The Cold Desire
   Strona Główna FORUM Ekipa Sklep Banner Zasady nadsyłania prac WYDAWNICTWO
Padziernik 16 2019 06:15:12   
Nawigacja
Szukaj
Nasi autorzy
Opowiadania
Fanfiki
Wiersze
Recenzje
Tapety
Puzzle
Skórki do Winampa
Fanarty
Galeria
Konwenty
Felietony
Konkursy
ŚCIANA SŁAWY
Tutaj będą umieszczane odnosniki do stron, na których znalazły się recenzje wydanych przez nas książek









































POLECAMY
Pozycje polecane przez naszą stronę. W celu zobaczenia szczegółów należy kliknąć w dany banner





Witamy
Strona ta poświęcona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazującemu relacje homoseksualne pomiędzy mężczyznami. Jeśli jesteś zagorzałym przeciwnikiem lub w jakiś sposób nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opuść tę witrynę - resztę naszych Gości serdecznie zapraszamy
Dziwka
Było już dobrze po dwudziestej pierwszej, kiedy w końcu wyszedł ze spotkania. Dlaczego one zawsze muszą być takie długie i męczące? Właściwie sam się o to prosił. Mógł nie zakładać tej cholernej firmy. Chociaż z drugiej strony jakby nie założył to musiałby żyć na warunkach podyktowanych przez ojca, a tego nie chciał. Westchnął cicho i zadzwonił po taksówkę. Przyjechała bardzo szybko. Podał adres. Całe szczęście, że przyjeżdżając tu miał możliwość zatrzymania się u Jarka. Jarek był jego kumplem ze studiów. Chociaż byli zupełnie różni od siebie, on spokojny, zrównoważony, Jarek wiecznie gdzieś pędzący, z głową pełną zwariowanych pomysłów. Jedyne co ich łączyło to awersja do pomysłów ich ojców na ich przyszłe życie. Dlatego obaj postanowili jeszcze na studiach założyć własne firmy, on informatyczną, a Jarek... Na początku byli wspólnikami, ale Jarek szybko doszedł do wniosku że to nie dla niego i przerzucił się na branżę budowlaną. Kiedy kończyli studia ich firmy prosperowały bardzo dobrze. On zakładał nowe filie w kraju a Jarek postawił na rynek zagraniczny. W ten sposób ich drogi rozeszły się. Jednak nie stracili całkiem kontaktu. W tym roku Jarek wyjechał negocjować, jak powiedział, umowę życia, więc teraz mógł się spokojnie zatrzymać w jego mieszkaniu. Chociaż nawet gdyby Jarek był w mieście, i tak mógłby się zatrzymać. Z tym nigdy nie było problemów, gdyż mieszkanie Jarka było trzypokojowe. Problem stanowił Jarek. On wolał w spokoju posiedzieć w domu, przeczytać książkę, a Jarek wiecznie gdzieś pędził, z imprezy na imprezę. Jego takie życie męczyło, dlatego też wolał w takich wypadkach korzystać z hotelu. Teraz na szczęście Jarka nie było. Mógł się zrelaksować po swojemu. Nie wiedzieć czemu, nagle zachciało mu się seksu.
- Wie Pan, co? Proszę najpierw na Pigalak, a później na adres który podałem wcześniej - powiedział do kierowcy. - Proszę tu na mnie poczekać - powiedział, kiedy już byli na miejscu. Rzucił kierowcy pieniądze i wysiadł.
Pigalak to była mała boczna uliczka, jedyna w mieście, gdzie można było kupić dziwkę, obu płci. Chociaż te luksusowe dostępne były tylko w lokalach, to jednak tutaj czasami można też było trafić na całkiem niezłą. Właściwie to wszystkie były niezłe, kiedy zaczynały. Potem przygniatał je ciężar zawodu i stawały się jak te kamieniczki: stare i zniszczone. Przeszedł zaledwie kilka kroków, gdy zaczepiła go jedna. Z uśmiechem na wyzywająco wytapetowanej twarzy przykleiła się do niego i głosem, który kiedyś był seksowny, a teraz jedynie drażnił jego czułe uszy, powiedziała:
- Witaj słodki, może masz ochotę?
- Nie gustuję w takich maszkarach jak ty - odpowiedział zimno i uwolnił się od niej.
Szybko odeszła mrucząc coś wściekle pod nosem. Nie przejął się tym wcale. Ruszył dalej. Jeszcze parę razy zaczepiały go dziwki, ale żadnej nie udało się go namówić. W końcu dotarł do miejsca gdzie sprzedawali się mężczyźni. Przystanął i rozejrzał się wkoło prześlizgując się z jednego na drugiego. W końcu znalazł tego jednego. Siedział na obramowaniu fontanny i z dziwnym wyrazem na twarzy bawił się wodą. Podszedł do niego.
- Ile bierzesz?
Chłopak popatrzył na niego bez słowa. Krótkie kręcone blond włosy, delikatna twarz dziecka i te niebieskie, zamyślone oczy.
- Pięćdziesiąt za szybki numerek, stówa za godzinę w hotelu, sto pięćdziesiąt za godzinę u ciebie, pięćset za całą noc. Gumki i żel wliczone w cenę. Sado-maso i zabawki odpadają. Płatne z góry - wyrecytował jednym tchem.
Wyjął z portfela trzysta złotych i podał chłopakowi. Ten szybko je schował i wstał.
- W hotelu czy u ciebie?
- U mnie.
- A więc dwie godziny. Chodźmy.
Ruszyli do taksówki. Dziesięć minut później byli już na miejscu.
- Jak mam się do ciebie zwracać? - spytał chłopak, kiedy już weszli do mieszkania.
- Adam. A ty jak masz na imię?
- Olo.
- Jeżeli potrzebujesz, to tam jest łazienka - wskazał ręką jedne z drzwi. Olo bez słowa poszedł do łazienki. Wyszedł dziesięć minut później owinięty w ręcznik.
- Gdzie chcesz to zrobić?
Adam bez słowa podszedł do niego i pocałował go. Olo zamknął oczy. Ciekaw był jak to będzie dzisiaj wyglądało. Różni klienci, różne zachcianki. Chociaż to było bez znaczenia. Nie cierpiał ich wszystkich jednakowo, ale wykonywał swoją pracę idealnie. To dzięki temu, że podchodził do tego co robi z dystansem. Za każdym razem wystarczyło zaledwie kilka minut żeby rozszyfrować klienta. Mógł się wtedy w odpowiednim momencie wyłączyć i resztę robić automatycznie. Wyuczone do perfekcji jęknięcia, gesty i ruchy ciała, a nawet słowa. To było coś, co mógł robić nawet przez sen, bez udziału własnej woli. Wiedział kiedy jęknąć, gdzie i jak dotknąć, żeby klient szybciej skończył. Za każdym razem robił to automatycznie. Tym razem też tak postanowił. Wyciągnął rękę i rozpiął spodnie Adama, lecz nie zdążył nic więcej zrobić, bo tamten złapał jego rękę, oderwał się od jego ust i mruknął:
- Ja decyduję co i jak - zarzucił rękę Olo na swój kark i zaczął całować go po szyi.
- Oczywiście, że ty - szepnął chłopak nie chcąc go zdenerwować. Dobrze wiedział, że lepiej nie denerwować klienta. Dopóki klient jest zadowolony, dopóty ma szansę na szybsze zakończenie tego. Dlatego też zaczął delikatnie masować kark Adama jednocześnie drugą ręką gładząc go po plecach. Tymczasem Adam przeniósł się z szyi z powrotem na usta Olo. Tym razem Olo ze zdziwieniem stwierdził, iż pocałunki Adama są delikatne, jakby przepraszające, a jego usta ciepłe i jakieś takie... nie potrafił nawet określić jakie. Zdziwił się. Po raz pierwszy pocałunki sprawiały mu przyjemność. Przyzwyczaił się, że klienci zazwyczaj przechodzili do konkretów, a jeżeli już któryś całował go to szybko i krótko, jakby odwalał jakąś obowiązkową robotę. Teraz jednak było inaczej. Nawet język Adama w ustach Olo nie był taki irytujący jak zawsze. Nie wiedział, co robić, całą zdobytą w tym zawodzie wiedzę trafiał szlag. Nagle Adam przerwał całowanie. Wziął Olo na ręce i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku i przez chwilę stał patrząc się na niego.
- Czy mógłbyś zgasić światło? - spytał Olo.
- Nie. Chcę cię widzieć całego - odpowiedział Adam.
- Jak sobie życzysz.
Adam usiadł na brzegu łóżka i zaczął delikatnie pieścić Olo po klatce piersiowej. Olo patrzył na niego uważnie, na jego dziwnie zamyśloną twarz. Uniósł się lekko i sięgnął do jego krawata, lecz Adam odepchnął jego rękę i zmusił do położenia się z powrotem.
- Leż spokojnie.
Leżał wiec posłusznie patrząc cały czas na Adama. Ten jeszcze przez chwilę wodził delikatnie po klatce piersiowej Olo, potem rozebrał się i zaczął go całować. Chłopak zamknął oczy i wyłączył się. Wystarczy tylko przeczekać to i będzie ok. Jednak tym razem okazało się, iż to nie będzie takie proste. Udało mu się wyłączyć tylko na krótką chwilę. Mur, za którym się schował zaczął się kruszyć, a on nie mógł nic na to poradzić. Coś wdzierało się do tego jego azylu. Niestety nie potrafił powiedzieć, co. Z przerażeniem zauważył, że jego ciało reaguje na dotyk Adama. I co gorsze pragnie go jeszcze. Nawet serce biło szybciej niż zwykle. Oddech przyspiesza. Już nie potrafi powstrzymać wychodzących z jego gardła jęków rozkoszy. Ale to przecież nie tak powinno być! Przecież to tamten powinien tak jęczeć, nie on. Złapał głowę mężczyzny i oderwał od siebie.
- Zaczekaj...
- Bądź cicho. Chyba powiedziałem wyraźnie, kto tu rządzi? - Olo bez słowa puścił głowę Adama. - Grzeczny chłopiec - mruknął tamten i wrócił do tego, co mu przerwano.
Olo czuł się coraz dziwniej. Sece waliło jak oszalałe, oddech miał szybki i urywany, a jego ciało... Czuł jak usta Adama wędrują po jego członku, czuł jak powoli po całym ciele rozchodzi się dziwna rozkosz. Nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Nie wiedział, co to takiego, wiedział tylko, że chce tego więcej i więcej. Już nie potrafił się powstrzymywać. Jego ciało drżało a z gardła wydobywały się jęki. Miał wrażenie jakby miał zaraz eksplodować. Nagle Adam oderwał się od jego członka. Olo poczuł jak rozchyla jego nogi i wchodzi w niego. Powoli, jakby chciał jego ciało przyzwyczaić do siebie. Był już na granicy wytrzymałości.
- Proszę - jęknął - nie torturuj mnie, zrób to w końcu.
Adam wszedł do samego końca i położył się. Olo poczuł jego przyspieszony oddech koło swojego ucha. Podnieciło to go jeszcze bardziej. Objął mężczyznę i zaczął go gładzić po plecach. Miał wrażenie, że w jego wnętrze wdarł się pulsujący wulkan. Już nie mógł się powstrzymywać, jęki rozkoszy wychodziły z jego gardła zupełnie bez jego wiedzy. Im szybciej Adam się poruszał tym szybciej i głośniej on jęczał. W pewnym momencie nie wytrzymał, eksplodował. Chwilę potem poczuł jak mężczyzna dochodzi w nim. Jeszcze przez jakiś czas po tym, jak Adam wyszedł z niego, czuł to dziwne i przyjemne ciepło tam na dole.
- Przepraszam - powiedział Adam, kiedy już uspokoił oddech - zapomniałem o gumce. Ale nie musisz się obawiać. Jesteś pierwszym, przy którym mi się to przydarzyło, więc nic ci nie grozi.
Olo zdziwił się. Po raz pierwszy klient przejmował się nim, a nie sobą.
- Nie rozumiem cię - powiedział.
- Dlaczego?
- Jestem tu po to żebyś to ty miał przyjemność, a nie ja. Więc dlaczego tak to się skończyło?
- Było ci przyjemnie?
- Po raz pierwszy w życiu.
- To dobrze.
- Ale dlaczego? Nie rozumiem tego. Jesteś zupełnie inni niż wszyscy. Jakby ci zależało na tym, żebym to ja miał z tego przyjemność, a nie ty.
- Dostałem już to, za co zapłaciłem, więc nie wnikaj.
- Mimo wszystko jednak nie rozumiem.
Adam westchnął cicho.
- Czego nie rozumiesz?
- Dlaczego zachowywałeś się nie jak klient, tylko jak kochanek? Przecież jestem tylko dziwką, która ma ci sprawić przyjemność, a nie na odwrót.
- Dziwki to też ludzie - mruknął Adam z twarzą wtuloną w poduszkę. - Czy tylko dlatego, że sprzedają swoje ciało, mamy je traktować gorzej? Przecież też mają uczucia, marzenia.
Olo zdumiał się słysząc te słowa. Jeszcze nikt nigdy tak do tego nie podchodził. Wszyscy dotychczasowi klienci traktowali go w najlepszym przypadku jak jednorazowa zabawkę, którą przed oddaniem można trochę uszkodzić. A ten facet... Nagle poczuł, jak Adam kładzie głowę na jego klatce piersiowej. Chwilę potem jego oddech stał się spokojny i równomierny. Spał. Olo popatrzył na zegarek stojący przy łóżku. Miał jeszcze jakieś trzy kwadranse z czasu, za jaki mu zapłacono. Mógł wykorzystać fakt, że tamten śpi i wyjść wcześniej. Normalnie by tak zrobił, bez żadnych skrupułów, jednak teraz... Cały czas dźwięczały mu w uszach słowa Adama: "Dziwki to też ludzie". Po raz pierwszy ktoś tak o nim powiedział. Z jego oczu popłynęły łzy. Objął śpiącego Adama mocno, jakby chciał go zatrzymać. Wplótł palce w jego włosy, były takie przyjemne w dotyku, a jego oddech na skórze dawał mu dziwne poczucie bezpieczeństwa. Przymknął oczy, chcąc zatrzymać w pamięci te uczucia. Nawet nie zauważył kiedy zasnął.
- Może byś tak już wstał? -do uszu Olo dotarł głos wydzierając go brutalnie ze świata snu. - Już dziesiąta.
- Kurwa mać! - przerażony Olo poderwał się - Dziesiąta? Boluś mnie zabije - jęknął i pobiegł do łazienki po ubrania.
- Kto to jest Boluś? - spytał Adam, kiedy Olo już wyszedł z łazienki.
- Mój alfons.
- Za co cię niby zabije?
- Mamy mu codziennie przynosić określoną sumę pieniędzy. Jeżeli nie przyniesiemy, znaczy że się obijamy i za mało staramy. Wtedy katuje nas, czasami do nieprzytomności.
- Ile ci brakuje?
- Byłeś moim pierwszym klientem. Brakuje mi jeszcze siedemset.
Adam bez słowa wyjął z kieszeni portfel i dał chłopakowi tysiąc złotych.
- Masz.
- Nie rozumiem. Dajesz mi tak po prostu? - oczy chłopaka rozszerzyły się ze zdumienia.
- To przeze mnie nie zarobiłeś tych pieniędzy. Nie chcę, żeby przez mnie cię katował. A teraz chodź na śniadanie. Co powiesz na jajecznicę? - Adam skierował się w stronę kuchni.
Olo stał osłupiały. Nie mógł zrozumieć jak ktoś tak po prostu mógł wyjąć z portfela tysiąc i dać mu? Jakby te pieniądze nic dla niego nie znaczyły.
- Długo masz zamiar jeszcze tak stać? - Adam wychylił się z kuchni. - Jajecznica ci wystygnie.
Olo posłusznie przeszedł do kuchni i usiadł przy stole. Mężczyzna postawił przed nim talerz z jajecznicą i chleb.
- Wystarczy z czterech jajek? - spytał, a kiedy nie otrzymał odpowiedzi spytał: - Wszystko w porządku? Czemu nic nie mówisz?
- Nie rozumiem cię, zupełnie.
- To znaczy?
- Dałeś mi pieniądze, tak po prostu. Dlaczego? - zdumienie malowało się na jego twarzy.
- Przecież powiedziałem ci już. Przeze mnie nie zarobiłeś pieniędzy, więc nie mogę tego tak zostawić.
- Ale ja nie mogę tego przyjąć.
Adam westchnął.
- W takim razie potraktuj to jako wyjątkowo hojny napiwek od wyjątkowo zadowolonego klienta. Może być? - Olo skinął twierdząco głową. - W takim razie wcinaj, bo zaraz ci wszystko wystygnie.
Chłopak posłusznie wziął się za śniadanie. Zjadł szybko nie patrząc nawet na Adama.
- Dzięki za śniadanie. Lepiej już pójdę - wstał od stołu i nie czekając na reakcję mężczyzny wyszedł. Kiedy był w windzie, wyjął pieniądze z kieszeni i przełożył do założonej na biodra saszetki. Pieniądze dla Bolusia włożył do jednej przegródki. Resztę do innej. Było tam już całkiem sporo gotówki. Jeszcze trochę i w końcu uzbiera całą kwotę i nareszcie będzie wolny. Wsiadł do autobusu. Dziesięć minut później był już na Pigalaku. Poszedł na swoje stałe miejsce przy fontannie. Siedział już tam jakiś chłopak. Na widok Olo podniósł się.
- Gdzieś ty był? Boluś cię szuka. Jest wkurwiony jak diabli. Nie było cię, gdy zbierał forsę. Myśli, że znowu zwiałeś.
- Byłem u klienta. Dopiero teraz mnie wypuścił.
- Lepiej idź do niego. Chyba nie chcesz żeby wkurwił się jeszcze bardziej?
- Masz rację - Olo ruszył w stronę bocznej uliczki. Stał tam nierzucający się w oczy niewielki hotel, do którego wszystkie dziwki z Pigalaka zabierały swoich klientów. Tam też mieściło się biuro ich alfonsa.
Przeszedł przez drzwi z napisem "Tylko dla personelu". Znalazł się w korytarzu. Zapukał do pierwszych z brzegu drzwi, usłyszał "włazić" i otworzył je. Nie zdążył nic powiedzieć, gdy poczuł uderzenie w brzuch. Zwinął się i jęknął.
- Gdzie ty kurwo się włóczysz? - poczuł bolesne szarpnięcie za włosy. Jęknął a z jego oczu popłynęły łzy - Znowu chcesz ode mnie uciec? Dobrze wiesz, ze znajdę cię wszędzie.
- Nie chcę uciec. Byłem całą noc u klienta. Dopiero teraz mnie wypuścił.
- Łżesz.
- Przysięgam Boluś, byłem u klienta.
- Gdzie masz kasę?
Olo wyciągnął z saszetki tysiąc i podał alfonsowi. Ten widząc pieniądze puścił włosy chłopaka. Przeliczył.
- No proszę, jak chcesz to jednak potrafisz. - Schował pieniądze do stojącej na biurku metalowej kasetki i podszedł z powrotem do chłopaka. Złapał go znowu za włosy i powiedział: - Pamiętaj, jak będziesz próbował zwiać, to cie zabiję.
- Pamiętam - jęknął Olo.
- To dobrze. A teraz spierdalaj. - Boluś pchnął chłopaka w stronę drzwi. Olo wyszedł bez słowa.
Poszedł na koniec korytarza i wszedł w ostatnie drzwi. Stały tam piętrowe łóżka, szafki i stół na środku pokoju. W tym momencie parę łóżek było zajętych przez śpiących chłopaków. Olo rozebrał się i położył na swoim łóżku. Po raz pierwszy miał tyle wolnego. Zazwyczaj wracał z nocnej zmiany, spał osiem godzin, trochę wolnego dla siebie, które zazwyczaj spędzał doprowadzając swoją garderobę do porządku. Niestety za wszystko to musiał płacić. Za łóżko, szafkę, wodę, żelazko, za wszystko. Ale wolał to, niż przebywanie we własnym domu. Chociaż cennik wprowadzony przez Bolusia był wygórowany, to jednak był stały i dawał możliwość w miarę spokojnej egzystencji. Czego niestety nie można było powiedzieć o jego własnym domu. Ciągłe libacje alkoholowe, brak nawet najbardziej podstawowych urządzeń, czy nawet mebli. Odkąd jego ojciec stracił robotę, wszystko w tym domu zostało zamienione na wódkę, nawet jego ubrania. Kładąc się spać nie miał gwarancji, że gdy się obudzi, będzie miał się w co ubrać. Dlatego też wolał płacić Bolusiowi haracz. Miał przynajmniej do dyspozycji szafkę. Małą i ciasną, ale jego własną. No i przede wszystkim mógł spać w łóżku, a nie na rozsypującym się sienniku, rzuconym na gołą podłogę. Westchnął ciężko. Spać mu się nie chciało i nie bardzo wiedział, co zrobić z wolnym czasem. Przebrał się i postanowił wyjść na miasto, powłóczyć się trochę. Dawno tego nie robił. Chodził bez celu i oglądał wystawy sklepowe.
Tymczasem Adam spędzał kolejny dzień na negocjacjach. Kończył jedno spotkanie i pędził na następne. Z niewielkimi przerwami, które przeznaczał na posiłek i złapanie oddechu, spędził tak cały dzień. Tym razem udało mu się skończyć wyjątkowo wcześnie. Już o dziewiętnastej był w domu. Na szczęście mieszkanie Jarka odbiegało od standardów i dlatego też w łazience miał zarówno wannę jak i natrysk. Wziął długą i odprężającą kąpiel. Potem zabrał się za książkę. Jednak nie dane mu było się nią cieszyć, bo nagle zadzwonił telefon.
- Tak? - podniósł słuchawkę.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale na portierni jest chłopak, ten który był u pana wczoraj. Mam go wpuścić?- zaletą posiadania pieniędzy jest możliwość mieszkania w bloku posiadającym portiera strzegącego prywatności mieszkańców.
- Oczywiście - Adam odłożył słuchawkę.
Dziesięć minut potem usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył je.
- Cześć. Mam jeszcze godzinę wolnego przed rozpoczęciem zmiany - powiedział Olo wchodząc do środka. - Pomyślałem ze może chciałbyś dzisiaj też. Oczywiście za darmo.
- Dlaczego za darmo? - zdziwił się Adam.
- Za te pieniądze, które mi wczoraj dałeś.
- Myślałem, że już to ustaliliśmy.- westchnął Adam.
- Ale ja mimo wszystko nie mogę ich wziąć. Może i jestem dziwką, ale uczciwą - ostatnie zdanie prawie wykrzyczał.
- W takim razie chodź - Adam pociągnął Olo w stronę sypialni.
I znowu było tak jak poprzedniego dnia. Delikatny dotyk Adama i rozkosz. Jeszcze większa niż wtedy.
- Muszę już iść - powiedział Olo wstając z łóżka.
- Nie idź jeszcze. - mężczyzna złapał go za rękę.
- Muszę. Wiesz, co będzie jak nie przyniosę Bolusiowi pieniędzy.
Adam sięgnął do spodni leżących obok łóżka. Wyciągnął z nich portfel i bez słowa położył obok Olo tysiąc złotych.
- Dlaczego to robisz? - spytał cicho Olo.
- Co? Ja tylko spełniam swoją zachciankę.
- Ale to już drugi dzień, kiedy dajesz mi tyle pieniędzy.
- Stać mnie na to.
Olo schował pieniądze do saszetki i położył się z powrotem. Tak jak poprzednio Adam położył głowę na jego piersiach. Olo wplótł palce w jego włosy i zaczął go delikatnie głaskać.
- Ile ty masz właściwie lat? - spytał Adam - Tylko szczerze.
- Dzisiaj skończyłem osiemnaście.
- Nie wyglądasz. Dałbym ci najwyżej czternaście.
Olo zaśmiał się.
- Wszyscy tak mówią.
Adam usiadł i przez chwilę grzebał obiema rękami przy swoim karku.
- Wszystkiego najlepszego - podał chłopakowi zdjęty z szyi łańcuszek.
- Co to jest? - zdziwił się Olo.
- Prezent z okazji urodzin.
- Ale dlaczego?
- Bo taki mam kaprys. Nie podoba ci się?
Olo usiadł i wziął do ręki łańcuszek. Delikatny, wykonany ze złota z zawieszką w kształcie wodnika.
- Co to?
- Mój znak zodiaku. Niestety nie mam nic lepszego, co mógłbym ci dać.
Olo patrzył na ten łańcuszek a z jego oczu popłynęły łzy.
- Co jest? Nie podoba ci się? - spytał Adam.
- Podoba.
- To dlaczego płaczesz?
- Bo to jest pierwsza rzecz, jaką w życiu dostałem bezinteresownie. Nawet od rodziców nigdy nic nie dostałem. Za wszystko, co dostawałem, musiałem płacić tak lub inaczej. A ty tak po prostu... - nie mógł mówić. Żal ściskał mu gardło, a z oczu płynęło jeszcze więcej łez.
Adam, widząc co się dzieje z chłopakiem, przyciągnął go do siebie i mocno przytulił. Trzymał go tak, aż w końcu tamten przestał płakać.
- Dziękuję - wyszeptał Olo, kiedy już się uspokoił.
- Nie ma za co - odparł Adam. - Jeżeli nie chcesz go zgubić to lepiej szybko go załóż.
Olo posłusznie założył łańcuszek. Chwilę patrzył na niego uśmiechając się. Potem nagle odrzucił kołdrę, pochylił się i wziął w usta członek Adama. Ten widząc to odepchnął Olo od siebie.
- Co ty robisz?
- Tylko tak mogę ci podziękować.
- Nie chcę żebyś mi dziękował w ten sposób.
- Dlaczego? Przecież zapłaciłeś za to.
- Właśnie, zapłaciłem. Więc to ja decyduję, co i jak, zgadza się? - Olo przytaknął - W takim razie kładź się.
Chłopak posłusznie położył się. Adam tak samo jak wcześniej położył głowę na jego klatce piersiowej. Leżał nic nie mówiąc.
- Nie rozumiem cię - powiedział Olo.
- Nie musisz.
- Zapłaciłeś za cały mój czas, a zrobiłeś to tylko raz. Dlaczego?
- Taką miałem ochotę. Poza tym, mam jeszcze sporo czasu, zdążę to zrobić. Chyba, że wolisz żebym rżnął cię całą noc.
- To bez znaczenia, co ja wolę. Jestem tu, by spełniać twoje zachcianki.
- Więc spełniaj je.
- Jak mam je spełniać skoro nawet nie wiem, czego chcesz.
- Właśnie tego.
- Czyli co?
- Chcę żebyś leżał koło mnie, tak żebym mógł czuć ciepło twojego ciała. Chcę zasnąć i obudzić się mając je przy sobie.
- Dlaczego? - wyszeptał Olo, a dziwne uczucie ścisnęło mu gardło.
- Sam nie wiem, może dlatego, że sprawia mi to największą przyjemność...
Olo nie mógł już powstrzymać płynących z oczu łez. Nie wiedział, dlaczego.
- Hej, co jest? - spytał zdziwiony Adam.
- Przepraszam - Olo szybko wytarł oczy.
- Nie przepraszaj. Po prostu powiedz, co się dzieje.
- Sam nie wiem. To wszystko jest takie... niezrozumiałe dla mnie. Twoje zachowanie wobec mnie, to jak reaguje moje ciało. Po prostu nie rozumiem tego wszystkiego.
- Nie mów, że nigdy nie miałeś z tego przyjemności? - zdziwił się Adam
- Nigdy. Z tobą jest pierwszy raz. Klienci nigdy nie dbają o to, czy ja będę miał z tego przyjemność czy nie. Zaspokajają tylko siebie. Niektórzy robią to szybko i w pośpiechu, jakby czegoś się bali, niektórzy nawet biją. Różnie się zachowują, ale nigdy nie myślą o mnie. Dlatego zawsze się wyłączam, żeby to jak najszybciej się skończyło. Dlatego nigdy nie wiedziałem, co to znaczy mieć przyjemność z seksu. Dlatego tak bardzo tego nie lubię.
- Skoro tego nie lubisz, to dlaczego to robisz?
- Bo muszę. Jakiś czas temu moi rodzice pożyczyli od Bolusia pieniądze. Nawet nie wiem na co. W każdym razie, kiedy przyszedł termin zwrotu okazało się, iż nie mają z czego zwrócić, wiec Boluś zażądał mnie. Powiedział, że jeżeli będę dla niego pracował to anuluje im cały dług. Zgodzili się bez zastanowienia. Nie uronili ani jednej łzy, kiedy Boluś mnie zabierał. Nawet nie liczyli się z moim zdaniem. Nie chciałem tego robić, ale Boluś powiedział, że jak odpracuję ten dług, wtedy mnie wypuści. Od tamtego czasu minęło pięć lat. Zbierałem cierpliwie wszystkie napiwki, nawet okradałem klientów, aż w końcu uzbierałem całą sumę. Poszedłem do Bolusia, a on tylko roześmiał się i powiedział, że to nie wszystko, że odsetki cały czas się zbierają. Wtedy postanowiłem uciec. Niestety nie uciekłem daleko. Szybko mnie znalazł i pokazał, co robi z tymi co od niego uciekają. Więc robie to dalej i cały czas zbieram pieniądze wierząc, że kiedyś w końcu uda mi się uzbierać całą sumę i uwolnić od niego.
- Ile ci jeszcze brakuje?
- Nie wiem. Wtedy powiedział mi, że muszę mu oddać dziesięć tysięcy. Za każdy dzień zwłoki dodatkowy jeden procent. Na razie mam dziewięć tysięcy. Niestety nie jestem dobry w liczeniu, nie skończyłem nawet podstawówki, wiec nie wiem ile teraz muszę oddać. Ale cały czas zbieram.
- A kiedy to było?
- Co?
- Kiedy ci powiedział że jesteś mu winien dziesięć tysięcy?
- Jakieś dwa lata temu.
- Dwa lata temu - Adam zamyślił się. - W takim razie teraz musisz mu oddać jakieś dwadzieścia tysięcy.
- Co?
- Plus minus.
- Ale ja nigdy tyle nie uzbieram - jęknął Olo. - Już nigdy się od niego nie uwolnię - z oczu popłynęły mu łzy.
- Nie płacz - Adam przyciągnął chłopaka do siebie - wszystko będzie dobrze.
- Nie będzie dobrze. Nigdy nie uzbieram takiej kwoty.
- Uzbierasz.
- Jak? Ty wiesz, jakie napiwki dostaję?
- Ja ci pomogę.
- Jak?
- Najpierw dowiedz się, ile dokładnie wynosi twój dług. Potem pomyślimy.
- Adam, dlaczego ty tyle dla mnie robisz? Przecież nawet mnie nie znasz.
- No i co z tego? Po prostu mam takie widzimisie i tyle. A teraz nie myśl już o tym. Chodź spać - przyciągnął do siebie Olo i położył się.
Olo wtulił się w Adama jak małe dziecko. Ciepło jego ciała i bicie serca sprawiły, że Olo uspokoił się i szybko zasnął. Przez następny tydzień Olo przychodził do Adama codziennie. Za każdym razem Adam dawał mu tysiąc złotych. W hotelu Olo pojawiał się tylko po to, żeby zmienić ubranie. Któregoś razu gdy się przebierał złapał go Boluś.
- A ty dziwko, gdzie się włóczysz?
- Właśnie miałem zamiar iść do ciebie.
- Czyżby?
- Chciałem się tylko przebrać.
- Już się przebrałeś. Gdzie masz kasę?
Olo bez słowa wyciągnął odliczoną kwotę i podał alfonsowi.
- Skąd masz te pieniądze?
- Od klienta.
- Czyżbyś znalazł sobie bogatego sponsora?
- Nie wiem czy jest bogaty, wiem tylko ile mi płaci.
- Skoro stać go na to żeby płacić ci tyle to znaczy, że może płacić też więcej, dużo więcej.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Od dzisiaj masz mi przynosić codziennie dwa tysiące.
- Ale przecież wiesz, że to niemożliwe. Nigdy w życiu nie uda mi się tyle zdobyć przez jeden dzień.
- To już twój problem. Okradnij go, dawaj dupy innym, mnie to nie interesuje jak zdobędziesz te pieniądze. Wiesz co będzie jak na koniec dnia nie dostanę określonej kwoty?
- Wiem.
- To dobrze. A teraz spierdalaj do roboty.
Olo wyszedł. Szedł ulicą a z jego oczu kapały łzy. Poszedł do Adama. Niestety było jeszcze zbyt wcześnie i Adama nie było w domu. Usiadł wiec na portierni i postanowił poczekać. Siedział i czekał a z jego oczu płynęły łzy. W końcu nadszedł wieczór i Adam wrócił do domu.
- Długo czekasz? - spytał zobaczywszy Olo siedzącego na portierni. Ten podniósł głowę. - Co się stało? - spytał przerażony widząc zapłakane oczy Olo.
- Boluś powiedział, że mam mu teraz codziennie przynosić dwa tysiące. - Olo rozpłakał się.
Adam przyciągnął go do siebie, a widząc zaciekawione spojrzenie portiera powiedział:
- Chodźmy na górę. Zrobię herbaty i na spokojnie opowiesz mi wszystko.
- Więc? - spytał Adam kiedy już siedzieli nad kubkami gorącej herbaty.
- Boluś powiedział, że skoro stać cię na to żeby płacić mi codziennie tysiąc to równie dobrze możesz mi płacić dwa tysiące.
- Skoro nie ma innego wyjścia to w porządku.
- Słucham? - Olo podniósł zdumiony wzrok na Adama.
- Skoro nie da rady inaczej to będę ci płacił dwa tysiące.
- Ale dlaczego? Przecież to kupa kasy.
- Po pierwsze stać mnie, a po drugie, już ci mówiłem, że chcę być jedynym twoim klientem. Jeżeli to jest cena, jaką muszę za to zapłacić to zgadzam się.
Olo rozpłakał się
-Nie płacz - Adam przytulił go.
- Dlaczego jesteś dla mnie taki dobry?
- Bo cie lubię.
- Nawet mnie nie znasz. Nic o mnie nie wiesz.
- Nie muszę. No, nie płacz już.
Następnego dnia Olo wrócił do hotelu i bez słowa położył przed Bolusiem dwa tysiące.
- No proszę, jednak zdobyłeś te pieniądze.
- Chcę wiedzieć ile wynosi mój dług.
- Co?
- Chcę wiedzieć ile wynosi mój dług.
- Dwadzieścia pięć tysięcy, pod warunkiem ze przyniesiesz tą kasę do jutra.
- Rozumiem - powiedział Olo i wyszedł. Ponieważ było jeszcze zbyt wcześnie żeby iść do Adama postanowił powłóczyć się po mieście. Jednak szybko się zmęczył. Poszedł więc do Adama i jak zwykle usiadł na portierni. Zdziwił się, gdy godzinę później w drzwiach wejściowych zobaczył Adama.
- Wcześniej dzisiaj jesteś.
- Wpadłem tylko na chwilę, zapomniałem papierów. Za pół godziny mam następne spotkanie.
- W takim razie nie będę przeszkadzał.
- Nie przeszkadzasz. Chodź.
Weszli na górę.
- Pytałeś w końcu swojego alfonsa ile masz mu oddać?
- Tak.
- Ile?
- Dwadzieścia pięć tysięcy. Jeżeli oddam do jutra.
Adam bez słowa położył przed Olo trzy paczki banknotów związanych banderolą.
- Co to jest? - zdziwił się Olo.
- Trzydzieści tysięcy.
- Dajesz mi je tak po prostu?
- Oczywiście. Chcę żebyś spłacił swój dług.
- Ale dlaczego?
- Wybacz, ale nie mam teraz zbytnio czasu. Porozmawiamy wieczorem. Będę o dwudziestej drugiej. Teraz muszę lecieć. Jeżeli chcesz to zostań. Jak będziesz chciał wyjść to po prostu zamknij drzwi, mają zamek zatrzaskowy. No i oddaj alfonsowi pieniądze.
Adam wybiegł z mieszkania. Olo jeszcze jakiś czas siedział i wpatrywał się w pieniądze. Nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie stało. W końcu będzie mógł się uwolnić. Postanowił pójść do Bolusia wieczorem. Te kilka godzin, które mu zostało postanowił spędzić przed telewizorem. Telewizor oglądał tylko wtedy gdy łaził po sklepach, a i tak były to niezbyt interesujące programy. Teraz mógł wybierać co chciał oglądać.
W końcu nadeszła dwudziesta pierwsza. Wyszedł z mieszkania i poszedł do hotelu. Bez pukania wszedł do biura alfonsa i rzucił mu pieniądze.
- Co to jest? - warknął alfons.
- Mój dług, a właściwie trzydzieści tysięcy.
- Za mało.
- Jak to? Przecież powiedziałeś, że musze oddać ci dwadzieścia pięć tysięcy. Tu jest tego więcej.
- Cena poszła w górę. Masz mi oddać czterdzieści tysięcy.
- Oszukujesz!
- Ja tu rządzę, więc nie podskakuj.
Olo zabrał pieniądze i wybiegł z pokoju. Wybiegł z hotelu. Biegł do mieszkania Adama. Kiedy w końcu dobiegł okazało się, iż Adam już jest w domu. Wjechał na górę. Adam stał przy oknie z kieliszkiem w ręku i zamyślony spoglądał w okno.
- O, już jesteś. To dobrze. Muszę ci coś powiedzieć. Jutro muszę wyjechać.
- Na jak długo?
- Na zawsze.
- Dlaczego?
- Zakończyłem interesy w tym mieście. Nic mnie już tu nie trzyma.
- A ja? Co ze mną? Mówiłeś, że chcesz żebym został z tobą, że lubisz mnie. Czy to wszystko było kłamstwem? Chciałeś tylko się zabawić, tak? Jesteś taki sam jak inni! Nienawidzę cię! - Olo ze łzami w oczach wybiegł z mieszkania, Nie słyszał nawet jak Adam woła za nim. Nie chciał słyszeć. Oślepiony łzami nawet nie patrzył, dokąd biegnie. Kiedy w końcu się zmęczył przystanął. Rozejrzał się wkoło. Nie znał tej okolicy. Ruszył niepewnie przed siebie. Niestety nie zdążył ujść nawet kilku kroków, gdy poczuł mocne uderzenie w głowę i stracił przytomność.
Adam wybiegł za Olo. Lecz zanim przyjechała winda, zanim zjechał na dół, chłopaka nie było już nigdzie widać. Westchnął ciężko. Miał nadzieję, że jutro przyjdzi,e wtedy mu wszystko wytłumaczy. Wrócił na górę i położył się spać. Jutro musi wcześnie wstać, zakończyć kilka spraw, spakować się i wieczorem odlot. Następnego dnia o siódmej rano obudził go dzwonek komórki. Odebrał.
- Dzień dobry. Czy to Pan Adam Majewski?
- Tak.
- Dzwonię ze szpitala Świętego Piotra. Wczoraj wieczorem przywieziono do nas młodego chłopaka. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów, tylko Pana wizytówkę. Może zna go Pan?
- Jak wyglądał?
- Wiek około piętnaście lat, krótkie blond włosy, niebieskie oczy.
Adam zbladł.
- Co z nim jest?!
- Zna go Pan?
- Oczywiście. To mój bratanek, Aleksander Majewski. Co z nim jest? Wszystko w porządku?
- Został ciężko pobity. Już jest po zabiegu. Niestety jeszcze nie odzyskał przytomności. Czy mógłby Pan przyjechać i wypełnić niezbędne dokumenty?
- Oczywiście, zaraz tam będę.
Skończył rozmowę i wyskoczył z łóżka. Zrezygnował z kąpieli, ubrał się szybko i wybiegł z mieszkania. Złapał taksówkę. Kiedy był już na miejscu, nie zważając na protesty pielęgniarek, pobiegł do sali, w której leżał Olo. Twarz miał owiniętą bandażami i był nieprzytomny. Usiadł przy łóżku, wziął jego dłoń w swoje ręce i przytknął do ust. Z oczu popłynęły mu łzy. Siedział tak dopóki nie przyszedł lekarz. Wyszli razem na korytarz.
- Panie doktorze, co z nim? - zapytał adam z niepokojem w oczach, a jego głos był pełen bólu.
- Niestety najbardziej ucierpiała jego twarz. Pocięto ją czymś ostrym. Poskładaliśmy go na ile byliśmy w stanie, niestety zostaną szpecące blizny. Na chwilę obecną jest w śpiączce. Nie wiemy, kiedy się obudzi.
- Rozumiem. Dziękuję. - Adam wrócił do pokoju, w którym leżał Olo. Usiadł przy łóżku i siedział tam dopóki go nie wyrzucili. Następnego dnia także przyszedł i siedział dopóki go nie wyrzucono. Kiedy przyszedł trzeciego dnia pielęgniarka z recepcji powiedziała:
- Dzień dobry Panie Majewski. Pana bratanek właśnie się obudził. - Adam chciał pobiec do niego, ale pielęgniarka powstrzymała go - proszę chwilę zaczekać. Jest teraz u niego lekarz.
Adam usiadł i cierpliwie czekała aż lekarz wyjdzie z sali, chociaż był już na granicy wytrzymałości. W końcu się doczekał.
- I co z nim?
- Rany goją się wyjątkowo dobrze. Psychicznie też myślę w porządku. Sądzę, że za kilka dni będzie mógł iść spokojnie do domu.
- Mogę teraz iść do niego?
- Oczywiście.
Adam wszedł. Olo leżał z zamkniętymi oczami. Kiedy tylko Adam usiadł przy łóżku, Olo otworzył oczy.
- Adam? Co ty tutaj robisz? - zdumiał się.
- Siedzę.
- Ale dlaczego? Miałeś przecież wyjechać.
- Ale nie wyjechałem.
- Dlaczego?
- Martwiłem się o ciebie.
- Akurat - mruknął niepewnie Olo.
- Naprawdę.
Zapanowała cisza. Nagle Olo zaczął płakać.
- Czemu płaczesz?
- Wszystko stracone.
-To znaczy?
- Poszedłem do Bolusia oddać pieniądze, a on tylko roześmiał się i powiedział, że muszę oddać czterdzieści tysięcy. Potem ty powiedziałeś, że wyjeżdżasz. Kiedy uciekłem z twojego mieszkania, ktoś na mnie napadł. Nie wiem, kto to był, nikogo nie widziałem. Wiem tylko, że zabrali wszystko. Pieniądze, które mi dałeś i te, które zbierałem. Nawet łańcuszek - z oczu Olo popłynęły łzy.
Adam przytulił go ostrożnie.
- Nie płacz. Kupię ci nowy.
- Ni chcę nowego! - Olo wyrwał się z objęć Adama - Ty nic nie rozumiesz!
- Więc wytłumacz mi.
- Ten łańcuszek był dla mnie czymś wyjątkowym. Nigdy nic od nikogo nie dostałem za darmo. Aż nagle ty, zupełnie obcy facet, który znał mnie zaledwie dwa dni, dałeś mi coś, ot tak po prostu. To dużo dla mnie znaczyło. Pozwoliło mi uwierzyć, że mogę być szczęśliwy, że gdzieś na tym świecie jest moje miejsce. Teraz nie mam nic. Nigdy nie będę w stanie zebrać tych pieniędzy, żeby uwolnić się od Bolusia. Nie ma już dla mnie nadziei. Nawet ty mnie zostawiłeś.
- Nieprawda.
- Nie? A kto powiedział, że musi wyjechać?
- Chcę żebyś pojechał ze mną.
- Akurat. Mówisz tak teraz, kiedy leżę tutaj poharatany. Nie potrzebuję litości.
- To nie litość. Od początku chciałem żebyś ze mną pojechał. Chciałem ci to wtedy powiedzieć, ale nie dałeś mi dojść do słowa, tylko uciekłeś.
- Nie wierzę.
- To uwierz, kupiłem nawet bilety - Adam wyciągnął z kieszeni dwa bilety lotnicze - zobacz, jeden jest na twoje nazwisko.
Olo zerknął na bilety. Na jednym było nazwisko Adama, a na drugim jego własne.
- Mogłeś je kupić przed chwilą.
- Zobacz na datę zakupu - Olo spojrzał uważnie.
- Tydzień temu - wyszeptał.
- Zgadza się.
- Więc... wiec ty naprawdę chciałeś, żebym z tobą wyjechał? - w głosie chłopaka można było usłyszeć nadzieję.
- Oczywiście.
Olo rozpłakał się.
- Ale ze mnie głupek.
- Nie płacz, bo ci szwy popękają.
- Dlaczego wciąż chcesz żebym z tobą jechał? Przecież moja twarz już nie będzie nigdy taka ładna jak dawniej.
- Nie dbam o to. Kocham cię nie dla tego, że masz ładną buzię.
- Kochasz mnie? - zdumiał się Olo.
- Oczywiście. Myślisz, że dlaczego dawałem ci te wszystkie pieniądze? Dlaczego chciałem być twoim jedynym klientem?
- Nie wiem.
- Dlatego że cię kocham. I nie obchodzi mnie jak będzie wyglądać twoja twarz czy reszta ciała. Zawsze będę cię kochać.
- Teraz tak mówisz, ale gdy zdejmą bandaże na pewno odwrócisz się ode mnie. Lekarz powiedział, że zostaną szpecące blizny.
- Nie dbam o to.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Chyba dla tego, że miłość już taka jest. Nigdy nie kieruje się racjonalnymi przyczynami, robi wszystko jak jej się podoba. I jak już cię złapie to nie chce wypuścić.
- Więc ty naprawdę mnie kochasz?
- Oczywiście. I chcę żebyś ze mną wyjechał. Na zawsze.
- Ale jak? Nie mam paszportu, ani nawet dowodu.
- O to się nie martw - Adam wyjął z kieszeni paszport i podał chłopakowi. - Pomyślałem już o tym.
- Ale to przecież fałszerstwo. Możesz za to pójść do więzienia.
- Wiem. Ale nie dbam o to. Chcę żebyś został przy mnie, chcę żebyś był bezpieczny. Jeżeli ceną za to ma być więzienie, niech tak będzie.
- Nie mów tak. Nie chcę żebyś poszedł przez mnie do więzienia. Za bardzo mi na tobie zależy.
- Naprawdę?
- Tak. - Gdyby nie bandaże Adam mógłby zobaczyć jak Olo się czerwieni.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Jak tylko wypuszczą cię ze szpitala wyjedziemy stąd i nigdy nie wrócimy.
- To niemożliwe - szepnął cicho Olo.
- Dlaczego? Przecież powiedziałeś, że tego chcesz.
- Chcę, ale Boluś znajdzie mnie wszędzie. Nigdy od niego nie ucieknę - w oczach chłopaka pojawiły się łzy.
- Nie bój się. Nawet on nie ma tak długich rąk żeby dosięgnąć cię w Australii.
- W Australii?
- Tak. Mam zamiar otworzyć tam filię swojej firmy i zamieszkać. Na stałe.
- Ale bilety są już chyba nieważne?
- To nic, kupię nowe. Musisz tylko szybko wyzdrowieć. Dobrze?
- Dobrze.
- Świetnie, a teraz odpoczywaj. Przyjdę jutro. A, przy okazji, oficjalnie jesteś moim bratankiem.
- Dlaczego?
- Bo inaczej nie mógłbym do ciebie przychodzić .
- Rozumiem.
- Odpoczywaj, przyjdę jutro.
Olo położył się i zamknął oczy, Adam wyszedł. Kiedy był już na ulicy wyciągnął komórkę i wybrał numer.
- Cześć Pyton, mam sprawę.
- Co jest, czyżby paszport był niedobry?
- Nie, paszport jest ok. To coś innego. Coś, co lubisz.
- Nie mów? Chcesz żebym się nad kimś trochę poznęcał?
- Jakbyś zgadł.
- Coraz bardziej cie lubię - w głosie rozmówcy słychać było wyraźne zadowolenie.
- Możemy się teraz spotkać?
- Teraz nie bardzo mogę, ale za jakieś dwie godziny będę wolny.
- Może być. Spotkajmy się tam gdzie ostatnio.

Minęło pół roku. Adam i Olo szczęśliwie mieszkają razem w Australii. Adam, tak jak mówił, założył tam filię swojej firmy, a Olo uczęszcza do szkoły. Któregoś dnia Adam właśnie wrócił do domu, gdy odezwała się jego komórka.
- Słucham?
- Pozdrowienia od Pytona - odezwał się w słuchawce nieznajomy głos. - Przesyłka dotarła?
- Chwileczkę. - odsunął telefon od ucha - Olo?
Z kuchni wyjrzał Olo z twarzą całą w bandażach.
- Była do mnie jakaś przesyłka?
- Leży na stoliku przed lustrem.
- Dzięki - Olo zniknął z powrotem z kuchni.
Adam rozerwał kopertę. Wypadło z niej kilkanaście zdjęć.
- Tak, dotarła - powiedział do telefonu.
- Jest pan zadowolony?
- Muszę sprawdzić - z telefonem przy uchu zaczął przeglądać zdjęcia. - A gdzie druga część zamówienia?
- Jest. Proszę dobrze sprawdzić kopertę.
Adam zajrzał jeszcze raz do koperty i wyciągną mały foliowy woreczek. Wyjął jego zawartość i przez chwilę uważnie oglądał.
- Pyton przeprasza, że tak długo to trwało - odezwał się głos w słuchawce - ale z drugą częścią zamówienia trochę nam się zeszło.
- Nie przeszkadza mi to. Mówiłem Pytonowi, że czas nie gra roli.
-Rozumiem. Czy mogę więc przekazać Pytonowi, że jest pan zadowolony z zamówienia?
- Oczywiście.
Rozmówca bez słowa rozłączył się.
- Olo! - Olo znowu wyjrzał z kuchni - Mam coś dla ciebie. Możesz tu przyjść?
- Co takiego?
Adam bez słowa podał mu zdjęcia. Olo przez chwilę oglądał, a z każdym kolejnym zdjęciem jego oczy rozszerzały się ze zdumienia. Na każdym widać było brutalną przemoc i mnóstwo krwi.
- Co to jest?
- Wiesz, kto jest na tych zdjęciach?
- Boluś. Ale dlaczego? Dlaczego mi to pokazujesz?
- Pewien mój znajomy się nim zajął.
- Ale dlaczego? - zdziwił się chłopak.
- Za to, co ci zrobił.
- Przecież on mi nic nie zrobił, oprócz tego, że zmuszał mnie do bycia dziwką.
- Już samo to wystarczyłoby. Ale okazał się, że to on stał za tym napadem na ciebie.
- On? Ale dlaczego? - Olo zdumiał się jeszcze badziej.
- A jak myślisz? Chodziło mu o twoje pieniądze. Trzydzieści kawałków to nie lada kąsek dla takiej szumowiny niższego gatunku jak on. Poza tym nie mógł pozwolić żebyś od niego odszedł. Straciłby źródło dochodów. Postanowił więc ukraść ci pieniądze i zmusić do ponownego zbierania przy okazji pracy jako dziwka.
- Ale przecież wiedział, że z pociętą twarzą nie będę mógł zdobyć zbyt wielu klientów, więc dlaczego to zrobił?
- To akurat była inicjatywa własna tych, którzy cię napadli, ale nie przejmuj się. Mój znajomy też się nimi zajął odpowiednio.
- Niech zgadnę, ten znajomy raczej nie jest grzecznym chłopcem?
- Ależ skąd. Jest bardzo grzeczny, tylko ma niegrzeczne hobby.
- Skąd ty masz takie znajomości?
- No cóż, poznało się kilku ludzi będąc na studiach. Ale nie musisz się tym przejmować. Nie mam zamiaru robić nic nielegalnego.
- To dobrze. Nie chciałbym, żeby któregoś dnia zamknęli cię za coś.
- Nie bój się. To było jednorazowe.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. A przy okazji, mam jeszcze coś dla ciebie.
- Co?
- Zamknij oczy i wyciągnij rękę.
Olo posłusznie zamknął oczy, a wtedy Adam na jego wyciągniętej ręce położył to, co wyjął z małego foliowego woreczka z koperty. Olo otworzył oczy. Kiedy zobaczył, co to jest w jego oczach pojawiły się łzy.
- Ej, nie płacz, bo jeszcze porozrywasz szwy. - Adam przytulił Olo - Wprawdzie stać mnie na kolejną operację plastyczną ale wiesz, że co za dużo to nie zdrowo. I tak jeszcze czeka cię kilka operacji, zanim twoja twarz będzie wyglądała tak jak wcześniej.
- Adam... - Olo nie mógł wydusić z siebie słowa.
- Tak?
- To jest...
- Tak?
-... ten łańcuszek, który mi wtedy dałeś.
- Tak.
- Ale jakim cudem...
- Powiedziałeś, że jest dla ciebie bardzo ważny, więc tak długo szukałem aż w końcu znalazłem.
- Adam...
- No?
-Nie wiem co powiedzieć.
- Więc nic nie mów.
- Ale ja... tyle rzeczy dla mnie robisz, a ja nic ci nie dałem.
- Dałeś mi więcej niż mogłem oczekiwać.
- Jak to?
- Dałeś mi siebie. To mi wystarczy.
- Kocham cię - powiedział Olo przez łzy.
- Ja ciebie też.


KONIEC



Komentarze
Aquarius dnia padziernik 09 2011 21:55:42
Komentarze archiwalne przeniesione przez admina

balanced (kosiara@onet.eu) 13:43 26-12-2010
Lubię to! I to bardzosmiley
Natalia94 (Brak e-maila) 19:55 21-01-2011
Cudowne. Aż nierealne. Bardzo mną poruszyło... Jezuu oby więcej takich opowiadań.. <3
Yumi-Honey (yumi_honey@poczta.onet.pl) 21:05 28-06-2011
Piękne opowiadanie.
fanta (Brak e-maila) 02:33 16-07-2011
to było fajne. naprawdę fajne xD

a z błędów logicznych
1% za 1 dzień opóźnienia.
1% z 20000 to 200
rok ma 365 dni
365 x 200 = 73 000
2 lata opóźnienia czyli 73000 x 2 = 146000
+ jeden ew. dzień jeśli rok przestępny

więc Olo musiał oddać albo 146000 albo 146200 smiley

ale w sumie to nie ważne, ja się czepiam xD


a opowiadanie naprawdę mi się podobało. lubię happy endy. podbudowują mnie ^.^
Seiridis dnia listopad 17 2011 02:53:44
hm... nie wiem czemu pomyślałam, że musi oddać 20 000. Pewnie dlatego, że Adam tak powiedział. Ale - suma podana przez Olo to 10000. W takim razie nie 146000/146200 a 73000/73100 smiley

Dalej twierdzę, że opowiadanie mi się podobało, acz trochę naiwne jest smiley
Ale czasem w życiu przydaje się trochę więcej cukru smiley
Greed dnia lipiec 24 2012 22:56:26
Mateczko, matma w komentach!!! Zgroza! Mi się nawet liczyć nie chce!

Fakt, opko trochę naiwne (baaardzo naiwne), ale jako że to czysta fikcja, to jest do przełknięcia smiley. Fajnie jest czasami poczytać o tym, że ktoś kto jest na dnie dostaje nową szansę, wielką miłość rodem z Kopciuszka, albo złotą rybkę... płacącą alfonsowi za jedną noc z jedną z jego dziwek. I kto powiedział, że życie to nie bajka? smiley

Ech, że też takie historie nie zdarzają się w realu! Nie, nie mam na myśli tego sklepu...
A żeby nie było, że to sarkazm, to szczerzę powiadam, iż tekst jak najbardziej do mnie trafił, bo w głębi duszy jestem romantyczką i lubię happy endy.
Dodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

wietne! wietne! 0% [adnych gosw]
Bardzo dobre Bardzo dobre 100% [2 Gosw]
Dobre Dobre 0% [adnych gosw]
Przecitne Przecitne 0% [adnych gosw]
Sabe Sabe 0% [adnych gosw]
Logowanie
Nazwa Uytkownika

Haso



Nie jeste jeszcze naszym Uytkownikiem?
Kilknij TUTAJ eby si zarejestrowa.

Zapomniane haso?
Wylemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nasze projekty
Nasze stałe, cykliczne projekty



Tu jesteśmy
Bannery do miejsc, w których można nas też znaleźć



Ciekawe strony




Shoutbox
Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.

Myar
22/03/2018 12:55
An-Nah, z przyjemnością śledzę Twoje poczynania literackie smiley

Limu
28/01/2018 04:18
Brakuje mi starego krzykajpudła :c.

An-Nah
27/10/2017 00:03
Tymczasem, jeśli ktoś tu zagląda i chce wiedzieć, co porabiam, to może zajrzeć do trzeciego numeru Fantoma i do Nowej Fantastyki 11/2017 smiley

Aquarius
28/03/2017 21:03
Jednak ostatnio z różnych przyczyn staram się być optymistą, więc będę trzymał kciuki żeby udało Ci się odtworzyć to opowiadanie.

Aquarius
28/03/2017 21:02
Przykro słyszeć, Jash. Wprawdzie nie czytałem Twojego opowiadania, ale szkoda, że nie doczeka się ono zakońćzenia.

Archiwum