech贸w wywlec XD. Zreszt膮 wzi臋艂am pod uwag臋 to co napisa艂a艣 pod poprzednim rozdzia艂em i mam nadziej臋 gdzie艣 wple艣膰 informacj臋 o tym, co ch艂opakiem motywowa艂o przy pierwszym spotkaniu z Kekhartem. Bo co mu w g艂owie siedzia艂o wiem a偶 za dobrze. (poza tym ci臋偶ko pisze mi si臋 posta膰, kt贸r膮 znam dog艂臋bnie jako doros艂ego, a nagle musz臋 si臋 cofa膰 do jego wieku nastoletniego...)

Wi臋cej danych o 偶yciu w Urhan jeszcze b臋dzie. Tajemnicza posta膰 z ko艅c贸wki rozdzia艂u te偶 nie jest przypadkowa, oj, nie jest smiley
Lajla dnia grudzie 25 2011 17:07:38
Ucieszy艂am si臋 z powrotu Czarnego Szamana mam na dzieje, 偶e pozostanie przy boku Kekharta. Nie wiem, ale wydaje mi si臋, 偶e ten nieznajomy jest wybra艅cem. Szczerze mia艂am dziwne wra偶enie, 偶e Larha zainteresuje si臋 kobiet膮 a co do Arthana nie wiem.
Pozdrawiam i wyczekuje kolejnej cz臋艣ci.
An-Nah dnia grudzie 25 2011 17:37:54
Lajlo, no to mamy ju偶 dw贸ch kandydat贸w na wybra艅c贸w smiley
Ome dnia grudzie 25 2011 18:21:25
Te kilka uwag o Akriasie i Surze ogromnie mi si臋 spodoba艂o - rzeczywi艣cie, ta para bog贸w pi臋knie si臋 dope艂nia. Ciekawa jestem ogromnie, jak w p贸藕niejszych wydarzeniach odnajd膮 si臋 wszystkie mity, podania czy legendy...
Zmiany w Kekharcie s膮 wyra藕ne - chyba nawet wyra藕niejsze dla czytelnika ni偶 dla niego samego. Swoj膮 drog膮, w trakcie swojej peregrynacji Kekhart wyra藕nie naby艂 pewnych narz臋dzi do ogl膮dania samego siebie jako siebie, a nie cz臋艣膰 plemienia, co nie przeszkadza mu t臋skni膰 za niekt贸rymi aspektami przynale偶no艣ci plemiennej, potrzebowa膰 ich i jako艣 szuka膰 r11; oraz budowa膰 sobie swoistego substytutu plemienia, co zauwa偶y艂 i Takhir. Zreszt膮 przemawiaj膮 do mnie zmiany nie tylko w Kekharcie, ale i w pozosta艂ych: w Larsze, kt贸ra prze艂amuje swoje granice wytworzone wskutek osobistych tragedii, oraz w Arthanie, balansuj膮cym ci膮gle na granicy tego, co cz艂owiecze i tego, co orcze. Spodoba艂a mi si臋 ogromnie my艣l o Arthanie jako swoistym przybranym synu - i ta ci膮gle obecna u Kekharta t臋sknota za przestrzeni膮 stepu, za tym, co ukszta艂towa艂o go i naznaczy艂o.

Spotkanie z Takhirem mia艂o ciekawy posmak - zw艂aszcza 偶e z pocz膮tku a偶 zaskoczy艂a mnie agresywna reakcja Kekharta. Gdzie艣 w g艂臋bi tego orka tkwi chyba co艣, co boi si臋 uczu膰, jakie wzbudza w nim szaman - i to nie tylko (a mo偶e nawet mniej?) na p艂aszczy藕nie fizycznej. Uwaga "rzeczy, do kt贸rych s艂owa nie s膮 potrzebne" wyda艂a si臋 taka... bardzo pe艂na. A sama wcze艣niejsza rozmowa zawiera艂a w sobie pierwiastek smutku czy melancholijnego wspomnienia "tego, co by艂o".
Smokowcy mnie fascynuj膮 (zafascynowali ju偶 w Powie艣ci, Kt贸r膮 Uko艅czy艂a艣, teraz ta fascynacja z rado艣ci膮 dorwa艂a si臋 do kolejnych wiadomo艣ci). W ich religii jest co艣, co wywo艂uje dziwne wra偶enia - na razie poczekam po prostu na kolejne opisy tego gadziego ludu.

Lionka ma racj臋, opis 艣wi臋ta w Urhan jest ogromnie klimatyczny. Poza tym 艣wietne jest to przywo艂anie podw贸jnej wersji mitu - przecie偶 w r贸偶nych mitologiach bardzo cz臋sto mo偶na znale藕膰 dwie lub wi臋cej odmiennych wersji tego samego mitu. O czym Ty jako religioznawczyni wiesz doskonale smiley
Co do Arthana, to jeszcze tak na marginesie: jego upodobania estetyczne, kt贸re tu pokaza艂a艣, 艂adnie mi t艂umacz膮 i dope艂niaj膮 to, co dot膮d przeczyta艂am w Powie艣ci, Kt贸r膮 Uko艅czy艂a艣. Ciesz臋 si臋, 偶e b臋d臋 mog艂a czyta膰 oba teksty mniej wi臋cej r贸wnolegle - zapowiada si臋 艣wietne uzupe艂nianie jednego drugim.

Jestem te偶 ogromnie ciekawa je藕d藕ca na drodze - bo na razie z kim艣 mi si臋 kojarzy, ale na to skojarzenie znam jeszcze za ma艂o i "Dzieci", i Powie艣膰.
Na zako艅czenie: j臋zyk "Dzieci" ca艂y czas bardzo mi si臋 podoba. Niezaprzeczalnie tworzy klimat.
Aby pozosta膰 w 艣wi膮tecznej atmosferze: du偶o si艂, czasu i rado艣ci pisarskiej do tworzenia "Dzieci"!
Szehina dnia grudzie 25 2011 21:58:09
Szkoda, 偶e bohater ju偶 opuszcza miasto (pewnie by si臋 nad膮sa艂 na moje s艂owa, w ko艅cu pi臋膰 lat w nim przesiedzia艂), interesuj膮ce miejsce, mimo, 偶e sama nie chcia艂abym si臋 tam znale藕膰, o nie. Ale mia艂am min臋, gdy Kekhart natar艂 na Takhira. Pomy艣la艂am, 偶e z niego to jednak dra艅! smiley . Nie, nie... draniem nie jest, rozumiem jego emocje rz膮dz膮ce w tamtej chwili. Wreszcie uda艂o mu si臋 ustabilizowa膰 swoj膮 sytuacj臋 i nagle gwa艂towny powr贸t przesz艂o艣ci! Nie dziwi臋 si臋, 偶e to go wytr膮ci艂o z r贸wnowagi.
Zastanawiam si臋 czy nasz bohater-wygnaniec stanie kiedy艣 twarz膮 w twarz z przesz艂o艣ci膮, czy upchnie wspomnienie o niej na dno 艣wiadomo艣ci i znajdzie dla siebie nowe miejsce i rol臋... Czy to jest g艂贸wne pytanie powie艣ci?
Rozdzia艂, jak poprzednie, bardzo mi si臋 podoba艂.
An-Nah dnia grudzie 25 2011 22:21:40
Ome, masz wi臋cej wiedzy ni偶 inni czytelnicy i jestem strasznie ciekawa, czego si臋 domy艣lasz XD Ale to nie jest rozmowa na te komentarze smiley
Ale chc臋 zauwa偶y膰, 偶e tu nie tylko gusty Arthana wchodz膮 w gr臋, ale i to, czego nauczy艂a go Larha smiley
A co do je藕d藕ca - to zdecydowanie skrobnij napisz z kim si臋 kojarzy ^^ Cho膰 przypuszczam, 偶e dobrze si臋 kojarzy smiley

Uczucia do Takhira s膮 chyba tym, co Kekhart rozumie najmniej, ale o tym ju偶 wspomina艂am Szehinie - to jakie艣 takie symptomatyczne dla moich postaci jak zauwa偶y艂am smiley Fajnie si臋 w tym babra膰.

Je艣li chodzi o smokowc贸w, to to, co "wyznaj膮:" jest bardziej filozofi膮, ni偶 religi膮, ale inne rasy po prostu tego nie ogarniaj膮 XD

Uko艅czona powie艣膰 ma tytu艂, Ome, tak btw, w tym wypadku nie boj臋 si臋 偶adnych mormo艅skich kl膮tw smiley
An-Nah dnia grudzie 25 2011 22:24:04
Aaa i jeszcze propo Sury, to ten mit ma wi臋cej, ni偶 dwie wersje smiley Fajnie si臋 je wymy艣la艂o, najlepsze by艂o wyci膮gni臋cie z niego gnozy ^^
I tak najbardziej wa偶na jest wersja, w kt贸rej Sur臋 ratuj膮 dwie osoby, w tym jej brat... (Doba, musz臋 si臋 powstrzyma膰 od rzucania hintami smiley)
An-Nah dnia grudzie 25 2011 22:25:39
Szehino, przesz艂o艣膰 jeszcze wr贸ci, zw艂aszcza, 偶e musz臋 pokaza膰 ,gdzie zaszli Vardan i Hurik smiley
Ome dnia grudzie 25 2011 22:59:53
A, no widzisz, umkn臋艂o mi w komentarzu to z Larh膮 - i w艂a艣nie, podoba mi si臋 to, czego orczyca nauczy艂a Arthana, co mu przekaza艂a. A chyba jeszcze bardziej podoba mi si臋 to, 偶e Arthan by艂 got贸w wys艂ucha膰 i przyj膮膰 to, co o kobietach m贸wi mu kobieta w艂a艣nie - zamiast szuka膰 tej "wiedzy" u innych m臋偶czyzn, zamiast przyjmowa膰 jako rozwi膮zania stosunk贸w damsko-m臋skich te 艂atwe klisze, kt贸re jedn膮 ze stron sprowadzaj膮 do przedmiotu i/lub otworu na penisa.

Ch臋tnie si臋 podziel臋 skojarzeniami na gg, ale jutro (dzi艣 ju偶 m贸j kr臋gos艂up mnie pokona艂, nie wysiedz臋 przed komputerem d艂u偶ej ni偶 chwil臋).

A co do tytu艂u - wiem, wiem, i tytu艂 mi si臋 podoba, bo ju偶 po pierwszym rozdziale okazuje si臋 wcale nie taki jednoznaczny (to rozwin臋 w komentarzu, kt贸ry Ci wkr贸tce wy艣l臋 mailem). Ale my艣la艂am w艂a艣nie, 偶e boisz si臋 mormo艅skich kl膮tw i/lub wolisz u偶ywa膰 om贸wie艅, zanim ruszy druk. Skoro si臋 nie boisz (niech Ci臋 Sura, Tindre i reszta maj膮 w opiece i chroni膮 przed a艁toreczkami licz膮cymi czterdzie艣ci lat i wydawanymi drukiem!) - ja te偶 si臋 nie b臋d臋 obawia膰 smiley
An-Nah dnia grudzie 25 2011 23:06:36
Spoko, dzi艣 to i ja ju偶 dreptam spa膰. Na gg b臋d臋 wieczorem
jett dnia grudzie 29 2011 16:45:30
Bardzo mi si臋 podoba艂 ten rozdzia艂. Od pierwszych s艂贸w wci膮gn膮艂 mnie do Twojego 艣wiata, co jest o tyle znamienne, 偶e ca艂y czas mam wra偶enie, 偶e w tej opowie艣ci i tej historii 艣lizgasz si臋 raczej po powierzchni. Co jednak w 偶aden spos贸b nie przeszkadza w odbiorze, a wr臋cz przeciwnie - intryguje, bo wystarczaj膮 drobne wzmianki, 偶eby wiedzie膰, 偶e ten 艣wiat jest przemy艣lany, jest z艂o偶ony, wielowarstwowy i wielowymiarowy - i chce si臋 to wszystko pozna膰. Zdecydowanie ma sw贸j w艂asny, charakterystyczny i 艂atwo wyczuwalny klimat, kt贸ry bardzo do mnie trafia.
Arthan ma moj膮 sympati臋 - m艂ody gniewny, ale autorytet i przyja藕艅 Kekharta uznaje. Mam nadziej臋, 偶e Kekhartowi dane b臋dzie wr贸ci膰 i zrealizowa膰 sw贸j zamys艂, by razem z Larh膮 i Arthanem utworzy膰 r贸d. Bo niewa偶ne jest miejsce, tylko wi臋zy krwi. Wtedy mo偶na powiedzie膰, 偶e sk膮d艣 si臋 pochodzi i gdzie艣 si臋 nale偶y.
Nie zaskoczy艂a mnie reakcja Kekharta na pojawienie si臋 Takhira. Tak jak Szaman powiedzia艂: Kekhart fizycznie sta艂 si臋 doros艂y, ale wci膮偶 brakuje mu tego rodzaju dojrza艂o艣ci, gdy mo偶na powiedzie膰, 偶e jest si臋 pogodzonym z tym, kim si臋 jest. Nag艂y powr贸t Takhira w 偶ycie Kekharta przyni贸s艂 ze sob膮 te wszystkie w膮tliwo艣ci, kt贸re Kekhart wypar艂 ze 艣wiadomo艣ci, 偶eby m贸c 偶y膰 tu i teraz. Do tego wr贸ci艂a te偶 t臋sknota za stepem, za wolno艣ci膮 i za przynale偶no艣ci膮 w i艣cie koczowniczym, plemiennym rozumieniu. Mimo 偶e posuwa艂 si臋 ze swoim 偶yciem do przodu, to tych starych rozdzia艂贸w jeszcze nie zdo艂a艂 zamkn膮膰. A sama reakcja wydaje mi si臋 bardzo charakterystyczna dla orka ze step贸w, nie m贸wi膮c o m臋偶czy藕nie przera偶onym widmem utraty twarzy i powa偶ania w grupie, w kt贸rej dobrze si臋 czuje. Tak samo reakcja Takhira - jak najbardziej naturalna i tak pasujaca do niego. Bardzo, bardzo lubi臋 posta膰 Czarnego Szamana.
Mitologia Twojego 艣wiata nadal fascynuje. Zw艂aszcza Akrias przypad艂 mi do gustu, a jego po艂膮czenie z bogini膮 偶ycia, bogini膮 艣wiat艂o艣ci, bogini膮 tego, co wa偶ne i powszechnie czczone i uznawane jest 艣wietnym motywem. Czekam na kolejne boskie wzmianki i to, w jaki spos贸b odciskaj膮 one pi臋tno na wyznawcach.
Tajemnicza czerwonooka, czarnoodziana posta膰 zaiste jest tajemnicza. Zastanawia mnie, czy to sygna艂 do tego, co b臋dzie w "Je艅cach", czy ju偶 i w tej historii odegra wi臋ksz膮 rol臋. Poczekam, popatrz臋...
Floo dnia stycze 01 2012 01:45:38
O jaaaaa! Tajemniczy, czarny je藕dziec o krwawych t臋cz贸wkach.... Co prawda najpierw by艂am zachwycona i ca艂kiem zaabsorbowana spotkaniem po latach. Ciesze si臋 偶e Takhir zn贸w towarzyszy Kekhartowi. Bardzo lubi臋 t膮 par臋 mimo 偶e oni kr膮偶膮 wok贸艂 siebie nie mog膮c si臋 rozezna膰 we w艂asnych odczuciach. A偶 mi si臋 dzi贸b cieszy艂 na ich ponowne spotkanie. Po Takhirze tak by艂o wida膰 偶e cieszy si臋 z tego spotkania, z tego 偶e zn贸w mo偶e porozmawia膰 z kim艣 kto si臋 go nie boi, i z kim ju偶 tyle nocy i dni przegada艂. Normalnie mnie to wzruszy艂o smiley. mam nadziej臋 偶e oni wreszcie si臋 rozeznaj膮 w swoich odczuciach, bo oni powinni by膰 razem, wspaniale do siebie pasuj膮 dwie tak skrajnie r贸偶ne osobowo艣ci a jak si臋 dobrze uzupe艂niaj膮 ^^
Oki zaczyna mi wychodzi膰 mas艂o ma艣lane czyli powinnam si臋 ju偶 k艂a艣膰 XD.
Nast臋pny rozdzia艂 przeczytam za kilka godzin
Dodaj komentarz
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.

ietne! ietne! 100% [4 G硂s體]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [痑dnych g硂s體]
Dobre Dobre 0% [痑dnych g硂s體]
Przeci阾ne Przeci阾ne 0% [痑dnych g硂s體]
S砤be S砤be 0% [痑dnych g硂s體]
Logowanie
Nazwa U縴tkownika

Has硂



Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem?
Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.

Zapomniane has硂?
Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze sta艂e, cykliczne projekty



Tu jeste艣my
Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemno艣ci膮 艣ledz臋 Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpud艂a :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, je艣li kto艣 tu zagl膮da i chce wiedzie膰, co porabiam, to mo偶e zajrze膰 do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z r贸偶nych przyczyn staram si臋 by膰 optymist膮, wi臋c b臋d臋 trzyma艂 kciuki 偶eby uda艂o Ci si臋 odtworzy膰 to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro s艂ysze膰, Jash. Wprawdzie nie czyta艂em Twojego opowiadania, ale szkoda, 偶e nie doczeka si臋 ono zako艅膰zenia.

Archiwum