The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Padziernik 23 2020 09:44:16   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Wojownik 2 3
Kiedy obudził się rano po raz pierwszy nie wiedział co ma robić. Alkana nie było, więc nie musiał przygotowywać dla niego posiłku. Dziwnie się z tym czuł. Już się zdążył przyzwyczaić, że do końca życia będzie musiał wykonywać kobiece prace i nigdy nie będzie wojownikiem, tak że teraz dziwnie się czuł nie musząc nic robić. Wstał i oszczędzając zranioną nogę powoli dokuśtykał do jeziorka. Rozebrał się i odwinąwszy materiał z nogi wszedł do wody. Obmył nogę z maści i uważnie się jej przyjrzał. Wyglądała jakby była już zdrowa. Miała normalne rozmiary, a gdy ostrożnie na niej stanął nie bolała wcale. Uśmiechnął się zadowolony. A więc będzie mógł wziąć udział w zabawie. Super! Zadowolony z tego faktu położył się w wodzie i zamknął oczy rozkoszując się przyjemnym dotykiem wody. Czas płynął powoli i leniwie. Ponieważ był sam i nie musiał specjalnie myśleć o przygotowaniu posiłku, więc po prostu leżał i moczył się. Był tak rozleniwiony nicnierobieniem, ze nawet nie usłyszał nadchodzących ludzi. Dopiero ich głos przywrócił go do rzeczywistości.
- Navati!
Przerażony poderwał się i zobaczył stojących przy wygasłym ognisku Tuana i Waru. Przerażony skulił się i sięgnął ręką po hunari. Miał nadzieję, że ci dwaj nie odkryli jego sekretu. Kuląc się nałożył hunari i podszedł do wojowników. Jego uwadze nie umknął fakt, że Waru jest dziwnie zmieszany i najwyraźniej unika jego wzroku, natomiast Tuan... Nie potrafił tego określić, ale wojownik miał w oczach coś takiego co zaniepokoiło Navę. Jednak kiedy usłyszał jego głos, pomyślał, że po prostu mu się przewidziało.
- Widzę, że z twoją nogą już wszystko w porządku.
- A tak, już wyzdrowiała całkiem.
- Przynieśliśmy ci dzisiaj zająca i rybę. Polowanie jakoś wyjątkowo dobrze nam dzisiaj poszło i Mukura powiedziała, że nie potrzebuje tego wszystkiego. Mam nadzieję, że nie jest tego za dużo dla ciebie?
Nava uśmiechnął się. Był ciekawy jak uda się kobietom przekonać Tuana do przyniesienia tak dużej ilości mięsa.
- Ależ skąd - odparł szybko. - To czego nie dam rady zjeść ususzę i uwędzę. Ostatnio musiałam naruszyć trochę zapasy, więc będę mogła je uzupełnić.
- To dobrze. W takim razie my już pójdziemy - powiedział Tuan, położył rybę na ziemi i odszedł.
Waru, wciąż unikając wzroku Navy, bez słowa położył zająca obok ryby i odwrócił się żeby odejść.
- Waru... - Wojownik odwrócił się i spojrzał pytająco na chłopaka. - Dziękuję. Ładnego zająca mi przyniosłeś - Nava uśmiechnął się ciepło.
Waru nic nie powiedział, tylko zmieszany uśmiechnął się lekko i odszedł.
Nava wziął się za oprawianie mięsa. Skończywszy poszedł do lasu po liście mururi i przyprawy do mięsa. Trochę mięsa upiekł do zjedzenia, a resztę przyszykował do wędzenia. Po skończonym posiłku, kiedy już aromatyczny dym z liści mururi otulał mięso, Nava zabrał się za robienie grzebieni dla Momori i Nabane. Okazało się iż zając, którego przyniósł Waru miał w jednym miejscu sierść innego koloru. Ze stosu kości wybrał odpowiednie i poszedł do strumyka wypływającego w jeziorka, żeby je oczyścić. Skończywszy wrócił do ogniska i zaczął robić grzebienie. Praca szła mu wyjątkowo sprawnie. Nagle usłyszał, że ktoś nadchodzi. Podniósł wzrok i zobaczył Waru.
- Waru? - Zdziwił się. - Coś ci potrzeba?
- Ja... - młody wojownik umilkł zakłopotany.
- Tak?
- Mali jest bardzo dumny z tego naszyjnika, który mu zrobiłaś - w końcu wybąkał unikając wzroku Navy.
- Naprawdę? - Chłopiec uśmiechnął się. - Cieszę się.
- Czy... czy mogłabyś mi też zrobić taki naszyjnik?
- A z czego?
Waru bez słowa sięgnął do woreczka który miał zawieszony na szyi i wyciągnął z niego różnego rodzaju kły. Nava przyjrzał im się uważnie. Wyraźnie widział charakterystyczne zęby ururaka, dwa duże kły pantery ognistej i kilka mniejszych, nieznanych mu kłów.
- Z tego wszystkiego? - Chciał się upewnić. Waru pokiwał głową.
- Będzie trochę problemu z kłami pantery ognistej. Są bardzo twarde.
- Nie dasz rady zrobić? - W głosie młodego wojownika można było usłyszeć nutkę rozczarowania.
- Tego nie powiedziałam. Po prostu będzie cię to drożej kosztować.
- A co za to chcesz?
- Złap mi dwa ptaszki piri.
- Co? - Waru w końcu popatrzył na rozmówcę. - Ty wiesz jak trudno je złapać? Poza tym są niejadalne, więc nie rozumiem po co ci one.
- A czy ty wiesz jak trudno jest zrobić otwór w kle pantery ognistej?
Waru westchnął ciężko.
- No dobrze, spróbuję je złapać, ale to może trochę potrwać.
- Nic nie szkodzi - odparł Nava. - I tak na razie mam co robić, więc nie musisz się spieszyć.
- Dobrze - odparł Waru. - To ja już pójdę - i bez słowa pożegnania odszedł.
Nava wrócił do przerwanej pracy.
W końcu nadszedł dzień uroczystości. Tego dnia od samego rana Nava czuł dziwne podniecenie. Wstał bardzo wcześnie, zjadł poranny posiłek i czekał aż Mukura przyjdzie po niego. Żeby się czymś zająć postanowił zrobić naszyjniki, które obiecał kobietom Tuana. Właśnie kończył pierwszy gdy zobaczył wychodzące z lasu Nabane i Momori.
- I jak, zrobiłaś? - Spytała dziwnie podniecona Momori.
Nava bez słowa pokazał im zrobione specjalnie dla nich grzebienie.
- Łał, jakie piękne - zachwyciła się Nabane. - Które są dla mnie?
- To zależy jak się dogadasz z Momori - odparł Nava. - Miała zrobić dwa komplety i tak też zrobiłam.
- Mnie podobają się bardziej te - Momori wskazała jeden z kompletów.
- To dobrze - ucieszyła się Nabane - bo ja wolę te drugie.
- Pomóż mi to założyć - Momori zwróciła się do Navy.
Kiedy już obie kobiety wpięły grzebienie we włosy oddały chłopcu obiecane fanty.
- Chyba możemy już iść, co? - Zapytała Momori, kiedy pierwsze podniecenie nową ozdobą już opadło.
- Oczywiście - odparł Nava. - Zrobiłam już wszystko co miałam zrobić.
- To świetnie. Zatem chodźmy - i ruszyły w drogę.
Kiedy w końcu doszli do wioski Nava zauważył, że wszyscy zachowują się inaczej niż zazwyczaj. Miał wrażenie jakby to wszystkie kobiety w wiosce przechodziły Rytuał Związku, a nie tylko ta jedna. Momori i Nabane poprowadziły Navę do stojącej na skraju wioski chaty. Różniła się ona od pozostałych tym iż była przyozdobiona wszelkimi możliwymi ozdobami. Nava zatrzymał się tuż przed wejściem. Chata Samotności to było miejsce do którego nigdy nie wszedł żaden mężczyzna. To tutaj każda kobieta mająca przejść Rytuał Związku spędzała siedem dni w samotności. Mogła ją zobaczyć tylko jedna kobieta, ta która przynosiła jej pożywienie. Te siedem dni miało być sprawdzianem czy młodzi potrafią wytrzymać rozłąkę i dochować wierności. W związku z tym chata była przez cały czas pilnowana przez dwóch uzbrojonych wojowników, którzy zmieniali się co jakiś czas, żeby nie zasnąć i nie stracić z oczu kobiety. Gdyby zasnęli, a w tym czasie kobieta by opuściła chatę, oznaczałoby to iż nie posiada odpowiedniej siły by być żoną tego konkretnego wojownika. Oczywiście kobieta mogła wyjść z chaty w każdej chwili i nikt by jej nie zatrzymał, jednak czyniąc to skazałaby się na samotność do końca życia. Samowolne opuszczenie chaty oznaczałoby ogłoszenie wszystkim iż nie zamierza ona być wierną jednemu wojownikowi. Takie kobiety nazywane były "samarso" i nie cieszyły się sympatią wśród współplemieńców. Mogły żyć wśród nich, ale cały czas były zdane tylko i wyłącznie na siebie. Tak jak inne kobiety, nawet te wolne, mogły liczyć na pomoc wszystkich wojowników, tak samarso musiała polegać tylko na sobie. W jego wiosce była taka jedna. Jednak Nava był wtedy zbyt mały żeby zrozumieć dlaczego sama musiała budować swoją chatę z dala od innych i dlaczego nikt się do niej nigdy nie odzywał. Nie rozumiał dlaczego szaman nie odprawił odpowiedniego rytuału kiedy umarła. Zrozumiał to dopiero po jakimś czasie, gdy był już na tyle duży by móc wziąć udział w zabawie podczas Rytuału Związku jednego z Wojowników. Teraz kiedy stał przed tą chatą przypomniało mu się to wszystko. Przypomniał sobie jak inni wojownicy próbowali namówić tamtą kobietę do wyjścia z chaty i jak ona uparcie milczała ignorując ich nawoływania. Ciekawe czy Lamiri też przez to przechodziła, pomyślał. Jego rozmyślania przerwała Momori, która wyszła z chaty.
- No co tak stoisz? Wchodź - kiwnęła na Navę ponaglająco ręką.
- Ja? Jesteś pewna? -Zdumiał się chłopak.
- Oczywiście. Jesteś nam potrzebna.
Nava przeraził się. Przecież żaden wojownik nigdy nie wszedł do Chaty Samotności, a teraz on ma to zrobić? Powinien się od tego jakoś wykręcić, tylko jak? Chociaż z drugiej strony... Przypomniał sobie co powiedział Alkan, kiedy pierwszy raz się spotkali.
"Nie widzę na twoim ciele rytualnych blizn, więc nie jesteś jeszcze mężczyzną. A skoro tak, to znaczy że jesteś jeszcze dzieckiem."
Skoro jest jeszcze dzieckiem to chyba może wejść do tej chaty? Miał nadzieję, że kobiety będą myślały tak samo jak on, bo inaczej będzie kiepsko. Westchnął ciężko i ze spuszczoną głową posłusznie ruszył za Momori. Kiedy wszedł do chaty otoczył go gwar zupełnie jak na jakimś targu. Kilka kobiet kręciło się cały czas wokół jednej, która siedziała na ziemi, inne przebierały się, śmiejąc się przy tym i zupełnie nie przejmując się swoją nagością. Nava zawstydzony nie wiedział gdzie odwrócić wzrok, żeby tylko na nie patrzeć. Z zainteresowaniem oglądał ozdoby porozwieszane w chacie i zastanawiał się, czy przypadkiem nie zdradza go czerwona twarz, albo zmieszanie na pewno malujące się na twarzy.
- No i co tak stoisz? - Odezwała się jedna z kobiet. - Przebieraj się szybko - wcisnęła Navie do ręki jakieś hunari.
- Ja? - Chłopak przeraził się. - Dlaczego?
- Będziesz przynętą.
- Ja? Ale dlaczego akurat ja?? - Zdumiał się Nava.
- Bo jesteś płaska jak paela - odparła spokojnie kobieta, a widząc łzy zbierające się w oczach Navy i jego nieszczęśliwą minę dodała szybko - nie chciałam być niemiła. Po prostu... jak myślisz, po co są przynęty?
- Żeby odciągnąć wojownika od jego wybranki? - Zapytał niepewnie Nava.
- Zgadza się. Im bardziej podobne są one do wybranki tym trudniejsze zadanie ma wojownik, żeby wybrać tą właściwą. Jeżeli mu się nie uda to już nigdy nie będą mogli być razem. A my nie chcemy na to pozwolić, dlatego też nasze przynęty będą bardzo różniły się od tej właściwej. Spójrz na Durumu. Myślisz, że Samu mógłby ją pomylić z Lamiri?
Nava uważnie spojrzał na kobietę, którą wskazywała jego rozmówczyni. Była gruba, strasznie gruba. Faktycznie, nie będzie można ich pomylić, nawet gdy będę miały zakryte chustami twarze.
- Dlatego ty też musisz wziąć w tym udział - dodała kobieta. - Jesteś tak płaska, ze Samu na pewno się nie pomyli patrząc na ciebie.
- Rozumiem - odparł Nava.
- W takim razie przebieraj się szybciutko - powiedziała kobieta i odeszła pomóc innej, która miała jakieś problemy ze swoim hunari.
Nava patrzył na cały otaczający go harmider i gorączko myślał jak tu się przebrać, żeby kobiety nic nie zauważyły. Zsunął z ramienia ramiączko hunari, przełożył to nowe przez ramiona, a kiedy już opadło do ziemi sięgnął pod nie i zsunął swoje własne. Odłożył je na bok i poprawił na sobie materiał. Na szczęście hunari nie było zbyt duże, więc nie wyglądał w nim tak źle. Rozejrzał się w koło. Wszystkie kobiety miały na sobie takie same jak on hunari.
- Przebrałaś się już? - Usłyszał nagle głos Momori. Kiwnął potakująco głową. - Narzuć to na głowę - podała mu wzorzystą chustę.
Tymczasem przed chatą zebrał się już tłum wojowników. Wszyscy wystrojeni w różnego rodzaju ozdoby, a wśród nich jeden wyróżniający się. Na głowę i ramiona narzuconą miał skórę tygrysa szablastego, którego imponujące kły wystające z górnej szczęki układały się na policzkach wojownika. Na szyi naszyjnik z kłów pantery ognistej, na kostkach rąk i nóg bransoletki z kłów ururaka, w lewe ręce ogromna włócznia, a w prawej łuk. Z tym wszystkim robił imponujące wrażenie.
- Lamiri, Lamiri, wyjdź do mnie! - Krzyknął w pewnym momencie w stronę chaty. Odpowiedziała mu cisza, więc powtórnie zawołał, jeszcze głośniej: - Lamiri, Lamiri wyjdź do mnie!
Tym razem zawtórowała mu grupka wojowników:
- Lamiri, Lamiri wyjdź do niego!!
W końcu z chaty dobiegł kobiecy głos:
- Nie wyjdę do ciebie!
- Lamiri, Lamiri, wyjdź do mnie! - Powtórzył wojownik, a za nim "chórek" - Wyjdź, wyjdź do niego!!
- Ona cię nie chce, odejdź! Inną sobie weź!- Odpowiedział mu z chaty kobiecy chór.
- Nie odejdę! Lamiri moją będzie! A wy cicho siedźcie! - Odkrzyknął dumnie wojownik.
- Idźcie precz, idźcie precz! - Dodał męski chórek.
- Lamiri, Lamiri wyjdź do mnie! Ja tylko ciebie chcę! Mam dla ciebie dużą chatę i mnóstwo skór. Jestem młody i silny, upoluję dla ciebie mnóstwo zwierzyny! Tylko bądź moją!
- Wyjdź do niego! Wyjdź do niego! - Zaintonowali wojownicy przytupując to jedną nogą to drugą
W tym momencie z chaty wyszła Momori i wykrzyknęła:
- Jeżeli ją chcesz to ją znajdź! - W tym momencie z chaty wyszło dziesięć kobiet ubranych w takie same hunari i z takimi samymi chustami na głowach zakrywającymi kompletnie ich twarze. Ustawiły się w rządku metr od wojownika.
- No, i która z nich jest twoją wybranką? - Zapytała śpiewnie Momori. - Znajdź ją. Lecz jak źle wybierzesz, już nigdy twą nie będzie.
- Znajdę ją! - Odkrzyknął wojownik. - Będzie moją, bo kocham ją!
- Znajdzie ją! Znajdzie ją! - Zaintonował męski chórek.
- Nie znajdzie! Nie znajdzie! Nie znajdzie! - Zaintonowały kobiety buńczucznie podpierając się pod boki.
Wojownik podszedł do kobiet. Obszedł je wszystkie w koło i stanął prze pierwszą z brzegu.
- Ty nie jesteś moją Lamiri. Jesteś zbyt gruba. Nie chcę ciebie. Odejdź stąd. - Kobieta zdjęła chustę z głowy. Wojownicy wykrzyknęli radośnie. Kobieta bez słowa odeszła. Wojownik znowu obszedł pozostałe kobiety i stanął przed jedną z nich.
- Ty nie jesteś moją Lamiri. Jesteś zbyt niska. Nie chcę ciebie. Odejdź stąd. - Kobieta zdjęła chustę i znowu wojownicy wykrzyknęli radośnie.
- Ty nie jesteś moją Lamiri. Jesteś zbyt wysoka. Nie chcę ciebie. Odejdź stąd - powiedział wojownik do kolejnej kobiety.
I tak przy każdej kobiecie wynajdował coś co mu nie odpowiadało, aż w końcu zostały tylko dwie z nich. Obie były jednakowego wzrostu i podobnej budowy. Wojownik już trzeci raz obchodził je w koło uważne je oglądając.
- Nie znajdziesz jej! Nie znajdziesz! - Zaintonowały tryumfalnie kobiety
- Znajdzie ją! Znajdzie ją! - Odpowiedzieli wojownicy.
Wojownik w końcu stanął przed jedną z nich i powiedział.
- Ty nie jesteś moją Lamiri. Jesteś zbyt płaska. Nie chcę ciebie. Odejdź stąd.
Kobieta bez słowa ściągnęła z głowy chustkę. Oczom wszystkich ukazała się twarz Navy. Wojownicy wykrzyknęli radośnie. Wtedy Samu podszedł do ostatniej kobiety i powiedział:
- Ty jesteś moją Lamiri. Znalazłem cię. Teraz już moją musisz być.
Kobieta ściągnęła z głowy chustę. Wojownicy radośnie zaintonowali:
- Znalazł ją, znalazł! Teraz już jest na zawsze jego!
W odpowiedzi na to kobiety zaczęły lamentować płaczliwymi głosami:
- Znalazł ją, znalazł! Ach, jak niedobrze! Biedna Lamiri, biedna!
W tym momencie odezwały się wuwuli. Głęboki i dudniący dźwięk niósł się długo i daleko. Chwilę potem dołączyły do nich mukuri, zaraz po nich ajase i faroro. Jeszcze powietrze drgało od dźwięku wuwuli gdy wszyscy usłyszeli kirimpo i sasunu. Młody wojownik wziął swoją wybrankę za rękę i pociągnął ją w kierunku z którego dochodziły dźwięki. Za nimi ruszyli pozostali. Kiedy doszli na miejsce ich oczom ukazało się płonące ogromne ognisko i stojący obok nich szaman ubrany w rytualną szatę na którą składał się pióropusz z piór różnych ptaków, hakija ze skóry pantery ognistej i kilka naszyjników z różnego rodzaju kłów. W pewnym oddaleniu od ognista siedzieli bądź stali grajkowie, a obok nich grupka kobiet. Młodzi podeszli do szamana.
- Kto oddaje tą kobietę? - Spytał głośno szaman rozglądając się w koło.
- Ja, Ganbu z plemienia Taruri - z tłumu wyszedł potężny wojownik. Przyprószone siwizną włosy wskazywały na jego niemłody już wiek.
- Czy okup został zapłacony*?
- Zapłacony - odparł wojownik.
- Więc oddajesz tą kobietę i nigdy już nie będziesz rości żadnych praw do zadośćuczynienia?
- Zgadza się.
- Kto bierze tę kobietę? - Szaman spojrzał na przyszłego małżonka.
- Ja, Samu z plemienia Taruri - odparł dumnie mężczyzna.
- Jakim prawem bierzesz tę kobietę?
- Ustanowionym przez bogów prawem kaeli-ern.
- Czy kobieta wierna była czy też może opuściła Chatę Samotności? - Spytał szaman tłumu.
- Wierna była, wierna! - Odpowiedzieli wszyscy chórem.
- Jeszcze raz pytam - szaman zwrócił się ponownie do wojownika imieniem Ganbu. - Czy nie będziesz w przyszłości rościł żadnych praw do zadośćuczynienia za tą kobietę?
- Przysięgam na bogów najwyższych, iż nie będę, a jeśli przysięgę tą złamię, niech bogowie mnie ukażą - odparł wojownik.
- Człowiek zgodę wyraził, niech więc wypowiedzą się bogowie - powiedział szaman. W tym momencie do młodych podeszły dwie kobiety z niewielkim naczyniami wypełnionymi ziarnem. - Niech to ziarno, będące symbolem odradzającego się życia przemówi w waszym imieniu.
Młodzi wzięli po garści ziarna i powiedzieli jednocześnie:
- Boże słońca, spraw, by ognisko domowe nigdy nie wygasło - Lamiri.
- Boże słońca, spraw, bym zawsze mężczyzną był - Samu
Następnie rzucili ziarno w powietrze.
- Boże wiatru, spraw, bym dla zwierzyny niewidzialny był - Samu
- Boże wiatru, spraw by rośliny plony wspaniałe dawały - Lamiri.
Znowu nabrali ziarna i odwracając się w boku znowu rzucili w powietrze mówiąc:
- Boże deszczu, spraw by w rzece dużo wody było - Samu
- Boże deszczu, spraw by rośliny spragnione nigdy nie były - Lamiri
I znowu nabrali zboża i odwrócili się w bok mówiąc:
- Boże życia wszelkiego, spraw bym zawsze płodna była - Lamiri
- Boże życia wszelkiego, spraw bym dużo synów miał - Samu
Na koniec wzięli garść zboża w ręce i kucnąwszy wykopali wspólnie niewielki dołek i wsypując do niego zboże powiedzieli jednocześnie:
- Matko ziemio, spraw by plony duże były - Lamiri
- Matko ziemi, spraw by w mojej chacie zawsze życie było - Samu
Na koniec zasypali dołek ziemią i przyklepali. Powstali i spojrzeli na szamana. Ten wyjął z woreczka zawieszonego na szyi garść tajemniczego proszku i rzucił do ogniska. Momentalnie buchnął ogromny płomień, tak że niektórzy, bliżej stojący aż się cofnęli.
- Bogowie przyjęli waszą modlitwę i błogosławią temu związkowi. - Stojący w koło gapie słysząc to wykrzyknęli radośnie.
W tym momencie do szamana podszedł bardzo stary wojownik trzymający w ręku dziwne przyrządy oraz miseczkę z tajemniczym płynem. Szaman bez słowa wziął od niego narzędzia i zaczął robić tatuaż związku, najpierw na ręce wojownika, a później kobiety.
- Samu z plemienia Taruri, od tej chwili kobieta ta należy do ciebie - powiedział kiedy już skończył.
W tym momencie rozbrzmiały mukuri, ajase i faroro. Chwilę potem dołączyły do nich pozostałe instrumenty oraz kobiety stojące obok grajków, które klaszcząc w dłonie i przytupując zaczęły śpiewać:

Cieszmy się, cieszmy
Bawmy się bawmy
Bogowie błogosławili
Dziś miłość
Nowa rozkwita
Niech im się szczęści
Niech im się wiedzie

W tym momencie do śpiewu i tańca dołączyli pozostali członkowie plemienia. I zaczęła się zabawa: tańce i ucztowanie. Każdy z każdym: wojownicy z kobietami, młodzi ze starymi. Rytuał związku to jest jedyny okres, kiedy wszyscy zapominają o panującej w plemieniu hierarchii i wspólnie się bawią. Nava nawet nie wiedział, kiedy i przez kogo został wciągnięty w sam środek bawiącego się tłumu. Ale nie miał nic przeciwko temu. Lubił się bawić, więc bawił się aż do upadłego.
Kiedy zapadł wieczór Nava stwierdził, że jest już lekko zmęczony zabawą i mimo iż inni bawili się jeszcze w najlepsze, on postanowił trochę odpocząć. Trochę mu zajęło zanim wydostał się z tłumu, a kiedy już mu się to udało poszedł nad rzekę. Chociaż ognisko było dosyć duże, jednak nie na tyle, żeby oświetlić rzekę, więc w pewnym momencie Nava musiał iść powoli, żeby przypadkiem się o coś nie potknąć. W końcu dotarł do rzeki, usiadł nad brzegiem i spuścił nogi do wody. Była zimna i przyjemnie chłodziła zmęczone tańcem stopy, a wiejący niewielki wiatr studził rozpalone ciało. Nava siedział i rozkoszował się tymi przyjemnościami jednocześnie nasłuchując dobiegającej od strony wioski muzyki. Tak był w nią wsłuchany, że nawet nie usłyszał jak ktoś do niego podchodzi. Dopiero, gdy ktoś dotknął jego ramienia podskoczył i krzyknął przestraszony.
- Nie bój się Navati - usłyszał spokojny głos.
Dopiero wtedy obejrzał się i zobaczył stojącego obok, z pochodnią w ręku, najstarszego syna Tuana, Waru.
- A to ty - uspokoił się momentalnie. - Wystraszyłeś mnie.
- Wybacz, nie chciałem - odparł chłopak. - Dobrze się czujesz?
- Oczywiście. Tylko się trochę zmęczyłam, wiec pomyślałam, że odpocznę i wrócę dalej się bawić. A ty? Dlaczego się nie bawisz?
- Ja... - Waru umilkł na chwilę. Nava zdziwiony zobaczył jak chłopak zmieszany odwraca twarz. - Chciałem z tobą porozmawiać - dodał prawie niesłyszalnie.
- Za mną? - Zdumiał się Nava. - Chodzi pewnie o ten naszyjnik, który mam dla ciebie zrobić? Wybacz, ale jeszcze nie skończyłam robić...
- Nie o to mi chodzi - przerwał Waru. - Ja...
Nava patrzył na młodego wojownika nic nie mówiąc. Czekał aż tamten przezwycięży nieśmiałość i powie o co mu chodzi.
- Zostań moją kobietą!
- Słucham?? - Nava spodziewał się wszystkiego, ale nie czegoś takiego.
- Zostań, proszę, moją kobietą! - Powiedział Waru przybliżając się do Navy. - Spodobałaś mi się od pierwszego razu, kiedy cię zobaczyłem i chciałbym żebyś była moja. Ja nie wierzę, że Alkan wróci...
- Nie mów tak! On wróci! - Odparł pewny głosem Nava. - Obiecał, że wróci i ja mu wierzę! I będę czekać aż on wróci!
- Ale ty nawet jeszcze do niego nie należysz, wiec możesz zostać moją. Jestem dobrym myśliwym, nie zabraknie ci zwierzyny. Tylko proszę, zostań moją!
- Waru - powiedział spokojnym już głosem Nava. - Wierzę, że jesteś dobrym myśliwym i niewątpliwie będziesz wspaniałym wojownikiem, ale ja nie mogę zostać twoją kobietą. To prawda, że nie należę jeszcze do Alkana, ale już dawno oddałam mu swoje serce. Wybacz, ale chyba wolałbyś, żeby twoja kobieta odwzajemniła twoje uczucie, prawda? Ja niestety nie mogę.
- A jeżeli on nie wróci?
- Będę czekać ta długo jak trzeba, nawet jeżeli miałoby mi to zająć całe życie. Wybacz...
- To ty wybacz, nie chciałem cię wprawiać w zakłopotanie - odparł cicho Waru.
- Nie wprawiłeś.
- Pewnie chcesz już wracać do swojej jaskini. Może odprowadzę cię?
- To miłe z twojej strony, Waru, ale uważam, że to nienajlepszy pomysł.
- Chyba masz rację - mruknął młody wojownik. - To ja lepiej już pójdę - i odwrócił się, żeby odejść.
- Waru...
- Tak? - Odwrócił się błyskawicznie z nadzieją w oczach.
- Mógłbyś mi zostawić pochodnię? Żebym mogła trafić do swojej jaskini.
- Ach tak - głos Waru momentalnie przygasł. - Proszę - podał Navie pochodnię i odszedł.
Nava westchnął ciężko. Trochę mu przykro było. Polubił tego młodego wojownika i widok jego zasmuconej twarzy sprawiał mu przykrość. Ale niestety nie mógł postąpić inaczej. Jego serce już od dawna należało do Alkana i nawet gdyby Alkan miał nigdy już nie wrócić, nic tego nie zmieni. Nava będzie czekał. Tak długo jak trzeba.
Wzdychając ciężko ruszył w stronę swojej jaskini. Jeszcze długo słyszał muzykę i odgłosy dobrej zabawy. W końcu dotarł na miejsce. Zagasił pochodnię i wszedł do jaskini. Zdjął hakiję i położył się spać. Zasnął momentalnie.
Obudził się w doskonałym humorze. Obmył się i zjadłszy posiłek przygotowany z zapasów wziął się za robienie ozdób, które mógłby pokazać kobietom w wiosce. Chociaż nie miał zbyt wiele materiału, to jednak wolał część zrobić wcześniej, żeby potem mieć trochę więcej czasu. Zajęty praca nawet nie zauważył jak ktoś podszedł do ognia. Dopiero ciche chrząknięcie sprawiło, że podniósł głowę.
- O, Mukura. Wybacz, ale nawet nie zauważyłam jak nadchodzisz.
- Nic się nie stało - kobieta uśmiechnęła się delikatnie, ale szybko spoważniała. - Chciałam ci podziękować.
- Za co? - Zdumiał się Nava.
- Że go odrzuciłaś.
- Waru ci powiedział? - Nie wiadomo dlaczego, chłopak zaczerwienił się.
- Nic nikomu nie powiedział.
- Więc skąd wiesz??
- Przecież jestem jego matką, nie? Matki widzą więcej niż się wydaje. Widziałam jak Waru patrzył na ciebie. Nie byłam tylko pewna, co zamierza zrobić. Bałam się, że zrobi coś szalonego, czego będzie później żałował, ale kiedy zobaczyłam go wracającego znad rzeki, zrozumiałam, że nie muszę się już martwić. Dlatego właśnie chciałam ci podziękować. Lubię cię i uważam, że jesteś bardzo miła, ale uważam, że Waru zasługuje na kogoś lepszego.
- Też tak uważam - odparł uśmiechając się Nava. - Waru to bardzo miły wojownik i powinien znaleźć równie wspaniała kobietę. Może zabierzesz go ze sobą na następny targ? No chyba, że już masz jakąś kandydatkę?
- Nie, nie mam żadnej. Zresztą, nawet jakbym miała, to nie ma gwarancji, że przypadła by do gustu Waru. Więc chyba będę musiała go zabrać na targ.
- Jak tam była ostatnio to widziałam wiele naprawdę ładnych kobiet - nie wiadomo czemu Nava zaczerwienił się.
- Jeszcze raz dziękuję - Mukura uśmiechnęła się i chciała odejść gdy Nava powiedział:
- Mogłabyś przekazać Nabane i Momori, że jeżeli chcą te naszyjniki dla Tuana to dobrze by było żeby dostarczyły mi jakieś kły i pazury? Bo ja nie mam z czego zrobić.
- Oczywiście - kobieta uśmiechnęła się i odeszła, a Nava wrócił do przerwanej pracy, jednak nie było dane mu się skupić.
Tym razem przerwał mu Tuan, który przyniósł antylopę manpo.
- Witaj. Mam nadzieję, że nie będzie tego zbyt dużo dla ciebie? - Zapytał zrzucając zwierzynę z ramion na ziemię.
Navie aż zaświeciły się oczy na widok zdobyczy. Antylopa manpo miała wyjątkowe umaszczenie, dzięki czemu można by będzie z niej zrobić dość dużo ozdób. No i fantazyjnie zakręcone rogi, które mogły stanowić wspaniałą ozdobę stroju wojownika.
- A nie powinieneś dostarczyć jej swoim kobietom? - Zapytał obojętnym głosem Nava.
- Jeszcze zdążę upolować kolejną antylopę. Poza tym moi synowie też nie wrócą z pustymi rękami, więc nie masz się o co martwić.
- Cieszę się - Nava uśmiechnął się. - Nie chciałbym żeby twoje kobiety przestały mnie lubić.
- Niechby tylko spróbowały - mruknął Tuan i podszedł bliżej do Navy. - Zresztą jak można nie lubić kogoś tak miłego jak ty? - Zapytał i złapał w palce kosmyk włosów, który poruszony przez wiatr zasłonił Navie oczy.
Przez chwilę bawił się tym kosmykiem nic nie mówiąc, tylko patrząc na twarz chłopca, aż Navie zrobiło się strasznie głupio.
- Dziękuję za antylopę - powiedział żeby przerwać tą dziwną ciszę. - Jest tak duża, że starczy mi jej na kilka dni. Lepiej wezmę się szybko za nią.
- Masz rację - Tuan w końcu puścił włosy Navy i zabierając rękę, niby przypadkiem, pogładził ramię chłopca.
Nava wziął nóż leżący przy ognisku i kucną nad sarną tak żeby nie widzieć twarzy wojownika. Ten jeszcze chwilę postał aż w końcu odszedł. Kiedy już zniknął wśród drzew Nava przerwał zajęcie i usiadłszy na ziemi odetchnął z ulgą. Zachowanie Tuana przerażało go. Nie wiedział co robić. Gdyby Alkan tu był... Smętnie zwiesił głowę. Alkan, gdzie jesteś?! Wróć jak najszybciej! Chwilę jeszcze tak siedział w duchu nawołując Alkana. W końcu wziął się z powrotem za antylopę. Trochę mu zajęło oddzielenie skóry od mięsa. Zwykle nie zwracał na to uwagi, ale teraz miał zamiar użyć jej do zrobienia ozdób, więc uważał, żeby nigdzie nie przeciąć jej czy uszkodzić w inny sposób. W końcu mu się udało. Wstępnie przygotował skórę do dalszej obróbki i wziął się za porcjowanie mięsa. Na początku, kiedy zamieszkał z Alkanem, szło mu to trochę opornie, ale z każdym dniem nabierał coraz większej wprawy. Nic więc dziwnego, że z mięsem uporał się wyjątkowo szybko. I kiedy już część wędziła się, a część suszyła, wrócił do obrabiania skóry. Na koniec wyczyścił rogi. Kiedy skończył pracę okazało się, ze nadszedł już wieczór. Szybko pochował mięso, które zdążyło się już uwędzić, upewnił się jeszcze czy skóra jest dobrze rozpięta do wyschnięcia i poszedł spać. Kiedy następnego dnia po porannym posiłku siedział przed jaskinią i robił ozdoby, przyszły do niego Momori i Nabane, a za nimi szedł z niepewną miną Waru.
- Witajcie! - Nava wyraźnie ucieszył się na ich widok.
- Mukura powiedziała, że możesz już nam zrobić naszyjniki dla Tuana.
- Jeżeli macie kły i pazury.
- Mamy tyle - Nabane rozwiązała zawiniątko, które niosła ze sobą i oczom Navy ukazały się różnego rodzaju kły.
- Skąd wy to macie? - zainteterował się chłopiec.
- Pozbierałyśmy z całej wioski - odparła Momori. Nava spojrzął na nią zdziwiony, wiec dodała: - okazało się, że niektóre kobiety mialy gdzies tam pochowane różne takie kły z którymi nie miały co robić, wiec powymieniałyśmy się i oto masz. Mam nadzieję, że dasz radę z tego zrobić dwa różne naszyjniki? - zaniepokoiła się.
- Oczywiście.
- Ale oba jednakowo wspaniałe? - zapytała Nabane. - Nie chcę, żeby okazało się, że jej naszyjnik bardziej spodoba się Tuanowi.
- Postaram się zrobić oba tak samo wspaniałe, ale nie mogę obiecac, że oba spodobają się Tuanowi tak samo.
- Mam nadzieję - westchnęła smętnie Nabane.
- No dobrze, to teraz jeszcze on - powiedziała Momori popychają Waru, który warknął coś na nią, ale posłusznie podszedł blizej do Navy.
Nie partrząc na chłopca wyciągnął w jego stronę rękę w której trzymał dwa martwe ptaszki piri i zapytał:
- Zrobisz też dla mnie naszyjnik?
Nava wziął ptaszki i uśmiechajac się odpowiedział:
- Oczywiście, przecież obiecałam ci zrobić.
Waru w końcu spojrzął na Navę, który wciąż się uśmiechał. Chłopiec miał wrazenie jakby w jego oczach zobaczył ulgę. Pewnie bał się reakcji Navy po tym co się stało w nocy.
- Dostanę te kły na twój naszyjnik? - zapytał Nava, widząc, że mlody wojownik w ogóle nie reaguje.
- Ach tak, wybacz - Waru zaczerwienił się i wyciągnął z zawieszoengo na szyi woreczka materiął na naszyjnik.
- Może macie ochotę na mały poczęstunek? - spytał Nava odkładajac na bok wszystkie kły. - Dzisiaj rano zrobiłam placki durum, wycisnęłam trochę soku z owoców, a wczoraj ususzyłam mięso.
- Bardzo chętnie - powiedziała Nabane siadając przy ognisku.
- To ja już pójdę - mruknął Waru i odwrócił się, żeby odejść, ale zatrzymał go głos Navy.
- Mógłbyś jeszcze chwilę zostać? Z ptaszków piri potrzebne są mi tylko piórka. Jeżeli poczekasz, aż je oskubię, to mogłbyś resztę zabrać i miałbyś przynęte na grubszą zwierzynę.
- No dobrze - odparł młody wojownik i usiadł przy ognisku.
- Momori, mogłabyś przynieść z lasu trochę lisci nerkowca? - Nava zwrocił się do kobiety, która bez słowa poszła w stronę lasu.
W międzyczasie Nava porozlewal sok do miseczek wykonanych ze skorup owoców surumi, wybrał najlepiej ususzone mięso i wyciągnął ze spiżarki placki durum, a kiedy Momori wróciła poukładał wszystko na liściach.
Goście zaczęłi jeść, a Nava wziął się za skubanie ptaszków, uważając, żeby nie uszkodzić żadnego piórka. Były zbyt cenne.
- Całkiem dobre - mruknęła Nabane gryząc placek. - A próbowałaś dodac do nich liście maori? Uważam, ze wtedy sa jeszcze lepsze.
- Liście maori? - zdumiał się Nava przerywajac na chwilę skubanie. - Myślałam, że one są używane tylko i wyłącznie do wyrobu leczniczych maści.
- Niekoniecznie - odezwała się Momori. - Do robienia leków używa się ich soku, ale jeżeli ususzysz je odpowiednio i zetrzesz na proszek, wtedy stanowią bardzo dobrą przyprawę, która można stosować też do mięsa.
- Musisz mi kiedyś dokładnie powiedzieć jak się je suszy.
- Och, to bardzo proste. Musisz...
- Łaaa! Jaki dobry sok! - wykrzyknęła nagle Nabane. - Z czego on jest zrobiony?
- A z różnych owoców.
- Ja tez robię sok z różnych owoców i on smakuje zupełnie inaczej.
- To może dlatego, że dodałam soku z liści kajene.
- Poważnie? - zdumiała się Nabane. - myślałam, że one tylko ładnie wyglądają jako ozdoba.
- To też, ale sok też się nadaje.
- I jak go wyciskasz?
- musisz zmiażdzyć liście dodając jedno ziarnko bukunu. Odstawiasz wszystko na jeden dzień. W tym czasie ziarno bukunu sprawia, że liscie puszczają sok, który odcedzasz. To co zostaje już się do niczego nie nadaje, a sok mieszasz z sokiem z owoców i masz wspaniały napój.
- Musze zapamiętać - mruknęła Nabane.
W tym momencie Nava skończył skubać ptaszki piri. Przykrył piórka liściem nerkowca, żeby tylko nie porwał ich wiatr i oddał gołe mięso Waru.
- Wybacz, że musiałeś tak długo czekać - uśmiechnął się.
- Nic się nie stało - odparł z zakłopotaniem młody wojownik.
- Mam nadzieję, że te ptaszki będą dobrą przynętą. Gdyby kiedys jeszcze udało ci się jakieś złapać mógłbyś najpierw przyjśc z nimi do mnie, żebym mogła wziąć ich piórka?
- Będę pamiętał o tym.
- Dziękuję - Nava znowu uśmiechnął się szeroko.
Młody wojownik tylko coś mruknął zawstydzony i odszedł.
- Strasznie dziwnie się dzisiaj zachowuje - mruknęła Momori patrząc za oddalajacym się wojownikiem.
- Poważnie? - zdziwi się Nava. - Nie zwróciłam uwagi.
Nava doskonale wiedział, co było przyczyną takiego zachowania Waru, ale nie miał zamiaru nic mówić. Miał wrażenie, że tylko sprawiłby tym kłopot Waru i Mukurze, a to była ostatnia rzecz jaka chciał zrobić. Udał więc, że nic nie zauważył, a chcąc mieć pewność, że kobiety nie będą drążyły tematu szybko zapytał:
- Idziecie w tym roku na targ?
- Nie. Tym razem idzie Mukura. A co, chcesz się zabrać? - zapytała Nabane.
Nava pokiwął twierdząco głową.
- Postanowiłam, że jednak spróbuję zrobić trochę ozdób i zanieśc je na targ.
- Jednak - Ucieszyła się Momori. - Uważam, że na pewno je wszystkie sprzedasz!
- Tak myślisz?
- Oczywiście! Ty nawet nie wiesz, jak niektóre kobiety podczas Rytuału Związku Lamiri i Samu, zazdrośnie patrzyły na te ozdoby do włosów, które nam zrobiłaś. Gdyby miały możliwość, to pewnie same by też sobie coś takiego kupiły.
- Tak po prawdzie to cały czas gapią się zazdrośnie - mruknęła Nabane - ale nic nie mówią.
- Dlatego też najpierw musisz zrobić trochę i przynieść do naszej wioski.
- Ale ja nie bardzo mam z czego robić - zasępił się Nava. - Przeciez nie mogę prosić Tuana żeby mi przynosił tak dużo zwierzyny. Co ja zrobię z całym tym mięsem? Mam go już tak dużo, że nawet jak już Alkan wróci to będziemy je jeść i jeść i jeść.
- To może zrobimy tak: powiemy Tuanowi, żeby nie przynosił ci już więcej żadnej zwierzyny, tylko wszystko oddawał nam. A ty będziesz przychodzić i wybierać sobie to co potrzebujesz.
- Oczywiście dostaniesz też mięso, żebyś nie musiała naruszać swoich zapasów - dodała szybko Momori.
- Zgoda - chłopak uśmiechnął się.
- To pewnie do tych zdób były ci potrzebne te ptaszki piri? - spytała Nabane.
- Zgadza się - Nava pokiwał twierdząco glową. - Wprawdzie nigdy czegoś takiego nie robiłam, ale słyszałam, że podobno ozdoby wykonane z tych piór są droższe od innych, więc gdyby udało mi się jakies sprzedać to może mogłabym kupić chociaz jedną krowę, żeby mieć mleko.
- Trzeba było powiedzieć, że chcesz mleka! - wykrzyknęła Momori. - Mamy dwie krowy i mogłybyśmy ci czasami trochę mleka dać.
- Nie chę wam sprawiać klopotu - bąknął zawstydzony Nava. - I tak już dużo dla mnie robicie.
- Ależ to żaden kłopot - Nabane poklepała Navę po plecach.
- Mimo wszystko jednak, wolałabym mieć własną krowę - odparł chłopiec nieśmiało.
- W takim razie pomożemy ci ją zdobyć! - Momori nagle nabrała animuszu. - Przychodź do nas ile chcesz i wybieraj wszystkie kości, ości i co tylko potrzebujesz do zrobienia tych ozdób!
- Czasami będę potrzebować jakiejś skóry - bąknął niepewnie Nava.
- Żaden problem - Momori poklepała Nave uspokajająco po plecach.
Jeszcze jakiś czas kobiety siedziały z Navą rozmawiajac o glupotach. Kiedy już się ściemniło poszły do wioski, a Nava położył się spać. Śniło mu się jak oblegają go kobiety chcące kupić zrobione przez niego ozdoby, a potem on kupuje stado krów i podaje Alkanowi do każdego posilku mleko zamiast wody.






SŁOWNIK
Piri - małe ptaszki długości około 10 cm. Niejadalne, jednak bardzo cenne ze względu na różnokolorowe upierzenie stosowane w różnego rodzaju ozdobach. Ze względu na to upierzenie są cały czas narażone na niebezpieczeństwo dlatego też gniazda zakładają na najwyższych gałęziach drzew, co uniemożliwia drapieżnikom schwytanie ich. Oprócz tego są bardzo zwinne i szybkie, dlatego też schwytanie ich jest niezwykle trudne, w związku z czym ozdoby zawierające ich pióra są niezwykle cenne i rzadkie.

Wuwuli - instrument muzyczny wykonany z drewna. Odpowiednio młode drzewa są ścinane i wydrążane w środku. Potem drzewo jest moczone w wodzie żeby można mu było nadać odpowiedni kształt. Po trzydziestu dniach jest ono wyjmowane z wody. Jeden z końców jest "rozbijany" tak żeby zwiększył swój obwód. Potem do środka tuby wrzucane są palące się kawałki drzewa oraz rozżarzone kamienie, które mają jednocześnie wypalić ścianki instrumentu i nadać mu odpowiedni, łukowaty kształt. Tą samą metodę stosuje się przy kształtowaniu z drugiej strony tuby odpowiednio małego otworu umożliwiającego dmuchanie w instrument. Z powodu ciężaru oraz mało poręcznego kształtu, w celu wydobycia z niego dźwięku mężczyźni opierają go o ziemię szerszym końcem, a następnie dmuchają w węższy koniec.

Mukuri, ajase, faroro - bębny wykonane z drewna. Za membranę służą odpowiednio spreparowane skóry antylop. Mukuri jest wysokie na metr, membrana tylko z jednej strony. Stawiany bezpośrednio na ziemi. Grający na nim wojownik musi stać. Ajase również ma membranę tylko z jednej strony, ale tylko połowę wysokości Mukuri, w związku z czym grający na nim zazwyczaj siedzi. Natomiast faroro to małe bębenki z membraną z obu stron, trzymane przez grającego zazwyczaj pod pachą (jeżeli grający stoi), albo między odpowiednio ułożonymi nogami (jeżeli wojownik siedzi)

Kirimpo - instrument szarpany wykonany z odpowiednio spreparowanych jelit zwierzęcych. Jelita te, różnej długości, przytwierdzane są do płaskiego kawałka drzewa. W celu wydobycia z nich dźwięku należy je szarpnąć.

Sasunu - instrument wykonany z owoców surumi i bukunu. Owoce surumi są wielkości około 15cm i mają twardą skorupkę. Ich wnętrze jest suszone i używane jako słodka przyprawa do różnego rodzaju potraw. Natomiast skorupki są wypalane od środka. Potem wkłada się do nich odpowiednio wysuszone owoce bukunu. Dzięki temu powstaje instrument wydający charakterystyczny grzechoczący dźwięk

* wojownik, który chce poślubić kobietę przekazuje jej rodzinie zadośćuczynienie w postaci różnorodnych dóbr. Jego wielkość i rodzaj są wcześniej ustalane przez obie strony.

Kaeli-ern - prawo na podstawie którego o losie kobiety decyduje najstarszy wojownik w rodzinie. Po przejściu Rytuału Związku prawo to przechodzi na wojownika, któremu kobieta została poślubiona. W przypadku, gdy w rodzinie nie ma żadnego wojownika, o losie kobiety decyduje wódz plemienia.

Durum - niewielkie okrągłe, bardzo cienkie placki smażone na paeli. Wyrabiane są z mąki wymieszanej z wodą z dodatkiem różnych ziół.





CDN
















Komentarze
Aquarius dnia padziernik 09 2011 22:23:32
Komentarze archiwalne przeniesione przez admina

Floo (Brak e-maila) 16:42 25-06-2011
Ach Ach coraz bardziej i bardziej wciąga mnie ta historia. Już się nie mogę doczekać aż Nava będzie maił tego wielkiego kociaka (sorka ale nie pamiętam jak się to stworzenie nazywało XD). Już czekam na następny rozdział :F
Aquarius (Brak e-maila) 19:29 25-06-2011
Floo, jest jeden sposób na przypomnienie sobie tego. Wystarcz zajrzeć do pierwszej części smiley Niestety do "kociaka" będziesz musiał pcozekać jeszcze kilka rozdziałów. Ile? Tego nie powiem smiley
Floo (Brak e-maila) 23:20 26-06-2011
No wiesz przyznam się szczerze mam dobrą pamięć ale krótką jakieś 2 tygodnie temu czytałam pierwszą część wiec już nie chciałam wracać do tego bo bym zaraz sprawdzała co Nava tam jeszcze przeżywał a nie chce bo chce mieć większą niespodziewajke smiley
Aquarius (Brak e-maila) 10:28 27-06-2011
Mozesz Floo bez obaw wrócić do pierwszej części, gdyż nie ma w niej zupełnie nic na tema tego co będzie w części drugiej. Inaczej mówiąc: w drugiej części będzie opisany ten okres od momentu kiedy Alkan wyruszył na wyprawę do momentu, kiedy wrócił, czyli to, co w pierwszej części zostało całkowicie pominięte. Więc "niespodziewajke" i tak będziesz miała smiley
An-Nah (Brak e-maila) 20:26 27-06-2011
Oooo, fajnie że postanowiłaś to rozpisać smiley Dobry pomysł smiley

Teraz do szczegółów. Nava mnie wkurza. Tak płaczliwego "ukesia" nie widziałam dawno. ALE tu akurat widzę uzasadnienie takiego stanu rzeczy smiley Chłopak nie przeszedł inicjacji, a inicjacja to w końcu ten moment, gdy jednostka przechodzi w przyśpieszonym tempie proces dojrzewania psychicznego (wg śmielszych i niepotwierdzonych teorii także i poniekąd fizycznego, ale nie będę się w to wgłębiać), więc Nava to suma sumarum dzieciak, dodatkowo z "zaburzeniem" identyfikacji płciowej. Zachowuje się jak dziewczynka bo de facto dziewczynką jest. Tym bardziej czekam na inicjację, bo świetnie mi się to opowiadanie interpretuje teoriami ze studiów ^^

Ale mam nadzieję, że kobiety w plemieniu mają jakieś inne tematy do rozmów, niż kto z kim przeszedł Rytuał Związku... bo na razie role i zajęcia kobiet w plemieniu nie są ani ciekawe, ani antropologicznie prawdziwe.
Floo (Brak e-maila) 22:39 27-06-2011
Ale w pierwszej części Nava "streszcza" Alkanovi co się działo. Po za tym uwielbiam pierwszą część (zawsze się na niej wzruszam) a jak będę ją zbyt często czytać to mi się znudzi więc poczekam jeszcze trochę smiley
Aquarius (Brak e-maila) 12:11 28-06-2011
Wiesz AN-Nah, może Nava jest faktycznie za bardzo płaczliwy, ale to dlatego, że straaaaaasznie przeżywa fakt, że Alkan odszedł. On jest straaaaasznie uczuciowy. smiley Ale spoko, na pewno stanie się bardziej "męski"
Aquarius (Brak e-maila) 12:16 28-06-2011
Wiesz Floo, w pierwszej części, może i jest to wszystko streszczone, ale baaaaaaaaaaaaaaaardzo ogólnikowo, cos mniejwięcej jakbyś dawno niewidzianej koleżance chciała straścić 20 lat swego życia w jednym zdaniu
An-Nah (Brak e-maila) 16:08 28-06-2011
Nie utożsamiałabym uczuciowości z płaczliwością. Płaczliwość to tylko jeden ze sposobów wyrażania uczuciowości. Kto inny na sytuację emocjonalnie obciążającą może zareagować np. agresją. A to, że Nava zachowuje się jak rozchwiana emocjonalnie dziewczynka (wedle rozumienia tak rozchwiania emocjonalnego, jak i dziewczynki obecnego w naszej kulturze), jest, jak już powiedziałam, antropologicznie uzasadnione.
I przepraszam za interpretowanie tekstu pod kątem mojej wiedzy ze studiów, ale ja po prostu mam skrzywienie antropologiczno-religioznawcze ^^
Aquarius (Brak e-maila) 17:56 28-06-2011
Spoko An-Nah, mnie to nie przeszkadza. Każdy ma jakieś skrzywienie. Najwyżej może o tym nie wiedzieć smiley
Aquarius (Brak e-maila) 09:11 02-07-2011
An-Nah, masz kolejną część. Nie wiem czy to się spodoba twojemu antropologicznemu skrzywieniu, ale ja tak to widzę i koniec, krpoka smiley Poza tym to jest przecież fantasy, nie? Więc wszystko może być prawdziwe...
szmaragdowy_kot (Brak e-maila) 16:03 02-07-2011
Przeczytałam 1 część i mam wrażenie, że inspirowałaś się mangą "Wild rock". Jest tam i Nava i kwiat dla ukochanej osoby itp. W każdym razie mam kilka uwag: zbyt często powtarzasz imiona bohaterów, gdy opisujesz ich działania i dialogi. To irytujące. Imię można zastąpić innymi określeniami lub w ogóle pominąć, gdyż w niektórych zdaniach było całkowicie zbędne. Miałam też wrażenie, że emocje Alkana i Navy są zbyt płaskie, a płaczliwość tego drugiego przesadzona. Tak jakby płacz był jedynym możliwym sposobem okazywania czułości i troski. Mimo wszystkich niedociągnięć, przeczytałam z zainteresowaniem. Pozdrawiam
szmaragdowy_kot (Brak e-maila) 16:21 02-07-2011
Dodam jeszcze, że późniejsze części przestają być interesujące, gdy podajesz je po zakończeniu głównej historii. Na Twoim miejscu połączyłabym wszystko i umieściła okres oczekiwania Navy tam gdzie powinien być - po odejściu Alkana. Historia ogólnie ma fajny potencjał, ale czuję, ze nie chcesz/nie potrafisz go wykorzystać. Z chęcią przeczytałabym ją drugi raz w wersji rozbudowanej i poprawionej. Czy jest szansa...? smiley
Aquarius (Brak e-maila) 19:48 02-07-2011
WILD ROCK rulez!!! smiley
A na poważnie: przyznaję uczciwie, że to jedna z moich ulubionych mang i faktycznie, to ona mnie zainspirowała do tego opowiadania. Ale tylko fakty umieszczenia akcji w czasach prehistorycznych. Zwróć uwagę kotku, że w Wild Rock wątek kwiatka jest zupełnie marginalną historią, jakby użytą od niechcenia, przy okazji. Co do powtarzania imion, to faktycznie musze nad tym jeszcze popracować. Jeżeli chodzi o zlepienie wszystkiego w jedną całość, to i tak to już musztarda po obiedzie. Co do potencjału... dlaczego uważasz, że nie umiem (nie chcę) go wykorzystać? Możesz rozwinąc ten wątek?
Tak w ogóle to nie miałam w planach pisania drugiej części. To wszystko wina An-Nah i jej komentarza do pierwszej części smiley
Aquarius (Brak e-maila) 20:02 02-07-2011
I przy okazji, szmaragdziku, imię Nava też jest użyte tylko marginalnie (nie jest to imię żadnego z głównych bohaterów ). Nic na to nie poradzę, ze mi zapadło w głowie smiley
szmaragdowy_kot (szmaragdowy.kot@gmail.com) 12:07 03-07-2011
Wild rock był pierwszą mangą yaoi jaką kupiłam i mam do niej sentyment. Już nie czepiam się, że używałaś imienia Nava czy też wykorzystałaś motyw z kwiatem, to mniej istotne. Cała twoja historia różni się w znacznym stopniu od tej w mandze i chwała ci za to. Jednak wodniku zauważ, że bohaterowie mogliby mieć bardzie rozbudowane charaktery, okazywać więcej emocji. Opisywałaś nieraz ze szczegółami czynności, które wykonywali, ale brakowało mi przy tym głębszej refleksji, rozmyślań Alkana czy Navy. Z tego powodu opowiadanie jest trochę płaskie, jeżeli wiesz co mam na myśli.
Niestety, ale dla mnie nie wykorzystałaś potencjału r11; słabo przedstawiona tamtejsza kultura i zwyczaje panujące w plemionach. Z pewnością mogłabyś wycisnąć z tego więcej. Jednak najgorszy jest moment, w którym Alkan odchodzi, mija rok, o którym nic nie wspominasz, a potem nagle się spotykają i są razem. Podajesz w skrócie to, co wydarzyło się przez ten czas. Znów niewykorzystana szansa na przedstawienie zmagań Alkana i życia jakie toczy Nava bez niego. Dopisałaś niby kontynuację później, ale tak jak wspomniałaś, to musztarda po obiedzie, a i tak nie wyczerpuje tematu. Mimo wszystko na Twoim miejscu zdjęłabym to z anteny i przerobiła, bo aż się prosi by zrobić z tego naprawdę fajne opowiadanie. Ale to tylko moje zdanie.
Pozdrawiam ciepłosmiley
Floo (Brak e-maila) 19:32 03-07-2011
O ja o ja o ja O JAAAAA!!!!!!! Waru chce się z Navą żenić!! No jakby tak wyszło to by się w noc poślubną mocno zdziwił XDDD. Nie no fajny z niego chłopak ale mimo wszystko jaki niedelikatny. Przecież wie jak Nava bardzo za Alkanem tęskni, jak na niego czeka, jak go kocha... no czasem faceci są strasznie gruboskórni. Och nie wiem jak ja mam wytrzymać do następnego rozdziału. Dobrze że przynajmniej nie robisz zakończeń jak w brazylijskich telenowelach by bym cie chyba zjadła XD.
Ja już chce kolejny rodziaaaał smiley
An-Nah (Brak e-maila) 10:10 16-07-2011
Dziś nieco surowiej, ok?

Szmaragdowy kot ma rację: skupiasz się na suchych działaniach, pomijasz to, co dzieje się w bohaterach. Jak napisałam wcześniej: płaczliwość to nie uczuciowość, a pewien sposób jej wyrażania. Jeśli piszesz że Nava płacze, to różne mogą być powody tego płaczu. Może płakać, bo boi się o kochanka... ale może też płakać, bo urażono jego niedojrzałe ego smiley Nie wiemy naprawdę, co się dzieje w jego wnętrzu.

Dalej, znów się przychylę do opinii kota. Światu i kulturze przydałoby się rozbudowanie. I to nie na zasadzie przypisów. Przypisy są fajne, ale nie powinny zastępować opisów. Jeśli piszesz, że myśliwy upolował jakieś zwierzę, to czytelnik chciałby, żeby tutaj następował opis futra, kłów, pazurów... a nawet i tego, jakie rany bestia odniosła, nim padła (i jakie rany myśliwy odniósł w walce?). Jeśli Nava dostaje rogi czy pióra do wyrobu biżuterii, to przydałoby się opisać, że róg był długi, cętkowany i kręty... W tekście. Nie w przypisach.

Chciałabym wiedzieć, jak wygląda wioska. Jak wyglądają kobiety, z którymi Nava się zadaje: jakie mają twarze, oczy, włosy, figury i ozdoby. Co robią, kiedy nie są zajęte plotkowaniem kto z kim (w społecznościach "plemiennych" kobiety zazwyczaj zajmują się zbieractwem lub uprawą ogródka, rzemiosłem, choć cześć rzemiosł jest zajęciem mężczyzn, mają własne obrzędy, nie tylko związane z małżeństwem, ale choćby z pracami, które wykonują... mają dzieci, dzieci chorują, szamani i szamanki leczą etc...). Chciałabym wiedzieć, jak wyglądają tatuaże wojowników, jakie mają obrzędy myśliwi, jakie są stosunki plemienia z innymi plemionami (rytualny handel? rytualna wojna? wspólne święta?). Jednym słowem, słynny brytyjski antropolog polskiego pochodzenia, Bronisław Malinowski, prowadził badania terenowe... Jedną z książek które zawierają wyniki tych badań jest "Życie seksualne dzikich". Jedną z wielu. Twoje opowiadanie to samo życie seksualne dzikich. A dzicy zajmują się innymi rzeczami, niż tylko seksem. Ten sam seks i związki pomału mnie zaczynają nużyć. A szkoda, bo liczyłam na coś więcej. Pewnie znów się przeliczyłam, oczekując od opowiadania na stronie yaoi czegoś ponad yaoi. Jeśli nie interesuje cię coś więcej, to... trudno się mówi, ja ci tego nie narzucę, więc przepraszam za marudzenie i wracam do własnego ogródka.

Co do fabuły, to jestem zaskoczona, przyznaje, tym, że Nava musi się ukrywać. Szczerze? Myślałam, że ta kultura ma taki sposób "sankcjonowania" homoseksualizmu (czy transseksualizmu?) - że mężczyzna jeśli nie czuje się mężczyzną, może przyjąć rolę kobiety i może nie wszyscy to akceptują, ale generalnie ukrywać się z tym nie trzeba. Tymczasem mamy przebierankę... No cóż, twoja wola.
BTW, są inne cechy niż penis czy piersi, po których można poznać mężczyznę. Jabłko Adama przede wszystkim smiley (Podstawowy sposób na poznanie, który z japońskich muzyków jest mężczyzną to patrzenie na szyję...) A kobiety w społecznościach plemiennych nie są głupie i dziwiłoby mnie, gdyby nie widziały takich szczegółów u osoby, która spędza z nimi tyle czasu, co Nava. To znaczy, Nava dużo przebywa poza wioską, ok. Ale im więcej będzie go spędzał z kobietami, tym większa szansa wykrycia, i to niekoniecznie po braku biustu.
Poza tym, to znów moja osobista opinia, Nava jest idiotą. Nie, żebym mu tego zabraniała, oczywiście, ludzie idiotami bywają nader często smiley. Czemu jest idiotą? Ano właśnie temu, że ukrywa się aż za "dramatycznie". Nie ma żadnego scenariusza na wypadek wpadki. Nikogo, na kim mógłby się oprzeć, komu mógłby zaufać, kto pomógłby mu zachować sekret. Niezbyt to rozsądne, moim zdaniem. Mam szczerą nadzieję, że komuś w końcu zaufa i powie prawdę, bo jeśli kultura takich przebieranek nie supportuje, to brak wsparcia to proszenie się o kłopoty.
Aquarius (Brak e-maila) 16:29 16-07-2011
An-Nah, aleś ty wybredna, hlip, hlip, hlip. A myślałam, że chociaz trochę ci się spodoba... No trudno. Opowiadanie jeszcze nie skończone, więc może jeszcze usłyszę jakąś pochwałę smiley
Chociaż moment, jedna pochwała była. Napisałaś, że przypisy są fajne. Dobre i to smiley
An-Nah (Brak e-maila) 21:42 20-07-2011
No przypisy są fajne, bo pokazują, ze pomysł na świat jest. Podobnie, jak pomysł na fabułę. Ale to już pisałam i powtarzanie tego za każdym razem to... no, powtarzanie oczywistości.
Oczywiście ten pomysł starcza, żebym opowiadanie czytała, a zerwałam już ze zwyczajem czytania wszystkiego jak leci. Za dużo stresu, nikt mi się za to nie odwdzięcza (co z tego, że ja czytam cudze kiepskie teksty, moich kiepskich nie czyta nikt...) a poza tym robienie za komciomat jest męczące. Więc czytam tylko te opowiadania, które mnie jakoś interesują. To mnie mimo wszystko interesuje smiley
O, jeszcze jeden pozytyw: te kobiety może i głównie o związkach gadają, ale przynajmniej nie są już tak koszmarnie przez autorkę traktowane, jak w twoim pierwszym tekście. Już nie "puszczalskie zdradzające suki" a przyjaciółki bohatera. Takie kobiety mogą i za tło robić, ale przynajmniej nie zastanawiam się już, jak wyglądają relacje autorki z jej własną płcią smiley

No. Navy nie lubię (Tzn nie czuję do niego niechęci, ale sympatii szczególnej też nie czuję.), ale to, jak zaczyna myśleć jak kobieta, jest... interesujące. Czy mi się wydaje, czy on się czuje kobietą?
Ale trochę mnie to też irytuje: coraz to kolejni panowie widzą w Navie kobietę idealną. Znów się uśmiecha jaojcowy stereotyp, gdzie uke jest bardziej kobiecy od kobiet (wygląda delikatniej, gotuje lepiej, czerwieni się jak XIX-wieczna dziewica a w łóżku rozkłada nogi i myśli o anglii smiley)... takie przerysowanie w przyrodzie występuje o ile wiem... ale nie zawsze jest mile widziane. Jasne, rozumiem, że chłopak się stara, ale mnie to irytuje (again, odczucie własne smiley Nie lubię podziału na seme i uke, nie lubię go szczerze.).
Aquarius (Brak e-maila) 08:56 21-07-2011
Weź pod uwagę An-Nah, ze Nava to taka ciamajda, która mimo iż już dojrzała do zostania pełnoprawnym wojownikiem, to jednak w dalszym ciagu nie potrafi nic upolować ani zadbać o siebie w inny sposób(poruszone w pierwszej części). Nie przeszedł też rytuału nadajacego mu prawo nazywania siebie wojownikiem, co znaczy, że nie wykazał się wystarczajacą odwagą czy innymi cechami upoważniajacymi do tego. Poza tym jemu jest wygodniej udawać kobietę, bo dzięki temu nie musi się martwić o swoją przyszłość,że może umrzeć z głodu. Poza tym weź pod uwagę jeszcze jedną rzecz: na koniec pierwszej części "Wojownika" nadmieniam, ze jednak stał się bardziej męski, więc prędzej czy później przestanie być tą płaczliwą dziewczynką. Oczywiście mogłabym do tego dojść w jednej części, ale czy tego chcesz? Znowu byś napisała,że nie ma nic powiedziane o świecie ani o zwyczajach, a fabuła pędzi zbyt szybko. Lepiej więc niech jeszcze przez jakiś czas Nava będzie tym chłopakiem "z zaburzeniem osobowości", żeby powoli przeistoczyć się w pełnoprawnego wojownika. Co ty nato?
Aquarius (Brak e-maila) 08:58 21-07-2011
A przy okazji, AN-Nah, kiepski z Ciebie psycholog smiley. To, że w pierwszych opowiadaniach zmieszałam kobiety z błotem nie oznacza, że mam problemy z kontaktami z własna płcią. To było tylko na potrzeby opowiadania.
NoName (Brak e-maila) 08:00 25-07-2011
Nie jestem za dobra w pisaniu komentarzy, ale wiedz, że kolejna osoba czyta twoje cudowne opowiadanko smiley
NoName (Brak e-maila) 08:10 25-07-2011
A, właśnie, An-Nah, a pamiętasz ze w pierwszej części Nava zaoferował się Alkanowi, ze zostanie z nim jako jego kobieta? Skoro już został ta kobietką i wszyscy wiedzą że jest 'płaską jak paela kobietą' to chyba byłoby dziwne, gdyby nagle stanął i się przyznał. Nie żeby nie miał przy tym postawić Alkana w dziwnej sytuacji(lubi chłopców), w końcu ten sam Alkan uratował mu życie. Akurat to, ze on się tak rozpaczliwie ukrywa jestem w stanie zrozumieć. Ale no powiedzmy sobie szczerze, Nava jest bardziej płaczliwy niż mój cztero-letni braciszek smiley
Floo (Brak e-maila) 22:47 03-08-2011
To się zdecydowanie za szybko czyta XD
Ale ja tak z innej beczki, chciałam zapytać autorkę czy będzie opisane też to jak Alkan będzie uczył Nave jak być wojownikiem? Bo przyznam że strasznie mnie ciekawi jakby przebiegały te ich treningi smiley
Aquarius (Brak e-maila) 12:22 04-08-2011
Niestety Floo, nie będzie. To juz by musiało być w trzeciej części, a ja nie planuję trzeciej części
hally... (Brak e-maila) 21:00 04-08-2011
Musiałam być wcześniej ślepa, że nie zauważyłam że jest publikowany wojownik 2... Bardzo mi się podoba i osoba, która cię zachęciła do pisania 2 części zasługuje na pochwałę... Fajnie by było gdyby powstało Wojownik 3 i tak jak Floo powiedziała zmaganie Navy z sztuką wojowania, ale z tego co widzę nici z tego...

Co do opowiadania pod względem gramatycznym, stylistycznym nie mam zastrzeżeń czyta się bardzo płynnie i nawet nie wiem kiedy dotarłam do końca rozdziału. Oby tak dalej!
Floo (Brak e-maila) 00:46 22-08-2011
Rany Boskie już się zaczynałam obawiać że porzuciłaś to opowiadanie bo aż przez DWIE akttualki nie było nowego rozdziału!! AŻ DWIE!!!!! To o dwie za dużo no :<, ja tu wyczekuje od późnych/wczesnych godzin nocnych na nową aktualkę a ty okrutnie dwa razy nie dałaś... nie ładnie oj nie ładnie!! Mam nadzieje że masz coś na swoje usprawiedliwienie młoda damo.... uuuch ohyda zabrzmiałam jak moja babcia... nie chce być tak zrzędliwa, bo sama ze sobą nie wytrzymam...Ale to dlatego że długo nie było nowego rozdziału, a ja już sobie wszystko przypomniałam i teraz się boje że nagle sie opowiadanie szybciej skończy @_@
Aquarius (Brak e-maila) 09:25 22-08-2011
Aquarius biedny ludek, strasznie zapracowany, po nocach nie śpi i pilnuje żeby strona chodziła jak należy, więc i czasu na pisanie nie ma. No ale poświęcił się i rozdzialik jeden machnął, a teraz idzie to odespać.
Aquarius (Brak e-maila) 09:26 22-08-2011
Aquarius uprasza bez tekich insynuacji. Aquarius swoich dzieci nie porzuca, opowiadania zawsze kończy!!! Najwyżej może potrzymać czytelników trochę dłużej w niepewności...
Aquarius (Brak e-maila) 20:48 23-08-2011
I jeszcze jedno: Aquarius nie jest młodą damą, tylko starym wyleniałym kocurem. To jego wena mówi o sobie "ona".
Floo (Brak e-maila) 20:47 28-08-2011
Eeeee.... że to już niby koniec, koniec? No ale co to za koniec?! Przydało by sie chociaż jakiś epilog skrobnąć albo posłowie... To wygląda jak ucięte w połowie... Znaczy ja wiem co będzie potem bo to już było napisane... o to można chociaż było wkleić końcówkę z "Wojownika" żeby to jakoś tak zgrabnie zakończyć...
Według mnie trochę takie kulawe to zakończenie Kocurze
Aquarius (Brak e-maila) 21:50 28-08-2011
Jak sama powiedziałaś Floo, reszta jest w "Wojowniku". Poza tym "Wojownik 2" ma opowiadać o tym okresie w życiu Navy kiedy nie było Alkana, więc nie dalo rady inaczej zakończyć
Lajla (Brak e-maila) 07:52 29-08-2011
Szkoda że, opowiadanie dobiegło końca. Ciesze się że, Alkan wrócił do chłopaka. Ciekawe co tak na prawdę sądzi Moek na pewno był rozczarowany że, Nava nie okazała się kobietą. Pozdrawiam i życzę weny
Lajla (natii1818@wp.pl) 07:53 29-08-2011
Szkoda że, opowiadanie dobiegło końca. Ciesze się że, Alkan wrócił do chłopaka. Ciekawe co tak na prawdę sądzi Moek na pewno był rozczarowany że, Nava nie okazała się kobietą. Pozdrawiam i życzę weny
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum