The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Kwietnia 20 2024 07:31:08   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
I widzę ciemność... 6
Rozdział szósty

Słyszał, jak drzwi na dole otwierają się i zamykają, słyszał stukot rzucanych w kąt butów i szelest wieszanego na wieszaku płaszcza. Zszedł ostrożnie na dół, niepewny, w jakim nastroju jest dziewczyna. Ona jednak na jego widok uśmiechnęła się tylko.
- Przepraszam, ze to tak wyszło, panie Black. Poradził sobie pan, jak widzę - przyglądała mu się uważnie.
W międzyczasie zdążył się umyć i ogolić oraz znaleźć jakąś starą szatę, prawdopodobnie należącą do poprzedniego strażnika. Oglądając się w lustrze stwierdził, że zdarzało mu się wyglądać gorzej i że naprawdę nie może narzekać na zmarszczki pojawiające się wokół oczu oraz na pierwsze siwe włosy. Spodziewał się, że będzie ich więcej - tak zmarszczek, jak i siwych włosów, był wręcz zaskoczony, że było ich tak mało i ciągle, jeśli się postarał, mógł wyglądać naprawdę dobrze. Coś z próżności, cechującej tego chłopaka, którym był kiedyś, pięknego chłopaka o czarnych włosach opadających na czoło i oczach jak gwiazdy, zwracającego na siebie uwagę niezliczonych dziewcząt, a nawet niektórych chłopców, pozostało w nim mimo wszystko, i cieszył się, widząc w lustrze swoją nadal przystojna twarz.
- Jak pani widzi.
- Nie miał pan żadnych problemów?
- Kazałem mu się wynosić do wszystkich diabłów, jak pani kazała. Chyba muszę pani pogratulować silnej woli, czy nie tak?
- Nie ma mi czego gratulować, panie Black - pokręciła głową.
- Złudzenia zawsze bolą, kiedy odchodzą - odpowiedział cicho. - Nalezą się pani moje podziękowania - rzekł już głośniej. - choć pani decyzja o wypuszczeniu mnie szczerze mnie zaskoczyła, chyba jeszcze bardziej niż to, jak szybko odgadła pani moją tożsamość.
- Robię to dla Harry'ego.
Popatrzył na nią, nie bez zaskoczenia, ona zaś, zdając się ignorować jego wzrok, spokojnie przeszła do kuchni.
- Herbaty? Kawy? Ja musze zrobić sobie herbatę... na uspokojenie.
- Clare, skąd zna pani Harry'ego?
- Ze szkoły. Dwa lata byłam w Hogwarcie. A jak pan myśli, gdzie nauczyłam się tak świetnie mówić po angielsku?
Uśmiechnął się lekko, idąc za dziewczyną do kuchni. Harry nigdy mu o niej nie wspominał, ale nie wyglądało na to, aby dziewczyna miała powody, aby kłamać. Była swobodna w kontaktach, szczera, choć nie wylewna - widział, że trzęsą jej się ręce, gdy nalewała i tylko po tym mógł się domyślać, jak bardzo przeżywa to, co stało się w lesie. Współczuł jej, ale to ostatecznie nie był jego problem. Nie powinien obarczać się czymkolwiek przed rozwiązaniem własnych problemów. Nie wiedział przecież nawet, ile zmieniło się w ciągu tych trzech lat... trzech zaledwie, ale to przecież nie były jedyne lata jakie stracił. Czuł coś przypominającego zawroty głowy - paskudne uczucie, że nigdy nie zdoła się odnaleźć, że do końca swojego życia będzie żył jak intruz. Umarł już dwa razy, raz zamknięty w ciemnej celi, raz wrzucony w bezdenną, lodowatą otchłań Tamtej Strony. Dwa razy umarł i dwa razy pojawił się wśród żywych, obcy, niechciany, budzący strach, lecz walczył o życie, jak człowiek tonący chwytał się każdej deski ratunku, jaka pojawiała się w jego zasięgu. Tak teraz tej dziewczyny, brązowowłosej i złotookiej, o lekko nieobecnym wzroku, siedzącej z lekko odchyloną głową i filiżanką w dłoni.
- Wygląda na to, ze niedługo u pani będę. Bardzo dziękuję za wszystko.
Dziewczyna spojrzała na niego rozkojarzonym, nie, teraz już skupionym, wpatrywała się w niego intensywnie sponad kubka mętnego, brunatnego płynu.
- Po pierwsze, może pan spokojnie mówić do mnie po imieniu, po drugie... Myślę, że i ja powinnam zmienić miejsce pobytu.
- W takim razie, Clare, ty też musisz mówić do mnie po imieniu, dobrze?
- Dobrze - posłała mu lekki uśmiech.
- I, czemu chcesz wyjechać?
- Zastanawiałam się trochę nad tym... Dlaczego mój poprzednik nie pozostawił po sobie żadnych zapisów na temat Bramy? Czemu nie powiadomiono mnie o jej istnieniu?
Zmarszczył brwi, podczas gdy dziewczyna kontynuowała.
- Musze złożyć sprawozdanie, przynajmniej częściowe. Jeśli znajdą w nim nieścisłości, będą mieli problemy. Dlatego złożę rezygnację - odrzuciła głowę do tyłu, unosząc podbródek. - dla siebie, dla ciebie też. Syriuszu, czy zgodzisz się, żebym towarzyszyła ci w podróży do Anglii?
- Jak długo to potrwa?
- Mam już tekst w głowie, napiszę go dziś i wyślę. Wiem, że są święta i nie mogę liczyć na odpowiedź przed drugim stycznia...
Uśmiechnął się, widząc, że patrzy na niego błagalnie.
- Poczekam.
Tego wieczora siedział w salonie, studiując jedno z dzieł, które znalazł w biblioteczce, nie wiadomo, czy należące do dziewczyny, czy pozostawione przez jej poprzednika, czy też będące stałą częścią wyposażenia domu, ważne, ze napisane było po angielsku. Dotyczyło run i odkrył, że to zagadnienie, nagminnie ignorowane w latach szkolnych, jest wielce interesujące. Próbował z pomocą książki przetłumaczyć niektóre znaki, które zapamiętał z kamiennego kręgu, ale okazało się, ze opracowanie było zbyt pobieżne na tak ambitne zadanie. Mimo to pochłaniał książkę z zainteresowaniem, może też z zamieram nadrobienia zaległości, boleśnie świadomy tego, że nawet, jeśli będzie mógł oficjalnie ogłosić swój powrót, nawet, jeśli został oficjalnie zrehabilitowany po wojnie, czeka go stagnacja i zagubienie. Harry był jego jedyną szansą, ostatnią nicią, łączącą go ze światem. W ciągu trzech lat spędzonych w lesie nieraz zastanawiał się, jaki los spotkał chłopca. Wojna się skończyła, ale jak? Znajomość historii podpowiadała mu, że gdy dochodzi starcia między dwoma potężnymi magami rzadko zdarza się, by zwycięzca wyszedł bez szwanku. Sama wiadomość o tym, ze Harry żyje była dobrą wiadomością. Jak się czuje? Na to pytanie dziewczyna nie mogła mu odpowiedzieć. Miał jej trochę za złe, ze nie interesuje się losem szkolnego kolegi.
Dobrze, a pozostali? Ludzie, których znał, ludzie, których szanował, cenił, z którymi się przyjaźnił, nawet ci, których nienawidził? Też nie wiedziała. Powiedziała mu tylko, że Śmierciożercy, którzy przeżyli wojnę stanęli przed sądem i zostali skazani. Wszyscy bez wyjątku? Jeśli za wyjątek uznać Severusa Snape'a, to tak, był wyjątek. Ha, Snape. Syriusz miał nadzieję, że nie będzie musiał go spotkać. Gdyby mógł, miałby nawet nadzieję, ze nigdy nie usłyszy już nawet jego nazwiska albo, że nie będzie musiał o nim myśleć. Zwłaszcza, że nie bardzo wiedział, co myśleć. Dobrze, nie lubili się w dzieciństwie, a potem żaden z nich nie zrobił nic, żeby to zmienić. Nienawidzili się? Czy to nie za mocno powiedziane?
Nie, nie za mocno.
Ale...
Wdzięczny był dzwonkowi do drzwi, który przerwał jego rozmyślania. Podniósł głowę, nasłuchując, gotowy, żeby się ukryć. Dziewczyna zbiegła na dół i otworzyła drzwi.
- To ty - po jej niechętnym tonie domyślił się, kto przyszedł.
- Mogę wejść?
- Nie, nie możesz. Kazałam ci się wynosić.
- Nie ty mi kazałaś, a ten animag.
- Ja kazałam jemu, żeby ci kazał, więc co tu jeszcze robisz?
- Clarice, chciałem wyjaśnić...
- Nie przekraczaj progu mojego domu - uszu Syriusza dobiegły odgłosy szamotania się - Znam zaklęcia, które mogą uczynić twoje dalsze życie nieprzyjemnym.
- Clarice, proszę cię, wysłuchaj mnie chociaż, nawet nie wiesz o co naprawdę chodziło, dlaczego wierzysz temu typowi? Chciałem wyjaśnić...
- Nie ma czego wyjaśniać - jej głos był oschły. - Wynoś się.
- Wiedze, ze musisz to przemyśleć Dobrze. Mam nadzieję, ze się jeszcze spotkamy.
- A ja mam nadzieję, że nie.
Trzask zamykanych drzwi, szybkie kroki na piętro. Zapewne potrzebowała teraz samotności. Tak, trzymać się z dala i nie musieć oglądać źródła swoich problemów to najprostsze rozwiązanie. Popatrzył na książkę o runach, leżącą na stoliku obok fotela. Przeszła mu ochota na czytanie, choć wiedział, ze powinien skupić się na czymś, żeby nie myśleć... Kawałek dalej leżały jego zapiski z tych trzech lat, kronika jego przemyśleń, jego obaw, jego wspomnień. Niektóre rzeczy, które pisał w chwilach zwątpienia wydawały mu się teraz zbyt mroczne i osobiste, by mogły ujrzeć światło dzienne. Zapewne powinien pozbyć się rękopisu. Wstał i trzymając plik kartek podszedł do kominka. Ogień płonął jasnym wysokim płomieniem, rozświetlając ciemny pokój, wydobywając z cienia kształty mebli, czyniąc pomieszczenie bezpiecznym znajomym. Jeden gest, i ten ogień zniszczyłby to wszystko, odciąłby go od przeszłości, pozwolił zacząć nowe życie. Czy nie było to złudzenie? Piękne złudzenie możliwości zapomnienia tego co przykre, tego, co bolało. Odłożył kartki z powrotem na stół. Nie miał siły wrzucić ich do ognia, ani oszukiwać się, że może zapomnieć cokolwiek. To, co tam napisał tkwiło cały czas w jego umyśle, wyrzucenie rękopisu nie zmieniłoby nic. Prędzej czy później zacząłby pisać znowu. Usiadł z powrotem na fotelu. Nie, nie miał siły na nic, zupełnie, jakby wypływała z niego cała energia. Znał takie uczucie, ale teraz nie wiedział, co jest jego powodem. Może po prostu zmęczenie...
Cicha ciemność otworzyła się, żeby go przyjąć, ciepła i bezpieczna, nie lodowato zimna, jak otchłań po Tamtej Stronie, gdzie raz po raz po jego skórze prześlizgiwały się chłodne podmuchy, jak dotyk martwych placów, gdzie cały czas słyszał szepty, szepty, w których czasem rozpoznawał znajome głosy, nigdy jednak nie mógł zrozumieć słów. Sen jest młodszym bratem śmierci i oboje przynoszą ukojenie, ale łatwiej zrozumieć sen, czy też może łatwiej go zaakceptować, bo przychodzi co noc niczym kochanek i zostawia nas o świcie ze wspomnieniem swoich słodkich pocałunków na ustach. Śmierć jest zaś kochanką zaborczą, przychodzi jeden raz, a gdy weźmie nas w objęcia, nie wypuści nas już nigdy. Umrzeć naprawdę nie jest tragedią, lecz doświadczyć śmierci za życia, to koszmar. Śmierć odrzuciła Syriusza, gdy wciąż jeszcze żywy wkroczył do jej krainy, lecz nie pozwoliła mu siebie zrozumieć, pozostawiając w jego umyśle uczucie chłodu. Teraz przyjął go sen, przynosząc mu ukojenie, kilka godzin cichej, znajomej ciemności, w swej łaskawości nie dając mu żadnych snów.
Obudziło go światło słońca, które późnym rankiem wpadło przez okno i zaświeciło mu prosto w oczy. Pierwszym, co zobaczył był las za oknem, lecz po chwili przypomniał sobie gdzie jest i że zasnął na fotelu po serii dość dziwnych przemyśleń. Z kuchni jego uszu dobiegł gwizd czajnika i szum wody. Dziewczyna stała nad zlewem zmywając naczynia.
- Dostałam list - poinformowała go na przywitanie. - Od kuzyna... wygląda na to, że coś się stało i mam przyjechać... Będziesz musiał sam... - zmarszczyła brwi. - Zastanawiam się, jak możesz się tam dostać... chyba pożyczę ci mojej miotły... ja nie latam najlepiej...
- A ja nie latałem już od bardzo dawna... Ale dziękuję. Będę musiał sobie przypomnieć - uśmiechnął się.
Dwie godziny później był już gotowy do drogi. Dziewczyna dała mu swoją miotłę, stary model, ale nie taki zły, jak stwierdziła, dodając, ze kompletnie się na tym nie zna i że przy zakupach doradzał jej kuzyn, który pewnie nawrzeszczy na nią za pozbycie się całkiem jeszcze dobrej miotły.
- Pozdrów Harry'ego ode mnie - powiedziała, kiedy się żegnali.
Obiecał, że to zrobi, a potem już widział tylko jej sylwetkę znikającą mu z oczu, w miarę jak wznosił się coraz wyżej. Wiatr gwizdał mu w uszach i rozwiewał jego włosy, przynosząc przyjemnie wspomnienia z przeszłości i nawet lodowato zimne powietrze nie psuło przyjemności jaką czerpał z lotu.
Zmuszony był lecieć nie znając punktów orientacyjnych, tak więc często lądował aby zerknąć na otrzymaną od Clare mapę tras miotłowych. Używał tras oznaczonych jako mało używane, ale i tak nad górami skandynawskimi natknął się na cztery czarownice wracające ze świątecznego przyjęcia u koleżanki w Norwegii. Były to cztery stare panny i najwyraźniej koleżanka musiała poczęstować je czymś mocniejszym, bo koniecznie chciały zabrać napotkanego po drodze maga na dalszą część imprezy. Kiedy Syriusz odmówił, stwierdziły, że jest, jak wszyscy Anglicy, sztywniakiem, i obrażone poleciały dalej, ofiarowując mu na pożegnanie nieszkodliwą, ale denerwującą klątwę w postaci fosforyzującego owłosienia, porastającego, jak odkrył po wylądowaniu na nocleg, całe jego ciało i nie znikającego nawet, gdy przybrał psią postać. Na całe szczęście wesołe towarzystwo musiało wytrzeźwieć, bo rano futro zniknęło równie nagle, jak się pojawiło. Mimo to jeszcze przez wiele lat norwescy mugole opowiadali sobie przerażające historie o wielkim świecącym psie.
Poza tym niemiłym, choć raczej zabawnym, przynajmniej kiedy było już po wszystkim, epizodem, nie miał po drodze wielu przygód. Na granicy między Anglią a Szkocją przeżył tylko chwile grozy, gdy zaczepił go patrol graniczny, okazało się jednak, że w okresie między świętami a nowym rokiem ruch na tej trasie był normą i znudzeni strażnicy ograniczali swoje zajęcia do życzenia wesołych świąt, nie interesując się dokumentami.
I wreszcie był na miejscu, widział teraz z góry pola i łąki pokryte śniegiem, pamiętając jednak soczystą zieleń, która pokrywała je latem, widział miasta i siatkę dróg biegnących, zwyczajem dróg mugolskich, bez wyraźnego celu i sensu, aż w końcu dotarł do Londynu i mógł powiedzieć, że nareszcie jest w domu.
Budynek przy Grimmauld Place 12 był ciemny i cichy, ale stał na swoim miejscu, nie zajęty najwyraźniej przez nikogo, bo gdy Syriusz przekroczył jego próg poczuł jedynie ostry zapach kurzu i usłyszał echo własnych kroków odbijające się od najdalszych kątów. Nawet magiczny portret spał cicho za aksamitną zasłoną, ignorując fakt, że do domu właśnie wdarł się, niczym intruz, jego prawowity właściciel, dziedzic starożytnego rodu, po raz drugi już powracający z ciemności.
W mosiężnym lichtarzu, który ktoś, niewiadomo kto, nieudolnie oczyścił z patyny jakiś czas temu, tkwiły na wpół wypalone świece. Syriusz zapalił je, oświetlając ponury, lecz prezentujący się o wiele lepiej, niż za jego poprzedniej wizyty, salon. Stół pokrywała cienka warstewka kurzu, a meble, choć dawno nie czyszczone, pamiętały chyba jeszcze troskliwą dłoń Molly Weasley. Miękkie światło odbijało się w nielicznych przedmiotach ze szkła, porcelany czy srebra, które cudem przetrwały tamte pamiętne porządki sprzed czterech lat, a potem liczne, o czym świadczyła zagubiona w kącie kartka zapisana starannym pismem Dumbledore'a, zebrania Zakonu.
Nie mając odwagi siedzieć w tym ponurym pomieszczeniu, Syriusz przeszedł do kuchni. Ta, choć owego czasu bardziej wysprzątana, niż reszta domu, znów zaczęła porastać podejrzanie zielonym i lepkim kurzem, mającym upodobanie do przywierania do wszystkiego a do palców w szczególności. Na blacie koło zlewu stała samotna szklanka z rżniętego w roślinne motywy kryształu, wyszczerbiona na brzegu, z martwym owadem przyschniętym na dnie. Przez mgnienie oka Syriusz miał przed oczyma obraz ciemnowłosego mężczyzny o spiczastym nosie i przenikliwym spojrzeniu, stojącego właśnie w tym miejscu, z taką samą, może nawet tą samą, szklanką w dłoni. Bezwiednie uniósł naczynie i dotknął wargami jego brudnej krawędzi. Potem przez dłuższą chwilę patrzył na załamujący blask świec kryształ, próbując zrozumieć ten gest.
Spędził w starym, pełnym dziwnych trzasków i szmerów domu noc, budząc się często i nasłuchując. Czuł się nieswojo. Kiedy obudził się rano, miał wory pod oczyma, wyolbrzymione jeszcze przez zabrudzone lustro. W dodatku potknął się o dywan, budząc tym samym portret matki z letargu. Malowidło zaczęło swoją litanię od wypominania, ze nawet się z nim nie przywitał, kończąc ją żalami, że musiał wrócić do świata żywych i nadzieją, że wkrótce po raz kolejny go opuści. Syriusz żałował, że jego różdżka przepadła - nie wiadomo, czy w podziemiach Ministerstwa, czy też już po przekroczeniu bramy - grunt, ze gdyby miał ją przy sobie posłałby portretowi coś w rodzaju ognistej kuli, co malowidłu nie zaszkodziłoby z pewnością, ale samemu Syriuszowi przyniosłoby choć chwilową ulgę.
Uporawszy się z portretem nie bez ulgi opuścił dom. Dalsza podróż nie była daleka i wiodła do miejsca, gdzie, czego był pewien, zostanie przyjęty z otwartymi ramionami i otrzyma potrzebne mu informacje - do Nory.












Komentarze
mordeczka dnia padziernika 18 2011 19:31:26
Komentarze archiwalne przeniesione przez admina

Rahead (rahead@interia.pl) 15:19 22-08-2004
Uwielbiam tego fika XD
An-Nah (Brak e-maila) 11:59 23-08-2004
dobrze, ze chociarz ty ^^ Caig dalszy bedzie... kiedys...
Yaoja (anchel_gabrys_nyu@buziaczek.pl) 19:01 23-08-2004
To wyglada tak ambitnie, jakbyś miała zamiar napisać kolejną część Potter\'a. Hmmm... Niezły pomysł ^.^ Masz zadatki na pisarkę epopej
Ashura (Brak e-maila) 15:38 24-08-2004
A ciag dalszy do jasnej ciasnej gdzie??!!!Pisac mi tu i to juz!
Rahead (Brak e-maila) 08:29 02-09-2004
I nawet nie waż mi się go nie skończyć bo z pewnością nie umrzesz śmiercią naturalną >smiley ...
An-Nah (Brak e-maila) 12:04 02-09-2004
Rahead, musze cię zmartwić - jestem shinigami, wiec nic mi nie zrobisz... XDDDDDD
Rahead (Brak e-maila) 08:56 14-09-2004
kurde.......


Musi być jakiś sposób!!

Zabije coś twojego??
[b]owhatera Kaoni (Brak e-maila) 14:54 29-10-2004[/b]
Hmmm, znajdz kogos, kto nie tylko przeczyta, ale i skomentuje, zebym widziala jakikolwiek sens w pisaniu tego dalej == Bo jak mam pisac cos, czego nikt nie przeczyta, to wole crossover ST/B5
znowu An (Brak e-maila) 14:55 29-10-2004
...albo heteryckiego lemona z \"Naruto\", i to z erpega a nie z serii XD
Fara (Brak e-maila) 23:53 01-11-2004
czy tylko mi sie nie wyswietlaja te nowe czesci???
LiLitH (Brak e-maila) 11:08 21-11-2004
ja chcę dalej....natychmiast, już, teraz!!!
cordel_ia (cordel_ia@op.pl) 11:35 24-11-2004
An!
Mi się to baaaardzo podoba smiley
Szczerze mówiąc to nieco bardziej niĽ \"Idiota\", skoro już sama przywołałaś tekst Kasiotfora (tak jak i Ty, lubię Kasio i lubię \"Idiotę\", ale...). Rzeczywiscie bym chciała więcej już części, napisz, bo sie niepokoję, co z Harrym ^^ I co zrobi Snape? Ha!
Dołączam się do pochwał, jestem ciekawa, jak rozwiążesz sprawę SB/SS, bo jedna noc jeszcze zbyt wiele nie zmienia... Może zbyt szybko nawet troszkę im poszło, spodziewałabym się teraz jakichś strasznych komplikacji smiley
Pozdrawiam!
cordel_ia (cordel_ia@op.pl) 11:35 24-11-2004
An!
Mi się to baaaardzo podoba smiley
Szczerze mówiąc to nieco bardziej niĽ \"Idiota\", skoro już sama przywołałaś tekst Kasiotfora (tak jak i Ty, lubię Kasio i lubię \"Idiotę\", ale...). Rzeczywiscie bym chciała więcej już części, napisz, bo sie niepokoję, co z Harrym ^^ I co zrobi Snape? Ha!
Dołączam się do pochwał, jestem ciekawa, jak rozwiążesz sprawę SB/SS, bo jedna noc jeszcze zbyt wiele nie zmienia... Może zbyt szybko nawet troszkę im poszło, spodziewałabym się teraz jakichś strasznych komplikacji smiley
Pozdrawiam!
lollop (Brak e-maila) 22:23 26-11-2004
siuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper smiley
fic oprócz scenek ma też jakąś fabułę smiley
czekam na dalsze części !!!
An z takimi wielkimi oczyma (Brak e-maila) 19:16 27-11-2004
Lollop, własnie spadąłm z krzesła, żeby mi z oklapłej szczeki wyleciały i nadal nie mogę ich na miejsce powkładac, bo tak mi się ręce trzęsą... normalnie lezę i zwijam się ze śmiechu... a myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy... dopuki nie napisałaś, że w moim ficu są scenki...
Pazuzu (Brak e-maila) 23:06 05-12-2004
Uno: Kapitalny fick, choć to właściwie prawie powieść.
Duo: Wielkie gratulacje za pomysł z Krzyżtoporem. Aż nabrałam ochoty, by napisać coś o tej polskiej szkole magii. Coś genialnego.
Tre(czy jak to tam się pisze): dzięki, dzięki, dzięki za mój ukochany parring tj. Remus i Tronks. I za ich śliczną córeczkę (oby Rowling jakoś to przeczytała i wzięła sobie do serca - nie realne, wiem smiley )
Cztery: Mówiłam, że bardzo, bardzo, bardzo mi się podoba? Nie, to mówię. Gratulacje, coś po prostu pięknego.
An-Nah (Brak e-maila) 17:07 06-12-2004
Krzyżtopur nie mój. krzyżtopór to wspólne dobro BiAniołków ^^
katka (Brak e-maila) 18:38 07-12-2004
kiedy będą następne części??????????????????
jimmy (Brak e-maila) 18:50 07-12-2004
kurcz, nio.... więcej więcej więcej (obłonkańczo-fanatyczny blask w oczach smiley)
uwielbiam ten paring (SS/SB znaczy się)
koniecznie pisz dalej i koniecznie więcej SS/SB
KONIECZNIE
Pazuzu (Brak e-maila) 19:22 09-12-2004
Może, nie wiem, nie znam owego forum.

Mam jednak jedno zastrzeżenie - nie do końca rozumiem czemu, mówiąc oględnie, poszli do łóżka. Wytłumaczenie nie do końca mnie przekonało, ale cóż, jestem bydle i się czepiam (zwłaszcza, że za pozostałe przeżycia wewnętrzne postaci należą się brawa).
Bakemono (Brak e-maila) 08:59 10-12-2004
Bo autorka ma dość fica i chce go odbębnić jak najszybciej smiley
Kasiotfur (Brak e-maila) 21:07 24-12-2004
Ale mnie rozwalilas z ta dedykacja slonce XD
Bakemono (Brak e-maila) 17:04 25-12-2004
Ktoś tu dostanie w łeb, i tym razem to nie będę ja...
An-Nah (Brak e-maila) 17:47 25-12-2004
Potworze, możesz się z łaski ściszyć? Mnie głowa już boli... od rytualnego walenia nią w ścianę ==\'
Pazuzu (Brak e-maila) 19:47 26-12-2004
Jeszcze raz trzepniesz się łepkiem w ścianę, to ja cię trzepnę pięścią w łepek. Co będzie jeżeli po kolejnym rytuale nie będziesz w stanie pisać?
An-Nah (Brak e-maila) 23:51 26-12-2004
Zawsze moge nauczyć sie rysować... A z waleniem łbem o ściane, to... khem, Tforek wie, czmu, ja wiem... i Potwór wie ==\'
Callisto (black_swan@tenbit.pl) 00:22 02-01-2005
To jest absolutnie najlepszy potterowski fanfik jaki zdarzylo mi sie czytac. Prawdziwy profesjonalizm. Wciagnelo mnie niesamowicie! Chyle czola przed talentem pani An-Nah. To jest kawal dobrej literatury, ktory przeczytalam w jeden wieczor i czuje wielki niedosyt, szczegolnie ze wreszcie pojawila sie moja ulubiona postac. Draco! Nie bede chyba odosobniona w wielkiej prosbie o ciag dalszy. Tak dobrej opowiesci nie mozna zostawic bez zakonczenia..choc dla mnie najlepiej by bylo aby owo zakonczenie szybko nie nastapilo bo tego fanfika czyta sie swietnie. (tylko zeby wiecej Draco bylo =P) Tak wiec prosze pania An-Nah o kontynuacje...bardzo prosze.
Rahead (Brak e-maila) 08:55 21-03-2005
a mowilas ze nikt nie czyta xD

ja tez chce dalej... *-*
michi [rozdzial 1] (Brak e-maila) 19:37 26-06-2005
po pierwsze uwielbiam twoje kilkuzdaniowe streszczenia przed kazdym rozdzialem : ) wydaje mi sie dzieki nim, ze pochodzisz z dystansem do tego co piszesz, a takze mozesz sie posmiac sama z siebie ; ) co jest rzecza [wedlug mnie] bardzo pozytywna.

lubie twoje opisy. w kilka, swietnie skrojonych slow potrafisz ubrac klimat jaki panuje obecnie w opowiadaniu. sa bardzo sugestywne i bez problemu mozna sobie wyobrazic to co dzieje sie na... erm... monitorze ; )

\"A potem z uśmiechem przypominała sobie pewnego mężczyznę, który na miano mieszańca bardziej niż ona zasługiwał, ona przecież była całkowicie człowiekiem, w innym miejscu pilnującego zupełnie innego lasu.\" - dziwnie brzmi to zdanie. jego rytm psuje moim zdaniem: ona przecież była całkowicie człowiekiem. to moznaby dodac jakos po kropce.

w twojej bohaterce podoba mi sie jej slabosc. wlasnie to, ze nie jest zdolna rzucic wyzwania morderczyni rodzicow. jest dzieki temu bardziej bliska, ludzka a mniej ksiazkowa.
czasem ma sie przesyt bohaterow bez mrugniecia okiem idacych na pewna smierc, takich kamikaze, ktorzy za wszelka cene chca pomscic rodzicow... [wiadomo, wszytsko zalezy jak to opowie autor.]

nie wiem jak ona moze jesc taka przeslodzona szarlotke ; P

wiesz, podoba mi sie sposob w jaki ukazujesz swoje postacie. jest sie nimi zainteresowanym, chce sie dowiedziec o nich jak najwiecej. i juz tylko one, nie mowiac o historii, zachecaja do dalszego czytania.

i tu klara mnie zaskoczyla : )
taka niewinna i spokojna, zamknieta w sobi i odizolowana od swiata osoba czyni takie propozycje swiezo poznanemu mezczyznie? ; P
ale nie przeszkadza to w zaden sposob. po prostu zaskoczyla mnie ; )

lubie svena, wydaje sie sympatyczny itp ale moim zdaniem to tylko poza : ) ciekawa jestem jaki jest naprawde ^^

jest troche literowek i wypadaloby je poprawic ; )
michiru [rozdzial 2] (Brak e-maila) 20:11 26-06-2005
ja wiem, ze to na potrzeby opowiadania, ale chyba ani ron ani hermiona nie porzuciliby harry\'ego. tak mi sie wydaje...
zbyt wiele razem przeszli, zbyt wiele dla siebie ryzykowali by teraz o nim zapomniec. a przynajmniej wydaje mi sie, ze tak wlasnie nie powinni robic.
w koncu taka powinna byc przyjazn, ne?

no! tak wlasnie powinno byc : ) mam na mysli listy. troche nie pasuje mi pairong ron/ hermiona ale co tam XP

an, czy mi cos nie dziala czy tu sa tylko 2 rozdzialy? Oo ja chce wiecej ; P
ja protestuje ; P
Odessa (Brak e-maila) 21:10 03-12-2005
Jestem pod wielkim wrażeniem. Świetnie skonstruowałaś psychikę Harry'ego.. jego odczucia... Inni bohaterowie też mi się podobają.. Może prócz Severusa. Za mało w nim ironii. Wedłóg mnie nawet gdyby czuł coś do Blacka, że ujmnę to wulgarnie: nigdy vy się z nim nie przespał, tylko dlatego że Syriusz ma wyrzuty sumienia. Wręcz przeciwnie. Myślę że poczuł by odrazę do swego wroga/sympatii .

Co do sytuacji Harry'ego i Draco to bardzo mi się podoba. Mam nadzieję że coś między nimi będzie... Na to przynajmniej wygląda bądĽ jest to interpretacja mojej wybujałej fantazji. Wątpię że napiszesz szybko kolejną część ale bardzo na to liczę... Jak nie to zasypię cię komnetami:-p
Naire (Brak e-maila) 21:51 04-12-2005
Proszę... Pisz dalej chodĽby ze względu na czytelników
Odessa (Brak e-maila) 21:22 07-12-2005
Pisz! Ballade, sonecik... fraszkę jakąś:> COKOLWIEK....!!!!!!!!!!!!!!!!!
An-Nah (Brak e-maila) 19:46 05-05-2006
"W progu dziewczyna, Klara, i Snape stali w milczeniu, mierząc wzrokiem na przemian siebie nawzajem i sylwetki, zdążające do wnętrza zamku.
Drzwi zamknęły się z hukiem, pozostawiając na zewnątrz zimno, padający powoli śnieg i szarość wczesnego, styczniowego zmierzchu. Gdzieś w górnych korytarzach słychać było tupot stóp uczniów, przeganianych przez Flitcha do dormitoriów. Przedstawienie skończone."

Jak dobrze pójdzie, w następnej aktualce rozdizał dwunasty smiley
Sachmet (Brak e-maila) 19:13 15-05-2006
An-Nah!!! Jak zwykle dobre smiley I szczerze? Uważam, że teraz pisanie idzie Ci lepiej niż w początkowych rozdziałach smiley Cóż, geniusz to geniusz
Urani (Urani@interia.pl) 11:38 03-10-2006
Dwunasy epizodzik fajny, ale za mało w nim było Drackosmiley Mam nazieje że w kolejnym epizodzie dojdzie coś wkońcu wiecej miedzy Harrym, a Żmijkąsmiley
Darla (darla666@op.pl) 18:31 16-11-2006
Wsapniały, cudny i tak dalej fanfik. Uwielbiam go za to, że tak wspaniale w tej częsci ukazałaś uczucia między Snapem i Syrjuszem. Po prostu coś pięknego. Mam nadzięje, że te słowa skłonią cię do dalszego pisania, bo naprawdę wspaniale ci to wychodzi. Zyczę powodzenia w roli pisarskiej i nie tylko smiley
Noren (Brak e-maila) 18:44 02-03-2007
świetne! Za mało Draco, ale to da się naprawic. A cała reszta jest genialna.
judyta (anja_wk@interia.pl) 16:57 07-03-2007
Nie powiem, podoba mi się te opowiadanie.
Pomysł ciekawy (nawet bardzo).
Język ładny, szybko się czyta.
Parringi więcej niż poszukiwane.
Mam w zasadzie tylko jedno zastrzeżenie a właściwie pytanie.
Autorka porzuciła ten tekst?
Jeśli tak to mogłaby powiedzieć choć słówko, naprawdę nikt jej nie udusi, a ja się z tym jakoś pogodzę i przestanę czekać.

judyta
judyta (Brak e-maila) 16:58 07-03-2007
Nie powiem, podoba mi się te opowiadanie.
Pomysł ciekawy (nawet bardzo).
Język ładny, szybko się czyta.
Parringi więcej niż poszukiwane.
Mam w zasadzie tylko jedno zastrzeżenie a właściwie pytanie.
Autorka porzuciła ten tekst?
Jeśli tak to mogłaby powiedzieć choć słówko, naprawdę nikt jej nie udusi, a ja się z tym jakoś pogodzę i przestanę czekać.

judyta
An-Nah (Brak e-maila) 15:00 10-05-2007
Nie porzuciła, rozważa przerobienie go i rozwinięcie paru wątków a przede wszystkim psychologii postaci. W efekcie fic stanie się jeszcze mniej slashowy, w związku z czym nową wersję będę publikować gdzie indziej: http://po-omacku.mylog.pl
NIC (Brak e-maila) 21:35 01-10-2007
nic
Haru-chan (Brak e-maila) 16:44 18-02-2008
super... =^= zajrzałem do komentarzy po przeczytaniu zaledwie pierwszej czesci i xdradzilem sobie dalsze czasci... == tak to potrafie tylko ja... ale zaczelo sie dobrze... wracam do czytania. potem komentne... ;* Tez lubie "Idiote"... bo jam tez idiota jest smiley
Mamta (awulsja@interia.pl) 22:39 13-06-2008
Urzekło mnie. Nie mogłam oderwać wzroku od każdej linijki. Świetny styl, lubię każdą postać w twoim opowiadaniu, łącznie z Twoją Klarą. Sytuacje, które mogłyby być kłopotliwe, rozwiązujesz przynajmniej w taki sposób, że nie chcę uderzyć głową w klawiaturę. Może jedynie dlatego, że nie kontynuujesz, a aderes mylog, który podałaś nie jest aktywny. smiley
bassiunia (Brak e-maila) 21:23 20-07-2010
An, wstyd przyznać, ale dopiero teraz przeczytałam Twojego fica... ^^' Nie wiem, czym to było spowodowane. Wydaje mi się, że najbardziej prawdopodobną przyczyną był brak zakończenia, bo wtedy musiałabym Cię dręczyć o ciąg dalszy, a z moich doświadczeń wynika, że nie wszyscy Autorzy to lubią... Wbrew pozorom. smiley

Sama pewnie wiesz, że pierwszym rozdziałom przydałoby się odkurzenie. Ale, co zadziwiające, sporadyczne literówki wcale nie zaciemniają ogólnego wrażenia, że styl masz po prostu bardzo dobry. Biorąc pod uwagę, że ten świat jest niezbyt lubiany przeze mnie ostatnio (zakończenie serii... brzydal XD) chylę czoła, bo Twój tekst bardzo mi się podobał.

Najbardziej fabularnie podoba mi się sam początek. Wielu Autorów potyka się o pierwszy akapit, a Tobie udało się otworzyć przed czytelnikiem swój świat i zaprosić do środka nie strasząc jednocześnie nadmiarem informacji. Pięknie. smiley
Cyrograf (Brak e-maila) 09:39 10-10-2010
Ooo, wiedziałam, że trochę zawaliłam opowiadanko smiley. Szczerze mówiąc, mi też to wszystko zdawało się płytkie i trochę chaotycznie pisane. No ale narazie to jest wprawka. To trochę dziwne, bo pierwszy rozdział napisałam kilka miesięcy temu, a widzę wyraźnie różnice między stylistyką i ogólnie zamysłem. Takie opowiadania są dla mnie możliwością przećwiczenia pisania samego w sobie. Dzięki An-Nah za poprawy, chociaż wiem, że składnię i błędy w pisaniu będą znikać, ale martwię się o fabularne rozwiązania. Nigdy nie było to moją mocną stroną, chciałam mieć wszystko już i teraz.
Pocieszam się faktem, że piszesz, że tak się brzydko wyrażę, zajebiście. Wszystko jest okrutnie wciągające a postacie są wyraziste. Dlatego wyłapujsz te błędy. Nie wyobrażam siebie, że będę kiedyś na tym samym poziomie. Narazie to opowiadania dla plebsu xd. Trzeba mieć talent, a ty go masz. Zawsze się zastanawiam, dlaczego ludzie, którzy naprawdę potrafią pisać, nie opublikują czegoś w "realu". Tak się łatwiej czyta. A styl większości polskich autorów kompletnie mi się nie podoba.
Opublikuj coś, dooobraaa? XD
I wybacz, że nie komentuję, ale jakoś mi się nie chce. Czytam, jestem teraz gdzieś w połowie, więc jak skończę całość, może pokuszę się o komentarz. No, ale jak znam życie to będzie niesamowite smiley.
A i wiesz może kiedy będzie nowa aktualka? Bo coś mi nie odpisują :/.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum