The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Sierpie 10 2020 17:52:04   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Szach mat 5
***

Kiedy drzwi zamknęły się za żołnierzem Sanus wziął księgę do ręki, i zaczął czytać.

Przyjęcie było wspaniałe. Nie sądziłem, że hrabina Jarulnis potrafi organizować tak wspaniałe przyjęcia. Chociaż po prawdzie to było moje pierwsze przyjęcie, w którym brałem udział będąc w wieku męskim. Wcześniej też się bawiłem, jednak z racji mojego wieku mogłem sobie tylko pozwolić na konwersacje z dorastającymi pannami. A ja chciałem jak najszybciej skosztować wdzięków dojrzałych kobiet. Teraz moje marzenie mogło się spełnić! W ten właśnie sposób znalazłem się na przyjęciu hrabiny Jarulnis.
W pewnym momencie poczułem zmęczenie. Chcąc zyskać przychylność jak największej ilości kobiet tańczyłem i piłem z każdą, która wpadła mi w oko, aż w końcu moje biedne stopy powiedziały :"dość!" Postanowiłem trochę odpocząć z dala od tego zgiełku. Wykorzystując fakt, że służący wnosili właśnie nowe półmiski z jadłem, wymknąłem się do ogrodu. W jego najdalszym kącie spostrzegłem niewielką altankę. Wszedłem do niej i zobaczyłem dziwny mebel. A tak! Hrabina chwaliła się, iż sprowadziła go specjalnie z zagranicy i służy do odpoczynku. Jak ono się nazywa? Już wiem! Szezlong! Miało dziwny kształt, ni to łoże, ni to krzesło. Hrabina któregoś razu zademonstrowała nam jak się go używa. Kładzie się na nim tak jak na łożu, ale nie leży się całkowicie, tylko w lekko siedzącej pozycji. Wtedy myślałem, że to strasznie dziwna pozycja, jednak teraz, kiedy ułożyłem się tak jak pokazywała hrabina, ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest bardzo wygodna i pozwala się odprężyć. Leżałem więc z zamkniętymi oczami powoli sącząc wino, które udało mi się zabrać kiedy wymykałem się z przyjęcia. Nagle usłyszałem czyjś głos.
- Nie sądziłem, że kogoś tu spotkam.
Przestraszony otworzyłem oczy. Przede mną stał hrabia Karlon Jarulnis. Księżyc oświetlał jego sylwetkę, tak, że wyglądał jak jakaś nieziemska istota. Sam nie wiem czemu, serce zabiło mi mocniej.
- Przepraszam, za tą zuchwałość... - zacząłem niepewnie i chciałem wstać, lecz hrabia uniemożliwił mi to.
Nawet nie wiem w jaki sposób znalazł się tak szybko przy mnie.
- Ależ nie przepraszajcie, hrabio Romani - powiedział z uśmiechem delikatnie pchając mnie z powrotem na szezląg.
Moje serce zabiło mocniej gdy usłyszałem jak wymawia moje nazwisko. Chyba nawet zaczerwieniłem się. Hrabia Jarulnis chyba to zauważył bo zapytał z troską w głosie:
- Dobrze się czujecie, panie hrabio? Macie niezdrowo czerwone policzki.
Przyłożył dłoń do mojego czoła. Wtedy zadrżałem. Jego dłoń była taka cudowna. Ciepła i delikatna, a zarazem męska. Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej.
- Stanowczo, panie hrabio, powinniście już zrezygnować z wina - i wyjął z mojej ręki kielich i odrzucił go w niewiadomym kierunku, a potem złapał moją rękę. I trzymał ją, chociaż nie miał ku temu żadnego powodu. Ale, o dziwo, nie miałem nic przeciwko. Może dlatego, że bardziej byłem skoncentrowany jego drugą ręką, która delikatnie przesunęła się z mojego czoła na wciąż intensywnie zaczerwieniony policzek.
- Wciąż taki czerwony - szepnął hrabia delikatnie głaszcząc mnie po policzku.
W jego oczach było coś dziwnego. Nie przerażało mnie to, raczej fascynowało. Sprawiało, że moje serce biło coraz szybciej i szybciej.
- Czyżby było wam zbyt gorąco, panie hrabio? - zapytał z troską w głosie. - Należałoby was trochę ochłodzić - pochylił się trochę i zaczął delikatnie dmuchać mi w twarz.
To było tak przyjemne, ze aż zamknąłem oczy. Nagle przestał dmuchać. W następnej chwili poczułem jego usta na swoich. Przerażony otworzyłem oczy i zobaczyłem jego twarz tak blisko swojej, jak jeszcze nigdy żadnej nie widziałem.
- Nie bój się - wyszeptał. - Nie zrobię ci krzywdy. Dam ci rozkosz jakiej jeszcze nigdy nie zaznałeś - pochylił się żeby mnie pocałować, ale uniemożliwiłem mu to zasłaniając jego usta ręką.
- A wasza żona, panie? Co ona na to powie?
Hrabia złapał mnie delikatnie za rękę i zamknąwszy oczy zaczął ją delikatnie całować. Po raz pierwszy widziałem takie zmysłowe i delikatne pocałunki. W końcu otworzył oczy. Było w nich tyle żaru, ze aż zrobiło mi się dziwnie gorąco.
- Nic nie powie, jeżeli nic nie będzie wiedzieć, prawda?
- To prawda - wyszeptałem wciąż wpatrzony w te jego wspaniałe oczy.
- Więc nic jej nie powiemy - wyszeptał i pochylił się do kolejnego pocałunku. Tym razem już mu nie przeszkadzałem.
Jego usta były wspaniałe, takie cudownie ciepłe i miękkie, a jednocześnie władcze. Jego język wdzierał się do moich ust by połączyć się z moim językiem w jakimś dziwnym tańcu. Byłem oszołomiony, brakowało mi tchu. Kiedy w końcu uwolnił moje usta, łapałem oddech jak szalony. Jednak on nie dał mi długo odpoczywać. Zaczął powoli i delikatnie całować moją szyję schodząc coraz niżej i niżej. Zajęty przeżywaniem jego pocałunków, nawet nie zauważyłem, kiedy porozpinał moją koszulę. Byłem zdziwiony, że udało mu się to tak szybko i sprawnie. Ta koszula to był ostatni krzyk mody. Wiązania pod szyją zostały zastąpione rzędem guzików. Wprawdzie ich rozpięcie, czy zapięcie zajmowało trochę czasu, ale za to stanowiły wspaniałą ozdobę.
- Jesteś piękny, Kairi - wyszeptał patrząc na moje nagie ciało wychylające się z koszuli. W jego głosie było coś takiego, co sprawiło, że zadrżałem.
Hrabia Jarulnis wrócił do całowania mnie. Robił to delikatnie i zmysłowo, powoli schodząc coraz niżej. Doprowadzał tym moje serce do obłędu. Nie sądziłem, że pocałunki mężczyzny mogą być takie cudowne. Zawsze sądziłem, że tylko z kobietą można osiągnąć prawdziwą rozkosz i z niecierpliwością oczekiwałem kiedy osiągnę wiek męski, żebym mógł zakosztować tych wszystkich rozkoszy jakie mogło oferować ciało dojrzałej kobiety. Teraz jednak nie myślałem o żadnej kobiecie, ale o tym mężczyźnie, którego pocałunki doprowadzały moje serce do szaleństwa. Nagle z moich ust wyrwał się jęk. Sam nie wiem czy to był jęk rozkoszy, czy zaskoczenia. Hrabia ugryzł mnie delikatnie w prawy sutek. Pod wpływem tego ugryzienia przez moje ciało przeszedł prąd.
- Zabolało? - zapytał z troską w głosie pochylając się nade mną.
- Nie - odszepnąłem dziwnie zawstydzony. - To było bardzo... przyjemne.
Hrabia zaśmiał się cicho.
- Więc mogę kontynuować?
Nie mogąc wydusić ani słowa tylko skinąłem głową. Sekundę potem poczułem jego usta z powrotem na moim sutku. To, co one wyprawiały było nie do opisania. Nagle przeniósł się na drugi sutek. Jednak z tego nie zrezygnował. Podczas gdy jego usta były zajęte moim lewym sutkiem, jego ręka pieściła prawy. I chociaż był cały obolały od ciągłego przygryzania i ciągnięcia, to jednak odczuwałem dziwną przyjemność z tych pieszczot. Jego druga ręka nagle wśliznęła się pod moje plecy. Czułem jak jego palce delikatnie głaszczą mnie po plecach. Z rozkoszy aż zamknąłem oczy, a z moich ust zaczęły wydobywać się jęki rozkoszy. Zawstydzony tym przygryzłem wargę.
- Kairi, nie uciszaj się - usłyszałem nagle szept hrabiego tuż przy uchu. - Chcę usłyszeć twój słodki głos. Chcę usłyszeć jak sprawiam ci przyjemność.
Jego słowa zawstydzały mnie, lecz jednocześnie podniecały.
- Powiedz, dobrze ci? - szeptał wciąż do mojego ucha.
- Tak - wyjąkałem zawstydzony.
- Cieszę się. A teraz ty też mnie dotknij - wyszeptał i poczułem jak odchyla się ode mnie.
Otworzyłem oczy. Nawet nie zauważyłem kiedy zdążył zdjąć swoja koszulę. Siedział teraz w poświacie księżyca, wspaniale umięśniony. Ja miałem idealnie gładką pierś, natomiast jego porośnięta była włosiem formującym się w trójkąt między umięśnionymi piersiami. Ostrożnie dotknąłem tego miejsca. Przyjemne w dotyku. Nagle sam nie wiem, dlaczego, zapragnąłem pocałować tą cudowną pierś. Podniosłem się do pozycji siedzącej i nachyliłem składając delikatny pocałunek na jego piersi. Pachniał piżmem i sosną. Najnowszy zapach, cieszący się ogromnym powodzeniem wśród szlachty. To podnieciło mnie jeszcze bardziej. Nie zastanawiałem się nad tym co robię. Składałem pocałunki jeden za drugim. Wziąłem w usta jego sutek, był tak cudowny w dotyku. Zacząłem się nim bawić, to go przygryzając to szarpiąc i ssąc na przemian. I słyszałem jego przyśpieszony oddech przeplatający się z jękami rozkoszy. I czułem jego ręce w moich włosach i na moich plecach. Nagle oderwał moją głowę od swojej piersi i pocałował mnie. Tym razem pocałunek nie był delikatny, tylko brutalny i niecierpliwy, jednak nie przeraziło mnie to, tylko jeszcze bardziej podnieciło. Powoli popchnął mnie, tak, że znowu leżałem.
- Teraz czas na prawdziwą przyjemność - powiedział cicho.
Zdumiałem się. Czyż może być coś jeszcze bardziej przyjemnego? Nagle hrabia Jarulnis sięgnął do moich spodni i zaczął je ściągać. Przeraziłem się. Co on chce zrobić? Przerażony złapałem go za ręce.
- To twój pierwszy raz z mężczyzną? - zapytał cicho pochylając się nade mną.
- Tak - wyjąkałem czerwieniąc się ze wstydu. - Ja jeszcze nigdy... nawet z kobietą...
Hrabia cicho zaśmiał się. Jednak w tym jego śmiechu nie było nic obraźliwego czy prześmiewczego z mojej niewinności, a jedynie... radość? Popatrzyłem na niego zdumiony.
- Cieszę się, że będę tym, który pierwszy pokaże ci prawdziwą przyjemność - wyszeptał całując mnie delikatnie. - Zaufaj mi, będę delikatny.
- Dobrze - wyszeptałem i zabrałem ręce.
Czułem jak hrabia powoli zsuwa ze mnie spodnie i po chwili leżałem już goły jak podczas narodzin.
- Jesteś piękny, Kairi - usłyszałem jego szept. Już chciałem zawstydzony zamknąć oczy, gdy nagle zobaczyłem, że moja męskość stoi naprężona! Tak się tym zawstydziłem, że szybko ją zakryłem.
- Nie ukrywaj tego - poczułem delikatne dłonie hrabiego na moich rękach. - To tylko dowód na to, że mój dotyk sprawia ci przyjemność. Nie tylko ty tak reagujesz. Zobacz - wziął moją rękę i położył na swoje męskości. I poczułem jaka jest twarda i pulsującą. Przeraziłem się i chciałem zabrać rękę, ale hrabia uniemożliwił mi to trzymając ją, wprawdzie niezbyt mocno, ale stanowczo. Nagle poczułem jak delikatnie przesuwa moją dłoń po swojej męskości, jakby dawał mi wskazówki, jak mam sprawić mu przyjemność. Podświadomie zacząłem sam ruszać ręką. Wtedy zabrał swoją rękę i położył ją na mojej męskości. I poczułem jak jego palce głaszczą ją z wielką wprawą. Coś, co do tej pory robiłem sam w zaciszu swojej komnaty, robił teraz inny mężczyzna i było to o wiele przyjemniejsze. Nagle poczułem jego usta na swoim udzie. Składał delikatne pocałunki, nie przestając pieścić mojej męskości. Nagle poczułem jak jego ręce zastępuje coś mokrego i ciepłego. Jęknąłem z rozkoszy. Popatrzyłem zamglonym wzrokiem na hrabiego, a moje oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Hrabia Jarulnis trzymał moją męskość w swoich ustach i chyba sprawiało mu to przyjemność, bo miał zamknięte oczy. Jednak niedane mi było dłużej się nad tym zastanawiać. Kiedy zaczął pieścić moją męskość swoim językiem i ustami, przez moje ciało przeszły dreszcze przyjemności tak silne, że aż jęknąłem głośno. Do tego jeszcze poczułem jego rękę na moim sutku. I chociaż dotykał go niezwykle delikatnie, to jednak wymęczony poprzednimi pieszczotami sutek odbierał wszystkie bodźce niezwykle wrażliwie, potęgując rozlewającą się po moim ciele rozkosz. Przerażony zakryłem usta pięścią. Bałem się, ze ktoś nas usłyszy i nakryje w naszej miłosnej kryjówce. Widocznie hrabia zrozumiał targające mną przerażenie, bo nagle pochylił się nade mną i powiedział:
- Nie obawiaj się, nikt nas tu nie usłyszy. Jeżeli potrzebujesz, to krzycz. Krzycz z rozkoszy, jaka ci daję - i wrócił do tego, co przerwał, a ja byłem w siódmym niebie.
Nagle pieszczenie jego męskości mi nie wystarczyło. Nagle zapragnąłem poczuć ją w swoich ustach, poczuć jej smak i zapach.
- Zaczekaj, proszę - jęknąłem.
- Co się stało? - W głosie hrabiego wyczułem niepokój.
- Ja też chcę... - nie mogło mi to przejść przez usta. Chyba jednak jestem jeszcze zbyt niedoświadczony w tych sprawach. Jednak hrabia zrozumiał o co mi chodzi, bo nic nie powiedział, a tylko uśmiechnął się z zadowoleniem. Powoli położył się na trawie obok szezlągu ukazując mi całe swoje wspaniałe ciało. Bez słowa zsunąłem się z mebla i pochyliłem nad jego męskością. Z pewną obawą wziąłem ją w usta. A co jeżeli się nie sprawdzę? Czy hrabia wyśmieje mnie? Tego bym chyba nie zniósł. Miałem wrażenie jakby czytał w moich myślach, bo nagle odezwał się:
- Nie myśl o tym, co musisz robić, ale nad tym, co chcesz zrobić, a przyjemność sama przyjdzie.
Słysząc to zdjąłem usta z jego męskości i polizałem ją od, otoczonej kępką czarnych włosów, nasady, aż po sam czubek. Potem polizałem delikatnie sam czubek, raz po raz owijając go językiem. I słyszałem jęki rozkoszy wychodzące z ust hrabiego. Zachęcony tym zacząłem pieścić jego męskość jeszcze bardziej. Przygryzałem ją, lizałem, wwiercałem się w to cudowne wejście. Czułem jak jego palce zaciskają się na mojej głowie momentami nadając tempo pieszczotom. Ale nie miałem nic przeciwko. Dzięki temu wiedziałem, iż robię to właściwie i sprawiam mu rozkosz. W pewnym momencie sam się zatraciłem w tym tak bardzo, że nawet nie poczułem jak hrabia znowu zaczął pieścić ustami moją męskość. Jednak przyjemność, jaka do mnie docierała sprawiła, że jeszcze bardziej zapragnąłem pieścić jego męskość. Do rzeczywistości przywróciło mnie coś wdzierające się do mojego wnętrza. Przerażony zaprzestałem tego, co robiłem i zastygłem.
- Nie obawiaj się - usłyszałem tuż przy uchu szept hrabiego. Obiecałem, że będę delikatny. - To coś w moim wnętrzu poruszyło się. - Teraz czas na o wiele większą przyjemność - i poczułem jak coś wbija się brutalnie w moje wejście.
Nie sądziłem, że może być jeszcze coś przyjemniejszego niż to, czego doświadczyłem do tej pory. Chociaż jak na razie to było bardziej dziwne niż przyjemne uczucie. Palec hrabiego poruszający się w moim ciasnym wnętrzu. Moje rozczarowanie chyba musiało być wypisane na mojej twarzy, bo nagle hrabi znowu wziął moją męskość w usta i zaczął ją pieścić chcąc odwrócić moją uwagę od tego dziwnego uczucia. Jednak tym razem jego pieszczoty były jakieś inne, można powiedzieć, że bardziej... zmysłowe. Dziwne. Czy to przez ten jego palec w moim wnętrzu? Nagle poczułem jak wyciąga palec, a chwilę potem wkłada go z powrotem, ale tym razem jest jeszcze ciaśniej i jeszcze bardziej... zmysłowo. Nie mogłem tego zrozumieć. Przez jakiś czas pieścił moją męskość i moje ciasne wejście doprowadzając moje zmysły do szaleństwa. Nagle przestał. Dlaczego? Już chciałem coś powiedzieć gdy nagle gwałtownie rozchylił moje nogi i coś o wiele większego brutalnie wtargnęło w moje wnętrze. Krzyknąłem z bólu, jednak mój krzyk został stłumiony przez jego usta.
- To boli tylko przez chwilę - powiedział. - Zrelaksuj się i rozluźnij.
Przez chwilę oddychałem niespokojnie czując pulsujący ból między pośladkami. Jednak ból ten szybko ustępował dziwnemu ciepłu. Nie odrywając swoich ust od moich hrabia powoli wysunął się ze mnie. Jednak nie zrobił tego do końca. Nagle poczułem jak jego biodra uderzają w moje pośladki wprowadzając ponownie jego męskość w moje wnętrze i wyduszając kolejny jęk z moich ust, który zniknął gdzieś w wnętrzu jego ust. Czułem jak jego, poruszająca się we mnie, coraz szybciej i szybciej, męskość, rozpala całe moje ciało, jak to cudowne ciepło rodzi się gdzieś pośród moich lędźwi i rozchodzi na całe ciało. Chcąc go jeszcze więcej zacząłem nieświadomie poruszać biodrami wychodząc mu naprzeciw. Już nie myślałem o tym czy ktoś nas usłyszy. Teraz myślałem tylko o jednym: o tym ogarniającym nie potężnym pożądaniu, które potęgowały jęki rozkoszy wypływające z ust hrabiego wprost do mojego ucha. W pewnym momencie poczułem jak pożądanie odbiera mi wszystkie zmysły eksplodując w moim wnętrzu. Zastygłem chcąc poczuć je jeszcze mocniej. Jak przez mgłę czułem, ze hrabia także przeżywa to zniewalające i porażające wszystkie zmysły, pożądanie. W pewnym momencie wszystko wróciło do normy. Chociaż czułem męskość hrabiego wciąż w swoim wnętrzu, to jednak już nie było tego wspaniałego ciepła. Był za to ciężar ciała hrabiego na moim ciele i jego zmęczony oddech tuż przy moim uchu. Ja także próbowałem uspokoić swój oddech po tym, co właśnie przeżyłem. W końcu oddech hrabiego uspokoił się, a on sam podniósł się i powoli wycofał swoją męskość ze mnie. Przez moment miałem dziwne uczucie jakby jeszcze tam była.
- Byłeś wspaniały - szepnął hrabia całując mnie w usta. - Jeszcze nigdy i z nikim nie przeżyłem tego tak intensywnie.
- Naprawdę? - Byłem z lekka zakłopotany tym komplementem.
- Oczywiście. A wiesz dlaczego?
- Dlaczego? - Byłem bardzo ciekawy.
- Bo cię kocham - wyszeptał hrabia namiętnym głosem do mojego ucha i pocałował je.
Nie wiem jak to się stało, ale nagle znowu zapragnąłem, żeby nasze ciała się zespoliły. Czułem to dziwne uczucie zbierające się między moimi nogami i sprawiające, że moja męskość znowu nabrała życia. Nie zastanawiając się nad tym co robię, wziąłem rękę hrabiego i zacisnąłem na swojej męskości. Już sam jego dotyk przyprawił mnie o dreszcze, jeszcze gdy zaczął ją pieścić... Nawet nie wiem jak, moje usta nagle znalazły się tuż przy męskości hrabiego, która także nabrała życia, wręcz paliła się do dania mi przyjemności. Jednak zanim zdążyłem się nią zająć hrabia przewrócił się na plecy pociągając mnie tak, że klęczałem z twarzą tuż nad jego wspaniałą męskością i moją własną męskością w jego ustach. Nie wiem jak to się stało, ale tym razem spełnienie przyszło bardzo szybko zostawiając całe moje nasienie w ustach hrabiego. Przeraziłem się, że on się tym zdenerwuje, ale tylko przełknął i zaczął wdzierać się językiem w moje ciasne wnętrze jednocześnie pieszcząc ręką moją męskość i nie pozwalając jej odetchnąć. To było niebiańsko rozkoszne. Przez chwilę delektowałem się tym cudownym uczuciem, aż w końcu zająłem się prężącą przed moimi oczami męskością hrabiego. Całowałem ją, lizałem, ssałem, a nawet przygryzałem. Wszystko po to tylko żeby poczuć jak osiąga spełnienie, a coś ciepłego i lekko słonawego rozlewa się w moich ustach. Zrozumiałem, iż to właśnie nasienie hrabiego i zrozumiałem dlaczego nie tylko nie zezłościł się gdy całe moje nasienie wylądowało w jego ustach, tylko je połknął. Poczuć ten smak, to jak dostąpić zaszczytu picia najlepszej ambrozji z bogami. Przez całą noc hrabia Jarulnis doprowadzał moje ciało do szaleństwa dając mi nieziemską rozkosz. Ja zresztą też nie byłem mu dłużny.
Od tamtego czasu zostałem kochankiem hrabiego Jarulnisa, chociaż przyznam, ze na początku miałem co do tego pewne obawy. Jednak hrabia szybko je rozproszył mówiąc, że jestem pierwszą osobą, która tak naprawdę pokochał. A gdy zapytałem o jego żonę, to powiedział, że to było małżeństwo polityczne, zresztą jego żona już dawno znalazła sobie kochanka. Wtedy przestałem mieć jakiekolwiek obawy i oddałem się całkowicie hrabiemu, za co on odwdzięczył mi się dając mi co noc niewysłowioną rozkosz. No i od tamtego czasu już nie myślałem o spędzeniu nocy z kobietą. Raz jeden spróbowałem, ale stwierdziłem, że to jest nic w porównaniu z tym, co dają mi silne ramiona mojego ukochanego oraz z tą rozkoszą rozlewającą się po moim ciele, gdy czuję w sobie jego męskość


Sanus czytał z coraz większymi wypiekami na twarzy. Pamiętniki hrabiego Romani były jedną z ksiąg w której dość obrazowo opisywano kontakt cielesny dwóch osób. Jednak robiły to w tak zmysłowy sposób, że czytającemu serce zaczynało szybciej bić i sam chciał doświadczyć tego cudownego uczucia. Tak samo było z Sanusem. Tak bardzo chciał poczuć czyjeś silne dłonie dające mu rozkosz, dłonie prawdziwego mężczyzny. Sanus już od dawna wiedział, że nie interesują go kobiety, tylko mężczyźni. Może dlatego większy problem sprawiało mu odmawianie natrętnym wielbicielom, niż kobietom. Im wystarczyło kilka gładkich i zręcznie dobranych słówek żeby skierować ich uwagę na inne tory. Z mężczyznami było inaczej, dlatego Sanus zawsze musiał się nieźle natrudzić, żeby się od nich uwolnić. Westchnął cicho i wrócił do czytania księgi. I chociaż nie było w niej już więcej tak pikantnych fragmentów, to i tak czytał z wypiekami na twarzy. Czytał nie zwracając uwagi na służących, który przynosili mu posiłki, a gdy zwracali mu uwagę, jadł mechanicznie, nie zwracając nawet uwagi na to, co wkłada do ust. Tak minęły dwa dni.
Sanus zaczytywał się nad kolejną księgą, gdy odwiedził go medyk.
- Witaj, jak się czujesz?
- W miarę dobrze, chociaż denerwuje mnie, że nie mogę się ruszać z tego łóżka - odparł, zgodnie z prawdą, Sanus.
- Nie marudź. Chyba chcesz wyzdrowieć, co? Pomyślałem, że przyjdę sprawdzić jak goją się twoje rany - powiedział medyk i usiadł na łóżku, tuż za plecami doradcy.
Odwinął opatrunek z głowy. Okazało się iż rana jest już prawie zagojona i nie ma potrzeby ponownego nakładania opatrunku. Noga, chociaż nie goiła się tak szybko jak głowa, też wyglądała całkiem dobrze. Konas nałożył na nią nową maść i zawinął z powrotem w opatrunek.
- Wszystko świetnie się goi. Rana na głowie zagoiła się już na tyle, że nie ma potrzeby zakładania opatrunku, ale, ponieważ jest jeszcze zbyt świeża, musisz uważać żeby jej niczym nie urazić. Inaczej znowu się otworzy. Nogi w dalszym ciągu nie możesz ruszać.
- Szkoda. Miałem nadzieję, że będę mógł wyjść chociaż do ogrodu - westchnął smętnie Sanus.
- Najwcześniej za tydzień - powiedział medyk.
- Czyli jeszcze przez tydzień będę musiał się nudzić - westchnął doradca.
- Skoro tak bardzo się nudzisz, to zaraz znajdę ci zajęcie - usłyszał nagle. Kiedy zdumiony podniósł wzrok w stronę, z której dochodził głos, zobaczył marszczącego gniewnie brwi Kirima.
- Już wróciłeś? Kiedy? - zdumiał się.
- Przed chwilą. I pierwsze, co usłyszałem, to to, że pewien doradca zamiast wypełniać swoje obowiązki, wyleguje się w łóżku.
- Jakby to była moja wina, że ten cholerny koń mnie zrzucił - mruknął zirytowany Sanus.
Kirim nie skomentował tego.
- Rozumiem, Konas, że jego rany nie są na tyle poważne, żeby nie mógł zająć się pracą?
- Pod warunkiem, że nie będzie musiał ruszać się z łóżka, to nie widzę żadnych przeciwwskazań - odparł medyk.
- Świetnie. Już ja ci znajdę na jutro jakieś zajęcie - mruknął główny doradca i nie czekając na reakcję Sanusa wyszedł bez słowa.
- Coś nie w sosie - mruknął Konas patrząc na zamknięte przez Kirima drzwi. - Czyżby coś nieprzyjemnego stało się u rodziny?
- Ależ skąd - Sanus machnął uspokajająco ręką. - On zawsze taki jest.
Konas uniósł w zdziwieniu brwi, lecz nic nie powiedział.
- Skoro wszystko w porządku, to nie będę przeszkadzał. Wpadnę znowu za kilka dni sprawdzić jak noga - Konas podniósł się z łóżka.
- Mógłbyś mi podrzucić jakieś nowe księgi? Te już przeczytałem.
Medyk wziął od doradcy księgi i wyszedł. Tak jak poprzednio złapał jakiegoś służącego i podał mu księgi dla Sanusa.
Następnego dnia rano, ledwo Sanus zjadł śniadanie, w jego komnacie pojawił się Kirim z kilkoma księgami i jakimiś pergaminami.
- Zauważyłem, że w niektórych księgach brak paru wpisów. Masz je uzupełnić do końca dnia. Tu masz pergaminy z nowymi umowami oraz różne inne dokumenty. Przejrzyj je i pouzupełniaj księgi.
- Nie za dużo tego? - jęknął Sanus.
- Nie jęcz - warknał Kirim. - Wiecznie się obijasz, to teraz to odpracujesz. Gdybyś czegoś potrzebował, to pod drzwiami będzie siedział służący, a tu masz dzwonek do wzywania go - Kirim postawił niewielki dzwonek na szafce obok łóżka.
Sanus tylko westchnął cierpiętniczo.
- Jak będziesz wychodził, to powiedz mu, żeby przyniósł mi dzban jakiegoś soku.
- Dobrze - odparł Kirim i już go nie było.
Sanus poprawił poduszki, którymi miał podparte plecy i zabrał się za studiowanie przyniesionych przez Kirima ksiąg i pergaminów. W pewnym momencie przerwał i zamyślił się. Ciekawe jak idzie Lantarowi nauka pisania, czy uczy się, czy może jednak pierwsze niepowodzenia zniechęciły go zupełnie?

***

Lantar obudził się z wyrzutami sumienia. Cały wczorajszy dzień w ogóle nie ćwiczył pisania. Najpierw Kazir poprosił o wspólny trenig (bo lepiej się trenuje z kimś żywym niż z manekinem), potem musiał sprawdzić dokładnie całą swoją broń, potem musiał pojeździć trochę na koniu, żeby nie odzwyczaił się od jeźdźca, a potem wrobili go w sprzątanie izby jadalnej i zanim się spostrzegł był tak zmachany, że myślał, tylko o tym żeby się położyć i spać. Nawet nie zdjął ubrania. Na szczęście następnego ranka wstał wypoczęty i w wyjątkowo dobrym humorze. Znowu śnił mu się Sanus. Jeszcze zanim otworzył czy, postanowił, że tym razem będzie ćwiczył pisanie tak długo aż nie zapełni całego pergaminu. Nie może już dłużej odwlekać spotkania ze swoim ukochanym. Z tym postanowieniem wstał szybko i wyszedł na dziedziniec. Jak zwykle, ktoś już się kręcił. Podszedł do studni i nalawszy wodę do balii, szybko umył się. Wrócił do Izy sypialnej i wyciągną z kufra przybory dopisania. Przez chwilę patrzył na nie z namaszczeniem, w końcu wziął je ostrożnie i przeszedł do sąsiedniej izby. Niestety okazało się iż kręci się tam zbyt dużo żołnierzy, a przy ławie nie ma zupełnie miejsca przy którym mógłby usiąść. Westchnął smętnie i wyszedł z izby. Przez chwilę rozglądał się po placu przed barakami jedna k nie znalazł żadnego miejsca, które mogłoby mu posłużyć za ławę, a w dodatku, tu także kręciło się pełno żołnierzy, którzy tylko by go rozpraszali. Wyszedł z koszar i ruszył w stronę położonej niedaleko łąki. Kiedy ostatnio trenował konia zobaczył w pewnym miejscu ogromny głaz. Może on będzie mu pomocny? Znalazł miejsce, którego szukał. Z bliska głaz wydawał się jeszcze większy. Uważnie obejrzał go ze wszystkich stron. Okazało się iż w jednym miejscu jest wystarczająco płaski i gładki, żeby można go było wykorzystać. Lantar ostrożnie położył na nim przybory do pisania i usiadł na ziemi. Przez chwilę kręcił się próbując znaleźć najbardziej wygodną pozycję, aż w końcu zabrał się za pisanie. Miał wrażenie, że tym razem idzie mu o wiele lepiej. Chociaż litery wciąż były koślawe i momentami zupełnie niepodobne do tych kształtnych liter napisanych przez Sanusa, jednak tym razem ręka już nie bolała go tak bardzo, więc mógł dłużej ćwiczyć. Tak był zaaferowany pisaniem, że nawet nie zauważył jak zapełnił cały pergamin. Uważnie spojrzał na niego i zasępił się. Żadne z jego literek nie przypominała tych, które napisał Sanus. Może on jednak nie nadaje się do pisania? Smętnie podparł brodę ręką. Siedział tak przez chwilę wpatrując się w pergamin. I co on ma teraz robić? Pewnie jak pokaże te bazgroły Sanusowi, to tamten go wyśmieje, ze taki z niego nieudacznik, że nie potrafi nawet porządnej litery napisać. Już chciał podrzeć pergamin, ale w ostatniej chwili powstrzymał się. Przecież Sanus nigdy na nikogo nie podniósł głosu, ani z nikogo się nie śmiał, więc może teraz też nie będzie? Lantar siedział nie wiadomo jak długo zastanawiając się nad tym co zrobić. I siedziałby jeszcze nie wiadomo ile, gdyby nie żołądek, który domagał się swojego. Westchnął więc smętnie i zebrawszy przybory piśmiennicze ruszył z powrotem do koszar. Po przeprowadzeni całego rytuału z zamykaniem przyborów w kufrze przeszedł do izby jadalnej. Jadł niemrawo zastanawiając się, czy Sanus wyśmieje jego niezdarne próby pisania, czy nie. W końcu jednak doszedł do wniosku, ze nigdy się tego nie dowie, jeśli nie pójdzie do niego i nie pokaże mu tego pergaminu. Szybko skończył posiłek i wziąwszy wszystkie przybory piśmiennicze ruszył do zamku. Kiedy był już pod drzwiami jego komnaty zdziwił się widząc siedzącego przed nimi na niewielkim stołeczku służącego.
- A ty co tutaj robisz??
- Chyba widać? Siedzę - odparł mało przyjemnie służący patrząc wilkiem na żołnierza. - A ty tu czego chcesz?
- Jego miłość chciał żebym mu to przyniósł - odparł szybko Lantar pokazując mu zawartość swoich rąk , modląc się w duchu żeby służący uwierzył w to kłamstwo.
Na szczęście uwierzył.
- Poczekaj chwilę - mruknął i zniknął za drzwiami komnaty. Wyszedł chwilę potem. - Możesz wejść.
Lantar wszedł z bijącym sercem. Sanus, tak jak poprzednio siedział w łóżku z księgą na kolanach, tylko tym razem nie czytał jej, a coś w niej pisał. Kiedy zobaczył wchodzącego żołnierza, odłożył wszystko na bok i uśmiechnął się.
- Nie sądziłem, że tak szybko przyjdziesz. Zapisałeś cały pergamin?
- Tak, ale... - zaciął się.
- Ale co? - spytał życzliwie doradca wciąż się uśmiechając.
- Nie wyszło mi najlepiej - mruknął Lantar.
- Pokaż mi - doradca wyciągnął rękę, w którą żołnierz niepewnie wsadził pergamin. Przez chwilę uważnie go oglądał. Chwila ta wydała się żołnierzowi najdłuższą w całym jego życiu. Z bijącym sercem czekał na reakcję doradcy. Czy jednak wyśmieje jego koszmarne bohomazy?
Jednak nic takiego się nie stało. Sanus uśmiechnął się i powiedział:
- Nieźle ci poszło, jak na pierwszy raz.
- Naprawdę? -zdumiał się żołnierz. - Ale przecież moje litery nie są tak ładne jak te napisane przez ciebie.
- To zrozumiałe. Twoja ręka musi nabyć wprawy w pisaniu, więc jeszcze trochę czasu minie, zanim te twoje literki będą wyglądały tak jak moje. Dlatego też musisz jeszcze ćwiczyć. Na stole leżą pergaminy, podaj mi je.
Lantar odwrócił się w stronę wymienionego mebla.
- Które? Tam jest ich kilka.
- Wszystkie.
Żołnierz spełnił prośbę doradcy i ostrożnie usiadł na krześle stojącym przy łóżku.
- Wiedziałem, że pierwsze litery nie wyjdą ci zbyt dobrze, wiec przygotowałem jeszcze kilka pergaminów, na których możesz poćwiczyć pisanie - powiedział Sanus i podał zwoje żołnierzowi.
Ten wziął je z namaszczeniem i wstał chcąc wyjść.
- Już idziesz? - zapytał smutno Sanus.
- Chciałbym już poćwiczyć pisanie. Poza tym chyba przeszkadzam - odparł niepewnie.
Sanus zaśmiał się.
- Nie wiedziałem, że tak bardzo spodobała ci się nauka pisania. - Lantar nic nie odpowiedział, tylko zaczerwienił się. Nie chciał się przyznać, że chciał już iść ćwiczyć pisanie, tylko po to, żeby znowu usłyszeć pochwałę z ust ukochanego. - Poza tym nie przeszkadzasz mi. Cały dzień uzupełniam księgi, więc przyda mi się miły odpoczynek. - Lantar zmieszał się usłyszawszy ten komplement. - Połóż wszystko na stole i usiądź, proszę, z powrotem.
Lantar posłusznie wykonał to, o co prosił doradca.
- A teraz opowiedz mi coś o sobie.
- Opowiedzieć? - zdumiał się żołnierz.
- Tak - doradca pokiwał twierdząco głową.
- Ale dlaczego?
- Nie chcesz? - Sanus zasmucił się.
- Ależ skąd! - Powiedział szybko Lantar widząc zawiedzioną minę doradcy. - Tylko... to takie niespodziewane, że ktoś tak szlachetnie urodzony chce wiedzieć coś o kimś tak prostym jak ja.
- To chyba naturalne, nie uważasz? - Sanus znowu uśmiechnął się. - Lubię cię i chciałbym coś o tobie wiedzieć.
- Lu..bisz mnie? - Lantar z wrażenia nie mógł wydusić słowa. - Dlaczego?
- Bo jesteś bardzo miłym człowiekiem i dobrze mi się z tobą rozmawia. - Lantar zaczerwienił się słysząc tak miłe słowa. - Dlatego też proszę, opowiedz mi coś o sobie, żebym mógł cię lepiej poznać.
- Jestem synem zwykłego chłopa - zaczął niepewnie Sanus nie podnosząc głowy. Po raz pierwszy wstydził się tego kim jest. Wstydził się swojego prostego pochodzenia. Jednak mimo to opowiadał. Opowiadał o rodzinnej wiosce, o rodzicach, braciach, o swoim dzieciństwie. Opowiadał i widział jak Sanus słucha z zainteresowaniem. To go ośmieliło na tyle, że zaczął opowiadać także o innych mieszkańcach swojej wioski.
Tak byli zajęci rozmową, że nie zwracali uwagi na upływający czas. Dopiero gdy służący przyszedł zapalić lampkę Sanus powiedział:
- Bardzo miło spędziłem dzisiaj dzień.
- Naprawdę? - Lantar był zakłopotany.
- Oczywiście. Cieszę się, że przyszedłeś.
- A czy... - żołnierz umilkł bojąc się wypowiedzieć pytanie.
- Tak? - Doradca uśmiechnął się ciepło.
- Czy jutro też mogę przyjść? - W końcu odważył się.
- Niestety jutro muszę zająć się księgami - odparł Sanus, a Lantar posmutniał. - Ale sprawi mi przyjemność, jeżeli przyjdziesz za dwa dni.
- Naprawdę??
- Oczywiście. Bardzo chciałbym żebyś przyszedł.
- W takim razie przyjdę za dwa dni!
- A jutro poćwicz pisanie, dobrze?
Uszczęśliwiony Lantar skinął głową, zabrał wszystkie przybory piśmiennicze i wyszedł z komnaty. Szybko wrócił do baraków i schował wszystko w kufrze. Był strasznie podniecony dzisiejszym dniem. Miał wrażenie jakby coś go rozpierało od środka. Szybko wyszedł z koszar i przeszedł na łąką, na której ćwiczył pisanie. Stanął na środku, podniósł twarz do nieba i krzyknął ile miał siły w płucach:
- Kocham go!!! - Przez chwilę wsłuchiwał się w wiatr niosący jego głos. - Kocham!!!
Stał jeszcze jakiś czas napawając się tym ogarniającym go szczęściem. W końcu, gdy już zrobiło się całkiem ciemno, wrócił do koszar.

***

Konas wszedł do swojej komnaty i zamknął drzwi na klucz. Przeszedł do ukrytej za gobelinem tajemnej komnaty. Rozebrał się i położył szatę na jedynym w tej komnacie krześle. Potem podszedł do jednej z półek, wziął leżące na niej ubranie i szybko je założył. Wyglądało dziwnie, ale medyk zupełnie nie zwracał na to uwagi, jakby nie pierwszy raz je nosił. Podszedł do drugiej półki. Wziął z niej rzemień z zawieszonym na nim zielonym kryształem i założył sobie na szyję. Do kieszeni wsadził dwie niewielkie buteleczki. Potem wziął do ręki leżący obok niewielki czerwony kamień i zamknąwszy oczy, wypowiedział po cichu zaklęcie:
- Uni mateo et sorbi.
Kiedy w końcu otworzył oczy okazało się, iż nie znajduje się w swojej komnacie, tylko w jakimś dziwnym miejscu. Rozejrzał się w koło. Z prawej strony mur, z lewej strony mur, a pod nogami jakaś dziwna droga. Przez chwilę stał nasłuchując dolatujących do niego odgłosów. Zauważył, że oba mury kończą się gwałtownie parę metrów przed nim. Ruszył w tamtą stronę. Kiedy dotarł do końca zobaczył otwartą przestrzeń z dziwnymi budowlami, ludzi w ubraniach podobnych do niego i dziwaczne powozy. A więc udało mi się, pomyślał i uśmiechnął się do siebie. Widząc, że nikt nie zwraca na niego uwagi szybko wmieszał się w tłum ludzi i ruszył przed siebie. Na razie nie wiedział gdzie ma iść, więc po prostu szedł tam gdzie niosła go fala ludzi. W pewnym momencie doszedł do miejsca, w którym rosło mnóstwo drzew, a wśród nich kręcili się ludzie. Skierował się w tamtą stronę. Usiadł na pierwszej lepszej ławce i obserwował ludzi. Widział jak człowiek siedzący na sąsiedniej ławce nagle wstaje i odchodzi zostawiając na ławce gazetę, którą wcześniej czytał. Konas rzucił się na nią. Tytuł: "Angora" Data: 11 lipca 2011 roku. A wiec jestem w Warszawie, pomyślał. Ciekawe czy tutaj go znajdę. Rozejrzał się na boki i upewniwszy się, z nikt go nie widzi wyciągnął spod koszuli wisiorek i wyszeptał zaklęcie:
- manori aus tame.
Wisiorek rozbłysnął słabym światłem.
- A więc jest gdzieś tutaj - mruknął Konas chowając wisiorek z powrotem pod koszulę. - Trzeba by najpierw pomyśleć o jakimś spokojnym miejscu, w którym nikt nie będzie mi przeszkadzał. Najlepiej byłoby wynająć jakieś mieszkanie. Ale do tego potrzebne są pieniądze. - Podniósł z ziemi kilka niewielkich kamyków i zacisnąwszy je w pięści wypowiedział zaklęcie:
- Mani mani hareto.
Kiedy otworzył dłoń leżało w niej kilka różnych banknotów. Wyszedł z parku i w najbliższym kiosku kupił gazetę z ogłoszeniami oraz długopis. Usiadł na ławce i zaczął szukać odpowiedniego lokum zakreślając co ciekawsze ogłoszenia. Kiedy skończył, podniósł z ziemi kilka kamyków i znowu wypowiedział zaklęcie. Chwilę potem trzymał w ręce komórkę. Zaczął dzwonić po ogłoszeniach i umawiać się na spotkania. Miał nadzieję, ze uda mu się znaleźć mieszkanie jeszcze tego samego dnia. Nie uśmiechało mu się spanie na ulicy, a powrót do domu nie wchodził w rachubę. Gdyby wrócił i chciał się tu znowu przenieść, to mógłby nie trafić w to samo miejsce i ten sam czas. A na to nie mógł pozwolić odkąd kryształ powiedział mu, że ten, którego szuka, jest właśnie tu. Dzień miał się już ku końcowi i Konas był już nieźle wykończonym oglądaniem mieszkań. Do każdego z nich miał jakieś zastrzeżenie. Zostało mu jeszcze ostatnie ogłoszenie. Poszedł na umówione spotkanie bez większej nadziei. Okazało się iż to jest mieszkanie dokładnie spełniające jego wymagania. Szybko dogadał się z właścicielem co do ceny, przekazał mu pieniądze za pół roku z góry i dostał klucze do mieszkania. Kiedy w końcu został sam padł na stojącą w salonie kanapę z westchnieniem ulgi. Mieszkanie było kompletnie wyposażone, więc nie musiał używać magii. Chwilę odsapnął, potem wstał i zdjął z szyi rzemień z zielonym kamieniem. Podniósł go na wysokość oczu i wypowiedział zaklęcie:
- Caneo harati esum.
Kamień zaczął wirować wokół własnej osi. W pewnym momencie nagle przestał. Konas uśmiechnął się z zadowoleniem, miejsce było bezpieczne. Chcąc mieć pewność, że tak pozostanie przez cały czas, wyjął z kieszeni spodni niewielką buteleczkę i chodząc po mieszkaniu wylewał parę kropel zawartej w niej cieczy na wszystkie otwory typu drzwi, okna, otwory wentylacyjne. Dzięki temu miał pewność, ze żadne zło nie wtargnie do tego pomieszczenia. Następnie wyjął z kieszeni drugą buteleczkę i odkorkowawszy ją wysypał na dłoń niewielką ilość złotego proszku. Rozsypał go w powietrzu i wypowiedział zaklęcie:
- Homum esu maoi.
Proszek rozbłysnął i utworzyła się niewielka mgiełka, która rozpłynęła się po całym mieszkaniu po to by chwilę potem zniknąć całkowicie. Teraz mógł spokojnie wracać do domu. Wyciągnął z kieszeni czerwony kamień i zamknąwszy oczy wypowiedział zaklęcie. Kiedy otworzył oczy zobaczył, że znajduje się w swojej tajemnej komnacie. Szybko przebrał się i wyszedł. Przypomniało mu się jak pierwszy raz się przeniósł do innego świata. Był na to zupełnie nieprzygotowany. Nie znał języka ani panujących tam zwyczajów, nie miał odpowiedniego ubrania ani waluty. Nie wiedział co robić. Chciał dowiedzieć się jak najwięcej o tym świecie. Niestety tubylcy widząc jego ubiór i słysząc jego mowę potraktowali go jak wariata i zamknęli w zakładzie psychiatrycznym. Spędził w nim kilka miesięcy zdobywając potrzebną mu wiedzę. Kiedy w końcu dowiedział się wszystko co potrzebował, wrócił do domu. Jeszcze parę razy się przenosił do tego świata. Niestety za każdym razem lądował gdzie indziej, ale im więcej razy się przenosił, tym więcej się uczył i poznawał różne kraje. Musiał być przygotowany na to co w przyszłości go czekało, a czekało go poważne zadanie od wykonania którego zależały losy jego ojczyzny. Przenoszenie się do innego świata miało jeden mankament, którego nawet najtęższe umysły nie potrafiły usunąć. Kiedy ktoś się przenosił, nie wiedział w jakim miejscu wyląduje. Dlatego też chcąc mieć pewność, że będzie mógł wrócić do danego świata, mag, przed powrotem do domu, musiał stworzyć miejsce, które mógłby powiązać ze swoim światem. Do tego właśnie służył ów złoty proszek. Teraz za każdym razem kiedy będzie się przenosić, to wyląduje w tym właśnie mieszkaniu, skąd będzie mógł spokojnie wychodzić na poszukiwania.





CDN















Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum