The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Padziernik 16 2019 07:11:18   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Szach mat 1
Opowiadanie to stanowi historię poboczną opowiadania "Inny świat", więc można je czytać nie znając tamtego opowiadania, gdyż opisane są w nim losy jednej z par, o której było wspomniane w "Innym świecie" i tylko niektóre wydarzenia pokrywają się z wydarzeniami z tamtego opowiadania.




- Dziesięć plag!
- Litości, Wasza Wysokość! Litości! - Jęczał służący prawie leżąc na ziemi przed królewskim tronem.
- Śmiesz mi się sprzeciwiać?! - Głos króla podniósł się niebezpiecznie - Dwadzieścia plag! Zabrać mi stąd to ścierwo!
Stojący niedaleko tronu dwaj żołnierze posłusznie wzięli pod ręce wciąż błagającego o litość służącego i szybko wyszli z sali tronowej. Kiedy zamknęły się za nimi drzwi odetchnęli z ulgą. Król Lamer dziewiąty łatwo wpadał w gniew. A kiedy wpadał w gniew lepiej było zejść mu z oczu, bo nigdy nie było wiadomo, kto oprócz winowajcy jeszcze odczuje gniew króla. A odczuwało się to bardzo boleśnie, bo król uznawał tylko jeden rodzaj kary: chłostę. Jak był w dobrym humorze, to kończyło się na niewielkiej chłoście i rekonwalescencji nieszczęśnika do momentu aż król zupełnie zapomniał o incydencie, albo, co gorsza, znalazł kolejnego nieszczęśnika do ukarania, a gdy był wyjątkowo wściekły chłosta kończyła się śmiercią. Ponieważ łatwo wpadał w gniew, więc nie było na zamku służącego, który by nie odczuł na własnej skórze gniewu władcy, który nie miał nawet oporu przed chłostaniem kobiet.
Żołnierze ruszyli przed siebie ciągnąc zrozpaczonego służącego. W pewnym momencie natknęli się na głównego doradcę, Kirima Nawarti.
- Co tym razem? - Spytał marszcząc z dezaprobatą brwi.
- Jedna z królewskich nałożnic powiedziała, że służący wylał na nią wino - odparł jeden z żołnierzy.
- To było niechcący, panie! - Biedak nagle odżył i poderwawszy się popatrzył na doradcę. - Jeden z psów przebiegł mi między nogami i straciłem równowagę. Panie, zlitujcie się nade mną i wstawcie u Jego Wysokości!
- Przykro mi, ale nie mogę - odparł bezbarwnym głosem Kirim. - Nie tylko nic nie wskóram, ale jeszcze sam zarobię chłostę. Ile tym razem kazał? - Zwrócił się do jednego z żołnierzy
- Dwadzieścia.
- Dajcie tylko dziesięć.
- Ależ panie... - próbował protestować jeden z żołnierzy. - Rozkaz króla...
- Po pierwsze, król nawet nie będzie patrzył jak go chłostacie. A po drugie, zanim dojdziecie do koszar, król już zdąży zapomnieć o całym incydencie.
- To może by w ogóle zrezygnować z chłosty? - Zaproponował nieśmiało drugi z żołnierzy.
- A chcesz zająć jego miejsce? - Spytał doradca. - Jeszcze się nie nauczyłeś, że zawsze znajdzie się chętny, który za cenę wywinięcia się od chłosty doniesie królowi, że nie wykonałeś jego polecenia?
- Więc mogą też donieść, że dostał tylko dziesięć plag, a nie dwadzieścia.
- Czy oprócz was był ktoś jeszcze to słyszał?
- Sześciu innych żołnierzy i jedna z nałożnic króla, ta, która została oblana winem.
- Czyli nie powinno być problemu - mruknął do siebie Kirim. - Żołnierze nawet nie będą wiedzieli o którego służącego chodzi, a ja postaram się, żeby król i jego nałożnica szybko zapomnieli o tym incydencie. Więc idźcie i zróbcie tak jak mówiłem. A ty - zwrócił się do służącego - pamiętaj, że jeżeli komukolwiek o tym powiesz, to skończysz jako pokarm dla świń, rozumiesz?
Przerażony słowami Kirima służący pokiwał szybko głową i wyszeptał:
- Dziękuję, wasza miłość.
- Idźcie już - mruknął Kirim i nie zwracając więcej uwagi ani na żołnierzy, ani na służącego poszedł w kierunku, z którego wcześniej nadszedł. Wszedł do swojej komnaty, oparł się o drzwi i ciężko westchnął. Ile jeszcze będzie musiał tego znosić? Ile jeszcze będzie musiał kombinować, żeby utrzymać wszystko we w miarę stabilnym spokoju? Dlaczego ten cholerny król nie może być taki jak jego ojciec, Baranis szesnasty? Wprawdzie kiedy poprzedni król umarł, Kirim był zbyt mały, żeby rozumieć politykę, ale często słyszał od ojca jakim wspaniałym władcą był, a od kiedy został królewskim doradcą miał okazję przeczytać księgi opisujące rządy Baranisa szesnastego. I widział w nich władcę mądrego, wyrozumiałego i łagodnego. Zupełne przeciwieństwo jego syna, który objął tron trzydzieści lat temu i od razu pokazał jaki jest naprawdę. Kiedy jego ojciec umarł miał zaledwie szesnaście lat i rządy sprawowali królewscy doradcy. Jednak już wtedy młody książę pokazał na co go stać. Chociaż nie mógł decydować o losie państwa, to jednak mógł utrudniać doradcom życie najdziwniejszymi i wyjątkowo kosztownymi zachciankami, które mu nie przeszły nawet wtedy, gdy w końcu objął należny mu tron. Można wręcz powiedzieć, że nasiliły się. Nie licząc się z poddanymi wydawał pieniądze na import frykasów i innych towarów mających zaspokoić tylko i wyłącznie próżność jego i jego nałożnic. Do tego jeszcze doszła rozpusta i okrutny, sadystyczny wręcz charakter. Pod koniec swojego życia stary król wymusił na nim małżeństwo ze szlachcianką z pewnej wysoko postawionej rodziny. Było to tylko i wyłącznie małżeństwo czysto polityczne, które miało królowi zagwarantować lojalność bogatej i bardzo wpływowej rodziny szlacheckiej. Książę zgodził się, chociaż oporami. Nawet spełnił obowiązek i postarał się o przedłużenie dynastii zapładniając żonę. Jednak to było jedyne co zrobił zgodnie z wolą ojca. W momencie kiedy było już pewne, że przyszła królowa jest brzemienna Lamer dziewiąty zupełnie stracił nią zainteresowanie. Pod pretekstem ochrony życia i zdrowia przyszłego następcy tronu, żona została przeniesiona do oddzielnej komnaty, a on sam zaczął przyjmować w królewskim łożu kochanki. Po pewnym czasie nawet się z tym nie krył. Oprócz tego przyjemność sprawiało mu chłostanie poddanych za najmniejsze nawet przewinienia. Jeszcze będąc dzieckiem odkrył przyjemność jaką sprawiało mu patrzenie na przerażonych ludzi oraz to jak błagają go o litość. A jeszcze większa przyjemność sprawiało mu oglądanie cierpienia na ich twarzach podczas chłostania. Jednak po pewnym czasie znudziło mu się oglądanie chłosty, wiec poprzestawał tylko na oglądaniu ich przerażenia gdy wydawał rozkaz wychłostania. Zresztą znalazł wtedy nową przyjemność - kochanki. Tak jak wcześniej musiał się kryć i co noc przyjmować inną, tak teraz, po śmierci królowej, mógł robić to jawnie. Chociaż ciąża królowej przebiegała bez żadnych zakłóceń to jednak poród był bardzo ciężki i skończył się powikłaniami, czyli śmiercią królowej i następcy tronu. Wtedy dla zachowania pozorów Lamer dziewiąty stracił głównego medyka i wszystkich tych którzy brali udział przy porodzie. Jednak to były tylko pozory. Jeszcze królowa nie została pochowana, a on już zabawiał się z jakąś szlachcianką. Kiedy oficjalny okres żałoby minął król sprowadził na zamek kilka pięknych szlachcianek, które od tej pory stały się oficjalnie królewskimi kochankami. I nie obchodziło go to, że musi znaleźć sobie nową żonę, żeby zapewnić ciągłość dynastii. Dla niego najważniejsza była dobra zabawa. A to było możliwe tylko z kochankami i przy importowanych rarytasach. Dlatego też utrzymanie względnego spokoju w kraju spadło na barki doradców. Niestety zachcianki króla i jego kochanek, które szybko polubiły ten styl życia i zachowywały się tak samo jak Lamer dziewiąty, zmuszało doradców do balansowania na krawędzi. Podniesione podatki, myto nałożone na podróżnych przejeżdżających przez ziemie Lamera dziewiątego, to były tylko nieliczne działania, które musieli podjąć, zresztą ku zadowoleniu króla, żeby tylko w królewskim skarbcu były jakieś pieniądze. Chociaż to i tak było nic w porównaniu z tym jak królewscy doradcy musieli się nagłowić, żeby móc wpływać na decyzje króla i forsować niektóre decyzje, których wdrożenie było niezbędne, tak żeby król myślał, że to jego własne decyzje. To było najbardziej wyczerpujące i Kirim powoli miał już tego serdecznie dosyć. Jednak nie mógł nic zrobić. Jedynym sensownym krokiem byłoby zamordowanie króla, a to niestety było technicznie niewykonalne. Strach i terror jaki król wprowadził powodował, że każdy donosił na każdego, jeżeli widział w tym możliwość odsunięcia od siebie niebezpieczeństwa królewskiego gniewu. Więc wynajęcie zabójcy było niewykonalne, chyba że sam chciał to przypłacić życiem, a Kirim nie chciał. Wykonywał więc swoje obowiązki najlepiej jak tylko potrafił, starając się łagodzić skutki królewskich decyzji i czekał, aż sprawiedliwość sama upomni się o swoje.
Oparty o drzwi Kirim ciężko westchnął. Wyciągnąwszy z kieszeni niewielki klucz podszedł do drzwi znajdujących się w pobliżu jego łoża. Otworzył je i wszedł do środka. Była to niewielka komnata zastawiona półkami, na których stały różnego rodzaju szkatułki i naczynia z jemu tylko znaną zawartością oraz inne, przydatne rzeczy. Wziął pierwszą z brzegu, bogato zdobioną szkatułkę i podszedł do drugiej półki na której stały naczynia z tajemniczymi napisami: "01", "02", "03", itd., aż do "100"
- Hm - mruknął zmrużywszy oczy - o ile dobrze pamiętam, to ostatnio były 69. - Podszedł do pojemnika i otworzył pokrywkę pojemnika oznaczonego "70". W środku znajdowały się czekoladowe pralinki różnych kształtów i obsypane różnokolorowymi posypkami. Kirim napełnił nimi szkatułkę, a kiedy była już pełna pozamykał wszystko, wyszedł z pokoju i udał się w kierunku królewskiej komnaty. Po drodze natknął się na jednego z doradców, Sanusa Amarni, niosącego pod pachą jakieś zwoje.
- Cóż to, znowu idziesz ugłaskać króla? - Spytał Sanus.
- Niestety - Westchnął Kirim. - Dał służącemu dwadzieścia plag. Muszę coś zrobić żeby szybko o tym zapomniał, bo inaczej biedak nie przeżyje.
- No tak - westchnął rozmówca. - Całe szczęście, że wpadłeś na ten pomysł z czekoladkami, inaczej już dawno ten drań pozabijałby wszystkich służących na zamku.
-Wybacz, ale muszę lecieć - mruknął Kirim. - Zresztą ty, jak widzę, też masz co robić.
- A tak, comiesięczne zestawienie wydatków.
- W takim razie idź.
Rozeszli się. Kirim w końcu doszedł do królewskiej komnaty. Strażnicy zatrzymali go uniemożliwiając przejście przez drzwi skrzyżowanymi halabardami. Na co Kirim podniósł wyżej szkatułkę i powiedział:
- Specjał zza morza, podarowany przez kupców. Sądzę, że Jego Wysokość będzie niezadowolony, jeżeli przez was nie będzie mógł szybko go spróbować.
Strażnicy bez słowa zabrali halabardy. Kirim zapukał i ostrożnie otworzył drzwi. Pochylając nisko głowę wszedł cicho do środka. Tak jak się spodziewał, król właśnie zabawiał się z jedną ze swoich kochanek. Nawet nie musiał podnosić głowy, żeby wiedzieć, która z nich to była. Bardzo dobrze rozróżniał je po głosie i piskach jakie wydawały w trakcie harców z królem.
- Wasza Wysokość wybaczy... - zaczął drżącym i uniżonym głosem. To był moment, którego bał się najbardziej. W tym momencie mógł skończyć jak ten nieszczęśnik, którego próbował uratować. Wszystko zależało od kaprysu króla.
Chichoty umilkły, za to dało się słyszeć wściekłe warknięcie:
- Czego chcesz? Nie widzisz, że jestem zajęty?
- Uniżenie proszę o wybaczenie, Wasza Wysokość, ale właśnie dotarła danina od kupców, którzy chcieliby przejechać przez ziemie Waszej Wysokości. Pomyślałem, że może Wasza Wysokość chciałby osobiście sprawdzić, czy zadowoli ona Waszą Wysokość. To są czekoladowe pralinki przygotowywane z najlepszej czekolady, które może spożywać jedynie królewska rodzina.
- Pralinki, mówisz? - Głos króla momentalnie złagodniał i pojawiły się w nim nuty zainteresowania. - Dawaj.
Kirim nie podnosząc głowy podszedł do królewskiego łoża. Nie musiał podnosić głowy, wszak znał tą drogę na pamięć. Wyciągnął przed siebie ręce jednocześnie otwierając wieko szkatułki i czekał na reakcję króla. W pewnym momencie poczuł lekkie szarpnięcie, a po chwili usłyszał mlaskanie.
- Całkiem niezłe. Co o tym myślisz kochanie?
- Jeszcze nigdy w życiu nie jadłam takich pysznych pralinek - odparła królewska kochanka. - Ale czemu ich jest tak mało?
- To tylko skromna część, pani - odparł szybko Kirim - żeby Jego Wysokość mógł zdecydować, czy te pralinki warte są królewskiego podniebienia. Jeżeli Wasza Wysokość sobie życzy możemy zażądać od kupców odpowiednio więcej tych pralinek.
- Tak też zrób - odparł król. - A to zostaw - szkatułka została wyszarpnięta z rąk doradcy.
- Rozumiem, że Wasza Wysokość łaskawie zezwala na przejazd tych kupców przez ziemie Waszej Wysokości?
- Tak, tak - odparł z roztargnieniem król kiwnięciem ręki odprawiając doradcę. Odgłosy jakie docierały do uszu Kirima, gdy zamykał drzwi, świadczyły o tym, że władca i jego kochanka zajęli się już pralinkami.
Nie tracąc więc ani chwili wyszedł z królewskiej komnaty. Kiedy już był za drzwiami odetchnął z ulgą.
- I jak panie, Jego Wysokość przyjął ten zagraniczny specjał? - Zapytał drżącym głosem jeden ze strażników patrząc wyczekująco na Kirima.
- Na szczęście tak - odparł doradca. Widział jak obaj żołnierze odetchnęli z ulgą. - Jeszcze pożyjemy - dodał i odszedł.
Zagraniczny specjał, co? Pomyślał idąc do swojej komnaty. Gdyby król wiedział z jakiej zagranicy pochodzi ten specjał, to Kirim już dawno wisiałby na szubienicy. Prawdą było, że te pralinki były robione przez kucharza gotującego dla jego rodziny. Kirim już dawno zauważył jedną rzecz: król sprowadzał najróżniejsze towary z zagranicy dla zaspokojenia własnej próżności, jednak szybko mu się one nudziły i po pewnym czasie o nich zapominał. Doradcy postanowili to wykorzystać odpowiednio formułując umowy handlowe. Idąc za ciosem Kirim postanowił spróbować jeszcze jedną rzecz. Po cichu, tak żeby nikt nie widział zbierał w swojej komnacie różnego rodzaju szkatułki, w których Lamer dziewiąty dostawał różnego rodzaju podarunki. A ponieważ nigdy nie zawracał sobie nimi głowy, tylko ich zawartością, więc lądowały one w królewskim skarbcu, jeżeli były odpowiednio ozdobione złotem, lub na śmietniku. Kirim starał się je wszystkie przechwytywać i gdy nadchodziła potrzeba, napełniał je różnego rodzaju smakołykami wykonanymi właśnie przez kucharza rodziny Nawarti, które trzymał w swoim sekretnym pokoju. Dzięki temu mógł odwracać uwagę króla od niektórych spraw i zajmować jego uwagę tańszymi produktami zamiast tych drogich importowanych. Chociaż pieniądze, które dzięki temu zaoszczędził, były niczym w porównaniu z tymi, które wyciekały z królewskiego skarbca. Ale lepsze to niż nic.
Przeszedł do sali obrad, w której zazwyczaj przesiadywali doradcy. Zastał tam wszystkich doradców siedzących nad papierami. Kiedy tylko wszedł podnieśli głowy.
- I jak, udało się? - Zapytał Sanus.
- Na szczęście tak - odparł Kirim - ale muszę udać się do domu po większą ilość czekoladek.
Wszyscy doradcy wiedzieli o pomyśle Kirima.
- Ciekawe na jak długo tym razem to wystarczy? - Mruknął Mares Janis.
- Nie wiem - Kirim wzruszył ramionami. - Ale nawet jeżeli szybko się znudzi, to i tak mam jeszcze trochę słodyczy w zapasie. Poza tym nasz kucharz nie pokazał jeszcze wszystkich swoich talentów, więc, w razie konieczności, wymyśli coś nowego.
- Ty to masz łeb, Kirim - westchnął Warnek Sugamil - Nic dziwnego, że jesteś głównym doradcą.
Kirim nic nie odpowiedział, był zbytnio zmieszany tą pochwałą.
- Nie będzie mnie przez kilka dni, mam nadzieję, że sobie poradzicie? - Zapytał po chwili milczenia
- Oczywiście. Możesz być spokojny - odparł Ganar Warola.
-Świetnie - skwitował Kirim i wyszedł.
Złapał przechodzącego w pobliżu służącego i kazał przygotować powóz. Następnie przeszedł do swojej komnaty i spakował do podróżnego kufra trochę rzeczy. Pomyślał, że skoro już musi się udać do rodziny, to równie dobrze może zostać tam parę dni i odpocząć.
Tymczasem w sali obrad...
- Warnek, czy mógłbyś się łaskawie skupić? - Warknął Mares do zamyślonego mężczyzny siedzącego obok niego.
- Wybacz, już się skupiam. Co się stało?
- Mógłbyś mi powiedzieć, co było dla ciebie ważniejsze od bezpieczeństwa kraju?
- Nic takiego, po prostu pomyślałem, że Kirim jest naprawdę niezły.
- Czyżbyś się w nim zakochał? - Zapytał z rozbawieniem Sanus.
- Na mózg ci chyba padło - warknął Warnek. - W tym soplu lodu? Chodzi mi o to, że jest strasznie mądry. Też bym tak chciał - westchnął.
- A jednak się zakochał - zachichotał Sanus.
- Jeszcze jedno takie słowo, a pożałujesz - warknął Warnek.
- Bo co? Co mi zrobisz? - Odparł buńczucznie Sanus.
Warnek już się podnosił, żeby pokazać rozmówcy, co może mu zrobić, gdy nagle Ganar krzyknął:
- Spokój!
Wszyscy popatrzyli na niego zdziwieni.
- Skoro już zaabsorbowałem cała waszą uwagę, to może wrócimy do tego, po co tu się zebraliśmy? - Powiedział Ganar zupełnie ignorując ich spojrzenia. - Ustaliliśmy już kwestie umów handlowych na najbliższy miesiąc, wiec może teraz zajmiemy się sprawą hrabiego De La Feyne?
- Ganar ma racje - mruknął Mares. - Zamiast zachowywać się jak dzieci powinniście skupić się na swoich obowiązkach.
- Wybacz - mruknęli cicho Sanus i Warnek.
- Więc? Jakieś propozycje odnośnie tego zdrajcy? - Spytał Mares.
- Szczerze mówiąc moje pomysły skończyły się już dawno temu - westchnął Sanus
- Moje też - dodał Ganar.
- A ty, Warnek? - Mares zwrócił się do ostatniego doradcy.
- Ja czekam - odparł zapytany lakonicznie.
- Na co?
- Na raport mojego szpiega.
- A bardziej konkretnie? - Zainteresował się Ganar.
- Postanowiłem wynająć człowieka, który zebrałby informacje o tym człowieku.
- I jak to ma niby nam pomóc? - Zdziwił się Sanus. - Ten zdrajca uciekł za granicę, więc cokolwiek się dowiesz będzie bezużyteczne.
- Nie jestem taki pewien - odparł Warnek. - Jego rodzina to bardzo stary szlachecki ród, więc muszą mieć jakieś mroczne tajemnice, które będziemy mogli wykorzystać przeciwko niemu.
- Ryzykowna teoria - mruknął Ganar. - Odkąd wystąpił przeciwko królowi wszyscy jego krewni odwrócili się od niego, a on zerwał wszelkie kontakty.
- Nawet jeżeli mój szpieg nic nie znajdzie to i tak warto spróbować. Przynajmniej będziemy mieli pewność, ze zrobiliśmy wszystko co można było.
- Warnek ma rację - odezwał się Mares. - Kiedy ten twój szpieg ma się do ciebie odezwać?
- Jutro ma mi zdać raport z postępów.
- W takim razie nie ma sensu żebyśmy dzisiaj nad tym myśleli. Spotkamy się jutro, no chyba, ze mamy jeszcze coś innego do omówienia? - Pozostali doradcy pokręcili przecząco głowami - W takim razie, jutro o tej samej porze.
Doradcy rozeszli się. Sanus przeszedł do swojej komnaty i rzucił się na łóżko. Hrabia De La Feyne... Gdyby pozostali wiedzieli to co on wie, to już dawno by go schwytali. Ale jak mógłby zniszczyć takie wspaniałe uczucie?
To było kilka miesięcy temu, kiedy król postanowił rozerwać się i wyprawił bal maskowy. Nie brakło na nim jadła i napitków, które szybko uderzały do głowy i w niektórych wyzwalały pierwotne instynkty. Przez co po pewnym czasie na całym terenie zamku można było się natknąć na pary nieskrępowanych niczym gości oddających się gorącym namiętnościom. Sanus nie mógł już an to patrzeć. Uważał uprawianie seksu z obcą osobą za ohydne. Dla niego seks był dopełnieniem miłości łączącej dwie osoby. W pewnym momencie, nie mogąc już wytrzymać widoku kopulujących par, schował się w jednej z nieużywanych komnat. Usiadł w fotelu stojącym w najciemniejszym kącie i przymknął oczy. Przed oczami zaczęły mu się przewijać obrazy. Marzył o swoim ukochanym, o kimś z kim mógłby dzielić szczęście, z kim mógłby oglądać gwiazdy na niebie i kto odwzajemniłby jego uczucia. Marzył o kimś, kto zapełni pustkę panującą w jego sercu. Po twarzy spłynęło mu kilka łez, które szybko wytarł. Siedział wyobrażając sobie, jak dłonie ukochanego pieszczą go delikatnie doprowadzając do rozkoszy. W pewnym momencie poczuł napięcie w dole brzucha. Wsunął rękę w spodnie i poczuł jak pod wpływem tych fantazji jego męskość upomina się o pieszczoty. Rozpiął spodnie uwalniając ją i powoli zaczął ją pieścić wyobrażając sobie, że to ręka ukochanego doprowadza go do rozkoszy. Kiedy napięcie osiągnęło szczyt druga ręka powędrowała między pośladki wyduszając z ust jęk rozkoszy. W tym momencie czując obie ręce ukochanego nie mógł już powstrzymać jęków rozkoszy ani drżenia ciała. I nadszedł orgazm. Przez chwilę siedział próbując uspokoić oddech. Już chciał doprowadzić do porządku ubranie, gdy nagle usłyszał jak drzwi do komnaty otwierają się i ktoś do niej wchodzi. Nie chcąc żeby ktoś go przyłapał na tak wstydliwej i intymnej czynności Sanus zamarł na fotelu. Tymczasem postać podeszła do stojącego w komnacie łoża. W tym momencie za oknem rozbłysły fajerwerki i doradca mógł zobaczyć, że to są dwie osoby. Zdziwił się z lekka widzą, że jedna z nich jest ciągnięta przez drugą, która jedną ręką obejmowała tamtą w pasie, a drugą zasłaniała usta. Nagle ofiara została pchnięta na łóżko.
- Kim jesteś? I czego chcesz ode mnie? - Zapytała ofiara męskim głosem, w którym można było wyczuć strach.
Kolejne fajerwerki rozświetliły niebo za oknem i Sanus mógł zobaczyć, że ofiarą jest hrabia Kornelus Harumov. Natomiast agresor miał cały czas na twarzy maskę.
- Tego co do mnie należy - odparł napastnik pochylając się nad hrabią Harumov.
- Justus? - W głosie leżącego Sanus usłyszał zdziwienie, chwilę potem zobaczył jak "ofiara" ściąga napastnikowi maskę z twarzy - Co ty tu robisz? Chcesz żeby cię złapali i stracili? - Tym razem w głosie leżącego można było usłyszeć strach, jednak inny niż chwilę wcześniej.
- Musiałem cię zobaczyć - odparł napastnik ściągając całkiem maskę.
Oczom Sanusa ukazał się twarz najbardziej poszukiwanego w całym kraju człowieka, hrabiego De La Feyne. Już chciał wstać i biec po strażników, kiedy dotarło do niego w jakiej sytuacji się znajduje. Opuszczone spodnie i rozpięta bluza nie tylko odbierały mu godność, ale także stanowiły spore utrudnienie w tym co zamierzał zrobić. Postanowił więc być najciszej jak to tylko możliwe, mając nadzieję, że go nie odkryją. Na szczęście wpadające do komnaty światło z rozbłyskających za oknem fajerwerków nie docierało do kąta, w którym stał jego fotel, więc jedynym problemem było to żeby go nie usłyszeli. Siedział więc cicho i obserwował. A miał na co patrzeć. Hrabia De La Feyne nie tracąc ani chwili zaczął całować hrabiego Harumov.
-Co ty robisz? - Spytał tamten przerażony próbując odepchnąć kochanka.
- A jak myślisz? - Mruknął hrabia De La Feyne.
- Nie możesz!
- Dlaczego? - Hrabia w końcu przerwał i spojrzał w oczy kochanka.
- W każdej chwili mogą cię złapać.
- Nie bój się, wszyscy są zajęci zabawą, nawet żołnierze.
- A jeżeli ktoś tu wejdzie przez przypadek?
Hrabia De La Feyne tylko westchnął i zszedł z łóżka znikając z pola widzenia Sanusa, który bał się nawet odwrócić głowę, żeby tylko nie wywołać hałasu. Po chwili doradca usłyszał szczęk zamykanego zamka, a w jego polu widzenia znowu pojawił się hrabia De La Feyne wracając do tego, co musiał przerwać.
- Gotowe - mruknął między jednym a drugim pocałunkiem. - Teraz nikt już nam nie przeszkodzi.
- Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego się tu pojawiłeś? Chcesz żeby cię złapali? - Zapytał ze strachem w głosie hrabia Harumov.
- Musiałem. Nie mogłem już dłużej wytrzymać bez ciebie, bez osoby, którą kocham nad życie i którą poślubiłem - odparł zapytany nie przerywając pocałunków.
Sanus słysząc to z wrażenia aż wstrzymał oddech. Hrabia De La Feyne ma małżonka?! Nie mógł w to uwierzyć. Tymczasem hrabia De La Feyne powoli rozbierał ukochanego i całował każdy, stopniowo odkrywany, kawałek ciała.
- Tak bardzo cię pragnę, że jestem gotowy na każde szaleństwo, żeby tylko cię zobaczyć - szeptał namiętnym głosem pod wpływem którego Sanusowi robiło się coraz bardziej gorąco, a serce zaczynał bić coraz szybciej. Właśnie taki głos chciał słyszeć od swojego ukochanego. Właśnie takie gesty chciał czuć na swoim ciele.
- Ja też bardzo cię pragnę, ale to nie powód żeby nie dbać o swoje życie - hrabia Harumov próbował jeszcze się opierać, ale Sanus widział wyraźnie, że jego opór słabnie coraz bardziej. - Pomyślałeś jak bym się czuł gdyby cię stracili?
- To nigdy się nie stanie. Król jest zbyt głupi żeby mnie złapać. Ale nie myśl już o tym. Teraz jestem z tobą i chcę w pełni wykorzystać ten czas - w tym momencie ściągnął z ukochanego ostatnią sztukę odzieży. - Więc pozwól mi proszę zająć się tobą odpowiednio.
- Dobrze - szepnął hrabia Harumov.
Słysząc to hrabia De La Feyne na chwilę oderwał sie od kochanka i szybko pozbył się całej swojej odzieży. Wziął ukochanego w ramiona i zaczął go pieścić i całować. Rozbłyskające za oknem fajerwerki oświetlały splecione ciała doprowadzając serce Sanusa do szybszego bicia. Odruchowo położył jedną dłoń na swojej piersi, a drugą na kroczu. Czuł jak pożądanie przejmuje kontrolę nad tą częścią ciała. Tymczasem hrabia De La Feyne pochylił się i wziął naprężonego członka kochanka do ust wywołując tym kolejną falę jęków rozkoszy. Sanus przygryzł wargę, żeby tylko nie jęknąć. Głowa hrabiego De La Feyne poruszająca się między nogami kochanka i jęki tamtego sprawiły, że ręce Sanusa zaczęły powoli pieścić jego własne ciało. W pewnym momencie hrabia Harumov oderwał głowę ukochanego od swojego krocza.
- Nie!
- Ale dlaczego? - Zapytał chrapliwym głosem hrabia De La Feyne.
- Doprowadzasz mnie do szaleństwa! Zaraz wybuchnę! Skończ to wreszcie i wejdź we mnie!
- Ale w twoim stanie...
- Medyk powiedział, że jeszcze mogę.
- Jesteś pewien?
- Oczywiście, więc nie czekaj już dłużej, tylko wsadź go we mnie!
Słysząc to hrabia De La Feyne delikatnie pchnął kochanka zmuszając go do położenia się. Rozchylił jego nogi i gwałtownie wszedł w niego wyduszając z piersi kochanka okrzyk rozkoszy. Widząc wyginające się z rozkoszy ciało leżącego, namiętne ruchy hrabiego De La Feyne doprowadzające partnera do rozkoszy i słysząc ich pełne namiętności głosy, Sanus nie mógł już dłużej wytrzymać. Zagryzając wargi aż do krwi, żeby tylko nie wymknął mu się najmniejszy jęk, zaczął się pieścić. Im bardziej namiętne były jęki i ruchy kochanków, tym szybciej poruszały się jego własne ręce. W końcu rozkosz osiągnęła apogeum wyduszając z jego ust jęk rozkoszy. Przestraszył się, że został odkryty, ale kiedy wszystkie zmysły do niego wróciły okazało się, że kochankowie szczytowali w tym samym momencie zagłuszając jego jęk rozkoszy własnymi.
- Byłeś cudowny - szepnął hrabia Harumov wtulając się w ramię ukochanego.
- Ty też - odparł hrabia De La Feyne całując czule małżonka w głowę. - Co powiedział medyk?
- Wszystko w porządku, dziecko rozwija się prawidłowo.
Dziecko? Zdziwił się Sanus. Jakie dziecko?
- To dobrze. Zaokrągliłeś się już nieco - hrabia De La Feyne pogłaskał czule małżonka po brzuchu.
- Jeszcze trochę i stanę się gruby i brzydki.
- Dla mnie zawsze będziesz piękny - szepnął całując ukochanego w brzuch. - Nawet jak już się zestarzejesz i przygarbisz, zawsze będziesz moim najpiękniejszym klejnotem.
- Zawstydzasz mnie - mruknął hrabia Harumov wtulając się w pierś ukochanego.
- Dlaczego? Przecież mówię prawdę. Kocham cię jak szalony i chcę z tobą spędzić resztę życia wychowując gromadkę dzieci.
- Ja też tego pragnę, ale dopóki jesteś ścigany za zdradę nasze marzenie nigdy się nie spełni.
- Spełni się kochanie, spełni. Musimy tylko poczekać aż dziecko się urodzi, wtedy wyjedziemy daleko stąd, tam gdzie będziemy mogli żyć w spokoju.
- A twoje ziemie? Były w twojej rodzinie od wieków.
- To tylko ziemia. To prawda, że jest dla mnie ważna, ale ważniejsze jest moje i twoje szczęście. Jeżeli jego ceną jest utrata ziem, to nie zawaham się i pozbędę się ich. Żebym tylko mógł być razem z tobą. Ale zanim to się stanie musimy ukrywać nasza miłość. Chcę mieć pewność, że nasze dziecko urodzi się zdrowe. Chcę żeby opiekował się wami najlepszy w kraju medyk. Na szczęście jest on jednym z nielicznych ludzi, którym ufam i który nigdy mnie nie zdradzi. Będzie przy tobie do samego końca. A kiedy już dziecko przyjdzie na świat zabiorę cię stąd i zamieszkamy gdzieś, gdzie król nas nie znajdzie. Jednak do tego czasu musimy ukrywać fakt, że jesteś moim mężem, rozumiesz?
- Oczywiście. Też chcę żeby dziecko urodziło się zdrowe. A zanim to nastąpi, co powiesz na małą zabawę? - Zapytał zalotnie hrabia Harumov pieszczotliwie przesuwając ręką po członku ukochanego.
- Wiesz, że kiedy mówisz do mnie takim głosem, to nie mogę się powstrzymać - mruknął zapytany całując ukochanego.
Chwilę potem Sanus mógł znowu zobaczyć ich ciała splecione w namiętnym uścisku i usłyszeć pełne rozkoszy jęki i krzyki. I znowu poczuł ciepło między nogami zmuszające go do zaspokojenia się.
- Chciałbym żeby dzień nigdy nie nadszedł - szepnął hrabi De La Feyne kiedy już po wszystkim leżeli przytuleni do siebie.
- Ja też, ale niestety musisz już iść. Niedługo będzie świtać i ktoś mógłby cię rozpoznać.
- Masz rację - odparł hrabia De La Feyne wstając. Szybko ubrał się i pomógł ukochanemu doprowadzić odzież do porządku. - Nie płacz, klejnocie mój - powiedział, kiedy już skończyli. - Wkrótce się znowu zobaczymy, tym razem nikt nas już nie rozdzieli.
- Ja wiem, ale tak ciężko mi się z tobą rozstawać - szepnął hrabia Harumov wtulając się w pierś ukochanego. - Nawet nie wiesz jak boli mnie serce.
- Wiem, bo mnie boli jeszcze bardziej. Ale musimy wytrzymać - odparł i pocałował małżonka. - Lepiej już chodźmy.
Chwilę potem Sanus usłyszał odgłos klucza przekręcanego w zamku, otwierane drzwi, zamykane drzwi. Jeszcze chwilę siedział bez ruchu bojąc się, że kochankowie mogą rozmyślić się i wrócić. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Dopiero wtedy Sanus odetchnął z ulgą. Doprowadził ubranie do porządku i wyszedł z komnaty. A ponieważ miał już dość zabawy, udał się do swojej komnaty i położył spać.
Tamte wydarzenie stanęło Sanusowi przed oczami tak wyraźnie jakby wydarzyło się zaledwie poprzedniego dnia, a nie kilka miesięcy temu. Przez chwilę przemknęło mu przez głowę pytanie: Czy hrabia Harumov już urodził? Rozczulił się na samą myśl o tym niewinnym stworzeniu które niedługo miał się pojawić na świecie. Stworzeniu, które nie jest nic winne temu, że jego ojciec zdradził króla i które ma prawo żyć szczęśliwie. Dlatego też nie powie nikomu o tym, co wtedy widział. A nawet gdyby nie było tego dziecka, to i tak nic by nikomu nie powiedział. Ta namiętność jaką wtedy widział, czułość i ból jakie wtedy słyszał w ich głosach sprawiły, że czuł się jakby to on miał stracić ukochanego. Ukochanego, którego nigdy nie miał i jak do tej pory nie mógł znaleźć. Dlaczego tak jest? Dlaczego wszyscy wkoło pragną tylko jego ciała, a nie próbują nawet zrozumieć jaki on jest naprawdę? Rzucił się na łóżko i wtulił twarz w poduszkę, a z jego oczu pociekły łzy. Serce ścisnął ogromny żal i łzy zaczęły cieknąć coraz szybciej i szybciej mocząc poduszkę. Płakał tak długo, że aż zmęczony płaczem zasnął. Kiedy się obudził był już ranek. Jego serce było już spokojne, chociaż wciąż czuł ciężar samotności. Westchnął cicho, przeszedł do łazienki, szybko się umył i wyszedł z komnaty. Doradcy królewscy mieli w zwyczaj jadać razem wszelkie posiłki, chyba, że prace jakie mieli do wykonania wymuszały na nich opuszczenie pałacu. Dzięki tym wspólnym posiłkom mieli odrobinę czasu na własne przyjemności. Przez ten krótki czas mogli zapomnieć o ciążącej na nich odpowiedzialności i oddawać się miłym i nic nieznaczącym rozmowom we własnym gronie. To była jedyna przyjemność i chwile rozluźnienia na jakie mogli sobie pozwolić. Przez cały pozostały czas musieli mieć oczy i uszy szeroko otwarte, gdyż nigdy nie wiadomo było co nowego wymyśli król, a co jego doradcy będą musieli naprawiać, oraz co mogą przez przypadek usłyszeć, co mogłoby im się w przyszłości przydać.





CDN













 


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum